27.11.09, 14:30
Dobrze, w osobnym więc wątku proszę o przedyskutowanie tematu.
Przyznam jeszcze raz, że boję się tu cokolwiek napisać.
Obserwuj wątek
    • mama_kasia Re: forum 27.11.09, 14:40
      Tu - czyli gdzie? smile W tym wątku, na forum?
      No przecież nie chodzi o to, abyśmy teraz wywlekli sobie
      wszystkie żale. Zaufajmy Bogu smile
      • 11.jula Re: forum 27.11.09, 14:53
        Tu - na forum.
        Nie mam zamiaru wylewać żalów, jeśli jest tu coś niemile widziane,
        to proszę napisać co. Dobrze jest unikać niezdrowych sytuacji.
    • pieskuba Re: forum 27.11.09, 15:27
      Nie chwytam - może wolno myślę - ale na jaki temat rozmawiamy?

      pieska
      • sulla Re: forum 27.11.09, 15:30
        Chyba o tym, czego oczekujemy od forum i od siebie wzajemnie. I czego na forum
        nie chcemy i jakie zachowania nam przeszkadzają. Czy dobrze zrozumiałam?
        • mama_kasia Re: forum 27.11.09, 15:32
          smile)) - no chyba tak smile
    • sulla Re: forum 27.11.09, 16:14
      No to ponieważ w wątku poprzednim się pojawiały sugestie, że pewne zachowania na
      forum są nie "comme-il-faut" i niemile widziane, to w takim razie może zacznijmy
      od tego? Bo czasem można się pogubić, kiedy jest jeszcze ok, a kiedy już nie.
    • nati1011 Re: forum 27.11.09, 17:35
      Osoby, które sa na tym forum, piszą, odpowiadają, pytają.... za
      zwyczaj bez problemów dostosowują sie do zasad panujacych na forum.
      I nawet jeżeli zdarzy im się post nie na temat, czy nie taka
      odpowiedź, to nikt nie robi z tego problemu. Czasem - w najlepszej
      wierze - piszemy coś, co drugiego może dotknąć, czy urazić - i
      pierwsza biję się w piersi. Mamy wtedy nadzieję, ze bedzie nam to
      wybaczone i nie odebrane jako zła wola.

      Ale czasem pojawiają sie na forum też osoby, które - moim zdaniem -
      nie do końca rozumieją jego specyfikę. Ja osobiście jestem
      przeczulona na punkcie postów, gdzie ktoś w jednym zdaniu pisze:
      jestem katolikiem, a 2 zdania niżej otwarcie walczy z ważnymi
      punktami tej wiary. I to nie z punktu: "nie rozumiem, albo nie
      potrafię", ale raczej: "Kościół sie myli, a ja mam rację". I w
      dodatku uparcie do tej swojej wizji przekonuje. Przyznam się
      szczerze - takiej walki o prawdy wiary, to ja mam dość na codzień.
      Tu chciałabym porozmawiać o wątpliwościach, interpretacjach,
      trudnościach... a nie koniecznie dyskutować, czy przypadkiem Jezus
      sie nie pomylił i nie zapomniał wykreślić z trzech przykazań.

      I jeżeli taka osoba daje sie zapamiętać z kilku takich - mocno
      kontrowersyjnych dyskusji, nie udziala się w innych wątkach - jeśli
      już to całkiem drobych, a potem nagle dostajemy kolejny wyjatkowo
      skomplikowany problem - gdzie z założenia nie ma w sumie problemu,
      bo sprawa jest trudna po ludzku, ale oczywista z punktu widzenia
      wiary, to ja staję się nieufna. Czuję się manipulowana. Nie wiem,
      czy to może jakiś dziennikarz znów pisze tekst o zacofanych
      katolach, czy może studentaka robi badania do pracy dyplomowej? Dla
      kogoś, kto nie pamieta wcześniejszych dyskusji może to wygladać
      trochę obcesowo, ale to przecież naprawdę sporadyczne przypadki. Na
      przestrzeni tych lat pamietam może 2 czy 3 takie osoby.

      A przy okazji tego watku, to ja bym chciała z góry przeprosić
      wszystkich, których czasem zranię swoimi wypowiedziami. Przyznaję,
      że czasem zdarza mi się dać ponieść emocjom i za późno ugryźć w
      jezyk, a raczej za szybko wciskam enter. Jak ktoś zauważy taki
      bezmyślny lub głupi post proszony jest o napisanie mi tego na priva
      (żebym na pewno przeczytała).
    • samboraga Re: forum 27.11.09, 21:53
      To może zacznę tak.
      Jeden krąg spraw to bieżące wypowiedzi uczestników.
      Wulgaryzmy, wypowiedzi rasistowskie - to jest oczywiste i łatwo 'namierzalne' (zresztą wulgaryzmów pilnuje też sam system, tych pospolitych) Takie wypowiedzi to zupełnie nie problem na tym forum.
      Natomiast schody zaczynają się, gdy przejdziemy do pojemnego sformułowania 'wypowiedzi obrażające innych' (Mary_Ann napisała w poprzednim wątku "w inny sposób obrażające współdyskutantów i inne osoby"). Istnieje co prawda zasada (to nie nasza forumowawink) raczej z dziedziny psychologii, komunikacji), by w wypowiedziach odnosić się do wypowiedzi, a nie do osób, z którymi dyskutujemy ('nie zgadzam się z twoim zdaniem' zamiast 'jesteś głupi bo tak a tak myślisz').
      Jest dosyć miarodajna, ale jedynie dla wypowiedzi 'wprost'.
      Co oznacza, że obrażanie innych bywa kategorią tyle pojemną, co i trudno zmierzalną.

      Pisałam o atmosferze na forum. Moim zdaniem na tym forum jest 'dobrze', nie tylko dlatego, że nie ma wulgaryzmów czy że wzajemnie się naprowadzamy gdy wynikają spory na forum.

      Zastanowiła mnie wypowiedź 11.Juli, ten fragment:
      "Zakładanie z
      góry, że czyjś wątek jest prowokacyjny nie jest w porządku. Bo jeśli
      nawet jest, to co? Najwyżej poznamy swoje opinie na dany temat"

      Myślę, jednak, inaczej.
      Dlaczego ja i KILKA INNYCH OSÓB miało wątpliwości czy wątek jest prowokacją czy niejest to już pisałam, padły argumenty.
      Ale ważneijsza wydaje mi się druga część: "Bo jeśli
      nawet jest, to co? Najwyżej poznamy swoje opinie na dany temat"
      Nie widzimy siebie na forum i 'musimy' zakładać, że to co piszą inni to prawda. W realu też z tym różnie bywa, ale w internecie łatwiej 'nie być soba', można nawet w każdej chwili zacząć od nowa, z nowym nickiem.
      Forów dysusyjnych jest wiele. Dyskutować do upadu można gdzie się chce i o czym się chce. Nawet dla samego dyskutowania.
      Tymczasem na naszym forum TEŻ powstaje wiele wątków 'poza wychowawczo-wierzących' i chyba się nie mylę jeśli napiszę, że właśnie dlatego, że zakłądamy, że rozmawiamy 'naprawdę', że NIE TYLKO nikt nie wyśmieje i nie zbagatelizuje, ale odpisze coś...PRAWDziwego. Jak między realnymi osobami, gdy zwracamy się o radę.
      Dlatego osoba, która by chciała zrobić ankietę na forum 'co sądzicie o myciu zębów w kontekście waszej wiary' byłaby mile widziana, gdyby napisała o tym wprost.
      Oczywiście, dyskutujemy tu o wszytskim, nie jest powiedziane, że zawsze chodzi tylko o 'prawdę' czy 'spotkanie osób' (wątki, że tak to ujmę, plotkarskie są zawsze obleganewink, ale jednak zakładanie z góry, że nieważne jest czy ktoś pisze prawdę czy nie ("Bo jeśli nawet jest, to co?") brzmi mi na forum chrześcijańskim jak zgrzyt.
      Moim zdaniem na tym forum nie chodzi tylko o to, żeby nie rzucać mięsem czy nie obrażać innych subtelnymi inwektywami.
      Może to utopia. Ale wiele razy się udawało.
      • sulla Re: forum 28.11.09, 08:54
        Ja się jednak zgadzam z Julą - jeśli nawet natniemy się na kogoś, kto nie mówi
        prawdy, mniejsza w tym szkoda, niż jeśli odrzucimy kogoś, kto naprawdę
        potrzebuje pomocy. Nie wszystkie nasze podejrzenia muszą okazać się słuszne.
        Prawda jest niezwykle ważna na forum chrześcijańskim, ale w sytuacji, gdy nie
        mamy pewności, że ktoś mówi nieprawdę, to ryzykujemy wyrządzenie komuś krzywdy
        niesłusznym oskarżeniem.
        Poza nasze podejrzenia są subiektywne - ja np. ani w wątku o in vitro ani w
        ostatnim nie nabrałam podejrzeń o prowokację - może za mało przenikliwa jestem?
        No może, nie wykluczam tego.
        • isma Re: forum 29.11.09, 16:57
          No, nie wiem. Ja tego nie widze jakos - generalnie, nie w konkretnym przypadku -
          w takich dramatycznych kategoriach "oskarzania" i "krzywdy".

          Jest tak, ze kazdy sposob komunikacji ma swoja specyfike. I zazwyczaj ma nad
          innymi pewne przewagi, ale tez jednoczesnie podlega pewnym ograniczeniom.
          Jak sie ma trudna sprawe do zalatwienia w urzedzie, to zazwyczaj jest latwiej
          zatelefonowac, niz pojsc osobiscie. Bo to wtedy mozna zagaic tak bardziej
          anonimowo, wysondowac co i jak, urzednik peszaco w oczy nie spojrzy. Wiec mozna
          skorzystac z tej formy komunikacji - ale jednoczesnie trzeba miec swiadomosc, ze
          to dziala w druga strone: urzednik latwiej splawi anonimowego interesanta z
          teoretycznym problemem, niz takiego, ktory mu wisi nad glowa i patrzy na rece.

          I nie inaczej jest z internetem. To prawda, ze on daje ogromna latwosc wzglednie
          anonimowego i blyskawicznego uzyskiwania porad w roznych zyciowych
          "scenariuszach". Ale jednoczesnie - niejako " w zamian" - pojawia sie
          szczegolnie mocno problem wiarygodnosci.

          Wiec dla mnie to jest naturalne, ze te watpliwosci - czasem bardziej
          uzasadnione, czasem mniej - sie pojawiaja. Ale to jest ryzyko, ktore sie ponosi.
          Z mojego doswiadczenia wynika, ze problem wiarygodnosci maleje, im obecnosc
          czlowieka w sieci jest intensywniejsza, im bardziej jest wszechstronna. W zyciu
          jest dosyc oczywiste, ze znajomosc miedzy ludzmi zaczyna sie od spraw prostych,
          przyziemnych - zeby w jakims momencie przejsc na taki poziom zaufania, na ktorym
          mozna rozmawiac o sprawach wazkich, intymnych.

          W sieci bywa inaczej. Bywa, ale nie mozna wymagac, zeby to miala byc norma. Bo
          naturalne relacje miedzy ludzmi, jednak, sa inne.
          • samboraga Re: forum 29.11.09, 17:14
            To ja jeszce o tym co oprócz subiektywnego, jest też realne w internecie...
            Dodam ogólnie, już POZA tutejszą sytuacją (nie piszę teraz o nikim z forum).

            Kontakty internetowe, czy na forach, czy szerzej w internecie, to nie tylko
            porozumiewanie się osób w celach poradnikowo-wiedzowych, czy rozrywkowych czy w
            inny sposób 'międzyludzkich'. Internet to tez narzędzie pracy. I to już nie są
            'subiektywne odczucia' tylko konkretne fakty jakie mają miejsce w internecie, na
            forach i nie tylko.
            Takie jak prowadzenie 'oddolne' kampanii reklamowych oraz zbieranie 'wywiadu
            marketingowego' prze wiele koncernów na portalach internetowych. Jest to
            konkretna działalność, obiektywny fakt jaki ma miejsce, wynajmowane są osoby,
            które spędzają na internecie godziny podając się za zwykłych użykowników np.
            'mama' na forum rówieśniczym, która podaje że ma juz drugie dziecko (więc dla
            młodych mam jest 'doświadczona) i zachwala konkretne produkty dla dzieci...
            Sondowane są też opinie o produktach (grupa potencjalnych klientów - wyąłwiane
            jest 'odpowiednie' forum - odpowiada w takim sztucznie podkręcanym wątku, jako
            użytkownicy jakiegoś forum, co im przeszkadza np. w skarpetkach i potem
            'wiadomo', że należy zrobić reklamę, gdzie ten minus przekuje się na plus dla
            konkretnej marki). Fora są czytane przez speców od marketingu, PR (np. jak
            dzieciaki oceniają dane gry komputerowe - gdy pisza między sobą na forach,
            myśląc, że rozmawiają z rówieśnikami)"). Technik manipulacyjnych jest wiele i
            mitem jest, że wszytskie mają jedynie postać tak prymitywną, że 'nie damy się
            nabrać'.
            Bywają tak wysublimowane, że najpierw dana osoba daje się nam poznać
            jako 'fajna, koleżeńska babka', 'brat-łata', 'facet doświadczony
            życiowo', 'niesamowita dziewczyna, takie ma cięzkie życie, a tyle w
            niej serca dla innych' - wszystko, co tylko da się, aby uwiarygodnić
            wprowadzaną osobę i emocjonalnie związać z innymi użytkownikami. Aby potem -
            'podpytać', albo 'komuś doradzić'...
            To nie ma nic wspólnego z odbieraniem świata, ludzi, mniej czy bardziej otwarcie
            czy mniej czy bardziej nieufnie. Jest to działalność któa dzieje'' się w
            internecie. Dlatego zdarza się, że podchodzę z rezerwą do postów, wątków,
            osób... Zwłaszca że internet, też pozaforumowy, potrafi niespodziewanie bardzo
            zaskoczyć...
      • twoj_aniol_stroz Re: forum 29.11.09, 12:45
        Zgadzam się z tym co napisła Sulla i Jula, dodam jednak moje uwagi. Oprócz
        ludzi piszących jest także spora grupa czytających i to nie tylko uczestników
        tego forum, ale także wszystkich bywalców gazeta.pl z racji faktu, że forum
        jest zamkniete, ale nie ukryte. Niejednokrotnie na różnych forach miałam
        okazje uczestniczyć w wątkach, które jakoś tam zostały strollowane. Część
        ludzi reaguje agresją na trolle, ale ja w sumie tak sobie myślę, że nie ma
        znaczenia większego, czy sytuacja została przez kogoś wymyślona, czy
        faktycznie zdarzyła się w realu. Tak naprawdę życie pisze scenariusze różne,
        a my rozważając jakiś scenariusz nie wiemy, czy ktoś nie czyta tych naszych
        wypowiedzi i właśnie nie rozwiązuje własnego problemu. Przecież problem in
        vitro, problem ponoszenia konsekwencji wyborów kogoś bliskiego, problem
        bywania u wróżki, bioenergoterapeuty, czy problemy związane z aborcją,
        eutanazją, cierpieniem ludzi nieuleczalnie chorych - to wszystko dzieje się w
        naszym życiu, obok nas i nasze rozważania mogą komuś pomóc, kto niekoniecznie
        zdobędzie się na odwagę i napisze. Nasze rozważania są o tyle specyficzne, że
        mocno zakorzenione w Bogu i to czyni je innymi od rozważań ściśle
        psychologicznych.
        Istnieje jeszcze jedna kwestia: tu (w internecie) spotykają się ludzie bardzo
        różni, o różnej psychice, osobowości, na różnym etapie wędrówki do Boga.
        Fakt, że ktoś nie do końca zgada się z nauką chrześcijańską nie powinien go
        dyskwalifikować. Oczywiście, że pozycja pt: "Kościół się myli i ma się
        zmienić" może być irytująca, ale waląc w tego kogoś słowem "prowokator,
        troll" nie mamy szansy wytłumaczyć mu swojego rozumienia świata, mało tego,
        dajemy takiej osobie dodatkowy argument o fanatyźmie w ręce. A może warto
        tego człowieka przyjąć "z dobrodziejstwem inwentarza" i pozwolić mu na tym
        jego etapie mieć takie poglądy. Pozwolić mu nie oznacza przyjąć samemu, ale
        pozwolić mu na wędrówkę we własnym tempie, na pojmowanie powoli i zgodnie z
        własnym rytmem. To co dla mnie jest oczywiste w wierze, dla innego już takie
        nie jest - jeśli nie pozwolimy mu wyrazić własnego zdania, nie dajemu mu
        jednocześnie szansy na usłyszenie naszego zdania, a co za tym idzie ziarenko
        niepewności kiełkuje nadal. Bardzo rzadko jest tak, że ktoś z nas zmienia
        własne zdanie z chwili na chwilę. Najczęściej jest to długi proces, który
        zapoczątkowany może być właśnie przez spokojnie wyrażoną czyjąś opinię.
        I wreszcie ostatnia kwestia, czyli to co napisała już Sulla. Nigdy nie mamy
        pewności, czy jakaś wypowiedź jest czyjąś zabawą, czy jest faktycznym
        problemem. Znam kobiety,które opisując własne przeżycia piszą, że przytrafiło
        się to koleżance. Oczywiście, że mogę się wkurzyć, że mnie oszukuje,
        oczywiście, że mogę stwierdzić, że skoro ona nie jest szczera to ja się
        odąsam... Tylko po co? Co jest ważniejsze? Ja i moje poczucie (bardzo
        subiektywne i emocjonalne) "wyrolowania", czy możliwość pomocy komuś, kto jej
        faktycznie potrzebuje (autor, czy ktoś, kto tylko czyta, ale sam boryka się z
        podobnym problemem)?
        • andrzej585858 Re: forum 29.11.09, 16:03
          Każdy z nas wędruje po świecie szukając swojej drogi. Jedni robią to po cichu,
          starając się nie narzucać swojej osoby oraz problemów innym. Są jednak tez i
          tacy którzy swoje, a także cudze problemy przedstawiają każdemu i w każdej
          sytuacji.
          Na pewno nieraz trzeba mieć anielską cierpliwość aby wysłuchać każdego i nie
          powiedzieć mu - wiesz co, ale twój problem według mnie nie jest problemem - to
          tylko objaw hipochondrii.
          Ludzie na różny sposób szukają swojej drogi, a zwłaszcza ci wątpiący, i chyba
          warto pamiętać że może wśród nich jest nowy Tomasz Merton lub też św. Augustyn?
          Ciekawe, czy wtedy gdy Augustyn szukał ktoś stanął mu na drodze i powiedział -
          jesteś heretykiem i dla ciebie nie ma miejsca w Kościele - czy zwątpiłby
          Augustyn w sens swoich poszukiwań?
          Ciągle wracam do "Wyznań" 0 gdyż tam jest opisana droga człowieka szukającego.
          Może i na to forum zaglądają tez tacy szukający?

          Bardzo podoba mi się to co napisał twój_anioł_stróż.
        • isma Re: forum 29.11.09, 16:37
          twoj_aniol_stroz napisała:

          ja w sumie tak sobie myślę, że nie ma
          > znaczenia większego, czy sytuacja została przez kogoś wymyślona, czy
          > faktycznie zdarzyła się w realu. Tak naprawdę życie pisze scenariusze różne,
          > a my rozważając jakiś scenariusz nie wiemy, czy ktoś nie czyta tych naszych
          > wypowiedzi i właśnie nie rozwiązuje własnego problemu. Przecież problem in
          > vitro, problem ponoszenia konsekwencji wyborów kogoś bliskiego, problem
          > bywania u wróżki, bioenergoterapeuty, czy problemy związane z aborcją,
          > eutanazją, cierpieniem ludzi nieuleczalnie chorych - to wszystko dzieje się w
          > naszym życiu, obok nas i nasze rozważania mogą komuś pomóc, kto niekoniecznie
          > zdobędzie się na odwagę i napisze. Nasze rozważania są o tyle specyficzne, że
          > mocno zakorzenione w Bogu i to czyni je innymi od rozważań ściśle
          > psychologicznych.

          Ano wlasnie. Tylko co to znaczy, ze "sa zakorzenione w Bogu"? Bo przeciez nie
          to, ze sie nadzieje wypowiedz, jak nalesnik, co siodme zdanie zakleciem "Pan Bog
          to, Pan Bog tamto"?
          Zakorzenienie w Bogu oznacza, miedzy innymi - zanim jeszcze dojdzie sie do
          rozwazania szczegolowych problemow typu aborcja, in vitro itede - ze czlowiek
          staje w prawdzie o sobie samym. O to, moim zdaniem, chodzi. O konkretnego
          czlowieka, a nie o jakis mniej lub bardziej prawdopodobny "scenariusz".

          > Istnieje jeszcze jedna kwestia: tu (w internecie) spotykają się ludzie bardzo
          > różni, o różnej psychice, osobowości, na różnym etapie wędrówki do Boga.
          > Fakt, że ktoś nie do końca zgada się z nauką chrześcijańską nie powinien go
          > dyskwalifikować.

          I przeciez nie dyskwalifikuje (usunietych postow przez cala forumowa historie
          bylo moze ze dwa tuziny, wyrzuconych uzytkownikow - chyba troje). Niemniej nie
          mozna wobec tego - chocby z poszanowania "odmiennej drogi kazdego" -
          dyskwalifikowac glosow te postawe krytykujacych, prawda? Nie mowiac juz o tym,
          ze jednak na forum chrzescijanskim te ostatnie z natury rzeczy sa jakby
          jednak... odrobine bardziej uprawnione.


          > I wreszcie ostatnia kwestia, czyli to co napisała już Sulla. Nigdy nie mamy
          > pewności, czy jakaś wypowiedź jest czyjąś zabawą, czy jest faktycznym
          > problemem. Znam kobiety,które opisując własne przeżycia piszą, że przytrafiło
          > się to koleżance. Oczywiście, że mogę się wkurzyć, że mnie oszukuje,
          > oczywiście, że mogę stwierdzić, że skoro ona nie jest szczera to ja się
          > odąsam... Tylko po co? Co jest ważniejsze? Ja i moje poczucie (bardzo
          > subiektywne i emocjonalne) "wyrolowania", czy możliwość pomocy komuś, kto jej
          > faktycznie potrzebuje (autor, czy ktoś, kto tylko czyta, ale sam boryka się z
          > podobnym problemem)?

          O, nie, nie. Tu bynajmniej nie chodzi o czyjes subiektywne "poczucie
          wyrolowania". W zyciu sie wieksze tragedie zdarzaja. Natomiast to forum, hmmmmm,
          w moim odczuciu nie jest - nie mialo byc - forum poradniczym (abstrahuje od
          konkretnych drobnych kwestii typu "co w prezencie na chrzest"). Porad jest w
          inernecie mnostwo, zwlaszcza domoroslych psychologow. Oraz nicujacych kazdy
          mozliwy aspekt pogawedek o tzw. zyciu (kolezanek wink)).

          Wiec, jesli to forum ma byc miejscem wzrostu - tak chyba kilka osob o nim mysli
          - to przede wszystkim kazdy powinien byc uczciwy sam wobec siebie. Na przyklad
          zadac sobie pytanie: dlaczego czasem z zapalem argumentuje przeciw kwestiom
          drugorzednym, a ciagle nie umiem sie odniesc do spraw zasadniczych? Moze
          dlatego, ze wtedy okazaloby sie, ze tam lezy moja faktyczna ulomnosc, moja
          niewiernosc?
          Albo: co ofiarowuje, a co chcialbym dostac?

          Ja sobie zdaje sprawe, ze to co pisze teraz, to niepopularne jest. Generalnie
          stawianie wymagan jest niepopularne, a juz zwlaszcza w sieci wink)).

          I jeszcze jedno. Specyfika tego forum jest taka, ze my sie tu wzajemnie za
          siebie modlimy. Oczywiscie, Pan Bog przeksieguje w razie potrzeby. Ale jednak
          nie modlimy sie "za scenariusze", tylko za konkretnych ludzi. Dla mnie to o
          czyms swiadczy - i do czegos zobowiazuje.
          • sulla Re: forum 29.11.09, 18:51
            isma napisała:

            > Wiec, jesli to forum ma byc miejscem wzrostu - tak chyba kilka osob o nim mysli
            > - to przede wszystkim kazdy powinien byc uczciwy sam wobec siebie. Na przyklad
            > zadac sobie pytanie: dlaczego czasem z zapalem argumentuje przeciw kwestiom
            > drugorzednym, a ciagle nie umiem sie odniesc do spraw zasadniczych? Moze
            > dlatego, ze wtedy okazaloby sie, ze tam lezy moja faktyczna ulomnosc, moja
            > niewiernosc?
            > Albo: co ofiarowuje, a co chcialbym dostac?
            >
            > Ja sobie zdaje sprawe, ze to co pisze teraz, to niepopularne jest. Generalnie
            > stawianie wymagan jest niepopularne, a juz zwlaszcza w sieci wink)).

            Ismo, zgadzam się z Tobą, pytanie jednak, czy jest to kwestia osobistego
            rozrachunku każdego z samym sobą, czy forum ma prawo takiego rozrachunku niejako
            wymagać?
            Ja czuję się emocjonalnie związana z forumowiczami WwW, ale jednak mam
            świadomość, że nic o nich nie wiem tak naprawdę. Skąd mogę wiedzieć, z jakich
            przyczyn ktoś myśli tak a nie inaczej, w jakim momencie swojego życia się
            znajduje, co jest mu w danym momencie potrzebne? Skąd mogę wiedzieć, czy sam się
            nad sobą zastanawia - czy wystarczą same jego posty, by to ocenić? I czy ja mam
            prawo takiej oceny dokonywać?

            Ja się po prostu boję, że ktoś może naprawdę potrzebować pomocy i jej nie
            otrzymać. Mi się to kiedyś zdarzyło w mikroskali i niezbyt przyjemnie to
            wspominam. Zaraz po urodzeniu córki miałyśmy ogromne problemy z karmieniem, ja
            odchodziłam wprost do zmysłów - mała nie chciała jeść, zasypiała przy piersi,
            źle przybierała. Bardzo mi zależało na karmieniu piersią i oprosiłam o pomoc na
            forum Karmienie piersią. W pierwszej odpowiedzi dostałam opieprz, że co ze mnie
            za matka, co dziecku piersi odmawia, i niech ja się wczuję w sytuację mojego
            biednego dziecka. Ryczałam jak głupia po tym poście. Na szczęście potem dostałam
            pomocne odpowiedzi i z karmieniem się w końcu też udało.
            Ja nie wiem, może ja wtedy sama w chaosie jakoś tak napisałam, że trudno mnie
            było zrozumieć. Ale pamiętam to paskudne uczucie odrzucenia i niezrozumienia w
            tamtej sytuacji. I ja wolę się dać zrobić w jajo, niż to zafundować komuś, kto
            naprawdę potrzebuje wsparcia.
            • isma Re: forum 29.11.09, 19:37
              A to jest dosyc skomplikowane wink)). Bo z jednej strony w takim najglebszym
              sensie nie wiemy nic o nikim, nie jestesmy nim. Drugi czlowiek zawsze jest
              "inny", i to trzeba zawsze miec na uwadze, jasne.

              No ale tez nie ma przeciez w realnym zyciu tak, ze czynimy takie zalozenie, wiec
              juz niczego od nikogo nie oczekujemy, i wszystkich traktujemy z taka sama chocby
              uwaga, a juz nie mowie, zeby z uczuciem wink)). Podobnie jak w sieci (tylko ze w
              sieci wnioskujemy wylacznie z wypowiedzi, a w zyciu z materialu bardziej
              roznorodnego), w realnym zyciu tez sie zdarza, ze jedni - z miej lub bardziej
              racjonalnych powodow - czlowieka odrzuca, a inni wespra. I tez to bywa przykre,
              wiem.

              Po prostu mnie sie wydaje, ze mozna traktowac internet jako pewna forme zycia, a
              mozna jako pewna forme literatury. Albo blizej jednej lub drugiej. No i ja
              jestem z tej szkoly, ktora uwaza, ze trzeba na to patrzec jak na pewna forme
              zycia jednak. Dziwna, specyficzna, o dynamice bardzo silnie naznaczonej
              poczuciem anonimowosci, ale jednak forme zycia. A nie literatury, gdzie czasem
              mozna cos majacego pozor wypowiedzi osobistej napisac dla samego "wymieniania
              pogladow".

              Dlatego mnie bardzo uderzylo stanowisko "a nawet jesli to nieprawda, to co tam,
              pogadac mozna". Mozna pogadac, i to zreszta robimy, ale mysle, ze uczciwie jest
              wtedy przedstawic problem jako czysto teoretyczny.

              Czy "forum" ma prawo "wymagac"? Wymagac oczywiscie nie, i nikt tego nie robi
              chyba. Natomiast ja sie bede upierac, ze warto podkreslac, ze to bycie serio (i
              nie mowie tu tylko o ewidentnym trollingu, ale tez o pokrewnym podejsciu, ze w
              sumie nie bardzo istotne, co kto pisze, bo "miejsca na forum jest dosc") jest
              wazne. Ze wazna jest - jak Samboraga wczesniej napisala - osobista historia
              kazdego z nas, chocby ta widziana tylko przez pryzmat postow (no bo innej tu
              zazwyczaj nie znamy). Nie zeby kogos odrzucic, nie. Ale zeby w innej optyce
              zobaczyc np. kolejny problem kogos, komu sie znowu cos w Kosciele nie podoba.
              Albo zeby pamietac, ze ta czy owa malo udzielajaca sie uczestniczka niejednej
              osobie bezinteresownie swiadczyla pomoc w ramach swoich zawodowych kompetencji.
              A ten czy inny forumowicz, na brak czasu - jak mozna wnosic z intensywnej
              obecnosci na forum - nie narzekajacy, tego czasu nie znalazl na tyle, zeby
              odpisac bodaj jedno zdanie na skierowana na priva zwiazana z forum prosbe.

              Moderatorki tu pisaly - my sila rzeczy jakos obserwujemy caloksztalt, i byc moze
              czasem ten caloksztalt wplywa na nasze poszczegolne zachowania. Moze
              rzeczywiscie jesli ktos traktuje forum w optyce "tu i teraz", biezacej jakiejs
              dyskusji, o ktorej jutro nie warto bedzie pamietac, to to sie wydaje dziwne. No
              ale my chyba nie umiemy inaczej - ja na pewno inaczej nie umiem - niz robie w
              zyciu...

              I jeszcze napisze cos osobistego (a ze mam goraczke, to moze to byc bardziej
              belkotliwe niz zwykle). Ja sama widze, jak sie zmienilam przez te kilka lat - ja
              sama, nie tylko moje wypowiedzi. I mysle, ze bylo to mozliwe m.in. dlatego, zem
              probowala traktowac rozmowy tutaj tak, jak gdyby one byly czyms wiecej, niz
              tylko wymiana pogladow. Tak w odniesieniu do innych, i w odniesieniu do siebie
              (dla osoby w tak minimalnym stopniu obdarzonej cnota pokora jak ja np. duzym
              odkryciem bylo to, o czy gdzies tam napisalam wyzej: ze najczesciej jesli sie na
              cos wsciekam, angazuje w jakas dyskusje, upieram sie, ze argumenty sa do luftu i
              ja dalej nic nie rozumiem - to jest to najbardziej widomy symptom tego, ze to ze
              mna jest cos nie tak, i to znacznie powazniej, nizby z tematu, ktorego sie w
              drobiazgach uczepilam, wynikalo...).
              • isma Re: forum 29.11.09, 20:04
                Jeszcze - bo ja, jak mowilam, mysle dzisiaj wyjatkowo niepelnosprawnie.

                Z tym calosciowym patrzeniem, zeby jasne bylo. Jak pogotowie przyjezdza do
                faceta, ktory sie skarzy na bol w plecach, to mu najczesciej daje zastrzyk z
                pyralginy. No i zazwyczaj przestaje bolec. Niemniej gdyby on sie na ten sam bol
                w plecach poskarzyl swojemu lekarzowi rodzinnemu, ktory mniej wiecej zna jego
                obciazenia, inne dolegliwosci itp., to ten, byc moze, moglby podejrzewac zawal,
                wyslac ciupasem do szpitala, i byc moze mu zycie uratowac.

                No i teraz - jesli sie czyta w oderwaniu czyjs watek o tym, ze obrazy w
                parafialnym kosciele sa tak kiczaste, ze zeby bola, to mozna poradzic wyprawe za
                miedze. Doraznie zazwyczaj pomaga wink)). Ale jak sie pamieta, ze miesiac temu
                problemem odstreczajacym watkodawce od niedzielnego odwiedzania kosciola byl
                falszujacy organista, dwa miesiace temu kiepska polszczyzna rekolekcjonisty, a
                pol roku temu tlok na mszy, to czasem warto zaproponowac zbolalemu diagnostyke
                bardziej szczegolowa... Bo moze problem ma proboszcz, a moze watkodawca wink)).

                Tyle, ze to z boku moze wygladac na czepianie sie, o.
                • sulla Re: forum 29.11.09, 20:18
                  A tak, to rozumiem akurat. Przyznam, że ja tak reaguję wówczas, gdy ktoś mi się
                  obawia tylko w wątkach pt. "Kolejny skandal w UK" albo "Niemcy nas biją". Jeśli
                  ktoś zakłada tylko takie wątki i tylko na takie tematy się wypowiada, to ja
                  zaczynam nabierać podejrzeń i zazwyczaj się wycofuję z rozmów.
                  • sulla errat 29.11.09, 20:24
                    nie obawia, a objawia, pardon!
                  • isma Re: forum 29.11.09, 20:33
                    Ano widzisz. Z tym, ze tego typu watki, zwane przeze mnie "prasowka", od biedy
                    mozna traktowac jako z zalozenia dyskusje "o pogladach", a nie o osobach. Tu,
                    powiedzmy, nikt nie oczekuje wspol-czucia czy modlitwy. Nie liczy na zaufanie.
              • sulla Re: forum 29.11.09, 20:14
                No ja też właśnie traktuję forum jako formę życia i stąd z kolei się biorą moje
                wątpliwości i moja ostrożność smile

                Toteż - co Cie pewnie nie zdziwi- zgadzam się z Tobą praktycznie w całości. I
                nie o to mi chodzi, że nieważne co się na forum pisze i z jakimi intencjami, a
                raczej o to, że jeśli mam jakieś wątpliwości, czy ktoś serio pisze czy tylko
                sonduje opnie, to wolę już dać się "wysondować", niż przypadkiem uczynić komuś
                poważną przykrość.
                • isma Re: forum 29.11.09, 20:19
                  No, wiem. Niemniej ja rozumiem tych, ktorzy maja watpliwosci, i przyznaje im
                  prawo do ich arykulowania. Bo, mowie - ryzyko wystapienia takich rzeczy jest
                  chyba cena za anonimowosc, mozliwosc dobrania sobie rozmowcow o okreslonym
                  profilu etc, czyli za wszystkie frukta komunikowania sie via net.
                  • sulla Re: forum 29.11.09, 20:23
                    Ja rozumiem i tych, co artykułują wątpliwości, i tych, co się tymi
                    wątpliwościami czują urażani. I myślę, że obie strony mają prawo swe wątpliwości
                    i swe żale artykułować.

                    A że masz gorączkę, to polecam herbatę z imbirem i do wyrka smile Nie będę Ci głowy
                    zawracać przecież, gdyś chora. Zdrowiej szybko!
                    • isma Re: forum 29.11.09, 21:01
                      Bog zaplac, ale to tego rodzaju zdaje sie problem jest, ze herbata z imbirem nie
                      zadziala sad((. Grypa u nas w domu juz byla sad((.
                      • sulla Re: forum 29.11.09, 21:20
                        Uuu, to kiepsko sad Ale w takim razie macie moje ciepłe myśli i modlitwę.
                        A herbata tylko dla smaku może byc.
                        Zdrowiejcie, a ja już spadam na dziś.
              • 11.jula Re: forum 03.12.09, 14:06
                isma napisała:
                >Dlatego mnie bardzo uderzylo stanowisko "a nawet jesli to
                nieprawda, to co tam, pogadac mozna". Mozna pogadac, i to zreszta
                robimy, ale mysle, ze uczciwie jest wtedy przedstawic problem jako
                czysto teoretyczny.

                Tak, masz rację, uczciwie jest przyznać o co naprawdę chodzi. Ale w
                dalszym ciągu uważam, że lepiej jest zostać oszukanym (co
                niewątpliwie jakąś tam gorycz zostawi) niż zostawić bez pomocy
                człowieka, który może być w fatalnym stanie psychicznym, czego nie
                jesteś w stanie ocenić przez internet.
                Owszem, nie czułabym sie dobrze wiedząc, że moje - czasem bardzo
                osobiste - wypowiedzi zostały po cichu wykorzystane w jakiejś
                ankiecie. Ale czułabym się jeszcze gorzej, gdyby się okazało, że
                ktoś potrzebował wsparcia i go ode mnie nie dostał, bo wydawało mi
                się, że oszukuje.
                Wolę ja być "zrobiona w capa" niż kogoś skrzywdzić.
                • isma Re: forum 03.12.09, 17:57
                  No, nie, to nie jest tak, nie mieszajmy dwu spraw.

                  Skoro juz padl przyklad Paetza*, to moze przez analogie (choc oczywiscie skala
                  bolesnosci zjawiska nie taka). Otoz, kazdy skrzwdzony przez niego seminarzysta
                  mial prawo wybaczyc, zapomniec, uznac, ze te wydarzenia dla niego nie maja
                  znaczenia, ze "wszystko MU jedno" I to byc moze jest nawet postawa chwalebna.
                  Natomiast NIE WOLNO takiej indywidualnej postawy absolutyzowac, uogolniac i
                  mowic "TO wszystko jedno, co sie stalo".
                  Bo jest tak, ze molestowac ludzi nie wolno, i temu przekonaniu - bodaj na takim
                  poziomie ogolnosci - trzeba dawac wyraz.

                  Wiec i tu: kazdy z nas ma jakis tam potencjal zaufania do innych. Jedni wiekszy,
                  inni mniejszy. I stosownie do tego dajemy temu wyraz.
                  Natomiast NIE WOLNO mowic, ze kwestia prawdy w relacjach miedzy ludzmi w ogole
                  nie ma znaczenia, ze "to wszystko jedno".
                  Bo jest tak, ze oszukiwac ludzi nie wolno, i temu przekonaniu - bodaj na takim
                  poziomie ogolnosci - trzeba dawac wyraz.

                  O to mi chodzi, i to mnie w tamtym poscie poruszylo.

                  *przy czym oczywiscie rozmawiamy w aspekcie moralnym, a nie prawnym - w sensie
                  prawnym to on jest czysty jak lza, bo nikt go formalnie nie oskarzyl, nie mowiac
                  o skazaniu.
                  • nati1011 relatywizm moralny 03.12.09, 18:12
                    i spychanie moralności do sfery prywatnej

                    Ja uważam, że jednym z największych bolączek naszego zpołeczeństwa
                    jest źle rozumiana wolność i relatywizm chyba już wszystkiego.

                    Wszystko wolno, nic już nie jest złem czy grzechem w ogólnym pojęciu
                    społecznym. I coraz częściej zamyka się ludziom usta, gdy próbują
                    zło nazywać złem. Jeżeli jakoś nad tym nie zapanujemy i nie wrócimy
                    do jasnego określenia norm moralnych, to naprawdę bedzie źle.

                    I jak napisała Isma, ja osobiście mogę wybaczyć, ze ktoś mi zrobił
                    coś złego. Ale to zło nie bedzie przez to dobrem. I jeżeli ktoś
                    nazwie je złem, to bedzie miał do tego prawo. Bedzie to co najwyżej
                    zło wybaczone.
                    • sulla Re: relatywizm moralny 03.12.09, 22:31
                      No nie nie, nikt tu przecież nie mówi, że wolno oszukiwać. Mówimy o tym, że w
                      sytuacji, gdy NIE WIEMY, a jedynie mamy podejrzenie, to wolimy (Jula i ja)
                      zaryzykować w myśl zasady in dubio pro reo. Bo jak zostaniemy oszukane, to
                      trudno, nasza strata. Ale jak odrzucimy kogoś, kto się okazał niewinny, to już z
                      tego może się zrobić krzywda poważna.
                      • isma Re: relatywizm moralny 03.12.09, 23:02
                        Nie, nie. Wlasnie Jula napisala wprzody nie o sobie, tylko generalnie:

                        "Zakładanie z
                        góry, że czyjś wątek jest prowokacyjny nie jest w porządku. Bo jeśli
                        nawet jest, to co? Najwyżej poznamy swoje opinie na dany temat."

                        Nie: "ja - Jula - nie zakladam... "etc. Tylko, ze w ogole sie tak zakladac nie
                        powinno, bo nawet jesli to jest klamstwo czy prowokacja, "to co? Najwyzej...".

                        I ja sie o to caly czas dobijam. Zeby powiedziec wyraznie: prowokacja jest zla.
                        Klamstwo jest zle. A to, ze ludzie wykazuja dobra wole, to jest wlasnie ich
                        indywidualna dobra wola, a nie oczywiste akceptowanie konwencji pt. to jest
                        internet, i mozna wszystko, bo coz sie takiego wskutek tego klamstwa stac moze,
                        "najwyzej poznamy swoje opinie".
                        • otryt Re: relatywizm moralny 04.12.09, 00:53
                          isma napisała:

                          >to jest internet, i mozna wszystko, bo coz sie takiego wskutek
                          >tego klamstwa stac moze, "najwyzej poznamy swoje opinie".

                          Myślę, że skutki mogą być poważne. Część ludzi poddana kłamstwu lub prowokacji
                          zignoruje wątek, inna część wejdzie w konflikt, bo kłamstwo lub prowokacja rodzi
                          podziały w grupie. Następuje powolna erozja, nikt nie chce już poważnie
                          rozmawiać. W dłuższej perspektywie prowadzi do rozkładu wspólnoty.
                          • atama Re: relatywizm moralny 04.12.09, 08:54
                            No i chyba zmienię zdanie.
                            Całe szczęście, że Moderacja (i nie tylko) czuwa.

                            smile
                        • sulla Re: relatywizm moralny 04.12.09, 09:31
                          No co do tego się zgadzamy - prowokacja jest zła i kłamstwo jest złe. To dla
                          mnie oczywiste.

                          Ja tylko pragnę podkreślić, że my często nie wiemy, czy mamy do czynienia z
                          prowokacją, a nasza intuicja - jak napisał wcześniej Otryt, może nas zawieść.
                          Wydaje nam się, że to ewidentna prowokacja, a to człowiek z wielkim problemem.
                          Chodzi mi o ostrozność po prostu.
                          • nati1011 Re: relatywizm moralny 04.12.09, 10:10
                            Sulla masz rację. Ale gdzieś trzeba ustawić granicę. Bo jej brak, to
                            też nie do końca dobrze.
                        • twoj_aniol_stroz ocena autora 04.12.09, 10:19
                          isma napisała:

                          > Nie, nie. Wlasnie Jula napisala wprzody nie o sobie, tylko
                          generalnie:
                          >
                          > "Zakładanie z
                          > góry, że czyjś wątek jest prowokacyjny nie jest w porządku. Bo
                          jeśli
                          > nawet jest, to co? Najwyżej poznamy swoje opinie na dany temat."
                          >
                          > Nie: "ja - Jula - nie zakladam... "etc. Tylko, ze w ogole sie tak
                          zakladac nie
                          > powinno, bo nawet jesli to jest klamstwo czy prowokacja, "to co?
                          Najwyzej...".
                          >
                          > I ja sie o to caly czas dobijam. Zeby powiedziec wyraznie:
                          prowokacja jest zla.
                          > Klamstwo jest zle. A to, ze ludzie wykazuja dobra wole, to jest
                          wlasnie ich
                          > indywidualna dobra wola, a nie oczywiste akceptowanie konwencji
                          pt. to jest
                          > internet, i mozna wszystko, bo coz sie takiego wskutek tego
                          klamstwa stac moze,
                          > "najwyzej poznamy swoje opinie".

                          Tylko mam jedno "ale" w tych wywodach. To jest ocenianie drugiego
                          człowieka. Myślę, że nie mamy prawa oceniać autora wątku, a to
                          właśnie robimy pisząc, że troluje, czy prowokuje. Znów powtórzę: nie
                          mamy 100% pewności, że ten ktoś nie potrzebuje faktycznej pomocy.
                          Może jednak należałoby temu komuś pozostawić do rozważenia we
                          własnym sumieniu, czy to co robi jest w porządku w stosunku do
                          reszty forumowiczów? Pochopna ocena postawy moralnej forumowicza
                          jest jednak zdecydowanym nadużyciem...
                          • mader1 Re: ocena autora 04.12.09, 10:43
                            trzeba tu być ostrożnym, zgadzam się z Sullą ,Julą, Tobą.
                            No ale zło to zło, dobro to dobro, niezależnie od naszej ostrożności, z jaką
                            będziemy posty traktowali.
                            Nie jest to ocena człowieka. Bo my calego czlowieka nie znamy, nie poznamy,
                            mało- rzadko kogo widieliśmy na oczy ( no chyba , że w gazecie wink. Na górze, w
                            nagłówku właśnie z tego powodu umieszczony jest taki, a nie inny tekst.Mało kto
                            go czyta, a polecam wink
                            Tu rozmawiamy o postach, wątkach, jednej tylko z częsci aktywności ludzkiej,
                            przebogatej przecież. Trudno czasem nie widzieć.
                            I z pewnością powinniśmy przede wszystkim pilnować tego, że nam " nie wolno",
                            niż dopatrywać się złej woli w działaniach innych.
                            Ale " nie widzieć" tego, co oczywiste i co na innych forach widzą, dobre i
                            pobożne wcale nie jest.
          • capriglione Re: forum 07.12.09, 13:49
            isma napisała:
            Natomiast to forum, hmmmmm
            > ,
            > w moim odczuciu nie jest - nie mialo byc - forum poradniczym (abstrahuje od
            > konkretnych drobnych kwestii typu "co w prezencie na chrzest").

            No to znaczy, że sprawa "wymknęła się spod kontroli" smile))
            Tyle wartościowych porad, wskazówek, dobrych, ciepłych słów, wsparcia, nie
            doświadczyłam nigdzie indziej w świecie wirtualnym, a i w realu bywało różniesmile
            Dla mnie osobiście ta funkcja "poradnictwa" odgrywa tu kluczową rolę, obok
            funkcji poznawczych.
    • otryt Re: forum 27.11.09, 22:17
      Uważam, że Mary_ann napisała rzecz niezwykle ważną:

      >przyjąć jedno z dwóch prostych rozwiązań:
      >albo się wpisać merytorycznie,
      >albo wątek najzwyczajniej zignorować.
      >Miejsca na forum chyba jest dosyć?

      Myślę, że te słowa warto wpisać do preambuły forum. Niestety w wątku o in vitro
      sam ją złamałem, rzucając podejrzenia w stosunku do Izazdo. Choć ją
      przeprosiłem, cały czas jest mi jakoś głupio.

      Myślałem potem o sprawie. Każdy z nas ma część racjonalną i nieracjonalną. W
      tamtym wątku moja część nieracjonalna wzięła górę nad racjonalną i ją w jakiś
      sposób zdominowała. Nagle, nie wiadomo dlaczego na moim pulpicie zapaliło się
      mnóstwo czerwonych lampek ostrzegawczych. Najpierw pojawiają się nieracjonalne
      lampki, a potem człowiek dorabia teorię. Nie odwrotnie. Niestety, na forum nie
      możemy sobie pozwolić na to, by nami kierowały nieracjonalne impulsy. Każdy
      człowiek ma ograniczoną wiedzę i doświadczenie. Czasem może płynąć do niego
      przekaz paradoksalny, niby sprzeczny. Jednak ta sprzeczność bywa nierzadko
      pozorna i wynikająca z przeróżnych naszych ograniczeń. Czasem możemy tak
      reagować na nowość lub inność. Gdy poznamy i zrozumiemy, przestanie to w nas
      budzić niepokój czy napięcie. Piszę, jak ja subiektywnie to odczułem wtedy.
      • paszczakowna1 Re: forum 28.11.09, 13:08
        Pięknie napisane. I spostrzeżenia psychologiczne chyba słuszne - widziałam to
        niestety tez u siebie, acz przy innych okazjach.
        • otryt MarekSzymański"Dotykanie świata Marka Kamińskiego" 29.11.09, 01:36
          Jeszcze piękniej napisał to samo Marek Kamiński - podróżnik.

          "Jeżeli ograniczymy się tylko do wiedzy racjonalnej, to nie możemy sięgnąć do
          sfery, która jest poza rozumem. Umiejętność wsłuchania się w wewnętrzny głos,
          precyzyjnego odczytywania jego znaków i wskazówek jest niezmiernie przydatna,
          ale i bardzo trudna. Często źle interpretujemy te wskazówki. Ja też nie mam na
          to patentu. Staram się tylko być otwarty na tę rzeczywistość. Jeżeli coś mi
          podpowiada, żeby coś zrobić, nie bagatelizuję tego. Nie oszukujmy się jednak, że
          to zawsze działa. Myślę, że każdy z nas spotkał się z sytuacją, w której głos
          intuicji wyprowadził go na manowce."


          http://www.dotykanieswiata.pl/


          Latałem po mieście by kupić tę książkę. Nigdzie nie ma, zbyt nowa.
          Pozdrawiamsmile
    • mader1 Re: forum 28.11.09, 12:20
      Teraz odezwie się ta, która ostatnio prawie nie pisze wink
      Nie potrafię nic poradzić, ale to forum jest dla mnie miejscem
      szczególnym. Dlatego boli mnie każda sytuacja, w której zamiast się
      dogadywać, rozmijamy się. Wiem jednak, ze są to sytuacje ludzkie...
      Ostatnio dziewczyny z przyczyn osobistych zwolniły mnie z
      moderowania, więc nie staję już przed trudnymi problemami - wtrącić
      się, ostrzec czy nie. Udzielamy się na różnych forach, czytamy czy
      ogladamy różne fora - choćby z moderatorskiego obowiązku, aby
      podpatrywać i usprawniać na naszym forum różne jego funcje. Natykamy
      się na wypowiedzi wypowiadających się i tu osób smile Wtedy zawsze robi
      się cieplej pod sercem, bo to nieobojętne nicki. Ale przyznam, że
      dzięki temu, czy jak kto woli, przez to, że MUSIMY przynajmniej w
      trakcie naszego dyżuru, przeczytać wszystkie wątki i wypowiedzi - a
      nie tylko te które nas interesują czy te, w których możemy się
      wypowiedzieć - a do tego jeszcze wymieniamy opinię i z innymi
      moderatorami, trochę inaczej widzimy niektóre problemy. A że
      jesteśmy tylko ludźmi, czasem zareagujemy za ostro, czasem zbyt
      słabo.
      Co mnie bolało w wypowiedziach forumowych ? Posty rozdrapujące życie
      innych, którzy zapewne nie życzyliby sobie, żeby robić to
      publicznie, razem z podawaniem szczegółów z ich życia ułatwiajacymi
      ich identyfikację. Nie po to, by się za nich pomodlić, albo uzyskać
      jakąś konkretną radę, która pomogłaby rozwiązać problem, ale po to,
      żeby przyjrzeć się, pooceniać, poznać opinię i utwierdzić się w
      swojej.Poplotkować o innych. Wiecie, że wokół mnóstwo jest
      kuriozalnych czy dziwnych sytuacji i trzeba bić się po łapach, żeby
      się nimi nie zajmować i nie pasjonować. Także dlatego, że problem
      widzi się subiektywnie - bo jakżeby inaczej ?
      Jest oczywiście pewna cienka granica, zwłaszcza dla ludzi
      nieśmiałych czy skrytych - czy prośba o radę czy wsparcie czy choćby
      wirtualne pogłaskanie w mojej konkretnej sytuacji, jest wywlekaniem
      brudów czy oskarżaniem ? Nigdy tak tego nie odbierałam.
      Ale wtedy choć tej konkretnej osobie można pomóc choćby przez to, że
      jej się wysłucha, ze się jest. Czasem nawet daje się pomóc
      konkretnej. I wydaje mi się , że dla takich sytuacji to forum jest.
      To do razu widać po owocach.
    • mader1 Re: forum 28.11.09, 12:21
      nie bój się, czasem czekałam na Twój wpis. A trudne rozmowy są
      lepsze od milczenia smile
    • otryt Jan Peszek czyta Pismo św. 30.11.09, 10:35
      Budzikowa pisze w rozważaniach, że Maria Peszek powiedziała, iż w
      swoim otoczeniu nie ma ludzi wierzących. Tymczasem pamiętam, jak
      przed laty jej ojciec Jan Peszek w naszym kościele przepięknie
      czytał Księgę Hioba w ramach cyklu „Verba Sacra”. Poczułem pewien
      zgrzyt, że oba przekazy są ze sobą sprzeczne.

      Jednym z wyjaśnień jest to, że Jan Peszek jest rzeczywiście osobą
      niewierzącą. Wykonuje dobrze i po mistrzowsku swój zawód. Jeśli tak
      jest, to czy ksiądz organizujący cykl powinien go zapraszać? Czy nie
      mielibyśmy do czynienia z jakimś fałszem? Przez cały rok przyjechało
      12 znanych aktorów, każdy czytał inny obszerny fragment Pisma.
      Odbierałem ich publiczny występ w kościele jako rodzaj osobistego
      świadectwa wiary, czyli coś głęboko prawdziwego. Bardzo pięknego i
      nierzadko wzruszającego. Dziś czuję się oszukany, że to żadne
      świadectwo. I naiwny jak przedszkolak, że gry nie odróżniłem od
      świadectwa. Podobnie jest z forum.
      • sulla Re: Jan Peszek czyta Pismo św. 30.11.09, 13:52
        Otrycie, czy naprawdę czujesz się już oszukany, mimo iż nie wiesz nic na temat
        tego czy Jan Peszek jest wierzący? Czy naprawdę już wydałeś osąd na podstawie
        wypowiedzi jego córki, która mogła mieć na myśli po prostu swoich znajomych, a
        może po prostu w jej rodzinie o wierze się nie rozmawia?

        Dla mnie właśnie tak jest z forum - dopóki nie mam pewności, że ktoś oszukuje,
        nie śmiem go oceniać.
        • isma Re: Jan Peszek czyta Pismo św. 30.11.09, 14:01
          Eeee, mnie sie wydaje, ze Otryt nie dos precyzyjnie analogie skonstruowal.
          Na forum mamy do czynienia - i w jakis tam sposob wnioskujemy, oceniamy - z tym,
          co ludzie sami o sobie mowia. Komunikujemy sie zn imi bezposrednio. Wiec jest
          tylko problem ich osobistej wiarygodnosci.

          Natomiast w przykladzie z Peszkiem Otryt wywnioskowal o nim z wypowiedzi osoby
          tzeciej, a to juz jest obarczone tak duzym ryzykiem bledu (przede wszytskim ze
          wzgledu na istnienie posredniego ogniwa komunikacji), ze tu rzeczywiscie raczej
          trzeba byc niezbyt wyrywnym w ocenie.
          • otryt Re: Jan Peszek czyta Pismo św. 30.11.09, 14:23
            isma napisała:

            >Natomiast w przykladzie z Peszkiem Otryt wywnioskowal o nim z
            >wypowiedzi osoby tzeciej, a to juz jest obarczone tak duzym
            >ryzykiem bledu

            No oczywiście. Ja podałem tylko jeden z wariantów wyjaśniających
            sprzeczność i jakie to właśnie rozwiązanie zagadki rodzi uczucia we
            mnie.

            Możliwe są również inne wyjaśnienia. Choćby takie, że ojciec z córką
            żyją jak pies z kotem i jedno o drugim nic nie wie. Albo Wojewódzki
            i Maria Peszek robili sobie jaja z Hołowni w jajcarskim programie.
            Wyjaśnień sprzeczności może być bardzo wiele. Choćby takie, że ja
            nie umiem czytać ze zrozumieniem, bo mi ząb narywa albo młot
            pneumatyczny za ścianą telepie mózgiem.smile)) Zakłócenia komunikacji
            mogą być przeróżne.
            • budzikowa Re: Jan Peszek czyta Pismo św. 30.11.09, 14:33
              Nie pamiętam tej rozmowy w szczegółach, pamiętam tylko wrażenie, jakie na mnie wywarła.

              I odnoszę wrażenie, że chodziło tu o wartość świadectwa osoby z tej samej grupy rówieśniczej. Wyznania wiary rodziców, dziadków, można łatwo zaszufladkować jako tradycję, "kiedyś tak się myślało", a Pismo Święte jako jeden z wielkich tekstów kultury. I jako takie można je łatwo nawet nie odrzucić, a zignorować. Nie mieć potrzeby, żeby się opowiedzieć po którejś ze stron.

              Natomiast wypowiedź rówieśnika, człowieka żyjącego w tym samym czasie i w tej samej kulturze, człowieka, który ma taki sam apetyt na życie, może obudzić pytania. Bo już nie można zbyć tej kwestii prostym "ja jestem inna", kiedy widzę, że jestem dokładnie taka sama jak ten drugi człowiek, czy "wszyscy tak żyją", gdy okazuje się, że jednak nie wszyscy.

              Tak wtedy odebrałam te słowa.
              • otryt Re: Jan Peszek czyta Pismo św. 30.11.09, 14:48
                Dziękuję. To ciekawa myśl, że świadectwo rówieśnika jest cenniejsze.
                Mam nadzieję, że nie masz mi za złe, że korzystajac z Twoich
                rozważań rozpętałem dyskusję w tym wątku? Pozdrawiam serdeczniesmile
                • budzikowa Re: Jan Peszek czyta Pismo św. 30.11.09, 15:08
                  > Mam nadzieję, że nie masz mi za złe, że korzystajac z Twoich
                  > rozważań rozpętałem dyskusję w tym wątku?

                  Szczerze mówiąc, czuję się nie w porządku wobec Jana Peszka, że moje rozważanie naraziło go na bycie przedmiotem publicznego roztrząsania jego najintymniejszych spraw.
                  Również pozdrawiam smile
        • sulla Re: Jan Peszek czyta Pismo św. 30.11.09, 14:02
          Jeszcze z drugiej strony - pytasz, czy ksiądz powinien zapraszać do czytania
          Pisma osobę niewierzącą. A dlaczego nie? A co, jeśli w ten sposób ta osoba zyska
          kontakt ze Słowem Bożym? Jeśli to coś zmieni w jej życiu? Czy naprawdę Słowo
          przestaje być Słowem, gdy je czyta ktoś niewierzący?

          Ja w tym nie widzę oszustwa, ja w tym widzę szansę. I tak właśnie odczytałam te
          czytania i rozważania Budzikowej - nie zamykajmy się na innych, nawet
          niewierzących, bo Chrystus przyszedł do wszystkich, nie tylko do nas.
          • isma Re: Jan Peszek czyta Pismo św. 30.11.09, 14:33
            No od kogo jak od kogo, ale od protestantki bym sie nie spodziewala...! wink)).
            Gdzie szacunek dla Pisma sw.!

            A powazniej. Noooo, jak ktos pewnych aktow dokonuje publicznie, to jednak jest
            troche cos innego, niz poczytanie sobie cicho w kaciku. Na prywatny uzytek Pismo
            sw. sobie kazdy moe poczzytac, natomaist czynienie tego publicznie ja jednak
            odbieram jako deklaracje wiary (przy czym u mnie to sie odnosi w zasadzie tylko
            do Pisma sw. - zupelnie spokojnie np. zakladam, ze filmowa role Brata Alberta
            czy Matki Teresy moglby zagrac aktor/aktorka niewierzacy/a).

            Pismu sw. oczywiscie niczego od tego ateistycznego publicznego czytania nie
            ubywa, podobie jak niczego Panu Bogu nie ubywa od tego, ze ktos krzywoprzysiega
            czy bluzni (nie zebym porownywala skale - ale mechanizm). Ale jednak, no, ten
            hiatus miedzy tekstem a osoba moze sie przyczynic do powstania w duszyczkach
            sluchaczy niejakiego zametu...

            Nb. tu chyba tez jest kwestia katolickiej specyfiki - jak wiadomo, luteranski
            pastor od biedy moze byc i jawnie niewierzacy wink)).
            wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,1650719.html

            • mama_kasia Re: Jan Peszek czyta Pismo św. 30.11.09, 14:41
              tak długo pisałam, co Ty tak myk-myk i masz smile))
            • sulla Re: Jan Peszek czyta Pismo św. 30.11.09, 14:47
              Jakże miło jest przeczytać słowo "hiatus"!

              Dla mnie nawet czytanie publiczne może być odebrane dwojako. Tzn. jeśli ma byc
              traktowane jako osobiste świadectwo wiary, to oczywiście osoba niewierząca
              czytająca Pismo rzeczywiście brzmi fałszywie. Ale jeśli miałoby to być takie
              niejako uczczenie tradycji chrześcijańskiej, uczczenie Pisma Świętego, i osoba
              niewierząca czyta Pismo z szacunkiem dla tradycji, to czemu nie?


              > Nb. tu chyba tez jest kwestia katolickiej specyfiki - jak wiadomo, luteranski
              > pastor od biedy moze byc i jawnie niewierzacy wink)).
              > wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,1650719.html

              Ismo, nie mogę przeczytać tego artykułu w całości, więc nijak nie mogę się
              odnieść do tej wypowiedzi. Jeśli mi się uda to przeczytać jakoś , to wtedy się
              dopiero obrażę wink
              A co do specyfiki, to nie jest to kwestia specyfiki luterańskiej, a mojej
              własnej - ja z niewierzących się wywodzę po prostu.
              • isma Re: Jan Peszek czyta Pismo św. 30.11.09, 15:15
                Oj, no, ja Cie tak zyczliwie podgryzam, z tym pastorem wink)). To akurat przeciez
                jest oczywiste kuriozum, a nie norma, i ja to wiem. Niemniej mysle, ze jednak
                jest cos na rzeczy z ta przychylnoscia dla "prywatyzacji" wiary, ktora u
                katolikow jest jednak znacznie mniejsza (wcale nie twierdze, ze by sie czasem
                nie przydala wieksza! Ale my jednak mamy dosyc wyraznie zaznaczone strefy
                sacrum, o - liturgie np.)


                Ja tez z okresowo niewierzacych, ba, jako niewierzaca klerykow uczylam (o czym
                moj pracodawca wiedzial) - i doskonale wiem, jak to jest pomocne, ze w pewnym
                momencie czlowiek sie znajduej - niby tylko towarysko, albo tylko z powodow
                zawodowych - w srodowisku, ktore wiara zyje. Zgadzam sie, to jest wazna okazja,
                i nie nalezy jej pochopnie odbierac.

                Na chwile jeszcze wracajac do tych "roznych sposobow". Chyba witz caly jest w
                tym, zeby uczciwie dac odbiocy kod do komunikatu. Zdefiniowac konwencje. Bo,
                jasne, jak sie omawia staropolskie przeklady psalmow na polonistyce, to to moze
                i niewierzacy. Ale wtedy jasno wiadomo, ze to jest konwencja badan naukowych, a
                nie porzadek wiary. Kolega lekarz zawsze dawal w takich przypadkach przyklad
                roznicy miedzy sekcja zwlok a operacja - to ludzkie cialo i to ludzkie cialo. To
                miesien serca i to miesien serca.
                Ale jednak kardiochirurg musi miec nieco inne kwalifikacje niz patomorfolog, i
                tego ostatniego do stolu operacyjnego z zywym pacjentem lepiej nie dopuszczac
                wink)).
          • mama_kasia Re: Jan Peszek czyta Pismo św. 30.11.09, 14:40
            > Jeszcze z drugiej strony - pytasz, czy ksiądz powinien zapraszać do czytania
            > Pisma osobę niewierzącą. A dlaczego nie? A co, jeśli w ten sposób ta osoba zysk
            > a
            > kontakt ze Słowem Bożym? Jeśli to coś zmieni w jej życiu? Czy naprawdę Słowo
            > przestaje być Słowem, gdy je czyta ktoś niewierzący?
            >
            > Ja w tym nie widzę oszustwa, ja w tym widzę szansę.

            Nie mi oceniać, czy ktoś jest wierzący, czy nie. Natomiast ja
            sama np. nie mogłabym pisać komentarzy do czytań na mszy, gdybym
            nawet umiała pięknie pisać, a tym Słowem bym nie żyła. Nie
            zgadzałam się też czytać czyiś komentarzy w zastępstwie. A to
            dużo mniejsza sprawa, tylko komentarze, ale jednak słuchający
            odbierają je też jako mój przekaz o Słowie, bo choćby nie wiem
            jak chciała siebie umniejszyć, to tak będę w tych
            komentarzach.

            W kościele oczekuję czegoś więcej, aby Słowo było głoszone
            przez świadka. Słowo, moim zdaniem, nie jest tylko do pięknego
            odczytania. Dla mnie wtedy, gdy czyta niewierzący,
            robi się teatr. Słowo nie przestaje być prawdziwe, ale
            nie widzę sensu upiększania na siłę. A jest też - chyba -
            niebezpieczeństwo zgorszenia. Może to za duże słowo. Ale
            pomyślałam o kimś, kto zachwyci się przekazem Słowa np.
            przez aktora i dla niego to będzie również świadectwem wiary
            osoby, która czytała. Potem ta sama osoba robi świństwo. No, mi
            się to nie podoba. ...Ja mam dystans, ale niekoniecznie każdy
            ten dystans ma.
            I może też podobnie jest na forum - jest ta troska o "maluczkich".
            • ula27121 Re: Jan Peszek czyta Pismo św. 01.12.09, 08:49
              mama_kasia napisała:

              >
              > W kościele oczekuję czegoś więcej, aby Słowo było głoszone
              > przez świadka. Słowo, moim zdaniem, nie jest tylko do pięknego
              > odczytania. Dla mnie wtedy, gdy czyta niewierzący,
              > robi się teatr. Słowo nie przestaje być prawdziwe, ale
              > nie widzę sensu upiększania na siłę.

              To ja na własnym przykładzie, osoby która zdecydowała się przyjąć chrzest w
              szkole średniej wbrew woli rodziców i która biorąc ślub kościelny słyszała od
              dziadków " że nie mogą pojąć jak ich wnuczka może w takie gusła wierzyć?"... na
              początku ważne dla mnie było "ładne odczytanie" bo takie do mnie docierało.
              Postawa, świadectwo osoby czytającej nie było dla mnie ważne. Ważna była "ładna
              msza"...całej reszty uczyłam się od upośledzonych umysłowo podopiecznych i ich
              rodziców.


              A jest też - chyba -
              > niebezpieczeństwo zgorszenia. Może to za duże słowo. Ale
              > pomyślałam o kimś, kto zachwyci się przekazem Słowa np.
              > przez aktora i dla niego to będzie również świadectwem wiary
              > osoby, która czytała. Potem ta sama osoba robi świństwo. No, mi
              > się to nie podoba. ...Ja mam dystans, ale niekoniecznie każdy
              > ten dystans ma.
              > I może też podobnie jest na forum - jest ta troska o "maluczkich".

              W takim razie problem jest poważniejszy, bo to jednemu może pomóc drugiemu
              zaszkodzi...
              • mama_kasia Re: Jan Peszek czyta Pismo św. 01.12.09, 09:04
                Jasne, mnie też poruszały w szkole średniej msze za ojczyznę np.,
                chyba z udziałem aktorów były. Nawet do głowy nie
                przychodziły mi pytania, czy oni wierzący, czy nie.
                Moi rodzice do kościoła nie chodzili. Tata nie wierzył.

                Ale... chyba jednak w masie wierzących da się znaleźć tych,
                co Słowo pięknie odczytają wink)) ...Bo ja do tego jeszcze nie
                lubię, jak robią to osoby nieprzygotowane, gdy obok siedzi ktoś
                do tego przygotowany wink - taka zasadnicza jestem.
                • ula27121 Re: Jan Peszek czyta Pismo św. 01.12.09, 12:53
                  mama_kasia napisała:


                  > Ale... chyba jednak w masie wierzących da się znaleźć tych,
                  > co Słowo pięknie odczytają wink)) ...Bo ja do tego jeszcze nie
                  > lubię, jak robią to osoby nieprzygotowane, gdy obok siedzi ktoś
                  > do tego przygotowany wink - taka zasadnicza jestem.

                  To fakt
          • ula27121 Re: Jan Peszek czyta Pismo św. 01.12.09, 08:26
            Na moim ślubie pięknie śpiewał psalmy nasz przyjaciel ateista. Chciał, ksiądz
            nie miał przeciwwskazań. Przyjaciel śpiewa zawodowo, zrobił to pięknie....nie
            wiem czy on się wzruszył ale ja i wielu innych bardzo.
        • otryt Re: Jan Peszek czyta Pismo św. 30.11.09, 14:10
          sulla napisała:

          >Czy naprawdę już wydałeś osąd

          Mocne słowo!
          Nikogo nie oceniam! Po prostu dzielę się swoimi odczuciami, gdy
          napotykam na przekaz wzajemnie sprzeczny. Zapalają sie lampki
          czerwone. Tak reaguję. To chyba zdrowa rekacja.

          (Pisze o tym Goleman w "Inteligencji społecznej". Reakcje
          fizjologiczne występują nie tylko u tego, który okłamuje, ale
          również u tego, który jest okłamywany. Wykrywacz kłamstw podłaczony
          zarówno do jednego, jak i drugiego pokaże to samo. O tym
          synchroniźmie osób będących w jakiejś relacji ze sobą pisze bardzo
          dużo w tej książce. Pozytywne reakcje również się wzajemnie
          indukują).

          A więc równanie się nie zgadza. Trzeba wyjasnić sprzeczność. Mógłbym
          siedzieć cicho i o tym nie mówić, co nie znaczy, że nie zadawałbym
          sobie pytania, czy aktor, aby wystąpować w takiej imprezie
          kościelnej powinien wierzyć czy to obojętne? Czy swoją wzruszającą
          postawę religijną odgrywa tylko, czy wynika to z głębi jego serca?
          Fronczewski na pogrzebie Holoubka też był niezwykle wzruszający. Łzy
          z oczu wyciskał. A może to tylko gra aktorska była? Nie wiem już.

          • sulla Re: Jan Peszek czyta Pismo św. 30.11.09, 14:14
            Otrycie, napisałeś, że czujesz się oszukany. Oszukany tym, że niewrzący czytał
            Pismo Św. Ale przecież Ty nie wiesz, czy Jan Peszek jest niewierzący.
            • otryt Re: Jan Peszek czyta Pismo św. 30.11.09, 14:29
              Można czytać i czytać. Każdy gest pokazuje naszą wiarę. Np w jaki
              sposób kapłan całuje ołtarz, albo księgę Pisma. To musisz widzieć.
              Nie chodzi o samo czytanie. Czy niewierzący może z miłością całować
              świętą księgę czy raczej nie powinien?
              • sulla Re: Jan Peszek czyta Pismo św. 30.11.09, 14:53
                Niewierzący może okazać szacunek dla wiary, miłości już nie, to prawda.
                Ale nie wiem jak to się ma do tego, czy możemy na podstawie wypowiedzi Marii
                Peszek oceniać, czy Jan Peszek jest wierzący.
            • otryt Oszukany??? 01.12.09, 09:55
              sulla napisała:

              >Otrycie, napisałeś, że czujesz się oszukany.
              >Oszukany tym, że niewierzący czytał
              >Pismo Św. Ale przecież Ty nie wiesz,
              >czy Jan Peszek jest niewierzący.

              Sullo, gdzie ja napisałem, że czuję się oszukany? Napisałem jedynie,
              że odebrałem sprzeczne informacje i musze coś z tym zrobić. Jeśli
              osłabisz to słowo ze sto razy, byłoby to zgodne z prawdą. To raczej
              niejasne przeczucie, że coś się nie zgadza. Przyznasz, ze jest
              różnica? Normalnie nie dzieliłbym się z nikim swoimi odczuciami.
              Robię to wyjątkowo w tym ekskluzywnym gronie ludzi, którzy mniej
              więcej nadają na tych samych falach. To niejasne przeczucie, że coś
              się nie zgadza, w żaden sposób nie zmienia mojego stosunku do Jana
              Peszka ani do jego córki, po prostu zauważam drgnięcie mojego
              wewnętrznego barometru. Piszesz w innym miejscu, że osądzam. Znów
              mocne słowo i nieprawdziwe. Pewno nieporozumienie powstało dlatego,
              że skoro się czuję oszukany, to znaczy, że ktoś mnie oszukał, więc
              osądzam za oszustwo. A to wszystko jest całkiem nie tak. Czujesz?
              Ten przykład pokazuje, jak te same słowa mogą być odmiennie
              odebrane. Nawet moc czy odcień słowa ma znaczenie.
              • mamalgosia Re: Oszukany??? 01.12.09, 12:38
                otryt napisał:


                > Ten przykład pokazuje, jak te same słowa mogą być odmiennie
                > odebrane. Nawet moc czy odcień słowa ma znaczenie.

                Jak ja to dobrze znam...sad(
              • sulla Re: Oszukany??? 01.12.09, 13:10
                No nie nie, Otrycie, spójrz we własny post raz jeszcze, napisałeś:
                "Dziś czuję się oszukany, że to żadne
                świadectwo. I naiwny jak przedszkolak, że gry nie odróżniłem od
                świadectwa."

                I w tym kontekście mówię o osądzaniu - skąd możesz wiedzieć, że to żadne
                świadectwo, skoro na nie wiesz czy Jan Peszek jest wierzący czy nie? Tylko o to
                mi chodziło.
                • otryt Re: Oszukany??? 01.12.09, 13:57
                  Sullo, w dzisiejszym wpisie doprecyzowałem swoje stanowisko. I to
                  przyjmujmy za punkt wyjścia do przyszłych rozważań. Praktycznym
                  efektem może być tylko to, że zweryfikowałem swoje dawniejsze
                  wyobrażenia. I nic więcej. Czy to komuś uwłacza?
                  • sulla Re: Oszukany??? 01.12.09, 14:24
                    Otrycie, zapytałeś, więc odpowiedziałam. Odniosłeś się do mojego posta, który
                    był odpowiedzią na Twój pierwszy wpis, więc wyjaśniłam Ci, dlaczego
                    odpowiedziałam wtedy tak, a nie inaczej. I tylko tyle.
          • nati1011 Re: Jan Peszek czyta Pismo św. 30.11.09, 17:21
            otryt napisał:

            > A więc równanie się nie zgadza. Trzeba wyjasnić sprzeczność.
            Mógłbym
            > siedzieć cicho i o tym nie mówić, co nie znaczy, że nie zadawałbym
            > sobie pytania, czy aktor, aby wystąpować w takiej imprezie
            > kościelnej powinien wierzyć czy to obojętne? Czy swoją wzruszającą
            > postawę religijną odgrywa tylko, czy wynika to z głębi jego serca?
            > Fronczewski na pogrzebie Holoubka też był niezwykle wzruszający.
            Łzy
            > z oczu wyciskał. A może to tylko gra aktorska była? Nie wiem już.


            No właśnie - ktoś z boku patrzy i otrzymuje sprzeczne komunkiaty.
            Dla kogoś moze to być powód, argument odejścia - czasem na długo -
            od Koscioła, który przez takie zadrzenia postrzega jako zakłamany.

            Sama pamietam jak bardzo złamało moją wiarę (wydawało się całkiem
            mocną) pewne zdarzenie. Dowiedziałam się, ze osoba, która uchodziła
            w środowisku za wzór cnót i pobożności, udzielajaca się mocno w
            neokatechumenacie przez wiele lat żyła w zakłamaniu i miała na boku
            kogoś. Oczywiście to nie był jedyny powód, ale bardzo istotny.

            I jak teraz czytam posty osoby, która sypie cytatami z bibli jak z
            rękawa, wyjaśnia zawiłości teologiczne z wielką wprawą, to jest ona
            dla mnie postrzegana jako autorytet. Sama nie jestem az tak biegla w
            piśmie. I jeżeli ta sama osoba, gdzieś dalej podważa coś co jest w
            Kosciele uznawane za obowiązującą zasadę czy prawo, to mam
            świadomość, że wyrządza to krzywdę na 2 sposoby:
            - ktoś moze uznać to za hipokryzję katolików
            - ktoś moze uznać to za obowiazujacą prawdę (bo może akurat ksiedza
            bedzie się obawiał spytac - a o wielu sprawach na kazaniach się nie
            mówi)

            I wtedy czuje się w obowiązku zaprotestować. Choćby dlatego, ze stan
            wiedzy takiej osoby pozwala oczekiwać od niej wiecej niż od osoby
            mocno poszukujacej czy wątpiącej.
            • ula27121 Re: Jan Peszek czyta Pismo św. 01.12.09, 09:06
              nati1011 napisała:

              > No właśnie - ktoś z boku patrzy i otrzymuje sprzeczne komunkiaty.
              > Dla kogoś moze to być powód, argument odejścia - czasem na długo -
              > od Koscioła, który przez takie zadrzenia postrzega jako zakłamany.
              >
              > Sama pamietam jak bardzo złamało moją wiarę (wydawało się całkiem
              > mocną) pewne zdarzenie. Dowiedziałam się, ze osoba, która uchodziła
              > w środowisku za wzór cnót i pobożności, udzielajaca się mocno w
              > neokatechumenacie przez wiele lat żyła w zakłamaniu i miała na boku
              > kogoś.

              Mam znajomych, którzy odeszli od kościoła po sprawie z biskupem Pecem.....Takie
              rzeczy się zdarzają, ale mnie bardzo dziwią takie sytuacje. Dziwi mnie, że ktoś
              może odejść od wiary, kościoła z takich powodów.

              Uważam, że jeśli ktoś odbiera te sprzeczne komunikaty to znajdzie ich wszędzie
              na pęczki, natomiast jeśli zechce wejść głębiej, jeśli zechce usłyszeć coś
              więcej niż tylko komunikat, to to zrobi. Nie da się ludzi przed tym ustrzec.

              A tak naprawdę nigdy się nie dowiemy czy to teatr czy prawda. Czy łzy i słowa
              nie są szczere nawet jeśli nasze życie o tym nie świadczy. Ja sama najbardziej
              boję się tego, że mogę być zgorszeniem dla innych i choćbym nie wiem jak się
              starała podejrzewam, że często jestem. Jednak inni nie są w stanie zobaczyć jak
              ja się z tym czuję,jak żałuję, jak często trudno jest wyjść z pewnych sytuacji.....
              • sulla Re: Jan Peszek czyta Pismo św. 01.12.09, 13:51
                "> Mam znajomych, którzy odeszli od kościoła po sprawie z biskupem Pecem.....Takie
                > rzeczy się zdarzają, ale mnie bardzo dziwią takie sytuacje. Dziwi mnie, że ktoś
                > może odejść od wiary, kościoła z takich powodów."

                Mnie też, ale najwyraźniej coś w tym jest. Moja babcia powiedziała kiedyś "Skoro
                sami księża w Boga nie wierzą, to ja mam wierzyć?". Przyznam, że nie rozumiem
                tego, ale tak się jednak dzieje. Natomiast ciężko mi sobie wyobrazić, żeby się
                czyjaś wiara zachwiała, bo niewierząca osoba czytała Pismo Święte. O ile
                oczywiście - tak jak napisała Isma - jest to jasna i czytelna dla wszystkich
                konwencja.


                > A tak naprawdę nigdy się nie dowiemy czy to teatr czy prawda. Czy łzy i słowa
                > nie są szczere nawet jeśli nasze życie o tym nie świadczy. Ja sama najbardziej
                > boję się tego, że mogę być zgorszeniem dla innych i choćbym nie wiem jak się
                > starała podejrzewam, że często jestem. Jednak inni nie są w stanie zobaczyć jak
                > ja się z tym czuję,jak żałuję, jak często trudno jest wyjść z pewnych sytuacji.

                Ula, podpisuję się obiema rękami pod tym, co napisałaś.
              • nati1011 Re: Jan Peszek czyta Pismo św. 01.12.09, 14:23
                ula27121 napisała:

                > Mam znajomych, którzy odeszli od kościoła po sprawie z biskupem
                Pecem.....Takie
                > rzeczy się zdarzają, ale mnie bardzo dziwią takie sytuacje. Dziwi
                mnie, że ktoś
                > może odejść od wiary, kościoła z takich powodów.
                >


                Ula. To było dawno. Miałam naście lat. Wchodziłam w dorosłe życie. I
                nagle świat zaczął walić się na głowę. Wokół dostrzegałam coraz
                wiecej zła, hipokryzji, cierpienia... Ale miałam swoja przystań.
                Wzór, który pozwalał mi wierzyć, ze mozna zyć inaczej, lepiej...
                Taka latarnia na wzburzonym morzy. I nagle ten mit runął (dziś już
                nawet nie czuję żalu, wiem, ze nie mozna postrzegać człowieka jako
                wzór bez skazy). I to runał dokładnie w momecie, gdy straciłam kogoś
                bardzo bliskiego.


                Dziwi mnie, że ktoś
                > może odejść od wiary, kościoła z takich powodów.

                Mnie nie dziwi. Wiem, ze to nie powód, ale tez wiem, ze czasem tak
                bywa. I to działa tez jakoś heirarchicznie. Przepraszam za moze nie
                najlepsze porównanie, ale mniej zgorszenia budzi młody ksiadz majacy
                problem z celibatem, niż uznany teolog, któy przez lata uczył innych
                a nagle występuje z Kościoła.

                I osobiście mam nadzieję, ze jeżeli mnie zdarzy sie pobładzić, to
                znajdzie się ktoś, kto bedzie miał odwagę powiedzieć mi: idziesz złą
                drogą. I nie bedzie się obawiał, że z tego powodu zrobi mi sie
                przykro. Bo gra idzie o wielka stawkę. I można być bardzo blisko
                Boga, a jednak upaść na samo dno. A skoro jesteśmy wspólnotą, to
                powinniśmy tez miec odwagę powiedziec sobie czasem przykrą prawdę w
                oczy. Milczenie też bywa przyzwoleniem.
                • ula27121 Re: Jan Peszek czyta Pismo św. 01.12.09, 14:59
                  nati1011 napisała:

                  > Ula. To było dawno. Miałam naście lat. Wchodziłam w dorosłe życie. I
                  > nagle świat zaczął walić się na głowę. Wokół dostrzegałam coraz
                  > wiecej zła, hipokryzji, cierpienia... Ale miałam swoja przystań.
                  > Wzór, który pozwalał mi wierzyć, ze mozna zyć inaczej, lepiej...
                  > Taka latarnia na wzburzonym morzy. I nagle ten mit runął (dziś już
                  > nawet nie czuję żalu, wiem, ze nie mozna postrzegać człowieka jako
                  > wzór bez skazy). I to runał dokładnie w momecie, gdy straciłam kogoś
                  > bardzo bliskiego.
                  >

                  Twój post był ( i ten też jest)dla mnie dowodem na to moje zdziwienie. Bo Ty nie
                  odeszłaś.
                  • nati1011 Re: Jan Peszek czyta Pismo św. 01.12.09, 17:19
                    ula27121 napisała:
                    >
                    > Twój post był ( i ten też jest)dla mnie dowodem na to moje
                    zdziwienie. Bo Ty ni
                    > e
                    > odeszłaś.


                    I tak i nie. Ja uważam, że pragnienie Boga mamy zakodowane i nie
                    wiem, czy mozna je tak całkiem wyłaczyć - mam nadzieję, że nie.

                    Ale odeszłam. Na długo. Odeszłam z Kościoła, i zaczęłam szukać Boga
                    na własną rękę. Kiepsko mi to wyszło i blizny do dziś pozostały. Ja
                    wróciłam. Ale wielu obok mnie omija Kościół do dziś szerokim łukiem.
              • otryt Zgorszeni, którzy odeszli... 01.12.09, 19:46
                ula27121 napisała:

                >Mam znajomych, którzy odeszli od kościoła po sprawie z biskupem >Pecem

                To niezwykle bolesna sprawa. Wprowadziła podziały w Kościele. Wierzący
                podzielili się na tych, którzy bronili Paetza i tych, którzy chcieli odsunięcia
                jego. Najsmutniejsze jednak było (i jest) to, że księża podejrzani o
                molestowanie seksualne byli bronieni, kryci przed odpowiedzialnością, nawet w
                najbardziej drastycznych i oczywistych sytuacjach. Cała niechęć, a nawet
                ostracyzm środowiskowy najczęściej spadała na ich ofiary i nielicznych obrońców.
                Większość bała się, siedziała cicho, wolała się nie narażać. Grzech jednego
                człowieka, nawet księdza wysoko postawionego można zrozumieć. Każdy bez wyjątku
                grzeszy. Nie można zrozumieć, że instytucja Kościoła to toleruje, broni sprawców
                i pognębia ofiary. Żaden uczciwy człowiek nie może na to patrzeć spokojnie.
                Byli, niestety tylko nieliczni, którzy podjęli walkę. Wanda Półtawska zyskała
                wtedy mój podziw za siłę ducha, odwagę i mądrość. Byli jednak też tacy, co
                podjęli walkę, lecz przegrali zmiażdżeni siłą i liczebnością przeciwników. Dziś
                ze smutną twarzą idą w Paradzie Równości. Nad nimi można jedynie zapłakać i
                modlić się. Są ofiarami pod każdym względem.

                >Dziwi mnie, że ktoś może odejść od wiary,
                >kościoła z takich powodów.

                A mnie nie dziwi. Dziękuję Bogu, że sam nie straciłem nigdy wiary. Ale ja miałem
                to szczęście, że nie musiałem oglądać Paetza i jemu podobnych z bliska. Znam
                takich, co takiej próby nie przeszli.
                • ula27121 Re: Zgorszeni, którzy odeszli... 01.12.09, 21:15
                  otryt napisał:

                  > oglądać Paetza i jemu podobnych z bliska.

                  Przepraszam za błąd w nazwisku. Miło, że nikt mi go nie wytknąsmile
                  • otryt Re: Zgorszeni, którzy odeszli... 02.12.09, 00:01
                    Drobiazg. Dobranocsmile
                • atama Re: Zgorszeni, którzy odeszli... 03.12.09, 13:09
                  Odnoszę wrażenie, że ukrywanie grzechów Kościoła powodowane jest
                  właśnie tym lękiem o zgorszenie. Zamiata się pod dywan sprawy o
                  molestowaniu, bo ludzie odejdą, kiedy dowiedzą się, że jakiś
                  ksiądz...
                  • otryt Re: Zgorszeni, którzy odeszli... 04.12.09, 00:44
                    atama napisała:

                    > Odnoszę wrażenie, że ukrywanie grzechów Kościoła powodowane jest
                    > właśnie tym lękiem o zgorszenie.

                    Tak chyba jest. W Radiu Maryja ten lęk jest bardzo silny. Słuchacze nie mogą
                    przyjąć, że ksiądz zrobił jakieś świństwo. Myślę, że wielu z nich świat by się
                    zawalił, gdyby w to uwierzyli, bo wcześniej nauczyli się, że księdza się po
                    rękach całuje. Do dziś biskup Paetz jest przedstawiany jako ofiara nagonki
                    wrogów Kościoła. Drugim wielkim męczennikiem jest abp Wielgus.

                • 11.jula Re: Zgorszeni, którzy odeszli... 03.12.09, 14:21
                  Nie miałam takiego szczęścia. Ja się spotkałam na imieninach z
                  księdzem oskarżonym o rozprowadzanie pornografii dziecięcej.
                  Paskudne uczucie.
            • sulla Re: Jan Peszek czyta Pismo św. 01.12.09, 13:47
              Niestety nie bardzo rozumiem ten mechanizm sad
              Takie zdarzenia zazwyczaj podkopują moją wiarę w ludzi, ale nie w Boga.
    • atama Re: forum 01.12.09, 10:28
      Mi generalnie nie przeszkadza domniemany - nie wiem jak to nazwać,
      bo tu się już bardzo delikatnie jeśli chodzi o słowa zrobiło... -
      rozziew między wiarą a postawą zarówno tu na forum jak i przy
      wspomnianym czytaniu Pisma przez p. Peszka.

      Duch wieje kędy chce smile) I dla odmiany baaaardzo lubię sobie to
      dobro przy okazji różnych sytuacji wypływające obserować.
      Można czuć się niekomfortowo jeśli ktoś mając złe zamiary próbuje
      manipulować forumowiczami, wyłudza wypowiedzi itp. (nie mam nikogo
      konkretnego na myśli), można to piętnować (rozumiem Szanowne
      Moderatorki!), ale przy okazji wiele osób powie coś tak pięknego,
      tak celnego, tak odkrywczego, że aż mnie zatyka z radości przed
      monitorem smile))

      Ani odśpiewanie psalmu ani czytanie Pisma przez kogoś niewierzącego
      mi osobiście nie przeszkadza. Jakoś nie wnikam w stan ducha
      czytającego...
      Za to komentarza do czytań w wykonaniu niewierzącego sobie nie
      wyobrażam. Czytać Pismo może, bo za wiele z siebie nie włoży (o ile
      nie przekręca). W komentarz wkłada siebie, filtruje przez swoje
      doświadczenie wiary, więc komentarz już nie.

      Ale ja to ogólnie jakaś toporna jestem :}
      • wiesia140 Re: forum 17.11.10, 09:18
        tyle ciekawych osób odeszło może jest szansa ,że wrócą , chciałbym w tym miejscu podjąć rozmowę na temat kogo warto by powtórnie z tamtego starego forum WwW powtórnie zaprosić , macie jakieś propozycje..
        • otryt Re: forum 17.11.10, 11:27
          wiesia140 napisała:

          >chciałAbym w tym miejscu podjąć rozmowę na temat kogo
          >warto by powtórnie z tamtego starego forum WwW powtórnie zaprosić

          Wiesiu, nie można tego robić! Byłoby to dzieleniem ludzi, którzy odeszli na tych lepszych i gorszych. To generowałoby kolejne konflikty i podziały. Mnie np. jest żal, że odszedł A i B, a Tobie żal, że nie ma C i D. I co? Będziemy się licytować, przekonywać, grzebać w przeszłości? Najlepiej by było, by ten kto ma jeszcze, mimo wszystko ochotę, sam z siebie wrócił. Można zachęcać konkretne osoby do powrotu tylko na priva.
          • wiesia140 Re: forum 17.11.10, 12:12
            masz rację nie można dzielić i nie to miałam na mysli
          • wiesia140 Re: forum 17.11.10, 12:14
            Pytałam się , bo nie znam tu ludzi ,mam krótki staż , przepraszam jeśli kogoś uraziłam
          • mary_ann Re: forum 22.11.10, 07:58
            otryt napisał:

            > wiesia140 napisała:
            >
            > >chciałAbym w tym miejscu podjąć rozmowę na temat kogo
            > >warto by powtórnie z tamtego starego forum WwW powtórnie zaprosić
            >
            > Wiesiu, nie można tego robić! Byłoby to dzieleniem ludzi, którzy odeszli na tyc
            > h lepszych i gorszych. To generowałoby kolejne konflikty i podziały. Mnie np. j
            > est żal, że odszedł A i B, a Tobie żal, że nie ma C i D. I co? Będziemy się li
            > cytować, przekonywać, grzebać w przeszłości? Najlepiej by było, by ten kto ma j
            > eszcze, mimo wszystko ochotę, sam z siebie wrócił. Można zachęcać konkretne oso
            > by do powrotu tylko na priva.

            Podpisuję się obiema rękami pod postem Otryta.
            • otryt Re: forum 22.11.10, 08:46
              Witaj, Mary-annsmile
              Ja będę się cieszył z każdego powrotu. Bez wyjątku. Choć rozumiem doskonale, że takie powroty nie są łatwe, bo serca wielu z tych, którzy odeszli są zapewne już zupełnie gdzie indziej. Pozdrawiam ciepło.
    • wiesia140 Re: forum 17.11.10, 12:17
      masz rację to by było dzielenie ludzi, a tego nie wolno robić
    • otryt Co się stało? 20.11.10, 23:58
      Wiesia przypomniała nam wiele starych wątków. Zauważam z pewnym smutkiem, że nie potrafię już pisać, w taki sposób, jak pisałem jeszcze rok temu. Coś się skończyło. Ten rok przyniósł jakieś ogromne zmiany, znacznie większe, niż pozostałe lata. I pytam się siebie, co właściwie się stało?
      • wiesia140 Re: Co się stało? 21.11.10, 00:23
        i własnie to przez cały czas próbowałam wam powiedzieć, oby to były zmiany na lepsze , ja też się zmieniam, mam nadzieję że w dobrą stronę.
      • wiesia140 Re: Co się stało? 21.11.10, 02:33
        dużo rzeczy się wydarzyło , być może gdzieś coś po drodze zgubiliśmy i pora to poszukać.
    • wiesia140 Re: Do otryta i innych 21.11.10, 23:49
      Otryt wczoraj dużo myślałam nad tym co napisałeś, dodatkowo jeszcze ,wzywałam Ducha ,żeby oświecał nas tu i ówdzie i przyszło do mnie takie tchnienie- myśl, nie wiem jak to nazwać nie było ono adresowane bezpośrednio do ciebie , raczej ja to odebrałam w ten sposób, że jest adresowane w ogóle do forum. Brzmiało ono tak : "Zgubiliście Ducha , szukajcie Ducha i sam pozwólcie i Mu się odnaleźć" ( zrozumiałam to w kontekście ,że Duch tez nas szuka), może to ci w czymś pomoże . Wiem , wiem to enimagmatyczne , ale więcej nie jestem w stanie ci napisać. Ja te słowa zapomniałam w ferworze zajęć codziennych, ale dzisiaj po mszy przypomniałam sobie ,że coś wartego zapamiętania przeszło mi przez głowę, zwróciłam się z prośba do Ducha ,że jeżeli to jest ważne , to niech mi przypomni, no i przypomniały mi się.

      Do innych
      teraz mam do ciebie i innych pytanie;

      Co to znaczy , te szukanie ducha i pozwalanie Mu ,żeby On nas znalazł?

      Otwarcie przyznam się ,że bałam i nadal boję się tu to napisać.
      • sylwia0405 Re: Do otryta i innych 22.11.10, 00:49
        wiesia140 napisała:

        "Zgubiliście Ducha , szukajcie Ducha i
        > sam pozwólcie i Mu się odnaleźć" ( zrozumiałam to w kontekście ,że Duc
        > h tez nas szuka), > Do innych
        > teraz mam do ciebie i innych pytanie;
        >
        > Co to znaczy , te szukanie ducha i pozwalanie Mu ,żeby On nas znalazł
        > ?
        >
        > Otwarcie przyznam się ,że bałam i nadal boję się tu to napisać.

        Nie bardzo rozumiem Wiesiu, czego Ty się boisz?
        Moje odczucie jest takie, że mamy na nowo otworzyć zarówno swoje serca jaki umysły na działanie Ducha Św. Do tego potrzeba modlitwy i nawrócenia. Takie mam odczucia. Sama o sobie wiem, ze nawrócenia potrzebuję zawsze - bo nie jestem doskonała i nie będę. Zawsze coś trzeba bardziej Panu oddać, bardziej zaufać, mocniej miłować...
        • wiesia140 Re: Do otryta i innych 22.11.10, 08:32
          Nie bardzo rozumiem Wiesiu, czego Ty się boisz?

          tego ,że wyjdę tu na nawiedzoną schizofreniczkę , no względnie w łagodnej wersji wariatkę.
          • sylwia0405 Re: Do otryta i innych 22.11.10, 10:07
            Wiesiu, głowa do góy - jest nas przynajmniej dwie nawiedzone wink jeśli nie więcej. Czuje się zmianę i choć nie pisuję zbyt wiele tutaj - to czasem mam wrażenie, że bycie tu jest waleniem głową w ścianę. Jak pisałam wcześniej - zawsze można, ba nawet trzeba prosić Ducha Św aby pomagał przemieniać. Jestem pewna, że kolejne łaski czekają - tylko trzeba o nie poprosić big_grin Głowa do góry
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka