septemberro O co moze jej chodzić? 04.11.08, 15:03 Kiedyś żona co rusz wyskakiwała podczas kłótni z rozwodem. Od jakiegoś czasu juz nie. Nie wiem, czy powodem było to, że w końcu powiedziałem ok, że po świętach wrócimy do tego tematu i ustalimy szczegóły co i jak, czy to że jej rodzice coś powiedzieli, kiedy u nich była. W każdym razie po świętach (pojechaliśmy każdy do swojej rodziny) nie wracała do tego tematu, tylko jak gdyby nigdy nic, przyszła ze swoim tradycyjnym "chcę żeby było miło". Dalej jednak zaczynała jakieś kłótnie (taki już widac ma charakter), ale musze przyznać, że się hamuje i jest ich o wiele mniej niz przedtem. Jednak skoro wsześniej przekroczyła pewne granice i żadne argumenty , żeby zaczęła zachowywac się po ludzku, do niej nie przemawiały, to "chcę żeby było miło" nie załatwiło sprawy. Polepszyło się o tyle, że zaczęliśmy zachowywać się znośnie z przerwami na "jak dawniej". I tak zleciało prawie dwa lata. Przyznam, ze mam poczucie, że zmarnowałem z nią ostatnich 8 lat na kłótnie o byle co, znoszenie jakichś wydumanych pretensji, i znoszenie jej moralności Kalego. Przykładowo, kiedy mój brat planował kupic mieszkanie, to zastrzegła, że jeśli kupi w tej samej dzielnicy co my, to się wyprowadza. Na szczeście nie kupił :). Za to kilka lat później, zapytała mnie, czy poręczę jej siostrze kredyt na mieszkanie w... sąsiednim bloku :). Oczywiśnie nie poręczyłem, ale zamurował mnie jej tupet, że w ogóle z czymś takim wyszła. Inny przykład, przyjechała kiedyś do nas moja mama (od razu piszę, że była 2 razy w ciągu 4 lat, żeby nie było, że wtrąca się do mojgo małżeństwa), no i żona z pretencjami do mnie, że jak chce moja mama przyjechać to powinna zapowiadać się tydzień wcześniej i żeby była góra dwa dni. Nie pomyślała, że tak samo może byc traktowana np. jej mama. No i jej mama była u nas później ze dwa razy, ale nie wymagałem od niej tygodniowej zapowiedzi, aż taki bezczelny nie byłem :). Cały czas jednak te "tygodniowe zapowiedzi" pamiętam, a tu wczoraj żona pyta, czy ewentualnie jej mama mogłaby u nas pomieszkac, bo właśnie wychodzi ze szpitala, a za miesiąc ma wizyte kontrolna, a od nas bedzie miała bliżej do szpitala (jakieś 20 km) niż ze swojego domu (jakieś 170 km). No i dylemat moralny, powiedzieć, że nie, czy miesiąc mieć na głowie żone , jej mamę i jeszcze siostrę żony? W sytuacji kiedy byłaby u nas jej mama, to przeciez byłaby i jej siostra, to oczywiste, bo też mieszka w W-wie. Czuję, że źłe zrobiłem, ale nie zgodziłem się. Od kwietnia 2008 mamy ustalone na piśmie, że wystąpimy wspólnie o rozwód w lipcu 2009, że do tego czasu zakończymy wszystkie wspólne sprawy i ustalimy wszystkie szczegóły. Czuję jednak po zachowaniu żony, że w lipcu znowu zacznie "chce żeby było miło, jakoś będziemy żyć", ale perspektywa iluś tam następnych lat takiej wegetacji, huśtawki nastrojów i marnowania zycia sprawiła, że wyszedłem z propozycją żeby rozwod zaczać jeszcze w tym roku. No i żona unika teraz tej rozmowy jak ognia, a z drugiej strony jakiegoś "zalu za grzechy" tez nie ma. Od dwóch tygodni próbuję z nią porozmawiać, że tak dalej nie ma co wegetować, albo co gorsza kłócić sie jak kiedyś, itd, że sama kiedys stwierdziła, że nic nas nie łączy, wiec nie ma na co czekać, weźmy rozwód jak ludzie, ustalmy warunki, dogadajmy się do końca roku co i jak, bo szkoda życia, ale żona po prostu ucieka od tej rozmowy. W tamtym tygodniu powiedziała, ze potrzebuje kilka dni i że porozmawiamy w niedzielę. W niedzielę powiedziała, że nie chce rozmawiać, bo strasznie boli ją głowa i jest zmęczona, i że nie mam taktu, bo ma własnie mamę w szpitalu i to nie jest dobry moment na rozmowę. Wiec na dzisiaj mamy ustaloną rozmowę na jutro wieczorem. Zobaczę co jutro wymyśli. Sam już nie wiem o co jej chodzi. Na pewno to nie kwestia pieniędzy, jak ktoś sugerował we wczesniejszym poście. Kiedy braliśmy ślub, to oboje byliśmy tak samo mało-zamożni, a jak na warunki warszawskie to nawet biedni (ale te czasy stancji z karaluchami miło wspominam ;). Więc to nie kwestie finansowe. To też nie historia starego bogatego męża i młodej cwanej żony. Jesteśmy w tym samym wieku. Poza tym teraz pieniądze mamy oddzielnie, od prawie dwóch lat. Pytałem żonę o co jej chodzi, a ona odpowiada ogólnie, że "nie chce się rozwodzić", ale jak pytam dlaczego, to milczy i unika wzroku. Nic z tego nie rozumiem,. Jednoczesnie musze przyznac, że teraz zachowuje się poprawnie, normalnie (o niebo lepiej niż jeszcze kilka tygodni temu). Przecież jeśłi chciałaby się pogodzić, żeby było jak dawniej (choć obawiam się, ze to po tylu latach niemożliwe), to by prosto z mostu powiedziała: "tak robiłam źle, to to i to, zawieśmy sprawę rozwodu, nigdy więcej tak już nie bedzie". Ale nie, nie powiedziała tak, tylko "nie chce się rozwodzić" i rozmowy o rozwodzie unika jak ognia. O co jej moze chodzić? Odpowiedz Link Zgłoś
mozambique Re: O co moze jej chodzić? 04.11.08, 15:35 jest w ciązy ??? i nie chce zostac na lodzie ? Odpowiedz Link Zgłoś
stinefraexeter Re: O co moze jej chodzić? 04.11.08, 16:00 Hmm, wydaje mi sie, ze twoja zona po prostu.. nie chce sie rozwodzic. Nawet jesli cie nie kocha (pisze nawet, bo przeciez nie wiem), to najwyrazniej z jakis powodow bardziej oplaca jej sie pozostanie w zwiazku z toba niz rozwod. Bo wiesz, odnosze wrazenie, ze te zachowania przez te wszystkie lata po prostu sprawialy jakas... perfidna przyjemnosc. Moze ona czerpie radosc z nienawidzenia ciebie? Oczywiscie zgaduje, ale wiem, ze sa tacy ludzie. Moze sobie sama nawet tego nie uswiadamiac, to czesto jest podswiadome. Z jakis powodow lubi zadawac ci bol, wyzywac sie na tobie, zachowywac histerycznie i z tupetem. Po co jej zatem rozwod? Oczywiscie opieram sie na wlasnych doswiadczeniach. Widzialam taka sytuacje. Kobieta wyszla za faceta, ktorego chyba nie kochala (choc moze wtedy o tym nie wiedziala) i wlaczyla jej sie jakas spirala nienawisci. Zaczela sie zachowywac jak suka, a on taki potulny i cierpliwy znosil to wszystko, co tylko potegowalo jej nienawisc i jakis...wstret. Troche na zasadzie kata, ktory czuje pogarde dla ofiary za to, ze pozwolila na stanie sie ofiara. I, choc wtedy tego nie pojmowalam, mimo calej tej nienawisci, nie chciala sie rozwiesc, bo, no wlasnie, okazalo sie, ze czerpie z tej toksycznej sytuacji dziwna radosc. Nie twierdze, ze u was tak jest! Ale odpowiadam na pytanie: ona nie chce rozwodu, bo moze jej jest dobrze tak jak jest. W koncu to ty sie skarzysz. O tym co ona sadzi i czuje nie wiemy nic. Odpowiedz Link Zgłoś
septemberro Re: O co moze jej chodzić? 04.11.08, 16:51 stinefraexeter napisała: > Hmm, wydaje mi sie, ze twoja zona po prostu.. nie chce sie rozwodzic. > > Nawet jesli cie nie kocha (pisze nawet, bo przeciez nie wiem), to najwyrazniej > z jakis powodow bardziej oplaca jej sie pozostanie w zwiazku z toba niz rozwod. > > > Bo wiesz, odnosze wrazenie, ze te zachowania przez te wszystkie lata po prostu > sprawialy jakas... perfidna przyjemnosc. Moze ona czerpie radosc z nienawidzeni > a > ciebie? Oczywiscie zgaduje, ale wiem, ze sa tacy ludzie. Moze sobie sama nawet > tego nie uswiadamiac, to czesto jest podswiadome. Z jakis powodow lubi zadawac > ci bol, wyzywac sie na tobie, zachowywac histerycznie i z tupetem. Po co jej > zatem rozwod? > Oczywiscie opieram sie na wlasnych doswiadczeniach. Widzialam taka sytuacje. > Kobieta wyszla za faceta, ktorego chyba nie kochala (choc moze wtedy o tym nie > wiedziala) i wlaczyla jej sie jakas spirala nienawisci. Zaczela sie zachowywac > jak suka, a on taki potulny i cierpliwy znosil to wszystko, co tylko potegowalo > jej nienawisc i jakis...wstret. Troche na zasadzie kata, ktory czuje pogarde dl > a > ofiary za to, ze pozwolila na stanie sie ofiara. I, choc wtedy tego nie > pojmowalam, mimo calej tej nienawisci, nie chciala sie rozwiesc, bo, no wlasnie > , > okazalo sie, ze czerpie z tej toksycznej sytuacji dziwna radosc. > Nie twierdze, ze u was tak jest! Ale odpowiadam na pytanie: ona nie chce > rozwodu, bo moze jej jest dobrze tak jak jest. W koncu to ty sie skarzysz. O ty > m > co ona sadzi i czuje nie wiemy nic. No i co ta żona z przykładu robi teraz? Dalej mezy tego biedaka, czy juz go pochowała? mam nadzieję, ze moja żona (jeszcze) nie jest takim przypadkiem, Ja stawiam raczej na jeden z tych przypadków: 1) Chce sie zmienić i pogodzić, ale tak się zaplatała, ze nie wie jak. Bo przez ostatnie lata skarżyła się rodzicom, siostrze, mojej rodzinie, różnym kolezankom, które się przez te lata przewinęły, jak to ma źle. Wiem, bo kilka razy wyszły przypadkowo takie sytuacje w czasie spotkania ja-żona-osoba trzecia i jak wtedy skonfrontowałem jej kłamstwa, to było jej głupio i zaczynała płakac i mętnie cos kręcić, że nie tak mówiła i że nie o to jej chodziło. No i przypuszczam, że teraz nie wie jak z tego wyjśc z twarzą, bo rozpuszczała takie opowieści a tu nagle okazuje się, że to ona ma przeprosić. Chyba o to chodzi, bo powiedziałem jej, że słowo przepraszam to za mało, i że jeśłi chce mieć to swoje "żeby było miło", to przeprosiny mają być na piśmie, z podaniem za co konkretnie najgorszych przypadków. Dlaczego na piśmie? Choćby po to, zeby dac jej rodzicom, kiedy w końcu po kilku latach pojechalibyśmy razem do nich na święta. Bo w tej chwili to np. jej rodzice znają wersje różnych wydarzeń w wydaniu żony (wydanie to wygląda tak, jakby ktoś historię II wojny światowej zaczął od momentu, kiedy Rosjanie nacierają na Berlin, no wiec oczywiście Rosjanie są be, a biedni Niemcy cacy). Takie przeprosiny na piśmie to dla mnie "list żelazny", bo nie zamierzam się czuc u jej rodziny jak jakiś intruz albo całe święta cos wywlekać i przedstawiać swoją wersje. Z kolei dla niej to kwestia honoru i utrata twarzy zwłaszcza wśród rodziny. 2) wersja, że troche przemyślala z czym się wiąże rozwód, i się wstydzi rodziny, znajomych, tym bardziej że pochodzi z małej miejscowości (ja też, to nie zarzut :)), a nasze małżeństwo to było takie powiatowe big love story, takie lokalne wydanie Romeo i Julia z przeszkodami (no ale to było 10 lat temu). 3) wersja: wezmę go (znaczy mnie) na przeczekanie, może coś sie wyklaruje i np. mnie zdradzi, wtedy to bedzie wyglądało zupełnie inaczej, ja - biedna kobietka, i on (znaczy ja) ten skur.. i cha.. zbolały, już dawno to mówiłam, 4) wersja: poczekamy, zobaczymy, musze się troche rozejrzeć, co i jak, i wtedy zobaczymy co dalej, a na razie pogram troche na zwłokę, Ja stawiam na wersję nr 1, ewentualnie nr 4. Ciekawe co wymyśli w środę, ale bede temat dażył, aż wyciągne z niej o co jej właściwie chodzi :) Odpowiedz Link Zgłoś
stinefraexeter Re: O co moze jej chodzić? 04.11.08, 17:06 Och tamte malzenstwo wciaz trwa, ale nie jestem blisko z nimi, wiec kto wie, moze rozwod nadchodzi. Nie znam szczegolow. Wiesz, bez wzgledu na to jaka wersje sie wybierze, wychodzi na to,ze twoja zona chce byc "ofiara" i pokazac jak to ona cierpi przez ciebie. Moze taki ma wzorzec stosunkow damsko meskich zakodowany w podswiadomosci? Rzeczywiscie wyglada mi na to, ze ona usilnie chce doprowadzac do konfrontacji, by wyrzucic z siebie jakies zale i gniew. Ale co do szczegolow, typu czemu, jak, gdzie i kiedy to mozna tylko zgadywac. Pytanie do ciebie: dajesz wam jeszcze jakas szanse? Zalezy ci na tym zwiazku, ale dla bycia z nia, a nie z powodu dzieci? Odpowiedz Link Zgłoś
septemberro Jednak wersja nr 1 08.11.08, 17:04 > mam nadzieję, ze moja żona (jeszcze) nie jest takim przypadkiem, Ja > stawiam raczej na jeden z tych przypadków: > > 1) Chce sie zmienić i pogodzić, ale tak się zaplatała, ze nie wie > jak. Bo przez ostatnie lata skarżyła się rodzicom, siostrze, mojej > rodzinie, różnym kolezankom, które się przez te lata przewinęły, jak > to ma źle. Wiem, bo kilka razy wyszły przypadkowo takie sytuacje w > czasie spotkania ja-żona-osoba trzecia i jak wtedy skonfrontowałem > jej kłamstwa, to było jej głupio i zaczynała płakac i mętnie cos > kręcić, że nie tak mówiła i że nie o to jej chodziło. No i > przypuszczam, że teraz nie wie jak z tego wyjśc z twarzą, bo > rozpuszczała takie opowieści a tu nagle okazuje się, że to ona ma > przeprosić. Chyba o to chodzi, bo powiedziałem jej, że słowo > przepraszam to za mało, i że jeśłi chce mieć to swoje "żeby było > miło", to przeprosiny mają być na piśmie, z podaniem za co > konkretnie najgorszych przypadków. Dlaczego na piśmie? Choćby po to, > zeby dac jej rodzicom, kiedy w końcu po kilku latach pojechalibyśmy > razem do nich na święta. Bo w tej chwili to np. jej rodzice znają > wersje różnych wydarzeń w wydaniu żony (wydanie to wygląda tak, > jakby ktoś historię II wojny światowej zaczął od momentu, kiedy > Rosjanie nacierają na Berlin, no wiec oczywiście Rosjanie są be, a > biedni Niemcy cacy). Takie przeprosiny na piśmie to dla mnie "list > żelazny", bo nie zamierzam się czuc u jej rodziny jak jakiś intruz > albo całe święta cos wywlekać i przedstawiać swoją wersje. Z kolei > dla niej to kwestia honoru i utrata twarzy zwłaszcza wśród rodziny. > > 2) wersja, że troche przemyślala z czym się wiąże rozwód, i się > wstydzi rodziny, znajomych, tym bardziej że pochodzi z małej > miejscowości (ja też, to nie zarzut :)), a nasze małżeństwo to było > takie powiatowe big love story, takie lokalne wydanie Romeo i Julia > z przeszkodami (no ale to było 10 lat temu). > > 3) wersja: wezmę go (znaczy mnie) na przeczekanie, może coś sie > wyklaruje i np. mnie zdradzi, wtedy to bedzie wyglądało zupełnie > inaczej, ja - biedna kobietka, i on (znaczy ja) ten skur.. i cha.. > zbolały, już dawno to mówiłam, > > 4) wersja: poczekamy, zobaczymy, musze się troche rozejrzeć, co i > jak, i wtedy zobaczymy co dalej, a na razie pogram troche na zwłokę, > > Ja stawiam na wersję nr 1, ewentualnie nr 4. > > Ciekawe co wymyśli w środę, ale bede temat dażył, aż wyciągne z niej > o co jej właściwie chodzi :) Jednak wersja nr 1. Po rozmowie skruszona żona przeprosiła, popłakała i na tę kartkę (powiedziałem jej po co mi ta kartka) nawet się zgodziła, bo postawiłem to jako podstawowy warunek. Najtrudniej było jej z tą kartką, ale skoro się zgodziła, to chyba naprawdę chce porozumienia i ma zamiar się zmienić. Miła jest teraz tak jak przed ślubem, tab bardzo, że aż to jest podejrzane. O sylwestrze zagaduje, gdzie tu by pójść, a to do kina we dwoje, no nie poznaje jej. Coś sie musiało stać, nie wierzę że tak sama z siebie się nagle zmieniła. Może sobie pomyślała, ze pojawiła sie jakaś konkurencja ;), bo w ciągu ostatnich miesięcy wydałem z 6 tys. na nowe ubrania (sam nie wiem co mnie napadło) i miałem rózne pilne sprawy i do domu wracałem później. Jakieś aluzje w tym kierunku kilka razy mi czyniła .Nie wiem, w każdym razie nastąpiła zmiana o 180 stopni, ale na wszelki wypadek na razie pieniądze zostaja oddzielne i na odwiedziny jej siostry (która jakby mogła to by siedziała cały dzień) i mojego brata (który i tak nie przychodzi) nadal obowiązuje szlaban na czas nieokreslony. Mam nadzieję, że ta zmiana będzie na stałe i za jakiś czas nie będę odgrzebywać tego tematu, żeby napisac, że to była tylko krótkotrwała przemiana. Ale gdzies tam w środku wiem, że i tak już nigdy nie będzie tak dobrze jak kiedyś, i spodziewam się, że wczesniej czy później znowu pokaże różki, wiec na wszelki wypadek zostawiam sobie kilka wyjśc awaryjnych, Odpowiedz Link Zgłoś
brontowasik No i co nowego w temacie? 28.11.08, 16:10 No i co nowego w temacie? Permamentna poprawa, czy chwilowa zmiana? Nie wierz, że coś się zmieni, to tylko chwilowy stan, jak to jakaś nawiedzona feministka, taka co to nazwisko zostawia swoje po ślubie, te feministki tak maja, i jeszcze do tego jak pracuje jako jakiś psycholog, jakiś doktorat albo pedagog, albo inny gog to w ogóle nie ma szans na normalne małzeństwo. Znałem kiedys parę, gdzie ona była doktorem psychologii, normalnie psychiczna baba wykańczałą psychicznie męża przez 20 lat, a sama twierdziała, że męczy się w toksycznym związku. w końcu sie rozwiedli jak dzieci były pełnoletnie, to ta doktorka miast sama zajmowac się psychologią, na wizyty u psychiatry chodziła, że niby nikt nie wiedział, potem znalazła jakis dwóch menów, ale wytrzymali z nią jeden z pół roku, drugi rok. Teraz siedzi sama i drze się na koty, bo ma ich z pięć ale jak daje im jeść to nie pouciekały, więc ma na kim się powyżywac. Odpowiedz Link Zgłoś
green_land Re: O co moze jej chodzić? 04.11.08, 16:15 Może jest tak, że zwyczajne jest jędzą i tyle.Ale nie zauważyłeś tego przed ślubem. A moze tak, ze czegoś jej w małżeństwie brakowało i zwyczajnie wyżywała się na Tobie. Nie widzę w Twoim poście agresji, złośliwości, czyli chyba nie jesteś takim potworem?:) Nie chce rozwodu, bo jest w swoim żywiole móc "wyżywać" się na tobie, wylewać swoje żale. Jak Ciebie braknie - co pocznie? Będzie znów musiała się starać kogoś znaleźć, a już nie taka młoda itd. Jest jej wygodnie, bo gdyby rzeczywiście miałą Cię dosyć, dawno rozwiodła by sie z Tobą. Ale jej po prostu odpowiada takie życie. Przyjrzałeś sie jej stosunkom w rodzinie, stosunkom ojca do jej matki? Bardzo często nieświadomie powtarza się zachowania rodziców i przenosi je na własną rodzinę. Jeżeli chcecie z sobą coś zrobić by było lepiej, poszukajcie poradni małżeńskiej. Przecież kiedyś kochaliście się, a miłość potrafi wybaczać. > Przecież jeśłi chciałaby się pogodzić, żeby było jak > dawniej (choć obawiam się, ze to po tylu latach niemożliwe), to by > prosto z mostu powiedziała: "tak robiłam źle, to to i to, zawieśmy > sprawę rozwodu, nigdy więcej tak już nie bedzie". Charakter trudno zmienić. Może samo stwierdzenie, że nie chce rozwodu, to dla niej przyznanie się do "winy"? Odpowiedz Link Zgłoś
stinefraexeter Re: O co moze jej chodzić? 04.11.08, 17:00 green_land napisała: > Nie chce rozwodu, bo jest w swoim żywiole móc "wyżywać" się na > tobie, wylewać swoje żale. Jak Ciebie braknie - co pocznie? Będzie > znów musiała się starać kogoś znaleźć, a już nie taka młoda itd. > Jest jej wygodnie, bo gdyby rzeczywiście miałą Cię dosyć, dawno > rozwiodła by sie z Tobą. Ale jej po prostu odpowiada takie życie. > Przyjrzałeś sie jej stosunkom w rodzinie, stosunkom ojca do jej > matki? Bardzo często nieświadomie powtarza się zachowania rodziców i > przenosi je na własną rodzinę. Wlasnie o to mi chodzilo w moim poscie powyzej. Jej taka sytuacja odpowiada - moc sie wyzyc na tobie. To znaczy tak to wyglada moim zdaniem, a jak jest naprawde, ktoz to wie. Odpowiedz Link Zgłoś
konwalka czy ja dobrze czytam? 04.11.08, 18:54 Od kwietnia 2008 mamy ustalone na piśmie, że wystąpimy wspólnie o rozwód w lipcu 2009, ke?! ale Ty nie jesteś moim byłym ukochanym, który pisał oświadzenia dla kolegów, że ode mnie odchodzi z dniem tym i tym? Bo takiego agregata miałam/ Aaa... a agregat miał dżezowych kolesiów. Jeden z nich zostawił pannę, gdyż uwaga ! uwaga! tadam! NEGATYWNIE PROJEKTOWAŁA KEGO NADŚWIADOMOŚĆ Odpowiedz Link Zgłoś
septemberro A co cię tak dziwi? 04.11.08, 19:27 A co cię tak dziwi? Nie znam twojego "agregata", ale z moją zona jak czegoś nie masz na piśmie, to zapomnij, że coś ustalałeś. Nic nie będzie pamiętac, gdy będzie jej tak wygodnie. Jeszcze przysięgnie w żywe oczy i się wyprze, jak robiła wczesniej w jednej bardzo waznej sprawie. Aż tak cie dziwi, że w miare cywilizowanie próbuję coś ustalić z wyprzedzeniem? To lepiej ekspresyjnie rzucac talerzami i rąbac meble? Przeciez trzeba przygotowac się na sprzedaz mieszkania, zwłaszcza teraz nie jest łatwo sprzedać duże mieszkanie, trzeba znaleźć dwa inne mieszkania, a lipiec 2009 to po wakacjach, możliwe że po rozwodzie nasze dziecko bedzie chodzić do innej szkoły, Ja z tymi ustaleniami nie obnosze sie po kolegach, jak twój "agregat" (ciekawe jak on by cię nazwał :), to nasze wewnętrzne ustalenia. Nie wiem po co twój były "agregat" pisał te oświadczenia dla kolegów, nie podoba mi się też to KE, to taka maniera przejęta od dżezowych kolesiów "agregata"? . Odpowiedz Link Zgłoś
konwalka Re: A co cię tak dziwi? 04.11.08, 20:23 A co cię tak dziwi? pisanie oświadzen, że w 2009 się rozwodzimy To lepiej ekspresyjnie rzucac talerzami i rąbac meble? Przeciez trzeba > przygotowac się na sprzedaz mieszkania, zwłaszcza teraz nie jest łatwo sprzedać > duże mieszkanie nie, jest jeszcze coś pomiędzy trzaskaniem garami a oświadczeniami można, dajmy na to, złożyć pozew rozwodowy po prostu Ja z tymi ustaleniami nie obnosze sie po kolegach, jak twój "agregat" (ciekawe > jak on by cię nazwał :), to nasze wewnętrzne ustalenia. po kolegach nie, ale połowa forum ekscytuje sie już Waszymi ustaleniami, więc mowa o domowym zaciszu jest nie na miejscu nie podob > a > mi się też to KE to sie oflaguj to taka maniera przejęta od dżezowych kolesiów "agregata"? > nie, nie od kolegów nie zauważyłeś w przelocie, że agregatowi kumple dysponowali słownikiem nieo bardziej, hm... wysublimowanym (nie chciałam używac słowa - nadetym) Odpowiedz Link Zgłoś
fimka hehehe 04.11.08, 19:27 Mąż mojej znajomej kazał jej podpisać "oświadczenie do kochanych dzieci", że to ona chciała rozwodu więc zobowiązuje się sama dzieci utrzymywać (troje) i nie wymagać od niego żadnych finansów ani opieki nad nimi :PPPP tak szalenie kocha chłopina dzieci :)) Odpowiedz Link Zgłoś
septemberro Re: hehehe 04.11.08, 19:35 fimka napisała: > Mąż mojej znajomej kazał jej podpisać "oświadczenie do kochanych dzieci", że to > ona chciała rozwodu więc zobowiązuje się sama dzieci utrzymywać (troje) i nie > wymagać od niego żadnych finansów ani opieki nad nimi :PPPP > tak szalenie kocha chłopina dzieci :)) Może troche więcej szczegółów, dlaczego ta zona chciała rozwodu? To może uczyni wtedy tę sytuację o wiele mniej śmieszną. A i mit matki-Polki poswięcająej się dla dzieci może doznać uszczerbku. Odpowiedz Link Zgłoś
fimka Re: hehehe 04.11.08, 19:36 np dlatego, że mąż ją zdradzał, szantażował i kilka razy zgwałcił. Wystarczy? Odpowiedz Link Zgłoś
crazy_froggg Re: Mąż mnie nie szanuje - druga strona medalu 04.11.08, 19:33 bardzo ciekawa kwestia, jednak mysle, ze chodzi to o wieksza kwestie, tzn 'wybaczenia' - mozesz sie mscic ale mozesz tez wybaczyc - nie tylko dla niej, ale glownie dla siebie czy chcesz zyc z poczuciem, ze robisz cos zlego? czy chcesz miec takie 'wspaniale malzenstwo' - lepiej wykorzystaj ta sytuacje, postaw swoje warunki - takie ktore prowadza do lepszego malzenstwa, zona na pewno sie podporzadkuje pod grozba rozwodu no chyba, ze zona Ci nie pasuje i rzeczywiscie chcesz rozwodu... Odpowiedz Link Zgłoś
fimka jesteście siebie warci 04.11.08, 19:33 patologia. wychowywanie w takiej atmosferze dziecka to zbrodnia na jego emocjach. zamiast się dawno rozwieść, albo iść z zoną na terapię to zabawiasz się jak gó...arz w odgrywanie się tym samym... pokazówka kto postawi na swoim. W związkach przemocowych schemat kat-ofiara bywa zamienny. Gdy jedna osoba ma słabszy czas to druga się odgrywa, mści i rośnie w siłę jej kosztem. Chory patologiczny związek ze znamionami psychicznej przemocy. Biedne to dziecko. Odpowiedz Link Zgłoś
green_land Re: jesteście siebie warci 04.11.08, 20:02 > zamiast się dawno rozwieść, albo iść z zoną na terapię to zabawiasz się jak > gó...arz w odgrywanie się tym samym... pokazówka kto postawi na swoim. To powinien być zarzut do niej, nie do niego. To ONA nie chce rozwodu i gra na zwłokę. Na krótko się poprawia i pewnie wkrótce wróci do starych przyzwyczajeń. Pierwsza zaczęła stawiać absurdalne warunki. A facet robi dobrze - skoro ona ma krótką pamięć a spisywanie ustaleń daje efekt - dobrze robi. No i nie rozumiem - kobieca solidarność? On "zabawia się jak gó...arz", a jak jej zachowanie nazwać? Jakoś nie wygląda mi na to, ze facet sobie to wyssał z palca. Nie pisze agresywnie, pisze "moja żona", nie "ona". Próbował, ale nie widzi chyba szans na polepszenie wzajemnych relacji. Z jego postu nie zieje ogień. Raczej rezygnacja. > W związkach przemocowych schemat kat-ofiara bywa zamienny Gdyby było tak, jak piszesz, nie zastanawiał by się ani chwili - nie zgodził by się na dzień dobry na przyjazd jej matki. Coś mi się widzi, że jego kobieta ma problem i to spory. I to od niej zależy, czy będzie chciała uratować swoje małżeństwo. Odpowiedz Link Zgłoś
fimka Re: jesteście siebie warci 04.11.08, 20:25 jej tu nie ma, jest jej mąż który opisuje zadowolony z siebie jak z PREMEDYTACJĄ I ROZMYSŁEM kontynuuje patologię, możliwe, że zapoczątkowaną przez żonę. Ale za kondycję małżeństwa odpowiadają WSPÓLNIE. Nikt nie każe mu TAKIEGO małżeństwa kontynuować a podejmując jej zasady właśnie to robi od dawna. Małżeństwo? oddzielne półki w lodówce? żenua... I oczywiście to dla dobra dziecka. Biedne dzieci. Odpowiedz Link Zgłoś
septemberro Re: jesteście siebie warci 08.11.08, 17:08 imka napisała: > jej tu nie ma, jest jej mąż który opisuje zadowolony z siebie jak z PREMEDYTACJĄ Zadowolony z siebie? Troche przesadzasz, na jakiej podstawie to wydedukowałaś? Odpowiedz Link Zgłoś
wielo-kropek Re: jesteście siebie warci 09.11.08, 05:51 Moze trafniejsze okreslenie dla niej byloby nie zona tylko suka. Wyglada na to ze ona jest twoja zona, ale tylko z nazwy, tzn ona nie wie co to znaczy byc zona.Dobra zona. Odpowiedz Link Zgłoś
eastern-strix straszne to co piszesz... 09.11.08, 13:20 .... Ja bylam dzieckiem walczacych rodzicow i jak ktos tu slusznie napisal - rozwod jest czasem lepszy, ja chcialam zeby rodzice sie rozwiedli,bo osobno byli spoko,ale razem - masakra. Rozwiedli sie i wiesz co? Bylo duzo lepiej. Lepiej miec mame i tate osobno - wtedy czas poswiecaja dziecku a nie klotniom. A zawsze mozesz wystapic o sadowne ustalenie widzen. Poza tym,jesli ona zacznie nastawiac dziecko przeciw Tobie,to sama na siebie ukreci bicz,bo dziecko dorosnie i samo oceni,czy mamusia mowila prawde,czy tez nie. Jesli nie,to ona sie bedzie musiala tlumaczyc, nie Ty. Po rozwodzie miej zawsze otwarte drzwi dla syna, mysle,ze jesli chodzi o jakosc czasu razem, to sie poprawi. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
ika.13 Re: straszne to co piszesz... 09.11.08, 20:59 A czego Ty tak naprawdę chcesz? Rozwodu, czy bycia razem? Bo już nie wiem. Jakieś zobowiązania, poświadczenia na kartkach.Chore jazdy.Cyrk pierwszej wody.Dorośnijcie w końcu, bo zatruwacie życie Waszemu dziecku chorzy egoiści. Odpowiedz Link Zgłoś
tygrysio_misio jestes nienormalny? 09.11.08, 21:18 dlaczego sie z nia nie rozwiedziesz i nie puscisz jej z torbami? Odpowiedz Link Zgłoś
focus35 Re: jestes nienormalny? 09.11.08, 22:59 bo jest zbyt zaangazowany - nie tylko konstruktywne uczucia bardzo angazuja - szkoda tylko, ze w ten sposob moze Wam uplynac cale zycie... tygrysio_misio napisała: > dlaczego sie z nia nie rozwiedziesz i nie puscisz jej z torbami? > Odpowiedz Link Zgłoś
brontowasik Nie daj sie nabrać 21.11.08, 12:45 Czytam, czytam i oczom nie wierzę, jak można byc takim naiwnym. Nie bądź głupi, ludzie się nie zmieniają, ona tobą ewidentnie manipuluje. Rzuć ją w cholerę, nie ma nad czym się zastanawiać, szkoda na nia życia. z tego co pisałeś widać że to nie był przecież jeden czy dwa wyskoki tylko wieloletnie działanie z premedytacją. myslisz, ze nagle jak za dotnieciem magicznej rozczki ona zmieniła sie w anioła. jeszcze wspomnisz mije słowa, na pewno jest jakiś powód jej naglej zmiany, nie wierz ze to jej dobra wola, to jakies drugie dno musi być, obyś jak najszybciej przejrzał na oczy. i tylko dziecka szkoda. powodzenia Odpowiedz Link Zgłoś
vandikia Re: Mąż mnie nie szanuje - druga strona medalu 21.11.08, 13:13 Tylko pytanie: co dalej? Nie szanujecie się, nie ufasz jej, z opisu wnioskuję, że raczej się nie kochacie, więc co Was trzyma? Po co mieszkacie razem? Będziecie tak egzystować tylko po to, żeby robić sobie na złość? Co to za życie? Odpowiedz Link Zgłoś
gondra Re: Mąż mnie nie szanuje - druga strona medalu 21.11.08, 13:58 To że trafiła Ci sie histeryczka, dawałeś sie robić w bambuko, a Twoje małżeństwo jest, delikatnie mówiąc, nieudane nie znaczy, że każda kobieta narzekajaca na forum na meża/partnera jest taka ja Twoja żona. Ludzie są różni, świństwa potrafią robic faceci i kobiety. Swoja drogą dziwie sie, że ciągle jesteście razem. Kolejny związek na zasadzie "no trudno". Odpowiedz Link Zgłoś
xnajax Re: Mąż mnie nie szanuje - druga strona medalu 21.11.08, 14:15 Septemberro, takich historii jak Twoja jest mnóstwo, niestety, ale to jest oczywiste chyba dla każdego. Moim zdaniem największym błędem w takich sytuacjach jest to, że małżonkowie mają przekonanie o tym, iż lepiej trwać w takim toksycznym związku ze względu na dzieci. Tylko, że tak naprawdę to gorszą krzywdę robimy dzieciom właśnie wtedy gdy tkwimy w czymś takim. Dzieci doskonale wyczuwają nastroje, atmosferę w domu. Gdy rodzice nie są szczęśliwi - one również. Możecie mi wierzyć...one wiedzą. Piszę o tym bo sama popełniłam ten sam błąd i bardzo tego żałuję:) Chcę się jeszcze odnieść do jednej rzeczy. Otóż rzeczywiście zaburzony poziom hormonów może wpływać na nastrój i zachowanie, szczególnie w niektórych dniach miesiąca. Chcę powiedzieć, że ja też zażywam Euthyrox:))))))))))))) i myślę, że wpływa on na moje stany emocjonalne. Kiedyś wpadałam w taki stan złości(powód był nieważny, mogła to być błahostka) złości, a nawet można powiedzieć szału, że aż samą mnie to zaczęło przerażać. Zupełnie nie wiedziałam skąd to się bierze, myślałam, że po prostu taka ze mnie straszna baba, że mam tak paskudny charakter...Było to dla mnie tak przygnębiające, że musiałam coś z tym zrobić...i zaczęłam pracę nad sobą. Zupełnie przez przypadek okazało się, że mam bardzo wysoki poziom hormonów, przypisano mi właśnie w wspomniany wyżej lek. Nie wiem co bardziej podziałało, moja ciężka praca nad sobą czy to lekarstwo, ale jedno jest pewne: już nie miewam tych szałów wściekłości, a nawet agresji...i czuje się z tym cudownie! No tak, ale w przypadku Twojej żony to chyba jednak on nie skutkuje. Zmienić całkiem charakteru się nie da, ale można nauczyć się panować nad niektórymi naszymi emocjami, zachowaniami. Ja jestem tego przykładem i piszę o tym z dumą:) Szczerze mówiąc...nie widzę przyszłości Waszego związku, przykro mi, ale tak myślę... no chyba, że Twoja żona zacznie nad sobą pracować:) Oczywiście mogę się mylić bo nie jestem żadną tam wyrocznią:) Ciekawa jestem czy Twoja żona sama siebie lubi...zapytaj ją o to... Mimo wszystko będę trzymała kciuki:) Odpowiedz Link Zgłoś