Jak w temacie - 16 listopada urodziłam przez cc córeczkę (nota bene mąż jest
z 14, a ja z 19 listopada

). Ciąża została rozwiązana po 3 tyg. mojego
pobytu w szpitalu i dramatycznym (jak to określili lekarze) przebiegu HELLP u
mnie. Ania ważyła 1380g przy 46 cm, dostała 6, a póżniej 6-7 pkt. Oddychała
samodzielnie, ponoć nawet płakała jak ją wyciągano (nie słyszałam niestety z
powodu znieczulenia ogólnego; podpajęczynówkowe nie było już możliwe ze
względu na moje wyniki i stan). Następnego dnia ją intubowano, ale tylko ten
jeden dzień, póżniej przez 4 dni miała cepap. W 6 dobie przewieziona została
z OIOMu na patologię noworodka i na razie tam ma swój domek (a tak bardzo bym
chciała żeby już była z nami...). Dostała lekarstwa inicjujące zamknięcie
przewodu Botala, ale jeszcze kardiolog jej nie badał, żeby stwierdzić czy
podziałały (lekarka prowadząca już szmerów nie słyszy, ale kardiolog ma to
potwierdzić). Czy zamknięcie następuje tak szybko, czy to moze nastąpić w
ciągu kilku miesięcy?
Po 2 tyg. waży 1570g. Nie wiem nawet, czy prawie 200g w ciągu 2 tyg. to
dużo... Zjada 29-30 mg co 3 godz. Odstawiono jej już oba antybiotyki i
kroplówkę z witaminami, elektrolitami itp. Wszystkie wyniki dobre. Teraz ma
tylko przybierać na wadze i nabierać sił do zmierzenia z butelką i ssaniem.
Czasami ma problemy z saturacją i podawany jest do inkubatora tlen i dlatego
też na razie nie z butlą trzeba poczekać.
Malutka wydaje się silna. Tylko spokoju nie daje mi krwotok II stopnia w
lewej półkuli. Lekarka twierdzi, że wylewy I i II st. w niemal 100%
przypadków się wchłaniają i nie pozostawaiają żadnych skutków, ale... Obawy
jednak mam i starach przed ewentualnymi następstwami... Nie wiem czego można
się spodziewać. W ogóle nie wiem, co nas czeka... Jak czytam te wszystkie
wątki tutaj, to przerażenie mnie ogarnia...