Dodaj do ulubionych

Zaczynam się bać własnego syna...

24.02.08, 08:29
Nasz syn za miesiąc skończy 18 lat, powtarza I kl liceum, ma nieodpowiedni z
zachowania. I w szkole i w domu idzie na konfrontację, próbę sił. Jest
agresywny i wulgarny. Próbuje wymuszać od nas pieniądze, nawet nie kryjąc
się,że będą przeznaczone na piwo i papierosy. Wiem, że popala trawkę. Odmówił
współpracy z psychologiem. Chcemy mu pomóc ale on torpeduje wszystkie nasze
próby. Jesteśmy w kontakcie z psychologiem i staramy się stosować do jego rad
czyli - stawianie jasnych wymagań, konsekwentne przestrzeganie ustaleń. Nie
jest to łatwe, szczególnie wobec jego agresywnych zachowań. Jest mi bardzo
ciężko, bo kocham syna i chcę mu pomoc za wszelką cenę , a jednocześnie
zaczynam się go po prostu bać.Nie potrafię sobie poradzić z z jego wulgarnymi
odzywkami, słowną agresją - grozi, że jak nie dostanie pieniędzy to sam sobie
weźmie albo ukradnie. Powiedział kiedyś, że ma ochotę mnie uderzyć. Zupełnie
nie wiem jak reagować w takich sytuacjach. Wspieramy się z mężem nawzajem ale
jest coraz ciężej żyć w takiej atmosferze. Syn byl dzieckiem chcianym i
kochanym, wychowanym w domu gdzie nigdy nie widział pijanego czy agresywnego
ojca. Nasz dom, był dla nas zawsze azylem, teraz zaczyna zmieniać się w
piekło. Jak żyć gdy ukochane dziecko zachowuje się jak wróg?
Obserwuj wątek
    • nome-ol-vides Re: Zaczynam się bać własnego syna... 24.02.08, 14:19
      "Pomoc jest słoneczną stroną dominacji, ciemną stroną jest przemoc" to zdanie
      zapamiętałam z jakiejś książki i tak mi się nasunęło, kiedy czytałam Twój post.
    • pawel.drozdziak Re: Zaczynam się bać własnego syna... 24.02.08, 17:26
      Witam,

      Taka sytuacja, kiedy wlasne dziecko zachowuje sie agresywnie w
      stosunku do nas moze byc bardzo bolesna. Rozumiem, ze w takiej
      sytuacji jest trudno.

      > Odmówił współpracy z psychologiem. Chcemy mu pomóc ale on
      torpeduje wszystkie nasze
      > próby. Jesteśmy w kontakcie z psychologiem i staramy się stosować
      do jego rad
      > czyli - stawianie jasnych wymagań, konsekwentne przestrzeganie
      ustaleń. Nie
      > jest to łatwe, szczególnie wobec jego agresywnych zachowań.

      jesli jest w sprawie jakis psycholog, to sprobuje tylko dodac od
      siebie cos, co moglo z jakichs powodow nie wyjsc od niego. Moze cos
      z tego przyda sie Panstwu.

      Agresywne zachowania dziecka lub mlodego czlowieka w rodzinie moze
      wynikac z trzech grup przyczyn, lub z jakiejs ich kombinacji.

      Grupa 1 to uszkodzenia fizyczne mozgu, niedorozwoje, nadczynnosci
      gruczolow (np. tarczycy) itp. Czesto pewne drobne uszkodzenia,
      szczegolnie w okolicy czolowej czesci mozgu moga dawac trudne do
      zniesienia w otoczeniu zaburzenia zachowania, czasem nie
      uposledzajac zdolnosci myslenia i kojarzenia

      Grupa 2 to po prostu niewlasciwe metody wychowawcze. Czyli
      najczesciej pewne niekonekwentne zachowania w stosunku do dziecka,
      brak jasnych granic itp. Jak sie wydaje, w tym momencie tak wlasnie
      przebiega Panstwa praca z psychologiem - jest to praca "nad synem"
      poprzez stosowanie metod wobec syna podsuwanych przez specjaliste

      Grupa 3 to sytuacja w rodzinie, na ktora dziecko moze reagowac
      agresywnymi lub innymi trudnymi zachowaniami, ale ktora przez reszte
      czlonkow rodziny w ogole nie jest spostrzegana jako problemowa. W
      takiej sytuacji czlonkowie rodziny mowia zwykle "jestesmy szczesliwa
      rodzina, nie bijemy sie, nie pijemy, nie ma konfliktow ani problemow
      i wszystko byloby dobrze, gdyby nie X, ktory...........". Jesli
      rodzina zglasza sie do terapeuty rodzinnego na terapie rodziny, taki
      X w terminologii terapii rodzinnej zwany jest wowczas Pacjentem
      Identyfikowanym. Pacjent identyfikowany to nie jest wowczas "ten
      ktory ma najwiekszy problem" ani "ten z ktorym rodzina ma problem"
      natomiast jest on ta osoba, poprzez ktora wyrazaja sie i manifestuja
      rzeczywiste, skryte gleboko problemy calej rodziny jako systemu.
      Terapeuta rodzinny pracuje wowczas nie nad PI (pacjentem
      identyfikowanym) tylko wlasnie nad systemem rodzinnym. Zwykle
      okazuje sie wowczas, ze pozostali czlonkowie rodziny maja nie mniej
      swoich problemow w tym systemie.

      No i to jest to podejscie, ktore byc moze byloby dla Panstwa
      bardziej pomocne, jesli terapia indywidualna syna sie nie powiodla,
      a podsuwane wskazowki (czyli w zasadzie tez praca "nad synem" tyle,
      ze nie bezposrednia, a posrednia poprzez Panstwa dzialania) tez
      niekoniecznie dzialaja i nie widac jakichs dobrych rezultatow. Czyli
      byc moze sensownie byloby sprobowac terapii rodzinnej. JEsli syn ma
      dopiero 18 lat, moze sie zgodzic pojsc na pierwsze spotkanie
      wspolnie z Panstwem. Wazne jest jednak, zeby od razu podkreslic, ze
      to nie jest wizyta w celu "wspolnego zmienienia syna" tylko proba
      pracy _nad_rodzina_. TEgo rodzaju pomoc mozna uzyskac na przyklad w
      OTEP - www.otep.pl

      Podczas wywiadu wstepnego u psychologa czesto temat "popalania
      trawki" przez mlodego czlowieka skupia wiele uwagi i zabiera
      energie. Nie koncentrowalbym sie na tym szczegolnie. Prawda jest
      taka, ze popalanie trawki jest normalnym zachowaniem okolo 30%
      mlodych ludzi w tym momencie. Nie jest tak jak twierdzi wiele osob,
      ze juz sam fakt palenia trawki czyni z mlodego czlowieka narkomana
      ktory powinien zostac natychmiast umieszczony w jakims osrodku
      leczenia uzaleznien. Takie podejscie skutecznie zablokuje Panstwu
      mozliwosc zrozumienia istoty rodzinnych problemow. Dlatego,jesli nie
      pomagaja rady skupiajace sie na "robieniu czegos z synem" polecalbym
      terapie rodzinna.

      Jesli jednak syn jest rzeczywiscie bardzo agresywny, a Panstwo nie
      czujecie sie juz z nim w ogole bezpiecznie i nie mozna nawiazac
      kontaktu, to innym wyjsciem moze byc standardowe, sprawdzone i
      bardzo skuteczne dzialanie w sytuacji przemocy domowej czyli po
      prostu wzywanie policji za kazdym razem, kiedy Panstwo zaczynacie
      czuc sie zagrozeni, zalozenie sobie Niebieskiej KArty a nastepnie
      zalozenie sprawy. Co jest drastycznym dzialaniem i dla Panstwa tez
      pewnie bardzo bolesnym, ale predzej czy pozniej i tak moze okazac
      sie to nieuniknione, jesli inne srodki zawioda. Bo przeciez Panstwo
      nie mozecie do konca zycia bac sie we wlasnym domu. Wyjsciem
      posrednim pomiedzy wzywaniem policji a baniem sie w domu do konca
      zycia moze okazac sie skorzystanie z pomocy mediatora rodzinnego, z
      ktorego udzialem byc moze udaloby sie Panstwu okreslic jakis
      rodzaj "kontraktu" miedzy synem a Panstwem. Czyli, ze nie bedziecie
      skladac skarg, jesli beda zachowane okreslone granice itp. W tym
      przypadku jednak mediacja moze udac sie tylko wtedy, kiedy syn
      bedzie chcial wspolpracowac. Sprobowalbym pogadac z nim o terapii
      rodzinnej na poczatek.
    • akacjax Re: Zaczynam się bać własnego syna... 28.02.08, 12:57
      Bardzo współczuję. Tez polecam terapię dla Was-pomoże ona odnaleźć się wobec tej sytuacji. Może inne podejście, które pojawi się, gdy przepracujecie pewne kwestie-w słowach, gestach, zachowaniu-pokaże Was synowi z innej strony. I powstanie nić porozumienia, bo właśnie zaburzenia komunikacji są połową(albo więcej)przyczyn naszych problemów z dziećmi.
      Ciekawe, co powiedziałby syn na pytanie: o co masz tak najwięcej złości na mnie(matkę) i na ojca?
      Gdy ja zadałam to pytanie okazało sie, że w niektórych kwestiach byłam zupełnie inaczej zrozumiana, aż mnie zatkało. Dlatego pytać jak mnie zrozumiałeś, mówić-co mam na myśli-to ważne.
    • baba_przelotem Re: Zaczynam się bać własnego syna... 25.03.08, 10:36
      WItam, przeczytalam Pani post i napisze swoje wnioski. Z tego co
      zrozumialam niestety nie byliscie chyyba Panstwo konsekwentni w
      stosunku do syna od jego dziecinstwa. Syn wszedl teraz w okres
      buntu, poza tym juz wczesniej na pewno byly sygnaly ze syn sie zle
      zachowuje, jak wiec Panstwo reagowaliscie? Podstawa wychowania to
      zasady i konsekwencja w ich przestrzeganiu. Jak grozi, powiedziec
      prosto nie dostaniesz, a za kradziez jest wiezenie/grzywna itd. Jest
      juz pelnoletni neich bierze odpowiedzialnosc SAM za swoje czyny, tak
      samo jak i bicie. Poza tym nie zgadzam sie z p Drozdzakiem palenie
      trawy prowadzi do zachowan agresywnych a pozniej do halkucynacji,
      trzeba go leczyc, byc moze tez jego zacgowanie wynika z palenia
      trawy.
      • nome-ol-vides Re: Zaczynam się bać własnego syna... 25.03.08, 20:29
        tak, natchnione słowa, do więzienia łobuza i tam go leczyć... jakby tak nie dało
        rady to najpierw leczyć, a potem do więzienia... z dziećmi to jest najgorszy
        problem, że dorastają i już nie słuchają ani nie boją się mamusi i tatusia
        • baba_przelotem Re: Zaczynam się bać własnego syna... 26.03.08, 07:58
          Nie o to chodzi ze do wiezienia tylko zeby zrozumial ze sa
          KONSEKWENCJE, rodzice go zawsze wspierac i chronic nie beda chocby z
          tego powodu ze nikt nie jest wieczny, a szantazowi podlegac nie
          wolno.
          • blauchat Re: Zaczynam się bać własnego syna... 10.05.08, 23:58
            W Stanach, kiedy dziecko kończy 18 lat, wystawia mu się często walizki za drzwi.
            Jest to bardzo pożyteczny szok dla takiego młodego pasożyta. Jak poczuje smak
            głodu, to prawdopodobnie szybko doceni ciepłą zupę u mamy oraz dach nad głową.
            • droka Re: Zaczynam się bać własnego syna... 13.05.08, 02:15
              Moje wystawione za próg parę miesięcy temu młode ostatnio zrobiło sobie 10-dniową ścisłą głodówkę. Na samej wodzie. Ostatnie 2 dni tej głodówki spędził u mnie, bo bałam się jego wychodzenia z głodówki (to jest bardziej niebezpieczne niż sama głodówka). Ale nastrój miał super!
              Najwyraźniej potrzebuje silnych doświadczeń świadczących o panowaniu nad swoim losem (tu: ciałem i instynktami) za pomocą woli.

              Wrócił do siebie pełen entuzjazmu dla jedzenia. Na szczęście ma trochę pieniędzy żeby sobie na tę przyjemność pozwolić. Niestety entuzjazm do chodzenia do sklepu ma dużo mniejszy, mniej więcej taki, jak entuzjazm do szkoły. Tę ostatnią chyba kolejny raz opuści a ja nie mam zamiaru mu w tym przeszkadzać ani nawet komentować.

              Ale oceniając skutek decyzji "wystawienia za próg" - było to bardzo, bardzo korzystne. Naprawdę zmiany pozytywne są zauważalne gołym okiem. On to widzi równie jasno jak ja. I chyba bardzo serio traktuje konieczność znalezienia pracy, mieszkania (to jego obecne locum jest tymczasowe). Tylko jeszcze nie potrafi przełamać momentu bezwładu.

              Ale najdziwniejszy efekt tego rozstania - całkowicie sprzeczny z przewidywanym - to podniesienie poziomu energii psychicznej - więcej chęci do działania, więcej pomysłów, projektów rozwoju. A bałam się jego depresji... :)



              • droka Re: Zaczynam się bać własnego syna... 13.05.08, 03:00
                Ale żeby nie było za wesoło - ten jego bezwład polegający na czekaniu aż coś z rzeczy ważnych do przeżycia samo się zrobi (lub ktoś z zewnątrz każe coś zrobić stojąc z batem lub marchewką) mimo wszystko mnie niepokoi. Bo praca się sama nie znajdzie, ani mieszkanie, egzaminy się też same nie zdadzą...
            • aisza1122 Re: Zaczynam się bać własnego syna... 28.04.09, 22:54
              Wszystkie rady są pożyteczne ale łatwiej powiedzieć jak zrobić .
              Zadzwonić na policję czy które kolwiek z osób komentujących by to naprawdę
              zrobiło wątpię.
              Działać konsekwentnie to bardzo trudne ale skuteczne choć po długim czasie a my
              chcemy efekty widzieć od razu,czasami warto poczekać i działać.
              Zgodziła bym się z panem Pawłem może chodzić tu o dragi łatwo rozpoznać ,proszę
              spojrzeć synowi w oczy i obserwować reakcje źrenic na brak światła zwiększają
              się a na świetle zmniejszają i oczy są jakby mętne jak bierze coś nie ma reakcji
              na światło
              Proszę w takiej sytuacji działać konsekwentnie kupić test i zmusić syna do
              zrobienia testu w obecności męża ,jeżeli wynik będzie pozytywny bez sprawy się
              nie obędzie ma już 18lat umieszczenie w ośrodku uratuje mu życie choć to bardzo
              brutalne to konieczne.

              Piszę o tym z doświadczenia mam podobne problemy z synem już nie bierze i nie
              pali,nie pije ale wciąż ma problemy z agresją lecz ja nie boję się syna mi było
              trochę łatwiej bo syn nie ma jeszcze 18 lat i groził mu poprawczak dlatego
              zgodził się na leczenie spędził dwa lata w ośrodku tyle udało mi się wywalczyć
              żyje .
              A jeżeli nie bierze to znaczy że ma poważne kłopoty i nie może sobie z nimi
              poradzić ani o nich powiedzieć i oby tylko tak było
    • honeyandmilk Re: Zaczynam się bać własnego syna... 17.06.08, 14:09
      Z moją córką było identycznie. Okazało się, że to heroina.
      Wielokrotne pobyty w ośrodkach. Moja gehenna. Zaczęto od leczenia
      mnie. Żebym umiała dbać o siebie, a potem wiedziała co z delikwentką
      robić. Po 9 latach mogę powiedzieć, że chyba się udało!
    • troglie Re: Zaczynam się bać własnego syna... 05.11.08, 23:47
      Nie jestem specjalistą jednak wygląda mi to na syndrom braku ojca lub syndrom
      słabego ojca. I nie chodzi o siłę fizyczną tylko o postawę życiową, o wymagania
      wobec siebie a następnie wobec syna.
      Mogę zrozumieć, że to nie jest łatwa rzecz - wychować. Ale nikt nigdy nie
      obiecywał, że jest czy będzie to łatwe.
      Teraz ogrom pracy przed Wami może nieco przytłaczać ale z pewnością Wam się uda
      gdyż widać, że idziecie w bardzo dobrym kierunku.
    • mskaiq Re: Zaczynam się bać własnego syna... 06.11.08, 23:56
      Moj syn bral narkotyki, byl bardzo trudny, negatywny, nie uczyl sie.
      Bylo bardzo zle, probowalem to zmienic ale na moje dzialania, probe
      zastraszenia go reagowal negatywnie, wszystko co moglem osiagnac to
      jego odejscie z domu.
      Nie chcialem aby odchodzil z domu bo to oznaczalo bezdomnosc i
      stracenie jakiejkolwiek szansy na zmiane.
      Postanowielem ze nie bede reagowal na Jego dzialania, prowokacje,
      narkotyki. Bral je w sasiednim pokoju razem z kolegami.
      Sprawy wygladaly beznadziejnie, pogodzilem sie juz ze stracilem
      syna, ze jednego dnia przedawkuje i bedzie koniec. Wszystko co mu
      dawalismy to czysta posciel, zdrowe jedzenie, byl nadal czescia
      rodziny, mial nasza akceptacje i milosc.
      Nie zginal, jednego dnia powiedzial kolegom zeby wiecej nie
      przychodzili i rozpoczal samotna walke z narkomania. Bylismy z Nim,
      mial zawsze nasza milosc i to zadecydowalo.
      Wygral z narkomania, dzisiaj ma wlasna rodzine, jest sportowcem,
      wrocil do zycia.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • takajatysia Re: Zaczynam się bać własnego syna... 24.09.09, 13:45
      Jeśli rzeczywiście popala a nie pali tą trawkę, to chyba bym się tak tym nie
      przejmowała. Jeśli jest to raz na dwa-trzy tygodnie a nie częściej. Mówię z
      punktu osoby, która praktykuje od lat 10, ale z częstotliwością raz na kwartał
      mniej więcej. Działa to na mnie podobnie jak 3 piwa. Gorzej jeśli syn pali dużo
      - bo jak się to mówi potocznie - od dużej ilości zielonego ma się dziury w mózgu
      i zrytą psychę. Z punktu widzenia osoby, która się dosyć buntowała mogę
      powiedzieć, że chyba naprawdę najlepiej go poprosić o wspólną terapię, dla
      rodziny. Powiedzieć, że naprawdę byście chcieli się z nim zrozumieć, że nie
      chcecie się z nim kłócić etc. Z porad eksperta w tej węszę najlepszą. I urabiać
      go tak długo, aż się zgodzi. I spójrzcie prawdzie w oczy: gdybyście go dobrze
      wychowali i okazywali mu waszą miłość to by się tak teraz nie zachowywał. Tylko
      niestety nie zawsze wiadomo jak to jest "dobrze". Więcej będę się mądrować za
      lat 15-20 jak się okaże co z mojej córeczki wyrosło ;D Nie obwiniajcie za
      powstałą sytuację tylko jego i trzymajcie się. Najważniejsze, że chcecie mu pomóc.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka