tamara62
16.06.07, 14:08
wlasnie przed chwila zdarzyla mi sie nastepujaca historia:
wchodzilam do sklepu, znalazlam sie w wiatrolapie, pomiedzy dwoma drzwiami.
Otworzylam te drugie i zatkalo mnie,bo jakbym je otwierala, zeby sklep facet
godnie opuscil. Taki 30-40 lat, sepleniacy jak garownik,jak sie po chwili
okazalo. zatkalo mnie, ale zapytalam, czy mam jeszcze te drugie drzwi
otworzyc. No i potem on sie pultal, ze kto wychodzi to ma pierwszenstwo. Ja
to mysle, ze jesli o zwierzeta gospodarcze idzie, to faktycznie. Ale wtedy
mamy drzwi od obory. Tutaj szlo o sklep. I czy na codzien nie obowiazuje
zasada, ze panie sie przepuszcza w drzwiach? W autobusie, windzie to nie
obowiazuje. Przy wchodzeniu do sklepu, w zasadzie tez, bo przeciez tam bedzie
kolejka. ale tutaj to byly wewnetrzne drzwi. I ja juz w sklepie tez bylam.
Czy nie mam racji? Od kiedy faceci przyjmuja za norme , ze panie im drzwi
otwieraja? Moze sie czepiam, ale troche sie wkurzylam.