negra28
16.04.03, 16:00
Wczoraj przyjechał do nas mój brat. Z racji tego, ze rzadko bywa w polsce,
postanowił odwiedzić wiekszą częśc rodziny, m. in. naszego kuzyna - TEGO.
Przybyl, jak na kulturalnego człowieka przystało, o umówionej porze.
Przywiózł całąą masę prezentów, dla każdego, rzecz jasna i... po godzinie
wyszedł zniesmaczony i oburzony - dlaczego? Otóż szanowna małzonka
przetransferowac raczyła swoje nieuzasadnione zale i pretensje na mojego
brata i zastosowala odpowiedzialnosc zbiorowa. W jakiż sposób? Nie
poczęstowała brata i my sister in law (nie toleruję słowa "szwagierka",
kojarzy mi sie ewidentnie i jednoznacznie z lumpenproletariactwem) dosłownie
niczym! po pół godzinie, "na wniosek" kuzyna łaskawie przyniosła herbatę, gdy
brat poprosił o kolejną filiżankę ta... wzięła z podstawka wcześniej użytą
przez brata torebkę herbaty (o czajniczku do tego służącym nie słyszla)
i ...zalała wrzątkiem...
Żenuaria...