Dodaj do ulubionych

Byłam dziewicą aż do ślubu... i...

02.06.06, 21:08
Obie z siostrą byłyśmy wychowane w głebokiej wierze. Właściwie nie
zgadzałyśmy się z tym, miałyśmy inne zdanie, ale srogie wychowanie wbiło nam
to tak głeboko do głów, że cóż...

No i stwierdziłam, że muszę być dziewicą do ślubu (bo zgodnie z tym co
słyszałam od rodzićów, jak nie będę dziewicą, to będę dziwką). I co dalej?
Mojego męża w ogóle nie obchodzą moje potrzeby, gra wstępna do miętoszenie
piersi i sądzę, że raczej jego to ma podniecić, aniżeli mnie. Nie mam żadnej
przyjemności z seksu, często ból, kiedy mówię, że boli, że za szybko, to
słyszę, żebym nie przesadzała. Męczę się z tym człowiekeim już 3 lata. W
innch dziedzinach życia jest raczej fajnie, ale on nie okazuje mi czulości
(powiecie: widziały gały co brały - owszem, ale ja wszelkie przejawy czlości
traktowałam jak grzech, więc unikałam ich jak ognia). Nie jestem całowana,
nie jestem przytulana, rodzice są wniebowzięci bo mąż dobrze zarabia.

Moja siostra również była dziewicą do ślubu, ale jej mąż jest wspaniały. Ona
jest zachwycona wszystkim, seksem też. Mnie się nie udało. Żałuję małżeństwa,
ślubu kościelnego nie cofnę, jeśli kiedyś spotkam TEGO mężczyznę, to na ślub
kościelny jest już za późno, a jest on dla mnie ważny.
Obserwuj wątek
    • c.eastwood Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 02.06.06, 21:11
      ale nudzisz - jestes jak lalka
      trzeba miec osobowość
      a tak to kup se wibrator
      • maretina Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 02.06.06, 22:02
        c.eastwood napisał:

        > ale nudzisz - jestes jak lalka
        > trzeba miec osobowość
        > a tak to kup se wibrator
        debil.
    • iberia30 Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 02.06.06, 21:12
      zawsze mozesz starac sie o uniewaznienie zawarcia zwiazku malzenskiego w
      kosciele.
      • maretina Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 02.06.06, 22:02
        iberia30 napisała:

        > zawsze mozesz starac sie o uniewaznienie zawarcia zwiazku malzenskiego w
        > kosciele.
        z powodu zycia zgodnego z przykazaniami? zmiluj sie....
        • iberia30 Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 02.06.06, 22:21
          maretina napisała:

          > z powodu zycia zgodnego z przykazaniami? zmiluj sie....

          a od kiedy to zachowanie dziewictwa jest jedynym z przykazan to raz, po drugie
          skad wiesz, ze oboje byli zdolni (emocjonalnie, psychicznie itd) do zawarcia
          owego malzenstwa?Wbrew pozorom kanon o niezdolnosci do zawarcia malzenstwa z
          przyczyn psychiczno-emocjonalnych coraz czesciej sie stosuje i uniewaznie
          zwiazki sakramentalne, niestety ale to kwestia......pieniedzy, aby takie
          uniewaznienie dostac....
          • maretina Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 03.06.06, 07:51
            naprawde nie wiesz, ze katolicy powinny zachowac czystosc seksualna do slubu?
            nawet jesli nie ejstes wierzaca to musialas gdzies to uslyszec.... nie wierze.
            nie pisalam tez, ze oni nie byli gotowi emocjonalnie do malzenstwa. czytaj ze
            zrozumieniem, bedzie latwiej wymieniac mysli. z fantazja polemizowac trudno.
            • iberia30 Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 03.06.06, 10:28
              maretina napisała:

              > naprawde nie wiesz, ze katolicy powinny zachowac czystosc seksualna do slubu?

              wiem, a czy ja gdzies napisalam, ze jest inaczej????

              > nawet jesli nie ejstes wierzaca to musialas gdzies to uslyszec.... nie wierze.

              jw


              > nie pisalam tez, ze oni nie byli gotowi emocjonalnie do malzenstwa. czytaj ze
              > zrozumieniem, bedzie latwiej wymieniac mysli. z fantazja polemizowac trudno.

              no wlasnie kto powinien nuaczyc sie czytac ze zrozumieniem.Moze najpierw
              doinformuj sie jakie moga byc powody do uniewaznienia malzenstwa a potem sie
              wypowiadaj, to,ze ktos do slubu zyl w czystosci nie oznacza, ze jego malzenstow
              jest waznie zawarte.
              • maretina iberia 03.06.06, 21:10
                czytasz w postach to co chcesz uslyszec, a nie to co ktos napisal.
                uniewaznienie malzenstwa to nie spacer po hipermarkecie w niedzielne
                popoludnie. musza do tego spelnione okreslone czynniki. na pewno jednym z nich
                nie bedzie nieudany sex. zlituj sie i przestan sie kompromitowac.
                • iberia30 Re: maretina 03.06.06, 21:28
                  maretina napisała:

                  > czytasz w postach to co chcesz uslyszec, a nie to co ktos napisal.

                  zapomnialas dodac, iz wnioskujesz tak poniewac nie potrafisz czytac, ze
                  zrozumieniem.

                  > uniewaznienie malzenstwa to nie spacer po hipermarkecie w niedzielne
                  > popoludnie. musza do tego spelnione okreslone czynniki.

                  doprawdy?no jak dobrze, ze to napisalas:-))0,
                  > na pewno jednym z nich nie bedzie nieudany sex. zlituj sie i przestan sie
                  kompromitowac.
                  no wlasnie, nie kompromituj sie swoja nieumiejetnoscia czytania ze
                  zrozumieniem.NIGDZIE nie napisalam,ze nieudany sex jest jednym z powodow do
                  uniewaznienia malzenstwa.
                  Specjalnie dla Ciebie maretina :
                  "Są 3 rodzaje podstaw prawno-kanonicznych do zaskarżenia ważności małżeństwa:
                  1. niezachowanie przepisanej prawem kanonicznym formy zawarcia małżeństwa -
                  zachodzi w przypadku, gdy duchowny asystujący przy zawieraniu małżeństwa nie
                  posiada odpowiedniego upoważnienia lub gdy katolicy nie zawierają małżeństwa wg
                  obowiązującej formy kanonicznej;
                  2. przeszkody tzw. zrywające, które czynią zawarcie małżeństwa nieważnym: 2.1
                  przeszkoda wieku (brak wystarczającej dojrzałości fizycznej i psychicznej)
                  2.2 przeszkoda niemocy płciowej (impotencji)
                  2.3 przeszkoda węzła małżeńskiego
                  2.4 przeszkoda różnej religii (gdy jedna ze stron jest nieochrzczona)
                  2.5 przeszkoda święceń
                  2.6 przeszkoda ślubu (czystości)
                  2.7 przeszkoda uprowadzenia (dotyczy tylko kobiety)
                  2.8 przeszkoda występku (małżonkobójstwa)
                  2.9 przeszkoda pokrewieństwa
                  2.10 przeszkoda powinowactwa (tzn. bliskości zachodzącej pomiędzy mężem a
                  krewnymi żony oraz żoną a krewnymi męża; można uzyskać od niej dyspensę w
                  pewnych wypadkach)
                  2.11 przeszkoda przyzwoitości publicznej (uniemożliwiająca, w sytuacjach
                  określonych przez prawo, ważne zawarcie małżeństwa między jedną ze stron albo
                  nieważnego małżeństwa po rozpoczęciu przez strony współżycia albo notorycznego
                  i publicznego konkubinatu i krewnymi drugiej ze stron)
                  2.12 przeszkoda pokrewieństwa ustawowego (uniemożliwiająca, w sytuacjach
                  określonych przez prawo, ważne zawarcie małżeństwa przez osoby związane
                  pokrewieństwem prawnym, powstałym wskutek adopcji)

                  3. wady zgody małżeńskiej:
                  3.1 brak dostatecznego używania rozumu
                  3.2 poważny brak rozeznania oceniającego co do istotnych praw i obowiązków
                  małżeńskich wzajemnie przekazywanych i przyjmowanych
                  3.3 niezdolność do podjęcia istotnych obowiązków małżeńskich z przyczyn natury
                  psychicznej (takich jak: budowanie wspólnoty życia małżeńskiego, wierność
                  małżeńska, unikanie tego, co rozbija i działa destrukcyjnie na małżeństwo,
                  pożycie intymne otwarte na potomstwo, wzajemne obdarowywanie się
                  miłościąkierunkowaną na zrodzenie i wychowanie dzieci, utrzymywanie wyłącznej i
                  nierozerwalnej wspólnoty życia małżeńskiego, zdolnej do osiągnięcia i
                  realizowania celów małżeństwa;
                  niezdolność może być spowodowana przez np. skrajny egoizm, chroniczny
                  alkoholizm, narkomanię, homoseksualizm, biseksualizm, transseksualizm,
                  nadpobudliwość seksualną

                  3.4 brak wystarczającej wiedzy o małżeństwie (np. strony nie wiedzą, że
                  małżeństwo to trwały związek między mężczyzną i kobietą, skierowany ku
                  zrodzeniu i wychowaniu potomstwa)
                  3.5 błąd co do osoby lub co do przymiotu osoby (np. jej wieku, wykształcenia),
                  albo błąd narzeczonych co do istoty małżeństwa lub co do istotnych praw i
                  obowiązków małżeńskich
                  3.6 błąd co do istotnych przymiotów małżeństwa: jedności, nierozerwalności lub
                  jego sakramentalnej godności
                  3.7 podstępne wprowadzenie w błąd w celu skłonienia drugiej osoby do zawarcia
                  małżeństwa, np. zatajenie przed ślubem bezpłodności, choroby psychicznej lub
                  wenerycznej (HIV itp.)
                  3.8 symulacja zgody małżeńskiej:
                  a/ całkowita - symulant wyklucza wewnętrznie pozytywnym aktem woli zawarcie
                  małżeństwa
                  b/ częściowa - gdy jedna ze stron lub obydwie wykluczają istotny element
                  małżeństwa albo jakiś jego istotny przymiot (jedność, nierozerwalność lub
                  sakramentalność)
                  3.9 zgoda warunkowa
                  3.10 przymus fizyczny lub moralny, tj. presja wywierana na wolę jednej ze
                  stron, oraz bojaźń, tzn. wstrząs duchowy czy zaniepokojenie pojawiające się pod
                  wpływem niebezpieczeństwa zagrażającego stronie bezpośrednio lub w niedalekiej
                  przyszłości, które nie ustało przed zawarciem małżeństwa "

                  za strona:
                  www.vinculum.pl/
                • domisku_21 Re: iberia 03.06.06, 23:36
                  maretina napisała:

                  > czytasz w postach to co chcesz uslyszec, a nie to co ktos napisal.
                  > uniewaznienie malzenstwa to nie spacer po hipermarkecie w niedzielne
                  > popoludnie. musza do tego spelnione okreslone czynniki. na pewno jednym z
                  nich
                  > nie bedzie nieudany sex. zlituj sie i przestan sie kompromitowac.

                  absolutna racja....co drugie malzenstwo byloby uniewaznione bo iberio sex w
                  kanonach koscielnych ma sluzyc prokreacji a nie przyjemnosci...
                  • iberia30 Re: iberia 04.06.06, 10:08
                    domisku_21 napisała:

                    >
                    > absolutna racja....co drugie malzenstwo byloby uniewaznione bo iberio sex w
                    > kanonach koscielnych ma sluzyc prokreacji a nie przyjemnosci...

                    badz laskaw poczytac moja ostatnia odp do maretiny....o powodach do
                    uniewaznienia malzenstwa, to , ze ktos zyl do slubu w czystosci NIE OZNACZA,
                    ze jego slub zostal waznie zawarty.Wiec kto tu sie kompromituje niewiedza????
          • mam6lat Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 04.06.06, 15:59
            pienidzy? - w diec warszawskiej 600 zł - sześćset
            • iberia30 Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 04.06.06, 18:19
              mam6lat napisała:

              > pienidzy? - w diec warszawskiej 600 zł - sześćset

              wszystko zalezy od diecezji.......
        • uniach Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 04.06.06, 08:55
          maretina napisała:

          > iberia30 napisała:
          >
          > > zawsze mozesz starac sie o uniewaznienie zawarcia zwiazku malzenskiego w
          > > kosciele.
          > z powodu zycia zgodnego z przykazaniami? zmiluj sie....

          Zmiłuj się przede wszystkim nad sobą. A chama, który jest twoim mężem, należy poddać leczeniu, bo małżeństwo bez seksu sprawiającego satysfakcję obojgu partnerom jest po prostu nieważne.
    • czwarty.wymiar Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 02.06.06, 21:19
      Trzeba było nie czekać z seksem do ślubu - nie narzekałabyś tu teraz.
    • dziewice heh 02.06.06, 21:23

      • lirene1 Re: heh 02.06.06, 21:45
        dlaczego jestescie tacy niemili!Dziewczyna ma poważny problem, a wy dajecie
        teksty typu "mogłaś nie czekać do ślubu...". Awolindo nie martw się jakośc się
        poukłada!
        • dziewice moze powiedz mu czego pragniesz.. 02.06.06, 21:46

          • duleczka Re: moze powiedz mu czego pragniesz.. 02.06.06, 21:52
            popieram...rozmowa może pomóc ...spróbuj porozmawiać z mężem
            • dziewice Re: moze powiedz mu czego pragniesz.. 02.06.06, 22:45
              tak, Kobiety uwielbiaja rozmawiac..

              duleczka napisała:

              > popieram...rozmowa może pomóc ...spróbuj porozmawiać z mężem
        • tygrysio_misio Re: heh 02.06.06, 21:49
          w zasadzie to jest najlepszy dowod na to jak wazny jest sex i ze nie warto
          czekac
          • bleman Re: heh 03.06.06, 21:59
            "Nie czekac" to nie takie latwe.
        • ania.downar Re: heh 02.06.06, 21:55
          lirene1 napisała:

          > dlaczego jestescie tacy niemili!Dziewczyna ma poważny problem, a wy dajecie
          > teksty typu "mogłaś nie czekać do ślubu...". Awolindo nie martw się jakośc
          się
          > poukłada!

          No to jej poradzilas, nie ma co... :-)
          • kolorowa_diablica Re: heh 02.06.06, 21:57
            znalazła kolezanka złoty środek :)
        • deodyma Re: heh 02.06.06, 22:01
          lirene1 napisała:

          > Awolindo nie martw się jakośc się
          > poukłada!
          jakos sie pouklada?a czytalas dokladnie post Awolindy? przeciez ta sytuacja
          trwa juz 3 lata.
          • lirene1 Re: heh 02.06.06, 22:08
            ja jej nie doradzam tylko pocieszam!
            • kolorowa_diablica Re: heh 02.06.06, 22:13
              na pewno podniosłaś ją na duchu :D
        • nom73 Re: heh 03.06.06, 23:13
          Brak seksu to jeszcze nie problem, ja też go nie mam i żyję. :-)
          • beti777 Re: heh 06.06.06, 10:50
            nom73 napisał:

            > Brak seksu to jeszcze nie problem, ja też go nie mam i żyję. :-)
            ona niema braku tylko musi spac z kims kto sprawia jej bol i nieprzyjemnosc to
            prawie jak gwalt............brak seksu sie z tym nie rowna
    • kolorowa_diablica Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 02.06.06, 21:54
      a podobno niedopasowanie seksualne to tylko mit...
      w tej sytuacji to tylko rozmowa, rozmowa, rozmowa... i liczyć na to, że cos nią zdziałasz :)
      • kasia_ruchasia moze on nie dojrzał do dawania.."bierze" narazie 02.06.06, 22:01
        porozmawiaj z nim
    • snegnat Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 02.06.06, 22:12
      Czy przed ślubem nie zauwazyłaś, że Twój mąż jest egoistą..? Nie widać było, że
      pojecie czułości jest mu obce? Nie wierze, że ludzie aż tak się zmieniają po ślubie.

      Jedyne co Ci teraz pozostaje to przeprowadzenie powaznej rozmowy a jak to nie
      zadziała to rozwód.

      Pozdrawiam.
      • awolinda Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 02.06.06, 22:27
        Nieczęsto, ale przytulał mnie albo całował, ale ja zawsze miałam poczucie winy,
        że grzeszę. Więc byłam szczęśliwa, gdy tego nie robił, bo nie czułam się
        brudna. Myslałam, że skoro po ślubie juz będzie wolno, to będziemy korzystać z
        dozwolonej już bliskości. Dopiero teraz jestem mądra, ale już po ptakach...
        • snegnat Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 02.06.06, 22:44
          > Nieczęsto, ale przytulał mnie albo całował, ale ja zawsze miałam poczucie winy,
          >
          > że grzeszę. Więc byłam szczęśliwa, gdy tego nie robił, bo nie czułam się
          > brudna. Myslałam, że skoro po ślubie juz będzie wolno, to będziemy korzystać z
          > dozwolonej już bliskości. Dopiero teraz jestem mądra, ale już po ptakach...

          Cóż.. teraz już wiesz, że faceci po ślubie nie zmieniają się na lepsze. Pewno
          jemu też odpowiadało to, że Ty nie chcesz od niego żadnej czułości.

          Wcale nie jest już po ptokach. Jeżeli rozmowa z mężem nie pomoże to zawsze
          możesz się rozwieść. Teraz już chyba wiesz, że słuchanie nauk kościoła nie
          zawsze na dobre wychodzi.
        • qui_pro_quo Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 03.06.06, 00:03
          > Nieczęsto, ale przytulał mnie albo całował, ale ja zawsze miałam poczucie
          winy,
          >
          > że grzeszę.

          :(((
          Ja też miałabym z tego powodu olbrzymie poczucie winy.
        • uniach Wcale nie jest po ptakach. 04.06.06, 09:04
          Ja jestem facetem, ale w łeb bym sobie palnął, gdybym się dowiedział, że seks z moją partnerką nie sprawia jej przyjemności i nie zaspakaja jej. Na twoim przykładzie widać jak na dłoni jaki fatalny wpływ ma wychowanie w wierze katolickiej na życie ludzi. Katolicy, którzy żyją w zgodzie z przykazaniami bożymi i kościelnymi (szczególnie tymi dotyczącymi współżycia seksualnego) nigdy nie będą ludźmi szczęśliwymi. Seksu trzeba się uczyć.
          • agatazieba Re: Wcale nie jest po ptakach. 05.06.06, 21:55
            można się uczyć w małżeństwie.
            mój facet potrzebował ponad roku, żeby zrozumieć, że całowanie po szyi sprawia
            mi większą przyjemność niż po piersiach. a w międzyczasie nauczył się lepiej
            pieścić moje piersi. jest coraz lepiej. ale my rozmawiamy o seksie, o naszych
            oczekiwaniach itp. kilka razy w tygodniu (tym więcej, im fajniejsze efekty).
            musisz go zmusić, żeby cię wysłuchał i słuchał dalej. skoro w innych sprawach
            facet ci pasuje, to trzeba nad nim popracować, dać mu czas (na uświadomienie
            sobie, że: nie sprawia ci przyjemności, przyjemność ci się należy, może to
            zmienić, powinien się postarać, wtedy bardziej poczujesz, jak go kochasz,
            będziesz w lepszym nastroju itd. - co waszym relacjom wyjdzie na zdrowie). nie
            rezygnuj z seksu, jest bardzo ważny. na pewno nie będzie łatwo, ale co ci
            szkodzi próbować. cierpliwości! zapewniam o modlitwie.
        • starawyjadaczka Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 06.06.06, 10:23
          awolinda napisała:

          > Nieczęsto, ale przytulał mnie albo całował, ale ja zawsze miałam poczucie
          winy,
          >
          > że grzeszę. Więc byłam szczęśliwa, gdy tego nie robił, bo nie czułam się
          > brudna.


          co propaganda religijna robi z umyslem czlowieka :D
      • lee_20 Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 05.06.06, 19:20
        powiem jedno " nie kupuje sie kota w worku " hihi
    • ana-green Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 02.06.06, 22:26
      To chyba jakaś podpucha... :)
      • sarsur Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 02.06.06, 22:45
        A moze zamiast takiej "powaznej rozmowy" warto zakupic kilka ciekawych
        podrecznikow kamasutry?i przy wolnej chwili podrzucic mezowi owy poradnik z
        zaznaczonymi pozycjami,ktore Tobie odpowiadaja.Wiem,ze moze Cie to wiele
        kosztowac emocji i moze bedziesz sie czula zawstydzona,ale zazwyczaj partnerzy
        bez skrepowania rozmawiaja o seksie,wiec na pewno Twoj maz nie poczuje sie
        urazony.
    • bastetinka czegos tu nie rozumiem.... 02.06.06, 23:10
      Czy wyszlas za maz za czlowieka, ktory byl ci obcy?
      Jaka jest miedzy wami roznica wieku?

      Ja tego, co napisalas zupelnie nie rozumiem.
      • awolinda Re: czegos tu nie rozumiem.... 02.06.06, 23:16
        Jestem młodsza 10 lat (ja 25, on 35). Właściwie był mi obcy... Nigdy nie
        spotykałm się z mężczyznami, rodzice trzymali mnie pod kloszem, na smyczy. On
        był pierwszym facetem, który dostał od rodziców pozwolenie na widywanie się ze
        mną. Może pokochałam go, bo zabrał mnie z tego domu, bo dawał kwiaty, rozmawiał
        itd. Teraz już wiem, że się wpakowałam...:( W ogóle beznadziejna sytuacja,
        przysięgłam sobie że ja wychowam dzieci inaczej.
        • deodyma Re: czegos tu nie rozumiem.... 02.06.06, 23:24
          no to w rodzicach nie bedziesz miala zadnego oparcia. nie dosc, ze trzymali cie
          pod kloszem to jeszcze sami wybrali ci meza. a ze teraz sie meczysz i jest ci
          zle? rodzice tego nie zauwaza bo dla nich nie liczy sie twoje szczescie, ale ze
          on dobrze zarabia. musisz koniecznie porozmawiac ze swoim mezem i to jak
          najszybciej.
    • szefu13 Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 02.06.06, 23:40
      Po przeczytaniu całości uważam, że to podpucha, ale jak się bawić, to się
      bawić, a że woda jest na mój młyn, więc się wypowiem :)))).
      No więc generalnie, to Twój problem wynika z tego, że od początku, czyli
      jeszcze przed ślubem zachowywałaś się nienaturalnie. Być może wprowadziłaś
      Twojego faceta tym w błąd i stąd teraz jego prawdopodobnie nerwowe zachowanie.
      Ja tam Ci radzę postąpić według procedury:
      1. rozmowa,
      2. edukacja
      3. ultimatum,
      4. puszczenie się (jako realizacja ultimatum :))) ),
      5. rozwód.
      Przy czym sukces po którymś z powyższych punktów oznacza przerwanie stosowania
      procedury :)))))). Polecam też mówienie mężowi, co lubisz i co ma Ci robić,
      żeby było dobrze. Może wreszcie też odkryje klitorisa, a nie tylko będzie
      miętolił cycki :)))))))))).
    • jasmina_tdi Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 03.06.06, 00:12
      Z jednej strony zdajesz sobie sprawe, co i dlaczego zrujnowalo Ci zycie, a z
      drugiej - nadal ta sama śpiewka...


      awolinda napisała:

      Żałuję małżeństwa, ślubu kościelnego nie cofnę, jeśli kiedyś spotkam TEGO
      mężczyznę, to na ślub kościelny jest już za późno, a jest on dla mnie ważny.
      • meduza7 Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 03.06.06, 00:25
        Ja myślę, że tu nie tyle rozmowa potrzebna, co fachowa terapia. Problem leży
        nie tylko po stronie męża. Jeśli ktoś przez całe życie był wychowywany w
        poczuciu, że takie czy inne zachowania są grzechem, to nie pomoże tu
        stwierdzenie, że "teraz po ślubie już możemy". Mam wrażenie, że Awolinda nadal
        ma głęboko zakorzenione poczucie grzechu, które nie pozwala się jej otworzyć na
        seks i przyjemność z niego płynącą. Nie sądzę, żeby sytuację zmienił związek z
        innym mężczyzną - przeciwnie, poczucie winy będzie jeszcze silniejsze. Nie
        wiem, jakie poza tym jest to małżeństwo, czy mąż oprócz tego, że zarabia, ma
        jeszcze inne pozytywne cechy - ale jeśli autorka wątku nie zrezygnowała jeszcze
        z niego całkowicie, to naprawdę szczerze doradzam terapię rodzinną. Zwłaszcza
        zanim jeszcze pojawią się dzieci.
        • obywatel_korowiow Meduza 03.06.06, 08:11
          myślę, że masz rację. Choć może gdyby spotkała mężczyznę bardziej oświeconego zycie ułozyło by się inaczej. Spróbowałbym porozmawiać, może coś to poprawi ale nie bardzo w to wierzę. Najbardziej przykry jest fakt, że sytuacja spowodowana została przez rodziców. Istnieje oktreślenie "toksyczny rodzic" i chyba awolindzie tacy sie przytrafili. To nie pierwsza wypowiedź na tym forum, gdzie źródłem problemu są rodzice i ich surowe (często katolickie) zasady. W takim żyjemy społeczeństwie, gdzie ślepa wiara nie idzie w parze ze zdrowym rozsądkiem. Nawet jeśli cała ta sytuacja jest wymyślona to mam 100 % pewności, że niejedna kobieta boryka się z podobnym problemem. A jeśli to fakt, to bez terapii trudno będzie wybrnąć.
        • chicarica Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 03.06.06, 09:00
          A ja z kolei myślę, że sama terapia też niewiele tu da. Terapia to jedno,
          autorce wątku by się z pewnością przydała, ale faktem jest, że niektórzy faceci
          są po prostu beznadziejnymi kochankami i NIE WIERZĘ że możliwa jest przemiana z
          kapcia i egoisty w demona seksu. Bycie dobrym w łóżku nie polega tylko i
          wyłacznie na wykonywaniu jakichś wyuczonych ruchów; tu chodzi o fantazję,
          urozmaicenie oraz empatię. Jeśli facet tego nie potrafi, to z dobrego seksu
          nici, choćby na pamięć wyrył całą Kamasutrę. To się ma we krwi po prostu - i
          często wcale nie ci, którzy o seksie ciągle gadają i uważają się za wielkich
          maczo, okazują się być dobrymi kochankami. Miałam takiego jednego, szybko mu
          podziękowałam za współpracę, on pewnie do tej pory nie za bardzo wie dlaczego.
          W zasadzie to nawet nie wiem co by tu doradzić autorce wątku. Tu by było po
          pierwsze potrzebne lekkie przeorganizowanie światopoglądu, bo ten praktykowany
          obecnie najwyraźniej jej nie służy. Potem trzeba by pomyśleć o zwrocie małżonka
          rodzicom, skoro go tak lubią to niech go sobie wezmą. A jeszcze później, o
          poszukaniu MĘŻCZYZNY.
          • obywatel_korowiow Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 03.06.06, 10:07
            No cóż :) co racja to racja, demona seksu z niego raczej nie będzie, jestem jednak zdania, że terapia przydałaby się zdecydowanie. Wiem ile szkód potrafią wyrządzić rodzice (często nieświadommie), wiem jak potrafią cierpieć ludzie nie potrafiący poradzić sobie z (czasami bzdurnymi) zasadami pakowanymi przez całe dzieciństwo i młodość do głow, wiem jak trudno czasami przekroczyć niewidzialną barierę normalności (takiej w ogólnym rozumieniu). Korespondowałem jakiś czas z niemal czterdziestoletnią katechetką (rozwiedzioną)usiłującą rozpaczliwie znaleźć drugą połowę. Jej determinacja była równa surowości zasad jakie zostały jej WBITE do glowy. Autorka zresztą pisze wyraźnie : "Obie z siostrą byłyśmy wychowane w głebokiej wierze. Właściwie nie zgadzałyśmy się z tym, miałyśmy inne zdanie, ale srogie wychowanie wbiło nam to tak głeboko do głów, że cóż..."
            Nie znam awolindy, wnioskuję tylko z tego o czym pisze, że przeszła z siostrą pranie mózgu. Takie coś zostawia zawsze ślad. Może i poradzi sobie z tym sama, ale zapewne nie u boku (no i co tu napisać, bo "mężczyzna" nijak mi tu nie pasuje?) takiego meża. Piszesz o przeorganizowaniu światopoglądu. To wcale nie jest takie proste. Wymagało by to niezwykłej siły i woli by wymazać z pamięci magiel psychiczny jaki zafundowali jej rodzice.
    • searena Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 03.06.06, 00:18
      No cóż, współczuję Ci. Dla mnie to jest kolejny dowód na to, że zachowywanie
      dziewictwa do ślubu nie ma ŻADNEGO SENSU poza religijnym i tradycjami. Kiedyś
      kobiety nie miały nawet prawa mysleć o własnych potrzebach, o swoim szczęściu,
      miały być matkami, żonami, kucharkami przy swoim "panu i władcy". W dzisiejszej
      rzeczywistości stosowanie starych praktyk powoduje totalny rozdzwięk, kobiety są
      świadome i chcą mieć satysfakcję z seksu, i słusznie. Powiedzenie że "trzeba się
      sprawdzić" jest bardzo słuszne i mądre.
      • obywatel_korowiow Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 03.06.06, 08:16
        searena napisała:
        >Kiedyś
        > kobiety nie miały nawet prawa mysleć o własnych potrzebach, o swoim szczęściu,
        > miały być matkami, żonami, kucharkami przy swoim "panu i władcy".

        I to doprowadziło do ruchu zwanego feminizmem (czemu się wcale nie dziwię) i nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie nienawiść, fanatyzm z jakim niektóre przedstawicielki depczą rodzaj męski :)
        • searena Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 03.06.06, 10:12
          Gdzie?? A podaj konkretne przykłady?? Nie wiesz czym jest feminizm :) To nie
          "nienawiść do rodzaju meskiego" tylko walka o swoje prawa. Prawdziwe feministki
          mają również mężów, partnerów, dzieci i rodziny. Zwracają tylko uwagę na prawa i
          potrzeby kobiet, to wszystko. Inne odchylenia nie sa feminizmem tylko
          odchyleniem właśnie :)
          • obywatel_korowiow Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 03.06.06, 10:19
            Właśnie o tym pisałem . Pisałem również , że nie byłoby w ruchu feministek niczego złego, gdyby nie fanatyzm niektórych dzałaczak (z podkreśleniem na "niektórych"). Nie mam nic przeciwko kobietom walczącym o swoje prawa a fanatyzm w każdy działaniu przynosi więcej szkód niż pożytku :). Druga sprawa, że kobiety i mężczyźni już z samych uwarunkowań biologicznych startują z zupełnie różnych pozycji.
        • rapsodiagitana Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 03.06.06, 10:15
          Jasne, że jest masa kobiet "bezlitośnie depczących rodzaj męski". Ale przyznaj,
          że jest równie duża grupa mężczyzn poniżających kobiety. Tylko że to juz się
          wpisało w tradycję. Jak powiesz: "kariery jej sie zachciało, a kto mężowi obiad
          ugotuje?", albo: "Pani Ania i awans? Buhahahahaha, ty sobie wyobrażasz
          babę-szefa?", albo: "Nie pozyczę ci samochodu, jak baba za kierownicą, to na
          mur-beton u mechanika to sie skończy" - to co najwyżej kupa śmiechu będzie i
          nikt tutaj jadu, niesprawiedliwości, "deptania" nie dotrzeże :/ Feministki
          zdecydowanie mniej zdążyły narozrabiać w tej sferze.
          Co nie znaczy, że w odniesieniu do mężczyzn trzeba stosować te same środki.
          Uważam, że nie wolno. Ale mówienie o "fanatyzmie" feministek jest tak samo
          uprawnione jak o "fanatyzmie" mężczyzn.
          • obywatel_korowiow Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 03.06.06, 10:27
            rapsodiagitana napisała:

            > Jasne, że jest masa kobiet "bezlitośnie depczących rodzaj męski". Ale przyznaj,
            > że jest równie duża grupa mężczyzn poniżających kobiety.

            Przyznaję i sprzeciwiam się zarówno pierwszemu jak i drugiemu. Myślę nawet, że więcej jest takich "mężczyzn". A stereotypy? Myślę, że potrzeba jeszcze wiele czasu by się ich wyzbyć. Wiele kobiet myli feminizm z przejęciem roli a nie o to tu chodzi. Każdy ma swoje do zrobienia i nie zwalnia go to z okazywania szacunku drugiej stronie :).
            • rapsodiagitana Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 03.06.06, 11:14
              No to się w pełni zgadzamy :)
    • fr-edza Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 03.06.06, 10:20
      No tak to był błąd,ale przecież nie musisz się z nim męczyć...
      • awolinda Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 03.06.06, 21:58
        Nie mam dokąd pójść. Mieszkam u niego, to jego mieszkanie, ja nie mam
        praktycznie nic swojego. Do siostry nie pójdę, ona ma piętro w domu rodziców, a
        rodzice nie pozwolą mi tam zostać, bo przecież ślubowałam mu. A jak się uprę, a
        siostra mnie przyjmie, to mi uprzykrzą życie, a zapewniam, że są do tego
        zdolni.
        Pracuję, ale nie będzie mnie stać na wynajęcie mieszkania, po prostu zarabiam
        zbyt mało, aby się utrzymać.
        • 83kimi Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 06.06.06, 13:25
          Ile zarabiasz? Może jednak wystarczyłoby na wynajęcie malego pokoiku? Mieszkac
          z kimś, kogo się nie kocha - to jest grzech. Bo oszukujesz i jego, i siebie.
    • margie Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 03.06.06, 13:35
      Ja mysle tak: idz najpierw sama na terapie, zeby sie dowiedziec kim jestes: raz
      piszesz ze to tylko wychowanie, ktore wam z siostra bylo nie na reke
      ("Właściwie nie
      > zgadzałyśmy się z tym, miałyśmy inne zdanie, ale srogie wychowanie wbiło nam
      > to tak głeboko do głów, że cóż..."), a na koniec piszesz, ze slu koscielny
      jest dla cieie wazny. Musiz sie najpierw okreslic. A potem rozmawiaj z mezem -
      jesli rozmowanie pomoze, powiedzmu, ze albo sam pojdzie na terapie , bo z jego
      emocjami cos jest nie tak, albo sie rozstaniecie. Aleto dluga i trudna droga do
      pzrejcia.Byc moze okaze sie, ze jestes jeszcze nierozbudzona sexualnie.
      Natomiast ze maz za przeprozeniem ejst prostak to inna para kaloszy. Co to za
      text, ze masz nie pzreszkadzac?! Gumowa lale niech se kupi, palant!!!
    • poziomka35 Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 03.06.06, 16:31
      Rozwiedź sie, i tyle. Jesteś jeszcze młoda. A że ślub kościelny, to juz twój
      wybór. Albo chcesz miec ślub kościelny i byc nieszczęśliwa jak do tej pory,
      albo chcesz byc szczęśliwa bez ślubu kościelnego. A tak naprawdę to jest
      kolejny dowód na to że małżeństwo w wieku 25 lat (czy 23) to dużo za wcześnie,
      najpierw trzeba było dorosnąc. Powinnaś teraz wszystko przemyśleć i podjąć
      dojrzałą decyzję, nie zważając na oceny rodziców, bo to Ty masz byc szczęśliwa,
      a oni chyba tego chca również. Jestes jeszcze młoda, dojrzeje najpierw,
      zrealizuj swoje plany i ambicje życiowe a potem myśl o poważnym związku.
      Oczywiście musisz troche zweryfikować swoje poglądy bo jak nadal myslisz tak
      jak wychowali Cie rodzice to nic nie zrobisz bo przecież rozwód to grzech.
      A tak odnośnie podpuchy, jak sie tak rozglądam dookoła to widzę że takich
      małżeństw jest sporo, które są nieszczęsliwe, bo zostały zawarte z różnych
      powodów tylko nie z prawdziwej miłości. Bo juz czas, bo wesele, bo rodzina, bo
      dużo zarabia, ładnie wyglądaja ze sobą, bo czystość do ślubu a oni by już
      chcieli itp. A potem co? Jak w opisanym poście. Zastanówcie się ludzie zanim
      podejmiecie jedną z najważniejszych decyzji w zyciu.
    • karolus89 ja nadal jestem ale... 03.06.06, 19:48
      ...nie rozumeim jak moglas czekac do slubu, tym bardziej ze sama sie z tym nie
      zgadzalas! Wiele rzeczy robilam z chlopakami, glownie nowopoznanymi, i posuwam
      sie coraz dalej, wiec pewnie niedlugo na jakiejs imprezie w koncu "to"
      zrobie... W glowie mi sie nie miesci jak mozna byc tak poslusznym rodzicom.
      • maretina Re: ja nadal jestem ale... 03.06.06, 21:12
        karolus89 napisała:

        > ...nie rozumeim jak moglas czekac do slubu, tym bardziej ze sama sie z tym
        nie
        > zgadzalas! Wiele rzeczy robilam z chlopakami, glownie nowopoznanymi, i
        posuwam
        > sie coraz dalej, wiec pewnie niedlugo na jakiejs imprezie w koncu "to"
        > zrobie... W glowie mi sie nie miesci jak mozna byc tak poslusznym rodzicom.

        widzisz, Tobie sie w glowie nie miesci czystosc a autorce watku puszczanie sie
        na imprezach. kazdy jest inny.
    • piekielnica1 Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 03.06.06, 21:00
      awolinda napisała:

      > Obie z siostrą byłyśmy wychowane w głebokiej wierze.
      > Nie mam żadnej
      > przyjemności z seksu, często ból, kiedy mówię, że boli, że za szybko, to
      > słyszę, żebym nie przesadzała. Męczę się z tym człowiekeim już 3 lata.

      Być może on też był wychowany w głębokiej wierze, że kobieta powinna w tym
      momencie myśleć o ojczyźnie lub mękach Chrystusa i modlić się by jak
      najszybciej kończył i oszczędził wstydu.
      Marne szanse na zmianę tej mentalności, ani filmy, ani książki, ani rozmowy
      niczego tutaj nie zmienią. Takie typy tak mają, miałaś pecha. I rodzice i mąż.
      Wszystko zależy od Ciebie. Kościół lubi grzeszników.

    • doagniechy Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 03.06.06, 22:08
      Awolinda, cos mi nie pasuje w Twoich wypowiedziach! Napisalas:

      Chcę czekać do ślubu! Kiedy powiedzieć facetowi?
      Autor: awolinda
      Data: 29.05.06, 21:38


      --------------------------------------------------------------------------------
      Słuchajcie mam problem. Mam 20 lat, miałam do tej pory dwa poważne związki
      (ale bez seksu). Seks zdecydowałam się zostawić na "po ślubie". Moje pytanie
      dotyczy tego, kiedy informować o tym faceta.



      To jestes po slubie 3 lata czy nie?! O co tu chodzi??
      • doagniechy Mialas 17 lat jak wyszlas za maz?? 04.06.06, 09:16
        doagniechy napisała:

        > Awolinda, cos mi nie pasuje w Twoich wypowiedziach! Napisalas:
        >
        > Chcę czekać do ślubu! Kiedy powiedzieć facetowi?
        > Autor: awolinda
        > Data: 29.05.06, 21:38
        >
        >
        > ------------------------------------------------------------------------------
        -
        > -
        > Słuchajcie mam problem. Mam 20 lat, miałam do tej pory dwa poważne związki
        > (ale bez seksu). Seks zdecydowałam się zostawić na "po ślubie". Moje pytanie
        > dotyczy tego, kiedy informować o tym faceta.
        >
        >
        >
        > To jestes po slubie 3 lata czy nie?! O co tu chodzi??


        Czy tak?
        • alicja_wk Re: Mialas 17 lat jak wyszlas za maz?? 06.06.06, 14:40
          Masz racje, coś tu nie pasuje...
    • karus100 Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 03.06.06, 23:14
      Może spróbuj namówić męża na wizytę u seksuologa. Innego wyjścia nie widzę...
      • uniach Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 04.06.06, 08:53
        karus100 napisała:

        > Może spróbuj namówić męża na wizytę u seksuologa. Innego wyjścia nie widzę...

        Nie może, ale na pewno wizyta u seksuologa jest konieczna. Życie bez udanego seksu - szczególnie w młodości - jest nic nie warte.
    • domisku_21 Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 03.06.06, 23:32
      maz nie zaspokaja cie...to duzy problem...ktory moze zniszczyc
      wszystko...dlatego radze-probowac przed...
    • uniach Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 04.06.06, 08:50
      Z postu wynika, że jesteś inteligentną i wrażliwą kobietą, a trafiłaś na jakiegoś troglodytę. Swemu troglodycie daj jedną, jedyną szansę. Idźcie natychmiast do seksuologa, może ten pomoże mu zrozumieć do czego służy seks. Jeśli on z tej nie będzie chciał skorzystać - jedynym ratunkiem i rozwiązaniem dla ciebie jest rozwód. Im szybciej, tym lepiej. Ślub kościelny jest takim samym ślubem jak zawarty w USC, a bardziej grzeszysz godząc się na takie życie, jakie masz, niż gdybyś męża porzuciła. Wiara i kościół uczyniły większość ludzi nieszczęśliwymi, aniżeli przyczyniły się do ich szczęścia. Pamiętaj, życie masz jedno i szkoda go zmarnować z kretynem, który jest w tych sprawach egoistą.
    • gosiaa80 Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 04.06.06, 17:57
      bardzo przykre:(
    • diablica20 Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 05.06.06, 12:02
      tak to juz jest...dlatego ZAWSZE uwazalam ze aby wyjsc za maz za faceta musze
      go tez sprawdzic w lozku....bo sex jest tez podstawa zwiazku...to pokazanie
      milosci, czulosci, uwielbienia....a tego u was nie ma...wiec moim zdaniem
      zwiazek jest do bani.... bo to nie polega tylko na porozumiewaniu sie,
      dogadywaniu...zwiazek to cos wiecej...
      wspolczuje....
      • cala_w_kwiatkach Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 05.06.06, 21:57
        dokladnie, popieram przedmowczynie
        seks to nie tylko cielesnosc, ale takze okazywanie czulosci, zaangazowania,
        otwartosci na druga osobe, kwestia zaufania, zauwazania potrzeb partnera
    • margonik Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 05.06.06, 23:19
      Jeśli rozwodu lub zdrady nie bierzesz pod uwagę, to jedyne możliwe wyjście to
      ROZMAWIAĆ! Tylko musisz być delikatna w tych rozmowach i raczej sugerować, że
      to Ty masz problem sama z sobą, a nie że on jest zły w te klocki. Nawet jeśli
      to nie prawda! To bardzo ważne, bo inaczej zniechęcisz faceta do jakiegokolwiek
      współdziałania w tej sprawie. Jeśli odbierzesz facetowi pewność siebie w tej
      dziedzinie (a pewnie częściowo już odebrałaś), to będzie jeszcze gorszy. Będzie
      unikał tego "miętoszenia piersi" i innych czułości, bo będzie miał poczucie, że
      nie potrafi, że jest w tym kiepski, niezręczny i na dodatek oceniany. Jeśli się
      choć trochę stara, to raczej go nagradzaj jakąś "marchewką" (pochwałą, lepszym
      nastrojem, stwierdzeniem, że dzisiaj coś jakby w Tobie drgnęło itd) - tak, aby
      chciało mu sie starać jeszcze bardziej. Ostatecznie pamiętaj, aby winę bardziej
      przypisywać swoim mankamentom, niż jego - a jednoczesnie powtarzaj, że bardzo
      pragniesz to zmienić i bardzo chcesz, by on Ci w tym pomógł (w seksie krytyka
      jest naprawdę najgorszą metodą i trzeba jak ognia jej unikać!). Sukcesem
      będzie, jeśli w wyniku tych rozmów traficie do poradni seksuologicznej. Tacy
      specjaliści naprawdę są po coś... Także spróbuj naprowadzić go na to. Ponadto
      sugeruj, co byś chciała - że może to albo tamto sprawiłoby Ci przyjemność, że
      chciałabyś to przeżyć. Ale tez nie możesz go zmuszać do pewnych rzeczy, jeśli
      wyczujesz duży opór. Staraj sie mimo wszystko sugerować jakieś pieszczoty,
      zmianę tempa, nacisku dłoni itd. Poczytaj może trochę na temat seksu i wciel
      się w jego nauczycielkę - tylko tak, aby nie wyczuł tej Twojej roli :-)

      Powodzenia!
    • prezes74 Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 06.06.06, 09:45
      jak byłby czuły wobec ciebie to pewnie byś płakała teraz że nie jest on zbyt
      męski
      • beti777 Re: Byłam dziewicą aż do ślubu... i... 06.06.06, 11:12
        o matko Ty masz jakieś problemy z kobietami? a może jestes podobny do jej
        męża? :))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka