swie_tlik
23.07.10, 21:03
Kiepski mam dzisiaj nastrój. Właściwie to już od wielu miesięcy, ale
dzisiaj mi się skumulowało.
I w pracy licho, a i w domu nie lepiej. Kto nie ma cierpliwości
niech nie czyta dalej :-)
Czekałam w robocie na premię. Zawsze była - półroczna i roczna.
Ostatnie półrocze było ciężkie w pracy, w okrojonym składzie trzeba
było nadążyć ze wszystkim na wczoraj. Minął czerwiec, lipiec mija i
nic.
Czekam naiwnie na te koperte, ale przyznam, że szlag mnie już
trafia. Kończy się na żartach ze strony szefa, "bo odejmę Pani z
premii", odpowiadam: "o! będzie premia!" i koniec tematu. Kurde!
Jeśli nie chce nam zapłacić za naszą harówkę, to niech powie, poda
racjonalny powód i przejdę nad brakiem tej dodatkowej kasy (której
ciągle mi na każdym kroku brakuje) do porządku dziennego.
Czuje się wykorzystana przez pracodawcę!
A w domu... właściwie wszystko to, co Wam teraz piszę powinnam
powiedzieć mojemu mężowi; ale nie mogę, bo biedaczek zmęczony
położył się spać.
On ciągle jest zmęczony. Tak to jest, jak chłopa przez całe życie
mamusia wyręczała ze wszystkiego, a teraz po zmyciu naczyń powinien
dostać od razu skierowanie do sanatorium.
Jestem P-R-Z-E-M-Ę-C-Z-O-N-A !!!!!!
Praca, dom, dwoje małych dzieci. Kiedy dzieci i mąż oczywiście idzie
spać, to ja mam czas dla siebie - czyli pranie, prasowanie, mycie
podłóg, gotowanie. Pół roku temu pożyczyłam książkę i nie
przeczytałam nawet jednej strony.
Mam wrażenie, że funkcjonuje już jak robot.
Osłabia mnie ciągle myślenie za wszystkich.
W naszym związku planowanie czegokolwiek jest na mojej głowie. I nie
mam tu na myśli gigantycznych planów na przyszłość - chodzi o zwykłe
codzienne czynności, czasem trochę ponadprzeciętne, jak np.
zorganizowanie wyjazdu do centrum handlowego po widły, bo się
okazało, że dwa miesiące temu je złamał i dlatego jeszcze nie
doprowadził działki do porządku.
Czuje się beznadziejnie...