Nasz Wojtuś, wcześniak z 28 tyg, ma obecnie 2,5 koryg. i za dwa miesiące skończy 3 lata urodzeniowe. Rozwija się ładnie, jednak jest bardzo uparty i chyba ma bardzo silny charakter, jak na coś się uprze, to nie ma mocnych. Właśnie staję na głowie, żeby go odpieluchować, wiem że jest już późno, próby trwają od dawna, nie chciałam naciskać, żeby go nie zrażać, ale boję się, że jak jakoś nie ruszymy, to jeszcze przez najbliższy rok nic się nie zmieni. Mały nie chce siadać na nocnik, nawet jak siądzie to zrywa się po sekundzie i nie ma opcji, żeby go przekonać, żeby posiedział dłużej (zdarzyło się to może dwa razy, wszyscy się cieszyliśmy, on też, sam sobie bił brawo, ale siedzieć nie chce).
Od wczoraj stosuję terapię "wstrząsową", czyli na ok 2 h zakładam mu majtki bez pieluchy, wie już, co to znaczy jak ma się mokro, tyle że w dalszym ciągu nie daje się przekonać do nocnika, wyraźnie się wstrzymuje i sika jak już nie może utrzymać moczu. Wtedy na chwilę zaczyna płakać, ja spokojnie tłumaczę, co się stało, co powinien zrobić, przebieram i znów wracamy do punktu wyjścia. Mały naprawdę potrafi już kontrolować sikanie, umie się wstrzymać, wie do czego służy nocnik, tyle, ze z siadaniem jest taki problem. Myślałam, o sikaniu do sedesu, ale jak znam swoje dziecko, to będzie się bał, nawet przy specjalnej desce. Zresztą jego w ogóle ciężko zmusić do siedzenia w miejscu, neurolożka nam powiedziała, ze jeśli by się czegoś u Wojtka bała, to tylko ADHD. Pomóżcie, bo nie mam pomysłu jak wybrnąć z tej sytuacji