Dodaj do ulubionych

robimy postępy ... a co na chlebek

29.02.12, 14:13

Wiecie pewnie już niektóre mamuśki, że moja psychika nie pozwalała dawać Laurze grudek i pokarmów stałych. Ale za waszą namową jakoś się powoli udaje.

Grudy w zupach przechodzą bez problemu - w sensie dłużej je, ale zjada, nie krztusi się, nie ma odruchów wymiotnych.

Na śniadanie zjada chlebek chrupki 7 zbóż pokrojony w 2cm paski posmarowane masłem.
Zjada sama, jak długo jej schodzi to pakuje jej do dzioba sama.
I pytanie:
co na ten chlebek?
Próbowałam almette - nie bardzo bo słone, próbowałam słodki dżem - nie chciała zjeść, zjadła tylko chlebek z masłem.
Chodzi mi o coś do posmarowania, szynka i ser żółty - na razie nie - psychika - rozumiecie.

Potem po tym śniadanku daję jej mixa owocowo-jogurtowego łyżeczką.

Co dać do łapki?
Brokuły, fasola, frytki, banan - mało zainteresowana.
Szykować codziennie w/w i czekać aż się skusi? Nie chcę dawać na siłę i pakować na dzioba, chcę żeby sama jadła palcami.

Ze stałych pokarmów zjada chrupki kukurydziane, kuleczki Bobovity (te po 9 miesiącu) - na sucho bez mleka, herbatniki Hipolitki.

Co jeszcze można jej dać? Chleb tradycyjny i bułka odpada - moja psychika- kiedyś zadławiła mi się solidnie skórką od chleba.
Marchew gotowwana odpada - tendencja do zaparć.
Obserwuj wątek
    • nastjaa Re: robimy postępy ... a co na chlebek 29.02.12, 14:24
      Ja na początku smarowałam mięskiem ze słoiczków - smakuje jak pasztet, córka to bardzo lubiła. Może spróbuj też z tym serkiem żółtym - mierzwionym, pokrojonym baaaaarodzo cienko, nie powinna się tym zakrztusić.

      Gratuluję postępów smile
      • aaalicja2 Re: robimy postępy ... a co na chlebek 29.02.12, 14:27
        Wiesz Nastjaa - do mnie w sprawach żywieniowo-kulinarnych trzeba wręcz "łopatologicznie", jak krowie tłumaczyć smile
        Mięsko ze słoiczków ok załapałam co to takiego typu ten indyk lub kurczak Gerbera tak?
        A serek żółty -mierzwiony?
        Za boga nie wiem co to za cudo! Możesz bliżej coś napisać.
        • eda321 Re: robimy postępy ... a co na chlebek 29.02.12, 14:40
          my z żółtym serem zaczynaliśmy od tarkowania go na tarce - najpierw na chudych oczkach potem na grubszych, teraz je już w plasterkach. Na początku nie chciał, ale że jest fanem koni to powiedziałam, że to takie żółte sianko jak dla koników no i poszło że hoho. Potem sam się upominał o sianko dla koników.
        • nastjaa Re: robimy postępy ... a co na chlebek 29.02.12, 14:49
          Dokłądnie chodzi o słiczki gerbera - moja nie przepadała za indykiem, wolała kurczaka. Smarowałam cieniutko masełkiem, i cieniutko mięskiem.

          Serek żółty mierzwiony to taki pokrojony na baaardzo cienkie plasterki, prawie przeźroczysty.

          Nie bój się zwykłęgo chlebka - krój bez skórki, na malutkie kawałeczki - szybko rozpuszcza się w buźce. Wypróbuj kilka rodzajów różnego chleba - wybierz ten co najłatwiej się rozpuszcza, niektore chleby i bułki są kluchowate i ciężej je pogryźć.
          • aaalicja2 Re: robimy postępy ... a co na chlebek 29.02.12, 14:55
            Dzięki za wyjaśnienie, gamoń kulinarny ze mnie i już smile
            • nastjaa Re: robimy postępy ... a co na chlebek 29.02.12, 15:12
              Co ty, przypadkiem na niego trafiłam big_grin
    • mama-cudownego-misia Re: robimy postępy ... a co na chlebek 29.02.12, 16:24
      To ja będę wredna - chlebek chrupki nie! Nie tylko mocno szorstki przy przełykaniu, ale przede wszystkim pieczony w b.wysokiej temperaturze, mało wartościowy, bardzo przetworzony. Poza tym nauczysz dziecko jeść coś, co ma 25 kcal/kromka, zamiast 80...

      Weź babo schowaj psychikę do kieszeni i dawaj na początek bułę wekę (wiesz, taka delikatna ni to bagietka, ni bułka, ni chleb) albo chleb, wszystko bez skórki.
      Na to masło, skoro lubi, i do wyboru:
      - nie almette, tylko prawdziwy twarożek (najlepszy na początek taki śmietankowy będzie), nieposolony, skoro nie lubi. Może być z owocami, warzywami, ziołami, przecierem pomidorowym...
      - nie dżem, tylko mus ze słoiczka, np. malinowy - mniej słodki, może zje
      - nie wędlinę, a upieczoną/ugotowaną pierś z kuraka/indyka, cienko pokrojoną, ewentualnie przetartą. Albo pasztet domowy beztłuszczowy (1/3 wątróbki, 1/3 mielonego mięsa, 1/3 bułki tartej rozprowadzonej gorącym mlekiem do uzyskania konsystencji ciasta, białko z jajka, sól, pieprz, zmiksować i zapiec, najpierw ze 20 minut pod przykryciem, a potem aż porządnie zbrązowieje na wierzchu). Możesz tez zmiksować gotowaną pierś z kurczaka na pastę, np. ze śmietaną kwaśną i odrobina przecieru. Drób oczywiście jak najbardziej eko, łażący wolno i dostający ziarno.
      - warzywa utarte (to ustępstwo na rzecz Twojej psychiki, bo Laura by już spokojnie plasterki zjadła), lub cienkie plastry np. pomidora bez skóry - w zimie dawałam z puszki takie "pelati".
      - owoce utarte lub w plasterkach, posypane cukrem lub nie. Mogą być z mrożonek.
      - śmietanę kwaśną (zott jest pyszna, sama z nią kanapki jadam)
      - jajko ze śmietaną i koperkiem rozgniecione na pastę
      - sparzone posiekane kiełki słonecznika (Gosia na początku preferowała z cukrem)

      Moje dziecię je też surowy czosnek na kanapce, ale ono jest ekstremalne kulinarnie.

      Do podgryzania generalnie to samo, tylko np. pokrojone w słupki: owoce, warzywa, kulki twarogu, pokrojone jajko, pokrojony chleb z masłem, kiełki słonecznika (mają łagodny smak), ziemniaki, puree ziemniaczane, buraczki, kiszony ogórek, groszek ugotowany z mrożonki (bo słodszy) albo z puszki, makaron z sosem np. truskawkowym, lub bez niczego, wcale niekoniecznie taki rosołowy, naleśnika, klopsiki z mięsa mielonego, nawet parówka...
      A jak chrupki, to spróbuj do tego miseczkę kefiru albo naturalnego jogurtu podać (więcej się wetrze przez skórę, więc nie zaszkodzi).

      Generalnie proponuję Ci przyjąć taka zasadę, że nie dajesz dziecku żywności wysokoprzetworzonej, tylko sama robisz. Czyli nie almette, a twarożek i śmietana do miksera, nie serek homogenizowany, a twarożek i owoce do blendera, nie jogurt smakowy, tylko naturalny zmiksowany z owocami.
      I do niczego nie zmuszasz, sama jesz przy dziecku, do dzioba dajesz spróbować i ile zje, tyle zje.
      • mama-cudownego-misia Re: robimy postępy ... a co na chlebek 29.02.12, 16:26
        Acha, i nie przesadzaj z tym podgryzaniem między posiłkami. Może warto dawać tuż przed posiłkiem (raczej II śniadanie, podwieczorek i kolacja, nie przed obiadem), ze 3 rzeczy do wyboru na talerzu i niech się kobita uczy.
      • zbiszkopcik Re: robimy postępy ... a co na chlebek 29.02.12, 17:29
        Mam pytanie odnosnie tego domowego pasztetu- watrobka drobiowa czy wieprzowa?
        • mama-cudownego-misia Re: robimy postępy ... a co na chlebek 29.02.12, 21:10
          A która się trafi smile najsmaczniejsza jest cielęca, ale tak naprawdę każda dobra.
          W ogóle ponieważ Gosia już większa, więc robię ten pasztet trochę bardziej wytrawny, z mieloną cebulą. Mniej więcej tak:
          1 tacka wątróbek
          1 tacka mielonej wołowiny
          1 niewielka cebula
          1 ząbek czosnku
          1 łyżka oliwy (ale olej też może być)
          1 szklanka bułki tartej
          1 szklanka gorącego mleka (jak konsystencja będzie za sztywna, można dodać więcej mleka albo jaj - efekt końcowy ma się na wpół wlać do formy, taka konsystencja zolu, coś w pół drogi między surowym biszkoptem a surowym drożdżowym)
          1-2 jajka
          sól, pieprz

          Jajka, oliwę, cebulę i czosnek mielę mikserem, dodaję wątróbek, mielę znowu, dodaje bułki wymieszanej z mlekiem, mielę, dodaję mięso mielone, krótko mielę, żeby wymieszać, solę i pieprzę do smaku (posolić trzeba całkiem dużo niestety), wylewam do formy do ciasta i piekę w 180 stopniach najpierw ze 20 minut pod folią, a potem do zbrązowienia skórki.
          No i gotowe.
          A jak mnie TCM nie wkurzy, to owijam kawałki w szynkę szwarcwaldzką i faszeruję tym prostokąty ciasta francuskiego albo drożdżowego. Wychodzą boskie błyskawiczne paszteciki smile
          • mama-cudownego-misia Re: robimy postępy ... a co na chlebek 29.02.12, 21:11
            A jak była mniejsza, robiłam bez cebuli, z mielonej indyczyny i kurzych wątróbek - to chyba najlżejsza wersja
    • zbiszkopcik Re: robimy postępy ... a co na chlebek 29.02.12, 16:57
      Serek topiony na chlebek smile
      • misiekjasiek Re: robimy postępy ... a co na chlebek 29.02.12, 17:55
        Matka, brawo, brawo, trzymaj tak dalej! smile Precz z lękami smile

        Ja tego problemu nie miałam ale w szpitalu podpatrzyłam, że wszelką wędlinę/mięso/ser dawali zmiksowane - prawdopodobnie - blenderem. Czyli w takiej formie, że w gardle nie ma szansy stanąć. Czasami wyglądało to jak mielonka, taka typowa. Spróbuj może tak.
        Tylko nie dawaj suchego mocno (np. pieczonego mięsa, zawsze mieszaj trochę z wodą, żeby było wilgotne i lepkie), bo inaczej będziesz miała wizję krztuszenia się farfoclami tongue_out
        -----
        Justyna & Jaś (1740 g) i Michaś (1540 g) 31 tc, ur. 10.2009 r.
        • misiekjasiek Re: robimy postępy ... a co na chlebek 29.02.12, 18:05
          Dopiero doczytałam resztę postów, no to mniej więcej jest to, co proponuje Beata, tzw. pasty. Można zrobić pastę mięsną, rybną, serową, do wyboru. Jak jej zasmakuje.
          Ale nie wiem, czy jak nie przyzwyczaisz się do past to dalej nie będziesz miała lęku przed połykaniem, czy to czasami nie będzie tak naprawdę krok w tył.

          Ale ja nawet nie wiem, czemu Laurka ma taki problem? Czy coś jej było? Bo na razie widzę, że masz schizy i czy tylko o to chodzi? Miała wiotkość krtani, refluks itp?

          Co do Almette i inne tego typu - u nas też zonk, haha, dzieci wiedzą co dobre bo potrafią wszamać całą michę białego sera ze śmietaną i pomidorami tongue_out
          Dżem na chlebie też był be, dopiero pokochali go na naleśnikach i plackach drożdżowych - hicior, no ale tego nawet nie proponuję, chyba, że zmielisz wink
          -----
          Justyna & Jaś (1740 g) i Michaś (1540 g) 31 tc, ur. 10.2009 r.
          • mama-cudownego-misia Re: robimy postępy ... a co na chlebek 29.02.12, 21:23
            O! rybna to jest to.
            U nas hit to sardynki z puszki rozciapane z twarożkiem, przecierem pomidorowym, sokiem z cytryny i posiekaną na miazgę cebulką (niekoniecznie). Wprawdzie nie jestem przekonana, że sardynki z puszki to samo zdrowie, ale młoda właściwie tylko je uznaje.
            Chociaż ostatnio do pieczonego łososia i pstrąga przekonała. Swoją drogą to też dobre na chleb, z jednym zastrzeżeniem - tylko z ogona i z samej góry po bokach grzbietu, a i tak trzeba przejrzeć, czy ości nie ma.
    • karro80 Re: robimy postępy ... a co na chlebek 29.02.12, 19:38
      Brawosmile
      Dawaj dziecku mięcho w sensie dobrej szyny, może zasmakować bo to zdecydowany jest smak - zakrztusić się można wszystkim w sumie<woda mleko tyż>, więc dlaczego zaraz szynkąwink
      A mięsko się fajnie żuje i szczęka sobie poćwiczy - do gadania jak znalazł.
      I testuj to co dzieczyny piszą - im wiecej smaków tym większe prawdopodobieństwo, że dzieć chętnie będzie jadł, bo zawsze znajdzie coś co mu podejdzie.
      Powodzeniasmile
      • aaalicja2 Re: robimy postępy ... a co na chlebek 29.02.12, 22:00

        Dziewczyny!
        ja wiem, że to ja mam schizę na punkcie jej ewentualnego zakrztuszenia, Laura nie ma refluksu, wiotkości krtani itp.
        To moja p...... psychika......, ale ja się naprawdę staram uwierzcie mi.
        Spróbuje jutro z serkiem topionym i twarogiem.

        Nie wiem czy przerzucę się na zwykły chlebek .....
        dawać po maleńkim gryzku?

        Te pasty mięsne to już wyzwanie kulinarne dla mnie, to lepiej niech tato Laury nam przygotuje, zebym dzieciaka nie otruła smile

        A wiecie, będę musiała na kilka dni wyjechać do mamy (będzie miała operacje), tato Laury z nią zostanie i może jemu będzie łatwiej jak nie będzie widział "piorunów w moich oczach".

        A te wrzywa typu pomidor, ogórek - to jakie pokroić duże, w słupki, takie do rączki?

        Alicja mama Laury (05.07.2010r., 1200gram, 45cm, 30tc, 5,5,6)
        fotoforum.gazeta.pl/5,2,aaalicja2.html
        • misiekjasiek Re: robimy postępy ... a co na chlebek 29.02.12, 22:27
          Kup zwykły, normalny chleb, zrób kanapkę bez skórki - jak posmarujesz masłem i czymś tam jeszcze, Laura nie poczuje, że je chleb.
          Szczerze miałabym większe obawy dając chrupkie pieczywo niż normalne. Różnica jest.
          Wiemy, że się starasz, brawo, to widać, trzymaj tak dalej smile
          Jakby co zamykaj oczy i udawaj, że Cię nie ma.
          Ja mam takie schizy jak chłopaki rąbną głową w coś, rozwalą sobie wargę i leje się krew - wtedy udaję, że mnie nie ma i dowodzenie przejmuje Ł. Tak mi zostało po szpitalu.

          No a teraz pytanie z czego Laura pije, z kubka niekapka, butli?
          Słuchaj, jak masz te schizy to sobie pomagaj mówieniem przy karmieniu, tzn. "ładnie otwórz buzię, teraz ładnie pogryź, bo masz mięsko/pomidora/cokolwiek". Mała dobrze wie, że ma gryźć i będzie to robić a Ty będziesz spokojniejsza jak się jeszcze upewnisz i dopilnujesz smile I nie skupiaj się na tym mocno, bo mała wyczuje, że jesteś spięta i właśnie wykręcasz numer pogotowia, rozumiesz.
          Twardo i stanowczo. Najlepiej, gdyby rzucono Cię na głęboką wodę, wtedy nie miałabyś wyjścia. Inaczej można za dużo kombinować. Znam to z autopsji.
          Na początek spróbuj z innym chlebem. Dasz radę, ani się obejrzysz a mała będzie wcinać aż miło.
          -----
          Justyna & Jaś (1740 g) i Michaś (1540 g) 31 tc, ur. 10.2009 r.
          • misiekjasiek Re: robimy postępy ... a co na chlebek 29.02.12, 22:31
            Aaaa pisałaś, że nie dajesz chleba, bo sie kiedyś zakrztusiła skórką.
            U nas to codziennie, napakują do koparek całe kromki i potem eeeee - no u nas dostałabyś zawału smile
            Jak skórka jest problemem, utnij ją i finito. Środkiem się nie zadławi, są małe szanse.
            Piszesz o herbatnikach hipolito, no, kochana, to jest wyższa szkoła jazdy. Jak gryzie herbatniki i jest ok, moim zdaniem - Laura da sobie radę przy innych pokarmach.
            -----
            Justyna & Jaś (1740 g) i Michaś (1540 g) 31 tc, ur. 10.2009 r.
            • finch18 Re: robimy postępy ... a co na chlebek 01.03.12, 07:27
              U nas krztuszenie się wszystkim praktycznie jeszcze nie dawno było na porządku dziennym, Kasia potrafiła się zakrztusić dosłownie wszystkim. M. in. dlatego wszystkie nianie i opiekunki rezygnowały po max 3 dniach smile). Bardzo długo nie gryzła niczego tylko połykała w całości Dopiero z rok temu zaczaiła, że chyba lepiej najpierw przeżuć. Ale nadal jej się zdarza, że napcha do buzi, ile wlezie, a potem nie umie tego przerobić. Mamy też problemy pseudoalergiczne, bo od czasu do czasu jestem już pewna, że ma alergię na coś konkretnego, ale za jakiś czas jej mija, a w testach nic nie wychodzi. Do tego to taki wybiórczy niejadek. Mięsa nie chce tknąć i w dodatku nie bardzo jej przemyci, bo jakoś potrafi wyczuć nawet jak jest zmiksowane, albo w czymś i nie widzi. Za nic nie otworzy buzi i koniec. Chleb je sam - chrupki albo zwykły, broń Boże z czymś. Skórką krztusi się tak średnio raz na tydzień, ale już zazwyczaj sama sobie z tym radzi. Wydaje mi się, że po prostu za szybko je, ale zwolnić nie da rady smile Z warzyw toleruje ogórki... kiszone, ale też w małej ilości, a z owoców to tylko jabłka. Jadła też brzoskwinie z drzewka w ogródku, ale jak jej kupiłam w sklepie, to ugryzła dosłownie raz , wypluła i koniec. Za słodyczami też nie przepada, ciastka czy jakieś cukierki leżą na stole, to weźmie raz na ruski rok, ale to i lepiej, bo zęby i tak tragiczne, mimo mycia itd. Wcześniej nigdy bym nie pomyślała, że taki maluch nie da się do czegoś przekonać, zwłaszcza do tylu różnych rzeczy. Z początku próbowałam w nią wmuszać to, czego nie chciała jeść, ale przekonać się nie dała, więc przestałam, mam nadzieję, że w końcu sama się zdecyduje, w sumie od wielkiego dzwonu weźmie plasterek wędliny, choć jak na razie to jeszcze ani razu całego nie zjadła, przynajmniej ja sobie nie przypominam.
        • mama-cudownego-misia Re: robimy postępy ... a co na chlebek 01.03.12, 08:43
          No dobra, to napisze wprost, może mnie żaden producent chrupkiego pieczywa nie pozwie - w czasie przetwarzania w b.wysokiej temperaturze w produktach zawierających węglowodany wytwarza się rakotwórczy akryloamid. Swego czasu był skandal, że w paczce chipsów norma może być przekroczona nawet 500 razy. Wykryto go również w dużych ilościach w chrupkich chlebkach. To nie jest jedzenie dla dziecka i nie ma go co do tego przyzwyczajać.
          Poza tym dziecku łatwiej się rozkaszleć i zrzygać (bo o to tak naprawdę chodzi, nie o prawdziwe zadławienie) szorstkim chrupkim chlebem niż miękkim środkiem buły bez skóry.
          No i wreszcie te kcal - zamiast 80 kcal dajesz dziecku 25...

          Słupki kroisz takie malusie długie, tzn kroisz grubszy podłużny plasterek i jego na paski, wychodzą słupki do brania w 2 palce. Pomidora się nie da pokroić w słupek, trzeba w kostkę albo w plasterki. Do łapki w kostkę.
          • mama-cudownego-misia Re: robimy postępy ... a co na chlebek 01.03.12, 08:47
            A w ogóle to wiesz, na czym Misicy przeszło dławienie się? Na schabowym, porwanym ze stołu i zeżartym pod nim.
            A ja tak wydziwiałam, cudowałam...
            Jak dziecka nie puścisz na żywioł, to ono Ci nie zacznie jeść normalnie. Prawdziwe zadławienie w dziecięcej diecie może spowodować cokolwiek, ale kanadyjscy pediatrzy ostrzegali przede wszystkim przed cukierkami, oliwkami i parówkami - cukierki można sobie podarować, a resztę przekroić na pół.
            • aaalicja2 Re: robimy postępy ... a co na chlebek 01.03.12, 09:11
              Dziewczyny dzięki za rady i "kopa w dupę".
              dzisiaj opędzlowała chlebek (jeszcze chlebek chrupki) z serkiem topionym.

              Misiekjasiek
              Laura pije teraz z niekapka Lovi 360 stopni i ze słomki.
              Butlę odrzuciła dawno, nie chciało jej się ciągnąć.
              Spróbuje jutro z chlebem - chyba przeżyję smile Jakbym się nie odezwała to Zbiszkopcik ma do mnie telefon smile
              Namierzycie mnie.


              MCM
              ty to potrafisz psychologicznie podejść - rak ! Jutro chlebek zwykły próbujemy.
              Obiecuję.
              • mama-cudownego-misia Re: robimy postępy ... a co na chlebek 01.03.12, 10:10
                > MCM
                > ty to potrafisz psychologicznie podejść - rak !

                smile
                Daj znać, jak tylko będziesz chciała, żeby Cię ktoś zaraził schizami wink
                A tak na serio, będzie dobrze, zobaczysz.

                O, własnie - dzisiejszy przepis obiadowy dla Gosi też by się dla Laury nadał, szczególnie jak trochę ją przetrenujesz - kroisz pierś kurczaka w kostkę tak ze 2 cm na 2 i podsmażasz. Nabijasz na patyczek szaszłykowy na przemian kuraka i warzywa: kostki pomidora, połówki oliwek, papryki, w naszym wydaniu płatki czerwonej cebuli. Moza też nabić dodatkowo listki bazylii, mozzarellę, wydrylowane połówki winogron, kawałki ugotowanego ziemniaka czy plasterki gotowanej marchwi.
                Ważne, żeby było kolorowo i wesoło.
                Jak już zrobisz taki szaszłyk, ucinasz nożyczkami ostrego dziabulca na końcu patyka, posypujesz szczyptą soli i ewentualnie słodkiej papryki. Podpiekasz chwilę w piekarniku przed podaniem.
                Podajesz z ugotowanym ziemniakiem pokrojonym w kostkę i polanym jogurtem naturalnym.

                Samo zrobienie szaszłyków zajmie Ci 10 minut, a jaka radocha wink

                Taki szaszłyk z mięsem, serem czy owocami to bardzo wygodna przekąska na spacer, pod warunkiem, że dziecię siedzi w wózku - nie może biegać z patykiem.
                • meggy099 Re: robimy postępy ... a co na chlebek 01.03.12, 12:22
                  U nas na chlebku, a właściwie na bułeczce jest zazwyczaj serek/twarożek - typu Almette lub robiony samemu, pasztet, metka, pasty rybne czy dżem. Hitem są parówki i jajecznicasmile ale to raczej do chlebkawink

                  A propos mam pytanko: jak przekonać Małą do jedzenia kanapeczek? Zuza je tylko z czymś posmarowanym. Ser żółty, szynkę ściąga i zjada osobno, potem ewentulanie trochę pieczywa...

                  Do rączki dostaje slodkości - ciasteczka (typu Petit-Bery) i czekoladki, a z owoców to właściwie tylko banany i cytrusy (cwaniara je tylko takie obrane z tej cienkiej błonki) bo jabłka się boje (córeczka znajmych się zakrztusiła i zmarła wiec nie potrafie się przemóc). W zimie ciężko z innymi owocami...

                  Na początku dawałam jej do rączki suche sucharki i biszkopty - na nich nauczyła sie połykać coś innego niż papki...

                  Właściwie to warzywa jemy tylko na obiad, bo teraz wszystko takie bez smaku. Ale muszę spróbować z tymi ogórkami kiszonymi....może Mmojej też zasmakująwink

                  I zgadzam się z mamą-cudownego-misia, że trzeba iść na żywioł - ja też cudowałam z tym jedzeniem dopóki nie zobaczyłam jak Zuzka siedzi tacie na kolanach i podjada od niego normalne kawałki schabowegowink

                  Jeszcze mi się skojarzylo tak a propos schiz...w jakiej postaci dajecie dzieciom ryby? U nas tylko narazie gotowe obiadki z rybą i pasty - zmielone sto razy...panicznie boje się ości. Wkurzam sie na siebie bo ryby są takie zdrowe...
                  • mama-cudownego-misia Re: robimy postępy ... a co na chlebek 01.03.12, 12:59
                    > A propos mam pytanko: jak przekonać Małą do jedzenia kanapeczek? Zuza je tylko
                    > z czymś posmarowanym. Ser żółty, szynkę ściąga i zjada osobno, potem ewentulani
                    > e trochę pieczywa...
                    to i tak nieźle. Ja się kiedyś zachwycałam apetytem Gosi, bo jadła po 3 kanapki na śniadanie i kolację. Wszystko dopóki nie znalazłam pod fotelem i kanapą składowiska zasuszonych i spleśniałych kromek chleba...
                    Zrób zapiekankę - trudniej oderwać ser, a roztopiony scementuje tę szynkę i pomidora pod spodem wink.

                    > W zimie ciężko z innymi owocami...
                    Mrożonki są! śliwki, truskawki, maliny, jagody, wiśnie drylowane... Co dusza zapragnie. I więcej w nich witamin, niż w pomarańczy zerwanej 10 dni temu pół świata stąd smile
                    Cały zamrażalnik mrożonek owocowych mi schodzi w 2 tygodnie i właściwie głównie Gosia je dostaje. A jabłko można utrzeć.

                    > Jeszcze mi się skojarzylo tak a propos schiz...w jakiej postaci dajecie dziecio
                    > m ryby? U nas tylko narazie gotowe obiadki z rybą i pasty - zmielone sto razy..
                    > .panicznie boje się ości. Wkurzam sie na siebie bo ryby są takie zdrowe...
                    Nie kupuję filetów, tylko większość ryb sama filetuję - to generalnie polega na wyszarpnięciu z surowej ryby kręgosłupa wraz z ośćmi, a z przyrządzonej wykraja się te krótkie ości utrzymujące płetwę grzbietową.
                    Zostaje mnóstwo delikatnych ości z przodu przy skrzelach i trochę od strony brzucha. Reszta prawie nie ma ości, w ogóle nie będzie ich po obu stronach grzbietu, mniej więcej od płetwy grzbietowej w tył, i przy ogonie.
                    Więc albo sama filetuj np. pstrąga czy makrelę, albo w przypadku dużych ryb, jak łosoś i tuńczyk, kupuj kawałki fileta z ogona, a z dzwonków dawaj tylko mięśnie z obu stron grzbietu. Dla pewności jeszcze rozdziob widelcem, czy żadna ość się nie zamieszała.
                    • meggy099 Re: robimy postępy ... a co na chlebek 01.03.12, 13:26
                      Kurde...że też nie pomyślałam o zapiekancewink Ciapa ze mnie

                      Co do mrożonek to jemy w sumie tylko truskawki, bo za śliwkami nie przepada, a jakoś się zgapiłam i nie zamroziłam jagód. Mus z jabłuszek to jemy praktycznie codziennie bo pomagają w robieniu kupeksmile A pomarańczki, mandarynki i grejfruty uwielbiasmile Co do tych witaminek to przesadzasz trochę, może poza mandarynkami bo to sama wodawink

                      Ryb nie umiem filetować, ale mój tata jest w tym specjalistą smile Jak robisz ryby?
                      W warzywach czy może smarzone na grillu?
                      • mama-cudownego-misia Re: robimy postępy ... a co na chlebek 01.03.12, 13:55
                        Nie przesadzam wbrew pozorom. Taka pomarańcza prosto z drzewa poza tym, ze ma cudowny aromat jakby pelargonii, zawiera co najmniej 100 mg wit. C. A po 8 dniach od zerwania (mniej więcej tyle jej zajmuje dojechanie do marketu czy na targ) potrafi jej nie mieć w ogóle.
                        A w ogóle to dzięki tym błonkom w pomarańczy wit. C się lepiej wchłania. Ale Gosi też się nie daje przymusić do ich jedzenia.

                        Mrożone jagody, maliny czy wiśnie znajdziesz w każdym markecie.

                        A ryby robię różnie - najczęściej zupę rybną albo pieczone w maśle i soku z cytryny pod folią.
                        Grill mam tylko w piekarniku, więc zdarza mi się upchać do pstrąga masło czosnkowe i tak upiec.
                        Kiedyś robiłam też pstrąga faszerowanego mozzarellą, suszonymi pomidorami, czosnkiem i bazylią, albo filety pod kołderką z jajka, fety i orzechów, ale nikt w rodzinie nie chciał tego jeść wink
                        Oni tradycyjni są, szczyt szczęścia to schabowy, ziemniory i surówka...
                        Chociaż małżonek kiedyś pochwalił moją zupę rybną, że nawet dobry ten królik w pomidorach smile
                        • meggy099 Re: robimy postępy ... a co na chlebek 01.03.12, 14:02
                          Hehe...ale zrobiłaś mi smaka na tego pstąga z mozarella i pomidoramismile Muszę się przemóc do tych ryb, bo uwielbiamy z mężem. Mam nadzieje, że Zuzce będą smakowaćwink

                          Po za tym czekam z utęsknieniem jak wyjdą jej ząbki, bo mamy narazie 4 jedynki i to też ogranicza trochę nasze menu.
                          • mama-cudownego-misia Re: robimy postępy ... a co na chlebek 01.03.12, 14:09
                            To i tak dobrze, moja długo miała same dwójki, i to jeszcze wychodziły na skos - górna lewa, dolna prawa. I weź coś ugryź takim arsenałem smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka