Dodaj do ulubionych

Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną?

    • Gość: Pom Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: 195.205.239.* 01.03.02, 16:58
      Uffff. Przeczytałam cały wątek. Niktóre posty pobieżnie, niektóre z wielką
      uwagą.
      Jedyne, co w tej chwili odczuwam to wielka ulga, że ani jedno (zdradzona) ani
      drugie (kochanka) mnie nie dotyczy i nie dotyczyło... nie chcę mieć takich
      dylematów nigdy!!!
      • Gość: Marek Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: *.kielce.sdi.tpnet.pl 01.03.02, 22:41
        Gość portalu: Pom napisał(a):

        > Uffff. Przeczytałam cały wątek. Niktóre posty pobieżnie, niektóre z wielką
        > uwagą.
        > Jedyne, co w tej chwili odczuwam to wielka ulga, że ani jedno (zdradzona) ani
        > drugie (kochanka) mnie nie dotyczy i nie dotyczyło... nie chcę mieć takich
        > dylematów nigdy!!!
        Nigdy nie mow nigdy, a ten "caly watek" to jest realne zycie. Takich sytuacji sie nie planuje wiec nie
        mozna mowic ze "nie chce miec takich dylematow"
      • Gość: Dorota Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 18.03.02, 09:19
        Bylam kochanka i zdradzona zona. Kochanka bylam mojego meza, 10 lat temu, a po
        osmiu latach malzenstwa zostalam zdradzona zona... 10 lat temu moj maz zostawil
        dla mnie swoja wowczas zone. Byl bardzo mlody, kiedy sie z nia zenil, dzieci
        nie mieli, studiowali i prowadzili burzliwe, imprezowe zycie. Od jednej z
        takich imprez zaczela sie nasza, hm... znajomosc. Potem rozwod z zona, potem
        zycie na kocia lape (6 lat) potem ciaza, potem slub, potem zdrady... W
        miedzyczasie praca, praca, dorabianie sie, kredyt itd. Mam za soba etap
        straszliwego poczucia winy, dawania sobie wmawiac, ze to moja niedoskonalosc
        spowodowala "ucieczki" mojego meza, ze dom nie taki, ze sex... Dwa lata
        docieralo do mnie, ze jak ktos chce psa uderzyc to se kija znajdzie!! Do
        wszystkich zdradzonych: nie dajcie sie wpedzac w poczucie winy! Jesli w zwiazku
        cos jest nie tak, jest wiele sposobow, ktore mozna zaryzykowac, aby cos
        zmienic. Jesli jedno wybiera "ucieczki" zanim sie zastanowi nad proba
        poprawienia jakosci zwiazku, to prosze wybaczyc, ale pozostaje tylko
        hipokryzja. HIPOKRYZJA. Stracilam bardzo duzo przez zdrady mojego meza.
        Przezylam najsilniejsze emocje zwiazane z zazdroscia, uczucim beznadziejnosci,
        nieatrakcyjnosci, chec zemsty i bezsilnosc. I co mi to dalo? Dolki, depresje...
        Im bardziej sie zapadalam, tym moj maz czul sie bardziej usprawiedliwiony i
        czapka!

        A tu zyc trzeba dalej. Przerobic wszystkie za i przeciw... Dzieki temu
        nauczylam sie dostrzegac lepiej wlasne potrzeby i mam wiecej odwagi, zeby je
        realizowac.
        I jeszcze do tych "trzecich": Moj maz nie mial zamiaru mnie zostawiac, chcial
        sie dowartosciowac na boku. Co on tam obiecywal... tralalala. Efekt jest taki,
        ze na boku "zasial" rozpacz, bo kochanka czula sie zdradzona, w domu zasial
        rozpacz i beznadziejny brak zaufania. Ale dalej tu trwa i stara sie odbudowac
        swoje miejsce w tym zwiazku. Jednak nie bylo mu tutaj tak zle...
    • Gość: Anka Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: *.dip.t-dialin.net 10.03.02, 15:59
      Kilka lat temu bylam zwiazana przez 10 lat z mezczyzna, na ktorego dzisiaj
      patrze z pogarda i zastanawiam sie jak moglam byc taka glupia i z nim sie
      zadawac. Bylam gnebiona psychicznie, zdradzana na kazdym kroku. Facet, z ktorym
      rokowalam nadzieje na wspolne zycie - seksualny maniak. Zastanawiam sie jak
      wygladaloby moje zycie, gdybym sie nie zdecydowala wszystkiego co wspolnie sie
      dorobilismy mu zostawic i odejsc jak najdalej. Nie zaluje tej decyzji, dzisiaj
      mam wspanialego meza, ktory mnie kocha i nie zdradza.
    • Gość: niki Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 24.03.02, 17:51
      Nie jestem kochanką ani zdradzaną żoną.Chcę powiedzieć, że to właśnie
      mężczyźni sami prowokują kobiety. Mój szef bardzo często przesiaduje u mnie,
      dużo o sobie opowiada, daje mi do zrozumienia jak bardzo mu się podobam i sam
      wie , że mnie nie jest obojętny, choć obydwoje mamy rodziny. Pewnego dnia gdy
      długo byliśmy w pracy powiedział, że gdyby spotkał mnie wcześniej, jego życie
      potoczyłoby się inaczej. Pragnę dodać, że jego żona jest młodsza od niego o 10
      lat, a ja od niego o 16 lat. A gdy ją zobaczyłam pierwszy raz, dech zaparło mi
      w piersiach - ona jest piękna. Więc pytam, o co mu chodzi? Dla pewności pragnę
      dodać, że on nigdy nie miał kochanki.
      • Gość: Berta Re: Jestem...... IP: *.tele2.pl 27.03.02, 13:30
        Jak widac-temat rzeka. Jestem 815 osoba, która się „ujawnia”.Co mnie dziwi-
        sporo mezczyzn bierze udzial w tej dyskusji i dzieki temu mogę poznac ich punkt
        widzenia. Ja jestem od trzech miesiecy w tej sytuacji-tzn jestem kochanka.. On
        ma zone i dwojke dzieci. Dowiedzialam się o tym po prawie dwoch miesiacach
        spotykania się,ale.....jest to tak wspanialy czlowiek, ze było już za
        pozno....zakochalam się,choc wiem,ze to kompletnie nie ma sensu. Probuje
        usprawiedliwiac siebie i jego-ze jest nieszczesliwy w malzenstwie itp. Ale ja i
        tak nigdy nie dowiem się jaka jest prawda. Bo jak można mieć do kogos zaufanie,
        kto ukrywal swój status przez taki dlugi czas? Jest mi jednak z nim bardzo
        dobrze, i mimo ze mialam kilku meczyzn w swoim zyciu (mam 26 lat,wiec mowie
        kilku,a nie kilkunastu), to on jest najlepszy, najwaznieszy ,najkochanszy.
        Chyba nikt nigdy tak mnie nie kochał i tak za mną nie szalał .A niestety jest
        to bardzo ważne. Kiedyś potępiałam zdrady itd., ale życie nie zawsze układa się
        tak jakbyśmy chcieli i nie da się pewnych rzeczy zmienić.Więc każdy może być w
        tej sytuacji. Teraz jestem ja....
        • Gość: Piotr* Re: Jestem...... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 30.03.02, 21:44
          Ale wy kobiety jesteście naiwne.
          • Gość: filip Re: Jestem...... IP: 212.106.170.* 01.04.02, 12:14
            I to jak naiwne, facetom znudziły się żonki to szukają nowych wrażeń, zawsze to
            nowa dziurka do obskoczenia.
            • Gość: Aśka o, naiwności... IP: *.pai.net.pl 01.04.02, 17:17
              Zgadzam się z Filipem i Piotrem. Jesteś, Berto, naiwna. Czy pytałaś tego dupka
              (wybacz, ale każdy zdradzający mąż jest dla mnie dupkiem tak jak jego kochanka
              zwykłą szmatką - myślę, że się nie pogniewasz?) jak długo był tak samo
              zafascynowany żoną? Ty też mu się z czasem przejesz. A wtedy dupek pokornie
              wróci do swojej żony i dzieci. Bo dupkom nie chce się wszystkiego zaczynać od
              nowa...
              • Gość: Mariola Re: o, naiwności... IP: *.proxy.aol.com 03.04.02, 19:16
                Wiesz co, naiwna to jestes ty. jak myslisz, ze wszystko jest tak, jak w bajce
                to sie mylisz. I uzywanie slow typu "dupek" i "szmata" jest po prostu chamskie.
                Domyslam, sie, ze jestes szczesliwa malzonka trzesaca sie ze strachu o swojego
                slubnego, albo naiwna nastolatka, ktora wierzy jeszcze, ze obraczka na palcu
                jest symbolem wlasnosci drugiego. I mozesz miec caly lancuch obraczek i nic ci
                to nie pomoze. A mozna nie miec slubu i nigdy nawet o zdradzie nie pomyslec. A
                zdradza ten, ktoremu czegos brakuje. i to niekoniecznie sexu. Czasem
                zrozumienia, czasem czulosci a czasem kultury osobistej. Pomysl o tym, zanim
                nastepny raz uzyjesz takich slow.
                • Gość: Aśka Re: o, naiwności... IP: *.pai.net.pl 03.04.02, 22:50
                  Gość portalu: Mariola napisał(a):

                  > Wiesz co, naiwna to jestes ty. jak myslisz, ze wszystko jest tak, jak w bajce
                  > to sie mylisz.

                  Ależ ja właśnie starałam się pokazać Bercie, że życie to nie bajka.

                  >I uzywanie slow typu "dupek" i "szmata" jest po prostu chamskie.

                  To jest wyłącznie moja subiektywna ocena, tak jak Twoja, że jest to chamskie.

                  > Domyslam, sie, ze jestes szczesliwa malzonka trzesaca sie ze strachu o swojego
                  > slubnego, albo naiwna nastolatka, ktora wierzy jeszcze, ze obraczka na palcu
                  > jest symbolem wlasnosci drugiego.

                  Jeśli jesteś psychologiem, to proponuję podwyższyć kwalifikacje.

                  > I mozesz miec caly lancuch obraczek i nic ci
                  > to nie pomoze. A mozna nie miec slubu i nigdy nawet o zdradzie nie pomyslec. A
                  > zdradza ten, ktoremu czegos brakuje. i to niekoniecznie sexu.

                  Zgadzam się z Tobą.

                  > Czasem
                  > zrozumienia, czasem czulosci a czasem kultury osobistej. Pomysl o tym, zanim
                  > nastepny raz uzyjesz takich slow.

                  Ale ja nie mogę!!! Jedna taka sz... zrobiła strzępek nerwów z mojej koleżanki.
                  Gdybyś widziała jak ona cierpi...
            • Gość: maria Re: Jestem...... IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 04.04.02, 16:10
              Gość portalu: filip napisał(a):

              > I to jak naiwne, facetom znudziły się żonki to szukają nowych wrażeń, zawsze to
              >
              > nowa dziurka do obskoczenia.

              Drogi Filipie! To co mówisz jest okropne! Skąd u Ciebie taka pewność, sam tak
              robisz? a może jesteś "prawym" kawalerem? Widać, że nie znasz życia, faceci
              odchodziliby od żon, gdyby Więcej zarabiali. Spójrz po bogatych, oni nie mają
              takiego problemu jak Ty.
              • Gość: Piotr* Totalna bzdura IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 05.04.02, 15:52
                Gość portalu: maria napisał(a):

                Widać, że nie znasz życia, faceci
                > odchodziliby od żon, gdyby Więcej zarabiali.

                Od ilu złotych liczy się dla Ciebie bogaty?



                • Gość: Maria Re: Totalna bzdura IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 05.04.02, 18:57
                  Gość portalu: Piotr* napisał(a):

                  >
                  >
                  > Od ilu złotych liczy się dla Ciebie bogaty?
                  >
                  Nie chodzi o konkretną sumę, ale o taką ilość pieniędzy, by móc godnie żyć oraz
                  mieć świadomość, że druga osoba z którą do tej pory byłeś i dzieci mogli
                  egzystować podobnie jak dotąd.Często nie zostawiamy swojej "drugiej połowy" i
                  dzieci dlatego by ich BYT się nie pogorszył.Czyż nie tak? albo nie odchodzimy do
                  tej drugiej osoby z którą czujemy pokrewieństwo dusz- bo skąd weźmiemy pieniądze
                  na życie? Niestety, człowiek na stare lata robi się wygodny...
                  Po Twojej wypowiedzi widzę, że jesteś młody i wciąż wierzysz w ideały. Ja kiedyś
                  też w nie wierzyłam.
                  Poza tym wyobraź sobie, swoje ulubione danie... oraz to, że jesz je codziennie...
                  w końcu znudzi Ci się, choć będziesz doprawiać i podawać na różne
                  sposoby...Przemyśl to na spokojnie, człowiek nie może żyć w ciągłym napięciu
                  emocjonalnym. STĄD ROZWODY. Pozdrawiam.
                  >
                  >

                  • Gość: Piotr* Re: Totalna bzdura IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 06.04.02, 17:51
                    Gość portalu: Maria napisał(a):

                    > Gość portalu: Piotr* napisał(a):
                    >
                    > >
                    > >
                    > > Od ilu złotych liczy się dla Ciebie bogaty?
                    > >
                    > Nie chodzi o konkretną sumę, ale o taką ilość pieniędzy, by móc godnie żyć oraz
                    > mieć świadomość, że druga osoba z którą do tej pory byłeś i dzieci mogli
                    > egzystować podobnie jak dotąd.Często nie zostawiamy swojej "drugiej połowy" i
                    > dzieci dlatego by ich BYT się nie pogorszył.Czyż nie tak? albo nie odchodzimy
                    do tej drugiej osoby z którą czujemy pokrewieństwo dusz- bo skąd weźmiemy
                    pieniądze na życie? Niestety, człowiek na stare lata robi się wygodny...



                    Pojęcie godnego życia jest względne.Człowiek ciągle jest biedny,
                    bo kiedyś nie miał za co wlać benzyny do malucha , a teraz też nie ma za co ,
                    ale do mercedesa.Nie miał co włożyc do garnka , a teraz do Zeptera.
                    Rzeczywiście dzieci są istotną przyczyną bycia w związku.Chęć zapewnienia
                    im opieki może być tym czynnikiem.
                    Jednak nie wynika stąd,że ludzie majętni zaraz będą się rozwodzić,
                    jeżeli źle dzieje się w ich związku.


                    > Po Twojej wypowiedzi widzę, że jesteś młody i wciąż wierzysz w ideały.
                    Ja kiedyś też w nie wierzyłam.

                    Ciągle wierzę w ideały i wprowadzam je w czyn mimo swoich 25 lat....
                    małżeństwa.





                    > Poza tym wyobraź sobie, swoje ulubione danie... oraz to, że jesz je codziennie.
                    > ..
                    > w końcu znudzi Ci się, choć będziesz doprawiać i podawać na różne
                    > sposoby...Przemyśl to na spokojnie, człowiek nie może żyć w ciągłym napięciu
                    > emocjonalnym. STĄD ROZWODY. Pozdrawiam.

                    Z tym ulubionym daniem to przesoliłaś.
                    Jem je codziennie i na różne sposoby i NIGDY mi się nie znudzi.
                    To jest kwestia uczucia , nie mechaniki.
                    Masz rację ,że przy tym jednym daniu człowiek żyje w ciągłym napięciu
                    emocjonalnym , ponieważ tak bardzo się chce , aby to danie było zadowolone.


                    Piotr

                    > >
                    > >
                    >

                    • Gość: Maria Re: Totalna bzdura IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 07.04.02, 18:28
                      Mimo wszystko uważam, że nie masz do końca racji. Może rzeczywiście
                      przesoliłam, ale nie generalizuję. Są małżeństwa takie jak Twoje ale są także
                      inne. A co do pieniędzy - dalej uważam, że bogatym podjęcie decyzji o odejściu
                      od dotychczasowego partnera przychodzi łatwiej. Są niezależni finansowo.
                      Również pozdrawiam.
                      • Gość: Piotr* Nie zawsze to jest prawdą IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 07.04.02, 20:33
                        Gość portalu: Maria napisał(a):

                        > Mimo wszystko uważam, że nie masz do końca racji. Może rzeczywiście
                        > przesoliłam, ale nie generalizuję. Są małżeństwa takie jak Twoje ale są także
                        > inne. A co do pieniędzy - dalej uważam, że bogatym podjęcie decyzji o odejściu
                        > od dotychczasowego partnera przychodzi łatwiej. Są niezależni finansowo.
                        > Również pozdrawiam.


                        Masz rację ,że niezalezność finansowa może byc przyczykiem
                        do decyzji o rozstaniu.Jednak nie jest to warunek niezbędny.

                        Pozdrawiam Piotr

                        P.S.
                        Też przesoliłem z tytułem
                        • Gość: Maria Re: Nie zawsze to jest prawdą IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 08.04.02, 16:02
                          Jak widzę dochodzimy powoli do porozumienia.
                          Życie pisze różne scenariusze, a na role nie zawsze musimy się godzić.Jednym
                          się powodzi, innym nie.Oby tych pierwszych było jak najwięcej.
                          A swoją drogą, skoro podałeś jak długo jesteś w szczęśliwym związku małżeńskim,
                          mogę domyślać się ile masz mniej więcej lat- tak więc powiedz dlaczego
                          mężczyźni pomiędzy 40-50 lat szukają "czegoś" u młodych kobiet, nawet zamężnych
                          jak ja?
                          Piszę w " " bo sama nie wiem o co mu chodzi(domyślasz się, nie mojemu mężowi).
                          Raz jeszcze pozdrawiam.
                          • Gość: Piotr* Być może to jest prawdą IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 09.04.02, 17:33
                            Gość portalu: Maria napisał(a):

                            > Jak widzę dochodzimy powoli do porozumienia.
                            > Życie pisze różne scenariusze, a na role nie zawsze musimy się godzić.Jednym
                            > się powodzi, innym nie.Oby tych pierwszych było jak najwięcej.
                            > A swoją drogą, skoro podałeś jak długo jesteś w szczęśliwym związku małżeńskim,
                            > mogę domyślać się ile masz mniej więcej lat- tak więc powiedz dlaczego
                            > mężczyźni pomiędzy 40-50 lat szukają "czegoś" u młodych kobiet, nawet zamężnych
                            > jak ja?
                            > Piszę w " " bo sama nie wiem o co mu chodzi(domyślasz się, nie mojemu mężowi).
                            > Raz jeszcze pozdrawiam.

                            Cześć

                            Kalkulujesz poprawnie. Mam 45 lat.
                            Problem , a może nie problem , tylko chęć skoku w bok ,
                            która to nasila się u mężczyzn po 40 widzę tak:
                            Większość mężczyzn dochodzi w tym wieku do jakiegoś statusu społecznego
                            i materialnego. Czują się pełnowartościowymi i silnymi samcami.
                            Często potwierdzeniem tej atrakcyjności jest dużo młodsza kobieta,
                            uwieszona przy jego boku. Często związane jest to z jego pozycją materialną,
                            ale jemu to nie przeszkadza. Wręcz o to mu chodzi.
                            Ma kasę i stać go na lepszy 'towar'.

                            Dochodzi do tego ,że w końcu zrozumiał o co chodzi w seksie.
                            Nauczył się subtelności i chce nią obdarzyć drugą kobietę ,
                            a ponieważ jemu się wydaje ,że jest młody i piękny,
                            to postęp czasu zauważa tylko u swojej partnerki.
                            Rozgląda się za młodszą. Często jest to powiązane z postawą aktualnej
                            partnerki , której już się nie chce, chociaż normalnie to kobiety
                            po 40 dopiero są gorące i spragnione miłości.


                            Czyli tak na logikę biorąc - doświadczony pan po 40 powinien się wiązać
                            z młodą kobietą , a napalony młodzian powinien zaspakajać panią po 40.
                            Rzecz w tym ,że kobieta ma opory przed związkiem z młodszym mężczyzną,
                            a on ich nie ma , wiążąc się młódką. Ona wie ,że będzie wyglądała śmiesznie,
                            a on tej śmieszności nie dostrzega.
                            Czyli brak samokrytycyzmu.

                            Inną przyczyną może być uświadomienie sobie faktu mijania czasu
                            i obawa przed utratą czegoś w życiu. Ponieważ większość mężczyzn myśli
                            penisem , to wiadomo czego nie będą chcieli utracić.


                            To ,że lecą na młodsze można wytłumaczyć w prosty sposób.
                            Wpadając do cukierni kupisz ładne , kolorowe ciastko .
                            Chyba ,że jesteś bywalczynią i znasz wyroby , to wybierzesz
                            być może niepozorne w wyglądzie , ale dające rozkosz dla podniebienia.
                            Tak jest i z chłopami. Są tacy , którzy wpadaj na chwilkę i łapią co ładne,
                            jak i są smakosze. Ci też lubią sobie komplikować życie, jednak
                            patrzą za czymś dla siebie i często nie zwracają uwagi na wiek.
                            Takie związki są niebezpieczne dla małżeństwa.
                            Młódka , jak to młódka .Przeważnie jak wycycka frajera to da mu kopa
                            i facet dopiero się budzi ze zdziwieniem na twarzy.

                            Piotr

                            • Gość: Maria Re: Być może to jest prawdą IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 09.04.02, 19:44
                              Bardzo dziękuję za Twój punkt widzenia. Mój problem polega na tym, że prócz
                              tego iż on jest starszy o 17 lat, to na dodatek jego żona jest od niego młodsza
                              o 10 lat i jest po prostu piękna. Czyżby to było jednak coś innego? Co mam
                              myśleć - wczoraj myślał, że mam zły humor a dziś dostałam od niego
                              czekoladę "na osłodę". Może to głupie, ale takich różnych przypadków zdarza się
                              sporo i to od 1,5 roku. Zwykłej koleżance chyba nie robi się drobnych
                              niespodzianek.
                              Pozdrawiam.
                              • Gość: Piotr* Re: Być może to jest prawdą IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 09.04.02, 23:18
                                Gość portalu: Maria napisał(a):

                                > Bardzo dziękuję za Twój punkt widzenia. Mój problem polega na tym, że prócz
                                > tego iż on jest starszy o 17 lat, to na dodatek jego żona jest od niego młodsza
                                > o 10 lat i jest po prostu piękna. Czyżby to było jednak coś innego? Co mam
                                > myśleć - wczoraj myślał, że mam zły humor a dziś dostałam od niego
                                > czekoladę "na osłodę". Może to głupie, ale takich różnych przypadków zdarza się
                                > sporo i to od 1,5 roku. Zwykłej koleżance chyba nie robi się drobnych
                                > niespodzianek.
                                > Pozdrawiam.

                                Kazda sytuacja jest indywidualna.
                                Jednego jestem pewien.Związki ludzi z dużą różnicą wieku
                                są dla mnie niezrozumiałe.Przecież każdy wiek ma swoje prawa.
                                Ile ty masz lat?30?
                                To strzelam- Twoi rodzice są starsi od niego o 7 lat.
                                Czy widzisz różnice w podejściu do zycia miedzy Toba a swoimi rodzicami?
                                To ,że chodzi koło Ciebie od długiego czasu o niczym nie świadczy.
                                Tak jak Ci pisałem, wie o co chodzi kobiecie.Nie tylko w seksie.
                                To się nabywa z czasem.No niektórzy wpadają na to od razu,
                                ale to są wyjątki.
                                Piekno jego żony jest dla Ciebie pewnego rodzaju wyzwaniem.
                                Taka piękna , ale wybrał mnie.Jestem lepsza.

                                Nie znam sytuacji i tak strzelam , jednak może się zdarzyć,
                                że trafiłaś na mężczyznę o czystych intencjach.
                                Jednak są to wyjątki.

                                Te sytuacje z czekoldką i innymi 'akcesoriami' wielbienia
                                to normalne działanie podrywacza.Wiem o tym od żony.
                                Pracując w sklepie ma wielbicieli z czekolakami po kilku dziennie.
                                Sami nawzajem sie pilnują , tak że nie mam roboty.
                                Są i tacy co zachodzą od kilku lat licząc ,że między nami coś się
                                zepsuje.Mówią jej to wprost.

                                Jeżeli chcesz przezyć przygodę , to decyduj się.
                                W końcu jesteś dorosłą kobietą.
                                Nie pokładaj jednak zbyt wielkich nadziei w nowym związku,
                                ale zyczę Ci jak najlepiej.

                                Piotr
                                • Gość: Maria Re: Być może to jest prawdą IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 10.04.02, 15:34
                                  Wielkie dzięki, że nadal odpisujesz i znosisz moje wywody.
                                  A co do pytań Twoich - mam 31 lat, on 48. Moi rodzice są starsi od niego nie o
                                  7 ale o 14 lat. Mówisz, że to podrywacz. Nie wiem. Czy jestem dla niego aż taka
                                  interesująca? mężatka z dzieckiem? Myślę, że pracują z nim kobiety mądrzejsze i
                                  ładniejsze ode mnie (część rozwiedziona lub wolne). Fakt, 1,5 roku
                                  przesiadywania u mnie, długich rozmów na osobiste tematy, wyznania w
                                  stylu "gdybym poznał panią wcześniej to..., "przypadkowych" dotknięć, drobnych
                                  prezencików itp.( znany Ci arsenał podrywaczy) robi swoje, tym bardziej, że co
                                  tu kryć, on mi się zawsze bardzo podobał. Sama już nie wiem co mam myśleć.
                                  Trochę mnie "skołowałeś". A "czyste intencje", co znaczą? Przyjaźń? I nic
                                  więcej? Szkoda. Zresztą, tak szczerze mówiąc, chyba gdyby miało coś się stać,
                                  stałoby się już. Jak myślisz?
                                  Pozdrawiam.
                                  • Gość: Piotr* Re: Być może to jest prawdą IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 10.04.02, 16:43
                                    Gość portalu: Maria napisał(a):

                                    > Wielkie dzięki, że nadal odpisujesz i znosisz moje wywody.
                                    > A co do pytań Twoich - mam 31 lat, on 48. Moi rodzice są starsi od niego nie o
                                    > 7 ale o 14 lat. Mówisz, że to podrywacz. Nie wiem. Czy jestem dla niego aż taka
                                    >
                                    > interesująca? mężatka z dzieckiem? Myślę, że pracują z nim kobiety mądrzejsze i
                                    >
                                    > ładniejsze ode mnie (część rozwiedziona lub wolne). Fakt, 1,5 roku
                                    > przesiadywania u mnie, długich rozmów na osobiste tematy, wyznania w
                                    > stylu "gdybym poznał panią wcześniej to..., "przypadkowych" dotknięć, drobnych
                                    > prezencików itp.( znany Ci arsenał podrywaczy) robi swoje, tym bardziej, że co
                                    > tu kryć, on mi się zawsze bardzo podobał. Sama już nie wiem co mam myśleć.
                                    > Trochę mnie "skołowałeś". A "czyste intencje", co znaczą? Przyjaźń? I nic
                                    > więcej? Szkoda. Zresztą, tak szczerze mówiąc, chyba gdyby miało coś się stać,
                                    > stałoby się już. Jak myślisz?
                                    > Pozdrawiam.

                                    Większość kobiet podnosi swoje walory i powiem nawet ,że się przecenia,
                                    co do urody i intelektu.Starają się być takie wspaniałe i wychodzi to głupio.
                                    Wiem ,że macie o mężczyznach pogląd jednoznaczny.Jednak oni też czują.
                                    Widzą co się dzieje.Prawdziwy mężczyzna , też potrzebuje pieszczot.
                                    Jak myślisz , czego może sie spodziewać po tych pewnych siebie,
                                    pięknych(w swoich oczach)?Tylko wymagań.
                                    Pisałem Ci o ciastkach.Może widzi w Tobie to takie niepozorne,ale
                                    czuje intuicyjnie(chłopy też to mają) ten smak.

                                    Jesteś mężatką z dzieckiem.A co z Twoim mężem?Nie sprawdził się?

                                    Sądzę ,że jednak jest to podrywacz.Taki subtelny.
                                    Wiesz, ci nachalni , rzucają Ci propozycję-to co lala, mały numerek?
                                    Co im odpowiesz?Mały-ale facecik.
                                    On poznał psychikę kobiety i jeżeli zwiążesz się z nim
                                    to może dać Ci szczęście, miłość ale tylko tymczasową.
                                    Nie zmienia to faktu ,że może to być wspaniałe.
                                    Na to co napisałem wskazuje jego cierpliwość.Przecież zachodzi juz 1.5 roku.
                                    Prawdopodobnie i wasza miość trwałaby długo, jednak jestem sceptycznie nastawiony
                                    do takich związków.Czy wiesz jak on żyje ze swoją żoną?Może mówi ,że ją kocha?
                                    Jestes kobietą i możesz wyczuc , czy mówi to szczerze.


                                    Byłem ostatnio na stacji benzynowej.Ot benzyna i coś słodkiego do domu.
                                    Młoda kobieta zagadała do mnie, gdy rzuciłem stos batonów na ladę,
                                    'och , ale bym zjadła jednego'
                                    ja na to ' proszę się poczęstować'
                                    'nie, nie, odchudzam się'
                                    ja:'Pani?Nie ma Pani z czego.(była kobietą w sam raz-szczupłą)
                                    Wiesz ,że dostałem jakiegoś misia z promocjii , ze słowami 'Pan taki miły'
                                    Nasunęla mi się myśl.Jakbym pociągnął dalej?Nie dziś.Przy następnych odwiedzinach.
                                    Kropla drąży skałę.
                                    Jednak zdałem sobie sprawę , że ona jest w wieku mojej córki.(ok.21 lat)

                                    Tak więc te wszystkie uprzejmości , cżęsto są bardzo wyrafinowane.
                                    Nie twierdzę ,że w Twoim przypadku.

                                    Piotr
                                  • Gość: Piotr* Re: Być może to jest prawdą IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 10.04.02, 16:55
                                    Gość portalu: Maria napisał(a):

                                    A "czyste intencje", co znaczą? Przyjaźń? I nic
                                    > więcej? Szkoda. Zresztą, tak szczerze mówiąc, chyba gdyby miało coś się stać,
                                    > stałoby się już. Jak myślisz?
                                    > Pozdrawiam.

                                    Niekoniecznie musiałoby się już stać.
                                    Trafiłaś na mężczyznę cierpliwego i prawdopodobnie subtelnego.
                                    Myślę ,że on czeka na przyzwolenie z Twojej strony.
                                    Nie odbierz tego jak moje przyzwolenie, tylko piszę swoje przemyślenia.
                                    Jesli chodzi o przyjaźń-nie wierzę w przyjaźń pomiędzy mężczyzną i kobietą.

                                    'przyjaźn pomiędzy mężczyzną i kobietą
                                    to jest larwa miłości
                                    zaplecie kokon
                                    i pokaże się motylem'

                                    Piotr

                                    Piotr
                                    • Gość: Maria Re: Być może to jest prawdą IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 11.04.02, 15:59
                                      Gość portalu: Piotr* napisał(a):


                                      >
                                      > 'przyjaźn pomiędzy mężczyzną i kobietą
                                      > to jest larwa miłości
                                      > zaplecie kokon
                                      > i pokaże się motylem'
                                      >
                                      Naprawdę robi wrażenie.
                                      Wiesz, myślę, że to jednak przyjaźń(po długich przemyśleniach).Albo ma takie
                                      zasady jak Ty. Bo jak mogę mu okazać przyzwolenie? Przecież nie powiem otwarcie.
                                      Co myślisz?

                                      • Gość: Piotr* Re: Być może to jest prawdą IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.04.02, 18:15
                                        Gość portalu: Maria napisał(a):

                                        > Gość portalu: Piotr* napisał(a):
                                        >
                                        >
                                        > >
                                        > > 'przyjaźn pomiędzy mężczyzną i kobietą
                                        > > to jest larwa miłości
                                        > > zaplecie kokon
                                        > > i pokaże się motylem'
                                        > >
                                        > Naprawdę robi wrażenie.
                                        > Wiesz, myślę, że to jednak przyjaźń(po długich przemyśleniach).Albo ma takie
                                        > zasady jak Ty. Bo jak mogę mu okazać przyzwolenie? Przecież nie powiem otwarcie
                                        > .
                                        > Co myślisz?
                                        >

                                        To ,że sympatia Ci okazywana trwa tak długo
                                        i jak rozumiem nie wystąpił z konkretnymi propozycjami
                                        może świadczyć o przyjaźni,ale niekoniecznie.
                                        Argument ,że w pracy są też wolne kobiety
                                        a jednak woli Ciebie może świadczyć
                                        tak i o przyjaźni jak i o chęci romansu.
                                        Samotna kobieta przy zawieraniu znajomości z mężczyzną
                                        ma za cel doprowadzić ten związek do finału.
                                        Mieć tego mężczyznę na własność.Są od tego wyjątki ,
                                        ale jak wiesz wyjątek potwierdza regułę.
                                        Mając tego świadomość ja na jego miejscu byłbym
                                        ostrozny w okazywaniu sympatii w stosunku do tych kobiet.
                                        Ty byłabyś dla mnie bezpiecznym obiektem uczuć na boku.
                                        Mężatka z dzieckiem daje szansę na związek bez zobowiązań.
                                        Nie śpieszyłoby mi się bo i po co?Jeżeli chciałbym
                                        mieć romans na boku prowadząc równocześnie udane życie
                                        w małżeństwie , nie musiałbym się do niczego śpieszyć.
                                        Może kiedyś....
                                        Do takiej postawy też trzeba człowieka o dziwnej moralności,
                                        zapatrzonego w siebie.Musisz mieć tego świadomość.

                                        Pytałaś czy masz mu coś powiedzieć.Nie!!!
                                        Kobieta ma taki arsenał przywołujących sygnałów .
                                        Choćby prosty uśmiech.

                                        Najważniejsze jednak jest to , abyś odpowiedziała sobie na pytanie:
                                        Czego ja chcę?
                                        przyjaźni, miłości , romansu .
                                        Następnie odpowiedz sobie na pytanie:
                                        Dlaczego ja tego chcę?

                                        Piotr
                                        • Gość: Maria Re: Być może to jest prawdą IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 12.04.02, 15:32
                                          > >
                                          >
                                          > To ,że sympatia Ci okazywana trwa tak długo
                                          > i jak rozumiem nie wystąpił z konkretnymi propozycjami
                                          > może świadczyć o przyjaźni,ale niekoniecznie.
                                          > Argument ,że w pracy są też wolne kobiety
                                          > a jednak woli Ciebie może świadczyć
                                          > tak i o przyjaźni jak i o chęci romansu.
                                          > Samotna kobieta przy zawieraniu znajomości z mężczyzną
                                          > ma za cel doprowadzić ten związek do finału.
                                          > Mieć tego mężczyznę na własność.Są od tego wyjątki ,
                                          > ale jak wiesz wyjątek potwierdza regułę.
                                          > Mając tego świadomość ja na jego miejscu byłbym
                                          > ostrozny w okazywaniu sympatii w stosunku do tych kobiet.
                                          > Ty byłabyś dla mnie bezpiecznym obiektem uczuć na boku.
                                          > Mężatka z dzieckiem daje szansę na związek bez zobowiązań.
                                          > Nie śpieszyłoby mi się bo i po co?Jeżeli chciałbym
                                          > mieć romans na boku prowadząc równocześnie udane życie
                                          > w małżeństwie , nie musiałbym się do niczego śpieszyć.
                                          > Może kiedyś....
                                          > Do takiej postawy też trzeba człowieka o dziwnej moralności,
                                          > zapatrzonego w siebie.Musisz mieć tego świadomość.
                                          >
                                          > Pytałaś czy masz mu coś powiedzieć.Nie!!!
                                          > Kobieta ma taki arsenał przywołujących sygnałów .
                                          > Choćby prosty uśmiech.
                                          >
                                          > Najważniejsze jednak jest to , abyś odpowiedziała sobie na pytanie:
                                          > Czego ja chcę?
                                          > przyjaźni, miłości , romansu .
                                          > Następnie odpowiedz sobie na pytanie:
                                          > Dlaczego ja tego chcę?
                                          >
                                          > Piotr

                                          No właśnie, czego ja chcę? Wiesz, on zawsze podobał mi się. Najpierw kiedy
                                          słyszałam opinie o nim, że taki niedostępny(wierny), chciałam sama się o tym
                                          przekonać.A dalej, nim się spostrzegłam, coś do niego poczułam.
                                          Zdaję sobie sprawę z tego, że już jest żonaty po raz drugi(pierwsza rzuciła go),
                                          ma troje dzieci, dwoje prawie dorosłych, jedno w wieku szkolnym. Wiem, że drugi
                                          rozwód nie wchodzi w grę, bo wtedy (chyba?) sama myślałabym, że z nim jest coś
                                          nie tak. A poza tym, w jego wieku i nie zarabiając zbyt wiele, co miałby do
                                          zaoferowania mi, czy swojej drugiej żonie i dziecku? Ewentualnie gdzie
                                          mieszkalibyśmy i za co żyli? Chyba za dużo obydwoje stracilibyśmy. Stąd moje
                                          wcześniejsze, może za ostre stwierdzenia, dotyczące rozwodów i pieniędzy.
                                          Może uznasz, że jestem materialistką, ale w większości spraw chodzi o szarą prozę
                                          życia i nie ma co się oszukiwać.
                                          Może powiesz, że brakuje mi czegoś w małżeństwie? mam wspaniałego męża, który
                                          mnie kocha i okazuje to, wspaniałe dziecko i resztę. Mój mąż jest do tego bardzo
                                          przystojny, mądry, nic nie można mu zarzucić. A jednak... coś pociąga mnie w
                                          tamtym i sama nie wiem co.
                                          Co robić? Ciągle myślę, czy jestem dla niego ważna, i choć wiem, że tak, to mimo
                                          wszystko to pytanie nie daje mi spokoju.
                                          Pozdrawiam i czekam na odpowiedź. M.
                                          • Gość: Piotr* Re: Być może to jest prawdą IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 12.04.02, 18:44
                                            Gość portalu: Maria napisał(a):

                                            > No właśnie, czego ja chcę? Wiesz, on zawsze podobał mi się. Najpierw kiedy
                                            > słyszałam opinie o nim, że taki niedostępny(wierny), chciałam sama się o tym
                                            > przekonać.A dalej, nim się spostrzegłam, coś do niego poczułam.
                                            Zdaję sobie sprawę z tego, że już jest żonaty po raz drugi(pierwsza rzuciła go),
                                            > ma troje dzieci, dwoje prawie dorosłych, jedno w wieku szkolnym. Wiem, że drugi
                                            rozwód nie wchodzi w grę, bo wtedy (chyba?) sama myślałabym, że z nim jest coś
                                            > nie tak. A poza tym, w jego wieku i nie zarabiając zbyt wiele, co miałby do
                                            > zaoferowania mi, czy swojej drugiej żonie i dziecku? Ewentualnie gdzie
                                            > mieszkalibyśmy i za co żyli? Chyba za dużo obydwoje stracilibyśmy. Stąd moje
                                            > wcześniejsze, może za ostre stwierdzenia, dotyczące rozwodów i pieniędzy.
                                            > Może uznasz, że jestem materialistką, ale w większości spraw chodzi o szarą
                                            prozę życia i nie ma co się oszukiwać.
                                            > Może powiesz, że brakuje mi czegoś w małżeństwie? mam wspaniałego męża, który
                                            > mnie kocha i okazuje to, wspaniałe dziecko i resztę. Mój mąż jest do tego
                                            bardzo przystojny, mądry, nic nie można mu zarzucić. A jednak... coś pociąga
                                            mnie w tamtym i sama nie wiem co.
                                            > Co robić? Ciągle myślę, czy jestem dla niego ważna, i choć wiem, że tak, to
                                            mimo wszystko to pytanie nie daje mi spokoju.
                                            > Pozdrawiam i czekam na odpowiedź. M.

                                            Cześć.
                                            Miło mi się z Tobą rozmawia i tyle jest do przemyślenia.
                                            Z tego postu domyślam się ,że też parłaś w stronę bliższego poznania się
                                            z ...(jak On ma na imię?)Zafascynował Cię mit, plotka o jego wierności.
                                            To jest marzenie kobiety, mieć mężczyznę wiernego, zakochanego i zauważającego
                                            wartości jakie ona ma w sobie. Zaciekawiło Cię czy to jest prawdą i tak od słowa
                                            do słowa, od gestu do gestu stałaś się ofiarą jego uroku osobistego.
                                            Czy nie zastanowiło Cię ,że po mężczyźnie po rozwodzie raczej nie należy
                                            spodziewać się wierności? Tym bardziej , jak piszesz, że żona go rzuciła.
                                            Ale cóż, stało się. Takie są kobiety-kochliwe.

                                            Jeśli chodzi o materializm to jak najbardziej Cię rozumiem. To ja użyłem
                                            zbyt drastycznych sformułowań. Z tego co piszesz wnioskuję ,że jesteś świadoma
                                            niestałości tego związku. Choćby z przyczyn materialnych.
                                            Ponadto , wszelkie związki uczuciowe pomiędzy ludźmi z tej samej firmy,
                                            powodują pewne konsekwencje. Musisz zdać sobie sprawę , że są one 'publiczną
                                            tajemnicą'. Będziesz non stop na cenzurowanym, obserwowana i obgadywana.
                                            Jeżeli chcesz mimo to przeżyć przygodę , to miej tego świadomość. Plotki są
                                            bezlitosne i narastają jak potok po obfitych opadach. Niosą ze sobą rzeczy
                                            o których w życiu nie wiedziałaś.

                                            Pytasz się:
                                            ' Co robić? Ciągle myślę, czy jestem dla niego ważna'
                                            Dal kogo ważna? Dla męża czy (na dziś nazwijmy go) Piotra?
                                            To pytanie poprzedzasz opisem swojego małżeństwa i trudno mi wywnioskować
                                            o kogo Ci chodzi.

                                            Pisałaś wcześniej o codziennych daniach i (jak zrozumiałem) znudzeniu
                                            ich powtarzalnością. Zmień to. Przecież masz kochającego męża.
                                            Wszystko leży w sferze psychiki.
                                            Pisałem Ci ,że konsumujemy z żoną to danie na wszelkie możliwe sposoby.
                                            Dotyczy to miejsca ,czasu i sposobu.
                                            Mały przykład:
                                            głupie zakupy, nowa kiecka dla żonki ,przymierzalnia i jaj wdzięczność
                                            skonsumowana na miejscu. To się pamięta.
                                            Moim zdaniem szukasz tego dreszczyku emocji , możesz go znaleźć
                                            z zamkniętymi oczami. Nie znam Twojego męża i może się mylę.
                                            Ja nieraz mam ciągoty na widok pięknej (30-letniej) kobiety
                                            i takie kosmate myśli. Może jednak, cóż zaszkodzę i komu?
                                            Za chwilę zdaję sobie sprawę ,że takie same myśli ma moja żona
                                            i byłoby mi bardzo przykro, gdyby zdecydowała się na ten krok.
                                            Oznaczałoby to ,że niedomagam, a dla mężczyzny to jest poważna
                                            ujma honoru. Praktycznie jest po związku.
                                            Jak jest z Twoim mężem? Zdradza Cię?(nie odpowiadaj, to jest do przemyślenia)
                                            Jeżeli tak, to rzeczywiście masz prawo do rewanżu, tym bardziej
                                            że ten rewanż może sprawić Ci przyjemność.
                                            Jeżeli nie, to zastanów się jak mocno go zranisz. Przeczytaj sobie
                                            posty Wolanda, który znalazł się w tej sytuacji.
                                            Musisz sobie zdać sprawę co zyskujesz ,a co tracisz.

                                            Pozdrawiam Piotr
                                            • Gość: Maria Re: Być może to jest prawdą IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 15.04.02, 00:48

                                              >
                                              > Cześć.
                                              > Miło mi się z Tobą rozmawia i tyle jest do przemyślenia.
                                              > Z tego postu domyślam się ,że też parłaś w stronę bliższego poznania się
                                              > z ...(jak On ma na imię?)Zafascynował Cię mit, plotka o jego wierności.
                                              > To jest marzenie kobiety, mieć mężczyznę wiernego, zakochanego i zauważającego
                                              > wartości jakie ona ma w sobie. Zaciekawiło Cię czy to jest prawdą i tak od słow
                                              > a
                                              > do słowa, od gestu do gestu stałaś się ofiarą jego uroku osobistego.
                                              > Czy nie zastanowiło Cię ,że po mężczyźnie po rozwodzie raczej nie należy
                                              > spodziewać się wierności? Tym bardziej , jak piszesz, że żona go rzuciła.
                                              > Ale cóż, stało się. Takie są kobiety-kochliwe.
                                              >
                                              > Jeśli chodzi o materializm to jak najbardziej Cię rozumiem. To ja użyłem
                                              > zbyt drastycznych sformułowań. Z tego co piszesz wnioskuję ,że jesteś świadoma
                                              > niestałości tego związku. Choćby z przyczyn materialnych.
                                              > Ponadto , wszelkie związki uczuciowe pomiędzy ludźmi z tej samej firmy,
                                              > powodują pewne konsekwencje. Musisz zdać sobie sprawę , że są one 'publiczną
                                              > tajemnicą'. Będziesz non stop na cenzurowanym, obserwowana i obgadywana.
                                              > Jeżeli chcesz mimo to przeżyć przygodę , to miej tego świadomość. Plotki są
                                              > bezlitosne i narastają jak potok po obfitych opadach. Niosą ze sobą rzeczy
                                              > o których w życiu nie wiedziałaś.
                                              >
                                              > Pytasz się:
                                              > ' Co robić? Ciągle myślę, czy jestem dla niego ważna'
                                              > Dal kogo ważna? Dla męża czy (na dziś nazwijmy go) Piotra?
                                              > To pytanie poprzedzasz opisem swojego małżeństwa i trudno mi wywnioskować
                                              > o kogo Ci chodzi.
                                              >
                                              > Pisałaś wcześniej o codziennych daniach i (jak zrozumiałem) znudzeniu
                                              > ich powtarzalnością. Zmień to. Przecież masz kochającego męża.
                                              > Wszystko leży w sferze psychiki.
                                              > Pisałem Ci ,że konsumujemy z żoną to danie na wszelkie możliwe sposoby.
                                              > Dotyczy to miejsca ,czasu i sposobu.
                                              > Mały przykład:
                                              > głupie zakupy, nowa kiecka dla żonki ,przymierzalnia i jaj wdzięczność
                                              > skonsumowana na miejscu. To się pamięta.
                                              > Moim zdaniem szukasz tego dreszczyku emocji , możesz go znaleźć
                                              > z zamkniętymi oczami. Nie znam Twojego męża i może się mylę.
                                              > Ja nieraz mam ciągoty na widok pięknej (30-letniej) kobiety
                                              > i takie kosmate myśli. Może jednak, cóż zaszkodzę i komu?
                                              > Za chwilę zdaję sobie sprawę ,że takie same myśli ma moja żona
                                              > i byłoby mi bardzo przykro, gdyby zdecydowała się na ten krok.
                                              > Oznaczałoby to ,że niedomagam, a dla mężczyzny to jest poważna
                                              > ujma honoru. Praktycznie jest po związku.
                                              > Jak jest z Twoim mężem? Zdradza Cię?(nie odpowiadaj, to jest do przemyślenia)
                                              > Jeżeli tak, to rzeczywiście masz prawo do rewanżu, tym bardziej
                                              > że ten rewanż może sprawić Ci przyjemność.
                                              > Jeżeli nie, to zastanów się jak mocno go zranisz. Przeczytaj sobie
                                              > posty Wolanda, który znalazł się w tej sytuacji.
                                              > Musisz sobie zdać sprawę co zyskujesz ,a co tracisz.
                                              >
                                              > Pozdrawiam Piotr

                                              Witam,bardzo cieszę się z twojego listu.
                                              Oczywiście, że myślę czy jestem ważna dla niego, nie męża. To prawda, pracujemy
                                              razem w jednej firmie i nasze kontakty służbowe są bardzo częste. Domyślam się,
                                              że ludzie plotkują na nasz temat, ale prawdę mówiąc, nie obchodzi mnie to. Zawsze
                                              staram się, by nasi współpracownicy nie byli skrępowani tą sympatią, raczej przy
                                              nich owe gesty obracam w żart. Nigdy nie opowiadam szczegółów dotyczących nas
                                              obojga, może nie szczegóły, ale nic, co mogłoby wzbudzać ich zazdrość czy zawiść.
                                              Tak głupio się niestety składa, że ON jest w pewnym sensie moim przełożonym. Sam
                                              zatem rozumiesz, pewnych zachowań przy obcych obydwoje unikamy.
                                              Co do mojego męża... To moja wina, to ja chyba potrzebuję owego dreszczu emocji,
                                              którego przy nim nie czuję. Nie wiem, czy mnie kiedykolwiek zdradził, nie sądzę,
                                              nie mam realnych podstaw by tak myśleć, innych też nie mam. Jestem go pewna.
                                              Być może to ja nie potrafię okazywać uczuć w taki sposób w jaki to opisałeś(sklep)
                                              i w innych okolicznościach również.Może to rzeczywiście moja psyche, której
                                              niestety nie potrafię zmienić i nawet nie mam pojęcia jak.
                                              Zdaję sobie sprawę z tego, że jeśliby fakt mojej zdrady(nawet psychicznej)dotarł
                                              do niego, bardzo bym go tym zraniła, wiem, ale ów pociąg do tego drugiego jest
                                              silniejszy ode mnie, nie potrafię się opanować.Wiem, że dużo ryzykuję, ale już
                                              teraz trudno mi normalnie funkcjonować stale myśląc o tamtym. Moje myśli są stale
                                              przy nim. Nawet dziś, w drodze do Poznania...jadę i myślę non stop o nim, chwila
                                              przerwy na rozmowę z dzieckiem, mężem, i znów on...Nie potrafię się uwolnić. Cały
                                              czas wyliczam sobie jego wady i nic nie pomaga, myślę o zaletach męża, i też nic.
                                              Czy kiedykolwiek ktoś tak Cię "opętał"?
                                              Dlaczego na jego widok serce mi "wali" choć wydawać by się mogło, że tego typu
                                              sprawy mam za sobą. Dlaczego nie potrafię tego opanować?
                                              Chyba jestem wyjątkowo głupia, moja siostra powiedziała mi kiedyś, że jeśli będę
                                              szukać, to to znajdę. Tylko dlaczego wciąż czegoś szukam i po co, nie wiem.
                                              Pozdrawiam. M.
                                              • Gość: Piotr* Re: Być może to jest prawdą IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.04.02, 13:57
                                                W zasadzie już wszystko powiedziałem.
                                                Nie moją rolą jest Cię zniechęcać , ani zachęcać do jakichkolwiek kroków.
                                                Jedno tylko dodam:
                                                krodzione może i lepiej smakuje , ale nie tuczy.
                                                Na poprawienie smaku są przyprawy,nawet pikantne.
                                                Życzę Ci odnalezienia swojego szczęścia.

                                                Piotr
                                                • Gość: Maria Re: Być może to jest prawdą IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 15.04.02, 14:50
                                                  Raz jeszcze Ci dziękuję za Twój punkt widzenia. Obiecuję wszystko sobie "na
                                                  spokojnie" przemyśleć.
                                                  Pozdrawiam. M.
                                                  • Gość: Piotr* Re: Być może to jest prawdą IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.04.02, 16:32
                                                    To ja Ci dziękuję za mozliwość spojrzenia oczami kobiety
                                                    na zagadnienie pożądania.Tak wydawałoby się ,że to mężczyzna
                                                    tylko marzy o obcej kobiecie.
                                                    Będę musiał dokładniej przyjrzeć się swojej żonie.

                                                    Pozdrawiam Piotr
                                                  • Gość: Maria Re: Być może to jest prawdą IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 16.04.02, 17:20
                                                    Postanowiłam dokonać zmiany - dzisiaj złożyłam wypowiedzenie. Zostało przyjęte.
                                                    Kończę z nim i odchodzę do innej firmy od maja. Co Ty na to? Odważyłam się.
                                                    Ratuję co się jeszcze da.
                                                    Pozdrawiam. Maria
                                                  • Gość: Piotr* To nie może byc prawdą IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 16.04.02, 17:45
                                                    Piszesz serio?

                                                    Piotr
                                                  • Gość: Maria Re: To nie może byc prawdą IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 16.04.02, 17:51
                                                    Gość portalu: Piotr* napisał(a):

                                                    > Piszesz serio?
                                                    >
                                                    > Piotr

                                                    TAK, TAK, TAK!!!!!!!
                                                  • Gość: Piotr* Re: To nie może byc prawdą IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 16.04.02, 18:02
                                                    To teraz tylko weź 'interes' w swoje ręce(proszę bez domysłów)
                                                    Ustaw sprawy miłości i seksu po swojej myśli.
                                                    Ot tak egzotycznie.
                                                    Niech Twój misiek zejdzie z eukaliptusa i stanie się grizzli.

                                                    Piotr
                                                  • Gość: Maria Re: To nie może byc prawdą IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 16.04.02, 19:05
                                                    Gość portalu: Piotr* napisał(a):

                                                    > To teraz tylko weź 'interes' w swoje ręce(proszę bez domysłów)
                                                    > Ustaw sprawy miłości i seksu po swojej myśli.
                                                    > Ot tak egzotycznie.
                                                    > Niech Twój misiek zejdzie z eukaliptusa i stanie się grizzli.
                                                    >
                                                    > Piotr

                                                    Zrobiłam to już wczoraj. Muszę stwierdzić, że ZNÓW jest jak dawniej. Miałeś
                                                    rację, po co szukać tego, co już posiadamy? Szkoda, że dopiero po Twoich postach
                                                    to zrozumiałam. Ocaliłeś (?) moje małżeństwo, SERDECZNE DZIĘKI, a napewno dużo
                                                    przemyślałam. Maria
                                                  • Gość: Marek Re: To nie może byc prawdą IP: *.kielce.sdi.tpnet.pl 16.04.02, 22:38
                                                    Gość portalu: Maria napisał(a):

                                                    > Gość portalu: Piotr* napisał(a):
                                                    >
                                                    > > To teraz tylko weź 'interes' w swoje ręce(proszę bez domysłów)
                                                    > > Ustaw sprawy miłości i seksu po swojej myśli.
                                                    > > Ot tak egzotycznie.
                                                    > > Niech Twój misiek zejdzie z eukaliptusa i stanie się grizzli.
                                                    > >
                                                    > > Piotr
                                                    >
                                                    > Zrobiłam to już wczoraj. Muszę stwierdzić, że ZNÓW jest jak dawniej. Miałeś
                                                    > rację, po co szukać tego, co już posiadamy? Szkoda, że dopiero po Twoich postac
                                                    > h
                                                    > to zrozumiałam. Ocaliłeś (?) moje małżeństwo, SERDECZNE DZIĘKI, a napewno dużo
                                                    > przemyślałam. Maria
                                                    Sledze Wasza dyskusje i musze stwierdzic iz jest to sytuacja troche zenujaca On z
                                                    25 letnim stazem -Ona jeszcze niedoswiadczona, albo "jeszcze za malo" dyskusja
                                                    przez trzy -cztery dni i juz rozwiazanie ona rezygnuje z romansu "dla dobra
                                                    malzenstwa" on szczesliwy czyli heppy edd. Cala dyskusja trwa od zeszlego roku i
                                                    chyba Maria nie czytala wszystkiego od poczatku. Ja mam staz malzenski 30 lat i
                                                    wcale nie uwazam ze jest to "wyrocznia" na co sie pozuje Piotr.oczywiscie on moze
                                                    byc szczesliwy do imentu oraz znajdowac sposoby na podgrzanie zwiazku.Uwazam ze
                                                    moze to byc prawda -powiem wiecej nawet w to wierze.Jednak zycie nie jest takie
                                                    proste jak wynika z dyskusji pomiedzy Maria i Piotrem. Ja juz wczzesniej
                                                    wypowiadalem sie na tym forum (nawet podalem swoj adres mailowy) i jakby ktos
                                                    czytal wszystkie moje posty "dokladnie" moglby podjac dyskusje konstruktywna.
                                                    Moje doswiadczenie w dziedzinie "bylam kochanka lub zdradzana zona" jest o niebo
                                                    duzo wieksze od Piotra -bo ja mialem kochanke i zdradzalem zone, a Piotr uwaza ze
                                                    mozna w tej sprawie byc wyrocznia bez zadnego doswiadczenia.Oczywiscie Mario masz
                                                    prawo do wlasnej decyzji i nie ma tu znaczenia maz- bardziej terzeba sie liczyc z
                                                    dziecmi lub z dzieckiem (ile ma lub maja lat).Podejrzewam ze facet , ktory ma
                                                    rodzine nie bedzie chcial dla romansu zrezygnowac dla Ciebie z ukladu w jakim sie
                                                    znajduje -tym bardziej ze nie jest w tej dziedzini nowicjuszem. To nie oznacza ze
                                                    taki romans jest "bez sensu".Jesli dwie strony potrawia uzgodnic warunki
                                                    "kontraktu" to nie widze problemu.
                                                  • Gość: Piotr* Bo życie jest proste IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 17.04.02, 05:31
                                                    tylko ludzie nie potrafią z tego skorzystać.
                                                    Jak już mnie głosisz wyrocznią to chętnie ogłoszę tak banalną prawdę.

                                                    Jeśli chodzi o rozmowę z Marią to nie czuję się godny takiego nazwania.
                                                    Wszystko co pisałem to był mój pogląd na sprawę,
                                                    moje odczucia i przedstwiałem je szczerze.Cieszę się ,że mogłem skorzystać
                                                    z jej punktu widzenia i zaglądnąć w głąb duszy kobiecej.
                                                    Owszem ,jestem ze stażem 25-letnim ,ale nie mogę się nazwać doświadczonym w
                                                    temacie zdrady.Mam je zerowe.
                                                    Jednak czy trudno sobie wyobrazić konsekwencje?
                                                    Właśnie ta wyobraźnia jest dodatkowym czynnikiem powstrzymujacym
                                                    mnie przed dokonaniem tego kroku.
                                                    Cieszę się ,że przyłączyłeś się z głosem doświadczonego w tym temacie
                                                    i teraz Maria ma jakiś wybór postaw.


                                                    Piszesz:.
                                                    To nie oznacza ze taki romans jest "bez sensu".Jesli dwie strony potrawia
                                                    uzgodnic warunki "kontraktu" to nie widze problemu.

                                                    Jak mam romans traktować jako 'kontrakt' , to wybacz wolę burdel,
                                                    płacę i wymagam.





                                                    Jeśli chodzi o wyrocznie to Ty kreujesz się na wyrocznię tego wątku.
                                                    Po pierwsze nie wymagaj , aby ktoś przychodzący tu czytał wszytko
                                                    od początku.Nie ma takiego obowiązku.
                                                    Chciałem Ci wobec tego przypomnieć zadane pytanie , na które mi nie
                                                    odpowiedziałeś:
                                                    Dla przypomnienia cytuję wątki:

                                                    ----------------------------------------------------------------------------
                                                    Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną?Do Piotr Autor: Gość portalu: Marek
                                                    Data: 29-12-2001 22:51 adres: *.kielce.sdi.tpnet.pl

                                                    Poniewaz sledze cala dyskusje od poczatku uwazam ze ty Piotrze masz swoj
                                                    specyficzny punkt widzenia (do dyskusji wlaczyles sie dosc pozno) i nie na
                                                    temat (nie zdradziles swojej zony) wiec mozesz zabierac glos jako kaznodzieja
                                                    (chodzi o gloszenie prawdy bozej) to nie oznacza ze jestes gorszy.Ja zdradzilem
                                                    pozniej od ciebie bo dopiero po 19 latach malzenstwa (co nie oznacza ze
                                                    wczesniej nie mialem "grzesznych mysli") i nie zrobilerm tego bez powodu i na
                                                    zasadzie "okazji" moja potencjalna "kochanka" wiedziala wczesniej ze jestem
                                                    zonaty i nie zamierzam sie z nia wiazac na stale.Ja na kobiete swojego
                                                    zycia trafilem tez odrazu, lecz ona nie chciala (poza romansem) byc ze mna na
                                                    stale (miala dlugoletniego nazeczonego) ozenilem sie z rozsadku (a w zasadzie z
                                                    checi bycia ojcem syna) staralem sie od poczatku traktowac swoj zwiazek bardzo
                                                    powaznie, lecz w trakcie nie wychodzilo tak jak chcialem. Wiec przez caly
                                                    czas balansowalem na krawedzi wlasnego "ja" i poczucia obowiazku (syn byl dla
                                                    mnie najwazniejszy) potem w ramach "dobrej woli" (caly czas uwazalem ze moja
                                                    prawdziwa milosc jest juz stracona-byla mezatka i miala dziecko) chcialem miec
                                                    nastepne dziecko (tez syn). W sumie jednak okazalo sie ze nie
                                                    ma to wplywu na nasze wzajemne stosunki (poprawne,lecz raczej chlodne), gdyz
                                                    jak twierdzila od 3-ch lat po slubie mam same wady i zadnych zalet. Nie bede
                                                    pisal calego zyciorysu, lecz dodam jdynie iz moja pierwsza milosc zostala w
                                                    miedzyczasie wdowa i znowu nawiazalismy ze soba kontakt (stad moje
                                                    pytania -na temat kto jest kochanka).Pozdrowienia dla Wszystkich-Marek


                                                    Re: Do Marka i wszystkich Autor: Gość portalu: Piotr*
                                                    Data: 30-12-2001 12:12 adres: *.wroclaw.dialog.net.pl



                                                    Po prostu wszedłem i ogłosiłem.Chciałem się dowiedzieć czy jestem takim
                                                    wyjątkiem.Nie chcę uchodzić za kaznodzieję i nie potępiam w czambuł zdrady ,
                                                    nazwijmy ją miłością do kogo innego niż myśleliśmy na początku.
                                                    Cóż człowiek może wiedzieć o partnerze tak naprawdę nie znając go i będąc do
                                                    tego młodym i głupim.Nagle okazuje się ,że to nie tak jakby się chciało ,że z
                                                    partnerką dzieje się coś złego, zmienia się nie w tym kierunku o którym
                                                    myśleliśmy.Każdy ma grzeszne myśli (nawet taki kaznodzieja jak ja) i jeżeli
                                                    przyjdą one w odpowiedniej chwili , to na pewno je zrealizujemy.

                                                    Jeśli chodzi o mnie , to nie miałem powodów ,żeby to zrobić , a sama chęć
                                                    zaspokojenia nie jest powodem , tym bardziej , że z żoną zaspokajamy się w
                                                    sposób zupełny.Wystarczy mi te kilka przygód sprzed znajomości z Tą Jedyną.


                                                    W tym momencie rodzi się pytanie które zadałeś :
                                                    kto jest zdradzany -żona czy kochanka (mąż czy kochanek)?
                                                    oraz , które ja zadałem :
                                                    czy kochanka jest gotowa do zaakceptowania układu w jakim sama uczestniczyła,
                                                    w momencie przejęcia partnera (przypadek RUSKIEJ)?
                                                    (pytanie dotyczy również kochanka)


                                                    Uczciwe postawienie sprawy , na co może liczyć druga strona w pozamałżeńskim
                                                    związku (tak jak to ty zrobiłeś), uważam za bardzo słuszne.Też tak zrobię jak
                                                    mi się przydaży

                                                    Chciałbym usłyszeć odpowiedzi na te pytania od forumowiczów z doświadczeniami.


                                                    Pozdrawiam Piotr



                                                    -----------------------------------------------------------

                                                    Marku , swoim postem sprzd kilku miesięcy poświadczyłeś moją wyrocznię że życie
                                                    jest proste,tylko ludzie je sobie komplikują.

                                                    Pozdrawiam Piotr
                                                  • Gość: Marek Re: Bo życie jest proste IP: *.kielce.sdi.tpnet.pl 17.04.02, 11:58
                                                    Piszac o kontrakcie (slowo to umiescilem celowo w cudzyslowie) mialem na mysli
                                                    ramowe okreslenie zasad na jakich mialby dany romans istniec.Ten kontrakt
                                                    trzeba zawrzec przed romansem tak aby pozniej nie bylo wiekszych rozczarowan z
                                                    obu stron.Dla mnie romans to nie tylko seks (bo wtedy rzeczywiscie wystarczy
                                                    burdel)to rowniez zwiazek "duchowy'w zakresie tych dziedzin ktorych niedosyt
                                                    wystepuje w aktualnych zwiazkach partnerow romansu.Poniwaz druga strona moze
                                                    miec inne spojrzenie na zycie oraz oczekiwac w konkretnym romansie czego innego
                                                    -zanim sie on rozwinie trzeba to jednak wspolnie uzgodnic (czyli zawrzec
                                                    "kontrakt").Zdaje sobie sprawe ze z czasem moze wszystko wymknac sie z pod
                                                    kontroli (zaistnienie uczucia) lecz wtedy taki kontrakt daje mozliwosc
                                                    wycofania sie z romansu w sposob w miare "uczciwy" kazdej ze stron. Oczywiscie
                                                    zupelnie bez "bolu'nie da sie takiego zwiazku zakonczyc.Ja uwazam iz romans
                                                    trwa do momentu przeksztalcenia sie w trwaly zwiazek tzn kiedy dwoje ludzi
                                                    zamieszka ze soba na stale (nie musi to byc formalnie zalegalizowane-malzenstwo)
                                                    Pozdrawiam Marek
                                                  • Gość: Maria Re: Bo życie jest proste IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 17.04.02, 17:02
                                                    Moi drodzy, toczycie czysto akademickie dysputy.
                                                    A ja po prostu chcę spokojnie żyć, spokojnie wracać do domu i nie myśleć o
                                                    humorach tego drugiego, nie myśleć co chciał powiedzieć i dlaczego zachował się
                                                    tak a nie inaczej. Jestem już tym zmęczona. Moje dziecko, które ma 4 lata,
                                                    pewnie też woli spokojną mamę, nie zestresowaną. Chcę żyć jak moje koleżanki.
                                                    A poza tym, skoro mam okazję na o wiele lepiej płatną pracę, dlaczego nie
                                                    skorzystać? Zrobiłam już to. A on pewnie kiedyś sam by odszedł, czy nie
                                                    cierpiałabym, gdyby mi nie przeszło? Dlatego wolałam sama zrobić to, co mogłoby
                                                    się stać.Egoizm? nie chcę bólu.
                                                    Piotr w pewnym sensie uświadomił mi nieuchronność tych zdarzeń. Może boję się
                                                    ryzyka? A może jestem "za stara" na zmiany.
                                                    Chcę NAPRAWDĘ ratować to co mam.
                                                    Pozdrawiam.
                                                    Maria
                                                  • Gość: Piotr* Re: Bo życie jest proste IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 17.04.02, 21:43
                                                    Mario, jeśli chodzi o romanse , rzeczywiście jest to z mojej strony czysto
                                                    akademicka dyskusja. Doświadczenie i praktyczne podejście mam w stałym
                                                    związku i z tej perspektywy widzę problemy zdrady.

                                                    Marku.
                                                    Sprawę romansu rozumiem całkiem inaczej. Zgadzam się z pobudkami jakie nas
                                                    pchają do szukania brakującego uczucia w innym związku.
                                                    Przedstawiona przez Ciebie kolejność przeczy sensowi romansu. Jak można
                                                    przed romansem ustalać zasady kontraktu. Jeszcze nie wiadomo czy to jest
                                                    romans a już ustalamy zasady? Takie czyste wyrachowanie zabija uczucie.
                                                    Piszesz ,że z czasem może to wymknąć się spod kontroli i zaistnieć uczucie.
                                                    Wtedy (po zaistnieniu uczucia) bazując na wcześniejszym kontrakcie ,
                                                    możemy zakończyć romans.
                                                    Zakończyć? Wtedy jak on prawdziwie się zaczyna?
                                                    Według mojego rozumienia i wyobrażeń o romansie jaki mógłbym przeżyć,
                                                    to najpierw musi być uczucie, budowane często przez długi okres czasu.
                                                    To właśnie zauroczenie i brak uczucia w aktualnym związku może nas pchnąć do
                                                    rozpoczęcia romansu. Ten kontrakt można ustalić mimochodem, czasami bez słów.
                                                    To wszystko zależy od intencji jakimi kierują się strony romansu.
                                                    Jednak przede wszystkim uczucie.

                                                    Romans nie kończy się z momentem przekształcenia się w stały związek.
                                                    Tu może dopiero rozkwitnąć. Czy podtrzymywanie uczucia jest możliwe
                                                    tylko metodą 'ukradkową'? Dopiero w stałym związku jest pole do popisu.
                                                    Wiesz ,romans krótkotrwały ma to do siebie , że wszelkie rozterki życia
                                                    pozostawiasz przed drzwiami partnerki , a do niej wchodzisz radosny
                                                    i optymistycznie nastawiony. To nie jest sztuka utrzymać taki romans.
                                                    Romansuj z żoną , tak aby po 25 latach wspólnego życia powiedziała Ci
                                                    że nie widzi poza Tobą świata.

                                                    Piotr
                                                  • Gość: Marek Re: Bo życie jest proste IP: *.kielce.sdi.tpnet.pl 18.04.02, 19:45
                                                    Gość portalu: Piotr* napisał(a):

                                                    > Marku.
                                                    > Sprawę romansu rozumiem całkiem inaczej. Zgadzam się z pobudkami jakie nas
                                                    > pchają do szukania brakującego uczucia w innym związku.
                                                    > Przedstawiona przez Ciebie kolejność przeczy sensowi romansu. Jak można
                                                    > przed romansem ustalać zasady kontraktu. Jeszcze nie wiadomo czy to jest
                                                    > romans a już ustalamy zasady? Takie czyste wyrachowanie zabija uczucie.
                                                    > Piszesz ,że z czasem może to wymknąć się spod kontroli i zaistnieć uczucie.
                                                    > Wtedy (po zaistnieniu uczucia) bazując na wcześniejszym kontrakcie ,
                                                    > możemy zakończyć romans.
                                                    > Zakończyć? Wtedy jak on prawdziwie się zaczyna?
                                                    > Według mojego rozumienia i wyobrażeń o romansie jaki mógłbym przeżyć,
                                                    > to najpierw musi być uczucie, budowane często przez długi okres czasu.
                                                    > To właśnie zauroczenie i brak uczucia w aktualnym związku może nas pchnąć do
                                                    > rozpoczęcia romansu. Ten kontrakt można ustalić mimochodem, czasami bez słów.
                                                    > To wszystko zależy od intencji jakimi kierują się strony romansu.
                                                    > Jednak przede wszystkim uczucie.
                                                    Generalnie zgadzam sie z Toba lecz dla pelnej jasnosci trzeba przyjac wspolna
                                                    terminologie w zakresie omawianych pojec, gdyz to samo nie znaczy tak
                                                    samo.Oczywiscie romans nie spada na nas nagle poprzedza go flirt ktory moze trwac
                                                    dosc dlugo i jest to najodpowiedniejszy okres na poznanie sie wzajemne, a wiec i
                                                    na przedstawienie okreslonych zasad jakich sie oczekuje od "idealu" oraz zakresu
                                                    do jakiego stopnia moze sie dana znajomosc posunac.Wszystko to w konwencji
                                                    "hipotetycznych sytacji" np.-jak ja bym byl z Toba to...- pod warunkiem
                                                    oczywiscie ze to co mowie odpowiada prawdzie i tak w ciagu okreslonego czasu
                                                    powstaje kontrakt.W okresie flirtu trudno jeszcze mowic o uczuciu -czyli
                                                    dzialaniu emocji- wiec nie mozna tez mowic o wyrachowaniu. W wypadku gdy warunki
                                                    kontraktu nie odpowiadaja drugiej stronie bez szkody dla swojej psychiki moze sie
                                                    wycofac i romansu nie bedzie, nie bedzie tez rozczarowan, itp. Osobnym pojeciem
                                                    jest "podryw" gdzie jedynym celem jest lozko lecz w tym przypadku nie mozna mowic
                                                    o zadnym kontrakcie opartym o prawde, gdyz glowny cel w wiekszosci wypadkow nie
                                                    bedzie zrealizowany.W wypadku podrywu z reguly nie podaje sie zadnej prawdy,gdyz
                                                    do osiagniecia efektu koncowago lepiej pasuje klamstwo, polprawda,itp.W wypadku
                                                    gdy podryw przksztalci sie w romans (czasami tak bywa) to naogol konczy sie to
                                                    niezbyt szczesliwie (dla kobiety) i ludzie sie rozstaja w zalu i z wzajemnymi
                                                    pretensjami.Jest jeszcze jedna sytuacja ktora moze przeksztalcic sie w romans a
                                                    mianowicie z poznana w sprzyjajacych okolicznosciach (wczasy, kursy, sympozja,
                                                    itp)kobieta idzie sie do lozka (spontanicznie), taka znajomosc tez moze
                                                    przerodzic sie w romans i tu kontrakt powinien zostac zawarty przed "drugim
                                                    razem" tak aby wszystko bylo jasne.
                                                    > Romans nie kończy się z momentem przekształcenia się w stały związek.
                                                    > Tu może dopiero rozkwitnąć. Czy podtrzymywanie uczucia jest możliwe
                                                    > tylko metodą 'ukradkową'? Dopiero w stałym związku jest pole do popisu.
                                                    > Wiesz ,romans krótkotrwały ma to do siebie , że wszelkie rozterki życia
                                                    > pozostawiasz przed drzwiami partnerki , a do niej wchodzisz radosny
                                                    > i optymistycznie nastawiony. To nie jest sztuka utrzymać taki romans.
                                                    > Romansuj z żoną , tak aby po 25 latach wspólnego życia powiedziała Ci
                                                    > że nie widzi poza Tobą świata.
                                                    >
                                                    > Piotr
                                                    Dalej twierdze ze romans, konczy sie z chwila wspolnego zamieszkania w celu -
                                                    bycia ze soba do konca zycia- Wspolne zycie w 70% opiera sie na tzw sprawach
                                                    bytowych, a te niestety nie sprzejaja zadnym zwiazka.Bardziej obrazowo -romans
                                                    jest jak poezja- a trwaly zwiazek -to proza- .Mozna oczywiscie w tej prozie
                                                    znalezc mniej lub wiecej poezji jednak proza zawsze ja przebije.
                                                    PS Dzisiaj juz wyslalem jeden list na ten temat, ale nie przeszedl wiec pisze
                                                    jeszcze raz. Moze sie okazac iz beda dwa listy
                                                    Marek
                                                  • Gość: Piotr* Re: Bo życie jest proste IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 18.04.02, 20:28
                                                    Przeczytałem i jutro przeczytam jeszcze raz.
                                                    Odpowiem.

                                                    Piotr
                                                  • Gość: Piotr* To jest prawdą IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 16.04.02, 17:50
                                                    To powiem Ci jeszcze coś.
                                                    Moi synowie maja sympatie (dość powazne albo bardziej) w Poznaniu.

                                                    Piotr
                              • Gość: Andrzej Re: Być może to jest prawdą IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 15.04.02, 19:03
                                Gość portalu: Maria napisał(a):

                                > Bardzo dziękuję za Twój punkt widzenia. Mój problem polega na tym, że prócz
                                > tego iż on jest starszy o 17 lat, to na dodatek jego żona jest od niego młodsza
                                >
                                > o 10 lat i jest po prostu piękna. Czyżby to było jednak coś innego? Co mam
                                > myśleć - wczoraj myślał, że mam zły humor a dziś dostałam od niego
                                > czekoladę "na osłodę". Może to głupie, ale takich różnych przypadków zdarza się
                                >
                                > sporo i to od 1,5 roku. Zwykłej koleżance chyba nie robi się drobnych
                                > niespodzianek.
                                > Pozdrawiam.

                                Jeśli mogę wtrącić się do Waszej dyskusji to przedstawię swoje zdanie na temat
                                przypadku: romansów w pracy.

                                Sądzę, iż mężczyzna jest zdobywcą a kobieta raczej zdobywaną.
                                Romanse, a szczególnie w pracy mają dla mężczyzny zamężnego w wieku ok 50 lat,
                                rodzaj ciekawego dodatku do swojego życia, niż formy która miałyby przyjąć
                                poważną postać.
                                I sądzę, że należy ją tak traktować.
                                Z mojego doświadczenia wiem, że dłuższe angażowanie się w takie związki
                                którejkolwiek ze stron, doprowadza do sromotnej porażki obu osób .

                                pozdrawiam
                                Andrzej

                                • Gość: Marek Re: Być może to jest prawdą IP: *.kielce.sdi.tpnet.pl 16.04.02, 22:55
                                  Gość portalu: Andrzej napisał(a):

                                  > Gość portalu: Maria napisał(a):
                                  >
                                  > > Bardzo dziękuję za Twój punkt widzenia. Mój problem polega na tym, że próc
                                  > z
                                  > > tego iż on jest starszy o 17 lat, to na dodatek jego żona jest od niego mł
                                  > odsza
                                  > >
                                  > > o 10 lat i jest po prostu piękna. Czyżby to było jednak coś innego? Co mam
                                  >
                                  > > myśleć - wczoraj myślał, że mam zły humor a dziś dostałam od niego
                                  > > czekoladę "na osłodę". Może to głupie, ale takich różnych przypadków zdarz
                                  > a się
                                  > >
                                  > > sporo i to od 1,5 roku. Zwykłej koleżance chyba nie robi się drobnych
                                  > > niespodzianek.
                                  > > Pozdrawiam.
                                  >
                                  > Jeśli mogę wtrącić się do Waszej dyskusji to przedstawię swoje zdanie na temat
                                  > przypadku: romansów w pracy.
                                  >
                                  > Sądzę, iż mężczyzna jest zdobywcą a kobieta raczej zdobywaną.
                                  > Romanse, a szczególnie w pracy mają dla mężczyzny zamężnego w wieku ok 50 lat,
                                  > rodzaj ciekawego dodatku do swojego życia, niż formy która miałyby przyjąć
                                  > poważną postać.
                                  > I sądzę, że należy ją tak traktować.
                                  > Z mojego doświadczenia wiem, że dłuższe angażowanie się w takie związki
                                  > którejkolwiek ze stron, doprowadza do sromotnej porażki obu osób .
                                  >
                                  > pozdrawiam
                                  > Andrzej
                                  >
                                  przy prawdzie nie ma mowy o porazce obie strony wiedzialy czego chca. Jesli facet
                                  klamie (a tak jest najczesciej ) to wtedy powstaje problem. Wierze jednak w
                                  "zdolnosc" odbierania prawdziwych intencji przez kobiety.Natomiast w wypadku
                                  odbioru slow jako czystej prawdy -swiadczy to zle tylko o kobiecie.Faceci maja
                                  tendencje do "koloryzowania" i "pietrzenia trudnosci", itp.
                                • Gość: Piotr* Re: Być może to jest prawdą IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 18.04.02, 19:21
                                  Dzięki za wspierający moje obserwacje głos
                                  człowieka mogącego powołać sie na doświadczenie.

                                  Piotr
                                  • Gość: Maria Re: Być może to jest prawdą IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 18.04.02, 19:50
                                    Dziś wzięłam zaległy urlop, siedzę w domu i myślę.
                                    Postanowiłam wszystko zmienić.
                                    Ale czy uda mi się?
                                    Obym nie myślała do końca kwietnia.
                                    Trzymajcie za mnie kciuki.
                                    Łączę pozdrowienia.
                                    Maria
                                    • Gość: Piotr* Trzymam kciuki IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 18.04.02, 20:24
                                      Powodzenia Mario (Marysiu)

                                      Piotr
    • Gość: Pik Zdradzałem IP: *.imgw.pl 03.04.02, 15:05
      Co prawda pytanie bylo inne ale ten aspekt chyba też warto przedstawić.
      Zdradzałem bo moją kochankę kochałem szczerze. Wcale nie jestm z tego dumny. Po
      prostu nie wszyskim życie układa się tak jak by chcieli.
      Po trzech latach zblizeń i oddaleń rozstaliśmy się chyba na dobre. Tzn Ona
      odeszła, bo ja nie potrafiłem się na to zdobyć (bycie razem było niemożiwe z
      powodów, powiedzmy światopoglądowych - Jej). Ogromnie za nią tesknię bo jest
      osobą o fascynującej osobowości. Dałbym wiele żeby móc cofnąć czas i wszystko
      co było zamienić na przyjaźń (tylko czy z takim, wspólnym bagazem doświadczeń
      jest to możliwe).
      Zdrada nie zawsze spływa po facetach bez śladu, czasem w skutkach jest b.bolesna
      (nawet jeśli nigdy i nikt się o niej nie dowie). Jesli kochanka okaże się
      miłością życia skutecznie leczy z chęci nastepnych zdrad.
      Wiem, ze nikogo wspanialszego już nie spotkam.
      • Gość: Woland Re: Zdradzałem IP: *.acn.pl / 10.135.129.* 03.04.02, 23:35
        Masz rację i jednocześnie jej nie masz. To prawda,że taka zdrada zostawia ślady
        na całe życie. Tak. Ale zapomniałeś dodać, że zostawia i pustkę. Masz już coraz
        mniej do powiedzenia osobie, z którą jesteś. Celowo tak piszę bezosobowo, bo
        tyczy się to również kobiet. Zaczynacie żyć obok siebie i ta niegdyś kochana
        żona czy maż spda do roli jeszcze jednego mebla w bardzo i tak chłodnym
        domu...I tak niszczycie siebie nawzajem. Chyba, że ta druga strona zrozumie i
        odejdzie. Ja odszedłem.
        • Gość: Piotr* Woland ma rację IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 05.04.02, 15:56
          Gość portalu: Woland napisał(a):

          > Masz rację i jednocześnie jej nie masz. To prawda,że taka zdrada zostawia ślady
          > na całe życie. Tak. Ale zapomniałeś dodać, że zostawia i pustkę. Masz już coraz
          > mniej do powiedzenia osobie, z którą jesteś. Celowo tak piszę bezosobowo, bo
          > tyczy się to również kobiet. Zaczynacie żyć obok siebie i ta niegdyś kochana
          > żona czy maż spda do roli jeszcze jednego mebla w bardzo i tak chłodnym
          > domu...I tak niszczycie siebie nawzajem. Chyba, że ta druga strona zrozumie i
          > odejdzie. Ja odszedłem.

          Na szczęście mogę sobie to tylko wyobrazić.

          Piotr
      • Gość: Annka Re: Zdradzałem IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 04.04.02, 12:58
        Gość portalu: Pik napisał(a):


        > odeszła, bo ja nie potrafiłem się na to zdobyć (bycie razem było niemożiwe z
        > powodów, powiedzmy światopoglądowych - Jej).

        nie rozumiem nie potrafiłeś się zdobyć na odejście od niej czy od żony , którą
        pewnie też kochałeś szczerze :))
        jej światopogląd nie pozwalał jej być z Tobą, ale nie przeszkadzał być kochanką!!!

        > Wiem, ze nikogo wspanialszego już nie spotkam.

        takie wspaniałe i wspaniali są najgorsi - namieszają w życiu człowieka, zniszczą
        rodzinę, a jak im się znudzi to zasłaniają się wyższymi wartościami - obłuda


      • chatka_puchatka Re: Zdradzałem 06.04.02, 09:38
        Gość portalu: Pik napisał(a):

        > Co prawda pytanie bylo inne ale ten aspekt chyba też warto przedstawić.
        > Zdradzałem bo moją kochankę kochałem szczerze. Wcale nie jestm z tego dumny. Po
        >
        > prostu nie wszyskim życie układa się tak jak by chcieli.
        > Po trzech latach zblizeń i oddaleń rozstaliśmy się chyba na dobre. Tzn Ona
        > odeszła, bo ja nie potrafiłem się na to zdobyć (bycie razem było niemożiwe z
        > powodów, powiedzmy światopoglądowych - Jej). Ogromnie za nią tesknię bo jest
        > osobą o fascynującej osobowości. Dałbym wiele żeby móc cofnąć czas i wszystko
        > co było zamienić na przyjaźń (tylko czy z takim, wspólnym bagazem doświadczeń
        > jest to możliwe).
        > Zdrada nie zawsze spływa po facetach bez śladu, czasem w skutkach jest b.bolesn
        > a
        > (nawet jeśli nigdy i nikt się o niej nie dowie). Jesli kochanka okaże się
        > miłością życia skutecznie leczy z chęci nastepnych zdrad.
        > Wiem, ze nikogo wspanialszego już nie spotkam.

        Wydaje mi sie ze tak naprawde to mezczyzni sami nie wiedza czego i kogo chca.
        Nalezy byc konsekwentnym - skoro tak bardzo kocha sie ta druga - "szczere
        uczucie,milosc zycia" to po czy nie lepiej zaczac wszystko od nowa z ta
        ukochana? A moze jest tak, ze po prostu wygodniej jest sie dowartosciowywac
        kosztem uczucia rzekomej ukochanej - majac pewnosc ze nieukochana, nic
        nie wiedzaca zona jest w domu i czeka z kolacja? Przeciez Ona (rzekoma ukochana)
        tez jest czlowiekiem i tez ma uczucia, nawet jesli wszyscy ucziwi i bezgrzeszni
        obroncy domowego ogniska zwalaja wszystko na nia - no bo po co kusila, po co
        uwiesila sie na zonatym facecie (ktory rzecz jasna byl nieswiadomy i z pewnoscia
        zmuszony przez nia do zdradzenia malzonki).Piszesz ze za nia teskisz - no to bylo
        sie rozwiesc z zona i byc z Nia - skoro ja tak kochasz..nie narzekaj teraz i nie
        plec bzdur o przyjazni. A moze po prostu ona nie wytrzymala twojego
        niezdecydowania, moze stwierdzila (najprawdopodobniej zupelnie slusznie) ze
        jestes tak slaby, ze bedziesz wolal tkwic w klamstwie zaslaniajac
        sie dobrem rodziny, dzieci..itd. A moze wcale tak naprawde jej nie kochales,
        tylko na poczatku pomyslales sobie ze to przeciez nic powaznego, zona i tak sie
        nie dowie a potem to juz poszlo z rozpedu, uwiklales sie...itd. Wydaje mi sie ze
        ze strony mezczyzn to po prostu wygodnictwo i tchorzostwo, oraz brak myslenia o
        konsekwencjach, a kobiety sa po prostu zbyt naiwne (zarowno zony jak i te
        trzecie).A nalatwiej jest gadac potem o obowiazkach wzgledem rodziny....itd.
        Dodam, ze moi rodzice rozstali sie z powodu "tej trzeciej" - chociaz ich
        malzenstwo i tak nie rokowalo nadziei na przetrwanie - i wcale mnie to nie
        spaczylo, i bzdura jest twierdzenie ze nalezy wszystko robic dla dobra dzieci.
        Dla dziecka wazny jest fakt, ze ten ktos o nim pamieta, ze mozna zawsze do niego
        zadzwonic, porozmawiac, miec oparcie ..itd, a nie to z kim tatus teraz zyje.
        A zdrady nie usprawiedliwiam, ani u mezczyzy ani u kobiety - tylko trzeba potem
        umiec zachowac twarz i zdobyc sie na troche odwagi - zle mi z toba, poznalem
        kogos innego, rozstanmy sie jak ludzie, a nie miotac sie i zatruwac siebie i
        innych. A nawet jak sie zerwie (bez anonsowania zdrady swojej zonie lub mezowi)
        to slad i tak pozostaje. Czyli najlepiej jest nie zdradzac, a jak juz to robic
        to ne jojczyc tylko ponosic kosekwencje.
        • Gość: dag Re: Zdradzałem IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 06.04.02, 16:05
          chatka_puchatka napisał(a):



          >
          > Wydaje mi sie ze tak naprawde to mezczyzni sami nie wiedza czego i kogo chca.
          > Nalezy byc konsekwentnym - skoro tak bardzo kocha sie ta druga - "szczere
          > uczucie,milosc zycia" to po czy nie lepiej zaczac wszystko od nowa z ta
          > ukochana? A moze jest tak, ze po prostu wygodniej jest sie dowartosciowywac
          > kosztem uczucia rzekomej ukochanej - majac pewnosc ze nieukochana, nic
          > nie wiedzaca zona jest w domu i czeka z kolacja? Przeciez Ona (rzekoma ukochana
          > )
          > tez jest czlowiekiem i tez ma uczucia, nawet jesli wszyscy ucziwi i bezgrzeszni
          >
          > obroncy domowego ogniska zwalaja wszystko na nia

          Myślę, że w tej wypowiedzi jest bardzo dużo prawdy.
          Facet na którym mi zależy na początku zbierał wywiad typu - czy mój mąż jest
          zazdrosny itp. Sam poinformował mnie, że jego żona jest o niego bardzo zazdrosna,
          że gdyby nas razem zobaczyła mogłaby mu "zrobic scenę" a mnie coś niemiłego
          powiedzieć.A po roku "niewinnego podrywania" mówi, że gdyby spotkał mnie
          wcześniej, jego życie potoczyłoby się inaczej...Szkoda, że nigdy przedtem nie
          przyszło mu do głowy, że robi mi tym jakąś nadzieję, choć teraz sama nie wiem na
          co i czy to była w ogóle nadzieja, czy tylko flirt bez żadnych szans na
          przyszłość.Wystarczy, że namotał mi w głowie, bo cały czas o nim myślę, i ciężko
          mi być z mężem i dzieckiem, gdy całe moje JA jest przy nim.
          A może tylko dowartościował się moim kosztem. Jest starszy o 16 lat.






    • Gość: Aśka DLACZEGO? IP: *.pai.net.pl 04.04.02, 21:51
      Dlaczego nie pielęgnujecie swoich małżeństw? Dlaczego przestajecie zabiegać o
      siebie nawzajem? Kiedy ostatni raz kupiłaś tak zupełnie bez okazji drobny
      prezent mężowi? Czy kiedykolwiek przyjechałeś wcześniej z pracy, żeby zrobić
      niespodziankę żonie i ugotować obiad? Kiedy ostatni raz ze sobą rozmawialiście?
      Dlaczego się odwracasz, gdy ona mówi o swoich problemach? Dlaczego go nie
      chwalisz za osiągnięcia w pracy? Dlaczego nie zrobicie czegoś szalonego, tak
      jak to robiliście na początku znajomości? A kiedy ostatnio powiedzieliście
      sobie coś miłego? Dlaczego nie stworzycie z Waszego domu miejsca pełnego
      ciepła, miłości i zrozumienia, do którego wraca się jak na skrzydłach po
      trudach dnia?
      • Gość: mariola Re: DLACZEGO? IP: *.proxy.aol.com 04.04.02, 22:38
        Widzisz Asiu, mowisz teraz o wiele rozsadniej niz wyzej. Dlaczego to wszystko
        sie nie dzieje? Bo wlele kobiet wychodzi za maz, zeby sie urzadzic, choc zadna
        sie do tego nie przyzna. Wielu mezczyzn zeni sie, bo juz bylby czas a wielu
        wpada w sidla tych panienek chetnych urzadzenia sie. I potem jest ten drugi
        juz "moj-moja", obraczka na palcu i koniec. Niewiele jest takich ludzi, dla
        ktorych to dopiero jest poczatek dalekiej i zmudnej drogi. Wielu z nich
        dorasta, dojrzewa po drodze i okazuje sie, ze to jednak nie jest to. Bo z milej
        dziewczyny zrobila sie baba zajeta tylko pucowaniem. A z przemilego chlopaka
        mruk siedzacy przed TV z flacha piwa. I przychodzi ktos inny i znowu jest
        kolorowo i pieknie. I czy to jest naprawde tylko wina zdaradzajacego, lub
        kochanki? Czy ta twoja przyjaciolka, ktora tak szalala, bo ja maz zdradzil nie
        ponosi zadnej winy?? I dlaczego winy?? I za co winic? za szukanie szczescia? za
        szukanie milosci? za chec bycia waznym i docenianym? Ja nie potepiam nikogo i
        za nic. Do zdrady potrzeba dwoje ludzi. I nikt nikogo nie zmusza i nie gwalci.
        I nie rozumiem, czemu sie zawsze wini kobiete?? mezczyzne sie jakos
        usprawiedliwia.
    • female Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? 10.04.02, 12:21
      Jakiś rok temu odkryłam potęgę internetu.Poznawałam właśnie nowy program, gdy
      poznałam Jego.Na poczatku były przypadkowe internetowe spotkania. Potem coraz
      częściej.Wielogodzinne rozmowy przez telefon...Dziesiątki SMSów.I nawet nie
      zauważyłam, gdy zakochałam się...On czuł to samo.Spotkaliśmy się i było
      wspaniale.Obcowanie z Nim było najcudowniejszą rzeczą na świecie.Poczułam, że
      kocham i jestem kochana, jak nikt na świecie.Rozumieliśmy się bez słów.
      Ale... oboje mieliśmy rodziny.
      Wprawdzie w tych wieloletnich zwiazkach nie było miłości, ale mieliśmy dzieci...
      Spotykalismy się sporadyczne, ponieważ tryb naszej pracy nie pozwalał na
      częstsze spotkania oraz dzieliło nas 400 km.
      Planowaliśmy wspólną przyszłość.Po jakimś czasie oboje doszliśmy do wniosku, że
      jeszcze nie teraz, nie czas, bo dzieci są zbyt małe.Może kiedyś...
      Wiedzieliśmy ,że to zwiazek, który się niedługo skończy, bo On musi wrócić za
      kilka miesięcy do swego kraju (jest obcokrajowcem na placówce
      dyplomatycznej).Doszlismy do wniosku, że będziemy ze sobą do końca Jego pobytu
      w Polsce.
      Spotykalismy się nadal, ale już nie tak często.Stawałam się drażliwa na samą
      myśl, że wraca do swego kraju...Już nie było tak, jak dawniej...
      Kilka dni temu mieliśmy przykrą rozmowę.Oczywiście, ja pełna pretensji, że do
      mnie nie przyjeżdża, że nie ma już dla mnie tyle czasu...On na to, że praca,
      itp.Następnego dnia Jego telefon milczał.Potem otrzymałam SMSa z informacją, że
      wysłał maila.Gdy go przeczytałam ziemia usunąła mi się spod nóg. Stwierdził, że
      musi zamykac dla mnie serce, bo potem, gdy bedzie wyjeżdżał, będzie Mu jeszcze
      ciężej.Oczywiście napisał, że mnie kocha i tęskni, ale już nie ma sił
      wysłuchiwać, jak tęsknię i kiedy On do mnie przyjedzie, że to nie ma sensu i że
      przede wszystkim nie ma dla mnie czasu, że musi go poświęcić swojej rodzinie i
      pracy.I proponuje przyjaźń zamiast miłości.
      Wolałabym nigdy nie dostać tego maila...
      A jeszcze kilka dni wcześniej umawiał się ze mną na spotkanie...
      Teraz jego telefon coraz częściej milczy. Sporadycznie odpowiada na SMSy,
      ciagle mnie zbywa.
      Czasami dostaję od Niego SMSa, że kocha... Już się w tym pogubiłam...
      I teraz nurtuje mnie jedna myśl...Co o tym sądzić.Co mysleć o jego
      zachowaniu...Czy walczyć o te pozostałe miesiące, by być razem?
      tak bardzo go kocham...
      • Gość: ja Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 12.04.02, 02:29
        trwało rok.jestem głupia.ha.byłam kochanka i byłam zdradzna kochanka z inną
        kochanka.a on cóz...był sobie drozd...poznałamgo w internecie...ha..i już taka
        smutna i nic niewarta historia.
      • Gość: zraniony do female IP: *.spedimex.pl 12.04.02, 13:34
        a mąż... ?
        • Gość: Marek Re: do female IP: *.kielce.sdi.tpnet.pl 16.04.02, 23:17
          Gość portalu: zraniony napisał(a):

          > a mąż... ?
          a co do powiedzenia ma maz?
          Chyba nie sadzisz ze kobiety maja inne prawa

          • Gość: Piotr* Re: do female IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 18.04.02, 19:12
            Witaj Marku

            Inaczej wszystko rozumiesz niz ja.
            Cytuję Twój post:

            > Gość portalu: zraniony napisał(a):
            >
            > > a mąż... ?
            > a co do powiedzenia ma maz?
            > Chyba nie sadzisz ze kobiety maja inne prawa
            >


            Oczywiście!Kobiety mają takie same prawa co ich mężowie,
            a przede wszystkim w sprawach zdrady.

            Ja to pytanie rozumiem inaczej.
            Po pierwsze zwróć uwagę na nick 'ZRANIONY'.
            Pytanie rozłożyłbym na dwie części.
            1.Czy masz męża?
            Przy twierdzącej odpowiedzi spytałbym się:
            2.Czy zdradzona kochanka bardziej cierpi od zdradzonego własnego męża?

            Pozdrawiam Piotr
      • Gość: LOPI1 Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: 212.106.170.* 21.04.02, 00:38
        Będę brutalny- facet chciał sie zabawić, może mu się wydawało, zę coś czuje,
        znudzony stara żoną, ty znudzona starym mężem w starych bamboszach.
        Cóż stare zabawki sie zużyły więc siegnęliście po nowe.
        Szkoda mi tylko Twojego męża (zakładam że jest w porządku wobec Ciebie)
        Jeśli Cię kocha (kochał) a widzi co teraz sie z Tobą dzieje to mu nie
        zazdroszczę. Zdrada cholernie boli.
    • Gość: Facet Wszyscy macie racje i jej nie macie zarazem. IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 19.04.02, 15:00
      Poswiecilem troche czasu poczytanie waszych postow i mam jedna krotka uwage.
      Nie da sie przyznac komukolwiek racji. Poprostu zycie jest takie ze kazda
      sytuacja jest inna i ma inne podloze. Tam gdzie niekiedy jedni mieliby racje w
      swoich pogladach, w innej (nawet wydawac by sie moglo bardzo podobnej sytuacji)
      jej nie maja. Wiec przestancie oceniac, wnioskowac i pouczac. Kazdy pouczajacy
      nie ma pojecia o czym w danej sytuacji mowi. Dlaczego???? Bo jej nie zna. A
      temat niestety nie jest "czarno-bialy" Najelepiej do opisania tego nadaje sie
      cytat z fimu "Body Heat" gdzie do platnego podpalacza przychodzi facet
      (mecenas) ktory chce zabic swoja zone - podpalajac jej dom. Na to podpalacz
      (aktor Mickey Rourke) mowi: "Mecenasie w kazdej zbrodni sto rzeczy moze pojsc
      nie tak. Jesli jestes w stanie przewidziec 50 z nich to jestes geniuszem. A
      uwierz mi - ty nie jestes geniuszem".
      Tak samo wy nauczyciele i moralisci - jesli jestescie w stanie podac 50 powodow
      zdrady to uznalbym was za geniuszy. A nawet jesli wam sie to uda wymienic i
      ocenic to i tak jeszcze zostaje 50 innych o ktorych nie macie pojecia.
      Pozdrawiam.
      • Gość: Marek Re: Wszyscy macie racje i jej nie macie zarazem. IP: *.kielce.sdi.tpnet.pl 20.04.02, 15:55
        Gość portalu: Facet napisał(a):

        > Poswiecilem troche czasu poczytanie waszych postow i mam jedna krotka uwage.
        > Nie da sie przyznac komukolwiek racji. Poprostu zycie jest takie ze kazda
        > sytuacja jest inna i ma inne podloze. Tam gdzie niekiedy jedni mieliby racje w
        > swoich pogladach, w innej (nawet wydawac by sie moglo bardzo podobnej sytuacji)
        >> jej nie maja. Wiec przestancie oceniac, wnioskowac i pouczac. Kazdy pouczajacy
        > nie ma pojecia o czym w danej sytuacji mowi. Dlaczego???? Bo jej nie zna. A
        > temat niestety nie jest "czarno-bialy" Najelepiej do opisania tego nadaje sie
        > cytat z fimu "Body Heat" gdzie do platnego podpalacza przychodzi facet
        > (mecenas) ktory chce zabic swoja zone - podpalajac jej dom. Na to podpalacz
        > (aktor Mickey Rourke) mowi: "Mecenasie w kazdej zbrodni sto rzeczy moze pojsc
        > nie tak. Jesli jestes w stanie przewidziec 50 z nich to jestes geniuszem. A
        > uwierz mi - ty nie jestes geniuszem".

        Wydaje mi sie ze w tej dyskusji nie chodzi wcale o racje, gdyz rzeczywiscie
        "kazdy ja moze miec i jednoczesnie nikt jej nie ma". Ja raczej to forum traktuje
        jako wymiane wlasnych pogladow na ten temat.Nie ma tu mowy o pouczaniu
        kogokolwiek (ton czy forma wypowiedzi moga powodowac takie wnioski), a jedynie
        kazdy glos moze byc pomocny w samodzielnej ocenie kazdego przypadku.

        >Tak samo wy nauczyciele i moralisci - jesli jestescie w stanie podac 50 powodow
        > zdrady to uznalbym was za geniuszy. A nawet jesli wam sie to uda wymienic i
        > ocenic to i tak jeszcze zostaje 50 innych o ktorych nie macie pojecia.
        > Pozdrawiam.

        Powodow zdrady jest tyle samo ile jest jej przypadkow (moga sie te powody w wielu
        sytuacjach powtarzac) i to jeszcze pomnozone przez dwa -bo do zdrady trzeba
        dwojga, a nie zawsze w wypadku jednej pary jest ten sam powod.Dla mnie samo
        okreslenia zdrada, kochanka, kochanek nie zawsze sa adekwatne do sytuacji w
        jakich sie ich uzywa.
        Pozdrawiam
    • Gość: Grzegorz Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 21.04.02, 14:10
      Nie zachęcajcie ludzi swoimi artykułami do códzoustwa. Nie pisałbym tego listu
      gdyby nie moi wschodni przyjaciele, którzy nie potrafią pisać po Polsku a kiedy
      przeczytali, co tu wypisujecie chwycili się za głowę. Mam na imię Grzesiek i
      jeszcze jestem kawalerem studiuje teologie w jednej z protestanckich szkół.
      Powiecie pewnie, że człowiek bez doświadczenia małżeńskiego nie może nic
      powiedzieć o miłości o kłopotach małżeńskich o życiu? Przetoczę tylko jeden
      argument człowieka, który najwięcej mówił o małżeństwie w Nowym testamencie a
      był kawalerem był nim apostoł Paweł. Dla wielu z was nie jest on żadnym
      autorytetem w dziedzinie wiary a co dopiero życia. Dla mnie jednak jest i to
      wielkim pod każdym względem. Kilka lat temu nawróciłem się i moje życie
      zmieniło się całkowicie. Z lekkomyślnego studenta leśnictwa, używającego życia
      do woli stałem się dzieckiem Bożym. Bo nie staje się nim nikt z urodzenia ani z
      wychowania nawet najbardziej pobożnej rodzinie, ale poprzez świadomą decyzję i
      nie z własnej chęci wysiłku, ale poprzez Jezusa. Tylko on może zabrać wszelki
      ciężar z waszego serca tylko on może zapełnić dziurę waszego życia tylko on
      może zabrać od was strach przed śmiercią a wlać wielką nieskończoną miłość,
      którą nie można porównać z żadnym ziemskim związkiem Mam narzeczoną, którą
      kocham jak tylko młody mężczyzna może kochać kobietę tzw. do szaleństwa, ale
      miłość Boża przewyższa tą miłość o wszystko ona mieści się w innych
      kategoriach, których nie można ogarnąć ciałem. Jedno jest jednak pewne, jeśli
      by na drodze tego, co mnie łączy z Bogiem stanęła inna osoba nie wahałbym się
      jej odrzucić nawet na moment. I teraz widząc to, dlaczego miałbym nie mówić i
      doradzać na temat tego, czego też doświadczam, ale znam to, co daje prawdziwy
      POKÓJ i poczucie bezpieczeństwa nadaje życiu sens i zabiera wszelkie
      zwątpienie. Powtórzę za Apostołem Pawłem: Dla mnie życiem jest Chrystus a
      śmierć Życiem. Bo to, co sprawiło, że Adam i Ewa zobaczyli, że są nadzy zabrał
      Jezus niosąc na krzyż i przyodział nas tak, że nie musimy już się ukrywać po
      krzakach jak robili to oni. Ale możemy stanąć przed Bogiem w jego
      sprawiedliwości oczyszczeni przez krew JEZUSA. Tylko Jesus. Moja droga z nim
      zaczęła się od zawołania Boże prowadź mnie swoją Drogą, bo moja nie wiem gdzie
      mnie zaprowadzi. Nie miałem pojęcia, o co się modle, ale Bóg wysłuchał tej
      modlitwy. Bo modliłem się, aby on zaprowadził mnie do Jezusa, bo on jest DROGĄ
      i jedyną PRAWDĄ i prawdziwym ŻYCIEM. Spoglądając na życie, które spędziłem bez
      niego napływają mi do oczu łzy. Bo to nie moi wujkowie księża zapewniliby mi
      miejsce w niebie, ale tylko Jezus i to przez całkowite powierzenie się Jemu.
      Niech wam Bóg błogosławi wszystkim, którzy to czytaliście...Grzegorz
      Bielachowicz gadina@wp.pl
    • pchelka20 Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? 22.04.02, 11:31
      chciałam napisać tylko tyle, że kto nie był w takiej sytuacji nie powinien
      sądzić innych. też kiedyś miałam inne podejście do sprawy kochanek, teraz myślę
      trochę inaczej. każdy potrzebuje ciepła i czułości, tylko nie zawsze wychodzi
      tak jak byśmy chcieli
      • Gość: x Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 23.04.02, 12:16
        pchelka20 napisał(a):

        > chciałam napisać tylko tyle, że kto nie był w takiej sytuacji nie powinien
        > sądzić innych. też kiedyś miałam inne podejście do sprawy kochanek, teraz myślę
        >


        > trochę inaczej. każdy potrzebuje ciepła i czułości, tylko nie zawsze wychodzi
        > tak jak byśmy chcieli

        własnie..i koło sie zamyka...
    • Gość: anka Re: Czy byłaś zdradzaną żoną? IP: *.nextranet.at 29.04.02, 15:03
      nie bylam tylko jestem zdradzona zona i chociaz od momentu kiedy to odkrylam
      minelo pzreszlo poltora roku bol jest ciagle i rany niezagojone.
      najbardziej przykre kiedy sie slyszy iz doprowadzilo sie do tego a teraz trzeba
      zapomniec i dla dzieci zyc dalej.
      ja nie potrafie i kobiety ktore godza sie na cos takiego podziwiam.
      niestety za to ze chce sie rozejsc place dosc wysoka cene i mam odczucia iz
      cala z tego nie wyjde. trafilam na wybitnie wrednego faceta a mianowicie on do
      walki ze mna uzywa broni ktora sie nazywa DZIECI
    • onatka Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? 29.04.02, 20:12
      Tak , jestem z żonatym mężczyzną ... i kocham go do szaleństwa . Wiem jedno ,
      że jest najwspanialszym człowiekiem jakiego spotkałam i jestem mu za to
      wdzięczna - wdzięczna za to , że jest .
      A czy spojrzeliście na to kiedyś z tej drógiej strony ? Czy ktoś z Was się
      zastanowił jak czuje się kobieta ( lub mężczyzna ) gdy nie może być z
      człowiekiem , którego kocha ? Gdy on wraca do innego domu ? Czy wiecie jak to
      boli ?
      • Gość: Piotr* Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 30.04.02, 07:16
        Jestem w stanie to sobie wyobrazić.To też jest zdrada?
        Zadawałem podobne pytanie i jakoś nikt jeszcze nie odpowiedział.

        Piotr
      • Gość: anka do onatki!!! IP: *.nextranet.at 30.04.02, 09:35
        onatka napisał(a):

        > Tak , jestem z żonatym mężczyzną ... i kocham go do szaleństwa . Wiem jedno ,
        > że jest najwspanialszym człowiekiem jakiego spotkałam i jestem mu za to
        > wdzięczna - wdzięczna za to , że jest .
        > A czy spojrzeliście na to kiedyś z tej drógiej strony ? Czy ktoś z Was się
        > zastanowił jak czuje się kobieta ( lub mężczyzna ) gdy nie może być z
        > człowiekiem , którego kocha ? Gdy on wraca do innego domu ? Czy wiecie jak to
        > boli ?

        a jestes w stanie wyobrazic sobie ilu wspanialych i cudownych facetow (kobiet)
        zyje na swiecie i lie rodzin nie jest w stanie zyc szczesliwie przez takie jak ty?
        dlaczego nie mozesz byc z nim???
        skoro tak sie kochacie zacznijcie wspolne zycie!!!
        nie moze odejsc od zony bo to bo tamto???
        gdyby odszedl moze wasz zwiazek nie bylby taki jaki jest?
        prawda? moze te cudowne spotkania w ukryciu nadaja pikanteri???
        a co cie tak boli? to ze jego zona zyje w nieswiadomosci i badz pewna twoj
        ukochany nie daje jej najmniejszych powodow by zdala sobie z tego sprawe!

        mam zasade ze facet chocby nie wiem jak wspanialy ale zonaty mnie nie interesuje
        i swiat wygladalby inaczej gdyby wiecej kobiet tak myslalo!
        ciebie mi nie zal!!!
        albo sie obudzisz albo badz nieszczesliwa do konca zycia
        nie mam szacunku dla takich jak ty!!!

        • Gość: kicia30 Re: do onatki!!! IP: mieszko.pl.u* 06.05.02, 17:30
          dziękuję Ci z całego serca w imieniu swoim i pewnie wielu zamężnych kobiet,
          które mają dzieci i które muszą walczyć o swoje małżeństwo z napalonymi
          zdzirami, które nie zdają sobie sprawy z tego, że trzeba mieć w życiu trochę
          godności i jakieś zasady. Oczywiście nie będę już tu poruszać tematu
          zdziecinniałych i "nieszczęśliwych" mężów, którzy niedorosli do trudów
          posiadania rodziny i szukają potwierdzenia się i łatwej odskoczni. Kogo
          obchodzi cierpienie głupiej kochanicy w porównaniu do zniszczonego życia dzieci
          i tragedii rodziny. Człowiek jest kowalem własnego losu i jak sobie pościelesz,
          tak się wyśpisz. Najważniejszą wartością w dzisiejszym, brutalnym życiu jest
          rodzina i ci, co ją niszczą, powinni cierpieć. Może to trochę patetyczne, ale
          mam dosyć "słodkich idiotek" w swoim życiu, zapatrzonych w siebie i
          egoistycznych, niedojrzałych..
          • prowokatorka Kochanka? Zdradzana? 06.05.02, 23:27
            Nie jestem kochanką i nie jestem zdradzaną.
            Byłam zdradzona.
            Mimo wszystko rozumiem doskonale Pika i Onatkę.
            "Widziałam i słyszałam" ból kochanki.
            Mężczyzna , którego kochałyśmy obie , wrócił do mnie.
            Wygrałam , bo byłam sprytniejsza i mądrzejsza.
            Kiedy dzwoniła , błagając , łkając , skomląc ... - drżałam ze strachu o niego.
            Ale płakałam - widząc jej rozpacz.
            Miłość to nie żołnierz posłuszny rozkazowi , nie zawsze można powiedzieć jej:
            "nie przychodź , bo on jest żonaty" lub można powiedzieć kiedy jest za późno.
            To chemia , która wlewa się w żyły często bez naszej zgody.
            Zrozumiałam i wybaczyłam.
            Upłynęło wiele lat , jest nam dobrze ze sobą , zapomnieliśmy.
            Ona jest sama.
            Nigdy nie życzyłam jej niczego złego , nie obwiniałam ani jej ani jego.
            To była chwila słabości , która kosztowała nas WIELE.
            Mnie , jego ... ale najbardziej ją.
            • Gość: anka Re: do prowokatorki IP: *.nextranet.at 07.05.02, 12:32
              wiesz co?
              nie wiem czy cie podziwiam czy zazdroszcze
              cos w tym musi byc i fajnie ze wam sie udalo ale to lezy w czlowieku.
              ja nie jestem w stanie wybaczyc i to napewno nie kwestia czasu minelo go juz
              sporo.mam zniszczone zycie a raczej mamy (dwoje dzieci)i na rozpoczecie nowego
              nie ma szansy. nie jestem sobie w stanie po klamstwach i cierpieniach jakie
              przezylam wyobrazic dalszego wspolnego zycia i sytuacji ze to wybaczylam badz
              zapomnialam.nie wiem moze to lezy we mnie ale nie potrafie!!!
              • Gość: a13 Re: do anki IP: *.acn.waw.pl 07.05.02, 19:37
                Gość portalu: anka napisał(a):

                > wiesz co?
                > nie wiem czy cie podziwiam czy zazdroszcze
                > cos w tym musi byc i fajnie ze wam sie udalo ale to lezy w czlowieku.
                > ja nie jestem w stanie wybaczyc i to napewno nie kwestia czasu minelo go juz
                > sporo.mam zniszczone zycie a raczej mamy (dwoje dzieci)i na rozpoczecie nowego
                > nie ma szansy. nie jestem sobie w stanie po klamstwach i cierpieniach jakie
                > przezylam wyobrazic dalszego wspolnego zycia i sytuacji ze to wybaczylam badz
                > zapomnialam.nie wiem moze to lezy we mnie ale nie potrafie!!!


                wiem jedno , ty zazdrościsz Prowakatorce , że do niej mąż wrócił ... tylko , że
                ona jest mądrą kobietą - rozumie co to jest miłość ... ona umie kochać !
                A Ty to potrafisz ? Jak dbałaś o swojego męża , jak pielęgnowałaś swoje
                małżeństwo ? Dlaczego stawiałaś żądania , robiłaś awantury , miałaś pretensje ,
                przeszukiwałaś kieszenie , sprawdzałaś telefon komórkowy , nie słuchałaś , nie
                KOCHAŁAŚ ?! Tylko nie zaprzeczaj , że to nieprawda , że dbałaś o męża , że go
                szanowałaś ... gdyby tak było ON nawet nie spojrzałby się na inną kobietę . Nie
                musiałby szukać miłości innej kobiety ! Nigdy też nie pomyślałaś , że można
                pozwolić komuś odejść , że jak się go kocha ( a Ty tak twierdzisz ) to chce się
                jego dobra . Ty nawet go nie potrafisz szanować , bo nie potrafisz ze względu na
                razem spędzone lata zachować przyjaźni ...

                • zazah a13 jak tak mozna? 08.05.02, 11:48
                  a Tobie co odwalilo? skad mozesz wiedziec co ona robila? kto ci daje prawo zeby
                  kogos oceniac? w dodatku jej wogole nie znasz!
    • doloresik Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? 07.05.02, 19:51
      taj sei zlozylo ze bylam trzeci ana doczepke.robilam to swiadomie i bron boze
      perfidnie. ja nawet nie znalam tej drugiej, widizalam tylko zdjecia i to mi
      wystarczylo.dlaczego? bo potrzebowalam zainteresowaia swoja osoba a on mi to
      dawal.1)on zaczal mnie podrywac
      2)przekonal nei do siebie
      3)byl z nia tylko 3 tygodnie a ona byla w anglii a my jestesmy w holandii czyli
      lepsza okazja nie mogal sei nadarzyc.
      najgorsze bylo to ze to ja to zakonczylam bo jemu az tall vardzo nie
      przeszkadzalo bylo pieknie i zabawnie dlaczego to konczyc ale i moje i jego w
      sumie tez po trochu zrzeraly wyrzutu sumienia.teraz sei nie widujemy a mi jest
      tak lepiej.zdradza sei dal rozrywki, aby porownac jak jest z kims innym, szuka
      sie przygody, czasami zdrada moze byc miloscia ale to sa juz szczesciarze tylko
      czy ta druga strona bedzie weirna i nie zdradzi nas z kims innym.zazwyczaj
      takie osoby sa slabe i nie weidza czego chca SZUAKJA i tak na prawde boja sei
      czegos stalego..
    • Gość: anka do a13!!!!!!!!! IP: *.nextranet.at 08.05.02, 09:57
      tak to jest na forum ze kazdy moze powiedziec to co chce i nic mu nie mozna
      zrobic!
      ale twoj post to bezczelnosc!
      coz za interesujaca znajomosc faktow????
      z kad to wywnioskowales?as? co ja robilam? jak kochalam badz nie?
      skad wiesz co "ja twierdze"????
      moze pomylilo ci sie z wypowiedzia kogos innego?
      tu ludzie sie wypowiadaja, sugeruja badz pytyja o cos!
      ty nie majac zielonego pojecia o co w mojej sytuacji chodzi smiesz zabierac glos
      w sposob bardziej niz nieelegancki.
      zycze powodzenia w korespondencji z osobami na ktorych temat "coskolwiek" wiesz
      pozdrawiam
      • Gość: a13 Re: do a13!!!!!!!!! IP: *.acn.waw.pl 08.05.02, 20:09
        Droga Anko
        ja przede wszystkim zadałam pewne niewygodne pytania . Czy aby ...
        sprowokowałam Cię w ten sposób do odpowiedzi , a Twoja tak tak ostra reakcja
        dowodzi , że jednak ruszyłam pewien drażliwy temat.
        A czy Ty przypadkiem parę dni temu nie byłaś za ostra dla innych ? Jeśli to
        nie Ty , to bardzo przepraszam . Czy ja też nie mam prawa do swojego zdania?
        Moja wypowiedź była spowodowana faktem iż jedna z moich koleżanek "szukając
        długopisu" w teczce męża znalazła coś podejrzanedo . Ja bym się wściekła gdyby
        mój mężczyzna gmerał mi w torebce ...
    • Gość: ashtan Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: 212.160.165.* 10.05.02, 14:01
      Nie byłam nigdy kochanką, ani zdradzana żoną ale jestem dzieckiem (dorosłym)
      małżeństwa, w którym żona była (jest?) zdradzana i mimo, że od czasu kiedy się
      o tym dowiedziałąm minęło kilka lat, nie ma we mnie zrozumienia dla mojego
      ojca, znienawidziłam go, natomiast w stsunku do mojej mamy odczuwam żal i
      litość. Cały czas jestem wściekła i czuje się oszukana. Może to banalne i
      moralizatorskie, ale pomyślcie o tym, kiedy będziecie budowali swoje szczęście
      w związkach pozamałżeńskich.
      • Gość: Marek Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: *.kielce.sdi.tpnet.pl 11.05.02, 21:59
        W wielu wypowiedziach (szczegolnie kobiet) padaja slowa -nienawisc, zal,
        wscieklosc, itp. Chcialbym dowiedziec sie jakimi przeslankami kieruja sie
        strony uzywajace takich okreslen w stosunku do swojego partnera. Prawdziwa
        milosc jest bezinteresowna tzn kocha sie za nic, znosi sie wiec wszelkie
        postepowanie obiektu milosci nawet w wypadku gdy ono rani. Milosc jest
        indywidualna tzn nie zawsze uczucia obojga partnerow danego zwiazku musza sie
        wzajemnie pokrywac lub miec w danej chwili jednakowe natezenie.Nie mozna wiec
        (jesli prawdziwie sie kocha) nagle obiekt swojej milosci znienawidziec czy tez
        miec do niego zal.Zawarcie malzenstwa nie jest jednoznaczne z uzyskaniem prawa
        wlasnosci do drugiej osoby."Zdrada" obciaza wiec wylacznie sumienie jednego
        partnera i ewentualnie on sam moze sie nienawidziec lub miec do siebie
        zal.Jezeli ja zdradzam to za to odpowiadam i sam tylko moge sie wobec siebie
        rozliczac, jesli zdradza moja partnerka to jest jej odpowiedzialnosc i mnie nic
        do tego. "Pokrzywdzony" partner nie moze miec natomiast zadnych powodow do
        oceny "tej trzeciej" lub "tego trzeciego".W calej tej dyskusji musimy sobie
        uswiadomic iz nie mamy prawa byc sedziami innych, mozemy natomiast wypowiadac w
        tej sprawie wlasne opinie na zasadzie -jak ja bym sie w podobnej sytuacji
        zachowal, a nie ze on (lub ona) jest wredny, podly,itp.
        • Gość: ami Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: *.acn.waw.pl 12.05.02, 11:01
          Gość portalu: Marek napisał(a):

          > W wielu wypowiedziach (szczegolnie kobiet) padaja slowa -nienawisc, zal,
          > wscieklosc, itp. Chcialbym dowiedziec sie jakimi przeslankami kieruja sie
          > strony uzywajace takich okreslen w stosunku do swojego partnera. Prawdziwa
          > milosc jest bezinteresowna tzn kocha sie za nic, znosi sie wiec wszelkie
          > postepowanie obiektu milosci nawet w wypadku gdy ono rani. Milosc jest
          > indywidualna tzn nie zawsze uczucia obojga partnerow danego zwiazku musza sie
          > wzajemnie pokrywac lub miec w danej chwili jednakowe natezenie.Nie mozna wiec
          > (jesli prawdziwie sie kocha) nagle obiekt swojej milosci znienawidziec czy tez
          > miec do niego zal.Zawarcie malzenstwa nie jest jednoznaczne z uzyskaniem prawa
          > wlasnosci do drugiej osoby."Zdrada" obciaza wiec wylacznie sumienie jednego
          > partnera i ewentualnie on sam moze sie nienawidziec lub miec do siebie
          > zal.Jezeli ja zdradzam to za to odpowiadam i sam tylko moge sie wobec siebie
          > rozliczac, jesli zdradza moja partnerka to jest jej odpowiedzialnosc i mnie nic
          >
          > do tego. "Pokrzywdzony" partner nie moze miec natomiast zadnych powodow do
          > oceny "tej trzeciej" lub "tego trzeciego".W calej tej dyskusji musimy sobie
          > uswiadomic iz nie mamy prawa byc sedziami innych, mozemy natomiast wypowiadac w
          >
          > tej sprawie wlasne opinie na zasadzie -jak ja bym sie w podobnej sytuacji
          > zachowal, a nie ze on (lub ona) jest wredny, podly,itp.


          szkoda , że tak niewiele osób to rozumie .... byłoby łatwiej
    • Gość: Lokus NIE mężatkom IP: *.acn.waw.pl 13.05.02, 13:51
      Są dwa powody dla których kobiety zamężne nie będą moimi kochankami: moralny i
      seksualno-estetyczny. Nie chcę uczestniczyć w osłabianiu czyjegoś związku. Nie
      pociąga mnie sytuacja dzielenia się kobietą.
    • Gość: niniek Dla nas facetow lepszy... IP: *.saint / 10.1.1.* 13.05.02, 17:27
      Niestety dla nas facetow zawsze lepszy wrobel na dachu niz golab w garsci :)
    • Gość: pimpek Co sie dziwic IP: *.saint / 10.1.1.* 13.05.02, 17:28
      Kobiety z wiekiem tyja, a faceci z wiekie robia sie co raz bogatsi i maja co
      raz lepsze bryki:)
    • bernart Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? 20.05.02, 09:10
      Kazde pytanie zaczynajace sie od "czy", domaga sie
      odpowiedzi tak lub nie. Czyli jest to pytanie bardzo
      proste, nie dopingujace do uzasadnienia, wyrazenia
      opinii, poszerzenia tematu. Jezeli w pytaniu jest
      wiecej podmiotow niz jeden, odpowiedz: "tak" albo
      "nie", nie wyjasnia, do ktorego z nich sie odnosila,
      czyli podkresla wade zadanego pytania. Znakomicie
      uwypuklila to Monika w pierwszym poscie piszac: tak,
      bylam. I wtedy skad ja, biedny mis mam wiedziec, czy
      byla kochanka, czy zdradzana zona???
      Sam temat jest oczywiscie naprawde interesujacy, zeby
      nie powiedziec: intrygujacy, ale ktos formuujacy
      pytanie, powinnien sie zastanowic jak zrobic to
      najlepiej - tak, aby ktos chcacy odpowiedziec, nie
      musial glowkowac, jak napisac, aby byc wlasciwie
      zrozumianym.
      Na szczescie dla "redakcji", wypowiadajace sie Panie i
      Dziewczyny robily to w wiekszosci opisowo, jasno i
      czytelnie przedstawiajac problemy. Chwala im za to.
      Naprawily blad redagujacych zawodowcow.
      Czytalem ten watek przez trzy dni:)) i moim zdaniem,
      bylo tu sporo bardzo interesujacych wypowiedzi. Chwala
      Wam Kobiety za to:)) Zaluje, ze "odkrylem" to forum
      pare dni pozniej i nie moglem wlaczyc sie do dyskusji.
      Dawno juz zreszta stwierdzilem, ze rozmowy z kobietami
      na tzw. zyciowe tematy sa o wiele bardziej interesujace
      niz z mezczyznami. (Zajrzalem na forum "Mezczyzna" i z
      przykroscia -jako facet - musze stwierdzic, ze jego
      poziom jest zenujacy).
      Szkoda, ze temat jakos zamarl, moze dlatego, ze juz
      pare dni nikt sie nie odezwal i tym samym sie przezyl,
      stal sie "za stary"?
      Wyciagam wiec go na sama gore. Moze, pomimo ponad 900
      postow uda sie odnalezc w nim cos wciaz interesujacego?
      • Gość: Marek Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: *.kielce.sdi.tpnet.pl 23.05.02, 23:10
        bernart napisał(a):

        > Kazde pytanie zaczynajace sie od "czy", domaga sie
        > odpowiedzi tak lub nie. Czyli jest to pytanie bardzo
        > proste, nie dopingujace do uzasadnienia, wyrazenia
        > opinii, poszerzenia tematu. Jezeli w pytaniu jest
        > wiecej podmiotow niz jeden, odpowiedz: "tak" albo
        > "nie", nie wyjasnia, do ktorego z nich sie odnosila,
        > czyli podkresla wade zadanego pytania. Znakomicie
        > uwypuklila to Monika w pierwszym poscie piszac: tak,
        > bylam. I wtedy skad ja, biedny mis mam wiedziec, czy
        > byla kochanka, czy zdradzana zona???
        > Sam temat jest oczywiscie naprawde interesujacy, zeby
        > nie powiedziec: intrygujacy, ale ktos formuujacy
        > pytanie, powinnien sie zastanowic jak zrobic to
        > najlepiej - tak, aby ktos chcacy odpowiedziec, nie
        > musial glowkowac, jak napisac, aby byc wlasciwie
        > zrozumianym.
        > Na szczescie dla "redakcji", wypowiadajace sie Panie i
        > Dziewczyny robily to w wiekszosci opisowo, jasno i
        > czytelnie przedstawiajac problemy. Chwala im za to.
        > Naprawily blad redagujacych zawodowcow.
        > Czytalem ten watek przez trzy dni:)) i moim zdaniem,
        > bylo tu sporo bardzo interesujacych wypowiedzi. Chwala
        > Wam Kobiety za to:)) Zaluje, ze "odkrylem" to forum
        > pare dni pozniej i nie moglem wlaczyc sie do dyskusji.
        > Dawno juz zreszta stwierdzilem, ze rozmowy z kobietami
        > na tzw. zyciowe tematy sa o wiele bardziej interesujace
        > niz z mezczyznami. (Zajrzalem na forum "Mezczyzna" i z
        > przykroscia -jako facet - musze stwierdzic, ze jego
        > poziom jest zenujacy).
        Na tym forum poziom wypowiedzi jest tez delikatnie mowiac "rozny" juz o tym
        pisalem. Dla mnie byly by interesujace wypowiedzi kobiet z "dwoch stron bartykady"
        Kochanki nie powinny miec wyrzutow sumienia (bo niby z jakiej racji), zdradzone
        rowniez powinny sie zastanowic nad swoim postepowaniem. Oczywiscie sa to
        stwierdzenia sluszne w wypadku okreslonych sytuacji tzn.jesli facet
        jest "erotomanem" (nie jest to okreslenie perioratywne) lub "oszustem" (w wypadku
        nie mowienia prawdy o swojej faktycznej sytuacji), a kobiety "przyjmujace za
        dobra monete" kazde slowo swojego ukochanego lub "stosowanie wobec swojego
        partnera metody kara lub nagroda" wtedy sytuacja nie jest klarowna i strony
        odbieraja ja wedlug wlasnej oceny.


        > Szkoda, ze temat jakos zamarl, moze dlatego, ze juz
        > pare dni nikt sie nie odezwal i tym samym sie przezyl,
        > stal sie "za stary"?
        > Wyciagam wiec go na sama gore. Moze, pomimo ponad 900
        > postow uda sie odnalezc w nim cos wciaz interesujacego?

        Temat jest rzeczywiscie interesujacy (swiadczy o tym ilosc wypowiedzi)i mnie
        bedzie tez brakowac jego kontynuacji.
        • Gość: Samotna Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: 212.160.144.* 28.05.02, 13:20
          Byłam i zdradzoną żoną i kochnaką. Pierwsze było napędzone konfliktem w
          małżeńśtwie. Drugie napędzone zostało przez pierwsze. teraz jestem prawie
          rozwódką, ciągle otacza mnie mnóstwo facetów a ja nigdy nie czułam się tak
          bezwartościowa i samotna...
    • Gość: NATS Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: *.fr.cw.net 09.06.02, 01:31
      Witam wszystkich. Jak do tej pory, nikt jeszcze nie odpowiedzial na pytania
      typu: co to jest ta zdrada, lub: z dwojga zlego, lepsza jest jedna duza czy
      wiele malych ?. Albo: kiedy ona sie zaczyna a kiedy konczy?. Nikt tez nie
      powiedzial czy zalowal swojej reakcji jak sie dowiedzial lub uwaza teraz, po
      czasie, ze niewlasciwie rozegral i ze teraz postapilby inaczej, albo zaluje
      teraz, ze sie wogole dowiedzial. A w ogole to dlaczego rozumujemy ciagle 19-to
      wiecznymi kryteriami (moj pies, moj samochod, moj/moja maz/zona), mimo ze
      zyjemy w epoce tak duzych zmian spoleczno-kulturalnych?.
      Wedlug mnie, zdrada jest gdzie indziej. Zdrada jest wtedy jak jeden z partnerow
      doprowadza swiadomie to tego, ze w domu jest zimno, ze ognisko wygaslo, a z
      dachu sie leje, zupa jest niedobra, nikt sie juz nie smieje, dzieci sa
      zaniedbane fizycznie i moralnie. Zdrada jest wtedy jak ktos swoim zachowaniem
      doprowadzil do tego, ze ta mala spolecznosc sie rozpada, wszyscy chca ja
      opuscic jak najszybciej lacznie z kotem i psem. Zdrada jest tez wtedy jak ktos
      zawozi staruszke-mame do domu starcow i przekonuje ja ,ze bedzie jej tam
      lepiej.
      W wiekszosci naszej dzialalnosci zachowujemy sie tak, jak gdyby zycie zaczynalo
      i konczylo na nas. A przeciez tak nie jest. Po nas zycie dalej bedzie. Naszym
      celem jest przekazac nasze doswiadczenie zyciowe, pokazac jak nalezy reagowac w
      konkretnych sytuacjach. Kazdy z nas ma w zyciu nieskonczona ilosc sytucji
      trudnych i bardzo trudnych. Od nas zalezy jak na nie zareagujemy i jakiego
      dokonamy wyboru. Ale trzeba miec zawsze na uwadze to, ze ktos nas obserwuje, ze
      jestesmy dla kogos wzorcem. Nasze postepowanie powinno pokazac dzieciom jaki
      kierunek nalezy wybrac. Trzeba wiec uwazac jak reagujemy w danej sytuacji, jak
      i co wybieramy. Wiekszosc 'zdradzonych' probuje odzyskac partnera za wszelka
      cene, biorac nawet dzieci w zaklad. Dla mnie jest to postepowanie z czysto
      egoistycznych pobudek. Rezultat jest z reguly taki, ze nastepuje rozpad takiego
      zwiazku, a dzieci winia za to obie osoby.
      Czy nie powinnismy raczej zaprzestac myslec tylko o sobie?. Czy nie powinnismy
      zmienic hierachie wartosci?. Uczyc sie i uczyc tolerancji, zrozumienia
      drugiego, rezpektu drugiej osoby jako jednostki indywidualnej i samodzielnej,
      uszanowania drugiej istoty ale nie tylko czlowieka bo nie jestesmy pzeciez
      sami. Uszanujmy tez zwierzeta, rosliny, wode i powietrze. Bo to wszystko nam
      jest potrzebne i pozwala inaczej widziec pewne sprawy. Powinnismy tez uczyc sie
      i uczyc rozwiazywania sytuacji konfliktowych w sposob jak najbardziej
      obiektywny. Bo ich uniknac nie da sie. Jak nie da sie uniknac milosci. Nikomu.
      Milosc nie pyta sie: jestes zonaty/zamezna?. Ja to nie obchodzi, ona nie wie co
      to jest. Milosc nie wie co jest dobre a co zle, co wolno a czego nie. Milosc
      nie wie co to jest wiara, moralnosc, klamswto lub prawda. Nie wie co to czas,
      co zimno a co cieplo, co gorzkie a co slodkie. Nie wie co to jest odleglosc,
      zmeczenie, noc,dzien. Czy mozna z nia walczyc?. Czy powinno sie?. Ale po co!.
      Czy nie jest ona nam potrzebna?
      • Gość: Mario Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: *.waw.cdp.pl 10.06.02, 08:38
        Dobrze napisane. To nie 19 wiek i nikt nie może sobie rościć tytułów własności
        do drugiej osoby. Zauważ jednak, że w 19 wieku ludzie byli bardziej dojrzali
        niż teraz. Jak myślisz skąd się wzięła postawa, którą dzisiaj odbieramy jako
        stroświecką i skostniałą. Myślę, że z identycznych doświadczeń jakie mamy dziś.
        To co dziś postrzegamy za tradycjonalizm było osiągnięciem, którego współcześni
        nie mają i nie wiadomo czy mieć będą. Czy tradycja w związkach małżeńskich to
        właśnie nie jest kompozcyja sztuki rozwiązywania problemów, odpowiedzialności
        za siebie, współmałżonka i dzieci ? Czy to co dziś jest sarkastycznie określane
        jako tradycja to nie odpowiedzialność i rozsądek w sprawach doboru partnera jak
        i życiu seksualnym jeszcze przed wejściem w związek małżeński ? Przecież to ma
        decydujący wpływ na to jak myślimy i działamy już w trakcie związku. Jeśli ktoś
        jest bezmyślny przed tak i nie ma szans na sprawdzenie się w związku małżeńskim.
        Jak więc nauczyć tej odpowiedzialności i umiejętności rozwiązywania problemów?
        Sądzę, że najlepiej przykładem a więc na etapie wychowania dzieci w środowisku
        rodziców kreatywnych, odpowiedzialnych i rozsądnych. I tu koło się zamyka.
        Maleją szanse rodziny słabej na to, że jej potomkowie wykażą się sukcesem w
        tworzeniu wartościowego związku. Rosną zaś na rozwiązania tymczasowe i
        prowizoryczne.
        • malina123 Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? 10.06.02, 22:24
          Mario,

          nie wiem ile masz lat i jak dlugie doswiadczenia zwiazku malzenskiego.
          Mowisz o bezmyslnosci.Czy myslisz, ze kazdy jest bezmyslny kto zawarl zwiazek
          malzenski a potem nie trwal w nim do konca????????
          Wieksza bezmyslnoscia jest trwac w "chorym zwiazku"....takie jest moje zdanie.
          I rowniez to moze byc brakiem odpowiedzialnosci kiedy np. dzieci, ktore rosna i
          patrza na taki zwiazek.
          Co mozesz wiedziec majac 20-kilka lat jak to wszystko bedzie wygladalo.Przeciez
          nikt ( nie mowie o tych naprawde bezmyslnych )nie zaklada przy zawieraniu
          malzenstwa,ze wczesniej czy pozniej bedzie zdradzal i(lub) bedzie zdradzanym.
    • Gość: jazz Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: *.um.krakow.pl / *.um.krakow.pl 12.06.02, 12:05
      Ani kochanką, ani, jak sądzę zdradzaną żoną nie byłam i nie jestem.
      Włączam się do dyskusji, żeby zapytać czy sądzicie, że jest różnica między
      zdradą, a pragnieniem jej? Czy myśląc o innym, mężczyźnie, wyobrażając sobie nas
      razem, ciesząc się na spotkanie z nim i pożądając go - jestem winna zdrady?
      Pytam, ponieważ moim zdaniem, naturalna wydaje się skłonność do szukania
      potwierdzenia własnej wartości i atrakcyjności u innych osób. Łatwo się zapomina
      się o tym w stałym długotrwałym związku, wzajemne sygnały stają się rutynowe i
      tracą swoją siłę, dlatego szukamy ich u innych. Im bliżsi ideału są ci inni, albo
      nasze o nich wyobrażenia, tym większą sprawia nam przyjemność znalezienie
      akceptacji w ich oczach. Zwykle znamy ich powierzchownie, więc zakochać się jest
      bardzo łatwo ...
      Nie chcę i nie umiem sobie wyobrazić dalszego rozwoju sytuacji, ale już teraz mam
      wyrzuty sumienia z powodu uczucia jakie wywołuje we mnie sama myśl o nim.
    • zlakobieta Apel do redakcji ! 13.06.02, 10:58
      Czy redakcja nie moglaby jakos tego watku podzielic lub tez zalozyc nowy -
      pokrewny?
      Strasznie dlugo trzeba go otwierac i trudno jest polapac sie w wypowiedziach,
      ktore nie zawsze ukladaja sie chronologicznie.
      Dzieki z gory.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka