niezareczona
29.11.09, 16:38
Od pewnego czasu mam chlopaka.W lato rozmawialismy o zareczynach,slubie,zyciu.Powiedzial mi,ze do konca tego roku oswiadczy mi sie a w 2010r pobierzemy sie.Ja jak to baba juz ogladalam sale,suknie,zastanawialam sie jak to wszystko zorganizowac,zbieram kase na slub,zapuszczam wlosy i zyje mysla,ze slub juz za kilka miesiecy.Moj facet o tym wszystkim wie.
Teraz gdy koniec roku zbliza sie wielkimi krokami daje mi odczuc,ze zareczyn w tym roku nie bedzie,bo "on chce miec jeszcze troche wolnosci".W tej chwili chce ze mna zamieszkac.Dodam,ze nic miedzy nami sie nie popsulo,byly przejsciowe klopoty,ale obecnie znowu miedzy nami jest sielanka.
Czuje sie oszukana (w pewny sposob)przez niego,mam ochote pobic go,rzucic.Nie zerwe z nim,bo go kocham i chce z nim byc.Nie potrafie udawac,ze wszystko jest OK,bo nie jest.Czuje sie oszukana i zraniona przez niego.To tak jakby ktos pokazal dziecku cukierek i go zabral.
Co myslicie o tym wszystkim,jak powinnam sie zachowac???Udawac,ze wszystko gra,czy robic mu wyrzuty,tylko czy to ma sens???
Moze ktos na to spojrzy z boku i oceni ta sytuacje.