Dodaj do ulubionych

Mąż mnie nie szanuje - druga strona medalu

    • septemberro O co moze jej chodzić? 04.11.08, 15:03
      Kiedyś żona co rusz wyskakiwała podczas kłótni z rozwodem. Od
      jakiegoś czasu juz nie. Nie wiem, czy
      powodem było to, że w końcu powiedziałem ok, że po świętach wrócimy
      do tego
      tematu i ustalimy szczegóły co i jak, czy to że jej rodzice coś
      powiedzieli, kiedy u nich była. W każdym razie po świętach
      (pojechaliśmy każdy do swojej rodziny) nie wracała do tego tematu,
      tylko jak gdyby nigdy nic, przyszła ze swoim tradycyjnym "chcę żeby
      było miło". Dalej jednak zaczynała jakieś kłótnie (taki już widac ma
      charakter), ale musze przyznać, że się hamuje i jest ich o wiele
      mniej niz przedtem.

      Jednak skoro wsześniej przekroczyła pewne granice i żadne
      argumenty , żeby zaczęła zachowywac się po ludzku, do niej nie
      przemawiały, to "chcę żeby było miło" nie załatwiło sprawy.
      Polepszyło się o tyle, że zaczęliśmy zachowywać się znośnie z
      przerwami na "jak dawniej".

      I tak zleciało prawie dwa lata. Przyznam, ze mam poczucie, że
      zmarnowałem z nią ostatnich 8 lat na kłótnie o byle co, znoszenie
      jakichś wydumanych pretensji, i znoszenie jej moralności Kalego.
      Przykładowo, kiedy mój brat planował kupic mieszkanie, to
      zastrzegła, że jeśli kupi w tej samej dzielnicy co my, to się
      wyprowadza. Na szczeście nie kupił :). Za to kilka lat później,
      zapytała mnie, czy poręczę jej siostrze kredyt na mieszkanie w...
      sąsiednim bloku :). Oczywiśnie nie poręczyłem, ale zamurował mnie
      jej tupet, że w ogóle z czymś takim wyszła. Inny przykład,
      przyjechała kiedyś do nas moja mama (od razu piszę, że była 2 razy w
      ciągu 4 lat, żeby nie było, że wtrąca się do mojgo małżeństwa), no i
      żona z pretencjami do mnie, że jak chce moja mama przyjechać to
      powinna zapowiadać się tydzień wcześniej i żeby była góra dwa dni.
      Nie pomyślała, że tak samo może byc traktowana np. jej mama. No i
      jej mama była u nas później ze dwa razy, ale nie wymagałem od niej
      tygodniowej zapowiedzi, aż taki bezczelny nie byłem :). Cały czas
      jednak te "tygodniowe zapowiedzi" pamiętam, a tu wczoraj żona pyta,
      czy ewentualnie jej mama mogłaby u nas pomieszkac, bo właśnie
      wychodzi ze szpitala, a za miesiąc ma wizyte kontrolna, a od nas
      bedzie miała bliżej do szpitala (jakieś 20 km) niż ze swojego domu
      (jakieś 170 km). No i dylemat moralny, powiedzieć, że nie, czy
      miesiąc mieć na głowie żone , jej mamę i jeszcze siostrę żony? W
      sytuacji kiedy byłaby u nas jej mama, to przeciez byłaby i jej
      siostra, to oczywiste, bo też mieszka w W-wie. Czuję, że źłe
      zrobiłem, ale nie zgodziłem się.

      Od kwietnia 2008 mamy ustalone na piśmie, że wystąpimy wspólnie o
      rozwód w lipcu 2009, że do tego czasu zakończymy wszystkie wspólne
      sprawy i ustalimy wszystkie szczegóły. Czuję jednak po zachowaniu
      żony, że w lipcu znowu zacznie "chce żeby było miło, jakoś będziemy
      żyć", ale perspektywa iluś tam następnych lat takiej wegetacji,
      huśtawki nastrojów i marnowania zycia sprawiła, że wyszedłem z
      propozycją żeby rozwod zaczać jeszcze w tym roku.

      No i żona unika teraz tej rozmowy jak ognia, a z drugiej strony
      jakiegoś "zalu za grzechy" tez nie ma. Od dwóch tygodni próbuję z
      nią porozmawiać, że tak dalej nie ma co wegetować, albo co gorsza
      kłócić sie jak kiedyś, itd, że sama kiedys stwierdziła, że nic nas
      nie łączy, wiec nie ma na co czekać, weźmy rozwód jak ludzie,
      ustalmy warunki, dogadajmy się do końca roku co i jak, bo szkoda
      życia, ale żona po prostu ucieka od tej rozmowy. W tamtym tygodniu
      powiedziała, ze potrzebuje kilka dni i że porozmawiamy w niedzielę.
      W niedzielę powiedziała, że nie chce rozmawiać, bo strasznie boli ją
      głowa i jest zmęczona, i że nie mam taktu, bo ma własnie mamę w
      szpitalu i to nie jest dobry moment na rozmowę. Wiec na dzisiaj mamy
      ustaloną rozmowę na jutro wieczorem. Zobaczę co jutro wymyśli.

      Sam już nie wiem o co jej chodzi. Na pewno to nie kwestia pieniędzy,
      jak ktoś sugerował we wczesniejszym poście. Kiedy braliśmy ślub, to
      oboje byliśmy tak samo mało-zamożni, a jak na warunki warszawskie to
      nawet biedni (ale te czasy stancji z karaluchami miło wspominam ;).
      Więc to nie kwestie finansowe. To też nie historia starego bogatego
      męża i młodej cwanej żony. Jesteśmy w tym samym wieku. Poza tym
      teraz pieniądze mamy oddzielnie, od prawie dwóch lat.

      Pytałem żonę o co jej chodzi, a ona odpowiada ogólnie, że "nie chce
      się rozwodzić", ale jak pytam dlaczego, to milczy i unika wzroku.
      Nic z tego nie rozumiem,. Jednoczesnie musze przyznac, że teraz
      zachowuje się poprawnie, normalnie (o niebo lepiej niż jeszcze kilka
      tygodni temu). Przecież jeśłi chciałaby się pogodzić, żeby było jak
      dawniej (choć obawiam się, ze to po tylu latach niemożliwe), to by
      prosto z mostu powiedziała: "tak robiłam źle, to to i to, zawieśmy
      sprawę rozwodu, nigdy więcej tak już nie bedzie". Ale nie, nie
      powiedziała tak, tylko "nie chce się rozwodzić" i rozmowy o
      rozwodzie unika jak ognia.

      O co jej moze chodzić?
      • mozambique Re: O co moze jej chodzić? 04.11.08, 15:35
        jest w ciązy ???
        i nie chce zostac na lodzie ?
      • stinefraexeter Re: O co moze jej chodzić? 04.11.08, 16:00
        Hmm, wydaje mi sie, ze twoja zona po prostu.. nie chce sie rozwodzic.

        Nawet jesli cie nie kocha (pisze nawet, bo przeciez nie wiem), to najwyrazniej
        z jakis powodow bardziej oplaca jej sie pozostanie w zwiazku z toba niz rozwod.

        Bo wiesz, odnosze wrazenie, ze te zachowania przez te wszystkie lata po prostu
        sprawialy jakas... perfidna przyjemnosc. Moze ona czerpie radosc z nienawidzenia
        ciebie? Oczywiscie zgaduje, ale wiem, ze sa tacy ludzie. Moze sobie sama nawet
        tego nie uswiadamiac, to czesto jest podswiadome. Z jakis powodow lubi zadawac
        ci bol, wyzywac sie na tobie, zachowywac histerycznie i z tupetem. Po co jej
        zatem rozwod?
        Oczywiscie opieram sie na wlasnych doswiadczeniach. Widzialam taka sytuacje.
        Kobieta wyszla za faceta, ktorego chyba nie kochala (choc moze wtedy o tym nie
        wiedziala) i wlaczyla jej sie jakas spirala nienawisci. Zaczela sie zachowywac
        jak suka, a on taki potulny i cierpliwy znosil to wszystko, co tylko potegowalo
        jej nienawisc i jakis...wstret. Troche na zasadzie kata, ktory czuje pogarde dla
        ofiary za to, ze pozwolila na stanie sie ofiara. I, choc wtedy tego nie
        pojmowalam, mimo calej tej nienawisci, nie chciala sie rozwiesc, bo, no wlasnie,
        okazalo sie, ze czerpie z tej toksycznej sytuacji dziwna radosc.
        Nie twierdze, ze u was tak jest! Ale odpowiadam na pytanie: ona nie chce
        rozwodu, bo moze jej jest dobrze tak jak jest. W koncu to ty sie skarzysz. O tym
        co ona sadzi i czuje nie wiemy nic.
        • septemberro Re: O co moze jej chodzić? 04.11.08, 16:51
          stinefraexeter napisała:

          > Hmm, wydaje mi sie, ze twoja zona po prostu.. nie chce sie
          rozwodzic.
          >
          > Nawet jesli cie nie kocha (pisze nawet, bo przeciez nie wiem), to
          najwyrazniej
          > z jakis powodow bardziej oplaca jej sie pozostanie w zwiazku z
          toba niz rozwod.
          >
          >
          > Bo wiesz, odnosze wrazenie, ze te zachowania przez te wszystkie
          lata po prostu
          > sprawialy jakas... perfidna przyjemnosc. Moze ona czerpie radosc z
          nienawidzeni
          > a
          > ciebie? Oczywiscie zgaduje, ale wiem, ze sa tacy ludzie. Moze
          sobie sama nawet
          > tego nie uswiadamiac, to czesto jest podswiadome. Z jakis powodow
          lubi zadawac
          > ci bol, wyzywac sie na tobie, zachowywac histerycznie i z tupetem.
          Po co jej
          > zatem rozwod?
          > Oczywiscie opieram sie na wlasnych doswiadczeniach. Widzialam taka
          sytuacje.
          > Kobieta wyszla za faceta, ktorego chyba nie kochala (choc moze
          wtedy o tym nie
          > wiedziala) i wlaczyla jej sie jakas spirala nienawisci. Zaczela
          sie zachowywac
          > jak suka, a on taki potulny i cierpliwy znosil to wszystko, co
          tylko potegowalo
          > jej nienawisc i jakis...wstret. Troche na zasadzie kata, ktory
          czuje pogarde dl
          > a
          > ofiary za to, ze pozwolila na stanie sie ofiara. I, choc wtedy
          tego nie
          > pojmowalam, mimo calej tej nienawisci, nie chciala sie rozwiesc,
          bo, no wlasnie
          > ,
          > okazalo sie, ze czerpie z tej toksycznej sytuacji dziwna radosc.
          > Nie twierdze, ze u was tak jest! Ale odpowiadam na pytanie: ona
          nie chce
          > rozwodu, bo moze jej jest dobrze tak jak jest. W koncu to ty sie
          skarzysz. O ty
          > m
          > co ona sadzi i czuje nie wiemy nic.

          No i co ta żona z przykładu robi teraz? Dalej mezy tego biedaka, czy
          juz go pochowała?

          mam nadzieję, ze moja żona (jeszcze) nie jest takim przypadkiem, Ja
          stawiam raczej na jeden z tych przypadków:

          1) Chce sie zmienić i pogodzić, ale tak się zaplatała, ze nie wie
          jak. Bo przez ostatnie lata skarżyła się rodzicom, siostrze, mojej
          rodzinie, różnym kolezankom, które się przez te lata przewinęły, jak
          to ma źle. Wiem, bo kilka razy wyszły przypadkowo takie sytuacje w
          czasie spotkania ja-żona-osoba trzecia i jak wtedy skonfrontowałem
          jej kłamstwa, to było jej głupio i zaczynała płakac i mętnie cos
          kręcić, że nie tak mówiła i że nie o to jej chodziło. No i
          przypuszczam, że teraz nie wie jak z tego wyjśc z twarzą, bo
          rozpuszczała takie opowieści a tu nagle okazuje się, że to ona ma
          przeprosić. Chyba o to chodzi, bo powiedziałem jej, że słowo
          przepraszam to za mało, i że jeśłi chce mieć to swoje "żeby było
          miło", to przeprosiny mają być na piśmie, z podaniem za co
          konkretnie najgorszych przypadków. Dlaczego na piśmie? Choćby po to,
          zeby dac jej rodzicom, kiedy w końcu po kilku latach pojechalibyśmy
          razem do nich na święta. Bo w tej chwili to np. jej rodzice znają
          wersje różnych wydarzeń w wydaniu żony (wydanie to wygląda tak,
          jakby ktoś historię II wojny światowej zaczął od momentu, kiedy
          Rosjanie nacierają na Berlin, no wiec oczywiście Rosjanie są be, a
          biedni Niemcy cacy). Takie przeprosiny na piśmie to dla mnie "list
          żelazny", bo nie zamierzam się czuc u jej rodziny jak jakiś intruz
          albo całe święta cos wywlekać i przedstawiać swoją wersje. Z kolei
          dla niej to kwestia honoru i utrata twarzy zwłaszcza wśród rodziny.

          2) wersja, że troche przemyślala z czym się wiąże rozwód, i się
          wstydzi rodziny, znajomych, tym bardziej że pochodzi z małej
          miejscowości (ja też, to nie zarzut :)), a nasze małżeństwo to było
          takie powiatowe big love story, takie lokalne wydanie Romeo i Julia
          z przeszkodami (no ale to było 10 lat temu).

          3) wersja: wezmę go (znaczy mnie) na przeczekanie, może coś sie
          wyklaruje i np. mnie zdradzi, wtedy to bedzie wyglądało zupełnie
          inaczej, ja - biedna kobietka, i on (znaczy ja) ten skur.. i cha..
          zbolały, już dawno to mówiłam,

          4) wersja: poczekamy, zobaczymy, musze się troche rozejrzeć, co i
          jak, i wtedy zobaczymy co dalej, a na razie pogram troche na zwłokę,

          Ja stawiam na wersję nr 1, ewentualnie nr 4.

          Ciekawe co wymyśli w środę, ale bede temat dażył, aż wyciągne z niej
          o co jej właściwie chodzi :)
          • stinefraexeter Re: O co moze jej chodzić? 04.11.08, 17:06
            Och tamte malzenstwo wciaz trwa, ale nie jestem blisko z nimi, wiec kto wie,
            moze rozwod nadchodzi. Nie znam szczegolow.

            Wiesz, bez wzgledu na to jaka wersje sie wybierze, wychodzi na to,ze twoja zona
            chce byc "ofiara" i pokazac jak to ona cierpi przez ciebie. Moze taki ma wzorzec
            stosunkow damsko meskich zakodowany w podswiadomosci? Rzeczywiscie wyglada mi na
            to, ze ona usilnie chce doprowadzac do konfrontacji, by wyrzucic z siebie jakies
            zale i gniew. Ale co do szczegolow, typu czemu, jak, gdzie i kiedy to mozna
            tylko zgadywac.
            Pytanie do ciebie: dajesz wam jeszcze jakas szanse? Zalezy ci na tym zwiazku,
            ale dla bycia z nia, a nie z powodu dzieci?
          • septemberro Jednak wersja nr 1 08.11.08, 17:04
            > mam nadzieję, ze moja żona (jeszcze) nie jest takim przypadkiem, Ja
            > stawiam raczej na jeden z tych przypadków:
            >
            > 1) Chce sie zmienić i pogodzić, ale tak się zaplatała, ze nie wie
            > jak. Bo przez ostatnie lata skarżyła się rodzicom, siostrze, mojej
            > rodzinie, różnym kolezankom, które się przez te lata przewinęły, jak
            > to ma źle. Wiem, bo kilka razy wyszły przypadkowo takie sytuacje w
            > czasie spotkania ja-żona-osoba trzecia i jak wtedy skonfrontowałem
            > jej kłamstwa, to było jej głupio i zaczynała płakac i mętnie cos
            > kręcić, że nie tak mówiła i że nie o to jej chodziło. No i
            > przypuszczam, że teraz nie wie jak z tego wyjśc z twarzą, bo
            > rozpuszczała takie opowieści a tu nagle okazuje się, że to ona ma
            > przeprosić. Chyba o to chodzi, bo powiedziałem jej, że słowo
            > przepraszam to za mało, i że jeśłi chce mieć to swoje "żeby było
            > miło", to przeprosiny mają być na piśmie, z podaniem za co
            > konkretnie najgorszych przypadków. Dlaczego na piśmie? Choćby po to,
            > zeby dac jej rodzicom, kiedy w końcu po kilku latach pojechalibyśmy
            > razem do nich na święta. Bo w tej chwili to np. jej rodzice znają
            > wersje różnych wydarzeń w wydaniu żony (wydanie to wygląda tak,
            > jakby ktoś historię II wojny światowej zaczął od momentu, kiedy
            > Rosjanie nacierają na Berlin, no wiec oczywiście Rosjanie są be, a
            > biedni Niemcy cacy). Takie przeprosiny na piśmie to dla mnie "list
            > żelazny", bo nie zamierzam się czuc u jej rodziny jak jakiś intruz
            > albo całe święta cos wywlekać i przedstawiać swoją wersje. Z kolei
            > dla niej to kwestia honoru i utrata twarzy zwłaszcza wśród rodziny.
            >
            > 2) wersja, że troche przemyślala z czym się wiąże rozwód, i się
            > wstydzi rodziny, znajomych, tym bardziej że pochodzi z małej
            > miejscowości (ja też, to nie zarzut :)), a nasze małżeństwo to było
            > takie powiatowe big love story, takie lokalne wydanie Romeo i Julia
            > z przeszkodami (no ale to było 10 lat temu).
            >
            > 3) wersja: wezmę go (znaczy mnie) na przeczekanie, może coś sie
            > wyklaruje i np. mnie zdradzi, wtedy to bedzie wyglądało zupełnie
            > inaczej, ja - biedna kobietka, i on (znaczy ja) ten skur.. i cha..
            > zbolały, już dawno to mówiłam,
            >
            > 4) wersja: poczekamy, zobaczymy, musze się troche rozejrzeć, co i
            > jak, i wtedy zobaczymy co dalej, a na razie pogram troche na zwłokę,
            >
            > Ja stawiam na wersję nr 1, ewentualnie nr 4.
            >
            > Ciekawe co wymyśli w środę, ale bede temat dażył, aż wyciągne z niej
            > o co jej właściwie chodzi :)

            Jednak wersja nr 1. Po rozmowie skruszona żona przeprosiła, popłakała i na tę
            kartkę (powiedziałem jej po co mi ta kartka) nawet się zgodziła, bo postawiłem
            to jako podstawowy warunek. Najtrudniej było jej z tą kartką, ale skoro się
            zgodziła, to chyba naprawdę chce porozumienia i ma zamiar się zmienić. Miła jest
            teraz tak jak przed ślubem, tab bardzo, że aż to jest podejrzane. O sylwestrze
            zagaduje, gdzie tu by pójść, a to do kina we dwoje, no nie poznaje jej. Coś sie
            musiało stać, nie wierzę że tak sama z siebie się nagle zmieniła. Może sobie
            pomyślała, ze pojawiła sie jakaś konkurencja ;), bo w ciągu ostatnich miesięcy
            wydałem z 6 tys. na nowe ubrania (sam nie wiem co mnie napadło) i miałem rózne
            pilne sprawy i do domu wracałem później. Jakieś aluzje w tym kierunku kilka razy
            mi czyniła .Nie wiem, w każdym razie nastąpiła zmiana o 180 stopni, ale na
            wszelki wypadek na razie pieniądze zostaja oddzielne i na odwiedziny jej siostry
            (która jakby mogła to by siedziała cały dzień) i mojego brata (który i tak nie
            przychodzi) nadal obowiązuje szlaban na czas nieokreslony. Mam nadzieję, że ta
            zmiana będzie na stałe i za jakiś czas nie będę odgrzebywać tego tematu, żeby
            napisac, że to była tylko krótkotrwała przemiana. Ale gdzies tam w środku wiem,
            że i tak już nigdy nie będzie tak dobrze jak kiedyś, i spodziewam się, że
            wczesniej czy później znowu pokaże różki, wiec na wszelki wypadek zostawiam
            sobie kilka wyjśc awaryjnych,


            • brontowasik No i co nowego w temacie? 28.11.08, 16:10
              No i co nowego w temacie? Permamentna poprawa, czy chwilowa zmiana?
              Nie wierz, że coś się zmieni, to tylko chwilowy stan, jak to jakaś
              nawiedzona feministka, taka co to nazwisko zostawia swoje po
              ślubie, te feministki tak maja, i jeszcze do tego jak pracuje jako
              jakiś psycholog, jakiś doktorat albo pedagog, albo inny gog to w
              ogóle nie ma szans na normalne małzeństwo. Znałem kiedys parę, gdzie
              ona była doktorem psychologii, normalnie psychiczna baba wykańczałą
              psychicznie męża przez 20 lat, a sama twierdziała, że męczy się w
              toksycznym związku. w końcu sie rozwiedli jak dzieci były
              pełnoletnie, to ta doktorka miast sama zajmowac się psychologią, na
              wizyty u psychiatry chodziła, że niby nikt nie wiedział, potem
              znalazła jakis dwóch menów, ale wytrzymali z nią jeden z pół roku,
              drugi rok. Teraz siedzi sama i drze się na koty, bo ma ich z pięć
              ale jak daje im jeść to nie pouciekały, więc ma na kim się
              powyżywac.
      • green_land Re: O co moze jej chodzić? 04.11.08, 16:15
        Może jest tak, że zwyczajne jest jędzą i tyle.Ale nie zauważyłeś
        tego przed ślubem.
        A moze tak, ze czegoś jej w małżeństwie brakowało i zwyczajnie
        wyżywała się na Tobie.

        Nie widzę w Twoim poście agresji, złośliwości, czyli chyba nie
        jesteś takim potworem?:)


        Nie chce rozwodu, bo jest w swoim żywiole móc "wyżywać" się na
        tobie, wylewać swoje żale. Jak Ciebie braknie - co pocznie? Będzie
        znów musiała się starać kogoś znaleźć, a już nie taka młoda itd.
        Jest jej wygodnie, bo gdyby rzeczywiście miałą Cię dosyć, dawno
        rozwiodła by sie z Tobą. Ale jej po prostu odpowiada takie życie.
        Przyjrzałeś sie jej stosunkom w rodzinie, stosunkom ojca do jej
        matki? Bardzo często nieświadomie powtarza się zachowania rodziców i
        przenosi je na własną rodzinę.


        Jeżeli chcecie z sobą coś zrobić by było lepiej, poszukajcie poradni
        małżeńskiej. Przecież kiedyś kochaliście się, a miłość potrafi
        wybaczać.


        > Przecież jeśłi chciałaby się pogodzić, żeby było jak
        > dawniej (choć obawiam się, ze to po tylu latach niemożliwe), to by
        > prosto z mostu powiedziała: "tak robiłam źle, to to i to, zawieśmy
        > sprawę rozwodu, nigdy więcej tak już nie bedzie".
        Charakter trudno zmienić. Może samo stwierdzenie, że nie chce
        rozwodu, to dla niej przyznanie się do "winy"?
        • stinefraexeter Re: O co moze jej chodzić? 04.11.08, 17:00
          green_land napisała:
          > Nie chce rozwodu, bo jest w swoim żywiole móc "wyżywać" się na
          > tobie, wylewać swoje żale. Jak Ciebie braknie - co pocznie? Będzie
          > znów musiała się starać kogoś znaleźć, a już nie taka młoda itd.
          > Jest jej wygodnie, bo gdyby rzeczywiście miałą Cię dosyć, dawno
          > rozwiodła by sie z Tobą. Ale jej po prostu odpowiada takie życie.
          > Przyjrzałeś sie jej stosunkom w rodzinie, stosunkom ojca do jej
          > matki? Bardzo często nieświadomie powtarza się zachowania rodziców i
          > przenosi je na własną rodzinę.

          Wlasnie o to mi chodzilo w moim poscie powyzej. Jej taka sytuacja odpowiada -
          moc sie wyzyc na tobie. To znaczy tak to wyglada moim zdaniem, a jak jest
          naprawde, ktoz to wie.
          • konwalka czy ja dobrze czytam? 04.11.08, 18:54
            Od kwietnia 2008 mamy ustalone na piśmie, że wystąpimy wspólnie o
            rozwód w lipcu 2009,

            ke?!

            ale Ty nie jesteś moim byłym ukochanym, który pisał oświadzenia dla
            kolegów, że ode mnie odchodzi z dniem tym i tym?

