venla
25.05.06, 18:00
Ostatnio Miłosz jest bardzo przywiązany do babci, która z nim jest kiedy
jestem w pracy. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie cierpiał tak podczas
rozstania: płacze i wyciąga ręce w jej stronę, błaga moją mamę żeby nie
wychodziła, prosi, żeby wzięła go do siebie (mieszka za ścianą). Babcia
obiecuje mu, ze idzie do domku posprzatać i przyjdzie znowu. Czasem naprawdę
przychodzi np coś pożyczyć albo przynieść mi pranie z dworu. Jest to jednak
sposób na to, żeby Miłosz wypuścił ją z domu. Wkrótce po jej wyjściu zaraz
sie uspokaja i już jest dobrze, wcześniej tak nie było a teraz? Od kilku dni
dzieje się coś strasznego, czasem w nocy budzi się i mówi, że chce iść do
babci, wieczorem zasypia ze słowem "babcia Izka" na ustach. Zastanawia mnie,
czy u Was tez jest podobnie, czy Wasze dzieci tak bardzo przywiązują sie do
osób, z którymi spędzają część dnia. Dodam, że pracuję krótko, bo 4 godziny
dziennie, a więc nie ma mnie naprawdę tylko do południa. Tak więc babcia Iza
jest pierwszym idolem Miłosza, drugim dziadziu Jasiu i jego gołąbki.