Gość: Xanatos
IP: 195.92.39.*
16.06.03, 09:56
Jest wczesny ranek. Sobota. Piękny dzień. Wolny od pracy. Stoję sobie na
ulicy zlanej słońcem. Podchodzi do mnie kumpel. Mówi „Cześć”. Nie odpowiadam
mu. Patrzę na masakrę jego nosa. Obandażowane ucho. Pytam co mu jest „Pies
cię pogryzł?”. On na to „Człowiek”. „Hyhyhy jak to człowiek”. Tu rozpoczyna
się opowieść.
Czwarta rano. Siedzi sobie przy ognisku w jakimś lesie. Koleżanka idzie w
pobliskie krzaki. Nie ma jej dłużej. Nagle słychać „ratunku”. Zrywa się.
Biegnie. Patrzy. Stoi nad nią trzech facetów. Długo się nie zastanawia. Jeden
dostaje kopa w brzuch. Już leży. Drugiego łapię za szyję. Wali go parę razy
lewą ręką (Hesus jak mu spuchła – dzieci nie bijcie ludzi, bo też wam
spuchnie ręka). Drugiego nie ma. Trzeciemu sprzedaje „latarę”. Nie wiem co to
znaczy, ale fajnie brzmi. Facet się chwieje. Kumpel podnosi dziewczynę z
ziemi. Nagle ten najmniej ranny rzuca się na niego. Wbija mu zęby w plecy.
Potem odgryza mu kawałek ucha. Kumpel odwraca się. Tamten wgryza się w jego
nos. Szał. Facet dostaje lewego prostego w sam środek nosa. Wbity w podstawę
czaszki. Leży. Kumpel stoi w szoku. Kawałek ucha wisi niczym kolczyk. Zalany
krwią. Zabiera dziewczynę i zostawia niedoszłych, yebanych gwałcicieli.
Zrobił im z dupy jesień średniowiecza... :))
Nie martwcie się słuchacze o jego ucho. Przyszyli.
Tak sobie siedzimy. Rozmawiamy. Na koniec mówi do mnie „E tam. To nic. Lepiej
być pogryzionym przez człowieka niż się zakochać...”. Hyhyhy powiedziałem „Ty
mi tu człowieku z rana truizmy prawisz?”... Mówię "Cieszę się, że jeszcze
istnieją bohaterowie mojego dzieciństwa". A on na to "No co ty. Każdy by tak
postąpił.". Ja na to "Yasne, miliony ludzi...".
Jest godzina 9:55. Poniedziałek. Pora wstawać. :))