marty1212
22.04.13, 13:27
Witam, zaczne ten post tak jak zaczynają go osoby z moim problemem: mój problem trwa od bardzo dawna. Chodzi o moją mamę którą bardzo kocham. Od zawsze była osobą nadopiekuńczą i wymagającą. Ojciec, alkoholik który bił matke i terroryzował całą moją rodzine jeszcze przed moim przyjściem na świat. Umarł 3 lata temu. Moj najstarszy brat, 20 lat starszy ode mnie, ma moją matke w d.pie. Widział ją tylko jak miała pieniądze i jak obdarowywała jego rodzinke, a teraz do biednej emerytki nawet nie zadzwoni zapytac jak się czuje. Drugi brat rozwodnik, dziecko z małżeństwa porzucił, teraz zyje w konkubinacie i ma drugą rodzine. Jest bezrobotny i nie ma zęba z przodu. Siostra 17 lat starsza ode mnie wychowała mnie. Matka pracowałą na lepszy byt. Ma dwoje dzieci, jedno nie wie z kim. A ja ta najmłodsza, którą ominęła tragedia patologicznej rodziny, bo ojciec juz nie miał siły na chlanie. Zawsze wymagano ode mnie najwięcej, ze mam się tylko uczyć, ze mam grać na pianinie- nienawidziłam tego z całego serca i z resztą nic nie umiem bos słon na ucho mi nadepnął. Mama całe zycie odkąd ojciec przestał oic odkładała na moje studia. Miałam być jej dumą. Skończyłam europeistyke i teraz koncze filologie angielską. Obie obrony z rocznym opoznieniem bo przy euro umarł moj tata i wyjechałam do USA na wakacje więc po prostu nie chciało mi się pisać, a potem dwa dyplomy naraz i jakoś tak wyszło. Rok temu poznałam mojego chłopaka, od razu z nim zamieszkałam bo dzieliło nas 600km... Matka twierdzi ze nie moze mi wybaczyc ze mam tylko 2 dyplomy i to licencjaty i mam trudności ze znalezieniem pracy. Dodatkowo nie moze mi wybaczyc ze ją, zchorowaną kobiete, która mi studia zapewniła zostawiłąm samą. Moja siostra krytykuje mnie tak samo jak matka. Ze pojechałam do chłopaka i ze wszystko zostawiłam i ze matce pewnego dnia cos się stanie i to ja będe winna! Ojciec umarł niespodziewanie, nagle, dlatego cały czas dzwoniłam do matki i pytałam co u niej, jak się czuje. Do tej pory mam w sobie ten lęk. Za każdym razem ofochana, krytykuje wszystko. Chciałam złozyc papiery do strazy granicznej, od razu zbombardowała mój pomysł bo jestem słaba psychicznie i fizycznie. Za to za szczyt kariery ma prace w szkole-z zawodu jestem nauczycielem angielskiego ale ja nienawidze pracy z ludzmi, specjalizacje narzucono nam odgórnie bo było za mało osób na roku. Dodam ze cała moja rodzina jest po zawodówce. Brzydko to mówić ale to wiecznie przeklinające buraki, co prawda pracowici ale nerwów do ich wieśniactwa nie mam, np. przeklinanie czy dłubanie w nosie przy stole albo rzucanie petów na podwórko, ot tak, pod siebie. Wszyscy twierdzą ze skoro mam wykształcenie (dodam ze mam 24 lata i od pazdziernika ide na mgr) to powinnam utrzymać matke, siebie i w ogóle jeszcze pozwracać rodzeństwu hajs za np. odwożenie mnie do domu. Jestem TAKA MĄDRA że dzwonią do mnie siostrzeńcy o 23 w nocy zebym napisałą jakieś opowiadanie z polskiego- "co to dla mnie, przeciez to tylko chwila moment". Siostra twierdzi tez ze jestem pierdołą stworzoną tylko do nauki, ze nie mam zyciowego sprytu, siły i w ogóle jestem chorowita. Ostatnio jak mi tak zaczęła dogryzać to się popłakałam i wyszłam. Ona w moim wieku miała dziecko z cholera wie kim ale i tak to ja jestem najgorsza. Mój najstarszy siostrzeniec w tym rou zdaje mature, juz kilka razy słyszałam od siostruni ze gdybym i ja matematyke miała zdawać to bym w zyciu matury nie zdała! A jej synuś to nie zda bo wszystko ta matma... Jestem teraz po Wielkanocy i pokłóciłam się z matką. O to że mnie non stop krytykuje, porównuje do innych dziewczyn(jedna studia skonczyła, prace znalazła i dopiero potem slub- a nie to co ja), o to że za bardzo się stroje, że nic nie potrafie załatwić, o to że mój chłopak to jest g.wno wart i ze on mi powinien wszystko sponsorować skoro zarabia więcej ode mnie. Dodam ze ja co prawda nie mam wymarzonej pracy ale 1100 mam plus renta po ojcu którą matka przejmuje... Jest mi strsznie przykro że moja rodzina nie cieszy się z tego że jakoś powoli mimo przeciwności losu coś ze swoim zyciem robie. Słysze tylko złośliowści. Matka jest do tego wierząca, kościół jej drgiem domem. Twierdzi ze juz slub powinnismy brac, a nam się nigdzie nie spieszy. Matka zawsze potrafiła tylko krytykować i mnie ochrzaniać za wszystko. Raz pofarbowałąm włosy to powiedziała "ze skur..ysyny ją wykończą", każdy moj zakup krytykowała, nawet nie wiedząć jak w tym wyglądam, rozkazuje mi do tej pory ze mam isc spac, ze mam jesc, ze mam nerwice i ze tableti powinnam jesc na uspokojenie. Nigdy nie była moją "kumpelą", zawsze była madrzejsza. Nie mogłam nawet uczyc sie na swoich błędach bo ona mi powie jak mam robic zeby tych błędów unikać. Ubrania tez mi zawsze dobierała, w sklepach na zakupach z nią do tej pory czuje się jak idiotka kiedy pokazuje mi buty dla 60letnich pań. Ostatnio niestety poszła ze mną do fryzjera to zaczeła mnie przy fryzjerce jechać ze złą grzywke mam... Możecie sobie wyobrazić jak się czułam. Juz 2 tygodnie z nią nie rozmawiałam... I co? Czuję się okropnie, tęsknie za nią. Zadzwoniłam do niej 2 dni temu, zamieniłyśmy kilka słów i to wszystko. Nie mogła przezyc ze mimo iz jestem na l4 jade do Warszawy do mojego faceta. Zaatakowała mnie: co juz się w domu nabyłaś? A potem na drugi dzien rano jak się szykowała była wręcz agresywna. Nie wiem co mam robić... Martwię się o nią, ale czasami mam wrazenie ze zrobili mnie na stare lata co by mieć darmową opiekę i pomoc w domu. Nie może zrozumieć ze chce mieć swoje życie, że "ptaszek wyleciał z gniazda". Nigdy nie powiedziała mi ze jest ze mnie dumna, za to bratu który wrócił z Niemczech z pracy na roli powiedziała, bo wsród pijaków on nie pił i przywiózł do domu pieniądze. Wszystko mi ciągle wypomina. Wiem że mój problem jest powszechny, wiem że ja nie jestem też swięta. Co mam robić? To moja mama, martwię się i tęsknie... Mam z nią całłkiem urwać kontakt? I tak wyobrazam sobie jak mnie w domu wyklina, ze jestem wyrodna. Wrócić do ciągłych telefonów i pouczania mnie... Jestem strasznie zagubiona, mam problemy z pewnością siebie. Czuje się chwilami jakby moim przeznaczeniem była praca w tym cholernym sklepie, ze do niczego się nie nadaje.