Na dobre i na zle

IP: *.proxy.aol.com 08.03.02, 20:21
Post ten jest luzno zwiany z dyskusja o staropanienstwie.
Wlasnie mnie oswiecilo.
Otoz, po przemysleniu dochodze do wnisku, ze gdy pojawia sie kontflikt
interesow typu jedno chce sie chajtac a drugie nie, to tak naprawde chodzi o
to, ze mniej zaangazowany partner chce ocalic jakas czesc swojej wolnosci bez
wymiany dwoch calosci (samych siebie.) To chyba moze byz zwiazane z tym, ze
chce sie byz z partnerem tylko na DOBRE, a nie na DOBRE i na ZLE.
Oczywiscie ludziom zajmuje troche czasu, by stac sie gotowym na bycie na DOBRE
i na ZLE, ale czesc ludzi po prostu nie chce tej opcji, ze moze byc ZLE i wtedy
tez pasuje byc z ta osoba.
Zeby nie byc goloslowna podam przyklad. Gdy mieszkalam z moim facetem przed
slubem bylo mi dobrze finansowo i zawodowo i zycie z nim tez bylo piekne.
Zarabialam duzo wiecej niz partner i to ja bylam ta, ktora placila w
restauracjach. Kilka miesiecy po slubie stracilam prace. Gdybym nie byla
mezatka, byc moze probowalam szukac pracy w innej czesci USA, np,. w Chicago
mialabym wikesze szanse niz w stanie Maryland, gdzie miszkam. Ale w obecnym
stanie cywilnym szukam tylko w prominiu najblizszych 50 kilometrow. I nie raz
jest mi tak ciulowo bez pracy, ze zastanawaim sie czy to w ogole byl dobry
pomysl ruszac sie z Polszy, bo dla chlopa do USA przyjechalam. Nic mniejszego
niz slub nie trzymaloby mnie tutaj, w sytuacji, kiedy moim obowiazkiem wobec
siebie jest znalezienie godnej pracy. Nie bedac mezatka bardziej troszczylabym
sie o spelnienie moich zawodowych ambicji niz bycie z nim. Jako jego zona,
jestem w stanie przejsc przez kolejne miesiace bezrobocia, albo podlej pracy,
bo w tym momencie definiuje MOJE szczescie jako NASZE szczescie. Nie zyje juz
tylko dla siebie.

Oczywiscie ten post NIE ma za zadanie sluzyc jako zacheta do zawierania
zwiazkow. To prostu obserwacja z mojego zycia.

P.S. Pominelam tutaj przyklady samej opozycji wobec malzenstwa jako
instytucji, bo akurat tego fenomenu nie znam na tyle by sie na jego temat
wypowiadac.
    • Gość: yak-ona Re: Na dobre i na zle IP: *.client.attbi.com 08.03.02, 20:31
      jest to bardzo trafna obserwacja z zycia!
      ja niestety mam tez raczej doswiadczebie z tego na DOBRE a nie na zle!
      kiedy z moim bylym wszystko ukladalo sie super , jezdzilismy sobie po swiecie,
      mielismy dobra prace, zaliczalismy kolejne fakultety bylo super!
      ale niestey moja rodzina wstrzasnely pewne nieszczescie na ktore ani ja ani
      nikt inny nie mial wplywu i niestety- zobaczylam ze nie moge na niego liczyc!
      nie potrafil mnie wysluchac, nie potrafil pocieszyc!
      wtedy mnie osiwiecilo- przeciez ja nie moge zwiazac sie z kims na stale -NA
      ZAWSZE- jezeli on nie jest mi w stanie pomoc podczas lekkich dolow-a przeciez
      wiadomo, ze w doroslym zyciu czeka tyle nieprzyjemnych niespodzianek-smierc
      rodzicow czasmi dzieci, utrata pracy, choroby,kryzysy finansowe..

      kiedy sobie to wszystko przemyslalam , postanowilam odejsc od niego ( mimo ze
      on chcial sie oswiadczyc i zamieszkac razem i doprowadzic do slubu)
      nie chce byc ograniczona jednym czlowiekiem do konca zycia, na jednym polegac!!!

      A27-naprawde gratuluje Ci odwagi, nie tylko porzucenia Polski ale tez
      niespelnienia na gruncie zawodowym( wiem jak to moze bolec) z milosci do
      Mezczyzny - mam nadzieje, ze jest tego wart!!!
      • Gość: A27 Re: Na dobre i na zle IP: *.proxy.aol.com 09.03.02, 02:26
        Yak-ona, ja natomiast Tobie gratuluje, ze nie balas sie odejsc. Bo faktycznie,
        gdy nie widzisz, ze przebrniesz z ta osobo przez ciezkie chwile, to lepiej nie
        liczyc na to, ze los tych ciezkich chwil oszczedzi.
        Uwazam tez, ze uczciwie postepujesz nie decydujac sie na malzenstwo z
        kimkolwiek, jesli on Cie jakos ogranicza.
        (Z tym niespelnieniem, to mam nadzije, ze nie bedzie tak zawsze. W koncu jaks
        tam prace dostane, nie? Dzisiaj o malo nie dostala, tylko trzeba bylo miec
        samochod, a ja go nie mam.)
        No to skoro juz wszystko jasne miedzy nami - zycze milego weekendu.
        Yak-ona, dyskusja z Toba jest moze trudna, ale cholernie stymulujaca
        intelektualnie. Tak trzymac!!!
        • Gość: yak-ona Re: Na dobre i na zle IP: *.client.attbi.com 09.03.02, 02:38
          to fakt- jestem odwazna, chociaz cale nasze srodowisko jakos nie moze tego
          przyjec do wiadomosci, ze maglam zostawic tak dobra partie!he!
          zycze sukcesow zawodowych!
          przeciez stany to kraj niesamowitych mozliwosci!
          a poza tym ja wierze w sile przebicia polskiego rozumowania : )))
          pozdrowka z pensylwanii...
          i milego weekendu!!!
    • Gość: Saskia Re: Na dobre i na zle IP: *.w.club-internet.fr 09.03.02, 18:17
      Macie racje, dziewczyny. W kilku slowach to cos jak znane
      przyslowie "Prawdziwych przyjaciol poznaje sie w biedzie".
      Pozdrawiam
      • Gość: vagin Re: Na dobre i na zle IP: *.astercity.net / 10.131.130.* 09.03.02, 19:21
        Małżeństwo to bycie ze sobą "na złe". Bycie razem w dobrych chwilach to żadna
        sztuka, choć przeżywanie radości we dwoje to też ogromna radość!
    • paw_dady podziwiam takie kobiety jak ty 09.03.02, 21:17
      u mnie jest podobnie. z tym ,ze to ja wyjechalem "za chlebem". Mi jest abrdzo
      latwo dostac pozwolenie na prace. Mojej zonie nie. Jest ze mna na dobre i zle.
      przed wyjazdem z Polski pracowala i studiowala. prowadzila dosc aktywne zycie.
      pojechala "w ciemno". zaufala mi.

      jako Polka (obywatel 3ciej kategorii) nie moze w oswieconej UE dostac pozwolenia
      na legalna prace. Ale sama sobie organizuje czas. Poniewaz zajmuje sie zawodowo
      jezykami (piekna ale cholernie niepraktyczna dzialka) wiec stara sie to wciagnac
      do stowarzyszenia tlumaczy to uczy sie jezykow. ostatnio mysli o arabskim
      (popieram goroca bedzie sie latwiej w europie dogadac ;-).

      na pewno bylo jej ciezko. niezaleznie ile bym jej sie nie staral ulzyc w ciezkiej
      doli, wiem, ze siedzenie przymusowe jesli jest zdana na mnie zawsze budzi
      watpliwosci. ale jest ze mna. bardzo ja kocham i sie ciesze, ze mialem szczescie
      spotkac taka kobiete.

      podziwiam ja i ciebie. ze mialyscie tyle odwagi, ze rzucilyscie ustalone zycie
      zeby jechac w nieznane za swoim mezczyzna. to wymaga duzych poswiecen. trzymajcie
      sie bo jak widzac sam mezczyzni, ktorzy staraja sie o was i zostana na zawsze na
      dobre i zle.

      pozdrawiam i zycze jak najszybszego znalezienia pracy !
      • Gość: ixi Re: podziwiam takie kobiety jak ty IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 11.03.02, 21:42
        A ja mam przykład z życia, że 2 ludzi nie musi brać ślubu, żeby tak jak wy
        wyjechać za swoją drugą połówką. Moi znajomi z Francii nie są małzeństwem,
        jadnak gdy on został otdelegowany do pracy w Polsce, ona pojechała z nim razem.
        Nie wiem, czy wspólny wyjazd to akurat dobry przykład. To jest raczej kwestia
        finansowa, czy tych ludzi stać żeby utrzymać się z jednej pensji.
Pełna wersja