silvanana
28.07.05, 15:11
I nie byłoby w tym nic złego, gdybym sie tak cholernie nie bała kolejnego
małżeństwa. Bo to już by był czwarty raz. Mam 36 lat, trójkę dzieci (16, 10 i
4 lata). Mój pierwszy mąż, Paolo, był Włochem. Zwiałam do niego, mając ledwie
18 lat skończone. On był dziesięć lat starszy. Wzięliśmy ślub, na jego
zyczenie tylko cywilny. jego rodzice bardzo mnie nie lubili - Polka, biedna,
bez kasy, tylko na jego utrzymaniu. Półtora roku po slubie urodzilam mu synka.
I wtedy sie zaczely klopoty. On chcial, zebysmy wrocili do domu jego rodzicow,
i odkladali na wlasny dom. Zgodzilam sie. Niesety, nie wyszlo, rozwod
wzielismy, gdy mały Pedro miał dwa latka. Nie wrocilam do Polski, bo bylam
tylko po maturze, a tu mialam niezla prace. No i chcialam, zeby dziecko mialo
ojca blisko. Potem sie przeprowadzilam, znalazlam nowa prace i nowa milosc -
Sven byl Niemcem, cztery lata starszym, po rozwodzie, z dwojka dzieci.
Wzielismy slub po osmiu miesiacach znajomosci, ba, na slubie bylam w piatym
miesiacu ciazy. Urodzilam sliczna coreczke. Niesety, okazalo sie, że Sven ma
bialaczke. Mimo leczenia, zmarl, gdy Angela miala ledwie poltora roku. Znow
zostalam sama. trzy lata pozniej przez internet poznalam pewnego Anglika.
Zakochalam sie, bardzo pragnelam milosci. Rok znajomosci przez Internet, potem
rok wspolnego mieszkania i slub. Myslalam, ze jest odpowiedzialny i wierny.
Pomylilam sie i to bardzo. Rozwodzilam sie trzy tygodnie przed narodzinami
Kuby. Wrocilam do Polski. Dwa i pol roku temu poznalam Polaka, cudownego
faceta (tak mi sie wydaje). jest kawalerem, ma 32 lata, czuly, delikatny.
Dzieci lubia z nim byc i ja takze. Spotykamy sie prawie dwa lata, kilka dni
temu wyjal pierscionek i sie oswiadczyl. Powiedzial, ze chce wziac slub
koscielny, zalozyc prawdziwa rodzine. A ja sie boje. Boje sie kolejnego
rozwodu, ze znow zostane sama. Od trzech lat chodze do psychoanalityka, on
radzi mi sprobowac, nie bac sie... A wy?