Dodaj do ulubionych

przykro mi bo straciłam najlepszego przyjaciela...

30.05.09, 09:47
Sytuacja wygląda o tak. Miałam przyjaciela, któremu zawsze mogłam sie wyzalić,
który był w stanie zrobić dla mnie zawsze wszystko, dobrze doradzał.
Zauroczyłam go jako kobieta zaczął zachowywać sie no wiecie idziemy na spacer
ten róze mi kupuje i zaczyna mówiuć ile dla niego znacze ja mówię prosto z
mostu nie traktuje Cie jak kolege- miało to miejsce 2lata temu. Przyjazni to
nie zniszczyło nadal mogłam w kazdej sytuacji na niego liczyć, a u niego
pojawiały sie jakies kobiety. Poznał pewna i wygladało na cos powaznego ja sie
bardzo cieszyłam z ich związku, ale ta dziewczyna od poczatku mnie nie
polubiła bo kiedy dzwoniłam, ze mam potrzebe sie spotkać nie było problemu i
nadal czułam sie ze jestem dla niego wazna. Ona kiedys zaczeła mi sms-y pisac
ze mam ich zwiazek zostawic w spokoju bo wszystko niszcze, ale ja NIC nie
robiłam poprostu nie chciałam tracic przyjaźni...On zawsze wiedział i ja ze
miedzy nami została i bedzie przyjazn, ona chyba nie potrafiła tego zrozumiec.
Pewnego dnia kiedy ponownie dostalam od niej 'dziwne' sms-y napisałam jej,
zreszta chciałam zadzwonić ale nie odebrała to napisalam, ze gdyby zwiazku
była pewne nigdy by sie tak nie ponizała, ze mnie tylko przyjazn z nim łaczy.
Po dwoch miesiacachg powiedział mi ze zaszla z nim w ciaze, oczywiscie bardzo
sie ucieszyłam, ze ciocią bede, zaplanowali ślub i zostałam nawet zaproszona
do Koscioła, ja spotkałam, naprawde miło rozmawialysmy, myslalam ze wszystko
ok ze wkoncu zrozumiała, ze ja nigdy nic nie chciałam. Teraz jest niedawno po
slubie, rozmawiam z nim na gadu czasem, piszemy ze sobą i ona ostatnio znów
sie odezwała, ze mam dac im spokoj, ze to jej maz ze sobie nie zyczy zebysmy
sie kontaktowali;(;(;( ona nie rozumie ze to moj przyjaciel? i ja go tez
potrzebuje;( napisałam ze mozemy wszyscy gdzies sie wybrac ze mnie pozna a ona
ze nie ma ochoty, ze po co mówie o innych mezczyznach mu, ze go to nie
interesuje. Ja nie chce konca przyjazni to straszne, on mi obiecywał przed
slubem ze na zawsze bedziemy przyjaciolmi, ze nic sie nie zmieni i tak sie
zachowuje, ale ona nie chce ja ja rozumiem po czesci bo mnie nie zna moze
zazdrosna jest o meza ale czenmu mnie poznac nie moze i nie chce?postanowiłam
ze sie odzywac dio niego nie bede ale nie mam sie teraz komu wyzalić poprostu
mam wrazenie, ze stracilam na zawsze przyjaciela:(
Obserwuj wątek
    • allerune Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 09:56
      daj mu spokój, głupia egoistko
      • szpil1 Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 10:04
        Ja na miejscu tej dziewczyny też nie byłabym szczęśliwa. Postaw się
        w jej sytuacji: chciałabyś, żeby Twój facet "miał zawsze czas" dla
        swojej przyjaciółki, czyli stawiał jej problemy i potrzeby nad tymi
        w waszym związku?
      • mruff Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 13:03
        Nie łudź się,że nowa kobieta/zona nie wpłynie na jakość waszej
        przyjaźni.

        Mój przyjaciel też ograniczył ze mną rozmowy, spotkania po tym jak
        zakochał się. I jest to dla mnie naturalna kolej rzeczy.

        Dla szczęścia Twego przyjaciela-usuń się z ich życia.
    • kokosowa_ja Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 10:16
      Nie chodzi mi zeby miał dla mnie czas, ja wszystko rozumiem zdaje sobie sprawe,
      ze napewno jak dawniej nie bedzie. Ale chcialabym np byc taka przybierana ciocią
      dla ich przyszłego dziecka, chciałabym móc czasem do nich wpaść na kawke i
      pogadać a wydaje mi sie, ze to juz koniec. Ktos napisała powyzej ze jestem
      głupią egoistką, nie znasz mnie to przede wszstkim całemu ich zwiazkowi zawsze
      dopingowałam, w trudnych sytuacjach pomagałam, teraz siedze niewidoczna na gadu,
      zeby przypadkiem do mnie nie zagadał i ona nie musiała sie denerwować. Chodzi mi
      o to ze chce normalnych kolezenskich relacji!:( chciałabym wpasc do nich
      pogadac, posmiac się a to jest aktualnie nie mozliwe, czułabym sie jak
      nieproszony gość nie wiem za co, kobiety nie rozumieja ze mozna miec
      przyjaciolke chyba. Moja kolezanka ma chłopaka on ma swoja przyjaciólke i zawsze
      razem jezdza w gory, nigdy zadnych zgrzytow nie było lubia sie wszyscy. Czemu u
      nas tak nie moze byc:(.
      • naparstnica_purpurowa Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 10:20
        kokosowa_ja napisała:

        > Nie chodzi mi zeby miał dla mnie czas, ja wszystko rozumiem zdaje
        sobie sprawe,
        > ze napewno jak dawniej nie bedzie. Ale chcialabym np byc taka
        przybierana cioci ą
        > dla ich przyszłego dziecka,

        Ale on nie chce! Czemu się uparłas na to dziecko? Ono ma rodziców,
        ciocie i babcie i pewnie nie brak mu miłosci. Nic na siłę!


        > kobiety nie rozumieja ze mozna miec
        > przyjaciolke chyba.

        Kobiety i mężczyźni rozumieją bardzo dobrze: nie ma bezinteresownej
        przyjaźni tam, gdzie jedna strona czuje coś więcej. Nie udawaj,że
        nie rozumiesz.
      • szpil1 Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 10:40
        kokosowa_ja napisała:
        Ale chcialabym np byc taka przybierana cioci
        > ą
        > dla ich przyszłego dziecka, chciałabym móc czasem do nich wpaść na
        kawke i
        > pogadać a wydaje mi sie, ze to juz koniec
        Chodzi m
        > i
        > o to ze chce normalnych kolezenskich relacji!:( chciałabym wpasc
        do nich
        > pogadac, posmiac się a to jest aktualnie nie mozliwe, czułabym sie
        jak
        > nieproszony gość nie wiem za co, kobiety nie rozumieja ze mozna
        miec
        > przyjaciolke chyba. Moja kolezanka ma chłopaka on ma swoja
        przyjaciólke i zawsz
        > e
        > razem jezdza w gory, nigdy zadnych zgrzytow nie było lubia sie
        wszyscy. Czemu u
        > nas tak nie moze byc:(.

        No, ale wyraźnie widać, że oni tego nie chcą. Być może u Twojej
        koleżanki sytuacja jest inna. Partnerka twojego przyjaciela wcale
        nie ma obowiązku Cię lubić. Mój mąż też miał swego czasu koleżankę,
        której wydawało się, że ma prawo wtrącać się w nasze życie. Telefony
        co godzina, bo "może pójdziemy do pubu, a może pojedziesz ze mną
        gdzieś tam, a może pomożesz mi coś załatwić", wpraszanie sie na nasz
        ślub, dyspozycje w co on i ja na ten nasz ślub powinniśmy się ubrać -
        a zanim dotarło do niej, że on rzeczywiście chce ze mną być, próby
        umawiania go z jej koleżankami, "bo ty i ( moje imię)do siebie nie
        pasujecie, bo z moją przyjaciółką X. będzie ci lepiej, ona jest
        ładniejsza niż twoja dziewczyna, a ty powinieneś mieć kogoś na
        poziomie". Spokój nastał dopiero gdy mój mąż dosyć dosadnie
        powiedział co myśli o jej zachowaniu. A ona była zdziwiona, bo
        przecież ona jest jego przyjaciólką i chce dla niego jak najlepiej.
        Tak więc widzisz , takie przyjaźnie zupełnie różnie wyglądają z
        perspektywy osób "zamieszanych" w taki układ.
        • kokosowa_ja Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 14:28
          nie wpraszałam, na ślub zostalam zaproszona najpierw przez niego telefonicznie
          i tysiac razy pytałam czy jej to nie bedzie przeszkadzac dopiero jak zaproszenie
          od obydwojga dostałam poszłam, nigdy sie nie mieszałam nie swatałam go z innym
          kolezankami nie wtracałam sie do jego zwiazków, jak on do moich, jedynie wtedy
          sie wtraciłam jak powiedzial ze jest w ciazy i musi za nia wyjsc to mówiłam
          owszem ze niczego nie musi i sa inne rozwiazania, a on sie zdenerwował ze sam
          nabroił to i poniesie konsekwencje i ze jak ja sobie to wyobrazam, to by;la
          jedyna sytuacja, tak mnie chodzi tylko i wyłacznie o przyjazn o spotkanie
          czasem, ale teraz widze jak kobiety sa zaborcze i jakie maja paranoje, ja sie
          oczywiście nie odzywam aktualnie nie chce nikogo denerwowac tym bardziej ze jest
          w ciazy, myslałam ze po slubie bedzie wszystko ok ze zmieni stosunek do mnie,
          teraz widze ze była jedynie milutka przed slubem na pozor, oczywiscie uszanuje
          tego ze nie chce zebym sie kontaktowała z jej mezem. Ale uwazam ze jesli tak sie
          izoluje ludzi to takie cos dlugo nie porwa... Przeciez ona ma wszystko co
          chciała, chciała go na zawsze ma go to niech sie nie misza tez w przyjazn on tez
          ma prawo do przyjaciół. Jak mowie narazie nie odzywam sie ale jak bedzie chciał
          sie ze mna s[potkac i obgadac sprawy to sie nie zawaham zeby sie spotkac, a do
          niej moze i dotrze za jakis czas ze jestem jego kolezanką iu tylko kolezanka i
          ludzi nie mozna tak w klatce przetrzymywac bo na zdrowie to nie wychodzi. Ktos
          trez napoiusał ze ja bym sie tez denerwowała jakby mój facet mial kolezankę, nie
          ja bym zapraszała do siebie ja i jej faceta i tez sie zaprzyjazniła, bo nie
          wyobrazam sobie zycia tylko ja i moj maz i zero kontaktu z otoczeniem.
          • pretensjaa Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 12.08.09, 22:41
            kokosowa_ja napisała:


            > musi za nia wyjsc

            Od kiedy to mezczyzna wychodzi za kobiete?
    • naparstnica_purpurowa syndrom psa ogrodnika 30.05.09, 10:16
      kokosowa_ja napisała:

      > Sytuacja wygląda o tak. Miałam przyjaciela, któremu zawsze mogłam
      sie wyzalić,
      > który był w stanie zrobić dla mnie zawsze wszystko, dobrze
      doradzał. Zauroczyłam go jako kobieta

      Zrozum: to NIE BYŁA przyjaźń - Ty mogłaś się wyżalić, to na Twoje
      zawołanie był zawsze, bo Cię kochał.
      Teraz tż coś czuje, więc skoro się ożenił, będzie miał dziecko -
      odsuń się.
      Nie wymagaj,żeby do Ciebie przyjeżdżał,z Tobą rozmawiał i żebyś
      towarzyszyła im na wycieczkach etc., bo to może tylko podtrzymywać
      jego uczucie.
      Masz syndrom psa ogrodnika - sama gościa odrzucałaś a teraz chcesz
      go miec przy sobie i odciągasz uwagę od nowej rodziny.
      • magnusg Re: syndrom psa ogrodnika 30.05.09, 10:25
        100% racji.On nigdy nie byl jej przyjacielem, tylko sie podkochiwal.Ona kiedys
        chciala mniej niz on, a teraz on chce mniej niz ona.Musi to zaakceptowac.
    • cich-awoda Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 10:17
      wygląda na to, że wchodzisz z buciorami w ich życie
    • kozica111 Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 10:27
      Ja miałam podobna historię.Tylko po tym jak moj kumpel poznał kobitke to ja sie
      odsunęłam.On właśnie szukał takich kontaktow ktore zrobiłyby ze mnie kogoś na
      kształt przyjaciela domu, ja nie chciałam-własnie ze wzgledu na ta kobiete i jej
      samopoczucie.
      Poniewaz on cały czas opowiadał jej o mnie to ona mimo to dostała paranoicznej
      zazdrości.Nakręciła intryg, naopowiadała mu głupot, kontaktowała sie wirtualnie
      z moimi znajomymi, śledziła mnie po sieci...na koniec doszlismy obydwoje do
      wniosku ze skoro z nia tak zle nie pozostaje nic innego jak zerwac nawet
      symboliczne kontakty i zablokowalismy sie wzajemnie na gg.Mi szkoda przyjazni,
      no ale coz....wybrał taka kobiete to taka ma, a ja chce miec spokoj.
    • sadosia75 Dziwna ta jego zona 30.05.09, 10:31
      Jeli on nie przeklada Twoich problemow czy rozmow z Toba nad
      rodzine to dlaczego jego zona sie tak burzy? Niby dlaczego to ona a
      nie on Tobie pisze, ze ze znajomosci nici bo costam?
      Dlaczego to on nie powie Tobie tego? albo dlaczego nie porozmawia
      ze swoja zona?
      Widocznie onanie jest go pewna, nie do koncamu ufa albo to ten typ,
      ktory zawziecie wierzy w to, ze jesli mis zdradzi to nie wina misia
      tylko tej podlej baby.
      w sumie to moze i lepiej, ze postanowilas urwac z nimi kontakt. nie
      ma sensu dyskutowac z jego zona, ktora nie pojmuje zasad przyjazni.
      a moze kiedys sie jej odmieni? kto wie :))
      W kazdym razie kobita malo pewna swojego zwiazku i dlatego Cie
      atakuje.A to, ze Ty niczego nie chcesz od jej meza widocznie nie ma
      najmniejszego znaczenia. trudno.. z takimi nie ma sensu dyskutowac.
      • naparstnica_purpurowa Re: Dziwna ta jego zona 30.05.09, 10:36
        sadosia75 napisała:

        > nie
        > ma sensu dyskutowac z jego zona, ktora nie pojmuje zasad przyjazni.

        Przyjaźni? Facet dwa lata temu zasypywał ją różami etc. Był na każde
        skinienie "przyjaciółki", do której miał/ma widoczną słabość.
        Żona jestw ciąży i czuje się zagrożona. Potrzebuje miłości,
        poczucia bezpeczeństwa,a nie patrzenia, jak mąż klepie na gg
        z "przyjaciółką",a ta chce być "przyszywaną ciocią" i "przyjaciółką
        domu".
        Pan jest wobec żony nie fair i ona to czuje. Czuje że mąż
        i "przyjaciólka" jakośza bardzo pragną podtrzymywania kontaktu.
        • sadosia75 Re: Dziwna ta jego zona 30.05.09, 10:47
          No zasypywal i co? I ona powiedziala, ze nic z tego bo dla niej
          jest jedynie przyjacielem. To jej wina, ze zona czuje sie
          zagrozona? mniej bedzie sie czula zagrozona jesli pozalatwia
          sprawy,ktore powinna zalatwic a i owszem ale z mezem a nie jego
          przyjaciolka? nie pojmuje zasady jesli dzieje sie zle w domu to
          najleppiej obarczyc wina kogos spoza domu bo to na bank tego kogos
          wina. a co zona nie potrafi z mezem porozmawiac? a dlaczego nie
          chciala spotkac sie z watkodawczynia? moze by sie upewnila, ze jest
          zagrozeniem dla ich rodziny? a moze by zmienila zdanie?
          nie poznala "wroga" wiec na zapas pluje jadem, zeby tylko blizej
          nie podszedl.
          glupota i tyle. skoro ma podejrzenia, ze jej maz czuje cos wiecej
          do przyjaciolki to niech z mezem rozmawia a nie z przyjaciolka. bo
          to on cos do niej a nie ona do niego. a nawet jesli i ona do niego
          cos czuje to zony interes jest w tym, zeby z mezem rozmawiac.
          i w koncu co zlego jest w przyjazni miedzy mezczyzna i kobieta?
          • naparstnica_purpurowa Re: Dziwna ta jego zona 30.05.09, 10:56
            sadosia75 napisała:

            > skoro ma podejrzenia, ze jej maz czuje cos wiecej
            > do przyjaciolki to niech z mezem rozmawia a nie z przyjaciolka.

            Może i rozmawiała zmężem 1000 razy,ale ten dalej odzywa się
            do "przyjaciólki" pod byle pretekstem. Tego nie wiemy.

            > bo
            > to on cos do niej a nie ona do niego. a nawet jesli i ona do niego
            > cos czuje to zony interes jest w tym, zeby z mezem rozmawiac.

            Prawda. Ale mamy tu post "przyjaciólki", która koniecznie chce być
            np. przyszywaną ciocią" dla mającego się narodzić dziecka. Żona tego
            nie chce i daje to "cioci" do zroumienia.

            > i w koncu co zlego jest w przyjazni miedzy mezczyzna i kobieta?

            Też nie widzisz,że to nie jest przyjaźn? Inicjatorka wątku lubiła to
            przywiązanie faceta, to,że ją adorował, robił dla niej "wszystko",
            był na każde skinienie. A on ją kocha/ł. To nie przyjaźń!
            • sadosia75 Re: Dziwna ta jego zona 30.05.09, 11:10
              > Może i rozmawiała zmężem 1000 razy,ale ten dalej odzywa się
              > do "przyjaciólki" pod byle pretekstem. Tego nie wiemy.

              No tak nie wiemy. ale wg mnie powinna powiedziec dziewczynie, ze
              jej to przeszkadza a maz nie chce zmieniac sytuacji. porozmawiac z
              nia jak kobieta z kobieta. a ta zwyzywala dziewczyne. no tak to sie
              raczej nie robi.
              gdyby przedstawila jasno sytuacje to dziewczyna pewnie by
              uszanowala prosbe zony i odseparowala sie od jej meza.

              > Prawda. Ale mamy tu post "przyjaciólki", która koniecznie chce
              być
              > np. przyszywaną ciocią" dla mającego się narodzić dziecka. Żona
              tego
              > nie chce i daje to "cioci" do zroumienia.

              w dosc chamski sposob. chociaz ja nie widze nic zlego w tym, ze
              dziewczyna chce miec jakis udzial w zyciu rodzinnym jej
              przyjaciela. no ale ja nigdy w takiej sytuacji nie bylam wiec
              dziwie sie zonie. rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa. normalna
              po kobiecemu bez zadnych wyzwisk czy wyrywania sobie klakow :)
              tak po ludzku :)
              na moj rozum :
              autorka nie czuje przyslowiowej miety do przyjaciela skoro zona
              prosi ja o urwanie kontaktow bo ta obawia sie, ze mimo brakow checi
              przyjaciolki to jednak maz moze przesadzac ze znajomoscia. a
              przyjaciolka jako madra kobita powinna zrozumiec i poprzec
              stanowisko zony. bo maz ma dbac w pierwszym miejscu o rodzine a
              gdzies tam dalej powinni znajdowac sie przyjaciele.

              > Też nie widzisz,że to nie jest przyjaźn? Inicjatorka wątku lubiła
              to
              > przywiązanie faceta, to,że ją adorował, robił dla
              niej "wszystko",
              > był na każde skinienie. A on ją kocha/ł. To nie przyjaźń!
              Ja to z lekka inaczej zrozumialam.ale ok Twoja interpretacja Twoja
              sprawa :)
          • madame_charmante udajesz głupią? 30.05.09, 11:41
            czy naprawdę glupia jestes ?
            nie wiesz, ile małżeństw, całkiem dobrze rokujących,
            rozwaliła "przyjaciółka" ???
            przyjaźń polega między innymi na tym, zeby stawiac dobra przyjaciela
            ponad swoje - wiec szczerze mowiąc autorka wątku - a sądze , ze i
            ty masz podobne zapędy - nie jestescie prawdziwymi przyjaciółkami,
            skor nie rozumiecie, że trzeba się wycofac w odpowiednim momencie.
            inaczej to jest zwykły egoizm i tyle.
            • sadosia75 A dlaczego Ty jestes chamska co? 01.06.09, 11:46
              > nie wiesz, ile małżeństw, całkiem dobrze rokujących,
              > rozwaliła "przyjaciółka" ???
              No wyobraz sobie, ze nie wiem. moje towarzystwo nie jest
              towarzystwem typu rozwalmy malzenstwo X-ow.
              przyjaźń polega między innymi na tym, zeby stawiac dobra
              przyjaciela
              > ponad swoje - wiec szczerze mowiąc autorka wątku - a sądze , ze i
              > ty masz podobne zapędy - nie jestescie prawdziwymi przyjaciółkami

              Dziewczyno wez Ty sie opanuj. jakies przykre wspomnienia z
              przyjaciolkami masz? tak tak masz racje czatuje na malzenstwo
              mojego przyjaciela i nie moge sie doczekac kiedy mu je rozwale...
              no litosci.
              a moze wpadlo do twojej chamskiej glowki cos takiego jak zwykla
              normalna przyjaz nie podsycana erotyzmem? luuudzie jaki psycholog z
              ciebie ja i moje zapedy...
              nie mierz innych swoja miara...
              ciesze sie, ze ty wiesz lepiej niz ja co rozumiem a czego nie
              rozumiem.
              zostan moim doradca zyciowym skoro jestes taka obeznana w moim
              zyciu i charakterze...
      • jj1978 Re: Dziwna ta jego zona 30.05.09, 10:42
        gdybym zrobila sobie dziecko i wyszla za maz za kogos kto jest
        zakochany w kims innym tez bym nie byla pewna dnia ani godziny:)
        autorka watku udaje ze nie widzi problemu ale jesli pan jest dalej w
        niej zadurzony to zona nie jest w ciekawej sytuacji i broni sie jak
        moze choc sama jest sobie po czesci winna. ot ludzka natura.
        ta fantazja autorki o byciu przyjaciolka rodziny tez jest taka
        troche na wyrost bym powiedziala.
        • sadosia75 Re: Dziwna ta jego zona 30.05.09, 10:51
          jj1978 napisała:

          > gdybym zrobila sobie dziecko i wyszla za maz za kogos kto jest
          > zakochany w kims innym tez bym nie byla pewna dnia ani godziny:)
          To, ze zona jest idiotka i wychodzi za maz za kogos kto niby kocha
          inna to inna sprawa.
          to, ze zona nie rozmawia z wlasnym mezem to tez inna sprawa.
          ale dlaczego ona atakuje autorke watku? skoro ma problem w rodzinie
          to niech go w rodzinie rozwiazuje. wyjscie typu zaszczuc,zwyzywac,
          odizolowac czyli zmiatamy brud pod dywan bo po co odkurzac nie
          rozwiazuje problemu.

          > ta fantazja autorki o byciu przyjaciolka rodziny tez jest taka
          > troche na wyrost bym powiedziala.
          czesto spotykana sytuacja w wielu rodzinach. normalnych rodzinach
          bez zon wariatek :)

          Jak bym nie kombinowala na korzyc zony w swojej glowie to i tak nic
          nie przekona mnie do tego, ze zona miala racje w swoim zachowaniu.
          zachowala sie jak dziecko i tyle. problem ma z mezem nie z jego
          przyjaciolka.
          • jj1978 Re: Dziwna ta jego zona 30.05.09, 11:05
            wcale nie bronie zony ale jak dla mnie to ta cala sytuacja jest
            troche dziwna, podejrzewam ze cala trojka kombinuje jak moze i kazdy
            na swoja korzysc.

            przyjaciolka rodziny to oczywiscie normalna sytuacja pod warunkiem
            ze nikt z rodziny nie liczy na cos wiecej z jej strony albo rozpacza
            nad zawiedzionym uczuciem wzgledem tejze.

            moze to straszne, ale nie wierze ze mozna przejsc do porzadku
            dziennego nad faktem ze jedna ze stron chciala i prawdopodobnie
            nadal liczy na cos wiecej i ubierac to w dozgonna przyjazn. to mi
            sie wydaje tutaj glownym problemem.
            • sadosia75 Re: Dziwna ta jego zona 30.05.09, 11:13

              > wcale nie bronie zony ale jak dla mnie to ta cala sytuacja jest
              > troche dziwna, podejrzewam ze cala trojka kombinuje jak moze i
              kazdy
              > na swoja korzysc.
              Przyjaciolka kombinuje, zeby miec przyjaciela. maz kombinuje nie
              wiem na co. a zona, zeby miec meza ale zeby on nie mial
              przyjaciolki.
              chyba :))


              przyjaciolka rodziny to oczywiscie normalna sytuacja pod warunkiem
              > ze nikt z rodziny nie liczy na cos wiecej z jej strony albo
              rozpacza
              > nad zawiedzionym uczuciem wzgledem tejze.
              wieksza wina jesli by mozna to bylo tak nazwac obarczam meza. skoro
              on cos czuje do przyjaciolki to po co bral slub z matka swojego
              dziecka? dla zasady? dla rodziny? dla sasiadow?
              jak by nie bylo facet chyba przekombinowal.
              • ravny Re: Dziwna ta jego zona 30.05.09, 11:17
                niektóre "przyjaciółki" są gorsze od teściowych. i jeszcze większe prawa do
                uczestniczenia w czyimś związku sobie roszczą.
              • jj1978 Re: Dziwna ta jego zona 30.05.09, 11:18
                > wieksza wina jesli by mozna to bylo tak nazwac obarczam meza.
                skoro
                > on cos czuje do przyjaciolki to po co bral slub z matka swojego
                > dziecka? dla zasady? dla rodziny? dla sasiadow?
                > jak by nie bylo facet chyba przekombinowal.

                Amen!
                • wanilinowa Re: Dziwna ta jego zona 30.05.09, 11:25
                  jj1978 napisała:

                  > > wieksza wina jesli by mozna to bylo tak nazwac obarczam meza.
                  > skoro
                  > > on cos czuje do przyjaciolki to po co bral slub z matka swojego
                  > > dziecka? dla zasady? dla rodziny? dla sasiadow?
                  > > jak by nie bylo facet chyba przekombinowal.
                  >
                  > Amen!

                  niby tak, ale co ma zrobić człowiek zakochany w przyjaciółce, która świadoma
                  tego faktu podsyca jego uczucie i odczepić się nie chce bo tak jej wygodnie?
                  znam taki przypadek i wiem że w takim układzie to ona rozdaje karty i tylko ona
                  ma możliwość rozwiązania tej sytuacji. ale ciężko zrezygnować z darmowego
                  uwielbienia :)
                  a facet ma wybór: celibat do grobowej deski albo przeczekanie z kimś
                  przypadkowym aż "przyjaciółka" zmieni zdanie
    • kol.3 Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 10:51
      Kokosowa, jesteś dla ich związku wrzodem na d....
    • ravny gdybyś była jego przyjaciółką 30.05.09, 11:05
      to nie narzucałabyś się (by tylko swoje potrzeby ich towarzystwem zaspokoić) i
      nie bruździła byś w jego nowej rodzinie.

      a już pomysł by "być przy ich dziecku" to naprawdę szczyt egoizmu.

      załóż sobie swoją rodzinę i znajdź chłopa a nie żeruj na cudzym.
    • wanilinowa Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 11:08
      > Zauroczyłam go jako kobieta zaczął zachowywać sie no wiecie idziemy na spacer
      > ten róze mi kupuje i zaczyna mówiuć ile dla niego znacze ja mówię prosto z
      > mostu nie traktuje Cie jak kolege- miało to miejsce 2lata temu. Przyjazni to
      > nie zniszczyło

      no pewnie że nie zniszczyło, fajnie mieć adoratora który pójdzie w ogień i
      samopoczucie poprawi swoimi zalotami.

      > ona nie rozumie ze to moj przyjaciel? i ja go tez
      > potrzebuje;(

      j.w.

      reasumując: znajdź sobie pełnoetatowego faceta, albo chociaż zwykłą przyjaźń nie
      podszytą zauroczeniem.
      blah, brzydzą mnie egoistki
    • 2szarozielone Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 11:26
      A ja Cię świetnie rozumiem. Sama zaczynam mieć ten problem, bo moim bliskim
      przyjacielem jest mój eks. I jego dziewczyna reaguje na mnie alergicznie - choć
      niczego erotycznego między nami już dawno nie ma. Wkurza mnie to, bo ja go
      potrzebuję, on potrzebuje mnie, mamy wspólną paczkę znajomych i przyjaciół...
      Tyle, że on jest twardy, wiem, że mu na tej przyjaźni też zależy - i swojej
      dziewczynie nie ulega. Ja się staram nie naciskać i w to nie ingerować, bo to
      sprawa między nimi dwojgiem. Ale pewnie na ultimatum "ona albo ja" zerwałby z
      nią... Choćby za samo postawienie pod ścianą i włażenie jemu z butami w istotną
      relację. Jak byłam w związku, to przy analogicznych problemach tak samo do tego
      podchodziłam.
      Podsumowując - rozumiem żal i współczuję... Ale teraz piłka jest po jego stronie
      boiska. Powiedz mu, jak wygląda sytuacja i niech on powie, czego on chce.
      • wanilinowa Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 11:34
        > Tyle, że on jest twardy, wiem, że mu na tej przyjaźni też zależy - i swojej
        > dziewczynie nie ulega. Ja się staram nie naciskać i w to nie ingerować, bo to
        > sprawa między nimi dwojgiem. Ale pewnie na ultimatum "ona albo ja" zerwałby z
        > nią...

        nie zazdroszczę dziewczynie tej świadomości.
        • 2szarozielone Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 11:45
          Hmmm... Ale to nie byłby wybór "mnie". To byłaby reakcja na ultimatum. Facet ma
          swoje życie i wiele rzeczy i osób, które są w nim ważne. Muzykę, garstkę
          przyjaciół, rodzinę... Gdyby postawiła ultimatum odnośnie którejkolwiek z tych
          rzeczy, skończyłoby się to podobnie. Ja to świetnie rozumiem, bo sama taka
          jestem. Są rzeczy, z których nigdy nie zrezygnuję dla żadnego faceta. Miłość to
          zaufanie, akceptacja, tolarancja - a nie klatka, choćby i złota.
          Ja poważnie traktuję, takie rzeczy, jak przyjaźń. Jeśli ktoś był przy mnie przez
          pół mojego życia, pomógł mi wielokrotnie, mogłam liczyć na jego wsparcie i
          zrozumienie - to nie wyrzucę go jak starego kapcia, jeśli zażąda tego mój facet,
          kochanek, mąż... I nie chciałabym być z kimś, kto by tego żądał. Bo to by
          znaczyło, że mnie nie zna i nie rozumie.
    • kokosowa_ja Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 11:36
      Przede wszystkim to cała nasz trojka jest bardzo młoda wszyscy mam zaledwie po
      21lat. Wiec myslałam, ze przyjazn bedzie mozliwa, ze wszyscy razem sobie gdzies
      na wakacje pojedziemy ja z jakimś swoim chłopakiem, ze bedziemy utrzymywac dobry
      kontakt, myslałam ze tej dziewczynie przeszła złość(nie wiem za co) na mnie. On
      kiedys był zauroczony dwa lata temu WSZYSTKO sobie wyjasnilismy, teraz to była
      naprawde przyjazn:) prawdziwa przyjazn, ktos napisał ze wykorzystywał ze mnie
      adorował , nie on mnie teraz nie adorował to było dawno teraz poprostu miałam
      problem-super doradził, ja mu tak samo. On nadal chce ze mna kontak utrzymywać
      ale ona mi napisała, zebym przestała go dreczyc swoimi problemnami i ogolnie
      obraziła. Pewnie odsune sie juz odsowam nie rozmawiam tylko takie cos jest
      naprawde przykre. Ja chciałabym poznac przyjaciolke meza a byc mnoze super by
      sie okazała i mozna było sie wspolnie spotykac(tzn ja z mezem plus kolezanka z
      kims tam aktualnym) napewno nie zachowywałabym sie jak małolata wypisujac takie
      rzeczy i nie chcac sie spotkac. Rozmawiałam o sytuacji z mama mówi to samo,
      zebym nie odzywała sie do niego i tak napewno zrobie, z drugiej strony dziwi
      mnie takie zachowanie, mnie jakby maz nie pozwalał miec nikogo innego, innych
      znajomych chyba udusiłabym sie w tymze malzenstwie.
      • 2szarozielone Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 11:48
        Rozumiem Cię i współczuję. I nie rozumiem tej laski. Odsuń się i pozwól jemu na
        jakąś reakcję. Bo to oni mają problem między sobą - największy.
      • madame_charmante a ta znów swoje !! 30.05.09, 11:48
        3 w małżenstwie to juz tłok!!!
        spadaj dziewczyno z tego ukladu, bo popier** lisz życie nie tylko
        jemu i jej, ale także ich dziecku.
        • 2szarozielone Re: a ta znów swoje !! 30.05.09, 11:56
          Popie... sobie życie zazdrosna i zaborcza żona, bo nic tak nie rozwala związku
          jak brak zaufania. Spoko, teraz może osiągnie swój cel.

          Za parę lat będzie zbierać owoce.
          • madame_charmante Re: a ta znów swoje !! 31.05.09, 16:27
            no tak..a to, ze "przyjaciolka" wisi im na glowie .. to nie ma nic
            wspolnego.. prawda ? .. :) obu cie kiedys cos takiego spotkalo ..
            zycze szczerze!!
            • 2szarozielone Re: a ta znów swoje !! 31.05.09, 16:35
              Ale jakiego? Facet przyjaźniący się z kobietą? Spotkało, owszem. Bardzo fajna
              sprawa :)))
              • kokosowa_ja Re: a ta znów swoje !! 31.05.09, 16:49
                Jejku ciesze sie strasznie, ze chociaz Ty jedna zrozumiałas o co własciwie
                chodzi tutaj, bo niektorzy tak tu strasznie przekrecaja jakby czytac nie umieli,
                ze chce byc najwzniejsza i na kazde zawołanie a to nie prawda. Mnie ogolnie juz
                brak słów co do niektorych wypowiedzi ;)
                • 2szarozielone Re: a ta znów swoje !! 31.05.09, 17:18
                  Ja jestem trochę przerażona tym wątkiem. Chyba muszę wrócić na trochę do
                  rzeczywistej rzeczywistości, bo mi się obraz świata wykrzywi :)
                  • bakejfii Re: a ta znów swoje !! 31.05.09, 18:47
                    Koniec swiata zeby narod tak sie wyklocal, ze ktos lubi przyjaciela. Czlowiek
                    powinien sie cieszyc ,ze jest nazwany tak a nie jeszcze potepiac.Uwazam.ze
                    przyjaciel to osoba znana nam to cos jak siostra czy brat.Taki ktos nie moze byc
                    zagrozeniem,poprostu ,lubi nas czy to takie dziwne.Chyba nie.Lepiej lubic niz
                    nienawidzic blizniego.
    • jane-bond007 Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 12:15
      wydaje mi sie ze ta historia jest naciagana, w Twoja strone...
      wystarczylo zaprosic ich oboje do siebie i zachowywac zupelnie na
      luzie a nie:
      Poznał pewna i wygladało na cos powaznego ja sie bardzo cieszyłam
      z ich związku, ale ta dziewczyna od poczatku mnie nie polubiła bo
      kiedy dzwoniłam, ze mam potrzebe sie spotkać nie było problemu i
      nadal czułam sie ze jestem dla niego wazna


      sama bys sie wk*rwila gdyby jakas laska dzwonila do Twojego faceta i
      prosila go o spotkanie, wybacz ale jak dla mnie jestes jeszcze
      glupiutka
      • kol.3 Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 14:11
        Ja myślę, że ona dobrze wie co robi, typ toksycznej manipulantki.
        • jane-bond007 Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 14:20
          moze byc, jeszcze sie usprawiedliwa sama przed soba - normalnie jak
          czytam takie opowiastki to Wodzirej mi sie przypomina
          • 2szarozielone Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 14:22
            A ja jak czytam ten wątek, to się cieszę, że jestem heteroseksualną kobietą i
            nie muszę się spotykać z kobietami :)
            • kokosowa_ja Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 14:42
              Cieszę sie szarozielona, że i Ty i sadosia mnie rozumiecie. Teraz widze jakie
              niektore kobiety maja paranoje, jak kobieta dla kobiety wilkiem, ja naprawde bym
              sie z nia tez chetnie zaprzyjazniła, tym bardziej ze z nim sie znam od dziecka
              no od dziecka i ciezko mi poprostu zapomniec o nim, poprostu strasznie mi sie
              przykro zrobiło i az sie popłakałam jak znów do mnie za nic napisała ze mam sie
              z nim nie kontaktowac dla mnie chora sytucaja. Oczywiscie uszanuje jej decyzje
              nie mam zamiaru denerwowac kobiety w ciazy, tylko mi jest poprostu zal, ze tak
              zostałam potraktowana zupełnie bez podstawnie. Owszem dzwoniłam jak z nia był ze
              chce sie spotkać ale nigdy nie było tak ze im przeszkadzałam jak miał czas to
              sie spotykalismy, do tego min napisala bezczelnie ze moje problemny go nie
              interesuja, a sam pyta czy u mnie wszystko w porzadku. Ja tego nie rozumiem ale
              ryczec mi sie strasznie chce przez to wszystko.
              • 2szarozielone Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 14:46
                A co on na to wszystko? Bo piszesz tak, jakby on nie miał własnego zdania.
                Napisałaś, że młodzi jesteście... W sumie ja parę lat temu też miewałam jakieś
                paranoje z zazdrości :) Może jej przejdzie - teraz pewnie w stresie jest -
                ciąża, ślub...
                Ale nie wiem, co poradzić - bo sama mam podobny problem i go nie mogę tak do
                końca rozwiązać.
                • kokosowa_ja Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 15:04
                  on ze mna sie jak najbardziej sie kontaktuje:)(nie widzielismy sie jeszcze bo
                  niedawno sa po slubie wiec nie było okazji), ona pisała do mnie- mu nic o tym
                  nie mówiłam, bo co mam napisać? i nie chce z nia jeszcze wiekszych zgrzytów,
                  poprostu chce zeby było normalnie, milion razy jej powtarzałam ze tylko przyjazn
                  a to do mnie ciagle swoje i mnie ciagle obraza nie wiem za co...no nic narazie
                  sie odzywac nie bede nawet jak on sie odezwie, a moze jak ja bede miec meza to
                  jej wkoncu przejdzie i odzyskam kumpla, on tez wiele razy przed ślubem mówił ze
                  zawsze chce miec ze mna kontakt moze jej w koncu przetłumaczy bo ja nie mam siły
                  juz. Ale to jest straszne, on zawsze mi radził co do facetów ogolnie wszystko
                  teraz po przyjacielu:(
                  • 2szarozielone Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 15:12
                    On jej nic nie wytłumaczy, bo o niczym nie wie, bo mu nie powiedziałaś. Jak
                    zamilkniesz nagle, to nie będzie wiedział o co chodzi. Więc pogadać z nim musisz
                    o tym wszystkim.
                    A jest jakaś opcja, że się "przypadkiem" spotkacie? Razem z nią? Jakaś impreza
                    wspólnych przyjaciół? Na słubie się nie poznaliście? To znaczy Ty i ona? :) Bo
                    faktycznie jakby Cię poznała, to może by było lepiej :)
                    • kokosowa_ja Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 15:26
                      spotkałyśmy sie przed ślubem całkiem przypadkiem, ja do niej zagadałam i
                      rozmawiałysmy przez chwile, była bardzo mila i myślalam ze te sceny juz sie
                      skonczyły ze jest wszystko dobrze. On tez powiedział, ze ze mna chce zawsze
                      utrzymywac kontakt i jej napewno po ślubie juz przejdzie, byłam na ślubie
                      składalam jej zyczenia no naprawde myslałam ze juz wszystko dobrze, ze jakos to
                      bedzie. Ale nie, mam wrazenie ze tylko przed ślubem chciała być milutka a teraz
                      pokazala pazury. No jak sie odezwie to moze powiem o wszystkim, ale nie chce ich
                      kłócic znów bedzie wszystko na mnie i ja bede uwazana przez nia za najgorsza,
                      chociaz teraz tez tak jest. Moja przyjaciólka, która mi na szczescie pozostała
                      radziła, zebym wogole sie nie odzywala jak sie odezwie i nie denerwowała bo
                      jeszcze cos sie stanie jej dziecku i jej, zebym wogole ucichła i narazie mu tez
                      o niczym nie mówiła najwyzej pozniej.Tak zrobie, ale jej wogole nie rozumiem
                      moze jak pozna mojego narzeczonego czy meza to jej przejdzie...Tylko problem
                      jest tak ze ja narazie nawet nie mysle o ślubie i dzieciach. Szkoda mi bardzo
                      przyjazni. Moze to sie jeszcze jakos rozwiaze samo...oby:(
                      • 2szarozielone Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 15:41
                        No może trzeba przeczekać... Nic na siłę. Zawsze możesz też powiedzieć jemu,
                        powiedzieć, że się odsuwasz na czas jakiś, żeby sam nie denerwował żony i może
                        potem się to ułoży.
                        Bo jak tak znikniesz bez uprzedzenia, to on się poczuje zraniony.

                        Ale w ogóle jakoś... laska może sama rozwalić własne małżeństwo, jak będzie tak
                        reagować... Wygląda na to, że oni oboje zdecydowanie za młodzi są na ślub :(
                        • tygrysio_misio Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 21:04
                          kiedy wlasnie tak trzeba znikac.. jesli u jednej strony zaczynaja sie
                          podkochiwania i nadzieje to trzeba uciac je stanowczo.. najlepiej tak,zeby
                          zaangazowana strona odangazowala sie... a sprawienie, ze ktos zakochany na
                          zawsze odetnie sie od uczuc i sentymentow jest mozliwe tylko poprzez zrobienie
                          czegos zeby ten ktos nabral do tej osoby jakis negatywnych emocji i przestal ja
                          idealizowac
                      • kozica111 Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 16:34
                        A ja Ci od razu mówię, ze z tej przyjaźni już "nici" - w oparciu o swoja historię.
                        Zazdrość to niszcząca siła, nie ma szans.
                        Ja sie usunęłam, zajęłam swoimi sprawami, życiem...Byłam jak sie jednak okazało
                        nadal w myślach mojego znajomego, ot jakiś tam sentyment, to wystarczyło by jego
                        partnerka czuła do mnie narastająca nienawiść.Jak juz pisałam wcześniej posunęła
                        sie do wirtualnego śledzenia i kontaktu z moimi znajomymi i brużdżenia w moim
                        zyciu.Preparowała intrygi, to ze sama robiła z siebie idiotke w sumie nic nie
                        zmieniło, doszłam do wniosku ze dla własnego spokoju ducha zamkne zupełnie ten
                        rozdział.....Więc ....chyba jej sie udało...a czy jemu też? Generalnie
                        wspólczuje mu ale to juz nie moj problem.Tylko taki niesmak...
                        • tygrysio_misio Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 21:01
                          a ja Ci powiem,ze w tym momencie to sama robisz z siebie idiotke

                          1) nie rozumiesz jak niszczace jest to, ze czyjs facet lata za swoja dawna
                          miloscia i obecna zostawia na kazde skinienie bylej... Ty tez bylabys taka jak
                          ona.. szydzenie z niej na forum moze pomaga Ci teraz czuc sie lepsza, ale co z
                          tego skoro wcale lepiej od niej sie nie zachowujesz

                          2) kompletnym egoizmem jest bycie przy facecie, ktory do Ciebie cos czul...
                          bylas przy nim bo moglas cos zyskac i nie widzialas,ze niszczysz go i wszytskie
                          dziewczyny, ktore zaistniaj w jego zyciu.. nie chcialas go to bylo trzeba go
                          zostawic zeby mogl sie pozbierac i ulozyc sobie zycie.. to Ty zachowalas sie jak
                          flondra niszczac mu i innym zycie

                          3) tam gdzie jest zauroczenie, milostki nigdy nie ma przyjazni... choc strona
                          zaangazowana robi wszytsko zeby byc jak najblizej to nie robi tego z
                          przyjazni... on nie byl Twoim przyjacielem
            • wanilinowa Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 19:06
              2szarozielone napisała:

              > A ja jak czytam ten wątek, to się cieszę, że jestem heteroseksualną kobietą i
              > nie muszę się spotykać z kobietami :)

              gdybym dostała piątaka za każdym razem kiedy słyszę ten tekst wypowiadany przez
              kobiety które są "inne niż wszystkie pozostałe"... :D
              • 2szarozielone Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 19:19
                No w życiu to znam sporo fajnych i normalnych, ale jak czytam wpisy w tym wątku,
                to jestem w szoku :)
                • tygrysio_misio Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 20:53
                  zapewne nigdy w zyciu zaden facet nie zostawil Cie w chwili kiedy
                  pragnelas/potrzebowalas byc z nim dla przyjacioleczki...

                  nie zrozumiesz jak to boli poki tego nie przezyjesz
                  • 2szarozielone Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 31.05.09, 13:13
                    Hmmmm... Mówimy o 2 zupełnie różnych sprawach. Kiedy facet nie jest przy mnie,
                    kiedy go potrzebuję, to mam o to do niego żal. I mi wszystko jedno, czy chodzi o
                    kobietę, wyjazd na ryby, zakupy w Tesco, czy odcinek serialu. Zerwałam kiedyś z
                    facetem - chyba najważniejszym w moim życiu - bo mnie zawiódł w ekstremalnie
                    trudnej chwili. I nie chodziło o kobietę. A nawet jakby chodziło, to nie
                    miałabym o to do niej pretensji - bo to mój facet, nasz związek i sprawa między
                    nami.
                    W tym wątku nie ma mowy o przyjeżdżaniu na każde skinienie. Jest mowa o tym, że
                    oni się nawet nie spotkali od jego ślubu :)
              • ursyda wanilinowa!!! 31.05.09, 10:15
                jak dla mnie to jesteś Królową tego wątku:):)))
                • wanilinowa Re: wanilinowa!!! 31.05.09, 13:33
                  dzięki, po tytule postu spodziewałam się treści "co ty
                  pieprzysz??!!", a tu taka nobilitacja :)
    • sotoska to żadna przyjaźń. 30.05.09, 17:37
      napisałaś"kolezankami nie wtracałam sie do jego zwiazków, jak on do moich,
      jedynie wtedy
      sie wtraciłam jak powiedzial ze jest w ciazy i musi za nia wyjsc to mówiłam
      owszem ze niczego nie musi i sa inne rozwiazania, a on sie zdenerwował ze sam
      nabroił to i poniesie konsekwencje i ze jak ja sobie to wyobrazam,"


      ten facet to jakiś palant. podjął wielką życiową decyzję w pozie "ach,
      zgrzeszyłam i teraz będę się poświęcał choć wcale nie chcę". Biedna ta jeg
      żona, powinna szybko wystawić go za drzwi (pewnie prędzej czy później to zrobi)
      bo to głupota wychodzić za kogoś kto jej nie kocha i jest wobec niej nielojalny
      bo woli podkochiwać się w przyjaciółeczce. Na 100% będzie żone źle traktował.

      a ty niestety jesteś zaborczą babą , która będzie cały czas orbitować wokoło
      tego faceta nawet kosztem implikowania awantur w jego małżeństwie. Wolisz podjąć
      walkę-konkurencje z jego żoną, żeby "pokazać" że jestes od niej ważniejsza, i
      będziesz knować przeciwko żonie z tym pożal się mężusiem... już się cieszysz, że
      ona się wkurza a i tak do ciebie dzwoni, fuj.

      • sotoska Re: to żadna przyjaźń. 30.05.09, 17:38
        a i tak ON do ciebie dzwoni
        • kokosowa_ja Re: to żadna przyjaźń. 30.05.09, 18:42
          juz pisałam, ze nie bede sie z nim narazie kontaktowac i nigdy nie chcialam jej
          denerwować, tym bardziej mnie to nie cieszyło- nigdy. A on się we mnie juz nie
          podkochiwał, to były stare czasy i ona o tym wiedziała moze przez to mnie nigdy
          nie lubiła. Odsune sie od tego wszystkiego, strasznie zal mi przyjazni i tyle,
          moze jeszcze kiedys bedzie mozna ja odzyskac. I mnie na forum nie oczerniaj bo
          mnie nie znasz co to wogole za stwierdzenie, ze cieszyłam sie ze on do mnie
          dzwoni a ona sie denerwuje? cieszylam sie jak mogłam sie spotkac i pogadac,
          posmiać, pobgadywac nasze sprawy tyle
          • sotoska Re: to żadna przyjaźń. 30.05.09, 18:47
            napisałaś "on ze mna sie jak najbardziej sie kontaktuje:) (nie widzielismy sie
            jeszcze bo niedawno sa po slubie wiec nie było okazji),"

            tylko czekasz że zadzwoni żeby się spotkać i polecisz robiąc niedobrej żonce
            "zyg zyg marchewka".




            • kokosowa_ja Re: to żadna przyjaźń. 30.05.09, 19:00
              ale wczesniej pisałam, ze propnowałam spotkanie zebysmy wszyscy razem sie
              spotkali, tak dla mnie zła zonka bo moze troche egoistka jestem, bo mam tyle z
              nim wspomnien tyle wygłupow wspolnych, tyle rad od niego ze nie chce tak
              poprostu wyrzucac kogos z pamieci i wszystko konczyc, tylko dlatego ze jego zona
              roi sobie ze mnie z nim cos łaczy, a nawet nie ma ochoty mnie poznac i sie
              przekonac ze mnie nic nigdy nie łaczyło z nim i laczyc nie bedzie.
              • wanilinowa Re: to żadna przyjaźń. 30.05.09, 19:12
                kokosowa_ja napisała:

                > ale wczesniej pisałam, ze propnowałam spotkanie zebysmy wszyscy razem sie
                > spotkali, tak dla mnie zła zonka bo moze troche egoistka jestem, bo mam tyle z
                > nim wspomnien tyle wygłupow wspolnych, tyle rad od niego ze nie chce tak
                > poprostu wyrzucac kogos z pamieci i wszystko konczyc, tylko dlatego ze jego zon
                > a
                > roi sobie ze mnie z nim cos łaczy, a nawet nie ma ochoty mnie poznac i sie
                > przekonac ze mnie nic nigdy nie łaczyło z nim i laczyc nie bedzie.

                Ciebie z nim może nic nie łączyło, ale jego z Tobą owszem.

                żeby było jasne: uważam że kobieta dzwoniąc z takimi pretensjami strasznie się
                poniża i ośmiesza, ale strzela mnie ta historia opowiadana przez Ciebie. kobiety
                poza paranoją są często wyposażone w intuicję.. niewinna przyjaciółka się
                znalazła :) to nie Twoja wina że się w Tobie zakochał i co poradzisz? masz prawo
                do zawsze niego dzwonić bo to Twój "przyjaciel"
                • 2szarozielone Re: to żadna przyjaźń. 30.05.09, 19:38
                  Jezu, naprawdę cały świat nie kręci się wokół seksu, miłości, erotyki,
                  zakochania, narządów płciowych itd. Czasem się można po prostu przyjaźnić, a
                  przyjaźń ciężko jest tak po prostu spuścić w kiblu.
                  Zakochanie też czasem przychodzi, a potem odchodzi. Po latach już nie ma po nim
                  śladu.
                  Jak mi facet próbował zabronić spotkań z eksem, to mu tłumaczyłam, że lepiej z
                  dawną miłością niż z przyszłą ;)

                  Wkurza mnie nagonka na Kokosową w tym wątku, bo wiem, że to BOLI jak się traci
                  przyjaciela z powodu czyichś urojeń. I naprawdę krąg ważnych ludzi w czyimś
                  życiu nie musi się ograniczyć do żonki czy mężusia. A jak ktoś to próbuje w taki
                  sposób ograniczać, to dla mnie to jest chore.
                  • wanilinowa Re: to żadna przyjaźń. 30.05.09, 19:43
                    2szarozielone napisała:

                    > Jezu, naprawdę cały świat nie kręci się wokół seksu, miłości, erotyki,
                    > zakochania, narządów płciowych itd.

                    kokosowa napisała o tym w pierwszym zdaniu, więc trudno przeoczyć albo twierdzić
                    że ich przyjaźń jest czysta jak łza.

                    > Wkurza mnie nagonka na Kokosową w tym wątku,

                    nie przesadzaj. ktoś inny mógłby stwierdzić że w tym wątku wyraźniej widać
                    nagonkę na te okropne i zazdrosne baby (z którymi na szczęście spotykać się nie
                    trzeba)

                    A jak ktoś to próbuje w tak
                    > i
                    > sposób ograniczać, to dla mnie to jest chore.

                    a z tym się zgadzam, co zresztą napisałam powyżej
                    • wanilinowa PS 30.05.09, 19:44
                      nie wydaje mi się żeby Jezus maczał w tym palce
                  • jane-bond007 Re: to żadna przyjaźń. 30.05.09, 19:55
                    nie wiemy czy sa to urojenia - Ty to odbierasz jako urojenia ale jak
                    bylo i jak jest tego nie wiesz, nie wiesz jak sie Kokosowa
                    zachowuje - mozemy tylko wnioskowac z tego co i jak pisze ze
                    zakrecona jest jak domek slimaka i zachowuje sie jak rozkapryszona
                    panienka, powiem Ci ze jestem b tolerancyjna i dajemy sobie z
                    chlopakiem b duzo wolnosci ale dziewczyna ktora dzwoni i zaprasza
                    tylko jego na spotkania to troche przesada, no smiesza mnie teksty
                    ze ona go potrzebuje a on jej, wybacz

                    za ktorym razem sie Kokosowa zreflektowala i zaprosila ich oboje?
                    starala sie w ogole zaprzyjaznic z NIMI? zrozumiala ze zmieni sie
                    teraz jej "rola" i juz nie bedzie najwazniejsza i na kazde
                    zawolanie? czy dalej tylko oczekwiala takiej samej przyjazni?

                    forum nastolatka normalnie
                    • 2szarozielone Re: to żadna przyjaźń. 30.05.09, 20:16
                      Ale co w tym jest chorego i nienormalnego? Przyjaźń to przyjaźń.
                      Niektóre laski mają przyjaciółki - dzwonią do nich w różnych sprawach, zwierzają
                      się, wypłakują, radzą, proszą o pomoc, chodzą na imprezy, na kawę, na spacer,
                      bieganie po parku. Nikt nie oczekuje, że jak jedna z nich znajdzie sobie męża,
                      to powinna nagle o przyjaciółce zapomnieć. A spotkania i zwierzenia nagle staną
                      się rodem z forum Nastolatka i głupim kaprysem.

                      Otóż ja np. od 10 lat zamiast przyjaciółek mam 3 przyjaciół - facetów.
                      Potrzebuję ich, a oni mnie - i to nie jest wymysł z kosmosu. To jest ludzkie. I
                      nie rozumiem, czemu niby miałaby się zmienić czyjaś rola.

                      No i fakt - nie wiem do końca, jaka jest Kokosowa i kim jest - ale nijak u niej
                      rozkapryszenia nie widzę - tylko PROBLEM trudny do rozwiązania. I obok masę
                      kobiet, które nie kumają, co to znaczy przyjaźń i że niektóym może być
                      potrzebna. Obok i oprócz związku.

                      A poza tym - zachowuje się OK - starała się poznać i oswoić kobietę swojego
                      przyjaciela. To tamta zachowuje się w sposób niedojrzały, głupi i demonstruje
                      rozkapryszenie odpowiednie dla forum Nastolatka. Dorosła rozsądna kobieta
                      powinna troche bardziej nad sobą panować i nie dyktować mężowi, z kim może
                      rozmawiać. Kurka wodna - rozmawiać. Bo przecież oni po tym ślubie się nawet nie
                      spotkali.
                      • jane-bond007 Re: to żadna przyjaźń. 30.05.09, 20:36
                        widzisz u niej problem a ja Ci powiem ze ona sama ten problem
                        tworzy, wlasnie zachowujac sie tak a nie inaczej, to ona sama jest
                        tym problemem i nie potrafi sie z tym pogodzic - nie potrafi sie
                        zachowac teraz i ja obstawiam ze nie potrafila i wczesniej

                        ja mam przyjaciela - bylego chlopaka - z ktroym sie kontaktuje 3x w
                        roku ale jak mi cos potrzeba (np w kompie - jest inform.) to zawsze
                        mi pomaga i ja jemu tez, ani moj facet ani jego dziewczyna nic do
                        nas ;P nie ma

                        to samo moj facet - ma 2 kupele z poprzedniej pracy - tak rowne
                        dziewczny ze i az ja je uwielbiam :P czesto wychodza na pizze i
                        piwko beze mnie (czesto tez ze mna) i nie mam nic do tego, jest to ok

                        i wiesz dlaczego? bo one wobec mnie sa fair i moj przyjaciel wobec
                        mojego faceta jest fair, proste

                        wracajac do tematu:
                        wiekszosc wypowiadajacych sie widzi ze opis ktory dalas do zony
                        pasuje bardziej do Kokosowej...
                        i skad wiesz jak bylo z tymi rozmowawami? wierzysz ze kobieta
                        zabronila mezowi rozmawiac? i on przystal na to chociaz cierpi? ja
                        mysle ze maz niechetnie kontaktuje sie z Kok. bo ma jej poprostu
                        dosyc a bardziej ma dosyc tej chorej sytuacji ktora stworzyla
                        wlasnie Kok.
                        a jesli nie widzisz ze Kok. jest jeszcze glupiusia i nie potrafi sie
                        zachowac to przeczytaj sobie wpis o tym jak to naszym mezom
                        wspolczuje, rozkoszne :)
                        • kokosowa_ja Re: to żadna przyjaźń. 30.05.09, 20:58
                          własnie Ty pani Jane nie wiesz jak jest tylko gdybasz wkołko ze nie ma ochoty,
                          ze cos tam coś tam...własnie jest zupelnie inaczej i utrzymuje ze mna kontakt to
                          ja siedze ukryta na gadu zeby sie nie kontaktowac i nie rozbić problemów i nie
                          denerwowac zony i koncze tą dyskusje wogole załuje, ze sie kogokolwiek tu
                          doradziłam, bo ludzie tu tylko skacza sobie do gardła, a nawet z uwaga nie
                          czytaja moich postow m.in. Ty Jane kieduy pisałam juz ze probowalam sie
                          zaprzyjaznic i zebysmy sie wszyscy spotkali. Najrozsadniej doradziła mi moja
                          przyjaciólka(co do postu ze nie mam innych przyjaciół i ze sie nie ma co
                          widzic-choc ludzie mnie tutaj nie znaja)i doradziła mi moja mama i nie chce juz
                          czytac waszych głupot boi i tak całej sytuacji nie znacie(facet mnie dwa lata
                          nie obsypywał rozami tylko dwa lata temu raz wyznał miłość, a ona o tym wie i
                          pewnie temu jest zazdrosna i nie ma ochoty zebym kontaktowała sie z jej mezem)
                          nie rozumiem czem,u mnie tutaj niektorzy nazwyaja "przyjaciółką" naprawde sie
                          przyjazniliscie i mam waszych komentarzy serdecznie dosc bo i tak nie rozumiecie
                          sytuacji wiec sobie darujcie z obrazaniem mnie. To tyle ja juz wiem co robić i i
                          tak zrobie po swojemu a nie sugerujac sie wpisami co mnie tylko oczerniaja. To
                          na tyle dziekuje za bardzo "miłe rady"i narazie
                          • jane-bond007 Re: to żadna przyjaźń. 30.05.09, 21:09
                            [i]Ty Jane kieduy pisałam juz ze probowalam sie
                            >zaprzyjaznic i zebysmy sie wszyscy spotkali.


                            a kiedy to bylo? bo z tego co napisalas w pierwszym wpisie to
                            dzwonilas do niego i jego zapraszalas - zreszta wczesniej to
                            cytowalam
                            wiem ze probowalas sie zaprzyjaznic ale moze to juz bylo po ptokach?
                            trudno jest zdobyc zaufanie a juz szczegolnie zaufanie dziewczyny
                            ktora zabiega (tak tak zabiegasz) o czas mojego meza

                            dlaczego znowu robisz z siebie te cierpiaca i poszkodowana? zrozum
                            ze to jest proste - nie kontaktuj sie bo oni nie chca kontaktu z
                            Toba, a z tym gg to niby on Cie nagabuje tak? sam do Ciebie pisze a
                            zona robi mu dym? trudno w to uwerzyc ale facet tez skoplikowany
                            wiec nie wiadomo...

                            własnie Ty pani Jane nie wiesz jak jest tylko gdybasz wkołko ze
                            nie ma ochoty, ze cos tam coś tam...


                            oczywiscie ze gdybam bo juz kilka tego typu histori widzialam, jedna
                            samam przeszlam i o jeszcze kilkunastu slyszalam i jakos nie moge
                            sobie przypomniac zeby to zona byla bez powodu be a kolezanka meza
                            cacy
                            • jane-bond007 Re: to żadna przyjaźń. 30.05.09, 21:15
                              ze cos tam coś tam...

                              polecialas teraz posłanka Kruk normalnie :P
                  • kokosowa_ja Re: to żadna przyjaźń. 30.05.09, 19:56
                    Bardzo dziekuje:) chociaz Ty mnie zrozumiałas, no kurcze przykre to i to bardzo
                    bo sie pznamy juz mnostwo czasu i nagle koniec. A jeszcze kilka tygodni temu
                    mogłam z nim normalnie pogadac. To ze cos chcial ode mnie ale to było dwa lata
                    wstecz dawno i nieprawda, a intuicja? jakby choc troche miala intuicji to by sie
                    poznac mi dala, a nie tak ograniczała nasza znajomosc, a jej przyjacioleczka
                    moze sie z nimi przyjaznic, moze ich odwiedzac a ja to nie, dyskryminacja i
                    tyle, roi sobie niestworzone rzeczy, od zawsze. Myslałam ze to sie skonczy jak
                    slub wezma widac nie skonczyło sie. I tak niewinne przyjaznie istnieja dziwi
                    mnie niektórych tutaj podejście i wspolczuje Waszym meza, musi byc strasznie
                    takie malzenstwo zeby dusic sie we wlasnym sosie ciagle i zabraniac kontaktów ze
                    znajomymi.
                    • wanilinowa Re: to żadna przyjaźń. 30.05.09, 19:59
                      > wspolczuje Waszym meza,

                      z dziecią?
                      • wanilinowa Re: to żadna przyjaźń. 30.05.09, 20:01
                        wanilinowa napisała:

                        > > wspolczuje Waszym meza,
                        >
                        > z dziecią?
                        >

                        * a dziecią?
                        • jane-bond007 Re: to żadna przyjaźń. 30.05.09, 20:14
                          mysle ze wspolczuje nam: wszystką :P
                    • kol.3 Re: to żadna przyjaźń. 30.05.09, 20:04
                      A bez tego faceta nie możesz żyć? Innych przyjaciół nie masz?
                      Nie dziwiłabym się.
                    • sotoska Re: to żadna przyjaźń. 30.05.09, 20:05
                      dziewczę drogie. nikt temu panu zapewne nie zabrania kontaktów ze znajomymi.
                      jego żona zabrania mu tylko kontaktów z tobą. zapewne ma poważne ku temu powody
                      i gdybyś nie myślała tylko o sobie to nie przeszkadzałabyś "przyjacielowi" w
                      ustabilizowaniu małżeńskiego stadła na które sam się zdecydował przysięgając tej
                      właśnie kobiecie. poza tym -oni właśnie powinni świętować swój miesiąc
                      miodowy , do tego ich dziecko jest w drodze - więc łaskawie odczep się od nich,
                      na pewno znajdziesz równie wspaniałego przyjaciela, który na każde zawołanie
                      będzie do twojej dyspozycji i zostawi swoją dziewczynę/żonę/rodzinę jak tylko ty
                      będziesz w potrzebie, a nawet wybierze cię chrzestną dla dziecka.
    • tygrysio_misio Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 20:39
      ona ma racje.. powinnas ich zostawic.. przyjazn przyjaznia, ale dzwonienie do
      przyjaciela i wyciaganie go od jego kobiety jest nie fair

      jakbys sie czula gdyby jakas laska odciagala od Ciebie faceta?

      nie rozumiesz,ze teraz sa oni... i musisz jej ustapic... znajdz sobie swojego
      faceta, ktorego bedziesz potrzebowac...
    • stinefraexeter Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 20:47
      Hmm, wprawiam w ruch swoją wyobraźnię....

      Jestem z facetem, spodziewamy się dziecka, pobieramy się, a on wciąż nawija o
      dziewczynie, w której się kiedyś podkochiwał. Oni nadal się spotykają, ona
      dzwoni do niego z każdą duperelą, on ją wspiera i jej radzi. POnoć ona
      twierdziła, że nie musi się ze mną wiązać, chociaż zmajstrował mi dziecko...
      Jezu, niech ta kobieta przestanie się wcinać w nasze życie i bajerować mojego męża!!

      Masz rację, samolubna i zawistna ze mnie sucz... Ja bym ciebie z radością wzięła
      na przyjaciółkę domu i ciocię dla mojego dziecka. Przecież ciebie nie da się nie
      lubić!
      :/
    • kokosowa_ja Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 21:08
      własnie Ty pani Jane nie wiesz jak jest tylko gdybasz wkołko ze nie ma ochoty,
      ze cos tam coś tam...własnie jest zupelnie inaczej i utrzymuje ze mna kontakt to
      ja siedze ukryta na gadu zeby sie nie kontaktowac i nie rozbić problemów i nie
      denerwowac zony i koncze tą dyskusje wogole załuje, ze sie kogokolwiek tu
      doradziłam, bo ludzie tu tylko skacza sobie do gardła, a nawet z uwaga nie
      czytaja moich postow m.in. Ty Jane kieduy pisałam juz ze probowalam sie
      zaprzyjaznic i zebysmy sie wszyscy spotkali. Najrozsadniej doradziła mi moja
      przyjaciólka(co do postu ze nie mam innych przyjaciół i ze sie nie ma co
      widzic-choc ludzie mnie tutaj nie znaja)i doradziła mi moja mama i nie chce juz
      czytac waszych głupot boi i tak całej sytuacji nie znacie(facet mnie dwa lata
      nie obsypywał rozami tylko dwa lata temu raz wyznał miłość, a ona o tym wie i
      pewnie temu jest zazdrosna i nie ma ochoty zebym kontaktowała sie z jej mezem)
      nie rozumiem czem,u mnie tutaj niektorzy nazwyaja "przyjaciółką" naprawde sie
      przyjazniliscie i mam waszych komentarzy serdecznie dosc bo i tak nie rozumiecie
      sytuacji wiec sobie darujcie z obrazaniem mnie.To tyle ja juz wiem co robić i i
      tak zrobie po swojemu a nie sugerujac sie wpisami co mnie tylko oczerniaja. To
      na tyle dziekuje za bardzo "miłe rady"i narazie
      • tygrysio_misio Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 21:11
        wiesz... ja Ci powiem tylko, ze gdybys miala swojego faceta to nie byloby
        problemu.. nie czepialabys sie na sile byc przyjaciolka rodziny, bo mialabys
        wlasny swiat

        znajdz sobie faceta do ktorego bedziesz mogla wydzwaniac w razie problemow i
        smutkow... i spojrzysz na ta swoja "przyjazn" zupelnie inaczej
        • tygrysio_misio Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 21:16
          no i jak sama sie zakochasz i bedziesz chcial byc ciagle z jakims innym facetem
          to przekonasz sie jak bardzo chetnie wtedy sie zostawia go na sikinie
          "przyjaciol" w problemach... i jak szczesliwym sie jest kiedy on wybiera
          przyjaciolki

          taka przyjazn o ktorej Ty myslisz jest dobra dla singli... kiedy przyjaciel ma
          partnera/partnerke i kiedy samemu jest sie z kims, kontakty naturalnie same
          staja sie zadsze... a dzwoni sie do takiego tylko w razie naprawde waznych
          spraw... nie dlatego, ze trzeba sie usunac.. ale dlatego ze samemu ma sie kogos
          blizszego z kim woli sie gadac
      • agawa48 Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 21:20
        kokosowa_ja napisała:

        > własnie Ty pani Jane nie wiesz jak jest tylko gdybasz wkołko ze nie ma ochoty,
        > ze cos tam coś tam...własnie jest zupelnie inaczej i utrzymuje ze mna kontakt t
        > o
        > ja siedze ukryta na gadu zeby sie nie kontaktowac i nie rozbić problemów i nie
        > denerwowac zony i koncze tą dyskusje wogole załuje, ze sie kogokolwiek tu
        > doradziłam, bo ludzie tu tylko skacza sobie do gardła, a nawet z uwaga nie
        > czytaja moich postow m.in. Ty Jane kieduy pisałam juz ze probowalam sie
        > zaprzyjaznic i zebysmy sie wszyscy spotkali.

        Co to za bełkot?
        • kokosowa_ja Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 21:32
          to było skierowane do Jane-Bond007 ja juz skonczyłam ten temat dzięki za
          komentarze ale juz mi ich wystarczy, pozdrawiam
          • stinefraexeter Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 21:38
            Popłakało się dziewczę i poszło zadzwonić do swojego najlepszego przyjaciela..
          • jane-bond007 Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 21:38
            odp Ci wczesniej - nie wklejaj po kilka razy bo nie dosc ze nie
            piszesz przejzyscie to jeszcze sie powielasz po kilka razy

            mam nadzieje ze troche Ci zostalo w glowie z tego co tutaj
            napisalysmy, pozdro
            • agawa48 Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 21:46
              jane-bond007 napisała:

              >
              >
              > mam nadzieje ze troche Ci zostalo w glowie z tego co tutaj
              > napisalysmy, pozdro

              Wątpię :)
              • jane-bond007 Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 21:51
                no foch poszedl o sciane ale moze bedzie lepiej jak sie przespi <?>
                z tym "problemem" oczywiscie :)
                • tygrysio_misio Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 22:04
                  a ja wam mowie,ze jak znajdzie sobie faceta to szybko zapomni o przyjaciolach i
                  bedzie po sprawie;]
          • vincentyna Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 22:25
            Straszne to.
            Zrozum, ze kiedy wchodzi sie w zwiazek malzenski trzeba przeszeregowac pewne
            priorytety. Ty powinnas byla w odpowiednim momencie oddac miejsce nr 1 nalezne
            jego zonie. A tego nie zrobilas. Stad jej niechec do Ciebie (wcale jej sie nie
            dziwie). Facet tez niezla klucha, ze Cie z piedestalu nie zrzucil, tylko zonie
            te niewdzieczna robote zostawil.
            Wez mu napisz, ze zyczysz im wszystkiego najlepszego, jak beda Cie potrzebowac,
            to wiedza gdzie Cie szukac (z podkresleniem na l.mn.) Moze jak dasz im nieco
            przestrzeni, to ona zrozumie, ze nie ma sie o co bac i sama do Ciebie zadzwoni i
            zaprosi.
            A Ty wez sobie znajdz faceta i przestan wisiec psychicznie na cudzym mezu.

            P.S.
            ja osobiscie to bym taka "przyjacioleczke" szmata kuchenna potraktowala ;)
            • kokosowa_ja Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 22:36
              a ja bym Ciebie chetnie szmata kuchenna potraktowała:];)
              • vincentyna Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 23:21
                Prawda w oczy kole ;)
                • kokosowa_ja Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 30.05.09, 23:31
                  a co ma piernik do wiatraka?bo za bardzo nie zrozumiałam...:| jaka prawda w oczy
                  kole? ze co? ze bys mnie kuchenna szmata potraktowała?? i vice versa, bo własnie
                  te najgorsze osoby zawsze najbardziej szczekają i oceniaja innych nie patrzac na
                  siebie, zreszta nie bede dyskutowac z kimś tak bezczelnym.
                  • bakejfii Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 31.05.09, 00:04
                    Oj baby jak Was czytam to smiac mi sie chce.zZazdrosne o chlopa ze hej.Zamknac
                    go najlepiej w klatcena klodke iwypuszczac na noc do lozka.Na spacer ubierac w
                    czador i tylko do ogrodu .Wylaczyc telefon i zNIECH PATlikwidowac komputer
                    .Niech tylko ma jedna wymarzona rozrywke zonke.
                    • smutas13 Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 31.05.09, 07:04
                      bakejfii napisała:

                      > Oj baby jak Was czytam to smiac mi sie chce.zZazdrosne o chlopa ze
                      hej.Zamknac
                      > go najlepiej w klatcena klodke iwypuszczac na noc do lozka.Na
                      spacer ubierac w
                      > czador i tylko do ogrodu .Wylaczyc telefon i zNIECH PATlikwidowac
                      komputer
                      > .Niech tylko ma jedna wymarzona rozrywke zonke.

                      Coś, niewyraźnie piszesz. Przeczytałeś chociaż post autorki?
                      Wątpię.
                      • kamyk-zielony Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 31.05.09, 08:32
                        Przyjaźń powinna być bezinteresowna. Kiedyś między wami działo się więcej niż
                        między zwykłymi przyjaciółmi. Odpuść. Między Twoim przyjacielem a jego żoną
                        trudny okres, muszą się dotrzeć, POZNAĆ, bo chyba mieli mało czasu, zaraz pojawi
                        się dziecko, to nawet dla super dobrego i dojrzałego związku nie lada wyzwanie,
                        wkrótce prawdopodobnie pojawi się pierwszy kryzys w ich małżeństwie... tak więc
                        jeśli zależy Ci na nim i jego szczęściu pozwól im żyć bez Ciebie w tle. Tak
                        będzie lepiej dla was wszystkich. Być może za jakiś czas wszystko znormalnieje,
                        na razie wykaż się dojrzałością większą niż nowożeńcy i usuń się w cień:) Życzę
                        powodzenia.
    • chicarica Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 31.05.09, 11:20
      Tak to jest, kiedy dzieci biorą śluby i mają dzieci. Masz niepowtarzalną szansę
      jako jedyna z całej tej trójki wykazać się dorosłością - nie zmarnuj jej.
    • alpepe Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 31.05.09, 11:28
      puknij się w łeb i odwal się wreszcie od nich. ... (autocenzura). W każdym razie
      laska ma rację.
    • kenna Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 31.05.09, 12:43
      Hm, kokosowa.
      W takich konfliktach zawsze najbardziej pomaga próba przyjęcia perspektywy drugiej osoby. Spróbuj wyjść na chwilę ze swojej skorupy, z roli skrzywdzonej przyjaciółki i dowiedzieć się, jak w obiektywnym świetle wygląda Twoje zachowanie. Nie użalaj się nad soba przez chwilę, tylko zastanów się na zimno, może to pomoże Ci podjąć jakąś decyzję.

      Otóż.
      Wyobraź sobie, że jesteś w ciąży. Zakochałaś się w ojcu swojego dziecka, on stanął na wysokości zadania, wziął na siebie odpowiedzialność i pobraliście się.
      Planujesz wspólną przyszłość, zestarzenie się razem (co jest dośc oczywiste po ślubie). Najważniejsze dla Ciebie jest zapewnienie sobie i dziecku bezpiecznego i kochającego środowiska. Jesteś w ciąży, masz humory, czasem płaczesz bez powodu. Potrzebujesz, żeby ktoś Cię przytulił, chcesz czuć się bezpieczna i kochana. Sielana, nie?

      A g*wno, nie sielana.

      Chciałabyś czuć się bezpieczna i kochana, ale się tak nie czujesz. Dlaczego?

      Otóż, na świecie żyje sobie, niestety, taka laska. Morelowa-potencjalna-kochanka-Twojego-męża. W skrócie - morelowa.

      Chciałabyś czuć się bezpieczna, wiedzieć, że mąż nie zostawi Cię z dzieckiem, nie zacznie Cię zdradzać np w okresie połogu, kiedy seksu rzecz jasna nie będzie. Nie czujesz się bezpieczna, bo morelowa jest zagrożeniem.
      Dzwoni do mężczyzny, który powinien być teraz przede wszystkim skupiony na Tobie i Tobie pomagać, a nie jej. Chociażby z tego względu, że masz większy problem niż ona - jesteś w ciąży, może boisz się porodu, czujesz się niepewnie we własnym związku. To jest dopiero problem. Ale przez morelową (którą w myślach zaczynasz nazywać znienawidzoną szmatą) on nie skupia się na Tobie, olewa Twoje problemy, za to jeździ do niej pocieszać ją z każdej dupereli.

      Związek emocjonalny który tworzy z nią boli Cię, płaczesz, kiedy do niej jedzie bo czujesz, że nie jesteś dla niego najważniejsza, a powinnaś być.
      A morelowa tymczasem próbuje umocnić swoją pozycję, nawet w waszej rodzinie - żebyście przypadkiem nie mieli nigdy intymności, chciałaby wejść nawet do waszej rodziny, by być z Twoim mężem nie tylko podczas ich intymnych spotkań ale także wtedy, gdy powinien być skupiony na rodzinie - może nawet zostanie matką chrzestną, by cieszyć się towarzystwem swego przyjaciela nawet na jego uroczystościach rodzinnych.

      A Ty - kokosowa, taka inna od wszystkich kobiet, lepsza. (No, Ty, i jeszcze może 2szarozielone, też jest inna, lepsza).
      Ty nie będziesz robiła jej scen zazdrości, Ty jesteś ponad to. NIGDY byś się nie zniżyła do tego, by spróbować pozbyć się takiej narośli ze swojego małżeństwa, tego wrzoda na dupie, jak ktoś w tym wątku już to pięknie, poetycko zechciał ująć.

      Wasza przyszłość byłaby świetlana - Ty siedziałabyś w domu z dziećmi i prasowała mu koszule, aby piękny i wykrochmalony mógł pojawić się na spotkaniu z morelową. Rozwiązywałabyś sama swoje problemy (no bo czymże jest taka np gorączka u niemowlaka przy ezgzystencjalnych problemach morelowej - wiadomo, że kobieta ma prawo zostać pocieszoną z jesiennej chandry przez dobrego ducha w postaci Twojego męża).
      Morelowa wpadałaby na wasze rodzinne grille, nienagannie ubrana - ale to może nawet lepiej, odciągałaby wzrok Twojego męża od Ciebie, bo faktycznie może nienajlepiej byś wyglądała po ciąży, zwłaszcza np w ciuchach, na które przed chwilą się waszemu maleństwu ulało.
      Twoje dzieci uwielbiały by tę pachnącą panią, przyjaciółkę rodziny, która zawsze jest miła, ma dobry humor jak do przychodzi, da jajko niespodziankę, pogłaszcze po głowie - nie to, co mama, która krzyczy, denerwuje się i zabrania przebiegać na czerwonym. No, i poza tym morelowa tak ładnie świergocze z tatą, jak jadą tylko z nimi na wycieczkę, bo jak tata jedzie z mamą to czasem się kłócą.

      Ogólnie, to wszyscy kochają morelową - Twoje dzieci, Twój mąż i Ty sama, bo dostarcza rodzinie tyle radości.

      I takiego małżeństwa Ci życzę, może poniewczasie zrozumiesz, o co chodziło tej kretynce, którą w tym wątku wyszydzasz.

      Cheers.
      • kokosowa_ja Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 31.05.09, 13:21
        Dziekuje za zyczenia:). Przede wszystkim ja znam swoja wartość nigdy nie czułam
        sie i nie bede sie czuła zagrozona przez inna kobietę, moj przyszły maz moze
        miec tyle przyjaciólek ile zechce, zdradzi mnie- jego strata, krzyzyk na droge i
        powodzenia, rodzice nauczyli mnie niezaleznosci to przede wszystkim, zawsze
        powtarzali ze mam liczyc sama na siebie i napewno nie bede czuła sie zalezana od
        meza i trzymała go na smyczy, bo jesli bedzie chciał odejsc to i tak to zrobi.
        Nie raz przejechałam sie na chłopaku i jak powiedziałam 'baj', tak samo bedzie w
        przyszłości. Zrozumiem meza jesli bedzie mial swoich znajomych, swoje
        przyjaciolki i bedzie chciał od czasu do czasu z nimi powspominac, powygłupiac
        sie, co do zdrady- napisałam powyzej. To jesli chodzi o mnie, rozumiem tez ze no
        naprawde kobiety maja paranoje i jak najbardziej ja sie odsune, zreszta juz to
        zrobiłam od nich, chociaz przyjaciel chce utrzymywac kontakt i miejmy nadzieje
        jego zona za kilka lat zrozumie, ze niepotrzebnie cyrkowała i bede mogła czasem
        iść pogadac przy piwie i powspominac dawne czasy.
        • sir.vimes Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 31.05.09, 13:47
          Przede wszystkim ja znam swoja wartość nigdy nie czułam
          > sie i nie bede sie czuła zagrozona przez inna kobietę, moj przyszły maz moze
          > miec tyle przyjaciólek ile zechce, zdradzi mnie- jego strata

          Zdrada to krótka piłka ale uśmiechanie się do lustra z rozwrzeszczanym
          niemowlakiem przy szyi i brakiem szansy na odespanie bo mąż poszedł wieszać
          półki (czytać wiersze, redagować magisterkę, pocieszać po wypowiedzeniu z pracy)
          przyjaciółce to już zupełnie inna historia.

          I tak jak zdradzający mąż winny jest sam, to panienka wzywająca przyjaciela do
          wieszania półek tudzież chętna na trzeciego do pchania wózka z ICH dzieckiem -
          sporą część winy za schrzaniony związek tudzież zrozumiały dyskomfort żony musi
          wziąć na siebie. Bo łatwo jest używać "przyjaźni" jako oręża czy karty
          przetargowej.

          "Jesteś moim przyjacielem - więc MUSISZ przyjść i mnie dziś pocieszać (wieszać
          półki, wysyłać CV) co z tego, ze żona kolację zaplanowała, nic jej nie będzie,
          jutro zabierzeMY ją do knajpy." - szczebiocze Morelowa wymyślona przez
          poprzednią forumkę ;P Fajnie, nie?
          • kokosowa_ja Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 31.05.09, 14:14
            ale czy ja mówie, ze trzecia chce pchac wozek itd?? chciałam zreszta przyjaciel
            tez na wakacje zebysmy wspolnie jechali ja ona plus ja i jakis facet, boze tak
            ciezko zrozumiec ze nie chce go wzywac o0 kazda duperele, ale nie chce konczyc
            przyjazni? chce moc jak dawniej z nim sie spotkac, kiedy bedzie mogł, pogadac, a
            ona ma jakies paranoje na gadu zaczeła pisac i mnie obrazac, zreszta juz nie
            pierwszy raz, on mi wiele razy mowił ze jest o mnie zazdrosna i milion razy
            powtarzałam, ze mnie z nim nic nie łaczy on jej tez, przekonac sie najwyrazniej
            nie chce, oczywiście ze sie odune ale mam nadzieje, ze kiedys odzyskam
            przyjaciela, bo w tych czasach mozna miec wielu znajomych ale o przyjaciela nie
            tak latwo. I uwiez mi jestem bardzo samodzielna dziewczyną, pewnie ze bym
            takiego kopneła w dup* co mi nic nie pomaga przy dziecku i leci na kazde
            zawołanie do przyjaciółki, ale jesli chcieliby sie spotkać, pogadac od czasu do
            czasu nie miałabym nic przeciwko, sama bym na kawe zaprosiła i pogadała. Ja
            ogolnie i z mojego doświadczenia aktualnego i z tego watku stwierdzam, ze
            wiekszosc kobiet to histeryczki, roją sobie paranoje i mezow chca na smyczach
            trzymac, nie wiem czy wam to na dobre wyjdzie ale oby, widocznie ja mam inny
            obraz malzenstwa w glowie dla mnie to przede wszystkim zaufanie. Ja juz za watek
            dziekuje, wiem co mam robic i sobie wszystko przemyslałam=)
            • drie chce moc jak dawniej .. 31.05.09, 14:54
              "nie chce konczyc
              przyjazni? chce moc jak dawniej z nim sie spotkac, kiedy bedzie
              mogł, pogadac"

              Tak na marginesie tego co juz zostalo napisane ponizej i powyzej.
              Twoj przjaciel zmienil etap zyciowy z wolnego na bardzo powazny. Ty
              wciaz studiujesz (w domysle). On ma sporo nowych obowiazkow i
              sytuacji do nauczenia. Zona, dziecko w drodze. Nigdy juz nic nie
              bedzie jak dawniej. Ani dla niego, ani dla Ciebie.


            • dymna Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 12.08.09, 22:31
              Ja bym kokosowa wolała, żebyś stosowała interpunkcję, zdania zawsze kończyła
              kropką, a zaczynała wielka literą, a już szczyt szczęścia jakby się do tego
              pojawiły polskie litery. Bo okropnie ciężko się czyta Twoje posty.

              Kokosowa z twojego doświadczenia większość kobiet to histeryczki?
              Przepraszamy Cię, ale Ty nie masz doświadczenia.

              Posłuchaj tych histeryczek, bo to kobity ze stażem i naprawdę wiedzą co mówią.
              Ty jeszcze nie wiesz co to jest mieć męża, co to jest mieć dziecko. I nie
              wyobrazisz sobie tego.

              To dlatego wszystko Ci się teraz takie proste wydaje.

              W sumie to zapamiętaj te cudowne chwile, kiedy tak się mało o życiu wie.

              ciao.
              • dymna Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 12.08.09, 22:35

                Odpowiadam na samą siebie, o bogowie :)

                Ale chciałam rzec, że się zagalopowałam i dopisałam coś do wątku, który jest już
                stary.

                No poniosło mnie :D
        • kenna Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 31.05.09, 14:11
          kokosowa_ja napisała:

          > Dziekuje za zyczenia:). Przede wszystkim ja znam swoja wartość nigdy nie czułam
          > sie i nie bede sie czuła zagrozona przez inna kobietę, moj przyszły maz moze
          > miec tyle przyjaciólek ile zechce, zdradzi mnie- jego strata, krzyzyk na droge
          > i
          > powodzenia, rodzice nauczyli mnie niezaleznosci to przede wszystkim, zawsze
          > powtarzali ze mam liczyc sama na siebie i napewno nie bede czuła sie zalezana o
          > d
          > meza i trzymała go na smyczy, bo jesli bedzie chciał odejsc to i tak to zrobi.
          > Nie raz przejechałam sie na chłopaku i jak powiedziałam 'baj', tak samo bedzie
          > w
          > przyszłości. Zrozumiem meza jesli bedzie mial swoich znajomych, swoje
          > przyjaciolki i bedzie chciał od czasu do czasu z nimi powspominac, powygłupiac
          > sie, co do zdrady- napisałam powyzej. To jesli chodzi o mnie, rozumiem tez ze n
          > o
          > naprawde kobiety maja paranoje i jak najbardziej ja sie odsune, zreszta juz to
          > zrobiłam od nich, chociaz przyjaciel chce utrzymywac kontakt i miejmy nadzieje
          > jego zona za kilka lat zrozumie, ze niepotrzebnie cyrkowała i bede mogła czasem
          > iść pogadac przy piwie i powspominac dawne czasy.

          Kokosowa.

          Z całym szacunkiem, ale człowiek na prawdę często ulega złudzeniu, że po zmianie okoliczności życiowych będzie się zachowywał nadal tak samo.
          Powiem Ci tak: przyjdzie ciąża, przyjdą hormony, przyjdzie miłość do faceta wreszcie (mówię tu o biologicznej stronie zagadnienia, zwł o hormonach, na które cała Twoja postępowość i idea otwartego związku średnio będzie miała wpływ - wpływ razej będzie szedł w drugą stronę).

          Mówię Ci, nie jesteś sobie w stanie wyobrazić, co biologia z Ciebie zrobi. Jak staniesz się oksytocynową bombą, to już natura tak Cię poustawia, że Twoja nowoczesność będzie miała pozamiatane.

          Widzisz, jesteś zwierzęciem, tak samo jak kotki przywołane przez jedną z forumek:)
          Natura byłaby naprawdę dziwna, gdyby tak Cię zaprojektowała, że nie dążyłabyś czy to będąc w ciąży, czy w poważnym związku do posiadania faceta na wyłączność, by zapewnić sobie i dziecku dobre warunki. Ot, biologia, tego, moja droga, nie przeskoczysz i ani się obejrzysz, a będziesz jedną z tych wyszydzanych kobiet-paranoiczek, walczących o związek. Life is brutal.

          Hah, i już to widzę, jak pozwalasz, mając - przykładowo - 2 dzieci wychodzić mężowi z przyjaciółką i myślisz sobie wtedy - jak mnie zdradzi to trudno, odejdę, no problem, przecież poradzę sobie z dziećmi sama tak samo dobrze jak gdybym ciągle była z ich ojcem.
          Sorry, ale nieżyciowość aż bije po oczach gdy się czyta Twoje wypowiedzi.

          To, że ciągle myślisz, że Twoja nowoczesność i otwartość, czyniąca Cię w Twoich oczach lepszą od reszty kobiet jest wartością absolutną i przetrwa próbę czasu i biologii pozwala mi wysnuć wniosek, że po prostu nie byłaś nigdy w poważnym, długim związku.
          Może pobądź przez jakiś czas, potem przyjmowanie perspektywy i zrozumienie tego, co próbuje Ci wytłumaczyć całe forum przyjdzie Ci zdecydowanie łatwiej.
          • kokosowa_ja Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 31.05.09, 14:23
            moze jak meza bede miała to to sie zmieni nie wiem, pewnie i sie przekonam i
            zycie zweryfikuje czy rzeczywiscie stane sie taka zaborcza, narazie mam takie
            stanowisko, ze sama nie chciałabym zeby moja jedyna 'rozrywka' był moj maz,
            chciałabym miec tak samo dobry kontakt ze znajomymi jak przed ślubem.
            • wiewiorka29 jak na razie 31.05.09, 14:31
              jak na razie Twoją jedyną "rozrywką" jest Twój przyjaciel, którego "zła zona"
              chce ci zabrać :)
              więc nawet sobie nie wyobrażam, co będziesz z ewentualnym osobistym mężem
              wyprawiać :D:D:D
              • kokosowa_ja Re: jak na razie 31.05.09, 14:40
                Skad wiesz co jest moja rozrywka? zupełnie mnie nie znasz wiec nie oceniaj,
                stwierdziłas tylko po jednym watku, ktory zaczełam, ze moim jedynym zyciem jest
                moj przyjaciel i jego 'zła zona'? to gratuluje jasnowidztwa, jakas wrozka sie
                znalazła=), przykro mi z powodu niego i dlatego załozyłam taki watek, ale
                gwarantuje Ci ze rozrywek w zyciu mi nie brakuje.
                • wiewiorka29 Re: jak na razie 31.05.09, 14:48
                  kituś bajduś
                  • kokosowa_ja Re: jak na razie 31.05.09, 14:54
                    nie znize sie na tyle zeby na forum, udawadniac cokolwiek jakiejs nieznanej mi
                    30latce, ktorej jedyna rozrywka jest zapewne to forum i goraczkowanie sie
                    nowymi, swiezymi watkami=)pozdrawiam:D
                    • agawa48 Re: jak na razie 31.05.09, 15:25
                      A co ma wiek do tego?
                      A faktycznie, Ty jeszcze jesteś młodziutka, niedoświadczona i niedojrzała. Jak
                      już ktoś napisał, przeżyjesz poważny związek, dorośniesz, to zrozumiesz co Ci tu
                      99% osób pisze.
                      • tygrysio_misio Re: jak na razie 31.05.09, 17:10
                        to ja napisalam?

                        w kazdym poscie ewidentnie widac,ze autorka nie miala nigdy w zyciu powaznego
                        zwiazku..ze jest jeszcze mentalnym szczeniakiem... ze ma milion idei na zycie
                        niepotwierdzone zadnym doswiadczeniem... kiedys bedzie jej glupio jak sie dowie
                        jak naprawde wyglada zycie... i jak bardzo nie ma sie czasu na towarzystwo jak
                        ma sie tego jednego jedynego... wtedy nie bedzie miala ochoty spotykac sie non
                        stop ze swoimi przyjaciolmi..a na razie dajcie jej spokoj... kazdy musi
                        przekonac sie na swoich bledach
              • sir.vimes coś w tym jest , Wiewióro :) 01.06.09, 11:18
                > jak na razie Twoją jedyną "rozrywką" jest Twój przyjaciel, którego "zła zona"
                > chce ci zabrać :)

                A z wątku otwierającego wynika że żona powiedziała co sądzą OBOJE o kontaktach z
                autorką wątku.
        • agawa48 Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 31.05.09, 15:15
          Ty nie rozumiesz, czy nie chcesz zrozumieć tego, co Kenna dość obrazowo napisała?
    • sir.vimes przyjaźń przyjaźnią a dziecko dzieckiem 31.05.09, 13:39
      kwestii przyjaźni nie komentuję - bo bez "zeznań" pozostałej dwójki
      zainteresowanych trudno tu cokolwiek powiedzieć ale co do dziecka - z dobrego
      serca - nie myśl o tym. Nie planuj bycia ciocią, nie wyobrażaj sobie, ze
      będziesz miała jakiś "udział" w jego życiu, ze będziesz kupować prezenciki itp.
      Ta kobieta jest w ciąży, sama nie zbudowała jeszcze więzi z dzieckiem, długa
      droga przed nią.

      Popatrz na zwierzęta - czy kocice spacerują z noworodkami koleżanek? Nie, każda
      chowa swoje dzieci jak się da i gotowa jest zagryźć każdego kto podejdzie.
      Ludzie są dziwnie podobni:) I nic w tym złego nie ma.

      Jeżeli pisane jest wam kolegowanie się i wspólne spacerki to tak będzie - ale
      nadmiernym zainteresowaniem tą ciążą a potem dzieckiem przekreślasz na to
      wszelkie szanse.

      Nawet do własnych matek młodzi rodzice potrafią mieć pretensje o dotykanie
      maleństwa bez pozwolenia czy zbyt częste wizyty. Co dopiero do koleżanek , nie
      wspominając o średnio lubianych znajomych. A ta kobieta raczej średnio cię lubi.
      I ma prawo. Czy wszyscy muszą lubić wszystkich?

      Daj im spokój - jeśli będą mieć ochotę na Twoje towarzystwo na 100% dowiesz się
      o tym pierwsza.
    • pajda-chleba Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 12.08.09, 23:10
      potrzebujesz sie wyzalic?zadzwon na niebieska linie.Na miejscu tej dziewczyny
      tez mialabym cie dosc.Z tego co piszesz wynika,ze tylko ty masz jakas chora
      potrzebe wylewania swoich zalow.Nie piszesz o tym,ze twoj "przyjaciel" probuje
      sie z toba kontaktowac tak czesto jak ty z nim.
    • viki82 Re: przykro mi bo straciłam najlepszego przyjacie 13.08.09, 15:04
      pozwolę sobie wtrącić swoje zdanie i przekleić swój wątek - podobna sytuacja
      widziana oczami "zazdrosnej żony" (chociaż po ślubie jeszcze nie jesteśmy, ale
      wszystko do tego zmierza). Zobacz, jak jej w takiej sytuacji fajnie, nic, tylko
      pozazdrościć, prawda?

      forum.gazeta.pl/forum/w,16,98369959,98369959,Ja_On_i_Ona_.html
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka