motylekk22
07.05.12, 13:42
Jestesmy malzenstwem od 7 lat.Mamy dwie wspaniale coreczki 7 lat i 5 miesiecy.
Tylko ze ja mam wrazenie jak bym miala dwie coreczki i syna ktory ma ponad 30 lat
Pobralismy sie po pol roku znajomosci.Gdy za niego wychodzilam bylam pewna ze tego chce kochalam go i do dzis kocham.On mnie zapewnia ze tez mnie nadal kocha i mowi mi to czesto.
Ale czy okazywanie milosci zaczyna sie i konczy na slowach -kocham cie-,niestety u mojego meza tak.
Nie mam w nim zadnego wsparcia, pomocy nie moge podzielic sie z nim moimi problemami,przezyciam,myslami.Nigdy nie zrobil dlamnie nic bez okazji(nie mowie o jakis prezentach
Gdy jedzie do sklepu to jego zakupy koncza sie tylko na zakupie piwa lub innego alkoholu.
Ale zeby pomyslal ze moze cos na kolacje kupic czy moze nie ma wody do picia czy dziecku lizaka, ważne ze ma piwo lub inny trunek.
Przy dzieciach nic mi nie pomaga.Przy pierwszej corce jaszcze czsem cos zrobil jak mu oczywiscie pol dnia o tym mowilam.Myslalam moze ze przy drugim dziecku bedzie inaczej ale niestety jest jeszcze gorzej.mala ma juz piec miesiecy a on dwa razy ja przebral i po za tym nic wiecej.Na rece bardzo zadko ja wezmie.Obie corki sa przekochane,spokojne zycze kazdemu takich dzieci.Ale niestety tata tego nie docenia co ma.Na spacer nie zabierze,chyba ze go zmusze,ale tylko ta starsza na kilka minut wezmie.Za kilka minut sa juz w domu bo mu sie chodzic nie chce.Obie coreczki sa bardzo chciane i planowane.
Starsza corka czasem go prosi o przeczytanie ksiazki na dobranoc,z wielka niechecia pujdzie do swietego spokoju.I czyta ale jak!Kilka pierwszych zdan kilka ze srodka i kilka z konca no i juz zalatwione.A mi rece opadaja.
Po przyjsciu z pracy reszte dnia spedza lezac na kanapie,lub lozku,czasem do odmiany internet.W domu nic nie zrobi ,nie chodzi o sprzatanie i takie tam ale czasem trzeba cos dokrecic ,naprawic przesunac.jak sobie sama nie zrobie to niestety samo sie nie zrobi,chyba ze po jakiejs klotni to sie chwyci.
Klocimy sie zadko,nie krzyczymy na siebie.I to moze jest blad z mojej strony.Nie lubie krzyczes
,prosze raz drugi setny ale po nim splywa wszystko jak po kaczce.
Mieszkamy na drugim pietrze,zakupy pranie wszystko trzeba wnosic do gory.I kto to robi no oczywiscie ze ja.A on sobie lezy wygodnie i ma to w nosie.Gdy go prosze zeby poszedl po cos do piwnicy czy do samochodu bo cos tam jeszcze zostalo ,mija czsem dwa dni zanim to przyniesie,ale zazwyczj sama ide.Gdy sie czsem do niego nie odzywam to chodzi za mna i sie lasi,na zakupy chce zabrac o ktore prosze od kilku miesiecy,naprawia co trzeba.Ale po dwoch dniach wszystko wraca,czyli znow nic nie robi/
W lozku tez sie nie stara nie obchodza go moje potrzeby ,wystarczy ze on jest zadowolony.A juz od pewnego czasu tez tego nie robimy bo mu sie nie chce.Kochanki nie ma bo niby kiedy jak caly dzien w domu siedzi.
ciagle niezadowolony,taki pokrzywdzony,zmęczony Balagani jak male dziecko,nic nie podniesie gdy spadni bo mu sie schylac nie chce,nic ni powiesi tylko na podloge rzuca bo mu sie powiesic nie chce.Do kosza bielizny nie wrzuci bo moze obok lezec.Gdy nie posprzatam to jego to nie ruszy moze to tam tydzien lezec..
po pracy wiadomo ze człowiek zmeczony,ale on przychodzi jak by caly dzien w kamieniołomach robil a jest kierowca.Coraz czesciej mysle o rozwodzie,juz mu nawet wspomnialam ale on nie wierzy ye jestem w stanie to zrobic.Nie dzialaja ani prozby ani grozby.Mam wrazenie ze jestem matka samotnie wychowujaca 3 dzieci tylko ze z tym najstarszym mam najwiecej problemow.
Czy da sie go zmienic,zmobiliyowac do zycia.By zainteresowal sie dziecmi.Nie chce sie rozwodzic ale tez nie chce tak zyc.