Dodaj do ulubionych

Tatusiowie - pierwsze spotkanie z wczesniaczkiem

12.07.04, 23:38
Witajcie!

Na tym forum wypowiadaja sie glownie mamusie - pisza o swoich przezyciach
zwiazanych ze zbyt wczesnie urodzonymi dziecmi, o pierwszych z nimi
spotkaniach. A moze odezwa sie tez tatusiowie? W koncu z naszej strony (sila
rzeczy wink wyglada to nieco inaczej. Oto moja (nasza) historia:

To bylo 17 pazdziernika 2004, dokladnie w dzien moich 28. urodzin. Moja zona,
Kasia byla od kilku dni w Szpitalu Uniwersyteckim “na Kopernika” w Krakowie,
na Patologii Ciazy – ostra gestoza. Wiedzielismy juz wtedy, ze ciaza zakonczy
sie przed czasem, lekarze chcieli jednak poczekac jeszcze kilka dni, tygodni –
nasze Malenstow dostalo wlasnie leki na przyspieszenie rozwoju pluc i zanim
je wydostana na ten swiat, chcieli poczekac az leki zaczna dzialac. Obowiazki
zawodowe zawiodly mnie tego 17 pazdziernika do miejscowosci dosyc oddalonej
od Krakowa, mialem tam pozostac do poznego popoludnia i wrocic wieczorem, tak
by zadazyc jeszcze odwiedzic Kasie w szpitalu, zanim bedzie naprawde pozno.
Kasia przekazala mi telefonicznie cudowne zyczenia urodzinowe, po czym
okazalo sie, ze z przeplywami w pepowinie jest cos nie tak i ze musza ja
niemal na stale podlaczyc do KTG… Ogarnelo mnie dziwne, niepokojace
przeczucie, kolo godz 14 wsiadlem wiec w samochod i udalem sie w strone
Krakowa…Juz wjezdzalem do Krakowa, utknalem w korku na Alejach (Ci, kotrzy
mieszkaja w Krakowie, doskonale wiedza co to oznacza), gdy otrzymalem od Kasi
smsa, ze zabieraja ja na porodowke… Dobrze, ze poruszalem sie wtedy z
predkoscia 10 km/h, w przeciwnym razie zaliczylbym na pewno jakis slup a na
pewno row… Okazalo sie, ze puls Dzidziusia slabnie i zeby go ratowac (a jak
sie pozniej dowiedzielismy, rowniez by ratowac moja zone…wink trzeba cesarke
zrobic natychmiast… Nie bardzo pamietam jak przebiegala moja trasa do
szpitala od tego momentu. Gdy wpadlem na oddzial, gdzie do tej pory lezala,
pielegniarka skierowala mnie na sale operacyjna. Oczywiscie nie mozna bylo
wejsc na blok operacyjny, wiec w swego rodzaju szoku, chodzilem tam i z
powrotem – wyszla pielegniarka i powiedziala, ze wlasnie Kasie operuja… Po
chwili uslyszalem glos, o ktory sie modlilem – donosny (Bogu dzieki!!!) placz
Malenstwa! Po prostu wiedzialem, ze to moj Syn! Po kilku minutach
pielegniarka wyniosla z sali operacyjnej zawinietego w bialy becik maluszka…
Jakiz on byl malenki! Z becika wystawala malenka glowka, nie wieksza nic moja
piesc, z ogromnymi, zamknietymi oczkami, krociutkimi czarnymi wloskami i
draca sie w nieboglosy! Caly becik byl nie wiekszy niz moja dlon! Gdy
pielegniarka powiedziala, zebym go dotknal, bylem w takim szoku, ze pierwsze
co jej powiedzialem, to ze “boje sie, bo nie mylem rak…” - wink Balem sie go
dotknac, by nie uszkodzic tej kruszynki! W koncu dotknalem go delikatnie w
buzke i omal nie zemdlalem wink Lzy same nabiegly mi do oczu – najcudowniejszy
prezent urodzinowy jaki moze dostac czlowiek!. Pielegniarki zabraly mojego
dzidziusia na oddzial ION, ja zostalem przed sala, czekalem az zakonczy sie
operacja… Po chwili przyszla moja mama i wujo… Po chwili w drzwiach sali
ukazalo sie lozko na kolkach a na nim moja cudowna Zoneczka – mimo tego
wszystkiego spokojna (leki) i w pewien sposob nawet usmiechnieta – ze nasza
malenka (1310 gram) Kruszynka oddycha, jak na takie malenstwo ma sie calkiem
dobrze (7/8 pkt Apgar) i ze mimo tak fatalnego stanu zarowno Jej jak i
Dzidziusia, udalo mu sie szczesliwie wydostac na swiat. Od tego momentu w
sumie nic sie nie zmienilo – nadal wszystko bylo w rekach Boga… I teraz nasze
dzidzi, majace juz prawie 9 miesiecy, spi sobie spokojnie w lozeczku w pokoju
obok…
Obserwuj wątek
    • simonhektor korekta ;-) - zdarzylo sie to oczywiscie w 2003! 13.07.04, 09:11
      nerwy, nerwy.... oczywiscie zdarzylo sie to 17.10.2003 a nie 2004 wink))
      • gosiasur Re: korekta ;-) - zdarzylo sie to oczywiscie w 20 13.07.04, 19:32
        Tak to jest coś cudownego - pojawienie się na świecie tak małej kruszynki. Gosia
    • simonhektor podciagam dla emilka74 ;-) 21.06.05, 10:28
      moze wpiszesz tutaj tez swoja historie?
      • emilka74 dziś wieczorem coś tu urodze 21.06.05, 15:09
        no więc dziś posiedze i coś spłodze więc czekajcie na rozwiązanie smile
    • emilka74 emilka74 początki 23.06.05, 00:12
      o ciąży dowiedziałem sie doładnie 31 grudnia. to jedna z ciekawszych informacji
      w moim życiu. potem pierwsze badania i okazalo sie że nasz maluszek urodzi sią
      dokładnie w moje 30 urodziny 20 08 2004 . zapowiadało się cudownie długie
      spacery żadnych ubocznych efektów ciąży. odpuściłem prace koncentrując się na
      zdrowiu i dobrym samopoczuciu mamausi. wizyty co dwa tygodnie u ginekologa
      bajka sami wiecie USG to fajna zabawka. wszelkie badania zawsze w normie. no i
      pewnego piątku jeden mały zgrzyt pani doktor stwierdziła powiekszony pęcheż.
      zaleciła kontrole u swojej koleżanki za pare dni. w recepcji okazało się że to
      pani patolog ciąży. najbliżyszy termin wizyty poniedziąłek w samo południe.
      termin szybki więc i nerwy troszke uspokojone. jeszcze zaliczyliśmy poprawiny u
      znajomych w niedziele. a poniedziałek przyniósł wiele nowin. z tego co pamiętam
      to mniej więcej tak brzmiało: pęcheż ok ale jedna nerka nie działa(z jedną da
      się żyć padło zapewnienie pani doktor) w serduszku wada, nóżki za krótkie w
      stosunku do główki no i mało wód płodowych. pani doktor skierowała nas na
      dodatkowe badania na Kliniczną. byliśmy tam juz kolo 13 ale w rejestracji panie
      stwierdzily żę niestety niema miejsc namy przyjść w czwartek. tekie teksty na
      mnie nie działaja. zrobiłem małą porute znaleziono lekarza i juz po chwili
      okazało się że Madzia miała zostać na obserwacji w szpitalu a nie na
      dodatkowych badaniach. i znalazło się miejsce co prawda na sali pooperacyjnej.
      po chwili dosłownie godzince znałazły się 3 wolne łóżka na patologii ciąży.
      wyznaczono wszystkie badania na następny dzień i podpięto Madzi KTG. niestety
      to użądzenie nie dzialało jak i trzy inne. wtorek to seria badań i USG
      najciękawsze trwało około godziny poczym lekarz stwierdził że nie jest żle lecz
      tragicznie.chciał się jeszcze następnego dnia skonsultowac z gremiem lekarzy o
      godzinie 9 rano ale podpinane KTG jak się okazało było sprawne a nie wykrywało
      pulsu dziecka bo on zanikał. nastąpiła szybka decyzja w środe rano o cięciu
      cesarskim. i tak o 8.20 30.06.2004r. przyszła na świat w zamartwicy malutka
      Emilka 1140 gram. mamusia niestety nie miała okazji zobaczyc dziecka.
      pedietrzy zajęli sie jej reanimacją, dowiedziała się jedynie że ktoś z lekaży
      do niej przyjdzie(do dziś nikt niestety nie przyszedł)Madzia leżąła na sali
      pooperacyjnej podsakując na łóżku dosłownie na wysokość 10 cm. musiałem iść
      zobaczyć małą sam. zobaczyłem tego szkraba leżącego na OJOMIE w inkubatorze z
      pięknymi wielkimi czarnymi oczyma. cała reszta niestety nie wyglądała tak miło
      zobaczyłem 90 letnia staruszke wystającą z pieluszki zapadnięte policzki klatka
      piersiowa dosłownie było widać serduszko skórka jakby z folii . nie zacytuje
      tego co dowiedziałem sie od lekarzy o stanie swego dziecka bo pewnie będzie to
      czytała Madzia. po co znowu to wspominać. i tak przez 5 godzin wędrowałem z
      aparatem od małej do mamusi. Madzia szybko chciała wstać i zobaczyc małą ale
      lekarze jej zabraniali. jakoś sie udało i ją zobaczyła stała tam na ojomie
      przez następne 24 godziny sam niewiem jak. były przerwy tylko na zmiane
      opatrunków. teraz już wiem że to wytrzymała za sprawą dobrych aniolów które nad
      nią i małą czówały. i tak sie zaczęło to nasze nowe cudowne życie w naszej
      małej rodzince. dziś jesteśmy rodzicami rocznego szkraba który waży 4500 gram i
      jest wszystkim co najlepsze mogło mi się przytrafić w życiu. o całej reszcie
      napisze póżniej bo historia choroby naszego dziecka ma około 260 stron więc
      pewno bym tylko zanudzał. dodam tylko jeszcze żę podczas tych pierwszych
      tygodni życia naszego dziecka poznałem w szpitalu wspaniałych ludzi rodziców
      innych wcześniaków z którymi trzymamy kontakt do dziś. nie podam ich imion i
      nazwisk bo jeszcze popadną w samozachwyt. ale to dzięki wam te dni mijały tak
      szybko. z całego serca dziękujemy!!!
      • emilka74 słowo Tata 08.07.05, 01:37
        pragnę wszystich poinformować że ten mały szkrab mówi
        tatatatatatattatatatatatatatat
        mam pytanie Dlaczego?
        no i odpowiedż bo tatusiowie są najważniejsi w życiu małych księżniczek
        ps. oczywiście w pierwszej kolejności po tych no jak to się mówi
        mamaamamamamamamamamamamaamamamamammamusiach kochanych

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka