gina000
27.04.10, 13:15
Jestem od 3 lat w nowym związku, mamy roczną córeczkę. Ja mam też 12 letniego
syna z poprzedniego małżeństwa. Na początku naszej znajomości było wszystko
okey, pod każdym względem. Nie mówię, że teraz nagle zmienił mu się charakter
czy coś w tym stylu tylko sytuacja materialna w jakiej jesteśmy powoli tak
mnie dołuje, ze nie wiem, czy nie zakończyć tego związku. I tu mam właśnie
dylemat, bo czuję się podle, że brak kasy staje się powodem kiedy najchętniej
zakończyłabym ten związek. Jak wygląda ten mój "związek?" on pracuje za
granicą ja sama wychowuję 2 dzieci, nie mogę liczyć na pomoc swojej rodziny,
więc zdana jestem tylko na siebie. Jestem obecnie na wychowawczym urlopie, ze
względu na córkę, bo mieszkam na wsi,nie ma tu żłobka, najbliższy 8 km, w
przeciwnym kierunku niż ja dojeżdzam do pracy, a do pracy mam 15 km w jedną
stronę. Mój M od 2008r, kiedy dostał wymówienie w bardzo dobrej pracy, gdzie
pracował ponad 2 lata, do tej pory jakby nie potrafił sie odnaleść kilkanaście
razy zmieniał prace, często porzuca. Ostatnio nawet porzucił, mimo, iż cały
miesiąc przepracował i zostało kilka dni do wypłaty, rzucił, bez pobrania
pensji z dnia na dzień. . Nie znalazł na tyle dobrych warunków jak miał
wcześniej, tzn przed 2008r, pracuje teraz zazwyczaj za połowę tego co kiedyś.
Jeszcze jak ja pracowałam, czy dostawałam macierzyński, to wiedziałam , że mam
stały wpływ kasy, nie wielki, ale zawsze pewny. Przecież trzeba opłacić
rachunki, mam 2 dzieci trzeba za coś żyć.Ta ciągła niepewność o jutro i
całkowite finansowe uzależnienie od niego dobija mnie. Tym bardziej, że odkąd
jestem na tym wychowawczym, to poziom życia mojego i dzieci spadał do minimum.
Gdyż, przez jego wieczne zmiany pracy, niskie zarobki mało wysyła kasy.Od 2-3
miesięcy wysyła ok 300 euro na miesiąc,bo więcej chwilowo nie może, co oznacza
niecałe 1100 zł. Ratują mnie minimalnie alimenty, których niewiele bo niewiele
ale ex płaci na syna. Zaczynam zalegać z rachunkami, oszczędzam na jedzeniu,
bo na innych rzeczach nie da rady już. Nie pamiętam kiedy ostatni raz sobie
coś kupiłam do ubrania, buty, kosmetyk. Dzieciom staram się na tyle ile mnie
stać kupować, ale sa to zazwyczaj z sh. Po woli mam serdecznie dość tej
sytuacji, jestem totalnie zdołowana. Na codzień sama z dziećmi i ten brak
kasy...On wciąż zapewnia mnie, że to się zmieni, ze będzie lepiej, że mam być
cierpliwa. A ja się tylko w głębi pocieszam , że dobrze, że od września wracam
do pracy. Jego wywiązywaniem się obowiazku utrzymania rodziny jako jedyny
żywiciel, jestem kompletnie rozczarowana.Wiem materialistka jestem i
przedkładam kasę nad miłość, ale ja już nie daję rady. Jak to się mówi
miłością, się dzieci nie nakarmi. Co byście zrobiły?