livian Nie wierzę w to! 12.02.04, 12:12 Nie wierze, ze może być matka, która każdego dnia patrzy na swoje dziecko i nie czuje zupełnie, że go kocha, ale codziennie żałuje, ze go nie wyskrobała. To jakas prowokacja, a jeśli faktycznie jest jak piszesz, to jesteś jakąs kreaturą kobiety, chorą osobą, a nie matką. Bo to już nie jest tylko egoizm (ten luksus bycia bez dziecka, to potrafię zrozumiec) ale z Twoimi emocjami jest coś nie w porzadku, Twoje uczucia są upośledzone. Odpowiedz Link Zgłoś
harriet_makepeace Re: Nie wierzę w to! 12.02.04, 12:43 moje postawowe pytanie brzmi - czy ty jestes matka? Odpowiedz Link Zgłoś
livian Re: Nie wierzę w to! 12.02.04, 13:54 Mnie pytasz czy jestem matką? tak jestem. Nie wiem jak można codziennie żałowac, że nie zrobiło się skrobanki, jak można takiemu dziecku spojrzeć w oczy, no nie mieści mi się to w głowie. Też wpadłam w bardzo młodym wieku, też nie chciałam dzieci na początku, na aborcję zabrakło mi odwagi, ale dzisiaj kocham je nad zycie, nie wyobrażam sobie życia bez nich i mimo, że też tęsknię za swoją wolnością, to nigdy nie żałowałam, że je urodziłam. Nie jestem wcale bardzo dobrą matką, z wieloma rzeczami sobie nie radzę, wiele spraw zaniedbuję, ale wiem że kocham moje dzieci i nigdy nie żałowałam, że je urodziłam. Nie znam żadnej matki, która tak traktowałaby swoje macierzyństwo jak to zostało opisane w tym poście. to na pewno nie jest normalne i ona powinna się leczyć. O ile to w ogóle jest prawda, w co wątpię głęboko. A czemu pytasz? Odpowiedz Link Zgłoś
pajdeczka Re: Nie wierzę w to! 12.02.04, 12:51 livian napisała: > Nie wierze, ze może być matka, która każdego dnia patrzy na swoje dziecko i nie czuje zupełnie, że go kocha, ale codziennie żałuje, ze go nie wyskrobała. To jakas prowokacja, a jeśli faktycznie jest jak piszesz, to jesteś jakąs kreaturą kobiety, chorą osobą, a nie matką. Bo to już nie jest tylko egoizm (ten luksus bycia bez dziecka, to potrafię zrozumiec) ale z Twoimi emocjami jest coś nie w porzadku, Twoje uczucia są upośledzone. Dla mnie jeszcze gorsze są te, ktore ją popierają. Nie wiedzą, ile szkody czynią taką postawą. Wczoraj czytałam wywiad z Renatą Dancewicz, ktora nigdy nie chciała miec dzieci. Urodzila syna. Nie jest z nim non stop, bo inaczej by zwariowała, ale go nikomu nie oddaje. I powiedziała, że zaluje tego, co kiedyś mówiła. Wynika z tego, że ta, która napisała ten wątek jest suką, nie kobietą. Odpowiedz Link Zgłoś
czerwiec2 Re: Nie wierzę w to! 12.02.04, 12:55 > Wynika z tego, że ta, która napisała ten wątek jest suką, nie kobietą. och jak ja cię lubię.... Odpowiedz Link Zgłoś
lilith76 Re: Nie wierzę w to! 12.02.04, 15:20 > Wynika z tego, że ta, która napisała ten wątek jest suką, nie kobietą. pajdeczko, dlaczego tak obrażasz suki? widziałaś chociaz jedną, która by odrzuciła szczeniaka??? Odpowiedz Link Zgłoś
pajdeczka Re: Nie wierzę w to! 12.02.04, 15:23 lilith76 napisała: > > Wynika z tego, że ta, która napisała ten wątek jest suką, nie kobietą. > > pajdeczko, dlaczego tak obrażasz suki? widziałaś chociaz jedną, która by > odrzuciła szczeniaka??? > Tak. Są takie przypadki. Odpowiedz Link Zgłoś
glonik Re: Nie wierzę w to! 12.02.04, 16:56 Taaaaaak, Reanata Dancewicz to rzeczywiście autorytet..... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: magda Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.02.04, 13:26 tez miałam dziecko w wieku 24 lat byłąm na studiach mój mąż tez i dałam sobie radę tylko tak mocno kocham moje dziecko że to dodaje mi sił Odpowiedz Link Zgłoś
pajdeczka Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. 12.02.04, 13:28 Gość portalu: magda napisał(a): > tez miałam dziecko w wieku 24 lat byłąm na studiach mój mąż tez i dałam sobie > radę tylko tak mocno kocham moje dziecko że to dodaje mi sił ale ją wręcz przeciwnie - dziecko "osłabia". szkoda, że nie osłabiała swojej matki, może teraz potrafiłaby pokochać. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: magda Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.02.04, 13:36 laska ma porostu kompleksy cos z nią nie tak ale takie patologiczne rodziny sią zdzrzaja to sie da wyleczyć Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: magda Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.02.04, 13:30 z małym dzieckiem skonczyłam studia założyłam firmę i świetnie sobie radze ale jak ktos widzi tylko swoje potrzeby to zawsze mu będzie żle dziecko jest najważniejsze i choćbym miała klepać biedę to nie żałuję że sie urodziła i że się troche męczyłam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jontek Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 12.02.04, 14:17 dzieci nie powstają wiatropylnie, proponuję pamiętać o tym idąc do łóżka z mężczyzną Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: magda Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.02.04, 14:24 dlaczego kobiety o tym mają pamiętać Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jontek Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 12.02.04, 14:25 i kobiety, i mężczyźni. Ale piszę do autorki wątku, która - jak mniemam - jest kobietą Odpowiedz Link Zgłoś
pajdeczka Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. 12.02.04, 14:31 Gość portalu: jontek napisał(a): > i kobiety, i mężczyźni. Ale piszę do autorki wątku, która - jak mniemam - jest > kobietą Poszła na calego w czasie owulacji, bo myślała że jak łyka tabletki to nic się nie zdarzy. A ciocia pajdeczka mówiła, żeby się powstrzmywać w czasie owulacji od spółkowania. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jontek Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 12.02.04, 14:33 jeszcze by musiała wiedzieć, że ma owulację Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: renia Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. IP: *.ath.spark.net.gr 12.02.04, 14:29 Coz za smieszne feministyczne pytanie. Kobiety maja o tym pamietac, bo to lezy w ich wlasnym interesie. To one zajda w ciaze jakby co, to one beda musialy urodzic albo usunac, to ich zycie zostanie postawione na glowie. Mezczyzna jak bedzie przyzwoity to wezmie w tym udzial, ale na mezczyzn nie ma co liczyc, ani zadawac takich glupich pytan. A to, ze Ty czy ja czy ktos inny chodzi do lozka tylko z porzadnymi mezczyznami nie zmienia faktu, ze kobieta dla wlasnego dobra musi o tym pamietac. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jaśmina Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.04, 14:55 Livian napisała: > Nie znam żadnej matki, która tak traktowałaby swoje macierzyństwo jak to zostało opisane w tym poście. to na pewno nie jest normalne i ona powinna się leczyć. < Ale pewnie znasz takich tatusiów (albo słyszałaś historie mężczyzn, którzy "nie doroSli" do ojcostwa). Nikt ich nie nazwie nienormalnymi, prawda? A "wyrodnymi ojcami"? - też nie, nie ma nawet takiego związku frazeologicznego. Natomiast słowa "wyrodna matka" wymawia się po polsku bardzo łatwo, łatwo napiętnować w ten sposób kobietę i zmusić ją do ukrywania prawdziwych uczuć i potrzeb. Ale one nie znikają i znajdują w końcu jakieś ujście - często prowadzące do nieszczęścia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: renia Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. IP: *.ath.spark.net.gr 12.02.04, 15:08 Jesli o mnie chodzi, to ojcow, ktorzy nie interesuja sie swoimi dziecmi znam kilku, z jednym w najblizszej rodzinei na czele. I mam o nich jak najgorsze zdanie. Nazwe ich wszelkimi obelgami jakie tylko przyjda mi na jezyk, jesli sobie zyczysz. Uwazam po prostu, ze czlowiek, ktory sprowadza swoje dziecko na swiat (a kobieta w szczegolnosci, bo to doslownie ona je sprowadza), musi ponosic odpowiedzialnosc za te decyzje. I ktos tu dobrze napisal - tlumaczenie sie "ja sie do tego nie nadaje" jest dziecinada, jakims bzdurnym machaniem rzesami. Jak sie nie nadajesz, to nie zachodz w ciaze. A jak faktycznie sie nie nadajesz, a juz dziecko jest to zrzeknij sie praw rodzicielskich, odejdz, poszukaj mu rodziny zastepczej, no ale na litosc boska nie zaluj kazdego dnia, ze go nei usunelas, jak to dziecko ma zyc bedac do tego stopnia odrzucone przez wlasna matke? Ty myslisz, ze nawet jesli ona mu tego wprost nie powie, ze codziennie przeklina dzien, w ktorym sie narodzil, to on tego nie odczuje? to takie odrzucenie nie odbije sie na jego zyciu? Czlowiek, ktoremu nei dano milosci nie bedzie umial kochac, bedzie raczej nienawidzil, a nie kochal. To lancuch nieszczescia, ktory trzeba jakos przerwac. Odpowiedz Link Zgłoś
pajdeczka Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. 12.02.04, 15:14 Gość portalu: Jaśmina napisał(a): Ale pewnie znasz takich tatusiów (albo słyszałaś historie mężczyzn, którzy "nie > doroSli" do ojcostwa). Nikt ich nie nazwie nienormalnymi, prawda? A "wyrodnymi ojcami"? - też nie, nie ma nawet takiego związku frazeologicznego. > Natomiast słowa "wyrodna matka" wymawia się po polsku bardzo łatwo, łatwo > napiętnować w ten sposób kobietę i zmusić ją do ukrywania prawdziwych uczuć i > potrzeb. Ale one nie znikają i znajdują w końcu jakieś ujście - często > prowadzące do nieszczęścia. Bo matka to dom, do którego się wraca, to osoba do której przychodzisz, gdy ci źle i niekoniecznie musisz się jej zwierzyć. To ktoś , kto upiecze ci ciasto, sprawdzi lekcje, pochwali, a jak trzeba skarci. a gdy już jesteś dorosła (y) to się pozalisz na partnera, napijesz herbaty, zjesz w niedzielę obiad i wrócisz do siebie. nasza Autorka taki dom miała, dlaczego chce więc pozbawić go swojego dziecka? Odpowiedz Link Zgłoś
atlantis75 Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. 12.02.04, 14:35 Gość portalu: opuncja napisał(a): > gdybym wiedziała, że TAK to będzie, usunęłabym ciązę. Każdego dnia > żałuje,ze tego nie zrobiłam. ... dlatego każdy ponosi konsekwencje swoich czynów. Z całą siłą. Bez taryf ulgowych. Mam wrażenie, że twój post to próba usprawiedliwienia twojego podejścia do macierzyństwa i do życia w ogóle. Z tego wszystkiego wyłania się jakiś lament, jak bardzo dziecko schrzaniło twoje życie i jak bardzo żałujesz, że je urodziłaś. Napiszę ci wprost: wkurza mnie takie gdybanie (gdybym nie urodziła, to...), bo jesteś dorosłą osobą, a nie bezradny dzieckiem, które dostało misia do opieki i teraz nie wie jak go się pozbyć. Sprawa jest prosta: albo psychoterapia i CHĘĆ zmiany podejścia do syna (póki nie jest za późno), albo zrzeknięcie się praw rodzicielskich (na rzecz męża, rodziców, teściów, kogokolwiek, kto zaopiekowałby się twoim dzieckiem). Nie jest to łatwe, bo pewnie nie jeden się wzburzy "co to za matka!", ale życie to nie bajka (jak napisałam powyżej) i trzeba być odpowiedzialnym do końca. Odpowiedzialność to dla mnie w twojej sytuacji chęć zmiany sytuacji - w jakkolwiek sposób, byle oszczędzić synowi trudnego dzieciństwa i sobie frustracji. Pamiętaj, że to nie dziecko wpakowało cię w tę sytuację, ale sama się w nią wpakowałaś. Nie obwiniaj swojego syna za to, że zmarnował ci życie - bo to nieprawda. Sami decydujemy, mamy wolną wolę i sami piszemy swój życiorys. Czasami pakujemy się w coś, co nam nie odpowiada (np. niechciane macierzyństwo), ale trzeba mieć twardą dupę (przepraszam za dosłowność, ale inaczej nie potrafię w tej sytaucji) i głowę na karku, by rozwiązać problem. Nie potępiam ciebie za to, że nie chcesz być matką, ale nie podoba mi się w jaki sposób podchodzisz do tego faktu. Szanuję ludzi, którzy podejmują wszelkie próby, by zmienić swoje życie (twój przypadek), ułatwić innym życie (przypadek twojego syna). "Każdego dnia żałuję, że tego nie zrobiłam" - tak piszesz o aborcji, podsumowujesz sytuację. Dla mnie to SZOK. Wiesz dlaczego? Nie dlatego, że mogłabyś go wtedy usunąć, ale dlatego, że w TYM momencie, gdy twój syn jest już na świecie - myślisz o czym takim. Nie ma prostych rozwiązań trudnych spraw. I takie myślenie to objaw tchórzostwa i braku jakichkolwiek uczuć do dziecka. Skoro patrząc się na niego dzisiaj masz twarde przekonanie, że chciałabyś, żeby nie istniał - to zacznij działać. Rozwiązania są dwa: albo praca nad sobą z dobrym pschologiem, albo zrzeknięcie się praw i ułożenie sobie życia na nowo. Wybór należy do ciebie. Tylko musisz się spieszyć, bo oprócz ciebie jest na świecie mały człowiek, który jeszcze pewnych spraw nie rozumie. Można być egoistą, ale nie bezdusznym potworem. Odpowiedz Link Zgłoś
liloom nie ma terapii na brak uczucia... 12.02.04, 15:20 O rany, biedny chlopczyk. Mam nadzieje ze nigdy nie przeczyta tego postu. I tak czuje, ze go nie kochasz skoro zachowuje sie wobec Ciebie agresywnie. Ciekawe jak czulby sie ktokolwiek z Was gdyby sam byl odrzucony przez wlasna matke. O rany. Jasne ze do milosci zmusic sie nie mozna, alez to dziecko musi cierpiec. Opuncjo, a czego brakuje Ci ze “tesknisz do swojego dawnego zycia”? Imprezy, kolezanki ? Strasznie to egoistyczne. Chyba mimo wszystko byloby najlepiej zebys pozwolila synkowi spedzac jak najwiecej czasu z osobami ktore go naprawde kochaja. Ktos wczesniej napisal, ze dziecko wyczuje kazdy falsz. Fakt. Opuncjo, nawet Twoj nick mowi wiele za siebie. Z Twoich postow wyczytuje ze czujesz sie z tym zle w sumie. Wiesz, ze mna bylo tak, ze ja po prostu nie mialam wyboru gdy urodzila sie moja corka I mimo ze bylam wykonczona a ona nie sypiala po nocych az do 5 roku zycia – musialam sie sama nia zajmowac. Moj maz pracuje b. dlugo, wraca pozno, nie mialam wtedy zadnych kolezanek w okolicy, a rodzicow, dziadkow itd brak. Jakos to przezylam. Tylko ze ja b. chcialam miec dziecko i wtedy sa sily. Co Ci poradzic? Sama nie wiem. Jestem troche w szoku po tym Twoim poscie, ale obiecalam sobie ze Ci nie bede wymyslac. Uwazam jednak ze powinnas wiedziec, ze to co zdecydujesz bedzie mialo konsekwencje na zycie Twojego dziecka – wszystko jedno czy bylo chciane czy nie chciane. A co chcialabys TY gdyby to Twoja mama napisala taki post jak Ty? Co chcialabys aby zrobila? Tak calkiem teoretycznie… Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zeta nie ma terapii na brak uczucia... IP: *.proxy.aol.com 12.02.04, 16:09 No coz, zadalam ci pytanie, czego ty oczekujesz Oponcjo? Nie prosilam o odpowiedz, bo wpierw sama przed soba powinnas odpowiedzic na to pytanie. Nie chcesz oddac dziecka jego ojcu, nie chcesz oddac dziecka do adopacj bo ma kochajaca go rodzine oprocz szurnietej matki, wiec co ty chcesz? Utrzymac istniejacy stan rzeczy?, a najlepiej taki, zeby nie miec zadnych zobowiazan w stosunku do synka, lub jezeli - to jak najmniejsze. Dziadkowie, zlobek lub nianka przejma 'opieke', gdy ty bedziesz pracowala, po to glownie - by miec dzieciaka ' z glowy' przez pare godzin dziennie, no i jeszcze miala czas na bawienie sie, towarzyskie spotykania z kolezankami itp, itd. Jestes mala, cwaniutka egoistka, a nie szurnieta matka. Kobieta, ktora ma 27 lat, 2,5 letniego synka, i ktora nie chce poczuwac sie do odpowiedzialnosci za stan rzeczy, ktory sama stworzyla. Tak, dobre pytanie zadala tu Iiloom, co ty bys zrobila, gdybys dowiedziala sie, ze twoja mama przez 27 lat twojego zycia, kazdego dnia zaluje, ze cie nie wyskrobala? Po przeczytaniu twojego wstepnego postu powiem, ze powinna byla to uczynic!!! Moralow ci prawic nie bede, ani mi to w glowie. Powtorze raz jeszcze - nie lubie cie! Z. Odpowiedz Link Zgłoś
glonik Re: nie ma terapii na brak uczucia... 12.02.04, 17:06 Gość portalu: Zeta napisał(a): > Moralow ci prawic nie bede, ani mi to w glowie. Powtorze raz jeszcze - nie > lubie cie! To co to było? Jak nie morały, to co? > Z. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zeta Re: nie ma terapii na brak uczucia... dla glonik IP: *.proxy.aol.com 12.02.04, 17:17 ... to nie moraly. Moral, to koncowy wniosek o charakterze pouczajacym. 'Nie lubie ci' - to wzburzenie, czyli emocja. W dalsza kontynuacje tego tematu /z moralem, czy bez/ , nie mam zamiaru sie bawic. Z. Odpowiedz Link Zgłoś
glonik Re: nie ma terapii na brak uczucia... dla glonik 12.02.04, 17:25 Bo ten temat nie nadaje się do zabawy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: opuncja Re: nie ma terapii na brak uczucia... IP: *.pl / *.one.pl 12.02.04, 17:50 widzę ze z biegiem tego wątku przeobrażam się w bezdusznego potwora. Może źle sie wyrazilam piszac o tej aborcji: to nie jest tak, ze patrze w oczy synowi i myśle "trzeba cie bylo wyskrobac, gowniarzu" i wyobrażam to sobie z detalami. Po prostu każdy dzień utwierdza mnie w przekonaniu ze nie nadaje sie do roli matki i ze ktos taki jak ja dzieci miec nie powinien. nie obwiniam mojego dziecka ani nie czuję do niego nienawisci, chcialabym zeby mial dobre zycie, ale nie potrafie mu tego zapewnic. Gdyby to wszystko bylo mi obojętne, jak sugerują niektórzy, nie pisałabym o tym, bo to żaden powód do dumy. Odpowiedz Link Zgłoś
tofu9 Re: nie ma terapii na brak uczucia... 12.02.04, 18:11 Miewalam rozne perypetie w zyciu, nie powiem , ze spotkalo mnie to co , Ciebie , niemniej w mniejszym lub wiekszym ,sprostalam trudnej sytuacji w ktorej sie znalazlam (wychowanie malutkich dzieci na obczyznie , samotnosc, izolacja, frustracja momentami nie do opisania,bywalam momentami na krawedzi wytrzymalosci).Zadawalam sobie pytanie : -dlaczego JA musze sie poswiecac ? A bo jest to konsekwencja mego wyboru.A jak mijaly "burze"- czulam radaosc i spelnienie w moim poswiecaniu sie sie , choc wiem jak smakuje "brak dawnego zycia'.Ale to, jak podeszlam do tej sprawy wynikalo najprawdopodobniej ze mnie samej, z milosci, z instynktu itp. Tobie najwidoczniej to nie jest dane i strasznie sie szarpiesz...Wydaje mi sie , ze powinnas jedank rozwazyc opcje podane Ci w watkach przez innych forumowiczow.Obecny stan prowadzi do zguby.Twojej (bo nie mozesz odnalezc siebie , a jak tracimy ze soba kontakt- nie jestesmy w stanie przekazac pozytywnej energii innym ludziom)., no i Twgo dziecka. A moze jednak bylaby szansa na jakis wyjazd , chocby na kilka dni , z kims, kto jest Ci bliski, albo z jakas grupa terapeutyczna ? Moze moment oddalenia pozwoli Ci spojrzec na Twoje zycie z innej perspektywy. Zycze Ci , abys poznala KOGOS MADREGo , kto pomoglby Ci nim pokierowac, bo bardzo jest teraz pogmatwane ... Wszystkiego dobrego ! Odpowiedz Link Zgłoś
glonik Opuncjo, 12.02.04, 18:16 raz jeszzce Ci napiszę, że nie tylko ja nie uważam Cię za osobę bezduszną i bezuczuciową. Właśnie to, że piszesz, że mówisz nam o tym dowodzi, że sama nie potrafisz się w tym wszystkim odnaleźć. Przerażaja mnie niektóre wypowiedzi, bo nie są odpowiedzią, na twój post, tylko popisami, często marnymi, obliczonymi na poklask. Jak zauważyłas, jest kilka osób, w tym ja, które Cię nie tylko, ze nie potępiają, ale szczerze wspólczują Tobie i Twojemu dziecku. Wierzę, że skoro wystawiłaś sie tu na osąd publiczny, a pewnie znasz trochę to Forum, to znaczy, że Ci zależy na odnalezieniu siebie w macierzyństwie. Wymuszonym niejako, ale zaistniałym. Nie sądzę też, że przeczytamy o tobie w rubryce kryminalnej "Zakatowała swoje bezbronne dziecko". Skoro myślisz o tym, że nie jesteś dobrą matką, że masz wyrzuty z tego powodu to znaczy, że sama ze sobą się nie zgadzasz, tylko nie potrafisz, nie umiesz (czysto technicznie) poradzić sobie z tym problemem. Pokochaj.....jak łatwo mówić to z wyżyn swojej niepokalanej moralności (dla mnie często dość wątpliwej). Jeśli naprawdę chcesz to zmienić, to posłuchaj tych dziewczyn, które namawiają Cię na psychoterapię, może pomóc, pod warunkiem, że NAPRAWDĘ chcesz zmienić swoje nastawienie do synka. A tak przy okazji, to ciekawa jestem bardzo, co napisałyby dzieci tych "idealnych" matek...... Dużo siły Ci życzę, bo uważam, że ten post jest początkiem Twojej nowej drogi. Że jednak chcesz zapewnić swojemu dziecku dobre dzieciństwo. Bo gdyby inaczej było, nie byłoby Cię tutaj. Jeszcze raz wszystkiego dobrego Tobie i synowi życzę, bo dalej uważam, że masz potencjał, z którego czerpać oboje możecie z niczyją stratą. Pozdrawiam serdecznie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ewa Re: Opuncjo, IP: *.proxy.aol.com 12.02.04, 18:49 Jaka Ty jestes dobra ciocia, glonik.Tylko podziwiac:-((((((((! Piszesz bzdury, o tej psychoterapii, jakby ona byla rozwiazaniem wszystkich ludzkich problemow. Dwu i polroczne eksperymentowanie z dzieciakiem, i WYRAZNA niechec matki do zmian - to dla ciebie jest ok? Tu nalezy sie wspolczucie nie opuncji, lecz jej dziecku. Tak, lituj sie dalej i lituj, badz wyrazumiala, wytlumacz wszystko, a potem poglaszcz ja po glowie, ucaluj w czolko a razem leccie sie pobawic. Nalezy sie jej przeciez rozrywaka po takim stresie. Swoja wyrozumialosc zachowaj dla tych "madrych inaczej", do ktorych i Ty sie zaliczasz glonik. Czy Ty masz dziecko? Jezeli tak to go, czy kochasz czy nie? Czy tylko teoretyzujesz? Wiec wiesz lepiej, i stad ta Twoja swieta wyrozumoalosc! Odpowiedz Link Zgłoś
miriammiriam metarefleksja 12.02.04, 19:10 myśle sobie, że gdyby panie plujące na opuncje miały wybór: pomóc dziecku, czy zaszkodzić wyrodnej matce wybrałyby to drugie. po lekturze postów trudo sie oprzec wrazeniu, ze nienawisc do matki przewaza nad współczuciem dla dziecka. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ewa Re: metarefleksja IP: *.proxy.aol.com 12.02.04, 19:20 Po warunkiem, ze chce sie miec taka wizje, jak Ty nam tu nam tu wyrazasz. A Ty masz dziecko i kochasz go, czy nie? Czy tylko teoretyzujesz, wiec wiesz lepiej:-) Odpowiedz Link Zgłoś
glonik Re: metarefleksja 12.02.04, 19:22 Wizji nie miewam, to jest zarezerwowane dla bardziej uduchowionych osob - vide ty. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ewa Re: metarefleksja IP: *.proxy.aol.com 12.02.04, 19:37 Zachowujesz sie jak pis. Odszczeknie, zeby pokaze postraszy, ze ugryzie. Spox! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ewa Re: metarefleksja IP: *.proxy.aol.com 12.02.04, 19:57 Skoro globie kapusciany nie chcesz zrozumiec, i wykorzystujesz nawet nazwyklejsza literowka, To napisz WYRAZNIE: pies. I dodam pies Ci morde lizal. To, zebys juz nie miala zadnych watpliwosci. Odpowiedz Link Zgłoś
glonik Re: metarefleksja 12.02.04, 20:14 Próżnoś repliki sie spodziewał. Nie dam ci prztyczka ni klapsa. Nie powiem nawet, pies cię j......ł, bo to mezalians byłby dla psa. (J.Tuwim) A wiesz, że wolę jak mi mój pies mordę liże, niż jak widze to, co piszesz? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ewa Re: metarefleksja IP: *.proxy.aol.com 12.02.04, 20:27 Wiec nie czytaj! Ja nie stosuje zadnego przymusu wobec ciebie, zebys czytala lub odpowiadala mi. Zreszta, twoje odpowiedzi sa zwyklym babskim jazgotem. W wykonaniu przekupki, of course! To ten pies, co Ci morde lyze, to ten zastepczy dzidzius. Tak, teraz juz wszysko jasne:))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
glonik Re: metarefleksja 12.02.04, 20:16 Głąb kapuściany.......skąd u ciebie tyle samowiedzy? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ewa Re: metarefleksja IP: *.proxy.aol.com 12.02.04, 20:33 Widzisz glabie kapusciany, nie masz pojecie co i o czym piszesz. Oj, boki zrywacac. A co to takiego ta samowiedza???????? :))) Musi to byc jakas wiedza tajemna:)))))))) Zajmij sie psem, a nie stukaniem w klawisze. Idz z nim na spacer. Szkoda psa, mamusko :)))))))!!! Odpowiedz Link Zgłoś
glonik Re: metarefleksja 12.02.04, 23:51 Gość portalu: Ewa napisał(a): > Widzisz glabie kapusciany, nie masz pojecie co i o czym piszesz. Oj, boki > zrywacac. A co to takiego ta samowiedza???????? :))) Musi to byc jakas wiedza > tajemna:)))))))) Tak, dla ciebie samowiedza równa jest wiedzy tajemnej, nigdy jej nie osiągniesz. Argument typu "idiotko", "głąb kapuściany" sytuuje cię na obrzeżach minimum intelektualnego. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ewa Re: metarefleksja IP: *.proxy.aol.com 13.02.04, 00:09 Nie gloniku /w domysle IDIOTKO/, ja z ciebie kpie! A twoja opinia o mnie jest tyle dla mnie warta, co ten glab kapusciany. Chociaz, nie jestem pewna, czy nie krzywdze glaba?! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: inga Re: metarefleksja IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 15.02.04, 18:17 Żałosna jesteś Ewo... Odpowiedz Link Zgłoś
glonik Re: Opuncjo, 12.02.04, 19:18 Gość portalu: Ewa napisał(a): > Jaka Ty jestes dobra ciocia, glonik.Tylko podziwiac:-((((((((! > Piszesz bzdury, o tej psychoterapii, jakby ona byla rozwiazaniem wszystkich > ludzkich problemow. > Dwu i polroczne eksperymentowanie z dzieciakiem, i WYRAZNA niechec matki do > zmian - to dla ciebie jest ok? Tu nalezy sie wspolczucie nie opuncji, lecz jej > dziecku. > Tak, lituj sie dalej i lituj, badz wyrazumiala, wytlumacz wszystko, a potem > poglaszcz ja po glowie, ucaluj w czolko a razem leccie sie pobawic. Nalezy sie > jej przeciez rozrywaka po takim stresie. > Swoja wyrozumialosc zachowaj dla tych "madrych inaczej", do ktorych i Ty sie > zaliczasz glonik. > Czy Ty masz dziecko? Jezeli tak to go, czy kochasz czy nie? > Czy tylko teoretyzujesz? Wiec wiesz lepiej, i stad ta Twoja swieta > wyrozumoalosc! > > Ciocią jestem, ale nie twoją. Rozumiem, że ty jesteś mądra "zwyczajnie", zdarza się, uszanuję. Do swiętości jest mi bardzo, ale to barzdo daleko, nie pretedenuje doń. Po głowie głaszczę wyłacznie tych, którzy mi na to pozwolą, nie naruszam czyichś granic, tak jak ty to robisz. W czólko również całuję za pozwoleniem. Podziwiać nie musisz. Nie polecę sie bawić, bo latać nie potrafię. I faktycznie, po twoim poście zaczynam czuć, że uwiera mnie aureola.....a wiesz dlaczego? Że cię nie obsobaczyłam, tylko odpowiedziałam na twoje......no własnie.....co? Pytania? Zarzuty? Popisy marno-oratorskie? A masz może coś SENSOWNEGO, oprócz słowotoku, do zaproponowania opuncji? Jeśli tak, to nie trać na mnie czasu, tylko zajmij się problemem wątku. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ewa Re: Opuncjo, IP: *.proxy.aol.com 12.02.04, 19:30 Nie odpowiedzialas tylko na koncowe pytania. A zamiast tego chcesz sprowadzic rozmowe do typowej pyskowki. Szkoda mi dla Ciebie czasu. I nie strasz, bo stajesz sie zalosna. Odpowiedz Link Zgłoś
glonik Re: Opuncjo, 12.02.04, 19:39 Już wiem, jesteś ze szkoły pajdeczki. A czym cię straszę????????? Przestraszona powinnaś być własną głupotą. Która domaga się równych praw z "myślącymi inaczej". Pyskówka........hmmmmm..... Tak, zdecydowanie czuję ucisk aureoli. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ewa Re: Glonik IP: *.proxy.aol.com 12.02.04, 20:01 Tylko potwierdzasz, ze: - jestes, glupim i prymitywnym babusem. Ktory nie potrafi pogodzic sie z tym, ze ktos drugi ma odmienne zdanie. Ten ucisk, to nie aureola, to guzy na twoim lbie, ktore kazdego wieczoru nabija Ci twoj chlop! Bo, co z taka robic! Odpowiedz Link Zgłoś
wladyslawa1912 Re: Glonik 12.02.04, 21:05 my god! co za okreslenia: babski jazgot, glupi i prymitywny babus, guzy na lbie... twoje wypowiedzi swiadcza o tobie. nie najlepiej, delikatnie mowiac. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Basik dla wladyslawy 1912 IP: *.proxy.aol.com 12.02.04, 22:08 One sie klocily, i jedna drugiej starala sie dogryzc. A ty nie powinnas wtracac sie do tego, bo nie widze, zeby ktoras z nich wzywala cie na pomoc. Chyba, ze ty jestes jakims glonikowym klonem??? Ja do tej pory przysluchiwalam sie tylko, ale chetnie bym posluchala twojej opinii na temat ponad dwuletniego macierzynstwa opuncji, ktora przez caly ten czas kazdego dnia zaluje, ze nie wyskrobala tego dzieciaka. Kobiety robily, robia i beda robic aborcje z roznych powodow, ale pisac tak o wlasnym zywym i mam nadzieje zdrowym dziecku, jest rzecza straszna! Odpowiedz Link Zgłoś
miriammiriam Re: dla wladyslawy 1912 12.02.04, 22:18 > ty jestes jakims glonikowym klonem??? glonikowy klon? jesli to prawda wyrazy uznania dla glonika, czytam wladyslawe od dawna i z niecierpliwoscia oczekuje kolejnych postów,jest jedna z najmądrzejszych osób na forum,w dodatku umiejąca odpowiednie dac rzeczy slowo. zapewne masz racje, ze ten nick jest czyims klonem, bo sama nazwa "wladyslawa 1912" wskazuje na inteligentny trolling. glonik, nie glonik chwala temu, kto stworzyl babcie władke. qurcze, moja babcia urodzila sie w tym samym roku i tez miala na imie wladyslawa ;) nie zyje biedaczka, moze to ona klika z za swiatow? zdrowaska za babcie wladzie Odpowiedz Link Zgłoś
wladyslawa1912 miriam 12.02.04, 23:12 nie spodziewalam sie, ze ktos mnie pamieta, raczej czytam forum, niz pisze. nie mam czasu na wdawanie sie w dyskusje. dzieki za mile slowa :) nie jestem twoja zmarla babcia ;) ani w ogole babcia :) ani glonikiem, ani zadnym klonem, mam tylko ten jeden nick. a co do osoby podpisujacej sie ewa, basik czy stanislaw (wypowiadajacy sie nizej) to nie ma sensu odpowiadac na jej posty. pozdrawiam. w. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ewa Re: miriam IP: *.proxy.aol.com 12.02.04, 23:52 Nie ma sensu odpowiadac, a jednak paluszki cie zaswedzialy, i nie pytana odpowiedzialas na posty podpisane Ewa. Wiec, gdzie sens tego, co piszesz??? Zostalas tu zareklamowana, tylko, ze tej twojej madrosci nie widac. Chyba, ze wezme ja w "cudzyslow", to wtedy bedzie ona w sam raz, czyli na poziomie glonik. Siedz na dooopie w tym zapomnieniu i nie wtracaj sie. Bedzie to najlepsze, i najmadrzejsze z tego, co mozesz zrobic. Mow na temat, a nie obok! Odpowiedz Link Zgłoś
miriammiriam Re: miriam 13.02.04, 10:39 Gość portalu: Ewa napisał(a): > Nie ma sensu odpowiadac, a jednak paluszki cie zaswedzialy, i nie pytana > odpowiedzialas na posty podpisane Ewa. Wiec, gdzie sens tego, co piszesz??? > Zostalas tu zareklamowana, tylko, ze tej twojej madrosci nie widac. Chyba, ze > wezme ja w "cudzyslow", to wtedy bedzie ona w sam raz, czyli na poziomie glonik > . > Siedz na dooopie w tym zapomnieniu i nie wtracaj sie. Bedzie to najlepsze, i > najmadrzejsze z tego, co mozesz zrobic. > Mow na temat, a nie obok! a co mówi twój psychiatra? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ewa Dla miriammiriam i glonik IP: *.proxy.aol.com 13.02.04, 15:32 Ja ciebie nie zaczepialam, jednak skoro sama zaczelas, rowniez ci odpowiem, w taki sposob na jaka zaslugujesz, jednoczesnie zachowujac twoj poziom. Jestes glupim, agresywnym babskiem. Prymitywem, ktory LIZNAL troche wiedzy ksiazkowej, i uwazajacy, ze dlatego ma patent na jedyna i sluszna racje. Tej drugiej, z ktora stosujecie prymitywne rozgrywki w atakowaniu mnie - powtorze to, co napisala juz tu jedna z pan: 'Wiesz co, glonik?, ty naprawde nadajesz sie tylko do oczyszczania akwarium z gowna". I dodam od siebie - POPRZESTAN NA TYM, do czasu, az cokolwiek zacznie docierac do twojej mozgownicy. A teraz: zamiast startowac do mnie, "paszly w buraki" :))))))!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jendza Ewo IP: *.w193-252.abo.wanadoo.fr 13.02.04, 16:03 Slowo ma range stwarzania, pamietasz? Jesli nawet ktos CIe sprowokowal, jesli nawet, powtarzam, po co sie dajesz i zasmiecasz forum? Odsylanie ludzi w buraki jest, wybacz, jednym z najglupszych 'argumentow', jakie dane mi bylo zobaczyc na forum... Nie szkoda CI czasu i energii? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ewa Dla jendzy IP: *.proxy.aol.com 13.02.04, 16:20 Masz duzo racji, ale tylko w odniesienu do uczestniczek tego forum, z pominieciem TYCH DWOCH. Wiec powiem glosno: PRZEPRASZAM Piszac swoje posty na temat zalozony przez opuncje, i skierowany do niej - nie stosowalam w stosunku do niej krancowych ocen, czy rad! Nie obrazilam jej, choc nie podoba mnie sie jej postepowanie. I tu dodam, ze w sytuacji, kiedy na szale wagi jest wrzucone dobro dziecka i dobro matki, zawsze bede trzymala strone dziecka. Chocby dlatego, ze jest slabsze! Pozdrawiam: Ewa Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jendza Dla Ewy i nie tylko IP: *.w193-252.abo.wanadoo.fr 13.02.04, 16:41 Brawo za owo 'przepraszam':)) Ja sie jednak upieram, ze wazne jest nie tylko to, o co sie walczy, ale tez to, jak sie walczy... A czesto niewlasciwym sposobem walki mozna bardziej zaszkodzic, niz pomoc. Jesli ludzi obrazamy, to oni sie czuja po prostu obrazeni. Nie zdarzylo mi sie zaobserwowac rozwoju ku dobru osoby zle traktowanej - na skutek takiego traktowania... Jednakowoz moge sie mylic... pozdrawiam takoz j Odpowiedz Link Zgłoś
glonik Re: miriam 13.02.04, 02:44 Masz rację, ale trochę mnie poniosło i do poziomu krytykowanego przez samą siebie zeszłam :( Odpowiedz Link Zgłoś
glonik Re: dla wladyslawy 1912 12.02.04, 23:35 Basik, to jest Forum otwarte, i każdy post moze być skomentowny. Jeśli życzysz sobie intymności, to podpowiadam ci, że istnieje cos takiego, jak priv. PS. "Jak one sie kłóciły", to też się nie wtrącaj. Odpowiedz Link Zgłoś
kowianeczka Re: dla wladyslawy 1912 13.02.04, 14:54 glonik napisała: > Basik, to jest Forum otwarte, i każdy post moze być skomentowny. Jeśli życzysz > sobie intymności, to podpowiadam ci, że istnieje cos takiego, jak priv. Gloniku, nie obraz sie, ALE JA TEZ TAK MYSLE....... Bez obrazy pozdrawiam i zycze milego weekendu kowianeczka Odpowiedz Link Zgłoś
glonik Re: Glonik 12.02.04, 23:29 Gość portalu: Ewa napisał(a): > Tylko potwierdzasz, ze: > - jestes, glupim i prymitywnym babusem. Ktory nie potrafi pogodzic sie z tym, > ze ktos drugi ma odmienne zdanie. > Ten ucisk, to nie aureola, to guzy na twoim lbie, ktore kazdego wieczoru nabija > > Ci twoj chlop! Bo, co z taka robic! > Łeb, guzy, chłop, co to je nabija....autopsja, jak mniemam. Ty zaś jesteś taktowną, opanowaną, delikatną i kulturalnie wyrażającą się osobą. Wiesz co, to ja jednak wolę być głupim i prymitywnym babusem, bo jeśli to mówi ktoś taki, jak ty, to się mogę tylko cieszyć, ze nie przynależę do twojej kategorii. Odpowiedz Link Zgłoś
atlantis75 Do Opuncji 13.02.04, 11:38 Gość portalu: opuncja napisał(a): > widzę ze z biegiem tego wątku przeobrażam się w bezdusznego potwora. Pisząc "można być egoistą, a nie bezdusznym potworem" miałam na myśli, że możesz się nim stać jeżeli będziesz tkwić w tej sytuacji nie robiąc NIC, żeby cokolwiek zmienić. Może źle > sie wyrazilam piszac o tej aborcji: to nie jest tak, ze patrze w oczy synowi i > myśle "trzeba cie bylo wyskrobac, gowniarzu" i wyobrażam to sobie z detalami. Widzisz, to już przedstawia sprawę w innym świetle... > Po prostu każdy dzień utwierdza mnie w przekonaniu ze nie nadaje sie do roli > matki i ze ktos taki jak ja dzieci miec nie powinien. nie obwiniam mojego > dziecka ani nie czuję do niego nienawisci, chcialabym zeby mial dobre zycie, > ale nie potrafie mu tego zapewnic. Jeżeli chcesz zapewnić swojemu dziecku w miarę szczęśliwe dzieciństwo i dobre życie powinnaś nie czakać na jakiś odpowiedni moment, ale już teraz wszystko na spokojnie przemyśleć i podjąć jakieś kroki. Np. tak jak pisałam powyżej - zrzec się praw rodzicielskich lub zawrzeć umowę z mężem (lub rodzicami), że nie będziesz się zajmować synem (tzn. mieszkać z nim, wychowywać go). Na pewno będziesz musiała płacić alimenty i na pewno narazisz się na szykany i bark zrozumienia wśród bliskich i znajomych. Czasami jednak warto ponieść ofiarę mając na względzie cudze dobro. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ewa Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. IP: *.proxy.aol.com 13.02.04, 16:25 Nic nie dodac, ani ujac! Podpisuje sie pod tym: Ewa Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pani kazia zalujesz ze dominik zyje? IP: *.stacje.agora.pl 12.02.04, 18:01 to faktycznie chyba stalas daleko w kolejce jak bozia rozdawala emocje uwazam ze przynajmniej poczucie wstydu nie powinno ci pozwolic napisac ze zalujesz ze go nie wyskrobalas tak jak ja mam z dlubaniem w nosie, lubie to ale wiem ze jest nieeleganckie wiec robie tylko w samotnosci i w sumie twoja wzruszajaca historie moglabym przeczytac bez tego zdania jak dla mnie powinnas oddac malego ojcu i byc fajna przyjaciolka - jezeli bedziesz potrafila, a przynajmniej robic co nalezy, spotykac sie 2 razy w tygodniu, placic na malego pieniadze po co ci mieszkanie z dzieckiem ktorego nielubisz, oddaj je po prostu to najlepsze co mozesz dla niego zrobic, zeby dorastal z kims kto go nie lubi Odpowiedz Link Zgłoś
glonik Re: zalujesz ze dominik zyje? 12.02.04, 18:31 pani Kaziu, proszę pozostać przy dłubaniu w nosie, bo to pani najlepiej wychodzi. Dłubanie w czyichś emocjach ma pani opanowane znacznie gorzej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pani kazia Re: zalujesz ze dominik zyje? IP: *.stacje.agora.pl 13.02.04, 10:39 zastanowie sie nad tym dlubiac w nosie jesli pozwolisz gloniku, chyba ze jestes takim autorytetem,z e musze natychmiast zaprzestac myslenia na te tematy... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ZABKA KOCHANA OPUNCJO!!!! IP: *.dywizjon.net / *.dywizjon.net 12.02.04, 19:21 twa sytuacja jest niezmiennie trudna, podziwiam cie ze wogole w miare egzystujess. Nie wierz w słowa ktorzy niektorzy pisza ze po latach pokochasz synka!!! Nie, wiem coś o tym.Ja jestem dzieckiem, niechcianym i chyba do dzisiaj tak naprawde nie kochanym. Mam 23 lata , moja mama 41.Kiedy wpadła ze mna , byla mloda, nie chciala tej ciazy, jednak urodzila mnie.Miala wszystko w tamtych czasach, full kasy , mna opiekowala sie babacia i ciotki, chociaz mama mieszkala rodzina. Odkad pamietam moje dziecinstwo bylo koszmarem, mama bila mnie za kazde drobnostki, wyzywakla publicznie, szarpala.Powodem tego byl moj wyglad urodzilam sie w 6,5 miesiacu ciazy, przez to przez pierwsze 3 lata zycia, bylam cholernie brzydka, -slowa mojej mamay, nosilam grube okulary, nonki stawiaalam krzywo, i kolana do konca nie prostowalam chodzac . Za to publicznie obrywalam tzn. matka kopala mnie i bila piescia w nogi. Wylam, za co mocniej jeszcze bylo -mnie szarpanie, A ojciec coz na to byll marynarzem, a w listach mozna rozne cuda pisac.Chociaz w zadnym liscie nie napisala o mnie dobrze, zawsze tylko ona jest niegrzeczna itd, itp.Nie wiem co by ze mna bylo gdyby nie kochajacy dziadkowie.Moja matka miala wszystko swietne warunki, chodzila tylko po Baltonach itp, trwonila kase mojego ojca. na mnie wyzywala sie za caly swiat. N igdy tak naprawde nie zmienila do mnie stosunku, do dzisiaj traktuje mnie jako zlo konieczne, jak daleka kuzynke, chociaz jestem i dobrym czlowiekiem, nigdy jej nie zawiodlam, zawsze staralam sie by mnie pokochala na prozno.To boli.Ze nie wiadomo co zrobisz a ona i tak cie nie pokocha, tak juz jest.Ojciec tez mnie olal, wyjechal z Polski jak mialam 6 lat i sluch o nim zaginal. jak mialam 15 lat moja kochana mama urodzila synka, jest jej calym swiatem.Moze wszystko ,ma wszystko.A stosunek do mnie sie nie zmienil, dalej jest chlodna, ja od wiekow mieszkam z babcia.Ciesze sie ze ja mama, Rok temu dostala udaru mozgu, byla sparalizowana, oczywiscie moja matka nie podjela sie opieki, wszystko jak zawse spadlo na mnie. Tylo czasem zajrzy, jak sie jej grunt pali, jak cos chce,, pieniadze,, od nas.Babcia zawsze jej da. Choc tak nas olewa. Szerze, zaluje ze moja matka mnie nie usunela. mam przez jej zachowanie skopana psychike, nie potrafie stworzyc normalnego zwiazku, nie wiem co jej zrobilam ze mnie nie kocha?1 zasze zazdroscilam innym dzieciom, ze maja normale mamy... dzis mam narzeczonego , jestesmy ze soba juz ponad 2 lata, od niedawna nauczylam sie jak naprawde kochac...od niego. pozdrawiam wszystkich ŻABKA Odpowiedz Link Zgłoś
pajdeczka I to jest cała prawda o Opuncji 13.02.04, 09:06 Gość portalu: ZABKA napisał(a): > zaluje ze moja matka mnie nie usunela. mam przez jej zachowanie skopan > a psychike, nie potrafie stworzyc normalnego zwiazku, nie wiem co jej zrobilam ze mnie nie kocha?1 zasze zazdroscilam innym dzieciom, ze maja normale mamy... dzis mam narzeczonego , jestesmy ze soba juz ponad 2 lata, od niedawna nauczyla> m sie jak naprawde kochac...od niego. Zabka jest kobietą, a jaki będzie syn Opuncji, kiedy dorośnie? Jak ma pokochać kobietę na całe życie, kiedy przez nabliższą mu kobietę właśnie został odrzucony? Odpowiedz Link Zgłoś
lilith76 Re: KOCHANA OPUNCJO!!!! 13.02.04, 10:00 Zabka, znam takiego kogoś jak ty i też do pewnego momentu życia była osobą pokręconą i poranioną psychicznie. wiele razy w życiu widziałam ją płaczącą i czującą sie niekochaną, odrzuconą. trafiła na super faceta i teraz ma normalne, zwyczajne życie, córkę - dla której jest najlepszą z matek, bo chce wynagrodzić jej i za własne dzieciństwo. nie żałuj, że matka cię nie zabiła. to już było, a przed tobą życie, które zależy już tylko od ciebie. chcesz żeby matka odniosła kolejne zwycięstwo - najpierw zmarnowała ci dzieciństwo, teraz zmarnuje dorosłe życie? nie dopusć do tego. Odpowiedz Link Zgłoś
glonik Wiesz opuncjo, co usatysfakcjonowałoby forumową... 12.02.04, 20:07 nagonkę? Twoje samobójstwo z obowiązkowym listem pożegnalnym, w którym przyznajesz rację tym wszystkim, którzy cię oskarżają, nie dając Ci nawet możliwosci wzięcia adwokata, choćby z urzędu. To dopiero frajda by była!!!!!! "Zabiły ją wyrzuty sumienia"; "Nie była matką, więc nie było dla niej miejsca pod niebiem"; "Nareszcie kara została wymierzona"; długo tak mogę, ale nie warto. Popatrz, co pisze Ewa.....nie odnosi się do wątku, tylko sobie próbuje po mnie jeździć, myśląc, że mnie to obejdzie. I ma racją, obchodzi mnie to, tylko że w inny sposób. Jestem naprawdę zafascynowana infantylizmem i poziomem wypowiedzi. I sporo osób w ten sposób usiłuje zaistnieć, a że są jak insekt uziążliwe, to s próbuję je zwalczać. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ewa Re: Glonik IP: *.proxy.aol.com 12.02.04, 20:37 Jedyna i sluszna reakcja na ten ostatni twoj wypocinowy popis, to wzruszenie ramion - IDIOTKO. No, moze teraz cos do ciebie dotrze???? Choc watpie. Odpowiedz Link Zgłoś
wladyslawa1912 Re: Glonik 12.02.04, 21:13 no to wzrusz ramionami i daj spokoj, zamiast wyzywac ludzi w tak prymitywny sposob. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stanislaw Re: Glonik IP: *.proxy.aol.com 12.02.04, 21:49 To jest sprawa miedzy nimi. Wiec, po co ty sie wpiepszasz miedzy wodke a zakaske? Odpowiedz Link Zgłoś
glonik Re: Glonik 12.02.04, 23:42 Gość portalu: Stanislaw napisał(a): > To jest sprawa miedzy nimi. Wiec, po co ty sie wpiepszasz miedzy wodke a > zakaske? wpiepRZasz Odpowiedz Link Zgłoś
glonik Re: Glonik 12.02.04, 23:44 Od ciebie? Od ciebie NIC nie dotrze, bo musiałabym sie znizyć do poziomu depresji holenderskiej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ewa Re: Glonik IP: *.proxy.aol.com 13.02.04, 00:00 Wiec nie znizaj sie, juz raz ci przeciez pisalam, nie czytaj i nie odpisuj. Nie spodziewaj sie jednak tego ode mnie. Zawsze dostaniesz odpowiedz, dostosowana do twojej glupoty! Bo, normalnie nic do ciebie nie dociera! Hehehe, nie odmowie sobie tej przyjemnosci:))))))) Idz sie przewietrzyc, wtraz z psem. Swieze powietrze moze ci pomoze, choc watpie! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ewa Re: Glonik IP: *.proxy.aol.com 13.02.04, 00:04 No, znowu mozesz popisac sie swoim yntelektem. Masz moja kolejna literowke:))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
pajdeczka Re: Wiesz opuncjo, co usatysfakcjonowałoby forumo 13.02.04, 09:09 glonik napisała: > Twoje samobójstwo z obowiązkowym listem pożegnalnym, w którym przyznajesz rację tym wszystkim, którzy cię oskarżają, nie dając Ci nawet możliwosci wzięcia > adwokata, choćby z urzędu. > To dopiero frajda by była!!!!!! Wiesz co, ty naprawdę nadajesz się tylko do czyszczenia akwarium z gówna. Więcej nie mam ochoty ci odpowiadać, bo nie mam zwyczaju odpowiadać na bełkot. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kora Re: Jesteś potwornie niedojrzała IP: *.akacje.pl / 81.219.11.* 12.02.04, 22:14 To nawet nie chodzi obrak miłości, potrzeby rodzicielstwa. To ogromna emocjonalna niedojrzałość i wewnętrzna pustka. Dziecko w twoim towarzystwie jest niespokojne i agresywne, bo czuje twój opór, strach i niechęć. Potrzebna ci terapia, bo inaczej zmarnujesz mu życie, a swoje przecież już zmarnowałaś. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maryla Do Opuncji I Zabki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.04, 00:36 Ja tez jestem takim niechcianym i niekochanym dzieckiem. Jestem trochę starsza od twojej, Zabko, matki, a mój syn jestw twoim wieku. Małżeństwo mojej matki trwało 4 miesiące, dziwię się, że zdążyli mnie sprowadzić na świat. Odkąd pamiętam, az do 8 roku życia, mieszkałam z Dziadkami. I to było całe moje dzieciństwo. Gdy byłam w drugiej klasie matka zdecydowała, że powinna wreszcie zamieszkać ze mną. Nienawidziła mojego ojca, może dlatego mnie też. Największą obelga jaką mogłamnie uraczyć było porównanie mnie do niego. Mówiła do mnie "ty wrzodzie, ty strupie, ty zarazo mojego życia". Raczej kzyczała niz mówiła. Biła mnie, upokarzała. Uciekłam od niej w nieudane małżeństwo i urodziłam syna w tym samum wieku co ty, Opuncjo. On tez jestnieplanowanym dzieckiem, nigdy nie chciałam mieć dzieci, nigdy ich nie lubiłam. Ale wiedziałam jedno: nie chcę, żeby moje dziecko miało taką matkę jaka ja miałam. To nie jego wina, że jest na świecie. Nie oddałabym go na wychowanie nikomu, bo mnie kiedys oddano. Minęło wiele lat. Dziś moja matka jest starą kobietą, odwiedzam ją i pomagam finansowo, gdy tego potrzebuje, ale nie kocham. Rodziców straciłam gdy zmarli moi Dziadkowie. Natomiast cieszę się, że mam dziecko. To jest coś, co mi się naprawdę w życiu udało: mój syn. Jest świetnym człowiekiem, lubię go, lubie z nim gadać. Wiesz, Opuncjo, ponieważ nigdy nie lubiłam dzieci, to własne dziecko zawsze traktowałam jak dorosłego, opowiadałam o swoich problemach w pracy (gdy już poszłam do pracy - on nie miał skończonych trzech lat), a on mi opowiadał, jak było w przedszkolu. Obserwowałam , jak staje sie podobny do mnie i przerażał mnie ogrom zaaufania, jakie ten mały czlowiek we mnie pokładał. Opuncjo, poczekaj trochę. Dziecko w tym wieku jest jak mkałe zwierzątko - nie umie ci powiedzieć o co mu chodzi, ale odczuwa emocje, cieszy sie i cierpi. Spróbuj go może po prostu zaakceptować jako człowieka. Bo prawdą jest, że nikt nie jest w stanie zrobic nam większej krzywdy niż nasza własna matka. Pozdrawiam Opuncje i Zabkę. Zyczę wytrwałości. Odpowiedz Link Zgłoś
kowianeczka Re: Do Maryli i Opuncji 13.02.04, 14:51 Gość portalu: Maryla napisał(a): > Ja tez jestem takim niechcianym i niekochanym dzieckiem. Jestem trochę starsza > od twojej, Zabko, matki, a mój syn jestw twoim wieku. > Małżeństwo mojej matki trwało 4 miesiące, dziwię się, że zdążyli mnie > sprowadzić na świat. Odkąd pamiętam, az do 8 roku życia, mieszkałam z > Dziadkami. I to było całe moje dzieciństwo. Gdy byłam w drugiej klasie matka > zdecydowała, że powinna wreszcie zamieszkać ze mną. Nienawidziła mojego ojca, > może dlatego mnie też. Największą obelga jaką mogłamnie uraczyć było porównanie > > mnie do niego. Mówiła do mnie "ty wrzodzie, ty strupie, ty zarazo mojego > życia". Raczej kzyczała niz mówiła. Biła mnie, upokarzała. > Uciekłam od niej w nieudane małżeństwo i urodziłam syna w tym samum wieku co > ty, Opuncjo. On tez jestnieplanowanym dzieckiem, nigdy nie chciałam mieć > dzieci, nigdy ich nie lubiłam. Ale wiedziałam jedno: nie chcę, żeby moje > dziecko miało taką matkę jaka ja miałam. To nie jego wina, że jest na świecie. > Nie oddałabym go na wychowanie nikomu, bo mnie kiedys oddano. > > Minęło wiele lat. Dziś moja matka jest starą kobietą, odwiedzam ją i pomagam > finansowo, gdy tego potrzebuje, ale nie kocham. Rodziców straciłam gdy zmarli > moi Dziadkowie. Natomiast cieszę się, że mam dziecko. To jest coś, co mi się > naprawdę w życiu udało: mój syn. Jest świetnym człowiekiem, lubię go, lubie z > nim gadać. > Wiesz, Opuncjo, ponieważ nigdy nie lubiłam dzieci, to własne dziecko zawsze > traktowałam jak dorosłego, opowiadałam o swoich problemach w pracy (gdy już > poszłam do pracy - on nie miał skończonych trzech lat), a on mi opowiadał, jak > było w przedszkolu. Obserwowałam , jak staje sie podobny do mnie i przerażał > mnie ogrom zaaufania, jakie ten mały czlowiek we mnie pokładał. > Opuncjo, poczekaj trochę. Dziecko w tym wieku jest jak mkałe zwierzątko - nie > umie ci powiedzieć o co mu chodzi, ale odczuwa emocje, cieszy sie i cierpi. > Spróbuj go może po prostu zaakceptować jako człowieka. Bo prawdą jest, że nikt > nie jest w stanie zrobic nam większej krzywdy niż nasza własna matka. > Pozdrawiam Opuncje i Zabkę. > Zyczę wytrwałości. Marylo, to jeden z niewielu listow, ktory jest gorzki, ale piekny i prawdziwy. Jako corka i matka i moze kiedys babcia dziekuje Ci za te slowa...Bardzo. Opuncjo, dzisiaj 13-ty w dodatku piatek. Nie wierze w zabobony dlatego zlapie gleboki oddech...raz...dwa...trzy....bo jakos, mimo wielkich chec,i cos kiepsko z cierpliwoscia u mnie.. Zaczynam rozumiec pewne mechanizmy i reakcje innych. Ty z problemem, z sercem na dloni, a inni w odpowiedzi agresja w twarz, kaza wynosic sie.................... Napisalam gdzie indziej, ze rozumiem, iz mozesz nie chciec dziecka. Nie chcialas go od poczatku i do konca zycia bedzie dla Ciebie zywa rana. Mam wielka nadzieje jednak, ze wszystkich swoich ewentualnych niepowodzen zyciowych (zycze jak najmniej, kazdy takowe ma) nie kladziesz na karb posiadania kogos, kto nie powinien byl narodzic sie, skoro jednak juz przyszedl na ten dziwny swiat to powinien w jakis "magiczny sposob" z tego swiata zniknac. Moze ulotnic sie najlepiej kominem po kremacji zwlok...? Uncjo, wybacz, ze tak ostro nazywam potencjalne scenariusze smierci niechcianego dziecka, ale ja naprawde tak Ciebie odczytuje. Prawdziwa, jak najbardziej realna smierc bylaby najlepszym rozwiazaniem i przynioslaby niczym niezmacona ulge w Twoim cierpieniu. A ten cholerny dzieciak wciaz zyje! Nie wpadl pod kola samochodu, nie przejechal go tramwaj. Z chorobami tez walczy pewnie i zyje, wciaz zyje na Twoje i Twojego swiata nieszczescie. Nie wiem jak musi czuc sie czlowiek, ktory drugiemu zyczy odejscia w niebyt. Wiesz, ja mam pewna znajoma na areobiku, nie lubimy sie i nie jest to dla nas tajemnica. Ona wie, ze ja nigdy nie bede jej przytakiwac kiedy mam inne zdanie, ale zawsze wyslucham jej opinii do konca. Potrafie przyznac tez jej racje, kiedy jej argumenty mnie przekonuja i bez problemu jestem w stanie oddac hold trafnym pogladom. Nigdy jednak, wrecz odwrotnie, nie pomyslalam o niej jako osobie, ktorej nie powinno byc na swiecie, osobie, ktora zyje na nieszczescie innych. Powiedz jak poczulabys sie, gdyby kazdego dnia ktos mowil Ci, ze zycie innych wygladaloby cudownie i najlepiej byloby abys usunela sie z tego swiata- raz a dobrze- _ostatecznie_..... I tak na przyklad przez dwa lata, non stop... Tak moze poczuc sie kiedys Twoje dziecko... Zakladam oczywiscie, ze posiadasz chociaz minimalny poziom empatii i potrafisz wczuc sie (choc przez chwile, malenka chwilke) w sytuacje drugiej strony. Wybacz mi, ale ja naprawde odnosze wrazenie, ze Ty zyczysz temu dziecku rzeczywistej smierci i to jest cos z czym czytelnikowi forum- swiata jak najbardziej wirtualnego- trudno sie pogodzic. Pomysl, jak bardzo musialas mnie utwierdzic w przekonaniu, ze ja kowianeczka- czytelniczka Twoich wypowiedzi tak wlasnie pomyslalam i tak czuje... W swoim zaledwie jednoglosnym.. i skromnym imieniu chcialabym prosic inne osoby, aby przestaly znecac sie nad Opuncja traktujac ja jako "wyrodna" matke. Ma prawo do swoich uczuc, ma prawo miec inne niz Wy zdanie. Jednoczesnie prosze ((choc to pewnie za duze oczekiwanie), abyscie nie naklanialy, prosily, blagaly jej do zmiany decyzji, do zaakceptowania niechcianego dziecka, a nawet o zgozo! do pokochania go. Kazdy czlowiek ma wybor niezleznie kim jest i co robi. Tylko przed smiercia nie ma ucieczki. Opuncjo badz zawsze konsekwentna w swoich wyborach, chociaz odnosze wrazenie, ze Twoje zycie nawet jesli dziecko odejdzie np. "wypadnie z 4 pietra" juz nie wroci do stanu "sprzed". Dom dziecka, adopcja, regularne acz nie za czeste odwiedziny biologicznego ojca beda chyba najlepszym rozwiazaniem dla wszystkich... Tak, dzis 13 i piatek. Sprobuj przeczytac prosze ten list bez agresji. Sprobuj postawic sie choc RAZ.. na miejscu tego niechcianego, zbytecznego elementu...... kowianeczka Odpowiedz Link Zgłoś
tofu9 Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. 13.02.04, 01:12 Niesamowicie to oddalas, Marylo... Problem naszego spoleczenstwa jest taki, iz uwielbiamy sadzic innych, nie wnikajac w zadne okolicznosci...Najczesciej kamieniami rzucaja ci, ktorzy sami maja wiele na sumieniu...Moze twoja historia przemowi do Opuncji, a takze do tych, ktorzy grzmia. Pozdrawiam! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: paula do opuncji, o terapeutce jeszcze raz IP: *.atm4-0-1181062.0x503ee67e.virnxx10.customer.tele.dk 13.02.04, 08:52 opuncja, moja znajoma mieszka w warszawie. to pewno za daleko? jesli rzeczywiscie chcialabys sie zdecydowac na terapie moglabym sprobowac poszukac kogos na slasku, bo znam troche osob ktore sie tym zajmuja. nic nie moge jednak obiecac. chyba lepiej byloby skontaktowac sie poza tym formu, gdybys chciala. pozdro.p Odpowiedz Link Zgłoś
pajdeczka Re: do opuncji, o terapeutce jeszcze raz 13.02.04, 09:16 Gość portalu: paula napisał(a): > gdybys chciala ale on nie chce Odpowiedz Link Zgłoś
pajdeczka Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. 13.02.04, 09:14 tofu9 napisał: > Niesamowicie to oddalas, Marylo... > Problem naszego spoleczenstwa jest taki, iz uwielbiamy sadzic innych, nie > wnikajac w zadne okolicznosci...Najczesciej kamieniami rzucaja ci, ktorzy sami > maja wiele na sumieniu...Moze twoja historia przemowi do Opuncji, a takze do > tych, ktorzy grzmia. Nie, nie przemówi do mnie historia Maryli, bo Maryla miała inne dzieciństwo niż Opuncja. Opuncja wychowała się w normalnym, kochającym domu. Wcześniej , w którymś z postów napisałam, że może wląsnie gdyby została potraktowana przez swoją matkę, tak, jak ona traktuje teraz swojego synka, to może pokochałaby go. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: po co autor kto się nadaje ?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.04, 09:23 pajdeczka napisała: > Nie, nie przemówi do mnie historia Maryli, bo Maryla miała inne dzieciństwo niż > > Opuncja. Opuncja wychowała się w normalnym, kochającym domu. Wcześniej , w > którymś z postów napisałam, że może wląsnie gdyby została potraktowana przez > swoją matkę, tak, jak ona traktuje teraz swojego synka, to może pokochałaby go. > wszyscy gdybamy - bo każdy z nas patrzy na to troche z perspektywy własnych przeżyć. Nie możemy stwierdzić jednoznacznie, że to wina ........ . Są osoby bardziej lub mniej podatne na wpływy - jest coś takiego jak 'zaszczucie' człowieka (wystarczy z każdej strony info o tym, że ty to ......) gdzie szukać przyczyny ?? - w całym dotychczasowym dorobku życiowym ale nie naszym - tylko opuncji pzdr gdyby głupota umiała fruwać - jakże ekonomicznie nam by się żyło Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rusałka Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. IP: *.pl / *.one.pl 13.02.04, 09:18 jakis czas temu w jednym z niezliczonych postów o macierzyństwie/bezdzietności ktoś napisał (chyba nawet pod moim adresem)coś w rodzaju: "skąd możesz wiedziec że nie chcesz mieć dzieci skoro nie miałaś i nie wiesz jak to jest". Cóż, nie chciałabym przekonać się o tym w taki sposób jak opuncja i jej syn..... Współczuję ci, opuncjo, nie wiem, co zrobisz, ale tu chyba nic się nie da na siłe. Moze lepiej zeby twoj syn narazie został z ojcem. I kto wie, może nawiązesz z nim lepszy kontakt, jak będzie trochę starszy, bardziej szmodzielny, jak bedziesz mogla z nim pogadac... zyczę ci tego z całego serca. pozdrawiam! PS. glonik, jestes w porządku:-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jendza Opuncjo IP: *.w193-252.abo.wanadoo.fr 13.02.04, 10:30 Witaj! Mialam nie pisac do Ciebie. Z roznych powodow. CHcialoby mi sie wyc slowami liloom: 'BIEDNY CHLOPCZYK'! Jednak sie zdecydowalam na ten post. I on nie bedzie dziecku. TO znaczy bedzie - tylko chyba o innym dziecku... Wiesz, cos mi sie w tej Twojej historii nie zgadza. Nie wierze w to, ze w Twojej rodzinie wszystko bylo idealnie. I wcale nie chodzi o to, by CIe tu jakos usprawiedliwiac. Raczej o to, zeby ZROZUMIEC. Probowac zrozumiec. Twoj post na tym forum jest moim zdaniem Twoja kolejna proba poradzenia sobie z tym, co w Tobie. Zrobilas juz CHOLERNIE DUZO: uswiadomilas sobie WPROST, otwarcie, co siedzi w TOBIE. Bez tej odwagi nie mialabys zadnej szansy, by cokolwiek z tym zrobic. BO jak zrobic cos z czyms, czego istnienia nie chcemy w ogole do siebie dopuscic...? Teraz nastepny etap: trzeba znalezc przyczyne tego wszystkiego. I tu sie upieram, ze MUSI taka byc. Nie wiem, gdzie. Moze Twoja mama bardzo podobnie postrzegala Ciebie - we wczesnym dziecinstwie, tylko nigdy sie do tego nie przyznala, nawet przed sama soba? Moze cos dramatycznego - w tym stylu - wydarzylo sie, gdy bylas jeszcze 'plodem'? Moze, moze, moze... Nie jestem psycho-logiem, ani psych-iatra, ale WIEM ponad wszelka watpliwosc, ze to, o czym piszesz, musi byc BARDZO FUNDAMENTALNIE UWARUNKOWANE. I nie zdziwie sie, jesli sie okaze, ze rozwianie masz na wyciagniecie reki, tylko nie mozesz/nie chcesz go dostrzec. Powtorze: nie wierze, ze w Twojej rodzinie wszystko jest, jak byc powinno. Sadze raczej, ze po prostu o wielu rzeczach nie wiesz...:(((, bo to przeciez tak lepiej..: nie powiedziec dziecku..., bo ono nie zrozumie/nie powinno wiedziec dla wlasnego (pozal sie...) dobra itd... A tymczasem prawda wyzwala. Tez pewnie o tym wszystkim bedziesz kiedys musiala opowiedziec wlasnemu synkowi. DLa JEGO dobra... Jestem dzieckiem niechcianym. Glownie przez ojca, ale mam pecha, bo bardzo jestem do niego podobna. Zatem mama zywila do mnie dwojakiego rodzaju emocje: kochala, gdy pamietala, ze jestem jej dzieckiem, ale.... gdy widziala we mnie mego ojca... Do dzis za to wszystko place. Placi tez ona. Ustawilysmy nasze relacje, wyczyscilo sie wszyskto.... Tylko czasem, gdy na mnie patrzy... ma w oczach takie wielkie poczucie winy... Duzo bym dala, zeby jej to z oczu zabrac... Trzymaj sie i walcz. O niego i o siebie. j. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: opuncja Re: Opuncjo IP: *.pl / *.one.pl 13.02.04, 11:14 moze cie to rozczaruje, ale raczej nie na zadnych "atrakcji" w mojej rodzinie, które moglabym tu powywlekać. urodziłam sie 2 lata po slubie moich rodzicow, nie mam powodu przypuszczać że jestem dzieckiem sąsiada, albo ze za mym isnieniem kryje sie jakas inna mroczna tajemnica. jak bylam mala, w latach 80. moj tata pracowal za granica wiec czesto nie bylo go w domu. jednak w mojej okolicy w tych czasach tak zyła połowa rodzin, wiec to chyba zadna patologia. wiadomo, nie ma małzenstw idealnych, moi rodzice czasem sie kłocą, ale nigdy nie było dzikich awantur, wyprowadzek czy straszenia rozwodem. sa raczej zgodną parą. Z bracmi tez mam dobre uklady, fajne chłopaki 20 i 23 lata (dzieci nie mają). jendzo, czy mam w takim razie przypuszczac, ze moja rodzina to jeden wielki "truman show", gdzie nic nie jest prawda a tylko ja o tym nie wiem? wiem ze nie mam zadnego obowiazku odpowiadac na twoje pytania, ale robie to by wykluczyc takie wlasnie "diagnozy". jestem raczej zrównowazona psychicznie, przed ciaza nigdy nie mialam depresji, powaznych problemów emocjonalnych itp. jak wiekszosc nastolatek nie bylam specjalnie grzeczna, ale gorszy byl mój brat;) a jak dorosłam to mi przeszło. jeszcze jakies pytania? chetnie odpowiem. pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
pajdeczka Re: Opuncjo 13.02.04, 11:43 A w co lubiłaś się bawić najczęściej, będąc malą dziewczynką? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: opuncja Re: Opuncjo IP: *.pl / *.one.pl 13.02.04, 12:03 > A w co lubiłaś się bawić najczęściej, będąc malą dziewczynką? wczesnego dzieciństwa nie pamietam ale miałam ukochanego osiołka-kłapoucha:) potem klocki (brat rozwalał), plastelina, granie w gumę i inne zabawy "podwórkowe". no i w podstawówce dużo czytałam, chyba więcej niż teraz... lali-bobasa nie mialam jesli o to ci chodzi;) ale mialam kilka lalek które lubilam czesać a czasem nawet strzyc:) niespełnionym marzeniem mojego dzieciństwa byly klocki lego - chyba kupię młodemu na 3cie urodziny. może okaże się ze mamy wspólne zainteresowania:-) Odpowiedz Link Zgłoś
pajdeczka Re: Opuncjo 13.02.04, 13:23 Gość portalu: opuncja napisał(a): > > > A w co lubiłaś się bawić najczęściej, będąc malą dziewczynką? > > wczesnego dzieciństwa nie pamietam ale miałam ukochanego osiołka-kłapoucha:) > potem klocki (brat rozwalał), plastelina, granie w gumę i inne > zabawy "podwórkowe". no i w podstawówce dużo czytałam, chyba więcej niż teraz.. > . > lali-bobasa nie mialam jesli o to ci chodzi;) ale mialam kilka lalek które > lubilam czesać a czasem nawet strzyc:) > niespełnionym marzeniem mojego dzieciństwa byly klocki lego - chyba kupię > młodemu na 3cie urodziny. może okaże się ze mamy wspólne zainteresowania:-) Dlaczego mówisz o synku : młody? On nie jest młody, on jest malutki. Lepiej brzmi: "malemu" jeśli już. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jendza Re: Opuncjo IP: *.w193-252.abo.wanadoo.fr 13.02.04, 12:02 Moze Cie to rozczaruje, Opuncjo, ale niedokladnie przeczytalas moj post. Po pierwsze: nie chodzi mi o to, bys tu cokolwiek 'wywlekala'. Po drugie: jesli pisalam o czyms z Twego dziecinstwa, co Cie uwarunkowalo, a o czym nie wiesz, to niekoniecznie musi to byc rzecz 'spektakularna'. Jest rozwod i rozwod, matka i matka, itd. Przyczyna Twoich problemow moze byc brak akceptacji Twojej mamy dla macierzynstwa jedynie w TWOIm przypadku, a moze tez byc... jakas marginalna jej uwaga, wypowiedziana polgebkiem przy malutkiej Opuncji. Uwaga jej, czy kogokolwiek... Jakkolwiek by bylo, PRZYCZYNA BYC MUSI. I te przyczyne trzeba znalezc, jesli rzeczywiscie chcesz pokochac swego synka. Podswiadomosc robi czlowiekowi rozne rzeczy... Po trzecie: Twoja charakterystyka Twojej rodziny o Twojej rodzinie nie mowi mi nic. MOwi natomiast o Tobie... ze bardzo niewiele wiesz o rodzinnych relacjach i ich wplywie na jednostki ludzkie. Jako poczatek 'wtajemniczenia' zdradze Ci, ze NIE MA dwojga jednakowo wychowanych i traktowanych dzieci, chocby to nawet byly bliznieta jednojajowe u tych samych rodzicow. Kazde dziecko ma swoje, wlasne dziecinstwo, NIEPOWTARZALNE, i tylko 'swoich' rodzicow! I kazde przez swoich rodzicow jest traktowane INDYWIDUALNIE. FAKT, ze jedno dziecko tych samych rodzicow jest kochane wcale nie oznacza, ze drugie dziecko tychze rodzicow ma byc rowniez kochane, ani tym bardziej - kochane tak samo. TO ostatnie bowiem jest po prostu NIEMOZLIWE. A slub rodzicow nie daje zadnej gwaracji, ze ich dziecko bedzie kochane... itd. Poza wszystkim, jesli cos do Ciebie pisze, to nie po to, by wyszlo 'na moje', tylko by Ci jakkolwiek pomoc. Jesli o te pomoc rzeczywiscie Ci chodzi, bo zaczynam domniemywac, ze masz po prostu potrzebe sie obnazyc. I tyle. Jesli tak jest - nie bede sobie zabierac czasu, bo jest duzo waznych rzeczy, ktore mozna zrobic w zyciu. Niekoniecznie trzeba sie zajmowac przypadkiem jakiejs, kto wie, na ile rzeczywistej, Forumowiczki. Jeszcze jakies pytania? Opowiem chetnie pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: opuncja Re: Opuncjo IP: *.pl / *.one.pl 13.02.04, 12:24 bardzo niewiele > wiesz o rodzinnych relacjach i ich wplywie na jednostki ludzkie. cóż, przykro mi, ze tak uważasz, ale gdzie mialabym sie tego nauczyc jeśli nie - dorastając w rodzinie? dziwne, znów wyglada na to ze moją rodzina co jest nie tak... jestem dzieckiem chcianym i planowanym, tak samo mój brat. najmłodszy brat planowany nie był, ale chciany i kochany - napewno. wiele osób tu pisze ze moje dziecko czuje, ze jest nie chciane, ze wyczuwa złośc i niechęć. zgadzasz sie z tym, jendzo? ja w dzieciństwie nigdy czegos takiego nie odczułam, nigdy nie wątpiłam ze matka mnie kocha, choc z powodu obecnej sytuacji nasze stosunki nie sa najlepsze. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jendza Re: Opuncjo IP: *.w193-252.abo.wanadoo.fr 13.02.04, 12:49 Wiesz Opuncjo, zaczynam domniemywac, ze rzeczywiscie cos nie tak jest w Twojej rodzinie... A wiesz, dlaczego? Poniewaz sama zdajesz sie to potwierdzac... Przeczytaj raz jeszcze, tym razem uwaznie, prosze, moje posty. Ja sie nie upieram, ze cos jest nie tak z Twoja rodzina. Ja sie upieram, ze musi byc PRZYCZYNA Twojego problemu. Przyczyna moze lezec w rodzinie, ale tez moglo sie zdarzyc, ze jakas zadre w duchu 'zawdzieczasz' komus spoza... O tym pisze juz wprost w ostatnim poscie, gdzie mowa o podswiadomosci... A TY uparcie widzisz tylko to, co mowie o rodzinie... zatem - wracajac do punktu wyjscia - naprawde za chwile sie upewnie, ze tu wlasnie jest 'pies' pogrzebany... tylko z jakichs powodow nie chcesz tego dostrzec:(( Ja jako dziecko bylam w stanie zrozumiec i nazwac wszystkie uczucia, jakimi mnie 'obdarzano'. Wyczuwalam zlosc, niechec, nienawisc, irytacje... O tym, ze bylam niechciana, DOWIEDZIALAM sie. Bo spytalam. Mialam wtedy lat 8. I naprawde mi ulzylo, bo pojelam, ze to nie ja jestem potworem, ktory nie kocha, tylko po prostu nie moge odpowiedziec miloscia na brak milosci. Do dzis tak mam: odpowiadam na uczucia. Stad zreszta potrafie bezwatpliwie zdiagnozowac... Na podstawie tego, co przezylam, nie sadze, by bylo mozliwe, iz dziecko 'wie' o fakcie, ze bylo niechciane. O tym musi sie dopiero 'dowiedziec'. Natomiast na pewno dziecko wyczuwa zlosc i niechec. I brak milosci. Mam przyjaciolke, ktora pokochala swego synka dopiero, gdy skonczyl rok. Nie sadze, by Maly pamietal, ze byl niekochany... NIe sadze takze, by ten etap jego zycia przeminal dla niego bez zadnych konsekwencji... Wiele osob zapomina, a raczej wypiera ze swiadomosci dramaty, ktore im sie wydarzyly, gdy mialy -nascie, -dziesiat lat. BO nie maja sily, by stanac twarza w twarz z problemem... Zeby bylo jasne: nie twierdze, ze cos z tych rzeczy przydarzylo sie Tobie, bo nie znam Cie i nie mam prawa tak twierdzic. Twierdze natomiast, ze Twoje argumenty o Twojej pamieci i Twoim postrzeganiu dziecinstwa Twoich braci sa dla mnie wazne, ale nie swiadcza o niczym zgola... Dlaczego? Mam nadzieje, ze juz poprzednio uzasadnilam to dostatecznie jasno... Jakby jednak nie bylo...- ogromnie mi szkoda Twojego synka! OGromnie! Niech Opatrznosc nad nim czuwa, bo tylko to zdaje sie mu pozostalo, jesli sie nie wezmiesz za siebie uczciwie pozdrawiam j. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: anai wybaczcie im, albowiem nie wiedza co czynia IP: *.hrz.tu / *.hrz.tu-chemnitz.de 13.02.04, 13:11 naczytalam sie re na temat Opuncji i tak mnie czasami skrecalo, ze osoby kulturalne sobie rzucaja w te i we wte "trzeba byc suka". ciekawe czy one ani razu z reka na sercu sie trzymawszy nie pomyslaly sobie: cholera jasna, po jaka cholere ja tego dzieciaka rodzilam? i to nawet nie musi oznaczac, ze nie kochaja swoich dzieci, ale czasami juz sie wszystkiego odechciewa. ja tak nie powiedzialam, bo nie mam dziecka, ale mama mi raz tak powiedziala i wcale nie uwazam, ze jest najgorsza matka pod sloncem, bo ja kocham i podziwiam. bo z kazdym trzeba umiec wytrzymac. dzieciak to tez czlowiek i tez ma swoje humory, fazy i potrzeby. moze Opuncja wcale nie musi go kochac, bo w sumie co zanczy kochac swoje dziecko? dac papu, ubrac jak laleczke, poglaskac po glowence i pwoiedziec: jakiez to moje dziecko jest piekne i madre! to taka spora ironia, jakby ktos nie zauwazyl i znow sie czepil, ze cos sie dziwacznie zgrywam. oprocz potrzeb fizycznych sa jeszcze i inne, tak zwane wyzsze. i dlatego ma sie wiz z rodzicami, jesli sie ich kocha, lubi, szanuje. ktory dzieciak bedzie za 10 lat pamietal, co zjadl na sniadanie albo ile razy mu pieluche zmienili? ktory pamieta ile razy mama go wykapala? gucio zapamietuje sie raczej to, czy mama czytala bajki na dobranoc, czy usmiechala sie czesto, czy bylo ogolnie fajnie. a jesli nie, to sie mowi, ze sie nie mialo szczesliwego dziecinstwa. nie chce sie wymadrzac, moze i glupia jestem jak na 22 lata, moze i sie na niczym nie znam, dzieci nie mam, mialam psa. to tez troche jakby sie mialo dziecko. niewazne, odchodze od tematu. wydaje mi sie, ze nie mozna jednoznacznie sie wypowiedziec na ten temat. kto pierwszy jest bez winy, niech rzuci kamien. odszczekiwac sie mozna ile sie chce, ale tu trzeba myslec konstruktywnie, zeby ani sie dziewczyna nie meczyla, ani zeby dzieciak nie przezywal, ze nie ma mamy, bo przeciez ma. i chodzi o to, zeby jakos poprawic stan rzeczy, a nie dokladac zdrowia Opuncji. nie da sie zmusic do kochania, slusznie ktos zauwazyl, ale da sie kogos polubic. Opuncja moglaby na serio na jakis czas odpoczac od dziecka, bo jak sie je na sile ciagle wpycha i zmusza sie do pokochania go, to raczej odwrotny skutek przynosi. moze ta praca bedzie jakims rozwiazaniem. bedzie miala kawalek swojego zycia, odetchnie, a po powrocie do domu stwierdzi, ze sie stesknila czy cos. nie wiem. nic nie da sie ustalic. mozna domniemywac. wszystko jest zalezne od dobrych checi i nadziei na poprawe. i zycze powodzenia i Opuncji i jej dziecku, bo jaki beda szczesliwi, nawet sie nie kochajac, to i tak bedzie ok. moze z czasem okaze sie, ze milosc to jednak byla obecna od jakiegos momentu, ktorego sie nie da uchwycic. i mam nadzieje, ze sie wszystko pomyslnie ulozy. anai a jak chaotycznie pisze, to sorry, jestem po 2 examach, spalam niewiele i treoche wnerwiona jestem, ze niektorzy moga byc tak nietolerancyjni i chamscy na forum, a na dodatek zarzucaja innym brak kultury.. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Niestety babcia Re: wybaczcie im, albowiem nie wiedza co czynia IP: *.uz.zgora.pl 13.02.04, 14:30 Ja tez wcale nie chciałam mieć dzieci, choć może ich też nie wykluczałam - raczej traktowałam te sprawę jako melodię odległej przyszłości i nie myślałam o tym. Prowadziłam życie całkowicie lekkomyślne i bezperspektywiczne, a kiedy w wieku 19 lat zaszłam w ciążę i ojciec dziecka się tym zachwycił - nie myślałam nad tym, czy się do tego nadaję. Nie nadawaliśmy sie do tego ani ja, ani on. Tylko że od mężczyzny mniej sie wymaga, a kobieta MUSI być wspaniałą matką, bo inaczej jest suką. Bardzo cierpiałam i miałam wyrzuty sumienia, gdy czułam, że nie jestem dobrą matką dla mojego dziecka. Z jego ojcem wkrótce się rozeszliśmy i wyszłam po raz drugi za mąż. Po trzydziestce urodziłam następne dziecko i sytuacja się powtórzyła, choć tym razem sprawa nie zakończyła się rozwodem. Ja po prostu nie mam chyba w sobie tego instynktu macierzyńskiego. Teraz dzieci są dorosłe, mam wnuki. Nawet i wnuki TAK NAPRAWDĘ mało mnie rajcują. Może rzeczywiście jestem paskudną egoistką? No cóż, nie chciałam się przyznać nawet przed samą sobą, że tak właśnie jest. Twardo robiłam za dobrą matkę i starałam się jak mogłam, żeby odegrać tę rolę jak najlepiej. To samo dotyczy wnuków. Nikt nie wie, że w gruncie rzeczy jest w tym tak dużo gry. Moje dzieci "wychowywałam" często krzykiem i biciem, choć bardzo się pilnowałam, aby nigdy im wprost nie powiedzieć, że ich nie chciałam ani niczego takiego. Moje dzieci są bardzo dobrymi rodzicami i bardzo je za to podziwiam, wręcz idealnymi. Nie moja w tym zasługa. W wieku dojrzewania były z nimi straszne kłopoty, za co czułam się mocno winna. Nie wiem już sama, po co o tym piszę. Faktem jest, że je teraz kocham, a w każdym razie lubię, choć to może dziwne. Po prostu jakoś z biegiem lat powstawała między nami jakaś więź. Poświęcałam im bardzo dużo czasu (bo starałam się być dobrą matką). Ale myślę, że onme na pewno mają do mnie wiele pretensji, choć nie mówią mi o tym. Opuncjo, czy chciałaś, czy nie, w każdym razie dziecko urodziłaś i za to musisz wziąć odpowiedzialność. Może z biegiem czasu je polubisz. Dziecko podrastając staje się bardziej człowiekiem (małe to trochę jak zwierzaczek) i łatwiej jest się z nim dogadać. Czy próbowałaś zwierzyć się swojej Mamie i czy masz z nią dość kontaktu, by liczyć na jakieś zrozumienie? Myślę, że dobrze będzie, gdy dziecko będzie jak najwięcej z Dziadkami i ojcem (w końcu jego też potrzebuje, a poczucie odrzucenia przez ojca wielu dzieciom równie łamie życie, jak w przypadku odrzucenia przez matkę), to nawet Twój chłód uczuciowy nie będzie wywoływał tak szkodliwych skutków. Jest oczywiste, że go nie utopisz i nie oddasz komukolwiek (nawet gdyby ojciec się zgodził!), bo nie zmniejszyłoby to w Tobie poczucia winy i zawsze byś potem myślała, że jesteś wyrodną matką, a Twoje dziecko gdzieś tam cierpi, o jacyś ludzie nie dość je kochają... Myślę, że to wcale nie jest tak, że wszystkie kobiety są tak naprawdę dobrymi matkami, tylko nie wszystkie się do tego przyznają, choćby przed samą sobą. Ale Twoje sumienie cierpi - więc musisz postępować zgodnie z nim. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: anai Re: wybaczcie im, albowiem nie wiedza co czynia IP: *.hrz.tu / *.hrz.tu-chemnitz.de 13.02.04, 18:05 nie chodzi o to, aby grac, bo to nie teatr, ale zeby byc matka. bo tego sie juz nie wymarze z zycia jak wymazuje sie korektorem jakis blad na kartce. czasu sie nie wroci. jest jak jest. kazda z nas jest czy bedzie sie starala zapewnic swojemu dziecku jak najlepsze warunki do zycia, bedzie sie starala, aby temu dziecku krzywda sie nie stala. a czy sie je kocha czy nie.. a co to jest milosc, do cholery? nie kazdego trzeba kochac, nawet jesli jest naszym dzieckiem czy rodzicem, mozna kogos lubic. to tez juz jest ok. Odpowiedz Link Zgłoś
makowa.panienka Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. 13.02.04, 17:12 Odpowiedzi goggle na posty zaraa tylko potwierdzają moje przekonanie o niedorozwoju goggle. Przecież w całym tym układzie najbardziej pokrzywdzone jest dziecko!!!!!!!!!!! Nie jest najgorsze to, że opuncja nie kocha dziecka, nie sprzwdziła się jako matka, ale to że ona codziennie żałuje, że go nie zabiła!!! Przecież sama mówi, że codziennie żałuje, że nie usunęła ciąży. Jak można na kogoś patrzeć i nie myśleć o niczym innym, jak o tym jak bardzo się go nienawidzi. Bo przecież to tak, jakby ona życzyła dziecku śmierci! Nawet o obcej osobie, której się nie lubi, która nas codziennie w pracy denerwuje, nie myśli się: "jak ja ciebie nienawidzę, szkoda, że się urodziłeś". A tu chodzi o JEJ dziecko! Jakie to niesprawiedliwe, że dzieci nie mogą wybierać w jakiej rodzinie się urodzą. Co to za życie z matką która nie kocha? Bez uczucia, o przepraszam uczucia są ale negatywne. W Domu Dziecka też dadzą jeść, ubiorą, posyłają do szkoły, położą spać w czystej pościeli, pani poczyta bajkę. I nikt tam patrząc na dziecko nie myśli, że szkoda, że ono się urodziło. Nie ma nic gorszego niz poczucie, że sie jest niekochanym, najgorsze jest to ,że gdy Dominik zacznie zdawać sobie z tego sprawę, bedzie myślał, że to jego wina... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dosia Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. IP: 195.217.253.* 13.02.04, 17:43 Opuncjo. Obserwuje ten watek od dwoch dni, ale dopiero teraz postanowilam cos napisac. Oczywiscie, ze masz prawo czuc to co czujesz - do milosci nie mozna nikogo zmusic. Dlatego nie mam zamiaru Cie potepiac, ani mowic o tym jaka wyrodna matka jestes. Stalo sie, masz syna. Nie masz ochoty sie nim zajmowac, bo zal Ci wczesniejszego zycia, kolezanek, imprez itp. Nie bede sie rozwodzic nad Twoja niedojrzaloscia i brakiem poczucia obowiazku, bo to takze cos co masz w sobie i trudno to zmienic - moze rodzice Cie rozpiescili, moze to, moze tamto... niewazne. Wazne, ze jestes jeszcze niedojrzalym, egoistycznym podrostkiem (bo jestes i nie obrazaj sie prosze na te slowa, ale biorac pod uwage Twoj wiek, tak wlasnie jest). Jakiej rady mozna udzielic w tej sytuacji? Musisz sobie przede wszystkim zdac sprawe z tego, ze jestes jedyna osoba odpowiedzialna za pojawienie sie synka na swiecie (nikt Ci go wszakze nie podrzucil). I jako taka osoba powinnas otwarcie stawic czola sytuacji. Pamietaj, ze winna jestes temu dziecku SZACUNEK i OPIEKE - nawet jezeli nie masz na to ochoty i nawet jezeli oznacza to, ze nie mozesz isc z kolezankami do kina. Jest to Twoj obowiazek, nie tyle matki, co opiekuna i... czlowieka przede wszystkim. Taki jest swiat doroslych - kazdy z nas ma jakies obowiazki, z ktorych musi sie wywiazywac, czy jest to praca, czy opieka nad kotem, czy dzieckiem. Nikt Ci nie narzucil tego obowiazku i nikt Cie w nim nie wyreczy. I nie ma co plakac nad soba i nad swym utraconym dziecinstwem z balangami i kolezankami. Teraz Opuncjo droga masz OBOWIAZKI. Odloz wiec uczucia na bok, wez sie w garsc i wychowuj swojego syna. Zycie innych ludzi tez nie sklada sie z samych wizyt u kolezanek. Opuncjo - pokaz sobie samej, ze nie jestes tchorzem i nie uciekasz przed odpowiedzialnoscia. Ze mozesz byc dobra matka (raczej opiekunem) mimo, ze nie kochasz swego syna. Moze postaraj sie, choc to glupio zabrzmi, zaplanowac opieke nad synem - ale nie z poczuciem "boze, znowu musze sie zajmowac tym bachorem". Jezeli bedzie Ci latwiej, powiedz sobie, ze to dziecko kolezanki, ktorego nie masz co prawda obowiazku kochac, ale o ktorego chcesz zadbac bo to maly czlowiek. Zaplanuj swoj dzien z synem - czytanie ksiazeczki, zabawa sachodem, obiad, kapanie itp. Zaplanuj w kazdym dniu takze cos dla siebie - bez wyrzutow sumienia, dziecko oddawaj wtedy dziadkom. Spisuj to wszystko - co robilas z synem, co robilas dla siebie. Wydaje mi sie, ze takie zapisanie i kontrola dnia pozwoli Ci zapomniec o ciaglym uczuciu napiecia, o tym, ze powinnas teraz siedziec u kolezanki. Pozwoli Ci zapomniec o ciagle "wiszacej" nad Toba wizji dziecka. Moze przestaniesz sie tak szarpac jak poukladasz sobie zajecia. Zdaj sobie sprawe, ze przed obowiazkami nie ma ucieczki, ale mozna je uczynic przyjemnymi jezeli zobaczysz w nich cel - naucze dziecko tego, tamtego. Spisuj wszystko co masz zrobic i wykreslaj powoli z kartki (uprasowac ubranka, zrobic kaszke, co tam jeszcze trzeba) - bedziesz wiedziala, ze opieka nad synem ma swoje granice, ze nie musisz ograniczac swojego zycia tylko i wylacznie do opieki nad nim. Na pewno wtedy znajdziesz czas na kolezanki - przeciez to nigdy nie jest tak, ze jak jestes matka to opiekujesz sie dzieckiem 24 godziny na dobe (przeciez masz rodzicow!). Z drugiej strony bycie nie-matka nie oznacza, ze spedzasz z kolezankami kazda wolna chwile. To wszystko sie da pogodzic, tylko nie nastawiaj sie negatywnie! Potraktuj to jako wyzwanie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: opuncja Re: Wybacz, synu.... do Dosi :-) !!! IP: *.pl / *.one.pl 13.02.04, 18:23 Dzięki, człowieku z nickiem jak proszek do prania!! mysle ze jestes bardzo madrą osobą która najpierw mysli, potem pisze, a jak pisze, to z sensem. twoj plan to najlepsza rada dla mnie na tym forum. doskonale wyczułas, jak sie czuje, i czego mi potrzeba. intuicja niesamowita. może dzięki tobie jakos wezme sie za siebie:-) spróbuje racjonalnie ulozyc sobie czas, dogadac sie z tata Dominika, i ogólnie stosować się do twoich podstawowych i ważnych zaleceń. to tak na początek. a potem zobaczymy. Dziękuje serdecznie za krytykę i KONKRET!! nie psychoterapii, tylko czegos takiego mi trzeba: racjonalizacji i pracy nad sobą. Przykro mi, ale ja szczerze mówiąc w terapię nie wierzę, zawsze łapię dystans i wszystko co słysze wydaje mi się skończonym banałem. jednak musze sprostowac, ze moje zycie przed ciązą nie ograniczało sie do "balang z kolezankami": studiowalam, uczylam sie języków, miałam czas na zainteresowania, na wakacjach podrózowalam w dziwne miejsca... nie bylam bezmyślną latawicą tylko osobą z marzeniami i ambicjami.I nie przestałam nią być. pozdrawiam! opuncja ps2: no i nie jestem jedyną odpowiedzialną za pojawienie sie D. Do tego zawsze potrzeba 2 osób;-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dosia Re: Wybacz, synu.... do Dosi :-) !!! IP: 195.217.253.* 13.02.04, 18:28 Opuncjo. Bardzo sie ciesze, ze przeczytalas mojego posta :) Ciesze sie, ze nie odrzucilas mojego pomyslu planowania i zapisywania. Wielu ludziom moze sie on wydawac trywialny. Ale uwierz mi, ze to pomaga. W pewnym momencie zycia tez myslalam, ze wszystko wchodzi mi na glowe, ze nie mam czasu dla siebie. Juz samo spisanie obowiazkow pozwala "wyrzucic" je z psychiki - zdystansowac sie tak jakos. To naprawde pomaga. Zycze Ci, a wlasciwie WAM, powodzenia!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aziza Re: Wybacz, synu.... do Dosi :-) !!! IP: *.193.220.203.acc01-lord-gla.comindico.com.au 14.02.04, 01:27 opuncjo, po przeczytaniu jednego z wczesniejzych Twoich postow, gzie napisalas: >Po prostu każdy dzień utwierdza mnie w przekonaniu ze nie nadaje sie do roli > matki i ze ktos taki jak ja dzieci miec nie powinien. nie obwiniam mojego > dziecka ani nie czuję do niego nienawisci, chcialabym zeby mial dobre zycie, > ale nie potrafie mu tego zapewnic i tego ostatniego, przyszlo mi do glowy ze twoim problemem jest raczej negatywne ocenianie sie za to , ze nie jestes taka matka jak we wlasnym przekonaniu POWINNAS BYC. To znaczy masz jakis tam idealny/moze stereotypowy obraz tego jak matka czuc powinna, jak powinna odnosic sie do dziecka, w jaki sposob powinna o nim myslec. Zauwazylas u siebie, ze taka byc nie mozesz i nie chcesz i to przesadzilo o fakcie, ze nie widzisz juz nawet szansy na jakakolwiek zmiane. Po prostu okreslajac swoje uczucia wobec dziecka bardzo krytycznie siebie osadzasz zamykajac sobie w ten sposob droge do zmiany. Mysle ze problem lezy w stawianiu sobie wysokich wymagan w zyciu (piszesz, ze jestes ambitna) i brak przyzwolenia na robienie czegos byle jak, czy wrecz beznadziejnie. ( pewnie podobnie podchodzisz do siebie w innych dziedzinach zycia). Ja tez taka bylam. I wiesz co, kiedy pierwszy raz uslyszalam, "nie badz wobec siebie taka krytyczna", albo "nie badz dla siebie taka twarda", nie moglam pojac ze ludzie moga myslec w ten sposob. Zupelnie dla mnie nie do zaakceptowania! po ktoryms z kolei razie i paru przemysleniach, zaczelam widziec sens w przyzawlaniu na wlasne slabosci, niedoskonalosci, nawet ewidentne "upadki moralne'. I bardzo mi to pomoglo, bo wtedy juz bylam w stanie zajac sie danym problemem i z przekonaniem, ze wcale nie jestem taka zla, szukac drog wyjscia, naprawy sytuacji, pozytywnego podejscia do problemu. Wydaje mi sie, ze gdybys bayla w stanie powiedziec sobie, jestem okropna niekochajaca matka, no i co z tego?!, bez poczucia winy wobec dziecka, to latwiej by ci przyszlo Twoje dziecko polubic, a moze nawet pokochac. Bo poczucie winy jest emocja bardzo negatywna i w sposob podswiadomy zawsze przerzucac bedziemy jego czesc na podmiot owo poczucie wywolujacy. Prosciej: Twoj synek powoduje twoje poczucie winy za to, ze nie jestes dobra matka, nie lubisz myslec o sobie jako o kims, kto nie czyni tego co powinien (kochac dziecka) wiec podswiadomosc kaze ci odrzucic go podwojnie, rowniez za to ze jest twoim wyrzutem sumienia. Wybierasz proste wyjscie (ktore niestety nie moze byc zrealizowane - pulapka) nie nalezalo go bylo urodzic. Sprobuj zaakceptowac twoje negatywne uczucia wobec dziecka nie oceniajac ich (choc moze juz to zrobilas) i zastanow sie czy nie wynikaja one z perfekcjonizmu, potzrby bycia "dobra matka' - zacznij od tego i zobacz co z tego wyniknie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zocha opuncjo... IP: *.dialup.mindspring.com 13.02.04, 17:49 pod "dzieki klarysa" wiadomosc dla Ciebie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maria Wybaczcie cory, ja tez sie do tego nie nadaje! IP: *.proxy.aol.com 13.02.04, 17:54 Droga Opuncjo, ja tez tak mam. Mam dwoje dzieci. Dwie corki. Ta starsza, jest juz dorosla kobieta i sama ma rodzine. "Wpadlam" i urodzilam ja, bo inaczej sobie nie wyobrazalm. Nie kochalam jej od samego poczatku. Ciaza, to byl makabryczny czas a porod wolalabym z pamieci wymazac. Myslalam, ze jak ja zobacze, to wstapi we mnie jakies olsnienie. Nic podobnego sie nie stalo. Wychowywalam ja, dbalam o nia dokladnie tak, jak pisali w ksiazkach. Jak troche podrosla i mozna sie bylo z nia dogadac, nasze uklady byly bardziej kumplowskie. Potem przyszla ta druga corka. Chcialam ja bardzo i ciaza wspominam mile. Myslalam, ze z ta bedzie inaczej. Nie bylo. Nie chowalam jej juz tak "jak w ksiazkach pisza", bo mialam juz doswiadczenie. Dzis ta mala jest tez juz dorosla pannica. Nie ma we mnie ogromnej milosci do moich dzieci. Kocham je, ale berdziej z akcentem na "lubie". Dzieci tej duzej corki, lubie jak kazde inne male dzieci. Moje wlasne dzieci staram sie wychowac bardzo samodzielnie. Nie podtykam im nic pod nos. Nie jestem na kazde zawolanie. Nie latalam z talezyczkiem za nimi, zeby cos zjadly. Nie poswiecilabym sie dla nich. Zawsze staralam sie wszystko tak zorganizowac, zeby wilk byl syty i owca cala. Nigdy nie byly bez opieki, czy pozostywione same sobie. Wszystko i zawsze bylo "jak trzeba". Z poczucia obowiazku i swiadomosci, ze sie na swiat nie prosily. Ale szalona milosc do dziecka nigdy nie byla moim udzialem. Mysle, Opuncjo, ze wiele kobiet tak ma. Tylko bardzo niewiele potrafi sie do tego przyznac. A juz przes soba sama na pewno nie. Bo matka MUSI kochac dziecko. Pewnie i ja kocham moje corki, ale kocham tez siebie. Nie wymagam tez od moich corek, zeby nadzwyczajnie mnie kochaly. Mialam je, wychowalam jak potrafilam najlepiej. Nie widze, zeby ten brak nadzwyczajnej milosci matki wplynal na nie negatywnie. Obydwie sa samodzielne, wiedza czego chca, moga na mnie liczyc w potrzebie, ale raczej z doskoku. Ale wiedza tez, ze moja rola, rola matki w pelnej skali, sie kiedys konczy. Ich zycie, to jest ich zycie, tak, jak moje zycie, jest moim. Mysle, ze pomimo tego, ze nie palalam do moich corek nadprzyrodzona miloscia, nie wyrosly z nich potwory. Z twojego syna tez nie wyrosnie potwor. Wyrosnie normalny, mlody czlowiek. Mysle, ze czasem jest lepiej kochac dziecko mniej i wychowac na kumplowskiej bazie, niz kochac malpia miloscia. Kiedys dziecko i tak pojdzie swoja droga. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zocha Re: Wybaczcie cory, ja tez sie do tego nie nadaje IP: *.dialup.mindspring.com 13.02.04, 18:06 Znam wiele kobiet,ktore nie kochaja swojch dzieci...kiedys myslalam, ze to zwyrodnie jakies,teraz wiem ,ze to jak w zyciu...kochamy lub nie...najwazniejsze, tak to wszystko ustawic, zeby bylo jak najmniej bolu.Jest to ogromna strata dla czlowieka, gdy niepotrafi kochac... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pani kazia milosc matki do dziecka to malpia milosc?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.04, 22:52 smiesznie ze tak postrzegasz milosc matki do dziecka w odroznieniu od twojego "lubienia" swoich dzieci jak absolutnie kocham i uwielbiam swoje dzieci, zupelnie sobie nie wyobrazam ze mogloby byc inaczej, nie planowalam ciaz, obie to wpadki w totalnie nieodpowiednich momentach mojego zycia ciaze byly supoer, pelna magia malego czlwoieczka w brzuchu, porody ok, momentami niesamowite nawet potem wychowywanie dzieci rozne, bylam bardzo mloda mama, wiec raczej bardzo sie rwalam na balangi, mniej na spacer do piaskownicy potem mniej na balangi, chetniej do wspolnej wyprawy z dziecmi do kina uwielbiam miec dzieci, nie oznacza to ze np moglabym siedziec 3 lata na wychowawczym bo to zbyt nudne czyt. przygnebiajace zajecie jesli wykonywane 24 na 24 moglabym i chciala miec jeszcze caly tlum dzieci, ale nie stac mnie na to finansowo ani troche, a juz jestem zbyt duza dziewczynka zeby mi sie to przez przypadek przydarzylo kompletnie nie wiem o co chodzi z tym czekaniem na magiczne momenty pojawienia sie Wielkiej Matczynej Milosci, ja po prostu bardzo kocham swoje dzieci i trudne byly dla mnie momenty rozlak przedszkolno,wakacyjnych, dramaty szkolne dzieci itd napewno kocham je najbardziej na swiecie, nikt nie jest mi blizszy niz one i to bardzo fajne jest czy to jest malpia milosc? nie sadze, ale nie jest to tez lodowa i posiadanie dzieci bo inni maja, albo pomimo ze sie ich nie kocha to trzymanie ich przy sobie na sile, zamiast oddac komus kto je pokocha nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ewa ... cos jeszcze na temat "mlodego" IP: *.proxy.aol.com 14.02.04, 00:41 W jednym ze swoich postow, pajdeczka zapytala opuncje: "Dlaczego mowisz o synku: mlody? On nie jest mlody, on jest malutki. Lepiej brzmi "malemu" jesli juz. Odpowiedzi oczywiscie nie otrzymala. Coz odpowiem, ja. W pewnym srodowisku, a zwlaszcza studenckim tak nazywa sie wlasne dziecko. Jest sie wtedy cool albo trendy. Nie, nie w stosunku do wlasnego dziecka, ale w stosunku do towarzystwa, w ktorym sie przebywa. Odnosze wrazenie opuncjo, ze ta twoja zabawka w postaci "mlodego" juz ci sie znudzila i cie zmeczyla. Poza uzaleniem sie nad soba, zdobylas sie w stosunku do tych wielu i roznych odpowiedzi, ktore dostalas - na jedyne konkretne postanowienie. Jest to chec kupienia klockow lego dla "mlodego" i wspolna zabawa z nim. A glownie dlatego, ze ty ich nie mialas. Coz, dobre i to - dodam nie bez pewnej zlosliwosci. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zocha Re: ... cos jeszcze na temat "mlodego" IP: *.dialup.mindspring.com 14.02.04, 01:37 Daruj sobie kobieto te zloslwosci, nie wstyd Ci??? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jendza Tym razem, Zocho, IP: *.w81-50.abo.wanadoo.fr 14.02.04, 09:02 mam podobne wrazenie, jak Ewa:((( I dodam jeszcze, ze nie bardzo rozumiem, po co byl Opuncji potrzebny ten watek... Na razie przychylam sie do koncepcji, ze... po prostu do pogrania glownej roli, pokazania sie, zamieszania na forum. Mysmy sie ustawili w kolejce z naszymi 'dobrymi radami', na terazniejszosc i przyszlosc, koncepcjami przeszlosci (to ja, he, he..), ocenami oraz wspol-czuciem. A ona zdaje sie tym wszystkim igrac, wybiera sobie, co jej odpowiada, co nie, co 'lubi', czego nie lubi.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jendza slowem IP: *.w81-50.abo.wanadoo.fr 14.02.04, 09:07 Maluch znow zostal potraktowany instrumentalnie. W centrum jest ego 'mamusi', i tylko ono, nawet jesli pretekstem do zajmowania sie Opuncja jest jej niewlasciwy stosunek do dziecka. Dziecko nie jest osoba. Jest problemem, pretekstem, komplikacja.... Zal mi tego dzieciaczka. Naprawde. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zocha Re: Tym razem, Zocho, IP: *.dialup.mindspring.com 14.02.04, 15:07 Forum jest do tego, aby mieszaly sie tu idee i poglady, mysli i postawy; wymiana mysli... coz piekniejszego moze zaistniec miedzy ludzmi... Jesli chodzi o poglady Ewy...i ...Twoje, przeczytaj post do Ewy. Pozdr. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jendza Hm, nie rozumiem:( IP: *.w81-50.abo.wanadoo.fr 14.02.04, 15:37 przeczytalam Twoj post do Ewy i pojac nie moge, jak on sie ma do moich 'pogladow'...:(? Jesli dobrze rozumiem natomiast - Twoim zdaniem Opuncja jest uposledzona emocjonalnie. Wcale nie wiem, jak jest uposledzona Opuncja. Nawet gdybym ja znala osobiscie, duzo by musialo wody w Wisle uplynac, bym pozwolila sobie na takie okreslenie jej osoby - tym bardziej, ze nie jestem specjalista w dziedzinie, co wielokrotnie podkreslalam. To, co pozwolilam sobie scharakteryzowac, to sposob, w jaki Opuncja 'uzywa' forum. Dokladnie przeanalizowalam teksty jej wypowiedzi w tym watku i moje wnioski upowaznily mnie do sformulowania paru zarzutow, chocby zarzutu instrumentalizacji - zarowno jej dziecka, jak i uczestnikow forum. Nie musze glaskac po glowce kogos, kto nie szanuje chocby faktu, ze kilkadziesiat osob poswieca mu swoj czas i refleksje. Wrecz przeciwnie: moim obowiazkiem jest powiedziec, co widze, jesli rzeczywiscie swoje tu pisanie traktuje jakkolwiek powaznie. Podsumowujac zatem: nie oceniam osoby, ktora na forum uzywa nicku Opuncja. oceniam dzialania Opuncji na forum. I protestuje. Pojmujesz roznice? Pozdrawiam rowniez j. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zocha Re: Tym razem, Zocho, IP: *.dialup.mindspring.com 14.02.04, 16:47 "Tym razem, Zocho mam podobne wrazenie, jak Ewa:((("-nie wiem o co Ci zatem chodzilo...Jendzo, ale cieplo Cie pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jendza aha, rozumiem:).. IP: *.w81-50.abo.wanadoo.fr 14.02.04, 17:23 "Tym razem... wrazenie" wzielas za 'poglady' w ogole.... Stad utozsamienie... Tymczasem roznice wskazalam m.in. w poscie powyzej.... Mam nadzieje, ze rozumiem dobrze, oraz ze to jasne takze dla Ciebie:) pozdrawiam nieustajaco:)) j Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ewa Re: ... cos jeszcze na temat "mlodego" IP: *.proxy.aol.com 14.02.04, 13:09 Niewiela masz do powiedzenia Zocha, ale 'peace' z toba! Nie tylko mi nie wstyd, ale szczerze dodam, ze piszac swoja uwage, mialam pewna zlosliwa satysfakcje. Wolna innym byc szczerym /patrz I post opuncji/, mnie tez! Niektore z nas piszac swoje wypowiedzi, staraja sie ustytuowac w pewnej grupie: dobrych, zlych matek. Ja badac matka dwojga /6 i 10 lat/, umieszczam siebie w grupie mieszanej. Mam w sobie troche tego i tego. A do jakis tam wyimaginowanych idealow, nie pretenduje. Jednego nie mozna mi tylko zarzucic, to braku odpowiedzialnosci za wlasne dzieci, wiec moze dlatego jest mi ciezko zrozumiec kobiete, ktora do tego sie nie poczuwa, a nawet zyskuje zrozumienie, wytlumaczenie i akceptacje swojego postepowania u pewnej, krzykliwej czesci kobiet. Tu sie powtorze raz jeszce 'peace' z wami. Coz kamieniami w opuncje nie rzucalam i nie mam zamiaru. Nie udzielam jej tez jedynych i slusznych rad - jak nalezy jej problem rozwiazac. Dostala ich tu tyle, ze ma w czym wybierac, zwlaszcza, ze jest juz kobieta wiekowo dorosla i wystarczajaco inteligentna, zeby wybrac to, co jest dobre nie tylko dla niej, ale i dla jej malucha, stanowiacego integralna czesc jej osoby. Samego siebie nie nalezy krzywdzic - dodam na zakonczenie, te oczywista prawde! Ewa Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zocha Re: ... cos jeszcze na temat "mlodego" IP: *.dialup.mindspring.com 14.02.04, 14:54 Lubie sie streszczac Ewo, szkoda zycia na androny...Pomijam sprawe autentycznosci tego watku, to w koncu nie ma znaczenia... Dziwisz sie, ze opuncja znalazla zrozumienie...Twoje zdziwienie dziwi mnie...; jak mozna nie rozumiec osoby uposledzonej, w tym wypadku uposledzonej emocjonalnie... jak mozna stawiac siebie za przyklad zdrowia i okraszac to zloslywa satysfakcja...? no jak...? Samego siebie, ani nikogo innego(tym bardziej uposledzonego) nie nalezy krzywdzic...dodam na zakonczenie te oczywsta prawde...zocha Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jaśmina łatwo jest pouczać .. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.02.04, 15:16 Ewo, co to jest "peace"? Nie znalazłam w słowniku jęz. polskiego. Chyba nie miałaś na myśli rzeczownika angielskiego? Teraz wprawdzie jest trendy i cool zaśmiecać polszczyznę, ale Ciebie o to nie posądzam ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
liloom milosc matki do dziecka... 14.02.04, 09:18 Witam w kolejny dzien dyskusji. Pomijajac te wszystkie wzajemne przytyki, bo to naprawde nie o to chodzi (baby, wstydzcie sie) -, obserwuje podzial na "idealne matki potepiajace Opuncje" i "kobiety dopuszczajace brak malpiej milosci do dziecka". Oczywiscie generalizuje, ale po prostu chcialabym poruszyc pewien temat. To chyba nie tak, ze kobiety kochajace swoje dzieci bezwarunkowo sa idealnymi matkami. Ja wprawdzie wlasnie tak kocham moje dziecko i po prostu lubie dzieci, co nie znaczy wcale ze jestem idealna, ze nie robie bledow i nie mam momentow zastanowienia sie (!) Ludzie, litosci! To calkiem nie o to chodzi. W koncu Opuncja napisala ze ZALUJE ZE URODZILA (!!!). Mi by to po prostu do lba nie przyszlo walnac na forum taki tekst w stosunku do dziecka, w stosunku do bezbronnej istoty, ktora sama stworzylam. Biore tylko odpowiedzialnosc i STARAM SIE. Najlepiej jak umiem. Oczywiscie ze nie mam sily czasem. I ze chetnie czasem (teraz juz nie ale gdy mala byla malusia) wyrwalabym pare chwil dla siebie. Nie moglam, nie mialam szans, nie mialam praktycznie zadnej pomocy. To szczegoly. Mysle ze wiele matek to odczuwa, nawet tych ktore pomoc maja. Sa tez przeciez rozne dzieci mniej lub bardziej "latwe w obsludze". Moja nie byla z najlatwiejszych. Nadal nie jest. Musze jej poswiecac strasznie duzo czasu, bo po prostu ma takie potrzeby. Napewno robie bledy, bo KTO ICH NIE ROBI. Uwazam, ze nie ma idealnych matek, ale to jest dla mnie tak oczywiste, ze wogole szkoda dyskusji. Jak jest milosc to ten wysilek jest ewidentny, ale jak nie ma to ... wogole jest to dla mnie niezrozumiale. Jak dzialac? Opuncjo, a moze ten Twoj brak uczucia to zla interpretacja Twoich odczuc jak brak cierpliwosci, zmeczenie etc etc. To tez przeciez odczuwa czasem kazda z nas... Moge tylko jeszcze raz napisac to co napisalam przedtem i podpisac sie pod tym co napisala "Babcia", zebys Opuncjo skorzystala z tej mozliwosci, ktora masz i umozliwila synkowi spedzanie czasu z osobami, ktore te cierpliwosc do niego maja (tata, dziadkowie). Trzymam za Was (Ciebie Opuncjo i Dominika razem) kciuki! Wytrwalosci! Odpowiedz Link Zgłoś
zalotnica Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. 14.02.04, 21:59 Gość portalu: opuncja napisał(a): > nie wiedzialam więc ze > jestem w ciąży, a potem było ZA POZNO na odkrecanie sytuacji (...) >(...)miałam bo niego żal że NAMOWIL mnie zebym urodzila. czy moglabys sie zdecydowac co jest prawda ? to jest przeciez wazne... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: opuncja Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. IP: *.pl / *.one.pl 14.02.04, 22:28 Odpowiadasz na : zalotnica napisała > > nie wiedzialam więc ze > > jestem w ciąży, a potem było ZA POZNO na odkrecanie sytuacji (...) > > >(...)miałam bo niego żal że NAMOWIL mnie zebym urodzila. > > czy moglabys sie zdecydowac co jest prawda ? to jest przeciez wazne... pewnie gdybym dowiedziala sie wczesniej, usunelabym od razu, nikt oprocz mnie by sie nie dowiedzial. nawet i po 2 miesiacach moze i bym to zrobila, ale tu juz zadzialalo cisnienie rodziny, moze niepotrzebnie im o tym powiedzialam... prawdą jest jedno i drugie. to byla kombinacja pecha, mojej glupoty i naciskow zewnetrznych. dziekuje wszystkim za wypowiedzi, wczoraj przeczytalam tu cos co naprawde mi pomoglo, myslcie o mnie co chcecie, nie jestem w stanie tlumaczyc tu wszystkiego kazdemu z osobna, zreszta nie mam na to ochoty. teraz musze zając sie swoim zyciem a nie wirtualnymi dyskusjami (z calym szacunkiem dla podlaczonych do sieci forumowiczek). zjawie sie tu jak bede miala cos istotnego do powiedzenia. pozdrawiam! opuncja Odpowiedz Link Zgłoś
malinka48 Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. 16.02.04, 13:10 Załować to będziesz za 20 lat jak syn będzie duży tylko wiedz jedno nie wierzę w to,że kobieta nie potrafi kochać co sama nosiła tam gdzieś głęboko w sobie .Jestes po prostu zwykła jakaś tam pusta baba taka w nosie,która można wydłubać i wywalić na szosę.Jak mu dupy dawałaś to nie myślałaś,że może cos z tego wyniknąć,najpiękniejsza istota na ziemi czyli coś takiego naprawdę mojego????.Jesteś chyba niema określenia dla ludzi którzy nie potrafią kochać,CZYLI JESTES BIEDNA A NAWET NEDZARKA. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: opuncja Re: Wybacz, synu, ale ja się do tego nie nadaję.. IP: *.pl / *.one.pl 16.02.04, 13:25 malinka48 napisała: > Załować to będziesz za 20 lat jak syn będzie duży tylko wiedz jedno nie wierzę > w to,że kobieta nie potrafi kochać co sama nosiła tam gdzieś głęboko w > sobie .Jestes po prostu zwykła jakaś tam pusta baba taka w nosie,która można > wydłubać i wywalić na szosę.Jak mu dupy dawałaś to nie myślałaś,że może cos z > tego wyniknąć,najpiękniejsza istota na ziemi czyli coś takiego naprawdę > mojego????.Jesteś chyba niema określenia dla ludzi którzy nie potrafią > kochać,CZYLI JESTES BIEDNA A NAWET NEDZARKA. Trzeźwa byłaś, jak to tworzyłaś? Odpowiedz Link Zgłoś