twojabogini
30.06.09, 12:56
Jak żywicie swoje rodziny?
Specjalnie nie piszę na forum kulinarnym, bowiem chodzi mi o to, jak
to oragnizujecie? Pytanie jest głównie do kobiet i mężczyzn
pracujących na pełnych etatach. Jak sobie z tym radzicie(zakupy,
gotowanie, zmywanie, czas i pory spożywanych posiłków, zaangażowanie
w to wszystko rodziny)?
Mniej interesuje mnie konkretny sposób żywienia. Ale ciekawa jestem
samej filozofii żywienia. Czy ważne jest dla was zdrowe żywienie,
zdrowe produkty? Czy jest ktoś, komu udaje się pogodzić zdrowe
żywienie rodziny (kupowanie dobrej jakości warzyw, owoców i mięsa,
juz nie mówię o ich przygotowaniu)z pracą na etat, odpoczynkiem,
odrabianiem lekcji, zajęciami pozalekcyjnymi, czasem dla partnera i
aktywnością seksualną itp.? Czy dużo czasu poświęcacie na zdobywanie
informacji czego nie kupować? Skąd czerpiecie wiedzę? Czy robicie
zakupy w marketach, czy na bazarach, w piekarniach itp.? Jak z
mięsem - marketowe kurczaki pędzone na hormonach, czy czas
poświęcony na wyszukiwanie i sprowadzanie tych "co dziobały"?
Ja:
W ciąży z początku nie miałam problemów z żywieniem - byłam sama, za
to miałam sporo czasu i jako taką wiedzę o żywieniu osoby dorosłej.
Jadałam głównie proste potrawy, sporo warzyw i owoców, mięso
gotowane lub pieczone, żadnych tam zrazów itp. (nie umiałam).
Pod koniec już nie było tak różowo, nie miałam siły za zakupy i
gotowanie, były upały, ja dostałam zalecenie leżeć, nie dźwigać.
Zaczęły się półprodukty, makarony, kanapki i sporo przytyłam.
Podczas karmienia było okej, zakupy ładowałam na wózek z dzieckiem,
miałam czas skoczyć na bazarek, do piekarni itd. Ale moje dziecko
jak skończyło ssać, otrzymało zupkę ze słoiczka. Wytraszyłam się
pestycydów i zawierzyłam koncernom, które "lepiej się znały".
Potem przejrzałam i znów było okej. Oboje byliśmy szczupli,
jadaliśmy zdrowo (choć z szleństwami typu pizza, obiad czy kolacja
na mieście, słodycze lody itp., bez przegięć).
Jak mój młody poszedł do szkoły a ja na pełny etat do pracy
skończyła się sielanka. On obiady w szkole, ja w pracy. Śniadania
często nie jedliśmy, bo wieczorem głodni zjadaliśmy solidne kolacje.
Takie raczej typu fast - makaron z sosem, zapiekanka z ryżu z
warzywami, ryż z gotową rybą smażoną. Drugie śniadania różnie, albo
przygotowane w domu, albo kupne (oboje coraz częściej kupowalismy
słodycze). Solidne żywienie tylko w weekendy. Nie zawsze. Czasem bar
mleczny, czasem restauracja, albo chińczyk, albo kebab...
Stopniowo, ale systematycznie dorobiliśmy się po parę kilo nadwagi.
Widzę u nas zdecydowanie mniejszą chęć ruchu. Ogólnie uważam, że
funkcjonujemy gorzej, niż w "czasach zdrowego jedzenia". Tylko jak
to zorganizować kiedy 10 godzin jestem poza domem, dodatkowo mam
spotkania po południu, a odrabianie lekcji, porządki, zajęcia
dodatkowe? Czasem też mam ochotę odpocząć, poczytać, spotkać się ze
znajomymi, a w sobotę poleżeć na kacu, a nie jechac na wieś za
zdrowym kurczakiem?
A może da się zdrowo żywić zakupami z marketu i półproduktami?
W temacie zdrowego żywienia polecam "Dzikie białko" Chmielewskiej.