            Bo takiego agregata miałam/

            Aaa... a agregat miał dżezowych kolesiów. Jeden z nich zostawił
            pannę, gdyż
            uwaga !
            uwaga!
            tadam!
            NEGATYWNIE PROJEKTOWAŁA KEGO NADŚWIADOMOŚĆ
            • septemberro A co cię tak dziwi? 04.11.08, 19:27
              A co cię tak dziwi? Nie znam twojego "agregata", ale z moją zona jak czegoś nie
              masz na piśmie, to zapomnij, że coś ustalałeś. Nic nie będzie pamiętac, gdy
              będzie jej tak wygodnie. Jeszcze przysięgnie w żywe oczy i się wyprze, jak
              robiła wczesniej w jednej bardzo waznej sprawie.

              Aż tak cie dziwi, że w miare cywilizowanie próbuję coś ustalić z wyprzedzeniem?
              To lepiej ekspresyjnie rzucac talerzami i rąbac meble? Przeciez trzeba
              przygotowac się na sprzedaz mieszkania, zwłaszcza teraz nie jest łatwo sprzedać
              duże mieszkanie, trzeba znaleźć dwa inne mieszkania, a lipiec 2009 to po
              wakacjach, możliwe że po rozwodzie nasze dziecko bedzie chodzić do innej szkoły,
              Ja z tymi ustaleniami nie obnosze sie po kolegach, jak twój "agregat" (ciekawe
              jak on by cię nazwał :), to nasze wewnętrzne ustalenia.

              Nie wiem po co twój były "agregat" pisał te oświadczenia dla kolegów, nie podoba
              mi się też to KE, to taka maniera przejęta od dżezowych kolesiów "agregata"?



              .
              • konwalka Re: A co cię tak dziwi? 04.11.08, 20:23
                A co cię tak dziwi?

                pisanie oświadzen, że w 2009 się rozwodzimy

                To lepiej ekspresyjnie rzucac talerzami i rąbac meble? Przeciez
                trzeba
                > przygotowac się na sprzedaz mieszkania, zwłaszcza teraz nie jest
                łatwo sprzedać
                > duże mieszkanie

                nie, jest jeszcze coś pomiędzy trzaskaniem garami a oświadczeniami
                można, dajmy na to, złożyć pozew rozwodowy po prostu

                Ja z tymi ustaleniami nie obnosze sie po kolegach, jak
                twój "agregat" (ciekawe
                > jak on by cię nazwał :), to nasze wewnętrzne ustalenia.

                po kolegach nie, ale połowa forum ekscytuje sie już Waszymi
                ustaleniami, więc mowa o domowym zaciszu jest nie na miejscu


                nie podob
                > a
                > mi się też to KE

                to sie oflaguj

                to taka maniera przejęta od dżezowych kolesiów "agregata"?
                >


                nie, nie od kolegów
                nie zauważyłeś w przelocie, że agregatowi kumple dysponowali
                słownikiem nieo bardziej, hm... wysublimowanym (nie chciałam używac
                słowa - nadetym)

            • fimka hehehe 04.11.08, 19:27
              Mąż mojej znajomej kazał jej podpisać "oświadczenie do kochanych dzieci", że to
              ona chciała rozwodu więc zobowiązuje się sama dzieci utrzymywać (troje) i nie
              wymagać od niego żadnych finansów ani opieki nad nimi :PPPP
              tak szalenie kocha chłopina dzieci :))
              • septemberro Re: hehehe 04.11.08, 19:35
                fimka napisała:

                > Mąż mojej znajomej kazał jej podpisać "oświadczenie do kochanych dzieci", że to
                > ona chciała rozwodu więc zobowiązuje się sama dzieci utrzymywać (troje) i nie
                > wymagać od niego żadnych finansów ani opieki nad nimi :PPPP
                > tak szalenie kocha chłopina dzieci :))

                Może troche więcej szczegółów, dlaczego ta zona chciała rozwodu? To może uczyni
                wtedy tę sytuację o wiele mniej śmieszną.

                A i mit matki-Polki poswięcająej się dla dzieci może doznać uszczerbku.

                • fimka Re: hehehe 04.11.08, 19:36
                  np dlatego, że mąż ją zdradzał, szantażował i kilka razy zgwałcił.
                  Wystarczy?
    • crazy_froggg Re: Mąż mnie nie szanuje - druga strona medalu 04.11.08, 19:33
      bardzo ciekawa kwestia, jednak mysle, ze chodzi to o wieksza
      kwestie, tzn 'wybaczenia' - mozesz sie mscic ale mozesz tez
      wybaczyc - nie tylko dla niej, ale glownie dla siebie
      czy chcesz zyc z poczuciem, ze robisz cos zlego? czy chcesz miec
      takie 'wspaniale malzenstwo' - lepiej wykorzystaj ta sytuacje,
      postaw swoje warunki - takie ktore prowadza do lepszego malzenstwa,
      zona na pewno sie podporzadkuje pod grozba rozwodu
      no chyba, ze zona Ci nie pasuje i rzeczywiscie chcesz rozwodu...
    • fimka jesteście siebie warci 04.11.08, 19:33
      patologia.
      wychowywanie w takiej atmosferze dziecka to zbrodnia na jego emocjach.
      zamiast się dawno rozwieść, albo iść z zoną na terapię to zabawiasz się jak
      gó...arz w odgrywanie się tym samym... pokazówka kto postawi na swoim. W
      związkach przemocowych schemat kat-ofiara bywa zamienny. Gdy jedna osoba ma
      słabszy czas to druga się odgrywa, mści i rośnie w siłę jej kosztem. Chory
      patologiczny związek ze znamionami psychicznej przemocy.

      Biedne to dziecko.
      • green_land Re: jesteście siebie warci 04.11.08, 20:02
        > zamiast się dawno rozwieść, albo iść z zoną na terapię to
        zabawiasz się jak
        > gó...arz w odgrywanie się tym samym... pokazówka kto postawi na
        swoim.
        To powinien być zarzut do niej, nie do niego. To ONA nie chce
        rozwodu i gra na zwłokę. Na krótko się poprawia i pewnie wkrótce
        wróci do starych przyzwyczajeń. Pierwsza zaczęła stawiać absurdalne
        warunki.
        A facet robi dobrze - skoro ona ma krótką pamięć a spisywanie
        ustaleń daje efekt - dobrze robi.
        No i nie rozumiem - kobieca solidarność? On "zabawia się jak
        gó...arz", a jak jej zachowanie nazwać? Jakoś nie wygląda mi na to,
        ze facet sobie to wyssał z palca. Nie pisze agresywnie, pisze "moja
        żona", nie "ona". Próbował, ale nie widzi chyba szans na polepszenie
        wzajemnych relacji. Z jego postu nie zieje ogień. Raczej rezygnacja.


        > W związkach przemocowych schemat kat-ofiara bywa zamienny
        Gdyby było tak, jak piszesz, nie zastanawiał by się ani chwili - nie
        zgodził by się na dzień dobry na przyjazd jej matki.
        Coś mi się widzi, że jego kobieta ma problem i to spory. I to od
        niej zależy, czy będzie chciała uratować swoje małżeństwo.
        • fimka Re: jesteście siebie warci 04.11.08, 20:25
          jej tu nie ma, jest jej mąż który opisuje zadowolony z siebie jak z PREMEDYTACJĄ
          I ROZMYSŁEM kontynuuje patologię, możliwe, że zapoczątkowaną przez żonę. Ale
          za kondycję małżeństwa odpowiadają WSPÓLNIE. Nikt nie każe mu TAKIEGO małżeństwa
          kontynuować a podejmując jej zasady właśnie to robi od dawna.
          Małżeństwo? oddzielne półki w lodówce? żenua... I oczywiście to dla dobra
          dziecka. Biedne dzieci.
          • septemberro Re: jesteście siebie warci 08.11.08, 17:08
            imka napisała:

            > jej tu nie ma, jest jej mąż który opisuje zadowolony z siebie jak z PREMEDYTACJĄ


            Zadowolony z siebie? Troche przesadzasz, na jakiej podstawie to wydedukowałaś?

            • wielo-kropek Re: jesteście siebie warci 09.11.08, 05:51
              Moze trafniejsze okreslenie dla niej byloby nie zona tylko suka.
              Wyglada na to ze ona jest twoja zona, ale tylko z nazwy, tzn ona
              nie wie co to znaczy byc zona.Dobra zona.
    • eastern-strix straszne to co piszesz... 09.11.08, 13:20
      ....
      Ja bylam dzieckiem walczacych rodzicow i jak ktos tu slusznie napisal - rozwod
      jest czasem lepszy, ja chcialam zeby rodzice sie rozwiedli,bo osobno byli
      spoko,ale razem - masakra. Rozwiedli sie i wiesz co? Bylo duzo lepiej. Lepiej
      miec mame i tate osobno - wtedy czas poswiecaja dziecku a nie klotniom. A zawsze
      mozesz wystapic o sadowne ustalenie widzen. Poza tym,jesli ona zacznie nastawiac
      dziecko przeciw Tobie,to sama na siebie ukreci bicz,bo dziecko dorosnie i samo
      oceni,czy mamusia mowila prawde,czy tez nie. Jesli nie,to ona sie bedzie musiala
      tlumaczyc, nie Ty. Po rozwodzie miej zawsze otwarte drzwi dla syna, mysle,ze
      jesli chodzi o jakosc czasu razem, to sie poprawi. Pozdrawiam.
      • ika.13 Re: straszne to co piszesz... 09.11.08, 20:59
        A czego Ty tak naprawdę chcesz? Rozwodu, czy bycia razem? Bo już nie wiem.
        Jakieś zobowiązania, poświadczenia na kartkach.Chore jazdy.Cyrk pierwszej
        wody.Dorośnijcie w końcu, bo zatruwacie życie Waszemu dziecku chorzy egoiści.
    • tygrysio_misio jestes nienormalny? 09.11.08, 21:18
      dlaczego sie z nia nie rozwiedziesz i nie puscisz jej z torbami?
      • focus35 Re: jestes nienormalny? 09.11.08, 22:59
        bo jest zbyt zaangazowany - nie tylko konstruktywne uczucia bardzo
        angazuja - szkoda tylko, ze w ten sposob moze Wam uplynac cale
        zycie...


        tygrysio_misio napisała:

        > dlaczego sie z nia nie rozwiedziesz i nie puscisz jej z torbami?
        >

      • brontowasik Nie daj sie nabrać 21.11.08, 12:45
        Czytam, czytam i oczom nie wierzę, jak można byc takim naiwnym. Nie
        bądź głupi, ludzie się nie zmieniają, ona tobą ewidentnie
        manipuluje. Rzuć ją w cholerę, nie ma nad czym się zastanawiać,
        szkoda na nia życia. z tego co pisałeś widać że to nie był przecież
        jeden czy dwa wyskoki tylko wieloletnie działanie z premedytacją.
        myslisz, ze nagle jak za dotnieciem magicznej rozczki ona zmieniła
        sie w anioła. jeszcze wspomnisz mije słowa, na pewno jest jakiś
        powód jej naglej zmiany, nie wierz ze to jej dobra wola, to jakies
        drugie dno musi być, obyś jak najszybciej przejrzał na oczy. i tylko
        dziecka szkoda. powodzenia
    • vandikia Re: Mąż mnie nie szanuje - druga strona medalu 21.11.08, 13:13
      Tylko pytanie: co dalej?
      Nie szanujecie się, nie ufasz jej, z opisu wnioskuję, że raczej się
      nie kochacie, więc co Was trzyma? Po co mieszkacie razem? Będziecie
      tak egzystować tylko po to, żeby robić sobie na złość? Co to za
      życie?
    • gondra Re: Mąż mnie nie szanuje - druga strona medalu 21.11.08, 13:58
      To że trafiła Ci sie histeryczka, dawałeś sie robić w bambuko, a
      Twoje małżeństwo jest, delikatnie mówiąc, nieudane nie znaczy, że
      każda kobieta narzekajaca na forum na meża/partnera jest taka ja
      Twoja żona. Ludzie są różni, świństwa potrafią robic faceci i
      kobiety.

      Swoja drogą dziwie sie, że ciągle jesteście razem. Kolejny związek
      na zasadzie "no trudno".
    • xnajax Re: Mąż mnie nie szanuje - druga strona medalu 21.11.08, 14:15
      Septemberro, takich historii jak Twoja jest mnóstwo, niestety, ale to jest
      oczywiste chyba dla każdego.
      Moim zdaniem największym błędem w takich sytuacjach jest to, że małżonkowie mają
      przekonanie o tym, iż lepiej trwać w takim toksycznym związku ze względu na
      dzieci. Tylko, że tak naprawdę to gorszą krzywdę robimy dzieciom właśnie wtedy
      gdy tkwimy w czymś takim. Dzieci doskonale wyczuwają nastroje, atmosferę w domu.
      Gdy rodzice nie są szczęśliwi - one również. Możecie mi wierzyć...one wiedzą.
      Piszę o tym bo sama popełniłam ten sam błąd i bardzo tego żałuję:)
      Chcę się jeszcze odnieść do jednej rzeczy. Otóż rzeczywiście zaburzony poziom
      hormonów może wpływać na nastrój i zachowanie, szczególnie w niektórych dniach
      miesiąca. Chcę powiedzieć, że ja też zażywam Euthyrox:))))))))))))) i myślę, że
      wpływa on na moje stany emocjonalne. Kiedyś wpadałam w taki stan złości(powód
      był nieważny, mogła to być błahostka) złości, a nawet można powiedzieć szału, że
      aż samą mnie to zaczęło przerażać.
      Zupełnie nie wiedziałam skąd to się bierze, myślałam, że po prostu taka ze mnie
      straszna baba, że mam tak paskudny charakter...Było to dla mnie tak
      przygnębiające, że musiałam coś z tym zrobić...i zaczęłam pracę nad sobą.
      Zupełnie przez przypadek okazało się, że mam bardzo wysoki poziom hormonów,
      przypisano mi właśnie w wspomniany wyżej lek. Nie wiem co bardziej podziałało,
      moja ciężka praca nad sobą czy to lekarstwo, ale jedno jest pewne: już nie
      miewam tych szałów wściekłości, a nawet agresji...i czuje się z tym cudownie!
      No tak, ale w przypadku Twojej żony to chyba jednak on nie skutkuje.
      Zmienić całkiem charakteru się nie da, ale można nauczyć się panować nad
      niektórymi naszymi emocjami, zachowaniami. Ja jestem tego przykładem i piszę o
      tym z dumą:)
      Szczerze mówiąc...nie widzę przyszłości Waszego związku, przykro mi, ale tak
      myślę... no chyba, że Twoja żona zacznie nad sobą pracować:) Oczywiście mogę się
      mylić bo nie jestem żadną tam wyrocznią:)
      Ciekawa jestem czy Twoja żona sama siebie lubi...zapytaj ją o to...

      Mimo wszystko będę trzymała kciuki:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka