pani.niunia
01.08.08, 10:05
... tak jak w temacie, od paru dni żyję w strachu o mojego jedynego
rodzica jaki mi pozostał, a mianowicie o tatę. Rano we wtorek
zadzwoniła do mnie siostra z wiadomością, że tacie coś się stało.
Nogi zrobiły mi się jak z waty. Momentalnie przed oczami stanął mi
obraz z przed 11 lat, kiedy to umarła moja Mama. Miałam wtedy 16
lat. Ledwo przeżyłam tą tragedię. Byłam zdruzgotaną nastolatką co
odbiło się poważnie na moim zdrowiu.
Razem z mężem i siostrą pojechaliśmy do pobliskiego Centrum
Medycznego, tam był mój tato. Zawieźliśmy go szybko do szpitala ze
skierowaniem na oddział wewnętrzny, bo z centrum nawet karetki nie
dali. SZOK! Tego nie da się opisać co czułam, paniczny strach, bo
mojemu tacie co jakiś czas serce przestawało bić. A w szpitalu na
izbie przyjęć doznałam kolejnego zbulwersowania, godzinę czasu
zajęło aż z izby przenieśli Go na oddział. Mojemu tacie kazali
czekać na poczekalni aż łaskawie zabrali go na oddział. Tato nie był
przyszykowany że zostanie w szpitalu, więc nie miał przy sobie
piżamy. A bez niej na oddział nie chcieli puścić, więc poprosiliśmy
o szpitalną. Wyobraźcie sobie, że czekaliśmy na izbie przyjęć
kolejne 20 min aż znieśli z I piętra piżamę. SKANDAL! We mnie krew
się gotowała z nerwów, a tato ledwie siedział na krzesełku, serce
nie równomiernie mu pracowało, widać że cierpiał bo oczy miał pełne
łez. Boże pisząc to sama mam łzy w oczach.
Tato w dalszym ciągu leży w szpitalu, mówi że trochę lepiej się
czuje ... w poniedziałek ma mieć robione badania.
Założyłam ten wątek bo chciałam wyrzucić to z sobie. I powiedzieć,
że przysłowie: „Przyjaciół poznaje się w biedzie” jest jak
najbardziej prawdziwe.
Kolejny raz zawiodłam się na „przyjaciółkach” tak samo jak 11 lat
temu, gdy zmarła Mama, bo wtedy żadnej u mego boku nie było.
Odwróciły się ode mnie. A od jednego „przyjaciela” usłyszałam, że on
nie wie jak ma już ze mną rozmawiać, bo zostałam półsierotą.