krysiastach 08.03.10, 18:15 Czy ktoś z Was ma taki za sobą? Jak udało Wam się go przetrwać? Co Wam pomogło? Czy odkryliście jego przyczynę? Potrzebuję Waszego świadectwa. Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
wiesia140 Re: Kryzys wiary 08.03.10, 18:38 Ja maiłam kryzys jak zmarł mój ojciec , okazało się ,że syn jest niepełnosprawny umysłowo , potem urodziła się córka też niepełnosprawna umysłowo. Był we mnie taki wewnętrzny bunt : jak On mógł mi to zrobić , przecież nic takiego nie zrobiłam. co mi pomogło do już do powiedzenia na priv . bez obaw i podtekstów nie są to jakieś herezje. Odpowiedz Link
andrzej585858 Re: Kryzys wiary 08.03.10, 18:44 krysiastach napisała: > Czy ktoś z Was ma taki za sobą? Jak udało Wam się go przetrwać? Co Wam pomogło? > Czy odkryliście jego przyczynę? Potrzebuję Waszego świadectwa. Mój kryzys wiary to okres mlodości, dorastanie, okres liceum. Nałożyła się jeszcze na to atmosfera tamtych lat - początek lat 70-tych, kiedy to Kościół praktycznie był zamknięty na terenie plebanii. Wtedy odkrywalismy Hendrixa, muzykę rockową, świat dzieci-kwiatów, długie włosy i kolorowe spódnice dziewczyn - swoją drogą jakże urokliwe były ). Prywatki, pierwsze zachłyśnięcia światem ktory docierał poprze eter radiowy - radio Luksemburg, czyli to wszystko o czym spiewa Perfect w "Autobiografii". A z drugiej strony tradycyjne pojmowana, niedzielna religijość - sztampowość zachowań rodziców, która kłóciła się z tym wszystkim co miał do zaoferowania świat, no i propaganda. Zaczyna się epoka sukcesu, co tam starzy będą straszyć piekłem, księdzem. Do dzisiaj mam gdzieś stary zeszyt do którego z zapałem wpisywałem złote myśli Marksa, Nietzschego, Sartre - na ścianie plakat z Claptonem a obok Che Guevara. Praktycznie biorąc w okresie liceum stałem się osobą niewierzącą. Kiedy nastąpił przełom? Tym przełomem było chyba odkrycie monastycyzmu. Od zawsze lubiłem historię. Dodatkowo akurat wtedy zachorowałem na Wikingów. W kinach pojawiły się filmy w rodzaju "Długie łodzie Wikingów" - świat dla młodego chłopaka niezwykle romantyczny - bitwy, morska przygoda, piękne kobiety - zachwycający świat przygody. Inni bawili się w Indian mnie pociągnął świat morskich zbójów. Zaczęło się poszukiwanie książek, czytanie - no i nieuchronne zetknięcie się z mnichami irlandzkimi którzy prowadzili misje wśród ludów północy. Zaciekawili mnie ci dziwacy bardziej od samych wikingów, zaczęli się jawić jako jeszcze bardziej odważni od nich samych. Potem to już ruszyła lawina, czytanie książek - otwierający się przebogaty świat pierwszych wieków istnienia monastycyzmu, ta niesłychana i niepojęta żarliwość. Próby dotarcia do polskich mnichów, długa korespondencja z o. Leonem Knabitem, także miałem szczęście otrzymać kilka listów od o. Piotra Rostworowskiego - przeora kamedułów, niezwyklej postaci. Do dzisiaj żałuję że nie skorzystałem z jego zaproszenia ma kilkudniowy pobyt w Bieniszewie. Dzięki pogańskim Wikingom odkryłem chrześcijaństwo. Dalej mimo upływu lat ta moja wiara bardzo jest nieuporządkowana, ale od 30 lat już jest i po prostu czuję, że teraz ona po prostu jest. Nie umiem tego opisać, to jest takie wewnętrzne przekonanie, coś co po prostu jest we mnie. Chciałbym jeszcze tylko zasłużyć jakoś na tą łaskę wiary. Nie potrafię tego ładnie i spójnie opisać, łatwiej by mi poszło gdybym mógł podeprzeć się jakimś cytatem z myśli Ojców pustyni. Naprawdę gorąco polecam zbiory tych myśli tzw. apoftegmaty, to jest zbiór bardzo prostych nieraz powiedzeń ale jakże mądrych. Odpowiedz Link
andrzej585858 Re: Kryzys wiary 08.03.10, 19:19 Może teraz jakoś łatwiej było zaakceptować fakt choroby córki? Chociaż przeżycie było przerażające - jeżeli ja dorosły facet mający prawie 50 lat chodziłem i całymi dniami po prostu płakałem? Nie, nie było wtedy modlitwy, ale nie było też pretensji - i nie potrafię tego wytłumaczyć, ale gdyby ten fakt nastąpił dużo wcześniej? Gdyby choroba objawiła się już w momencie narodzin? Nie wiem co jest trudniejsze - każdy ma jednak swój ból i swoje cierpienie i za każdym razem gdy cierpi zwłaszcza dziecko jest to takie trudne. Ale też każde cierpienie kończy się oczyszczeniem i ma swój sens - to też gdzieś jest we mnie. Odpowiedz Link
paszczakowna1 Re: Kryzys wiary 12.03.10, 22:13 > Dzięki pogańskim Wikingom odkryłem chrześcijaństwo. To piękne. Spiritus flat ubi vult. Mnie z obojętności religijnej wydobył z kolei Tolkien (choć nie tylko - także choroba). Kontemplując (i dyskutując) filozofię świata Tolkiena trafiłam niejako bocznymi drzwiami z powrotem do chrześcijaństwa. Tak apropos wątku o ojcu Badenim - nie mnie jednej Tolkien pomógł: "W ogóle Tolkien jest niesamowicie chrześcijański, a jednocześnie bardzo w tym chrześcijaństwie dyskretny. Chrześcijanin winien przeżywać kontemplację, czyli widzenie tajemnic bożych. To nie jest tylko przywilej mistyków, to przywilej każdego człowieka ochrzczonego. Żeby jednak przekazać fascynację Słowem Boga, trzeba być najpierw samemu tym Słowem Boga zafascynowanym. A niestety nie każdy jest. Natomiast Tolkienem można się o wiele łatwiej zafascynować i będzie to fascynacja prowadząca w głąb, dalej, do objawienia chrześcijańskiego. Mnie samemu Tolkien pomaga w życiu duchowym." forum.tolkien.com.pl/viewtopic.php?p=94111#94111 Odpowiedz Link
andrzej585858 Re: Kryzys wiary 12.03.10, 23:38 Uważam że akurat Tolkien to nie tylko jego wspaniała opowieść o drużynie Pierścienia, ale takze jego niezwykła osobowość, Osobowość w której skupiają się najbardziej wartościowe cechy chrześcijańskie. Może warto o nim coś więcej powiedzieć? Może warto bardziej uwypuklić jego życie i wartości istotne dla niego? Wartości które znalazły także wyraz w jego pisarstwie? Tolkien - chrześcijanin - piękny temat. Odpowiedz Link
paszczakowna1 Re: Kryzys wiary 26.03.10, 15:09 > Uważam że akurat Tolkien to nie tylko jego wspaniała opowieść o drużynie > Pierścienia, ale takze jego niezwykła osobowość, Osobowość w której skupiają si > ę > najbardziej wartościowe cechy chrześcijańskie. Wiesz, Andrzeju, nie wiem. Nie jestem specjalistką od życia Tolkiena, ale po lekturze jego listów mam mieszane wrażenia. Kobiety ewidentnie uważał za odmienny gatunek, przynajmniej w młodszym wieku (co znalazło też odbicie w jego pisarstwie - co ciekawe, na starość miał świetne kontakty z kobietami w życiu akademickim), a przy pierwszym spotkaniu zszokował Lewisa oświadczeniem, że literatura istnieje dla rozrywki wykształconych mężczyzn w średnim wieku. Mam też wrażenie, że potrzeb intelektualnych i towarzyskich swojej żony (odciętej z powodu konwersji na katolicyzm od swojej rodziny i znajomych), mimo że na pewno bardzo kochanej, w ogóle nie zauważał. Nigdy, myślę, nie wybaczył Lewisowi anglikanizmu (chyba ze względu na swoją rolę w jego nawróceniu miał nadzieję na konwersję Lewisa na katolicyzm) i nie cenił jego religijnej publicystyki. Sobór Watykański II go przerażał. (No dobrze, nie jego jednego, ponadto Tolkien był wtedy u schyłku życia.) W sumie na pewno był dobrym chrześcijaninem, ale aniołem bez wad nie był, i trudno o nim pisać hagiografię. Odpowiedz Link
wiesia140 Re: Kryzys wiary 08.03.10, 19:41 A u ciebie Krysiu, co się dzieje z wiarą, opisz swoją sytuację. Odpowiedz Link
twoj_aniol_stroz Re: Kryzys wiary 09.03.10, 08:27 U mnie to nie tyle był kryzys wiary jako takiej, co bardziej totalna negacja katolicyzmu, który jawił mi się jako zestaw guseł, przesądów, pogaństwo dzikie i nieokiełznane połączone z fanatyzmem. No wiem, że to nieprawda, wiem, że to koszmar, ale ja wówczas właśnie taki obraz miałam. Zaczęło się to podczas pielgrzymki na Jasną Górę z moim ówczesnym chłopakiem. On sam był fanatyczny, był zdecydowanie typem nadgorliwca, który wszystkich chciał batem nagonić do wiary (chyba właśnie dlatego teraz mam taką alergię na wszelkie przejawy przymuszania do wiary). Jednocześnie w stosunku do siebie nie widział żadnych wad. Tam to zobaczyłam bardzo wyraźnie. Później był czas wczesnej dorosłości i zachłyśnięcia się wolnością. Dodatkowo moi rodzice starali się też na siłę zapędzić do kościoła, sami tam szli, ale później jechali do pracy-choć wcale nie musieli, ale przecież pieniądze, biznes... To wszystko razem zebrane spowodowało, że nie było w moim otoczeniu nikogo, kto faktycznie żyłby Bogiem, ale właśnie żył w pełni, czyli przede wszystkim kochał ludzi, umiał wybaczać, dostrzegał potrzeby innych ludzi... O Bogu przypomniałam sobie jak moje małżeństwo bardzo się chwiało. Tak! To był dobry kierunek by... mieć same pretensje... No bo skoro On istnieje to dlaczego tak strasznie mnie ukarał(!), że dał mi męża potwora zimnego, egoistycznego... Jakoś nie wpadałam na ten genialny pomysł, że to przecież ja sama go wybrałam, ja sama pogwałciłam Jego zasady, ja sama byłam mądrzejsza... Aż kiedyś wreszcie pojęłam, że to jednak nie do końca tak jak mi było wygodnie myśleć. Wówczas to juz nie był do końca kryzys wiary, ale właśnie katolicyzmu. Matka Boża, relikwie, obrazy - to wszystko kłóciło mi się ze ST,miałam tysięcze wątpliwości. Postanowiłam ignorować Maryję, choć z drugiej strony przecież to się nie da w katolicyźmie. Bardzo mało mi brakowało. Kiedyś przez "przypadek" znalazłam w necie wyznania złego ducha podczas egzorcyzmów kiedy mówił o Maryi, że posłuszeństwo złego wobec niej jest mu największą katorgą. Sporo tego było, poczytałam i trochę inaczej spojrzałam na Maryję. Zaczęłam też bardziej czytać o niej to co jest napisane w Piśmie Św, zaczęłam patrzeć na nią pod kątem zwykłej kobiety, która urodziła Boga... Wówczas powoli zaczęłam wracać, czytać też inne książki, ale nie te "sensacyjne" typu cuda, egzorcyzmy itp. Najpierw był Dzienniczek, potem Dzieje Duszy, potem znów Pieśń Duchowa - odkrywałm kompletnie inny katolicyzm -ten rozkochany w Jezusie, szanujący Maryję i kochający każdego człowieka. Aż w końcu kiedy już sobie sformatowałam własny pogląd na wiarę, katolicyzm, Maryję, świętych itd wowczas poczułam, że ja jednak byłam bardzo niesprawiedliwa wobec Matki Bożej. Ja ją oskarżyłam o prostą, folklorystyczną wiarę ludzi. A przecież to nie tak. Pamiętam, że pojechaliśmy z mężem na Jasną Górę na zlot gwiaździsty motocykli. To było w połowie kwietnia. Pamiętam ja bardzo marzłam na motocyklu i jak modliłam się w duchu, że to zimno to zadośćuczynienie za te lata zimna z mojej strony, za ten czas nieprawdziwych oskarżeń. I pamiętam radość gdy już dojechaliśmy na miejsce, gdy zobaczyłam tysiące motocyklistów, którzy nie bali się zimna, deszczu i też przyjechali, a później poszłam do Komunii Św i takich jak ja było setki. Tłum ludzi i Komunia, która trwała i trwała W kolejnym roku też pojechaliśmy, motocyklistów było jeszcze więcej, a w tym roku jak Bóg pozwoli to też pojedziemy I teraz jadę na Jasną Górę jak do przyjaciela, jak do kogoś mi bardzo bliskiego. Teraz dziękuję Bogu za to co przeszłam, bo teraz rozumiem czym jest życie w ciemności, w tysięcznych pytaniach, wątpliwościach, czym jest zniewolenie własną pychą i pseudomądrością... Teraz rozumiem co znaczy, że prawda was wyzwoli, co znaczą słowa, że Jezus to wolność. Dziś inaczej patrzę na ludzi i przede wszystkim inaczej patrzę na wiarę i Boga. Odpowiedz Link
maika7 Re: Kryzys wiary 09.03.10, 09:05 U mnie kryzys wiary (o ile mozna tak to nazwać) z lat licealnych zaowocował brakiem wiary. Odnalazlam się "po drugiej stronie". Bez wątpliwości. Odpowiedz Link
pysio8 Re: Kryzys wiary 09.03.10, 09:57 Tak do końca to nie wiem czy nawróciłam się już raz na zawsze, i nigdy nie odejdę od wiary i kościoła? W domu rodzinnym nie miałam przykładu, za to domownicy obciążeni poważnymi chorobami. Takimi, że życie staje się niemiłe. Jak "trafił się" mój mąż, to strasznie mnie wkurzało, że zaciąga mnie na procesję w Boże Ciało, na której mało nie zemdlałam. Wolałam chodzić na dyskoteki, tam było ciekawiej i bardziej rozrywkowo. Teraz jest taka sytuacja, że ja po kilku wstrząsach chyba jednak wróciłam do kościoła, a on odszedł. Czy kiedyś się spotkamy, jak wierzący w tym samym czasie,albo przynajmniej podejmujący próbę? Na kilka lat wylądowałam w grupie new age, gdzie "uzdrawiałam się "oddechem, byłam na diecie bezmięsnej i ślepo ufałam pani prowadzącej. Dziwnie zachowywałam się podczas pierwszej Komunii Św. mojego syna, całą Mszę przepłakałam nie wiedziałam co się dzieje.Im bardziej chciałam nie płakać tym głośniej to robiłam Próbę modlitwy i wołania do Pana Boga umiejscowiłabym w czasie narodzin córki i mojej bezradności w jej chorobie. Całymi latami nie uczestniczyłam w Eucharystii i nie spowiadałam się. Zapisałam się na to forum i dopiero się zaczęło) od 2004 roku, nawet pytałam się Ismy na priva, jak się nalezy spowiadać i co poszłam w tamtym czasie do kościoła, to konfesjonał był pusty i jednego baaardzo leniwego księdza musiałam przymusić, żeby mnie wyspowiadał,a potem musiałam wysłuchać, że ma reumatyzm i nie może się poruszać. Może jednak nie był leniwy tylko chory i niesprawiedliwie go osądziłam? Odpowiedz Link
pysio8 modlitwa za męża 10.03.10, 09:45 Chyba jestem aktywna w tym wątku? Postawa i całe życie współmałżonka-może przyczynić się do kryzysu wiary u tego drugiego. Pamięć wyrzuca mi jak przed laty żartowałam z męża, wiary i praktyk, uczestniczenia w rezurekcji mówiąc ,że chyba ktoś, kto ma źle w głowie tak rano wstaje i leci do kościoła. Albo macha sobie ręką rano i wieczorem, a to nie było żadne machanie, tylko kreślenie znaku krzyża. Proszę o modlitwę za męża, Bożą opiekę nad nim. Odpowiedz Link
sulla Re: Kryzys wiary 09.03.10, 10:52 Ja nie miała kryzysu wiara do tej pory, bo moja wiara jest dość świeża. Wychowałam się w rodzinie, w której tata był niewierzący, a mam poszukująca poza kościołami. Rodzice mnie nie ochrzcili, ale też nie zabraniali poszukiwań na własną rękę. Odkąd pamiętam, zawsze zastanawiałam się czy jest Bóg i czym On jest (moja mama też tak to wspomina, powiedziała mi niedawno, ze zawsze czuła, że ja znajdę Boga). Pierwszą próbę podjęłam w liceum - chciałam wówczas poprosić o chrzest w KRK. Wtedy jednak czułam, że z mojej strony będzie w tym jakieś oszustwo, że nie jestem w pełni gotowa ani przekonana do katolicyzmu (z góry proszę o nie odbieranie tego jako krytyki katolicyzmu, ja pisze teraz o własnej historii). Potem przyszedł okres odejścia zupełnego, aż poznałam mojego męża, który o swojej -też nieuporządkowanej, ale szczerzej - wierze, mówił szczerze i otwarcie. I zaczęło wszystko we mnie odżywać, zaczęłam znów szukać, aż w końcu trafiłam do kościoła luterańskiego, gdzie poczułam się od razu we właściwym miejscu. i jestem. Ale! To w zasadzie nieważne jest. Co innego chciałam napisać. Krysia - właśnie kupiłam książkę "Boga nikt nie widzi. Noc ciemna ateistów i wierzących". Dopiero zaczynam ją czytać, ale zaczyna się ona właśnie od doświadczenia ciemności i milczenia Boga. I autor stawia tezę, że jest to naturalne i nawet potrzebne przeżycie dla człowieka wierzącego. Ze jest to porzucenie "wiary dziecięcej" i przejście do "wiary dorosłej". Ja sama nad tym myślę dopiero, bo mi do dorosłej wiary baaardzo daleko. Ale ta książka daje mi do myślenia. Link do książki: www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,2597,tytul,Boga%20nikt%20nie%20widzi.%20Noc%20ciemna%20ateist%C3%B3w%20i%20wierz%C4%85cych Odpowiedz Link
atama Re: Kryzys wiary 09.03.10, 11:25 Mieliśmy taki zwyczaj na spotkaniach naszej wspólnoty na "odkorkowanie" - czyli 100 pytań do. I pamiętam jak raz nasz mądry duszpasterz rzucił jednej osobie pytanie na twarz, czy miała kiedyś wątpliwości w wierze. Biedaczyna odpowiedział, że nie, a duszpasterz wtedy: a to niedobrze )) Kryzys wiary to możliwość rozwoju. Od tamtego czasu czekałam na swój kryzys. Jako taki nie nastąpił chyba. Nic spektakularnego, ale nawróciłam się już dwa razy. Po drugim wiem, że przede mną pewnie dalsze nawrócenia jeszcze Moją drogą okazały się rekolekcje ignacjańskie. Dobre chyba również na moment zwątpienia... Odpowiedz Link
otryt Re: Kryzys wiary 09.03.10, 19:24 Atamo, tak sobie myślę, że wątpliwości w wierze a kryzys wiary to problemy całkiem innej skali. Wątpliwości miewa chyba każdy, a kryzys tylko niektórzy. Pozdrawiam. Odpowiedz Link
11.jula Re: Kryzys wiary 09.03.10, 17:27 Tak mi się wydaje, że chyba ja mam teraz kryzys wiary, nawet trudno mi jest to dokładnie sprecyzować. Cała ta sytuacja w jakiej tkwię, alkoholizm teścia, który wybuchł teraz ze zdwojoną siłą, problemy ze zdrowiem mojego męża i uzasadniony strach, że wkrótce go zabraknie i zostanę sama z dziećmi i jego ojcem, spowodowała, że przestałam odczuwać obecność Boga, choć nie, źle to ujęłam. Ja wierzę, próbuję przyjmować pokornie wszystkie trudy jakie mi zsyła, ale mam wrażenie, że to wszystko jest bez sensu. Chodzę na Msze i mam poczucie, że tracę czas, że to jest bez sensu, próbuję sie modlić i mam wrażenie, że po co. Kiedyś czułam, że jest KTOŚ, teraz mam wrażenie, że jestem sama. Wybaczcie porównanie, ale czasem myslę, że zamiast np. różańca mogłabym w kółko powtarzać: jutro będzie środa i będzie taki sam efekt. Od razu zaznaczę, że nie chodzi o to aby modlitwy były natychmiast wysłuchane, ale właśnie o to poczucie bezcelowości. To tak, jakbym przestała Go kochać, zobojętniał mi. To jest straszne, nie umiem sobie z tym poradzić, nie umiem poradzić sobie z samą sobą. Odpowiedz Link
twoj_aniol_stroz Re: Kryzys wiary 09.03.10, 19:00 Jula, nic mądrego nie umiem napisać, jedynie mogę zapewnić o mojej modlitwie za Was... Odpowiedz Link
pysio8 Re: Kryzys wiary 09.03.10, 19:03 Witam serdecznie Najpewniej nie jestem tutaj od radzenia Powiem z własnego doświadczenia, pluję sobie w brodę, że tak długo opierałam się, bałam się pójść na spotkanie grupy Al-Anon, czyli grupy osób, borykających się z problemem alkoholizmu wśród najbliższych. Spotkania na żywo są bezcenne, oparte na programie dwunastu kroków. Jest możliwość posłuchania jak radzą sobie inne kobiety, a teraz i mężczyzna z naszej grupy. Forum jest wspaniałą sprawą, czasem jednak nie wystarczającą, by poradzić sobie z problemami, a przynajmniej tak było u mnie. Często takie grupy tworzone są przy Parafiach. Jest możliwość słuchania w soboty po 22-giej "Poradni Uzależnień" na 96.5 fm Radio Plus Warszawa. Audycja, prowadzona przez p. Jacka. Warto. Odpowiedz Link
sion2 Re: Kryzys wiary 10.03.10, 18:00 Nie mogę powiedzieć żebym miala w życiu kryzys wiary polegający na wątpliwości czy Bóg istnieje. Ale miałam czas do 13 roku zycia gdy wiara moja była taka... oczywista że nie rozumiałam jak to w ogóle jest być niewierzącym, jak można przyjmowac taki punkt widzenia bo przecież to jasne i oczywiste że Bóg jest . Potem w klasie 7 szkoły podstawowej coś niemal z dnia na dzien we mnie "umarło", coś dziecięcego gdzie fakt istnienia Boga był czymś naturalnym jak oddech. Zrozumialam że można nie wierzyć, że można nie wierzyć w nic, że mozna miec wątpliwosci czy Bóg istnieje. Sama miałam je w zalążku, raczej jako pokusy... i nie wiem do dziś czemu, zwróciłam się wtedy do Maryi o pomoc duchową. I otrzymałam ją niemal natychmiast, słonce wyszło zza chmur a ja zaczęłam wierzyć inaczej tzn bardziej wolą, rozumem, bardziej świadomie. Przezyłam też mocne pierwsze nawrócenie, pod wpływem słow jakie usłyszalam na lekcji religii, pod wpływem fragmentu "Dzienniczka s. Fauustyny". EUREKA - Jezus jest moim Przyjacielem, Panem, najmilszym i słodkim Bogiem. Zachłysnęłam się Nim, Jego bliskością i łaską, był na wyciągnięcie ręki... W miarę jak rosłam i dojrzewałam, zmysły się wyciszały, emocje opadały, wiara zaczynała byc naprawdę wiarą. Teraz najwieksze problemy mam z zaufaniem Bogu codziennie, z wiarą że nie zapomniał o mnie skoro tyle zsyła do noszenia, że w ogóle panuje nad moim życiem... Pomaga mi czytanie Pisma św - o dziwo, wybranych fragmentów ST gdzie mowa o Bozej milosci, wiernosci i milosierdziu. A z moją maryjnością też było ciekawie. Własnie odrzucało mnie od zawsze od pobożnosci ludowej, od zawodzenia pod figurka, swieczek przed obrazami, noszenia figurek i klepania ciagle rozanca, nie mowiac o piesniach maryjnych. Wiec sama siebie ochrzcilam "niemaryjna". Dopiero na studiach odkryłam Maryję jako duchową matkę, jej czułośc, obecnosc która zawsze kieruje mnie na Jezusa. Do tej pory nie cierpie poboznosci ludowej, ale gorliwie wołam do Maryi i doswiadczam jej opieki i wstawiennictwa. Odpowiedz Link
twoj_aniol_stroz Re: Kryzys wiary 10.03.10, 18:40 Dobrze rozumiem to "niecierpnie" pobożności ludowej... Odpowiedz Link
andrzej585858 Re: Kryzys wiary 10.03.10, 18:51 twoj_aniol_stroz napisała: > Dobrze rozumiem to "niecierpnie" pobożności ludowej... Ja lubię to co nazywamy "pobożnościa ludową", tylko że przez tego typu pobożność rozumiem oprawę liturgiczną a nie sposób myślenia. Czy może istnieć coś piękniejszego niż nabożeństwo pod kapliczką? Procesyjne poświęcenie pól? W tym tkwi głęboki mistycyzm. Zresztą wszystkie te przydrożne kapliczki, krzyże na rozstajach dróg, to wszystko są niemi świadkowie religijności. Odpowiedz Link
twoj_aniol_stroz Re: Kryzys wiary 10.03.10, 19:00 No więc o ile krzyże na rozstajach dróg i kapliczki budzą wiele mojej sympatii, są często motorem do zadumy, do skierowania myśli na Boga, o tyle już nabożeństwo majowe pod kapliczką jest dla mnie nie do strawienia Być może wynika to z kawałka rodziny, która ma zwyczaj intensywnego narzucania uczestnictwa w tego typu spotkaniach... Nie wiem właściwie, chyba temat do przemyśleń Faktem jest, że nie trafia do mnie chodzenie na kolanach dookoła obrazu na Jasnej Górze, nie rozumiem tego. Tzn rozumiem, że to forma umartwienia, ale jakoś nie przemawia do mnie. Odpowiedz Link
andrzej585858 Re: Kryzys wiary 10.03.10, 22:53 Przyznam szczerze że sam nie wiem czy dobrze robię, ale akurat przeczytałem artykuł który, moim zdaniem, tez może przyczynić się do kryzysu wiary. wiadomosci.onet.pl/2139808,12,szef_watykanskich_egzorcystow_szatan_dziala_w_watykanie,item.html Przyznam się że nie wiem co mam o tym myśleć. Z jednej strony nie mam podstaw aby negować możliwość istnienia takiego zjawiska, z drugiej zaś czy dobrze się stało że robi się z powyższej wypowiedzi medialne show? Czy była ona w ogóle potrzebna? Odpowiedz Link
atama Re: Kryzys wiary 11.03.10, 06:42 Hmm... notka nosi znamiona sensacyjności Czy dobrze, że takie rzeczy się publikuje? Moim zdaniem dobrze. Sama wpadłam w niezłe sidła swego czasu. Przy całej mojej wierze w istnienie osobowego zła sama próbowałam go jakoś unikać. Dreszcze mnie przechodziły, kiedy okazywało się, że tu i tam zły mnie kusił. A prawda jest taka, że kusi każdego z nas i to częściej niż rzadziej. Żywo zainteresowany jest każdym z nas. Tymi w Watykanie również jeśli nawet nie bardziej. Odpowiedz Link
brucha Re: Kryzys wiary 11.03.10, 15:59 nie wiem czy akurat ta wypowiedź była potrzebna czy nie i czy to jest medialne show... ale mnie wkurza w KRK między innymi zamiatanie pod dywan i milczenie nt. zła oczywistego. skoro białe ma być białe a czarne czarne, to pewne rzeczy nazywa się po imieniu, nawet jeśli bolą. Wolałabym jako owieczka dowiedzieć się o pewnych rzeczach od mojego tzw. duszpasterza a nie z gazety. i jest mi przykro że jest odwrotnie. gdyby mówiło się otwarcie to by nie było sensacji w tym, ze ktos coś gdzieś komus itd. Odpowiedz Link
otryt Re: Kryzys wiary 18.03.10, 09:17 Ciekawy wątek, wciąż o nim myślę. Każdy człowiek inaczej przeżywa swoją wiarę. Bliskie jest mi to, o czym pisze Atama. Kapuściński w „Podróżach z Herodotem” pisze o starożytnym wojowniku (nie pamiętam jego imienia), który walcząc przywiązywał się łańcuchem do kotwicy, a kotwicę wbijał w ziemię, by nie mógł uciec przez wrogiem, lecz by walczył. Ten obraz też jest mi bliski. W trudnych momentach nie idę do przodu, lecz wbrew wszystkiemu trwam. Odpowiedz Link