Dodaj do ulubionych

Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję....

    • livian Nie wierzę w to! 12.02.04, 12:12
      Nie wierze, ze może być matka, która każdego dnia patrzy na swoje dziecko i nie
      czuje zupełnie, że go kocha, ale codziennie żałuje, ze go nie wyskrobała. To
      jakas prowokacja, a jeśli faktycznie jest jak piszesz, to jesteś jakąs kreaturą
      kobiety, chorą osobą, a nie matką. Bo to już nie jest tylko egoizm (ten luksus
      bycia bez dziecka, to potrafię zrozumiec) ale z Twoimi emocjami jest coś nie w
      porzadku, Twoje uczucia są upośledzone.
      • harriet_makepeace Re: Nie wierzę w to! 12.02.04, 12:43
        moje postawowe pytanie brzmi - czy ty jestes matka?
        • livian Re: Nie wierzę w to! 12.02.04, 13:54
          Mnie pytasz czy jestem matką? tak jestem. Nie wiem jak można codziennie
          żałowac, że nie zrobiło się skrobanki, jak można takiemu dziecku spojrzeć w
          oczy, no nie mieści mi się to w głowie. Też wpadłam w bardzo młodym wieku, też
          nie chciałam dzieci na początku, na aborcję zabrakło mi odwagi, ale dzisiaj
          kocham je nad zycie, nie wyobrażam sobie życia bez nich i mimo, że też tęsknię
          za swoją wolnością, to nigdy nie żałowałam, że je urodziłam. Nie jestem wcale
          bardzo dobrą matką, z wieloma rzeczami sobie nie radzę, wiele spraw zaniedbuję,
          ale wiem że kocham moje dzieci i nigdy nie żałowałam, że je urodziłam. Nie znam
          żadnej matki, która tak traktowałaby swoje macierzyństwo jak to zostało opisane
          w tym poście. to na pewno nie jest normalne i ona powinna się leczyć. O ile to
          w ogóle jest prawda, w co wątpię głęboko.

          A czemu pytasz?
      • pajdeczka Re: Nie wierzę w to! 12.02.04, 12:51
        livian napisała:

        > Nie wierze, ze może być matka, która każdego dnia patrzy na swoje dziecko i
        nie czuje zupełnie, że go kocha, ale codziennie żałuje, ze go nie wyskrobała.
        To jakas prowokacja, a jeśli faktycznie jest jak piszesz, to jesteś jakąs
        kreaturą kobiety, chorą osobą, a nie matką. Bo to już nie jest tylko egoizm
        (ten luksus bycia bez dziecka, to potrafię zrozumiec) ale z Twoimi emocjami
        jest coś nie w porzadku, Twoje uczucia są upośledzone.

        Dla mnie jeszcze gorsze są te, ktore ją popierają. Nie wiedzą, ile szkody
        czynią taką postawą. Wczoraj czytałam wywiad z Renatą Dancewicz, ktora nigdy
        nie chciała miec dzieci. Urodzila syna. Nie jest z nim non stop, bo inaczej by
        zwariowała, ale go nikomu nie oddaje. I powiedziała, że zaluje tego, co kiedyś
        mówiła. Wynika z tego, że ta, która napisała ten wątek jest suką, nie kobietą.
        • czerwiec2 Re: Nie wierzę w to! 12.02.04, 12:55
          > Wynika z tego, że ta, która napisała ten wątek jest suką, nie kobietą.


          och jak ja cię lubię....
        • lilith76 Re: Nie wierzę w to! 12.02.04, 15:20
          > Wynika z tego, że ta, która napisała ten wątek jest suką, nie kobietą.

          pajdeczko, dlaczego tak obrażasz suki? widziałaś chociaz jedną, która by
          odrzuciła szczeniaka???
          • pajdeczka Re: Nie wierzę w to! 12.02.04, 15:23
            lilith76 napisała:

            > > Wynika z tego, że ta, która napisała ten wątek jest suką, nie kobietą.
            >
            > pajdeczko, dlaczego tak obrażasz suki? widziałaś chociaz jedną, która by
            > odrzuciła szczeniaka???
            >
            Tak. Są takie przypadki.
        • glonik Re: Nie wierzę w to! 12.02.04, 16:56
          Taaaaaak, Reanata Dancewicz to rzeczywiście autorytet.....
    • Gość: magda Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.02.04, 13:26
      tez miałam dziecko w wieku 24 lat byłąm na studiach mój mąż tez i dałam sobie
      radę tylko tak mocno kocham moje dziecko że to dodaje mi sił
      • pajdeczka Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. 12.02.04, 13:28
        Gość portalu: magda napisał(a):

        > tez miałam dziecko w wieku 24 lat byłąm na studiach mój mąż tez i dałam
        sobie
        > radę tylko tak mocno kocham moje dziecko że to dodaje mi sił

        ale ją wręcz przeciwnie - dziecko "osłabia". szkoda, że nie osłabiała swojej
        matki, może teraz potrafiłaby pokochać.
        • Gość: magda Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.02.04, 13:36
          laska ma porostu kompleksy cos z nią nie tak ale takie patologiczne rodziny sią
          zdzrzaja to sie da wyleczyć
    • Gość: magda Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.02.04, 13:30
      z małym dzieckiem skonczyłam studia założyłam firmę i świetnie sobie radze ale
      jak ktos widzi tylko swoje potrzeby to zawsze mu będzie żle dziecko jest
      najważniejsze i choćbym miała klepać biedę to nie żałuję że sie urodziła i że
      się troche męczyłam
    • Gość: jontek Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 12.02.04, 14:17
      dzieci nie powstają wiatropylnie, proponuję pamiętać o tym idąc do łóżka z
      mężczyzną
      • Gość: magda Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.02.04, 14:24
        dlaczego kobiety o tym mają pamiętać
        • Gość: jontek Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 12.02.04, 14:25
          i kobiety, i mężczyźni. Ale piszę do autorki wątku, która - jak mniemam - jest
          kobietą
          • pajdeczka Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. 12.02.04, 14:31
            Gość portalu: jontek napisał(a):

            > i kobiety, i mężczyźni. Ale piszę do autorki wątku, która - jak mniemam -
            jest
            > kobietą

            Poszła na calego w czasie owulacji, bo myślała że jak łyka tabletki to nic się
            nie zdarzy. A ciocia pajdeczka mówiła, żeby się powstrzmywać w czasie owulacji
            od spółkowania.
            • Gość: jontek Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 12.02.04, 14:33
              jeszcze by musiała wiedzieć, że ma owulację
        • Gość: renia Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. IP: *.ath.spark.net.gr 12.02.04, 14:29
          Coz za smieszne feministyczne pytanie. Kobiety maja o tym pamietac, bo to lezy
          w ich wlasnym interesie. To one zajda w ciaze jakby co, to one beda musialy
          urodzic albo usunac, to ich zycie zostanie postawione na glowie. Mezczyzna jak
          bedzie przyzwoity to wezmie w tym udzial, ale na mezczyzn nie ma co liczyc, ani
          zadawac takich glupich pytan. A to, ze Ty czy ja czy ktos inny chodzi do lozka
          tylko z porzadnymi mezczyznami nie zmienia faktu, ze kobieta dla wlasnego dobra
          musi o tym pamietac.
          • Gość: Jaśmina Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.04, 14:55
            Livian napisała: > Nie znam żadnej matki, która tak traktowałaby swoje
            macierzyństwo jak to zostało opisane w tym poście. to na pewno nie jest
            normalne i ona powinna się leczyć. <

            Ale pewnie znasz takich tatusiów (albo słyszałaś historie mężczyzn, którzy "nie
            doroSli" do ojcostwa). Nikt ich nie nazwie nienormalnymi, prawda? A "wyrodnymi
            ojcami"? - też nie, nie ma nawet takiego związku frazeologicznego.
            Natomiast słowa "wyrodna matka" wymawia się po polsku bardzo łatwo, łatwo
            napiętnować w ten sposób kobietę i zmusić ją do ukrywania prawdziwych uczuć i
            potrzeb. Ale one nie znikają i znajdują w końcu jakieś ujście - często
            prowadzące do nieszczęścia.
            • Gość: renia Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. IP: *.ath.spark.net.gr 12.02.04, 15:08
              Jesli o mnie chodzi, to ojcow, ktorzy nie interesuja sie swoimi dziecmi znam
              kilku, z jednym w najblizszej rodzinei na czele. I mam o nich jak najgorsze
              zdanie. Nazwe ich wszelkimi obelgami jakie tylko przyjda mi na jezyk, jesli
              sobie zyczysz. Uwazam po prostu, ze czlowiek, ktory sprowadza swoje dziecko na
              swiat (a kobieta w szczegolnosci, bo to doslownie ona je sprowadza), musi
              ponosic odpowiedzialnosc za te decyzje. I ktos tu dobrze napisal - tlumaczenie
              sie "ja sie do tego nie nadaje" jest dziecinada, jakims bzdurnym machaniem
              rzesami. Jak sie nie nadajesz, to nie zachodz w ciaze. A jak faktycznie sie nie
              nadajesz, a juz dziecko jest to zrzeknij sie praw rodzicielskich, odejdz,
              poszukaj mu rodziny zastepczej, no ale na litosc boska nie zaluj kazdego dnia,
              ze go nei usunelas, jak to dziecko ma zyc bedac do tego stopnia odrzucone przez
              wlasna matke? Ty myslisz, ze nawet jesli ona mu tego wprost nie powie, ze
              codziennie przeklina dzien, w ktorym sie narodzil, to on tego nie odczuje? to
              takie odrzucenie nie odbije sie na jego zyciu? Czlowiek, ktoremu nei dano
              milosci nie bedzie umial kochac, bedzie raczej nienawidzil, a nie kochal. To
              lancuch nieszczescia, ktory trzeba jakos przerwac.
            • pajdeczka Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. 12.02.04, 15:14
              Gość portalu: Jaśmina napisał(a):
              Ale pewnie znasz takich tatusiów (albo słyszałaś historie mężczyzn, którzy "nie
              > doroSli" do ojcostwa). Nikt ich nie nazwie nienormalnymi, prawda?
              A "wyrodnymi ojcami"? - też nie, nie ma nawet takiego związku frazeologicznego.
              > Natomiast słowa "wyrodna matka" wymawia się po polsku bardzo łatwo, łatwo
              > napiętnować w ten sposób kobietę i zmusić ją do ukrywania prawdziwych uczuć i
              > potrzeb. Ale one nie znikają i znajdują w końcu jakieś ujście - często
              > prowadzące do nieszczęścia.

              Bo matka to dom, do którego się wraca, to osoba do której przychodzisz, gdy ci
              źle i niekoniecznie musisz się jej zwierzyć. To ktoś , kto upiecze ci ciasto,
              sprawdzi lekcje, pochwali, a jak trzeba skarci. a gdy już jesteś dorosła (y) to
              się pozalisz na partnera, napijesz herbaty, zjesz w niedzielę obiad i wrócisz
              do siebie. nasza Autorka taki dom miała, dlaczego chce więc pozbawić go swojego
              dziecka?
    • atlantis75 Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. 12.02.04, 14:35
      Gość portalu: opuncja napisał(a):
      > gdybym wiedziała, że TAK to będzie, usunęłabym ciązę. Każdego dnia
      > żałuje,ze tego nie zrobiłam.

      ... dlatego każdy ponosi konsekwencje swoich czynów. Z całą siłą. Bez taryf
      ulgowych. Mam wrażenie, że twój post to próba usprawiedliwienia twojego podejścia
      do macierzyństwa i do życia w ogóle. Z tego wszystkiego wyłania się jakiś lament, jak
      bardzo dziecko schrzaniło twoje życie i jak bardzo żałujesz, że je urodziłaś. Napiszę
      ci wprost: wkurza mnie takie gdybanie (gdybym nie urodziła, to...), bo jesteś dorosłą
      osobą, a nie bezradny dzieckiem, które dostało misia do opieki i teraz nie wie jak go
      się pozbyć. Sprawa jest prosta: albo psychoterapia i CHĘĆ zmiany podejścia do syna
      (póki nie jest za późno), albo zrzeknięcie się praw rodzicielskich (na rzecz męża,
      rodziców, teściów, kogokolwiek, kto zaopiekowałby się twoim dzieckiem).
      Nie jest to łatwe, bo pewnie nie jeden się wzburzy "co to za matka!", ale życie to nie
      bajka (jak napisałam powyżej) i trzeba być odpowiedzialnym do końca.
      Odpowiedzialność to dla mnie w twojej sytuacji chęć zmiany sytuacji - w jakkolwiek
      sposób, byle oszczędzić synowi trudnego dzieciństwa i sobie frustracji.
      Pamiętaj, że to nie dziecko wpakowało cię w tę sytuację, ale sama się w nią
      wpakowałaś. Nie obwiniaj swojego syna za to, że zmarnował ci życie - bo to
      nieprawda. Sami decydujemy, mamy wolną wolę i sami piszemy swój życiorys. Czasami
      pakujemy się w coś, co nam nie odpowiada (np. niechciane macierzyństwo), ale
      trzeba mieć twardą dupę (przepraszam za dosłowność, ale inaczej nie potrafię w tej
      sytaucji) i głowę na karku, by rozwiązać problem. Nie potępiam ciebie za to, że nie
      chcesz być matką, ale nie podoba mi się w jaki sposób podchodzisz do tego faktu.
      Szanuję ludzi, którzy podejmują wszelkie próby, by zmienić swoje życie (twój
      przypadek), ułatwić innym życie (przypadek twojego syna).

      "Każdego dnia żałuję, że tego nie zrobiłam" - tak piszesz o aborcji, podsumowujesz
      sytuację. Dla mnie to SZOK. Wiesz dlaczego? Nie dlatego, że mogłabyś go wtedy
      usunąć, ale dlatego, że w TYM momencie, gdy twój syn jest już na świecie - myślisz o
      czym takim. Nie ma prostych rozwiązań trudnych spraw. I takie myślenie to objaw
      tchórzostwa i braku jakichkolwiek uczuć do dziecka. Skoro patrząc się na niego
      dzisiaj masz twarde przekonanie, że chciałabyś, żeby nie istniał - to zacznij działać.
      Rozwiązania są dwa: albo praca nad sobą z dobrym pschologiem, albo zrzeknięcie
      się praw i ułożenie sobie życia na nowo. Wybór należy do ciebie. Tylko musisz się
      spieszyć, bo oprócz ciebie jest na świecie mały człowiek, który jeszcze pewnych
      spraw nie rozumie. Można być egoistą, ale nie bezdusznym potworem.
      • liloom nie ma terapii na brak uczucia... 12.02.04, 15:20
        O rany, biedny chlopczyk. Mam nadzieje ze nigdy nie przeczyta tego postu. I tak
        czuje, ze go nie kochasz skoro zachowuje sie wobec Ciebie agresywnie. Ciekawe
        jak czulby sie ktokolwiek z Was gdyby sam byl odrzucony przez wlasna matke. O
        rany.
        Jasne ze do milosci zmusic sie nie mozna, alez to dziecko musi cierpiec.
        Opuncjo, a czego brakuje Ci ze “tesknisz do swojego dawnego zycia”? Imprezy,
        kolezanki ? Strasznie to egoistyczne.
        Chyba mimo wszystko byloby najlepiej zebys pozwolila synkowi spedzac jak
        najwiecej czasu z osobami ktore go naprawde kochaja. Ktos wczesniej napisal,
        ze dziecko wyczuje kazdy falsz. Fakt.
        Opuncjo, nawet Twoj nick mowi wiele za siebie. Z Twoich postow wyczytuje ze
        czujesz sie z tym zle w sumie.
        Wiesz, ze mna bylo tak, ze ja po prostu nie mialam wyboru gdy urodzila sie moja
        corka I mimo ze bylam wykonczona a ona nie sypiala po nocych az do 5 roku
        zycia – musialam sie sama nia zajmowac. Moj maz pracuje b. dlugo, wraca pozno,
        nie mialam wtedy zadnych kolezanek w okolicy, a rodzicow, dziadkow itd brak.
        Jakos to przezylam. Tylko ze ja b. chcialam miec dziecko i wtedy sa sily.
        Co Ci poradzic? Sama nie wiem. Jestem troche w szoku po tym Twoim poscie, ale
        obiecalam sobie ze Ci nie bede wymyslac. Uwazam jednak ze powinnas wiedziec, ze
        to co zdecydujesz bedzie mialo konsekwencje na zycie Twojego dziecka – wszystko
        jedno czy bylo chciane czy nie chciane. A co chcialabys TY gdyby to Twoja mama
        napisala taki post jak Ty? Co chcialabys aby zrobila? Tak calkiem teoretycznie…
        • Gość: Zeta nie ma terapii na brak uczucia... IP: *.proxy.aol.com 12.02.04, 16:09
          No coz, zadalam ci pytanie, czego ty oczekujesz Oponcjo? Nie prosilam o
          odpowiedz, bo wpierw sama przed soba powinnas odpowiedzic na to pytanie.
          Nie chcesz oddac dziecka jego ojcu, nie chcesz oddac dziecka do adopacj bo ma
          kochajaca go rodzine oprocz szurnietej matki, wiec co ty chcesz? Utrzymac
          istniejacy stan rzeczy?, a najlepiej taki, zeby nie miec zadnych zobowiazan w
          stosunku do synka, lub jezeli - to jak najmniejsze. Dziadkowie, zlobek lub
          nianka przejma 'opieke', gdy ty bedziesz pracowala, po to glownie - by miec
          dzieciaka ' z glowy' przez pare godzin dziennie, no i jeszcze miala czas na
          bawienie sie, towarzyskie spotykania z kolezankami itp, itd.
          Jestes mala, cwaniutka egoistka, a nie szurnieta matka. Kobieta, ktora ma 27
          lat, 2,5 letniego synka, i ktora nie chce poczuwac sie do odpowiedzialnosci za
          stan rzeczy, ktory sama stworzyla.
          Tak, dobre pytanie zadala tu Iiloom, co ty bys zrobila, gdybys dowiedziala sie,
          ze twoja mama przez 27 lat twojego zycia, kazdego dnia zaluje, ze cie nie
          wyskrobala? Po przeczytaniu twojego wstepnego postu powiem, ze powinna byla to
          uczynic!!!
          Moralow ci prawic nie bede, ani mi to w glowie. Powtorze raz jeszcze - nie
          lubie cie!
          Z.
          • glonik Re: nie ma terapii na brak uczucia... 12.02.04, 17:06
            Gość portalu: Zeta napisał(a):
            > Moralow ci prawic nie bede, ani mi to w glowie. Powtorze raz jeszcze - nie
            > lubie cie!


            To co to było? Jak nie morały, to co?




            > Z.
            • Gość: Zeta Re: nie ma terapii na brak uczucia... dla glonik IP: *.proxy.aol.com 12.02.04, 17:17
              ... to nie moraly. Moral, to koncowy wniosek o charakterze pouczajacym. 'Nie
              lubie ci' - to wzburzenie, czyli emocja.
              W dalsza kontynuacje tego tematu /z moralem, czy bez/ , nie mam zamiaru sie
              bawic.
              Z.
              • glonik Re: nie ma terapii na brak uczucia... dla glonik 12.02.04, 17:25
                Bo ten temat nie nadaje się do zabawy.
            • Gość: opuncja Re: nie ma terapii na brak uczucia... IP: *.pl / *.one.pl 12.02.04, 17:50
              widzę ze z biegiem tego wątku przeobrażam się w bezdusznego potwora. Może źle
              sie wyrazilam piszac o tej aborcji: to nie jest tak, ze patrze w oczy synowi i
              myśle "trzeba cie bylo wyskrobac, gowniarzu" i wyobrażam to sobie z detalami.
              Po prostu każdy dzień utwierdza mnie w przekonaniu ze nie nadaje sie do roli
              matki i ze ktos taki jak ja dzieci miec nie powinien. nie obwiniam mojego
              dziecka ani nie czuję do niego nienawisci, chcialabym zeby mial dobre zycie,
              ale nie potrafie mu tego zapewnic. Gdyby to wszystko bylo mi obojętne, jak
              sugerują niektórzy, nie pisałabym o tym, bo to żaden powód do dumy.
              • tofu9 Re: nie ma terapii na brak uczucia... 12.02.04, 18:11
                Miewalam rozne perypetie w zyciu, nie powiem , ze spotkalo mnie to co ,
                Ciebie , niemniej w mniejszym lub wiekszym ,sprostalam trudnej sytuacji w
                ktorej sie znalazlam (wychowanie malutkich dzieci na obczyznie , samotnosc,
                izolacja, frustracja momentami nie do opisania,bywalam momentami na krawedzi
                wytrzymalosci).Zadawalam sobie pytanie : -dlaczego JA musze sie poswiecac ? A
                bo jest to konsekwencja mego wyboru.A jak mijaly "burze"- czulam radaosc i
                spelnienie w moim poswiecaniu sie sie , choc wiem jak smakuje "brak dawnego
                zycia'.Ale to, jak podeszlam do tej sprawy wynikalo najprawdopodobniej ze mnie
                samej, z milosci, z instynktu itp. Tobie najwidoczniej to nie jest dane i
                strasznie sie szarpiesz...Wydaje mi sie , ze powinnas jedank rozwazyc opcje
                podane Ci w watkach przez innych forumowiczow.Obecny stan prowadzi do
                zguby.Twojej (bo nie mozesz odnalezc siebie , a jak tracimy ze soba kontakt-
                nie jestesmy w stanie przekazac pozytywnej energii innym ludziom)., no i Twgo
                dziecka. A moze jednak bylaby szansa na jakis wyjazd , chocby na kilka dni , z
                kims, kto jest Ci bliski, albo z jakas grupa terapeutyczna ? Moze moment
                oddalenia pozwoli Ci spojrzec na Twoje zycie z innej perspektywy. Zycze Ci ,
                abys poznala KOGOS MADREGo , kto pomoglby Ci nim pokierowac, bo bardzo jest
                teraz pogmatwane ...

                Wszystkiego dobrego !
              • glonik Opuncjo, 12.02.04, 18:16
                raz jeszzce Ci napiszę, że nie tylko ja nie uważam Cię za osobę bezduszną i
                bezuczuciową. Właśnie to, że piszesz, że mówisz nam o tym dowodzi, że sama nie
                potrafisz się w tym wszystkim odnaleźć.
                Przerażaja mnie niektóre wypowiedzi, bo nie są odpowiedzią, na twój post, tylko
                popisami, często marnymi, obliczonymi na poklask.
                Jak zauważyłas, jest kilka osób, w tym ja, które Cię nie tylko, ze nie
                potępiają, ale szczerze wspólczują Tobie i Twojemu dziecku.
                Wierzę, że skoro wystawiłaś sie tu na osąd publiczny, a pewnie znasz trochę to
                Forum, to znaczy, że Ci zależy na odnalezieniu siebie w macierzyństwie.
                Wymuszonym niejako, ale zaistniałym. Nie sądzę też, że przeczytamy o tobie w
                rubryce kryminalnej "Zakatowała swoje bezbronne dziecko".
                Skoro myślisz o tym, że nie jesteś dobrą matką, że masz wyrzuty z tego powodu
                to znaczy, że sama ze sobą się nie zgadzasz, tylko nie potrafisz, nie umiesz
                (czysto technicznie) poradzić sobie z tym problemem.
                Pokochaj.....jak łatwo mówić to z wyżyn swojej niepokalanej moralności (dla
                mnie często dość wątpliwej).
                Jeśli naprawdę chcesz to zmienić, to posłuchaj tych dziewczyn, które namawiają
                Cię na psychoterapię, może pomóc, pod warunkiem, że NAPRAWDĘ chcesz zmienić
                swoje nastawienie do synka.
                A tak przy okazji, to ciekawa jestem bardzo, co napisałyby dzieci
                tych "idealnych" matek......
                Dużo siły Ci życzę, bo uważam, że ten post jest początkiem Twojej nowej drogi.
                Że jednak chcesz zapewnić swojemu dziecku dobre dzieciństwo.
                Bo gdyby inaczej było, nie byłoby Cię tutaj.
                Jeszcze raz wszystkiego dobrego Tobie i synowi życzę, bo dalej uważam,
                że masz potencjał, z którego czerpać oboje możecie z niczyją stratą.
                Pozdrawiam serdecznie.
                • Gość: Ewa Re: Opuncjo, IP: *.proxy.aol.com 12.02.04, 18:49
                  Jaka Ty jestes dobra ciocia, glonik.Tylko podziwiac:-((((((((!
                  Piszesz bzdury, o tej psychoterapii, jakby ona byla rozwiazaniem wszystkich
                  ludzkich problemow.
                  Dwu i polroczne eksperymentowanie z dzieciakiem, i WYRAZNA niechec matki do
                  zmian - to dla ciebie jest ok? Tu nalezy sie wspolczucie nie opuncji, lecz jej
                  dziecku.
                  Tak, lituj sie dalej i lituj, badz wyrazumiala, wytlumacz wszystko, a potem
                  poglaszcz ja po glowie, ucaluj w czolko a razem leccie sie pobawic. Nalezy sie
                  jej przeciez rozrywaka po takim stresie.
                  Swoja wyrozumialosc zachowaj dla tych "madrych inaczej", do ktorych i Ty sie
                  zaliczasz glonik.
                  Czy Ty masz dziecko? Jezeli tak to go, czy kochasz czy nie?
                  Czy tylko teoretyzujesz? Wiec wiesz lepiej, i stad ta Twoja swieta
                  wyrozumoalosc!


                  • miriammiriam metarefleksja 12.02.04, 19:10
                    myśle sobie, że gdyby panie plujące na opuncje miały wybór: pomóc dziecku, czy
                    zaszkodzić wyrodnej matce wybrałyby to drugie. po lekturze postów trudo sie
                    oprzec wrazeniu, ze nienawisc do matki przewaza nad współczuciem dla dziecka.
                    • glonik Re: metarefleksja 12.02.04, 19:19
                      miriammiriam - strzał w 10 !!!!!!!
                    • Gość: Ewa Re: metarefleksja IP: *.proxy.aol.com 12.02.04, 19:20

                      Po warunkiem, ze chce sie miec taka wizje, jak Ty nam tu nam tu wyrazasz.
                      A Ty masz dziecko i kochasz go, czy nie?
                      Czy tylko teoretyzujesz, wiec wiesz lepiej:-)

                      • glonik Re: metarefleksja 12.02.04, 19:22
                        Wizji nie miewam, to jest zarezerwowane dla bardziej uduchowionych osob - vide
                        ty.
                      • Gość: Ewa Re: metarefleksja IP: *.proxy.aol.com 12.02.04, 19:37
                        Zachowujesz sie jak pis. Odszczeknie, zeby pokaze postraszy, ze ugryzie.
                        Spox!
                        • glonik Re: metarefleksja 12.02.04, 19:46
                          Czy chodzi ci o Manneken Pis?
                        • Gość: Ewa Re: metarefleksja IP: *.proxy.aol.com 12.02.04, 19:57
                          Skoro globie kapusciany nie chcesz zrozumiec, i wykorzystujesz nawet
                          nazwyklejsza literowka,
                          To napisz WYRAZNIE: pies.
                          I dodam pies Ci morde lizal. To, zebys juz nie miala zadnych watpliwosci.
                          • glonik Re: metarefleksja 12.02.04, 20:14
                            Próżnoś repliki sie spodziewał.
                            Nie dam ci prztyczka ni klapsa.
                            Nie powiem nawet, pies cię j......ł, bo to mezalians byłby dla psa.
                            (J.Tuwim)
                            A wiesz, że wolę jak mi mój pies mordę liże, niż jak widze to, co piszesz?
                            • Gość: Ewa Re: metarefleksja IP: *.proxy.aol.com 12.02.04, 20:27
                              Wiec nie czytaj!
                              Ja nie stosuje zadnego przymusu wobec ciebie, zebys czytala lub odpowiadala mi.
                              Zreszta, twoje odpowiedzi sa zwyklym babskim jazgotem. W wykonaniu przekupki,
                              of course!
                              To ten pies, co Ci morde lyze, to ten zastepczy dzidzius. Tak, teraz juz
                              wszysko jasne:)))))))
                          • glonik Re: metarefleksja 12.02.04, 20:16
                            Głąb kapuściany.......skąd u ciebie tyle samowiedzy?
                            • Gość: Ewa Re: metarefleksja IP: *.proxy.aol.com 12.02.04, 20:33
                              Widzisz glabie kapusciany, nie masz pojecie co i o czym piszesz. Oj, boki
                              zrywacac. A co to takiego ta samowiedza???????? :))) Musi to byc jakas wiedza
                              tajemna:))))))))
                              Zajmij sie psem, a nie stukaniem w klawisze. Idz z nim na spacer. Szkoda psa,
                              mamusko :)))))))!!!
                              • glonik Re: metarefleksja 12.02.04, 23:51
                                Gość portalu: Ewa napisał(a):

                                > Widzisz glabie kapusciany, nie masz pojecie co i o czym piszesz. Oj, boki
                                > zrywacac. A co to takiego ta samowiedza???????? :))) Musi to byc jakas wiedza
                                > tajemna:))))))))
                                Tak, dla ciebie samowiedza równa jest wiedzy tajemnej, nigdy jej nie
                                osiągniesz.
                                Argument typu "idiotko", "głąb kapuściany" sytuuje cię na obrzeżach minimum
                                intelektualnego.
                                • Gość: Ewa Re: metarefleksja IP: *.proxy.aol.com 13.02.04, 00:09
                                  Nie gloniku /w domysle IDIOTKO/, ja z ciebie kpie!
                                  A twoja opinia o mnie jest tyle dla mnie warta, co ten glab kapusciany.
                                  Chociaz, nie jestem pewna, czy nie krzywdze glaba?!
                                  • Gość: inga Re: metarefleksja IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 15.02.04, 18:17
                                    Żałosna jesteś Ewo...
                  • glonik Re: Opuncjo, 12.02.04, 19:18
                    Gość portalu: Ewa napisał(a):

                    > Jaka Ty jestes dobra ciocia, glonik.Tylko podziwiac:-((((((((!
                    > Piszesz bzdury, o tej psychoterapii, jakby ona byla rozwiazaniem wszystkich
                    > ludzkich problemow.
                    > Dwu i polroczne eksperymentowanie z dzieciakiem, i WYRAZNA niechec matki do
                    > zmian - to dla ciebie jest ok? Tu nalezy sie wspolczucie nie opuncji, lecz
                    jej
                    > dziecku.
                    > Tak, lituj sie dalej i lituj, badz wyrazumiala, wytlumacz wszystko, a potem
                    > poglaszcz ja po glowie, ucaluj w czolko a razem leccie sie pobawic. Nalezy
                    sie
                    > jej przeciez rozrywaka po takim stresie.
                    > Swoja wyrozumialosc zachowaj dla tych "madrych inaczej", do ktorych i Ty sie
                    > zaliczasz glonik.
                    > Czy Ty masz dziecko? Jezeli tak to go, czy kochasz czy nie?
                    > Czy tylko teoretyzujesz? Wiec wiesz lepiej, i stad ta Twoja swieta
                    > wyrozumoalosc!
                    >
                    >
                    Ciocią jestem, ale nie twoją.
                    Rozumiem, że ty jesteś mądra "zwyczajnie", zdarza się, uszanuję.
                    Do swiętości jest mi bardzo, ale to barzdo daleko, nie pretedenuje doń.
                    Po głowie głaszczę wyłacznie tych, którzy mi na to pozwolą, nie naruszam
                    czyichś granic, tak jak ty to robisz.
                    W czólko również całuję za pozwoleniem.
                    Podziwiać nie musisz.
                    Nie polecę sie bawić, bo latać nie potrafię.
                    I faktycznie, po twoim poście zaczynam czuć, że uwiera mnie aureola.....a wiesz
                    dlaczego?
                    Że cię nie obsobaczyłam, tylko odpowiedziałam na twoje......no własnie.....co?
                    Pytania? Zarzuty? Popisy marno-oratorskie?
                    A masz może coś SENSOWNEGO, oprócz słowotoku, do zaproponowania opuncji?
                    Jeśli tak, to nie trać na mnie czasu, tylko zajmij się problemem wątku.
                    • Gość: Ewa Re: Opuncjo, IP: *.proxy.aol.com 12.02.04, 19:30

                      Nie odpowiedzialas tylko na koncowe pytania. A zamiast tego chcesz sprowadzic
                      rozmowe do typowej pyskowki.
                      Szkoda mi dla Ciebie czasu. I nie strasz, bo stajesz sie zalosna.

                      • glonik Re: Opuncjo, 12.02.04, 19:39
                        Już wiem, jesteś ze szkoły pajdeczki.
                        A czym cię straszę?????????
                        Przestraszona powinnaś być własną głupotą. Która domaga się równych praw
                        z "myślącymi inaczej".
                        Pyskówka........hmmmmm.....
                        Tak, zdecydowanie czuję ucisk aureoli.
                        • Gość: Ewa Re: Glonik IP: *.proxy.aol.com 12.02.04, 20:01
                          Tylko potwierdzasz, ze:
                          - jestes, glupim i prymitywnym babusem. Ktory nie potrafi pogodzic sie z tym,
                          ze ktos drugi ma odmienne zdanie.
                          Ten ucisk, to nie aureola, to guzy na twoim lbie, ktore kazdego wieczoru nabija
                          Ci twoj chlop! Bo, co z taka robic!

                          • wladyslawa1912 Re: Glonik 12.02.04, 21:05
                            my god! co za okreslenia: babski jazgot, glupi i prymitywny babus, guzy na
                            lbie... twoje wypowiedzi swiadcza o tobie. nie najlepiej, delikatnie mowiac.
                            • Gość: Basik dla wladyslawy 1912 IP: *.proxy.aol.com 12.02.04, 22:08
                              One sie klocily, i jedna drugiej starala sie dogryzc. A ty nie powinnas wtracac
                              sie do tego, bo nie widze, zeby ktoras z nich wzywala cie na pomoc. Chyba, ze
                              ty jestes jakims glonikowym klonem???
                              Ja do tej pory przysluchiwalam sie tylko, ale chetnie bym posluchala twojej
                              opinii na temat ponad dwuletniego macierzynstwa opuncji, ktora przez caly ten
                              czas kazdego dnia zaluje, ze nie wyskrobala tego dzieciaka.
                              Kobiety robily, robia i beda robic aborcje z roznych powodow, ale pisac tak o
                              wlasnym zywym i mam nadzieje zdrowym dziecku, jest rzecza straszna!
                              • miriammiriam Re: dla wladyslawy 1912 12.02.04, 22:18

                                > ty jestes jakims glonikowym klonem???

                                glonikowy klon?
                                jesli to prawda wyrazy uznania dla glonika, czytam wladyslawe od dawna i z
                                niecierpliwoscia oczekuje kolejnych postów,jest jedna z najmądrzejszych osób na
                                forum,w dodatku umiejąca odpowiednie dac rzeczy slowo. zapewne masz racje, ze
                                ten nick jest czyims klonem, bo sama nazwa "wladyslawa 1912" wskazuje na
                                inteligentny trolling. glonik, nie glonik chwala temu, kto stworzyl babcie
                                władke. qurcze, moja babcia urodzila sie w tym samym roku i tez miala na imie
                                wladyslawa ;) nie zyje biedaczka, moze to ona klika z za swiatow?
                                zdrowaska za babcie wladzie
                                • wladyslawa1912 miriam 12.02.04, 23:12
                                  nie spodziewalam sie, ze ktos mnie pamieta, raczej czytam forum, niz pisze. nie
                                  mam czasu na wdawanie sie w dyskusje. dzieki za mile slowa :)
                                  nie jestem twoja zmarla babcia ;) ani w ogole babcia :) ani glonikiem, ani
                                  zadnym klonem, mam tylko ten jeden nick.
                                  a co do osoby podpisujacej sie ewa, basik czy stanislaw (wypowiadajacy sie
                                  nizej) to nie ma sensu odpowiadac na jej posty.
                                  pozdrawiam.
                                  w.
                                  • Gość: Ewa Re: miriam IP: *.proxy.aol.com 12.02.04, 23:52
                                    Nie ma sensu odpowiadac, a jednak paluszki cie zaswedzialy, i nie pytana
                                    odpowiedzialas na posty podpisane Ewa. Wiec, gdzie sens tego, co piszesz???
                                    Zostalas tu zareklamowana, tylko, ze tej twojej madrosci nie widac. Chyba, ze
                                    wezme ja w "cudzyslow", to wtedy bedzie ona w sam raz, czyli na poziomie glonik.
                                    Siedz na dooopie w tym zapomnieniu i nie wtracaj sie. Bedzie to najlepsze, i
                                    najmadrzejsze z tego, co mozesz zrobic.
                                    Mow na temat, a nie obok!


                                    • miriammiriam Re: miriam 13.02.04, 10:39
                                      Gość portalu: Ewa napisał(a):

                                      > Nie ma sensu odpowiadac, a jednak paluszki cie zaswedzialy, i nie pytana
                                      > odpowiedzialas na posty podpisane Ewa. Wiec, gdzie sens tego, co piszesz???
                                      > Zostalas tu zareklamowana, tylko, ze tej twojej madrosci nie widac. Chyba, ze
                                      > wezme ja w "cudzyslow", to wtedy bedzie ona w sam raz, czyli na poziomie
                                      glonik
                                      > .
                                      > Siedz na dooopie w tym zapomnieniu i nie wtracaj sie. Bedzie to najlepsze, i
                                      > najmadrzejsze z tego, co mozesz zrobic.
                                      > Mow na temat, a nie obok!

                                      a co mówi twój psychiatra?
                                      • Gość: Ewa Dla miriammiriam i glonik IP: *.proxy.aol.com 13.02.04, 15:32
                                        Ja ciebie nie zaczepialam, jednak skoro sama zaczelas, rowniez ci odpowiem, w
                                        taki sposob na jaka zaslugujesz, jednoczesnie zachowujac twoj poziom.
                                        Jestes glupim, agresywnym babskiem.
                                        Prymitywem, ktory LIZNAL troche wiedzy ksiazkowej, i uwazajacy, ze dlatego ma
                                        patent na jedyna i sluszna racje.

                                        Tej drugiej, z ktora stosujecie prymitywne rozgrywki w atakowaniu mnie -
                                        powtorze to, co napisala juz tu jedna z pan:
                                        'Wiesz co, glonik?, ty naprawde nadajesz sie tylko do oczyszczania akwarium z
                                        gowna".
                                        I dodam od siebie - POPRZESTAN NA TYM, do czasu, az cokolwiek zacznie docierac
                                        do twojej mozgownicy.
                                        A teraz: zamiast startowac do mnie, "paszly w buraki" :))))))!!!
                                        • Gość: jendza Ewo IP: *.w193-252.abo.wanadoo.fr 13.02.04, 16:03
                                          Slowo ma range stwarzania, pamietasz?
                                          Jesli nawet ktos CIe sprowokowal, jesli nawet,
                                          powtarzam, po co sie dajesz i zasmiecasz forum?
                                          Odsylanie ludzi w buraki jest, wybacz, jednym
                                          z najglupszych 'argumentow', jakie dane mi
                                          bylo zobaczyc na forum...
                                          Nie szkoda CI czasu i energii?
                                          • Gość: Ewa Dla jendzy IP: *.proxy.aol.com 13.02.04, 16:20
                                            Masz duzo racji, ale tylko w odniesienu do uczestniczek tego forum, z
                                            pominieciem TYCH DWOCH.
                                            Wiec powiem glosno: PRZEPRASZAM
                                            Piszac swoje posty na temat zalozony przez opuncje, i skierowany do niej - nie
                                            stosowalam w stosunku do niej krancowych ocen, czy rad! Nie obrazilam jej, choc
                                            nie podoba mnie sie jej postepowanie.
                                            I tu dodam, ze w sytuacji, kiedy na szale wagi jest wrzucone dobro dziecka i
                                            dobro matki, zawsze bede trzymala strone dziecka. Chocby dlatego, ze jest
                                            slabsze!
                                            Pozdrawiam: Ewa
                                            • Gość: jendza Dla Ewy i nie tylko IP: *.w193-252.abo.wanadoo.fr 13.02.04, 16:41
                                              Brawo za owo 'przepraszam':))
                                              Ja sie jednak upieram, ze wazne jest nie tylko to,
                                              o co sie walczy, ale tez to, jak sie walczy...
                                              A czesto niewlasciwym sposobem walki mozna bardziej
                                              zaszkodzic, niz pomoc.
                                              Jesli ludzi obrazamy, to oni sie czuja po prostu obrazeni.
                                              Nie zdarzylo mi sie zaobserwowac rozwoju ku dobru osoby zle traktowanej -
                                              na skutek takiego traktowania...
                                              Jednakowoz moge sie mylic...

                                              pozdrawiam takoz
                                              j
                                  • glonik Re: miriam 13.02.04, 02:44
                                    Masz rację, ale trochę mnie poniosło i do poziomu krytykowanego przez samą
                                    siebie zeszłam :(
                              • glonik Re: dla wladyslawy 1912 12.02.04, 23:35
                                Basik, to jest Forum otwarte, i każdy post moze być skomentowny. Jeśli życzysz
                                sobie intymności, to podpowiadam ci, że istnieje cos takiego, jak priv.
                                PS. "Jak one sie kłóciły", to też się nie wtrącaj.
                                • kowianeczka Re: dla wladyslawy 1912 13.02.04, 14:54
                                  glonik napisała:

                                  > Basik, to jest Forum otwarte, i każdy post moze być skomentowny. Jeśli
                                  życzysz
                                  > sobie intymności, to podpowiadam ci, że istnieje cos takiego, jak priv.


                                  Gloniku, nie obraz sie, ALE JA TEZ TAK MYSLE.......

                                  Bez obrazy

                                  pozdrawiam i zycze milego weekendu

                                  kowianeczka
                          • glonik Re: Glonik 12.02.04, 23:29
                            Gość portalu: Ewa napisał(a):

                            > Tylko potwierdzasz, ze:
                            > - jestes, glupim i prymitywnym babusem. Ktory nie potrafi pogodzic sie z tym,
                            > ze ktos drugi ma odmienne zdanie.
                            > Ten ucisk, to nie aureola, to guzy na twoim lbie, ktore kazdego wieczoru
                            nabija
                            >
                            > Ci twoj chlop! Bo, co z taka robic!
                            >

                            Łeb, guzy, chłop, co to je nabija....autopsja, jak mniemam.
                            Ty zaś jesteś taktowną, opanowaną, delikatną i kulturalnie wyrażającą się osobą.
                            Wiesz co, to ja jednak wolę być głupim i prymitywnym babusem, bo jeśli to
                            mówi ktoś taki, jak ty, to się mogę tylko cieszyć, ze nie przynależę do twojej
                            kategorii.
              • atlantis75 Do Opuncji 13.02.04, 11:38
                Gość portalu: opuncja napisał(a):

                > widzę ze z biegiem tego wątku przeobrażam się w bezdusznego potwora.

                Pisząc "można być egoistą, a nie bezdusznym potworem" miałam na myśli, że możesz
                się nim stać jeżeli będziesz tkwić w tej sytuacji nie robiąc NIC, żeby cokolwiek
                zmienić.



                Może źle
                > sie wyrazilam piszac o tej aborcji: to nie jest tak, ze patrze w oczy synowi i
                > myśle "trzeba cie bylo wyskrobac, gowniarzu" i wyobrażam to sobie z detalami.

                Widzisz, to już przedstawia sprawę w innym świetle...


                > Po prostu każdy dzień utwierdza mnie w przekonaniu ze nie nadaje sie do roli
                > matki i ze ktos taki jak ja dzieci miec nie powinien. nie obwiniam mojego
                > dziecka ani nie czuję do niego nienawisci, chcialabym zeby mial dobre zycie,
                > ale nie potrafie mu tego zapewnic.

                Jeżeli chcesz zapewnić swojemu dziecku w miarę szczęśliwe dzieciństwo i dobre
                życie powinnaś nie czakać na jakiś odpowiedni moment, ale już teraz wszystko na
                spokojnie przemyśleć i podjąć jakieś kroki. Np. tak jak pisałam powyżej - zrzec się
                praw rodzicielskich lub zawrzeć umowę z mężem (lub rodzicami), że nie będziesz się
                zajmować synem (tzn. mieszkać z nim, wychowywać go). Na pewno będziesz musiała
                płacić alimenty i na pewno narazisz się na szykany i bark zrozumienia wśród bliskich i
                znajomych. Czasami jednak warto ponieść ofiarę mając na względzie cudze dobro.



      • Gość: Ewa Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. IP: *.proxy.aol.com 13.02.04, 16:25
        Nic nie dodac, ani ujac!
        Podpisuje sie pod tym:
        Ewa
    • Gość: pani kazia zalujesz ze dominik zyje? IP: *.stacje.agora.pl 12.02.04, 18:01
      to faktycznie chyba stalas daleko w kolejce jak bozia rozdawala emocje

      uwazam ze przynajmniej poczucie wstydu nie powinno ci pozwolic napisac ze
      zalujesz ze go nie wyskrobalas
      tak jak ja mam z dlubaniem w nosie, lubie to ale wiem ze jest nieeleganckie
      wiec robie tylko w samotnosci
      i w sumie twoja wzruszajaca historie moglabym przeczytac bez tego zdania

      jak dla mnie powinnas oddac malego ojcu i byc fajna przyjaciolka - jezeli
      bedziesz potrafila, a przynajmniej robic co nalezy, spotykac sie 2 razy w
      tygodniu, placic na malego pieniadze

      po co ci mieszkanie z dzieckiem ktorego nielubisz, oddaj je po prostu to
      najlepsze co mozesz dla niego zrobic, zeby dorastal z kims kto go nie lubi


      • glonik Re: zalujesz ze dominik zyje? 12.02.04, 18:31
        pani Kaziu, proszę pozostać przy dłubaniu w nosie, bo to pani najlepiej
        wychodzi.
        Dłubanie w czyichś emocjach ma pani opanowane znacznie gorzej.
        • Gość: pani kazia Re: zalujesz ze dominik zyje? IP: *.stacje.agora.pl 13.02.04, 10:39
          zastanowie sie nad tym dlubiac w nosie
          jesli pozwolisz gloniku, chyba ze jestes takim autorytetem,z e musze
          natychmiast zaprzestac myslenia na te tematy...
    • Gość: ZABKA KOCHANA OPUNCJO!!!! IP: *.dywizjon.net / *.dywizjon.net 12.02.04, 19:21
      twa sytuacja jest niezmiennie trudna, podziwiam cie ze wogole w miare egzystujess. Nie wierz w słowa ktorzy niektorzy pisza ze po latach pokochasz synka!!! Nie, wiem coś o tym.Ja jestem dzieckiem, niechcianym i chyba do dzisiaj tak naprawde nie kochanym.
      Mam 23 lata , moja mama 41.Kiedy wpadła ze mna , byla mloda, nie chciala tej ciazy, jednak urodzila mnie.Miala wszystko w tamtych czasach, full kasy , mna opiekowala sie babacia i ciotki, chociaz mama mieszkala rodzina. Odkad pamietam moje dziecinstwo bylo koszmarem, mama bila mnie za kazde drobnostki, wyzywakla publicznie, szarpala.Powodem tego byl moj wyglad urodzilam sie w 6,5 miesiacu ciazy, przez to przez pierwsze 3 lata zycia, bylam cholernie brzydka, -slowa mojej mamay, nosilam grube okulary, nonki stawiaalam krzywo, i kolana do konca nie prostowalam chodzac . Za to publicznie obrywalam tzn. matka kopala mnie i bila piescia w nogi. Wylam, za co mocniej jeszcze bylo -mnie szarpanie, A ojciec coz na to byll marynarzem, a w listach mozna rozne cuda pisac.Chociaz w zadnym liscie nie napisala o mnie dobrze, zawsze tylko ona jest niegrzeczna itd, itp.Nie wiem co by ze mna bylo gdyby nie kochajacy dziadkowie.Moja matka miala wszystko swietne warunki, chodzila tylko po Baltonach itp, trwonila kase mojego ojca. na mnie wyzywala sie za caly swiat. N igdy tak naprawde nie zmienila do mnie stosunku, do dzisiaj traktuje mnie jako zlo konieczne, jak daleka kuzynke, chociaz jestem i dobrym czlowiekiem, nigdy jej nie zawiodlam, zawsze staralam sie by mnie pokochala na prozno.To boli.Ze nie wiadomo co zrobisz a ona i tak cie nie pokocha, tak juz jest.Ojciec tez mnie olal, wyjechal z Polski jak mialam 6 lat i sluch o nim zaginal.
      jak mialam 15 lat moja kochana mama urodzila synka, jest jej calym swiatem.Moze wszystko ,ma wszystko.A stosunek do mnie sie nie zmienil, dalej jest chlodna, ja od wiekow mieszkam z babcia.Ciesze sie ze ja mama, Rok temu dostala udaru mozgu, byla sparalizowana, oczywiscie moja matka nie podjela sie opieki, wszystko jak zawse spadlo na mnie. Tylo czasem zajrzy, jak sie jej grunt pali, jak cos chce,, pieniadze,, od nas.Babcia zawsze jej da. Choc tak nas olewa.
      Szerze, zaluje ze moja matka mnie nie usunela. mam przez jej zachowanie skopana psychike, nie potrafie stworzyc normalnego zwiazku, nie wiem co jej zrobilam ze mnie nie kocha?1 zasze zazdroscilam innym dzieciom, ze maja normale mamy...
      dzis mam narzeczonego , jestesmy ze soba juz ponad 2 lata, od niedawna nauczylam sie jak naprawde kochac...od niego.
      pozdrawiam wszystkich
      ŻABKA
      • pajdeczka I to jest cała prawda o Opuncji 13.02.04, 09:06
        Gość portalu: ZABKA napisał(a):
        > zaluje ze moja matka mnie nie usunela. mam przez jej zachowanie skopan
        > a psychike, nie potrafie stworzyc normalnego zwiazku, nie wiem co jej
        zrobilam ze mnie nie kocha?1 zasze zazdroscilam innym dzieciom, ze maja normale
        mamy... dzis mam narzeczonego , jestesmy ze soba juz ponad 2 lata, od niedawna
        nauczyla> m sie jak naprawde kochac...od niego.

        Zabka jest kobietą, a jaki będzie syn Opuncji, kiedy dorośnie? Jak ma pokochać
        kobietę na całe życie, kiedy przez nabliższą mu kobietę właśnie został
        odrzucony?
      • lilith76 Re: KOCHANA OPUNCJO!!!! 13.02.04, 10:00
        Zabka, znam takiego kogoś jak ty i też do pewnego momentu życia była osobą
        pokręconą i poranioną psychicznie. wiele razy w życiu widziałam ją płaczącą i
        czującą sie niekochaną, odrzuconą. trafiła na super faceta i teraz ma normalne,
        zwyczajne życie, córkę - dla której jest najlepszą z matek, bo chce wynagrodzić
        jej i za własne dzieciństwo.
        nie żałuj, że matka cię nie zabiła. to już było, a przed tobą życie, które
        zależy już tylko od ciebie. chcesz żeby matka odniosła kolejne zwycięstwo -
        najpierw zmarnowała ci dzieciństwo, teraz zmarnuje dorosłe życie? nie dopusć do
        tego.
    • glonik Wiesz opuncjo, co usatysfakcjonowałoby forumową... 12.02.04, 20:07
      nagonkę?
      Twoje samobójstwo z obowiązkowym listem pożegnalnym, w którym przyznajesz rację
      tym wszystkim, którzy cię oskarżają, nie dając Ci nawet możliwosci wzięcia
      adwokata, choćby z urzędu.
      To dopiero frajda by była!!!!!!
      "Zabiły ją wyrzuty sumienia"; "Nie była matką, więc nie było dla niej miejsca
      pod niebiem"; "Nareszcie kara została wymierzona"; długo tak mogę, ale nie
      warto.
      Popatrz, co pisze Ewa.....nie odnosi się do wątku, tylko sobie próbuje po mnie
      jeździć, myśląc, że mnie to obejdzie.
      I ma racją, obchodzi mnie to, tylko że w inny sposób.
      Jestem naprawdę zafascynowana infantylizmem i poziomem wypowiedzi.
      I sporo osób w ten sposób usiłuje zaistnieć, a że są jak insekt uziążliwe, to s
      próbuję je zwalczać.
      • Gość: Ewa Re: Glonik IP: *.proxy.aol.com 12.02.04, 20:37
        Jedyna i sluszna reakcja na ten ostatni twoj wypocinowy popis, to wzruszenie
        ramion - IDIOTKO.
        No, moze teraz cos do ciebie dotrze???? Choc watpie.
        • wladyslawa1912 Re: Glonik 12.02.04, 21:13
          no to wzrusz ramionami i daj spokoj, zamiast wyzywac ludzi w tak prymitywny
          sposob.
          • Gość: Stanislaw Re: Glonik IP: *.proxy.aol.com 12.02.04, 21:49
            To jest sprawa miedzy nimi. Wiec, po co ty sie wpiepszasz miedzy wodke a
            zakaske?
            • glonik Re: Glonik 12.02.04, 23:42
              Gość portalu: Stanislaw napisał(a):

              > To jest sprawa miedzy nimi. Wiec, po co ty sie wpiepszasz miedzy wodke a
              > zakaske?
              wpiepRZasz
        • glonik Re: Glonik 12.02.04, 23:44
          Od ciebie? Od ciebie NIC nie dotrze, bo musiałabym sie znizyć do poziomu
          depresji holenderskiej.
          • Gość: Ewa Re: Glonik IP: *.proxy.aol.com 13.02.04, 00:00
            Wiec nie znizaj sie, juz raz ci przeciez pisalam, nie czytaj i nie odpisuj.
            Nie spodziewaj sie jednak tego ode mnie. Zawsze dostaniesz odpowiedz,
            dostosowana do twojej glupoty! Bo, normalnie nic do ciebie nie dociera! Hehehe,
            nie odmowie sobie tej przyjemnosci:)))))))
            Idz sie przewietrzyc, wtraz z psem. Swieze powietrze moze ci pomoze, choc
            watpie!
            • Gość: Ewa Re: Glonik IP: *.proxy.aol.com 13.02.04, 00:04
              No, znowu mozesz popisac sie swoim yntelektem.
              Masz moja kolejna literowke:)))))))
      • pajdeczka Re: Wiesz opuncjo, co usatysfakcjonowałoby forumo 13.02.04, 09:09
        glonik napisała:


        > Twoje samobójstwo z obowiązkowym listem pożegnalnym, w którym przyznajesz
        rację tym wszystkim, którzy cię oskarżają, nie dając Ci nawet możliwosci
        wzięcia > adwokata, choćby z urzędu.
        > To dopiero frajda by była!!!!!!

        Wiesz co, ty naprawdę nadajesz się tylko do czyszczenia akwarium z gówna.
        Więcej nie mam ochoty ci odpowiadać, bo nie mam zwyczaju odpowiadać na bełkot.
    • Gość: kora Re: Jesteś potwornie niedojrzała IP: *.akacje.pl / 81.219.11.* 12.02.04, 22:14
      To nawet nie chodzi obrak miłości, potrzeby rodzicielstwa. To ogromna
      emocjonalna niedojrzałość i wewnętrzna pustka. Dziecko w twoim towarzystwie
      jest niespokojne i agresywne, bo czuje twój opór, strach i niechęć.
      Potrzebna ci terapia, bo inaczej zmarnujesz mu życie, a swoje przecież już
      zmarnowałaś.
    • Gość: Maryla Do Opuncji I Zabki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.04, 00:36
      Ja tez jestem takim niechcianym i niekochanym dzieckiem. Jestem trochę starsza
      od twojej, Zabko, matki, a mój syn jestw twoim wieku.
      Małżeństwo mojej matki trwało 4 miesiące, dziwię się, że zdążyli mnie
      sprowadzić na świat. Odkąd pamiętam, az do 8 roku życia, mieszkałam z
      Dziadkami. I to było całe moje dzieciństwo. Gdy byłam w drugiej klasie matka
      zdecydowała, że powinna wreszcie zamieszkać ze mną. Nienawidziła mojego ojca,
      może dlatego mnie też. Największą obelga jaką mogłamnie uraczyć było porównanie
      mnie do niego. Mówiła do mnie "ty wrzodzie, ty strupie, ty zarazo mojego
      życia". Raczej kzyczała niz mówiła. Biła mnie, upokarzała.
      Uciekłam od niej w nieudane małżeństwo i urodziłam syna w tym samum wieku co
      ty, Opuncjo. On tez jestnieplanowanym dzieckiem, nigdy nie chciałam mieć
      dzieci, nigdy ich nie lubiłam. Ale wiedziałam jedno: nie chcę, żeby moje
      dziecko miało taką matkę jaka ja miałam. To nie jego wina, że jest na świecie.
      Nie oddałabym go na wychowanie nikomu, bo mnie kiedys oddano.

      Minęło wiele lat. Dziś moja matka jest starą kobietą, odwiedzam ją i pomagam
      finansowo, gdy tego potrzebuje, ale nie kocham. Rodziców straciłam gdy zmarli
      moi Dziadkowie. Natomiast cieszę się, że mam dziecko. To jest coś, co mi się
      naprawdę w życiu udało: mój syn. Jest świetnym człowiekiem, lubię go, lubie z
      nim gadać.
      Wiesz, Opuncjo, ponieważ nigdy nie lubiłam dzieci, to własne dziecko zawsze
      traktowałam jak dorosłego, opowiadałam o swoich problemach w pracy (gdy już
      poszłam do pracy - on nie miał skończonych trzech lat), a on mi opowiadał, jak
      było w przedszkolu. Obserwowałam , jak staje sie podobny do mnie i przerażał
      mnie ogrom zaaufania, jakie ten mały czlowiek we mnie pokładał.
      Opuncjo, poczekaj trochę. Dziecko w tym wieku jest jak mkałe zwierzątko - nie
      umie ci powiedzieć o co mu chodzi, ale odczuwa emocje, cieszy sie i cierpi.
      Spróbuj go może po prostu zaakceptować jako człowieka. Bo prawdą jest, że nikt
      nie jest w stanie zrobic nam większej krzywdy niż nasza własna matka.
      Pozdrawiam Opuncje i Zabkę.
      Zyczę wytrwałości.
      • kowianeczka Re: Do Maryli i Opuncji 13.02.04, 14:51
        Gość portalu: Maryla napisał(a):

        > Ja tez jestem takim niechcianym i niekochanym dzieckiem. Jestem trochę
        starsza
        > od twojej, Zabko, matki, a mój syn jestw twoim wieku.
        > Małżeństwo mojej matki trwało 4 miesiące, dziwię się, że zdążyli mnie
        > sprowadzić na świat. Odkąd pamiętam, az do 8 roku życia, mieszkałam z
        > Dziadkami. I to było całe moje dzieciństwo. Gdy byłam w drugiej klasie matka
        > zdecydowała, że powinna wreszcie zamieszkać ze mną. Nienawidziła mojego ojca,
        > może dlatego mnie też. Największą obelga jaką mogłamnie uraczyć było
        porównanie
        >
        > mnie do niego. Mówiła do mnie "ty wrzodzie, ty strupie, ty zarazo mojego
        > życia". Raczej kzyczała niz mówiła. Biła mnie, upokarzała.
        > Uciekłam od niej w nieudane małżeństwo i urodziłam syna w tym samum wieku co
        > ty, Opuncjo. On tez jestnieplanowanym dzieckiem, nigdy nie chciałam mieć
        > dzieci, nigdy ich nie lubiłam. Ale wiedziałam jedno: nie chcę, żeby moje
        > dziecko miało taką matkę jaka ja miałam. To nie jego wina, że jest na
        świecie.
        > Nie oddałabym go na wychowanie nikomu, bo mnie kiedys oddano.
        >
        > Minęło wiele lat. Dziś moja matka jest starą kobietą, odwiedzam ją i pomagam
        > finansowo, gdy tego potrzebuje, ale nie kocham. Rodziców straciłam gdy zmarli
        > moi Dziadkowie. Natomiast cieszę się, że mam dziecko. To jest coś, co mi się
        > naprawdę w życiu udało: mój syn. Jest świetnym człowiekiem, lubię go, lubie z
        > nim gadać.
        > Wiesz, Opuncjo, ponieważ nigdy nie lubiłam dzieci, to własne dziecko zawsze
        > traktowałam jak dorosłego, opowiadałam o swoich problemach w pracy (gdy już
        > poszłam do pracy - on nie miał skończonych trzech lat), a on mi opowiadał,
        jak
        > było w przedszkolu. Obserwowałam , jak staje sie podobny do mnie i przerażał
        > mnie ogrom zaaufania, jakie ten mały czlowiek we mnie pokładał.
        > Opuncjo, poczekaj trochę. Dziecko w tym wieku jest jak mkałe zwierzątko - nie
        > umie ci powiedzieć o co mu chodzi, ale odczuwa emocje, cieszy sie i cierpi.
        > Spróbuj go może po prostu zaakceptować jako człowieka. Bo prawdą jest, że
        nikt
        > nie jest w stanie zrobic nam większej krzywdy niż nasza własna matka.
        > Pozdrawiam Opuncje i Zabkę.
        > Zyczę wytrwałości.

        Marylo, to jeden z niewielu listow, ktory jest gorzki, ale piekny i prawdziwy.
        Jako corka i matka i moze kiedys babcia dziekuje Ci za te slowa...Bardzo.

        Opuncjo,
        dzisiaj 13-ty w dodatku piatek. Nie wierze w zabobony dlatego zlapie gleboki
        oddech...raz...dwa...trzy....bo jakos, mimo wielkich chec,i cos kiepsko z
        cierpliwoscia u mnie.. Zaczynam rozumiec pewne mechanizmy i reakcje innych. Ty
        z problemem, z sercem na dloni, a inni w odpowiedzi agresja w twarz, kaza
        wynosic sie....................
        Napisalam gdzie indziej, ze rozumiem, iz mozesz nie chciec dziecka. Nie
        chcialas go od poczatku i do konca zycia bedzie dla Ciebie zywa rana. Mam
        wielka nadzieje jednak, ze wszystkich swoich ewentualnych niepowodzen zyciowych
        (zycze jak najmniej, kazdy takowe ma) nie kladziesz na karb posiadania kogos,
        kto nie powinien byl narodzic sie, skoro jednak juz przyszedl na ten dziwny
        swiat to powinien w jakis "magiczny sposob" z tego swiata zniknac. Moze ulotnic
        sie najlepiej kominem po kremacji zwlok...? Uncjo, wybacz, ze tak ostro nazywam
        potencjalne scenariusze smierci niechcianego dziecka, ale ja naprawde tak
        Ciebie odczytuje. Prawdziwa, jak najbardziej realna smierc bylaby najlepszym
        rozwiazaniem i przynioslaby niczym niezmacona ulge w Twoim cierpieniu.
        A ten cholerny dzieciak wciaz zyje! Nie wpadl pod kola samochodu, nie
        przejechal go tramwaj. Z chorobami tez walczy pewnie i zyje, wciaz zyje na
        Twoje i Twojego swiata nieszczescie. Nie wiem jak musi czuc sie czlowiek, ktory
        drugiemu zyczy odejscia w niebyt. Wiesz, ja mam pewna znajoma na areobiku, nie
        lubimy sie i nie jest to dla nas tajemnica. Ona wie, ze ja nigdy nie bede jej
        przytakiwac kiedy mam inne zdanie, ale zawsze wyslucham jej opinii do konca.
        Potrafie przyznac tez jej racje, kiedy jej argumenty mnie przekonuja i bez
        problemu jestem w stanie oddac hold trafnym pogladom. Nigdy jednak, wrecz
        odwrotnie, nie pomyslalam o niej jako osobie, ktorej nie powinno byc na
        swiecie, osobie, ktora zyje na nieszczescie innych. Powiedz jak poczulabys sie,
        gdyby kazdego dnia ktos mowil Ci, ze zycie innych wygladaloby cudownie i
        najlepiej byloby abys usunela sie z tego swiata- raz a dobrze-
        _ostatecznie_..... I tak na przyklad przez dwa lata, non stop...
        Tak moze poczuc sie kiedys Twoje dziecko... Zakladam oczywiscie, ze posiadasz
        chociaz minimalny poziom empatii i potrafisz wczuc sie (choc przez chwile,
        malenka chwilke) w sytuacje drugiej strony.
        Wybacz mi, ale ja naprawde odnosze wrazenie, ze Ty zyczysz temu dziecku
        rzeczywistej smierci i to jest cos z czym czytelnikowi forum- swiata jak
        najbardziej wirtualnego- trudno sie pogodzic. Pomysl, jak bardzo musialas mnie
        utwierdzic w przekonaniu, ze ja kowianeczka- czytelniczka Twoich wypowiedzi tak
        wlasnie pomyslalam i tak czuje...

        W swoim zaledwie jednoglosnym.. i skromnym imieniu chcialabym prosic inne
        osoby, aby przestaly znecac sie nad Opuncja traktujac ja jako "wyrodna" matke.
        Ma prawo do swoich uczuc, ma prawo miec inne niz Wy zdanie. Jednoczesnie prosze
        ((choc to pewnie za duze oczekiwanie), abyscie nie naklanialy, prosily, blagaly
        jej do zmiany decyzji, do zaakceptowania niechcianego dziecka, a nawet o zgozo!
        do pokochania go. Kazdy czlowiek ma wybor niezleznie kim jest i co robi. Tylko
        przed smiercia nie ma ucieczki.
        Opuncjo badz zawsze konsekwentna w swoich wyborach, chociaz odnosze wrazenie,
        ze Twoje zycie nawet jesli dziecko odejdzie np. "wypadnie z 4 pietra" juz nie
        wroci do stanu "sprzed".
        Dom dziecka, adopcja, regularne acz nie za czeste odwiedziny biologicznego ojca
        beda chyba najlepszym rozwiazaniem dla wszystkich...

        Tak, dzis 13 i piatek. Sprobuj przeczytac prosze ten list bez agresji. Sprobuj
        postawic sie choc RAZ.. na miejscu tego niechcianego, zbytecznego elementu......

        kowianeczka
    • tofu9 Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. 13.02.04, 01:12
      Niesamowicie to oddalas, Marylo...
      Problem naszego spoleczenstwa jest taki, iz uwielbiamy sadzic innych, nie
      wnikajac w zadne okolicznosci...Najczesciej kamieniami rzucaja ci, ktorzy sami
      maja wiele na sumieniu...Moze twoja historia przemowi do Opuncji, a takze do
      tych, ktorzy grzmia.
      Pozdrawiam!
      • Gość: paula do opuncji, o terapeutce jeszcze raz IP: *.atm4-0-1181062.0x503ee67e.virnxx10.customer.tele.dk 13.02.04, 08:52
        opuncja, moja znajoma mieszka w warszawie.
        to pewno za daleko? jesli rzeczywiscie chcialabys sie zdecydowac na terapie
        moglabym sprobowac poszukac kogos na slasku, bo znam troche osob ktore sie tym
        zajmuja. nic nie moge jednak obiecac.
        chyba lepiej byloby skontaktowac sie poza tym formu, gdybys chciala.
        pozdro.p
        • pajdeczka Re: do opuncji, o terapeutce jeszcze raz 13.02.04, 09:16
          Gość portalu: paula napisał(a):

          > gdybys chciala

          ale on nie chce

      • pajdeczka Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. 13.02.04, 09:14
        tofu9 napisał:

        > Niesamowicie to oddalas, Marylo...
        > Problem naszego spoleczenstwa jest taki, iz uwielbiamy sadzic innych, nie
        > wnikajac w zadne okolicznosci...Najczesciej kamieniami rzucaja ci, ktorzy
        sami > maja wiele na sumieniu...Moze twoja historia przemowi do Opuncji, a
        takze do > tych, ktorzy grzmia.

        Nie, nie przemówi do mnie historia Maryli, bo Maryla miała inne dzieciństwo niż
        Opuncja. Opuncja wychowała się w normalnym, kochającym domu. Wcześniej , w
        którymś z postów napisałam, że może wląsnie gdyby została potraktowana przez
        swoją matkę, tak, jak ona traktuje teraz swojego synka, to może pokochałaby go.
        • Gość: po co autor kto się nadaje ?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.04, 09:23
          pajdeczka napisała:

          > Nie, nie przemówi do mnie historia Maryli, bo Maryla miała inne dzieciństwo
          niż
          >
          > Opuncja. Opuncja wychowała się w normalnym, kochającym domu. Wcześniej , w
          > którymś z postów napisałam, że może wląsnie gdyby została potraktowana przez
          > swoją matkę, tak, jak ona traktuje teraz swojego synka, to może pokochałaby
          go.
          >

          wszyscy gdybamy - bo każdy z nas patrzy na to troche z perspektywy własnych
          przeżyć. Nie możemy stwierdzić jednoznacznie, że to wina ........ .
          Są osoby bardziej lub mniej podatne na wpływy - jest coś takiego
          jak 'zaszczucie' człowieka (wystarczy z każdej strony info o tym, że ty
          to ......)

          gdzie szukać przyczyny ?? - w całym dotychczasowym dorobku życiowym ale nie
          naszym - tylko opuncji

          pzdr

          gdyby głupota umiała fruwać - jakże ekonomicznie nam by się żyło
      • Gość: rusałka Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. IP: *.pl / *.one.pl 13.02.04, 09:18
        jakis czas temu w jednym z niezliczonych postów o macierzyństwie/bezdzietności
        ktoś napisał (chyba nawet pod moim adresem)coś w rodzaju: "skąd możesz wiedziec
        że nie chcesz mieć dzieci skoro nie miałaś i nie wiesz jak to jest". Cóż, nie
        chciałabym przekonać się o tym w taki sposób jak opuncja i jej syn.....
        Współczuję ci, opuncjo, nie wiem, co zrobisz, ale tu chyba nic się nie da na
        siłe. Moze lepiej zeby twoj syn narazie został z ojcem. I kto wie, może
        nawiązesz z nim lepszy kontakt, jak będzie trochę starszy, bardziej
        szmodzielny, jak bedziesz mogla z nim pogadac... zyczę ci tego z całego serca.
        pozdrawiam!
        PS. glonik, jestes w porządku:-)
    • Gość: jendza Opuncjo IP: *.w193-252.abo.wanadoo.fr 13.02.04, 10:30
      Witaj!
      Mialam nie pisac do Ciebie. Z roznych powodow.
      CHcialoby mi sie wyc slowami liloom: 'BIEDNY CHLOPCZYK'!
      Jednak sie zdecydowalam na ten post. I on nie bedzie dziecku.
      TO znaczy bedzie - tylko chyba o innym dziecku...
      Wiesz, cos mi sie w tej Twojej historii nie zgadza.
      Nie wierze w to, ze w Twojej rodzinie wszystko bylo idealnie.
      I wcale nie chodzi o to, by CIe tu jakos usprawiedliwiac.
      Raczej o to, zeby ZROZUMIEC. Probowac zrozumiec.
      Twoj post na tym forum jest moim zdaniem Twoja kolejna proba
      poradzenia sobie z tym, co w Tobie.
      Zrobilas juz CHOLERNIE DUZO: uswiadomilas sobie WPROST, otwarcie,
      co siedzi w TOBIE. Bez tej odwagi nie mialabys zadnej szansy,
      by cokolwiek z tym zrobic. BO jak zrobic cos z czyms,
      czego istnienia nie chcemy w ogole do siebie dopuscic...?
      Teraz nastepny etap: trzeba znalezc przyczyne tego wszystkiego.
      I tu sie upieram, ze MUSI taka byc. Nie wiem, gdzie. Moze
      Twoja mama bardzo podobnie postrzegala Ciebie - we wczesnym dziecinstwie,
      tylko nigdy sie do tego nie przyznala, nawet przed sama soba?
      Moze cos dramatycznego - w tym stylu - wydarzylo sie, gdy bylas jeszcze
      'plodem'? Moze, moze, moze... Nie jestem psycho-logiem, ani psych-iatra,
      ale WIEM ponad wszelka watpliwosc, ze to, o czym piszesz, musi
      byc BARDZO FUNDAMENTALNIE UWARUNKOWANE.
      I nie zdziwie sie, jesli sie okaze, ze rozwianie masz na wyciagniecie
      reki, tylko nie mozesz/nie chcesz go dostrzec.
      Powtorze: nie wierze, ze w Twojej rodzinie wszystko jest, jak byc powinno.
      Sadze raczej, ze po prostu o wielu rzeczach nie wiesz...:(((, bo to przeciez
      tak lepiej..: nie powiedziec dziecku..., bo ono nie zrozumie/nie powinno
      wiedziec dla wlasnego (pozal sie...) dobra itd...
      A tymczasem prawda wyzwala.
      Tez pewnie o tym wszystkim bedziesz kiedys musiala opowiedziec wlasnemu
      synkowi. DLa JEGO dobra...

      Jestem dzieckiem niechcianym. Glownie przez ojca, ale mam pecha, bo bardzo
      jestem do niego podobna. Zatem mama zywila do mnie dwojakiego rodzaju emocje:
      kochala, gdy pamietala, ze jestem jej dzieckiem, ale.... gdy widziala we mnie
      mego ojca...
      Do dzis za to wszystko place. Placi tez ona. Ustawilysmy nasze relacje,
      wyczyscilo sie wszyskto.... Tylko czasem, gdy na mnie patrzy... ma w oczach
      takie wielkie poczucie winy... Duzo bym dala, zeby jej to z oczu zabrac...

      Trzymaj sie i walcz. O niego i o siebie.
      j.
      • Gość: opuncja Re: Opuncjo IP: *.pl / *.one.pl 13.02.04, 11:14
        moze cie to rozczaruje, ale raczej nie na zadnych "atrakcji" w mojej rodzinie,
        które moglabym tu powywlekać. urodziłam sie 2 lata po slubie moich rodzicow,
        nie mam powodu przypuszczać że jestem dzieckiem sąsiada, albo ze za mym
        isnieniem kryje sie jakas inna mroczna tajemnica.
        jak bylam mala, w latach 80. moj tata pracowal za granica wiec czesto nie bylo
        go w domu. jednak w mojej okolicy w tych czasach tak zyła połowa rodzin, wiec
        to chyba zadna patologia. wiadomo, nie ma małzenstw idealnych, moi rodzice
        czasem sie kłocą, ale nigdy nie było dzikich awantur, wyprowadzek czy
        straszenia rozwodem. sa raczej zgodną parą. Z bracmi tez mam dobre uklady,
        fajne chłopaki 20 i 23 lata (dzieci nie mają).

        jendzo, czy mam w takim razie przypuszczac, ze moja rodzina to jeden
        wielki "truman show", gdzie nic nie jest prawda a tylko ja o tym nie wiem?


        wiem ze nie mam zadnego obowiazku odpowiadac na twoje pytania, ale robie to by
        wykluczyc takie wlasnie "diagnozy". jestem raczej zrównowazona psychicznie,
        przed ciaza nigdy nie mialam depresji, powaznych problemów emocjonalnych itp.
        jak wiekszosc nastolatek nie bylam specjalnie grzeczna, ale gorszy byl mój
        brat;) a jak dorosłam to mi przeszło.
        jeszcze jakies pytania?
        chetnie odpowiem. pozdrawiam
        • pajdeczka Re: Opuncjo 13.02.04, 11:43
          A w co lubiłaś się bawić najczęściej, będąc malą dziewczynką?
          • Gość: opuncja Re: Opuncjo IP: *.pl / *.one.pl 13.02.04, 12:03

            > A w co lubiłaś się bawić najczęściej, będąc malą dziewczynką?

            wczesnego dzieciństwa nie pamietam ale miałam ukochanego osiołka-kłapoucha:)
            potem klocki (brat rozwalał), plastelina, granie w gumę i inne
            zabawy "podwórkowe". no i w podstawówce dużo czytałam, chyba więcej niż teraz...
            lali-bobasa nie mialam jesli o to ci chodzi;) ale mialam kilka lalek które
            lubilam czesać a czasem nawet strzyc:)
            niespełnionym marzeniem mojego dzieciństwa byly klocki lego - chyba kupię
            młodemu na 3cie urodziny. może okaże się ze mamy wspólne zainteresowania:-)
            • pajdeczka Re: Opuncjo 13.02.04, 13:23
              Gość portalu: opuncja napisał(a):

              >
              > > A w co lubiłaś się bawić najczęściej, będąc malą dziewczynką?
              >
              > wczesnego dzieciństwa nie pamietam ale miałam ukochanego osiołka-kłapoucha:)
              > potem klocki (brat rozwalał), plastelina, granie w gumę i inne
              > zabawy "podwórkowe". no i w podstawówce dużo czytałam, chyba więcej niż
              teraz..
              > .
              > lali-bobasa nie mialam jesli o to ci chodzi;) ale mialam kilka lalek które
              > lubilam czesać a czasem nawet strzyc:)
              > niespełnionym marzeniem mojego dzieciństwa byly klocki lego - chyba kupię
              > młodemu na 3cie urodziny. może okaże się ze mamy wspólne zainteresowania:-)

              Dlaczego mówisz o synku : młody? On nie jest młody, on jest malutki. Lepiej
              brzmi: "malemu" jeśli już.
        • Gość: jendza Re: Opuncjo IP: *.w193-252.abo.wanadoo.fr 13.02.04, 12:02
          Moze Cie to rozczaruje, Opuncjo, ale niedokladnie
          przeczytalas moj post.
          Po pierwsze: nie chodzi mi o to, bys tu cokolwiek
          'wywlekala'.
          Po drugie: jesli pisalam o czyms z Twego dziecinstwa,
          co Cie uwarunkowalo, a o czym nie wiesz, to niekoniecznie
          musi to byc rzecz 'spektakularna'. Jest rozwod i rozwod,
          matka i matka, itd. Przyczyna Twoich problemow moze byc
          brak akceptacji Twojej mamy dla macierzynstwa jedynie
          w TWOIm przypadku, a moze tez byc... jakas marginalna jej
          uwaga, wypowiedziana polgebkiem przy malutkiej Opuncji.
          Uwaga jej, czy kogokolwiek...
          Jakkolwiek by bylo, PRZYCZYNA BYC MUSI. I te przyczyne
          trzeba znalezc, jesli rzeczywiscie chcesz pokochac swego synka.
          Podswiadomosc robi czlowiekowi rozne rzeczy...
          Po trzecie: Twoja charakterystyka Twojej rodziny o Twojej rodzinie
          nie mowi mi nic. MOwi natomiast o Tobie... ze bardzo niewiele
          wiesz o rodzinnych relacjach i ich wplywie na jednostki ludzkie.
          Jako poczatek 'wtajemniczenia' zdradze Ci, ze NIE MA dwojga
          jednakowo wychowanych i traktowanych dzieci, chocby to nawet byly
          bliznieta jednojajowe u tych samych rodzicow. Kazde dziecko ma swoje,
          wlasne dziecinstwo, NIEPOWTARZALNE, i tylko 'swoich' rodzicow! I kazde przez
          swoich rodzicow
          jest traktowane INDYWIDUALNIE. FAKT, ze jedno dziecko tych samych rodzicow
          jest kochane wcale nie oznacza, ze drugie dziecko tychze rodzicow
          ma byc rowniez kochane, ani tym bardziej - kochane tak samo. TO ostatnie
          bowiem jest po prostu NIEMOZLIWE. A slub rodzicow nie daje zadnej gwaracji,
          ze ich dziecko bedzie kochane... itd.

          Poza wszystkim, jesli cos do Ciebie pisze,
          to nie po to, by wyszlo 'na moje', tylko by Ci
          jakkolwiek pomoc. Jesli o te pomoc rzeczywiscie Ci chodzi,
          bo zaczynam domniemywac, ze masz po prostu potrzebe
          sie obnazyc. I tyle.
          Jesli tak jest - nie bede sobie zabierac czasu, bo jest duzo
          waznych rzeczy, ktore mozna zrobic w zyciu. Niekoniecznie
          trzeba sie zajmowac przypadkiem jakiejs, kto wie, na ile
          rzeczywistej, Forumowiczki.
          Jeszcze jakies pytania?
          Opowiem chetnie
          pozdrawiam
          • Gość: opuncja Re: Opuncjo IP: *.pl / *.one.pl 13.02.04, 12:24
            bardzo niewiele
            > wiesz o rodzinnych relacjach i ich wplywie na jednostki ludzkie.
            cóż, przykro mi, ze tak uważasz, ale gdzie mialabym sie tego nauczyc jeśli
            nie - dorastając w rodzinie? dziwne, znów wyglada na to ze moją rodzina co jest
            nie tak...

            jestem dzieckiem chcianym i planowanym, tak samo mój brat. najmłodszy brat
            planowany nie był, ale chciany i kochany - napewno.

            wiele osób tu pisze ze moje dziecko czuje, ze jest nie chciane, ze wyczuwa
            złośc i niechęć. zgadzasz sie z tym, jendzo?
            ja w dzieciństwie nigdy czegos takiego nie odczułam, nigdy nie wątpiłam ze
            matka mnie kocha, choc z powodu obecnej sytuacji nasze stosunki nie sa
            najlepsze.
            • Gość: jendza Re: Opuncjo IP: *.w193-252.abo.wanadoo.fr 13.02.04, 12:49
              Wiesz Opuncjo, zaczynam domniemywac, ze rzeczywiscie cos nie tak
              jest w Twojej rodzinie... A wiesz, dlaczego?
              Poniewaz sama zdajesz sie to potwierdzac...
              Przeczytaj raz jeszcze, tym razem uwaznie, prosze, moje posty.
              Ja sie nie upieram, ze cos jest nie tak z Twoja rodzina.
              Ja sie upieram, ze musi byc PRZYCZYNA Twojego problemu.
              Przyczyna moze lezec w rodzinie, ale tez moglo sie zdarzyc,
              ze jakas zadre w duchu 'zawdzieczasz' komus spoza...
              O tym pisze juz wprost w ostatnim poscie, gdzie mowa
              o podswiadomosci... A TY uparcie widzisz tylko to, co mowie
              o rodzinie... zatem - wracajac do punktu wyjscia - naprawde
              za chwile sie upewnie, ze tu wlasnie jest 'pies' pogrzebany...
              tylko z jakichs powodow nie chcesz tego dostrzec:((
              Ja jako dziecko bylam w stanie zrozumiec i nazwac wszystkie
              uczucia, jakimi mnie 'obdarzano'. Wyczuwalam zlosc, niechec,
              nienawisc, irytacje... O tym, ze bylam niechciana, DOWIEDZIALAM
              sie. Bo spytalam. Mialam wtedy lat 8. I naprawde mi ulzylo,
              bo pojelam, ze to nie ja jestem potworem, ktory nie kocha, tylko
              po prostu nie moge odpowiedziec miloscia na brak milosci. Do dzis
              tak mam: odpowiadam na uczucia. Stad zreszta potrafie bezwatpliwie
              zdiagnozowac...
              Na podstawie tego, co przezylam, nie sadze, by bylo mozliwe,
              iz dziecko 'wie' o fakcie, ze bylo niechciane. O tym musi sie dopiero
              'dowiedziec'. Natomiast na pewno dziecko wyczuwa zlosc i niechec.
              I brak milosci.

              Mam przyjaciolke, ktora pokochala swego synka dopiero, gdy skonczyl
              rok. Nie sadze, by Maly pamietal, ze byl niekochany...
              NIe sadze takze, by ten etap jego zycia przeminal dla niego
              bez zadnych konsekwencji...
              Wiele osob zapomina, a raczej wypiera ze swiadomosci dramaty,
              ktore im sie wydarzyly, gdy mialy -nascie, -dziesiat lat.
              BO nie maja sily, by stanac twarza w twarz z problemem...
              Zeby bylo jasne: nie twierdze, ze cos z tych rzeczy przydarzylo
              sie Tobie, bo nie znam Cie i nie mam prawa tak twierdzic.
              Twierdze natomiast, ze Twoje argumenty o Twojej pamieci i Twoim
              postrzeganiu dziecinstwa Twoich braci sa dla mnie wazne, ale
              nie swiadcza o niczym zgola... Dlaczego? Mam nadzieje, ze juz poprzednio
              uzasadnilam to dostatecznie jasno...

              Jakby jednak nie bylo...- ogromnie mi szkoda Twojego synka!
              OGromnie!
              Niech Opatrznosc nad nim czuwa, bo tylko to zdaje sie mu pozostalo,
              jesli sie nie wezmiesz za siebie uczciwie

              pozdrawiam
              j.
    • Gość: anai wybaczcie im, albowiem nie wiedza co czynia IP: *.hrz.tu / *.hrz.tu-chemnitz.de 13.02.04, 13:11
      naczytalam sie re na temat Opuncji i tak mnie czasami skrecalo, ze osoby kulturalne sobie
      rzucaja w te i we wte "trzeba byc suka". ciekawe czy one ani razu z reka na sercu sie
      trzymawszy nie pomyslaly sobie: cholera jasna, po jaka cholere ja tego dzieciaka rodzilam? i to
      nawet nie musi oznaczac, ze nie kochaja swoich dzieci, ale czasami juz sie wszystkiego
      odechciewa. ja tak nie powiedzialam, bo nie mam dziecka, ale mama mi raz tak powiedziala i
      wcale nie uwazam, ze jest najgorsza matka pod sloncem, bo ja kocham i podziwiam. bo z
      kazdym trzeba umiec wytrzymac. dzieciak to tez czlowiek i tez ma swoje humory, fazy i
      potrzeby. moze Opuncja wcale nie musi go kochac, bo w sumie co zanczy kochac swoje
      dziecko? dac papu, ubrac jak laleczke, poglaskac po glowence i pwoiedziec: jakiez to moje
      dziecko jest piekne i madre!
      to taka spora ironia, jakby ktos nie zauwazyl i znow sie czepil, ze cos sie dziwacznie zgrywam.
      oprocz potrzeb fizycznych sa jeszcze i inne, tak zwane wyzsze. i dlatego ma sie wiz z
      rodzicami, jesli sie ich kocha, lubi, szanuje. ktory dzieciak bedzie za 10 lat pamietal, co zjadl na
      sniadanie albo ile razy mu pieluche zmienili? ktory pamieta ile razy mama go wykapala? gucio
      zapamietuje sie raczej to, czy mama czytala bajki na dobranoc, czy usmiechala sie czesto, czy
      bylo ogolnie fajnie. a jesli nie, to sie mowi, ze sie nie mialo szczesliwego dziecinstwa. nie chce
      sie wymadrzac, moze i glupia jestem jak na 22 lata, moze i sie na niczym nie znam, dzieci nie
      mam, mialam psa. to tez troche jakby sie mialo dziecko.
      niewazne, odchodze od tematu.
      wydaje mi sie, ze nie mozna jednoznacznie sie wypowiedziec na ten temat. kto pierwszy jest
      bez winy, niech rzuci kamien. odszczekiwac sie mozna ile sie chce, ale tu trzeba myslec
      konstruktywnie, zeby ani sie dziewczyna nie meczyla, ani zeby dzieciak nie przezywal, ze nie
      ma mamy, bo przeciez ma. i chodzi o to, zeby jakos poprawic stan rzeczy, a nie dokladac
      zdrowia Opuncji. nie da sie zmusic do kochania, slusznie ktos zauwazyl, ale da sie kogos
      polubic. Opuncja moglaby na serio na jakis czas odpoczac od dziecka, bo jak sie je na sile
      ciagle wpycha i zmusza sie do pokochania go, to raczej odwrotny skutek przynosi. moze ta
      praca bedzie jakims rozwiazaniem. bedzie miala kawalek swojego zycia, odetchnie, a po
      powrocie do domu stwierdzi, ze sie stesknila czy cos. nie wiem. nic nie da sie ustalic. mozna
      domniemywac. wszystko jest zalezne od dobrych checi i nadziei na poprawe. i zycze
      powodzenia i Opuncji i jej dziecku, bo jaki beda szczesliwi, nawet sie nie kochajac, to i tak
      bedzie ok. moze z czasem okaze sie, ze milosc to jednak byla obecna od jakiegos momentu,
      ktorego sie nie da uchwycic.
      i mam nadzieje, ze sie wszystko pomyslnie ulozy.
      anai

      a jak chaotycznie pisze, to sorry, jestem po 2 examach, spalam niewiele i treoche wnerwiona
      jestem, ze niektorzy moga byc tak nietolerancyjni i chamscy na forum, a na dodatek zarzucaja
      innym brak kultury..
      • Gość: Niestety babcia Re: wybaczcie im, albowiem nie wiedza co czynia IP: *.uz.zgora.pl 13.02.04, 14:30
        Ja tez wcale nie chciałam mieć dzieci, choć może ich też nie wykluczałam -
        raczej traktowałam te sprawę jako melodię odległej przyszłości i nie myślałam o
        tym. Prowadziłam życie całkowicie lekkomyślne i bezperspektywiczne, a kiedy w
        wieku 19 lat zaszłam w ciążę i ojciec dziecka się tym zachwycił - nie myślałam
        nad tym, czy się do tego nadaję. Nie nadawaliśmy sie do tego ani ja, ani on.
        Tylko że od mężczyzny mniej sie wymaga, a kobieta MUSI być wspaniałą matką, bo
        inaczej jest suką.
        Bardzo cierpiałam i miałam wyrzuty sumienia, gdy czułam, że nie jestem dobrą
        matką dla mojego dziecka. Z jego ojcem wkrótce się rozeszliśmy i wyszłam po raz
        drugi za mąż. Po trzydziestce urodziłam następne dziecko i sytuacja się
        powtórzyła, choć tym razem sprawa nie zakończyła się rozwodem. Ja po prostu nie
        mam chyba w sobie tego instynktu macierzyńskiego.
        Teraz dzieci są dorosłe, mam wnuki. Nawet i wnuki TAK NAPRAWDĘ mało mnie
        rajcują. Może rzeczywiście jestem paskudną egoistką?
        No cóż, nie chciałam się przyznać nawet przed samą sobą, że tak właśnie jest.
        Twardo robiłam za dobrą matkę i starałam się jak mogłam, żeby odegrać tę rolę
        jak najlepiej. To samo dotyczy wnuków. Nikt nie wie, że w gruncie rzeczy jest w
        tym tak dużo gry.
        Moje dzieci "wychowywałam" często krzykiem i biciem, choć bardzo się
        pilnowałam, aby nigdy im wprost nie powiedzieć, że ich nie chciałam ani niczego
        takiego. Moje dzieci są bardzo dobrymi rodzicami i bardzo je za to podziwiam,
        wręcz idealnymi. Nie moja w tym zasługa. W wieku dojrzewania były z nimi
        straszne kłopoty, za co czułam się mocno winna.
        Nie wiem już sama, po co o tym piszę. Faktem jest, że je teraz kocham, a w
        każdym razie lubię, choć to może dziwne. Po prostu jakoś z biegiem lat
        powstawała między nami jakaś więź. Poświęcałam im bardzo dużo czasu (bo
        starałam się być dobrą matką). Ale myślę, że onme na pewno mają do mnie wiele
        pretensji, choć nie mówią mi o tym.
        Opuncjo, czy chciałaś, czy nie, w każdym razie dziecko urodziłaś i za to musisz
        wziąć odpowiedzialność. Może z biegiem czasu je polubisz. Dziecko podrastając
        staje się bardziej człowiekiem (małe to trochę jak zwierzaczek) i łatwiej jest
        się z nim dogadać. Czy próbowałaś zwierzyć się swojej Mamie i czy masz z nią
        dość kontaktu, by liczyć na jakieś zrozumienie?
        Myślę, że dobrze będzie, gdy dziecko będzie jak najwięcej z Dziadkami i ojcem
        (w końcu jego też potrzebuje, a poczucie odrzucenia przez ojca wielu dzieciom
        równie łamie życie, jak w przypadku odrzucenia przez matkę), to nawet Twój
        chłód uczuciowy nie będzie wywoływał tak szkodliwych skutków. Jest oczywiste,
        że go nie utopisz i nie oddasz komukolwiek (nawet gdyby ojciec się zgodził!),
        bo nie zmniejszyłoby to w Tobie poczucia winy i zawsze byś potem myślała, że
        jesteś wyrodną matką, a Twoje dziecko gdzieś tam cierpi, o jacyś ludzie nie
        dość je kochają...
        Myślę, że to wcale nie jest tak, że wszystkie kobiety są tak naprawdę dobrymi
        matkami, tylko nie wszystkie się do tego przyznają, choćby przed samą sobą. Ale
        Twoje sumienie cierpi - więc musisz postępować zgodnie z nim.
        • Gość: anai Re: wybaczcie im, albowiem nie wiedza co czynia IP: *.hrz.tu / *.hrz.tu-chemnitz.de 13.02.04, 18:05
          nie chodzi o to, aby grac, bo to nie teatr, ale zeby byc matka. bo tego sie juz nie wymarze z
          zycia jak wymazuje sie korektorem jakis blad na kartce. czasu sie nie wroci. jest jak jest. kazda
          z nas jest czy bedzie sie starala zapewnic swojemu dziecku jak najlepsze warunki do zycia,
          bedzie sie starala, aby temu dziecku krzywda sie nie stala. a czy sie je kocha czy nie.. a co to
          jest milosc, do cholery? nie kazdego trzeba kochac, nawet jesli jest naszym dzieckiem czy
          rodzicem, mozna kogos lubic. to tez juz jest ok.
    • makowa.panienka Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. 13.02.04, 17:12
      Odpowiedzi goggle na posty zaraa tylko potwierdzają moje przekonanie o
      niedorozwoju goggle.
      Przecież w całym tym układzie najbardziej pokrzywdzone jest dziecko!!!!!!!!!!!
      Nie jest najgorsze to, że opuncja nie kocha dziecka, nie sprzwdziła się jako
      matka, ale to że ona codziennie żałuje, że go nie zabiła!!! Przecież sama mówi,
      że codziennie żałuje, że nie usunęła ciąży. Jak można na kogoś patrzeć i nie
      myśleć o niczym innym, jak o tym jak bardzo się go nienawidzi. Bo przecież to
      tak, jakby ona życzyła dziecku śmierci! Nawet o obcej osobie, której się nie
      lubi, która nas codziennie w pracy denerwuje, nie myśli się: "jak ja ciebie
      nienawidzę, szkoda, że się urodziłeś". A tu chodzi o JEJ dziecko!
      Jakie to niesprawiedliwe, że dzieci nie mogą wybierać w jakiej rodzinie się
      urodzą. Co to za życie z matką która nie kocha? Bez uczucia, o przepraszam
      uczucia są ale negatywne. W Domu Dziecka też dadzą jeść, ubiorą, posyłają do
      szkoły, położą spać w czystej pościeli, pani poczyta bajkę. I nikt tam patrząc
      na dziecko nie myśli, że szkoda, że ono się urodziło.
      Nie ma nic gorszego niz poczucie, że sie jest niekochanym, najgorsze jest
      to ,że gdy Dominik zacznie zdawać sobie z tego sprawę, bedzie myślał, że to
      jego wina...
    • Gość: Dosia Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. IP: 195.217.253.* 13.02.04, 17:43
      Opuncjo.

      Obserwuje ten watek od dwoch dni, ale dopiero teraz postanowilam cos napisac.

      Oczywiscie, ze masz prawo czuc to co czujesz - do milosci nie mozna nikogo
      zmusic. Dlatego nie mam zamiaru Cie potepiac, ani mowic o tym jaka wyrodna
      matka jestes.

      Stalo sie, masz syna. Nie masz ochoty sie nim zajmowac, bo zal Ci
      wczesniejszego zycia, kolezanek, imprez itp. Nie bede sie rozwodzic nad Twoja
      niedojrzaloscia i brakiem poczucia obowiazku, bo to takze cos co masz w sobie i
      trudno to zmienic - moze rodzice Cie rozpiescili, moze to, moze tamto...
      niewazne. Wazne, ze jestes jeszcze niedojrzalym, egoistycznym podrostkiem (bo
      jestes i nie obrazaj sie prosze na te slowa, ale biorac pod uwage Twoj wiek,
      tak wlasnie jest).

      Jakiej rady mozna udzielic w tej sytuacji?

      Musisz sobie przede wszystkim zdac sprawe z tego, ze jestes jedyna osoba
      odpowiedzialna za pojawienie sie synka na swiecie (nikt Ci go wszakze nie
      podrzucil). I jako taka osoba powinnas otwarcie stawic czola sytuacji.
      Pamietaj, ze winna jestes temu dziecku SZACUNEK i OPIEKE - nawet jezeli nie
      masz na to ochoty i nawet jezeli oznacza to, ze nie mozesz isc z kolezankami do
      kina. Jest to Twoj obowiazek, nie tyle matki, co opiekuna i... czlowieka
      przede wszystkim. Taki jest swiat doroslych - kazdy z nas ma jakies obowiazki,
      z ktorych musi sie wywiazywac, czy jest to praca, czy opieka nad kotem, czy
      dzieckiem. Nikt Ci nie narzucil tego obowiazku i nikt Cie w nim nie wyreczy. I
      nie ma co plakac nad soba i nad swym utraconym dziecinstwem z balangami i
      kolezankami. Teraz Opuncjo droga masz OBOWIAZKI. Odloz wiec uczucia na bok, wez
      sie w garsc i wychowuj swojego syna. Zycie innych ludzi tez nie sklada sie z
      samych wizyt u kolezanek.

      Opuncjo - pokaz sobie samej, ze nie jestes tchorzem i nie uciekasz przed
      odpowiedzialnoscia. Ze mozesz byc dobra matka (raczej opiekunem) mimo, ze nie
      kochasz swego syna.

      Moze postaraj sie, choc to glupio zabrzmi, zaplanowac opieke nad synem - ale
      nie z poczuciem "boze, znowu musze sie zajmowac tym bachorem". Jezeli bedzie Ci
      latwiej, powiedz sobie, ze to dziecko kolezanki, ktorego nie masz co prawda
      obowiazku kochac, ale o ktorego chcesz zadbac bo to maly czlowiek.

      Zaplanuj swoj dzien z synem - czytanie ksiazeczki, zabawa sachodem, obiad,
      kapanie itp. Zaplanuj w kazdym dniu takze cos dla siebie - bez wyrzutow
      sumienia, dziecko oddawaj wtedy dziadkom. Spisuj to wszystko - co robilas z
      synem, co robilas dla siebie. Wydaje mi sie, ze takie zapisanie i kontrola dnia
      pozwoli Ci zapomniec o ciaglym uczuciu napiecia, o tym, ze powinnas teraz
      siedziec u kolezanki. Pozwoli Ci zapomniec o ciagle "wiszacej" nad Toba wizji
      dziecka. Moze przestaniesz sie tak szarpac jak poukladasz sobie zajecia.

      Zdaj sobie sprawe, ze przed obowiazkami nie ma ucieczki, ale mozna je uczynic
      przyjemnymi jezeli zobaczysz w nich cel - naucze dziecko tego, tamtego. Spisuj
      wszystko co masz zrobic i wykreslaj powoli z kartki (uprasowac ubranka, zrobic
      kaszke, co tam jeszcze trzeba) - bedziesz wiedziala, ze opieka nad synem ma
      swoje granice, ze nie musisz ograniczac swojego zycia tylko i wylacznie do
      opieki nad nim. Na pewno wtedy znajdziesz czas na kolezanki - przeciez to nigdy
      nie jest tak, ze jak jestes matka to opiekujesz sie dzieckiem 24 godziny na
      dobe (przeciez masz rodzicow!). Z drugiej strony bycie nie-matka nie oznacza,
      ze spedzasz z kolezankami kazda wolna chwile. To wszystko sie da pogodzic,
      tylko nie nastawiaj sie negatywnie!

      Potraktuj to jako wyzwanie.
      • Gość: opuncja Re: Wybacz, synu.... do Dosi :-) !!! IP: *.pl / *.one.pl 13.02.04, 18:23
        Dzięki, człowieku z nickiem jak proszek do prania!!
        mysle ze jestes bardzo madrą osobą która najpierw mysli, potem pisze, a jak
        pisze, to z sensem.
        twoj plan to najlepsza rada dla mnie na tym forum. doskonale wyczułas, jak sie
        czuje, i czego mi potrzeba. intuicja niesamowita. może dzięki tobie jakos wezme
        sie za siebie:-) spróbuje racjonalnie ulozyc sobie czas, dogadac sie z tata
        Dominika, i ogólnie stosować się do twoich podstawowych i ważnych zaleceń. to
        tak na początek. a potem zobaczymy. Dziękuje serdecznie za krytykę i KONKRET!!

        nie psychoterapii, tylko czegos takiego mi trzeba: racjonalizacji i pracy nad
        sobą. Przykro mi, ale ja szczerze mówiąc w terapię nie wierzę, zawsze łapię
        dystans i wszystko co słysze wydaje mi się skończonym banałem.

        jednak musze sprostowac, ze moje zycie przed ciązą nie ograniczało sie
        do "balang z kolezankami": studiowalam, uczylam sie języków, miałam czas na
        zainteresowania, na wakacjach podrózowalam w dziwne miejsca... nie bylam
        bezmyślną latawicą tylko osobą z marzeniami i ambicjami.I nie przestałam nią
        być.
        pozdrawiam!
        opuncja

        ps2: no i nie jestem jedyną odpowiedzialną za pojawienie sie D. Do tego zawsze
        potrzeba 2 osób;-)
        • Gość: Dosia Re: Wybacz, synu.... do Dosi :-) !!! IP: 195.217.253.* 13.02.04, 18:28
          Opuncjo. Bardzo sie ciesze, ze przeczytalas mojego posta :)

          Ciesze sie, ze nie odrzucilas mojego pomyslu planowania i zapisywania. Wielu
          ludziom moze sie on wydawac trywialny. Ale uwierz mi, ze to pomaga. W pewnym
          momencie zycia tez myslalam, ze wszystko wchodzi mi na glowe, ze nie mam czasu
          dla siebie. Juz samo spisanie obowiazkow pozwala "wyrzucic" je z psychiki -
          zdystansowac sie tak jakos. To naprawde pomaga.

          Zycze Ci, a wlasciwie WAM, powodzenia!!!
        • Gość: aziza Re: Wybacz, synu.... do Dosi :-) !!! IP: *.193.220.203.acc01-lord-gla.comindico.com.au 14.02.04, 01:27
          opuncjo, po przeczytaniu jednego z wczesniejzych Twoich postow, gzie napisalas:

          >Po prostu każdy dzień utwierdza mnie w przekonaniu ze nie nadaje sie do roli
          > matki i ze ktos taki jak ja dzieci miec nie powinien. nie obwiniam mojego
          > dziecka ani nie czuję do niego nienawisci, chcialabym zeby mial dobre zycie,
          > ale nie potrafie mu tego zapewnic

          i tego ostatniego, przyszlo mi do glowy ze twoim problemem jest raczej
          negatywne ocenianie sie za to , ze nie jestes taka matka jak we wlasnym
          przekonaniu POWINNAS BYC.
          To znaczy masz jakis tam idealny/moze stereotypowy obraz tego jak matka czuc
          powinna, jak powinna odnosic sie do dziecka, w jaki sposob powinna o nim
          myslec.
          Zauwazylas u siebie, ze taka byc nie mozesz i nie chcesz i to przesadzilo o
          fakcie, ze nie widzisz juz nawet szansy na jakakolwiek zmiane. Po prostu
          okreslajac swoje uczucia wobec dziecka bardzo krytycznie siebie osadzasz
          zamykajac sobie w ten sposob droge do zmiany.

          Mysle ze problem lezy w stawianiu sobie wysokich wymagan w zyciu (piszesz, ze
          jestes ambitna) i brak przyzwolenia na robienie czegos byle jak, czy wrecz
          beznadziejnie. ( pewnie podobnie podchodzisz do siebie w innych dziedzinach
          zycia).

          Ja tez taka bylam. I wiesz co, kiedy pierwszy raz uslyszalam, "nie badz wobec
          siebie taka krytyczna", albo "nie badz dla siebie taka twarda", nie moglam
          pojac ze ludzie moga myslec w ten sposob. Zupelnie dla mnie nie do
          zaakceptowania!

          po ktoryms z kolei razie i paru przemysleniach, zaczelam widziec sens w
          przyzawlaniu na wlasne slabosci, niedoskonalosci, nawet ewidentne "upadki
          moralne'. I bardzo mi to pomoglo, bo wtedy juz bylam w stanie zajac sie danym
          problemem i z przekonaniem, ze wcale nie jestem taka zla, szukac drog
          wyjscia, naprawy sytuacji, pozytywnego podejscia do problemu.

          Wydaje mi sie, ze gdybys bayla w stanie powiedziec sobie, jestem okropna
          niekochajaca matka, no i co z tego?!, bez poczucia winy wobec dziecka, to
          latwiej by ci przyszlo Twoje dziecko polubic, a moze nawet pokochac. Bo
          poczucie winy jest emocja bardzo negatywna i w sposob podswiadomy zawsze
          przerzucac bedziemy jego czesc na podmiot owo poczucie wywolujacy.

          Prosciej: Twoj synek powoduje twoje poczucie winy za to, ze nie jestes dobra
          matka, nie lubisz myslec o sobie jako o kims, kto nie czyni tego co powinien
          (kochac dziecka) wiec podswiadomosc kaze ci odrzucic go podwojnie, rowniez za
          to ze jest twoim wyrzutem sumienia.

          Wybierasz proste wyjscie (ktore niestety nie moze byc zrealizowane - pulapka)
          nie nalezalo go bylo urodzic.

          Sprobuj zaakceptowac twoje negatywne uczucia wobec dziecka nie oceniajac ich
          (choc moze juz to zrobilas) i zastanow sie czy nie wynikaja one z
          perfekcjonizmu, potzrby bycia "dobra matka' - zacznij od tego i zobacz co z
          tego wyniknie
    • Gość: zocha opuncjo... IP: *.dialup.mindspring.com 13.02.04, 17:49
      pod "dzieki klarysa" wiadomosc dla Ciebie.
    • Gość: Maria Wybaczcie cory, ja tez sie do tego nie nadaje! IP: *.proxy.aol.com 13.02.04, 17:54
      Droga Opuncjo, ja tez tak mam. Mam dwoje dzieci. Dwie corki. Ta starsza, jest
      juz dorosla kobieta i sama ma rodzine. "Wpadlam" i urodzilam ja, bo inaczej
      sobie nie wyobrazalm. Nie kochalam jej od samego poczatku. Ciaza, to byl
      makabryczny czas a porod wolalabym z pamieci wymazac. Myslalam, ze jak ja
      zobacze, to wstapi we mnie jakies olsnienie. Nic podobnego sie nie stalo.
      Wychowywalam ja, dbalam o nia dokladnie tak, jak pisali w ksiazkach. Jak troche
      podrosla i mozna sie bylo z nia dogadac, nasze uklady byly bardziej
      kumplowskie. Potem przyszla ta druga corka. Chcialam ja bardzo i ciaza
      wspominam mile. Myslalam, ze z ta bedzie inaczej. Nie bylo. Nie chowalam jej
      juz tak "jak w ksiazkach pisza", bo mialam juz doswiadczenie. Dzis ta mala jest
      tez juz dorosla pannica. Nie ma we mnie ogromnej milosci do moich dzieci.
      Kocham je, ale berdziej z akcentem na "lubie". Dzieci tej duzej corki, lubie
      jak kazde inne male dzieci. Moje wlasne dzieci staram sie wychowac bardzo
      samodzielnie. Nie podtykam im nic pod nos. Nie jestem na kazde zawolanie. Nie
      latalam z talezyczkiem za nimi, zeby cos zjadly. Nie poswiecilabym sie dla
      nich. Zawsze staralam sie wszystko tak zorganizowac, zeby wilk byl syty i owca
      cala. Nigdy nie byly bez opieki, czy pozostywione same sobie. Wszystko i zawsze
      bylo "jak trzeba". Z poczucia obowiazku i swiadomosci, ze sie na swiat nie
      prosily. Ale szalona milosc do dziecka nigdy nie byla moim udzialem.
      Mysle, Opuncjo, ze wiele kobiet tak ma. Tylko bardzo niewiele potrafi sie do
      tego przyznac. A juz przes soba sama na pewno nie. Bo matka MUSI kochac
      dziecko. Pewnie i ja kocham moje corki, ale kocham tez siebie. Nie wymagam tez
      od moich corek, zeby nadzwyczajnie mnie kochaly. Mialam je, wychowalam jak
      potrafilam najlepiej. Nie widze, zeby ten brak nadzwyczajnej milosci matki
      wplynal na nie negatywnie. Obydwie sa samodzielne, wiedza czego chca, moga na
      mnie liczyc w potrzebie, ale raczej z doskoku. Ale wiedza tez, ze moja rola,
      rola matki w pelnej skali, sie kiedys konczy. Ich zycie, to jest ich zycie,
      tak, jak moje zycie, jest moim. Mysle, ze pomimo tego, ze nie palalam do moich
      corek nadprzyrodzona miloscia, nie wyrosly z nich potwory. Z twojego syna tez
      nie wyrosnie potwor. Wyrosnie normalny, mlody czlowiek. Mysle, ze czasem jest
      lepiej kochac dziecko mniej i wychowac na kumplowskiej bazie, niz kochac malpia
      miloscia. Kiedys dziecko i tak pojdzie swoja droga.
      • Gość: zocha Re: Wybaczcie cory, ja tez sie do tego nie nadaje IP: *.dialup.mindspring.com 13.02.04, 18:06
        Znam wiele kobiet,ktore nie kochaja swojch dzieci...kiedys myslalam, ze to
        zwyrodnie jakies,teraz wiem ,ze to jak w zyciu...kochamy lub
        nie...najwazniejsze, tak to wszystko ustawic, zeby bylo jak najmniej bolu.Jest
        to ogromna strata dla czlowieka, gdy niepotrafi kochac...
      • Gość: pani kazia milosc matki do dziecka to malpia milosc?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.04, 22:52
        smiesznie ze tak postrzegasz milosc matki do dziecka w odroznieniu od
        twojego "lubienia" swoich dzieci

        jak absolutnie kocham i uwielbiam swoje dzieci, zupelnie sobie nie wyobrazam ze
        mogloby byc inaczej,
        nie planowalam ciaz, obie to wpadki w totalnie nieodpowiednich momentach mojego
        zycia
        ciaze byly supoer, pelna magia malego czlwoieczka w brzuchu, porody ok,
        momentami niesamowite nawet
        potem wychowywanie dzieci rozne, bylam bardzo mloda mama, wiec raczej bardzo
        sie rwalam na balangi, mniej na spacer do piaskownicy
        potem mniej na balangi, chetniej do wspolnej wyprawy z dziecmi do kina

        uwielbiam miec dzieci, nie oznacza to ze np moglabym siedziec 3 lata na
        wychowawczym bo to zbyt nudne czyt. przygnebiajace zajecie jesli wykonywane 24
        na 24
        moglabym i chciala miec jeszcze caly tlum dzieci, ale nie stac mnie na to
        finansowo ani troche, a juz jestem zbyt duza dziewczynka zeby mi sie to przez
        przypadek przydarzylo

        kompletnie nie wiem o co chodzi z tym czekaniem na magiczne momenty pojawienia
        sie Wielkiej Matczynej Milosci, ja po prostu bardzo kocham swoje dzieci i
        trudne byly dla mnie momenty rozlak przedszkolno,wakacyjnych, dramaty szkolne
        dzieci itd
        napewno kocham je najbardziej na swiecie, nikt nie jest mi blizszy niz one
        i to bardzo fajne jest

        czy to jest malpia milosc?
        nie sadze, ale nie jest to tez lodowa i posiadanie dzieci bo inni maja,
        albo pomimo ze sie ich nie kocha to trzymanie ich przy sobie na sile, zamiast
        oddac komus kto je pokocha
        nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem
        • Gość: Ewa ... cos jeszcze na temat "mlodego" IP: *.proxy.aol.com 14.02.04, 00:41

          W jednym ze swoich postow, pajdeczka zapytala opuncje:
          "Dlaczego mowisz o synku: mlody?
          On nie jest mlody, on jest malutki. Lepiej brzmi "malemu" jesli juz.
          Odpowiedzi oczywiscie nie otrzymala.

          Coz odpowiem, ja.
          W pewnym srodowisku, a zwlaszcza studenckim tak nazywa sie wlasne dziecko. Jest
          sie wtedy cool albo trendy. Nie, nie w stosunku do wlasnego dziecka, ale w
          stosunku do towarzystwa, w ktorym sie przebywa.

          Odnosze wrazenie opuncjo, ze ta twoja zabawka w postaci "mlodego" juz ci sie
          znudzila i cie zmeczyla.
          Poza uzaleniem sie nad soba, zdobylas sie w stosunku do tych wielu i roznych
          odpowiedzi, ktore dostalas - na jedyne konkretne postanowienie. Jest to chec
          kupienia klockow lego dla "mlodego" i wspolna zabawa z nim. A glownie dlatego,
          ze ty ich nie mialas. Coz, dobre i to - dodam nie bez pewnej zlosliwosci.







          • Gość: zocha Re: ... cos jeszcze na temat "mlodego" IP: *.dialup.mindspring.com 14.02.04, 01:37
            Daruj sobie kobieto te zloslwosci, nie wstyd Ci???
            • Gość: jendza Tym razem, Zocho, IP: *.w81-50.abo.wanadoo.fr 14.02.04, 09:02
              mam podobne wrazenie, jak Ewa:(((
              I dodam jeszcze, ze nie bardzo rozumiem, po co
              byl Opuncji potrzebny ten watek...
              Na razie przychylam sie do koncepcji, ze... po prostu
              do pogrania glownej roli, pokazania sie, zamieszania na forum.
              Mysmy sie ustawili w kolejce z naszymi 'dobrymi radami',
              na terazniejszosc i przyszlosc, koncepcjami przeszlosci
              (to ja, he, he..), ocenami oraz wspol-czuciem.
              A ona zdaje sie tym wszystkim igrac, wybiera sobie, co jej
              odpowiada, co nie, co 'lubi', czego nie lubi....
              • Gość: jendza slowem IP: *.w81-50.abo.wanadoo.fr 14.02.04, 09:07
                Maluch znow zostal potraktowany instrumentalnie.
                W centrum jest ego 'mamusi', i tylko ono, nawet
                jesli pretekstem do zajmowania sie Opuncja jest
                jej niewlasciwy stosunek do dziecka.
                Dziecko nie jest osoba. Jest problemem, pretekstem,
                komplikacja....
                Zal mi tego dzieciaczka. Naprawde.
              • Gość: zocha Re: Tym razem, Zocho, IP: *.dialup.mindspring.com 14.02.04, 15:07
                Forum jest do tego, aby mieszaly sie tu idee i poglady, mysli i postawy;
                wymiana mysli... coz piekniejszego moze zaistniec miedzy ludzmi...
                Jesli chodzi o poglady Ewy...i ...Twoje, przeczytaj post do Ewy. Pozdr.
                • Gość: jendza Hm, nie rozumiem:( IP: *.w81-50.abo.wanadoo.fr 14.02.04, 15:37
                  przeczytalam Twoj post do Ewy i pojac nie moge,
                  jak on sie ma do moich 'pogladow'...:(?
                  Jesli dobrze rozumiem natomiast - Twoim zdaniem
                  Opuncja jest uposledzona emocjonalnie.
                  Wcale nie wiem, jak jest uposledzona Opuncja. Nawet gdybym
                  ja znala osobiscie, duzo by musialo wody w Wisle uplynac,
                  bym pozwolila sobie na takie okreslenie jej osoby - tym bardziej,
                  ze nie jestem specjalista w dziedzinie, co wielokrotnie podkreslalam.
                  To, co pozwolilam sobie scharakteryzowac, to sposob,
                  w jaki Opuncja 'uzywa' forum.
                  Dokladnie przeanalizowalam teksty jej wypowiedzi w tym watku i moje
                  wnioski upowaznily mnie do sformulowania paru zarzutow, chocby zarzutu
                  instrumentalizacji - zarowno jej dziecka, jak i uczestnikow forum.
                  Nie musze glaskac po glowce kogos, kto nie szanuje chocby
                  faktu, ze kilkadziesiat osob poswieca mu swoj czas i refleksje.
                  Wrecz przeciwnie: moim obowiazkiem jest powiedziec, co widze,
                  jesli rzeczywiscie swoje tu pisanie traktuje jakkolwiek powaznie.
                  Podsumowujac zatem:
                  nie oceniam osoby, ktora na forum uzywa nicku Opuncja.
                  oceniam dzialania Opuncji na forum.
                  I protestuje.
                  Pojmujesz roznice?
                  Pozdrawiam rowniez
                  j.
              • Gość: zocha Re: Tym razem, Zocho, IP: *.dialup.mindspring.com 14.02.04, 16:47
                "Tym razem, Zocho mam podobne wrazenie, jak Ewa:((("-nie wiem o co Ci zatem
                chodzilo...Jendzo, ale cieplo Cie pozdrawiam.
                • Gość: jendza aha, rozumiem:).. IP: *.w81-50.abo.wanadoo.fr 14.02.04, 17:23
                  "Tym razem... wrazenie" wzielas za 'poglady'
                  w ogole.... Stad utozsamienie...
                  Tymczasem roznice wskazalam m.in. w poscie powyzej....
                  Mam nadzieje, ze rozumiem dobrze, oraz ze
                  to jasne takze dla Ciebie:)


                  pozdrawiam nieustajaco:))
                  j
            • Gość: Ewa Re: ... cos jeszcze na temat "mlodego" IP: *.proxy.aol.com 14.02.04, 13:09
              Niewiela masz do powiedzenia Zocha, ale 'peace' z toba!
              Nie tylko mi nie wstyd, ale szczerze dodam, ze piszac swoja uwage, mialam
              pewna zlosliwa satysfakcje. Wolna innym byc szczerym /patrz I post opuncji/,
              mnie tez!

              Niektore z nas piszac swoje wypowiedzi, staraja sie ustytuowac w pewnej grupie:
              dobrych, zlych matek. Ja badac matka dwojga /6 i 10 lat/, umieszczam siebie w
              grupie mieszanej. Mam w sobie troche tego i tego. A do jakis tam
              wyimaginowanych idealow, nie pretenduje. Jednego nie mozna mi tylko zarzucic,
              to braku odpowiedzialnosci za wlasne dzieci, wiec moze dlatego jest mi ciezko
              zrozumiec kobiete, ktora do tego sie nie poczuwa, a nawet zyskuje zrozumienie,
              wytlumaczenie i akceptacje swojego postepowania u pewnej, krzykliwej czesci
              kobiet. Tu sie powtorze raz jeszce 'peace' z wami.
              Coz kamieniami w opuncje nie rzucalam i nie mam zamiaru. Nie udzielam jej tez
              jedynych i slusznych rad - jak nalezy jej problem rozwiazac. Dostala ich tu
              tyle, ze ma w czym wybierac, zwlaszcza, ze jest juz kobieta wiekowo dorosla i
              wystarczajaco inteligentna, zeby wybrac to, co jest dobre nie tylko dla niej,
              ale i dla jej malucha, stanowiacego integralna czesc jej osoby. Samego siebie
              nie nalezy krzywdzic - dodam na zakonczenie, te oczywista prawde!
              Ewa




              • Gość: zocha Re: ... cos jeszcze na temat "mlodego" IP: *.dialup.mindspring.com 14.02.04, 14:54
                Lubie sie streszczac Ewo, szkoda zycia na androny...Pomijam sprawe
                autentycznosci tego watku, to w koncu nie ma znaczenia...
                Dziwisz sie, ze opuncja znalazla zrozumienie...Twoje zdziwienie dziwi mnie...;
                jak mozna nie rozumiec osoby uposledzonej, w tym wypadku uposledzonej
                emocjonalnie... jak mozna stawiac siebie za przyklad zdrowia i okraszac to
                zloslywa satysfakcja...? no jak...?
                Samego siebie, ani nikogo innego(tym bardziej uposledzonego) nie nalezy
                krzywdzic...dodam na zakonczenie te oczywsta prawde...zocha
              • Gość: Jaśmina łatwo jest pouczać .. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.02.04, 15:16
                Ewo, co to jest "peace"? Nie znalazłam w słowniku jęz. polskiego. Chyba nie
                miałaś na myśli rzeczownika angielskiego? Teraz wprawdzie jest trendy i cool
                zaśmiecać polszczyznę, ale Ciebie o to nie posądzam ;-)
        • liloom milosc matki do dziecka... 14.02.04, 09:18
          Witam w kolejny dzien dyskusji.
          Pomijajac te wszystkie wzajemne przytyki, bo to naprawde nie o to chodzi (baby,
          wstydzcie sie) -, obserwuje podzial na "idealne matki potepiajace Opuncje"
          i "kobiety dopuszczajace brak malpiej milosci do dziecka".
          Oczywiscie generalizuje, ale po prostu chcialabym poruszyc pewien temat.
          To chyba nie tak, ze kobiety kochajace swoje dzieci bezwarunkowo sa idealnymi
          matkami. Ja wprawdzie wlasnie tak kocham moje dziecko i po prostu lubie dzieci,
          co nie znaczy wcale ze jestem idealna, ze nie robie bledow i nie mam momentow
          zastanowienia sie (!) Ludzie, litosci! To calkiem nie o to chodzi.
          W koncu Opuncja napisala ze ZALUJE ZE URODZILA (!!!). Mi by to po prostu do lba
          nie przyszlo walnac na forum taki tekst w stosunku do dziecka, w stosunku do
          bezbronnej istoty, ktora sama stworzylam. Biore tylko odpowiedzialnosc i STARAM
          SIE. Najlepiej jak umiem. Oczywiscie ze nie mam sily czasem. I ze chetnie
          czasem (teraz juz nie ale gdy mala byla malusia) wyrwalabym pare chwil dla
          siebie. Nie moglam, nie mialam szans, nie mialam praktycznie zadnej pomocy.
          To szczegoly. Mysle ze wiele matek to odczuwa, nawet tych ktore pomoc maja.
          Sa tez przeciez rozne dzieci mniej lub bardziej "latwe w obsludze". Moja nie
          byla z najlatwiejszych. Nadal nie jest. Musze jej poswiecac strasznie duzo
          czasu, bo po prostu ma takie potrzeby. Napewno robie bledy, bo KTO ICH NIE ROBI.
          Uwazam, ze nie ma idealnych matek, ale to jest dla mnie tak oczywiste, ze
          wogole szkoda dyskusji. Jak jest milosc to ten wysilek jest ewidentny, ale jak
          nie ma to ... wogole jest to dla mnie niezrozumiale. Jak dzialac?
          Opuncjo, a moze ten Twoj brak uczucia to zla interpretacja Twoich odczuc jak
          brak cierpliwosci, zmeczenie etc etc. To tez przeciez odczuwa czasem kazda z
          nas...
          Moge tylko jeszcze raz napisac to co napisalam przedtem i podpisac sie pod tym
          co napisala "Babcia", zebys Opuncjo skorzystala z tej mozliwosci, ktora masz i
          umozliwila synkowi spedzanie czasu z osobami, ktore te cierpliwosc do niego
          maja (tata, dziadkowie).
          Trzymam za Was (Ciebie Opuncjo i Dominika razem) kciuki! Wytrwalosci!
    • zalotnica Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. 14.02.04, 21:59
      Gość portalu: opuncja napisał(a):

      > nie wiedzialam więc ze
      > jestem w ciąży, a potem było ZA POZNO na odkrecanie sytuacji (...)

      >(...)miałam bo niego żal że NAMOWIL mnie zebym urodzila.

      czy moglabys sie zdecydowac co jest prawda ? to jest przeciez wazne...
      • Gość: opuncja Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. IP: *.pl / *.one.pl 14.02.04, 22:28
        Odpowiadasz na :
        zalotnica napisała
        > > nie wiedzialam więc ze
        > > jestem w ciąży, a potem było ZA POZNO na odkrecanie sytuacji (...)
        >
        > >(...)miałam bo niego żal że NAMOWIL mnie zebym urodzila.
        >
        > czy moglabys sie zdecydowac co jest prawda ? to jest przeciez wazne...

        pewnie gdybym dowiedziala sie wczesniej, usunelabym od razu, nikt oprocz mnie
        by sie nie dowiedzial. nawet i po 2 miesiacach moze i bym to zrobila, ale tu
        juz zadzialalo cisnienie rodziny, moze niepotrzebnie im o tym powiedzialam...
        prawdą jest jedno i drugie. to byla kombinacja pecha, mojej glupoty i naciskow
        zewnetrznych.

        dziekuje wszystkim za wypowiedzi, wczoraj przeczytalam tu cos co naprawde mi
        pomoglo, myslcie o mnie co chcecie, nie jestem w stanie tlumaczyc tu
        wszystkiego kazdemu z osobna, zreszta nie mam na to ochoty.
        teraz musze zając sie swoim zyciem a nie wirtualnymi dyskusjami (z calym
        szacunkiem dla podlaczonych do sieci forumowiczek).
        zjawie sie tu jak bede miala cos istotnego do powiedzenia.
        pozdrawiam! opuncja
    • malinka48 Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. 16.02.04, 13:10
      Załować to będziesz za 20 lat jak syn będzie duży tylko wiedz jedno nie wierzę
      w to,że kobieta nie potrafi kochać co sama nosiła tam gdzieś głęboko w
      sobie .Jestes po prostu zwykła jakaś tam pusta baba taka w nosie,która można
      wydłubać i wywalić na szosę.Jak mu dupy dawałaś to nie myślałaś,że może cos z
      tego wyniknąć,najpiękniejsza istota na ziemi czyli coś takiego naprawdę
      mojego????.Jesteś chyba niema określenia dla ludzi którzy nie potrafią
      kochać,CZYLI JESTES BIEDNA A NAWET NEDZARKA.
      • Gość: opuncja Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. IP: *.pl / *.one.pl 16.02.04, 13:25
        malinka48 napisała:

        > Załować to będziesz za 20 lat jak syn będzie duży tylko wiedz jedno nie
        wierzę
        > w to,że kobieta nie potrafi kochać co sama nosiła tam gdzieś głęboko w
        > sobie .Jestes po prostu zwykła jakaś tam pusta baba taka w nosie,która można
        > wydłubać i wywalić na szosę.Jak mu dupy dawałaś to nie myślałaś,że może cos z
        > tego wyniknąć,najpiękniejsza istota na ziemi czyli coś takiego naprawdę
        > mojego????.Jesteś chyba niema określenia dla ludzi którzy nie potrafią
        > kochać,CZYLI JESTES BIEDNA A NAWET NEDZARKA.


        Trzeźwa byłaś, jak to tworzyłaś?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka