Dodaj do ulubionych

Kryzys wiary

08.03.10, 18:15
Czy ktoś z Was ma taki za sobą? Jak udało Wam się go przetrwać? Co Wam pomogło? Czy odkryliście jego przyczynę? Potrzebuję Waszego świadectwa.
Obserwuj wątek
    • wiesia140 Re: Kryzys wiary 08.03.10, 18:38
      Ja maiłam kryzys jak zmarł mój ojciec , okazało się ,że syn jest
      niepełnosprawny umysłowo , potem urodziła się córka też niepełnosprawna
      umysłowo. Był we mnie taki wewnętrzny bunt : jak On mógł mi to zrobić
      , przecież nic takiego nie zrobiłam. co mi pomogło do już do
      powiedzenia na priv . bez obaw i podtekstów nie są to jakieś herezje.
    • andrzej585858 Re: Kryzys wiary 08.03.10, 18:44
      krysiastach napisała:

      > Czy ktoś z Was ma taki za sobą? Jak udało Wam się go przetrwać? Co Wam pomogło?
      > Czy odkryliście jego przyczynę? Potrzebuję Waszego świadectwa.

      Mój kryzys wiary to okres mlodości, dorastanie, okres liceum. Nałożyła się
      jeszcze na to atmosfera tamtych lat - początek lat 70-tych, kiedy to Kościół
      praktycznie był zamknięty na terenie plebanii.
      Wtedy odkrywalismy Hendrixa, muzykę rockową, świat dzieci-kwiatów, długie włosy
      i kolorowe spódnice dziewczyn - swoją drogą jakże urokliwe były smile). Prywatki,
      pierwsze zachłyśnięcia światem ktory docierał poprze eter radiowy - radio
      Luksemburg, czyli to wszystko o czym spiewa Perfect w "Autobiografii".
      A z drugiej strony tradycyjne pojmowana, niedzielna religijość - sztampowość
      zachowań rodziców, która kłóciła się z tym wszystkim co miał do zaoferowania
      świat, no i propaganda.
      Zaczyna się epoka sukcesu, co tam starzy będą straszyć piekłem, księdzem.
      Do dzisiaj mam gdzieś stary zeszyt do którego z zapałem wpisywałem złote myśli
      Marksa, Nietzschego, Sartre - na ścianie plakat z Claptonem a obok Che Guevara.
      Praktycznie biorąc w okresie liceum stałem się osobą niewierzącą. Kiedy nastąpił
      przełom?
      Tym przełomem było chyba odkrycie monastycyzmu. Od zawsze lubiłem historię.
      Dodatkowo akurat wtedy zachorowałem na Wikingów. W kinach pojawiły się filmy w
      rodzaju "Długie łodzie Wikingów" - świat dla młodego chłopaka niezwykle
      romantyczny - bitwy, morska przygoda, piękne kobiety - zachwycający świat
      przygody. Inni bawili się w Indian mnie pociągnął świat morskich zbójów.
      Zaczęło się poszukiwanie książek, czytanie - no i nieuchronne zetknięcie się z
      mnichami irlandzkimi którzy prowadzili misje wśród ludów północy.
      Zaciekawili mnie ci dziwacy bardziej od samych wikingów, zaczęli się jawić jako
      jeszcze bardziej odważni od nich samych.

      Potem to już ruszyła lawina, czytanie książek - otwierający się przebogaty świat
      pierwszych wieków istnienia monastycyzmu, ta niesłychana i niepojęta żarliwość.
      Próby dotarcia do polskich mnichów, długa korespondencja z o. Leonem Knabitem,
      także miałem szczęście otrzymać kilka listów od o. Piotra Rostworowskiego -
      przeora kamedułów, niezwyklej postaci.
      Do dzisiaj żałuję że nie skorzystałem z jego zaproszenia ma kilkudniowy pobyt w
      Bieniszewie.

      Dzięki pogańskim Wikingom odkryłem chrześcijaństwo. Dalej mimo upływu lat ta
      moja wiara bardzo jest nieuporządkowana, ale od 30 lat już jest i po prostu
      czuję, że teraz ona po prostu jest.
      Nie umiem tego opisać, to jest takie wewnętrzne przekonanie, coś co po prostu
      jest we mnie.
      Chciałbym jeszcze tylko zasłużyć jakoś na tą łaskę wiary.

      Nie potrafię tego ładnie i spójnie opisać, łatwiej by mi poszło gdybym mógł
      podeprzeć się jakimś cytatem z myśli Ojców pustyni.
      Naprawdę gorąco polecam zbiory tych myśli tzw. apoftegmaty, to jest zbiór bardzo
      prostych nieraz powiedzeń ale jakże mądrych.
      • wiesia140 Re: Kryzys wiary 08.03.10, 19:05
        U mnie to był brak zaufania do Boga
        • andrzej585858 Re: Kryzys wiary 08.03.10, 19:19
          Może teraz jakoś łatwiej było zaakceptować fakt choroby córki? Chociaż przeżycie
          było przerażające - jeżeli ja dorosły facet mający prawie 50 lat chodziłem i
          całymi dniami po prostu płakałem?
          Nie, nie było wtedy modlitwy, ale nie było też pretensji - i nie potrafię tego
          wytłumaczyć, ale gdyby ten fakt nastąpił dużo wcześniej?
          Gdyby choroba objawiła się już w momencie narodzin? Nie wiem co jest trudniejsze
          - każdy ma jednak swój ból i swoje cierpienie i za każdym razem gdy cierpi
          zwłaszcza dziecko jest to takie trudne.
          Ale też każde cierpienie kończy się oczyszczeniem i ma swój sens - to też gdzieś
          jest we mnie.
          • wiesia140 Re: Kryzys wiary 08.03.10, 19:31
            Andrzeju podpisuję się obiema rękami
      • paszczakowna1 Re: Kryzys wiary 12.03.10, 22:13
        > Dzięki pogańskim Wikingom odkryłem chrześcijaństwo.

        To piękne. Spiritus flat ubi vult. Mnie z obojętności religijnej wydobył z kolei
        Tolkien (choć nie tylko - także choroba). Kontemplując (i dyskutując) filozofię
        świata Tolkiena trafiłam niejako bocznymi drzwiami z powrotem do chrześcijaństwa.

        Tak apropos wątku o ojcu Badenim - nie mnie jednej Tolkien pomógł:

        "W ogóle Tolkien jest niesamowicie chrześcijański, a jednocześnie bardzo w tym
        chrześcijaństwie dyskretny. Chrześcijanin winien przeżywać kontemplację, czyli
        widzenie tajemnic bożych. To nie jest tylko przywilej mistyków, to przywilej
        każdego człowieka ochrzczonego. Żeby jednak przekazać fascynację Słowem Boga,
        trzeba być najpierw samemu tym Słowem Boga zafascynowanym. A niestety nie każdy
        jest. Natomiast Tolkienem można się o wiele łatwiej zafascynować i będzie to
        fascynacja prowadząca w głąb, dalej, do objawienia chrześcijańskiego. Mnie
        samemu Tolkien pomaga w życiu duchowym."

        forum.tolkien.com.pl/viewtopic.php?p=94111#94111
        • andrzej585858 Re: Kryzys wiary 12.03.10, 23:38
          Uważam że akurat Tolkien to nie tylko jego wspaniała opowieść o drużynie
          Pierścienia, ale takze jego niezwykła osobowość, Osobowość w której skupiają się
          najbardziej wartościowe cechy chrześcijańskie. Może warto o nim coś więcej
          powiedzieć? Może warto bardziej uwypuklić jego życie i wartości istotne dla
          niego? Wartości które znalazły także wyraz w jego pisarstwie?
          Tolkien - chrześcijanin - piękny temat.
          • paszczakowna1 Re: Kryzys wiary 26.03.10, 15:09

            > Uważam że akurat Tolkien to nie tylko jego wspaniała opowieść o drużynie
            > Pierścienia, ale takze jego niezwykła osobowość, Osobowość w której skupiają si
            > ę
            > najbardziej wartościowe cechy chrześcijańskie.

            Wiesz, Andrzeju, nie wiem. Nie jestem specjalistką od życia Tolkiena, ale po
            lekturze jego listów mam mieszane wrażenia. Kobiety ewidentnie uważał za
            odmienny gatunek, przynajmniej w młodszym wieku (co znalazło też odbicie w jego
            pisarstwie - co ciekawe, na starość miał świetne kontakty z kobietami w życiu
            akademickim), a przy pierwszym spotkaniu zszokował Lewisa oświadczeniem, że
            literatura istnieje dla rozrywki wykształconych mężczyzn w średnim wieku. Mam
            też wrażenie, że potrzeb intelektualnych i towarzyskich swojej żony (odciętej z
            powodu konwersji na katolicyzm od swojej rodziny i znajomych), mimo że na pewno
            bardzo kochanej, w ogóle nie zauważał. Nigdy, myślę, nie wybaczył Lewisowi
            anglikanizmu (chyba ze względu na swoją rolę w jego nawróceniu miał nadzieję na
            konwersję Lewisa na katolicyzm) i nie cenił jego religijnej publicystyki. Sobór
            Watykański II go przerażał. (No dobrze, nie jego jednego, ponadto Tolkien był
            wtedy u schyłku życia.) W sumie na pewno był dobrym chrześcijaninem, ale aniołem
            bez wad nie był, i trudno o nim pisać hagiografię.
    • wiesia140 Re: Kryzys wiary 08.03.10, 19:41
      A u ciebie Krysiu, co się dzieje z wiarą, opisz swoją sytuację.
    • twoj_aniol_stroz Re: Kryzys wiary 09.03.10, 08:27
      U mnie to nie tyle był kryzys wiary jako takiej, co bardziej totalna
      negacja katolicyzmu, który jawił mi się jako zestaw guseł,
      przesądów, pogaństwo dzikie i nieokiełznane połączone z fanatyzmem.
      No wiem, że to nieprawda, wiem, że to koszmar, ale ja wówczas
      właśnie taki obraz miałam. Zaczęło się to podczas pielgrzymki na
      Jasną Górę z moim ówczesnym chłopakiem. On sam był fanatyczny, był
      zdecydowanie typem nadgorliwca, który wszystkich chciał batem
      nagonić do wiary (chyba właśnie dlatego teraz mam taką alergię na
      wszelkie przejawy przymuszania do wiary). Jednocześnie w stosunku do
      siebie nie widział żadnych wad. Tam to zobaczyłam bardzo wyraźnie.
      Później był czas wczesnej dorosłości i zachłyśnięcia się wolnością.
      Dodatkowo moi rodzice starali się też na siłę zapędzić do kościoła,
      sami tam szli, ale później jechali do pracy-choć wcale nie musieli,
      ale przecież pieniądze, biznes... To wszystko razem zebrane
      spowodowało, że nie było w moim otoczeniu nikogo, kto faktycznie
      żyłby Bogiem, ale właśnie żył w pełni, czyli przede wszystkim kochał
      ludzi, umiał wybaczać, dostrzegał potrzeby innych ludzi... O Bogu
      przypomniałam sobie jak moje małżeństwo bardzo się chwiało. Tak! To
      był dobry kierunek by... mieć same pretensje... No bo skoro On
      istnieje to dlaczego tak strasznie mnie ukarał(!), że dał mi męża
      potwora zimnego, egoistycznego... Jakoś nie wpadałam na ten genialny
      pomysł, że to przecież ja sama go wybrałam, ja sama pogwałciłam Jego
      zasady, ja sama byłam mądrzejsza... Aż kiedyś wreszcie pojęłam, że
      to jednak nie do końca tak jak mi było wygodnie myśleć.
      Wówczas to juz nie był do końca kryzys wiary, ale właśnie
      katolicyzmu. Matka Boża, relikwie, obrazy - to wszystko kłóciło mi
      się ze ST,miałam tysięcze wątpliwości. Postanowiłam ignorować
      Maryję, choć z drugiej strony przecież to się nie da w katolicyźmie.
      Bardzo mało mi brakowało. Kiedyś przez "przypadek" znalazłam w necie
      wyznania złego ducha podczas egzorcyzmów kiedy mówił o Maryi, że
      posłuszeństwo złego wobec niej jest mu największą katorgą. Sporo
      tego było, poczytałam i trochę inaczej spojrzałam na Maryję.
      Zaczęłam też bardziej czytać o niej to co jest napisane w Piśmie Św,
      zaczęłam patrzeć na nią pod kątem zwykłej kobiety, która urodziła
      Boga... Wówczas powoli zaczęłam wracać, czytać też inne książki, ale
      nie te "sensacyjne" typu cuda, egzorcyzmy itp. Najpierw był
      Dzienniczek, potem Dzieje Duszy, potem znów Pieśń Duchowa -
      odkrywałm kompletnie inny katolicyzm -ten rozkochany w Jezusie,
      szanujący Maryję i kochający każdego człowieka. Aż w końcu kiedy już
      sobie sformatowałam własny pogląd na wiarę, katolicyzm, Maryję,
      świętych itd wowczas poczułam, że ja jednak byłam bardzo
      niesprawiedliwa wobec Matki Bożej. Ja ją oskarżyłam o prostą,
      folklorystyczną wiarę ludzi. A przecież to nie tak. Pamiętam, że
      pojechaliśmy z mężem na Jasną Górę na zlot gwiaździsty motocykli. To
      było w połowie kwietnia. Pamiętam ja bardzo marzłam na motocyklu i
      jak modliłam się w duchu, że to zimno to zadośćuczynienie za te lata
      zimna z mojej strony, za ten czas nieprawdziwych oskarżeń. I
      pamiętam radość gdy już dojechaliśmy na miejsce, gdy zobaczyłam
      tysiące motocyklistów, którzy nie bali się zimna, deszczu i też
      przyjechali, a później poszłam do Komunii Św i takich jak ja było
      setki. Tłum ludzi i Komunia, która trwała i trwała smile W kolejnym
      roku też pojechaliśmy, motocyklistów było jeszcze więcej, a w tym
      roku jak Bóg pozwoli to też pojedziemy smile I teraz jadę na Jasną Górę
      jak do przyjaciela, jak do kogoś mi bardzo bliskiego. Teraz dziękuję
      Bogu za to co przeszłam, bo teraz rozumiem czym jest życie w
      ciemności, w tysięcznych pytaniach, wątpliwościach, czym jest
      zniewolenie własną pychą i pseudomądrością... Teraz rozumiem co
      znaczy, że prawda was wyzwoli, co znaczą słowa, że Jezus to wolność.
      Dziś inaczej patrzę na ludzi i przede wszystkim inaczej patrzę na
      wiarę i Boga.
    • maika7 Re: Kryzys wiary 09.03.10, 09:05
      U mnie kryzys wiary (o ile mozna tak to nazwać) z lat licealnych zaowocował
      brakiem wiary.
      Odnalazlam się "po drugiej stronie". Bez wątpliwości.
    • pysio8 Re: Kryzys wiary 09.03.10, 09:57
      Tak do końca to nie wiem czy nawróciłam się już raz na zawsze, i nigdy nie
      odejdę od wiary i kościoła?
      W domu rodzinnym nie miałam przykładu, za to domownicy obciążeni poważnymi
      chorobami. Takimi, że życie staje się niemiłe.
      Jak "trafił się" mój mąż, to strasznie mnie wkurzało, że zaciąga mnie na
      procesję w Boże Ciało, na której mało nie zemdlałam. Wolałam chodzić na
      dyskoteki, tam było ciekawiej i bardziej rozrywkowo.

      Teraz jest taka sytuacja, że ja po kilku wstrząsach chyba jednak wróciłam do
      kościoła, a on odszedł. Czy kiedyś się spotkamy, jak wierzący w tym samym
      czasie,albo przynajmniej podejmujący próbę?

      Na kilka lat wylądowałam w grupie new age, gdzie "uzdrawiałam się "oddechem,
      byłam na diecie bezmięsnej i ślepo ufałam pani prowadzącej.
      Dziwnie zachowywałam się podczas pierwszej Komunii Św. mojego syna, całą Mszę
      przepłakałam nie wiedziałam co się dzieje.Im bardziej chciałam nie płakać tym
      głośniej to robiłamsmile
      Próbę modlitwy i wołania do Pana Boga umiejscowiłabym w czasie narodzin córki i
      mojej bezradności w jej chorobie.
      Całymi latami nie uczestniczyłam w Eucharystii i nie spowiadałam się.
      Zapisałam się na to forum i dopiero się zaczęłosmile) od 2004 roku, nawet pytałam
      się Ismy na priva, jak się nalezy spowiadać i co poszłam w tamtym czasie do
      kościoła, to konfesjonał był pusty i jednego baaardzo leniwego księdza musiałam
      przymusić, żeby mnie wyspowiadał,a potem musiałam wysłuchać, że ma reumatyzm i
      nie może się poruszać. Może jednak nie był leniwy tylko chory i niesprawiedliwie
      go osądziłam?
      • pysio8 modlitwa za męża 10.03.10, 09:45
        Chyba jestem aktywna w tym wątku?smile

        Postawa i całe życie współmałżonka-może przyczynić się do kryzysu wiary u tego
        drugiego.

        Pamięć wyrzuca mi jak przed laty żartowałam z męża, wiary i praktyk,
        uczestniczenia w rezurekcji mówiąc ,że chyba ktoś, kto ma źle w głowie tak rano
        wstaje i leci do kościoła. Albo macha sobie ręką rano i wieczorem, a to nie było
        żadne machanie, tylko kreślenie znaku krzyża.

        Proszę o modlitwę za męża, Bożą opiekę nad nim.

        • sulla Re: modlitwa za męża 10.03.10, 09:49
          dobrze
        • twoj_aniol_stroz Re: modlitwa za męża 10.03.10, 09:59
          dobrze, za Was oboje
    • sulla Re: Kryzys wiary 09.03.10, 10:52
      Ja nie miała kryzysu wiara do tej pory, bo moja wiara jest dość świeża.
      Wychowałam się w rodzinie, w której tata był niewierzący, a mam poszukująca poza
      kościołami. Rodzice mnie nie ochrzcili, ale też nie zabraniali poszukiwań na
      własną rękę. Odkąd pamiętam, zawsze zastanawiałam się czy jest Bóg i czym On
      jest (moja mama też tak to wspomina, powiedziała mi niedawno, ze zawsze czuła,
      że ja znajdę Boga). Pierwszą próbę podjęłam w liceum - chciałam wówczas poprosić
      o chrzest w KRK. Wtedy jednak czułam, że z mojej strony będzie w tym jakieś
      oszustwo, że nie jestem w pełni gotowa ani przekonana do katolicyzmu (z góry
      proszę o nie odbieranie tego jako krytyki katolicyzmu, ja pisze teraz o własnej
      historii). Potem przyszedł okres odejścia zupełnego, aż poznałam mojego męża,
      który o swojej -też nieuporządkowanej, ale szczerzej - wierze, mówił szczerze i
      otwarcie. I zaczęło wszystko we mnie odżywać, zaczęłam znów szukać, aż w końcu
      trafiłam do kościoła luterańskiego, gdzie poczułam się od razu we właściwym
      miejscu. i jestem.

      Ale! To w zasadzie nieważne jest. Co innego chciałam napisać.

      Krysia - właśnie kupiłam książkę "Boga nikt nie widzi. Noc ciemna ateistów i
      wierzących". Dopiero zaczynam ją czytać, ale zaczyna się ona właśnie od
      doświadczenia ciemności i milczenia Boga. I autor stawia tezę, że jest to
      naturalne i nawet potrzebne przeżycie dla człowieka wierzącego. Ze jest to
      porzucenie "wiary dziecięcej" i przejście do "wiary dorosłej".
      Ja sama nad tym myślę dopiero, bo mi do dorosłej wiary baaardzo daleko. Ale ta
      książka daje mi do myślenia.

      Link do książki:
      www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,2597,tytul,Boga%20nikt%20nie%20widzi.%20Noc%20ciemna%20ateist%C3%B3w%20i%20wierz%C4%85cych
    • atama Re: Kryzys wiary 09.03.10, 11:25
      Mieliśmy taki zwyczaj na spotkaniach naszej wspólnoty
      na "odkorkowanie" - czyli 100 pytań do.
      I pamiętam jak raz nasz mądry duszpasterz rzucił jednej osobie
      pytanie na twarz, czy miała kiedyś wątpliwości w wierze.
      Biedaczyna odpowiedział, że nie, a duszpasterz wtedy: a to
      niedobrze smile))
      Kryzys wiary to możliwość rozwoju.
      Od tamtego czasu czekałam na swój kryzys. Jako taki nie nastąpił
      chyba. Nic spektakularnego, ale nawróciłam się już dwa razy. Po
      drugim wiem, że przede mną pewnie dalsze nawrócenia jeszcze smile
      Moją drogą okazały się rekolekcje ignacjańskie. Dobre chyba również
      na moment zwątpienia...
      • otryt Re: Kryzys wiary 09.03.10, 19:24
        Atamo, tak sobie myślę, że wątpliwości w wierze a kryzys wiary to problemy
        całkiem innej skali. Wątpliwości miewa chyba każdy, a kryzys tylko niektórzy.
        Pozdrawiam.
    • 11.jula Re: Kryzys wiary 09.03.10, 17:27
      Tak mi się wydaje, że chyba ja mam teraz kryzys wiary, nawet trudno
      mi jest to dokładnie sprecyzować. Cała ta sytuacja w jakiej tkwię,
      alkoholizm teścia, który wybuchł teraz ze zdwojoną siłą, problemy ze
      zdrowiem mojego męża i uzasadniony strach, że wkrótce go zabraknie i
      zostanę sama z dziećmi i jego ojcem, spowodowała, że przestałam
      odczuwać obecność Boga, choć nie, źle to ujęłam. Ja wierzę, próbuję
      przyjmować pokornie wszystkie trudy jakie mi zsyła, ale mam
      wrażenie, że to wszystko jest bez sensu. Chodzę na Msze i mam
      poczucie, że tracę czas, że to jest bez sensu, próbuję sie modlić i
      mam wrażenie, że po co. Kiedyś czułam, że jest KTOŚ, teraz mam
      wrażenie, że jestem sama. Wybaczcie porównanie, ale czasem myslę, że
      zamiast np. różańca mogłabym w kółko powtarzać: jutro będzie środa i
      będzie taki sam efekt. Od razu zaznaczę, że nie chodzi o to aby
      modlitwy były natychmiast wysłuchane, ale właśnie o to poczucie
      bezcelowości. To tak, jakbym przestała Go kochać, zobojętniał mi. To
      jest straszne, nie umiem sobie z tym poradzić, nie umiem poradzić
      sobie z samą sobą.
      • twoj_aniol_stroz Re: Kryzys wiary 09.03.10, 19:00
        Jula, nic mądrego nie umiem napisać, jedynie mogę zapewnić o mojej
        modlitwie za Was...
      • pysio8 Re: Kryzys wiary 09.03.10, 19:03
        Witam serdeczniesmile Najpewniej nie jestem tutaj od radzeniasmile Powiem z własnego
        doświadczenia, pluję sobie w brodę, że tak długo opierałam się, bałam się pójść
        na spotkanie grupy Al-Anon, czyli grupy osób, borykających się z problemem
        alkoholizmu wśród najbliższych.
        Spotkania na żywo są bezcenne, oparte na programie dwunastu kroków. Jest
        możliwość posłuchania jak radzą sobie inne kobiety, a teraz i mężczyzna z naszej
        grupy.
        Forum jest wspaniałą sprawą, czasem jednak nie wystarczającą, by poradzić sobie
        z problemami, a przynajmniej tak było u mnie.

        Często takie grupy tworzone są przy Parafiach.

        Jest możliwość słuchania w soboty po 22-giej "Poradni Uzależnień" na 96.5 fm
        Radio Plus Warszawa. Audycja, prowadzona przez p. Jacka. Warto.
    • sion2 Re: Kryzys wiary 10.03.10, 18:00

      Nie mogę powiedzieć żebym miala w życiu kryzys wiary polegający na
      wątpliwości czy Bóg istnieje. Ale miałam czas do 13 roku zycia gdy
      wiara moja była taka... oczywista że nie rozumiałam jak to w ogóle
      jest być niewierzącym, jak można przyjmowac taki punkt widzenia bo
      przecież to jasne i oczywiste że Bóg jest smile. Potem w klasie 7
      szkoły podstawowej coś niemal z dnia na dzien we mnie "umarło", coś
      dziecięcego gdzie fakt istnienia Boga był czymś naturalnym jak
      oddech. Zrozumialam że można nie wierzyć, że można nie wierzyć w
      nic, że mozna miec wątpliwosci czy Bóg istnieje. Sama miałam je w
      zalążku, raczej jako pokusy... i nie wiem do dziś czemu, zwróciłam
      się wtedy do Maryi o pomoc duchową. I otrzymałam ją niemal
      natychmiast, słonce wyszło zza chmur a ja zaczęłam wierzyć inaczej
      tzn bardziej wolą, rozumem, bardziej świadomie.
      Przezyłam też mocne pierwsze nawrócenie, pod wpływem słow jakie
      usłyszalam na lekcji religii, pod wpływem fragmentu "Dzienniczka s.
      Fauustyny". EUREKA - Jezus jest moim Przyjacielem, Panem,
      najmilszym i słodkim Bogiem. Zachłysnęłam się Nim, Jego bliskością
      i łaską, był na wyciągnięcie ręki...
      W miarę jak rosłam i dojrzewałam, zmysły się wyciszały, emocje
      opadały, wiara zaczynała byc naprawdę wiarą.
      Teraz najwieksze problemy mam z zaufaniem Bogu codziennie, z wiarą
      że nie zapomniał o mnie skoro tyle zsyła do noszenia, że w ogóle
      panuje nad moim życiem... Pomaga mi czytanie Pisma św - o dziwo,
      wybranych fragmentów ST gdzie mowa o Bozej milosci, wiernosci i
      milosierdziu.

      A z moją maryjnością też było ciekawie. Własnie odrzucało mnie od
      zawsze od pobożnosci ludowej, od zawodzenia pod figurka, swieczek
      przed obrazami, noszenia figurek i klepania ciagle rozanca, nie
      mowiac o piesniach maryjnych. Wiec sama siebie
      ochrzcilam "niemaryjna". Dopiero na studiach odkryłam Maryję jako
      duchową matkę, jej czułośc, obecnosc która zawsze kieruje mnie na
      Jezusa. Do tej pory nie cierpie poboznosci ludowej, ale gorliwie
      wołam do Maryi i doswiadczam jej opieki i wstawiennictwa.
      • twoj_aniol_stroz Re: Kryzys wiary 10.03.10, 18:40
        Dobrze rozumiem to "niecierpnie" pobożności ludowej...
        • andrzej585858 Re: Kryzys wiary 10.03.10, 18:51
          twoj_aniol_stroz napisała:

          > Dobrze rozumiem to "niecierpnie" pobożności ludowej...

          Ja lubię to co nazywamy "pobożnościa ludową", tylko że przez tego typu pobożność
          rozumiem oprawę liturgiczną a nie sposób myślenia.
          Czy może istnieć coś piękniejszego niż nabożeństwo pod kapliczką? Procesyjne
          poświęcenie pól? W tym tkwi głęboki mistycyzm.
          Zresztą wszystkie te przydrożne kapliczki, krzyże na rozstajach dróg, to
          wszystko są niemi świadkowie religijności.
          • twoj_aniol_stroz Re: Kryzys wiary 10.03.10, 19:00
            No więc o ile krzyże na rozstajach dróg i kapliczki budzą wiele
            mojej sympatii, są często motorem do zadumy, do skierowania myśli na
            Boga, o tyle już nabożeństwo majowe pod kapliczką jest dla mnie nie
            do strawienia sad Być może wynika to z kawałka rodziny, która ma
            zwyczaj intensywnego narzucania uczestnictwa w tego typu
            spotkaniach... Nie wiem właściwie, chyba temat do przemyśleń smile
            Faktem jest, że nie trafia do mnie chodzenie na kolanach dookoła
            obrazu na Jasnej Górze, nie rozumiem tego. Tzn rozumiem, że to forma
            umartwienia, ale jakoś nie przemawia do mnie.
            • andrzej585858 Re: Kryzys wiary 10.03.10, 22:53
              Przyznam szczerze że sam nie wiem czy dobrze robię, ale akurat przeczytałem
              artykuł który, moim zdaniem, tez może przyczynić się do kryzysu wiary.

              wiadomosci.onet.pl/2139808,12,szef_watykanskich_egzorcystow_szatan_dziala_w_watykanie,item.html
              Przyznam się że nie wiem co mam o tym myśleć. Z jednej strony nie mam podstaw
              aby negować możliwość istnienia takiego zjawiska, z drugiej zaś czy dobrze się
              stało że robi się z powyższej wypowiedzi medialne show?
              Czy była ona w ogóle potrzebna?
              • atama Re: Kryzys wiary 11.03.10, 06:42
                Hmm... notka nosi znamiona sensacyjności smile
                Czy dobrze, że takie rzeczy się publikuje? Moim zdaniem dobrze.
                Sama wpadłam w niezłe sidła swego czasu. Przy całej mojej wierze w
                istnienie osobowego zła sama próbowałam go jakoś unikać. Dreszcze
                mnie przechodziły, kiedy okazywało się, że tu i tam zły mnie kusił.
                A prawda jest taka, że kusi każdego z nas i to częściej niż
                rzadziej. Żywo zainteresowany jest każdym z nas. Tymi w Watykanie
                również jeśli nawet nie bardziej.
              • brucha Re: Kryzys wiary 11.03.10, 15:59
                nie wiem czy akurat ta wypowiedź była potrzebna czy nie i czy to
                jest medialne show...
                ale mnie wkurza w KRK między innymi zamiatanie pod dywan i milczenie
                nt. zła oczywistego. skoro białe ma być białe a czarne czarne, to
                pewne rzeczy nazywa się po imieniu, nawet jeśli bolą.
                Wolałabym jako owieczka dowiedzieć się o pewnych rzeczach od mojego
                tzw. duszpasterza a nie z gazety. i jest mi przykro że jest
                odwrotnie.

                gdyby mówiło się otwarcie to by nie było sensacji w tym, ze ktos coś
                gdzieś komus itd.

    • otryt Re: Kryzys wiary 18.03.10, 09:17
      Ciekawy wątek, wciąż o nim myślę. Każdy człowiek inaczej przeżywa
      swoją wiarę. Bliskie jest mi to, o czym pisze Atama.
      Kapuściński w „Podróżach z Herodotem” pisze o starożytnym wojowniku
      (nie pamiętam jego imienia), który walcząc przywiązywał się
      łańcuchem do kotwicy, a kotwicę wbijał w ziemię, by nie mógł uciec
      przez wrogiem, lecz by walczył. Ten obraz też jest mi bliski. W
      trudnych momentach nie idę do przodu, lecz wbrew wszystkiemu trwam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka