kami_78
22.07.08, 17:04
Proszę osądźcie, czy ja się pomyliłam??? Zaczynam wątpić w mój rozsądek i trzeźwą ocenę tej sytuacji :(
Historia wygląda tak. Facet adorował mnie potwornie! Cała firma i połowa naszych kontrahentów śmiała się po kątach, że się we mnie zakochał. Był baaaardzo przystojny, bystry i wybrał mnie! „Najpiękniejszy w całej wsi” (choć nie do końca w moim typie) czułam się dowartościowana ;) Zaczęłam odwzajemniać jego zainteresowanie i flirt rozgrzał na całego! Iskry się sypały, zwoje mózgowe rozgrzewały do czerwoności, oddech przyspieszał do granic wytrzymałości, a serce coraz częściej łomotało jak szalone. Trwało to kilka miesięcy i... popłynęłam totalnie! Zakochałam się! :(((
Jestem tradycjonalistką, więc to on zazwyczaj inicjował kontakty, on szukał mego towarzystwa. Obsypywał wyszukanymi komplementami, które jeszcze z większa fantazją odwzajemniałam. Przynosił łakocie, nalegał na spotkanie tylko we dwoje. Kilkakrotnie zapraszał - nie na kolację, nie na kawę - mówił wprost – jesteśmy dorośli, zapraszam cię na randkę. Długo mu kazałam czekać na tę pierwszą randkę. Wreszcie się zgodziłam, było miło. Potem impreza przetańczona razem aż do rana. Przytulanki, trzymanie za rączkę, głaskanie i po włosach... romantyk...
Jednak nadal nie było jasności, nadal nie wiedziałam czego on tak naprawdę ode mnie chce. Zabawa we flirt, w kotka i myszkę ciągle trwała. Przyciąganie i odpychanie, adrenalinka i niepewność. Coraz częściej zastanawiałam się - co to właściwie jest? Wreszcie nie wytrzymałam i napisałam mu w mailu, że zakochałam się. Chcę żeby wiedział co czuję, że dla mnie nie jest to już tylko zabawa. I wiecie co? Nie odpisał! Zamilkł, rozpłynął się w powietrzu, zniknął. Strasznie mnie tym milczeniem rozzłościł, więc napisałam drugiego maila, w którym wygarnęłam mu jakim jest tchórzliwym, nieuczciwym małym chłopczykiem. Sprowokowany tym razem odpisał. Dwa lakoniczne zdania Cyt: "Nigdy nie mówiłem o uczuciach, nic nie obiecywałem. Szkoda, że nie możemy zostać znajomymi, przyjaciółmi. Trzymaj się. Cześć” Rozwalił mnie tym tekstem!
Od kiedy to przyjaciół zaprasza się na randki??? Uwodzi się, całymi miesiącami erotycznie flirtuje, głaszcze po włosach, trzyma za rączkę i odstawia romantyczno-namiętne przytulanki w tańcu??? Dziwny to model przyjaźni, przynajmniej w mojej ocenie... pierwszy raz się z takim spotkałam...
Choć z drugiej strony może to ja jestem nienormalna? Może to ja mam wypaczony obraz przyjaźni? Może na tym właśnie polega przyjaźń a ja źle i opatrznie odczytałam te wszystkie jego zachowania? Może to jednak on ma rację??? Zatkało mnie po tym jego mailu, myślę o tym od kilku dni i już nic nie rozumiem...
Boszszzzzzz.... zaczynam wariować! Potrzebuję obiektywnej oceny ludzi z zewnątrz, waszej oceny.