Dodaj do ulubionych

Odszedł od żony dla mnie.

03.12.08, 09:46
Prawie rok temu poznałam GO, trafił mnie piorun, jego chyba jeszcze
bardziej. Ma żonę i dziecko. Próbowałam zakończyć ten związek, ale
rozpaczliwie błagał żebym go nie zostawiała. Walczyłam z tym, ale
nie dałam rady od niego "odejść". Miałam wyrzuty sumienia, że robię
(i zrobiłam ) krzywdę całej rodzinie:( Wyprowadził się od żony,
mieszkał ze mną. Po pracy oczywiście jeździł do dziecka. Jak był ze
mną to nie raz widziałam w jego oczach tęsknotę za małą. Z kolei jak
był u dziecka myślał o mnie. Przedwczoraj powiedział mi, że on już
nie wyrabia, że boi się, że krzywdzi mnie w ten sposób, że widzi jak
ja cierpię jak on jeździ do dziecka. Chce pobyć trochę sam żeby
sobie jak to swierdził wszystko na sucho przemyśleć. Tylko, że ja
kocham go do tego stopnia, że jestem w stanie znosić wszystko!!! Nie
potrafię i nie chcę bez niego żyć! Przeklinam dzień kiedy go
spotkałam bo wiem, że to prawdziwa miłość!!! Nie wiem co robić, nie
potrafię się odnaleźć.
Obserwuj wątek
    • nawrocona5 Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 09:51
      To zabrzmi brutalnie, ale chyba juz przegrałaś. Po przemyśleniu "na sucho" twój
      luby wróci do domu. Spróbuj się z tym pogodzić.Pozdrawiam:)
      • dzag1982 Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 10:01
        Właśnie chciałabym żeby mi powiedział "koniec z nami", nie pisz, nie
        dzwoń, ale on mi mówi, że kocha nad życie...
        • nawrocona5 Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 10:10
          dzag1982 napisała:

          > Właśnie chciałabym żeby mi powiedział "koniec z nami", nie pisz, nie
          > dzwoń, ale on mi mówi, że kocha nad życie...

          Być może mówi szczerze.
          Ale i tak zwycięzy poczucie odpowiedzialności i miłość do dziecka. Pierwsze
          szaleństwo już minęło, teraz zaczął mysleć głową.

          >Przedwczoraj powiedział mi, że on już
          nie wyrabia, że boi się, że krzywdzi mnie w ten sposób, że widzi jak
          ja cierpię jak on jeździ do dziecka.

          Widzisz, w to juz nie wierzę. To tylko romantyczny bajer. Nie chodzi o twoją
          krzywdę, ale o to, że on chce wrócić do rodziny.
          Wystrzegaj się żonatych w przyszłości.:)
          Mam nadzieję, że za jakiś czas ułożysz sobie zycie z kimś innym.
          • mahadeva to w ogole jakas dziecinada 03.12.08, 12:19
            po co gosc ma wracac do zony, zeby za 2 miesiace znow szukac nowej
            doopy? szczegolnie, ze kocha autorke? dziecko da rade i bez takiej
            rodziny, moze po rozwodzie znajdzie mu ojczyma
            ludzie zacznijcie myslec
            • tk_s Re: to w ogole jakas dziecinada 05.12.08, 17:27
              Celnie ujęte.
              --------------------------------------------------------
              Wszyscy jesteśmy trochę odchyleni. Bać się należy tych normalnych...
              (Jack Carter)
              --------------------------------------------------------
        • inka323f Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 13:26
          eh, skad ja to znam.
          Powiem Ci tyle, ze wroci do zony / dziecka i tyle tego bedzie, ale dla Ciebie bedzie lepiej.
          Mowie z wlasnego doswiadczenia i perspaktywy straconego czasu. NIe warto go marnowac na faceta z odzysku. Wiem, ze wydaje Ci sie teraz, ze to bedzie koniec swiata bez niego, ale uwierz mi: czas goi rany i znajdziesz sobie faceta, ktorym nie bedziesz sie musiala z nikim dzielic.
          Pomysl, co bedzie jesli on zdecyduje sie jdnak z Toba byc? Kiedy bedziecie mieli wlasne dzieci i one tez beda sie musialy dzielic ojcem. Kiedy swieta nigdy nie beda tylko Wasze. Kiedy dziecko z pierwszego zwiazku zacznie dorastac, a nie daj boze matka bedzie je przeciw ojcu nakrecac...
          Szkoda zachodu.
          • inka323f Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 15:10
            ...plus druga strona medalu: marnujesz zycie innym ludziom bez wzgledu na to,
            czy to on odszeddl od zony czy zona go wyrzucila. I nikt sie w szczegoly nie
            bedzie wglebial, tylko Ty bedziesz winna.
            • tygrysio_misio Re: Odszedł od żony dla mnie. 05.12.08, 00:35
              ludzie wplywaja na innych ludzi... ale nigdy nie sa odpowiedzialni za ich
              decyzje, kiedy oni robia to dobrowolnie

              autorka nikomu nie niszczy zycia.. ona tylko jest wplatana w 2 zycia ktore
              nazwanej sie niszczyly
              • baba67 Re: Odszedł od żony dla mnie. 05.12.08, 09:09
                Chyba jestes bardzo mloda...domniemanie, ze facet glupiej tylko wtedy kiedy jest
                nieszczesliwy w malzentwie jest bledne.
                Mozna jeszcze zadac sobie pytanie co to znaczy nieszczesliwy.
                Jezali nieszczesliwy to pozbawiony nieustannych bajerow i orgazmow oraz
                towarzystwa osoby bezproblemowej i wiecznie uroczej a za to postawiony w obiczu
                problemow zyciowo-wychowawczych i nieuniknionych konfliktow malzenskich to tak,
                masz racje, Taki nieszczesliwy facet bedzie szukal nowego cudownego zycia i tej
                zapisanej w gwiazdach z ktora wszytsko bedzie cudowne.
                • iwonesik Re: Odszedł od żony dla mnie. 05.12.08, 09:41
                  Zgadzam sie z baba67 w 100%. Co prawda sama wplątałąm się w romns z super facetem, niby go zakończyłam, ale od czasu do czasu spotykamy się pogadać, wymieniamy się mailami, smsami, wieczorami gadamy na czacie. Ale to jest prawda, facet potrzebuje odmiany, beztroskiego uśmiechu, komplementów, wspaniałego seksu. A jak byłoby, gdybyśmy zamieszałi razem? Tego nie wie nikt? Pzrypuszczam, ze tak samo jak z żoną he he.Pomimo wszystko nadal Go kocham..... On mnie też i widze cierpienie w Jego oczach jak się żegnamy:)
                  • valerie25 Re: Odszedł od żony dla mnie. 05.12.08, 17:45
                    Gdyby RZECZYWIŚCIE cierpiał, to dawno by już odszedł od żony…
                    • lia.13 Re: Odszedł od żony dla mnie. 05.12.08, 22:05
                      dokładnie Valerie ;) to żadne cierpienie, a raczej żal, że znowu go naciągnęłąś
                      na kawę i ciacho, a dupy nie dałaś:D
            • czarny222 typowo kobiecy punkt myślenia:) 06.12.08, 10:19
              Wykorzysta i rzuci- jakby facet nie miał uczuć a decyzje popełnione
              w niedojrzałym wieku , być może tylko wpadka z ciążą były lepsze niż
              podjete po zdobyciu bagażu życiowego:)facet nie jest prosty jak
              budowa cepa- a tak myśla kobiety:)
    • oposka Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 09:51
      stara prawda
      nie zbudujesz szczęscia na czyimś nieszczęściu

      ---
      drań!!!
      • tabakierka2 Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 09:54
        On nie powinien dopuścić do Wsazych kolejnych spotkań - już w
        momencie kiedy Cię poznał powinien się wycofać i nie angażować.

        Ty - wiedząc, że ma rodzinę i zobowiazania, nie powinnaś dopuścić do
        dalszych spotkań.

        Jak napisała poprzedniczka : własnego szczęścia nie zbudujesz na
        czyimś nieszczęściu.
        • maru-da85 te mądre i rozsądne 03.12.08, 12:50
          te co tu piszą, że nie powinnaś się w to wikłać to są dla mnie
          kobietami które w zyciu nie doświadczyły takiej sytuacji jak podoba
          Ci się żonaty facet .Może ich żaden nie chce....i stąd płyną te ich
          mądrości. Są same bo jak facet wolny to pewnie coś z nim nie tak, a
          jak żonaty to trzeba go unikać:)
          • tabakierka2 Re: te mądre i rozsądne 03.12.08, 12:56
            maru-da85 napisała:

            > te co tu piszą, że nie powinnaś się w to wikłać to są dla mnie
            > kobietami które w zyciu nie doświadczyły takiej sytuacji jak
            podoba
            > Ci się żonaty facet .Może ich żaden nie chce....i stąd płyną te
            ich
            > mądrości. Są same bo jak facet wolny to pewnie coś z nim nie tak,
            a
            > jak żonaty to trzeba go unikać:)


            A nie wzięłaś pod uwagę, że osoby, które tak uważają po prostu nie
            wyciagają łap po facetów już zajetych? wiesz, to się nazywa
            moralność. Postaw się w sytuacji żony takiego faceta - chciałabyś,
            żeby sobie znalazł babkę?

            Nie jesteśmy zwierzętami - to, że mi się podoba bluzka ze sklepu,
            nie oznacza, że muszę ją mieć. Z takiego myślenia wychodzi się w
            okolicach 4 -5 roku życia. A niektórzy nigdy nie wychodzą.
            • baba67 Re: te mądre i rozsądne 03.12.08, 13:12
              Ja to jeszcze nadziwic sie nie moge tym PIORUNOM Amora czy jakimtam.
              Mnie nigdy cos takiego nie spotkalo, wiec z czystej ciekawosci pytam, jak to jest?
              Widze faceta, nie znam go, nic o nim nie wiem i tak od razu czuje niepohamowaa
              chec udania sie z nim w odludne miejsce w celu pozbycia sie odziezy wierzchniej
              i spodniej i wspolnemu oddaniu sie czynnosciom relaksacyjnym?
              Ten piorun wylacza mi mozg czy jak.Przestaje pobierac i przetwarzac informacje ?
              Oswieccie mnie w tej kwestii, pliiiz:-)
              • tabakierka2 Re: te mądre i rozsądne 03.12.08, 13:13
                baba67 napisała:

                > Ja to jeszcze nadziwic sie nie moge tym PIORUNOM Amora czy
                jakimtam.
                > Mnie nigdy cos takiego nie spotkalo, wiec z czystej ciekawosci
                pytam, jak to j
                > est?
                > Widze faceta, nie znam go, nic o nim nie wiem i tak od razu czuje
                niepohamowaa
                > chec udania sie z nim w odludne miejsce w celu pozbycia sie
                odziezy wierzchniej
                > i spodniej i wspolnemu oddaniu sie czynnosciom relaksacyjnym?
                > Ten piorun wylacza mi mozg czy jak.Przestaje pobierac i
                przetwarzac informacje
                > ?
                > Oswieccie mnie w tej kwestii, pliiiz:-)


                Są ludzie i ludziska;) Nie ma co tłumaczyć, kochana;) jeden myśli
                posługując się rozumem, a inny...nie:)
              • nawrocona5 Re: te mądre i rozsądne 03.12.08, 13:19
                baba67 napisała:
                > Widze faceta, nie znam go, nic o nim nie wiem i tak od razu czuje niepohamowaa
                > chec udania sie z nim w odludne miejsce w celu pozbycia sie odziezy wierzchniej
                > i spodniej i wspolnemu oddaniu sie czynnosciom relaksacyjnym?

                Zdarzało się, że czułam chęć, ale pohamowaną :)))
              • 4g63 Re: te mądre i rozsądne 05.12.08, 12:43
                > Oswieccie mnie w tej kwestii, pliiiz:-)

                współczuję Ci
                • baba67 Re: te mądre i rozsądne 05.12.08, 21:14
                  A czego Ty mi wspolczujesz? Ze nie dawalam doopy zonatemu ? Ze nie dawalam sie
                  nabrac na glodne kawalki z Osieckiej rodem ? Ze nikogo nie skrzywdzilam a jestem
                  szczesliwa z moim mezem, ktorego poslubilam najpierw dostatecznie poznawszy?
                  Dziwnych rzeczy wspolczujesz ludziom, doprawdy...
                  Takie jakies miekkie serduszko masz najwyrazniej.
              • ladydewinter Re: te mądre i rozsądne 05.12.08, 23:05
                Niestety tak to bywa:) Też przez wiele lat żyłam w poczuciu, że to bajdy jakieś
                i harlequiny, aż tu i mnie trafił piorun w jednej sekundzie. W dużym skrócie:
                spotykasz faceta, piorun błyska, grzmot grzmi, niebo się otwiera, a czyjś palec
                wskazuje na faceta i mówi: "ten". Jeśli on również słyszy grzmoty/widzi błyski -
                dalej wszystko toczy się w miarę prostą drogą. I zaręczam Ci, że w takich
                przypadkach wiedza o facecie nie jest niestety istotna. Góruje przemożna chęć
                konsumpcji. Życie... (tak, mózg chyba jet wyłączony. Ja pamiętam tyle, że
                wracałam ze spotkania do auta i śmiałam się na ulicy do siebie jak głupia do
                sera. Był wiosna, słonko świeciło, ptaszki świergoliły, a ja się śmiałam i
                myślałam tylko, jak go tu skonsumować. A raczej kiedy, byle szybciej). Pozdrawiam:)
                • finndar Re: te mądre i rozsądne 05.12.08, 23:58
                  Ciekawe jest to, co opisałaś. Patrzę z punktu widzenia męża, który
                  widział takie zachowania u swojej połowicy...oczywiście w
                  odniesieniu do kolegi/przyjaciela. Pytanie jest krótkie - czy to
                  przechodzi czy zmienia się w stan trwały?
                • baba67 Re: te mądre i rozsądne 06.12.08, 19:23
                  A ja gdzie kiedys czytalam, ze owo oc konsupcji takiego zwiazku bywa wspanialym
                  dzieckiem i niezwykla utalentowanym czlowiekiem, bo wtedy wlasnie jakies
                  atawizmy sie w nas odzywaja i najlepsze konstrukcje genetyczne sie tworza. Moze
                  to i prawda, kto tam wie...Choc mysle ze mozna wiele zepsuc takim wlasnie
                  zabalaganionym zyciem malzenskim w zyciu takiego dzieciaka. Ja na szczescie
                  takiego pioruna nie doswiadczylam i nie zaluje.
                  Niekiedy perfekcyjny dobor genow nijak sie ma do szczesliwego zycia we dwoje.
            • kamilla1978 Re: te mądre i rozsądne 03.12.08, 15:13
              tabakierka2 napisała:

              > maru-da85 napisała:
              >
              > > te co tu piszą, że nie powinnaś się w to wikłać to są dla mnie
              > > kobietami które w zyciu nie doświadczyły takiej sytuacji jak
              > podoba
              > > Ci się żonaty facet .Może ich żaden nie chce....i stąd płyną te
              > ich
              > > mądrości. Są same bo jak facet wolny to pewnie coś z nim nie
              tak,
              > a
              > > jak żonaty to trzeba go unikać:)
              >
              >
              > A nie wzięłaś pod uwagę, że osoby, które tak uważają po prostu nie
              > wyciagają łap po facetów już zajetych? wiesz, to się nazywa
              > moralność. Postaw się w sytuacji żony takiego faceta - chciałabyś,
              > żeby sobie znalazł babkę?
              >
              > Nie jesteśmy zwierzętami - to, że mi się podoba bluzka ze sklepu,
              > nie oznacza, że muszę ją mieć. Z takiego myślenia wychodzi się w
              > okolicach 4 -5 roku życia. A niektórzy nigdy nie wychodzą.

              Słusznie, popieram Twój pogląd.
            • wj_2000 Re: te mądre i rozsądne 06.12.08, 01:43
              tabakierka2 napisała:

              > Nie jesteśmy zwierzętami

              Nie wiem, co przez to rozumiesz! Ja uważam, że jednak JESTEŚMY
              zwierzetami, choć, oczywiście, szczególnymi.
              Jest w nas i biochemia i mózgowy "hardware" ukształtowany przez
              miliony lat ewolucji.
              Jest też - dość cienka - warstwa "software'owa" ukształtowana
              dzięki naszym umiejętnościom abstrakcyjnego myślenia i mowy.
              Moralność, logiczne dedukowanie konsekwencji takich, czy innych
              zachowań, należy do owej "software'owej", cienkiej sfery.
              Ta "hardware'owa", potężna, przemożna, uwarunkowana jest ewolucją
              pod kątem największej skuteczności przetrwania.
              A optymalne parametry przetrwania gatunku ludzkiego mają wpisaną
              ZDRADĘ małżeńską!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
              Dlaczego?
              Gatunki, w których samica daje radę (jak niedźwiedzica) w rok
              odchować potomka i to bez pomocy samca, rozmnażają się tak, że
              tylko NIELICZNE samce są reproduktorami. Po co marnować
              (ograniczone) możliwości wykreowania potomka przez samicę (raz na
              rok tylko) na ojca BYLE JAKIEGO. Niech udany samiec zapładnia wiele
              samic!!!! Pokona gorszego w walce - znaczy jest lepszy! Ten gorszy -
              do piachu. I tak to działa.

              Człowiek, sukces biologiczny odniósł dzięki mózgowi. Pożytek z
              mózgu powstaje po wielu latach nauki. Sama matka NIE JEST W STANIE
              rodzić co rok i jeszcze opiekować się samodzielnie kilkorgiem
              dzieci - tym rocznym, dwuletnim, trzyletnim, czteroletnim, etc. aż
              do kilkunastolatka.
              Każda matka potrzebowała ( w przeszłości) PARTNERA do chowania tej
              gromadki dzieci. Najkorzystniej jest by "gorszy jeleń" opiekował
              się dziećmi swojej partnerki, ale by płodził je "macho" - wyjątkowo
              udany.
              To się wydaje scenariusz nie do zrealizowania!!!
              Optimum możliwe polega na tym, że - po pierwsze - samiec ludzki
              musi mieć stałą potrzbę seksu. To wyjątek w świecie natury!
              Przywiązując się do kobiety płacącej mu seksem za opiekę nad jej
              dziećmi spełnia się pierwszy warunek partnerstwa.
              Drugi jest taki, że on "woli" by dzieci jego partnerki, to były
              jego dzieci.
              Ale trzeci warunek to taki, by - przynajmniej część dzieci kobiety
              było dziećmi nie "byle patałacha" ale dziećmi mężczyzny wyjątkowo
              udanego.
              Stąd zdrada, i to zdrada UKRYWANA jest warunkiem sukcesu
              biologicznego człowieka. Te zasady są wmontowane na poziomie
              biochemicznym i neurologicznym. Strasznie trudno z nimi walczyć.

              Noramalny mężczyzna NIE MOŻE być wierny w naturalny sposób. I już!
          • teklana Re: te mądre i rozsądne 03.12.08, 13:15
            te co tu piszą (maru-da85) są kobietami,a przynajmniej ja jestem
            tą ,która doświadczyła wielu sytuacji.......Dla mnie najważniejsze
            jest ,że ten jeden mnie chce.I jestem jedną z tych ,która ma rodzinę
            i rodzina jest jej świetościa.Zdecydowanie od żonatych WARA!
          • sadosia75 Re: te mądre i rozsądne 03.12.08, 13:19
            Jak nie jak tak! ja szaleje za zonatym facetem, kocham niesamowicie mocna
            miloscia i pol swiata bym mu oddala gdybym tylko mogla.
            Tylko, ze ten zonaty facet jest moim wlasnym osobistym prywatnym mezem.
            i nigdy w zyciu bym nie upodlila sie romansem z zonatym facetem! godnosc, honor
            i MORALNOSC ( tak tak wiem trudne slowo ) posiadam! w odroznieniu od wszelkiego
            rodzaju "przyjaciolek" kawowych.
          • inka323f Re: te mądre i rozsądne 03.12.08, 15:13
            maru-da85 napisała:

            > te co tu piszą, że nie powinnaś się w to wikłać to są dla mnie
            > kobietami które w zyciu nie doświadczyły takiej sytuacji jak podoba
            > Ci się żonaty facet .Może ich żaden nie chce....i stąd płyną te ich
            > mądrości. Są same bo jak facet wolny to pewnie coś z nim nie tak, a
            > jak żonaty to trzeba go unikać:)

            Fanzolisz moja droga. Zreszta nikt nie mowi, ze sa wolne.
          • villianna te niedorobione kobiety 05.12.08, 19:13
            maru-da85 napisała:

            > te co tu piszą, że nie powinnaś się w to wikłać to są dla mnie
            > kobietami które w zyciu nie doświadczyły takiej sytuacji jak podoba
            > Ci się żonaty facet .Może ich żaden nie chce....i stąd płyną te ich
            > mądrości. Są same bo jak facet wolny to pewnie coś z nim nie tak, a
            > jak żonaty to trzeba go unikać:)

            Po żonatych facetów łapę wyciągają tylko te kobiety, które nie wiedzą czego w
            życiu chcą, jakiego mężczyzny potrzebują, więc kierują się wyborem innej kobiety.

            Prawdziwa kobieta, która się szanuje i nie będzie odciągać faceta od rodziny.
            Jeśli pozna rozwodnika ok, ale nie zeszmaci się tak, by sama rozbić czyjś
            związek. Bo wie, że facet który dla miłostki zostawia żonę i dzieci nie jest nic
            wart.
            • g.suss Re: te niedorobione kobiety 06.12.08, 03:27
              villianna napisała:

              > Po żonatych facetów łapę wyciągają tylko te kobiety, które nie wiedzą czego w
              > życiu chcą, jakiego mężczyzny potrzebują, więc kierują się wyborem innej kobiety.

              Zabawne jest Twoje przekonanie, że byle kto może "wyciągnąć łapy" po biednego,
              bezbronnego facecika, a on nie ma nic do gadania. Autorka wątku tego swojego
              pewnie siłą więzi w tym ich wspólnym mieszkaniu, przykutego do kaloryfera, nie?

              > Prawdziwa kobieta, która się szanuje i nie będzie odciągać faceta od rodziny.

              Nie. To facet, który szanuje rodzinę, nie szuka innej. A jak już szuka i
              znajduje, to ta inna jest tu najmniej winna. No, ale z perspektywy zdradzanej
              żony łatwiej się oszukiwać, że to "ta szmata, co się nie szanuje, mi go ukradła"
              i nie naruszać swojego idealistycznego wyobrażenia o ukochanym, czystym jak
              lelija wybranku serca.

              Moja rada, zarówno dla zdradzonych pań, jak i panów jest prosta: kopa w dupę i
              wszystkiego dobrego na nowej drodze życia. No, chyba że jest się od
              współmałżonka uzależnionym ekonomicznie - wtedy pozostaje wmawiać sobie, że on
              niewinny, tylko go ukradli i pocieszać się, jak to niegodziwe szmaty wzorują się
              na naszym świetnym wyborze.
          • siza24 Re: te mądre i rozsądne 05.12.08, 21:55
            brednie nie z tej ziemi... boże, to że kobieta pisze iż nie powinno się
            angażować w związek z żonatym mężczyzna nie ma żadnego związku z atrakcyjnością;
            to co napisałaś świadczy tylko o twojej niedojrzałości, przykro, że 23-letnia (w
            końcu) kobieta jak ty tak mało wie o życiu; po pierwsze te dziwne kobiety o tych
            dziwnych poglądach cechuje przede wszystkim doświadczenie życiowe, którego tobie
            najwyraźniej brak, jeśli jednak uważasz że nie brak ci doświadczenia oznacza to
            tylko, że brak ci rozumu
            po drugie:
            znam osobiście trzy kobiety zaangażowane w związki z żonatymi mężczyznami,
            każdej współczuję: patrząc na to z boku widzę ich ślepe zapatrzenie w obiekty
            uczuć i złudną wiarę w to że ON w końcu odejdzie od rodziny
            po trzecie:
            wszystko co czynimy innym kiedyś wróci do nas samych

            autorce wątku współczuję
            dziecku jednak bardziej
          • daga_1 Re: te mądre i rozsądne 06.12.08, 13:16
            Mylisz się marudo85. Spotykały nie raz, ale zawsze pamiętały, ze to nie faceci
            dla nich. To tak jak z przedmiotami. Nie zawsze możesz je z różnych względów mieć.
          • kajkai Re: te mądre i rozsądne 17.12.08, 11:35
            Bzdura Kochana - Bzdura na resorach !
            Mialam nie jedną propozycję od żonatych ... ale mam troche empatii w
            sobie i potrafię myślec i czuc.
            Jesli nie jesteś żoną to nigdy nie pojmiesz co może czuć zdradzana
            kobieta !
            • dzag1982 Re: te mądre i rozsądne 17.12.08, 11:39
              nie byłam nigdy żoną, ale byłam z facetem 6 lat w związku i też mnie
              zdradzał, wiem jak to jest
      • baba67 Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 12:24
        Eeee, to zalezy od czlowieka-ale prawda, SZLACHETNY czlowiek nie zbuduje-bedzie
        sie szarpal i zatruwal mysla ze jest nie w porzadku.
        Ale sa tacy ktorym cudza krzywda w ogole w szczesciu nie przeszkadza.
        • mruff Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 12:29
          Ciekawa ta strzała amora
          bo ja nigdy nie uległam żonatemu

          jeden mi się podobał ale z góry założyłam szlaban-on o tym
          wiedział,że żonatym mówię NIE
          i nie mam takich problemów jak Ty teraz
          mam czyste sumienie

          zatem dziecinko wyciągnij lekcję


          poza tym może on już ma nową kochanicę, bo trafił go piorun???

          Gardzę kochankami-że świadomie wchodzą w układ rozbijający rodzinę

          • mojboze Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 12:34
            Popieram w całej rozciągłości.
            Miosć nie przychodzi piorunem, tylko zauroczenie, a takiemu można dać spokój.

            Moim zdaniem autorka powinna odejść z godnością od faceta i dać mu wrócić do
            rodziny. Dobrze, że chociaż ma wyrzuty...
            • swojski_fr_1 Re: Odszedł od żony dla mnie. 05.12.08, 13:25
              Oj facetom tez zdarzaja sie 'pioruny', moze nie takie zygzakowate,
              ale poprzez iskrzenie... tez sie rozplywamy, tracimy poczucie czasu,
              obowiazku, zapominamy sie calkowicie... i gdy tylko wydaje sie nam,
              ze uwolnilismy sie spod tych 'zaklec' - wystarczy JEJ - tak TEJ
              jedynej glos, spojrzenie, gest...

              I nie ma co 'palic jarzabka', ze sie tego nie rozumie, czy 'tym'
              pogardza. Zwlaszcza te, ktore tego jeszcze nie przezyly sa
              najbardziej narazone, na dzialanie 'magii' ... :)



              czy to powod do potepienia...
              Mojzesza piorunelm trafila Sefora... i zostala jego zona.



              mojboze napisała:

              > Popieram w całej rozciągłości.
              > Miosć nie przychodzi piorunem, tylko zauroczenie, a takiemu można
              dać spokój.
              >
              > Moim zdaniem autorka powinna odejść z godnością od faceta i dać mu
              wrócić do
              > rodziny. Dobrze, że chociaż ma wyrzuty...
          • dzag1982 Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 15:05
            Też tak kiedyś myslalam "gardze kochankami" bo moj ojciec miał
            kochankę, nawet przez mysl mi nie przeszło że mogłabym wchodzić w
            taki związek...a jednak stało się inaczej
            • inka323f Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 15:18
              Czy chcesz przez to powiedziec, ze zostanie kochanka w takiej sytuacji jest
              usprawiedliwione?
              • mojboze Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 16:40
                Dokładnie...

                Chcesz powiedzieć, że jesteś tak wyjatkowa?
                Czy tak słaba? Taka podobna do ojca? Geny Cię wrzuciły w objecia żonatego?
                Mój ojciec też miał kochankę, i do tej pory jej nienawidzę (za co zostałam
                zreszta zbesztana w innym wątku).
                Mnie też kiedyś wpadł w oko żonaty facet, ale jak tylko się przyznał, że jest
                żonaty, to przestałam się z nim kontaktować, nawet pracę zmieniłam (pracowaliśmy
                w jednej firmie). Dla chcącego nic trudnego. I myślę, że wszyscy na tym lepiej
                wyszli...
                • kkokos Re: Odszedł od żony dla mnie. 05.12.08, 17:07
                  > Mnie też kiedyś wpadł w oko żonaty facet, ale jak tylko się przyznał, że jest
                  > żonaty, to przestałam się z nim kontaktować, nawet pracę zmieniłam (pracowaliśm
                  > y
                  > w jednej firmie). Dla chcącego nic trudnego.

                  a to już kochana objaw fobii/obsesji/paniki, a nie dowód silnego charakteru i
                  godności. jak byś miała silny charakter, to byś fajnej pracy z powodu jednego
                  żonatego z maślanymi oczkami nie zmieniała. więc albo praca była kiepska, a ty
                  sobie ideologię do jej zmiany dorabiasz dowartościowując się sama we własnych
                  oczach, albo masz obsesję/fobię.
                • nett1980 Re: Odszedł od żony dla mnie. 06.12.08, 13:49
                  Nie boj sie, tez znam ten piorun. Facet byl muzykiem
                  filharmonicznym, jak na swoje lata(41) swietnie sie trzymal. Chemia
                  zadzialala,moze zadne pioruny,ale sie dzialo...I co? Ano ostatkiem
                  sily wyswobodzilam sie z jego ramion, ucielam kontakty i wyjechalam.
                  Wlasnie z tego wzgledu, ze ojciec mial kochanke i widzialam jak
                  cierpi mama.
            • fields1 Re: Odszedł od żony dla mnie. 05.12.08, 18:33
              Psychologia ma na to proste wyjaśnienie.
      • 19_sierpniowa Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 12:35
        > stara prawda
        > nie zbudujesz szczęscia na czyimś nieszczęściu
        >
        a czemu nie?
        Na czyim nieszczesciu? Maz w malzenstwie szczesliwty nie jest.
        Co do dziecka - szczesliwi rodzice to nie znaczy rodzice na sile.
        Szczesliwy tata da dziecku wiecej niz taki w nieudanym zwiazku.
        • baba67 Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 13:05
          Ale dlaczego maz w malzenstwie szczesliwy nie jest? Uwazasz ze tylko
          nieszczesliwi w malzenstwie kusza sie na upojne i bezproblemowe chwile z kobieta
          ktora daje z siebie wszystko, zeby sie wydac jak najmilsza i najatrakcyjniejsza?
          Mnie to sie widzi, ze wspolne mieszkanie pomalutku otwiera temu panu oczy na
          fakt, ze z kochanka zacznie sie taka sama proza zycia jak z zona,tyle tylko z
          bagazem -tesknota za dzieckiem, wyjsciem z pewnych ukladow rodzinnych
          towarzyskich .I tez mi sie wydaje ze z obawy przed rozbiciem sobie tylka
          dokumentnie kolo szykuje grun do powrotu do rodziny.
        • inka323f Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 15:23
          19_sierpniowa napisała:

          > > stara prawda
          > > nie zbudujesz szczęscia na czyimś nieszczęściu
          > >
          > a czemu nie?
          > Na czyim nieszczesciu? Maz w malzenstwie szczesliwty nie jest.
          > Co do dziecka - szczesliwi rodzice to nie znaczy rodzice na sile.
          > Szczesliwy tata da dziecku wiecej niz taki w nieudanym zwiazku.

          Na nieszczesciu tego malzenstwa.

          A czy wiesz na pewno ze maz szczesliwy nie jest?
          Czy jedynym rozwiazaniem, jak nie jestes szczesliwa w zwiazku jest kochanek /
          kochanka?
          Zdecydowanie trudniej jest naprawic nadpsuty zwiazek niz miec kochanke.
          Przeciez jak sie pobierali (zakladamy normalny wariant), to byli szczesliwi i
          chcieli sie pobrac i spedzic ze soba reszte zycia.
          I co? Gucio, bo jednej albo obydwu stronom nie chcialo sie nad zwiazkiem
          popracowac. Ludziom sie wydaje, ze jak sie juz pobiora, to wszystko sie samo
          bedzie toczylo ku> ...i zyli dlugo i szczesliwie...
          • 19_sierpniowa Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 15:45
            >
            > A czy wiesz na pewno ze maz szczesliwy nie jest?

            vice versa,
            skad wiesz ze nigdy jej nie kochal, a ozenil sie w chwili slabosci
            bo go na dziecko zlapala?nawet zakladajac wariant 'normalny' to co,
            nie mozna sie odkochac? Znalazl lepsza, to co, ma siedziec przy bku
            starej bo tak wypada?

            wiem tyle samo ile ty wiesz.

            Oczy mnie mylą, jestem kobietą! Nie wiem czy śmiać się czy płakać.
            Starość przychodzi prędzej, wszystkie się TU spotkamy.
            • inka323f Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 17:50
              Jak sama powiedzialas - nie wiemy jakie byly podstawy malzenstwa, ale to nie
              zmienia faktu, ze trwanie w tym zwiazku (z zonatym) nie jest najlepszym pomyslem.
              Poza tym maz powinien sie rozwiesc, zeby miec czysta karte na nowy zwiazek, a
              nie tak wklada palce w dwa ciasta.
              • baba67 Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 19:58
                palce... hmmm:-))))
        • klara551 Re: Odszedł od żony dla mnie. 05.12.08, 15:12
          Jeżeli mąż żle sie czuje we własnym związku,to niech go zakończy.A
          wtedy,hulaj dusza piekła nie ma.A jeżeli wypłakuje się kochance jaka
          to zona zła,jak nie lubi seksu itd,itp,to tylko świadczy o chęci
          przeżycia przygody.Żona pierze,kuruje,a u kochanki raj.Nie ma
          obowiązku,bo kochanka stanie na łbie,żeby rozgoryczonemu szarym
          życiem kochankowi nieba przychylić.Kochanka zapomina o jednym,że jak
          zostanie partnerką na 24 g/dobę,to tak samo będzie nudna jak
          poprzedniczka i najczęściej zotaje zastąpiona następną głupią,co
          myśli że potrafi z Piotrusia Pana zrobić mężczyznę.Kochanki mężów
          przypominają mi kobiety,które myślą,że miłością wyleczą
          alkoholika.Skoro Amor was tak walnął,że zapominacie o innych,to czy
          naprawdę nie można poczekac choćby do założenia sprawy rozwodowej,a
          nie tylko wierzyć w obietnice odejścia od aktualnej żony.Ta
          prawdziwa miłość wytrzyma,a zauroczenie przejdzie
    • dottka_wrocek Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 10:01
      Zgadzam się z koleżankami powyżej.
      W 9/10 przypadków faceci wracają do żon i dzieci z podkulonymi ogonami.
      • dzag1982 Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 10:05
        Powiedział, że nie chce wrócić do żony, będzie mieszkał sam "podobno"
        • dzag1982 Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 10:09
          Nie jest to taka prosta sytuacja, tyle stresu ile mnie to kosztuje,
          jego też... Mam ochotę zniknąć
          • tabakierka2 Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 10:11
            dzag1982 napisała:

            > Nie jest to taka prosta sytuacja, tyle stresu ile mnie to
            kosztuje,
            > jego też... Mam ochotę zniknąć

            I to byłoby chyba najlepsze rozwiązanie w tej sytucji IMO. Rozumiem
            ideę milosci nie do ogarnięcia, ale na Twoim miejscu starałabym się
            jednak "zerwać" tę znajomość.
        • nawrocona5 Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 10:11
          Najpierw musi zamieszkać sam, żeby żona ewentualnie przyjęła z powrotem.
        • teklana Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 12:38
          Taaa,kocha Cie ponad życie,żonę zostawi i zamieszka SAM.Fakt-
          niemiłosierne uczucie,ale chyba do samego siebie;-)
        • mieszkaniec_marsa Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 14:00
          Za trzy tygodnie święta - taki "papierek lakmusowy". Czy już rozmawialiście jak
          je spędzicie ?
          • dzag1982 Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 14:50
            nie jeszcze o tym nie dyskutowaliśmy... ja nawet nie mysle o świetach
            • mieszkaniec_marsa Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 15:52
              Trochę to dziwne że widząc choinki nie poruszyliście tego tematu.
              Święta zazwyczaj spędza się z bliskimi, tutaj wg mnie będzie dziecko i żona.
              Na dodatek gałgan może liczy że wykorzystując świąteczną atmosferę dostanie
              "łagodniejszy wymiar kary" (wiadomo święta, czas wybaczania itp) od żony.
              • nawrocona5 Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 16:03
                ieszkaniec_marsa napisała:

                > Trochę to dziwne że widząc choinki nie poruszyliście tego tematu.
                > Święta zazwyczaj spędza się z bliskimi, tutaj wg mnie będzie dziecko i żona.
                > Na dodatek gałgan może liczy że wykorzystując świąteczną atmosferę dostanie
                > "łagodniejszy wymiar kary" (wiadomo święta, czas wybaczania itp) od żony.

                Pewnie po to własnie ta wyprowadzka, niestety.
      • wiki35 Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 10:10
        O, to ja jestem tym "10" przypadkiem, bo do mnie nie wrócił ...
        • kag73 Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 10:53
          Wiki35, a przyjelabys go z powrotem?
    • etzel Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 11:08
      Cóż za nieobiektywność kobiet. A może rzeczywiście ów Waćpan się w niej zakochał
      i postanowił zacząć życie z nią?
      Nie słuchaj kobiet - który facet słucha kobiet? Żaden. I dlatego lepiej na tym
      wychodzą.
      • wanilinowa Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 11:11

        > Cóż za nieobiektywność kobiet. A może rzeczywiście ów Waćpan się w niej zakocha
        > ł
        > i postanowił zacząć życie z nią?

        tylko że właśnie nie zaczął bo ją zostawił. to są fakty a nie nieobiektywność
      • inka323f Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 15:26
        Jezeli faktycznie, to czynami tego dowiedzie, ale autorka watku powinna stanac z
        boku i poczekac na rozwoj wydarzen.
    • kamilla1978 Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 11:11
      Najgorsze ,że w takich momentach najbardziej cierpia dzieci...
      • sundry Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 12:21
        Myślisz,że dzieci cierpią mniej,jak rodzice są razem i się kłócą o
        kochankę?
        • kamilla1978 Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 12:30
          sundry napisała:

          > Myślisz,że dzieci cierpią mniej,jak rodzice są razem i się kłócą o
          > kochankę?

          Jak komuś brak odpowiedzialnośći za własne czyny, to po cholere
          zakłada rodzine???
          • rob1979 Re: Odszedł od żony dla mnie. 05.12.08, 13:42
            > Jak komuś brak odpowiedzialnośći za własne czyny, to po cholere
            > zakłada rodzine???

            Nigdzie nie jest napisane, że idioci nie mogą się rozmnażać
            (czyli "zakładać rodziny") A takie frazesy wypisywać... w wieku 30
            lat?
    • kochamkobiety Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 11:11
      dzag1982 napisała:

      > Prawie rok temu poznałam GO, trafił mnie piorun,


      Mnie też trafił piorun i wcale nie mam zamiaru się rozstawać.
      Uwielbiam moją kochankę. Ale ja macho jestem:)
      • mahadeva Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 12:20
        ale nie zamierzasz sie tez rozwiesc... wspolczuje kochance, przeciez
        to nie moze trawac wiecznie :) chociaz z drugiej strony, na krotka
        mete to nawet pewnie jest zadowolona, bo ma relatywnie fajnego
        chlopa :)
    • mahadeva Dlacczego cierpisz, jak on jezdzi do dziecka? 03.12.08, 12:17
      Moj Pys jak jezdzi do dzieci, to ja sie ciesze, ze mam spokoj i czas
      dla siebie :)
      I dlaczego przeklinasz dzien? To kochasz go, czy nie?
      Nie dawaj mu czasu na myslenie, tylko powiedz, co ma robic!!!
      Wyglada na to, ze on nie kocha zony, ale chce miec prawo do dziecka -
      potrzebny jest chyba dobry prawnik do rozwodu.
      • mojboze Re: Dlacczego cierpisz, jak on jezdzi do dziecka? 03.12.08, 12:37
        Koszmar
      • dzag1982 Re: Dlacczego cierpisz, jak on jezdzi do dziecka? 03.12.08, 14:55
        Własnie nie cierpie jak jezdzi do dziecka, on sie upiera ze ja
        cierpie i ma z tego powodu wyrzuty sumienia.
        Przeklinam dzien kiedy go spotkałam bo nie jestem jakaś wyrachowana
        s..ka, która chce czyjegos nieszczescia!
        Mówiłam mu co ma robić, dziś mamy sie spotkać, boje sie tego
        spotkania jak diabli, zupełnie nie wiem co mam mu powiedziec
        • nawrocona5 Re: Dlacczego cierpisz, jak on jezdzi do dziecka? 03.12.08, 15:00
          >Własnie nie cierpie jak jezdzi do dziecka, on sie upiera ze ja
          cierpie i ma z tego powodu wyrzuty sumienia.

          Zastanów się, czy kochający mężczyzna naprawdę jest w stanie opuścić kobietę z
          takiego powodu?
          Tak jak pisałam wcześniej - jakis powód musiał znaleźć. Najlepiej, żeby brzmiał
          szlachetnie:)
          • dzag1982 Re: Dlacczego cierpisz, jak on jezdzi do dziecka? 03.12.08, 15:12
            Nie wiem czy może dać mu czas żeby sobie ułozyl to wszystko,
            naprawde wiem ze on mnie kocha, a moze chce wierzyć.
            Boje sie dwóch rzeczy: jak się rozstaniemy moze sie okazać ze
            stracilismy milosc zycia, ja bedziemy razem, ze bede zyć "czekajac"
            nie wiadomo na co
            • nawrocona5 Re: Dlacczego cierpisz, jak on jezdzi do dziecka? 03.12.08, 15:27
              dzag1982 napisała:

              > Nie wiem czy może dać mu czas żeby sobie ułozyl to wszystko,
              > naprawde wiem ze on mnie kocha, a moze chce wierzyć.
              > Boje sie dwóch rzeczy: jak się rozstaniemy moze sie okazać ze
              > stracilismy milosc zycia, ja bedziemy razem, ze bede zyć "czekajac"
              > nie wiadomo na co

              Najlepsze, co możesz zrobić, to potraktować jego wyprowadzkę jak zerwanie.
              Jesli ma dojść do wniosku, że bez ciebie nie może życ, to dojdzie.
              Ale tylko wtedy, kiedy cię straci.
              Jeśli pozwolisz przyjeżdżać i będziesz z nim nadal chodzic do łóżka, to znaczy,
              że facet jest cwany a ty frajerka:)
              Miłość miłością, ale spróbuj włączyć rozsądek.
            • baba67 Re: Dlacczego cierpisz, jak on jezdzi do dziecka? 04.12.08, 14:38
              Nie ma czegos takiego jak "milosc zycia" jesli czlowiek jest pelen energii,
              pomyslow i otwarty na nowych ludzi i nowe doswiadczenia.
              Jawisz mi sie jako kolejny przypadek wierzacy w szkodliwa bzdure pt "dwie
              polowki jablka" i przeznaczenie wypisane w gwiazdach-obudz sie i popatrz w
              kalendarz tam nie stoi napisane rok 1808.
              Naczytalas sie kiepskiej kobiecej literatury.
              A strach przed tkwieniem latami w dziwnym ukladzie jak najbardziej
              usasadniuony, Tyle ze coos mi sie widzi ze do tego raczej nie dojdzie.
              • sleepsafe Re: Dlacczego cierpisz, jak on jezdzi do dziecka? 04.12.08, 17:08

                > Nie ma czegos takiego jak "milosc zycia" jesli czlowiek jest pelen energii,
                > pomyslow i otwarty na nowych ludzi i nowe doswiadczenia.

                Owszem jest. Nie oceniaj świata i innych swoją miarą. To, że Ty napiszesz, że
                coś jest bzdurą, nie znaczy, że jest nią w rzeczywistości.
                • baba67 Re: Dlacczego cierpisz, jak on jezdzi do dziecka? 04.12.08, 19:32
                  Moze sa takie dziwne osobniki-ja ich jednak jakos nie spotykam. jestem
                  przekonana ze gdybym nie poznala mojego meza spokojnie poznalabym innego faceta
                  z ktorym moglabym byc tak samo szczesliwa, tyle ze moze troche pozniej.Wwzystko
                  jest kwestia rachunku prawdopodobienstwa.
                  Ale Ty mozesz mniec racje-sa soby tak specyficzne ze pasuja do niewielu
                  osobnikow plci przeciwnej a zatem jesli nawet sa dosc towarzyskie moge te
                  kompatybilna osobe poznac tylko raz.
                  • sleepsafe Re: Dlacczego cierpisz, jak on jezdzi do dziecka? 05.12.08, 19:15
                    Zdaję sobie sprawę z faktu iż jestem w mniejszości.
                    • asdaa Re: Dlacczego cierpisz, jak on jezdzi do dziecka? 05.12.08, 20:28
                      Dzieci faktycznie są niewinne. Ale żony już niekoniecznie. Przecież jeśli facet
                      jest szczęśliwy w związku nie rozgląda się za innymi ani nie da się uwieść tej
                      innej (kochance). Moja teściowa mawia: jeśli w małżeństwie źle się dzieje winni
                      są po równo mąż i żona. Osobie zdradzanej, nieważne kobiecie czy mężczyźnie
                      trudno jest doszukać się swojej winy, łatwiej zwalić wszystko na tę (tego)
                      trzecią (ego). Zapewniam was, że tak nie jest. Kiedyś byłam w związku, gdzie
                      byłam zdradzana. Długo trwało zanim doszukałam się swojej winy, przyznałam sie
                      do niej sama przed sobą i dopiero wtedy mogłam domknąć tę sprawę.
                      A męźćzyźni? Nie róbcie z nich bezwolnych narzędzi w rękach tych wstrętnych
                      kochanek. Każdy z nich ma wolną wolę i rozum, których powinien używać.
                  • delfina77 Re: Dlacczego cierpisz, jak on jezdzi do dziecka? 05.12.08, 22:44
                    Lubie czytac Twoje wypowiedzi, Babo67, dawno nie spotkalam na forum kogos tak
                    sensownego i zdroworozsadkowego. Pozdrawiam serdecznie:)
              • kociolub Re: Dlacczego cierpisz, jak on jezdzi do dziecka? 05.12.08, 12:40
                > Nie ma czegos takiego jak "milosc zycia"

                Jednak jest, przynajmniej mnie się przytrafiła. Rozumiem ten piorun autorki
                wątku. W lutym minie 10 rocznica spotkania z moją Miłością. Pięć lat trwał nasz
                romans. Mój ukochany nie zdecydował się na odejście od rodziny (ożenił się mając
                20 lat, syn był w drodze). Cierpiałam ale to rozumiałam. Nasze uczucie nie
                osłabło do tej pory, dalej się kochamy tak jak na początku. Jednak romans
                zamieniliśmy w przyjaźń. Jesteśmy dla siebie nawzajem powiernikami smutków,
                radości, problemów, pomagamy sobie nawzajem jeżeli tylko potrafimy, we
                wszystkim. Pomagam też czasem jego żonie w drobnych sprawach, z którymi ona nie
                daje sobie rady, a ja się tym zajmuję zawodowo. Funkcjonuję w jej świadomości
                jako znajoma męża. Mój partner wie o poprzedniku, wie co nas łączyło i wie, że
                tamten będzie obecny w moim życiu zawsze. Nawet przestał być już zazdrosny
                widząc jakie relacje teraz nas łączą.
                To taka miłość do końca życia, bo gdyby miała się skończyć to już by się
                skończyła, tym bardziej, że mieszkamy na przeciwległych krańcach Polski i od
                czasu "rozstania" widzieliśmy się całe trzy razy.
                Nie żałuję ani tego, że go spotkałam, ani jednej chwili, którą spędziliśmy razem
                albo przegadaliśmy przez telefon. Cierpiałam dopóki nie dotarło do mnie, jakie
                szczęście mnie dotknęło, że spotkałam tak fantastycznego człowieka, który
                odwzajemnia moje uczucie. I naprawdę nie chodzi o to, żeby w odludnym miejscu
                zrzucać spodnie, tylko o pokrewieństwo dusz.
                I żeby nie było - kocham mojego partnera, kocham im obydwu, jak się okazuje jest
                to możliwe.

                PS.
                i już widzę te komentarze o braku moralności i naiwności :-)
                • tabakierka2 Re: Dlacczego cierpisz, jak on jezdzi do dziecka? 05.12.08, 12:44
                  kociolub napisała:

                  > > Nie ma czegos takiego jak "milosc zycia"
                  >
                  > Jednak jest, przynajmniej mnie się przytrafiła. Rozumiem ten
                  piorun autorki
                  > wątku. W lutym minie 10 rocznica spotkania z moją Miłością. Pięć
                  lat trwał nasz
                  > romans. Mój ukochany nie zdecydował się na odejście od rodziny
                  (ożenił się mają
                  > c
                  > 20 lat, syn był w drodze). Cierpiałam ale to rozumiałam. Nasze
                  uczucie nie
                  > osłabło do tej pory, dalej się kochamy tak jak na początku. Jednak
                  romans
                  > zamieniliśmy w przyjaźń. Jesteśmy dla siebie nawzajem powiernikami
                  smutków,
                  > radości, problemów, pomagamy sobie nawzajem jeżeli tylko
                  potrafimy, we
                  > wszystkim. Pomagam też czasem jego żonie w drobnych sprawach, z
                  którymi ona nie
                  > daje sobie rady, a ja się tym zajmuję zawodowo. Funkcjonuję w jej
                  świadomości
                  > jako znajoma męża. Mój partner wie o poprzedniku, wie co nas
                  łączyło i wie, że
                  > tamten będzie obecny w moim życiu zawsze. Nawet przestał być już
                  zazdrosny
                  > widząc jakie relacje teraz nas łączą.
                  > To taka miłość do końca życia, bo gdyby miała się skończyć to już
                  by się
                  > skończyła, tym bardziej, że mieszkamy na przeciwległych krańcach
                  Polski i od
                  > czasu "rozstania" widzieliśmy się całe trzy razy.
                  > Nie żałuję ani tego, że go spotkałam, ani jednej chwili, którą
                  spędziliśmy raze
                  > m
                  > albo przegadaliśmy przez telefon. Cierpiałam dopóki nie dotarło do
                  mnie, jakie
                  > szczęście mnie dotknęło, że spotkałam tak fantastycznego
                  człowieka, który
                  > odwzajemnia moje uczucie. I naprawdę nie chodzi o to, żeby w
                  odludnym miejscu
                  > zrzucać spodnie, tylko o pokrewieństwo dusz.
                  > I żeby nie było - kocham mojego partnera, kocham im obydwu, jak
                  się okazuje jes
                  > t
                  > to możliwe.
                  >
                  > PS.
                  > i już widzę te komentarze o braku moralności i naiwności :-)


                  :/ niedobrze mi:/ zaraz zwymiotuję. Ludzie to mają popier...w
                  głowach :/
                  • alpepe Re: Dlacczego cierpisz, jak on jezdzi do dziecka? 05.12.08, 13:15
                    ten sam komentarz cisnął mi się na usta, jak o tym przeczytałam.
                • baba67 Re: Dlacczego cierpisz, jak on jezdzi do dziecka? 05.12.08, 21:23
                  Jestes szlachetna istota i na pewno przyjazn sie wspanialym uczuciem, ale cos mi
                  sie widzi, ze albo za malo oczekujesz od zycia albo po prostu dorabiasz
                  ideologie do tego ze samotne zycie tez ma swoje plusy i w pewnym wieku bardzo
                  ciezko otworzyc sie na druga osobe i stworzyc gleboki zwiazek. Wiaze sie to
                  bowiem z ryzykiem, ktorego podejmowanie staje sie coraz ciezsze.
                  Ja na przyklad mam tyle mam ile widac-mysle ze jeszcze 10 lat temu bylabym w
                  stanie sie z kims na powaznie zwiazac, ale teraz juz watpie, choc chetny by sie
                  byc moze znalazl bo nie wygladam najgorzej i niezle zarabiam :-)
                  Jednak moim zdaniem nie ma to wiele wspolnego z teoria o jednej wielkiej milosci
                  przeznaczeniu i takich tam z Mickiewicza rodem(na marginesie-poczytajcie
                  biografie Mickiewicza-bardzo pouczajaca).
                  W teorie gwiezdnego pylu wierzylam cos do osiemnastki, potem wydawala mi sie
                  jedynie zabawna.
                  • kociolub Re: Dlacczego cierpisz, jak on jezdzi do dziecka? 06.12.08, 01:17
                    :-)
                    To z samotnością nie ma nic wspólnego, bo od kilku lat jestem w udanym i
                    szczęśliwym związku.
                    Chyba mam farta, bo nie dość, że mam świetnego faceta (nooo... ma swoje wady,
                    ale kto ich nie ma ;-)) to jeszcze mam świetnego przyjaciela. A każdy z nich ma
                    w moim sercu swoje miejsce, jakkolwiek patetycznie by to nie brzmiało. :-)
                    Jak widać z przeznaczeniem nie ma ta historia wiele wspólnego, bo gdyby tak było
                    uwilibyśmy sobie z tą Wielką Miłością gniazdko nie patrząc na przeciwności.
                    Stało się tak, że sobie je teraz wiję z kim innym, w sposób spokojniejszy, bez
                    ogromnych emocji, co nie znaczy, że bezemocjonalny.

                    Jestem dwa lata od Ciebie starsza i uwierz mi, wiem jak ciężko podjąć decyzję o
                    dzieleniu z kim życia. Z aktualnym partnerem docieraliśmy się z rok, o ile nie
                    dłużej. Ale warto było. Planujemy, że dostarzejemy się razem.
                    Czasem warto otworzyć się na drugiego człowieka i podjąć ryzyko połączenia
                    przyzwyczajeń, doświadczeń i podejścia do świata dwojga niezależnych ludzi.


                    PS.
                    Dzięki, że nie zwomitowałaś tak jak inne (chyba) panie ;-) tylko przedstawiłaś
                    racjonalne argumenty :-)
                    • baba67 Re: Dlacczego cierpisz, jak on jezdzi do dziecka? 06.12.08, 19:11
                      O, to swietnie, ze jestes szczesliwa :-)
                      MNie tej dziewczyny jednak troche szkoda...
                  • czarny222 świetna opinia, zyciowa o rzeczywista, popieram:) 06.12.08, 10:21
                    :)

                • piterekpilot @kociolub 05.12.08, 21:38
                  otóż to...
                  można mieć pokrewną duszę...
                  można to wszystko ułożyć.
        • myfanawy Re: Dlacczego cierpisz, jak on jezdzi do dziecka? 05.12.08, 14:32
          dzag1982, trudno to jednoznacznie ocenic, bo sam zainteresowany nie ma
          mozliwosci zabrania glosu w swojej sprawie, ale wyglada to troche tak, ze kiedy
          nieco ochlonal i opadly najsilniejsze emocje, zaczelo do niego docierac, ze ma
          jednak inne zobowiazania. Byc moze jest mu z toba w dalszym ciagu dobrze
          (romans, niezobowiazujacy seks, odmiana - to spora pokusa), ale po prostu nie
          radzi sobie z takim podwojnym zyciem i tyle. Wierze, ze go kochasz i ze nie jest
          Ci latwo, ale istnieje spore ryzyko, ze zostajac z nim narazisz sie na jeszcze
          wiecej cierpienia, szczegolnie, jezeli on nie bedzie mogl sie zdecydowac calymi
          latami, dajac ci zludna nadzieje, ze moze cos sie w tej sprawie zmieni.

          pozdrawiam
          Mf.
    • nawrocona5 Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 12:39
      Wyprowadził się od zony, żamieszkał u dziewczyny..
      Nie uważacie, że papiery rozwodowe powinny juz być w sądzie, jesli to prawdziwa
      miłość?
      Ale pan, jak widać, nie był tego taki pewny.
      Więc o czym tu gadać?
      • dzag1982 Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 14:56
        nie! to nie jest takie łatwe, kto tego nie przezył nie zrozumie!
        On panicznie boi się, ze zona nie da mu sie widziec z dzieckiem
        • inka323f Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 15:32
          dzag1982 napisała:

          > nie! to nie jest takie łatwe, kto tego nie przezył nie zrozumie!
          > On panicznie boi się, ze zona nie da mu sie widziec z dzieckiem

          Z tego miejsca, w ktorym jestes w tej chwili - nie jest proste, ale z
          prespektywy podobnych doswiadczen i czasu jest banalnie proste. Wiem, ze moze
          byc niewykonalne w tej chwili dla Ciebie, ale naprawde kobieto nie marnuj sobie
          (i innym) zycia.

          Skoro on sie tego boi, to wie, ze tak bedzie, bo zna swoja zone...
        • sadosia75 Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 15:34
          Nie badz smieszna. kto nie przezyl ten nie zrozumie bla bla bla bla blaaaa
          chlop ma dobrze bo ma i kochanke i zone i wszystko czego sobie zapragnie. gdyby
          chcial to by zlozyl papiery. ale nie chce bo przeciez oswiadczyl, ze musi sie
          zastanowic itp itd. kontakty z dzieckiem to zaden problem. skoro teraz ona mu
          pozwala na spotkania to myslisz,ze w czasie rozwodu nie pozwoli?
          oj... babo jakas Ty naiwna
        • teklana Re: Odszedł od żony dla mnie. 04.12.08, 09:27
          dzag1982
          Masz dziś spotkanie z cudzym facetem,którego kochasz.Normalne ,że
          nikt niczyją włąsnością nie jest,ALE.........Dlaczego z buciorami
          wchodzić w czyjąś rodzinę.Skoro miałąs taką sytuację blisko
          siebie,to nie widziałąś jak to wygląda,co czuła Twoja nieszczęsna
          matka?Dlaczego powielasz błedy.Sama nie masz dzieci,to pewne i stąd
          Twoje podejście.Nie przeżyłam nic podobnego i nie przezyję,BO
          SZANUJĘ LUDZI I SIEBIE!
        • mayo23 Re: Odszedł od żony dla mnie. 05.12.08, 11:15
          Czy Ty kobieto nie rozumiesz, że to tylko wymówka? Krótki romans z
          żonatym, OK. On sie odświezył, Ty zaznałaś szczęścia, ale to
          wszystko. Nie przyszło Ci do głowy, że jego żona walczy o ten
          związek, a Ty zadajesz jej cierpienie? Znasz ją, wiesz co czuje? Jak
          masz trochę godności, to zaciśnij zęby i życz tej rodzinie
          odzyskania szczęścia.
    • grassant Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 12:43
      Chce pobyć trochę sam żeby
      sobie jak to swierdził wszystko na sucho przemyśleć.

      "Pobyć sam" u żony?
    • alpepe Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 12:48
      a jak żonę poznał, to go piorun nie strzelił? Nie ZAKOCHAŁ i nie KOCHAŁ jej?
      I co?
    • sadosia75 A co Ty za katusze przezywasz 03.12.08, 13:10
      jak on do dziecka jedzie?
    • wanda43 [...] 03.12.08, 14:03
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • netka6666 Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 15:09
      Nie szukuj sie na to, że kiedyś ochłonie i założysz znim rodzinę -
      on już takową posiada. Co najwyżej będziesz kochanka z doskoku. a
      dlaczego? dlatego, że ma dziecko, które (jak można wywnioskowac z
      tego, co piszesz) bardzo kocha. A z dzieckiem ZAWSZE przegrasz.
    • anulickaa Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 15:22
      cos mi mowi, ze jestes w jakis sposob dumna z tego, ze ktos dla Ciebie kogos
      zostawil. Coz, jeszcze nie zostawil i mam nadzieje, nie zostawi. Chyba, ze zona
      go nie przyjmie, tez dobrze zrobi. Piszac, ze nie jestes suka itd, bo to
      wszystko przezywasz, probujesz jakos usprawiedliwic to, co robisz. Mysle, ze
      wiekszosc takich kobiet tak to sobie tlumaczy:) niestety to, co tu piszesz, co
      tak sobie myslisz nie ma najmniejszego znaczenia. Fakty mowia same za siebie.
      Wyciagnelas reke po cos, co nie jest Twoje i to jest raczej powod do wstydu.
      Jedyny sposob, zeby ta sytuacje jeszcze ratowac i zachowac twarz, to zniknac,
      odejsc z jego zycia i cierpiec w samotnosci, a nie w towarzystwie zdradzonej i
      oklamanej kobiety, oszukiwanych dzieci i faceta, ktory zapomnial, co oznacza
      slowo facet.
    • artemisia_gentileschi Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 15:26
      Jakie tam dziecko, prawdopodobnie znalazl sobie nastepna dupe i do
      niej jezdzi, bo juz mu sie znudzilas. Piorun go strzelil, to mu
      wolno, a co;)
    • aeris Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 17:29
      to facet slubowal wiernosc do konca zycia zonie. wiec dlaczego
      pietnujecie kochanke. kochanka nikomu nic nie slubowala. a moralnosc
      to jej prywatna sprawa.
      • dirty_pretty_thing Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 19:12
        Ja uważam, że nie należy mówić "kochanka niewinna, to nie ona zdradzała".
        Społeczna kontrola i współpraca jest ważna na wielu płaszczyznach, od pomocy
        innym w potrzebie, do zapobiegania niebezpiecznym sytuacjom, np. pomocy komuś
        kto zemdlał. Kochanka w takim wypadku jest również piętnowana, dlatego że jej
        postawa i przyzwolenie na romans doprowadziła do rozbicia rodziny. Nie oznacza
        to, że usprawiedliwia się tym samym mężczyznę.

        Żonaci i ci w związkach stanowią dla mnie takie związkowe "tabu" - po pierwsze
        sama nie mam ochoty wikłać się w żadne dziwne sytuacje, na zasadzie bycia 'tą
        trzecią', albo czekania w napięciu aż on zdecyduje z kim chcę być. Ale jeszcze
        ważniejsze jest to, że wg. mnie jest to moralnie naganne, w cudzą rodzinę nie
        wolno wchodzić z butami, trzeba ją chronić. A takie laski które po części
        dopomagają w rozbiciu małżeństw są po prostu egoistkami.

        Można mówić, że skoro facet zdradził to w małżeństwie było źle, ale wg. mnie to
        żaden argument, czasami trzeba zagryźć zęby, przetrwać ciężkie czasy, jeżeli
        ciężkie czasy trwają w nieskończoność, to wtedy należy sobie powiedzieć dość i
        na jakiś cywilizowanych zasadach rozstać się. Dopiero wtedy szukać kochanki.

        A odnośnie Twojej sytuacji - dziwi mnie, jeśli ten facet po takim czasie
        spędzonym z Tobą ma w ogóle szanse powrotu do domu.
        • aeris Re: Odszedł od żony dla mnie. 03.12.08, 21:28
          nie mam na mysli ze kochanka niewinna. raczej ze to zwykle kochanka
          jest pietnowana, mimo ze ona nikomu nie slubowala!
          • mojboze Re: Odszedł od żony dla mnie. 04.12.08, 11:17
            Gdyby pisał facet, to byśmy piętnowały faceta :)
            • teklana Re: Odszedł od żony dla mnie. 04.12.08, 11:24
              no proste;-)
      • mruff Re: Odszedł od żony dla mnie. 04.12.08, 08:59
        aeris napisała:

        > to facet slubowal wiernosc do konca zycia zonie. wiec dlaczego
        > pietnujecie kochanke.

        Bo świadomie pozwala na skok w bok facetowi.

        >kochanka nikomu nic nie slubowala. a moralnosc
        > to jej prywatna sprawa

        A ja nikomu nie ślubowałam,że go nie okradnę ani nie zabiję.I to
        pozwala mi zabijać???

        Żyjemy w społeczeństwie-zatem w pewnych ramach. Jesteśmy
        społeczeństwem katolickim, ludźmi myślącymi i to zobowiązuje do
        życia tak by świadomie nie krzywdzić innych.

        Konkludując-nie czyń drugiemu co tobie niemiłe.
        • nawrocona5 Re: Odszedł od żony dla mnie. 04.12.08, 09:07
          Żyjemy w społeczeństwie-zatem w pewnych ramach. Jesteśmy
          > społeczeństwem katolickim,

          Mów za siebie, kochana, mów za siebie...

          > A ja nikomu nie ślubowałam,że go nie okradnę ani nie zabiję.I to
          > pozwala mi zabijać???

          Kodeks karny nie pozwala.
          A o zdradach tam nic nie ma.;)))
          • zalka1 Re: Odszedł od żony dla mnie. 06.12.08, 17:12
            Kodekks karny wielu rzeczy wprost nie zabrania. Nie zabrania na
            przykład prostytucji, ale jakoś nie zauważyłam, żeby uprawianie jej
            przynosiło jakieś szczególne powody do dumy. Po prost nie wszystko
            co nie jest zabronione jest dobre. Po to ludzie mają móżg, żeby
            takie proste rzeczy rozumieć.
            • arleta_xxx nie wszystko, co zabronione jest dobre, ale 06.12.08, 17:39
              co jest dobre a co złe oceniamy już sami.

              Twoim zdaniem zwiazek wolnej z zonatym jest zly i ta "wolna" jest
              zla.
              A moim zdaniem nie - to on zdradza i łamie dana przysiege. Ona nie
              obiecywala nigdy i nie przysiegala zonom, ze nie bedzie sie
              interesowac ich mezami, sorry !

              Ona ma prawo związać się z kim chce, to Pan ewentualnie powinien się
              hamować, jeśli nie umie być dyskretny.
    • six_a Re: Odszedł od żony dla mnie. 04.12.08, 11:31
      nic z tego nie zrozumiałam chyba, ale jak go tak strrrrrrasznie
      kochasz, to dziecko nie powinno być przeszkodą?

      poza tym, teraz odszedł od żony, potem odejdzie od Ciebie, jak go
      znowu piorun trafi, taka kolej porażeń:)
      • dzag1982 Re: Odszedł od żony dla mnie. 04.12.08, 12:12
        jak już chyba wcześniej pisałam, dziecko nie jest "przeszkodą".
        Ja sobie "psychicznie" ulozyłam jak życ w takim zwiazku, On narazie
        nie
        • teklana Re: Odszedł od żony dla mnie. 04.12.08, 12:46
          dzag1982
          Widzę,że mamy tu przyjemność z osóbką ,która po trupach,oby do
          celu ;-/
          Ty to co próbujesz tworzyc związkiem nazywasz?Jesteś
          kochanicą,nałoznicą,tą 3 w tym żałosnym układzie.Psychicznie to Ty
          sie najpierw ułóż sama ze sobą,bo aż dziw bierze ,że nie dostrzegasz
          tych przesłań,które i tu na forum piszą Ci ROZSĄDNIEJSI ludzie.
          • tabakierka2 Re: Odszedł od żony dla mnie. 04.12.08, 13:02
            teklana napisała:

            nie dostrzegasz
            > tych przesłań,które i tu na forum piszą Ci ROZSĄDNIEJSI ludzie.

            i tak zrobi po swojemu, więc nie ma co się denerwować :/ a później
            będzie się tłumaczyć, że oni i tak nie byli szczęśliwi, a gdyby
            byli, to on by się nie zgodził i takie tam...
            • teklana Re: Odszedł od żony dla mnie. 04.12.08, 14:52
              Masz racje tabakierka2
              Ja sie nie denerwuję,nie trace energii na takie bzdury.Skomentowałam
              tylko to co napisała ta boża niewiasta.
        • six_a Re: Odszedł od żony dla mnie. 05.12.08, 00:07
          aha, to jakim cudem on widzi, że cierpisz, jak jeździ do dziecka?

          "Przedwczoraj powiedział mi, że on już nie wyrabia, że boi się, że
          krzywdzi mnie w ten sposób, że widzi jak ja cierpię jak on jeździ do
          dziecka."
          • six_a Re: Odszedł od żony dla mnie. 05.12.08, 00:11
            aaa, już jarzę:)

            no, to znalazł sposób na wyjścia. wiesz jak jest, żona pewnie tak
            łatwo nie odpuści, Ty jesteś chętna na następną żonę, a pan by sobie
            chciał poskakać z kwiatka na kwiatek, póki jeszcze może.
            tak mi się zdaje. jak facet mówi, że musi przemyśleć, to znaczy, że
            już dawno przemyślał, a teraz tylko domyka drzwi.
            • poe Chce to przemyśleć... wooow... 05.12.08, 16:04
              ...i Ty wierzysz jego argumentacji? Jestem facetem i ujmę to tak -
              my lubimy wygodę - a stała partnerka to jest wygoda.

              Ponadto:
              1. dziwne jest dla mnie to, że żona mu teraz pozwala na widywanie
              się z dzieckiem, a po rozwodzie by mu nie pozwoliła. Czy Ty jesteś
              pewna, że żona o Tobie wie?? Brzmi to śmiesznie, ale faceci to
              naprawdę potrafia tworzyć niewiarygodne historie mające uzasadniać
              ich dziwne działania...

              2.Jeśli facet mówi, że chce to przemyśleć, to znaczy, że boi się
              powiedzieć, że już to przemyślał, i... (jak już ktoś tu napisał)
              no właśnie:
              - w 75% oznacza to przemyślaną startegię mającą na celu powrót do
              małżonki
              - w 24% oznacza to, że trafił go kolejny piorun (też już ktoś to
              napisał)

              I na koniec nieco paranoicznie brzmiące hipoteza:
              Skąd wiesz, że on jeździ do dziecka, a nie zobaczyć się z nową
              kochanką??? Wiesz, z tego rodzą się wyrzuty sumienia - i dlatego
              musi się od Ciebie wyprowadzić.

              Przemyśl to, co tu napisałem.

              Pozdrawiam!
    • brak.polskich.liter iiii tam 04.12.08, 14:57
      Klasyka gatunku.
      Panu endorfiny + atrakcyjna (bo nowa) cipka zamacily w glowie. Potem endorfiny
      opadly, cipka opatrzyla sie troszeczke, zas wlaczyl sie bilans zyskow i strat.
      Kiedy nowosc przestaje byc nowoscia, wtedy sytuacja poprzednia (tj. pakiet zona
      i dziecko) nagle zyskuje na atrakcyjnosci. Wiec facet kombinuje, jak by tu
      wrocic do zony, zas Tobie opowiada glodne kawalki o tym, ze nie chce Cie
      krzywdzic, jak to musi sobie wszystko przemyslec, etc.
      Poza tym perspektywa rozwodu z orzekaniem o winie, alimentow i innych takich
      atrakcji nie zachwyca, jak sadze.

      Brutalnie napisze - nie Ty pierwsza, nie ostatnia. Odplacz stosownie dlugo i
      moze w przyszlosci przerzuc sie na panow bez rodziny w pakiecie, co? Z zonatymi
      to mozna sypiac czysto rekreacyjnie, pakowac sie w zwiazek z takim to na ogol
      strzal w stope.
    • meskala Re: Odszedł od żony dla mnie. 04.12.08, 21:25
      i po co miał dziecko.. ?
      ja jestem bezdzietna z wyboru..w razie zmian w moim zyciu ..nikt nie cierpi.Eh
      narobią sobie ludzie problemow.
      • cccykoria Re: Odszedł od żony dla mnie. 05.12.08, 10:20
        Milosc jest slepa na jedno oko -a na drugie widzi co chce.

        Nie czytalam watkow i dla mnie nie ma tlumaczenia ,ze love.
        Dlaczego znow zonaty ? ,a tyle wartosciowych kawalerow i
        wdowcow chodzi po swiecie.

        Przyjdzie Tobie kiedys zaplacic za grzechy ,przyjdzie.

        A Twoj facet ,zaczal sie wahac to rzecz oczywista i Ty
        kochanica poczujesz to ,co czuje teraz zona. Zycze Tobie tego.
        • tabakierka2 Re: Odszedł od żony dla mnie. 05.12.08, 10:22
          cccykoria napisała:


          > A Twoj facet ,zaczal sie wahac to rzecz oczywista i Ty
          > kochanica poczujesz to ,co czuje teraz zona. Zycze Tobie
          tego.

          I po co zyczysz? Wiesz, że życzenia wracają do wypowiadającego je?:/
          • cccykoria Re: Odszedł od żony dla mnie. 05.12.08, 10:26
            tabakierka2 napisała:

            > cccykoria napisała:
            >
            >
            > > A Twoj facet ,zaczal sie wahac to rzecz oczywista i
            Ty
            > > kochanica poczujesz to ,co czuje teraz zona. Zycze Tobie
            > tego.
            >
            > I po co zyczysz? Wiesz, że życzenia wracają do wypowiadającego
            je?:/

            Nie wierze w takie rzeczy ,wierze w to ,ze kara zawsze
            przyjdzie ,nawet jak uplynie duzo lat.
            • tabakierka2 Re: Odszedł od żony dla mnie. 05.12.08, 10:28
              cccykoria napisała:


              >
              > Nie wierze w takie rzeczy ,wierze w to ,ze kara zawsze
              > przyjdzie ,nawet jak uplynie duzo lat.

              no właśnie - kara zawsze przyjdzie ( mozna to rozumieć jako "nie
              życz drugiemu, co Tobie nie miłe"). Po co takie życzenia? Jak trwałe
              może być szczęście budowane na nieszczęściu? Bedzie trwać chwilę,
              nie trzeba żadnych innych życzeń.
              • cccykoria Re: Odszedł od żony dla mnie. 05.12.08, 10:38
                No dobra sorry -ponioslo mnie .Nienawidze takich
                rzeczy ,wrecz niedobrze mi sie robi.Zdawala sobie doskonale
                sprawe ,ze zonaty ,upojala sie miloscia -jaka Ona wazna
                byla --a teraz zale ,bo grunt pod nogami sie wali -wola
                o pomoc? brrr
                • tabakierka2 Re: Odszedł od żony dla mnie. 05.12.08, 10:42
                  Chyba większość porządnych kobiet takie podejście drażni i martwi,
                  bo nietrudno czasami wyobrazić sobie siebie w takiej sytuacji (
                  zdradzanej żony rzecz jasna, a nie kochanki). Kiedyś słyszałam fajny
                  tekst - gdyby wszyscy mężczyźni przestrzegali zasady "nie pożadaj
                  zony bliźniego swego, nie byłoby zdrad"... Ale kobiety niestety
                  często wychodzą z założenia, że jak bardzo czegoś chcę ( czy to
                  facet czy bluzka) to biorę :( Każdej kochance powinni obcinać
                  rękę,jak w sredniowieczu, żeby nie wyciagała łap po nie swoje.
                  • asdaa Re: Odszedł od żony dla mnie. 05.12.08, 13:23
                    Widzisz tylko dwie strony problemu; winna jest kochanka i mąż (cudzy). Ale
                    problem jest bardziej złożony. Gdyby facet był szczęśliwy w swoim małżeństwie
                    nie szukałby nikogo innego. Tak więc jego żona jest również współodpowiedzialna
                    za tę sytuację. I z góry zakładasz jej winę. Zastanów się co piszesz, bo to nie
                    ma sensu. niekoniecznie jest tak, że to kochanka wyciągnęła łapę po nie swoje.
                    Tobie też może się przytrafić jakiś romans z żonatym. Wiem co piszę, bo byłam po
                    obu stronach "barykady" i to wcale nie w ramach jakiejś zemsty.
                    • tabakierka2 Re: Odszedł od żony dla mnie. 05.12.08, 13:30
                      asdaa napisała:

                      > Widzisz tylko dwie strony problemu; winna jest kochanka i mąż
                      (cudzy). Ale
                      > problem jest bardziej złożony. Gdyby facet był szczęśliwy w swoim
                      małżeństwie
                      > nie szukałby nikogo innego. Tak więc jego żona jest również
                      współodpowiedzialna
                      > za tę sytuację.

                      Żona? wybacz - decyzja o zdradzie została podjęta przez kochankę i
                      męża. Żona nie miała wyboru w tej kwestii. Wiesz, jeśli ktoś
                      wychodzi z założenia, że życie w małżeństwie to bajka i sielanka i
                      nie trzeba pracować nad relacją z mężem/ żoną, a później kiedy
                      pojawia się problem - stwierdza, że "jest nieszczęśliwy w
                      małżeństwie" ( i szuka szczęścia tylko dla siebie, poza związkiem)
                      to chyba do małżeństwa nie dojrzał, ani do innego związku też nie!


                      I z góry zakładasz jej winę. Zastanów się co piszesz, bo to nie
                      > ma sensu. niekoniecznie jest tak, że to kochanka wyciągnęła łapę
                      po nie swoje.

                      Nieeee? to nie jej mąż - to mąż czyjś. Kochanka weszła w tę relację,
                      pomimo, że o żonie wiedziała.

                      > Tobie też może się przytrafić jakiś romans z żonatym. Wiem co
                      piszę, bo byłam p
                      > o
                      > obu stronach "barykady" i to wcale nie w ramach jakiejś zemsty.

                      Nie jesteś mną - mam swoją zasadę - jesli ja jestem zajęta ( a tak
                      jest dziś) to nie biorę w ogóle takiej możliwości pod uwagę.
                      Jesteśmy ludźmi a nie zwierzętami - różni nas moralność i zdolność
                      do odróżniania dobra od zła. Dla mnie zdrada jest zła, a żadnym
                      żonatym facetem się nie interesuję - nie próbuję nawiązać kontaktu
                      ani go podtrzymać. To jest proste.
                      • teklana Re: Odszedł od żony dla mnie. 05.12.08, 13:39
                        chłe,chłe,chłe-sie usmiałam.Nieświadoma zupełnie draństwa żona
                        współwinna?
                        Owszem zdarza sie,że facet ma zołze za żonę-wtedy przyzwoitość
                        nakuzuje podziekować "za współpracę",a nie biegac na boki i
                        wdzieczyć sie do zdradzanej .
                        • tabakierka2 Re: Odszedł od żony dla mnie. 05.12.08, 13:42
                          teklana napisała:

                          > chłe,chłe,chłe-sie usmiałam.Nieświadoma zupełnie draństwa żona
                          > współwinna?
                          > Owszem zdarza sie,że facet ma zołze za żonę-wtedy przyzwoitość
                          > nakuzuje podziekować "za współpracę",a nie biegac na boki i
                          > wdzieczyć sie do zdradzanej .

                          Z drugiej strony - "widziały gały, co brały" lub "mniej oczy szeroko
                          otwarte przed slubem i lekko przymkniete po slubie":)

              • jedynyoptant Re: Odszedł od żony dla mnie. 05.12.08, 10:48
                tabakierka2 napisała:

                > cccykoria napisała:

                > > Nie wierze w takie rzeczy ,wierze w to ,ze kara
                zawsze
                > > przyjdzie ,nawet jak uplynie duzo lat.
                >
                > no właśnie - kara zawsze przyjdzie ( mozna to rozumieć jako "nie
                > życz drugiemu, co Tobie nie miłe").

                PB nie rychliwy, ale sprawiedliwy.
                • tabakierka2 Przyzwoitość to waluta;) 05.12.08, 11:18
                  jak śpiewał Sojka:)
    • bogiemslawiena Re: Odszedł od żony dla mnie. 05.12.08, 11:47
      Miłość nie istnieje ;)
      Poznałaś go prawie rok temu, nawet nie przeszliście jeszcze
      pierwszego kryzysu, znudzenia sobą... zobaczymy, co będziesz śpiewać
      za 3 lata.
      Poza tym ano właśnie, ile masz lat? :)
    • czungumangu Re: Odszedł od żony dla mnie. 05.12.08, 11:50
      zaden facet nie kocha dlzuej niz 3lata - ewolucja - przywyknijcie d otego baby!
      • tabakierka2 Re: Odszedł od żony dla mnie. 05.12.08, 11:52
        czungumangu napisał:

        > zaden facet nie kocha dlzuej niz 3lata - ewolucja - przywyknijcie
        d otego baby!

        Mój kocha 6 więc ta koncepcja to jakaś lipa. Mój tata jest z mama
        prawie 30 lat, nadal ją kocha ( to widać), więc zmien koncepcję:P
        • grassant Re: Odszedł od żony dla mnie. 05.12.08, 13:38
          tabakierka2 napisała:

          > Mój kocha 6 (więc ta koncepcja to jakaś lipa. Mój tata jest z mama
          > prawie 30 lat, nadal ją kocha ( to widać), więc zmien koncepcję:P)

          może też wyniósł dobry przykład (i wiarę, że można) z domu :)
          • tabakierka2 Re: Odszedł od żony dla mnie. 05.12.08, 13:43
            grassant napisał:

            > tabakierka2 napisała:
            >
            > > Mój kocha 6 (więc ta koncepcja to jakaś lipa. Mój tata jest z
            mama
            > > prawie 30 lat, nadal ją kocha ( to widać), więc zmien
            koncepcję:P)


            >
            > może też wyniósł dobry przykład (i wiarę, że można) z domu :)

            i tata i mąż ( i teść i dwoje szwagrów?);)
    • kruk51 [...] 05.12.08, 11:51
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • alternatywa78 Re: Odszedł od żony dla mnie. 05.12.08, 11:53
      ...Pamietaj żona to INSTYTUCJA! Prędzej czy później wróci do niej i
      do córki.... Szkoda Twojego zycia!
      • tabakierka2 Re: Odszedł od żony dla mnie. 05.12.08, 12:00
        alternatywa78 napisała:

        > ...Pamietaj żona to INSTYTUCJA! Prędzej czy później wróci do niej
        i
        > do córki....

        Ona nie napisała, że on ma córkę:D
        Tak powstaje plotka:D
        • teklana Re: Odszedł od żony dla mnie. 05.12.08, 12:17
          tia ;-)Moim skromnym zdaniem,nie ma tu znaczenia ,czy to córka ,czy
          syn.W tym wypadku dziecko jest dziecko.;-)
          • tabakierka2 Re: Odszedł od żony dla mnie. 05.12.08, 12:19
            teklana napisała:

            > tia ;-)Moim skromnym zdaniem,nie ma tu znaczenia ,czy to
            córka ,czy
            > syn.W tym wypadku dziecko jest dziecko.;-)


            Nie ma, ale zaraz padnie oskarżenie, że ta biedna córka będzie miała
            taki przykład z ojca i że będzie nienawidziła mężczyzn itp itd;)

            Albo okaże się zaraz, że ten facet mieszka z kochanką i takie tam
            kwiatki;)
        • alternatywa78 Re: Odszedł od żony dla mnie. 05.12.08, 12:30
          tabakierka2 napisała:

          > alternatywa78 napisała:
          >
          > > ...Pamietaj żona to INSTYTUCJA! Prędzej czy później wróci do
          niej
          > i
          > > do córki....
          >
          > Ona nie napisała, że on ma córkę:D
          > Tak powstaje plotka:D
          Jaka plotka? Jest napisane - "tesknił za małą" to co za małą
          synkiem?? Czytamy uważnie;-)
          • tabakierka2 Re: Odszedł od żony dla mnie. 05.12.08, 12:38
            alternatywa78 napisała:

            > tabakierka2 napisała:
            >
            > > alternatywa78 napisała:
            > >
            > > > ...Pamietaj żona to INSTYTUCJA! Prędzej czy później wróci do
            > niej
            > > i
            > > > do córki....
            > >
            > > Ona nie napisała, że on ma córkę:D
            > > Tak powstaje plotka:D
            > Jaka plotka? Jest napisane - "tesknił za małą" to co za małą
            > synkiem?? Czytamy uważnie;-)


            Zwracam honor;) To ja nie czytam uważnie, ale alternatywa78 też nie:)
            • alternatywa78 Re: Odszedł od żony dla mnie. 05.12.08, 12:57

              > Zwracam honor;) To ja nie czytam uważnie, ale alternatywa78 też
              nie:)

              ...dlaczego nie czytam uważanie???;-)
              • tabakierka2 Re: Odszedł od żony dla mnie. 05.12.08, 12:59
                alternatywa78 napisała:

                >
                > > Zwracam honor;) To ja nie czytam uważnie, ale alternatywa78 też
                > nie:)
                >
                > ...dlaczego nie czytam uważanie???;-)

                Bo napisałaś, że tam nie była podana płeć:) tylko "dziecko to
                dziecko":) a podobno ona napisała "mała", więc siłą rzeczy chodzi o
                dziewczynkę;)
                Ale nie martw się - jesteśmy dwie analfabetki wtórne:D w kupie
                zawsze raźniej, kupy nikt nie ruszy:D
                • alternatywa78 Re: Odszedł od żony dla mnie. 05.12.08, 13:02
                  ...ale ja nie pisałam o płci.... Ja pisałam o córce, bo
                  przeczytałam, że chłop tęskni za małą....
                  • tabakierka2 Re: Odszedł od żony dla mnie. 05.12.08, 13:07
                    alternatywa78 napisała:

                    > ...ale ja nie pisałam o płci.... Ja pisałam o córce, bo
                    > przeczytałam, że chłop tęskni za małą....

                    racja:P czyli jestem sama analfabetką wtórną?:) Czy efekt
                    oczekiwania na weekend mi sie włączył?:)
                    • teklana Re: Odszedł od żony dla mnie. 05.12.08, 13:31
                      hi,to już,już,prawie weekend ;-)Też jestem już mniej czujna-eh
                      • grassant Re: Odszedł od żony dla mnie. 05.12.08, 13:41
                        teklana napisała:

                        > hi,to już,już,prawie weekend ;-)Też jestem już mniej czujna-eh

                        bądźcie czujne, uważne i rozważne, dopóki nie uśniecie! :)
                        • teklana Re: Odszedł od żony dla mnie. 05.12.08, 13:57
                          (grassant)Mam oczy szeroko zamknięte ;-) Jestem uważna,rozwazna ,ale
                          jednak weekendowo usposobiona ;-)
        • jacek226315 Re: Odszedł od żony dla mnie. 06.12.08, 13:40
          tabakierka2 napisała:

          > alternatywa78 napisała:
          >
          > > ...Pamietaj żona to INSTYTUCJA! Prędzej czy później wróci do
          niej
          > i
          > > do córki....
          >
          > Ona nie napisała, że on ma córkę:D
          > Tak powstaje plotka:D
          bO NIE MUSIALA PISAC TEGO,BO DZIECKIEM JEST CORKA NIE SYN
    • toksol Porzucił żone - porzuci Ciebie 05.12.08, 11:53
      Nie rozumiem jak można związać się z kimś, kto przedtem już
      udowodnił swoją niestałość.
      Chyba że o moralności nigdy się nie słyszało!
      Szczęśliwa to Ty nigdy już nie będziesz...
      • ice_ice Re: Porzucił żone - porzuci Ciebie 05.12.08, 12:37
        I tu się zgadzam z przedmówcą. Kurde, jak widzę/słyszę/czytam o takich pannach,
        to mi sie nóż w kieszeni otwiera. Czy Wy nie macie jakiejś przyzwoitości,
        wyczucia? czy same musicie zostać kopnięte w dupę, aby poznać, co to za uczucie,
        zdrada?

        Rozszarpałabym na strzępy bez chwili wahania każdą pannę, co się wiąże z żonatym
        facetem. Nie uznaję piorunów, chemii, objawienia, okazji.

        I tak - jak już wielu powyżej - jeszcze nikt nie zbudował szczęścia na czyimś
        nieszczęściu.
        • villianna Re: Porzucił żone - porzuci Ciebie 05.12.08, 19:05
          ice_ice napisała:

          > I tu się zgadzam z przedmówcą. Kurde, jak widzę/słyszę/czytam o takich pannach,
          > to mi sie nóż w kieszeni otwiera. Czy Wy nie macie jakiejś przyzwoitości,
          > wyczucia? czy same musicie zostać kopnięte w dupę, aby poznać, co to za uczucie
          > ,
          > zdrada?
          >
          > Rozszarpałabym na strzępy bez chwili wahania każdą pannę, co się wiąże z żonaty
          > m
          > facetem. Nie uznaję piorunów, chemii, objawienia, okazji.
          >
          > I tak - jak już wielu powyżej - jeszcze nikt nie zbudował szczęścia na czyimś
          > nieszczęściu.
          >

          Mnie jeszcze wzruszyło jak dziewczyna pisze o ich uczuciu: że to miłość jej
          życia, że on kocha ją ponad życie, że nie wyobraża sobie życia bez niego. Bla,
          bla słodkie pierdzenie, a w tle rozgrywa się prawdziwa tragedia rodziny
          porzucanej przez ojca. Po prostu nie mogę uwierzyć, że autorką tego wątku jest
          dojrzała kobieta. Albo siusiumajtka, która faktycznie wierzy w te bzdury o
          wielkiej miłości, bez której nie da się żyć, albo jakaś wyrachowana sucz.

          Normalna osoba nie mogła by być szczęśliwa wiedząc, że przez nią cierpi inna
          kobieta i maleńkie dziecko - przecież oni nic nie zawinili, a rozsypuje się ich
          świat. Ja wiem, że moje sumienie by nie udźwignęło takiej odpowiedzialności za
          ludzką tragedię, a matką Teresą to zdecydowanie nigdy nie byłam. Myślę, że to
          ludzki odruch by postępować zgodnie z zasadą "nie rób drugiemu co tobie nie
          miłe" i jeśli ktoś brnie w postępowanie sprzeczne z tą zasadą to imo ma coś nie
          tak z głową, a dokładnie z empatią.

          Aha, żeby nie było. Nie jestem jakąś zagorzałą fanką utrzymywania związku na
          siłę. Tutaj mowa o innym przypadku, bo rozpad związku nie nastąpił przed
          nastaniem "tej trzeciej" ale przez "tą trzecią". Więc wcale nie jest wykluczone,
          że facet nie pójdzie po rozum do głowy i nie wróci do żony, gdy tylko pierwszy
          zachwyt nowym związkiem minie.

          Poza tym coś babska intuicja mi mówi, że autorka topiku wcale nie jest zazdrosna
          o wizyty u dziecka, ale o wizyty u dziecka oraz jego mamy, co przemilczała.
          Pewnie sama czuje, że wielka miłość wielką miłością, ale głęboka więź jaka łączy
          rodziców dziecka, którzy przeżyli ze sobą kawał czasu, nie zostanie ot tak
          zerwana z powodu jednej miłostki.
          • dzag1982 Re: Porzucił żone - porzuci Ciebie 17.12.08, 11:35
            też tak kiedyś mówiłam :):)i zawsze powtarzam nigdy nie mów nigdy
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka