Jak (nie) łapać męża...

05.08.09, 13:15
Model:
Kobieta dochodzi do wniosku, że chce ślubu, oczywiście ze swoim ukochanym, z
którym są już jakiś czas, albo i nawet mieszkają.
Metoda I:
Kobieta się niepokoi, zaczyna wypytywać/naciskać/dawać sugestie/prowadzić
rozmowy o przyszłości związku. Początkowo jest to na zasadzie: jesteśmy
dorośli, dlaczego nie możemy pogadać o wszystkim, jednakże (w zależności od
temperamentu kobiety)reakcja mężczyzny skłania zazwyczaj do bardziej
emocjonalnych wynurzeń - krzyki, histeria, wypominanie. Czasem szantaż: albo -
albo.
Dlaczego to jest złe:
forum.gazeta.pl/forum/w,150,97985825,98164084,Re_szantaz_emocjonalny_malzenstwo_albo_koniec.html
Jeszcze gorzej jest, gdy mężczyzna ulegnie presji. To będzie trudny związek
dla kobiety, taki w którym to ona będzie się zawsze starać, dogadzać,
zastanawiać...
Źle, źle...
Metoda II:
Na mamusię. Kobieta wykazuje się, że będzie świetną żoną, pierze, sprząta,
gotuje, robi kanapki do pracy, w pudełeczkach donosi. Jest tolerancyjna. Udaje
orgazmy. Jest miła. Stara się.
Dlaczego to jest złe:
Pół biedy jak okaże się że mężczyzna zwieje od czegoś, co przypomina mu żywą
maszynę kucharską połączoną z odkurzaczem itd. uznając, że jednak woli związać
się z miłą, interesującą i niezależną kobietą. Gorzej, że sporo z nich daje
się na to skusić. To ta najpaskudniejsza część mężczyzn - męskie
szowinistyczne świnie. Mało tego, żenią się często z motywacją: może nie ma
najpiękniejszego ciała, ale dobre serce i obiad będzie codziennie na stole.
    • obrotowy a nie mowilem? 05.08.09, 13:27
      ze co nie zrobisz - i tak obudzisz sie z jedna reka w nocniku.

      ___________________________________________________________
      sprawy ktore zaczynaja sie dobrze - koncza sie zazwyczaj zle
      sprawy, ktore zaczynaja sie zle - koncza sie zazwyczaj jeszcze gorzej

      • leptosom Re: a nie mowilem? 05.08.09, 14:20
        obrotowy napisał:

        > ze co nie zrobisz - i tak obudzisz sie z jedna reka w nocniku.
        >
        a moze z głową?
        • obrotowy Re: a nie mowilem? 06.08.09, 19:24
          leptosom napisał:

          > a moze z głową?

          wykluczone.
          to za drogo wychodzi.
    • hermina25 Re: Jak (nie) łapać męża... 05.08.09, 13:34
      Widzisz w takim społeczeństwie głupim żyjemy,rządzą nami stereotypy i konwenanse...

      Wszystko to w efekcie powoduje,że pary nie pobierają się za obopólną
      zgodą,zwykle to kobieta nakłania partnera do małżeństwa z uwagi na wyżej
      wymienione właśnie stereotypy wg których
      -szanująca się dziewczyna nie powinna mieszkać z facetem bez ślubu,bo co powie
      rodzina,znajomi...zapewne chłopak nie chce się z nią ożenić i prędzej czy
      później skończy jako stara panna,a nie daj boże,jak się jeszcze jakieś nieślubne
      dziecko przytrafi...

      Takie nastawienie bierze się z wychowania,nietolerancji społeczeństwa i ogólnej
      zaściankowości...

      A potem powiększa się statystka rozwodów,nieszczęśliwych małżeństw i patologii ...

      Niestety ja nigdy nie zrozumiem takiego podejścia...
      Bo chcę być starą panna i mieć nieślubne dziecko :)( co nie znaczy,że chce być
      samotna )

      Widzisz pół biedy ,jeśli rady w Twoim wątku faktycznie by do małżeństwa nie
      prowadziły,ale w większości wypadków wszystko to kończy się przed ołtarzem...
      • gocha033 Re: Jak (nie) łapać męża... 05.08.09, 14:07
        hermina25 napisała:

        > Widzisz w takim społeczeństwie głupim żyjemy,rządzą nami stereotypy i konwenanse...

        prawie wszystkie spoleczenstwa sa takie :)
        moze z wyjatkiem skandynawskich

        gdzie liberalizm tez jest jednak konwencja :)))
      • twojabogini Re: Jak (nie) łapać męża... 05.08.09, 14:42
        hermina25 napisała:

        >zwykle to kobieta nakłania partnera do małżeństwa z uwagi na wyżej
        > wymienione właśnie stereotypy wg których szanująca się dziewczyna >nie powinna
        mieszkać z facetem bez ślubu,

        Jeśli kobieta traktuje zamieszkanie z mężczyzną jako kolejny etap w związku,
        taki prowadzący do zawarcia ślubu, to raczej się zdziwi. Może mieszkać, może nie
        mieszkać. Kwestia jak będzie ona siebie traktować w tym czasie.
        Ogólnie nie uważam jednak, że wspólne zamieszkanie pozwoli zweryfikować
        "dopasowanie pary". Nawet jeśli okaże się, że są idealnie dopasowani, to każdy z
        partnerów z czasem będzie się zmieniał, zarówno fizycznie jak i psychicznie.
        relację zmieni także ślub, pojawienie się dzieci, problemy i wyzwania. co wtedy?
        "Wiesz nie pasujesz już mi tak jak wtedy, gdy mieszkaliśmy przed ślubem?"

        > Widzisz pół biedy ,jeśli rady w Twoim wątku faktycznie by do >małżeństwa nie
        prowadziły,ale w większości wypadków wszystko to >kończy się przed ołtarzem...

        Ja odradzam takie "łapanie męża", w ogóle odradzam łapanie męża :) Właśnie
        dlatego, że to czasami działa. Po co kobiecie małżeństwo z kimś, kto został
        "nakłoniony" do ślubu? Nie lepiej wyjść za takiego, który widzi w swojej żonie
        ósmy cud świata?

    • ritsuko Re: Jak (nie) łapać męża... 05.08.09, 14:13
      He he ja to tak trochę (trochę bardzo?) na mamusię chyba zrobiłam...
      Ogólnie mieszkać mieszkamy, ale oświadczył się chyba z własnej
      woli :P
      Dogadzam, a jak- gotuję, robię kanapeczki, jakbym się zawzięła i
      wstała wcześniej to pewnie robiłabym mu ośmiorniczki z parówek
      (sojowych :P) jak w Japonii. Koszule przyprasuję. Pralkę obsłużyć
      też umiem, zrobię masażyk. Ale ostatnio to jak mi się przysnęło to
      obudziłam się i zobaczyłam lśniącą kuchnię. Zresztą to on ma większą
      manię na punkcie czystości i musi mnie zaganiać...
      I absolutnie nic nie udaję! Ja poluję na niego non stop :).

      I co ja zrobię, że do tego uwielbiam siąść z piwkiem wieczorem i mam
      chrapkę na doktorat? Że znam się na muzyce, uwielbiam kino ambitne i
      powyburzałabym wszystkie sinemasity i inne multikina na rzecz takich
      ciepłych ciemnych studiów jak mój kochany Muranów do którego ciągam
      go z Ursynowa? :) Że pasjami mu opowiadam o wiktymologii, zeznaniach
      świadków i jak rozpoznać utonięcie od utopienia? :)
      Ale jedno wiem- z uśmiechem będę do niego chodzić żeby mi słoiki,
      puszki otwierał i wina odkorkowywał- bo już tę walkę o dominację
      mamy za sobą. Młotek umiem obsłużyć, ale jeśli ten gwóźdz mu podnosi
      morale to z Bogiem.

      Bo miłość taka już jest. Zmienia każdego w pewnym stopniu, zostawia
      coś po sobie (światełka z "Samotnych"? Mam nadzieję, ze jestem jak
      choinka :)). I pozory mogą mylić. Ta Pani, która wam się jawi jako
      chodzący zbiór pieluch, obiadków i środków czyszczących może was
      zagiąć na logice deontycznej ( w tym miejscu pragnę pozdrowić moją
      kochaną siostrę, dalej nie jestem w stanie powiedzieć z czego
      robiłaś ten doktorat :)))

      I na zakończenie mojego szalenie bzdurnie-chaotycznego wątku
      chciałabym zacytować mego kolegę:
      "Bo właściwie to ja bym chciał taką kobietę, która by mi czasem
      koszulę wyprasowała i zrobiła jedzonko..."
      • twojabogini Re: Jak (nie) łapać męża... 05.08.09, 14:49
        ritsuko napisała:

        > He he ja to tak trochę (trochę bardzo?) na mamusię chyba zrobiłam...

        > I co ja zrobię, że do tego uwielbiam siąść z piwkiem wieczorem i >mam chrapkę
        na doktorat? Że znam się na muzyce, uwielbiam kino >ambitne. Że pasjami mu
        opowiadam o wiktymologii...

        Czyli jednak nie "na mamusię". Doprecyzuję. Mamusia robi głównie te rzeczy, o
        których napisałam. Poświęca się. Z czasem zaczyna gderać: ja się tak poświęcam,
        a on nie docenia...Mamusia nie ma czasu na duperele, bo musi jeszcze wstawić
        pranie, i musi wcześnie do domu wrócić, żeby zrobić śniadanie.
        Nie mam zamiaru obrażać kobiet wychowujących dzieci po domach. Nie piszę "mamy",
        tylko "mamusie".
        • ritsuko Re: Jak (nie) łapać męża... 05.08.09, 15:03
          Czyli złoty środek :). Ech tak osobiście to myślę, że mądrej,
          interesującej kobiecie nie zaszkodzi trochę domorobienie, tak jak i
          głupiutkiej nie pomoże jej pseudoniezależność i pozycja :)
          • twojabogini Re: Jak (nie) łapać męża... 05.08.09, 15:16
            ritsuko napisała:

            > Ech tak osobiście to myślę, że mądrej,
            > interesującej kobiecie nie zaszkodzi trochę domorobienie, tak jak i
            > głupiutkiej nie pomoże jej pseudoniezależność i pozycja :)

            Ale przecież świat nie działa tak, że inteligentne kobiety nie robią nic w domu,
            albo z niechęcią, a te mniej inteligentne to garkotłuki... W ogóle nie ma sensu
            niczego udawać. Niezależna może być każda kobieta, bez względu na iloraz i
            zasobność portfela. Wystarczy, że będzie wymagać szacunku do siebie i nie będzie
            na każde wezwanie swojego "pana".
            • ritsuko Re: Jak (nie) łapać męża... 05.08.09, 15:54
              Niestety nic w życiu nie jest proste. Bo co ma zrobić taka
              dziewczyna, która miała tylko taki wzorzec w domu? I pakuje się w
              podobny związek, powiela schemat.
              Można wtedy tłumaczyć do bólu, ale jeśli z domu ktoś wyniósł
              przekonanie, że kobieta jest czymś w stylu podczłowieka, że wartość
              zyskuje przy mężczyźnie, a szacunek interpretuje na swój sposób...
              Nawet to nie muszą być skrajności, naprawdę.
              Czytam, tu na forum historie, gdzie np. wychodzi, że mąż jest w
              stanie powiedzieć do matki spier... i wurzycić za drzwi- dla mnie
              ktos taki nie jest w ogóle kandydatem na partnera, bo skoro był w
              stanie tak potraktować matkę, to mnie też zapewne tak potraktuje bez
              mrugnięcia. Albo wzdychanie do faceta, który nie szanował i podniósł
              rękę na inną kobietę, bo stosuje się typowe usprawiedliwienie, że
              ona się dała.
              Wiem, że solidnie zboczyłam z tematu, ale powoli odnoszę wrażenie,
              że sporej ilosci kobiet należy się solidna psychoterapia zanim w
              ogóle wezmą się za związki i nie mówię tego broń Boże ze
              złośliwości. A te gary i szukanie męża to tylko czubeczek góry
              lodowej problemów w związkach ;)
    • gobi05 na obietnicę 05.08.09, 14:16
      Model: kobieta dochodzi do wniosku, że chce ślubu.
      Poznaje ciekawego mężczyznę i wysyła do niego
      sygnały. On te sygnały odczytuje (bezwiednie)
      i myśli, że ona mu się podoba. Wtedy ona daje mu
      się poderwać. NIE MIESZKAJĄ RAZEM!

      Metoda:
      Na randkach kobieta udaje głupszą niż jest.
      Udaje też ładniejszą niż jest.
      Zażyłość narasta, niestety odległość wciąż
      jest większa od długości... Mężczyzna kupuje
      wreszcie ten cholzaręczynowy pierścionek.
      Ona ocenia jego wady - da się wytrzymać.
      On ocenia jej zalety - nie jest zła.
      On się oświadcza, ona się zgadza, żyją długo
      i szczęśliwie.
      • leptosom Re: na obietnicę 05.08.09, 14:21
        żyją długo
        i szczęśliwie.

        żyją długo???? szczęśliwie???.
      • twojabogini Re: na obietnicę 05.08.09, 14:31
        gobi05,
        ciebie pogięło?

        > Na randkach kobieta udaje głupszą niż jest.

        Właśnie piszę żeby żadna kobieta absolutnie nie udawała głupszej niż jest: nie
        zamieniała się w odmóżdżoną mamusię, która zajmuje się tylko obiadkami, albo
        histeryczki która panikuje, ze już wybił jej czas na dzieci.
        To, ze masz kompleksy i marzysz o głupiej kobiecie, bo mądrej się boisz, nie
        oznacza, że mamy robić z siebie idiotki. Idiotki cechuje zazwyczaj to, ze na
        randkach paplają bez umiaru. Mądra kobieta prowadzi interesująca rozmowę.
        • alpepe Re: na obietnicę 05.08.09, 14:46
          mało wiesz, za mądra kobieta też niedobra, wiem, bo sama taka jestem :P, nieraz
          nie potrafiłam ukryć pogardy dla niewiedzy puszącego się przede mną interlokutora.
        • gobi05 Re: na obietnicę 05.08.09, 15:08
          > ciebie pogięło?
          > Mądra kobieta prowadzi interesująca rozmowę.

          No właśnie, ta "interesująca rozmowa" ma być interesująca
          dla faceta - czyli piwo, piłka i dupy. Ale z narzeczoną
          o dupach to mało który facet będzie chciał rozmawiać,
          aż tak głupi nie jesteśmy. I powiedz mi teraz, jak chcesz
          błysnąć intelektem na temat Warki? A jak już ci się uda,
          to czy rzeczywiście facetowi to się spodoba?
          To, czy rozmowa na randce jest interesująca zależy
          bardziej od głębokości dekoltu, niż przekazywanych
          informacji.
          • twojabogini Re: na obietnicę 05.08.09, 15:25
            > No właśnie, ta "interesująca rozmowa" ma być interesująca
            > dla faceta - czyli piwo, piłka i dupy.

            Może dla faceta. Jak rozumiem - to takie coś, co niedawno zlazło z drzewa i ma
            słabo pofałdowane zwoje, w związku z tym interesuje je tylko rywalizacja,
            dupczenie i odurzanie się. O żarciu nie gadają czasem ci twoi macho?
            Ja spotykam się z mężczyznami. Uwierz, że mamy wiele tematów do omówienia. Nigdy
            nie rozmawiałeś z kolegą o filmie (ale nie pornograficznym), albo swoich
            zainteresowaniach (o ile je masz)? Jeśli nie zmień kolegów, doświadczysz może
            czegoś co nazywa się głębią.

            >I powiedz mi teraz, jak chcesz błysnąć intelektem na temat Warki?

            Oglądasz zdecydowanie za dużo reklam. Za mało czytasz. Marka piwa nie jest
            tematem do interesującej rozmowy, a już tym bardziej takiej w której błyska się
            intelektem. Nieważne jakiej płci jest rozmówca.
            • gobi05 Re: na obietnicę 05.08.09, 17:02
              Teraz zrobię sobie mały lansik ;-)

              > słabo pofałdowane zwoje, w związku z tym interesuje je tylko rywalizacja,
              > dupczenie i odurzanie się. O żarciu nie gadają czasem ci twoi macho?

              O czy tu gadać? Wszyscy lubimy mięcho. Golonka,
              kurczak pieczony, schabowe, flaki itd.

              > nie rozmawiałeś z kolegą o filmie (ale nie pornograficznym), albo swoich
              > zainteresowaniach (o ile je masz)?
              Oglądałem z kolegą mecz, to rozmawialiśmy.

              > Ja spotykam się z mężczyznami. Uwierz, że mamy wiele tematów do omówienia.

              Domyślam się: podkład, puder, cienie...
              O tym można dużo rozmawiać, ale nie z każdym mężczyzną.

              > zainteresowaniach (o ile je masz)? Jeśli nie zmień kolegów, doświadczysz może
              > czegoś co nazywa się głębią.
              Boimy się nurkować. Boisko lepsze.

              > Oglądasz zdecydowanie za dużo reklam. Za mało czytasz. Marka piwa nie jest
              > tematem do interesującej rozmowy, a już tym bardziej takiej w której błyska się
              > intelektem. Nieważne jakiej płci jest rozmówca.

              Lubię reklamy, szczególnie te częściej pokazywane,
              bo można je zapamiętać i potem jest o czym gadać.
              Oglądam tez dużo na youtube. Znaki towarowe
              są ciekawym tematem. Lubię też blogi. Niedawno
              oglądałem blog Zawadzkiej na lewicy, nie żebym
              się z nią zgadzał, ale ciekawe tezy do rozmowy
              przy piwie. Myślę jednak, że płeć rozmówcy bywa ważna.

              No i wreszcie: cel rozmowy. Celem jest zbliżenie
              dwojga ludzi płci odmiennej. Jak chcesz brylować,
              to proszę bardzo, ale potem nie dziw się, że cel
              nie został osiągnięty. Powinnas powiedzieć, że piwo
              jest męskim napojem, a ty pijesz najchętniej drinki
              bo są wytworne, i bardzo ci się podoba że on wybrał
              właśnie piwo. On wtedy coś powie i powinnaś się
              śmiać i powiedzieć, że go podziwiasz - i już jest twój!
              Tzn. zrobiłaś dobre wrażenie.
              • twojabogini Re: na obietnicę 06.08.09, 10:49
                gobi05 napisał:

                > Domyślam się: podkład, puder, cienie...
                > O tym można dużo rozmawiać, ale nie z każdym mężczyzną.

                Dzisiaj rano rozmawiałam z kolegą o tezie G.B. Shawa co do przyczyn
                dość powszechnego w całkiem odmiennych społeczeństwach zakazu
                incestu. Nie uważam, że kupno jakiegokolwiek kosmetyku jest
                pasjonującym tematem do rozmowy. Czy ty coś wogóle czytasz poza
                blogami?

                >Celem jest zbliżenie dwojga ludzi płci odmiennej.

                A ludzie tej samej płci nie mają potrzeby rozmawiac. Z małżonkiem
                też nie ma potrzeby, bo i tak juz znajduje się w naszej przestrzeni
                osobistej. Z dziećmi i rodzicami tym bardziej, jeszcze ktoś nas
                posadzi o chęc złamania barier kulturowych.

                >Jak chcesz brylować, to proszę bardzo, ale potem nie dziw się, że
                >cel nie został osiągnięty.

                Ja po prostu rozmawiam na tematy które mnie interesują. Jeśli
                męzczyzna nie rozumie połowy słów które wypowiadam, albo wolałby
                żebym podała piwo i steki jest po prostu zdyskwalifikowany jako mój
                potencjalny partner zyciowy. jako potencjalny kochanek też, tacy
                panowie nie maja fantazji i mysla stereotypami, a szczytem podjarki
                jest zrobienie im laski, szytem ambicji trójkącik, a i jeszcze
                koniecznie przelecenie laski w d... jak na filmie...żenua...

                >Powinnas powiedzieć, że piwo jest męskim napojem, a ty pijesz
                >najchętniej drinki bo są wytworne,

                Jasne, zwłaszcza krwawa mary i te o nazwie hot sex. To tandeta, nie
                wytworność. Ja jestem w stanie wypić wszystko co klepie i ma w miarę
                przyjemny zapach.

                >On wtedy coś powie i powinnaś się śmiać

                Bardzo często to robię, ale panowie zazwyczaj się zmywają, bo smieję
                się z tego co powiedzilei, a dokładniej - wysmiewam ich nabzdyczone
                ego i kretyńskie odzywki.

                >i powiedzieć, że go podziwiasz - i już jest twój!
                mam gdzieś niedo.ebanych kretynów, nie jestem siostrą miłosierdzia
                • gobi05 Re: na obietnicę 06.08.09, 18:42
                  > > Domyślam się: podkład, puder, cienie...
                  > > O tym można dużo rozmawiać, ale nie z każdym mężczyzną.
                  > Nie uważam, że kupno jakiegokolwiek kosmetyku jest
                  > pasjonującym tematem do rozmowy.
                  Ależ nie o kupowaniu, tylko o waszych doświadczeniach
                  i opiniach.

                  > Dzisiaj rano rozmawiałam z kolegą o tezie G.B. Shawa co do przyczyn
                  > dość powszechnego w całkiem odmiennych społeczeństwach zakazu
                  > incestu.
                  Wikisłownik podaje kazirodztwo. A co do Shawa, to pewnie
                  racjonalizował swoje odchyły. O ile wiem, dojrzewał w Londynie.
                  Anglicy to taki popaprany naród pod pewnymi względami.
                  Czytałaś ostatnio o sierocińcu na wyspie Jersey?

                  > Czy ty coś wogóle czytasz poza
                  > blogami?
                  Manuale.

                  > >Celem jest zbliżenie dwojga ludzi płci odmiennej.
                  > A ludzie tej samej płci nie mają potrzeby rozmawiac. (..)
                  Odchodzisz od tematu.

                  > Ja po prostu rozmawiam na tematy które mnie interesują. Jeśli
                  > męzczyzna nie rozumie połowy słów które wypowiadam
                  - to jest Twój błąd.

                  > ... albo wolałby
                  > żebym podała piwo i steki jest po prostu zdyskwalifikowany jako mój
                  > potencjalny partner zyciowy.
                  To też twój błąd.

                  > panowie nie maja fantazji (...), a szczytem podjarki
                  > jest zrobienie im laski, szytem ambicji trójkącik, a i jeszcze
                  > koniecznie przelecenie laski w d...
                  A ty to niby nie używasz stereotypów??

                  > >i powiedzieć, że go podziwiasz - i już jest twój!
                  > mam gdzieś niedo.ebanych kretynów, nie jestem siostrą miłosierdzia
                  A ja wcale nie mówię, że masz im dać się ..bać,
                  tylko że wybór powinien być twój, tzn. robisz
                  dobre wrażenie na każdym potencjalnym kandydacie,
                  a potem dopiero go oceniasz.
                  Odrzucając faceta dlatego, że zobaczyłaś go jak jadł
                  stek i pił piwo dramatycznie sobie zawężasz dziedzinę.

                  Czy mogę przypuścisz, że jak facet wylizuje homara
                  i zna Almodovara, to ty od razu masz na niego ochotę?
          • dzikoozka Re: na obietnicę 05.08.09, 15:55
            jesteś do tego stopnia ograniczony, że nie przyjmujesz do wiadomości
            faktu, że mogą istnieć faceci inteligentniejsi i posiadajacy wiedzę
            wykraczającą poza tematy piwo sport sex.
            • gobi05 Re: na obietnicę 05.08.09, 17:08
              > faktu, że mogą istnieć faceci inteligentniejsi i posiadajacy wiedzę
              > wykraczającą poza tematy piwo sport sex.

              To są postaci książkowe, takie jak doktor Lecter,
              a chyba nie chciałabyś go za męża?
              • sundry Re: na obietnicę 06.08.09, 18:50
                W takim razie ja,znając prawie wyłącznie takich książkowych
                facetów,chyba sama jestem heroiną,nieprawdaż?:)
                • gobi05 Re: na obietnicę 06.08.09, 19:08
                  prawdaż
    • togado Re: Jak (nie) łapać męża... 05.08.09, 14:55
      yyy, ale po co Ty to napisalas?
      nie wyszlo Tobie cos w zyciu, czy jak?

      wiadomo ze kazdy jest inny i ma inne potrzeby wiec nie mierz wszystkiego swoja
      miarka...

      pozdrawiam
      Togado
      • twojabogini Re: Jak (nie) łapać męża... 05.08.09, 15:09
        togado napisał:

        > yyy, ale po co Ty to napisalas?
        > nie wyszlo Tobie cos w zyciu, czy jak?

        Dziękuję za troskę, jak dotąd wszystko idzie mi dobrze. Żeby zaspokoić twoją
        ciekawość: napisałam na prośbę paru dziewczyn. Można się ze mną zgodzić, można
        nie. Mi to wisi. Za to lubię dyskutować.
    • niebieski_lisek Śmieszny jest ten poradnik 05.08.09, 15:27
      A także twoje przekonanie, że pozjadałaś wszystkie rozumy i masz monopol na
      wiedzę jak przyciągnąć do siebie mężczyznę. Ja znam pary, które się pobrały po
      tym jak młodzi mieszkali razem i nie były to wymuszone śluby. Nie wątpię, że
      Twoja przemyślana taktyka zadziałała w twoim przypadku, ja stawiam na brak
      taktyki i spontaniczność i takie rozwiązanie bardzo mi pasuje.
      • niebieski_lisek Re: Śmieszny jest ten poradnik 05.08.09, 15:28
        No i przede wszystkim nikogo nie łapię, po prostu jestem z fajnym facetem :)
      • twojabogini Re: Śmieszny jest ten poradnik 05.08.09, 15:46
        niebieski_lisek napisała:

        > A także twoje przekonanie, że pozjadałaś wszystkie rozumy i masz >monopol na
        wiedzę jak przyciągnąć do siebie mężczyznę.

        Śmieszne to są twoje wnioski po lekturze. Nie twierdzę w żadnym punkcie ani
        jednego, ani drugiego. Czytaj ze zrozumieniem. To nie poradnik, a anty poradnik.
        Odradzam histeryczne naciskanie i bycie mamusią, a nie piszę, że to przyciągnie
        mężczyznę. Wręcz przeciwnie, piszę, że takie "złapanie mężczyzny" nie wróży
        dobrze kobiecie w związku.

        >Ja znam pary, które się pobrały po tym jak młodzi mieszkali razem i >nie były
        to wymuszone śluby.

        Jak rozumiem, mieszkasz z mężczyzna i już trochę się niepokoisz? Gdzie ja
        napisałam, że zamieszkanie przed ślubem skutkuje nie zawarciem małżeństwa? Piszę
        tylko, ze "testowanie się" nie ma sensu i że naiwne jest sądzenie, że "skoro ze
        mną zamieszka to za rok się oświadczy". To jest właśnie małomiasteczkowe podejście.

        >Nie wątpię, że Twoja przemyślana taktyka zadziałała w twoim >przypadku,

        Nie wpakowałam się w przechodzony związek, więc nie musiałam stosować żadnych
        taktyk. Po prostu byłam sobą, to wystarczyło.

        >Ja stawiam na brak taktyki i spontaniczność i takie rozwiązanie >bardzo mi pasuje.

        Powodzenia. Szczerze, bez sarkazmu.
        • niebieski_lisek Re: Śmieszny jest ten poradnik 05.08.09, 16:29
          > Jak rozumiem, mieszkasz z mężczyzna i już trochę się niepokoisz?

          Nie mieszkam z mężczyzną i się nie niepokoje :D Ale to, że od razu wyciągnęłaś
          takie wnioski świadczy o twoim podejściu do sprawy.
          • twojabogini Re: Śmieszny jest ten poradnik 06.08.09, 10:51
            niebieski_lisek napisała:

            > > Jak rozumiem, mieszkasz z mężczyzna i już trochę się niepokoisz?

            > Nie mieszkam z mężczyzną i się nie niepokoje :D Ale to, że od razu
            wyciągnęłaś takie wnioski świadczy o twoim podejściu do sprawy.

            Nie - to byl przycinek za przycienek. Pokazałam ci tylko, że łatwo
            wyciągać pozornie logiczne wnioski o kimś - tylko, ze zazwyczaj sa
            one nieprawdziwe :) na tej samej zasadzie na której ty mi
            przypisujesz wyrachowanie...
            Pozdrawiam
            • niebieski_lisek Re: Śmieszny jest ten poradnik 07.08.09, 12:12
              Nie wiem czy nazwałabym to wyrachowaniem, ale czytam to co piszesz na forum.
              Wyrobiłam sobie zdanie o tobie na podstawie wielu rad, które tutaj dałaś. Mam
              wrażenie że nie traktujesz mężczyzn jako partnerów, ale jak bezwolne kukły,
              które trzeba naprowadzać na właściwy cel, ale tak żeby się nie zorientowały że
              są naprowadzane i myślały że to ich inicjatywa. Tak ciebie odbieram.
              • twojabogini Re: Śmieszny jest ten poradnik 07.08.09, 12:30
                niebieski_lisek napisała:

                > Mam wrażenie że nie traktujesz mężczyzn jako partnerów, ale jak >bezwolne
                kukły, które trzeba naprowadzać na właściwy cel, ale tak >żeby się nie
                zorientowały że są naprowadzane i myślały że to ich >inicjatywa. Tak ciebie
                odbieram.

                Twoje prawo i...twój problem.
    • gobi05 kolejny poziom znajomości 05.08.09, 15:37
      Jest w filmie "Masz wiadomość" taka scena, kiedy
      Tom Hanks ma spotkać się z Meg Ryan, a kolega
      tłumaczy mu, że każda znajomość przechodzi etapy.

      > Kobieta dochodzi do wniosku, że chce ślubu, oczywiście ze swoim ukochanym, z
      > którym są już jakiś czas, albo i nawet mieszkają.
      Ślub powinien wystąpić przed wspólnym zamieszkaniem
      albo podjęciem regularnego współżycia. Małżeństwo powinno
      być końcowym etapem romansu i mężczyźnie powinno na nim
      zależeć tak samo, jak kobiecie. Jednak motywacja jest
      w większości przypadków różna - mężczyzna chce seksu
      a kobieta uczucia. Model tradycyjny powoduje, że kobieta
      ma uczucie mężczyzny już przed ślubem i ma okres
      narzeczeństwa na zastanowienie się - jej pozycja jest
      uprzywilejowana, bo mężczyzna dostaje seks dopiero
      po ślubie.
      Kiedy mężczyzna nabiera przeświadczenia, że seks
      po prostu należy mu się, kobieta próbuje wpływać
      na niego uczuciem (wypominanie, histeria...),
      cofnąć czas (albo-albo) lub go kupić (gotowanie,
      udawane orgazmy).

      Myślcie głową, moje Panie, tylko nie mówcie tego
      swoim chłopakom/narzeczonym.
      To rozsądek, ale wygląda jak wyrachowanie.
      • twojabogini gobi - ameba 06.08.09, 11:01
        gobi05 napisał:

        > Ślub powinien wystąpić przed wspólnym zamieszkaniem
        > albo podjęciem regularnego współżycia.

        Gobi, po twoich wypowiedziach dochodzę do wniosku, ze twój poziom
        umysłowy jest porównywalny do przeciętnej ameby. Sugerujesz kobietom
        łapanie mężczyzn na seks? W świecie gdzie ludzie mogą mieć go tyle
        ile chcą? Pomijam, watpliwą wartośc mężczyzny, który wziąłby ze mna
        ślub tylko po to, zeby móc mnie bzyknąć...

        Krytykując mieszkanie przed ślubem, krytykuję jedynie
        postawę "nowoczesnych" dziewczyn, które traktują wspólne
        zamieszkanie jako kolejny krok do slubu "zamieszkalismy razem, to
        juz niedługo pewnie się ze mną ożeni" a potem sa zdziwione, ze to
        tak nie działa.
        Jeśli dziewczyna mieszka z mężczyzną bo tak lubi, bo ma na to
        ochote, ba ma mniejsze rachunki i sponsora na zakupy do lodówki itp.
        wszystko jest okej. Albo jesli potrafi zakomunikowac normalnie
        partnerowi, ze zgodnie z jej system wartosci wspólne mieszkanie z
        mężczyzna tarktuje powaznie, jako etap stabilizujacy w związku i
        oczekuje, ze taki mężczyzna zostanie jej mężem.
        A jak zamieszkuje na próbę, to zdaje sobie sprawę, że nie tylko ona
        weryfikuje, ale i jest weryfikowana. czasem na niekorzyśc. Life is
        brutal. A ze moim zdaniem takie próby sa bez sensu i nie maja nic
        wspólnego z miłością, to inna historia.
        • gobi05 Re: gobi - ameba 06.08.09, 17:17
          > Gobi, po twoich wypowiedziach dochodzę do wniosku, ze twój poziom
          > umysłowy jest porównywalny do przeciętnej ameby.
          A ja jestem pewny, że mój poziom umysłowy jest wyższy
          niż u przeciętnej ameby.

          > Sugerujesz kobietom
          > łapanie mężczyzn na seks?
          Nie na zwykły seks, tylko na seks z tobą. Czy on cię
          ceni bardziej od innych, czy też traktuje jak mięso?

          > W świecie gdzie ludzie mogą mieć go tyle
          > ile chcą?
          Ten świat jest taki sam od tysięcy lat, bo człowiek
          wciąż jest taki sam. Tak samo liczy się wierność.
          Dziewczyna która przed ślubem ma zasadę, że daje każdemu,
          kto ma ochotę, to po ślubie może się zmienić.
          www.youtube.com/watch?v=EYK3aEqV7cY (minuta 1:57)

          > Pomijam, watpliwą wartośc mężczyzny, który wziąłby ze mna
          > ślub tylko po to, zeby móc mnie bzyknąć...
          A, tu się mylisz! Mężczyzna, który robi sobie
          tyle zachodu, żeby właśnie Ciebie bzyknąć
          jest zdecydowanie lepszym kandydatem na pożycie,
          niż gostek który cię bzyka za bajer.

          Jest też inny aspekt, który powinienem tu pominąć,
          bo może być kontrowersyjny, ale powiem. Otóż każdy
          ma pewne oczekiwania odnośnie partnera/ki, milcząco
          przyjmowane. Do takich oczekiwań, założeń należy
          "świeżość" kawalera/panny. W środowisku wiejskim
          wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą, ale w miastach
          zdarza się, że nawet detektyw nie wyśledzi przeszłości.
          Zmierzam do tego, że będąc kawalerem oczekiwałem
          że moja narzeczona - panna - nie ma za sobą wieloletniego
          pożycia w nieudanych związkach. I nie była prostytutką.
          Tobie może oczywiście nie przeszkadzać, że przed tobą
          twój partner miał pięć konkubin, ale mi to jakoś nie pasuje.
          • gobi05 Re: gobi - ameba 06.08.09, 19:14
            Mój poziom umysłowy jest wyższy
            niż u przeciętnej ameby.
          • sundry Re: gobi - ameba 06.08.09, 19:36
            Wydaje mi się,że wrzucasz do jednej szufladki
            prostytutki/puszczalskie i dziewczyny,które przespały się przed
            ślubem z choćby jednym facetem,który potem został mężem.
            • gobi05 Re: gobi - ameba 07.08.09, 08:48
              sundry napisała:
              > Wydaje mi się,że wrzucasz do jednej szufladki
              > prostytutki/puszczalskie i dziewczyny,które przespały się przed
              > ślubem z choćby jednym facetem,który potem został mężem.

              Tak jest najłatwiej - logika dwuwartościowa:
              dobry narzeczony - niedobry narzeczony.
              Niedobry jest ten, który zdążył już zaliczyć
              kilka (-naście) związków, nabrać nawyków,
              dokonać porównania wszystkich swoich partnerek.
              Dobry jest ten, z którym będziesz budować
              związek od podstaw, uzgadniać poglądy,
              wyrabiać wspólne nawyki i uczyć się seksu.
              Rozwodnik wnosi do związku nawyki, postawy,
              oczekiwania, byłych teściów i byłą żonę,
              dzieci z poprzedniego związku - i zostawia
              tam jakąś cząstkę swojego serca (i dochodów).
              Prawiczek/dziewica nie ma byłych teściów,
              dzieci, alimentów i przepięknych wspomnień,
              które kiedyś na wirażu waszego wspólnego życia
              mógłby wyciągnąć.

              Nie nakłonisz mnie do określania, ile stosunków
              można mieć zachowując dziewictwo. Mężczyzna,
              który miał już partnerki to towar drugiej świeżości
              (jak to określił Bułhakow w Mistrzu i Małgorzacie).
              Mężczyzna który żył w konkubinacie to dla mnie
              to samo, co rozwodnik. Jego wartość spadła tak,
              jak traci na wartości samochód momencie wyjazdu
              z salonu. To już nie jest nówka, ale egzemplarz
              częściowo przechodzony.
      • sundry Re: kolejny poziom znajomości 06.08.09, 18:54
        Gotowanie i udawany orgazm mają zapewnić faceta? Wolne żarty. Żeby
        zjeść coś dobrego,albo posłuchać jęków nie trzeba się od razu żenić.
        • gobi05 Re: kolejny poziom znajomości 06.08.09, 19:11
          > Gotowanie i udawany orgazm mają zapewnić faceta? Wolne żarty.

          Od razu widać, że nie jesteś męską szowinistyczną świnią.
          Ale o tym dyskutuj z inicjatorką wątku, bo to jej słowa.
          • sundry Re: kolejny poziom znajomości 06.08.09, 19:16
            Męską świnią,będąc kobietą ciężko być;)
          • twojabogini Re: kolejny poziom znajomości 07.08.09, 08:48
            gobi05 napisał:

            > > Gotowanie i udawany orgazm mają zapewnić faceta? Wolne żarty.
            >
            > Od razu widać, że nie jesteś męską szowinistyczną świnią.
            > Ale o tym dyskutuj z inicjatorką wątku, bo to jej słowa.

            Gobi, gdzie ja napisałam coś takiego?
            • gobi05 Re: kolejny poziom znajomości 07.08.09, 17:49
              > Gobi, gdzie ja napisałam coś takiego?
              Post inicjujący wątek. Cytuję:

              >>Pół biedy jak okaże się że mężczyzna zwieje
              od czegoś, co przypomina mu żywą maszynę kucharską

              połączoną z odkurzaczem itd. uznając, że jednak
              woli związać się z miłą, interesującą i niezależną
              kobietą. Gorzej, że sporo z nich daje się na to
              skusić
              . To ta najpaskudniejsza część mężczyzn -
              męskie szowinistyczne świnie. <<
              • twojabogini Re: kolejny poziom znajomości 10.08.09, 13:20
                gobi05 napisał:

                > > Gobi, gdzie ja napisałam coś takiego?
                > Post inicjujący wątek. Cytuję:
                >
                > >>Pół biedy jak okaże się że mężczyzna zwieje
                > od czegoś, co przypomina mu żywą maszynę kucharską

                > połączoną z odkurzaczem itd. uznając, że jednak
                > woli związać się z miłą, interesującą i niezależną
                > kobietą. Gorzej, że sporo z nich daje się na to
                > skusić
                . To ta najpaskudniejsza część mężczyzn -
                > męskie szowinistyczne świnie. <<

                Ech Gobi, a gdzie tu o orgazmach? Poza tym ci, co dają się
                skusić "na obiady", reprezentują sobą wszystko, tylko nie przykład
                wymarzonego męża. Więc nie zmieniaj kontekstu moich wypowiedzi.
                >
    • ferero Re: Jak (nie) łapać męża... 05.08.09, 15:38
      racja połączenie grubej baby z odkurzaczem i zmywarką nie jest najwłasciwsze, za
      to głupiego faceta z gruba forsą jak najbardziej ;-))) co z tego ze zgłupial
      zanim zobaczył że baba mu się roztyła
    • wen_yinlu Re: Jak (nie) łapać męża... 10.08.09, 19:01
      To ta najpaskudniejsza część mężczyzn - męskie
      > szowinistyczne świnie. Mało tego, żenią się często z motywacją: może nie ma
      > najpiękniejszego ciała, ale dobre serce i obiad będzie codziennie na stole.

      Tak, to dla nich najwygodniejsza "odmiana" kobiety... Jak się czasem słucha
      gdzieś pół-uchem takich "menszczyznów", jacy oni sprytni, że taką mają w domu,
      że taką szczególnie jakby ślepawą, co nie widzi ich romansów na delegacjach
      (znaczy mam dużo kobiet = jezu jaki jestem męski).

      Uznają to za sukces życiowy, "ustawiłem ją sobie, jest wygodnie, wpatrzona we
      mnie jak pies"... i dalejże rajdy po burdelach, a w domu rzut skarpet na ziemię
      w pokoju, co by sprawdzić tylko, czy po 5 minutach pani żona nie zwinie ich
      dyskretnie do kosza z praniem.

      Masakra.
    • panismok Re: Jak (nie) łapać męża... 10.08.09, 19:43
      Wersja optymalna: facet też dochodzi do wniosku, że chce stworzyć z partnerką
      "legalną" rodzinę - i wtedy żadne manipulacje nie są potrzebne.

      Łatwiej mu dojść do tego wniosku, jeśli nie mieszkają razem... Wtedy zyskuje
      dodatkową motywację :-)
      Dlatego kobiecie "łapiącej męża" poradziłabym: spotykaj się z nim, niech u
      Ciebie czasem sypia, niech się bawi z Twoim kotem, idźcie na wspólne zakupy -
      ale nie ma opcji, że ot tak zjawia się z rzeczami i zostaje:-)))

      A jak zapyta: "Dlaczego nie mogę się wprowadzić?" należy zripostować: "A
      dlaczego chciałbyś się wprowadzić?" - i uważnie słuchać odpowiedzi na to
      pytanie :-)

      Oczywiście jak pani NIE CHCE wychodzić za mąż, to inna bajka.
Pełna wersja