Dodaj do ulubionych

wracanie do siebie

    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 28.04.07, 22:10
      Akkknes badz siln aprosze cie!!! jedziemy na tym samym wozku!!!! moj ex tez
      wlasnie siedzi pewnie z ta Aska..... jestem tego pewna;( no i co??.... ano
      uslyszlaam potok pieknych slow do nieg a i tak robi swoje.....boli..tkaie
      klasmtwa starszbnie bola i nie pozwalaja o sobie zapomniec. Nie pisz do
      niego...nie dawaj mu tej satysfakcji ze zorbil z ciebie kretynke. Niech sobi
      emylsi ze lejesz na to. Naprawde ni episz, nie dzown....to jego sprawa skoro tak
      si ezahcowal, pokazal ze ci enie sznauje. Znam to...uwierz znam.....i wiem jak
      boli taka totalna olewka;( No ale to wsyzstko po cos jest..chyba... jeszzce
      wytrzymam. Napisalam list do Aniolow...moz emi to pomoze;)
      • akkknes Re: wracanie do siebie 28.04.07, 23:43
        dzieki!!
        na razie sie trzymam - chociaz jak spojrze na komorke i widze ze nic nie mam to
        sprawdzam czy na pewno mam zasieg :/
        najgorsze jest to ze on jest na tyle sprytny ze zadzwoni i powie ze o komorke w
        pracy zostawil albo ze mu sie rozladowala... a ja w to pewnie i nie uwierze ale
        zaakceptuje ten fakt :(
        boze poza tym on ma za pare dni urodziny... a ja jeszcze wczoraj w wyobrazni
        widzialam juz jak razem z tej okazji pojdziemy na winko jakies...
        boze, czego ja w tej mojej wyobrazni nie widzialam!!
        tak sie teraz tylko zastanawiam kiedy on sie odezwie i bedzie rznal glupa w
        zaparte - czy jeszcze dzis w srodku nocy czy jutro wieczorem jak bedzie
        wiedzial ze jestem w pracy czy w ciagu dnia bedzie ukrywal sie na gg i odezwie
        sie jak ja bede?
        wiecie co, ja tak naprawde wcale nie olewam go, nie to ze spoko nie zadzwonie.
        tu nawet nie chodzi o to, ze ja chce zeby on tak pomyslal. bo chyba ciagle tego
        nie chce! tylko ja po prostu powoli - zbyt wiele wiem o nim i jego zyciu, zbyt
        wiele faktow sie naklada, zbyt wiele rzeczy ktore czytam miedzy wierszami
        sprawdza sie... jak sie z nim widze czy gadam to jestem taka szczesliwa, a
        potem jak cos jest nie tak to czuje sie jak szmata. boze on robi ze mna co
        tylko sobie chce. nie wiem czy on zadzwoni jeszcze dzis czy jutro - i mimo ze
        chce sobie wmowic ze wcale mi na tym nie zalezy to bardzo chcialabym zeby
        zadzwonil i powiedzial ze jutro przyjedzie obejrzymy to dvd... ale wiecie co?
        do pracy jade co prawda dopiero wieczorem ale po prostu jak on sie odezwie to
        strzele w kulki ze jestem tak zajeta i w ogole... i znam siebie na tyle, ze
        umowie sie z nim za dwa dni!! i pewnie jeszcze dlugo bedzie to trwalo, bo do
        mnie jak same widzicie wszystko wolniej w tej kwestii dociera... ale powoli
        dociera... to nie jest mile uczcie :(
        dobranoc
        • qw994 Re: wracanie do siebie 28.04.07, 23:50
          > boze on robi ze mna co
          > tylko sobie chce.

          Ano właśnie.



          bo do
          > mnie jak same widzicie wszystko wolniej w tej kwestii dociera... ale powoli
          > dociera... to nie jest mile uczcie :(

          Może i niemiłe - na razie. Ale za to jakie budujące. Masz szansę, żeby się
          uwolnić. I daję ci dożywotnią gwarancję, że NIGDY nie będziesz tego żałować. Że
          wyrzuciłaś go ze swojego życia.
          • akkknes Re: wracanie do siebie 29.04.07, 00:10
            cholera strona mi zgasla i chyba sie nie wyslalo...

            napisal ze qw mnie ma, ze w tym jest sek - ze boje sie, ze zawsze juz zawsze
            bede tego zalowac. ze nie placze nie blagam nie prosze zeby wrocil. ze
            zostawiam to tak jak jest i czekam az umrze smiercia naturalna (i w mojej
            agonii). ze juz zawsze kazdego bede do niego porownywac, ze nigdy sie tego nie
            pozbede, ze te resztki utkwily mi juz na wieki wiekow amen.
            pewnie ze on tez mial i ma do teraz pewne rzeczy czy jakies tam nawyki ktore
            mnie niemilosiernie wkurzaly ale ja pokochalam je razem z nim, brakuje mi ich -
            i zawsze bedzie brakowac... ze bede sobie juz do konca zycia plula o to w
            brode :((

            a co do gabrysi - mowisz ze nie dotarlo i dlugo nie dotrze - nie wiem skad masz
            taka wiedze, ale jesli ja czuje ze cos sie zmienia to nie mow mi ze stoi w
            miejscu, ok?? zapewniam cie ze jeszcze tydzien temu mowilabym ze jest ok i
            jednoczesnie wisialabym na telefonie i pilowala jak glupia bo moze on zauwazy
            ze dzwonie, wyslalabym milion smsow i wiadomosci na gg i jeszcze dodatkowo na
            poczte sie nagrala. a tak siedze i pisze wam ze jestem naiwna szmata... boze
            dzieki ci ze nie jestem az tak glupia zeby majtki przy nim sciagac, przeciez
            teraz palilabym sie ze wstydu do samej siebie. albo z obrzydzenia...
            • qw994 Re: wracanie do siebie 29.04.07, 00:27
              > napisal ze qw mnie ma, ze w tym jest sek - ze boje sie, ze zawsze juz zawsze
              > bede tego zalowac.

              Nigdy. Wierz mi - nigdy.



              > ze te resztki utkwily mi juz na wieki wiekow amen.

              He he :) Dopóki nie poznasz kogoś lepszego :)
              • akkknes Re: wracanie do siebie 29.04.07, 00:32
                ale ja teraz mam takie mozliwosci, ciagle kogos poznaje i nawet jak jest ok
                przez 5min to w 6ej stwierdzam ze oooo to to on mowi inaczej niz moj romeo, to
                to inaczej cos tam... kurna to dotyczy np trzymania widelca!! z jednej strony
                to mnie tak wkurza... a z drugiej - to tak sobie czasami pomysle ze jakby
                wrocil to byloby tak fajnie...

                a tak jeszcze na pe-esie to sobie przypomnialam ze jak w wannie siedzialam to
                skojarzylam ze romeo specjalnie wylaczyl ten telefon gdzie mu dziala wibracja i
                dzwiek, zostawil tylko ten bez dzwieku i wibracji i siedzi i patrzy czy
                przypadkiem na dzwonie... o ile juz dawno nie spi... bo na to to tez go stac.
                wie ze czekam ze mysle wiec tak na zlosc mamie nie zalozy czapki i odmrozi
                sobie uszy...

                • qw994 Re: wracanie do siebie 29.04.07, 00:42
                  > ale ja teraz mam takie mozliwosci, ciagle kogos poznaje i nawet jak jest ok
                  > przez 5min to w 6ej stwierdzam ze oooo to to on mowi inaczej niz moj romeo,
                  to
                  > to inaczej cos tam... kurna to dotyczy np trzymania widelca!!

                  Minie ci z czasem. Na 100%.



                  > a tak jeszcze na pe-esie to sobie przypomnialam ze jak w wannie siedzialam to
                  > skojarzylam ze romeo specjalnie wylaczyl ten telefon gdzie mu dziala wibracja
                  i
                  > dzwiek, zostawil tylko ten bez dzwieku i wibracji i siedzi i patrzy czy
                  > przypadkiem na dzwonie... o ile juz dawno nie spi... bo na to to tez go stac.
                  > wie ze czekam ze mysle wiec tak na zlosc mamie nie zalozy czapki i odmrozi
                  > sobie uszy...

                  Za dużo fantazjujesz na jego temat. Równie dobrze on może po prostu spać. Albo
                  gdzieś się bawić. Raczej jego siedzenie i patrzenie na telefon, czy ty aby nie
                  dzwonisz uważam za jak najmniej prawdopodobne.
                • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 29.04.07, 00:44
                  akkknes napisał:

                  zostawil tylko ten bez dzwieku i wibracji i siedzi i patrzy czy
                  > przypadkiem na dzwonie... o ile juz dawno nie spi... bo na to to tez go stac.
                  > wie ze czekam ze mysle wiec tak na zlosc mamie nie zalozy czapki i odmrozi
                  > sobie uszy...
                  >

                  hehe:) a jutro Ci kupi pierscionek z brylantem i sie z Toba ozeni. i bedziecie
                  zyc dlugo i szczesliwie:Ty, on.... i ona:)
            • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 29.04.07, 00:40
              > a co do gabrysi - mowisz ze nie dotarlo i dlugo nie dotrze - nie wiem skad
              masz
              >
              > taka wiedze,

              z twoich postow. nadal odgrywasz komedie przed soba "jaka ja jestem
              nieszczesliwa amantka" jak z przedwojennego melodramatu i nie widzisz, ze
              chlopak od kilku miesiecy "delikatnie" daje Ci do zrozumienia, ze "raczej" nie
              jest Toba zainteresowany...
              ja sie Tobie nie dziwie, nawet nie potepiam. probuje uzmyslowic jedynie jak to
              wyglada z boku i jak Ty sama bedziesz to widziec za kilka miesiecy/lat...
              • akkknes Re: wracanie do siebie 29.04.07, 00:52
                gabrysia po pierwsze to ja nie widze siebie jutro a co dopiero za kilka lat?!?!?
                nie odgrywam przed soba komedii bo komedia to bawi, a mnie to co sie dzieje ani
                troche nie wydaje sie zabawne. dla mnie to jest koszmarne, tragiczne a do tego
                ohydne - zakochalam sie, pierwszy raz w zyciu bylam kogos pewna, wiedzialam po
                co i dla kogo cos robie, bylam w stanie dac wszystko, jak trzeba bylo umialam
                stanac na rzesach i co do cholery z tego mam? do dzis pamietam jak mi
                powiedzial, ze jak ktos lubi czekolade ale je ja codziennie to w koncu ona mu
                sie przejada!! wiesz co to znaczy?? wiesz co to dla mnie znaczylo?? ja nie
                mowie ze stracilam iles tam czasu czy pieniedzy, chociaz to nie ja pracuje - ja
                glowie studiuje, czasami pracuje - ale to ja placilam za bilety nad morze i to
                ja mialam gest na prezenty. a wspolnie minely nam 3 moje urodziny pare swiat i
                innych imprez... i wiesz co z tego mialam? jednego kwiatka i teraz jak
                przyjechal jak przestalismy sie na siebie drzec co mi przywiozl 3rozyczki. to
                nie ja mowilam ze nie mam pieniedzy i najchetniej to bym polezala. a jakis czas
                temu uslyszalam ze nigdy nie chcialam wychodzic. to nie ja nie mialam ochoty na
                piwo, na impreze, a jak na spacer to po kebaba i z powrotem. nie ja!! nie chce
                zeby mnie ktokolwiek potepial bo kur wa mac co ja zrobilam ze kochalam?
                pierwszy facet taki prawdziwy to z nim pierwszym sie kochalam to jemu bym nieba
                przychylilam. i nie mam zadnych podstaw zeby robic z mojego zycia od paru
                miesiecy komedie!!jakbym tylko miala taka gumke to wytarlabym dzien w ktorym
                sie poznalismy zeby teraz nie przechodzic przez to przez co teraz
                przechodze!!!!!
                • qw994 Re: wracanie do siebie 29.04.07, 00:54
                  Nie jesteś jedyna. Praktycznie każdy coś takiego w życiu przechodził. Ja na
                  przykład dwa razy. Ale ty nie chcesz z tego wyjść, w tym problem.
                • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 29.04.07, 00:59
                  akkknes napisał:

                  > ?
                  > nie odgrywam przed soba komedii bo komedia to bawi,

                  ano wlasnie. wyglada na kiepski zart, ze nazywasz "ukochanym" i "romeo" kogos
                  takiego, kto postepowal tak jak opisalas ponizej oraz w pozostalych swoich
                  postach. jak zaczniesz sie przygladac kiedys temu z boku, tez dostrzezsz absurd
                  swojego obecnego myslenia.

                  ps.
                  jestes wsciekla, zla, rozczarowana? to dobrze! zaczynasz miec w koncu zdrowe
                  emocje.
                  • akkknes Re: wracanie do siebie 29.04.07, 12:24
                    nazywam go tak, bo nie chce pisac tutaj po imieniu, poza tym w dalszym ciagu
                    mam go w glowie w kategorii ukochany

                    odbiegajac od tego jak bardzo probuje gabrysi udowodnic ze nie jestem
                    psychicznie chora... to jestem podla. no tak jak mowilam - on dzis rano
                    oddzwonil, ja nie wnikalam co on wczoraj robil (ku jego wielkiemu
                    rozczarowaniu) no i on ze tylko sie ogarnie i przyjezdza. bylam chyba jeszcze
                    zaspana bo sie zgodzilam! ale wrocilam z wanny i stwierdzilam ze ooo nie, az
                    tak nawina to nie bede! oddzwonilam i ze nie, jutro tez cos tam, no ewentualnie
                    we wtorek. on sie cos tam troche skrzywil ale ze no dobra, jakos po poludniu.
                    powinnam sie cieszyc ze sie nie dalam nabrac na akcje 'jestes tak glupia ze mam
                    cie o kazdej porze pod reka' ale w srodku mnie sciska.
                    nie wiem tylko czy to nie przypadkiem przez to ze nie mam zadnej w sumie
                    pewnosci ze we wtorek sie spotkamy... a przeciez nawet jak sie spotkamy to ja
                    tak naprawde juz nic z tego nie bede miala... bo to juz pewnie i tak nic nie
                    zmieni, minie jeszcze troche czasu i ja dopiero sie psychicznie uwolnie.
                    • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 29.04.07, 12:49
                      akkknes napisał:

                      > nazywam go tak, bo nie chce pisac tutaj po imieniu, poza tym w dalszym ciagu
                      > mam go w glowie w kategorii ukochany

                      no wlasnie. to bardzo zla kategorgia. zacznij przynajmniej od zamiany na "byly
                      ukochany", zeby sobie na kazdym kroku przypominac gdzie jestes.

                      >
                      > odbiegajac od tego jak bardzo probuje gabrysi udowodnic ze nie jestem
                      > psychicznie chora...

                      ja wiem, ze nie jestes psychicznie chora tylko sie boisz spojrzec prawdzie w
                      oczy. i wiem dlaczego - bo ta prawda bardziej Cie przeraza niz swiadomosc, ze
                      robisz z siebie na kazdym kroku idiotke nie dopuszczajac do siebie mysli, ze on
                      juz od Ciebie odszedl. wiem tez, ze kiedys zejdziesz na ziemie. jedyne czego
                      nie wiem to jak dlugo bedziesz w tym stanie tkwic. Ty sama tego nie wiesz.
                      Probuje Ci pomoc, bo taki stan samooszukiwania moze trwac bardzo dlugo, a
                      mozesz sobie tego oszczedzic. jestes bardzo mloda, ineligentna i z duzym
                      poczuciem humoru dziewczyna. masz oparcie w rodzinie i przyjaciolach - masz
                      wszelki podstawy by zaczac sobie budowac szczescie na nowych marzeniach. im
                      wczesnij zaczniesz - tym wczesnij bedziesz szczesliwa. wybor nalezy do Ciebie.
                      i pamietaj, ze nim nadjedzie nastepny rycerz w srebrnej zbroi, twojego zycia
                      nikt za Ciebie nie przezyje i w najwazniejszych sytuacjach musisz umiec znalezc
                      oparcie w sobie.
                      • akkknes Re: wracanie do siebie 29.04.07, 18:12
                        gabryska, madrze mi piszesz wiem... ale prawda w oczy kole... sorry jak jestem
                        chamska czy zlosliwa czy jeszcze nie wiem co, ale naprawde jest mi trudno i
                        ciezko.
                        ok, byly ukochany. byly ukochany. byly ukochany.
                        mam zamiar nie nawiazywac kontaktu jakiegokolwiek z bylym ukochanym - zobaczymy
                        czy sie we wtorek jakos sam odezwie? i co najwazniejsze - czy przywiezie te
                        swoje szmaty z powrotem? nie chodzi juz nawet o to ze tego chce, chce po prostu
                        zobaczyc czy sam pamieta. bo ja w jego koszulkach sypiac juz nie mam zamiaru!!
                        • qw994 Re: wracanie do siebie 29.04.07, 20:26
                          > i co najwazniejsze - czy przywiezie te
                          > swoje szmaty z powrotem?

                          A dlaczego miałby to robić???
                          • akkknes Re: wracanie do siebie 30.04.07, 15:15
                            oj no pisalam... bo skoro to dla mnie takie wazne bylo to dla niego tym
                            bardziej - i to jest cytat jego slow... tiaaaa
                        • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 29.04.07, 22:57
                          akkknes napisał:

                          >> mam zamiar nie nawiazywac kontaktu jakiegokolwiek z bylym ukochanym -
                          zobaczymy
                          >
                          > czy sie we wtorek jakos sam odezwie? i co najwazniejsze - czy przywiezie te
                          > swoje szmaty z powrotem?

                          i znowu sobie zaprzeczasz. z jednej strony piszesz, ze nie chcesz nawiazywac
                          kontaktu, a z drugiej piszesz jakby od utrzymania z nim kontaktu cale twoje
                          zycie zalezalo. przykro mi ale od tego co wydarzy sie we wtorek, czwartek czy
                          sobote nic sie nie zmieni.

                          gdybys jakim cudem zmadrzala to nie pozwolilabys mu przyjsc we wtorek, czwartek
                          ani sobote. nigdy.

                          ps.
                          za kilka dni znowu zaczniesz sie uzalac, ze on i ona... a potem sie zachwycisz,
                          ze zadzwonil i powiedzial "dzien dobry". i tak wkolko.
                          • akkknes Re: wracanie do siebie 30.04.07, 15:16
                            czyli ze powinnam wczoraj juz tu wejsc i pisac jak mi dobrze i fajnie ze
                            napisal mi smsa?? e-e nic z tych rzeczy. napisal bo nie mial nic innego do
                            roboty, nudzilo mu sie i tyle
                            na pewno.
                            • akkknes Re: wracanie do siebie 30.04.07, 15:40
                              polecam piosenke 'i will survive' glorii gaynor :)) ahhh jaka fajna :))

                              praca, szkola, obrona, domek, przyjaciele, aerobik, poza tym ciagle czekam na
                              szpital... naprawde nie tak, ze siedze i mysle.
                              mam czas zapelniony, ale to nie jest tak, ze jak sie zorganizuje jakos ten czas
                              ktory spedzalo sie z bylym ukochanyn (gabrysia widzisz? 'bylym ukochanym' :))
                              to jest lzej... wiara... co mam sie modlic zeby on wrocil? probowalam i nie
                              pomaga. chodze dalej co niedziela do kosciola, jak cale zycie, przeciez nie
                              bede sie od Boga odwracac. ale tego nie da sie wymodlic.
                              • akkknes Re: wracanie do siebie 30.04.07, 16:20
                                a w takich momentach jak teraz - gadam z nim na gg, bla bla bla, cos tam o to
                                jutrzejsze dvd i w ogole... i wiecie co? zaczynam sie wkur wiac!! zaczyna mi to
                                byc obojetne, nie to nie bez laski!! po co on mi pisze ze dzis idzie na grila?
                                (ja tez - napisalam mu chociaz bede w pracy ale on tego juz nie musi
                                wiedziec :D) co on mnie sprawdza?
                                w ogole tak ostatnio stwierdzilam. co go obchodzi z kim wychodze, czy z kims
                                sie bzyknelam czy nie? dzwoni o ktorejs tam godzinie... tak jakby mnie
                                testowal, nie? kontrola cholera jasna!!
                                pewnie za dwa dni bede wam pisac ze jest mi zle i zaraz sie porycze... ale
                                dziewczyny, naprawde powoli zaczynam otwierac oczy: boze on mnie tak olewal, to
                                nie bylo uczciwe.... to wszystko co wy wiecie z tego forum to i tak nie
                                wszystko... tylko ja wiem. i zaczynam miec tego dosyc. zbiera sie we mnie taka
                                fala obojetnosci... juz nie ze zlosci, nienawisci czy bog wie czego jeszcze...
                                po prostu obojetnosci. w sumie to ch uj owo ze tak jest, bo w koncu bylam pewna
                                ze to milosc z prawdziwego zdarzenia, ze go kocham na wieki wiekow amen i w
                                ogole... a tu co? walczylam z sama soba 4miesiace i chyba zbliza sie koniec tej
                                walki. dopiero jak sie rozstalismy, poczulam sie jak kobieta, nagle slysze
                                komplementy, jakies mile slowka - a przeciez sie nie zmienilam, po prostu
                                wczesniej nie chcialam tego slyszec. jeszcze teraz z tym grillem mi wyjechal -
                                krew mi sie w zylach zagotowala!! kurna, przeciez on nigdy nie lubil grila.
                                mowic mu to jutro? :D
                                gabrysia i qw, ostrzej po mnie trzeba bylo jechac moze wtedy bym przejrzala na
                                oczy!!

                                At first I was afraid.
                                I was petrified.
                                I kept thinking I could never live
                                Without you by my side.
                                But then I spent so many nights
                                Just thinking how you'd done me wrong.
                                I grew strong.
                                I learned how to get along.
                                And so you're back from outer space.
                                I just walked in to find you here
                                Without that look upon your face.
                                I should have changed my fucking lock.
                                I would have made you leave your key
                                If I'd have known for just one second
                                You'd be back to bother me.

                                Oh now go.
                                Walk out the door.
                                Just turn around now.
                                You're not welcome anymore.
                                Weren't you the one
                                Who tried to break me with desire?
                                Did you think I'd crumble?
                                Did you think I'd lay down and die?

                                Oh not I.

                                I will survive.
                                As long as I know how to love
                                I know I'll be alive.
                                I've got all my life to live.
                                I've got all my love to give.
                                I will survive.
                                I will survive.

                                It took all the strength I had
                                Just not to fall apart.
                                I'm trying hard to mend
                                The pieces of my broken heart.
                                And I spent oh so many nights
                                Just feeling sorry for myself.
                                I used to cry.
                                But now I hold my head up high.

                                And you'll see me with somebody new.
                                I'm not that stupid little person
                                Still in love with you.
                                And so you thought you'd just drop by,
                                And you expect me to be free.
                                But now I'm saving all my lovin'
                                For someone who's lovin' me.

                                Oh now go.
                                Walk out the door.
                                Just turn around now.
                                You're not welcome anymore.
                                Weren't you the one
                                Who tried to break me with desire?
                                Did you think I'd crumble?
                                Did you think I'd lay down and die?

                                Oh not I.
                                I will survive.
                                As long as I know how to love
                                I know I'll be alive.
                                I've got all my life to live.
                                I've got all my love to give.
                                I will survive.
                                I will survive.
                                • qw994 Re: wracanie do siebie 30.04.07, 17:01
                                  > gabrysia i qw, ostrzej po mnie trzeba bylo jechac moze wtedy bym przejrzala
                                  na
                                  > oczy!!

                                  Ha ha ha! :)
                                  Na razie nie ma takiej potrzeby, bardzo mnie ucieszył ten twój post :)
                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 30.04.07, 17:31
                                    zeby nie bylo - to nie byl zart, po prostu juz mi sie odechciewa nawet cos mu
                                    tlumaczyc. mam w dupie czy posuwa maryske czy zoske, czy lubi grila czy nie,
                                    czy przyjedzie jutro czy nie. ja mam co robic, pewnie czasami sobie zapalcze
                                    (np w moje urodziny ktore sa niebawem, ze tym razem nie bedzie gral w ogame jak
                                    ja bede dmuchac swieczki na torcie!) pomarudze ze o jezu jestem sama przez duze
                                    S, ze ja go jednak kochalam...
                                    ale widze juz teraz, ze on jest w porzadku w stosunku do mnie tylko wtedy jak
                                    sie zapomnie albo sklamie, a tak na codzien to ma wszystko gleboko, dzis np
                                    uslyszalam ze jestem glupia ze nie chce isc na kontrole do lekarza - ale to on
                                    nie chce zrozumiec ze lekarz dal mi 3opakowania lekow i powiedzial ze mam po
                                    3ech przyjsc a nie po dwoch. ale jak maryska wcina ksanaks czy jak to sie tam
                                    nazywa bo sie stresuje przed matura to jest ok. tyle tylko ze ja te leki mam od
                                    profesra AM ktory zna historie mojej choroby a marysce matka na lewo je
                                    zalatwia. wiec kto tu jest glupi? takie wlasnie absurdy utwierdzaja mnie w
                                    przekonaniu ze powinnam przebic sie od poczatku przez wszystkie posty, wybrac
                                    te ktorych sie balam i ktore mnie wkurzaly i wydrukowac je i przyczepic na
                                    scianach!!
                                    grrr az sie zagotowalam :)
                                    • qw994 Re: wracanie do siebie 30.04.07, 19:18
                                      > grrr az sie zagotowalam :)

                                      Tak trzymaj! :)
                                      • akkknes Re: wracanie do siebie 30.04.07, 20:46
                                        trzymam, trzymam! :)
                                        a wszystko przez to ze wkurzylam sie, bo mi sie przypomnialo jak to jeszcze w
                                        wielkanoc mial przyjechac mimo choroby swej ciezkiej (katar) i ze nie odbieral
                                        telefonu bo spal... a o 16ej tego dnia logowal sie na gronie... akurat jak ja
                                        dzwonilam, a on nie odbieral tego telefonu - no bo niby spal! jak sobie o tym
                                        przypomne to mam ochote jakas rewolucje wywolac normalnie!!
                                        no i teraz z tym grilem... juz wczoraj mialam to napisac ale mi forum przestalo
                                        dzialac - bylismy razem RAZ na grilu, gdzie chcial przyszpanowac chyba
                                        paleniem... ale on nigdy nie palil. no i ja mu mowie, zeby sie uspokoil, bo
                                        wiedzialam czym to sie skonczy... ale nie, wszyscy akurat palili to i on
                                        chcial... no i zaczal sie dusic i od razu miksowalismy sie do domu, bo zgrywal
                                        od poczatku twardziela ze oh co to nie on, a potem wychodzil i kazdemu prawie
                                        sie tlumaczyl ze jest sportowcem (heee?) i ze to dlatego. pograzal sie tylko,
                                        ale ja oczywiscie tego wtedy nie widzialam i przytakiwalam przez tyle miesiecy
                                        jak mowil ze ci ludzie (moi znajomi) to byli debilni i dobrze ze poszlismy.
                                        wiec teraz moze sobie szpanowac wsrod grona maturzystow jaki to on
                                        sportowiec /imprezowicz/ palacz /znawca alkoholi /i co sobie tylko chce.
                                        znawca od siedmiu bolesci co to nie wiedzial ze istnieje cos takiego jak
                                        schabowy z koscia - i w knajpie kiedys mi narobil obciachu.
                                        jezu jak sie jutro nakrece to mu tak jutro powiem ze sama bede tego zalowac.
                                        ale chyba czas najwyzszy zebym mu powiedziala ze moi znajomi nie sa debilni bo
                                        mnie nie oszukuja, a niektorzy to go kojarza tylko z ta akcja z papierosem
                                        (smieszne to bylo, bo to kawal chlopa jest), i tez zebym mu powiedziala o tym
                                        grilu - ze mi to mowil ze nieeee gril jest be, piwa sportowcy nie pija (w
                                        piatek oblewal koniec liceum marysi), imprezy to kasy nie ma, i ze ciagle chce
                                        mu sie spac. tylko taksie zastanwiam czy jak mu cos takiego powiem to juz nie
                                        dosc ze uraze jego meskie ego i sie obrazi to jeszcze odczyta to jako moj
                                        wielki zal do niego ze mnie zostawil.
                                        a dzis mi sie snilo ze dzwonilam do niego i nie mogl ze mna rozmawiac przy
                                        marysi - i to bylo kilka sytuacji, jakby kilka dni, wiec znajac zycie na dniach
                                        mi tak powie :( a ja glupia wtedy sie poplacze.
                                        boze jaka ja bylam zakochana, gory bym dla niego przesuwala i gwiazdki z nieba
                                        sciagala! patrzylam mu w te zielone oczy i raj widzialam a teraz boje sie
                                        spojrzec w te oczy bo te oczy tak klamia.
                                        nawet nie wiem dokladnie kiedy cos zaczelo we mnie pekac, chyba przed
                                        wielkanoca... pekalo pekalo i w koncu peklo na amen.
                                        To chyba nie byla milosc. To bylo zludzenie, moje marzenie.
                                        • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 30.04.07, 20:59
                                          akkknes napisał:

                                          > To chyba nie byla milosc. To bylo zludzenie, moje marzenie.

                                          To prawda, tylko ze z tego powodu wcale mniej nie bolalo?
                                          wnioski na przyszlosc: nim sie w kims zakochasz zastanow sie, co bedzie jesli
                                          on z twojego zycia zniknie. jesli odpowiedz bedzie: "swiat sie zawali" to
                                          znaczy, ze to wciaz jeszcze nie jest milosc. dlaczego? bo tylko kochajac i
                                          akceptujac w pelni siebie mozesz pokochac druga osobe...
                                • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 30.04.07, 20:52
                                  akkknes napisał:

                                  > gabrysia i qw, ostrzej po mnie trzeba bylo jechac moze wtedy bym przejrzala
                                  na
                                  > oczy!!
                                  >

                                  nie przejzzalabys. posypalby sie tylko mniej delikatne slowa niz: "perfidna".
                                  niestety, to ze teraz zaczynasz dostrzegac rysy na tym zamku z piasku to tez
                                  tylko wynik zmeczenia materialu, a nie wpisow na tym forum. zycze Ci
                                  wszystkiego najlepszego, ale tylko Ty mozesz sobie sama pomoc. jesli starczy Ci
                                  odwagi...
                                  z jednej strony to straszne, ale z drugiej strony pomysl, ze tylko wtedy kiedy
                                  uwierzysz w swoj upadek mozesz zebrac w sobie sily by sie podniesc.

                                  ps.
                                  a jesli chcesz zrobic mu kiedys na zlosc to: kiedy do Ciebie zadzwoni,
                                  najslodszym i najspokojnieszym jak tylko potrafisz glosikiem zapytaj czy nie
                                  moglby zadzwonic pozniej bo teraz jestes troche zajeta. a kiedy zadzwoni
                                  pozniej - nie odbieraj telefonu. na 2 czy 3 dzien (w koncu odbierzesz)-
                                  zapytana powiedz, ze zapomnialas, ze mial zadzwonic pozniej i wylaczylas
                                  telefon bo bylas baaaaaaardzo zajeta. jesli zapyta czym powiedz:"eeeeee.....
                                  nic takiego":) moze nie urazisz uczuc do Ciebie (bo watpie by takie zywil) ale
                                  jego ego tak. pomysl; nic tak nie boli jak okazywana Ci obojetnosc.

                                  ps.
                                  uda sie pod warunkiem, ze nie narobisz sobie znowu nadziei i nie zmiekniesz:)
        • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 28.04.07, 23:58
          ... ale powoli
          > dociera... to nie jest mile uczcie :(

          jeszcze nie dotarlo i dlugo nie dotrze, ale kiedys musi. jesli nie za rok to za
          10 lat - wrocisz w koncu do siebie...
          i o tym tak naprwde jest ten watek, na tym polega twoj i wielu innych osob
          problem - powrot do siebie samego.
          • nikka00 akknes to znowu ja!! 29.04.07, 02:11
            witaj, chce Ci tylko powiedzieć jedno: czytam twoje posty od paru dni i martwi
            mnie jedno - ty straciłaś instynkt samozachowawczy! Zupełnie!! I to jest powód
            do zmartwienia, naprawdę. tyle. reszty domyśl się sama...
            • timbunia Dzień 19 29.04.07, 08:19
              Witajcie,
              widzę że się troszkę zamieszania porobiło. ja ze swojego doświadczenia już
              wiem, że niestety nie ma sprawiedliwości. j. przynajmniej o tyle postapiłmok.
              że się ode mnie odciął kompletnie, nie chce mnie pewnie znać ot co. na swój
              sposób moe mu być za to wdzięczna - bo pewnie gdyby tak mnie zwodził -
              rzucałabym się jak akkness (oczywiście bez obrazy), a tak to owszem szaleję,
              mam napady tęsknoty , kocham, ale mimo wszystko lepiej się dzieje jak go nie
              widzę, niż jakbym go miała widzieć ze swiadomością, że on już nie mój... mam
              wszystkie objawy porzucenia, fantazjuję na jego temat - ale główny narkotyk
              czyli j. odstawiłam... reszte pozostawiam czasowi... może kiedyś jeszcze będe
              mogła pokochac kogoś taką miłością.... nie wiem co mi przyszłość przyniesie...

              Trzymajcie za mnie kciuki dzis, bo nastrój smutny dziś, a niesteyy znowu do
              pracy musiałam iść - i samiuteńska siedze.

              Pozdrawiam Wszystkich ściskam ciepło..
              • psychpsych Re: Dzień 19 29.04.07, 09:44
                Timbunia! Trzymaj się! Widzę,że zaczynasz powoli myśleć rozsądnie i wyłazić z
                tego. Dziwnie, ale czuję, że jesteś mi bliska, chyba nadajemy na tej samej
                fali. Ja też dziś mam dyżur w placówce i siedzę sama z bandą wyrostków, których
                muszę pilnować, aby się nie pozabijali. Ciesz się więc, że masz wpracy ciszę i
                spokój. I nie marnuj tego czasu. Rozwiń jakieś swoje zainteresowanie, które
                zaniedbałaś przez tego swojego Jacka. Weż się za naukę języka, haftowania, czy
                jesczez czegoś.
                Pozdrawiam
                • drukarka10 Czesc:) 29.04.07, 10:48
                  Jak sie macie dziewczyny?? U mnie coraz lepiej :DDD Powiem Wam,ze jestem z
                  siebie dumna. Grunt to nie kontaktowac sie i nie widziec...niestety my
                  mieszkamy baaaaardzo blisko wiec to moze nie byc latwe:/ Dzieki calej tej
                  sytuacji poznalam jaka mam swietna rodzine, znajomych, przyjaciolke. Jest sie
                  z czego cieszyc - nie jestem sama. Dzisiaj pierwszy raz obudzilam sie bez dola
                  ale obawiam sie,ze jeszcze troche potrwa zanim przestane o nim myslec( cociaz
                  traktuje mnie jak idiotke , bo twierdzi ze kocha i nie powie mi,ze nie chce
                  zebym go kochala bo to nieprawda ). Ostatnie kilka dni spedzilam na
                  rozmyslaniu - ale po co mi to? Bedzie co ma byc :D Dobrze,ze wierze w
                  przeznaczenie. Teraz mam zamiar zajac sie soba:) , realizowac sie:) nie wiem
                  ile ta euforia potrwa ale wazne ze pierwsze dni po rozstaniu nie beda spedzone
                  samotnie a wypelnione duza iloscia zadan :)Wiecie po czym zauwazylam zmiane
                  mojego myslenia, po tym, ze wiem, ze jest chory i nie zapytalam dzisiaj jak sie
                  ma, ukrywam sie na gg.Chociaz korcilo ale dalam rade :)

                  trzymajcie kciuki za powodzenie :) i napiszcie co u Was :)
                  • madziuuunia Re: Czesc:) 29.04.07, 11:17
                    Hej dziewczyny!!!drukarko skladam Ci holdy za Twoje postepy naprawde;) ja pomimo
                    ze twarda jestem i do zadnego konaktu nie dopuszczam...to mecze si etak
                    strasznie;( wiecie co jest najgorsze?? Znacie to dorbze np.Timbunia....-
                    nerwy..stres. Cala si ewciaz tzrese. zanim wlacze GG trzese sie...jak patzre na
                    telefon,jak czytam to porpstu az mnie zrzera ze stresu wewnatrz:( to tak jakbym
                    wciaz czula sie jak 5 min pzred egzmainem.....caly czas:(:(:( wykancza mnie
                    to..wciaz siedzi mi cos w gardle;( Naprawde nie moge zniesc ze on jest z
                    inna....no nie moge;( Nie moge zniesc tego ze tydzien temu powiedzual mi ze
                    zlauje,ze si ezmienia...ze nienawidzi siebie za to co zorbil,ze starcil cos tak
                    cennego...ze kocha....A teraz?? zero konaktu i ...ta szmata jedna!!! dziewczyny
                    to nie jest do zniesienia....to juz tak dlugo trwa:( wciaz tenstres. Mam chwile
                    euforii ale to tylko krotkie minuty..ktre zanieniaja sie na godziny nerwow i
                    mysli:( Mialam w sowim zyciu kilka roztsan tego typu....ale nigdy nie na tak
                    apotege:( nigdy sie tak nie wykanczalam, uwazalam sie za silna osobe....a tu
                    prosze taki dupek moze mnie z tak latwoscia zlamac:( ja juz naprawde odhcodze od
                    zmyslow..przeraza mnie to....do glowy juz przychodzi mi rzucanie
                    urokow...pisanie listow do Aniolow....Boze kretynka;( nie wiem jak sie
                    opanowac....a w myslach wciaz prosze Boga o jedno....chora jestem!!!! chce z
                    tego wyjsc:(:(:(
                    • drukarka10 Re: Czesc:) 29.04.07, 18:40
                      Madziuuuniu bylabys szczesliwa gdyby teraz wrocil??Umialabys zapomniec,ze byl z
                      inna?? Ja mysle,ze nie.... Chcialabys zyc z mysla,ze zawsze moze odejsc do
                      innej tak jak teraz?? Daj sobie szanse..Nie zadreczaj sie, sama sobie
                      zaszkodzisz a jego to nawet nie zaineresuje wiec po co?? ZYJ dziewczyno !!!
                      Odrzuc czarne mysli i spedzaj wiecej czasu z przyjaciolmi - koniecznie, mnie to
                      oni wlasnie wyciagaja na prosta :)))
                    • timbunia dzień 19 29.04.07, 22:16
                      witajcie, już wieczorek - a wieczorek jak zwykle dopada mnie dołek. znów pewnie
                      poryczę sie w wanie lub do poduszki. Nie dzwonię, staram sie zajmować czymś
                      innym. ale ból, tęskonata no miłość pozostaje... nie wiem jak reszta ale ja
                      byłabym wstanie j. przjąć z powrotem - wybaczyć i zyć dalej - wiem co źle
                      robiłam , na pewno starałabym się zmienić, być radośniejsza...
                      ale pewnie i tak znowu sa to tylko moje marzenia,których nie powinnam snuć.
                      niestety nie cieszy mnie życie, ale żyć muszę :(
                      dobranoc wszystkim
                      • psychpsych witajcie 30.04.07, 06:52
                        Witam serdecznie wszystkie kochające i niekochane!
                        Tu starsza koleżanka. Z tego można się wyleczyć, tylko trzeba znależć tych, co
                        mają od nas większy problem i starać się im pomóc.
                        Madzi i Timbunia. Macie teraz maj. Wyjedźcie sobie gdzieś z dala od domu i na
                        siłę cieszcie się tym, że słońce świeci, poróbcie sobie zdjęcia, pomalujcie,
                        pochodźcie po lesie, ugotujcie coś dobrego, zróbcie drobną przyjemność sobie,
                        która się tego nie spodziewa. A poza tym nie zapomnijcie o Bogu - to pomaga w
                        dalszym czasie skutkuje. On Was nigdy nie opuści.
                        Pozdrowionka
                        • timbunia Re: witajcie 30.04.07, 07:01
                          Dziękuję za słowa otuchy, niestety jak wiadomo łatwo się mówi - trudniej
                          uwierzyć. Po dwóch dniach względnej stabilizacji emocjonalnej. niestetyy znowu
                          dołek... ciezko mi znaleźć zajecia które mnie od niego oderwą... wyjeżdzam na
                          weekend majowy, ale niestety znowu w miejsce które mi sie kojarzy z J.
                          absurdalne jest dla mnie to, ze jak z Nim byłam, to byłam bardzoej od niego
                          niezalezna niż teraz. wtedy chodziłam na spotkania, dużo robiłam dla siebie, a
                          teraz jak Go nie mam to jakoś takie wszystko nijakie jest.
                          Wiara jest bardzo ważna, ja własnie w kryzysie poszłam do Kościoła, choć moze
                          to nie najlepsza motywacja. staram się modlić, ale nie wiem czy to mi jakos
                          pomoże. niestety musze przejsć przez to sama...
                          • timbunia dzień 20 30.04.07, 14:47

                            Aż trudno mi uwierzyć że już tyle dni mineło. 2 miesiace temu zaczął się mój
                            dramat i końca nie widać.... zajmuję się czym mogę. ale tylko na chwilę udaje
                            mi sie oderwać. wszystko w środku boli... a serduszko cały czas czeka., na
                            próżno. robię swoje, żyję dalej, chciałabym nie czuć już tego co czuję...
                            • timbunia Re: dzień 20 30.04.07, 21:29
                              oj miałam swój dołek :( ale troszkę pochlipałam, pomarudziłam - i dzieki temu
                              mi lepiej..... obejrzałam ulubiony serial - Rodzina zastępcza - zjadłam pigw z
                              nalewki... i jest fajnie, przymnajmniej zasnę na wesoło :)
                              jutro wyjżdzam na łono natury :)
                              • qw994 Re: dzień 20 30.04.07, 21:37
                                zjadłam pigw z
                                > nalewki... i jest fajnie, przymnajmniej zasnę na wesoło :)
                                > jutro wyjżdzam na łono natury :)

                                I oby tak dalej :)))
                                • psychpsych ok 30.04.07, 22:00
                                  Witam wieczorową porą!
                                  Już się z Wami zaprzyjaźniłam. Tylko chciałabym doczekać zmiany nazwy wątku:
                                  Nie warto wracać, mam innego.
                                  Jadę na łono natury też i odezwę się dopiero w niedzielę po 22. Życzę
                                  wszystkiego dobrego. Lecę , bo właśnie mój młodszy synem zjadł robale, które
                                  starszy sobie kupił na ryby w sklepie wędkarskim. A jak wrzeszczą. Fajnie mieć
                                  dzieci! Pozdrowionka.
                                  • akkknes Re: ok 30.04.07, 23:21
                                    hej psychpsych dobrze ze tu jestes, przynajmniej jakies fajne tematy zawsze
                                    wpiszesz - zeby nie bylo tu nam zbyt monotonnie :)
                                    obiecuje ci ze jak tylko stane na nogi zaloze nowy watek, z takim tytulem o
                                    jakim mowisz. tylko daj mi troche czasu!! zazdroszcze ci wyjazdu - ja zostaje w
                                    warszawie, i kursuje na linii praca - pisanie pracy (choc marnie mi idzie) -
                                    tv - zakupki. nudno wiec troche, ale od wtorku znowu zbijam sie w trase
                                    egzaminacyjna, i zleci juz jak z gorki. oby do przodu. dalej twardo trwam przy
                                    swoim, choc szczerze mowiac nie wiem czy mam cos mojemu bylemu ukochanemu jutro
                                    mowic, cos ironizowac, z czyms przysrywac czy olac sprawe...
                                    zeby mi tylko starczylo sily.
                                    a dzieci to ci zazdroszcze, bo jakbym miala dzieciaczka z tym moim bylym to
                                    moze teraz czulabym do niego i calej tej sprawy cos wiecej niz obojetnosc.
                                    trzymajcie za mnie kciuki
                                    • gabrysia.12 Re: ok 01.05.07, 00:03
                                      > a dzieci to ci zazdroszcze, bo jakbym miala dzieciaczka z tym moim bylym to
                                      > moze teraz czulabym do niego i calej tej sprawy cos wiecej niz obojetnosc.
                                      > trzymajcie za mnie kciuki

                                      tak, tak: jak chcesz miec dzieci z facetem w wieku 22 lat, to najwiekszy wraz
                                      obojetnosci:P
                                      czasami jak cos palniesz to wydaje mi sie, ze sobie robisz jaja, bo na serio
                                      nikt nie moze byc tak glupi!

                                      ps.
                                      trzymam kciuki bys jednak dzieci tak szybko nie miala, bo z Ciebie samej
                                      straszne dziecko:)
                                      • akkknes Re: ok 01.05.07, 00:46
                                        nie no jak patrze na kolezanki ktore maja juz dzieci to tak sobie mysle ze to
                                        jest calkiem inny swiat kota filemona... co by sie nie dzialo, to dziecko jest
                                        najwazniejsze na swiecie i kochasz je z wzajemnoscia miloscia bezwarunkowa, nie?
                                        a chodzi mi o to, ze gdybym miala z nim dziecko to nie byloby teraz jakis
                                        takich dziwnych akcji, bo mielibysmy dziecko a dziecko to juz nie impreza tylko
                                        dziecko to czlowiek. moj i jego. ono nie pojdzie w odstawke.
                                        • gabrysia.12 Re: ok 01.05.07, 12:23
                                          fenomenalny pomysl: lapac chlopaka, ktory Cie nie kocha na dziecko i tym
                                          prostym sposbem skomplikowac zycie sobie, dziecku i chlopakowi, ktory ma pewno
                                          dopiero ze dwadziescia pare lat i ostatnia rzecz o jakiej marzy to laska z
                                          brzuchem. w wiekszosci wypadkow udaje sie jeszcze skomplikowac zycie rdzicom
                                          matki:P

                                          ps.
                                          jesli nie wierzysz to zapytaj swojego "romeo" czy by sie ucieszyl gdybys mu
                                          kilka miesiecy temu powiedziala, ze jestes w nim wciazy:) a swoja droga jak
                                          nisko trzeba upasc by marzyc o facecie, ktoryby zostal z Toba ze wzgledu na
                                          presje srodowiska, ze "dziecko powinno miec ojca".
                                          • akkknes Re: ok 01.05.07, 13:58
                                            nieeee!!! nie mowie ze szkoda ze go na dziecko nie zlapalam!! mowie ze gdybym
                                            miala z nim dziecko - czysto hipotetycznie - to wszystko inaczej by sie
                                            ulozylo.
                                            pare razy rozmawialismy w tym temacie i jego zdanie mniej wiecej po moich paru
                                            zszokowaniach jego zdaniem stanelo na tym, ze slubu by nie wzial, ale
                                            zamieszkalby ze mna i dziecko mialoby jego nazwisko (ja mieszkam z rodzicami,
                                            wiec pewnie juz widzial jak rodzice oddadza NAM cale pietro? zna tez moich
                                            rodzicow i moi rodzice nie sa z gatunku tych na ktorych dzieci narzekaja :))
                                            ale dzis juz to sobie 'przeslalam'i twierdze ze jednak dobrze ze nie mam z nim
                                            dziecka - dziecko takiego ojca byoby smutne.
                                            • gabrysia.12 Re: ok 01.05.07, 17:10
                                              akkknes napisał:

                                              > nieeee!!! nie mowie ze szkoda ze go na dziecko nie zlapalam!! mowie ze gdybym
                                              > miala z nim dziecko - czysto hipotetycznie - to wszystko inaczej by sie
                                              > ulozylo.

                                              tak: ty oprocz szkoly i pracy mialabys jeszcze kupki na glowie, a on raz na pol
                                              roku kupilby dziecku grzechotke:P a matka chrzesna zostalby pewno wasza wspolna
                                              koleznaka... z ktora sie on teraz tak chetnie spotyka:)
                                              • akkknes Re: ok 01.05.07, 17:27
                                                ej ale bez takiego wrzucania mi tutaj!!! maryska nie jest nawet moja znajoma,
                                                ja ja tylko znam z opowiesci.
                                                • gabrysia.12 Re: ok 01.05.07, 17:33
                                                  akkknes napisał:

                                                  > ej ale bez takiego wrzucania mi tutaj!!!

                                                  przeciez sama sie o to prosilas:)


                                                  maryska nie jest nawet moja znajoma,
                                                  > ja ja tylko znam z opowiesci.

                                                  a zachowujesz sie jakby to byl dla ciebie ktos wazny. facet znalaz sobie inna
                                                  (boli) ale bywa. mozesz albo dac sobie spokoj (okres zaloby juz sie skonczyl)
                                                  albo byc tylko "przyjaciolka" prez reszte swojego malutkiego zycia. wyglada, ze
                                                  wybralas to drugie chociaz co kilka dni masz nagle olsnienie i przeblyski.
                                                  kilkuminutowe:)
                                                  • akkknes Re: ok 01.05.07, 17:47
                                                    e tam, raczej mam kilkuminutowe glupawki - i je trzeba koniecznie u mnie
                                                    tepic!!
                                                    a co do maryski to chyba troche 'wazna' jest - w koncu wszystko wskazuje na to,
                                                    ze to dzieki niej/przez nia skonczylo sie to co uwazalam za najpiekniejsze,
                                                    najtrwalsze, najdluzszem w ogole naj... poza tym dopiero teraz z perspektywy
                                                    czasu moge sobie chlodno pomyslec o tym co on mi mowil o niej... i moze to ja
                                                    mam jakies dziwne podejscie do spraw internetowych? ale ja wychodze z zalozenia
                                                    ze znajomosci wylacznie przez gg sa do niczego, a jak chce z kims na gg pogadac
                                                    to to i tak nie jest do konca taka powazna rozmowa, bo dla mnie to tylko net.
                                                    moze kiedys kiedys dawno temu powinnam sie zastanowic jak on sie tak bardzo
                                                    ucieszyl jak gadal z nia na gg? on sie tak wtedy usmiechnal... ale powiedzial
                                                    ze zna ja iles tam czasu i ze to kolezanka z gg. no to w sumie nawet mi powieka
                                                    nie drgnela. myslalam ze jak kuba bogu tak bog kubie... widac ten moj bog mnie
                                                    kubie nie bardzo... czlowiek uczy sie na bledach.
                                                  • gabrysia.12 Re: ok 01.05.07, 18:13
                                                    akkknes napisał:

                                                    > e tam, raczej mam kilkuminutowe glupawki - i je trzeba koniecznie u mnie
                                                    > tepic!!
                                                    > a co do maryski to chyba troche 'wazna' jest - w koncu wszystko wskazuje na
                                                    to,
                                                    >
                                                    > ze to dzieki niej/przez nia skonczylo sie to co uwazalam za najpiekniejsze,

                                                    nie to nie "przez nia". gdyby nie ona bylaby jaks inna kasia, zosia, albo tylko
                                                    koledzy. ten chlopak ma Ciebie zwyczjanie gdzies i jesli sie z Toba czasami
                                                    sptyka to tylko dlatego, ze nie ma nic bardziej intersujacego do roboty. wiem,
                                                    wiem - nie wierzysz, ale tak wlasnie jest i... juz.
                                      • akkknes Re: ok 01.05.07, 00:47
                                        i nie mowie ze chce miec z nim dziecko, mowie ze GDYBYM miala z nim dziecko to
                                        byloby inaczej
                                        • qw994 Re: ok 01.05.07, 07:57
                                          Ale JAK byłoby inaczej? I tak nie bylibyście razem. Tylko bardziej byś się
                                          uszarpała.
                                          • akkknes Re: ok 01.05.07, 14:00
                                            no wlasnie chodzilo mi o to, ze jakby miala z nim dziecko to wiadomo ze nie
                                            teraz zaszlabym w ciaze, tylko ja mowie ze to dziecko mialoby juz z pol roku
                                            minimum - wtedy jeszcze nic nie zapowiadalo sie na to co jest, wiec mysle ze
                                            tak jak bylo juz by zostalo. nie wiem, widac chwila zwatpienia bylo takie
                                            pomyslenie :)))
          • akkknes Re: wracanie do siebie 01.05.07, 14:55
            hehehe news z ostatniej chwili: tak jak mowilam dzis na 15ta bylam z nim
            umowiona... ani wczoraj ani dzisiaj 'nie szukalam z nim kontaktu'. no i piec
            minut temu - czyli o 14.45 dostaje smsa ze bedzie o 17ej bo za bardzo sie naje
            bal i dopiero wraca. aha juz to widze... nic nie odpisuje, nawet skasowalam
            sobie juz tego smsa, chociaz pewnie powinnam mu napisac zeby spadal na bambus.
            no ciekawe ktorym fragmentem wspanialego grila mnie uraczy? a moze jeszcze mi
            wyciagnie asa z rekawa i powie ze nocowal u marysi? boziu, jaka z niej
            samarytanka, pewnie nawet swoj materac mu oddala...

            dobra dziewczyny pomozcie - co ja mam mu powiedziec o ile dotrze oczywicie - ze
            mnie te historie nie interesuja bo ja go nie kontroluje w odroznieniu od tego
            co on robi ze mna? czy cierpliwie sluchac i sie usmiechac ze niby mnie kreca
            imprezy dzieciakow? a moze cos jeszcze innego? ratujcie - bo nie chce zboczyc z
            drogi ktora wczoraj odnalazlam!!!
            • qw994 Re: wracanie do siebie 01.05.07, 15:12
              Ja uważam, że W OGÓLE nie powinnaś się z nim kontaktować. Ale wiem, że to na
              razie za trudne.
              Jesteś pewna, że chcesz wysłuchiwać opowieści o grillu ze śmierdzących ust
              skacowanego faceta? Ja bym napisała, że nie mam ochoty na jego wizytę, skoro ma
              kaca. I już.
            • qw994 Re: wracanie do siebie 01.05.07, 15:13
              I dodałabym, że skoro się z tobą umawiał, to chyba powinien być na chodzie.
              • akkknes Re: wracanie do siebie 01.05.07, 15:22
                qw, nie omieszkam wziac tego sobie do serca :)) moze mu jeszcze wyjade ze
                szczegolami mojego zycia - ze spalam 3godziny i bylam w pracy i staralam sie
                jak najszybciej wrocic, bo wczoraj na gg doszlismy do wspolnego wniosku ze sie
                ustawimy na 3cia?
                nie wiem czy jest sens mowic mu po raz kolejny ze cos szaro wyglada - bo
                ostatnio jak go widze to ma jakas taka ziemista ta twarz :D oczywiscie nawet
                jesli bedzie wygladal nie tak zle :D no i mam tylko nadzieje ze wezmie goracy
                prysznic, ogarnie sie i dopiero podbije do mnie, bo jak bedzie wczorajszy to go
                odsylam z powrotem!!
                • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 01.05.07, 17:07
                  akkknes napisał:

                  bo jak bedzie wczorajszy to go
                  >
                  > odsylam z powrotem!!

                  tja... uklekniesz przed nim i stopy bedziesz calowac, ze raczy do Ciebie
                  przyjsc: spozniony i podpity. caluj mocno, to moze Ci opowie o waszej wspolnej
                  dobrej koleznace:)
                  • akkknes Re: wracanie do siebie 01.05.07, 17:31
                    nie ma zadnej wspolnej kolezanki - w sensie maryski.
                    ona sobie a ja sobie a po srodku jeszcze niedawno byl on.
                    nie mam zamiaru czegokolwiek mu calowac, jak obylam sie bez tego juz tyle czasu
                    i dalej zyje to znaczy ze wcale nie bylo to takie wyjatkowe :P
                    nie no podpity to on nie bedzie, pewnie tamtym gowniarka imponuje jak on
                    twierdzi ze jest sportowcem - on nigdy duzo nie pil ale tylko z jednego powodu:
                    on nie umie pic. poza tym zeby pic to trzeba miec za co, a on mimo ze och
                    robota cuda-wianki to mi placze ze cholera nie ma na zusy...
                    a on taki sportowiec jak ze mnie nastoletnia poljaponka z grzybica pochwy :D -
                    a ze nie jestem marysia to wiecie jaki on sportowiec :)))
                    • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 01.05.07, 17:43

                      > a ze nie jestem marysia to wiecie jaki on sportowiec :)))

                      a nieno: to wszystko w porzadku. narzucaj mu sie dalej:)
                      • akkknes Re: wracanie do siebie 01.05.07, 17:48
                        nie no gabryska mialas po mnie jechac w wiadomych momentach ale bez przesady
                        co :)))))) nie narzucam mu sie.
                        • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 01.05.07, 18:16
                          akkknes napisał:

                          nie narzucam mu sie.

                          alez tak. jestes na kazdy gwizdek. jesli powie Ci jutro, ze chce bys sie z nim
                          umowila bo chce kupic prezent dla koleznaki, to tez sie ucieszysz. juz tak
                          masz - cieszysz sie, ze Cie facet zwodzi, manipuluje, traktuje jak powiernice
                          swojej nowej znajomosci...
                        • qw994 Re: wracanie do siebie 01.05.07, 18:21
                          A co ty robisz na forum o tej porze? Czy przypadkiem ten przydupas nie miał być
                          u ciebie o 17?
                          • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 01.05.07, 18:24
                            qw994 napisał:

                            > A co ty robisz na forum o tej porze? Czy przypadkiem ten przydupas nie miał
                            być
                            >
                            > u ciebie o 17?

                            pewno bedzie o 20tej w czerwcu przyszlego roku... o ile wytrzezwieje:P
                          • akkknes Re: wracanie do siebie 01.05.07, 20:38
                            byl i wlasnie poszedl
                            tej pamietnej czerwonej koszulki w ktorej czasami sypialam nie przywiozl bo cos
                            tam tu litania standardowa - bo mama jest taka siaka i owaka i w ogole czepia
                            sie...
                            a co do grila wczorajszego to probowal cos tam powiedziec ale ja wtedy
                            znudzonym gestem podpalilam sobie papierosa czego on nienawidzi :D potem cos
                            tam jeszcze w miedzyczasie filmu jedna dwa zdanie ale nic o marysi... ale jak
                            byla psiapsiola marysi to ona tez.
                            aha no wiec zapytal czy teraz to ja 'laskawie' do niego podjade na film. wtedy
                            znowu podpalilam papierosa.
                            no generalnie fajnie bylo - nic nie odwalilam, w sumie to nawet nie
                            rozmawialismy, wieczor zaliczam wiec do udanych.
                            tylko cholera gdzies tam w srodku gleboko we mnie taka mala igielka mi sie
                            wbija ze cholera olalam sprawe. moglam chociaz zapytac czy cos sie zmienilo,
                            czy chce wrocic...


                            o nie nie bede go juz prosila. nawet mimo tej igielki. amen
                            • akkknes Re: wracanie do siebie 01.05.07, 20:45
                              ah nie, sorry powiedzialam mu ze jak ja sie umawiam to jestem na czas. wiecej
                              nie moglam mu nic powiedziec bo byl dzisiejszy.
                              wiec musial podniesc glos (ale nie krzyczec co w jego przypadku jest dziwne
                              delikatnie mowiac) ze o jezu a co mial mi mowic ze mama sie wkurzala ze na noc
                              nie wrocil i ze teraz musi jej w czyms tam pomoc? no to mowie ze tak,
                              wystarczylo zeby powiedzial prawde. no wiec on ze wcale nie sklamal, ja ze no
                              tak ale prawdy nie powiedzial... bla bla bla kolo macieju.
                              jak u mnie mieszkal przez poltora roku kazdego tygodnia miesiaca mniej wiecej
                              4dni to jakos mama tez sie wkurzala ale bylo to normalne, tak?
                              i jedyne co mu no nie powiem czy przysralam ale zrobilam grozna mine i wcale
                              sie przy tym nie poryczalam, to jak cos baknal ze musi kase kolowac na wyjazd
                              na wczasy. wiec zapytalam czy nagle poczul potrzebe wyjezdzania? zatkalo go
                              troche :D :D :D (bo jak ja placilam za bilety, szukalam polaczen bo on
                              dojezdzal do mnie nad morze a tata MOJ wstawal o 4ej nad ranem zeby po niego
                              jechac 100 km na dworzec bo innego polaczenia nie bylo, to potrzeby wyjezdzania
                              nie mial, on by wtedy dalej lezal i sie do mnie przytulal. cholera domator
                              jeden, co?)
                              no to chyba wszystko
                              dobrze ze tu jestescie bo od razu mi lzej jak sobie tak pogadam. bo jak
                              zadzwonilabym teraz do przyjaciolki to na bank bylby placz zaraz po tym jak
                              pisalam wczesniej o tej igielce...)
                              • qw994 Re: wracanie do siebie 01.05.07, 20:56
                                W ogóle nie powinnaś utrzymywać z nim kontaktu. Będę to powtarzała do bólu.
                                • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 01.05.07, 21:17
                                  qw994 napisał:

                                  > W ogóle nie powinnaś utrzymywać z nim kontaktu. Będę to powtarzała do bólu.

                                  mnie sie juz nie chce. jak lubi sobie zadawac bol, to niech ja boli:(
                                • akkknes Re: wracanie do siebie 01.05.07, 23:51
                                  wierze ze niedlugo przestanie bolec - i ciebie i mnie.
                                  jeszcze troszke, naprawde. czuje to w kosciach...
                                  • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 02.05.07, 00:20
                                    akkknes napisał:

                                    > wierze ze niedlugo przestanie bolec - i ciebie i mnie.
                                    > jeszcze troszke, naprawde. czuje to w kosciach...

                                    jesli chodzi o Ciebie to jestes jeszcze tak zaslepiona, ze szybko ci nie
                                    przejdzie. jesli chodzi o mnie - to twoje problemy nie sa moimi:)
                                    • akkknes Re: wracanie do siebie 03.05.07, 12:29
                                      ale to bylo do qw...
                            • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 01.05.07, 21:15
                              akkknes napisał:


                              > no generalnie fajnie bylo - nic nie odwalilam, w sumie to nawet nie
                              > rozmawialismy, wieczor zaliczam wiec do udanych.

                              jestem pod wrazeniem. to kiedy slub?:P
                              • akkknes Re: wracanie do siebie 01.05.07, 23:51
                                oj jezu to bylo z przekasem!!
            • akkknes Re: wracanie do siebie 01.05.07, 15:14
              maly up-date: zadzwonil i zapytal CZY MOZE byc na piata!! Boze ten czlowiek
              umie nie tylko ostatnio powiedziec 'przepraszam' ale i jeszcze zapytac czy moze
              a nie stawiac przed faktem dokonanym!!

              no wiec mu powiedzialam ze trzecia i tak juz minela wiec chyba inaczej sie nie
              da. aha, oczywiscie nie odbieram od niego telefonow juz na pierwszym sygnale
              (bo zeby przypadkiem nie zrezygnowal czy sie nie rozmyslil, nie? :)) tylko
              czekam sobie czekam i czekam bo mam taki fajny dzwonek ze ladnie mi sie go
              slucha ;) a i dodal tez ze 'za ostro zachlalismy i dopiero niedoawno wstalem'
              wiec moge sie tylko domyslac ze po prostu padl jak wrocil a ze rodzicow pewnie
              nie ma to dopiero glod go obudzil... a i jeszcze pewnie uslysze ze byl z
              kolegami - wspolnymi ale to nic - ale tego ze zabral tam maryske (a tego jestem
              pewna) dzis mi juz pewnie nie powie. ale za jakis tydzien - dwa juz tak :/
              • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 02.05.07, 10:27
                No i co tam Akkknes u Ciebie? Jak się oglądanie dvd udało?
                Nie komentuje, bo już nie mam siły pisać tego samego... wybacz.
                • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 02.05.07, 11:50
                  kaktusica6 napisała:

                  > No i co tam Akkknes u Ciebie? Jak się oglądanie dvd udało?
                  > Nie komentuje, bo już nie mam siły pisać tego samego... wybacz.

                  udalo sie: nawet na Nia nie krzyczal tylko... podniosl glos:)

                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=58435866&wv.x=2&a=61673945
    • justysia1000 Re: wracanie do siebie 01.05.07, 18:41
      hej przeżywa to samo co wy:( rozstaliśmy się ponad 1,5 miesiąca temu- tyle sie nie widzieliśmy. dodam że wcześniej juz raz sie rozstalismy ale wrócilismy. teraz stwierdz\iłam ze to juz definitywny koniec byliśmy razem 4 lata. mam mega doła. raz jest lepiej raz gorzej. nie dzwonie do niego , nie piszę. na początku on też nie dzwonil teraz zaczął a ja mięknę. strasznie za nim tęsknię ale nie wierzę ze mozemy byc jeszcze razem. nie wierzę ze sie zmieni. mam ochotę napisac ze tęsknię. pomózcie:(
      dodam ze odólny dól jest pewnie przez swiaodmosc tego ze jest nadziałce ze znajomymi. przez dwa dni była tam pewna osoba ktorej ( z wzajemnością) nie trawię . i niew wiem dlaczego ale pod skórnie czuję zę ona coś do niego....... wiem ze zachowuję sie jak pies ogrodnika ale nie wiem co mam robić.
      na początku od naszego rozstania byłam twarda i konsekwentnie nie chciałam z nim miec nic wspólnego a teraz usycham z tęskonty. czuję się taka samotna:(
    • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 02.05.07, 19:52
      Akkknes... brak mi słów... najlepiej by było, jakbyś się w ogóle nie spotykała
      na te dvd... a tym bardzije nie jedź do niego w tym celu...
      Czemu Ty to sobie robisz?
      Z tego, co piszesz wygląda, że za bardzo facetowi nadskakiwałaś jak byliście
      razem. Ja też to robiłam. Skutek? Powiedział, że powinnam być wdzięczna, że jest
      tak cierpliwy i mnie jeszcze nie skopał.
      Mój się nie nadaje do reformy.
      Twój ex? Też wątpię. Cały czas postępuje wyjątkowo egoistycznie...
      Zastanów się.
      do gabrysi: złośliwa jesteś prawie tak bardzo jak ja:D
      • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 02.05.07, 20:01
        kaktusica6 napisała:

        > do gabrysi: złośliwa jesteś prawie tak bardzo jak ja:D

        aha. z premedytacja:)
        • timbunia dzień 23 03.05.07, 11:29
          spędzam dni wolne na łonie natury. niestety ni pozwala mi się to uspokoic i
          wyciszyć. wspomnienia wracaja w niespodziawanych momentach przy najbardziej
          prozaicznych sytuacjach. na przemian płaczę i się śmieję. a jak nie jestem w
          stanie płakać, to chodzę z tak ściśnietym srecem ze az boli.. dużo staram sie
          chodzić na spacery, ale to pomaga jedynie na krótką chwile... boję się że jego
          dawno w moim życiu juz nie bedzie, a uczucie będzie trwało. i nie dam szansy
          nikomu innemu. w tygodniu przyszłym mamy sie spoykać w spawie mieszkania w
          właściwielami - nie wiem czy bede wstanie to przezyć. jak go nie widze jest
          źle, jak go zobacze będzie jeszcze gorzej ...:( na dworze tk pięknie, a we mnie
          wszystko płacze.
      • akkknes Re: wracanie do siebie 03.05.07, 12:32
        e tam dvd ja teraz to sie dopiero obudzilam :)
        ale ze wstalam tak pozno jest super pogoda... to znaczy ze nie bedzie zle :D
        pewnie ze nie pojade, no co ty kaktusico!! jeszcze tylko tam mnie brakowalo ;)
        • akkknes Re: wracanie do siebie 03.05.07, 16:50
          moj byly ukochany ma dzis urodziny. juz od wczoraj sikalam po nogach jak sie
          zachowac. bo wiecie, u mnie zlewka totalna odpada... wiecie jaka jestem :/
          no wiec przed chwila w ciagu 30sekund (dokladnie!) zlozylam mu najbardziej
          ogolne zyczenia urodzinowe jakie kiedykolwiek komukolwiek skladalam :( boze
          dawno mi sie tak rece nie trzesly!! zachowalam ton radosny od samego poczatku
          do konca! kur wa powiedzialam 'jeszcze raz wszystkiego dobrego, to pa' jezu
          czulam po glosie ze go wcielo ;( akkknes co ty zrobilas... bez zadnego wstepu,
          bez zadnego zakonczenia powiedzialas sto lat poczekalas jak odpowie papa i sie
          rozlaczylas. boze to takie wbrew mnie. (aj az mi wlasniejedna lezka
          sentymentalnie splywa... dziewcyzny powiedzcie ze nie zrobilam zle ze nie
          jestem suka bez serca ze robie ok ze za jakis czas bedzie mi dobrze ze jeszcze
          troche poboli i zapomne
          • akkknes Re: wracanie do siebie 03.05.07, 19:24
            na pewno do niego nie pojade - wlasnie zobaczylam zdjecia jego z nia jak leza
            na jego lozku. w ogole zobaczylam zbyt wiele niepotrzebnych zdjec.
            • madziuuunia Re: wracanie do siebie 03.05.07, 19:48
              Akkknes!!! doskonale wies zze dorbze zorbilas......pokazalas mu ze masz go
              wtylku. Okazalas szacunek bo zlorzylas te zyzcenia ajednoczesnie obojetnosc
              ktra napewno go ruszy. teraz to albo on bedzie dzialal albo wkoncu ci poakze ze
              Ci enie chce.....
              • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 03.05.07, 20:11
                madziuuunia napisała:

                teraz to albo on bedzie dzialal albo wkoncu ci poakze z
                > e
                > Ci enie chce.....

                a w jaki jeszcze sposob ma jej jeszcze pokazac, ze jej niechce? pobic,
                zgwalcic, okrasc? dziewczyny, czy wy wogole myslicie czasami?! bo w tej chwili
                wyglada, ze slepy prowadzi kulawgo!
            • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 03.05.07, 20:13
              akkknes napisał:

              > na pewno do niego nie pojade - wlasnie zobaczylam zdjecia jego z nia jak leza
              > na jego lozku. w ogole zobaczylam zbyt wiele niepotrzebnych zdjec.

              myslisz, ze jakbys nie widziala tych zdjec to on by zacza sie w koncu Toba
              interesowac? a moze tylko przeszkadzaja Ci w oszukiwaniu samej siebie?
              • madziuuunia Re: wracanie do siebie 03.05.07, 20:59
                gabrysia daj juz spokoj...... nie widzisz ze takie pisanie juz nie przynosi
                zadnego efektu?? Akkknes doskonale wie jak jest..... a ze mota sie sama ze soba
                to skutek tego ze jest zakochana. Ja ja rozumiej po czesci. Najlepiej jest radzi
                ckomus a samemu nie umiec znalezc roziwazania.zastanwiam sie czy w swoim zyciu
                tez jestes taka rygorystyczna i twarda.... latqw jechac kogos kurde..ale prawda
                jest taka ze na akknes miejscu pewnie tez bys troche byla zagubiona. Ja Ciebie
                akknes podziwiam ze potrafisz tutaj nadal pisac pomimo tych wszysktich
                komentarzy....mnie by sie znudzilo bo i tak wiadomo co Ci powiedza. Wszyscy sa
                tak bardzo na NIE!!... no ale tak naprawde to ty najlepiej wiesz jak zahcowuje
                si eex w stosunku do ciebie, maci ekontakt wiec chyb apotrafisz odczytac pewne
                sygnaly?? jesli widzisz ze faktycznie robi z ciebie glupka to chyba czas
                najwayzszy dac sobie spokoj.Co innego jelsi on daje znaki ze chce worcic?? nie
                wiem co tam wyzej w waszych postach si edzialo bo nie mam czaus tego teraz
                czytac.... No al epowiem ci szczerze ze ja pewnie bym si emotala tak jak ty pare
                smiesicy az wkoncu chyba bym odpuscila....bo ilez mozna sie meczyc prawda???
                Jelsi chcesz mei cspokoj na sercu to moze daruj sobie te dvd?? po co te
                spotkania ?? do czego maja prowadzic/? bo akurat tego nie rozumiem....O CZEGO
                MAJA PROWADZIC TE SPOTKANIA?? dla ciebie to spotkania z ukochanym a dla niego??
                ..z kolezanka?? Powiedz akknes czy pytalas go po co te dvd ma byc/? co to dla
                niego oznacza?? bo ja bym si ezapytala ..nokurcze kim wy dla siebie ejstescei
                teraz??? takei to dziwne ....ten facet jest dziwny,wyglada na to jakby sam nie
                wiedzial zcego chce,jakby nie umial si eodciac od Ciebie...chwiejny
                emocjonalnnie....blech.
                ps. Sama lepsza nie jestem al eni ebede o tmy tutaj pisac bo juz i tak znam
                WASZE opinie..nie msuze si e wtmy utwierdzac:) trzymaj sie AKKKNES
                • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 03.05.07, 21:17
                  madziuuunia napisała:

                  > gabrysia daj juz spokoj......

                  w zasadzie jestem spokojna, tylko sie troszke irytuje jak ktos skrajne glupoty
                  wypisuje, a co gorsza - w glupiej nadziei podtrzymuje nieszczesliwa osobe. to
                  co wczesniej napisalas to bylo tak jakbys osobie uzaleznionej powiedziala; "nie
                  przejmuje sie, ze wypilas jeszcze jedna butelke wodki/wziela kokaine, moze
                  teraz sie przekonasz, czy to Ci szkodzi":P


                  nie widzisz ze takie pisanie juz nie przynosi
                  > zadnego efektu??

                  masz racje - podtrzymujac ja w falszywych nadziejach lepiej jej pomozesz:)


                  Akkknes doskonale wie jak jest.....

                  w tym problem, ze nie wie:(

                  a ze mota sie sama ze soba
                  > to skutek tego ze jest zakochana.

                  to oczywiste.


                  Ja ja rozumiej po czesci.


                  zlodzieja i morderce tez mozna czasami zrozumiec, ale nie o to chodzi
                  by "rozumiec" a oto by Ona chciala sobie pomoc.

                  Najlepiej jest radz
                  > i
                  > ckomus a samemu nie umiec znalezc roziwazania.zastanwiam sie czy w swoim zyciu
                  > tez jestes taka rygorystyczna i twarda....

                  wolno Ci sie zastanawiac nad moim zyciem, ale to nie ja zalozylam tutaj watek
                  bo nie radze sobie z wlasnymi uczciami:P


                  > latqw jechac kogos kurde..

                  nie jest latwo. to tez trzeba umiec.

                  ale prawda
                  > jest taka ze na akknes miejscu pewnie tez bys troche byla zagubiona.

                  nie jestesm szczesliwie na jej miejscu, ale sama wiele w zyciu glupstw zrobilam
                  i dlatego teraz wiem tak dobrze, ze lepiej wczesniej niz pozniej spojrzec
                  prawdzie w oczy.

                • akkknes Re: wracanie do siebie 03.05.07, 23:52
                  o madzia myslalam ze zakopalas sie w tych ksiazkach i dopiero po maturach
                  wrocisz!! ale dzis stwierdzilam ze po maturach to mnie juz tutaj nie bedzie!!
                  co do dvd - to tak zapytalam sie, a jak! no i on mi ciagle smeci ze to dlatego
                  ze on bardzo lubi spedzac ze mna czas, ze lubi ze mna ogladac, ze MNIE lubi...
                  blaaa jak on pieknie klamie!! zobaczylam dzis te zdjecia i fuuuu myslalam ze
                  puszcze pawia na biurko!! ale ja tu pisalam - ze cos dziwne sny miewam, a z
                  reguly nie wiem o co biega w moich snach a te byly zbyt 'prawdziwe' no i jak
                  dzis zobaczylam te zdjecia na gronie... a jak pewnie ze mi nerwy puscily i
                  nawet z 5minut poryczalam, nie oszukujmy sie, zrobilo to na mnie wrazenie...
                  ale zaraz potem przyszla taka zlosc... to ja z nim nie wiem tydzien temu
                  gadalam o przytulaniu ze on przytula tylko mnie, a na gronie wrzuca jej foty i
                  pisze ze niedlugo jedzie na dzialke i bedzie tam marysia?? kur wa to mi piep
                  rzyl przez dwa lata ze on nienawidzi wyjezdzac!! no nie mam slow na niego, same
                  bluzgi!! pieprzony klamca!! nie dam mu tej satysfakcji, nie rzuce sie na
                  podloge i nie bede wyla!! udam ze o niczym nie wiem - albo ze wiem od dawna (bo
                  dawno juz na gronie nie bylam, wiec to moze byc dawno tam!) zaraz ja mam
                  urodziny, zobaczymy jak zaspiewa!! a ta mala dziwka ma nie wiem chyba dwa dni
                  przede mna - to albo sobie skojarzy i dlatego bedzie pamietal. juz ja mu
                  pokaze. wiecie co, gdyby mi teraz przynajmniej mowil prawde, nie klamal, gdyby
                  mi powiedzial ze jestem ch u j o wa a tym czy tamtym to moze bym zrozumiala,
                  ale tak klamac? przeciez to juz nie ma sensu!!
                  poza tym jestem pewna, reke sobie dam uciac, ze wrzucil te zdjecia tylko po to,
                  zeby mi pokazac jaki to on jest super - po to mu byly te wywiady czy mam kogos,
                  czy z kims sypiam (?) co u tego czy tamtego, z kim wychodze!! nooo dal mi
                  piekny popis.
                  a co do tego co tu pisze - pisze dalej, bo cholera zbyt dlugo tu pisze, to jest
                  dla mnie zbyt wazne i osobiste. nie chcialoby mi sie teraz brac zeszytu i pisac
                  dzien po dniu co bylo.
                  na razie pwoli wychodze do ludzi - czas przestac udawac ze jest jak bylo, czas
                  powiedziec znajomym ze jego juz nie ma w moim zyciu. ze mnie zdradzal, klamal,
                  perfidnie oszukiwal. boze ja dopiero teraz widze to wszystko, nagle koncze
                  ukladac te puzzle!! ja przez dwa lata bylam wylaczona z zycia - wszystko pod
                  niego, tak jak on chcial! gdyby nie on, to juz na poczatku studiow byloby tak
                  jak teraz, jezdzilabym swoim samochodem a nie autobusem, widzialabym to co
                  widze, i nie miala poczucia kurde, bo ja sie przy nim czulam tak troche nie to
                  ze gorzej, ale on potrafil tak mi powiedziec ze malalam w oczach...
                  ten chlopak nie wie czego chce - zaczelismy studia w tym samym czasie, i ja
                  choc jeszcze troche musze popracowac nad licencjatem - skoncze je w lato. mam
                  prace, mam 'doswiadczenie' - w sensie mam co wpisac w cv i to nie bylo
                  zalatawiane po znajomosci, mam znajomych - w wiekszosci sprawdzone grono od
                  paru lat a nie co pare miesiecy nowych, mam dobre stosunki z rodzina... a on co
                  chwila nowa praca - bo zawsze na poczatku o jezu jak to bedzie, ile tysiecy
                  bedzie zarabial, potem to firma jest oczywiscie nie fair, studia no to co on
                  sie bedzie wysilal na zaocznych, rodzice to sie czepiaja, siostra to suka, w
                  ogole wszyscy sa zli i go krzywdza. ja tez bylam zla bo dzwonilam, bo
                  zalatwialam, bo placilam.... nie, nie chce teraz generalizowac i szukac tego
                  zlego, tego tylko zlego... bo bylo i ok, w koncu przez dwa lata z nim bylam,
                  bylam wpatrzona jak w obrazek, gory bym przesuwala i gwiazdki z nieba zdejmowa
                  gdyby tylko zaszla potrzeba... mam swiadomosc, ze tak jak mi mowil o swojej
                  poprzedniej dziewczynie - z ktora tak na marginesie rozstal sie po pewnym
                  czasie kiedy ja juz bylam nie tylko kolezanka... - mowi o mnie, dopiero teraz
                  wiem, ze jak mi w styczniu mowil ze maryska mysli o mnie ze jestem po pieprz
                  ona to wiem czemu... wiem czemu nigdy nie chcial mnie z nia poznac - no w koncu
                  kolezanki jego inne znalam, czemu tej mialam nie znac? nagle wiem wiem wiem
                  wiem wiem wiem wiem tyle rzeczy! dzis jestem zla, znieczulona drinkiem, wiem
                  jednak ze za dzien dwa przyjdzie taka chwila ze zal mi tylek scisnie... wiem ze
                  sobie zaplacze jeszcze troche... bo bede za nim tesknila, troche jednak z nim
                  przezylam.
                  teraz do mnie pisze na gg ale wiecie co? rece mi drza i jeszcze przed chwila
                  jak pisalam poprzednie zdanie mialam zly w oczach ale wlasnie mi przechodzi.
                  ten czlowiek to oszust. klamca.
            • qw994 Re: wracanie do siebie 03.05.07, 23:13
              > na pewno do niego nie pojade - wlasnie zobaczylam zdjecia jego z nia jak leza
              > na jego lozku. w ogole zobaczylam zbyt wiele niepotrzebnych zdjec.

              I oczy się otworzyły czy jeszcze nie?
              • akkknes Re: wracanie do siebie 03.05.07, 23:56
                otworzyly!!!!!!!!!
                • qw994 Re: wracanie do siebie 04.05.07, 00:04
                  Mam nadzieję...
                  • akkknes Re: wracanie do siebie 04.05.07, 00:09
                    qw, jak boga kocham!!

                    rzuca mi tu bluzgami na prawo i lewo wiec mu powiedzialam zeby sie ogarnal to
                    powiedzial ze musi cos tam z papierami porobic i skonczyl rozmowe :D
                    • akkknes Re: wracanie do siebie 04.05.07, 00:21
                      a nie jednak jest perfidny... wrocil poprzymilal sie, posral o glupotach,
                      odpisywalam mu aha albo ok albo no tak :D i zeby nie zostawic po sobie smrodu
                      zyczyl dobrej nocki i przeslal buzi... ach ten moj romeo...

                      goabryska - to z ironia, zeby nie bylo!!
                      • qw994 Re: wracanie do siebie 04.05.07, 00:46
                        akkknes napisał:

                        > a nie jednak jest perfidny... wrocil poprzymilal sie, posral o glupotach,
                        > odpisywalam mu aha albo ok albo no tak :D i zeby nie zostawic po sobie smrodu
                        > zyczyl dobrej nocki i przeslal buzi...

                        A dlaczego ty mu w ogóle odpisujesz? Jaki w tym sens? Cel? Nadal masz nadzieję?
                        Bo ja innego powodu nie widzę.
                        • akkknes Re: wracanie do siebie 04.05.07, 00:52
                          qw, no nie zalamuj mnie, prosze!!
                          jak to, przeciez on nie wie i sie nie dowie ze dzis zobaczylam to co zobaczylam
                          i ze od pewnego czasu mysle o tym o czym mysle. nie moge z dnia na dzien go
                          olac.
                          poza tym ja tak i tak pewnie nie umialabym, a niestety (wiem, powinnam) tez
                          tego raczej nie chce zrobic.
                          • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 04.05.07, 02:37
                            akkknes napisał:

                            tez
                            > tego raczej nie chce zrobic.

                            i to jest niestety twoj jedyny problem.
                            • akkknes Re: wracanie do siebie 04.05.07, 13:22
                              bogu dzieki ze te problemy jakos same przez siebie znikaly i teraz zostal mi
                              juz tylko ten jeden. jeszcze troche i tez tez zniknie.
                              amen
                              • qw994 Re: wracanie do siebie 04.05.07, 14:04
                                Ciesz się, że tylko 5 miesięcy zmarnowałaś na to oszukiwanie samej siebie.
                                Niektórzy całe lata marnują.
                                • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 04.05.07, 14:52
                                  qw994 napisał:

                                  > Ciesz się, że tylko 5 miesięcy zmarnowałaś na to oszukiwanie samej siebie.
                                  > Niektórzy całe lata marnują.

                                  obawiam sie, ze to nie koniec a dopiero poczatek.
                                • akkknes Re: wracanie do siebie 04.05.07, 15:05
                                  jezu piec miesiecy
                                  prawie pol roku
                                  juz pomijajac to co robilam co znosilam co chcialam robic
                                  boze te piec miesiecy to przynajmniej wiem, mam dowody, to jest namacalne... a
                                  co bylo wczesniej... ile on mnie oszukiwal?
                                  albo: czy on mi kiedys powiedzial prawde?
                                  czemu ja?
                    • akkknes Re: wracanie do siebie 04.05.07, 00:25
                      nie no musze.... :))))
                      zrobil sobie opis ze ten prezent urodzinowy byl cos tam najbardziej
                      zaskakujacym czy cos - to ja cholera debety na koncie robilam zeby dostac od
                      niego dwa razy w zycia kwiatka - i to te drugie to teraz jakos byly? i dwa razy
                      perfumki - w tym jedne ktore dostal jako jakas nagrode? a marysia mu pewnie
                      kawalek grzybicy oddala :D :D :D
                      nie no dobra lece bo zaczne od skajnosci w skrajnosc popadac
                      grrr ale mi nerw ruszyl :)))
                      • madziuuunia Re: wracanie do siebie 04.05.07, 10:12
                        hehe Akkknes jak ja cie doskonale rozumiem;) tez popadalam w takie
                        skrajnosci,przytaczalam wszystkei jego swinstwa i chamstwa...gdy o nich
                        pamietalam bylo super!!! mialam go w dupie,nawet nie myslalam...ale przychodizly
                        chwile keidy niestey zapominamal i gore brala milosc,wtedy bylo ciezko... ja Ci
                        Akknes nie ebd emowila co masz robic...mysle ze czlowiek powienien sam uczyc sie
                        na wlasnych bledach a nie unikac ich. Widze ze Ty juz jestes na dobrej
                        drodze...przyjdzi edzien iiedy konakt sie urwie calkowicie ....mysle ze etraz to
                        chyba nie umialabys worcic do niego co?? po tmy wszysktim, jak si ezahcowal,
                        jaki si eokazal....chyba bys ni eumiala.....Musialby sie niezle starac, naprawde
                        kochac i byc cieprliwy...no al epatzrac na to jak si eteraz zahcowuje to on tak
                        ni ebedzi eumial. Trzymaj sie Akknes, badz silna i nie daj sie zlamac. Pamietaj
                        zeby pierwsza sie nei odzywac, ni episac nie dzownic. Jak chlopak ma sprawe
                        niech sam sie klopocze.... Ty masz byc Pania sytuacji!!! wkoncu zpaomnisz o tym
                        draniu i nie bedziesz pamietala o nim, poznasz kogos lepszego kto doceni Twoje
                        starania i uchylanie nieba;) jestem tego pewna;):):) pozdrawiam
                        • akkknes Re: wracanie do siebie 04.05.07, 13:21
                          wiesz co jest najgorsze? ze mialyscie racje, a ja sobie nie wiem czemu umanilam
                          ze nie, ze nie jest tak, ze on fair i w porzadku w stosunku do mnie... boze
                          jaka ja bylam slepa!!
                          nie wiem czy umialabym do niego wrocic - ja jestem z tych glupich i naiwnych...
                          ale wczesniej juz mowilam ze chcialabym zeby wrocil, ale nie wiem czy
                          umialabym... boze zbyt wiele tych klamstw, to nie bylo koloryzowanie tylko
                          zwykle oszustwa!!
                          w sumie to dobrze ze to juz tak po takim czasie, to nie bylo zalamania swiata,
                          nie bylo rozpaczy, bezsensownych pytan bez odpowiedzi, tylko po prostu wszystko
                          mi sie ulozylo.
                          podobno dobrze tez ze mam juz taka nauczke zyciowa.
                          ja mysle ze kontakt juz sie urwal. pewnie wysle mi smsa albo moze nawet
                          zadzwoni z zyczeniami na urodziny i tyle. od czasu do czasu napisze cos na
                          gadu. napisze tylko wtedy jak bedzie chcial podrzec jape - tak jak wczoraj.

                          madzia skad ty bierzesz tyle optymizmu? bo ja jak sobie przypomne ze mam 22
                          lata i nie mam faceta, a wszyscy moi znajomi odpadaja z wiadomych wzgledow, to
                          pesymizm po maksie... :(
                          • akkknes Re: wracanie do siebie 04.05.07, 13:43
                            niedobrze mi sie tylko robi jak patrze jak na gronie wrzuca sobie JEJ zdjecia.
                            boze jaki on nagle fotogeniczny i lubiacy sie ustawiac do zdjec...
                            nie ma to jak fota zrobiona aparatem z komorki :D to takie artystyczne ;)
                            • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 04.05.07, 15:07
                              Akkknes... NARESZCIE!!! Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że dasz sobie z
                              tym kolesiem spokój, że zaczniesz szukac kogoś wartościowego... Z tego, co
                              piszesz... za dobra byłaś:) Teraz wiesz, jakich błędów nie popełniać więcej:)
                              Nigdy nie rezygnuj z siebie! Ty jesteś dla siebie najwazniejsza! Pamiętaj i
                              wykonaj:)
                              Powodzenia Kochana i nie zostaw nas tutaj:)
                              Teraz czekam na nowini o nowych Twoich podbojach miłosnych;]
                              • akkknes Re: wracanie do siebie 04.05.07, 15:13
                                kochane kaktusisko jak matura??

                                a co do moich podbojow milosnych... nie widze szansy :( nawet nie wiem gdzie
                                patrzec. a tak pusto samej...
                              • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 04.05.07, 15:18
                                kaktusica6 napisała:

                                > Akkknes... NARESZCIE!!! Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że dasz sobie z
                                > tym kolesiem spokój,

                                tja... do nastepnego dvd albo innego gg:)
                                • qw994 Re: wracanie do siebie 04.05.07, 20:07
                                  > tja... do nastepnego dvd albo innego gg:)

                                  A może nie? :) Zobaczymy :)
                                  • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 04.05.07, 21:05
                                    qw994 napisał:

                                    > > tja... do nastepnego dvd albo innego gg:)
                                    >
                                    > A może nie? :) Zobaczymy :)

                                    zalozysz sie?:) przypominam, ze liczne "przebudzenia" juz mialy miejsce, ale za
                                    kazdym razem okzaywal sie to falszywy alarm.
                                    • qw994 Re: wracanie do siebie 04.05.07, 21:11
                                      Tak czy owak ja mam nadzieję, że to naprawdę koniec :)
                          • qw994 Re: wracanie do siebie 04.05.07, 14:02
                            bo ja jak sobie przypomne ze mam 22
                            > lata i nie mam faceta,

                            To STRASZNE :))))


                            > a wszyscy moi znajomi odpadaja z wiadomych wzgledow

                            Nie rozumiem. Dlaczego?
                            • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 04.05.07, 14:53
                              qw994 napisał:

                              > bo ja jak sobie przypomne ze mam 22
                              > > lata i nie mam faceta,
                              >
                              > To STRASZNE :))))
                              >

                              oczywiscie. wiekszosc ludzi w tym wieku spisuje testamenty i wykupuje miejsca
                              na cmentarzu:P
                            • akkknes Re: wracanie do siebie 04.05.07, 14:59
                              qw, ty sie nie podsmiewaj tu ze mnie, dobra?! :)
                              nie no, tak szczerze mowiac to zle mi jest z mysla, ze cholera teraz moglabym
                              robic plany ze po obronie zaczne szukac kiecki na wesele... swoje.
                              a teraz jestem sama - bez faceta i w sumie bez perspektyw na niego.
                              a dlaczego znajomi odpadaja? no bo kolega to kolega, i jakos tak nie wyobrazam
                              sobie zeby ktos z kims np chodze na uczelnie zostal nagle moim facetem. poza
                              tym tak jak mowilam to juz koncowka studiow, kazdy pojdzie w inna strone - a ja
                              z moja grupa dobrze sie trzymam, ale jak byl jakis browar weekendowy to wolalam
                              poczekac na mojego 'romeo' niz pojsc z nimi, bo on mial i zreszta ma do teraz
                              dziwne teorie nt moich znajomych. wiec nie wiem.
                              boze gdzie ja sobie znajde normalnego faceta? albo niech i bedzie pier dol
                              niety ale niech mnie nie oszukuje!!
                              • qw994 Re: wracanie do siebie 04.05.07, 20:06
                                > qw, ty sie nie podsmiewaj tu ze mnie, dobra?! :)

                                :)))
                                Cierpliwości, facet się znajdzie, pod warunkiem, że nie będzie próbowała
                                zakochac się na siłę :) Poza tym bycie samemu to nie jest zła rzecz. To jest
                                takie odkrywanie samego siebie.
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 04.05.07, 16:18
      widze ze niektorym cynizm uszami juz wychodzi.....

      Akkknes masz dopiero 22 lata..czym sie pzrejmuesz?? wiesz ze zycie dopiero si
      ezaczyna dla ciebie?? masz mase wspanialych mozliwosci, mozesz wyjechac i poznac
      clakime inny siwat inne zycie. gdziekolwiek wyjdziesz bedzie rozchwytywana.
      Wystarczy chciec i otworzyc si ena innych....daje ci max pol roku i poznasz
      nowego;) wpsanialego mezczyzne ktry bedzi ecie sznowal docenial i KOCHAL PONAD
      ZYCIE;) jestem epwna ze tak bedzie;) a i nie pozwalaj sie tak jechac przez te
      Panie ...bo mi juz si eto zaczyna nieprzyjemnie pisac...takie docinki. To co si
      edzieje nie jest smieszne. Moz ei jest w tym racja ale forma mi si enie podoba.
      ....wiem ze etraz zostane zjechana od gory do dolu, ale wisi mi to.....
      Akknes kochana glowa do gory, postaraj sie zajac rece czyms i oddalac od
      goscia....zamknij GG i wylacz telefon tak na clay dzien.....niech spada
      gosciu...:) pozdrawiam
      • akkknes Re: wracanie do siebie 04.05.07, 17:58
        magda ja cie naprawde podziwiam!!
        pol roku... boze to tyle co teraz sie dzialo, dopiero co qw mi to
        uswiadomila... zajmuje sie czyms sie da, chociaz mi sie naprawde nie chce ide
        dzis z przyjaciolkami na piwo, musze im po mesku opowiedziec o tych
        zdjeciach ;) jak sobie pomysle ze jeszcze niedawno nawet im nie dawalam zlego
        slowa na niego powiedziec... jak sobie przypomne jakie ciche dni mialam z tata
        jak mi mowil od poczatku ze to nie jest czlowiek dla mnie, a ja go bronilam..
        na razie to wam sie pochwale ze siedze i pisze pisze i pisze licencjat.
        koncowka blisko. ale niestety wlasnie odkrylam ze mi kabel od internetu siega
        do lozka :D wiec wlasnie sie podlaczylam znowu do sieci czyli pewnie ze na dzis
        pracowac nad licencjatem skonczylam :)

        magda ja nie wiem jak ty to robisz, piszesz w sumie takie normalne rzeczy a ja
        o nich ani razu nie pomyslalam... przeciez nawet sie nie obejrze i bedzie po
        obronie, zacznie sie praca, druga szkola... pojade nad moje ukochane morze - i
        nikt nie bedzie mi sral nad uchem ze woda zimna a plaza brudna a poza tym nie
        ma co robic :/

        w sumie to 'zaczynam przestawac' myslec o tym co bylo. ile czasu. co bylo.
        czego nie bylo. kiedy bylo prawdziwie. przestalo mnie to interesowac.

        a zjechana nie zostaniesz ani od gory do dolu ani z boku na bok bo ja nie
        pozwole na to!! o nie, ty tu jestes od poczatku, potrafilas mnie do pionu
        ustawiac, jestes zbyt wazna zeby mi tu cie jechali!! widzisz ze ja tez nawet
        przestalam na niektore wpisy odpisywac bo to bez sensu.

        aha jedno sie nie zmienilo - ciagle wierze w to, ze to co daje wroci do mnie...
        • madziuuunia Re: wracanie do siebie 04.05.07, 19:57
          jasne ze to worci do ciebie....kazde dobro wraca i niesteyy kazde zlo rowniez!!!
          tak ju zna tmy siwecie jest, jestem pewna ze spotkasz swietnego faceta, pewna na
          100%....widzisz teraz pzrejzalas na oczy, to siwetnie. Jelsi on znow nie zorbi
          Ci zamieszania w srcu (np tym ze zechce wrocic) to gwarantuje szybkie wyjscie
          ztego wszysktiego, wkoncu zaczniesz si ecieszyc zyciem, wkoncu zobaczysz ze
          pewne rzcezy wydaja sie...lepsze. Pokochaj bycie singielka,rob same przyjennosci
          dla siebie...a wtedy nagle pojawi si emilosc...na ktra ebdziesz w zupelnosci
          gotwa;0 zadbana piekna radosna..taka bedziesz!!! teraz wszystko pzred Toba, nie
          masz juz tego ogona...pomysl sobie ze teraz mozesz NAPRAWDE ZORBIC CO TYLKO
          ZECHCESZ, nie musisz sie liczyc ze zdaniem faceta ani oabwiac si ejego
          reakcji,zorbisz jak zechcesz bez tlumaczen.bedziesz szzcesliwa, jestes
          mlodziutka...2 lata starsza ode mnie...co to jest??? jestem epwna ze zaczniesz
          dostzregac zycie bez niego jako lepsze;) wiem to;) jedz na dmorze, oderwij si
          eod tego i baw dorbze;) pomysl nad sowim zyciem i zadecyduj o czyms
          dobrym,dobrym dla ciebie!!
          mi si etroche zagmatwalo tkaie myslenie gdyz moj ex chce worcic, wyraza wielki
          zal i skruche kazdego dnia...dorbze wiesz jak ciezko sie temu oprzec prawda???
          zawojowal mnie....i mimo wszystkiego co kto mowi mysli,ja go kocham i chce dac
          mu szanse, jesli nie teraz to wprzyslzosci napewno.czas zweryfikuje jego i moje
          uczucia...musze byc pewna jego milosci na 100% wtedy worce do niego... teraz
          jestem madrzejsza dzieki sowim przejsciom i nie dam sie juz tak zwojowac, bede
          ostrozna i wiem ze bed ekonsekwenta gdy tylko On wyskoczy z jakas nowa historia.
          Potzrebuje dojzralego faceta, skoro uwaza ze on nim jest to neich to udowodni.
          mysle ze zorbilabys tak samo...gdyby Twoj ex pragnal do ciebie worcic ..dlugo
          bys si enie bronila pzred nim i pzred ta miloscia..... bylabys pania sytuacji i
          postawialabys warunkow ktre on musilaby splenic.... jelsi naprawde by mu
          zalezalo to z palcem w tylku by je wypelnil dla ciebie................a jelsi
          nie;) to wszystko jasne.... TO NIE TEN....spotkas zjeszcze milion ludzi i sama
          zobaczysz ze kazdy kolejny wyda ci si eo niebo lepszy:) musis zbyc tlyko
          cieprliwa i myslec teraz o sobie. baw sie , uzwyaj zycia!! rob wszystko czego
          nie moglas robic gdy byl Twoj chlopak.....docenisz wteyd zycie...napewno:)
          pozdraiwma mocno:):):) ps . dzieki za wsparcie;):)
        • madziuuunia Re: wracanie do siebie 04.05.07, 20:01
          Najwazniejsze to mysl pozytywnie!!! jak ebdziesz mylsec pozytywnie to i same
          dobre zdarzenia beda si eciebie trzymaly:) z dani na dzien bedziesz mniej
          wspominac...wkoncu to ebdzie raz na tydzien..miesiac..zacznies piekne zycie a to
          co bylo bedzi ejakims milym wspomnieniem. Nie obracaj si eza siebie tylko zyj
          pelnia zycia. Nie daj mu zadnej satysfakcji,niech sobi enie mysli ze jest
          pepkiem Twojego swiata...niech spada do tej grzybicy...skoro ona taka fajna to
          widac jest niej wart. A na taka ciepla osobe jak Ty malo kto zalsugje....dlatego
          cieprilwie czekaj ,wkoncu poznasz kogos kto doceni twoje starania, bedzie ci
          esznaowal i kochal. kazdy na cos takiego zalsuguje,a takie kopy od zycia sa
          potrzebnebo nie tlyko ucza sily ale i pokory!!! masz szlachetne serce....za to
          naprawde yzcie ci wynagrodzi kazda lze;) trzymaj si eAkknes milego wioeczorku:)
        • qw994 Re: wracanie do siebie 04.05.07, 20:09
          Akkknes, STRASZNIE się cieszę, bo mam wrażenie, że zaczynasz stawać na nogi! :)
          Naprawdę! :)
          Zajmij się SOBĄ, przyjaciółkami, nauką i przyjemnościami :) I będzie super,
          zobaczysz! :)
      • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 04.05.07, 21:02
        madziuuunia napisała:

        > widze ze niektorym cynizm uszami juz wychodzi.....
        >

        jesli to mial byc przytyk do mnie, to nie "cynizm" a jesli juz to: sarkazm i
        nie "uszami" tylko mam taki naturalny wdziek, ze sobie czasem pozartuje:) mysle
        bowiem, ze poczucie humoru (zwlaszcza sarkastycznego) od czasu do czasu pomaga,
        a w kazdym razie mniej szkodzi niz rozbudzanie falszywych nadzei:)

        poza tym pomysl: :gdybybym ja nie byla taka "zla" i "cyniczna" ty nie
        wydawalbys sie taka "dobra":P
        • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 04.05.07, 21:29
          No... matura spoko:) zwłaszcza, że mi nie jest do niczego potrzebna, więc te 30%
          na bank będę miała:D
          Cieszę się strasznie, że wreszcie zrozumiałaś, że teraz masz szansę obudzić się
          i iść z usmiechem przez życie:) Zapisz się na kurs, wyjedź na wakacje, poznaj
          znajomych znajomych... zaraz będziesz miała mnóstwo nowych kandydatów:)
          Powodzenia:)
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 04.05.07, 21:32
      Kto daje zludne nadzieje?? ok Ty masz dobra zabawe ale jakos zandych dobrych rad
      z Twojej storny nei wiedzialam. Naigrywasz sie tylko...na miejscu utorki nie
      chhcialoby mi si eciebei wogole sluchac bo taki ton by do mnie nie przemaiwal
      raczej....a o co Ci chodzi z tymi nadziejami?? bo psize jej dopiero zaczyna si
      eszzcesliwe zycie?? bo wkoncu bedzi emogl azyc pelnia zycia??? prosze Cie
      hehe.... chyba na to kazdy powienien miec nadzieje.
      Nie daje jej zandych nadzieji ze on worci bo takie nadzieje moze dawac on sam!!!
      no ok, masz dorba zabawe... mnie to ni esmieszy bo wiem co akknes pzrechodzila i
      co pzrechodzi nadal....to nei taki eproste dac sobie spokoj,jak si ekocha.
      tzreba duzo sily i pracy w to wlozyc... gadanina i naigrywanie si enic nie
      pomoga tutaj. samemu tzreba wkoncu to poczuc i tego chciec. Myslis zze jak
      bedziesz si enabijac z akknes to jej pomozesz w tym zevy zapomniala??
      ehhhh..... zreszta ona ju zi tak z tego wyhcodzi;) prawda Akknes??:) tak wiec
      gabryska nie masz juz sie z czego nabijac bo dziecwzyna wychdozi na
      prosta...znajdz sobi einna ofiare...pozdraiwam
      • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 04.05.07, 21:59

        w poprzednim swoim poscie napisalas:

        "....wiem ze etraz zostane zjechana od gory do dolu, ale wisi mi to....."

        a zaraz potem napadlas na mnie w nie tylko agresywny, ale i dosc idotyczny
        sposob:

        madziuuunia napisała:

        > Kto daje zludne nadzieje?? ok Ty masz dobra zabawe ale jakos zandych dobrych
        ra
        > d
        > z Twojej storny nei wiedzialam. Naigrywasz sie tylko...na miejscu utorki nie
        > chhcialoby mi si eciebei wogole sluchac bo taki ton by do mnie nie przemaiwal
        > raczej....a o co Ci chodzi z tymi nadziejami?? bo psize jej dopiero zaczyna si
        > eszzcesliwe zycie?? bo wkoncu bedzi emogl azyc pelnia zycia??? prosze Cie
        > hehe.... chyba na to kazdy powienien miec nadzieje.
        > Nie daje jej zandych nadzieji ze on worci bo takie nadzieje moze dawac on
        sam!!
        > !
        > no ok, masz dorba zabawe... mnie to ni esmieszy bo wiem co akknes
        pzrechodzila
        > i
        > co pzrechodzi nadal....to nei taki eproste dac sobie spokoj,jak si ekocha.
        > tzreba duzo sily i pracy w to wlozyc... gadanina i naigrywanie si enic nie
        > pomoga tutaj. samemu tzreba wkoncu to poczuc i tego chciec. Myslis zze jak
        > bedziesz si enabijac z akknes to jej pomozesz w tym zevy zapomniala??
        > ehhhh..... zreszta ona ju zi tak z tego wyhcodzi;) prawda Akknes??:) tak wiec
        > gabryska nie masz juz sie z czego nabijac bo dziecwzyna wychdozi na
        > prosta...znajdz sobi einna ofiare...


        mimo wszystko nie bede ani na ciebie "napadac" ani licytowac na "dobre rady",
        ani przypominac co kto kiedy napisal. nie bede tez tlumaczyc, ze nie nabijam
        sie z osoby, a z pewnych zachowan, bo by dostrzec taka roznice trzeba pewnego
        wyrobienia i (nie obraz sie) umiejetnosci myslenia.

        aha, tylko jedno: skad ci przyszlo do glowy, ze chce jej pomoc "zevy
        zapomniala"?:)

        ps.
        jesli moglabym tobie cos poradzic to: mniej emocji, wiecej refleksji i drobina
        szacunku dla czytelnikow (mam tu na mysli sprawdzenie licznych bledow
        literowych):)
        • madziuuunia Re: wracanie do siebie 04.05.07, 23:01
          nom heheheh:) nie chce mi sie na to odpisywac, pzreciez i tak masz racje:) heheh
          a bledy?? moj asprawa...nie mam czasu na powlne pisanie zeby Gabrysi si
          eprzyjemniej czytalo...musze pisac szybko wiec i literowki robie...kto nie chce
          czytac niech tego nie robi:) pozdrawiam
          • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 04.05.07, 23:20
            madziuuunia napisała:

            > nom heheheh:) nie chce mi sie na to odpisywac, pzreciez i tak masz racje:)

            jakby ci sie nie chcialo odpisywac, to bys nie odpisala...
            tobie tylko nie chce ci sie czytac, tego co sama piszesz. wolno ci, ale twoje
            posty wygladaja przez to niechlujnie i sa mniej czytelne. moze pisze mniej, ale
            konkretnie? czasami mozna w kilku prostych zdaniach wyrazic bardzo wiele
            tresci. takie "papalnie", czy to w mowie czy w pisnie powoduje, ze wypowiedzi
            staja sie nudne. oczywiscie zrobisz jak zechcesz, ale jesli chcesz byc
            taka "powazna" zacznij powaznie traktowac swoich czytelnikow.
            • madziuuunia Re: wracanie do siebie 04.05.07, 23:25
              sluchaj mozna zartowac...ale tak zeby innych nie krzywdzic.... gdybym byl ana
              miejscu akknes to czulabym sie naprawde przykro...bo nie dosc ze zyci esi
              epeirdoli....to jeszcze ktos bedzie po mnie jechal....To nie jest mile co
              psizesz. Dla ciebei jest zabawne ale dla innych nie. Mi by bylo przykro i tyle.
              • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 04.05.07, 23:39
                madziuuunia napisała:

                > sluchaj mozna zartowac...ale tak zeby innych nie krzywdzic.... gdybym byl ana
                > miejscu akknes to czulabym sie naprawde przykro...bo nie dosc ze zyci esi
                > epeirdoli....to jeszcze ktos bedzie po mnie jechal....To nie jest mile co
                > psizesz. Dla ciebei jest zabawne ale dla innych nie. Mi by bylo przykro i
                tyle.
                >

                dobrze, ze chociaz z jednej radu skorzystalas: piszesz krocej i zwiezlej.
                szkoda, ze nadal nie czytasz swoich postow przed wyslaniem - a przy krotkim
                poscie wydawaloby sie to jeszcze latwiejsze. to daleko posuniete lenistwo:)

                co do meritum: juz to pisalas, tylko w bardzo rozwleklej formie i ja juz ci na
                te zarzuty odpowiedzialam. zapomnialas, czy probujesz zmienic temat bo ci
                glupio, ze mam racje?:)
                • madziuuunia Re: wracanie do siebie 04.05.07, 23:48
                  wiesz co, ja nie bede z Toba dyskutowac tutaj!!! jestes chora..... rzucasz sie
                  jak jakas dzikuska...daj ludziom odpoczac co??? i wyzyj si ena kim sinnym.
                  Wiecje juz nie dopowiem na twoje ublizajace posty.
                  • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 05.05.07, 10:18
                    madziuuunia napisała:

                    > wiesz co, ja nie bede z Toba dyskutowac tutaj!!! jestes chora..... rzucasz sie
                    > jak jakas dzikuska...daj ludziom odpoczac co??? i wyzyj si ena kim sinnym.
                    > Wiecje juz nie dopowiem na twoje ublizajace posty.

                    zwroc uwage, ze to nia napisalam:"jestes chora", "dzikuska"... ani nic
                    podobnego. jesli wiec nie podobaja ci sie ublizajace posty, moze warto zaczac
                    od siebie? moim zdaniem wyglada to w tej chwili tak, ze nie znosisz krytyki do
                    tego stopnia, ze ragujesz na nia agresja. twoj brak opanowania juz wczesniej
                    dal znac, w wymianie postow z akkknes, chyba sie nie myle? powinno ci to dac do
                    myslenia...
                    rozumiem, ze jestes mloda i nie panujessz nad swoimi emocjami ze wzgledow tez i
                    osobistych - z drugiej strony jestes dorosla i probujesz rozmawiac z doroslami
                    ludzmi. troche wiec sie zastanow nim sie zdecydujesz na ublizajace posty, bo
                    jestem pewna, ze nie wystepujac do konca anonimowo, patrzac komus w oczy nie
                    bylabys "taka odwazna".
                    i uwierz mi: twoje chamskie zachowanie przynosi wstyd jedynie tobie.


                    ps.
                    nie bede miala ci za zle twojego zachowania, ale musisz mnie przeprosic.
                    • qw994 Re: wracanie do siebie 05.05.07, 10:41
                      Heeejjj.... Przestańcie! :)
                      • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 05.05.07, 10:55
                        qw994 napisał:

                        > Heeejjj.... Przestańcie! :)

                        heeejjjjjjj... a moze nie?:)))

                        ps.
                        jesli chodzi o moj "cynizm" to nigdy w zyciu:)
                • madziuuunia Re: wracanie do siebie 04.05.07, 23:51
                  ach i nie masz racji dziewczyno. Piszesz tak zeby sie odegrac....no bo jak moze
                  komus sie nie podobac to co robisz?? taka doswiadczona jestes kurcze...teraz cza
                  sponabijac sie z innych. Az zal czytac....dobranoc
                  • kaaka123 Re: wracanie do siebie 05.05.07, 00:27
                    Wypowiadam sie na tym temacie po raz pierwszy. Czytam topic od jakichs 2
                    miesiecy dzien w dzien, poniewaz temat mnie tez dotyczy.
                    Dzisiaj musialam sie odezwac.
                    Bardzo mi sie podoba to co pisze gabrysia 12. Bardzo rzeczowo, zwiezle i na
                    temat. Moim zdaniem to dziewczyn zaslepionych facetem bardziej to przemawia. Ona
                    nie jest zlosliwa tylko pisze prawde.
                    To bardziej pomaga niz glaskanie, bynajmniej mi pomaga. Czytam to co pisze i
                    jest mi latwiej wytlumaczyc sobie pewne rzeczy.
                    Bardzo potrzebne sa w takiej sytuacji osoby silne i stanowcze, latwiej mozna
                    wtedy z tego wyjsc.
                    Takie "memlanie" i uzalanie sie nad soba to mijanie kolejnych miesiecy i stanie
                    w miejscu.
                    Autorka stoi w miejscu 3 miesiace albo wiecej. gdyby miala podejscie gabrysi,
                    juz dawno by sie z tym uporala. A jesli nawet takiego nie ma to chyba czas
                    przejrzec na oczy i czegos sie nauczyc.
                    Na razie to akknes w kolko pisze to samo i stoi w miejscu.
                    Ale oczywiscie zycze jej przejrzenia na oczy i zycia juz wkrotce bez myslenia i
                    bez kontaktu z bylym.
                    Trzymaj sie gabrysia 12 :)
                    • ilums Re: wracanie do siebie 05.05.07, 00:48
                      Ja jeszcze chcialbym cos dorzucic: rezerwuje sobie 2000 wpis :)
                      Dobranoc
                    • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 05.05.07, 10:28
                      kaaka123 napisała:

                      > Trzymaj sie gabrysia 12 :)

                      dziekuje bardzo. ciesze sie tez, ze ktos jednak zrozumial moje intencje. a ten
                      wybuch mlodziutkiej dziewczyny, ktorego stalam sie "ofiara" mial miejsce w
                      duzym stopniu tez dlatego, moje posty nie w mniejszym stopniu dotycza
                      madziuuuni niz akkknes. i wyglada na to, ze dla madziuuuni prawda jest jeszcze
                      bardziej przerazajaca niz dla akkknes. akkknes to w sumie dosc silna
                      dziewczyna, tylko uparta. madziuuunia wogole nad soba nie panuje:(
                      druga sprawa: fakt ze zarzucialam jej w pewnym miejescu pisanie glupot - jest
                      osoba mloda, z komplekasami i dlatego taka krytyke odbiera bardzo dramtaycznie.
                      • akkknes Re: wracanie do siebie 05.05.07, 16:06
                        hej!!
                        z jednej strony rozumiem magde, z drugiej - gabryske.
                        czemu - to wiedza ci co czytaja watek od poczatku :))
                        tez potrafilam komus cos napisac, niekoniecznie milego, tez moze bylam gdzies
                        zlosliwa, moze robilam literowki - ale to jest chyba nie najwazniejsze?
                        gabryska swoja droga ma i laskawsze dni - potrafi troche 'nie-po-swojemu'
                        napisac, ale tez na poczatku wkurzalam sie ostro jak mi jechala. potem po
                        prostu sie przyzwyczailam. a magda - no nie wiem czy emocje czy wiek czy cos
                        tam jeszcze bylo poruszane, ale jest tu ze mna od poczatku wiec ostroznie mi z
                        nia :))
                        aha, zeby nie bylo - ze pomijam ilumsa!! no wiesz co?! rezerwujesz sobie
                        2000wpis a nie piszesz nic o tym co ja przezywam? :) chcesz wojny ;)
                        qw i kaktusica - ciesze sie ze we mnie wierzycie.
                        ja wczoraj po mesku przy piwie pogadalam z przyjaciolka ale nagle zrobilo nas
                        sie wiecej i cholera nawet nie bylo mi zle!! a jak opowiadalam jej o tych
                        zdjeciach to nawet sie nie poryczalam - a myslalam ze tak bedzie. zlosc ze mnie
                        wylatywala razem z dymem z papierochow :))
                        patrze sobie oczywiscie na zdjecia marychy na gronie mojego eksromea, sprawdzam
                        czy przypadkiem nie dzwonil /pisal, patrze czy zmienil opis na gg... ale tak
                        raczej z ciekawosci albo przyzwyczajenia.
                        nie mowie ze jestem najlepsza i cudowna i bez wad, ale cholera jasna klamstwa
                        nie zniose, no nie zniose po prostu!! boze piec miesiecy... osobista porazka.
                        gorsze niz to ze dwuletni zwiazek sie rozpadl - bo teraz tak mysle ze to byl
                        zart a nie zwiazek - jest to ze minimum 25% tego czasu klamal w zywe oczy!!
                        ja wiem ze kazdy moze sciemnic, cos przybarwic, czegos nie powiedziec... ale
                        tak klamac? no w glowie mi sie nie miesci.
                        dzis mam imprezke w domu wiec pewnie wejde pozno wieczorem poczytam i
                        poodpisuje, ale mam nadzieje ze bedzie ok.

                        aha jedno co mi sie nie podobalo we wczorajszej rozmowie gabryski i magdy - z
                        tym ze jak przeprosi... e-e gabrysia, troche za ostro, chyba nie??
                        • akkknes Re: wracanie do siebie 05.05.07, 21:18
                          padniecie!! wiecie kogo obchodzi czy dostalam prace??
                          hahahahah mojego bylego!!
                          oddzwonilam do niego bo sie dobijal wczesniej, na szczescie w domu trwa mala
                          imprezka wiec nie sklamalam tylko zabarwilam rzeczywistosc mowiac mu ze mnie
                          nie ma w domu :D :D :D
                          ah ale ciekawski... marysia pewnie uczy sie do matury wiec mu sie nudzilo... no
                          niestety ze mna nie pogada z nudow :))) nawet nie chce mi sie wierzyc w jego
                          jedno slowo - bo jaka mam pewnosc ze to prawda a nie klamstwo?
                          milego wieczoru
                          • qw994 Re: wracanie do siebie 05.05.07, 21:22
                            Akkknes, przestań do niego dzwonić.
                            • akkknes Re: wracanie do siebie 06.05.07, 00:01
                              ja tylko oddzwonilam!!

                              ps o nic sie nie zakladaj z gavrysia :D chyba ze tak koniecznie i
                              wrecz 'namacalnie' chcesz wygrac :)))))
                              • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 06.05.07, 00:15
                                akkknes napisał:

                                > ja tylko oddzwonilam!!
                                >

                                i pewno jej ktos pistolet przystawil do glowy, wiec musiala:P
                                • akkknes Re: wracanie do siebie 06.05.07, 00:23
                                  gabrysia, jesli juz to nie JEJ bo ja tu ciagle jestem wiec nie pisz o mnie
                                  jakbym byla dzieckiem ktore nie rozumie rozmow doroslych...
                                  i nikt mi pistoletu nigdzie nie przystawial, po prostu jak juz pisalam - on nie
                                  wie ze dla mnie jego slowa to zbitek klamstw. (i poniekad DUZA frajde mam z
                                  tego faktu :))
                                  • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 06.05.07, 01:12
                                    akkknes napisał:

                                    > gabrysia, jesli juz to nie JEJ bo ja tu ciagle jestem wiec nie pisz o mnie
                                    > jakbym byla dzieckiem ktore nie rozumie rozmow doroslych...

                                    zachowujesz sie jak dziecko, ale nie dlatego pisalam o Tobie w 3 osobie. jestes
                                    przewrazliwiona - a ja nie mam obowiazku ani ochoty probowac przemawiac Ci
                                    ciagle do rozsadku. a jesli mam ochote porozmawiac z kims innym na tym watku -
                                    to rozmawiam:)


                                    > i nikt mi pistoletu nigdzie nie przystawial, po prostu jak juz pisalam - on
                                    nie
                                    >
                                    > wie ze dla mnie jego slowa to zbitek klamstw. (i poniekad DUZA frajde mam z
                                    > tego faktu :))

                                    zakrawa na masochizm ta twoja "frajada" ale na szczescie Ty sie tylko
                                    oszujkujesz:P
                              • qw994 Re: wracanie do siebie 06.05.07, 08:45
                                > ja tylko oddzwonilam!!

                                A po co?
                                • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 06.05.07, 12:20
                                  qw994 napisała:

                                  > > ja tylko oddzwonilam!!
                                  >
                                  > A po co?

                                  "po co?" to wiadomo - zeby pogadac. wazniejsze "dlaczego?". a dzwoni dlatego,
                                  ze "nie potrafi zyc" bez kontaktu z nim. przeciez sama pisala jeszcze niedawno,
                                  ze nawet tego nie chce...
                          • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 05.05.07, 21:48
                            akkknes napisał:

                            > padniecie!! wiecie kogo obchodzi czy dostalam prace??
                            > hahahahah mojego bylego!!
                            > oddzwonilam do niego

                            oczywiscie, ze musialas oddzwonic bo by sie jeszcze obrazil i co by bylo?:)
                            a swoja droga szkoda, ze qw994 nie dala sie namowic na zaklad bo bym wygrala:)
                            • qw994 Re: wracanie do siebie 05.05.07, 21:52
                              > a swoja droga szkoda, ze qw994 nie dala sie namowic na zaklad bo bym wygrala:)

                              Nie ma tak dobrze :)
                        • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 05.05.07, 21:45
                          akkknes napisał:

                          e-e gabrysia, troche za ostro, chyba nie??

                          nie. nigdy nie jest zapozno by brac odpowiedzialnosc za swoje slowa. gdybys w
                          1% tak "ostro" wymagala szacunku od innych wielu przykrosci moglabys sobie
                          oszczedzic.
                          • madziuuunia Re: wracanie do siebie 06.05.07, 11:17
                            "i wyglada na to, ze dla madziuuuni prawda jest jeszcze
                            bardziej przerazajaca niz dla akkknes. akkknes to w sumie dosc silna
                            dziewczyna, tylko uparta. madziuuunia wogole nad soba nie panuje:(
                            druga sprawa: fakt ze zarzucialam jej w pewnym miejescu pisanie glupot - jest
                            osoba mloda, z komplekasami i dlatego taka krytyke odbiera bardzo dramtaycznie."
                            ---------
                            • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 06.05.07, 12:16
                              madziuuunia napisała:


                              > ---------
                              • madziuuunia Re: wracanie do siebie 06.05.07, 12:30
                                nom.... juz???wsyzstko:D hehe nudna jestes jak flaki z olejem!!!
                                • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 06.05.07, 12:42
                                  madziuuunia napisała:

                                  > nom.... juz???wsyzstko:D hehe nudna jestes jak flaki z olejem!!!

                                  obawiam sie, ze twoje opinia wyrazona w tak "dorosly":) sposob nie calkiem
                                  odpowiada prawdzie. normalni ludzie odpowiadaja na interesujace posty:)
                                • akkknes Re: wracanie do siebie 06.05.07, 12:43
                                  oki, oki, koniec, pasujemy!!

                                  co do oddzwaniania - qw, no nie moge tak po prostu wypiac tylka i powiedziec
                                  spadaj, bo wtedy on bedzie mial satysfakcje ze przys ral mi tymi zdjeciami czy
                                  opisem o marysce. a na to nie pozwole!
                                  chociaz jak widze gabrysia wie lepiej ode mnie, wie co robie, po co i
                                  dlaczego...
                                  • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 06.05.07, 12:49
                                    akkknes napisał:

                                    > chociaz jak widze gabrysia wie lepiej ode mnie, wie co robie, po co i
                                    > dlaczego...

                                    zgadza sie. i mam wrazanie, ze w ta bajke o "satysfakcji" to Ty nawet sama nie
                                    wierzysz... jak on moze miec "satysfakcje" czy nie skoro na dobra sprawe
                                    niewiele go obchodzisz? a nawet jakby, to czy pokazujac, ze jego "satyskacja"
                                    czy jej brak juz Cie nie obchodzi w koncu dalabys przyklad na to, ze nie dasz
                                    mu wiecej satysfakcji?:)
                                    • akkknes Re: wracanie do siebie 06.05.07, 13:07
                                      no i widzisz tu niestety nie wiesz lepiej ode mnie...
                                      wszystko swoja droga, na skroty mozna zabladzic.
                                      • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 06.05.07, 13:13
                                        akkknes napisał:

                                        > no i widzisz tu niestety nie wiesz lepiej ode mnie...
                                        > wszystko swoja droga, na skroty mozna zabladzic.

                                        a Ty utrzymujac kontakt ze swoim "ukochanym" jest na dobrej drodze do....?:)
                                        niech zgadne - do ulozenia sobie zycia bez niego? do odciecia sie od jego
                                        wplywu i wplywu jaki ma wasz zwiazek na twoje zycie?:)
                                  • madziuuunia Re: wracanie do siebie 06.05.07, 12:54
                                    do gabryski - NOM
                                    do Akknes : jestem madra babka, sluchaj tego co ci mowi rozum... teraz juz sie
                                    nie kierujesz sercem i to widac. Robisz to co myslisz, nie ptorafis zsi eodciac
                                    i kopnac go w tylek bo masz swoja wlasna morlanosc ktora ci na to nie pozwala.
                                    ja tez nie umiem nikogo tak potraktowac,no bo nie i koniec i mi nikt tutaj nie
                                    bedzi etego pzretlumaczal ani decydowal za mnie. Moja rada dla Ciebei jest taka
                                    abys spokojnie powolutku i subtelnie okazywala mu swoja niechec lub obojetnosc.
                                    Nie rob nic radykalnie,bo to ebdzie tandetnie wygladalo. Niektore kobiety sa za
                                    tym zeby strugac obrazone baby ale Ty taka nie jestes wiec zorbisz to po
                                    ludzku!! powli si eod niego oseparowuj....raz odpisz na smsa raz nie..... z tmy
                                    telefonem to troche glupio zorbilas bo skoro mial sprawe to mogl dzownic do bolu
                                    ..az odbierzesz. Wtedy by ci zadal pytabnie "dlaczego nie dozwonilas/nie
                                    odebralas" twoja odpowiedz " och zapomnialam bo ...cos tam" Ty masz meic nad nim
                                    teraz panowanie i wiem ze sie to uda.
                                    • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 06.05.07, 12:57
                                      madziuuunia napisała:

                                      > do gabryski - NOM
                                      > do Akknes : jestem madra babka,

                                      dobre:)
                                      • madziuuunia Re: wracanie do siebie 06.05.07, 12:59
                                        mialo bys jestes madra babka.....NEI CZEPIAJ SIE CO??
                                        • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 06.05.07, 13:11
                                          madziuuunia napisała:

                                          > mialo bys jestes madra babka.....NEI CZEPIAJ SIE CO??

                                          to CZYTAJ SWOJE POSTY, CO? bo ja moge przeczytac tylko to co JEST napisane, a
                                          nie co MIALO byc napisane:P
                                    • gabrysia.12 tak ogolnie 06.05.07, 13:09
                                      bo akkknes jeszcze dlugo bedzie szukac kontaktu z "romeo".

                                      prawda jest taka, ze osoba, ktorej serce krwawi po nieudanym zwiazku powinna z
                                      calych sil unikac kontaktow z bylym. dlaczego? bo osba taka (na przykladzie
                                      akkknes widac to bardzo wyraznie) czepia sie kazdego pretekstu by siebie
                                      przekonac, ze "romeo" byc moze wroci, cos jednak czuje... taka sytacje moze
                                      trwac bardzo dlugo, jesli na nieszczescie "romeo" ma tendencje manipulacyjne i
                                      wykorzystuje naiwnosci "juli" by jak najdluzej utrzymac jej zainteresowanie.
                                      • madziuuunia Re: tak ogolnie 06.05.07, 13:14
                                        jesli na nieszczescie "romeo" ma tendencje manipulacyjne i
                                        wykorzystuje naiwnosci "juli" by jak najdluzej utrzymac jej zainteresowanie.
                                        PO CO TO ROBI??? ponoc nie jest nia zainteresowany a "julia" nie daje sie nawet
                                        tknac wiec jaki sens w jego dzialaniach??? "Julio" nie szukaj konaktu z
                                        nim,zajmij swoje zycie tak bardzo zby nie starczylo miejsca na NIEGO!!!! to nie
                                        trudne...uwierz
                                        • akkknes Re: tak ogolnie 06.05.07, 13:21
                                          robie wszystko zeby tak bylo :))))
                                        • gabrysia.12 Re: tak ogolnie 06.05.07, 13:22
                                          madziuuunia napisała:

                                          > jesli na nieszczescie "romeo" ma tendencje manipulacyjne i
                                          > wykorzystuje naiwnosci "juli" by jak najdluzej utrzymac jej zainteresowanie.
                                          > PO CO TO ROBI???

                                          bo pochlebia jego proznosci panienka, ktora moze skopac, a ta i tak wroci do
                                          niego na czworakach by prosic o jeszcze.
                                          • akkknes Re: tak ogolnie 06.05.07, 13:29
                                            ha ha gabrysia rozwalasz mnie!!! chcesz byc dalej zlosliwa czy cyniczna czy nie
                                            wiem co tam jeszcze a robisz sie coraz bardziej przykra a momentami wrecz
                                            zalosna... nie to juz nie jest ta sama gabryska ktora fajnie radzila i
                                            pomagala... a jeszcze w zeszlym tygodniu taka fajna z niej babka byla
                                            zaraz moze ktos ukradl nam gabryske??
                                            • gabrysia.12 Re: tak ogolnie 06.05.07, 13:46
                                              tak wiem: jestem "fajna" kiedy pisze, ze jestes inteligentna i masz poczucie
                                              humoru. robie sie "cyniczna"i "zalosna" kiedy bez zlosliwosci sugeruje, ze
                                              twoj "romeo" prawdopodobnie Toba pomiata...
                                              wiem, ze bylambym bardziej lubiana, gdybym pisala zawsze, ze dobrze robisz, ale
                                              nie zalezy mi na tym. wole Ci pomoc. nawet jesli troche Cie to teraz zaboli.
                                              • akkknes Re: tak ogolnie 06.05.07, 15:19
                                                i tu nie chodzi ze bylabys bardziej lubiana gdyby cos bo jakbym cie nie lubila
                                                na jakis tam internetowy sposob to na pewno nie mowilabym ci ze wkurza mnie
                                                cos, po prostu bym to zlala...
                                                • gabrysia.12 Re: tak ogolnie 06.05.07, 15:47
                                                  akkknes napisał:

                                                  > i tu nie chodzi ze bylabys bardziej lubiana gdyby cos bo jakbym cie nie
                                                  lubila
                                                  > na jakis tam internetowy sposob to na pewno nie mowilabym ci ze wkurza mnie
                                                  > cos, po prostu bym to zlala...

                                                  "zlalabys" mnie gdybym mowia totalne glupoty, al mam racje:)
                                                  a teraz przeloz to co napisalas powyzej na swoje relacje z "romeo". dlaczego
                                                  nie "zlejesz" jego telefonow?:) i myslisz, ze on nie wie "dlaczego?" zapewniam
                                                  Cie, ze wie... dlatego wciaz dzwoni:) gdybys go "zlewala" to by mu sie znudzilo
                                                  zawracac ci glowe, bo o tym by Cie w koncu zaczal szanowac to raczje mozesz
                                                  zapomniec.
                                      • akkknes Re: tak ogolnie 06.05.07, 13:19
                                        tak ogolnie to ty sie czepiasz
                                        i zaczyna mnie to ostro wkurzac
                                        • gabrysia.12 Re: tak ogolnie 06.05.07, 13:25
                                          akkknes napisał:

                                          > tak ogolnie to ty sie czepiasz
                                          > i zaczyna mnie to ostro wkurzac

                                          to co napisalam "ogolnie"?:) to bradzo interesujace... a zamiast sie wkurzac
                                          moze pomysl, DLACZEGO TO CO NAPISANE OGOLNIE W TWOIM WYPADKU NIE JEST PRAWDA?
                                          jesli nie jest...:)
                                    • akkknes Re: wracanie do siebie 06.05.07, 13:14
                                      odpisze nie odpisze, oddzwonie nie oddzwonie, czekam na bieg wydarzen ;)
                                      oddzwonilam no bo w sumie na komorce od razu widac kto dzwonil, no i on wie ze
                                      zawsze oddzwaniam, wiec niby czemu - w jego mniemaniu - mialabym nie oddzwonic,
                                      nie? no to wiec zrobilam tak, zeby dalej sobie naiwnie myslal ze ma bezpieczna
                                      mete, ze z braku laku, na bezrybiu i rak ryba, jak nie ma do kogo, to ja
                                      jestem... ale mnie juz nie ma!
                                      hardkorowo zdobylam doswiadczenie zyciowe, teraz juz wiem czego nie robic a co
                                      robic w przyszlosc, wiem tez ze juz nie pozwole sie oklamywac!! nigdy nigdy
                                      nigdy.
                                      • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 06.05.07, 13:19
                                        nie powinno miec dla Ciebie znaczenie co on maysli, w co on wierzy itp. itd.
                                        fakt, ze ciagle sie tym przejmujesz, swiadczy, ze ciagle wymyslasz nowe gry,
                                        ktore sama ze soba grasz. tylko,ze Ty i tak zawsze przegrasz... a wiesz
                                        dlaczego? bo Ty jemu jestes obojetna, a on Tobie nie. i jak dlugo sobie tego
                                        nie uswiadomisz - zawsze bedziesz przegrywac:(
                                        • akkknes Re: wracanie do siebie 06.05.07, 13:26
                                          uswiadomilam to sobie i bylam pewna ze bedzie mi z tym o wiele gorzej.
                                          nie jest tak zle jak myslalam, wiec chyba na razie raczej wygrywam niz
                                          przegrywam...?
                                          • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 06.05.07, 13:51
                                            akkknes napisał:

                                            > uswiadomilam to sobie

                                            nie uswiadomilas sobie. nadal wydaje Ci sie, ze jemu zalezy na Tobie, na twoich
                                            telefonach na tym czy sprawisz mu "satysfakcje" czy nie...
                                            • akkknes Re: wracanie do siebie 06.05.07, 15:16
                                              pudlo gabysia, pudlo!!
                                              nie bedziesz fajniejsza jak bedziesz pisac mi 'dajace nadzieje' rady czy
                                              sugestie, bo jak widzisz jestem taka ze poplacze poplacze ale zrobie i tak po
                                              swojemu, dopiero pozniej pomysle... chodzi o to, ze wczesniej tez pisalas
                                              zlosliwie czy 'nie po mojej mysli' ale nie bylas przy tym przykra. a teraz po
                                              prostu wbijasz szpile za szpila, juz bez wzgledu na rozwoj sytuacji, i to jest
                                              wkurzajace.
                                              • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 06.05.07, 15:41
                                                akkknes napisał:

                                                a teraz po
                                                > prostu wbijasz szpile za szpila, juz bez wzgledu na rozwoj sytuacji, i to
                                                jest
                                                > wkurzajace.

                                                mylisz sie: tylko wydaje Ci sie, ze "staje sie "przykra", ze "wbijam Ci szpile"
                                                i ze nastapil "rozwoj sytuacji". ja zwyczajnie nie dalam sie znowu nabrac, ze
                                                nastapil "rozwoj sytuacji" i wciaz widze, ze krecisz sie w kolko. gdybym
                                                skladala Ci gratulacje - bylabym cacy. tylko, ze... nie ma do czego skladac Ci
                                                gratulacji... prawda?:)
                                                • madziuuunia Re: wracanie do siebie 06.05.07, 16:09
                                                  ????? moze worc do poczatku i zobacz w jakim akknes byla stanie?? jakie miala
                                                  myslenie??? czy nei widzisz ze etraz jest nieboa ziemia??? wg mnie wszystko
                                                  idzie na plus. jakbys nie zauwazyla to Akkknes nie jest typem kobiety ktora jest
                                                  twarda i stanowcza ( swiacdza o tym poczatkowe posty) jest miekka,rzadza nia
                                                  glownei uczucia niz rozum...dlatego wymagajmy zbyt wiele??? od razu niczego nie
                                                  ma, skoro nie potrafi tego uciac juz teraz to ZNACZY ZE NIE POTRAFI i potrzebuje
                                                  na to wiecej czasu. Nie porownujmy Akknes do siebie,bo kazda z nas jest inna i
                                                  postepuje inaczej. moz ejeszcze Akkknes nie potrafisz nie
                                                  oddzwaniac,odpisywac,ale pzrynajmniej masz juz inne podejscie do sprawy i to na
                                                  plus. Juz jesto wiele lepiej i z uplywem czasu wkoncu bedziesz tak silna ze
                                                  zaknczysz to raz na zawsze. Czytalam rozne juz watki,czy to facetow czy
                                                  kobiet..niektorzy walczyli 1,5 roku..niektorzy polowe czasu mniej. Dlatego nei
                                                  chce cie w pod zadnym pozorem tutaj besztac bo i tak wiele wysilku cie kosztuje
                                                  to co robisz..... za Toba 5 miesiecy... a juz jestes o wiele silnijesza i zdalas
                                                  sobi esprawe z wielurzcezy,obys tlyko o tym nie zpaomniala i nie zmiekla juz....
                                                  badz silna i ni eulegaj zandym pokusom. Wkoncu wygrasz....w oczach Gabryski. Bo
                                                  w moich swoim nastawieniem juz wygralas....
                                                  • qw994 Re: wracanie do siebie 06.05.07, 16:19
                                                    Moim zdaniem Akkknes wygra wtedy, kiedy ten wątek przestanie rosnąć. Bo to
                                                    będzie znaczyło, że to wszystko jej już nie obchodzi. A na razie obchodzi ją, i
                                                    to bardzo. Tak bardzo, że w tej chwili, jak rozumiem, nie wyobraża sobie urwać
                                                    kontaktu z byłym pomimo całokształtu jego zachowania.
                                                  • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 06.05.07, 16:22
                                                    qw994 napisała:

                                                    > Moim zdaniem Akkknes wygra wtedy, kiedy ten wątek przestanie rosnąć.

                                                    no chyba, ze watek bedzie rosl bo kogos innego bede zadreczac moimi wrednymi
                                                    radami:)
                                                  • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 06.05.07, 16:20
                                                    madziuuunia napisała:

                                                    ale pzrynajmniej masz juz inne podejscie do sprawy i to na
                                                    > plus.

                                                    tak jak czlowiek uzalezniony, ktory twierdzi, ze nie ma problemu bo troche
                                                    ograniczyl wodke/kokaine itp. pierwszym krokiem w walce z problemem jest
                                                    przyznac sie przed samy soba, ze ten problem sie ma...
                                                  • qw994 Re: wracanie do siebie 06.05.07, 16:26
                                                    > madziuuunia napisała:
                                                    >
                                                    > ale pzrynajmniej masz juz inne podejscie do sprawy i to na
                                                    > > plus.

                                                    I oby tak było dalej, bo na razie jest tak zaledwie od kilku dni...
                                              • qw994 Re: wracanie do siebie 06.05.07, 15:54
                                                Akkknes, dla swojego własnego dobra powinnaś uciąć kontakty z tym typem jak
                                                najszybciej. I nie jest ważne, co on pomyśli - tutaj całkowicie zgadzam się z
                                                Gabrysią. Podejrzewam, że i tak po tych prawie 6 miesiącach biegania za nim
                                                facet ma o tobie opinię kogoś, kto zawsze będzie na pstryknięcie i nie uda ci
                                                się tego zmienić, zwłaszcza, jak będziesz "tylko oddzwaniać". Napisałaś,
                                                że "czekasz na rozwój wydarzeń", czy coś w tym rodzaju - dzisiaj w którymś z
                                                postów. Przepraszam, na jaki rozwój wydarzeń? Ty liczysz na jakiś "dalszy
                                                ciąg"? Jak ty sobie ten "dalszy ciąg" wyobrażasz? Bo ja tutaj żadnej
                                                przyszłości nie widzę. On z tobą nie będzie, nie będziecie też tak
                                                zwanymi "przyjaciółmi". No więc czym? Jedyne, co będzie na 100%, to to, że
                                                twoje życie nadal będzie tkwiło w miejscu, zamiast iść do przodu i będzie się
                                                kręciło wokół tego, pożal się boże, Romea.
                                                Jeszcze jedno - skoro on powiedział ci o grzybicy Marysi, co jest poniżej
                                                wszelkiej krytyki i TRAGICZNIE o nim świadczy, to pomyśl, co Marysia usłyszała
                                                o tobie. I zastanów się, zanim jeszcze raz "tylko oddzwonisz".
                                                • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 06.05.07, 16:03
                                                  bardzo slusznie prosze pani. a ja dodam tylko od siebie, ze obiecuje dac spokoj
                                                  wszystkim "dobrym" paniom na tym watku pod warunkiem akkknes, ze mnie
                                                  przekonasz co do rozwoju twojej sytuacji. oczywiscie nie inwektywami:)
                                                  • timbunia Re: wracanie do siebie 06.05.07, 17:11
                                                    witajcie,
                                                    wróciłam z urlopu, nie odpoczęłam właściwie - miałam na zmianę super humor, i
                                                    kompletne zapaści... nie potrafię sobie poradziś. Każda rzewniejsza piosenka ja
                                                    ryczę, wspomnienia wracaja jak bumerang. ciągle go kocham i nie potrafię
                                                    zapomnieć...
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 06.05.07, 17:31
                                                    tak sobie dzis myslalam o tobie, timbunia.
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 06.05.07, 17:30
                                                    stoje krotko z czasem dlatego odpisze wam wszystkim w jednym poscie.

                                                    rozwoj wydarzen w moim tlumaczeniu to to wszystko co teraz sie dzieje. on jest
                                                    pewien ze siedze calymi dniami i mysle o nim, ze czekam az on zadzwoni, ze
                                                    siedze i sie doluje. a ja mam swoje zycie, swoje juz teraz wiem, to ze wiem
                                                    pare 'ciekawych' watkow o marysi tez juz dawno dalo mi do myslenia (pisalam o
                                                    tym, ze on powiedzial cos w stylu ze ona ma mnie ze poje ba na wiec dla mnie
                                                    proste jest ze ma takie zdanie o mnie dzieki jego opowiesciom - zapewne byly to
                                                    opowiesci dziwnej tresci, takie same jakie ja znam o jego poprzedniej
                                                    dziewczynie, z ktora sie skonczylo tak jak ze mna teraz: klamstwo budowane na
                                                    klamstwie, deja vu jak widze siebie kiedys i tamta poprzednia panienke i
                                                    maryske)
                                                    rozwoj sytuacji nie polega na tym, ze ja teraz czekam az on nagle sie obudzi i
                                                    pomysli o cholera a co z akkknes!!
                                                    rozwoj sytuacji czy tez ta moja frajda ze on nie wie o tym co ja wiem... to
                                                    nawet nie jest zemsta, bo ja nie umiem sie mscic!
                                                    po prostu fajnie tak popatrzyc na to wszystko. wiem, jestem pewna i dam sobie
                                                    reke uciac ze jego szokuje to, ze nie dzwonie i nie pisze, nie szukam kontaktu -
                                                    bo jeszcze w lutym nawet jak gdzies wychodzilam to bylam z nim w 'kontakcie'
                                                    smsowym. a teraz cichosza.
                                                    niestety nie bawi mnie to az tak, zeby jakas tam czesc dnia poswiecac na to.
                                                    po prostu wczoraj wam to napisalam, bo ja juz nie raz i nie dwa tu pisalam -
                                                    fajnie jest miec mozliwosc napisac co sie dzieje, miec taki szeroki obraz
                                                    ostatnich miesiecy.
                                                    ja nie mowie ze o juz sie odcielam, juz nie pamietam co bylo, juz nie tesknie,
                                                    z dnia na dzien tak o koniec.
                                                    nie, wszystko powoli, pomalu.
                                                    sprawdza sie to, ze kiedys ktos mi powiedzial ze on jest jak pies (wiem, glupie
                                                    i troche bezsensu porownanie...) im bardziej gnoisz tym jest lepszy, ale zebym
                                                    nie brala tego za dobra monete. i sprawdzilo sie tez to, ze po pewnym czasie
                                                    nie bedzie juz placzu tylko zlosc. no i tak tez jest.
                                                    jak on dzwoni czy cos chce to jestem mila, staram sie nie wzbudzac zadnych jego
                                                    podejrzen - bo ku rwa mac! podoba mi sie, naprawde cholernie mi sie podoba jak
                                                    on sciemnia!! on jest w tym mistrzem!! on cos mowi a dla mnie brzmi to po
                                                    japonsku!! (o ironio!)
                                                    gdybym mogla to bym mu sie smiala w twarz.
                                                    te jego gierki, sprawdzanie, bog wie jakie wymyslanie problemow, i klamanie,
                                                    klamanie i jeszcze raz klamanie!
                                                    a jak jeszcze ktos ze wspolnych znajomych rzuci mi tekstem cytowanym jakiegos
                                                    jego babola jakiego tylko on potrafi palnac...
                                                    klamca, oszust, sciemniacz. dzieciak a nie facet. jest pewien ze lykam dalej
                                                    wszystko co mowi. a on cos mowi a ja zaraz potem sie z tego smieje.
                                                    nie wygram jak przestane tutaj pisac - bo dopiero tutaj pomogli mi wszyscy z
                                                    tego wyjsc, gdybym tego nie czytala przez pol roku to pewnie drugie pol roku
                                                    bym jeszcze czekala na bog wie co! nie wiem co bedzie jutro czy za miesiac -
                                                    ale mi jest latwiej popisac tu z wami co sie dzieje, w wiekszosci wszyscy znamy
                                                    temat i mi po prostu to pomaga. dlatego nie wiem kiedy przestane tutaj pisac.
                                                    czas wszystko leczy - to jest najmadrzejsze zdanie, prawdziwe.
                                                    powoli. ja sama czuje ze miedzy tym co bylo juz nie pol roku temu a tym co bylo
                                                    miesiac temu a teraz jest przepasc. dzis nawet czytalam pierwsza strone. zal mi
                                                    sie zrobilo mnie samej. a o ilu sprawach ja wtedy jeszcze nie wiedzialam...
                                                    upadlam i podnioslam sie, i nie oszukujmy sie - to nie bylo tylko dzieki mnie
                                                    samej, to dzieki rodzinie, przyjaciolom i temu watkowi mi to sie udalo.
                                                    mowie - nie wiem czy zdarzy mi sie jeszcze chwila slabosci, ze zaplacze - ale
                                                    to bedzie chwila, zapewniam was.
                                                  • qw994 Re: wracanie do siebie 06.05.07, 21:22
                                                    Akkknes, w każdym razie trzymaj się, bo musi być dobrze. Ten twój były nie jest
                                                    wart kopnięcia w tyłek. Nie warto w ogóle zawracać sobie głowy.
                                                  • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 06.05.07, 21:33
                                                    Akkknes... podoba mi się to, co piszesz:) Teraz to u Ciebie jest już tylko...
                                                    niechęć i nienawiść:) Przynajmniej to czuć z Twojego postu. A przede wszystkim
                                                    pogarda dla tego kolesia. I bardzo dobrze. Zatop się w tej pogardzie a odzyskasz
                                                    siebie... zdepcz go;] jak małego robala;] to jest życie;] witaj w moim swiecie:D
                                                  • psychpsych Re: wracanie do siebie 06.05.07, 22:09
                                                    Cześc dziewczyny!
                                                    Jestem po tygodniu "odpoczynku" z moimi pociechami. Było super, tylko, że ja
                                                    nie wypoczęłam, tylko czynnie spędziłam czas. Jutro do pracy i zwykła orka i
                                                    problemy.
                                                    Dziewczyny machnijcie ręką na Waszych byłych. Tylu fajnych i dobrych facetów
                                                    chodzi po świecie. Tylko ich nie widać, bo są nieśmiali i trzeba ich odszukać i
                                                    zapolować na nich. Sami nie przyjdą. Timbunia - nie rycz, tylko powiedz sobie,
                                                    że to minęło, a facet Cię nie chce. Nie jest Ciebie wart. Znajdziesz szczęście
                                                    z innym. Na razie szukaj szczęścia z koleżankami, rodzicami czy nie wiem kokgo
                                                    jeszce masz. Magda, Agnieszka - nie dajcie się ponieść emocjom. Szkoda, że te
                                                    Dziady zepsuły Wam życie.
                                                    Życzę miłego poniedziałku. Jestem z Wami
                                                  • nikka00 do gabrysi 06.05.07, 23:11
                                                    Hej, nie pisałam tu od dawna, zresztą nigdy nie byłam bardzo aktywna na tym
                                                    wątku, ale powiem ci jedno - tak trzymać!!!!! Przestałam tu pisać między innymi
                                                    z powodu poczucia totalnego bezsensu tłumaczenia czegokowiek akknes, ręce mi
                                                    opadły i tak już zostały. Pewnie po okrzepnięciu z tego stanu zaczęłabym znowu
                                                    się udzielać, gdyby nie ty :)) Piszesz wszystko to co napisałabym sama. Mogę
                                                    cie tylko poprzeć w 200% i pogratulować ostrego i wyraźnego osądu sytuacji,
                                                    świetnego pióra i intelektu. Chapeaux bas!!!
                                                  • gabrysia.12 Re: do gabrysi 07.05.07, 00:39
                                                    nikka00 napisała:

                                                    > Hej, nie pisałam tu od dawna, zresztą nigdy nie byłam bardzo aktywna na tym
                                                    > wątku, ale powiem ci jedno - tak trzymać!!!!! Przestałam tu pisać między
                                                    innymi
                                                    >
                                                    > z powodu poczucia totalnego bezsensu tłumaczenia czegokowiek akknes, ręce mi
                                                    > opadły i tak już zostały.

                                                    mnie tez juz opadly. wlasnie widze, ze wymyslila sobie kolejna gre, ktora
                                                    pozwala jej na ignorowanie problemu, gre pt:"tylko na zlosc jemu z nim
                                                    rozmawiam":)

                                                    Piszesz wszystko to co napisałabym sama. Mogę
                                                    > cie tylko poprzeć w 200% i pogratulować ostrego i wyraźnego osądu sytuacji,
                                                    > świetnego pióra i intelektu. Chapeaux bas!!!

                                                    dzieki:)
                                                  • akkknes Re: do gabrysi 07.05.07, 12:18
                                                    no niestety, gabrysia nie jest tak jak myslisz, nikka00 tez sie myli.
                                                    nie wymyslam sobie zadnej gry - to ze RAZ oddzwonilam i napisalam tutaj o tym
                                                    ty odbierasz juz jako jakbym milion razy w ciagu dnia do niego oddzwaniala. nie
                                                    ignoruje mojego problemu, naprawde robie wszystko zeby ten problem zniknal z
                                                    mojego zycia.
                                                  • gabrysia.12 do akkknes 07.05.07, 12:34
                                                    akkknes napisał:

                                                    > no niestety, gabrysia nie jest tak jak myslisz, nikka00 tez sie myli.


                                                    tja... wszyscy sie myla (wlaczajac twojego ojca) tylko Ty nie?

                                                    > nie wymyslam sobie zadnej gry - to ze RAZ oddzwonilam

                                                    tylko RAZ odkad z Toba zerwal?:) i Ty ani razu sama do niego nie dzwoinilas?:)
                                                    to chyba ktos inny pisal twoje poprzednie posty:)

                                                    i napisalam tutaj o tym
                                                    > ty odbierasz juz jako jakbym milion razy w ciagu dnia do niego oddzwaniala.
                                                    nie
                                                    >

                                                    nie wazne ile razy do niego oddzwaniasz. wazne jak do tego podchodzisz. w tej
                                                    chwili nadal wydaje Ci sie, ze istnieje sytuacja, w ktorej probe kontaktu z nim
                                                    mozna nazwac inaczej niz BLAD.
                                                  • akkknes Re: do akkknes 07.05.07, 12:45
                                                    hm, jesli nie zauwazylas, to to ze ty i nika sie mylicie bylo odpowiedzia na
                                                    wasze posty. wiec nie mieszaj do tego mojego taty, ok?
                                                    ja nie mowie ze sie ogarnelam juz dawno, ogarnelam sie moze tydzien dwa temu i
                                                    od tamtego czasu TAK RAZ do niego oddzwonilam.
                                                    moze i to byl blad moze nie, zobacze jak sie sytuacja rozwinie - i teraz mam
                                                    nadzieje ze zrozumialas co to znaczy dla mnie 'rozwoj sytuacji' :)
                                                  • gabrysia.12 Re: do akkknes 07.05.07, 12:56
                                                    akkknes napisał:

                                                    > hm, jesli nie zauwazylas, to to ze ty i nika sie mylicie bylo odpowiedzia na
                                                    > wasze posty. wiec nie mieszaj do tego mojego taty, ok?

                                                    moje ostatnie posty nie roznia sie zbytnio od pozostalych, a twoj tata, z tego
                                                    co pisalas, ma podobne zdanie do mojego.

                                                    > ja nie mowie ze sie ogarnelam juz dawno, ogarnelam sie moze tydzien dwa temu
                                                    i
                                                    > od tamtego czasu TAK RAZ do niego oddzwonilam.

                                                    wybacz, ale ja nie dostrzegam porazajacej roznicy pomiedzy tym co bylo
                                                    wczesniej, a tym co robisz od tygodnia czy dwoch.


                                                    > moze i to byl blad moze nie, zobacze jak sie sytuacja rozwinie - i teraz mam
                                                    > nadzieje ze zrozumialas co to znaczy dla mnie 'rozwoj sytuacji' :)

                                                    ja widze od poczatku czym jest dla Ciebie "rozwoj sytuacji". a to, ze nie
                                                    jestes w stanie przyznac, ze WSZELKIE kontakty z bylym sa niepotrzebne domyslam
                                                    sie, ze twoja sytacja jeszcze dluuuuuuuuugo sie nie rozwinie.
                                                  • madziuuunia Re: do akkknes 07.05.07, 14:09
                                                    Musze przyznac ze zauwazylam jedna rzecz...gabrysia wogole nie rozumie o co
                                                    chodzi....akknes probuje jej wyjasnic a ta twrado trzyma swoja wersje,bo ona wie
                                                    najlepiej..... czy ty jestes slepa?? nei widzisz co Akkknes pisze.....tkaie to
                                                    trudne ??? nie rozumiecie sie. Wiem co masz na mylsi psizac wkolko to samo i
                                                    praktycznie pogladu na sprawe nie zmieniasz....i nie zmienisz nawet jak Akkknes
                                                    powie ze poznala kogos innego to Ty jej bedziesz wmaiwac ze nie Akknes ty
                                                    pzreciez kochasz tamtego,pzreciez Ty upadlaa...przegralas. No ludzi eilez mozna
                                                    pierprzyc to samo???? zauwaz chociaz raz ze sa zmainy....no nie oszukujmy sie...
                                                    Akknes zmienilas swoje nastawienie i chwala ci za to,wiem co to znaczy i wiem
                                                    ile wysilku kosztuje. gabrysia wymaga od razu niewiadomo czego,a to takie latwe
                                                    nie jest...przykla mariusz ktry walczyl ok 8 czy 9 meisiacy o swoja
                                                    dziecwzyne....no i co na to piweidz Gabryska???? zauwaz ze niektorzy KOCHAJA i
                                                    to ich gubi...nie zawsze da sie zorbic to co sie mysli.... Akknes wg mnie to
                                                    jestes juz na dobrej drodze do wylezcenia. I wiem ze nie masz nadzieji ani
                                                    zludzen bo najnormalniej w siweicie Ty juz z nim nie chcesz byc!!! nie kims
                                                    takim ...nie zklamca....mam racje prwada???
                                                  • gabrysia.12 Re: do akkknes 07.05.07, 14:26
                                                    madziuuunia napisała:

                                                    Ty juz z nim nie chcesz byc!!! nie kims
                                                    > takim ...nie zklamca....mam racje prwada???

                                                    tja... i dlatego nie tylko wciaz do niego dzwoni, ale i probuje przekonac sama
                                                    siebie, ze to dobry pomysl:P

                                                    ps.
                                                    co do zarzutu "slepoty" i innych uprzejmych slow wyrazonych w rzeczowy i
                                                    spokojny sposob przez zrownowazona madziuuunie:P to... mam nadzieje, ze nikt
                                                    nie bedzie mial mi za zle jesli oszczedze moja energie na bardziej sensowne
                                                    rozmowy:) szkoda tylko jesli "dzieki" zapalowi madziuuuni w podwazaniu
                                                    wszystkiego co napisze, zapatrzona w swoje "sukcesesy" akkknes kilka miesiecy
                                                    dluzej bedzie kontynuowala swoj "zwiazek" z "romeo":)
                                                  • madziuuunia Re: do akkknes 07.05.07, 15:24
                                                    gabrysko wez juz sobie odpusc te zlosliwe komentarze, myslsiz ze takim
                                                    podejsciem zawojujesz cokolwiek?? jestes odpychajaca. Jak bys chciala wiedziesz
                                                    mnie ciezko wyprowadzic z rownowagi i wszystko co psize pod twoim adresem pisze
                                                    ze spokojem. Wiec nie wmawiaj mi ze jestem niopanowana...
                                                    nie chce mi sie juz czytaj tego twojego chrzanienia i i celowego wywyzszania sie
                                                    nad kazdym,mam goraczke i naprawde nie bawia mnei Twoje zepsute
                                                    zlosliwosci...... jesli taka jestes na cozien to gratuluje podjescia do zycia i
                                                    takiej wewnetrznej zyczliwosci....
                                                  • gabrysia.12 Re: do akkknes 07.05.07, 16:30
                                                    madziuuunia napisała:

                                                    mam goraczke



                                                    a to niestety widac...

                                                    ps.
                                                    radze udac sie do lekarza, a forum zsotawic doroslym ludziom, bo im mniej masz
                                                    do powiedzenia tym bardziej stajesz sie agresywna, co nie pomaga "tresciom"
                                                    jakie probujesz przekazac.
                                                  • madziuuunia Re: do akkknes 07.05.07, 15:28
                                                    Olga hehe ale Ty tez masz ciety jezyk:):):) no ale juz tak nie wybuchaj bo
                                                    niektorzy maja juz dosc tej przykrej sytuacji....choc glowna zianteresowana
                                                    chyba dorbze si ebawi bo dla niej takie sytuacjie sa pozywka aby rosnac w sile...
                                                    prpponuje inna taktyke - podzialajcie na nia slodkimi cuzlymi slowkami -to ja
                                                    zabije bo to do niej niestety nie podbna,spzreczne z jej natura....
                                                  • gabrysia.12 taktyka:) 07.05.07, 16:43
                                                    madziuuunia napisała:

                                                    > prpponuje inna taktyke - podzialajcie na nia slodkimi cuzlymi slowkami

                                                    rotfl:) swietnie wychodzi ci ta "taktyka" w praktyce:)
                                                  • olga871 Re: do akkknes 07.05.07, 18:04
                                                    No madziuuunia ja myslalam ze my razem konspire zalorzymy przeciw gabrysce a Ty
                                                    przeciwko mnie jestes??? ja tu sie chcialam rozkrecic,a sama jak mam to zorbic??
                                                    -
                                                  • gabrysia.12 olga w natarciu!:) 07.05.07, 18:12
                                                    olga871 napisała:

                                                    Z tego co pamietam ona miala juz pzrestac pisac tutaj a jednak te jej
                                                    > niekonsekwentne slowa biora gore


                                                    nie chcialbym w zadnym wypadku przeszkadzac w "rozkrecaniu sie" i "gnebieniu"
                                                    mnie, ale jesli bys byla tak uprzejma i "przypomniala" w ktorym to miejscu
                                                    obiecywalam "pzrestac pisac" to bylabym bardzo wdzieczna. poki co wyglada na
                                                    to, ze objawy goraczki madziuuuni sa mocno zarazliwe:P
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 07.05.07, 12:16
                                                    psychpsych - mam nadzieje ze on mi zepsul nie zycie, a jakis tam fragment
                                                    zycia!! :))) ja powoli dopuszczam do glosu rozum a nie emocje wiec wszystko
                                                    wskazuje na sukces :)
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 07.05.07, 12:14
                                                    kaktusico, nienawisc to moze nie, bo ja chyba nikogo jeszcze tak naprawde
                                                    nienawidze, ale niechec to tak. brzydze sie jego klamstwami i stad ta pogarda!
                                                    dzis chce skonczyc pisac prace licencjacka wiec uciekam.
                                                    ale ciesze sie ze widzisz u mnie zmiany :))
                                                  • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 07.05.07, 00:54
                                                    akkknes napisał:


                                                    > upadlam i podnioslam sie,

                                                    jeszcze nie. jeszcze ani razu nie przyznalas, ze wszystko co robisz by do
                                                    Ciebie wrocil, by z nim spedzic czas by z nim porozmawiac jest glupie,
                                                    niepotrzebne, szkodliwe... jeszcze nie zauwazylas jak beznadziejny jest sposob
                                                    w jakim uparcie tkwisz. gdyby tak bylo przyznalabys sie (przynajmniej sama
                                                    przed soba) ze kazda proba kontaktu z nim to pomylka. i bez znaczenia jest jak
                                                    to sobie tlumaczysz: miloscia, nienawiscia czy "frajda". zmieniasz tylko nazwy
                                                    dla wciaz tej samej gry... gry, w ktora mozesz tylko przegrac.
                                                    nie chce Cie dolowac, ale uwierz mi, ze tylko sie budzac mozesz przerwac
                                                    koszmar.
                                                  • timbunia dzień 27 07.05.07, 08:48
                                                    noc spędzona w pracy, sny o powrocie, przekpłakany wczorajszy wieczór - o to
                                                    moje zycie w ostanich dniach. inni mi to mówią, i sama niestety to wiem -
                                                    dręczę się wspomnieniami, żalem i miłością - o ile to jest miłość jest. z
                                                    jednej strony chcę z tego wyjść z drugiej strony, nie chcę tracić tych uczuć -
                                                    łudzę sie i łudzę bez końca. Wylewam tony łez, ale on o niczym nie wie, nie
                                                    potrafię sobie wyobrazić życia bez niego, przyszłości z kimś innym, boję sie
                                                    samotności... z jednej strony chcę wyzdrowieć, ale z drugiej strony chyba nie.
                                                    robie się w tym wszystkim załosna....
                                                  • mariuszbednarczyk Re: dzień 27 07.05.07, 11:26
                                                    Witam dziewczyny, dawno nie pisałem na tym wątku, ale czytam go regularnie. Nie
                                                    wiem czy pamiętacie, ale moje ostatnie wpisy informowały, że moja była po 1.5
                                                    miesiącu ciszy dzwoniła i pisała smsy do mnie, które olewałem. Po 2 miesiącach
                                                    małym podstępem z jej strony spotkała się ze mną. Namieszała mi w głowie znowu.
                                                    Mówiła miłe i słodkie słowa, złamała mnie bez trudu. Na następny dzień po kilku
                                                    kurtuazyjnych smsach przestałem się znowu odzywać. W zeszłym tyg. znowu
                                                    dzwoniła i wysyłała smsy. Olałem to wszystko. Powiem Wam, że cholernie ciężko
                                                    się odciąć. Wystarczy, że zadzwoni, napisze smsa na którego nie odpiszesz, ale
                                                    i tak w głowie się kotłuje. Zmieniając temat, bardzo podobają mi się rzeczowe i
                                                    pozbawione emocji wypowiedzi Gabrysi. Ja się stosuję do jej uwag tak jak kiedyś
                                                    wziąłem sobie do serca uwagi mamab26. Piszcie dziwczyny jak najwięcej, żeby nie
                                                    kontaktować się z byłymi. to naprawdę mi pomaga.
                                                  • akkknes Re: dzień 27 07.05.07, 12:29
                                                    no pamietamy mariusz, pamietamy co to bylo :)) no ale mow jak ci idzie?
                                                    ja nie mowie ze postry gabrysi sa nierzeczowe ale nasycone emocjami to one sa
                                                    maksymalnie :))) wszystko jest 'po zlosci' :)))))
                                                    no ale co do tego ze odciac sie jest trudno to fakt. ale wazne jest zeby isc ta
                                                    droga i nie zbaczac na skroty bo mozna zabladzic, nie? :)
                                                  • akkknes Re: dzień 27 07.05.07, 12:27
                                                    timbunia nie licz tych dni, bo to jest okropne!! chyba ze chcesz sobie 30ego
                                                    dnia napisac ze jest ok? :)) przezylam to samo co ty i teraz z perspektywy
                                                    czasu moge ci powiedziec: ze po pierwsze zalosna to ja bylam przez pol roku
                                                    (poczytaj sobie dwie trzy pierwsze strony tego watku, ja to wczoraj
                                                    zrobilam...) po drugie ze NIE WARTO bylo.
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 07.05.07, 12:25
                                                    gabrysia podnioslam sie, podnioslam. bez przesady juz, co?
                                                    w koncu DALAM SOBIE SPOKOJ z bezsensownym czekaniem, ludzeniem sie, marzeniem i
                                                    w ogole tym wszystkim co robilam, nie?
                                                    ostatnio chyba nie czytasz moich postow w ogole!! ja nie mam ochoty spedzac z
                                                    nim czasu i porozmwiac. o czym ja mam z nim rozmawiac? o tych hisotryjkach z
                                                    jego zycia ktore sa zbitka klamstw? bo ja juz nie wiem czy to co on mowi to sa
                                                    opowiesci z jego snow czy on ma po prostu tak bujna fantazje i pieprzy takie
                                                    farmazony? :)))))))
                                                    miloscia sobie niczego nie tlumacze, bo milosc to NIE byla - bo gdyby byla, na
                                                    pewno nie skonczylaby sie takim oszustwem. raz mozna cos sciemnic, ale to raz
                                                    czy dwa, a nie pol roku klamac w zywe oczy! tego to mu naprawde NIGDY nie
                                                    zapomne! albo i zapomne bo po co mam pamietac takie klamstwa? ja tak naprawde
                                                    nie wiem co z tych calych 2,5 roku bylo szczere i prawdziwe a co klamstwem i
                                                    oszustwem. nienawiscia tez sobie niczego nie tlumacze, bo ja nie umiem kogos
                                                    nienawidziec (albo tak mi sie wydaje... :>). frajde to mam jak on dzwoni i
                                                    mysli ze jestem w domu i bedzie mogl oddzwonic na domowy i pogadac (czytaj:
                                                    powymyslac bajki) przez dwie godziny, a okazuje sie ze mnie nie ma w domu :))
                                                    to jest frajda. powinnam dalej siedziec i plakac i czekac na bog wie co, a ja
                                                    fu wylatuje z domu, jestem w knajpie i gra muzyka - czego z nim NIGDY nie
                                                    przezylam :))) ha!
    • olga871 Re: wracanie do siebie 07.05.07, 15:19
      czytam i czytam i nie dowierzam!!!!! mialam podobna sytuacje w zyciu i rozumiem
      przejscia Akknes,jej ciagla walke ze soba sama......czego nie rozumiem ???
      Glupiej Gabryski.... dziewczyno czy ciebie naprawde bawi zgrywanie takiej
      damy??? jestes tandetna wiesz??? z tego co zauwazylam biadolisz jezorem i nic
      sensownego nie mowisz, nie dajesz zandych wskazowek tylko wciaz sie wymadrzasz i
      wyrazasz swoje wyimaigowane JA....kogo obchodzi co Ty myslisz??? jestesmy tu
      niby po to zeby radzic a nie komentowac..... pzrez ciebie ten watek nabral tylko
      ciemnej strony,bo nie tylko madziuunie i akknes doporowadzasz do szalu ale mnie
      tez. Mialam podobna sytuacjie co wiele z was i sledzilam ten watek od samego
      pozcatku,biorac wszystkie rady do siebie......przyszla kolej na wtracanie sowich
      3 groszy przyglupiej gabryski...sorry ale juz nie mam nerwow cyztac tych
      kasliwych wrecz obrazliwych uwag.Zhrywasz taaaakaa madra a moge sie zalorzyc ze
      bedac na miejscu autorki sama nie wiedzialabys co masz robic.....jelsi masz
      zgrywac nadal taka chamke to lepiej sie juz zamknij...
      co do Akknes...widze ze wsyzstko u ciebie idzi ejuz do pzrud, nie zapominajmy ze
      psizesz tutaj najzcesciej w chwilach slabosci i wlasciwi eopisuejsz tlyko te
      monenty w ktrych upadlas...i tym upadkiem byl jeden niszzcesny telefon...ehh nie
      to jeszcze nie powod zeby sie do ciebie doczepiac o to;) Kazdy ma chwile
      slabosci,grunt ze juz wiesz iz to bylo zle co bylo do tej pory.grunt ze wznosisz
      sie coraz wyzej i wyzej:) niedlugo zpaomnisz jak on mial na imie,ale na to
      tzreba czasu:):):) Rozumiem Cie bo wiem co to znaczy nieszczelsiwie kochac,chyba
      akzdy powienien to zorzumiec kto to pzrezyl. Ja bylam juz w tak ciekziej syuacji
      ze chcialam sie zabic,nie moglam juz zniesc tego...ale wstalam na nogi;) jestem
      w podobnym punkcie co Ty...usmiecham sie, olewam goscia....sama sie nie
      odzywam...Robie to tylko keidy msuze,aby zalatwic pare naszych niedokonczonych
      spraw.jak bedzi epo wsyzskitm to wynosze sie z miasta jak najdalej od niego i
      skutecznie naucze si ezpaominac.Wazne aby uzmyslowic sobie ZE WLASNIE TEGO SIE
      CHCE - zapomniec i aczac nowe zycie. Wierze Akknes ze Ty ejstes juz na tkaim
      etapie ze chcesz o nim zapomniec i chcesz doznac milosci..z kims innym. sama juz
      wiesz ze ten typ nie jest wart....jestes dorba dziewczyna i poznasz jeszcze o
      wiele lepszego;)
      ps. nie czytaj uwag tej zgorzkniales baby - Gabryski...bo widac ze kobieta ma
      probolemy ukryte w sobie i wyzywa sie tutaj na innych,sama sobie ze soba nie
      radzi a innych ustawia...znam sie na takich przypadkach hehe
      • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 07.05.07, 16:26
        olga871 napisała:

        > czytam i czytam i nie dowierzam!!!!! mialam podobna sytuacje w zyciu i
        rozumiem
        > przejscia Akknes,jej ciagla walke ze soba sama......czego nie rozumiem ???
        > Glupiej Gabryski....

        no jak ktos juz na wstepie zastepuje argumenty inwektywami i znakami
        interpunkcyjnymi to mozna spokojnie uznac, ze te inwektywy duzo lepiej oddaj
        osobowosc autora niz to co wydawalo mu sie, ze powiedzial:)

        a swoja droga duze podobienstwo do madziuuuni: ta sama niedbalosc w pisowni,
        ten sam brak opanowania nad emocjami i ta sama sklonnosc do agresji. czyzby
        przypadek?:)
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 07.05.07, 16:49
      widze ze ktos mnie tu posadza o podszywanie....sorry gabryska ale zaczynasz si
      erobic bezczelna! Moze zacznij mylec nad soba troszke zanim zaczniesz kogos
      posadzac co? teraz juz przesadzilas i nie mam do ciebie slow. Obrazilas
      mnie,nigdy wiecej nie mam zamiaru psiac z kims takim jak Ty.Gratuluje Ci tej
      twojej oglady. heh ta ktora emocje tutaj nie ponosza..heh smiechu warte
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 07.05.07, 16:53
      ach i dodam jedna rzcez jeszzce. Do wszysktich - nigdy wiecej tutaj nie napsize,
      ta bezczelna...Pani gabrysia skutecznie mnie zniechecila do udzielania sie w tym
      watku,zegnam wszysktich i zycze dalszych sukcesow Pani gabrysi.... Mam nadzieje
      ze wiecej na kogos takiego nie natkne sie :( a to podjerzenie o podszywanie...:(
      nie to nie na moje nerwy.Skad w ludziachj taka worgosc i tyle goryczy??...nie
      rozumiem tego czasem, no coz milo bylo,naprawde bardzo milo.Szkoda ze ktso to
      wszystko popsul.Douslyszenia kiedys;) POZDRAIWAM SERDECZNIE.AKKNES TRZYMAJ SIE !!
      • mariuszbednarczyk Re: wracanie do siebie 07.05.07, 17:31
        Magda proponuję abyś się uspokoiła. Jestem dorosłym facetem i dużo od Ciebie
        starszym i naprawdę bardzo mocno emocjonalnie reagujesz. Komentarze Gabrysi są
        spokojne, rzeczowe i bez emocji. Ja jestem przykładem człowieka, który wziął
        sobie do serca rady gabrysi, qw lub mamab26. I powiem szczerze, ze dobrze na
        tym wychodzę. Miałem jedną wpadkę (nie ze swojej winy), ale dalej idę tą samą
        drogą ponieważ w takiej sytuacji w jakiej się znalazłem, w jakiej znalazła się
        akkknes i Ty jest jedyną właściwą drogą. Nie ma innej.
        • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 07.05.07, 17:43
          mariuszbednarczyk napisał:

          w jakiej znalazła się
          > akkknes i Ty jest jedyną właściwą drogą. Nie ma innej.

          z tego co pisales w poprzednim poscie i tutaj wynika, ze twardziel z Ciebie.
          a ogolnie: czasami moze jest inna droga i powroty sa mozliwe, ale tylko jesli
          mozna sie jakos dogadac i jesli obie strony chca powrotu. nie ma jednego
          zlotego srodka dla wszystkich zlamanych serc...
          w wypadku akkknes sprawa jest dosyc oczywista tylko, ze dziewczyna jest troche
          uparta i przesadnie ambitna. jednak nie o kazde uczucie warto ze soba sie bic:)
        • madziuuunia Re: wracanie do siebie 07.05.07, 17:51
          Do niczego nie podchodze emocjonalnie.Sluchaj jesli mialabym sie przejmowac
          dodatkowo tym co psize jakas babka na forum pod moim adresem to bym chyba
          zwariowala w swoim zyciu.Akurat jej rady absolutnie mi nie podpasowaly. Choc ja
          juz problemu dawno nie mam to sama wiedzialam najlepiej co jest dla mnie dorba.A
          to forum traktowalam raczej jako forme wyzalenia si eniz brania do serca co
          tutaj niektore postaci wypisuja. Od rad mam przyjaciol i rodzicow. A w rekaw
          nikomu ryczec nigdy nie mam zamiaru wiec robilam to tutaj.No ale kazdy jest inny
          i kazdy inaczej podchodzi do takich rzcezy jak internet/forum. To byla forma
          rozrywki,niestety juz nia nie ejst bo za kazdym razem jak tylko tutaj wchodze
          odczytuje nieprzyjemne uwagi pdo swoim adresem. sa one tak kasliwe i tak dosadne
          ,ze...az smieszne.No ilez mozna grac kogos takeigo, no chyba ze kims takim sie
          jest z natury to juz inna sprawa.Ja tutaj nie mam zamiru sie denerwowac wiec
          opuszczam to forum.... moze Pania Gabrysie bawi cala ta sytuacja ale mnie nie,bo
          nie jestem typem czlowieka stworzonego do walki i klotni.
          gabrysiu jesli czasami masz zamiar zarzucic cos komus i go dosadnie poejchac..3
          razy sie zastanow zanim to zorbisz bo prawda jest taka ze czesto piszesz brednie
          pod adresem osob ktorych tak naprawde nie znasz. Rozczaruje Cie bo niestety ale
          wszysktich rozumow nie pozjadalas:P cala rzecz polega na tym aby sie do tego
          przyznac,a wiemy jakie to trudne. :)
          • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 07.05.07, 18:02
            madziuuunia napisała:

            cala rzecz polega na tym aby sie do tego
            > przyznac,a wiemy jakie to trudne. :)

            "wiemy"? ty i olga? a to akurat widac...


            ps.
            bylam w trakcie pisania mowy pozegnalnej, ale widze, ze lepiej zaczne pisac
            powitalna:P
            • olga871 Re: wracanie do siebie 07.05.07, 18:12
              ... nie skomentuje tego podla babo!!! nie masz godnosci.Skutecznie ja stad
              wygonilas,ale to Cie nie uchroni ode mnie.Obiektywnie patzrac to tlyko jedna
              twoja wypowiedz wydala mi sie trafna...jedna jedyna,reszta to szajs wyplywajacy
              z zadziornej i zlosliwej podroby intelektu.
              • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 07.05.07, 18:23
                olga871 napisała:

                > ... nie skomentuje tego podla babo!!! nie masz godnosci.Skutecznie ja stad
                > wygonilas,ale to Cie nie uchroni ode mnie.Obiektywnie patzrac to tlyko jedna
                > twoja wypowiedz wydala mi sie trafna...jedna jedyna,reszta to szajs
                wyplywajacy
                > z zadziornej i zlosliwej podroby intelektu.

                a swoja droga co za szczesliwy dla madziuuuni zbieg okolicznosci: jeszcze nie
                odeszla, a juz pojawila sie kolezanka o identycznym poziomie kultury osobistej,
                intelektualnym i emocjonalnym... ktora robi identyczne bledy jezykowe i ma
                identyczne poglady. nie ma to jak zostawic po sobie "godnego" nastepce:)

                ps.
                o niegodnam by nawet jedna moja wypowiedz takim osobom wydawala sie trafna!:)
                • kizii Re: wracanie do siebie 07.05.07, 18:51
                  O rany, ile już postów.
                  Ja też czytam od początku i szczerze mówiąc, myślałam, że temat się już dawno
                  skończył :/
                  Gabrysia, mądrze piszesz, ale wiesz, jak ktoś nie chce słuchać tylko się woli
                  kłócić to chyba nie ma sensu uszczęśliwiać kogoś na siłę :)
                  Akkness, zamiast się "wykłócać" o każde słowo, przyjmij może te rady, których
                  ludzie Ci udzielają, nawet jeśli bolą - prawda czasem boli strasznie, ale lepsze
                  to niż się głupio łudzić i oszukiwać samą siebie..

                  Pozdrawiam :)

                  • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 07.05.07, 19:03
                    kizii napisała:

                    > O rany, ile już postów.
                    > Ja też czytam od początku i szczerze mówiąc, myślałam, że temat się już dawno
                    > skończył :/
                    > Gabrysia, mądrze piszesz, ale wiesz, jak ktoś nie chce słuchać tylko się woli
                    > kłócić to chyba nie ma sensu uszczęśliwiać kogoś na siłę :)

                    nie ma sensu uszczesliwiac kogos na sile, ale wierze, ze akkknes to mimo
                    wszystko inteligentna dziewczyna tylko bardzo mlodziutka i uparta. moze probuje
                    tez w ten sposob "zalatwic" jakies swoje sprawy przy okazji? moze mysle, ze
                    gdyby kiedys ktos potrzasal mna wystarczjaco dlugo (jak ja to teraz robie
                    akkknes), to moze bym sie wtedy wczesniej obudzila? moze nie... ale szkoda, ze
                    nikt nie probowal:)
                    w kazdym razie wierze, ze szacunku do siebie tez mozna, a nawet trzeba sie
                    nauczyc i na nauke nigdy nie jest zapozno.
                    • kizii Re: wracanie do siebie 07.05.07, 19:19
                      Gabrysia, każdy z nas taki był, pamiętasz? Ja byłam i Ty też pewnie ;)
                      Świadomość tego, że siebie w takiej sytuacji trzeba stawiać na pierwszym
                      miejscu, przychodzi z czasem, ale nie da się komuś wbić do głowy na siłę
                      szacunku do własnej osoby; można komuś wskazać drogę, coś niezrozumiałego
                      wytłumaczyć, można starać się pomóc. Ale wszystko ma swoje granice i taką
                      granicę tu chyba przekroczono jakieś 200 postów temu... Teraz to już wałkowanie,
                      po raz już nie wiem który, tego samego na różne sposoby i przy użyciu różnych
                      konstrukcji.
                      Na miejscu Twoim, Akkness zbudowałabym tym wszystkim ludziom tutaj pomnik za to,
                      że poświęcają zupełnie bezinteresownie swój czas na to, żeby Ci pomóc :P
                      A Tobie Gabrysia życzę prawdziwych potrząsających przyjaciół (ja mam to
                      szczęście, że takich mam), jak kiedyś się znajdziesz w kiepskiej sytuacji :) To
                      b. ważne, nie?
                      Buziaki
                      • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 07.05.07, 19:52
                        kizii napisała:

                        > Gabrysia, każdy z nas taki był, pamiętasz? Ja byłam i Ty też pewnie ;)
                        > Świadomość tego, że siebie w takiej sytuacji trzeba stawiać na pierwszym
                        > miejscu, przychodzi z czasem, ale nie da się komuś wbić do głowy na siłę
                        > szacunku do własnej osoby; można komuś wskazać drogę, coś niezrozumiałego
                        > wytłumaczyć, można starać się pomóc. Ale wszystko ma swoje granice i taką
                        > granicę tu chyba przekroczono jakieś 200 postów temu...


                        to prawda, ale ja sie czynnie nie udzielam od poczatku watku i dlatego moze mam
                        wieksza cierpliwosc. a moze jeszcze i tak, ze jak napisze to w co wierze, to
                        latwiej mi wierzyc w to co napisalam?:) jakies egoistyczne powody tez pewno
                        mam:)


                        > A Tobie Gabrysia życzę prawdziwych potrząsających przyjaciół jak kiedyś się
                        znajdziesz w kiepskiej sytuacji :) To
                        > b. ważne, nie?


                        dzieki. od czasu do czasu sie trafia:)

                        pozdr.:)
                  • psychpsych Re: wracanie do siebie 07.05.07, 19:09
                    Dziewczyny!
                    Jeśli jesteście nieszczęśliwe bez Waszych byłych, to życzę Wam, abyście
                    zachorowały na nieuleczalną chorobę, abyście straciły pracę i nie miały za co
                    chleba kupić, żeby Wam odszedł ktoś bliski z rodziny. Wtedy dopiero otworzą się
                    Wam oczy, co straciłyście. Wtedy zaczniecie tęsknić do tych normalnych rzeczy:
                    pracy, paru groszy, które możecie wydać na małą przyjemność, uśmiechu czy nawet
                    małej sprzeczki z mamą, ojcem czy ciotką. A wtedy będzie za późno. Bo
                    bezpowrotnie stracicie coś, co nie da się odzyskać. I wtedy odejście faceta nie
                    będzie żadnym problemem.
                    Oczywiście nie życzę Wam tego, ale się do cholery opamiętajcie. Życie jest
                    radosne, tylko trzeba się przestać upajać własnym nieszczęściem. Nie bądźcie
                    EGOISTKAMI. Zadbajcie o waszych bliskich, przyjaciół.
                    Timbunia czmu tak liczysz te dni. Przedziesz jesreś samolubem do n-tej potęgi.
                    Zobaczysz, że jak będziesz nadal takim malkontentem, to ci, którzy teraz Ci
                    współczują odwrócą się od Ciebie. Nie będą widzieli efektów swojej pomocy dla
                    Ciebie. I wtedy zostaniesz samotna bezpowrotnie.
                    To samo Magda, czy Agnieszka - szukajcie w życiu radości.
                    Dobrze Wam radzę posłuchajcie mnie, bo mam doświadczenie i chcę Wam pomóc.
                    Pozdrawiam i czekam na radośniejsze posty
                    • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 07.05.07, 19:46
                      to nie tak. ja mam to szczescie (moze nieszczescie? - zalezy jak patrzec), ze
                      doswiadczylam bardzo trudnych sytuacji zyciowych, przy ktorych utrata faceta
                      nie byla/jest wcale ani najgorsza ani najbardziej przerazajaca. tylko, ze nie
                      mozna przykladac do problemow ludzi w roznym wieku takiej samej miarki. byl
                      czas kiedy z powodu jakiegos ciucha gotowa bylam zrobic mamie awanture, kiedy
                      to co powiedzialy koleznaki w szkole bylo na wage zlota i byl czas kiedy bylo
                      glupio powiedziec: "nie mam chlopaka" bo to obciach straszny. inaczej patrzymy
                      na tamte problemy z perspektywy czasu, bo kazdy czas i kazdy wiek ma swoje
                      prawa.
                      kiedy 3 letni chlopczyk placze, bo mu fala morska wlasnie zburzyla zamek z
                      piasku znaczy, ze jest glupi i egoista? na roznych etapach zycia jestesmy jak
                      te 3 letnie dzieci bo nie wiemy jakie prawdziwe problemy na nas czekaja i z
                      jakimi prawdziwymi tragediami przyjdzie nam sie zmierzyc. dla kazdego przyjdzie
                      czas, ze wobec choroby/smierci osoby najblizej, utraty srodkow do zycia,
                      rozwodu itp. osiagnie swiadomosc, ze do tej pory tylko wydawalo mu sie, ze
                      cierpial.... tylko co z tego? w danym czasie dana osoba ma taki, a nie inny
                      problem i nic nie znaczy fakt, ze inni maja wieksze czy wazniejsze problemy...
                      bo kazdy z nas musi nauczyc sie zycia na wlasnych bledach i dzieki wlasnym
                      doswiadczeniom... dlatego nie ma niewaznych problemow, ani niewaznego
                      cierpienia. oczywiscie nie mam tu na mysli jakiegos zboczenia typu: dorosla
                      kobieta rozpacza nad zlamanym paznokciem:)
                    • timbunia Re: wracanie do siebie 07.05.07, 19:46
                      Psypsych wiem, że masz rację. wiem, ze rację mają wszyscy do okoła. którzy
                      mówią, że facet nie jest wart moich łez, bo z dnia na dzień okazuje sie jaki
                      jest nieodpowiedzialny, ale co z tego że ja to wszystko wiem. coś nie
                      okreslonego każe mi ciągle za nim tęsknić, kochać, ciągle wracam wspomnieniami -
                      przez to cierpię, kombinuję co tu zrobić zeby kiedyś przypadkiem na niego
                      wpaść, latem planuję wycieczkę po wspólnych miejscach, dopytuję jego
                      przyjaciela o niego niby przypadkiem, mam zakusy żeby wpaść na herbatkę do jego
                      mamy. nie wiem dlaczego tak się dzieje , widzę że moi najbliżsi mają już dosyć,
                      starają sie jak mogą, ale pomaganie mi i rozmowa ze mną to walenie głową o
                      ścianę, sami tak twierdzą. Modlę się o najlepsze dla mnie rozwiązanie, ale
                      róznoczesnie modlę sie za niego i podświadomie prosze by przejrzał i do mnie
                      wrócił. Boli mnie, ze już nigdy nie przyjdę do jego domu nie pogadam z jego
                      mamą, nie odwiedzę jego dziadków, że już nigdy nie zrobimy tych rzeczy i nie
                      odwiedzimy tych miejsc... nie wiem co to jest, może to zadra, może to coą
                      innego ale nie umiem sie otrząsnąć. póki jeszcze z ludźmi jestem to jest ok.,
                      ale gdy zostaję sama zaczynam sie dusić i wszystko wraca. nie wiele mi trzeba
                      bysię rozbeczeć, codzienie płaczę... z jednej strony chcę przestać, ale z
                      drugiej boję się że nie chcę utracić nic już więcej....tego uczucia. wciąż tkwi
                      nadzieja że kiedyś będziemy razem :( nie wiem może powinnam pójść do
                      psychologa...
                      • timbunia Re: wracanie do siebie 07.05.07, 19:53
                        chyba rzeczywiście upajam się własnym nieszczęściem, nie jestem pewna siebie,
                        potrzebuję podpory emocjonalnej, niestety jak się w zyciu okazuje można liczyć
                        przede wszystkim na siebie... zawsze byłam rozchwiana emocjonalnie, nieśmiała i
                        zakompleksiona , ale jakoś sobie radziłam, niestety te uczucia mnie przerosły.
                        i znów czuję, ze kolejny facet mnie skrzywdził (ten psychocznie, poprzedni
                        fizycznie)i boję się przyszłości, boję się samotności...
                        • psychpsych Re: wracanie do siebie 07.05.07, 20:06
                          Timbunia!
                          Zostaw własne uczucie, bo utracisz coś więcej niż fceta. Nie chcę Ci źle
                          wróżyć, ale jak blizcy Cię już mają dosyć, to ich stracisz. Dadzą Ci jeśc,
                          pomogą materialnie, ale stracisz z nimi kontakt emocjonalny. Nie wiem ile masz
                          lat, ale chyba jesteś jeszcze dzieckiem. Tym bardziej nie rezygnuj z podpory
                          duchowej bliskich. Ostrzegam Cię, póki nie będzie za późno. A to stracisz
                          bezpowrotnie.
                          • timbunia Re: wracanie do siebie 07.05.07, 20:13
                            znowu napiszę, masz rację. nie chcę krzywdzić bliskim, ale moje ja tu jest
                            silniejsze. choć potrafię napisać, ze zdaję sobie z tego wszystkiego sprawę, to
                            w rzeczywistości siedzę i czekam na cud, jakikolwiek. mam 27 lat ale wśrodku
                            chyba jestem jeszcze dzieckiem, nie wiem z czego to wynika, wiem, że nigdy nie
                            chicałam dorosnąć i może bronię sie przed tym jak mogę... czasami myślę że
                            zachowuję się jak dzieciak który nie dostła cukierka i w ramach wyrażenia
                            protestu robi awanture na cały market. Nie wiem jak to jest ze mam tego
                            świadomość a nie umiem przestać działać jak działam.
                            • timbunia Re: wracanie do siebie 07.05.07, 20:24
                              a może po prostu nie chce przestać.
                              • kizii Re: wracanie do siebie 07.05.07, 20:44
                                A wiesz, może rzeczywiście powinnaś iść do psychologa.. pogadać z fachowcem.
                                Nie zawsze i nie ze wszystkim sami dajemy sobie radę. Jeżeli rzeczywiście
                                czujesz, że już nie możesz, to idź, psycholog Ci pomoże bardziej niż forum. Obyś
                                tylko trafiła na dobrego, a to niełatwe. Jeżeli jesteś z Wawy to mogę Ci polecić
                                kogoś.

                                Pozdrawiam :)
                                • timbunia Re: wracanie do siebie 07.05.07, 21:29
                                  jeśli możesz to podaj, boję się że naprawdę sama ni poradzę sobie z tym
                                  wszystkim...
                                  • kizii Re: wracanie do siebie 07.05.07, 22:00
                                    Masz e-mail na gazecie aktywny? w sensie sprawdzasz?
                                    • akkknes Re: wracanie do siebie 07.05.07, 23:02
                                      boze drogi, zostawic was same na chwile... tragedia!!
                                      a ja taka szczesliwa logowalam sie na forum zeby sie wam pochwalic ze
                                      skonczylam licencjata!! teraz tylko wydrukowac i czekac na uwagi promotora i
                                      sru ta gruba ksiege na biurko recenzenta! :)
                                      przeczytalam wszystko co dzis sie tu dzialo jak ja wychodzilam sama z siebie
                                      probujac sklecic ostatnie zdania i dostajac zdretwienia tylka :D
                                      dziewczyny spokoj to po pierwsze. po drugie magda wracaj. po trzecie to jak
                                      poczytalam jak timbunia pisze ze chcialaby odwiedzic wspolne miejsca, pojsc do
                                      jego mamy... to mi sie az goraco zrobilo! spotkalam w sobote kolezanke i jej
                                      chlopaka, znanego mi dotad tylko z opowiesci i jej narzekan ;) dziewczyny,
                                      takiego faceta chce miec. juz teraz wiem czemu tak dretwo bylo jak chodzil ze
                                      mna w gosci. boze zeby on mial tyle ogarniecia wsrod ludzi....
                                      zadnej gry nie prowadze, trzasanie mna tez nie skutkuje, u mnie niektore rzeczy
                                      widac wolniej niestety sie dzieja (cholera jaka ironia, zawsze sie ogarnialam
                                      ze wszystkim a z takim klamca sie pieprze i pieprze juz pol roku!)
                                      lece kochane bo jestem wyczerpana intelektualnie ;)) i nie klocic mi sie juz!!
                                      • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 07.05.07, 23:25
                                        akkknes napisał:

                                        > a ja taka szczesliwa logowalam sie na forum zeby sie wam pochwalic ze
                                        > skonczylam licencjata!!

                                        gratulacje.

                                        trzasanie mna tez nie skutkuje,

                                        to prawda:P
                                        • ilums Re: wracanie do siebie 08.05.07, 01:21
                                          Akkknes- GRATULACJE!!!!

                                          hej Gabrysia!!! wiedzialem, ze dobra z Ciebie dziewczyna/kobieta...a Kizzia
                                          chyba znalazla klucz, zeby Cie otworzyc;) Lubie Twoje dosadne teksty, ale
                                          preferuje te z poczatku.

                                          Madziaaaa-wracaj!!!! Jesli nawet z Garbysia nie nadajecie na tych samych falach
                                          to nie znaczy, ze masz od razu uciekac!!!! Kazdy przezyl na swoj sposob swoje
                                          milostki i teraz madrzejszy o pewne doswiadczenia chce pomoc innym. A to ze
                                          kazdy swoje rady podaje w inny sposob-to chyba o to chodzi, bo inaczej to bysmy
                                          sie tu zalukrowali na smierc. Wiem co przechodzisz i ze boli, ale lubilem
                                          czytac Twoje wpisy wiec wracaj!!!!A jesli akurat sposob radzenia gabrysi jest
                                          zbyt ostry dla Ciebie to poprostu nie otwieraj jej wpisow.

                                          Pozdrawiam!!!
                                          • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 11:42
                                            ilums napisał:

                                            > Akkknes- GRATULACJE!!!!
                                            >
                                            > hej Gabrysia!!! wiedzialem, ze dobra z Ciebie dziewczyna/kobieta...a Kizzia
                                            > chyba znalazla klucz, zeby Cie otworzyc;)


                                            nie moge byc "dobra" bo jaka wtedy bedzie madziuuunia/olga? "jeszcze lepsza"?:)
                                            poza tym nikt mnie nie "otworzyl", ani nie "zamknal" - jesli ktos powaznie pyta
                                            to powaznie odpowiadam. jak dla mnie normalna sprawa.
                                    • timbunia Re: wracanie do siebie 08.05.07, 08:56
                                      tak sprawdzam, możesz mi przesłać....
    • olga871 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 09:27
      A czy ktores z was mialoby ochote wrcac z pewnoscia ze gdybyscie to zorbili to
      zacna gabii zaczelaby wypisywac znow swoje konfliktowe komenatzre?? jak widac
      dla niej sam fakt ze ktos zaczyna znow pisac jest juz niezlym bodzcem do
      zlosliwosci i sarkazmu.Mnie jak by ktos wykurzyl to bym nei worcila,ale ja sie
      nie dam wykurzyc wiec nie bedzie tego problemu:)szczerze musze przyznac ze
      poczatkowe komentarze gabi byly sluszne,choc zawieraly sporo zlosliwosci. No ale
      to byly poczatki wiec mozna to bylo zniesc czytelnikowi. Ale dziewczyna
      rozbestwila sie i zaczela juz pzresadzac.Najbardziej rozsmieszyl mnie jej nacisk
      na szacunek dla czytelnika!!!hehe wymagasz aby inni szanowali czytelnikow a sama
      co wyprawiasz?? jesli ktso cie prosi abys przyhamowala to Ty na przekor robisz
      odwrotnie,tak wiec gdzie tu jest owy szacunek???A tez z drugiej strony juz
      niczym nie zaskoczysz bo kazdy wie jak odpowiesz...masz tylko jeden styl pisania
      i na wiecej Cie juz nie stac. pozdrawiam
      • kizii Re: wracanie do siebie 08.05.07, 11:29
        Za to Twoje komentarze aż ociekają dobrymi radami i głębokimi przemyśleniami nt.
        "jak dojść do siebie" :P
        • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 11:39
          kizii napisała:

          > Za to Twoje komentarze aż ociekają dobrymi radami i głębokimi przemyśleniami
          nt
          > .
          > "jak dojść do siebie" :P

          :))
      • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 11:38
        hehe wymagasz aby inni szanowali czytelnikow a sama
        co wyprawiasz??

        nie wymagama tylko proponuje. a jesli chodzi o to "co wyprawiam", to zalezy od
        kontekstu. na powazne posty odpowiadam powaznie, a na takie, ktore zaczynaja
        sie od wyzwisk i poza tym nie maja wiele sensu - troche mniej powaznie:)


        jesli ktso cie prosi abys przyhamowala to

        jesli ktos mnie powaznie PROSI to zastanawiam sie czy moge i chce prosbe
        spelnic. to tak ogolnie, bo jesli chodzi akurat o ciebie (czy madziuuunie,
        ktora tu zdajesz sie reprezentowac:)) to nie przypominam sobie zadnej PROSBY.
        przypominam sobie za to obrazliwe sformulowania, ktore ze wzgledu na szacunek
        do siebie i reszty czytelnikow, ignorowalam.
    • olga871 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 12:01
      gdybys ignorowala to bys nie odpowiadala;)
      • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 12:06
        olga871 napisała:

        > gdybys ignorowala to bys nie odpowiadala;)

        ignoruje wyzwiska, a nie posty czy styl wypowiedzi. ignoruje - bo nie traktuje
        ich jako pretekstu by sie wypowiadac w podobny sposob.
        wydawalo mi sie, ze wyjasnilam to juz w poprzednim poscie, ale jak widac
        niektorym trzeba dluzje tlumaczyc proste pojecia:P
    • olga871 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 12:03
      nie reprezentuje Madziuunia jak ci sie mylnie wydaj.Robilabym to gdybym ja
      znala.Reprezentuje siebie i swoje zdanie na Twoj sposob "radzenia"
      • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 12:11
        olga871 napisała:

        > nie reprezentuje Madziuunia jak ci sie mylnie wydaj.Robilabym to gdybym ja
        > znala.Reprezentuje siebie i swoje zdanie na Twoj sposob "radzenia"

        a czy wydawac sie moze "niemylnie"?:) w kazdym razie jesli ja reprezentujesz to
        nie moglabys tego zrobic lepiej (czy gorzej) zalezy jak patrzec:)
        • olga871 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 12:13
          skoro jestes taka madra to sama sobie odpowiedz na to pytanie!ja na nie znam
          odpowiedz.
          • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 12:23
            olga871 napisała:

            > skoro jestes taka madra to sama sobie odpowiedz na to pytanie!ja na nie znam
            > odpowiedz.

            rotfl:) nie po to komus zadaje pytanie by sobie na nie odpowiadac. ja znam
            odpowiedz:) w pewnych okolcznosciach mozna by to uznac za pytanie retoryczne -
            gdyby zalozyc, ze kazdy rozumie znaczenie pojecie "wydawac sie":P jak widac
            jednak byloby to zalozenie nieprawdziwe:)
            • olga871 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 12:33
              No i widzisz.Twoja wlasna broń - jak zrozumiesz co mam na mysli to wtedy odpisz.
              troche potrwa zapewne;P:P:P
              • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 12:43
                olga871 napisała:

                > No i widzisz.Twoja wlasna broń - jak zrozumiesz co mam na mysli to wtedy
                odpisz
                > .

                nie ma nic do zrozumienia bo wlasnie "NIC" masz na mysli:(
                niestety...

                ps.
                a swoja droga z ogromna przyjemnoscia obserwuje, ze kiedy olga probuje sie
                powstrzymac od wyzwisk to coraz mniej i mniej ma do powiedzenia. wydaje sie to
                proces wprost proporcjonalny do tego co ma na mysli:)
        • olga871 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 12:15
          widze ze Tobie tez tzreba tlumaczyc pewne sprayw dluzej .Nikogo nie
          reprezentuje.Ach..i tak pewnie nie zrozumiesz.
        • olga871 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 12:16
          Zastanwiam sie w jaki sposb mam lepiej cokolwiek reprezentowac??mam zaczac Cie
          chwalic i zachowywac jak Ty???
          • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 12:33
            olga871 napisała:

            > Zastanwiam sie

            lepiej pozno niz wcale:P
            • olga871 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 13:47
              gabrysia.12 napisała:

              > olga871 napisała:
              >
              > > Zastanwiam sie
              >
              > lepiej pozno niz wcale:P

              a to bardzo ładnie o Tobie świadczy! kolejny obraźliwy komentarz...ale czegorz
              innego mozna sie po Tobie spodziewac:)
              • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 13:59
                olga871 napisała:

                > > lepiej pozno niz wcale:P
                >
                > a to bardzo ładnie o Tobie świadczy! kolejny obraźliwy komentarz...ale czegorz
                > innego mozna sie po Tobie spodziewac:)

                rotfl:)

                ps.
                odwzajemnij sie zatem rowni "obrazliwymi" komentarzami....









                jesli potrafisz:)
                • olga871 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 14:05
                  po co? musialabym byc Toba:) a na szczeście nie jestem:)
                  • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 14:12
                    olga871 napisała:

                    > po co? musialabym byc Toba:) a na szczeście nie jestem:)

                    w pewnym sensie masz racje: musialabys narodzic sie na nowo, by
                    potrafic "obrazac" w ten sposob:P wyglada na to, ze w twoim wypadku naturalne
                    sposoby w uzupelnieniu brakow w edukacji i dobrych manier moga nie wystarczyc.
                • borzenka.1 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 14:15
                  Drogie Panie jeśli macie sie tak wyklocac i zasmiecac forum to moze lepiej na
                  priv?? z tego co widze to ani jedna ani druga nie zaskakuje dojrzaloscia ani
                  intelektem. Gdybyscie drogie Panie miely krzte godnosci to nie dopuscilybyscie
                  do takiego rozwoju sytuacji.Moja mowa skierowana jest przede wszysktim do
                  gabrysi.Uwazasz sie za dojrzala madra kobiete wiec postepuj dojrzale dobrze? Na
                  forum nie brak pyszalkowatosci,a ten watek nalezy do zbyt powaznych aby
                  zasmiecac go takim typem komentarzy.Przypominam ze sprawa dotyczy akkknes i jej
                  milosci a nie sporow miedzy dwoma niedowartosciowanymi kobietami.
                  gabrysia jestes motorem tego wszystkiego od Ciebie zalezy teraz co z tym
                  zorbisz,bo z tego co sie moge spodziewac Olga nie ustapi. Piszac w ten sposob i
                  odpisujac coraz bardziej zniechecasz do siebie oraz pokazujesz swoje
                  niekoniecznie pozytywne oblicze.
                  Olgo prosze jesli Gabrysia nie odpusci to chociaz Ty to zrob.Moze chociaz Ty
                  pokaz klase i skoncz??? nie znam was i nie wiem na ile powaznie podejdziecie do
                  sprawy ale mnie sie to juz naprawde zaczyna nie podobac i razic wrecz. Ktos
                  wspomnial cos o szacunku do czytelnikow....tak wiec drogie Panie chyba wiecie co
                  robic..
                  • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 14:42
                    borzenka.1 napisała:

                    > odpisujac coraz bardziej zniechecasz do siebie oraz pokazujesz swoje
                    > niekoniecznie pozytywne oblicze.

                    bozneko!
                    nie znam ciebie, nigdy nie czytalam, zadnego innego twojego postu niz ten, na
                    ktory odpowiadam, wiec... bez urazy, ale nie bardzo rozumiem skad pomysl, ze
                    bede sie przejmowac, czy "moje oblicze" wydaje ci sie wystrczajaco "pozytywne"?
                    zwlaszcza, ze twoj obiektywizm zdaje sie byc nieco watpliwy: nie raczylas
                    zwrocic uwage, ze trudno uczciwie nazwac mnie "motorem" konfliktow kiedy to nie
                    ja pojawilam sie na tym watku by sie z kogos czepiac (w przeciwienstwie do
                    olgi... a nawet ciebie:)) i nie ja z braku argumentow atakuje w oobrazliwy
                    spsob (w przeciwienstwie do madziuuuni i olgi).
                    a jesli moglabym ci cos doradzic - ten watek ma ponad 1300, z ktorych tylko
                    kilkanascie/dziesiat jest moich. kazdy moze wybrac cos dla siebie, jesli
                    caloksztal mojej tworczosci jej/jemu sie nie podoba:)
                    • borzenka.1 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 14:55
                      W porzadku,rozumiem ze nie podoba Ci sie moja wypowiedz. Czytam ten watek od
                      jakiegos czasu,lecz nie udzielam sie bo wiekszoc rad ktore zostaly podarowane
                      autorce pokrylyby sie z moimi. Nie pis zgabrysiu ze argumenty Olgi czy madziuuni
                      nie sa uzasadnione bo chyba kazdy widzi ze jednak sa. Nikt bez przyczyny nie
                      naskakuje na druga osobe. Mnie rowniez czesto nie podoba sie twoj ton,momentami
                      nie widze w twoich wypowiedziach slow rady nad ktorymi mozna by sie bylo
                      zatsanowic tylko naigrywanie z problemu. Rozumiem ze z dwa trzy razy mozna
                      ..ale nie bez pzrerwy.Dlatego rozumiem ataki akkknes.madziuni Olgi i komentarz
                      ilumsa, rozumiem takze Ciebie bo teraz napewno nie przyznasz racji tylko
                      bedziesz walczyla w swojej obronie.
                      Nie wymagam tego, licze tylko na kres tych waszych wyglupow bo zorbilo sie
                      poprostu zenujaco.
                      • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 15:30
                        borzenka.1 napisała:

                        > W porzadku,rozumiem ze nie podoba Ci sie moja wypowiedz.

                        nie rozumiesz. napisalam, ze raczej malo interesuje mnie twoja opinia na moj
                        temat i podalam w watpliwosc twoj obiektywizm. zreszta kolejnym postem moje
                        watpliwosci potwierdzilas.


                        Czytam ten watek od
                        > jakiegos czasu,lecz nie udzielam sie bo wiekszoc rad ktore zostaly podarowane
                        > autorce pokrylyby sie z moimi. Nie pis zgabrysiu ze argumenty Olgi czy
                        madziuun
                        > i
                        > nie sa uzasadnione bo chyba kazdy widzi ze jednak sa.

                        kazdy widzi, ze kolejny nowy nick wypowiada sie w imieniu wszystkich.
                        interesujace. a na marginesie: zeby uzasadnic argumenty, to trzeba je najpierw
                        wogole miec. tekst typu: "ale jestes glupia" nie jest argumentem. tekst
                        typu: "to co napisales jest glupie bo..." argumentem byc moze. to tylko tak
                        ogolnie, moze cie naprowadzi na pomysl dlaczego ani madziuuunia ani olga nie
                        potrafia dyskutowac. ty sie starasz, szkoda tylko, ze w tym celu znowu
                        zmienilas nick:P


                        Nikt bez przyczyny nie
                        > naskakuje na druga osobe.

                        to prawda. jak wsciekly pies pogryzie dziecko, to tez jakis powod jest:P


                        Mnie rowniez czesto nie podoba sie twoj ton,momentami
                        > nie widze w twoich wypowiedziach slow rady nad ktorymi mozna by sie bylo
                        > zatsanowic tylko naigrywanie z problemu.

                        masz prawo widziec w moich postach co ci sie zywnie podoba, ale w takim wypadku
                        rozsadniej by bylo sobie mnie wygasic niz zaczepiac pod kolejnym juz nickiem:P

                        Rozumiem ze z dwa trzy razy mozna
                        > ..ale nie bez pzrerwy.Dlatego rozumiem ataki akkknes.madziuni Olgi i komentarz
                        > ilumsa,

                        radze nie mieszac innych osob do swoich glupich gierek. zwlaszcza jesli oni
                        trzymaja sie od ciebie dosc daleko. a juz twierdzic, ze akkknes mnie atakuje,
                        to jest wiecej niz naginanie rzecywistosci: zwyczjanie ja obrazilas.

                        licze tylko na kres tych waszych wyglupow bo zorbilo sie
                        > poprostu zenujaco.

                        to zalezy od twojej produkcji nickow:P
                  • borzenka1 Re: wracanie do siebie 09.05.07, 10:38
                    zwracam uwage, iz "borzenka" powyzej ma kropke przed 1. ja tu pisalam kilka
                    postow, ale nie ten powyzszy.
                    Akkknes, ja sobie to czytam, ale nie komentuje. nie jestem od dawania rad i
                    uwazam, ze kazdy zalatwia swoje problemy tak, jak umie. Kazdy sam musi przezyc
                    wlasne zycie, popelniac wlasne bledy, takie nasze prawo.Co ja bym zrobila na
                    Twoim miejscu? Ja nie jestem na Twoim miejscu! Ale rozumiem Twoje uczucia, sama
                    to przechodzilam. I poza tym widze w Tobie wrazliwa i inteligentna kobiete,
                    ktora poznaje sama siebie. Zawsze tylko po pewnym czasie jestesmy w stanie
                    ocenic sytuacje, z dystansu.
                    Najwazniejsze, ze dalas sobie rade z licencjatem - tak trzymac!
                    • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 09.05.07, 11:03
                      borzenka1 napisała:

                      > zwracam uwage, iz "borzenka" powyzej ma kropke przed 1. ja tu pisalam kilka
                      > postow, ale nie ten powyzszy.

                      to prawda, od razu zwrocilam uwage, ze bozenka.1 to calkiem nowy wynalazek,
                      ktory zostal powolany do zycia tylko na potrzebe awantury na tym watku. nie
                      zauwazylam tylko, ze wykorzystala zaistnialy na tym watku nick liczac na to, ze
                      nikt sie nie zorientuje w oszustwie ze wzgledu na mala roznice w nazwie. niech
                      to bedzie przestroga dla tych, ktorzy uwazaja, ze latwo moga zaczac "zycie od
                      nowa" po tym jak skompromitowali swoj nick:)
                      • olga871 Re: wracanie do siebie 09.05.07, 11:18
                        A Ty dalej swoje...kiedy Ci sie znudzi wymyslanie tych dziwnych sytacji?mi by do
                        glowy nie przyszlo zeby zmieniac nicki...mam os do powiedzenia to robie to w
                        sowim imieniu,a sluchaj Gabryska a moze to Ty sie podszywasz i zwalasz wine na
                        kogos innego zeby udowodnic wszystkim jaka to jestes ofiara? Wiesz ze to tak
                        jest,ze kto wymysla takie rzcezy okazuje sie ze sam jest ich wykonawca?? ja
                        staiwam ze to jednak Ty sie tutaj pod kogos podszywasz i zwalasz wine na mnie
                        zeby udowodnic jaka kretynka jestem i ze nikt nie powiniem zwracac uwagi na to
                        co psize.No pogratulowac Ci tej pomyslowosci SMOKU!!!!
    • olga871 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 13:44
      Wiedzialam ze nie zorzumiesz, masz tylko jeden tok myslenia niestety:) hmm nie
      pamietam zebym Cie choc raz wyzwala gabrysiu? kazde slowo ktore padlo w Twoja
      strone oznaczalo prawde niestety:) a widze ze spostzregawcza jestes,naprawde
      tylko Ty moglas to zauwazyc i POWIEDZIEC o tym bo inni tego nei widza pradwa??
      Gabrysia musiala o tym napsiac bo sadzi ze inni sa na tyle slepi i glupi ze tego
      nie widza;) Cala Ty...wszystkim w kolo pokazujesz jaka jestes fenomenalna.na
      szczescie wiemy ze to nieprawda;) milego dnia Gabrysiu :) pozdrawiam z
      miłościa!!:P:P:P
      • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 14:08
        olga871 napisała:

        hmm nie
        > pamietam zebym Cie choc raz wyzwala gabrysiu?


        co za interesuja pamiec: olga pamieta, ze obiecalam przestac pisac (chociaz nie
        potrafila wskazac gdzie) ale nie pamieta wyzwisk chociaz napiasala je zaledwie
        wczoraj:P


        na
        > szczescie wiemy ze to nieprawda;)

        "my" to konkretnie kto? tak z ciekawosci pytam, bo nie wyobrazam sobie bys byla
        na tyle nierozsadna by sugerowac, ze reprezentujesz zdanie wszystkich osob,
        ktore wypowiedzialy sie na tym watku, kiedy wyraznie nie masz na to ich zgody
        ani poparcia?
        • olga871 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 14:23
          No i znow mnie nie zaskoczylas swoja wypowiedzia...ehhh.Myslalam ze stac Cie na
          wiecej. Nie obrazilam Cie wczoraj,powiedzialam to co jest prawda a to nie jest
          obrazanie.gabrysia nie potrafi przyjac do siebie slow krytyki, a po innych
          jezdzie jak po masle. Typowe zachowania zakompleksionej kobiety.I znow
          zapomnialas ze nie jestem tutaj sama, (byla) madziunia,jest Akkknes, z tego co
          widze jest borzenka i Ilums ktorzy dali sygnal ze takie zachowanai im sie nie
          podobaj. Dzisiaj mi sie juz z Toba gadac nie chce,bo robisz sie nudna i nie
          zaskakujesz niczym niestety. Pokazalas juz chyba wszystko. Co do mojej edukacji
          to radze ci sie odczepic bo nawet nie wiesz kim jestem i co osiagnelam w
          zyciu.Napewno wiecej od ciebei sadzac po czasie jaki pzreznaczasz na bezsensowne
          pzresiadywanie na forum. A teraz wybacz maniaczko zlosliwosci i siedzenia na
          forum , ale ja pojde poswiecic sie lepszym zajeciom niz przykra dyskusja z Toba
          - mysle ze borzenka ma racje. Ciebei nie stac na cos takiego wiec nawet Ci nie
          bede nic sugerowac.
          • fantastyczna Re: wracanie do siebie 08.05.07, 15:07
            ja tez uwazam ze gabrysia jest bezgranicznie glupia
            • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 15:35
              fantastyczna napisała:

              > ja tez uwazam ze gabrysia jest bezgranicznie glupia

              coz, na taki argument pozostaje mi wierzyc, ze jestes "begranicznie
              fantastyczna" i tylko starasz sie zrobic inne wrazenie:P
          • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 15:10
            olga871 napisała:

            > No i znow mnie nie zaskoczylas swoja wypowiedzia...ehhh.Myslalam ze stac Cie
            na
            > wiecej.

            chyba sie potne:(((


            Nie obrazilam Cie wczoraj,powiedzialam to co jest prawda a to nie jest
            > obrazanie.gabrysia nie potrafi przyjac do siebie slow krytyki, a po innych
            > jezdzie jak po masle. Typowe zachowania zakompleksionej kobiety.

            tja...... "jestes glupia i masz wszy" to slowa krytyki? chyba w srodowisku, z
            ktorego sie wywodzisz. normalni ludzie, krytykuja wypowiedzi (jesli potrafia),
            a nie rzucaja sie z inwektywami na osobe. zreszta sama przyznalas juz na
            poczatku, ze pojawilas sie tutaj, zeby mnie "gnebic". o czyich kompleksach to
            swiadczy - nie powiem, domysl sie:)

            I znow
            > zapomnialas ze nie jestem tutaj sama, (byla) madziunia,jest Akkknes, z tego co
            > widze jest borzenka i Ilums ktorzy dali sygnal ze takie zachowanai im sie nie
            > podobaj.

            no tak z madziuuunia masz wiele wspolnego (zreszta o tym juz pisalam:). co do
            akkknes i ilums to jakos nie widzialam, zeby dali ci wolna reke w
            reprezentowaniu ich zdania na jakikolwiek temat. wrecz przeciwnie, doskonale
            daja sobie rade i z tego co widze, potrafia wlasnymi slowami wyrazic swoje
            opinie (takze na moj temat)... ktore jakos nie przypominaja twoich:)

            Dzisiaj mi sie juz z Toba gadac nie chce,bo robisz sie nudna i nie
            > zaskakujesz niczym niestety.

            a co z "gnebieniem"? znowu zapomnialas?:) przykro mi, ze nie zdolalam ciebie
            niczym zaskoczyc, sama rozumiesz, ze nie mam wiekszych zyciowych ambicji:)


            Pokazalas juz chyba wszystko.

            jesli ci chodzi o "wyzwiska", to faktycznie niczego w twoim stylu sie nie
            doczekasz:P

            Co do mojej edukacji
            > to radze ci sie odczepic bo nawet nie wiesz kim jestem i co osiagnelam w
            > zyciu.

            lal! nie wiem, ale juz jestem pod wrazeniem:PPP

            Napewno wiecej od ciebei sadzac po czasie jaki pzreznaczasz na bezsensown
            > e
            > pzresiadywanie na forum.

            rozumiem. za ciebie pisze mlodszy brat, ty tylko wciskasz "enter"? to by wiele
            tlumaczylo:)


            A teraz wybacz

            wybaczam. w koncu to nie tylko twoja wina, ze jestes jaka jestes:)
    • borzenka.1 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 15:25
      GABRYSIA OPANUJ SIE DZIEWCZYNO!!!! co ty robisz najlepszego??? no jak mozesz
      takie rzcezy wypisywac,mi sie to wglowie nie miesci. Widze ze starsznie cie
      ponosza emocje i sama sobie teraz szkodzisz wypisujac takie komentarze.
      "jestes glupia i masz wszy" - Olga tego nie napisala wiec hamuj sie dobrze?
      wg mnie fakt ze inni pisza publicznie swoje zdaje juz daje oldze wolna reke do
      wpsominania o tym, trzeba sie z tym liczyc ze publicznie wyrazone slwoa sa
      pozniej wykorzystywane.Ty robisz podobnie,przywolujesz rozne fragmenty zdan -
      czesto niemajace nic wspolnego z celem wypowiedzi i pzreinaczasz je na swoj tok
      myslenia,to bardzo zle o tobie swiadczy. O to przyklad :
      "A teraz wybacz

      wybaczam. w koncu to nie tylko twoja wina, ze jestes jaka jestes:) "
      no wiesz...to chyba nie ma nic wspolnego z tym co Olga powiedziala,wiec
      nierozumiem jakim prawem dorabiasz wlasna wersje?.. chcialam Cie bronic,ale
      teraz widze ze to nie ma sensu.Jedynie dojzrale postapila w tmy momencie Olga
      ktra spuscila z tonu i Cie zlekcewazyla. Spodziewalam sie po Tobie cakiem czegos
      innego. Nie podoba mi sie to ze nie sluchasz tego co inni pisza...i to nie tylko
      o Olge chodzi ale tez o Akknes czy mnie.Nie lsuchasz tego co ktos ma w danej
      chwili do powiedzenia tlyko uwazasz ze inni powinni myslec tak jak Ty.Bo Tobie
      sie cos tamwydaje to znaczy ze innym tez.Nie przyjmujesz do wiadomosci np.tego
      ze z Akknes jest juz o niebo lepiej,nieee bo gabrysia wie lepiej prwada/?
      gabrysia wie lepiej co Akknes czuje nie rozmaiwajac z nia i nie znajac
      kompletnie. Prosze Cie nie pzresadzaj ze swoja krytyka wobec innych bo ona z
      chwili na chwile staje sie coraz bardziej niesluszna i do niczego nie prowadzi.
      ps. zauwaz ze napsialam slowo "prosze"
      • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 15:59
        borzenka.1 napisała:


        > "jestes glupia i masz wszy" - Olga tego nie napisala wiec hamuj sie dobrze?

        a czy ja napisalam, ze tak doslownie olga napisala, albo ,ze jest to doslowny
        cytat? to reprezentacja stylu w jakim olga mnie zaatakowala. przykre, ze
        zamiast sprobowac zrozumiec sens wypowiedzi zaczelas sie zastanawiac, czy olga
        napisala tylko "glupia" czy jeszcze o "wszach":P

        > wg mnie fakt ze inni pisza publicznie swoje zdaje juz daje oldze wolna reke do
        > wpsominania o tym, trzeba sie z tym liczyc ze publicznie wyrazone slwoa sa
        > pozniej wykorzystywane.

        rotfl:) istnieja "malenka" roznica miedzy przytaczaniem zdania innej osoby, a
        wypisywaniem co slina na jezyk przyniesie i podpiywaniem sie: "my". jesli jej
        nie dostrzegasz, to masz powazny problem.


        Ty robisz podobnie,

        jesli widzisz podobienstwo pomiedzy oczywistym zartem, a uzurpowaniem sobie
        prawa do reprezentowania wszystkich piszacych i czytajacych na tym forum, to...
        nie mam wiecej pytan. rece mi opadly:(



        chcialam Cie bronic,ale
        > teraz widze ze to nie ma sensu.


        tez tak mysle. moze zastosuj postulat z twojego pierwszego postu i ograniczaj
        sie do pisania na temat watku, zamiast mnie "bronic", bo w tej chwili zdajesz
        sie ograniczac do podlewania oliwy do ognia:P


        Jedynie dojzrale postapila w tmy momencie Olga
        > ktra spuscila z tonu i Cie zlekcewazyla.

        tez ja podziwiam. wlasnie widzialam jej kolejny post skierowany do mnie, tuz po
        tym jak obiecala wiecej do mnie nie pisac. alez mnie lekcewazy:P



        Spodziewalam sie po Tobie cakiem czego
        > s ....


        tak, tak juz to pisalas wczesniej jako madziuuunia i juz ci odpowiedzialam.
        zmien plyte:)


        >
        > ps. zauwaz ze napsialam slowo "prosze"

        gratuluje. jest jeszcze kilka innych trudnych slow, np.: "przepraszam"
        uwaga: wazne by sie przy tym odpowiednio zalogowac.
    • olga871 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 15:28
      hej Fantastyczna zdajesz sobie sprawe z tego ze zacna pani G. za chwile powie ze
      to ja sie podszywam pod ciebie?? albo lepiej madziuuunia podszywa sie podemnie i
      ta sama madziuunia podszywa sie teraz pdo ciebie. Uzyj argumentow bo zwnou
      bedzie to co wzcesniej. Nieobliczalna Gabriela znow bedzie macic i wymyslac
      pzrerozne podejzrenia,nie dociera do niej ze moze byc wiecje osob ktorym nie
      podoba sie jej zachowanie.:) hehe pozdraiwam i uciekam juz;)
      ps. gabryska ja do Ciebie nie mam juz kometarza...piszac to wszystko naprawde
      pokazalas kim jestes...wspolczuje Ci naprawde,bo chyba jestes nieszzcesliwa:(
      • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 15:41
        olga871 napisała:

        naprawde,bo chyba jestes nieszzcesliwa:(

        zaraz "nieszczesliwa":P raczej rozczarowana, ze mialas "gnebic" nie gnebilas, a
        zamiast odejsc, tylko sie rozmnorzylas:)
        • mariuszbednarczyk Re: wracanie do siebie 08.05.07, 15:51
          dziewczyny, może przestaniecie się naparzać. Zaraz całe forum bedzie się śmiać
          z ego wątku i tego co tu się dzieje. Proponuję pokój na tym wątku!!! Ludzie!!!
          • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 16:01
            mariuszbednarczyk napisał:

            > dziewczyny, może przestaniecie się naparzać. Zaraz całe forum bedzie się
            śmiać
            > z ego wątku i tego co tu się dzieje. Proponuję pokój na tym wątku!!! Ludzie!!!

            smiech to zdrowie, ale faktycznie zaczyna mnie troche meczyc, ze smokowi wciaz
            odrastaja nowe glowy:)

            ps.
            a co u Ciebie?
            • timbunia Re: wracanie do siebie 08.05.07, 16:04
              to ja napiszę, ale na temat. wstałam dzisiaj z zapuchniętymi od płaczu oczami.
              ledwo wygrzebałam się do pracy, ale dzień przechodzi mi spokojnie, nwet się
              uśmiecham. Wiem, że strasznie krzywdzę moich bliskich, dla nich postaram sie
              choć dziś nie płakać....
              • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 16:07
                timbunia napisała:

                Wiem, że strasznie krzywdzę moich bliskich,

                etam. usmiechnij sie z mysla o sobie:)
              • kizii Re: wracanie do siebie 08.05.07, 16:09
                Timbunia, napisałam Ci maila :)
    • borzenka.1 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 16:16
      gabrysiu ja nie mam do ciebie slow w tym momencie.Wlasnie mnie oskarzylas o
      oszustwo,no dziekuje bardzo.Masz chyba powazne klopoty ze soba,a z postu na post
      coraz wieksze. Co Ty chcesz udowodnic?Satarasz sie pokazac innym ze jestes taka
      rezolutna i przebiegla,a sama wpadasz w swoje sidla.


      Rece mi opadaja na to co napisalas,jak smiesz mnie pojdejrzewac o cos takiego?To
      ze podzielam zdanie innych ( nikoniecznie sprzyjajacych Ci osob) oznacza ze
      jestem ta sama jedna osoba?

      Jesli uwarzasz sie za dojrzalego czlowieka to moze to udowodnij.Twierdzilas ze
      rozmwiasz z innymi na poziomie,dojrzale ale szczerze ci powiem ze mam odczucie
      jakbym pisala do smarkuli. Absolutnie nie jestes osoba ktora mialaby prawo mnie
      oskarzac i na dodatek wysmiewac.Jestem od ciebie o wiele starsza( to pewne) wiec
      nie zycze sobie takich uwag jakie pod moim adresem wypisujesz.Troche szacunku do
      innych,juz nie tylko do czytajacych ale i do twoich rozmowcow.

      Pisalam tutaj w celu przywolania Ciebie i Olge do porzadku,widze ze stalam sie
      obiektem twoich atakow.W pzreciwienstwie do Ciebie mam godnosc i wiecej juz sie
      nie wypowiem.
      gratuluje Ci tylko ze zorbilas z tego watku cyrk!
      • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 16:41
        borzenka.1 napisała:

        Absolutnie nie jestes osoba ktora mialaby prawo mnie
        >(...) na dodatek wysmiewac..

        do wiezienia mnie za to nie zamkna, ale jak tupniesz noga to moze sie
        przestrasze:)


        W pzreciwienstwie do Ciebie mam godnosc i wiecej juz sie
        > nie wypowiem.

        tja... do nastepnego nicku?:P
    • borzenka.1 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 16:21
      Przestan mnie obczerniac dziewczyno!!!moze na tym forum jest smok z glowami ale
      ja napewno jedna z nich nie jestem!
      powinnas za to przeprosic...
      • gabrysia.12 do mariusza:) 08.05.07, 16:34
        borzenka.1 napisała:

        > Przestan mnie obczerniac dziewczyno!!!moze na tym forum jest smok z glowami
        ale
        > ja napewno jedna z nich nie jestem!
        > powinnas za to przeprosic...

        rotfl:)

        ps.
        sorry mariusz, ale peklam ze smiechu:)
    • mesz Witam:)Ja wrocilam i... 08.05.07, 17:00
      Hej:)Od jakiegos czasu śledze ten wątek...Rozstalam sie z facetem
      i...wrocilismy do siebie po jakims czasie(niedlugim). Hhmmm...i teraz jest
      dziwnie,po prostu dziwnie. Niby dobrze,ale...jakas taka niepewnosc,wątpliwosci.
      Staram sie byc optymistką,ale...takie powroty naprawde nie są łatwe...Trzeba
      byc chyba mocno przekonanym ze to sluszne...Kazde zachowanie ktore przypomina
      to,co bylo i sugeruje ze znowu sie rozpadnie ,wzbudza niepokoj...To niełatwe -
      wracanie do siebie...
      Pozdrawiam:)
      • kaktusica6 Re: Witam:)Ja wrocilam i... 08.05.07, 17:52
        KOBIETY. PRZESTAŃCIE SIĘ KŁÓCIĆ!!!
        • gabrysia.12 Re: Witam:)Ja wrocilam i... 08.05.07, 18:06
          kaktusica6 napisała:

          > KOBIETY. PRZESTAŃCIE SIĘ KŁÓCIĆ!!!

          alez mesz sie nie kloci... no chyba, ze cos przeoczylam:) a smok, po tym jak
          obcielam mu 3 glowy cichutko dogorywa w kaluzy wstydu:) ciiiiiiiii bo znowu mu
          glowa odrosnie:)
          • gabrysia.12 ps. 08.05.07, 18:25
            a nie mowilam?:)
    • olga871 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 18:20
      Oj Gabryska , jakie Ty masz poczucie humoru, tylko zobacz nikt sie nie smieje
      procz ciebie;P:P:P hehe jaki SMOK?? mowilam ze znow zaczniesz sobie wmawiac;)
      ach jak ja Cie juz znam, wiem dokaldnie co powiesz;)
    • olga871 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 18:22
      Bozenko spokojnie:) nie daj sie sprowokowac tej dziewczynie, skoro twierdzi ze
      jestesmy jedna osoba,no coz jej sprawa:):):) niech sobie tak mysli,przynajmniej
      sie cieszy.Zobacz jaka radoche ma dziecko:) hehe
    • olga871 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 18:32
      hehe a o czym??:P:P:P
    • olga871 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 18:35
      Gabrycha no dawaj jakiegos teksta co>???:P:P:P hehe bo smiac mi sie chce a nie
      mam z czego;) a najlepiej to z ciebie popekac troche;) dawaj czadu:)
      • kizii Re: wracanie do siebie 08.05.07, 19:21
        Hmm..
        Zazwyczaj nie mieszam się w takie rzeczy, ale zrobię wyjątek.
        Gab, nie daj się sprowokować kolejny raz.
        Tak jak radzisz Akkness i innym, mówisz jej: dość. Teraz powiedz sobie samej to
        samo :) już dość. Pls

        Pozdrawiam
        • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 19:25
          kizii napisała:

          > Hmm..
          > Zazwyczaj nie mieszam się w takie rzeczy, ale zrobię wyjątek.
          > Gab, nie daj się sprowokować kolejny raz.
          > Tak jak radzisz Akkness i innym, mówisz jej: dość. Teraz powiedz sobie samej
          to
          > samo :) już dość. Pls

          already done:)

          pozdro.
          • mariuszbednarczyk Re: wracanie do siebie 08.05.07, 19:33
            Gabrysia wiem, że Cię to bawi (mnie zresztą też), ale daj już za wygraną i
            wróćmy wszyscy do głównego wątku. Mi się wydaje, że cała ta kłótnia wyniknęła z
            tego, że tak naprawdę wszystko zostało już powiedziane na tym wątku i dzięki
            dobrej pyskówce coś się dzieje. DZIEWCZYNY!!! Jako osobnik w spodniach NAKAZUJĘ
            SPOKÓJ !!! Dajcie sobie buzi i będzie gitara.
            • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 19:43
              mariuszbednarczyk napisał:

              > Gabrysia wiem, że Cię to bawi (mnie zresztą też), ale daj już za wygraną i
              > wróćmy wszyscy do głównego wątku. Mi się wydaje, że cała ta kłótnia wyniknęła
              z
              >
              > tego, że tak naprawdę wszystko zostało już powiedziane na tym wątku i dzięki
              > dobrej pyskówce coś się dzieje. DZIEWCZYNY!!! Jako osobnik w spodniach
              NAKAZUJĘ
              >

              jako osobnik w spodniach wygladasz 'sexi' robiac grozne miny... ale ja juz
              obieclam kizii w moim poprzenim poscie, ze nie bede na zaczepki zwracac uwagi:)

              ps.
              a co do tematu watku, to opowiadaj w koncu co u Ciebie, bo juz pytalam, ale w
              goraczce uspakajania nie zwrociles na to uwagi:)
              • mariuszbednarczyk Re: wracanie do siebie 08.05.07, 19:51
                u mnie trwa kotłowanie w głowie. Chciałbym sobie z tym poradzić, przestać o
                niej myśleć i już. Po 1.5 miesiąca kiedy nie odzywaliśmy się do siebie było
                coraz lepiej. Potem spotkała się ze mną i tak jak pisałem złamała mnie w
                kilkanaście minut. Po tym spotkaniu przez 2 tyg. nie mieliśmy kontaktu. Potem
                znowu zaczęła dzwonić. Nie odbierałem i nie odpisywałem. Ale niestety to, że
                dzwoni czy pisze powoduje, że zamiast wypływać na powierzchnię to zaczynam
                ponownie tonąć. Kurde, jak sobie z tym poradzić.
                • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 20:00
                  mariuszbednarczyk napisał:

                  Kurde, jak sobie z tym poradzić.

                  a jestes na 100%, ze nie warto ogladac sie za siebie? pytam bo kazda zwiazek
                  jest inny i z tego co opowiadala akkknes to nikt nie mial watpliwosci co jej
                  doradzic, ale tutaj sytuacja moze byc calkiem inna...
                • akkknes Re: wracanie do siebie 08.05.07, 20:04
                  nie wierze... czy to jest ciagle moj watek?? bo nie wiem gdzie jestem...

                  wszystko to skwituje jednym: dziekuje WSZYSTKIM (zeby nie bylo personalnie albo
                  ze wskazywaniem palcem bo to podobno brzydko...) ktorzy zepsuli mi moj watek,
                  moja historie, ktora tu sobie od jakiegos dluzego czasu spisywalam, ktorzy maja
                  zejebi sty polew i smiech z mojego zycia, ja staralam sie tu nic innego nie
                  poruszac oprocz historii mojej i mojego bylego, nie robilam sobie z nikogo jaj,
                  nie zartowalam w smutnych chwilach... dzieki, widze ze czas kupic zeszyt i
                  codziennie samej zmagac sie z codziennoscia - dla niektorych widac odciac sie i
                  wywalic ponad dwa lata zycia to pikus, to tak jakby spadl deszcz a za chwile
                  swiecilo slonce... dla mnie nie, dlatego nie raz pisalam ze to co tutaj pisze
                  pomaga mi stawiac kroczki, byc moze niepewne, ale kroczki na wlasciwej
                  drodze...
                  widze ze wykruszyla sie nie tylko madzia, ale qw tez nie slysze... hmmm chyba
                  bedzie i czas na mnie ;((((
                  dzieki ze zepsuliscie mi cos co mi pomagalo nie wracac do tego co bylo,
                  czytajac od czasu do czasu ktoras strone watku wiedzialam ze tu jest opisane to
                  co przeszlam, trudne i bolesne przezycia, wiedzialam ze bede miala pod tym
                  wlasciwy komentarz (ktory zrozumiem wczesniej czy pozniej) a teraz dzis wchodze
                  tak jak wczoraj i widze ze niektorzy maja frajde i zabawe na sto dwa. DZIEKI
                  • qw994 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 20:07
                    Spokojnie, jestem i śledzę :)
                    I nadal trzymam za ciebie kciuki :)
                  • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 20:22
                    akkknes napisał:

                    > nie wierze... czy to jest ciagle moj watek?? bo nie wiem gdzie jestem...
                    >
                    > wszystko to skwituje jednym: dziekuje WSZYSTKIM (zeby nie bylo personalnie
                    albo
                    >
                    > ze wskazywaniem palcem bo to podobno brzydko...) ktorzy zepsuli mi moj watek,

                    przestan dramatyzowac jak 5 letnia dziewczyna, ktorej ktos wylal na ukochany
                    pamietnik coca-cole:) to watek na forum, na ktorym wypowiadaja sie zywi ludzi i
                    nikt Ci nie gwarantowal, ze oczy wszystkich bede przez caly czas zwrocone na
                    twoim "wielkim problemie". moze gdybys sama przez chwile przestala byc tak
                    wpatrzona w siebie i swoja "wielka milosc", to zauwazylabys, ze pogratulowalam
                    Ci PRAWDZIWEGO sukcesu. w chwili przytomnosci umyslu moze nawet bys szczerze
                    podziekowala?:)
                    moim zdaniem zamiast sie martwic, ze Ci sie nie udalo wyrezyserowac wszystkich
                    postow na tym watku, warto zwrocic uwage na nieco wazniejsze sprawy w swoim
                    zyciu jak np. zdrowie, nauka, praca, rodzina i moze kiedy ktos kto zasluzy na
                    miano "ukochanego":)
                • qw994 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 20:05
                  A dlaczego właściwie dzwoni? Może chce wrócić? Przepraszam, ale nie śledziłam
                  twojej historii.
                  • mariuszbednarczyk Re: wracanie do siebie 08.05.07, 20:22
                    3 miesiące temu złapałem ją na ohydnym kłamstwie. Jak zacząłem składać klocki
                    to doszło do mnie, że okłamywała mnie od ponad pół roku. Chodzi oczywiście o
                    innego faceta. Nie wiem czy mnie zdradzała, ale okłamywała na pewno. To z jej
                    strony był wet za wet. Ja ją kiedyś źle traktowałem, ale nie było żadnej
                    kobiety. Ona kopnęła mnie w tyłek, walczyłem długo. Kopnęła mnie w momencie jak
                    pojawił się kolega. walczyłem i udało mi się doprowadzić do tego, że wróciła,
                    ale jak mnie potem traktowała łatwo można sobie wyobrazić.przez blisko rok
                    odgrywała się za moje zachowanie. To rozumiałem. Naważyłem piwa i musiałem je
                    wypić. Jak złapałem ją, że zadaje się z tamtym pomimo tego, że mówiła, że się
                    nie zadaje sprawa jest dla mnie jasna. Odciąłem się zupełnie zgodnie z radami z
                    tego wątku. Przyniosło to taki efekt, że zaczęła szukać ze mną kontaktu.
                    Dzwoniła, pisała, nie reagowałem. Potem było spotkanie w które wpadłem
                    podstępem. Na tym spotkaniu złamała mnie szybko. Popełniłem błąd ponieważ
                    zamiast być wyniosły, wnerwiony i niedostępny to zapytałem czy nie możemy jak
                    dorośli ludzie zacząć normalnie się zachowywać. Powiedział, że ma rozterki, że
                    nie wie itp. Więc nie będe się narzucał i nie odzywałem się ponownie. 10 dni
                    temu zaszła w moim życiu pewna zmiana o której dowiedziała się od swojej
                    koleżanki. Dzwoniła, pisała. Nie reaguje. I nie zamierzam ponieważ kolejne
                    spotkania, rozmowy nie pomagają mi, wręcz szkodzą. Kocham tą kobietę, jest dla
                    mnie bardzo ważna. Przez blisko rok udowodniłem, że się zmieniłem, że mi
                    zależy. Niestety wszystkie moje starania poszły na marne. Można powiedzieć, że
                    z gnojka stałem się idealnym facetem. To mogło być dla nie mocno dziwne, wręcz
                    szok. Starałem się, byłem zawsze gotowy pomóc itp. itd. Kurcze nie wiem jak mam
                    postępować żeby jakoś racjonalnie sobie z tym poradzić.
                    • mariuszbednarczyk Re: wracanie do siebie 08.05.07, 20:25
                      aha, jeszcze jedno. Zmiana, która zaszła 10 dni temu nie dotyczya kobiety. To
                      zmiana "materialna" :)
                      • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 20:30
                        mariuszbednarczyk napisał:

                        > aha, jeszcze jedno. Zmiana, która zaszła 10 dni temu nie dotyczya kobiety. To
                        > zmiana "materialna" :)

                        myslisz, ze na jej zainteresowanie Toba ma wplyw poprawa twoje sytuacji
                        materialnej?
                      • qw994 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 20:36
                        A może dajcie sobie szansę? Jeśli jej zależy? W końcu nabroiliście obydwoje. Ty
                        ją kochasz. O ile oczywiście nie chodzi jej o kasę. Ale to już powinieneś
                        widzieć, w końcu ją znasz.
                    • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 20:27
                      mariuszbednarczyk napisał:

                      > 3 miesiące temu złapałem ją na ohydnym kłamstwie. Jak zacząłem składać klocki
                      > to doszło do mnie, że okłamywała mnie od ponad pół roku.

                      a rozmawialiscie o tym dlaczego Cie oklamywala?
                      • mariuszbednarczyk Re: wracanie do siebie 08.05.07, 20:36
                        w sumie to nie chciałem tego wiedzieć. Ja naprawdę chciałbym uwolnić się od tej
                        kobiety. Zapomnieć. Nie mam takiego podejścia jak akkknes. Myślę racjonalnie.
                        Nie chcę z nią rozmawiać, kontaktować się ponieważ jakikolwiek kontakt
                        powoduję, że cierpie a nie jestem masochistą, żeby dążyć do cierpień. Powiem
                        szczerze, że nie znam innego sposobu żeby z tego wyjść jak urwanie kontaktu.
                        tylko tak jak napisałem wcześniej wystarczy, że zadzwoni i już znowu mi się
                        przypomina. Wydaje mi się, że po tym jak ja "olałem" kilka dni temu to już nie
                        zadzwoni. Za dumna jest. Troche chaotyczne są moje wypowiedzi, ale czasami
                        chaos gości w moim uporządkowanym zyciu.
                        • mariuszbednarczyk Re: wracanie do siebie 08.05.07, 20:41
                          nie chodzi o kasę. Jest to kobieta bardzo dobrze zarabiająca.
                          Zmiana "materialna" to zmiana polegająca na tym, że zrobiłem coś co ją zawsze
                          dziwiło, że wcześniej tego nie zrobiłem. Bardzo mocno dziwiło.
                          • kizii Re: wracanie do siebie 08.05.07, 20:45
                            Przepraszam, że się wtrącam :)
                            A powiedz, mówiłeś jej: nie dzwoń, nie pisz już? Może uszanowałaby to i przestała...

                            Pozdrawiam
                        • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 20:43
                          mariuszbednarczyk napisał:

                          > w sumie to nie chciałem tego wiedzieć. Ja naprawdę chciałbym uwolnić się od
                          tej
                          >
                          > kobiety. Zapomnieć. Nie mam takiego podejścia jak akkknes. Myślę racjonalnie.

                          tutaj wazne jest tez co czujesz, a ze nie uporales sie jeszcze z wlasnymi
                          uczuciami to moze trzeba wyszystko do konca wyjasnic? ryzykowne bo taka rozmowa
                          bedzie baaaaaaaaardzo bolesna, ale moze rezultatem beda odpowiedzi na wazne
                          pytania: dlaczego Ciebie oklamywala? dlaczego chce wrocic? dlaczego ja jeszcze
                          kochasz i czy jest to milosc do tej kobiety czy moze tylko do wspolnych chwil i
                          do tego co was kiedys laczylo? to co u akkknes jest jedynym slusznym
                          zachowaniem u Ciebie moze byc tylko ucieczka przed bolem? nie wiem... nie znam
                          sie... tak sobie tylko mysle...
                          • mariuszbednarczyk Re: wracanie do siebie 08.05.07, 20:55
                            na pewno jest to ucieczka przed bólem. Na pewno. Nie chcę z nią rozmawiać już o
                            czymkolwiek. Blisko rok się starałem. Okłamując mnie pokazał mi chyba, że nie
                            ma dla mnie już miejsca. Ja już naprawdę mam dość tego wszystkiego. Od ponad
                            roku przechodzę piekło i naprawdę chcę żeby się to skończyło. Wydaje mi się, że
                            jedynym sposobem na to jest zerwanie kontaktów. Czuję, że jak dalej będe sie
                            starał to znowu przegram. Przez rok nauczyłem jej tego, że to ja się starałem,
                            że to ja przepraszałem itp. Tak dalej być nie może.
                            • mariuszbednarczyk Re: wracanie do siebie 08.05.07, 21:07
                              do pytania gabrysi jeszcze. Ona nie chce do mnie wrócić. Mówi to jej
                              zachowanie, niezdecydowanie oraz to, że 3 miesiące temu powiedziała mi to
                              bardzo wyraźnie i dobitnie.
                              • mariuszbednarczyk Re: wracanie do siebie 08.05.07, 21:26
                                ok dziewczyny, zajmijmy się akkknes. Moja sprawa jest dosyć prosta i ja wiem co
                                mam robić więc na mój temat nie ma co się rozgadywać. Dzięki za wasze rady. Są
                                jak zawsze trafne i rzeczowe. A teraz jak większość prawdziwych facetów idę
                                oglądać naparzankę z wesleyem snipesem na polsacie. Mówie Wam, nie ma to jak
                                dobry film z wesleyem snipesem :)
                              • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 21:29
                                mariuszbednarczyk napisał:

                                > do pytania gabrysi jeszcze. Ona nie chce do mnie wrócić. Mówi to jej
                                > zachowanie, niezdecydowanie oraz to, że 3 miesiące temu powiedziała mi to
                                > bardzo wyraźnie i dobitnie.

                                a, to problem jest troche inny niz mi sie wczesniej wydawalo, a recepte mozna
                                wypisac tylko jedna; przegon babe:) twoj problem, moim zdaniem, polega teraz na
                                tym by odpowiedziec sobe na pytanie: dlaczego wydaje Ci sie, ze nadal ja
                                kochasz. bo to nie jest tak, ze kocha sie za nic i mimo wszystko...
                                milosc bezwarunkowa to mit!
                                • akkknes Re: wracanie do siebie 08.05.07, 22:33
                                  kurna mariusz :> nie badz zlosliwy bo pomysle ze cie gabryska przekabacila :P
                                  u mnie sprawa jest zamknieta - moze i boli ale to ja juz wiem co sie dzieje i z
                                  oszutem byc i zyc nie chce!!
                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 08.05.07, 22:40
                                    a to ze zadzwoni raz na ruski rok albo ze ja RAZ do niego oddzwonie nie znaczy
                                    ze zyje zludzeniami. w czasie jakichkolwiek kontaktow jestem mila az do bolu
                                    nie rozmawiam z nim o niczym waznym ewentualnie gdy jest taka mozliwosc chwale
                                    sie moimi sukcesami :D :D :D
                                    nie mowie ze jestem gotowa na nowa milosc i nowego faceta, poogladalam sobie
                                    dzis jeszcze magde m., ale tym razem nie ryczalam :) wiem ze tak klamac jak on
                                    malo kto potrafi, jednak mi to nie imponuje.
                                    najgorsza prawda jest jednak lepsza od najpiekniejszego klamstwa
                                    • akkknes Re: wracanie do siebie 08.05.07, 22:43
                                      slyszalam i widze po opisach ze cos mu nie wyszlo ma jakies problemy ale tak
                                      ciezko powiedziec sobie samej ze to juz nie moja sprawa... na razie jestem
                                      twarda
                                      • qw994 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 22:48
                                        A nie możesz go wyrzucić z kontaktów gg? Numer pewnie i tak znasz, ale nie
                                        widziałabyś, czy jest obecny i jaki ma opis.
                                        • akkknes Re: wracanie do siebie 08.05.07, 22:53
                                          kurdeee to ze widze jego gg to jeszcze nie znaczy ze do niego od razu pisze i
                                          pytam jak mu pomoc, nie? :)))
                                          kiedys przyjdzie taki czas ze zapomne wszystko - numery daty hasla adresy...
                                          czas wszystko ulozy, prawda...??
                                          • kizii Re: wracanie do siebie 08.05.07, 23:09
                                            Tak, akknes :) czas wszystko zmienia, ale trzeba czasowi dać szansę :)
                                            Przyjdzie taki czas, że zapomnisz hasła etc. Ale ten sam czas spowoduje, że
                                            powiesz sobie: kurcze, ależ byłam durna :D i wiesz co Ci powiem? takie
                                            doświadczenia jak Twoje teraz są bardzo potrzebne, bo uczą.
                                            Tak więc, ciesz się, że masz okazję nauczyć się siebie i świata. I z całego
                                            serca życzę Ci, żeby ta nauka "nie poszła w las".

                                            Pozdrówki :)
                                          • qw994 Re: wracanie do siebie 08.05.07, 23:32
                                            > kurdeee to ze widze jego gg to jeszcze nie znaczy ze do niego od razu pisze i
                                            > pytam jak mu pomoc, nie? :)))

                                            Oczywiście, że nie, ale po pierwsze kusi cię, po drugie gdybyś go nie miała w
                                            kontaktach, nie wiedziałabyś, czy np. jest w domu i nie głowiłabyś się, co może
                                            oznaczać jego opis. Byłoby ci łatwiej.


                                            > kiedys przyjdzie taki czas ze zapomne wszystko - numery daty hasla adresy...
                                            > czas wszystko ulozy, prawda...??

                                            Pewnie! :)
                                            • ilums Re: wracanie do siebie 09.05.07, 04:14
                                              ja tez nie mam zielonego pojecia na czym stoje-to co sie wyrabia w moim zyciu
                                              jest irracjonalne(przynajmniej tak mi sie wydaje). Juz mi sie wydawalo ze
                                              minalem problem i ze moge z usmiechem na ustach spojrzec we wsteczne lusterko i
                                              mu pomachac-a tu wielki buuuuuuu!!!!! Noz ku.. zebym znow ryczal i nie mogl
                                              spac-oczywiscie ksiezna latino mocno umoczyla w tym palce... Co ta laska
                                              wyprawia???? Dzis na zajeciach usiadla obok mnie-po jaki ch..j pytam???? Przez
                                              wiekszosc z nich patrzyla na mnie, zagladala w notatki, wypytywala sie o
                                              cos.... Przeciez mnie nienawidzi i po co to robi-jak slodka musi byc dla niej
                                              ta zabawa??? Az w koncu wypalila z pytaniem na ktore dziecko zna odpowiedz: Co
                                              oznacza slowo "hate" i slodko patrzac na mnie oczekiwala odpowiedzi: Powinienem
                                              byl odpowiedziec: To wlasnie to uczucie ktore do mnie czujesz i ktore mi
                                              sponsorujesz w zamian ze sie w Tobie zakochalem.... ale nie potrafilem i
                                              odpowiedzialem prawde:/// Jestem zalosny!!!! A ona to swietne wykorzystuje i
                                              bawi sie mna jak marionetka. Na szczescie pozostaly jej dwa tygodnie tych zajec
                                              a potem wakacyjna przerwa.

                                              A wiecie co chcialem jeszcze za numer zrobic; widzialem jak sie mna bawi a mimo
                                              to bylo silniejsze i chcialem napisac jej w notatkach: "tesknie za Toba!!!"
                                              I szczerze to nie recze za siebie czy nie zrobie tego w najblizszym czasie!!!
                                              • olga871 Re: wracanie do siebie 09.05.07, 11:23
                                                Ilums przcezytalam twoja historie, z tego co sie orientuje to z Toba bylo
                                                niemalze dobrze? i wystarczyl tylko minimalny konakt z dziewczyna i wszystko
                                                worcilo.To jest przyklad na to ze nie powinniscie sie kontaktowac ze sowimi
                                                bylymi. Dobrze ze niedlugo koniec masz zajec,ale co pozniej??? mieszkacie w
                                                jednym miescie??? masz pewnosc ze ona nie przyjdzie do Ciebie jako "kolezanka"
                                                na twoim miejscu ucieklabym od niej jaknajdalej i probowala zapomniec bo to juz
                                                nie ma sensu.
                                                To samo mariusz... nie wiem jaki jest twoj cel w posiadaniu tych wtapliwosci??
                                                powiedziales tutaj jasno i otwarcie ze NIE CHCE MIEC Z TA KOBIETA NIC WPSOLENGO
                                                no to co za problem odciac sie...ale nie na miesiac ..tylko na o wiele
                                                dluzej.Powiedz jej zeby si eodczepila i koniec.Nie chce jej dawac szansy,nie
                                                chcesz z nia byc,masz jej dosc to badz konsekwentny. Nie widze
                                                problemu,wystarczy jedno twoje slowo zeby sie pozegnac z babbolem.Ale tylko
                                                wtedy jelsi naprawde tego chcesz...
                                                • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 09.05.07, 12:08
                                                  olga871 napisała:

                                                  Nie widze
                                                  > problemu,


                                                  tja...:)


                                                  ps.
                                                  obiecalam, ze na zaczepki reagowac nie bede, ale przestac smiac sie z glupoty -
                                                  taka silna to ja nie jestem:)
                                                  • olga871 Re: wracanie do siebie 09.05.07, 12:36
                                                    yyyy??? widzisz tu jakas zaczepke do siebie???
                                                    a skoro to co napisalam jest glupie to slucham wypowiedz sie dlaczego tak
                                                    uwazasz,bo puki co sensownego argumentu nie wyczytalam a Ty pzreciez (ponoc) nie
                                                    potrafisz byc goloslowna:)
                                                  • olga871 Re: wracanie do siebie 09.05.07, 12:37
                                                    zreszta to samo moglabym powiedziec o twoich poradach,jak widzisz nie robie tego
                                                    bo nie mam ochoty. No ale gabrysi nigdy dosc prawda??? szkoda..myslalam ze Ci
                                                    przeszlo tandetne krytykowanie innych -bez uzycia jakichkolwiek argumentow;)
                                                • mariuszbednarczyk Re: wracanie do siebie 09.05.07, 12:34
                                                  łatwo się pisze. Chodzi o to, że przez 1.5 miesiąca nie miałem kontaktu i
                                                  naprawdę byłem pewny, że z tego powoli wyjdę. Jak pisałem wcześniej wystarczył
                                                  tylko jeden kontakt z jej strony i padłem. Niedawno dzwoniła i pisała na co nie
                                                  reagowałem, ale i tak w głowie się kotłuje. Tego nie przewidziałem, że sam
                                                  telefon czy sms na który nie odpowiem może spowodować takie skutki. Mam
                                                  nadzieje, że moja była zrozumie, że nie chcę się z nią kontaktować i przestanie
                                                  do mnie dzwonić.
                                                  • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 09.05.07, 12:43
                                                    skoro jestes pewny, ze nic z tego nie bedzie to moze warto zmienic numer
                                                    telefonu, albo zablokowac chociaz jej numer na twoim? a wlasciwie to dlaczego
                                                    wciaz Ci serce do niej biegnie? byla pod jakims wzgledem wspaniala czy to tylko
                                                    pamiec wspolnych chwil?
                                                  • mariuszbednarczyk Re: wracanie do siebie 09.05.07, 13:04
                                                    jestem po prostu skołowany. Ciężko mi o niej zapomnieć po prostu. Gdybym kiedyś
                                                    nie zachowywał się jak gó..arz to teraz byłoby super. Po prostu swoim
                                                    zachowaniem przyczyniłem się do tego, że mnie zostawiła rok temu. Żałuje, że
                                                    tak się zachowywałem i to mi nie daje spokoju. Była kobietą wspaniałą, pamięć
                                                    wspólnych chwil też super. oczywiście to co zrobiła, te kłamstwa bardzo mocno
                                                    walneły w głowe. Konkludując, nie wiem co mam robić, tęsknie za nią, ale z
                                                    drugiej strony czuje potworną złość za to co zrobiła. Krzywdziłem ją i ona mnie
                                                    skrzywdziła. To dziwne uczucie jak z jednej strony masz jedną skrajność a z
                                                    drugiej drugą. I nieważne w jaką stronę pójdziesz jest źle.
                                                  • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 09.05.07, 13:25
                                                    mariuszbednarczyk napisał:

                                                    > jestem po prostu skołowany. Ciężko mi o niej zapomnieć po prostu. Gdybym
                                                    kiedyś
                                                    >
                                                    > nie zachowywał się jak gó..arz to teraz byłoby super. Po prostu swoim
                                                    > zachowaniem przyczyniłem się do tego, że mnie zostawiła rok temu. Żałuje, że
                                                    > tak się zachowywałem i to mi nie daje spokoju. Była kobietą wspaniałą, pamięć
                                                    > wspólnych chwil też super. oczywiście to co zrobiła, te kłamstwa bardzo mocno
                                                    > walneły w głowe. Konkludując, nie wiem co mam robić, tęsknie za nią, ale z
                                                    > drugiej strony czuje potworną złość za to co zrobiła. Krzywdziłem ją i ona
                                                    mnie
                                                    >
                                                    > skrzywdziła. To dziwne uczucie jak z jednej strony masz jedną skrajność a z
                                                    > drugiej drugą. I nieważne w jaką stronę pójdziesz jest źle.

                                                    moim skromnym zdaniem najgorsze masz juz za soba: podjales ostateczna decyzje i
                                                    wiesz czego chcesz: chcesz przeszlosc odlozyc na bok i zaczac zycie ukladac od
                                                    nowa. zgadza sie?

                                                    widze jednak dwa problemy:
                                                    1)poczucie winy i zwiazane z tym gdybynie co by bylo gdybym kiedys byl
                                                    inny/zachowywal sie inaczej?

                                                    2)idealizacja kobiety, ktora zrobila Ci niewybaczalne swinstwo

                                                    daj znac czy mam racje, to bede myslec nad tym dalej:)

                                                  • mariuszbednarczyk Re: wracanie do siebie 09.05.07, 13:37
                                                    przerabiałem oba problemy o których napisałaś. Jeśli chodzi o
                                                    pierwszy "problemowy" punkt to za bardzo nie mam się nad czym zastanawiać
                                                    ponieważ wiem, że gdybym się zachowywał inaczej niż się zachowywałem to byłoby
                                                    teraz dobrze. Jeśli chodzi o drugi "problemowy" punkt to idealizacja byłej od
                                                    jakiś dwóch miesięcy przechodzi mi. Problemem można nazwać fakt, że złamała
                                                    mnie bez trudu podczas spotkania zamiast otrzymać porządnego kopniaka. to mnie
                                                    właśnie martwi.
                                                  • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 09.05.07, 14:09
                                                    to nie zupelnie tak. z mojego punktu widzenia wyglada to tak: dlatego, ze nie
                                                    uporales sie z piewszym problemem wynika (twoj) drugi problem.

                                                    napisales, ze gdybys postapil inaczej to wszystko byloby "dobrze", a to
                                                    przeciez nie moze byc calkiem prawda, albo zle sformulowales swoja sytuacje.
                                                    jesli bowiem tylko z powodu twojego zachowania kiedys ta kobieta pozniej przez
                                                    pewien czas Ciebie oklamywala, to by znaczylo, ze nie ma w tym jej winy, a Ty
                                                    sie niepotrzebnie tych klamstw czepiasz.

                                                    a jesli nie mozna wszystkiego polozyc na karb twojego zachowania kiedys, to
                                                    prawdopodobnie i tak nie byloby teraz dobrze - prawdopodobnie i tak zranilaby
                                                    Ciebie w taki czy inny sposb, wczesniej czy pozniej. moze gdyby byla taka
                                                    wspaniala kobieta (jaka w niej teraz widzisz) to albo by wybaczyla i budowala
                                                    zwiazek z Toba na nowo, albo doszla do wniosku, ze nie potrafi wybaczyc i
                                                    odeszla...

                                                    zatanow sie wiec na ile faktycznie jest w obecnej sytuacji twoje winy i
                                                    zachowaj sie adekwatnie.
                                                  • mariuszbednarczyk Re: wracanie do siebie 09.05.07, 15:01
                                                    zdecydowanie bardziej zgadzam się z trzecią częścią Twojego postu. Jeśli byłaby
                                                    wspaniałą kobiatą to by wybaczyła a nie doprowadzała do tego do czego
                                                    doprowadziła. Nic dodać, nic ująć. co do mojej winy to zastanawiałem się ile
                                                    jej jest. Na pewno dużo, ale przecież przez ten rok "spłaciłem swoje długi".
                                                  • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 09.05.07, 16:43
                                                    jestes facetem, ktory zdecydowanie lubi kierowac sie w zyciu rozsadkiem, wiec
                                                    wprowadz jakis lad w swoj sposob rozumowania:

                                                    1)swoje winy, jak sam napisales, miales juz czas splacic, wiec nie ma co do
                                                    tego wracac, bo najprawdopodobniej nie maja prawie zadnego wplywu na obecna
                                                    sytuacje.

                                                    zgadza sie?

                                                    2) z punktu pierwszego jasno wynika, ze wasz zwizek nie ma szans na przyszlosc
                                                    takze, jesli nie przede wszystkim, z powodu kobiety, ktora Ciebie przez dlugi
                                                    okres (jak twierdzisz) z premedytacja oklamywala

                                                    3) a z punktu drugiego wynika, ze nie jest kobieta, ktorej cudowne cechy
                                                    charakteru nalezy rozpamietywac, a wrecz przeciwnie. wyglada na to, ze nie
                                                    mozna jej zaufac

                                                    jesli bedziesz powtarzal ten cykl rozumowania wystrczajaco czesto, to w koncu
                                                    twoje uczucie do tej pani (niepodlewane wspomniniami) stopniowo umrze smiercia
                                                    naturalna...
                                                    tak sadze:)

                                                  • mariuszbednarczyk Re: wracanie do siebie 09.05.07, 17:36
                                                    ad.1
                                                    Zgadza się.

                                                    ad.2
                                                    Zgadza się.

                                                    ad.3
                                                    Cudowne cechy charaktetu jakie posiada chodzą mi po głowie. Pewne jest, że nie
                                                    można zaufać. Wszystko się zgadza.

                                                    W sumie nie wiem co mogę jeszcze dodać.

                                                    Ostatni akapit będę sobie powtarzał jak mantrę. Mądre jest wszystko co piszesz.
                                                    Twoje wypowiedzi charakteryzują się zdecydowaną logiką na terenie w którym
                                                    logika ma bardzo mało do powiedzenia.
                                                  • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 09.05.07, 17:48
                                                    mariuszbednarczyk napisał:


                                                    > ad.3
                                                    > Cudowne cechy charaktetu jakie posiada chodzą mi po głowie. Pewne jest, że
                                                    nie
                                                    > można zaufać. Wszystko się zgadza.


                                                    jeszcze jedno: ktos, komu nie mozna zaufac, z definicji nie jest "cudowny".
                                                    moze byc wredny, glupi, okrutny - ale cudowny juz nie... oczywiscie kazdy z nas
                                                    klamie od czasu do czasu, ale co innego kiedy zadzwonisz do pracy, ze jestes
                                                    chory bo musisz cos waznego zalatwic na miescie, a co innego jak oklamujesz z
                                                    czystego wyrachowania ukochana osobe. oczywiscie mowie ogolnie - wasza sytuacje
                                                    znam tylko z twojej strony (trudno powiedziec, ze dobrze), wiec nie smialabym
                                                    wydawac ocen ani wyrokow.


                                                    > Ostatni akapit będę sobie powtarzał jak mantrę. Mądre jest wszystko co
                                                    piszesz.

                                                    mow do mnie tak jeszcze:)))


                                                    >
                                                    > Twoje wypowiedzi charakteryzują się zdecydowaną logiką na terenie w którym
                                                    > logika ma bardzo mało do powiedzenia.

                                                    szewc bez butow chodzi:P
                                                  • julia0001 Re: wracanie do siebie 23.05.07, 19:58
                                                    Witajcie :) Gdzies mi przemknal problem samotnosci w Warszawie...:) znam to
                                                    doskonale, mieszkalam w niej tylko rok, ale to byl najbardziej smutny i samotny
                                                    rok w moim zyciu, mimo ze mialam mezczyzne u boku...i piekne mieszkanko, ktore
                                                    zal bylo zostawiac, ale podjelam decyzje...i po roku spontanicznie, nagle,
                                                    bardziej cos przeczuwajac niz myslac, rzucilam wszystko co w Warszawie mialam,
                                                    studia...i przeprowadzilam sie do Torunia, odkrylam ze samotnosc to nie tylko
                                                    ludzie, to tez miasto, atmosfera miejsc...cala aura jaka towarzyszy miastu i w
                                                    nim naszemu zyciu, to przelotne spojrzenia ludzi mijanych na ulicy, chwile
                                                    rozmow z nikim waznym w sklepie...i wiele wiele wiecej, teraz jestem
                                                    szczesliwa, miewam chwile samotnosci, ale juz nie takie mroczne i czarne,
                                                    tworcze...mimo ze nie mam wokol siebie tlumu ludzi. Pozdrawiam i zyce odwagi w
                                                    realizowaniu marzen, wszystko jest mozliwe...warto czasami pomyslec o
                                                    calkowitej zmianie zycia, o wyprowadzce do innego swiata i stworzeniu w nim
                                                    siebie i swojego zycia na nowo.
                                                  • olga871 Re: wracanie do siebie 09.05.07, 12:44
                                                    mariusz zastanow sie tak spokojnie czego naprawde chcesz. Jesli juz jstes pewien
                                                    ze to nie ta kobieta,ze nie bedziesz z nia ze jej nie chcesz, to nie pozwol sie
                                                    tym zameczac i dreczyc.Nie daj sie wybic z tego co juz uzyskales. Z tego co juz
                                                    wiem jestes stanowczy wiec nie powinno sprawic ci problemu powiedzenie tej pani
                                                    zeby ci dala spokoj. Ale wlasnie...musisz wiedziec czy naprawde wlasni etego
                                                    chcesz i dopiero zaczac dzialac.
                                                    Albo ulegniesz uczuciom...albo posluchasz tego co rozum ci mowi.
                                                  • mariuszbednarczyk Re: wracanie do siebie 09.05.07, 13:08
                                                    ja wiem czego chcę. Na powrót do siebie nie ma już szans. Chodzi o to, żeby
                                                    jakoś płynnie z tego wszystkiego wyjść. To spotkanie i jej próby kontaktu
                                                    spowodaowały, że znowu wróciłem do punktu wyjścia :) Ale trudno trzeba ponownie
                                                    wystartować.
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 09.05.07, 19:34
                                                    czesc :)
                                                    generalnie u mnie pewnie jest to samo co u mariusza - przeczytalam dyskusje
                                                    mariusza i gabrysi, ale udaje twarda sama przed soba i chyba powoli ta rola
                                                    wchodzi mi w krew wiec sadze ze bedzie cacy :) promotor przyjal prace, ja jak
                                                    wstalam 12godzin temu tak dalej jestem na nogach a teraz lece do pracy - czyli
                                                    wszystko w moim zyciu wraca do normy :))) spanie po 3godziny, milion zajec i
                                                    wszystko zdaze zrobic :))) i mimo ze juz dzis mi sie nie chce w piatek lece na
                                                    piwo i plotki ;))
                                                    qw przeczytalam tez twoje wczorajsze odpowiedzi i wiem ze masz racje, ale ja
                                                    sobie czekam az czas sam wszystko ulozy zeby mi kiedys nie odbilo ze ja cos nie
                                                    tak zrobilam na samej koncowce ;)))
                                                    a kropki przed borzenka wczoraj nie zauwazylam - tak sie wkurzylam! borzenka
                                                    przepraszam, bylam nawet zdziwona bo pamietam ze jako jedyna widzialas sens w
                                                    tym co robie...
                                                    ilums nic jej nie pisz
                                                    magda wracaj
                                                    olga zluzuj z gabryska juz sie nie kloccie :))) kobity wy moje co ja bez was
                                                    bym zrobila, nawet czasu na papieroska nie mialam dopiero teraz chwilowy
                                                    relaks, czas wypic konska dawne red bulla i gnac do pracy :))))
                                                    ps trzymajcie kciuki - jutro mam rozmowe o prace <boje_sie>
                                                  • madziuuunia Re: wracanie do siebie 10.05.07, 12:49
                                                    Akkknes po co ja mam tutaj wracac?przczytalam wszystko co zostalo napsiane i nie
                                                    widze najmniejeszego sensu kontynuowania pisania.Ktos i tak wciaz podwaza moj
                                                    nick, jestem postrzegana jako Olga , borzenka z kropka i nie wiem czy nie
                                                    jeszcze jako ktos .No nie mam ochoty czytac czegos takiego,zreszta domyslam sie
                                                    ze co bym nie napisala teraz, zostanie ostro skrytykowane i wysmiane.Dlatego w
                                                    moim mniemaniu dawanie Tobie czy komukolwiek innemu wskazowek jest bezesnu. Nie
                                                    mam ochoty byc lapana za slowka i podsumowywana w podly sposob.
                                                    Cala ta sytuajca ktora wynikla przedwczoraj i wczoraj wydaje mi sie zanadto
                                                    dziecinna zebym miala tutaj w dalszym ciagu pisac. Takie opowiesci o smokach z
                                                    jednej strony mnie to rozbawily a z drugiej zniechecily.Jeden wielki cyrk.
                                                    Jak chcesz moge Ci odpowiadac na priva bo tutaj nie widze zadnych plusow swojego
                                                    pisania. Moze nie zawsze pisze adekwatnie i wg innych moje rady sa glupie,ale
                                                    nikt nie bedzie podwazal tego co czuje i co mysle. To tak jakbym dostala w twarz
                                                    za to ze wogole sie odzywam i smiem powiedziec o swoich odczucia do Twojej
                                                    sprawy...wybacz wg mnie to zalosne. Tylko czlowiek bez serca potrafi wlasnie tak
                                                    traktowac innych.To forum juz nie jest miejscem dla mnie.

                                                    Nie naleze do osob twardych,ktore ostro reaguja na niektore sytuacje miłosne
                                                    dlatego momentami rozumiem co kotluje ci sie w glowie.A tak po prawdzie to tylko
                                                    osoby ktore nie przezyly prawdziwej milosci,ktore nie sa zdolne do kochania
                                                    potrafia byc bezwzgledne w takich sprawach.Dodam rowniez ze to zalezy jeszcze od
                                                    sytuacji,bo na Twoim miejscu,po tkaim czasie faktycznie chyba dalabym sobie
                                                    spokoj i odcielabym sie.Dla mnie taka sytuacja nie wrozylaby zandej przyszlosci
                                                    dlatego wzielabym sie za siebie i konsekwentnie zaczela zapominac o tym
                                                    czlowieku i o zwiazku. A ze u mnie wszystko wyglada calkiem inaczej, ze moj ex
                                                    chce wrocic ,zlauje wszystkiego co mi wyrzadzil,wyraza wstyd i skruche oraz
                                                    stara sie naprawic bledy....to mnie zmusza do calkiem innego podejscia do
                                                    sprawy.Nie potrafie sobie juz wmawiac ze go nie chce,ze przestaje kochac.Kocham
                                                    go i to mi przeszkadza wlasnie w takiej dyscyplinie jakiej powinnam sie
                                                    trzymac.Tego juz nie zmienie bo musialabym dzialac wbrew swojej naturze a tak
                                                    nie potrafie. Pozdrawiam i sciskam:)
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 10.05.07, 18:12
                                                    magda, to chociaz raz na ruski miesiac napisz co u ciebie - bo cos czuje ze
                                                    duzo sie pozmienia :>
                                              • qw994 Re: wracanie do siebie 09.05.07, 20:02
                                                Dzis na zajeciach usiadla obok mnie-po jaki ch..j pytam???? Przez
                                                > wiekszosc z nich patrzyla na mnie, zagladala w notatki, wypytywala sie o
                                                > cos.... Przeciez mnie nienawidzi i po co to robi-jak slodka musi byc dla niej
                                                > ta zabawa???

                                                Trzeba było się przesiąść! Taki afront byłby bolesny.
    • kolejny_forumowicz Re: wracanie do siebie 09.05.07, 19:35
      niesamowite!

      wypbraźcie sobie co musiałam poczuć, kiedy właśnie przed chwilą tu weszłam...

      bowiem od ponad miesiąca nie mam monitora (przepalił się;P) tak więc nie mogłam
      wchodzić na moje ulubione forum i przed dłu ższy czas tu nie zaglądałam...
      ostatnim razem było to właśnie jakiś miesiąc temu albo i dużo dłużej...

      wtedy post akkness liczył około 350ciu odpowiedzi.

      teraz liczy 1410!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

      1410! a nawet sama jego autorka już nie przesiaduje w nim zbyt często;) oto jak
      zwykłe zawołanie o radę jednej dziewczyny pociągnęło za sobą 1410 odpowiedzi! to
      jest przerażająco dużo według mnie!!! forum zmieniło się w poradnię
      psychoterapeutyczną i miejsce wyznań najbardziej osobistych problemów;)

      czy to źle? nie, wcale tak nie uważam. tylko że spójrzcie na siebie teraz,
      "zaproblemieni" forumowicze, po ponad czterdziestu dniach wyżalania się i
      przyjmowania dobrych rad... czy coś się w waszym życiu zmieniło?

      piszcie sobie dalej. ale według mnie przyszedł już czas żeby "ruszyć dupę" i
      zacząć sobie układać życie. forum było bardzo pomocnym miejscem dla wymiany
      porad, podniesienia się wzajemnie na duchu itp. - ale według mnie jeśli chcecie
      się kiedykolwiek wyleczyć ze swoich "chorych miłości" to musicie to zrobić raz a
      dobrze.. natomiast z tego co widzę to tylko piszecie sbie nawzajem jak to
      beznadziejnie dzisiaj/wczoraj/tydzień temu postępiliście. trochę samodyscypliny,
      dziewczyny i chłopAKI! ;)

      nie oczekuję odpowiedzi bo i tak wiem, że ostro zjedziecie moją wypowiedź ;P ja
      już cichutko odchodzę i nie będę wam więcej du*y zawracać... ale przemyślcie
      sobie to wszysttko. pozdrowienia dla wszystkich!!

      • akkknes Re: wracanie do siebie 09.05.07, 19:48
        hej, nie wiem ile dni minelo, nie licze ich...
        czy cos sie zmienilo przez ten czas? tak, wszystko!!
        tylkiem ruszam ciagle, i dlatego wlasnie nie przesiaduje tu zbyt czesto, poza
        tym wrocilam do codziennosci - szkola praca dom znajomi czas wolny :))
        czas ulozyc sobie zycie na nowo - tak, na pewno, ale nic na sile. uklada mi sie
        teraz, po co mam to zmieniac, po co mam napisac ze jest superhiperekstra i ze
        sie zegnamy, nikt i tak by mi nie uwierzyl, bo zdazyli mnie za
        dobrze 'poznac'...
        fajnie jest tutaj napisac co sie dzieje i bez emocji uslyszec jak to wyglada.
        niezaleznie czy pochwla czy skarcenie ozwala wrocic do pionu, spojrzec na
        wszystko z dystansem.
        pozdrawiam, zycze zeby monitor zostal na swoim miejscu :D
        • qw994 Re: wracanie do siebie 09.05.07, 20:07
          Mam wrażenie, że masz całkiem dobry nastrój od jakiegoś czasu, prawda? :)
          • akkknes Re: wracanie do siebie 10.05.07, 18:13
            cholera, qw, nawet sie nie staram, tak samo sie jakos :))

            nie powiem zeby bylo mi z tym zle ;))))
            lece do pracy
            • qw994 Re: wracanie do siebie 10.05.07, 20:10
              No to SUPER :)))
    • timbunia Re: wracanie do siebie 11.05.07, 11:10
      nie napiszę który to dzień bo sama juz nie wiem. wiem, ze zycie po porzuceniu
      wcale nie jest fajne. nie wiem czy kiedykoleiwk dojdę do siebie. żyje bo boję
      sie umrzeć. odszedł J., dzisiaj odeszła moja ukochana świnka morskie - tak
      nagle wczoraj zachorowała - weterynarz nic nie pomógl. zwalają mi sie problemy
      na głowę, sypie mi sie na całehj linii. zadzwoniła dziś do niego... okropnie
      czuć że nic nie znaczysz dla drugiego człowiekaa- kompetnie nic. chcę
      umrzeć...siedze w rpacy, ryczę nie mam siły ju zna to wszystko.
      • kizii Re: wracanie do siebie 11.05.07, 11:19
        timbunia, tak mi przykro :( z powodu świneczki.
        Nie chcesz umrzeć! nie mów tak...
        Napisałam ci na priv namiar na dobrą p. psycholog, proszę zadzwoń do niej
        chociaż... nie bój się
        I wiesz, nie dzwoń do niego już. Ja wiem, że to trudne, ale upewnianiem się o
        jego obojętności tylko pogarszasz swój stan
        Nie napiszę Ci "głowa do góry", bo to nic nie da, ale jeżeli można Ci jakoś
        pomóc chociażby rozmową to służę :)

        Pozdrawiam
        • timbunia Re: wracanie do siebie 11.05.07, 11:28
          Dziękuję, swinka była nota bene prezentam od niego. wszystko jest tak jakby ze
          swoim odejściem zabierał wszystko - co mi podarował - a zostawił pustkę i ból
          nie dozniesienia...

          niestety nie otrzymałam od ciebie tego maila - pewnie poczta gazetowa nawala..
          jesli możesz jeszcze raz prześlij.
          • kizii Re: wracanie do siebie 11.05.07, 11:32
            Wysłałam jeszcze raz, mam nadzieję, że tym razem dojdzie.

            :)
            • psychpsych Re: wracanie do siebie 11.05.07, 17:13
              Timbunia!
              Nie trać chęci do życia. Patrz wokół - wiosna, tyle ludzi jest nieszczęśliwych,
              ale się uśmiechają, szukają na siłę swojego malutkiego szczęścia. Nie dzwoń do
              tego swojego byłego, bo jeśli teraz zareagował obojętnie, to nie jest dobrym
              człowiekiem. Ja choć jestem obca i Cię wogóle nie znam łączę się w twoim bólu
              po straci świnki - ale nie jego. Powinien Cię wesprzeć, jeśli pozostałby choć
              przyjacielem.
              Timbunia! Rzuć Ty tego swojego byłego. Powiedz sobie, że to Ty z niego
              zrezygnowałaś, a nie on Ciebie. Jaką byś miała podporę w życiu jak w takim
              momencie jak teraz się czujesz - tak by twój mąż zareagował.
              A świnka - powiedz sobie, że jak była chora to pewnie lepiej, że się nie męczy.
              Szkoda stworzonka, ale na pewno gdzieś na Ciebie patrzy w tym "zwierzątkowym "
              świecie i jest jej lepiej niż tu.
              A ty żyj dalej i znajdź sobie kogoś, komu trzeba pomóc lub kim się trzeba
              opiekować: blisa osoba, koleżanka, pies, kot.
              Jesteś potrzebna tu na ziemi, aby innym dawać miłość.
              Pozdrawiam.
              Jak masz ochotę pogadać nie na forum, to wyślij mi maila.
              • akkknes Re: wracanie do siebie 12.05.07, 14:41
                siemka :)
                psychpsych - mysle ze ta ostatnia twoja rada powinna pomoc timbuni... ja tez
                cos w tym stylu sobie 'zaaplikowalam'... co by nie bylo, jak bym sie nie
                starala i nie oszukiwala, gdzies tam z tyly glowy mialam jakas glupia (bo dzis
                juz wiem ze glupia naprawe!) mysl. no i dopiero jak pomyslalam - ok, on sie
                spotyka z ta mala japoneczka pol roku, mnie puszcza bokiem i robi wszystko zeby
                bylo tak jak 'ja chce' (czyli te moje nadzieje i nie odcinanie sie)... a ja
                dalej biernie czekam, wszystko przyjmujac od niego jak prezent... zbaczylam to
                czego nie powinnam zobaczyc zeby dalej zyc w nieswiadomosci... i rzeczywiscie
                powiedzialam ze sobie ze to JA z kim koncze na wieki wiekow amen. minelo ile ze
                dwa tygodnie? i jest dobrze, zeby nie zapeszyc - bardzo dobrze :)
                mogl wiecej niz by chcial ale jednak zdecydowal sie na japoneczeke z grzybica
                pochwy i na psychotropach - i ok, teraz juz przyjelam to do wiadomosci i teraz
                to sobie juz mysle ze sa oboje siebie warci :))))

                a wczoraj calkiem niechcacy na imprezie spotkalam kolege z ktorym sto lat sie
                nie widzialam i jak on sie zapytal czy mam chlopaka to mu z przyzwyczajenia
                powiedzialam ze tak. i za chwile o jezu nie sorry nie mam :) on sie tak
                popatrzyl pyta czemu i w ogole, powiedzialam prawde: ze mnie oszukiwal. on
                zaptytal jak sobie z tym radze i czy jest ok, powiedzialam ze tak, minelo juz
                pol roku i jest ok, poza tym ciagle jakis adorator sie kreci :))) fajnie bylo ;)
                • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 12.05.07, 23:26
                  Akkknes, tak trzymaj:) Tylko nie rób więcej takich wpadek, bo jesteś teraz
                  wolnym strzelcem i jesteś szczęśliwa, a nie użerasz się z jakimś kłamcą;)
                  • akkknes Re: wracanie do siebie 13.05.07, 00:26
                    heheh spoko spoko, trzymam sie :)
                    a ta akcja z tym ze powiedzialam ze tak mam faceta to normalnie nie wiem skad
                    mi sie wziela :P dobrze ze sie ogarnelam szybko :))))
                    moze pusci witki i mi kogos sam naprowadzi ;)
                    byle nie takiego klamczucha!!
                    e tam ja teraz jestem zalatana zabiegana - w sumie to dobrze bo nie mam czasu
                    myslec o glupotach :)
                    lece spac <papa>
                    • akkknes Re: wracanie do siebie 13.05.07, 19:09
                      dzwonil dzis do mnie byly romeo... oh boze jak on zaluje ostatniego pol roku!!
                      jak mu wszystko nie wychodzi!! o jezu jak zle niedobrze i w ogole... wszyscy mu
                      mowia ze sie zmienil... ze mu tak zle idzie...
                      nie powiem zeby sprawialo mi to przyjemnosc ale jakos tak bez emocji
                      przyjmowalam jego wyznania... opowiedzialam mu jak fajnie mi sie pracuje, ze
                      sesja powoli do przodu, ze dostalam staz, ze skonczylam pisac prace, ze gdzies
                      tam bylam ,cos tam widzialam...
                      generalnie najchetniej chcialabym mu sie pochwalic ze bez niego udaje mi
                      wszystko, ze wszystko idzie NIE po jego mysli, ze jest dobrze...

                      a teraz przesyla mi smsa ze zyczy zdrowka i caluje.
                      grrrrr nie dam sie nabrac, widocznie marysia uczy sie do matury i nie ma czasu
                      pojechac z nim jako specem od majtek po nowa bielizne!!
                      niestety jesli chcial mi namieszac w glowie to mu nie wyszlo :D
                      pozdrawiam
                      • qw994 Re: wracanie do siebie 13.05.07, 20:08
                        Akkknes - po prostu super! :)))
                      • akkknes Re: wracanie do siebie 13.05.07, 20:18
                        boze qw, ja nie poznaje sama siebie... nie wiem, jeszcze miesiac temu
                        skakalabym do gory z radosci i miala nadzieje nie wiem na co, juz bym sie
                        cieszyla a teraz to tak naprawde nie robi na mnie wrazenia. scieka po mnie jak
                        po kaczce.
                        chyba naprawde dostalam duza lekcje od zycia, trudno bylo zdac z tego egzamin,
                        mialam pare podejsc do tego egzaminu ale chyba go zdalam, nie?
                        grunt ze swoje wnioski wyciagnelam.
                        cholera, naprawde NIE ciesze sie ze mu cos nie idzie, ze ma problemy - ale
                        kurde, sam zaczyna sie platac w tych swoich klamstwach.
                        ciekawe kiedy zrozumie ze takie oszukiwanie nie ma sensu?
                        • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 13.05.07, 20:43
                          Akkknes... kolesiowi sie nudzi, poza tym czuje, ze mu uciekasz, a fajnie było
                          jak były dwie na każde zawołanie...
                          Zachowywujesz się bosko:) I mam nadzieję, że teraz rozumiesz, że chyba jednak
                          mieliśmy rację, nie? Cieszę się, że w końcu, nareszcie poszłaś po rozum do
                          głowy. Trochę ci to zajęło, ale na pewno też dużo Cię to nauczyło.
                          Prawie zdałaś. Zdasz, jak nie skusisz się na jego miłe słówka... bo pewnie będą,
                          skoro uciekasz...
                          Zrozumie, nie zrozumie to już nie jest Twoja sprawa. Ciesz się swoim życiem i
                          nie daj jakiemuś byle komu go sobie zmarnować:)
                          • akkknes Re: wracanie do siebie 13.05.07, 21:44
                            kaktusica, skusic na glupie czule slowka juz sie nie dam, bo juz nie jestem tak
                            glupio naiwna!
                            Czy teraz rozumiem ze mieliscie racje? Pewnie ze rozumiem! I wiesz co? Zdaje
                            sobie sprawe ze bez WAS nie udaloby mi sie dojsc tu - tu gdzie teraz jestem.
                            Sama platalabym sie w tym labiryncie klamstw i sama sobie dalej wmawiala bog
                            wie jakie cuda. A tak wystarczylo pare komentrzy - nie oszukujmy, niektore tez
                            bolaly ale tylko dlatego ze byly prawdziwe... Ja sama w tym wszytkim
                            zapominalam o wielu przykrosciach i klamstawach ktorymi mnie karmil, i dopiero
                            jak ktos mi tutaj przypomnial taka mala szpilka pod biodro o czyms z
                            przeszlosci, o czym sama tu pisalam, otwieraly mi sie oczy.
                            Nie oszukujmy sie, sukces sukcsem, ale nie poradzilabym sobie sama :)) Za co
                            bardzo Wam wszystkim DZIEKUJE :))

                            PS Mimo wszystko nikomu nie zycze takiej 'przygody'...
                            • akkknes Re: wracanie do siebie 14.05.07, 20:53
                              yyy wiecie co? najtrudniej jest na samym koncu drogi... pisal cos dzis do mnie
                              na gg, cos o pracy ale ja bylam zajeta, odpisalam mu za pare minut i cisza.
                              wiec poczkalam jeszcze troche i napisalam ze widze ze jest zajety wiec lece. i
                              wchodze teraz a on mi mowi ze byl na dworzu i gadal przez telefon.
                              na chlopski rozum - gdyby to byla rozmowa sluzobowa to nie wychodzilby na dwor,
                              poza biuro, nie?
                              nie mowie ze to szpilka pod biodro, bo przy nim akurat to zlalam, ale taka fala
                              wspomnien gdzies mi tam zaswitala.
                              a jeszcze wczoraj spiewal ze zaluje ostatniego pol roku. haha
                              dobrze ze od jutra zaczyna mi sie mlynek, to nie bedzie czasu na myslenie o
                              glupotach.
                              na razie na koncu jezyka mam to, ze kiedys mi powiedzial, ze nigdzie nie
                              wychodzilismy... a teraz kiedy nie wejde na gg, to on siedzi tam, siedzi jako
                              dostepny. widze ze marysia mu fajne wieczory organizuje, skoro - bo do mnie
                              mial godzine do niej 10min - tak sobie na gg siedzi... ale wiem tez ze nie moge
                              mu nic takiego napisac bo dopiero wtedy dalabym mu niezla satysfakcje.
                              pozdrawiam upalnie
                              • akkknes Re: wracanie do siebie 14.05.07, 20:54
                                o cholera wlasnie polazl z tego glupiego gg ;)))
                                • qw994 Re: wracanie do siebie 14.05.07, 21:08
                                  A może jednak go wyrzucisz z tych kontaktów? Chyba ciągle go obserwujesz...
                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 14.05.07, 22:49
                                    nie :)
                                    teraz wlazlam znowu na swoje gg a on mi napisal ze to nie tak, czyli ze
                                    wydawalo mi sie tylko ze mam paranoje, wszystko jest ok, on dalej siedzi na
                                    dupie przed kompem. haha ale ma teraz imprezowe zycie :)
                                    • timbunia Re: wracanie do siebie 17.05.07, 21:26
                                      witajcie, widzę że ucichło - chyba to dobrze - znaczy ze moze życie się zaczyna
                                      układać powolutku. Ja żyję teraz z dnia na dzień. Nie potrafię wybiegać w
                                      przyszłość. Nie płaczę, ale śmiać się już nie potrafię. Wszystko w środku boli,
                                      w nocy śni mi się uśmiechający się do mnie J. Nie wiem ile będzie to u mnie
                                      jeszcze trwało, ale jakoś nie widzę, żebym umiała GO przestać kochać :(
                                      • akkknes Re: wracanie do siebie 17.05.07, 21:44
                                        timbunia,
                                        wiem ze teraz trudno w to uwierzyc, ze ciezko przezyc kazda minute bez tego
                                        drugiego, ze wszystko sie kojarzy, swiat jest w czarnych barwach, nic sie nie
                                        chce, nie ma planow i jutra...
                                        nie pisze zeby zmusic Cie do czegos, na sile wmowic - chociaz jak sama sobie
                                        cos wmowisz bedzie lzej - pisze, zebys miala namacalny dowod - wszystko da rade
                                        przejsc. niemozliwe stanie sie ktoregos dnia mozliwe.
                                        jesli masz jakies watpliwosci przeczytaj wszystkie moje wpisy, zobacz co ja
                                        przechodzilam i pamietaj ze i tak nie pisalam tu o wszystkim, a tylko o czesci.
                                        ja wiem ze to mamy calkiem inne historie, ale ja tez zylam z dnia na dzien i
                                        nie wierzylam ze jak sie obudze bedzie jutro, dla mnie byla tylko czarna dziura.
                                        nie wiem kiedy to wszystko sie zmienilo, kiedy przejrzalam na oczy albo
                                        zdobylam sile - nie wiem. wiem ze wszystko dzieje sie po cos.
                                        dostalam kopa w tylek, nauczke na przyszlosc, wnioski wyciagnelam, podnioslam
                                        sie, zyje dalej. a wygladalam jak wrak a nie 22letnia dziewczyna.
                                        trzymaj sie.

                                        gabryska z tego co pamietam powinnam mi tu teraz przyznac racje ze sie
                                        podnioslam z tego upadku, watek nie rosnie w sile w zastraszajacym tempie, nie
                                        dzwonie, nie pisze, nie odpisuje, nie szukam kontaktu, w sumie to nie pamietam
                                        co jeszcze zakazanego robilam jak bylam mloda i glupia ;)
                                        • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 18.05.07, 15:09
                                          Timbunia, wszystko da się przejść... Na pewno Ci się uda. Spójrz na nas. Na
                                          Akkknes, Madzię, mnie też... Jeszcze trochę czasu musi upłynąć. Ale kiedyś to
                                          się zmieni. Na pewno.

                                          Akkknes, bardzo się cieszę, że z tego wyszłaś... W pewnym sensie można
                                          powiedzieć, że się nam udało:) Nam w sensie wszystkim tu piszącym... I Gabrysia
                                          też odniosła swój mały sukces:)
                                          Trzymaj tak dalej, tyle Ci powiem. I powodzenia.
                                          Pisz co u Ciebie:) I tak:) i niekoniecznie o nim, ale może o nowym?
                                          • psychpsych Re: wracanie do siebie 18.05.07, 15:21
                                            Kochane Dziewczyny!
                                            Przyczajona czytałam posty, ale nie pisałam. Cieszyło mi Wasze milczenie. Bo to
                                            znaczyło, że zapominacie o wątku i żyjecie swoim życiem. Cieszę się. Akknes,
                                            Madzia, Timbunia - życzę Wam dużo szczęścia w życiu i tym miłosnym też. A może
                                            założymy inny wątek. np, Zadowolonych z życia kobiet? Skąd jesteście? Jak z
                                            Warszawy, to może byście kiedyś do mnie wpadł? ma kawkę.
                                            Pozdrawiam Psycha
                                            • bonz07 Re: wracanie do siebie 18.05.07, 16:18
                                              Czuje się dziś jakby mi ktoś wbił nóż prosto w plecy i kilkanaście razy
                                              przekręcił...

                                              • akkknes Re: wracanie do siebie 19.05.07, 16:33
                                                czesc :)))
                                                zastanawialam sie czy ktos mi jeszcze w ogole odpisze :)
                                                psychpsych ja akurat jestem z wawy, a co do watku - zadowolona z zycia... hm...
                                                jeszcze nie teraz, jeszcze nie wiem jak moja operacja, nie wiem jak obrona, co
                                                z magisterka, pozniejsza praca...
                                                kaktusica - o nikim nowym nie mam co pisac, bo jakos nawet sie nie rozgladam.
                                                boje sie. dzis przegladalam jakas gazete i byl kupon rabatowy do gorseterii - i
                                                wiecie co sobie przypomnialam? ze jeszcze w styczniu chodzilam z moim eksem po
                                                arkadii i on mi mowil ze 'byl ostatnio'w tym sklepie i tam nic nie ma. i ja
                                                sobie nawet nie skojarzylam ze on wtedy gacie tej malej japonce wybieral. jezu
                                                jaka ja bylam juz nie tylko slepa ale i glucha!!
                                                dzis to nie mam czasu, ale po weekendzie musze wygospodarowac chwilke i
                                                wypieprzyc te resztki jego rzeczy ktore laskawie wrzucil mi do szafy.
                                                czasami mam do siebie i mojej glupoty taki zal ze az dupe sciska.
                                                probowalam sluchac piosenki markowskiej 'swiat sie pomylil' i odnalezc w niej
                                                odbicie swojego zycia. i stwierdzilam ze to nie to :) co jakis czas slucham
                                                jamelii 'no more' i od razu mi lepiej.
                                                bonz07 rozumiem ze ciebie dzis spotkalo cos na ksztalt tego co ja przezywalam
                                                pol roku temu? wydaje mi sie ze wiem co czujesz, ale moge ci powiedziec jedno:
                                                boli ale da sie przezyc, dzis tez juz wiem ze lepiej raz a mocno niz kilka razy
                                                a lekko. od razu definitywne ciecie i tyle. nie sluchac obietnic, przysieg, nie
                                                rozpamietywac. zobacz na mnie: ja mialam w walentynki dostac pierscionek a
                                                uslyszalam ze to juz nie nasze swieto. dodam ze wtedy wrocilam akurat ze
                                                szpitala i potrzebowalam go. w zeszlym roku jak mialam urodziny to gral w ogame
                                                jak ja dmuchalam przy gosciach swieczki na torcie - dobrze ze teraz mnie to
                                                ominie.
                                                ostatnio w koncu powoli 'otwieram sie' i mowie ludziom ze mnie i jego juz nie
                                                ma. i slysze ze dobrze. ze mam byc twarda i zeby mi rura nie zmiekla ;) nie
                                                zmieknie, nie ma szans. podobno jak pojde na studia uzupelniajace poznam
                                                kogos :D naprawde lepiej sie czuje jak koledzy mi mowia ze on zostawil cos
                                                waznego. jak mowi mi to jakis facet - z ktorym w sumie za duzo nie przebywam
                                                albo dla odmiany czlowiek ktory zna mnie cale zycie i widzial mnie w roznych
                                                sytuacjach to od razu rosna mi skrzydla. bo eks mi zawsze mowil ze jestem
                                                nieporadna zyciowo, ze sobie nie poradze, ze to ze tamto. nigdy mi nie
                                                powiedzial ze cos mu sie we mnie podoba ale nigdy tez nie powiedzial ze cos mu
                                                sie podoba. a teraz przychodze na uczelnie i nagle slysze ze tak ladnie dzis
                                                wygladam. a przeciez nic z soba nie zrobilam. z powrotem poznaje moja wartosc.
                                                bo niestety udalo mi sie siegnac dna psychicznego, stracic szacunek do siebie,
                                                i pewnie jeszcze klika spraw o ktorych nie chce tu mowic.
                                                dam rade, wiem, wiem ze swietnie dam sobie rade. sama.
                                                dziekuje forum kobieta, pomogliscie mi :)))))
                                                jakby ktos mial kiedys jakiekolwiek watpliwosci niech to przeczyta.
                                                po wielu upokorzeniach, straconych marzeniach, spalonych nadziejach, planach,
                                                po wspolnym zyciu ktore nagle ktos przekresla DA sie zyc. i to w dodatku
                                                calkiem normalnie i fajnie.
                                                • timbunia Re: wracanie do siebie 19.05.07, 17:18
                                                  Witajcie kochani,
                                                  ja tak jakoś próbuję zbierac sobie to moje życie do kupy. postanowiłam wrócić
                                                  do robienia rzeczy, o których zawsze marzyłam, a przrwałam czesciowo przez
                                                  studia i brak czasu. Staram się jakość odnaleźć przjemność przebywania z
                                                  własnym Ja. Niestety to co mnie jednak boli najbardziej to samotność - kiedyś
                                                  miałam Jego i nic mi nie było potrzebne - owszem kolezanki były,na imprezy się
                                                  chodziło - ale zawsze miałam swiadomość że jest ktoś, miałam jakąs stabilizacje
                                                  ucuciową. Teraz ten filar mojego życia jest kompletnie rozstrzaskany. Bardzo
                                                  odczuwam samotność. niestety krąg znajomych bardzo malutki, jak osoby w parach
                                                  to raczej wiadomo nie mają czasu. Głownie mam kolezanki - a jak by policzyć to
                                                  tak naprawdę - tylko takie 2 naprawdę oddane, na które moge zawsze liczyć.
                                                  reszta ludzi się jakoś rozperzchła. Byłam wczoraj na imprezie , same pary
                                                  prraktycznie - owszem miło popatrzeć, ja tam nikomu żle nie życzę
                                                  • timbunia Re: wracanie do siebie 19.05.07, 17:20
                                                    Normalnie mam głód ludzi....!!!!
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 19.05.07, 17:55
                                                    timbunia ja juz wiem!! idz dzis na noc w muzeum!! nie dosc ze sobie poogladasz
                                                    to jeszcze wrocisz pozno, jutro pozniej wstaniesz, zanim sobie zrobisz obiad to
                                                    bedzie popoludnie, potem poprasujesz troche ciuchow i pojdziesz spac. albo pol
                                                    dnia maluj paznokcie - zrob sobie rozne wzorki, cekinki, kwiatuszki, co tam
                                                    przyjdzie ci do glowy. i juz bedzie po weekendzie. a w poniedzialek bedziesz
                                                    mogla sobie myslec ze ooo bylas w muzeum, paznokcie masz zrobione, odpczelas,
                                                    poogladalac, ale mialas zajety weekend :)
                                                  • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 19.05.07, 18:27
                                                    Heh... Warszawa... witajcie dziewczyny w klubie. Timbunia, wiem co czujesz...
                                                    samotna w tłumie? Skąd to znam... No, teraz już nie jestem samotna, ale byłam...
                                                    nawet z facetem u boku.
                                                    Akkknes ma racje, idź na tą noc muzeów:) może poznasz kogoś ciekawego...:)
                                                    No, ale pisz Akknes, pisz:) Poznasz, nie poznasz, pisz:) Nie o nim, on nas nie
                                                    interesuje, niech idzie w cholerę:) Nie rozpamiętuj juz ani tej gorseterii ani
                                                    innych takich sytuacji... wykasuj go sobie z listy... i zacznij żyć normalnie:)
                                                    Powodzenia:)
                                                  • timbunia Miałam się wybrać 19.05.07, 19:39
                                                    na Noc muzeów kolezanka mnie namawiała. niestety musze wypełnić dziś obietnicę,
                                                    no i zostać w domu. ja nie chcę zeby chwile mijały mi szybko, chciałabym
                                                    cieszyć sie każdym momentem życia, nie przesypiać go jak to robię ostanio. chcę
                                                    czuć że żyję. spotykac sie z ludźmi, sama owszem moge iść do kina, ale ile
                                                    można... a le w sumie to chyba brakuje mi męskiego towarzystwa...
                                                  • akkknes Re: Miałam się wybrać 19.05.07, 19:51
                                                    timbunia,
                                                    mam tylko nadzieje ze nie jest to obietnica ktora dalas sama sobie?? ale z
                                                    drugiej strony wcale nie musisz isc na cala noc, idz na troche.

                                                    ja tam bym chetnie poszla ale siede w wordzie i... pewnie posiedze tak az do
                                                    rana :(((
                                                  • timbunia Re: Miałam się wybrać 19.05.07, 20:48
                                                    obiecałam coś komuś, wybrać się i tak już nie zdążę, mieszkam na obrzezach. Mam
                                                    dziś jakiś kiespki humor i niestety powracają nastroje i checi jak kiedyś,
                                                    zadzwonienia do J. tym bardziej że jakoś tak czuję. że jest w Polsce. Chodzi mi
                                                    od dłuższego czasu głupi powód - sa moje imieniny, ze zspytam się go czy
                                                    pójdzie ze mną do kina. głupie bo i tak przeciez to nic nie zmieni. sama się
                                                    poniżę w ten sposób. Ale kurcze zalezy mi ciagle na nim.
                                                  • psychpsych Re: Miałam się wybrać 19.05.07, 21:32
                                                    Gdyby nie te moje maluchy, to słowo daję, że umówiłabym się z Wami nocą w
                                                    muzeum.
                                                    Timbunia! Proszę nie dzwoń do J. Nie poniżaj się. Daj mu szansę, nie
                                                    przypominaj o imieninach - sprawdź, czy sam zadzwoni. Jak nie - to nawet
                                                    przyjaciela z niego nie możesz mieć. Zostaw to g... - nic nie jest warte. A
                                                    faceta znajdziesz, tylko chyba musisz jeszcze poczekać, bo widzę, że nie jesteś
                                                    gotowa.
                                                  • timbunia Re: Miałam się wybrać 19.05.07, 22:24
                                                    Wiem psychpsych ja mam po prostu teraz obniżony nastrój i tak jakoś moje myśli
                                                    niebezpiecznie krążą. ale wyspowiadałam sie z tego mamie - nawet telefon chce
                                                    mi skonfiskowac ;) poradze sobie, tylko po prostu głośno muszę sobie ponarzekać
                                                    i wygadać się. Dzięki za wsparcie :) nie wiem psychpsych czy z gg korzystasz,
                                                    ale ja podaję swój jakbyś miała ochotę się odezwać 2794791 będzie mi bardzo
                                                    miło. Bo jakoś tak sama nie wiem ale ze troszkę bardziej mnie rozumiesz.
                                                    pozdrawiam i życzę wszystkim miłej nocy :)
                                                  • akkknes Re: Miałam się wybrać 19.05.07, 22:38
                                                    timbunia, to ja ci cos powiem - jakies trzy tygodnie temu moj eks mial urodziny
                                                    (opisywalam moj sukces tego dnia:) i tez mi chodzil po glowie plan zeby do
                                                    niego zadzwonic i pojsc na winko - bo a noz widelec cos sie zmieni. juz sobie
                                                    gdzies tam szykowalam kiecke i zaklepywalam fryzjerke na taka okazje. i bogu
                                                    dzieki ze mna cos chwile wczesniej tapnelo, ze skojarzylam zbyt wiele faktow,
                                                    jeden puzzel za drugim zlozyl sie w ukladanke, zobaczylam cos czego wczesniej
                                                    nie chcialam widziec i uslyszalam to czego nie slyszalam przez pol roku. i jak
                                                    sobie pomyslalam ze nie dosc ze kase bym wydala, pol dnia zmarnowala na
                                                    szykowanie sie, bo znajac mojego eks - oczywiscie przyjalby takie
                                                    zaproszenie!! - to sama sie skarcilam w myslach za moja glupote i nagrodzilam
                                                    ze to tylko bylo w planach (glupich planach)
                                                    dziewczyno, mowie ci dobrze - wez zacznijmalowac te paznokcie i u rak i u nog,
                                                    to jest az 20 sztuk, zanim kazdy ozdobisz to ci wyjda naiwne pomysly z glowy.
                                                    pomysl - jesli on by polazl z toba do tego to kina - poszedlby z toba (uwaga -
                                                    zaboli) tylko z litosci! inaczej sam by ci to zaproponowal przeciez. albo z
                                                    drugiej strony - zadzwonisz a on ci powie zebys spadala na drzewo - jak sie
                                                    poczujesz??
                                                    timbunia, ja ci to wszystko pisze szczerze bo przeciez bujalam sie tak pol
                                                    roku. dziewczyno, uwierz mi nie warto!! pol roku, wyobrazasz sobie? pol roku
                                                    nawinosci glupoty zludzen marzen planow lez plaszczenia sie blagania wycia do
                                                    ksiezyca ze zlosci. ja myslalam ze mi sie swiat na glowe wali. bogu dzieki za
                                                    przyjaciol (dzwonili ze za 5min bede i ich nie obchodzi ze mam tluste wlosy i
                                                    rozmazany tusz i wygladam jak panda) rodzine - byli ciagle, i to forum. doszla
                                                    do tego na szczescia moja szkola, praca - nie powiem ze jest to szczyt moich
                                                    marzen czy aspiracji, ale kocham ta prace, ci ludzie potrafia mnie naprawde
                                                    rozsmieszyc mimo ze jest np 1sza w nocy - no i staz. oprocz tego codzienne
                                                    zycie. ja dopiero niedawno odkrylam ze fajnie jest stroic sie nawet na uczelnie
                                                    a nie byle co pierwsze z brzegu bo i tak nie mam dla kogo. w koncu kupuje buty
                                                    jakie chce i wszystkim sie podobaja... nagle jestem soba - dziewczyna ktora za
                                                    miesiac skonczy studia, znowu pojdzie do pracy na wakacje, wybierze sobie
                                                    uczelnie, pojedzie nad polskie morze, dziewczyna ktora kiedy chce przytula sie
                                                    sie do swojego spasionego kocura bo on mruczy najpiekniej na swiecie,
                                                    dziewczyna ktora znowu zna swoja wartosc. ostatnio chyba czulam sie tak po
                                                    maturze!! wystarczajaco za dlugo czulam sie jakby mi czegos brakowalo. mimo ze
                                                    nigdy tego nie uslyszalam. niestety w zyciu jest tak, ze jak jest dobrze to
                                                    wszystko inne bagatelizujemy. gdybym wczesniej madrze podchodzila do zycia i
                                                    pewnych spraw na pewno teraz bylo by inaczej.
                                                    pewnie ze jestem tez ta dziewczyna ktorej czasami lza w oku sie zakreci albo
                                                    zal scisnie tylek, mam jakies tam chwile slabosci... ale wiem, ze gdyby ten
                                                    czlowiek byl mi pisany - ON SAM cos by z tym zrobil. i nie tlumaczylby sie
                                                    klopotami z mieszkaniem szkola czy praca. stanalby na wysokosci zadania, bylby
                                                    FACETEM. poradzilby sobie. a potrafi mi mowic ze bylam za dobra, albo ze zaluje
                                                    ostatniego pol roku a za chwile opowiada mi bajki? o nie, nie ze mna taki
                                                    numery.
                                                    timbunia, uwierz mi - wiem jak boli pustka. ale wiem ze trzeba zaczac chciec
                                                    sie wyzwolic z chorych relacji. taka relacja moze byc moja osoba - moje
                                                    dzialanie, wiesz? dziewczyno, ty MUSISZ chciec cos zmienic. na sile.

                                                    a psychpsych - no nawet gdyby nie dzieciaczki, to ja dzis odpadam - robie
                                                    kosmetyke mojemu licencjatowi i cholera chyba latwiej prace od poczatku napisac
                                                    niz tak sie cackac!! juz mnie dupa od krzesla bolala, teraz przerzucialam sie
                                                    na lozko to mnie lokcie i brzuch boli :D zaraz skocze do wanny i z powrotem
                                                    wbijam sie w licencjata (bo zrobilam sobie przerwe na 'nianie'
                                                    i 'kryminalnych')

                                                    koncze bo naprwde lokcie mi zaraz odpadna ;)
                                                  • psychpsych Re: Miałam się wybrać 21.05.07, 20:15
                                                    Dziewczyny: Akknes, Timbunia!
                                                    Wyzwolcie się szybko z tego myślenia o swoim nieszczęsciu. Szkoda Waszego
                                                    życia. Czy wiecie ile tracicie, jak tak rozpamiętujecie swoje nieszczęscie.
                                                    Wierzę, że Was to boli. Policzcie sobie ile dni Wam zostało do np. trzydzieski,
                                                    czterdziestki i zadajcie sobie pytanie, czy stać Was na to, aby każdy jeden
                                                    dzień marnować. Szczęscie w życiu, to być potrzebnym i czynić dobro. Wtedy i
                                                    Was dobro nie ominie napewno. Im szybciej się Timbunia odetniesz od problemu,
                                                    tym szybciej znajdziesz szczęście w życiu.
                                                    No to od jutra do roboty. Psycha
                                                  • akkknes tak tylko dla pewnosci :) 21.05.07, 23:54
                                                    psychpsych,
                                                    ja juz jak feministka - wyzwolona (ale nogi przed chwila golilam;)
                                                    nie chodzilo mi o to, ze ja ciagle rozpamietuje - moze w emocjach zle to
                                                    opisalam. ja juz sie pogodzilam z... tym 'faktem dokonanym' :)
                                                    no bylo co bylo, ale jest jak jest. i tylko ode mnie zalezy jak bedzie, a musi
                                                    byc dobrze :))))
                                                    chcialam tylko timbuni pokazac ze da sie, jak tylko przestawi sie swoje
                                                    myslenie - o tym co bylo, co jest, o codziennosci ale przede wszystkim - o
                                                    sobie!!
                                                    ja to jutro do zadnej roboty - upal ma byc, wiec caly dzien jem truskawki,
                                                    opuszczam zaluzje w oknach i tluke dvd (sama! bez eksa) ;) no i pije litrami
                                                    wode - zeby w srode na uczelni pojawic sie jak nowiutka a nie sflaczala od
                                                    upalow ;) a dni do trzydziestki - o nieeeee, ja to jeszcze ciagle udaje ze to
                                                    sto lat :)
                                                  • timbunia Re: tak tylko dla pewnosci :) 22.05.07, 22:40
                                                    cieszę się aknes ze idzie ci coraz lepiej. ja to jakiś dziwoląg chyba jestem.
                                                    nie rozpamiętuję specjalnie ani uczuć, ani wspomnień, ale niestety nie potrafię
                                                    xsskceptować stanu dokonanego, ze jego juz nie ma. kocham go, choć nie chcę.
                                                    jestem typem, ze długo musze się do kogoś przekonywać, ale jak już pokocham to
                                                    całą sobą. na prawde staram się nie myślec, wynajdywac sobie zajęcia, ale póki
                                                    co to nie zdaje egzaminu. miałam okres posuchy łzowej, ale ścismnięte serce
                                                    było. dziś mi puściło, siedzę i ryczę i wcale mi nie lepiej. nie wychodzi mi
                                                    oszukiwanie siebie że wszystko jest ok. Tesknie za nim, boli mnie wszystko co z
                                                    nim związane. nie potrafię zaakceptować obecnego stanu.
                                                  • akkknes Re: tak tylko dla pewnosci :) 22.05.07, 22:46
                                                    timbunia, nie jestes dziwolag, mowie ci to normalne!!
                                                    ja nie wiem czy go kocham czy nie kocham - po prostu wywalilam z glowy takie
                                                    rozkminy. jakbym miala tak teraz odpowiedziec to bym zamilkla.
                                                    ale coz takie jest zycie...
                                                    z kazdym dniem idzie ci lepiej - wmow to sobie a bedzie latwiej!!
                                                  • timbunia Re: tak tylko dla pewnosci :) 23.05.07, 19:11
                                                    ja dziś tylko zacytuje coś co najbardziej oddaje mój nastrój:

                                                    Niewdzięczny los zmienia życia bieg,
                                                    Tak trudno jest zacząć nowy dzień.
                                                    Zatrzymam cię w pamięci mej,
                                                    Chcę poczuć jak, jak przytulam cię,
                                                    Chcę wierzyć, że nic nie stało się.
                                                  • akkknes zasadzki zyciowe 23.05.07, 19:15
                                                    zdazylam wczoraj odpisac na post i gadalam z moim eksem na gg i on mi mowi ze
                                                    nie ma pieniedzy na rachunki i ze w ogole naprawde marnie mu idzie. cos sie we
                                                    mnie ruszylo, zapytalam ktory nr ma wlaczony i dzwonie i mu mowie ze jak chce
                                                    kase to mam namiar. wiec on najpierw zaczal mi tlumaczyc ze tej kasy naprawde
                                                    nie ma i ze nie ida mu interesy... ale ze honor mu nie pozwala bo jakby mi nie
                                                    powiedzial ze nie ma kasy to nie zadzwonilabym do niego. wiec wydarlam sie na
                                                    niego ze honor to ja musisalam w kieszen schowac i zaproponowac mu ta robote,
                                                    bla bla bla on wtedy akurat i tak nie moze bo jedzie gdzies z matka, ale ze on
                                                    oddzwoni. i gadalam z nim trzy godziny w trakcie ktorych on mi sie rozryczal
                                                    zaczal mnie przepraszac, mowic jak mu glupio, jakie ma wyrzuty, ze wie ze dal
                                                    dupy, ze gdyby tylko mogl to odwrocilby czas... dziewczyny serce mi pekalo ale
                                                    twardo gralam twarda... jak jeszcze zaczelismy gadac o mojej chorobie choc tego
                                                    nie chcialam to juz w ogole beczal jak koza. ciagle mu powtarzalam ze co sie
                                                    stalo to sie nie odstanie i nie ma co plakac nad rozlanym mlekiem, wiec on
                                                    powiedzial ze plakac nie ma co ale mozna je wylizac!! szok!!
                                                    potem mi powiedzial ze te zdjecia z maryska to na zlosc mi wgral, zebym je
                                                    zobaczyla. niestety - stety moja przytomnosc pozwolila mi przypomniec mu ze nie
                                                    sadze zeby te zdjecia robil sobie tak na juz zeby mi zrobic na zlosc.
                                                    kajal sie i przepraszal. powiedzialam mu ze jak dla mnie nie dal dupy (bo on
                                                    powtarza ze spanikowal i dlatego to tak wyszlo) tylko mnie zawiodl. i tego i
                                                    tego jak w moje urodziny jak dmuchalam swieczki na torcie nigdy mu nie zapomne.
                                                    nawet niestety uronilam pare lez, ale to tylko z sentymentu.
                                                    nie wiem co mu odbilo, moze cos wzial?
                                                    aha chce sie spotkac na kawe - ale ja naprawde nie mam czasu...
                                                    ok, ma problemy ale do cholery kazdy je ma!
                                                    gdyby nie te pol roku to teraz nie siedzialabym w domu tylko pewnie lecialabym
                                                    do niego.
                                                    nie pisze tego po to zeby sie pochwalic czy cos - pisze zeby wam pokazac jakie
                                                    zasadzki czekaja na ludzi. w najmniej spodziewanym momencie. dziewczyny nawet
                                                    nie wiecie jak mi bylo trudno.
                                                    z jednej strony mowil z sensem z drugiej ciagle pamietam ze mnie oszukiwal.
                                                    mlyn totalny. mam nadzieje ze to nie jest kolejna sztuczka z jego strony, bo
                                                    tym razem to on sie zdziwi - bo ja sie nie dam juz nigdy nikomu nabrac ani
                                                    skrzywdzic!!!

                                                    a co u was?
                                                  • timbunia Re: zasadzki zyciowe 23.05.07, 19:21
                                                    HEJ
                                                  • timbunia Re: zasadzki zyciowe 23.05.07, 19:26
                                                    w przeciwieństwie do Ciebie jedym moim katem jest moja głowa i chore urojenia.
                                                    J. się ze mna nie konktaktuje, ale ja niestety znowu popadłam w manię jakos.
                                                    było jako toako, nie beczałam. ale teraz znowu mam obniżony nastój, znowu
                                                    płaczę w poduszkę, czuje się tak jak z miesiąć temu. Jedyne czego się trzymam
                                                    to, ze nie zadzwonię do niego. ale jest mi nadal cieżko, tęsknię za nim co raz
                                                    bardziej, nie potrafię przejść z tym do porzadku dziennego. trzymam się , ale
                                                    dla mamy - bo chyba ona się teraz jedynie w moim zyciu liczy najbadziej. Jutro
                                                    są moje imieniny, najsmutniejsze wielu lat... Dzis usłyszałam, ze powinnam się
                                                    cieszyć, bo zawsze może byc gorzej... ale na obecną chwilę jest mi potwornie
                                                    żle.
                                                  • madai Re: zasadzki zyciowe 23.05.07, 19:26
                                                    Nigdy dwa razy do tej samej rzeki sie nie wchodzi. Koniec, kropka. Jesli facet
                                                    zrywa, to znaczy, ze nie chce z nami byc, a gadki typu: dajmy sobie troche
                                                    czasu, musze to wszystko przemyslec, to nic innego, jak dawanie nadzei, ktora
                                                    nigdy nie nadejdzie.
                                                    Takze, trzeba byc twarda, zamknac ten rozdzialw swoim zyciu i otworzyc nowy.
                                                    Tez przezylam cos podobnego. Otrzasnelam sie po tygodniu, moze dluzej. Bylismy
                                                    ze soba 4 lata. Zdalam sobie sprawe po tygodniu placzu, ze sytuacji nie
                                                    zmienie, ze facet byl palantem nie wartym zlamanego grosza.
                                                    Teraz jestem szczesliwa narzeczona, slub za rok, facet o niebo lepszy i o niebo
                                                    inny od poprzedniego.
                                                    Warto czekac!
                                                    Nie warto plakac!
                                                    Warto isc do przodu i nie ogladac sie za siebie!
                                                  • timbunia Re: zasadzki zyciowe 23.05.07, 19:48
                                                    Pewnie masz rację. ale nie jest mi dane sprawdzić tego osobiście - to był mój
                                                    pierwszy i jedyny związek do tej pory. niestety mężczyzn wolnych wokół mnie
                                                    brak. nie jestem typem podrywaczki, nie umiem rozmawiać z facetami na stopie
                                                    innej niż kolezańska. jesli ktoś próbuje się mna zainteresować, ja zwiewam -
                                                    zawsze tak mialam. Tylko j. przy mnie wytrwał. Nie umiem się zakochac ot tak.
                                                  • akkknes Re: zasadzki zyciowe 23.05.07, 19:55
                                                    timbunia, ja tez w najgorszym okresie mialam imieniny... myslalam ze sie
                                                    porycze przy gosciach, a jeszcze kosternacja byla - nikt o niego nie pytal (bo
                                                    tak jakos wyszlo ze juz nawet na rodzinnych uroczystosciach ja i on to byl
                                                    standard) teraz mam urodziny i co? i powtarzam sobie ze to beda fajne urodziny.
                                                    dwa razy nie wchodzi sie do tej samej rzeki i nie warto plakac, wiem - ale
                                                    cholernie trudno przejsc przez ten okres miedzy przed a po. byc twardym. po nim
                                                    sie takeigo wczorajszego wystepu nie spodziewalam. zaskoczyl mnie.
                                                    i jeszcze te zdjecia ze na zlosc. cholera tak, mam uwierzyc ze na zlosc mi
                                                    zrobil sobie pare fotek z marysia...? nie no sorry nie jestem tak glupia. nie
                                                    wiem czy on kiedykolwiek to zrozumie.
                                                  • psychpsych Re: zasadzki zyciowe 24.05.07, 06:51
                                                    Timbunia!
                                                    Ty jesteś chyba Joanna lub Zuzanna. Ale Joanna, bo one takie romantyczne.
                                                    Wszystkiego dobrego dziewczyno, szczęścia i zdrowia.
                                                  • madai Re: zasadzki zyciowe 24.05.07, 14:41
                                                    Dziewczyny, wiem, ze jest wam trudno i ciezko pogodzic sie z zaistniala
                                                    sytuacja, ale postarajcie sie zyc wlasnym zyciem, nie ogladajac sie za siebie.
                                                    Wszystko zalezy od charakteru, po jednych splynie to jak po kaczce, a w innych
                                                    zadra tkwi i tkwi... Nie ma dobrej rady na ten stan miedzy przed i po.
                                                    Najwazniejsze, to nie rozmyslac, zajac sie soba, praca, szkola, czym tam
                                                    chcecie, co was pasjonuje, a czas jakos zleci, a i ludzi innych sie pozna.
                                                    Powiem szczerze, ze ja zaczelam zapominac o moim ex w momencie, gdy zaczelam
                                                    wychodzic do ludzi, a nie siedziec w domu, jak to robilam przez tydzien.
                                                    Zaczelam poznawac, rozmawiac, bawic sie, znalazlam natychmiast parec, ktora
                                                    pochlaniala caly moj czas i jak reka odjal. Pozniej poznalam mojego obecnego
                                                    mezczyzne, rownie niespodziewanie i wszystko sie ulozylo!
                                                  • akkknes Re: zasadzki zyciowe 24.05.07, 17:21
                                                    timbunia to aska!! sto lat dziewczyno!! glowa do gory - i to jest chyba to
                                                    zyczenie, ktore powinno ci sie spelnic najbardziej!!
                                                    a co do mnie - pewnie ze ten okres jest trudny, na szczescie takie chwile
                                                    zapomnienia mam rzadko, bo oprocz tego ze cos tam na sile ciagle sobie
                                                    wynajduje to i tak mam zawalony kalendarz. ja wychodze do ludzi, ludzie ode
                                                    mnie nie uciekaja - tylko po prostu ten moj eks tak czasami mnie zaskoczy ze ja
                                                    nie wiem o co mu chodzi. debilki we mnie jednak juz nie znajdzie. na urodziny
                                                    znowu mi bedzie zyczyl zdrowka i szczecia i chociaz moze bedzie to mowil bez
                                                    ironii to jak dla mnie bedzie to tracilo sarkazmem jak z krakowa do szczecina.
                                                    ciekawe czy pamieta ze dzis urodziny marysi i czy mimo ze nie ma na rachunki i
                                                    ma tylko dziesiec zlotych przy sobie jak mi to wyryczal do sluchawki to kupi
                                                    jej jakis prezent - bo mi ani na urodziny ani na imieniny ani na gwiazdke ani
                                                    na zaden dzien bez okazji nigdy nic nie kupil bo zawsze mial debet na koncie.
                                                    ale zeby wywalic 5stow na kurtke dla siebie to zawsze mial. cholera, nie ma to
                                                    jak inwestowac w siebie. (kupil mi tez pare rzeczy, dopiero niedawno mi sie
                                                    przypomnialo jak je znalazlam, ale wiecie o co chodzi...) ale w sumie to co
                                                    mnie to obchodzi czy jej cos kupi czy nie kupi? nic. ide wkuwac do egzaminu ;((
                                                  • methinks Re: zasadzki zyciowe 24.05.07, 17:49
                                                    > Nigdy dwa razy do tej samej rzeki sie nie wchodzi.

                                                    Po pierwsze - w tym powiedzeniu NIE MA wytycznej, jak nalezy postepowac, jest
                                                    tylko stwierdzenie, ze swiat sie tak zmienia, ze nic nie dzieje sie za drugim
                                                    razem tak samo. Ale wiekszosc ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy i blednie
                                                    uzywa tego powiedzenia, bez chwili nawet zastanowienia.

                                                    Po drugie - jestem zywym przykladem tego, ze powrot jest mozliwy, choc
                                                    przyznaje, ze nasza sytuacja byla dosc szczegolna. W kazdym razie, rozstalem sie
                                                    z moja dziewczyna po roku zwiazku, po czym po 3-4 miesiacach wrocilem do niej
                                                    (wlasc. zostalem przyjety, za co jestem jej ogromnie wdzieczny) i teraz jestesmy
                                                    razem kolejne 1,5 roku - i jest naprawde super.
                                                  • akkknes Re: zasadzki zyciowe 24.05.07, 18:01
                                                    nie wiem od czego u mnie nalzey liczyc czas 'przestania'... od wtedy kiedy on
                                                    poznal marysie? od wtedy kiedy mnie pierwszy raz oszukal? od wtedy jak bylam w
                                                    szpitalu i on powiedzial ze to nie nasze swieto chociaz niby dzien wczesniej
                                                    podjelismy decyzje ze probujemy byc razem i naprawiac to co zle? od wtedy jak
                                                    przestalam go blagac o powrot? od wtedy jak powiedzial ze chce spedzic ze mna
                                                    swieta? od wtedy jak zobaczylam jej zdjecie w jego komorce jako tapete? od
                                                    wtedy jak stracilam nadzieje? od wtedy jak nagle zaczal do mnie dzwonic czy jak
                                                    podal mi w koncu numer tajnych telefonow? od wtedy jak mi sie poryczal i
                                                    powiedzial ze rozlane mleko mozna wylizac? od wtedy gdy.... ? gdy...? gdy...?
                                                    a mowie ze nigdy nie wchodzi sie do tej samej rzeki dwa razy - bo inaczej moja
                                                    autoterapia nie przyniosla by skutku, wszystko by mi padlo ponownie zapewne,
                                                    poza tym nie wiem o co chodzi mojemu ex - pewnie jakby chcial to juz by wrocil,
                                                    ale z drugiej strony to sama nie wiem czy kiedykolwiek go znalam, wiec reki nie
                                                    dam uciac...
                                                    nie moge tez powiedziec ze ci zazdroszcze tego powrotu chociaz moze czasami
                                                    chcialabym byc z nim - ale od razu przeganiam taka mysl bo po co mi zludne
                                                    nadzieje?
                                                  • timbunia Imieninki 24.05.07, 19:01
                                                    Dziękuję za wsparcie jak zwykle i życzenia. Tak Aska jestem :)
                                                    Dzisiaj postanowiłam się wystrolić i pierwszy raz w moim dwudzistoparoletnim
                                                    życiu założyłam buty na wyższym obcasie, które od roku czekały na inaugurację.
                                                    Wystroiłam się i poszłam do pracy. Nie powiem było bardzo miło i sympatycznie -
                                                    dzięki Bogu mam fajnych ludzi w pracy. Staram się jak moge nie myśleć o tej
                                                    całej sytuacji - niestety dopada mnie smutek jak wychodze z pracy i wracam do
                                                    domu. Moze dziś uda mi się nie popłakać, choć niestety tęsknię. . chciałabym
                                                    wejść drugi raz do tej samej rzeki i zacząć pływać, ale niest0stety brzeg za
                                                    wysoki jest.
                                                  • akkknes Re: Imieninki 24.05.07, 19:15
                                                    aska nie pekaj, ja NAPRAWDE nie umiem plywac :D :D moze taki troche traci
                                                    czarnym humorem to zdanie ale moze wyjdzie kiedys na dobry zart ;)
                                                    albo idz postaw znajomym wino albo kup sobie sama flaszke i wpij wieczorem ze
                                                    dwa kielonki :D a wczesniej kapiel w gigantycznej pianie :) i zasnij
                                                    imieninowo :D
                                                  • timbunia Dzionek kolejny 25.05.07, 09:48

                                                    Dzionek kolejny i znów sama jak palec - dziś wolne do prayc nie idę, z resztą
                                                    tam też pusto. Okropne bo niestety obsesyjnie myślę o J. przetrawiam
                                                    wspomnienia, nadzieje i robal mnie żre. przydałaby się tabletka zapomnienia.
                                                  • kaktusica6 Re: Dzionek kolejny 25.05.07, 23:37
                                                    Timbunia... trzymaj się, to wszystko kiedyś minie, naprawdę.


                                                    Ja obecnie mam kaca moralnego, szkoda mi faceta... jeszcze z nim nie zerwałam, a
                                                    on płacze, że go okropnie traktuję, a on sobie beze mnie życia nie wyobraża...
                                                    Jezu, jakie to wszystko jest ciężkie;/
                                                  • timbunia Re: Dzionek kolejny 26.05.07, 05:57
                                                    hej, współczuję Ci sytuacji. Nietety rozumiem co przezywa twój facet - w końcu
                                                    ty mimo całej sympatii do Ciebie chcesz skończyć związek. Rozumiem te nie
                                                    pewność i próbe zrozumienia co się z drugą osobą dzieje i dlaczego mnie tak
                                                    żle traktuje - sama przezywałam to samo. Rzedne wyjście nie jest dobre, ale już
                                                    chyba lepiej od razu uciąć znajomość i nie narazać partnera na okres
                                                    niepewności - to wiem po sobie, że zbywanie i mówienie i dawanie nadziei jest
                                                    zgubne. wystarczy ze jedna strona ja ma.
                                                    Ja wczoraj miałam kiepski dzień = ryczenie i próba dzwonienia do J. na moje
                                                    szczescie nie odbierał. dostałam bure od mamy za to ale przynajmniej mi sie
                                                    polelszyło. niestety męcze sie jeszcze ze sobą straszliwie :(
                                                  • psychpsych pozegnania 26.05.07, 06:49
                                                    Cześć Dziewczyny!
                                                    I to jest to co Aska powiedziałaś! Trzeba uciąć od razu, to krócej boli.I to
                                                    zarówno jedną, jak i drugą stronę.
                                                    Timbunia trzymaj się tego co powiedziałaś. On telefonu nie odebrał, bo chce się
                                                    odciąć i może Tobie też nie robić nadziei. NIECH TO DO CIEBIE DOTRZE - ON CIĘ
                                                    NIE CHCE! Nie męcz się więcej i swojej mamy i bliskich. Zacznij żyć normalnie -
                                                    szukaj życia i ludzi. Nie zanudzaj ich swoim nieszczęściem, bo ludzie lgną do
                                                    pogodnych, do tych, którym mogą się wygadać, a nie do tych, którzy płaczą nad
                                                    sobą. Wiem, że to trudne, ale zmuś się. ZOBACZYSZ, ŻE NIEDŁUGO BĘDZIE ZA
                                                    PÓŹNO. WSZYSCY SIĘ OD CIEBIE ODSUNĄ, BO BĘDZIESZ TAKI SMĘTEK.
                                                    Będziesz GŁUPIA, jak nie skorzystasz z moich rad. Przeszłam przez to i dobrze
                                                    Ci radzę.
                                                    A Ty kaktusico zrywaj czym prędzej, dla dobra swojego i parnera.
                                                  • timbunia Re: pozegnania 26.05.07, 09:19
                                                    Niestety słaba ze mnie istota - kiedy jestem sama obsesja wraca - bo to chyba
                                                    już jest obsesja. Ten albo żaden. Poszłam bym do ludzi, z kolegą do kina. ale
                                                    niestety brak mi znajomych. Jakoś więcej się działo w moim życiu, za bycia w
                                                    zwiazku. Cholernie się staram,ale nie umiem sobie wyobrazić jak możliwe jest
                                                    wygonić to uczucie z siebie.
                                                  • akkknes Re: pozegnania 26.05.07, 21:48
                                                    fakt - jesli juz to raz a dobrze a nie po trochu i zle!!
                                                    ja tez juz teraz wiem, ze lepiej jak zaboli raz a porzadnie (nie wiem przez
                                                    jakie 'zet' przez ten upal:/) niz tak jak ja - za dlugo i po trochu.
                                                    ja wczoraj oblewalam dwa egzaminy bo normalnie fartem je zdalam w zerowkach na
                                                    piatki no i moje urodziny. i bawilam sie wspaniale. jutro w pracy mam
                                                    kontynuacje mojego swieta wiec juz nie moge doczekac sie roboty ;)
                                                    kaktusica, ja to cos czuje ze jak z nim nie skonczysz raz a definitywnie to
                                                    bedziesz potem miala niepotrzebne wyrzuty sumienia. pamietam co o nim pisalas i
                                                    skoro teraz juz masz porownanie ze moze byc lepiej - wiesz co robic... jak nie,
                                                    to wlaz na ten watek i czytaj od poczatku, az zrozumiesz :)
                                                    a co w ogole u was dziewczyny? jak znosicie upal?
                                                    ps brakuje mi qw... :(
                                                  • timbunia Re: pozegnania 26.05.07, 22:24
                                                    Ja dziś głupiego nic nie zrobiłam, ale humor mam wkratkę. Raz rycze a raz jest
                                                    w miarę ok. wyszłam dziś do ludzi - pojechałam na piknik naukowy na podzamczu,
                                                    było fajnie. ale oczywiście smutek mnie dopadł wracając. Męczę się - niestety
                                                    w uczuciach nic mi sie nie zmienia, chcę Go z powrotem.
                                                  • kaktusica6 Re: pozegnania 26.05.07, 22:31
                                                    Akkknes, wiesz to nie chodzi o to, ze mam porównanie. Ja po proistu nie dam się
                                                    w ten sposób traktować... nie pozwolę, żeby ktoś wyzywał mnie od dziwek, bo
                                                    poszłam wieczorem z kolezanką na spacer... nie pozwolę, żeby ktoś wyzywał mnie
                                                    od bezbożnych, bo nie poszłam do kościoła. Nikt juz nigdy nie będzie mi wmawiał,
                                                    że jestem głupia, beznadziejna i brzydka... Nikt nie będzie czekał na moje
                                                    potknięcie, żeby to wykorzystać przeciwko mnie... Nikt nie będzie mi zabraniał
                                                    iść z sąsiadką do kina, ani nie będzie czytał moich smsów (kontrolnie...). Nie
                                                    pozwole, żeby ktoś mnie szaprał tylko dlatego, że płaczę... Nie moge tak zyć. To
                                                    z tym nowym wyszło tak po prostu... Mój własciwie jedyny przyjaciel, najlepszy
                                                    człowiek, jakiego kiedykolwiek znałam. Ale moja decyzja zapadła na długo przed
                                                    tym... Przeciez to się ciągnie już 2,5 roku... Przez 2,5 roku się męczę. Wiecie,
                                                    ja przecież czekałam na to, żeby on sobie spokojnie zdał mature... bo by było na
                                                    mnie, że przeze mnie nie zdał. Zrobiłam to dla jego dobra, bo wiem, że on ma
                                                    problemy psychiczne i by mógł nie dostać się na studia... W poniedziałek ma
                                                    ostatnią mature. I wtedy miałam skończyć... I dotrzymam juz. A potem niech się
                                                    wynosi z mojego życia. nie jestem śmieciem (choć próbował mi to wmówić) i teraz
                                                    wiem, jak wygląda prawdziwa miłość... Wiem, że go to boli, bo on jest
                                                    przekonany, że to moja wina... nigdy nie przyzna, ze wina lezy po środku... ale
                                                    i tak wciąż mi go żal;/
                                                  • madziuuunia Re: pozegnania 26.05.07, 23:59
                                                    witam wszystkie Babeczki:)!!!! przychodze do was z otucha!!! choc sama mam
                                                    miliony problemow ze wszystkimi i ze soba to jednak chce wam tu napsiac ze bez
                                                    znaczenia, jak jest....co sie dzieje w waszych sercach to bedzie dobrze.Rozumiem
                                                    Timbunie, bol okropny ..prawdopodobnie bedziesz go pameitala cale zycie ale z
                                                    czasem juz tak beznamietnie. Ja wiem ze niedlugo ktos ci serduszko omota tak ze
                                                    bedziesz tutaj umierac nie z upalow ale z milosci:)
                                                    Akkknes... coz ja moge powiedziec, pzreczytalam Twoj post o tym ze facet nagle
                                                    zaczal inaczej spiewac...to tak jkabym czytala swoja historie. Zaczal
                                                    plakac,zalowac..pzrepraszac,obiecywac...co zorbilam?? zmieklam...tak tak
                                                    zmieklam. Minelo 1,5 miesiaca od tego i on nadal trwa w swych postanowieniach
                                                    mocniej poprawy.czy wierze ..czy ufam?? nie do konca, trzymam na dystans i
                                                    obserwuje. Zachowuje sie bardzo dorbze,stara sie niesamowicie..ale jak juz zycie
                                                    ni ejednego nauczylo to mzo ebyc zludne, tylko na chwile. Nie wiem Akknes czy
                                                    robisz dorbze, naprawde nie wiem wiec nie chce sie wypowiadac,mowie tylko co ja
                                                    zorbilam. Obawiam sie ze moze nie slusznie postapilam,ale czas pokaze i nie
                                                    zapomn ewam o tmy powiedziec czy zdalo egzamin:)
                                                    Kaktusico wytrzymaj te dwa dni i pierdzielinij tym wariatem. Sam sobi
                                                    ezalsuzyl,jelsi nie zorzumie ze to jego wina to tym abrdziej nie powinno ci go
                                                    byc szkoda..Zreszta Slonce.... bedzie ci go szkoda dzien dwa i rzucisz sie w
                                                    ramiona swojego ukcohanego i przy nim zapomnisz o wszysktim:) robisz super;) nie
                                                    daj sie szmacic...on nigdy si enei zmieni bo ma juz to zaszczepione takie
                                                    zachowanie.Trzymam kciuki :)
                                                    a co jeszcze.....musze ponarzekac na te upaly. Jestem czlowiekiem zimnolubnym
                                                    wiec dla mnie takie temepratury sa nie do zniesienia...szaleje juz powaznie.
                                                    Nigdy nie kapie sie w temp. wyzszej niz 25 stopni bo umieram...a tutaj takie
                                                    upaly. Na mozg tez zle dzialaja:(:(:( Ostatnio niemalze mialam zawal serca,
                                                    spalam przy otwartym oknie bo tak starsznie goraco bylo ze wiadomo... juz
                                                    przysypialam a tu nagle cos z calej sily walnelo w moja szybe( mieskzma na
                                                    peitrze) od razu si eobudzilam mysle sobie " cholera zlodziej ,zaraz mnie
                                                    zabije" juz nawet nie oddychalam...to si ezaczelo ruszac i drapac...zapalilam
                                                    siwtlo patzre a to golab..... wlecial sobi edo mnie do pokoju,genialnie;)
                                                    Oczywiscie zamknelam okno i byla parowka u mni epzrez to ale przynajmniej
                                                    zaoszczedzilam sobie dalszych atakow serca bo ten golab jesczze dwa razy
                                                    probowal mnie zaatakowac;) hehe wiem ze moze glupie to i niepotzrebni ewam to
                                                    opisuje,ale taka odskocznia wam sie przyda;) JESTEM Z WAMI DZIECWZYNY!! Timbunia
                                                    ja trzymam ksciuki mocno za ciebie:) obys szybko z tego sie wygrzebala...
                                                  • akkknes Re: pozegnania 27.05.07, 00:58
                                                    magda!! juz myslalam ze zniknales na amen z tego forum. co jakis czas
                                                    kontrolnie sprawdzalam mejla ze moze jednak sie odezwiesz ale stracilam
                                                    nadzieje. no, ale dobrze ze jestes.
                                                    wiesz u mnie to jeszcze inaczej, mojemu eks po prostu grunt pod nogami sie
                                                    pewnie pali i to wszystko przez to. jak znowu sie odbije to kopnie mnie w dupe,
                                                    nie raz to przerabialam. mial po prostu o tyle dobrze, ze ile chcial - tyle mu
                                                    dawalam, jak nie ja to pozyczal od mojego taty. poza tym mial u mnie szame jaka
                                                    sobie zazyczyl, pralnie, suszarnie, toalete, internet, telewizje... no zycie
                                                    jak w madrcie. a u siebie to mama prosi zeby posprzatal, tata przypomnie o
                                                    rachunkach... ciezko mu i tyle, ale musi kiedys dorosnac. jak facet sobie nie
                                                    radzi z kasa a w dodatku pracuje przy kasie - to ja tylko wspolczuje jego
                                                    klientom :D (w sumie to nie dziwie sie ze ostatnio tych klientow to nie ma
                                                    wcale...) moze sie nauczy, ze zycie to nie buleczka z maselkiem, gdzie kazdy
                                                    podtyka pod nos. trzeba cos dac, zeby cos dostac.
                                                    a co do twojej sprawy kaktusico - to o to wlasnie mi w sumie chodzilo. ja nie
                                                    wie, ja to chyba slepa bylam, ze nie widzialam jak ten moj eks mnie traktowal,
                                                    pewnie jeszcze troche i bym w kosciele krzyzem lezala w podziekowaniu ze on ze
                                                    mna w ogole jest... no ale teraz OZDROWIALAM wzrok i sluch wrocil i moja
                                                    madrosc polega na tym, ze wiem juz ze wcale tak nie musi byc. i o
                                                    to 'porownanie' mi chodzilo. tak z drugiej strony tylko ci powiem ze w ten
                                                    poniedzialek kopnij go juz w ta dupe ale raz a tak zeby sobie zapamietal, ze to
                                                    jest kopniecie w dupsko a nie poklepanie po dupci.
                                                    a ty timbunia - nie wiem juz co i jak ci radzic, chociaz wiem ze najlatwiej
                                                    jest radzic. moze powtarzaj sobie jak mantre ze kochasz faceta ale nie mozesz z
                                                    nim byc? no nie wiem, u mnie potrzeba bylo pare miesiecy zeby sie podniesc z
                                                    tego dna, a ze dno bylo bagniste i sie lepilo to bylo trudno. ale nie wiem w
                                                    sumie co tak naprawde podzialalo...
                                                    ja to sie udusze kiedys przez te upaly, bogu dzieki za ta burze i ulewe, ale
                                                    niech to jeszcze potrwa, bo ja juz i tak chodze slepa od tych pylkow ktore w
                                                    tej suszy leza i leza i nawet wiatru nie ma zeby je przegonil!! a co do golebi
                                                    to ja mam na szczecie moskitiery w oknach bo ja to w ogole boje sie ptakow,
                                                    zawsze mam schize ze wlasnie mnie zadziobia :D
                                                  • timbunia Re: pozegnania 27.05.07, 08:50
                                                    witajcie, ja dziś dzień spędzam samotnie w pracy. Nie wiem co sie ze mną
                                                    ostanio dzieje, wydawało mi ze że jakoś sie już unormowałam. może to wina
                                                    hormonów?? dzis też mam dzień płaczący. a cco do mojego uczucia, to jakoś chyba
                                                    go nie chcę tracić, choć wiem że na dzień dzisiejszy jest bezcelowe, mozliwe że
                                                    dopóki nie zakocham się ponownie to będę J. uczuciem jakimś nadal darzyć.
                                                    moze uda mi się jakoś dzisiejszy dzień przetrwać, agielskiego musze się pouczyć
                                                    na test.
                                                    pozdrawiam wszystkich ciepło.
                                                  • qw994 Re: pozegnania 27.05.07, 09:21
                                                    Hej! Cały czas czytam, ale nie komentuję, bo już chyba nie ma po co :)
                                                  • akkknes hip hip hura dla qw 27.05.07, 18:45
                                                    to nawet tak z przyczajki trzeba bylo sie odezwac co jakis czas!!
                                                    bo ja pomyslalam ze ty pomyslalas :) ze jestem niereformowalna bo tam byla
                                                    jakas wpadka i w ogole zes mnie na straty spisala!!
                                                    nooo ale uslyszec z twoich ust to co teraz napisalas... fiu fiuuuuuuuuu...
                                                    <peka_z_dumy>
                                                    dzieki :))))
                                                  • qw994 Re: hip hip hura dla qw 27.05.07, 19:17
                                                    Ha ha ha! :)

                                                    Bardzo się cieszę, że wychodzisz na prostą po tylu miesiącach męczenia się :) A
                                                    już najbardziej się cieszę, że karta się odwróciła i teraz on jęczy, że mu źle.
                                                    A ty teraz będziesz rozkwitać i TAK MA BYĆ! :)
                                                  • akkknes Re: hip hip hura dla qw 28.05.07, 14:56
                                                    wiesz qw, ja nie wiem czy sie cieszyc ze ta karta sie odwrocila... znaczy nie,
                                                    nie zaluje, ze MIMO WSZYSTKO jest jak jest w moim zyciu, ze zdazylam ze
                                                    wszystkim, ze poogarnialam sie, ze juz nie rycze jak glupia, ze umiem sie
                                                    usmiechnac i w ogole... ale cholera, przeciez ja chyba kochalam tego czlowieka,
                                                    nie? przeciez ja bylam w stanie dla niego gwiazdke z nieba zerwac... wszystko,
                                                    zeby tylko jemu bylo dobrze. ze gdybym moze byla bardziej uparta i go trzymala
                                                    przy sobie, moze on w koncu z litosci i dla swietego spokoju bylby jakos tam
                                                    nawet tak na odwal sie ze mna, i teraz nie mialby tych problemow z kasa, bo na
                                                    bank na boku dorobilby sobie chociaz na te zusy u mojego taty... bo mi jest go
                                                    chyba szkoda... nie wiem, no przeciez jak bylo dobrze albo nawet i troche
                                                    gorzej to bylam przy nim, zawsze pomagalam, a teraz co? mi jest dobrze i w
                                                    ogole hura a on siedzi tam sam?
                                                    nie wiem moze to przez to ze od rana wszyscy mi zycza zeby bylo dobrze, zeby mi
                                                    sie ulozylo wszystko? i ja wiem ze to wszystko jest z podtekstem.
                                                    tak bym znowu chciala kogos miec kto bedzie obok, do kogo moge w nocy o polnocy
                                                    zadzwonic... :( mimo wszystko
                                                    boze panikuje, wiem
                                                  • angie3101 Re: wracanie do siebie 28.05.07, 15:37
                                                    Witam. Akkknes,przeczytałam cały wątek, który założyłaś :)zdecydowałam się na
                                                    komentarz dopiero teraz, ponieważ widzę, że chyba zaczynasz łapać załamke,
                                                    miękniesz, bo Twój eks ma problemy..Dziewczyno, nie daj sie wpuścic w ten sam
                                                    kanał!! Myślę, że Twój eks jest niezłym aktorem i do tego świetnie potrafi Tobą
                                                    manipulować, wie gdzie uderzyć, żeby był efekt..Poznał Cie zapewne na tyle, żeby
                                                    wiedzieć, że jesteś osobą empatyczną o dobrym, miękkim serduchu i pewnie chce to
                                                    wykorzystać, aby znów mieć na Ciebie wpływ, czyli jak on zagra, tak Ty
                                                    zatańczysz..A już tak dobrze Ci szło :) Cieszyły mnie twoje pozytywne,
                                                    optymistyczne wypowiedzi, myślałam że wreszcie się otrząsnęłaś po tym toksycznym
                                                    związku..Szczerze Ci kibicowałam, że powrócisz wreszcie do "normalnego" świata
                                                    ;)i tego patałacha (wybacz określenie) kopniesz raz a dobrze w tyłek..:P No, ale
                                                    nie trace nadzieji, że to tylko chwilowe podłamanie z Twojej strony :D
                                                    Pozdrawiam serdecznie :)
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 28.05.07, 16:00
                                                    no chyba tak, chyba lapie zalamke :/
                                                    chyba mi rura mieknie
                                                    nie wiem, nie jest mi po prostu dobrze czy latwo z mysla ze on ma problemy -
                                                    nie chce teraz licytowac sie ktore z nas mialo wieksze i kiedy - ale po prostu
                                                    wiem co czuje czlowiek ktory ma problemy ktore go jakos tam przerastaja...
                                                    jakie to uczucie i w ogole...
                                                    miekne wiem ze miekne, wiem ze nie powinnam, ale ja chyba naprawde jestem pier
                                                    dol nieta. ktora inna by tak zrobila? przeciez ja powinnam juz go w dupe
                                                    kopnac, zapomniec. a teraz jak juz wyszlam na prosta i w sumie realizuje swoje
                                                    jakies tam priorytety ktore sobie postawilam jak bylo bardzo zle... no i jak
                                                    juz jestem w przedbiegach, jak wiem ze mi sie uda to zaczynam myslec o nim,
                                                    zastanawiam sie czy da sobie rade, czy poradzi, czy mu sie uda. rycze od
                                                    godziny chyba sama nad soba, ja juz taka matka teresa jestem.
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 28.05.07, 19:38
                                                    takie schizy mi sie zalaczyly jak zobaczylam temat ze byla chlopaka chce
                                                    wrocic... nawet nie czytalam.
                                                    MAM MORALNIAKA
                                                  • qw994 Re: wracanie do siebie 28.05.07, 22:16
                                                    Dziewczyno, nie daj sie wpuścic w ten sam
                                                    > kanał!! Myślę, że Twój eks jest niezłym aktorem i do tego świetnie potrafi
                                                    Tobą
                                                    > manipulować, wie gdzie uderzyć, żeby był efekt..

                                                    Popieram!
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 28.05.07, 22:38
                                                    staram sie, ale czuje sie jak mucha w smole -
                                                    - ide spac, mam nadzieje ze wstane bez glupich mysli...
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 29.05.07, 12:37
                                                    hmmm... jakby to powiedziec... gadalam z nim wczoraj i to co uslyszalam
                                                    przerasta mnie. ciagle staram sie wszystko co mowi dzielic przez dwa i to
                                                    zaczyna juz upierdliwe, ciagle pamietam o jego aktorskich talentach i o tym
                                                    wszystkim w ogole... ale on mi powiedzial ze chce wiedziec czy jak juz uda mu
                                                    sie zarobic pieniadze (bo ta nowa praca ktora miala byc tak swietna okazuje sie
                                                    nie taka fajna jak on myslal, a jak mu wszyscy mowilismy ze to nie jest tak jak
                                                    on mysli to nam sie w twarz smial, teraz okazuje sie ze mielismy racje...) to
                                                    czy bedzie mogl wrocic. bo on dopiero teraz wie co stracil, nigdy nie pojechal
                                                    za granice (bo kiedys juz byl taki plan) bo ja go trzymalam, bo oprocz mnie nie
                                                    mial nikogo, ze dopiero teraz docenia jak mu ze mna bylo dobrze i jak go
                                                    kochalam, i ze jak patrzy na zwiazki znajomych to wie ze ja bym go nigdy tak
                                                    nie zalatwila czy ze ja bym go nie zdradzila...
                                                    powinnam sie cieszyc, nie? kur wa w koncu zauwazyl ze nie bylam tak
                                                    beznadziejna, nie?!
                                                    powiedzialam mu ze dla mnie to jest chore i w ogole ze swietnie ze ma mnie za
                                                    tak powierzchowna ktora jest z kims za to gdzie pracuje i ile ma kasy albo jaka
                                                    szkole konczy, tak? tylko ze jak nie mial pracy i calymi dniami gral na kompie
                                                    to jakos go kochalam.
                                                    ze on te zdjecia co to zeby mi na zlosc zrobic te z maryska to bawil sie
                                                    telefonem i ma takie jeszcze z dwiema innymi kolezankami i soecjalnie pokazal
                                                    tylko te z nia. i w ogole.
                                                    a we mnie sie wszystko az gotuje. bo on miteraz mowi ze byl glupi i chcial
                                                    uciec od problemow a dopiero teraz wie jak go potrzebowalam. i ze gdyby wtedy
                                                    pomyslal to byloby inaczej, bo teraz juz wie.
                                                    tylko ze to ja sama sie meczylam sama z tym zostalam a dopiero teraz jak ide do
                                                    szpitala to on to sobie uswiadomil. a ja chyba tak naprawde bardziej
                                                    przezywalam to ze jego juz nie ma niz ten caly szpital. i teraz jest to samo,
                                                    przeciez w szpitalu tylko mi pomoga, krzywdy mi nie zrobia. pewnie ze troche
                                                    tam sie boje, wiadomo szpital to nie wakacje, ale bardziej boje sie tego ze nie
                                                    bede umiala nikogo juz tak pokochac i tyle dla kogos zrobic co dla niego...

                                                    nie piszcie ze jestem debilka i ze w ogole nie powinnam z nim rozmawiac bo to
                                                    wiem. dalej naiwnie wierze ze jak sie tu wygadam to znajde pocieszenie i zaraz
                                                    problem sie rozwiaze. mam tez swiadomosc ze zycie to nie forum i to wcale nie
                                                    jest tak latwo :(
                                                  • madziuuunia Re: wracanie do siebie 29.05.07, 14:14
                                                    Akkknes :( to starszne co sie teraz dzieje u ciebie:( .....cholera...ja wiem co
                                                    to znaczy. Moze nie jestes taka miekka dupa jak ja,nie wiem. Ale u mnie bylo
                                                    calkiem podobnie....wrecz identycznie wiesz??? i nie moglam powiedziec
                                                    "nie"...nie umialam na dluzsza mete odmawiac. Jasne ze peirw na to nie zwracalam
                                                    uwagi,ale z dnai na dzien coraz czesciej o tym myslalam i mialam pierdzielony
                                                    dylemat co zorbic...z jeden strony uczucia ..z drugiej strony ta szara
                                                    rzeczywistosc ktra mam za soba.
                                                    Najmadrzej jest powiedziec "nie odzywaj sie, nie daj sie...nie
                                                    wracaj"...jasne..... Przeszlam pieklo zanim cokoliwke zaczelo si edziac miedzy
                                                    mn a moim K. to pieklo to znajomi, rodzina...nikt tego nie akceptowal..kazdy
                                                    mnie wysmiewal i wlasciwie to nadal to robia. Z cieplej kanapy kazdy potrafi
                                                    super radzic, ale gdy sie juz czlowiek znajdzie w takiej sytuacji to sam nie
                                                    wiem co robic. Z jeden strony bardzo si echce a z drugiej jednak cos nas
                                                    dperywuje....
                                                    Nie chce Ci Akkknes mowic rob to czy tamto....wg mnei najlepiej zorbisz jesli
                                                    nie bedziesz robila kompletnie nic. Obojetenosc i chlod..tak poprostu. Jelsi go
                                                    kochasz tak szalenie to moze daj mu szanse...ale tak za jakis dluuuugi czas.
                                                    teraz badz stanowcza i nie idz na nic ...obserwuj jego dzialania, jego
                                                    zahcowanie. Ale znajac tego Pana to chyba mozna si etylko domyslic ze on szybko
                                                    sie zniecheci....nie wiem.
                                                    Zabawne jest to ze moj mial taka sama gatke....identyko!!!utrzymuje to 1,5
                                                    miesiaca...Byly kwiaty,byly posiwecenia, no i nadal sa.A j ajestem matrona ktra
                                                    go bacznie obserwujeTobie tez to radze;)
                                                  • timbunia Re: wracanie do siebie 29.05.07, 14:56
                                                    witajcie dziewczyny, widzę że cięzko wam. Mnie tez niestety, choć w inny
                                                    sposób. Niestety wróciły mi płacze, głupie myśli,ukojenie znajduje tylko we
                                                    śnie. Nie mam siły nic robić, najętniej bym tylko spała, a jak nie śpie to
                                                    ryczę. myślałam, ze już na prostą wyszłam, a tu niestety wcale lepiej mi nie
                                                    jest. wrecz przeciwnie czuję sie gorzej niż przed kilkoma miesiącami.
    • jszhc Re: wracanie do siebie 29.05.07, 16:15
      daj sobie czas...i folguj przyjemnoscia;p
      • akkknes Re: wracanie do siebie 29.05.07, 17:18
        sama nie wiem co robic... staram sie nie myslec o tym moze samo przjdzie
        bokiem? najwazniejsze to nie dac sie sprowokowac - zludzeniom.
        • timbunia Re: wracanie do siebie 29.05.07, 17:40
          nie dać się sprowokowac złudzeniom, dobrze powiedziane. ja niuestety chyba żyję
          złudzeniami. On się do mnie nie odzywa, a ja nie jestem w stanie zaakceptowac
          jego odejścia. i to mnie doporwadza do szału, znowu zaczynam robić głupoty,
          wydzwaniać do niego
          • dzasina Re: wracanie do siebie 29.05.07, 18:42
            Witajcie dziewczyny:) Śledze ten wątek od dawna, a moja historia podobna do
            tych jakich tutaj wiele... Skoro Wam to pomaga to moze i mnie zmobilizuje do ..
            jakiegos powrotu, zwłaszcza do normalnego funkcjonowania bez głupiego czekania
            na telefon ;)
            Rozstanie wisiało w powietrzu od poczatku maja,ale jakos tak zawsze sie
            rozchodzilo i bylo dobrze,aż tu nagle milczenie, całkiem niespodziewane i mój
            szok w zwiazku z tym ale kończyłam pisać prace magisterską więc nie było czasu
            na zamartwianie sie i smutek, a teraz gdy do mnie to dotarło to.... no właśnie
            nie mam słów aby to jakoś nazwać, i właśnie mija rok początku naszego związku
            (chlip, chlip)..a On zachował się typowo jak na faceta z podgatunku "dupek" i
            nie odbiera, nie oddzwania, nie odpisuje....a sprawa dość jasne ->moja siostra
            widziała Go dwa dni po zerwniu z inną... EH..a ja walcze z sobą aby nie dzwonić
            i to dla mnie jest najtrudniejsze!!Zagryzam wargi a telefon ukryłam w drugim
            końcu domu.
            To bardzo lakonicznie i skrutowo napisane...
            Kibicuje Wam...NAM ogromnie!
            Pozdrawiam!
            • gabrysia.12 Re: wracanie do siebie 29.05.07, 18:46
              Nie pisałam przez ostatnie tygodnie, bo miałam trochę różnych zajęć i problemów
              pozaforumowych. Odpowiadając na pytanie akkknes skierowane do mnie przed dwoma
              tygodniami: nie, nie przyznam Ci racji. Moim zdaniem wygląda na to, ze się
              jeszcze nie podniosłaś i pewno długo to jeszcze nie nastąpi. Myślę, ze
              poszukujesz znowu innego usprawiedliwienia dla podtrzymania znajomości ze
              swoim „Romeo”. Może nawet w pewnym sensie Cię rozumiem i wszystkie
              skomplikowane wybiegi twojego umysłu by Ciebie sama oraz nas czytających
              przekonać, ze nie da się zwyczajnie żyć bez niego, bez zastanawiania, co u
              niego słychać, bez rozważań, jak go przekonać by wrócił/ ukarać/pomoc etc. A
              może tak właśnie jest? Może masz racje...
              Może twoje życie kończy i zaczyna na tym właśnie Romeo i przez resztę lat
              pozostaje ci kombinować czy zatrzymać go przy pomocy dziecka czy finansowego
              wsparcia twojego tatusia? Może nie zasługujesz na faceta, który będzie cię
              kochał, troszczył się o Ciebie przynajmniej tak mocno jak ty o niego (a może
              nawet bardziej) szanował, był z tobą szczery i uczciwy? Może zasługujesz na to
              by zastanawiać się czy kolejna Marysia, Zosia Krysia, to tylko niewinny żart w
              postaci jeszcze bardziej niewinnych zdjęć i opowieściach o grzybicy pochwy czy
              tez kolejna próba uwolnienia od Ciebie? Może... Ja ciebie nie znam wiec nie
              mogę tego wiedzieć...
              • akkknes Re: wracanie do siebie 29.05.07, 19:16
                gabryska, powiem ci jak jest od razu po przeczytaniu twojego postu: jak przypi
                erdo lisz to tak ze az dziasla bola od zagryzania wargi. boli jak sto diablow
                ale ja wiem czemu, ty zreszta tez - bo masz cholernie duzo, az kur wa mac za
                duzo racji.
                moze ja naprawde nie zasluguje na kogos kto mnie pokocha tak jak ja umiem kochac
                tylko co ja takiego komus zrobilam ze nie zasluguje na szczescie?

                cholera jasna az sie poryczalam
                • qw994 Re: wracanie do siebie 29.05.07, 19:49
                  Akkknes, nie gadaj głupot. I skończ z tym kretynem raz na zawsze, to ci zrobi
                  najlepiej. Na samoocenę też. Odgrzewane kotlety są naprawdę niesmaczne. Poza
                  tym nie wierzę w szczerość jego intencji.
                  • timbunia Re: wracanie do siebie 29.05.07, 22:29

                    zasypiam zrozpaczona i kochająca nadal.
                  • akkknes Re: wracanie do siebie 29.05.07, 22:31
                    kurna qw ja wiem ze nie moge teraz sie poddac emocjom, nie teraz. ale z drugiej
                    strony po tym co wczoraj uslyszalam... najchetniej przytulilabym sie teraz do
                    niego i nie pytala o jutro, naiwnie wierzac ze dzis bedzie trwac wiecznie...
                    • qw994 Re: wracanie do siebie 29.05.07, 23:03
                      Jednym słowem - znowu ma cię na sznurku.
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 29.05.07, 23:18
      Akkknes ..nie nie nie!!! nie zadreczaj sie, zobaczysz ze on zapomni o tym co
      powiedzial!!!!Bierz sie w garsc dziecwzyno i popatrz na niego troche
      sceptyczniej.Nie ul;egaj emocjom nie teraz. Ni emozesz mu zaufac teraz po tym
      wszysktim. No przeciez nie jestes glupia prawda??? dorbze wiesz ze nie mozesz
      sie poddac po takiej walce. Chcesz si eprzytulic?? przytul sie do misia;)
      narazie Kochana nie pozwol sobi ena takie ekscesy jak marzenia o przytuleniu.Nie
      wiesz tak naprawde ile prawdy jest w tym co on mowi, mysli. Puki co nie bierz
      jego slow powaznie. Badz zajebiscie rozwazna o ostrozna ok?? clauje mocno!!
      • akkknes Re: wracanie do siebie 30.05.07, 05:27
        przed 23cia napisal mi na gg ze zadzwoni do mnie po 23ej bo musi sie popakowac
        i wychodzi z biura. zazartowalam tylko zeby po 23ej ale nie po polnocy...
        minela polnoc... cisza... dzwonie i nic. dzwonie za 10min odrzucil mnie na 3cim
        sygnale. za 2minuty oddzwonil i powiedzial ze maryska jest bo cos tam do klubu
        jej nie wpuscili czy cos... i ze czemu ja mam do niego pretensje? no mowi tak
        specjalnie przy niej, bo wczoraj cwierkal mi cos innego. wiec mowie mu zeby
        powiedzial mi ze mnie nie oszukuje bo jemu tak latwo klamstwa przez gardlo
        przechodza... najpierw sie motal potem zmienionym glosem powiedzial ze mnie nie
        oszukuje przeciez. potem cos jeszcze pieprzyl ze pogadamy innym razem teraz on
        konczy i sie rozlaczyl.
        a dzien wczesniej blagal zebym powiedziala dobranoc zanim sie rozlacze...
        boze dziewczyny jak dobrze ze ja sie nie dalam poniesc tym glupim emocjom!!
        wyobrazacie sobie co by bylo, gdybym uwierzyla w to wszystko co mowil w moje
        urodziny? przeciez ja wczoraj bylam tak wsciekla ze myslalam ze pekne z tej
        zlosci.
        i po co mowil tak pieknie o milosci, ze zaluje, i czy ma szanse wrocic? po co
        mowil ze teraz wie co stracil? eh nawet nie chce sobie przypominac co on mi
        jeszcze spiewal w poniedzialek...
        wkurzona i niewyspana jestem - a juz prawie mu uwierzylam...
        • qw994 Re: wracanie do siebie 30.05.07, 07:46
          Mam nadzieję, że to dla ciebie wystarczająca nauczka. Po co do niego
          zadzwoniłaś? Cofasz się w czasie? Znowu zaczynasz to samo? Domyślasz się, co on
          robił z Maryśką u niego po północy? Ocknęłaś się w końcu?

          Czy w końcu skończysz z nim jakiekolwiek gadki? Zobacz, do czego to cię
          doprowadza. Ty NIGDY się od niego nie uwolnisz, jeśli nie zerwiesz kontaktów.
          Całkowicie.
          • angie3101 Re: wracanie do siebie 30.05.07, 08:38
            Zdecydowanie zgadzam się z qw994!! Dziewczyna ma 100% racji!! Dla własnego dobra
            i zdrowia psychicznego zerwij wszelkie kontakty z tym człowiekiem!! Uwierz mi,
            jest to możliwe, nawet jeśli kogoś bardzo się kocha..Ja jestem tego najlepszym
            przykładem..Ale to już inna historia ;) Pozdrawiam:)
            • madziuuunia Re: wracanie do siebie 30.05.07, 09:38
              Ale z niego PALANT!!!! Akkknes doprowadzam Ci eetraz do porzadku!!! ani mi sie
              waz keidykolwiek dzownic do niego czy pisac, olej goscia. On manipuluje Twoimi
              uczuciami. A Ty miotasz sie z jednej skrajnosci w druga. Koniec tego. Nie pozwol
              sobu ena to zeby robil Cie w takie jajo!!! To masz byc Pania sytuacji do cholery
              a nie ON.....zreszta teraz nie powinno byc juz zadnej sytuacji po tym co sie
              okazalo.
              Racjonalnie myslac to chyba nie chcialabys miec takiego faceta co tak
              klamie,oszukuje i kreci co? Gdybys go nie kochala, a dopiero co poznala...to
              wyobraz sobie co bys o nim myslala i odpowiedz sama przed soba czy kiwnelabys
              chociaz palcem na takiego gnojasa!!!
              odpowiedz jest tylko jedna i kazdy ja zna.
              Co Ci etrzyma?? milosc? przyzywczajenie?? Kochana to pzrejdzie, minie....teraz
              musisz byc silna,wylaczyc komorke,nei wchodzic n akompa, niech spie.. dziad
              jeden!!!! Jego szlag jasny trafi tam a Toba sobie poradzimy;) zobacztysz ze
              ebdzi edorbze.Musisz sie tlyko uwolnic...najlepiej sama od siebie...
              • timbunia Re: wracanie do siebie 30.05.07, 13:04
                ehh rozsypuje się, nie daję sobie rady. już kolejny dzień przygnębienia płaczu.
                Nie wytrzymuję robie głupie rzeczy= dzwonienie do J., wysyłanie smsów - o dziwo
                nawet odpowiedział i wcale mi nie lepiej. kurna, wiem że źle robię, ale to
                wszystko nadal tak cholernie boli. sama nie wiem co się ze mną dzieje, popadłam
                w jakiś marazm. :(( POMOCY
                • kitka_k28 Re: wracanie do siebie 30.05.07, 13:58
                  Timbunia wierz mi, on nie jest tego wart, znam całą masę przypadków takich jak
                  tu na forum (sama do nich należę) i teraz dziękuje losowi że uwolnił mnie od
                  mojego byłego, od miesiąca jestem szcześliwą mężatką:) A Tobie radzę iśc na
                  spacer, na basen - zrobic cokolwiek co wiążę się z jakąs aktywnością fizyczną,
                  zmuś się do tego i poczujesz się lepiej! Pozdrawiam
                • kizii Re: wracanie do siebie 30.05.07, 13:59
                  Hej timbunia,
                  Pisałam do Ciebie na priv, nie wiem czy odebrałaś. Daj znać :)
                  Pozdrawiam
                  • timbunia Re: wracanie do siebie 30.05.07, 14:25
                    witaj, jeśli chodzi o poprzedni mail z namiarami to odebrałam. Jesli teraz
                    pisałaś to jeszcze nic nie dostała - ale poczta gazety działa, jak działa.
                    zostawiłam sobie kontakt na czarną godzinę. Próbowałam skontaktowac się z jedną
                    poleconą mi poradnią, mają odzwonić wciągu 24 godzin. Dostaję ataków paniki i
                    stad ten powyższy post - nie wiem może ja tez na pogode tak reaguję, bo teraz
                    panika juz jako tako załagodzona, ale rozbolała mnie głowa.
                    • kizii Re: wracanie do siebie 30.05.07, 17:34
                      timbunia, poczta gazety chyba się wzięła w garść :) teraz powinnaś dostać już

                      Pozdrawiam
              • akkknes Re: wracanie do siebie 30.05.07, 17:22
                no dobra, to skoro juz nie musze oszukiwac siebie samej i juz to glosno
                powiedzialam - nie wiem tylko czy to prawda czy mi sie tylko tak wydaje - i ze
                go kocham...
                ...dzwonilam bo nie wiem, obiecal oddzwonic, bylo pozno wiec i troche sie
                martwilam ze moze cos mu zrobili a moze dobrze ze zadzwonilam bo tak zylabym w
                nieswiadomosci bo on sam na pewno wymyslilby piekna bajke czemu nie zadzwonil
                byle nie powiedziec ze marysia w pracy go odwiedza po 23ej (ciekawe jak reaguja
                na to w pracy? pracuje tam ktorys miesiac z kolei i jako jedyny nie zarobil ani
                zlotowki a siedzi tam od rana do nocy bo ma telefon i komputer z netem za darmo)
                manipuluje mna i sam nawet jak kajal sie ipytal czy ma szanse wrocic to
                powiedzial ze odbiore to ze on sie mna bawi. ooo tu byl akurat szczery (ja
                czasami mam nerwowy smiech, wlasnie mnie teraz to wzielo jak sobie to
                uswiadomilam).
                bogu dzieki i dzieki wam ze tu jestescie i przez tyle czasu przypominacie mi ze
                mam swoja wartosc i cene - nie uwierzylam mu jak kiedys w te brednie, ciagle je
                od siebie odsuwalam. dziewczyny przy was sie tego nauczylam - dzieki :))) ale
                tak juz bedac szczera do bolu - jak przeczytalam ze madzi eks wrocil to jakas
                wiare zyskalam ze ten moj tez...
                oczywiscie ze juz nie bedzie dzwonienia i pisania. koniec bajki.
                w sobote ma imieniny - mam to zlac, prawda?
                cholera ale sie narobilo.
                na szczescie dzis mam sytuacje awaryjna i zaraz zawijam sie do pracy wiec nie
                bedzie czasu na myslenie o glupotach.
                aha, tak zebym sama mogla to przeczytac jakbym sie zapomniala: wczoraj juz mnie
                nie zawiodl, bo tego zawodu ktory zostawil pol roku temu nie da sie przebic.
                mam tylko nadzieje ze juz niedlugo moje slowa okaza sie warte tyle co jego -
                czyli nic. ze tez okaza sie klamstwem. ze moja milosc do niego okaze sie
                klamstwem, paskudnym klamstwem.
                a ja do konca swiata zostane sama jak palec.
                pewnie gdybym miala wiecej czasu bym sie poryczala i serce by mi pekalo.
                rozpisalabym tu wam rozprawke nt moja nieszczesliwa milosc, ale niestety nie
                zrobie tego.

                na dzien dziecka kupie sobie mlotek zeby wybic glupie pomysly z glowy.
                dzieki ze jestescie i ze na was mimo ze kazda pewnie ma swoje zycie i swoje
                sprawy kazda z nas ma inne problemy i inne podejscie do zycia nie znamy sie i
                pewnie wiele nas rozni - ale mimo to tyle czasu jestescie ze mna i nie
                wystawiacie mnie jak was potrzebuje. ze wiem ze jak mam trudna chwile i musze
                sie wyzalic to znajde odpowiedz i pocieszenie. jakies takie iskierki nadziei ma
                z was ze nie wszyscy mnie wykorzystuja i roluja jak chca.
                sorry za bledy i literowki bo pewnie jest ich tu troche ale i czasu malo i
                emocji duzo... dzieki raz jeszcze
                • k23dublin Re: wracanie do siebie 30.05.07, 17:40
                  A ja wiem ze bedzie dobrze!!ze dasz rade i znajdziesz sobie kogos innego-ale
                  musisz najpierw pozwolic komus na to zeby Ciebie pokochal od nowa...raz zostalam
                  "rzucona"przez swojego bylego...rozpacz wielka i przez ponad rok nie moglam
                  dojsc do siebie..przytylam ponad 10 kg, nie udzielalam sie towarzysko tak wogole
                  czulam sie jakbym umarla...a teraz jestem najszczesliwsza osobka na swiecie:)
                  • akkknes Re: wracanie do siebie 30.05.07, 18:56
                    dzieki za dobre slowa...
                    ja mam nadzieje ze to co 'dzieki' niemu schudlam juz tak zostanie, na
                    towarzysto na szczescie nie moge narzekac - sa kochani. wiadomo, czasami
                    zabraknie mi tego jego ale coz...
                    jakies pol godziny temu jak siedzialam w wannie dzwonil do mnie ale zdazylam mu
                    tylko powiedziec ze teraz siedze w wannie i sie rozlaczylam
                    jak bedzie chcial przeprosic to zna moj numer, ale zanim wybierze moj numer
                    musi najpierw dorosnac a 'piotrusie pany' nigdy nie dorastaja wiec nie widze
                    zeby mnie przeprosil
                    lece do pracusi jakby cos sie wydarzylo co mna targnie dam wam znac
                    • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 30.05.07, 21:26
                      Akkknes... nie daj się złapać. Nie daj się znowu złapać. Zapomnij o tym facecie,
                      zlej go totalnie tak, jak on to robił przez te 6 miesięcy. Albo i jeszcze
                      bardziej. Nie odbieraj telefonów od niego najlepiej. Po prostu o nim zapomnij...

                      Walczę wewnetrznie o siebie... Zostawiłam go. Zrobiłam to jak najdelikatniej,
                      myślałam, że przyjmie to spokojnie. Przyjął. Następnego dnia tylko mi groził i
                      mnie zwyzywał. I miał opis na gg "szukam panienki"... Dobrze wiedzieć jak mnie
                      traktował... jaka ja byłam głupia... 2,5 roku... z kimś takim...
                    • timbunia Re: wracanie do siebie 30.05.07, 21:28
                      Akknes trzymam za ciebie cały czas kciuki. nie jest łatwo - sama wiem po sobie,
                      ale trzeba do przodu życie pchac.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka