Dodaj do ulubionych

Chyba tracę sojusznika...

14.09.04, 18:16
Mój mąż właśnie dziś rano opowiedział mi swój sen: śniło mu się, że miał
synka i że synek strasznie płakał. Wziął go więc na ręce i przytulił, i mówi,
że w tym śnie poczuł takie straszne wzruszenie...
No to ładnie.
Presję rodziny i znajomych to ja mam z grubsza rzecz biorąc w nosie, ale
akurat mąż jest jedyną osobą, która ewentualnie w tym temacie miałaby coś do
powiedzenia...
Obserwuj wątek
    • izabellas Re: Chyba tracę sojusznika... 15.09.04, 07:44
      U mnie akurat już problem jest, tzn. mój mężczyzna chce mieć potomka (najlepiej
      syna, jeszcze nie teraz ale w przyszłości. Wiele czasu już poświęciliśmy na
      dyskusje i sprzeczki na ten temat i w tej chwili tematu wcale nie poruszamy. Ja
      się cieszę, że nie naciska i traktuje chęć posiadania dziecka przyszłościowo,
      lecz czasem się obawiam, co będzie, gdy stuknie magiczna 30-tka, bo wtedy chyba
      się zacznie... Z drugiej strony to ciekawe, że tak często to właśnie mężczyzna
      nalega na dziecko. Niestety mój widzi tylko same plusy sytuacji, wspólne zabawy
      (oczywiście kolejką i granie w piłkę), czytanie bajek itd. Zupełnie nie
      docierają tłumaczenia, że wszystko się zmieni i w moim pojęciu na gorsze, bo
      już tyle czasu nie będziemy mieć ani dla siebie we dwoje, ani każde z nas na
      swoje zainteresowania.
      • orvokki Re: Chyba tracę sojusznika... 15.09.04, 09:34
        Do mojego swego czasu tłumaczenia docierały (btw, dzięki Wysokim Obcasom za
        kilka wysoce obrzydliwych artykułów o porodzie, karmieniu piersią i problemach
        przedszkolnych), teraz widzę jakiś nowy etap... Etap pierwszy był typowo męski
        i niedojrzały właśnie w stylu "Będziemy się bawić kolejką i pokażę mu jak się
        używa wiertarki". Teraz widzę, że się zapowiada poważniej...
        No, ale oczywiście wolałby synka, co mnie strasznie denerwuje, bo po pierwsze
        niewielki ma człowiek na to wpływ, a po drugie, co to, dziewczynka jakaś gorsza
        czy co.
        • burza4 Re: Chyba tracę sojusznika... 15.09.04, 10:50
          Po pierwsze, to chciałam zaznaczyć, że bardzo mało osób (nawet tych strasznie
          chcących) zdaje sobie sprawę z czym tak naprawdę wiąże się posiadanie dziecka,
          więc nie dziwcie się partneromsmile)

          Po drugie - z ich punktu widzenie, ta wizja niewiele się różni od
          rzeczywistości sad( bo jednak gros tatusiów znacznie mniej uczestniczy w życiu
          swoich dzieci. Oni MOGĄ pomóc (i automatycznie stawia się ich za to na
          piedestał), ty musisz - i nikt na to nie patrzy w kategoriach ach! jaka ona
          wspaniała...

          Od myślenia do czynów droga daleka... tym bardziej, jak sobie pogada z kumplami
          jak wygląda życie z niemowlakiem... dziewczynka nie gorsza, co więcej, podbija
          tatusiowe serce po kobiecemusmile

          A co do czasu dla siebie i na zainteresowania - cóż - to kwestia nastawienia.
          Dziecko nie musi (i chyba nawet nie powinno) być osią rodziny, dookoła której
          wszystko się kręci. Na szczęście znam ludzi, którzy nadal są partnerami dla
          siebie, i nie stali się automatycznie tylko rodzicami wspólnych dzieci. I
          akurat taką parę (która rozwija własne zainteresowania i dba też o swój
          związek) uważam jednocześnie za najlepszych rodziców. Mają czas i dla siebie i
          dla dzieci. Tylko że oni też dzieci mieli dość późno, przed 30-tką dojrzeli do
          tej decyzji, więc byli świadomi tego co robią.
          • orvokki Re: Chyba tracę sojusznika... 15.09.04, 13:12
            Hehehe, co do życia z niemowlakiem, to niedługo będziemy mieli pole do
            obserwacji, bo już za parę tygodni na świat przybędzie mojego męża bratanek, a
            jako że mamy bliski kontakt z przyszłymi rodzicami, to będziemy na bieżąco.
            Jak dwa lata temu urodziła się córeczka naszym bliskim znajomym, to mój mąż był
            z każdą wizytą bardziej przerażony tym, ile dziecko wymaga czasu i uwagi,
            ciekawa jestem, czy tym razem też dojdzie do takich wniosków.
            • verdana Re: Chyba tracę sojusznika... 15.09.04, 17:58
              Nie... Tym razem bedzie klaskał, zacwycał się i rozpływał. A po przyjsciu do
              domu zapyta z nadzieją w oczach "I co?"
              Wiem, bo przez nas dwie pary maja dzieci, chociaż przysiegały, ze nigdy. Ale po
              trzydziestce nagle faceci zmienili zdanie.
              • orvokki Re: Chyba tracę sojusznika... 15.09.04, 22:22
                No, weź Ty mnie Verdana nie strasz, no!
                • verdana Re: Chyba tracę sojusznika... 15.09.04, 23:20
                  UUUU!!!
                  Trudno będzie!!!
            • judytak Re: Chyba tracę sojusznika... 16.09.04, 10:25
              orvokki napisała:

              > już za parę tygodni na świat przybędzie mojego męża bratanek,

              no, to już przynajmniej wiadomo, skąd takie sny ...
              przecież nie będzie gorszy od brata! ;o)

              pozdrawiam
              Judyta
              • athalia Re: Chyba tracę sojusznika... 16.09.04, 11:09
                Oj kobitki. Swiat nam sie do gory nogami przewraca, nie?

                No mam ten sam problem. Moj maz strasznie chce miec dziecko. Ja nie. Ale w
                koncu uleglam. Zdecydowalam sie. Czy dla św. spokoju? Pewnie troche tak.
                Zreszta zobacze.

                Tylko u nas byla inna sprawa. Przez prawie 1,5 m-ca mielismy u siebie moja
                sistrzenice [zreszt nie 1-szy raz]. I moj maz jest w niej zakochany. I w ogole
                to on chce coreczke, koniecznie. Oczywiscie jak bedzie chlopak to nic sie nie
                stanie, ale coreczka to jego marzenie.

                Co do obowiazkow. To chyba juz z nim ustalilam. Ja ide do pracy, a na pewno
                wynajme opiekunke. Babcie - w zadnym wypadku!!!

                Ale moj maz zawsze przejawial wiecej opiekunczosci i instynktow macierzynskich
                niz ja. Ja zawsze bylam ta, co to stoi twardo na ziemi i wszystko zalatwia.
                Choc oczywiscie niczego mu nie brak! Wiec mysle, ze to raczej on bedzie lepszym
                rodzicem niz ja.

                Ech. Zobaczymy!!!
                • aszar.kari Re: Chyba tracę sojusznika... 17.09.04, 01:33
                  Znam takiego, co sie rozstal z wieloletnia ukochana, bo nie chciala dzieci.
                  Teraz ma 3 z taka co chciala, 4 w drodze, do tego jakies psy i koty - pelnia
                  szczescia az sie czlowiek wrednie i zlosliwie zastanawia, czy to tak naprawde,
                  czy tylko na pokaz dla znajomych wink Coz, jak mawial Boy-Zelenski - "bo w tym
                  caly jest ambaras zeby dwoje chcialo na raz".
                  Serdecznie zycze wspolnoty interesow (hi hi hi)
                  Aszar
                  • orvokki Re: Chyba tracę sojusznika... 17.09.04, 15:14
                    No powiedzmy, że ja byłabym skłonna się targować i pójść na kompromis, coby nie
                    musiał sobie szukać tej innej, co mu urodzi piątkę.
                    Psy i koty bardzo lubię, na razie mamy po jednej sztuce, ale tu akurat chętnie
                    się zgodzę na rozszerzenie gromadki :o)
                    • aszar.kari Re: Chyba tracę sojusznika... 17.09.04, 19:47
                      orvokki napisała:

                      > Psy i koty bardzo lubię, na razie mamy po jednej sztuce, ale tu akurat
                      chętnie
                      > się zgodzę na rozszerzenie gromadki :o)

                      Od pewnego czasu zawsze sa u nas dwa psy - mlody i stary - pewnie sie latwo
                      domyslic dlaczego. Mam ogromny zal do Matki Natury, ze psy zyja o tyle krocej
                      od nas. Kotow miec nie mozemy, bo bysmy sie rodzinnie zakichali na smierc wink
                      No i z najukochanszym nawet psem trudno jest robic ludki z kasztanow - tak mi
                      sie robi sentymentalnie gdy ide z psami przez park - moje Mlode juz dawno za
                      stare na te ludki a jeszcze szczesliwie za mlode na uczynienie nas dziadkami
                      wiec skoro teraz nie musze ich zbierac, to mi zal, ze tak sie "marnuja" na
                      sciezce. Byl czas, gdy w kazdej kieszeni mialam pod 2-3 kasztany i mocno mnie
                      to wsciekalo, a teraz mi zal - czlowiek zawsze sobie lubi pomarudzic smile
                      • orvokki Hiperdygresja 18.09.04, 11:33
                        A ja sobie kasztany po prostu zbieram :o) i noszę po kieszeniach i w torbie.
                        Strasznie przyjemna rzecz, w dotyku i wizualnie. Podobno są zdrowe, tak poza
                        tym. :o)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka