Dziś minęły 3 lata od dramatycznych i wcale nie szczęśliwych chwil...
1 dzień 34 tc - gestoza, infekcja wewnątrzmaciczna, odklejenie łożyska, karetka, cc, 1570 g chudej bidy, 9 APGAR, na szczęście od początku na własnych oddechu, bo gestoza przygotowała wcześniej płuca...
Pierwszy miesiąc (wypisany z wagą 2 kg) w szpitalu we Wro na Dyrekcyjnej - sepsa, zapalenie płuc, retinopatia II/III stopień (1 laser), ulewał (refluks) póki w 11 m-cu życia nie usiadł, lekarze twierdzili, że niemożliwe, że refluks, bo wagowo szybko dogonił rówieśników (ale jeśli nie refluks to co? nie dowiedziałam się...), pogłębiający się hipoteloryzm i kraniostenoza (trigonocephalia - zdarza się raz na 15 tys urodzeń) zdiagnozowana - o zgrozo - dopiero przeze mnie przy pomocy internetu, operowana w 4 m-cu życia endoskopowo na neurochirurgii w Katowicach, jadłowstręt (3,5 mies karmienia tylko przez sen), rozległe plamy atopowe, w 10 m-cu życia pobyt na gastroenterologii we Wro i diagnoza Stawarskiego, ze to mega-alergia, było coraz gorzej, szacowny doktor prawie mnie zjadł za podważanie jego diagnozy - znów internet, wysyłka "materiału" do Felixa w Warszawie (lab parazytologiczny) - lamblie i candida! Lamblie odporne na leczenie jedynym antybiotykiem dla takich maluchów (wymiotowal każdą ilością), wyleczony ziołami (tak!) w 3 miesiące przez podwrocławską pediatrę-zielarkę z Ukrainy. Jeden nawrót po prawie roku - znów zioła, tym razem cała rodzina. I spokój. Żadnych alergii chłopak nie ma!
Rehabilitowany trochę Vojtą (ale nie fanatycznie - ponoc tylko pomocniczo - mimo wiotkości, nie było potrzeby), nieco Bobathami...
Dziś bystry, mądry, bardzo sprawny ruchowo chłopak, 14,3 kg - 50 centyl, rozwojowo wyprzedza rówieśników - liczy do 10, widząc literkę S mówi, ze to 5 (hehe - zerka przez ramię starszemu bratu

), od tygodnia przedszkolak, prawiący mi przy odbieraniu go z placówki filozoficzne morały, jakobym była straszną matką zostawiającą dziecię w przedszkolu, no i oczywiście, że już mnie za to nie kocha...

I może bym się przejęła, gdyby nie to, że młody uwielbia swoje przedszkole i swoją brązową "ciekoladową" szafkę w szatni, jest chwalony za duży zasób słów, że ślicznie koloruje, że bawiąc się, wymyśla fabułę...
Tylko z pampersami nie chce się rozstać - nawet w ciągu dnia

choć świetnie zna teorię, gdzie się co powinno robić

ale nie naciskam - przed nami lato, poćwiczymy mokre gacie
Po horrorze i problemach pierwszego roku zostało tylko zle wspomnienie - no i lekki Star Trek na czole po zoperowanej wadzie zrośnięcia szwów czaszkowych - ale looooz! najważniesze, że pod czaszką wszystko super

Mały kaskader!
Jestem z niego baaardzo dumna!
Wszystkiego najlepszego, synu!
Ale co dałeś czadu, to Twoje!