ivim
12.02.06, 21:32
Wiem, są w życiu ważniejsze sprawy niż współżycie intymne i na co dzień ganie
się za to że się nad sobą użalam. Ale przychodzą takie dni jak dziś kiedy
wszystko we mie krzyczy i zastanawiam się czy jeszcze ktoś tak ma ?
W wieku 20 lat wyszłam za mąż za kogoś kogo nie kochałam jak się szybko
okazało, współżycie z nim traktowałam jak a) przykry obowiązek małżeński, b)
coś co trzeba zrobić dla świetego spokoju w domu, c) wstrętny przymus, prawie
jak gwałt, po którym ryczałam pół nocy. Mó mąż wogole mnie nie pociągał wręcz
przeciwnie działał na mnie odpychająco, nie lubiłam jego czułosci i prze 10
lat bez mała "bolała mnie wieczorem głowa". Słyszałam z jego strony, że
jestem nienormalna , że oziębła, że muszę się leczyć. Dostawałam instrukcje w
postaci kaset porno, abym się trochę poduczyła od dziewczyn które robią to z
PRAWDZIWĄ PRZYJEMNOŚCIĄ !!! ( Bo mój mąż uważał, że kobiety na filmach
przeżywają niesamowitą rosskosz i absolutenie nie udają) Gdy na babskich
wieczorkach koleżanki zwierzały się ze swoich przyjemnych chwil w łóżku, ja w
środku czułam czarną rozpacz, w gardle ogromną rosnącą kule i rozdzierający
ból... ewakułowałam się wtedy zawsze jak najszybciej do domu aby się
wyryczeć...nie mogłam słuchać ich opowiadań! Po 10 latach przypadkowo
poznałam JEGO w delegacji. Był zupełnie inny niż mój mąż cała noc nie całował
i głaskał po włosach, był czuły , podobał mi się też fizyczne. Nasze kontakty
fizyczne były ferią czułości i pieszczot, to mi wystarczało wtedy. Czułam się
w siódmym niebie. Moje życie z jednej strony nabrało niesamowitego smaku i
nowych kolorów. Niestety kiedy po kilku miesiącach ON zaproponował abym
odeszła od męża i związała się z nim ( był kawalerem) nie wiedziała jak
postąpić. Z jednej strony nowe życie bez nocnych upokorzeń, poza tym z mężem
nasze życie codzienne układało się oficjalnie i poprawnie, z drugiej zaś myśl
o tak poważnej zmianie w życiu napawała mnie potężnym strachem. Nie mogła
wytrzymać tej huśtawki i zawieszenia. Zakończyło się to próba samobójczą .
Rozwodem z mężem, wyjazdem do innego miasta, porzuceniem wszystkiego za sobą
pracy na wysokim stanowisku, znajomych, całego dotychczasowego życia.
Związałam się z NIM w nieformalnym związku. Wydawało się, że teraz może być
tylko dobrze...ON jest nadal czuły, może nie tak jak na początku ale jednak,
często mnie cmoka w policzek, przytula... i na tym koniec. Nikłe kontakty
zamieniły się w ich brak. w rok po naszym spolnym zamieszkaniu wylądowaliśmy
u seksuologa, skończyło się na 2 wizytach bo okazało się że jestem wciązy (
naprawdę przy tej częstotliwości współżycia to cud) i inne sprawy zaprzątały
nas, co ON przyjął chyba z ulgą. Syn nasz ma 2 lata, od momentu jego poczęcia
nie współżyliśmy ze sobą ani razu. a ON jest nadal czuły. Na poczatku
próbowałam rozmawiać, ale on nie widzi problemu, ot taki temperament... Znów
zaczeło się dla mnie piekło, tym razem to ja pragnę kontaktu ale nie chcę już
beznadziejne żebrać.
Czy nade mną wisi jakieś fatum, czy ja mam umrzeć nie zaznając ani krzty
męskiej pasji... Nigdy nie przeżyłam orgazmu, nawet w najsmielszych snach o
tym nie marzę, marzę aby mój facet powiedział mi któregoś dnia : " chcę się z
tobą kochać, pragnę Cię.."
...Wiem, jest wiele ważniejszych spraw w życiu...