Dodaj do ulubionych

miłość czy seks?

IP: 157.25.130.* 28.06.01, 15:49
Tak, już widzę oburzenie wielu ...

Ja jednak po parunastu latach żywota dorosłego coraz mniej wierzę w miłość.
Jeden powie nie starałem się, nie zaufałem drugiemu człowiekowi; inny źle
wybrałem partnerkę ...

A mi się coraz bardziej wydaje, że wmawia się nam zbyt wysokie oczekiwania. I
potem latami tkwimy, dusimy się, kłócimy, dzieci patrzą...

Chętnie pogadam z kimś o podobnych doświadczeniach.

Pozdro



Moralizatorom dziękuję za uwagę i wdzięczny będę za oznaczanie swoich postów.
Obserwuj wątek
    • Gość: asia Re: miłość czy seks? IP: *.informatik.uni-ulm.de 28.06.01, 18:23
      chcialabym tylko powiedziec,ze milosc istnieje, tylko czasem jestesmy zbyt
      zajeci wlasnymi sprawami, ze jej nie dostrzegamy.
      Pytasz milosc czy seks,
      hmm
      ja sobie dawno temu zalozylam: najpierw sie zakocham. Trwam w tym postanowieniu
      do dzis i ciagle szukam...
      pozdrawiam
      A.
      • Gość: EdWar Re: miłość czy seks? IP: 157.25.130.* 29.06.01, 09:44
        Gość portalu: asia napisał(a):
        > ja sobie dawno temu zalozylam: najpierw sie zakocham. Trwam w tym postanowieniu
        > do dzis i ciagle szukam...

        No właśnie.
        Najpierw się zakochałem i cierpliwe czekałem nie chcąc być nachalnym.
        Nastolactwo szybko mija, kończy się studia idzie do pracy, rodzi się dziecko...
        Zaczynasz częściej być zmęczony, nie wszystkie zamierzenia udaje się osiągnąć,
        lub później...
        Mój mały kłopot polega chyba na tym, że zbyt długo tłumiłem potrzeby seksualne

        I teraz coraz bardziej skłaniam się ku opcji najpierw seks, a potem ew. miłość.
        Tylko, że teraz to już nie rozumiałbym jako fascynacji, zauroczenia, a tak było u
        mnie i widzę, że w dużym stopniu religijne wychowanie mało na mnie taki wpływ.

        A teraz wali się bo seks. Może jednak lepiej dogadywałoby się z kimś kogo
        człowiek pożąda namiętnie?

        Pozdro
    • gepe Re: miłość czy seks? 28.06.01, 18:26
      Gość portalu: FACET napisał(a):

      > Tak, już widzę oburzenie wielu ...
      >
      > Ja jednak po parunastu latach żywota dorosłego coraz
      mniej wierzę w miłość.
      > Jeden powie nie starałem się, nie zaufałem drugiemu
      człowiekowi; inny źle
      > wybrałem partnerkę ...
      >
      > A mi się coraz bardziej wydaje, że wmawia się nam zbyt
      wysokie oczekiwania. I
      > potem latami tkwimy, dusimy się, kłócimy, dzieci
      patrzą...
      >
      > Chętnie pogadam z kimś o podobnych doświadczeniach.
      >
      > Pozdro
      >
      >
      >
      > Moralizatorom dziękuję za uwagę i wdzięczny będę za
      oznaczanie swoich postów.

      Rozwiń trochę temat, wtedy pogadamy.
      Pozdrawiam - gepe
    • Gość: paula Re: miłość czy seks? IP: 217.99.8.* 28.06.01, 18:38
      Gość portalu: FACET napisał(a):

      > Tak, już widzę oburzenie wielu ...

      Nie powaliły mnie twoje słowa ponieważ ...... zgadzam się.

      > Ja jednak po parunastu latach żywota dorosłego coraz mniej wierzę w miłość.
      > Jeden powie nie starałem się, nie zaufałem drugiemu człowiekowi; inny źle
      > wybrałem partnerkę ...

      Staramy się, wierzymy że istnieje, tylko my jakoś nie potrafimy jej odnaleźć. I
      nie powinniśmy szukać - jej nie ma - jest zauroczenie, fascynacja, szacunek,
      przyjaźń, świetny sex ale ..... i szukamy po paru latach kogoś innego.

      > A mi się coraz bardziej wydaje, że wmawia się nam zbyt wysokie oczekiwania. I
      > potem latami tkwimy, dusimy się, kłócimy, dzieci patrzą...

      "dzieci powinny mieć obojga rodziców" tylko należałoby dodać kochających się. Ich
      już nie ma.

      > Chętnie pogadam z kimś o podobnych doświadczeniach.

      Odczucia podobne choć może po innych doświadczeniach.
      Może, niektórzy z nas nie potrafią po prostu kochać...
      • Gość: Maria Re: miłość czy seks? IP: *.regionet.pl 29.06.01, 12:32
        Wierzę w miłość. Nie w miłość jako słowo którym
        określa się zbiór różnych uczuć, czynów, ale w Miłość
        jako wartość samą w sobie taką jak Szczerość czy
        Prawda. Ta wiara pomaga mi żyć bo jestem romantyczna.
        Doswiadczenia w związku partnerskim: bolesne, mnustwo
        wątpliwości. Rozważałam nawet możliwość spędzenia
        życia samotnie. Seks uświęcony przez miłość (lub
        przynajmniej z osobą w której się jest zakochanym,
        zafascynowanym) jest najcudowniejszą sprawą na
        swiecie, ale sam w sobie też jest świetny dlatego
        uważam że nie należy z niego rezygnować. Nie łatwo
        się zakochuję, dlatego w moim przypadku najpierw był
        seks, a dopiero po dłuższym czasie zaangażowanie.
      • Gość: Maria Re: miłość czy seks? IP: *.regionet.pl 29.06.01, 12:38
        Wierzę w miłość. Nie w miłość jako słowo którym
        określa się zbiór różnych uczuć, czynów, ale w Miłość
        jako wartość samą w sobie taką jak Szczerość czy
        Prawda. Ta wiara pomaga mi żyć bo jestem romantyczna.
        Doswiadczenia w związku partnerskim: bolesne, mnustwo
        wątpliwości. Rozważałam nawet możliwość spędzenia
        życia samotnie. Seks uświęcony przez miłość (lub
        przynajmniej z osobą w której się jest zakochanym,
        zafascynowanym) jest najcudowniejszą sprawą na
        swiecie, ale sam w sobie też jest świetny dlatego
        uważam że nie należy z niego rezygnować. Nie łatwo
        się zakochuję, dlatego w moim przypadku najpierw był
        seks, a dopiero po dłuższym czasie zaangażowanie.
    • Gość: Joanna Re: miłość czy seks?-do FACETA IP: *.nuph.us.edu.pl 29.06.01, 13:13
      Drogi Facecie - jesli chcesz z kims porozmawiac, to oto
      jestem: ja, przede wszystkim czlowiek,a dopiero na
      drugim miejscu kobieta, itd...
      Nie bede moralizowac, oceniac cie, doszukiwac sie
      jakichs twoich bledow, bo sama mam klopot i juz sie
      nasluchalam moralizatorow i innych, ktorzy wszystko
      wiedza najlepiej - ja wiem tyle samo co ty i niech tak
      zostanie dla naszego dobra i przyjaznego tonu rozmowy.
      Problem o ktorym piszesz nie jest latwy, bo co to w
      koncu jest milosc, a co to jest seks??? Ludzie plci
      obojga (zwlaszcza bardzo mlodzi) nieustannie na sto
      sposobow mieszaja te uczucia i nie jest prawda, ze
      kobieta nie umie oddzielic seksu od milosci a mezczyzna
      potrafi - wszyscy umiemy, ale nie kazdy chce.
      Dam ci przyklad - dziewczyna ktora widzi atrakcyjnego
      mlodzienca interpretuje swoje szybsze uderzenia serca
      i podwyzszony poziom adrenaliny jako 'milosc od
      pierwszego wejrzenia'...Podobnie chlopak ktoremu na jej
      widok 'stanelo' (wybacz wyrazenie) tez chce wierzyc,
      ze ja kocha... No to juz mamy calych nas, ludzi
      wierzacych w zakochanie od pierwszego wejrzenia, ktorym
      sie jawne objawy pozadania i gotowosci do stosunku
      z miloscia pomieszaly...
      I to co w tych wszystkich telenowelach, pismach dla
      kobiet pokazuja jako milosc to tylko dzwiek dzwonkow
      w uszach i klapki na oczach wywolane gwaltownym
      naplywem hormonow...
      Wiec jesli to ma byc milosc to ja nigdy wiecej nie chce
      czegos takiego przezyc!
      Nie jestem takze zwolenniczka beznamietnego, szybkiego
      i bylejakiego seksu z kim popadnie i gdzie popadnie
      bo w ten sposob nawet zwierzeta nie postepuja i tu
      chyba znowu nastapila pomylka polegajaca na pomieszaniu
      seksu z wlasna potrzeba pobicia rekordu w sprincie.
      Za czym wobec tego sie opowiadam? Za odrzuceniem
      bzdurnej wizji milosci i za odszmaceniem pozadania...
      Po prostu chcialabym zeby ludzie przestali dokonywac
      gwaltu na wlasnej naturze.
      Nie ma nic zlego w porzadaniu, a w jakiejs
      pseudomilosci i zakochaniu zawsze tkwi pulapka.
      Nasze ciala, nasza seksualnosc sa tak samo dobra droga
      do uduchowienia jak kazda inna - pod warunkiem, ze
      chcemy sie uduchowic przez seks...
      Przyklad - a prosze bardzo, startuj wyobraznio...
      Skoro jestes facetem wyobraz sobie kobiete - nie wazne
      czy ja kochasz, czy nie - ona ci sie podoba i na razie
      o tym mowimy. Ta kobieta chodzi wlasnie naga po domu
      (brzegu morza/zielonej trawie...), moze jest nieco
      troche owinieta jakas przeswitujaca tkanina...
      Patrzysz na nia i czujesz zachwyt nad jej cielesnoscia,
      czujesz pozadanie. Podchodzisz blizej patrzac jej w
      oczy i wiesz, ze ona czuje to samo. Dotykasz jej cialo,
      czujesz pod palcami szybkie uderzenia jej serca,
      czujesz subtelny zapach perfum, wiesz, ze ona tez ma
      ochote... I teraz od ciebie zalezy czy ja przelecisz
      w piec minut i pojdziesz do nastepnej czy tez pozwolisz
      sobie na odrobine uduchowienia, wznioslosci, artyzmu...
      A teraz wyobraz sobie, ze ta kobieta ktora tak cie
      podnieca jest do tego twoja bratnia dusza - o wielu
      sprawach mozesz z nia porozmawiac, macie wspolne
      zainteresowania, wiesz, ze mozesz na nia liczyc - ona
      nie wypapla kolezankom twoich tajemnic, nie roztrwoni
      twoich pieniedzy, przed nia nie musisz udawac kogos
      kim nie jestes... Po prostu potraficie byc
      przyjaciolmi.
      I znowu twoj wybor - czy wybierzesz ja na swoja
      partnerke pomimo ze wlasciwie nie zamroczylo cie zadne
      zakochanie ( w koncu wobec przyjaciol plci przeciwnej
      rzadko glupiejemy z milosci nawet jesli w glebi serca
      mamy na nich ochote) czy tez polecisz szukac zakochania
      i ksiezniczki z bajki...
      A po co ja tyle tu napisalam - po to zeby bic sie
      w piersi. Gdy bylam na studiach mialam paru kumpli
      ktorzy nawet dzialali mi na sfere seksualna... Tyle,
      ze mnie sie wydawalo, ze skoro w zadnym nie jestem
      zakochana, a poza tym dopatrywalam sie (falszywej
      zreszta jak mysle )rownosci przyjaciel=brat to zaden
      z nich nie nadaje sie do ... No wlasnie - teraz sama
      nie rozumiem do czego niby mieli sie nie nadawac...
      Final jest taki - zakochalam sie w facecie, ktory nie
      byl moim kumplem, rozsadek poszedl w las przy calym
      tym zacmieniu miloscia, sluchalam kazdego jego slowa
      jak zahipnotyzowana, wierzylam we wszystko, staralam
      sie jak moglam, obudzilam sie z reka w nocniku a kazdy
      jeszcze mowi, ze to ja jestem temu winna...
      I nie byloby problemu gdyby nie to, ze zanim klapki
      z oczu opadly to wyszlam za niego za maz...
      • Gość: FACET FACET do Joanny IP: 157.25.130.* 29.06.01, 16:20
        Joanno,
        tak, sporo jest racji w tym co piszesz.
        5 minut i następna także mi nie pasuje.
        Jest to przyjemniejsze niż sam na sam, ale pozostaje jakiś niesmak.
        Niemniej jednak odbieram Twe słowa jako potwierdzenie moich przeczuć, że nasza
        kultura robi nam kuku wmawiając, że miłość przede wszystkim miłość.
        A tymczasem kłopot jaki ja odczuwam, to samotność. Kiedy coś nie gra, kiedy
        sprawy idą gorzej niż chcieliśmy to zostaję sam żeby naprawić, żeby znów było
        dobrze.
        Zahaczamy więc natychmiast o zagadnie czy możliwa jest przyjaźń między
        mężczyzną i kobietą.
        I teraz wydaje mi się, że to właśnie chodzi o połączenie przyjaźni z fascynacją
        erotyczną.
        Żeby można było polegać na partnerze i wiedzieć, że nie jest się samemu w
        ciężkich chwilach.
        Pozdrawiam serdecznie.
        Facet
        • Gość: Joanna Re: Joanna do FACETA IP: *.nuph.us.edu.pl 02.07.01, 11:06
          Dobrze wiem, co czujesz - mnie tez dolega samotnosc
          i to samotnosc tragiczna, bo niby mam meza...
          Czasami mam wrazenie, ze caly nasz swiat zbudowany jest
          na klamstwie, albo przynajmniej nafalszywym wyobrazeniu
          o wielu sprawach. I jak tu nie zglupiec???
      • Gość: Lui Re: miłość czy seks?-do FACETA IP: *.calixo.net 29.06.01, 22:01
        i teraz tego zalujesz?
        • Gość: KRA Re: miłość czy seks?-do Joanny IP: *.regionet.pl 30.06.01, 00:00
          Naprawdę urządzało by cię to, gdybś wiedziała że nie
          jesteś wymarzoną kobietą swojego faceta, że twoja
          uroda nie bardzo jest w jego guście, że właściwie
          inne kobiety bardziej mu się podobają, ale rozważył
          to rozsądnie i wybrał ciebie, bo jesteś fajna, miła,
          może z tobą pogadać, no i jesteś aktywna w łóżku?.
          Po prostu jesteś jego przyjaciółką i seks wam też
          wychodzi. Nie jesteś w stanie wzbudzić w nim żadnych
          emocji, bo do przyjaciół podchodzimy z dystansem.

          Ja sądzę że mogę mieć dziesięciu przyjaciół i również
          dziesięciu kochanków, ale serce mam tylko jedno, i
          oddam je jednemu człowiekowi, który będzie dla mnie
          kimś absolutnie wyjątkowym.
          • Gość: Joanna Re: miłość czy seks?-do KRA IP: *.nuph.us.edu.pl 02.07.01, 11:02
            A jak poznasz tego jednego, jedynego czlowieka???
            Czy tu nie ma kolejnej pulapki? Czy ktos znow nam nie
            wmowil, ze moze istniec jakas 'druga polowa'.
            • Gość: KRA Re: miłość czy seks?-do Joanny<pusty schowek> IP: *.regionet.pl 02.07.01, 12:20
              Joanno - przede wszystkim chciałam ci powiedzieć że w
              większości się z tobą zgadzam, twoje wypowiedzi
              wydają mi się wyjątkowo przemyślane, też mam
              wrażenie że wszystko opiera się na kłamstwie, a nawet
              jestem o tym przekonana, mam nawet podobne
              doświadczenia. Zaślepiona miłością do faceta robiłam
              rzeczy których nie powinnam byłam robić. Nagle
              poczułam się oszukana kiedy zrozumiałam że on wybrał
              mnie właśnie kierując się rozsądkiem, bo mógł na mnie
              polegać itd. dla mnie zrezygnował ze swojej wyśnionej
              królewny, czyż nie powinnam być szczęśliwa z tego
              powodu, dlaczego nie jestem?
              To prawda że ciągle coś sie nam wmawia, jedyna rada
              to myśleć samodzielnie, i mieć odwagę ponośić
              konsekwencje swoich wyborów, ostatecznie tak czy
              inaczej może nie uda nam się ominąć pułapek, i pod
              koniec życia uświadomimy sobbie że popełniliśmy błąd.
              Osobiście jestem zdania że rozumem, logiką i
              rozsądkiem nie da się wszystkiego ogarnąć i uczucia
              są niezbędne do pełnego odbioru rzeczywistośći.
              pozdrawiam.
              • Gość: Joanna Re: Joanna do KRA IP: *.nuph.us.edu.pl 02.07.01, 13:13
                Oczywiscie, tylko ze ja staram sie udowodnic, ze to co
                dzisiaj nazywamy miloscia nic z ta miloscia nie ma
                wspolnego - przeczytaj sobie odpowiedz Faceta na moj
                post. Do szczescia ( przynajmniej mnie) wystarczylby
                partnerski, przyjacielski uklad z mezczyzna plus
                odrobina fascynacji erotycznej, a ta ostatnia niewiele
                ma wspolnego np. z kolorem wlosow czy ze wzrostem.
                Pozadamy tych naszych ksiazat i ksiezniczek o pieknych
                rysach twarzy i wspanialych cialach a pozniej okazuje
                sie, ze w zyciu, w lozku, na wycieczce i na rybach te
                osoby do nas nie pasuja!!!
                Ja nie mowie, zeby zwiazki miedzy kobieta a mezczyzna
                traktowac na zimno!!! Ja tylko sugeruje, ze zamiast
                snic o wielkiej milosci lepiej rozejrzec sie wsrod
                wlasnych przyjaciol plci przeciwnej i poszukac kogos
                kto w naszych oczach nie wyglada jak paskuda... no
                i sprobowac dostrzec w nim nieco wiecej piekna niz
                zauwazamy na codzien...
                Wlasnie przypomnialo mi sie cos co czytalam kilka lat
                temu - nie pamietam cytatu, ale z grubsza chodzilo
                w tym o to, ze piekno nie jest cecha obiektu na ktory
                patrzymy, lecz cecha naszego umyslu...
                A my jak bydleta uparte piekno, milosc, dobro
                przypisujemy ladnej buzi a nie samym sobie - po prostu
                wierzymy w to, ze ktos jest piekny, ze go kochamy
                bo tak nas rozsadza potrzeba uczucia, ze lecac na
                skroty znajdujemy pierwszy lepszy wizualnie atrakcyjny
                obiekt i wprawiamy cala maszynka w ruch - zakochanie,
                zaslepienie, bicie serca, rozczarowanie...
                To co piszesz o mezczyznie, ktory zwiazal sie z toba
                z czystego wyrachowania rzucajac dla ciebie krolewne,
                to nie jest to o co mi chodzi, do czego bym kogokolwiek
                namawiala- nie doradzam tu emocjonalnego chlodu i
                czystej logiki. Czy nigdy w zyciu nie mialas kolegow
                ktorzy by ci sie podobali i ktorych lubilas???
                Czy jest wyrachowaniem zwiazanie sie z kims kogo
                darzymy szczera sympatia i przywiazaniem a do tego
                jeszcze ta osoba jest dla nas atrakcyjna fizycznie
                mimo, ze moze nie najatrakcyjniejsza na swiecie???
                Dawniej nikt sie o milosc nie pytal: piekarz wydawal
                corke za syna mlynarza i bylo dobrze - zycie obojga
                od ich urodzenia krecilo sie wokol maki, chleba
                i buleczek i mogli jako malzenstwo do woli rozwijac
                sie 'zawodowo'- byli dla siebie przyjaciolmi,
                partnerami w interesach, takie malzentwa byly bardziej
                zgodne i trwale, mialy normalne zycie seksualne,
                rodzily sie z takich zwiazkow dzieci...
                A my tylko czekamy na wielkie zakochanie
                • Gość: KRA Re: kra do JOOANNY IP: *.regionet.pl 02.07.01, 15:15
                  Co dziś nazywamy miłością? Instykt łączy dwoje ludzi,
                  prawem doboru naturalnego, przeżywają cały ten zawrót
                  głowy który ci tak dopiekł(i mnie też), mogą być
                  przez krótki czas szczęśliwi totalnie zespoleni, mały
                  wypad do nieba. Ale to nie TA miłość. Miłość to
                  związek psychiczny dwojga świadomych siebie,
                  odrębnych istot, świadomie rozwijany i pielęgnowany.
                  Skąd wiesz że byłabyś szczęśliwa w małżeństwie z
                  którymś ze swoich kolegów ze studiów. Wspólne życie
                  to nie kumplostwo, też mogłabyś się rozczarować. Może
                  tam dobrze gdzie nas nie ma. Dla mnie idealny związek
                  to taki gdzie jest i przyjaźń (a jakże by bez tego),
                  i fascynacja erotyczna, i jeszcze to COŚ co czyni z
                  naszego przyjaciela jedynego w swoim rodzaju,i dla
                  NAS jest on własnie najatrakcyjniejszy na swiecie, bo
                  przecież piękno to stan umysłu, osoba którą kochamy
                  wydaje nam się najpięknijsza.
                  W małżeństwie rodziców, znajomych krewnych zawsze
                  panował przerażający brak miłości, same rozwody,
                  wrogość, klotnie, obcos. Dlaczego? Chyba dlatego że
                  miłość jest okropnym, pełnym grozy przeżyciem.
                  Kochając jesteśmy zupełnie bezradni wystawieni na
                  najgorsze ciosy i zranienia, bardzo wrażliwi a
                  jednocześnie bez obrony, gdy jesteśmy kochani ktoś
                  składa w nasze ręce swoje życie i serce, a my mamy
                  nad nim PELNA wLadzę, co wymaga od nas ogromnej
                  odpowiedzialnośći.Tak naprawdę nikt nie ma na to
                  ochoty, wiec każdy się szybko wycofuje, w obawie
                  przed zranieniem sam atakuje itd.


                  • Gość: Joanna Re: do KRY IP: *.nuph.us.edu.pl 02.07.01, 16:01
                    Jestem pewna, ze z ktoryms z dawnych kolegow bylabym
                    szczesliwsza niz z obecnym mezem, bo w gruncie rzeczy
                    wiecej mnie z nimi laczylo i w wielu dziedzinach dobrze
                    sie rozumielismy- z nimi chodzilam do kina, maz mnie
                    nigdy nie zabral, oni pomagali mi w klopotach,
                    rozmawiali ze mna - maz tylko wzrusza ramionami.
                    Przyklady mozna mnozyc. A wszystko przez niewlasciwy
                    wybor i cale to zakochanie - gdybym znala prawdziwa
                    twarz mojego meza nigdy bym za niego nie wyszla...
                    Naprawde to byla pomylka i jestem tego swiadoma, ze
                    czesciowo sama pozwolilam jej sie wydarzyc.
                    Inny temat - to COS o czym piszesz wlasnie znalazlam...
                    w sobie samej i nie musze sie tego doszukiwac w jakims
                    facecie. To COS to moj wlasny wybor, decyzja a nie
                    zakochanie czy przeznaczenie... Nie ma czegos takiego.
                    Natomiast to co piszesz o bezbronnosci osoby kochajacej
                    i wladzy osoby kochanej jakos nie miesci sie w moim
                    standardzie przyjazni, partnerstwa czy jakichkolwiek
                    glebszych uczuc - strasznie sie poczulam przytloczona
                    taka wizja...
                    • Gość: kra Re: do Joanny IP: *.regionet.pl 02.07.01, 20:45
                      Gdybyś kochała męża, było by dla ciebie bolesne że cię odtrąca, raniło by cię,
                      gdy wzrusza ramionami na twoje problemy. Gdybyś była przekonana że on cię
                      kocha,może zastanowiłabyś się zanim napisałabyś że zostaniesz z nim do momentu
                      gdy znajdziesz sobie lepszego. Tylko tyle miałam na myśli pisząc o bezbronności
                      i władzy. Mnie się to z partnerstwem nie kłóci.
                      • Gość: FACET do KRA IP: 157.25.130.* 03.07.01, 09:11
                        Gość portalu: kra napisał(a):
                        > Gdybyś kochała męża, było by dla ciebie bolesne że cię odtrąca, raniło by cię,
                        > gdy wzrusza ramionami na twoje problemy

                        A czy bierzesz pod uwagę możliwość, że po jakimś czasie (latach) właśnie taka
                        postawa się wypala. Człowiek próbując przez kilka lat doprowadzić do ładu swoje
                        życie w pewnym momencie ma dosyć. Przestaje wierzyć, że coś może jeszcze być
                        fajne w dotychczasowym układzie?

                        Pozdro
                        • Gość: kra Re: do FACETA IP: *.regionet.pl 03.07.01, 10:46
                          Ależ biorę, chocby z tej przyczyny że przez lata
                          obserwowałam jak moi rodzice walczą ze sobą, wprost
                          mówią sobie że sie nienawidzą. Ciagle sa razem, mogli
                          by juz być dziadkami, gdybym ja nie wyszla z tego
                          lekko okaleczona emocjonalnie. Przez długie lata
                          obiecywałam sobie że ja NIGDY nie wyjdę za mąż bo to
                          nie ma sensu. Teraz jestem zwiazana z mezczyzna
                          mieszkamy z soba od3 lat i ... bardzo go kocham. Jak
                          długo to jeszcze potrwa i czy sie wypali nie wiem.
                          Jestem ostrożna w snuciu planow, nie chce aby mi
                          cokolwiek obiecywał. Nie wiem dlaczego to taka trudna
                          sztuka - życie we dwoje. Może to kwestia złego
                          dobrania się, niezgodności charakterów. Moi rodzice
                          musieli się pobrać, mieli "wpadke".(byli bardzo
                          młodzi). może sztuka miłości wiąże sie ze sztuką
                          samego życia. Wygórowane ambicje, nieodporność na
                          stres, brak kontroli nad własnymi i cudzymi emocjami,
                          wieczna gonitwa, brak czasu na życie duchowe - to
                          wszystko może uprzykrzyc samo życie, a razem z nim
                          również miłość.
                          Wiele razy miałam wszystkiego dość, spakować walizkę
                          i odejść. Albo z całą bezwzględnością usiłowałam
                          zabić w sobie uczucie miłości, z powodu (może
                          wymyślonych) urazów, lęku przed zdradą lub
                          opuszczeniem. Ale nie mogę się powstrzymać przed
                          okazywaniem życzliwości, czułości, choćby dlatego że
                          sama momentalnie więdnę w złej atmosferze, i staram
                          się ja za wszelką cenę polepszyć, mój towarzysz życia
                          dzielnie mi pomaga.Jak długo??????

                          Życze powodzenia i trafnych decyzji.

                          • Gość: FACET Re: do KRA IP: 157.25.130.* 03.07.01, 13:02
                            Właśnie. Ja jestem po ślubie 9 lat + 4 lata "chodzenia".
                            Niestety myślę sobie ciągle, że będąc zakochany nie dopuszczałem do siebie
                            wielu sygnałów, które teraz widzę. Zawsze można powiedzieć widziały gały co
                            brały, ale jednak wtedy nie widziały.
                            Bo jak długo można wytrzymywać z człowiekiem, który ciągle twierdzi, że nie
                            jestem taki jak trzeba. Ciągle chce mnie poprawiać. Rozglądam się na około i
                            widzę normalnych ludzi, to dlaczego ja mam być doskonały?
                            Ja nie wyznaczam jej jaka ma być. Chcę tylko by mi dała spokój, ale jej
                            umiejętności wikłania mnie przerastają.
                            W końcu mówię, "i co z tego, że Twoim zdaniem tak właśnie jest. Co z tego, że
                            wynajdujesz coraz więcej coraz lepszym argumentów skoro z każdym zdaniem moje
                            uczucia się buntują i mówią mi dość. Nie chcę nic więcej słyszeć, chcę by było
                            cicho.
                            Pozdro
                      • Gość: Joanna Re: do KRA IP: *.nuph.us.edu.pl 03.07.01, 09:56
                        W pelni podzielam zdanie Faceta - znam ten bol i
                        dlatego rozumiem go bez slow ( i trzymam jego strone
                        w tej dyskusji).
    • Gość: A Re: miłość czy seks? IP: 217.17.32.* 02.07.01, 09:53
      Facecie , skad znasz moje zycie? Zwiazek - poczatkowo udany- pozniej wzajemne
      pretensje i wrogość.Na szczęscie u nas nie ma dzieci które podobno cementuja
      zwiazek.Żyjemy obok siebie jak para obcych ludzi - łacza nas rachunki,samochód
      i nazwisko.I ślub koscielny. Każde z nas kogos ma,ale żadne nie umie podjąc
      decyzji o rozstaniu .Bo Kosciół ,bo rodzina.
      To horror.
      • Gość: xxx Re: miłość czy seks? IP: *.calixo.net 02.07.01, 10:47
        stwierdzam ze preferujesz sex pozamalzenski,to bardzo nieladnie
        z twojej strony.
      • Gość: KRA Re: miłość czy seks?do A IP: *.regionet.pl 02.07.01, 10:52
        Współczuję. Lepiej zdobądzcie się na rozstanie, bo to
        marnotrastwo w końcu jedynego życia, a poza tym życie
        w obłudzie niszczy charakter.
        pozdrawiam.
      • Gość: rico Re: do A IP: 195.136.25.* 02.07.01, 10:55
        Wiesz dlaczego to horror? Sami jestescie sobie winni. Małżeństwo jest jak
        firma - jeśli się nie rozwija to musi upaść. Nie wystarczy powiedzieć przed
        ołtarzem "tak", zmienić nazwisko i kupić samochód. Spoczeliście na laurach i na
        tym koniec przyszła nuda do związku i klapa. Formą zastępczą stał się kochanek
        od święta. Zresztą przy takim Twoim podejściu to on też się z pewnością znudzi.
        • Gość: A Re: do A IP: 217.17.32.* 02.07.01, 11:43
          Gość portalu: rico napisał(a):

          > Wiesz dlaczego to horror? Sami jestescie sobie winni. Małżeństwo jest jak
          > firma - jeśli się nie rozwija to musi upaść. Nie wystarczy powiedzieć przed
          > ołtarzem "tak", zmienić nazwisko i kupić samochód. Spoczeliście na laurach i na
          >
          > tym koniec przyszła nuda do związku i klapa. Formą zastępczą stał się kochanek
          > od święta. Zresztą przy takim Twoim podejściu to on też się z pewnością znudzi.


          Przy moim podejściu? A co jest w nim nieprawidłowego? Że nagle okazało sie że mój
          mąż jest obcym człowiekiem? Że to co deklarował przxed słubem i krótko po było ni
          nie warta teorią? Że uważa mnie za idiotkę a mojestudia i pracę za niic nie warte?
          A kochanek? Tu nie chodzi o sex , bardziej o czułość i oparcie.
          • Gość: rico Re: do A IP: 195.136.25.* 02.07.01, 12:54
            W takim razie masz męża, który kompletnie cię nie docenia. To błąd z jego
            strony. Może nawet nie wie co traci przez swą ignorancję. Dziwne tylko,że tak
            szybko mu sie wszystko odmieniło. Czarno widze waszą przyszłość...
            • Gość: A Re: do A -do rico IP: 217.17.32.* 02.07.01, 13:18
              Gość portalu: rico napisał(a):

              > W takim razie masz męża, który kompletnie cię nie docenia. To błąd z jego
              > strony. Może nawet nie wie co traci przez swą ignorancję. Dziwne tylko,że tak
              > szybko mu sie wszystko odmieniło. Czarno widze waszą przyszłość...

              Cieszę się, że rozumiesz. Przyznam Ci sie że tak pomalutku staram się nauczyc
              samodzielności.A muszę być silna , bo mój mąz powiedział ze nie da mi odejść ,że
              nie poradze sobie w życiu bez niego.Na mój argument że przecież ma kogoś
              odpowiedział że ma też żonę .

              • Gość: KRA Re: do A IP: *.regionet.pl 02.07.01, 20:06
                Czy zdrada nie jest wystarczającym powodem do rozwodu(prawnie)?
          • Gość: Joanna Re: Joanna do A IP: *.nuph.us.edu.pl 02.07.01, 13:33
            Ja cie dobrze rozumiem, bo moj maz przed slubem duzo
            naobiecywal, naklamal... A ja w to wierzylam ( nie
            pochodzimy z tego samego miasta i nie moglam tego
            zweryfikowac) i bardzo mi sie podobala wizja wspolnego
            zycia... Obawiam sie jednak ze zakochalam sie w tych
            wizjach o ktorych on opowiadal i ze przeslonily mi one
            prawdziwego czlowieka, ktory sie nimi zaslanial. Po
            slubie na jaw wyszla jedna, druga i kolejna prawda...
            Potem byly klotnie, awantury, proby jakiegos ratowania
            i naprawiania malzenstwa... Ale to nie zmienia faktu,
            ze ja tez poslubilam zupelnie obcego czlowieka, ktorego
            prawdziwej twarzy nie znalam. A wszystko przez to
            glupie zakochanie - gdybym wybrala ktoregos z kumpli
            ze studiow moze nie spotkaloby mnie rozczarowanie
            -znalam ich wady i zalety, niektorych bardzo lubilam,
            atrakcyjni byli nie mniej niz inni faceci - slowem
            niczego im nie brakowalo i znalam dobrze ich prawdziwe
            oblicza... Ale czlowiek jak ma dobrze to chce lepiej
            -pojawil sie ktos spoza kregu moich znajomych, kilka
            lat starszy, udajacy osobe zaradna, o ustabilizowanej
            sytuacji materialnej, mezczyzne troskliwego...
            I juz w naiwnej kobiecej glowce pojawia sie zakochanie,
            pomieszanie, poplatanie, marzenia, wizje, nadzieje...
            A pozniej maz okazuje sie nieporadnym malym chlopcem
            ktory szuka zony zeby go niosla przez zycie, duzo chce
            brac nic nie dajac w zamian... On jest centrum wlasnego
            swiata, on i wizje jego wlasnej doskonalosci - chyba
            tez sie w tych wizjach zakochal jak ja kilka lat temu.
            Z czystym sumieniem moge powiedziec ze wyszlam za maz
            z milosci, tylko niestety jej nigdy naprawde nie bylo
            i nigdy nie dostalam jej od meza...
      • Gość: FACET do A i Joanny IP: 157.25.130.* 02.07.01, 16:10
        Drogie Panie,
        abstrachując od podobieństwa naszej sytuacji - jesteśmy w związkach, w których
        dusimy się - zastanawiam się na ile gdybyśmy bliżej poznali swoje sytuacje to
        nie okazałoby się, że wszyscy, i to zarówno my jak i nasi partnerzy/partnerki,
        nie mówilibyśmy tego samego?
        Niektóre wypowiedzi brzmiały mi jakby je moja żona wypowiadała.

        Bo jest jeszcze jedna kwestia, którą sobie uświadomiłem to pytanie na ile
        partner/parnerka ponosi odpowiedzialność za sytuację wybranego sobie towarzysza
        życia. Za to jak mu/jej się układa, czy ma pracę, czy ją lubi, czy odnosi
        sukcesy ...

        W moim przypadku tak się składa, że czego się nie chwycę i nie zacznę to robić
        to idzie mi to dobrze.
        Moja żona tymczasem od życie oczekuje niepowodzeń, choć ma takie osiągnięcia
        jak mało kto, nic to jednmak nie daje, jest zarażona pesymizmem.

        Nie chcę za bardzo o szczegółach pisać. Nie bardzo czuję, że to właściwe
        miejsce.

        Ale ciągle męczy mnie co dalej. Jak to rozwiązać?

        Bo tego to jednak jestem pewien, będąc zakochany przypuszczałem, że miłość jest
        najważniejsz, cała reszta się da załatwić, a tu fascynacja minęła i wady wzięły
        górę. Teraz sądzę, że lepiej poszukać sobie bliskiej duszy o podobnym jak mój
        podejściu do życia, upodobaniach ... Niestety zbyt dużo nas różniło i z czasem
        różnice narosły.

        Zresztą ja też nie jestem święty.

        Pozdrawiam
        • Gość: Joanna Re: do Faceta IP: *.nuph.us.edu.pl 02.07.01, 16:29
          No to dobrnelismy do sedna sprawy - jak to rozwiazac?
          Wiesz, ze sama nie wiem...
          To co piszesz zywcem przypomina mi moja sytuacje
          - ja mam jakies szanse na zyciowe sukcesy, maz-maruda,
          czego sie nie dotknie, to sie sypie- czlowiek wiecznie
          bez zycia, bez energii, ktory zanim cokolwiek zacznie
          z gory wie, ze to sie nie uda...
          Watpie abysmy mogli zmienic naszych partnerow - skoro
          im samym na tym nie zalezy.
          Ja ostatnio zaczelam sie zastanawiac nad rozwodem
          i ulozeniem sobie zycia powtornie. Sa tylko dwa klopoty
          - po pierwsze: maz nie chce sie rozwiesc po dobroci,
          - po drugie: aktualnie nie znam nikogo stanu wolnego
          kto moglby wchodzic w gre jako kandydat na zyciowego
          partnera.
          No to najwyrazniej jeszcze troche sie naciesze urokami
          malzenstwa...
          • Gość: FACET do Jaonny IP: 157.25.130.* 02.07.01, 17:26
            Tylko, że ja nachętniej to bym się rozwiódł i wcale nie mam ochoty na żaden inny
            związek. Chciałbym być sam. Chcę odpocząć bo czuję się jak najbardziej zmęczony
            człowiek na ziemi. Położyć się spać i obudzić za kilka lat.

            Moja żona wyjeżdżała w ostatnim pół roku dwa razy za granicę na miesiąc. Następny
            wyjazd ma za parę tygodni. I tęsknię do tego jak pojedzie. Mam więc doświadczenie
            bycia sam z dzieckiem, o ile mi wtedy lepiej. Dużo lepiej się wtedy dogadujemy i
            na więcej mamy czas niż kiedy jesteśmy we troje.

            Tak naprawdę jednak to chciałbym zostać z dzieckiem. Bo to co wywołuje we mnie
            paraliż decyzyjny to jest właśnie córeczka. Teraz ma 4,5 roku i to przed nią
            przede wszystkim jest mi wstyd, że ma taką atmosferę w domu.

            Co jest jednak lepsze, rozwód i polepszenie atmosfery w domu, czy wzajemne
            zadręczanie się przez lata. Wolę by ona (szczególnie dlatego, że jest
            dziewczynką) kiedyś rozeszła się z kimś jeśli źle wybierze niż męczyła, bo tak
            wypada, bo co powie rodzina.

            Jestem więc decyzyjnie coraz bliżej rozwodu / separacji tylko tak to chcę
            urządzić, żeby być jak najbliżej córeczki. Słyszałem o pomyśle dwie kawalerki
            obok siebie. Bo chciałbym ją codziennie widywać, tak jak teraz.

            pozdrawiam.
          • Gość: wladek Re: do Joanny IP: 203.185.219.* 03.07.01, 09:43
            Gość portalu: Joanna napisał(a):

            > No to dobrnelismy do sedna sprawy - jak to rozwiazac?
            > Wiesz, ze sama nie wiem...
            > To co piszesz zywcem przypomina mi moja sytuacje
            > - ja mam jakies szanse na zyciowe sukcesy, maz-maruda,
            > czego sie nie dotknie, to sie sypie- czlowiek wiecznie
            > bez zycia, bez energii, ktory zanim cokolwiek zacznie
            > z gory wie, ze to sie nie uda...
            > Watpie abysmy mogli zmienic naszych partnerow - skoro
            > im samym na tym nie zalezy.
            > Ja ostatnio zaczelam sie zastanawiac nad rozwodem
            > i ulozeniem sobie zycia powtornie. Sa tylko dwa klopoty
            > - po pierwsze: maz nie chce sie rozwiesc po dobroci,
            > - po drugie: aktualnie nie znam nikogo stanu wolnego
            > kto moglby wchodzic w gre jako kandydat na zyciowego
            > partnera.
            > No to najwyrazniej jeszcze troche sie naciesze urokami
            > malzenstwa...

            Witam!

            Jestem 5 dni przed rozwodem. I jezeli mozna dorzuce pary swoich mysli.
            Wydaje mi sie, ze takie cos jak 'idealny/idealna' partnerka/partner nie
            istniejej. Chodzo tu oto aby ta wrazliwosc partnera istniala przez cale
            malzenstwo a nie tylko przez te pare pierwszych lat.
            Wiem ze na poczatku malzenstwa jest szansa aby zbudowac "to zrozumienie - most
            komunikacji". Ta szanse wlasnie daje nam 'milosc'. Jezeli ta szanse nie zlapiemy
            to po paru latach malzenstwa jest coraz trudniej, bo partnerzy zaczynaja tylko
            widziec w sobie wady, a takie podejscie do tej spawy tylko gwarantuje
            niezadowolenie/rozwod. Klucz do szczesliwego zycia to jest 'komunikacja' na
            wszystkich poziomach, including sex. Partnera nie mozna 'zmienic' z partnerem
            mozna tylko sie rozmawiac, i przez ta dyskusje i zrozumienie sytulacji on/ona w
            koncu powina sama zrozumiec jak postepowac/co zmienic aby bylo dobrze.

            Pozdrowienia.



            • Gość: Joanna Re: do Wladka IP: *.nuph.us.edu.pl 03.07.01, 10:37
              Swieta prawda - najwazniejsza jest komunikacja!!!
              No widzisz, tylko jesli ja drugiej osobie cos usilnie
              od kilku lat staram sie zakomunikowac i nie odnosi to
              zadnego rezultatu to ja juz nawet nie mam sily dociekac
              'co, jak i dlaczego', nie mam sily dluzej gadac, meczyc
              siebie i kogos takimi monologami, ktore nie prowadza
              do nikad.
              Wcale nie chodzi o szukanie partnera idealnego, tylko
              o to, zeby cisza nie byla jedyna odpowiedzia na moje
              pragnienia i potrzeby.
              • Gość: wladek Re: do Joanny IP: 203.185.219.* 03.07.01, 12:02
                Czesc!

                Rozumiem. Trudno mi cos innego powiedziec bo kazda sytulacja jest troche
                inna/mysle ze twoj partner nie zdaje sobie sprawy jakie to jest wazne dla
                ciebie. Faceci czsami spia i cza ich przebudzic.
                Pozdrowienia.
                • Gość: Joanna Re: do Wladka IP: *.nuph.us.edu.pl 03.07.01, 13:16
                  W jaki sposob on moze nie zdawac sobie sprawy z tego
                  co jest dla mnie wazne, jesli o moich potrzebach mowie
                  wprost i bez zadnego skrepowania? Temat naszego
                  wspolnego zycia przewalkowalam z nim juz ze sto razy
                  i on po prostu zaprzecza istnieniu problemow, a w
                  najlepszym przypadku minimalizuje ich wartosc prawie
                  do zera?
                  Nie widze tu mozliwosci dogadania sie czy przebudzenia
                  kogokolwiek. No chyba, ze maz zamierza obudzic sie na
                  rozprawie rozwodowej (to sie podobno zdarza), ale
                  wtedy to jest juz chyba za pozno...
    • gepe Re: miłość czy seks? 02.07.01, 18:45
      Czy ktos z Was jest z Poznania? Jeśli tak, proszę, odwiedźcie poradnię rodzinną przy
      parafii na ul. Fredry i poszukajcie tam Jacka Pulikowskiego. Cudów nie obiecuję, ale
      solidną pomoc na pewno. Tylko, że to zadanie dla bardzo silnych osób.
      Dobrych wyborów życzę - gepe

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka