Dodaj do ulubionych

Bóg a czas

13.06.10, 19:06
dziś rozmawialismy z noim najmłodszym 15-latkiem o powstaniu swiata.
O tym, jak dyskutowali, czy teoria Wielkiego Wybuchu jest słuszna,
bo przecież, aby był wybuch, to cos musialo istnieć przed wybuchem,
czyli teoria niewiele wyjaśnia.
Ja na to, jako wzorowa ateistkasmile, że jeśli chodzi o czas i
o "przedtem", to takie samo pytanie możnaby postawić odnosnie Boga.
Mój syn na to, ze używanie słów "czas" i "Bóg" w jednym zdaniu jest
absurdem. Bowiem Bóg nie jest ani wczesniej, ani później, ani w
czasie.
Jak to się ma do nauki oficjalnej KK? Pytam, bom ciekawa - syn
twierdzi, ze tego go nie uczono, tylko jest to jego wewnętrzne
przekonanie - ale wydaje mi się zasadne.
Obserwuj wątek
    • sion2 Re: Bóg a czas 13.06.10, 21:17

      Twój syn ma bardzo słuszną intuicję. Bóg jest ponad czasem. Czas
      jest jednym z wymiarów w którch żyjemy, podobnie jak dlugosc,
      szerokosc i wysokosc. My wladamy tymi trzema, panujemy nad nimi.
      Natomiast Bóg włada takze czasem, tak samo swobodnie jak my
      pozostalymi trzema wymiarami.
      Verdano jesli chcesz wysle ci ciekawy tekst napisany przez mojego
      tatę, na pograniczu filozofii i fizyki, odnosnie wladania wymiarami
      i wytlumaczenia takich pojec jak wszechmoc, wszechobecnosc itp.
      Mysle twój syn by na pewno zrozumial ten tekst, byl publikowany juz
      gdzies tam a tata ciagle go udoskonala.
      • verdana Re: Bóg a czas 13.06.10, 22:15
        Wyślij, bardzo proszę...
        • wiesia140 Re: ja też proszę 13.06.10, 23:41
          dołączam się do prośby verdany
    • mary_ann Re: Bóg a czas 13.06.10, 21:18
      Mądrego masz synasmile

      Nie wiem, czy istnieje jakieś oficjalne nauczanie KK w tej dziedzinie - wątpię.
      Natomiast zajmowało się tym problemem na pewno wielu chrześcijańskich
      filozofów.Do mnie np. bardzo przemawia to, co o problemie pisze ks. Michała
      Hellera, teolog-kosmolog, z wykształcenia fizyka.

      Bliskie jest mi przekonanie, że czas pojmowany jako sekwencja następujących po
      sobie liniowo zdarzeń, to kategoria rozumu ludzkiego, która w tym kształcie dla
      Boga jest niewiążąca.
      Jest to może trudne do wyobrażenia dla dziecka, ale dla dorosłego chyba możliwe
      do zaakceptowania, zwłaszcza na pewnym poziomie wiedzy. Wszak nawet nie we
      wszystkich kulturach ludzkich czas pojmowany jest tak jak w Europie. Już na
      podstawowym kursie lingwistyki student uczy się o relatywizmie językowym
      (determinacji dwukierunkowej język-->poznanie, poznanie--> język), a przy tej
      okazji dowiaduje się takich np. ciekawostek, że są języki egzotyczne, w których
      niemożliwe jest sformułowanie frazy oczywistej dla Europejczyka: "siedem uderzeń
      dzwonu" (no, bo przecież nie ma czegoś takiego! Najpierw dzwon bije raz, potem
      drugi, nigdy nie ma w teraźniejszości siedmiu uderzeń...).
      Oczywiście ten przykład daleki jest od analogii z boskim "poza-czasem", ale już
      trochę odrywa nas od przyzwyczajeń związanych z myśleniem o czasie w kategoriach
      oczywistości.

      Natomiast problem zaczyna się dla człowieka naprawdę tam, gdy dochodzimy do
      kwestii związanych z ew. determinizmem wydarzeń i zależną od tego wolnością
      człowieka.

      • sulla Re: Bóg a czas 13.06.10, 21:33
        > Natomiast problem zaczyna się dla człowieka naprawdę tam, gdy dochodzimy do
        > kwestii związanych z ew. determinizmem wydarzeń i zależną od tego wolnością
        > człowieka.

        Bodajże Michael Novak tłumaczył to tak, że Bóg nie istnieje w czasie - nie jest
        przedtem ani potem, On niejako jest czasem, jest obecny w każdej chwili i każda
        chwila jest teraźniejsza (nota bene Kant twierdził, ze czas to kategoria, jaką
        ludzki umysł nakłada na rzeczywistość po to, by móc się w niej poruszać). Z
        boskiej perspektywy nie ma więc determinizmu - Bóg nie jest wróżem, który
        przewiduje przyszłość, lecz jest każdą chwilą, w której człowiek podejmuje
        decyzję, jest w niej obecny i na tę decyzję przyzywała. Mam nadzieję, że nie
        pokręciłam, poszukam jeszcze u źródła i jak się uda, to dam cytat.
        • verdana Re: Bóg a czas 13.06.10, 22:16
          O, niemal dokladnie w ten sposób tłumaczył mi to syn! Nie sądzę, aby
          studiował teologów, wiec ma po prostu dobrą intuicję.
          Szkoda, ze nie stopniesmile
          • sulla Re: Bóg a czas 13.06.10, 22:30
            Póki co mam taki fragment w temacie Boga ponad czasem i wolnej woli:

            "Tradycja utrzymuje, że gdy człowiek wybiera X, to Bóg na X zezwala (pozwala
            człowiekowi działać, nawet, jeśli nie podobają Mu się skutki tego działania). To
            znaczy Bóg nie wymusza zaistnienia konkretnych ludzkich działań. Wolne istoty
            ludzkie działają w sposób wolny. Bóg nie powołuje swoją wolą do istnienia
            działań człowieka, dopóki człowiek sam z siebie nie zdecyduje się działać. Tak
            jak ja to widzę, , to jedyny sposób, w jaki ludzka wolność się urzeczywistnia."
            • sulla autor 13.06.10, 22:42
              zapomniałam dodać

              Michael Novak "Boga nikt nie widzi. Noc ciemna ateistów i wierzących".
              To nie teolog jednak, ale katolik w każdym razie.
              (tak! protestanci czytają katolikówwink w każdym razie ja)
            • andrzej585858 Re: Bóg a czas 15.06.10, 19:42
              Znalazłem, jak mi sie wydaje, ciekawy artykuł związany z naukowym pojęciem
              czasu, zresztą zamiast kombinować podam pełny tytuł:

              "Czas we współczesnej fizyce. Refleksje dotyczące koncepcji czasu i jej wpływie
              na teologię" autorstwa ks. Jana Witolda Żelaznego. Artykuł dosyć długi,
              podejrzewam że jakieś 5 postów by zajął i właśnie mam pytanie.
              Jeżeli ktoś jest zainteresowany to przepiszę, tylko jest w nim trochę matematyki
              na nieco wyższym poziomie, przynajmniej jak dla mnie smile)
              Z tego też powodu pytam się czy są osoby zainteresowane powyższym artykułem, nie
              chciałbym zanudzać. Poza tym jest rzeczywiście ciekawy.
              • sunday Re: Bóg a czas 15.06.10, 22:38
                Ja byłbym zainteresowany. Ale może jest to zbieżne z tym:
                fides.org.pl/Content/116/Liszka.pdf
                (ks. Liszka, Wpływ nauki o czasie na refleksję teologiczną)?
                • mabrulki Re: Bóg a czas 16.06.10, 14:41
                  Andrzeju, umieść.
                • andrzej585858 Re: Bóg a czas 16.06.10, 18:32
                  sunday napisał:

                  > Ja byłbym zainteresowany. Ale może jest to zbieżne z tym:
                  > fides.org.pl/Content/116/Liszka.pdf
                  > (ks. Liszka, Wpływ nauki o czasie na refleksję teologiczną)?

                  Praca ks. Liszki jest cytowana w powyższym artykule.
                  Artykuł o którym piszę został umieszczony w wydawanej UKSW serii Studia
                  Antiquitatis Christianae t. 15. - niestety nakłady tego typu pozycji są bardzo
                  niskie.
                  Jutro postaram się umieścić powyższy tekst na forum.
    • sulla na marginesie 13.06.10, 22:38
      Taka jeszcze myśl mi się nasunęła. Często słyszę takie opnie, że Bóg powinien
      mieć jakąś przyczynę jak wszystko inne albo że wierzący nie zadają sobie trudu
      szukania przyczyn powstania świata, bo na początku stawiają Boga i "to im
      wystarcza". To jest koncepcja pojmowania Boga jako dodatkowego bytu,
      kogoś/czegoś obok świata. Tymczasem w pojmowaniu chrześcijańskim Bóg nie jest
      żadną dodatkową formą Bytu, on jest Bytem. Bóg jest tym, który jest, a jego
      hebrajskie imię to rdzeń słowa "być, istnieć". Bóg nie jest obok stworzenia,
      całe stworzenie zanurzone jest w Bogu jako przyczynie, ale też istocie, esencji.
      Cokolwiek jest, to jest w Bogu właśnie.
      Dlatego lubię myśleć o wierze jako o perspektywie postrzegania rzeczywistości.
      Pozwolę sobie na mocno prostacką metaforę wink Perspektywa osoby wierzącej nie
      polega na tym, że do widzianego obrazu dostawiamy dodatkowy element pt. Bóg -
      wygląda tak, że na widziany obraz nakładamy "filtr" pt. Bóg, tzn postrzegamy
      wszystko w Bogu. On nie jest elementem dodanym, on jest perspektywą przeżywania
      świata.
      • sion2 poproszę tatę 14.06.10, 17:28

        To wam napisze swoje przemyslenia pod moim nickiem smile. Tata nie
        jest zadnym filozofem, wykształcenie ma scisle, zrobil doktorat z
        elektroniki. Czyli zna fizyke i matemtyke jako tako i na tej bazie
        cos tam sobie wyfilizowalował. Jak ktos bedzie chcial to sobie moze
        zamowic tekst mailem. Ciekawy wątek moze byc smile.
        • sion2 wyfilozofował 14.06.10, 17:29
          miało byc oczywiscie
        • andrzej585858 Re: poproszę tatę 14.06.10, 18:56
          sion2 napisała:

          >
          > To wam napisze swoje przemyslenia pod moim nickiem smile. Tata nie
          > jest zadnym filozofem, wykształcenie ma scisle, zrobil doktorat z
          > elektroniki. Czyli zna fizyke i matemtyke jako tako i na tej bazie
          > cos tam sobie wyfilizowalował. Jak ktos bedzie chcial to sobie moze
          > zamowic tekst mailem. Ciekawy wątek moze byc smile.

          Także poproszę o powyższy tekst. Musze przyznać że zafrapował mnie temat czasu.
          Przypomniało mi się sformułowanie Kierkeggarda który opisuje przebudzenie
          grzesznika w piekle: "Która godzina? - woła - i z zimną obojętnością odpowiada
          mu szatan: - Wieczność".
          Nie pamiętam z jakiego to dzieła cytat, ale dla nas ludzi zyjących w ustawicznym
          poczuciu przemijania czasu, wyobrażenie sobie wieczności, tam gdzie czas nie
          istnieje jest niezwykle trudne.
          Tutaj możemy zatrzymac najwyżej zegar, lecz nie możemy powstrzymac nieubłaganego
          przemijania czasu, który podąża do dnia Sądu.
          • sion2 Sawoj 14.06.10, 19:34
            Witam wszystkich tu obecnych. Jestem ojcem Siona2.
            Chciałbym przedstawić Wam pewien model świata. Muszę sie z
            naturalnych powodów skracać, prosze wybaczyć uproszczenia.
            Model opisuje świat więcej-niż-trój wymiarowy. Od ponad 100 lat
            fizycy nazywają czas czwartym wymiarem. Skąd sie to wzięło - to
            temat na osobne wyjaśnienia. W swoim modelu założyłem, ze czas jest
            czwartym wymiarem RÓWNOPRAWNYM z pozostałymi trzema. To jest pewna
            odrębność od fizyki, która dzieli wymiary na przestrzenne i (jeden)
            czasowy. Założyłem, ze są sobie równe, tylko dla nas czas jest
            czymś innym.
            Drugim załozeniem tego modelu jest, że istnieje Istota która ma
            możliwość działania w czterech wymiarach tak, jak my mamy możliwość
            działania w trzech wymiarach.
            Ale jak wyobrazić sobie możliwości takiej Istoty ?
            Zastosowałem redukcje wymiarów. Wyobraźmy sobie świat dwuwymiarowy,
            w którym wszystko dzieje sie na płaszczyźnie, gdzie zyją sobie
            dwuwymiarowe płaszczaki. Niech to będzie płaszczyzna równoległa do
            jednej ze ścian pokoju. A teraz UWAGA: trzeci wymiar ma w tym
            dwuwymiarowym świecie ten sam sens, co dla nas - czas !
            Co my możemy względem tego dwuwymiarowego swiata, jakie są nasze
            możliwości, jak nazwały by je płaszczaki ?
            Przede wszystkim nie stanowi dla nas żadnego problemu, aby w ich
            świecie nagle "coś" stało się "z niczego". Wystarczy przesunąć
            jakiś przedmiot w inne miejsce. Możemy go obrócić, zobaczą jeszcze
            cos innego. (jeszcze raz zaznaczam, to uproszczenie).
            Po drugie: w tym samm momencie ich "czasu" możemy znaleźć sie w
            dowolnym miejscu ich świata, ich płaszczyzny. Jesteśmy
            wszechobecni, możemy znaleźć sie wszędzie.
            I trzecia cecha: znamy ich przeszłość ORAZ ICH PRZYSZŁOŚĆ, ich
            teraźniejszość nie ogranicza nam poznania ich świata.
            Wracając do naszej trójwymiarowej rzeczywistości z czasem jako
            czwartym wymiarem należy powiedzieć, że Istota władajaca czterema
            wymiarami tak, jak my władamy trzema, z samej swojej fizycznej
            natury jest wszechmocna, wszechwiedząca i wszechobecna.
            Za chwilę wyślę dalszą część tych rozważań.
            • sion2 Sawoj 14.06.10, 19:43
              Od razu muszę zaznaczyć, ze nie ograniczam Boga (czyli Istoty
              wspomnianej wcześniej) do czterech wymiarów, należałoby powiedzieć
              Istota co najmniej czterowymiarowa.
              Juz to co dotąd umożliwia nam wyjaśnienie paradoksu: czy człowiek
              ma wolną wolę, czy też - skoro Bóg zna naszą przyszłość - to
              człowiek nie ma wolnej woli....
              Oczywiście, ze ma wolną wolę. Znajomość przyszłości przez Boga nie
              wynika z Jego postanowienia tylko z tego, ze może tą naszą
              przyszłość - zobaczyć.
              Eschatologia (nauka o rzeczach pośmiertnych) poucza nas, że w
              momencie śmierci dusza ludzka jednym aktem poznawczym poznaje całe
              swoje życie i że trwa to nieskończenie krótko.
              To wyraźnie ugeruje, ze dusza człowieka jest ZE SWEJ NATURY
              czterowymiarowa. Śmierć uwalnia ja od przywiązania do biegu czasu,
              dusza cofa sie w czasie i przechodzi swoje życie jeszcze raz: dzień
              po dniu, godzina po godzinie, minuta po minucie. Kończy sie to w
              momencjie śmierci, w tym samym, w którym sie rozpoczęło - trwa b.
              krótko.
              To jednocześnie tłumaczy zjawisko oglądania "filmu ze swego życia",
              jakiego czasem doświadczaja osoby w stanie zagrożenia zycia.
              Dalszy ciąg za chwilę.

              • sion2 Sawoj 14.06.10, 20:00
                Wygląda jednak na to, że także za naszego życia zdarza sie naszej
                duszy oderwać od czasu i "pofrunać" w przyszłość. Coś tam widzimy,
                na przykład z naszej przyszłości. Kiedy wrócimy do swego miejsca w
                czasoprzestrzeni i dożyjemy tamtej, juz oglądanei chwili,
                doświadczamy zjawiska znanego jako deja vu.
                Sam nie wierzyłem w tzw. prorocze sny, dopóki nie przyśnił mi sie
                pogrzeb mego Ojca na trzy dni przed wystapieniem gwałtownej choroby
                w wyniku której zmarł (wylew).
                No i powstaje pytanie: czy TYLKO cztery wymiary ma świat, który nas
                otacza ? Czy może istnieć piąty wymiar ? Czy potrafimy go w
                zrozumiały sposób zinterpretować ?
                I znowu przez analogię: jednowymiarowa prosta zawiera nieskończenie
                wiele zero-wymiarowych punktów. Dwuwymiarowa płaszczyzna - prostych
                (juz pisze w skrócie), trójwymiarowa przestrzeń - nieskończenie
                wiele dwuwymiarowych płaszczyzn. CZasoprzestrzeń - przestrzeni.
                Co może zawierać nieskończenie wiele RÓŻNYCH czasoprzestrzeni.
                To może być świat innych stałych fizycznych, choć łatwo wykazać, ze
                jeśli bedą ine, świat nie zaistnieje.
                Ale czy czasem nie zastanawialiście sie, co by było , gdyby.......
                Gdeyby Mikołaj kopernik urodził sie dziewczynką ? Gdyby zamach na
                prezydenta Kennedy'ego nie powiódł sie ? Gdybym dzis rano zwichnął
                kostkę i musiał leżeć ? Gdyby moja Mama nie zwróciła uwagi na
                mojego Tatę ?
                Możliwości jest nieskończenie wiele. Otaczająca nas rzeczywistość
                mogła powstać na nieskończenie wiele sposobów. mogło nie byc I
                wojny światowej, a MIMO TO otaczajaca nas rzeczywitość mogła być
                taka, jak jest, i na odwrót; przebieg historii mógł dać
                nieskończenie wiele różnych otaczajacych nas rzeczywistości.
                Nie potrafie wyobrazić sobie wszystkiego, co może Istota władajaca
                pięcioma wymiarami tak, jak my trzema. Tylko jedno: moze
                zainicjować przyczyne poprzez dowolne zdarzenei "przypadkowe",
                sprawdzić jej skutek a następnie zmodyfikować przyczynę lub zespół
                przyczyn tak, aby skutek był zgodny z Jej zamierzeniem.
                A wolna wola człowieka pozostaje nienaruszona !
                za chwilę dokończę.
                • sion2 Sawoj 14.06.10, 20:14
                  Takie spojrzenie na świat uświadomiło mi wiele rzeczy.
                  Po pierwsze: w moim życiu NIE MA zdarzeń przypadkowych. Wszystko
                  jest do "czegoś" potrzebne. Moim problemem jest tylko, ze nie wiem,
                  do czego. Ale tu - polecam film "Slumdog", niedawno nagrodzony
                  Oscarem.
                  Po drugie, jakze często narzekamy, ze coś mi sie nie udało, albo -
                  że np. zachorowałem, a miałem taaaakie plany. . .
                  A kto wie, jak one by sie dla mnie skończyły ? Czy aby na pewno
                  dobrze, czy na pewno byłoby lepiej, niz jest ?
                  Czasem podaję przykład (wymyślony), moze drastyczny: wyobraźcie
                  sobie Austrię, II połowa XIX wieku małe miasteczko i straszny
                  wypadek. Stojące na poboczu zaprzęgnięte do powozu konie "poniosły"
                  i pedzący wóz zabił małego chłopca na środku drogi. Widok
                  makabryczny, roztrzaskana głowa, mózg na wierzchu, straszna
                  masakra... I od razu tłumek gapiów: Dlaczego bóg do tego dopuścił,
                  co mu zawiniło to małe dziecko ?!?!?!?!
                  A gdyby tym małym chłopcem był Adolf Hitler ?
                  Gdyby w tym samym czasie w Europie zmało na szkarlatynę, utopiło
                  sie w rzece, lub w inny sposób straciło życie jeszcze 200 dzieci -
                  moze nie powstałby ani narodowy socjalizm, ani komunizm ?

                  Od dnia, kiedy sobie to uświadomiłem, nie zdarzyło mi sie narzekać
                  na swój los. Zawsze i codziennie dziękuję Bogu za to, co jest. A,
                  ze mogłoby być lepiej ?... No właśnie, czy aby rzeczywiscie
                  lepiej ?

                  Jeszcze raz przepraszam za wszystkie uproszczenia, jakie są w
                  powyższym tekście. Nie ma tu wystarczajaco dużo miejsca aby
                  przedstawic to pełniej. I jeszcze jedno, to co na początku: To jest
                  tylko MODEL. Rzeczywistość jest jeszcze piękniejsza !
                  Pozdrawiam, postaram sie odpowiedzieć, gdyby były jakieś pytania,
                  ale tylko wieczorem, niestety w ciągu dnia pracuje.
                • wychowanie-w-wierze Re:Do ojca sion2 14.06.10, 23:03
                  Jest nam niezmiernie miło i pragniemy panu podziękować w imieniu wszystkich
                  uczestników , oraz moderacji , za poświęcenie nam czasu ( naprawdę
                  pouczająca lektura), jednocześnie prosimy , aby zaglądał tu pan na miarę
                  swoich możliwości ,być może pojawią się tu pytania skierowane do pana.
                  Mamy nadzieję ,że wątek się rozwinie i wszyscy na tym skorzystamy.
                  Zachęcamy również do włączania się na miarę możliwości w życie naszego
                  forum .Jest tu pan mile widzianym gościem.
                  Pozdrowienia
                  Wiesia140, Sulla , Andrzej5858
                  • sylwia0405 Re:Do ojca sion2 15.06.10, 08:06
                    Przyłączam się do prośby moderacji smile
                    • sion2 Sawoj 15.06.10, 20:14
                      Bardzo dziękuję za miłe słowa zachety.
                      Będę sie starał nie zanudzić. Jedna jeszcze uwaga do rozważań o
                      mozliwościach Istoty działającej w 5 wymiarach: wszelkie słowa w
                      tym opisie sugerujące nastepstwo czasu należałoby wziąć w baaardzo
                      duzy cudzysłów, to sie nie dzieje w czasie, to sie dzieje w 5-tym
                      wymiarze.
                      A tenże 5-ty wymiar należałoby nazwać - drugim wymiarem "czasowym",
                      jeśli wrócilibyśmy do podziału wymiarów na czasowe i przestrzenne.
                      Zwracam także uwagę, że samo pojęcie wymiaru jest w jakimś sensie
                      umowne.
                      Jeszcze jedna ciekawostka: na codzień posługujemy sie
                      pewnym "tworem", którego jednymm z wymiarów jest czas. Nie wiem,
                      iluwymiarowy jest ten twór, ale napewno do jego istnienia
                      niezbędny jest upływ czasu.
                      Tym tworem jest SŁOWO.
                      Nie chodzi tu o słowo zapisane na papierze, bo wtedy to juz jest
                      wyraz a nie słowo. Do zaistnienia słowa niezbędny jest upływ czasu.
                      Ta sama uwaga dotyczy muzyki, Nie moze ona istnieć bez upływu
                      czasu. Ale - tzw. pojęcia abstrakcyjne : miłość, sprawiedliwość -
                      można by powiedzieć, że istnieją niezależnie od upływu czasu, choc
                      napewno - w czasie.
                      No i tak stopniowo oddalamy sie od fizyki a przyblizamy do
                      filozofii. To są raczej luźne uwagi, dodatek do tego modelu swiata,
                      który tu opisałem. Mam jeszcze jedną ważna uwagę, ale o tym napiszę
                      nieco później, albo jutro. Serdecznie pozdrawiam
                      • mabrulki Re: Sawoj 16.06.10, 14:40
                        Przyznam że z zainteresowaniem przeczytałam ten wywód. Jednak wiele uproszczeń i
                        skrótów myślowych niestety mnie przerasta wink Poproszę o bardziej szczegółowe
                        rozwinięcie, najlepiej z przykładami pozwalającymi lepiej zrozumieć. Na
                        przykład, przyznam się że nie do końca rozumiem myśl, że istota żyjąca w trzech
                        wymiarach może przewidywać przyszłość istoty żyjącej w dwóch (np. my i
                        "płaszczaki").
                        • sion2 Sawoj 16.06.10, 20:02
                          Dziękuję za to pytanie. Uproszczeń i skrótów było rzeczywiście za
                          dużo. Spróbuję to wyjaśnic szerzej.
                          Zapewne jest Pani (Pan) w tej chwili w jakimś pokoju. Proszę
                          wyobrazić sobie, ze świat płaszczaków to płaszczyzna równoległa do
                          jednej ze ścian, na przykład do tej, na której są drzwi (w pokoju
                          może byc więcej, niz jedne drzwi, ograniczmy sie do jednych tylko).
                          Proszę wyobrazic sobie kilka położeń takiej płaszczyzny równoległej
                          do ściany. Otóż te płaszczyzny, które są blizej drzwi, odpowiadają
                          wcześniejszym "chwilom" w świecie płaszczaków, a te dalej położone -
                          późniejszym "chwilom".
                          Jako istoty poruszające sie w trzech wymiarach, możemy przesunąć
                          sie w bok, i dla tego samego połozenia płaszczyzny (a więc w tej
                          samej "chwili" płaszczaków) przenieść sie z jednego do innego
                          miejsca ich swiata. Możemy także przesunąć sie dalej od drzwi i
                          zobaczyć coś, co w świiecie płaszczaków dopiero się zdarzy, gdy
                          upływ ich czasu (przesuwanie sie płaszczyzny coraz dalej od drzwi)
                          spowoduje, ze dojdą do tej rzeczywistości, która my wcześniej juz
                          widzieliśmy.
                          Jeśli patrzylibyśmy na ten swiat płaszcaków z miłością, doceniali
                          ich zmagania sie z oporną, dwuwymiarową materią, i dostrzeglibyśmy,
                          że za kilka centymetrów aalbo metrów "swego czasu" płaszczaki mogą
                          wejść w obszar naszego, trójwymiarowego ognia, to przecież
                          uniemożliwimy im to, nawet, jeśli bedą na nas narzekać. Ten akapit
                          proszę potraktować lekko żartobliwie.
                          Jeszcze raz przypomnę, że to jest tylko model.
                          Wracajac do naszej rzeczywistości - często sie o cos bardzo
                          staramy, stawiamy sobie cele do osiągniecia i robimy wszystko, aby
                          tak sie stało. Niepowodzenie powoduje u nas frustrację i - czasem -
                          brak wiary we własne siły możliwości i umiejętności.
                          Bóg widzi nasze starania. Ale widzi także, co się stanie potem, gdy
                          postawiony sobie cel osiągniemy. Niekoniecznie musi to być coś dla
                          nas pozytywnego. Wiec "zsyła" na nas niepowodzenie. Nie powinniśmy
                          się tym martwić. Powtarzam sobie wtedy: "Boże, moje są starania, a
                          Ty wiesz lepiej, jak powinno być. Niech sie dzieje Twoja wola."
                          Aby nie było wątpliwości: powtarzam to sobie często... smile
                          Mam nadzieję, ze jest to już troszkę łatwiej zrozumieć, ale jeśli
                          nadal są problemy, prosze pytać. Serdecznie pozdrawiam.
                          • sion2 Sawoj 16.06.10, 20:04
                            Jeszcze jedno zdanie bo mogło byc jeszcze jaśniej. Ta odległość
                            plaszczyzny od drzwi to jest właśnie trzeci wymiar. Dla płaszczaków
                            to jest ich "czas" - jeden wymiar ponad rzeczywistość przez nich
                            postrzegana.
                          • sunday Re: Sawoj 16.06.10, 22:58
                            > Możemy także przesunąć sie dalej od drzwi i
                            > zobaczyć coś, co w świiecie płaszczaków dopiero się zdarzy, gdy
                            > upływ ich czasu (przesuwanie sie płaszczyzny coraz dalej od drzwi)
                            > spowoduje, ze dojdą do tej rzeczywistości, która my wcześniej juz
                            > widzieliśmy.

                            Wcześniej według naszego czasu, czy płaszczaków? W czasie naszym czas
                            płaszczaków nie upływa. Nie ma przesuwającej się płaszczyzny ich świadomości.
                            Są, jednocześnie, wszystkie ich chwile.

                            > Jeśli patrzylibyśmy na ten swiat płaszcaków z miłością, doceniali
                            > ich zmagania sie z oporną, dwuwymiarową materią, i dostrzeglibyśmy,
                            > że za kilka centymetrów albo metrów "swego czasu" płaszczaki mogą
                            > wejść w obszar ...

                            Nie tyle "mogą wejść", ile "wchodzą" - przecież widzimy ich życie całe w jednej
                            chwili, jak na dłoni, od narodzin do śmierci... Ba, sami je takie stworzyliśmy
                            (jeśli mówimy o Panu Bogu).

                            > Jeszcze raz przypomnę, że to jest tylko model.
              • sunday Re: Sawoj 16.06.10, 22:31
                > Od razu muszę zaznaczyć, ze nie ograniczam Boga (czyli Istoty
                > wspomnianej wcześniej) do czterech wymiarów, należałoby powiedzieć
                > Istota co najmniej czterowymiarowa.

                A raczej - ponadwymiarowa lub pozawymiarowa. Wymiary to część świata
                stworzonego. On w swej istocie nie jest ani nimi ograniczony, ani im poddany.

                > Juz to co dotąd umożliwia nam wyjaśnienie paradoksu: czy człowiek
                > ma wolną wolę, czy też - skoro Bóg zna naszą przyszłość - to
                > człowiek nie ma wolnej woli... Oczywiście, ze ma wolną wolę.
                > Znajomość przyszłości przez Boga nie
                > wynika z Jego postanowienia tylko z tego, ze może tą naszą
                > przyszłość - zobaczyć.

                Tu jest właśnie problem z takimi fizycznymi interpretacjami: z jednej strony
                pozwalają nieco się oddalić od naszego intuicyjnego rozumienia czasu. Z drugiej
                strony jednak doprowadzają do problemów z wolną wolą - skoro On stworzył świat w
                całości, więc i z wszystkimi jego wymiarami, w tym czasowymi. Czyli nie tylko
                zna naszą przyszłość, z wszystkimi detalami, ale nawet ją sam stworzył,
                zadecydował o niej. Tak samo, jak stworzył przedmioty rozciągłe w przestrzeni,
                tak samo stworzył obiekty rozciągłe w czasie (np. nasze życie). A jeśli nawet
                przyjmiemy, że wolną wolę mamy jedynie z naszego punktu widzenia, w naszym
                czasie, to samo pojęcie wolnej woli przestaje być absolutne, a staje się zależne
                od układu odniesienia (no, powiedzmy jego wymiarowości).

                • sion2 Sawoj 19.06.10, 21:02
                  Kwestia wolności naszej woli jest juz całkowicie w sferze rozważań
                  filozoficznych, a nie fizycznych. Jeśli wrócimy do świata
                  płaszczaków i trzeciego wymiaru, który dla płaszczaków jest czasem,
                  to nasze bezpośrednie działania w trójwymiarowym swiecie
                  zmieniajace "historię" świata płaszczakó będą raczej odpowiadały
                  różnym wersjom tejże historii, na którą my poprzez nasze działania
                  wpływamy. To sie dzieje w czasie, naszym czasie, któy dla
                  płaszczaków byłby odpowiednikiem piątego wymiaru wcześniej przeze
                  mnie zaproponowanego.
                  Jest to jednak, chyba, wychodzenie poza zakres stosowalności
                  przyjętego modelu swiata. Troszke tak, jakby uczeń po wysłuchaniu
                  lekcji fizyki na temat dźwigni dwustronnej (to też jest model,
                  zawiera w sobie wiele uproszczeń), obliczył odpowiedni przełożenie
                  dźwigni i spróbował unieść na tejze dźwigni samochód, używając jako
                  dźwigni - ołówka. Oczywiście, ołówek sie złamie.
                  Ja sobie to wyobrażam inaczej. Dokonywane poprzez naszą wolną wolę
                  wybory i decyzje są współudziałem w procesie Stworzenia. W naszej
                  historii na pewno nikt i nigdy niczego nie zmieni. Przyszłość jest
                  dla nas nieznana. Bóg wie, co bedzie gdy postąpimy w jeden
                  konkretny sposób, zna takze wszystkie możliwości, co by było,
                  gdybyśmy zdecydowali inaczej. Stara sie nam zasugerować, jak
                  powinniśmy postapić, ale do niczego nas nie zmusza. Stara sie nam
                  podpowiadać rozwiazania poprzez zdarzenia, które uważamy za
                  przypadkowe. Za bardzo Bóg szanuje wolną wolę człowieka, aby nas do
                  czegokolwiek zmuszać.
                  I dopiero tak dokonane wybory- jeśli wynikają z dobrych intencji -
                  mają wielką wartość w Jego oczach. Dopiero wtedy, gdy wybieramy
                  JEGO, nie mając pewnosci czy istnieje, tylko wierząc w to - TO nas
                  uswięca. Uswięca nas każde powierzenie sie JEMU, każde okazane MU
                  zaufanie, zawierzenie. Wartość ma tym większą im bardziej po ludzku
                  czujemy sie zagubieni i porzuceni.
                  Ale tu wchodzimy na pole filozofii, w którym nie czuje się za
                  mocny. Bardzo proszę o wyrozumiałość, tak sobie to wyobrażam.
                  Serdecznie pozdrawiam
                  PS. A co do przebiegu historii, może nie wszystkich to interesuje,
                  ale dla mnie osobiście będzie kiedyś niesłychaną radością poznać
                  przebieg historii takiej, jaka ona rzeczywiscie była, poznać nie
                  tylko czyny jej uczestników, ale takze (prawdopodobnie) mysli tych
                  ludzi, ich motywacje.
                  Podobno "tam" mozna kłamać ! Tyle tylko, że natychmiast i wszyscy
                  naokoło wiedzą, że się skłamało....
                  • sunday Re: Sawoj 20.06.10, 02:21
                    Dziękuję za odpowiedź.

                    > Kwestia wolności naszej woli jest juz całkowicie w sferze
                    > rozważań filozoficznych, a nie fizycznych.

                    No właśnie. Brakowało mi tego zastrzeżenia.

                    > Ja sobie to wyobrażam inaczej. Dokonywane poprzez naszą wolną
                    > wolę wybory i decyzje są współudziałem w procesie Stworzenia.

                    Czyli, wracając (jednak) do modelu fizycznego, kreślenie aktualnej trajektorii
                    świata wśród tych wszystkich trajektorii potencjalnych. Ładny obrazek, dziękuję.

                    > Jest to jednak, chyba, wychodzenie poza zakres stosowalności
                    > przyjętego modelu świata.

                    Cóż, każde twierdzenie na temat Boga jest, w pewnym sensie, nieadekwatne. Ważne
                    jedynie, by być tego świadomym. Pozdrawiam.
    • maadzik3 Re: Bóg a czas 17.06.10, 15:44
      A w kwestii powstania swiata i jego wytlumaczalnosci polecam "Krotka historie
      czasu" Hawkinga (nie trzeba byc fizykiem zeby zrozumiec, ja mam gladkie miejsce
      na korze mozgowej tam gdzie rezyduje fizyka ale to mi sie podobalobig_grin)
      • andrzej585858 Re: Czas we współczesnej fizyce a teologia 19.06.10, 13:11
        Już dwa razy próbowałem zamieścić artykuł o którym wspominałem i dwa razy zginął
        gdzieś w odmętach internetu. No nic, jeszcze raz spróbuję.

        Jest to zapis wykładu ks. Żelaznego zamieszczony w 15 tomie serii Studia
        Antiquitatis Chriatanae wydawanej przez UKSW. Powyższy tom został wydany w 2001
        r. A oto powyższy artykuł:

        "Czas - kategoria mierząca (odliczająca) kolejno następujące po sobie ruchy. Już
        w tej definicji arystotelesowej kryje się istotny problem. Czas jest wielkością
        KATEGORIALNĄ a nie realną, materialną. Czas to wielkość pozwalająca na OPIS, a
        nie realnie istniejąca RZECZ. Dzięki niemu wiem, że zdarzenie A jest uprzednie
        względem B. I to wszystko. (uprzednie - tym terminem też się będziemy musieli
        zająć...). To dzięki temu św. Augustyn w Ks. XI, 11nn. "Wyznań" doszedł do
        wniosku, że tak naprawdę istnieje tylko przeszłość i przyszłość, teraźniejszości
        brak, a tak naprawdę to mamy wielkie nic pomiędzy dwiema nieistniejącymi
        rzeczywistościami. W ten sposób czas dla wielkiego filozofa nie jest realną
        wielkością materialną ale ROZCIĄGŁOŚCIĄ. W moim wystąpieniu nie interesuje mnie
        filozoficzna koncepcja czasu, ale fizyczna to znaczy postrzegalna fizycznie, a
        także jej implikacje teologiczne. Dla fizyka czas jest jedną z właściwości
        przestrzeni, w której żyjemy, naszego theatrum mundi.

        Rozważając koncepcję czasu we współczesnej fizyce rozpocznę od kilku zagadnień
        ukazujących paradoksalność obserwowalnych zjawisk we Wszechświecie z naszą
        klasyczną wizją czasu, a następnie spróbuję podać - jak najprzystępniej - kilka
        uwag dotyczących dziś przyjmowanych założeń. Mówiąc do teologów zrezygnowałem ze
        wzorów, nie będzie matematyki, tylko kilka obrazów. Mam nadzieję, że będą one
        trafnie dobrane i pozwolą zrozumieć sens koncepcji. Nie roszczę sobie pretensji
        do wykładu całościowego ani tym bardziej do precyzji pojęć. Wręcz odwrotnie, na
        samym początku ostrzegam, że będzie wiele uproszczeń, niedomówień, opuszczeń.
        Moim celem jest podać kilka informacji dotyczących czasu we współczesnej fizyce
        wraz z implikacjami teologicznymi przyjmowanych tam założeń.

        Co mam starsze? Nogi czy głowę? Dziwne pytanie. Wielu odpowiada, że duch jest
        wiecznie młody, że może ciało mdłe, ale duch, ale jasność umysłu... Współczesna
        fizyka powiedziałaby, że dla większości przedstawicieli homo sapiens głowa jest
        niestety starsza od nóg, gdyż czas biegnie wolniej w pobliżu dużych mas. Stąd,
        ponieważ zazwyczaj w ciągu dnia chodzimy lub siedzimy, nasze nogi sa bliżej
        środka Ziemi niż głowa, i dla nich czas biegnie wolniej. Inaczej mówiąc, poza
        akrobatami u większości mieszkańców Ziemi nogi zazwyczaj bliżej są jej środka i
        dlatego nasze nogi są młodsze od reszty ciała. Oczywiście w nocy, podczas snu w
        pozycji horyzontalnej proces zróżnicowanego starzenia jest wyhamowany. Efekt
        zależności upływu czasu od odległości od środka Ziemi zmierzono doświadczalnie w
        1962 roku przy pomocy dwóch zegarów umieszczonych na wieży ciśnień. Dla dolnego
        zegara czas biegł wolniej.

        Implikacje teologiczne są zastanawiające. Jeżeli czas nie biegnie TAK SAMO dla
        każdego, to jak w odniesieniu do zmartwychwstania mówić o upływie czasu? Co to
        znaczy czas pomiędzy sądem szczegółowym a Ostatecznym w wieczności, gdzie nie ma
        czasu, skoro nawet tu, na Ziemi, czas biegnie różnie dla różnych ciał? Czyżby
        Borosch odrzucając CZASOWOŚĆ w eschatologii w swojej koncepcji opcji ostatecznej
        i spotkania W CZASIE obu sądów miał rację? W poblizu kazdej wielkiej Masy oba
        zdarzenia mogą być bliskie sobie. Oczywiście, nalezy pamiętać, że efekt
        zróżnicowania upływu czasu jest odwrotnie proporcjonalny zarówno do odległości
        wzajemnej dwóch punktów (rozciągłości osoby) jak i do kwadratu odległości, czyli
        im dalej od środka Masy )Ziemi w naszym przykładzie), tym mniej jest obserwowalny.

        W fizyce współczesnej czas tracą absolut staje się wielkością mierzalną tak jak
        długości i/lub szerokość. Nie istnieje długość i szerokość bez materii. Bez niej
        też nie biegnie CZAS - nie ma punktu odniesienia (I jak tu mówić 0 300 latach
        czyśćca?). Czas przestaje być greckim "chronos" panującym nawet nad bogami -
        staje się PRZEMIJANIEM związanym z materią na zasadzie odniesienia jednego
        zdarzenia do drugiego.

        Jest jeszcze jedna konsekwencja tego obrazu czasu i zmian we Wszechświecie. Dzis
        powszechnie akceptowana jest tak zwana teoria Wielkiego Wybuchu. W tej teorii u
        początku świata był moment początkowy, w którym rozpoczęły się znane nam prawa
        fizyki, zaczęły się zmiany, zaczął się czas (Pytanie, co było wcześniej, w
        fizyce nie ma sensu. Wcześniej nie obowiązywały żadne znane nam prawa fizyki,
        nie było czasu, my po prostu TAM na razie - a może w ogóle - nie możemy
        zaglądnąć). Trawestując Ariusza można powiedzieć, że był czas, kiedy nie było
        czasu. Otóż w tym modelu kosmologicznym na początku była materia skoncentrowana
        w jednym punkcie. Na skutek pewnych zmian (np. tak zwane fluktuacje Dirace`a)
        zgodnie z zasadami teorii względności doszło do niekontrolowanego wybuchu
        materii, która zaczęła uciekać, a rozprzestrzeniając się powodowała, że
        powstawał Wszechświat. Jak to sobie wyobrtazić? Świat jest jak wielki balon
        nieustannie dmuchany. My znajdujemy się na powierzchni balonu. Istnieje to, co w
        balonie. Teoria przewiduje, że balon może albo rozrastać się w nieskończoność
        (śmierć z nudów - sąsiedzi coraz dalej), pozostać w pewnej wielkości lub się
        zapaść. Zapaść, to znaczy jeżeli masa zgromadzona w Wszechświecie jest powyżej
        tzw. masy krytycznej, to na skutek przyciągania grawitacji w pewnym momencie
        Wszechświat zacznie się zapadać do punktu wyjścia. Wybuch może się powtórzyć.
        Czyżby więc Orygenes i jego cykliczność światów? Czym więc jest apokatastaza?
        Teorią o tym, że po Wielkim Wybuchu będzie wielki kolaps i z powrotem wybuch? Że
        suma mas jest tak duża, że Wszechświat zapadnie się z powrotem?

        We Wszechświecie obserwujemy dziś tak zwane czarne dziury. Są to ciała
        niebieskie, w których masa jest tak dużą, że nastąpiło nie tylko zakrzywienie
        czasoprzestrzeni, ale jej zamknięcie. Co to znaczy zakrzywienie? Najprościej
        można powiedzieć, że światło nie biegnie tam po liniach prostych (Choć fizyk
        powiedziałby, że tam proste są krzywe). Skoro wszystkie proste są zupełnie
        zakrzywione, czyli każdy tor ruchu jest zamknięty jak okrąg, nic nie może uciec
        z czarnej dziury. Czas biegnie tam inaczej. Do powstania czarnej dziury dochodzi
        wtedy, gdy gwiazda jest za ciężka i pod wpływem ciężaru zapada się. Normalnie
        atom to takie wielkie nic, w ktorym - bardzo rzadko - coś krąży. W czarnej
        dziurze te wszystkie przestrzenie są zredukowane do zera. A jeżeli koncepcja
        zapadania się grawitacyjnego na małych obszarach - która jak już mówiłem nazywa
        się teorią czarnych dziur - jest prawdziwa, to może jest ona przedsmakiem,
        zapowiedzią, APOKALIPSĄ SZCZĄTKOWĄ, częściową Wielkiego Zakończenia, które
        stawia znowu pytanie o czas, gdyż czas w takich czarnych dziurach biegnie
        inaczej? (Jest to punkt osobliwy, to znaczy taki punkt, w którym rozwiązania
        fizyczne wzorów matematycznych są niewykonywalne - np. musimy dzielić przez 0. W
        warunkach czarnych dziur rozwiązania równań są urojone, lub czas jest ujemny -
        nie ma to na razie sensu fizycznego).

        Przejdźmy do następnego obrazu. Jednym z ciekawych wniosków współczesnej teorii
        jest dualistyczny obraz świata tzn, że wszystko, co widzimy, zachowuje się
        trochę jak ciało stałe, trochę jak fala. Przypomnę, że fala to takie coś
        (zaburzenie), które SAMO IDZI, przenosi ze sobą energię. Różnicę między jednym i
        drugim sposobem zachowania można zauważyć w zderzeniach kulek. Kulki albo uderzą
        jedna w drugą i rozbiegną się jak przy grze w bilard, albo NIETRAFIĄ NA SIEBIE i
        rozejdą się bezkolizyjnie. Fale INTERFERUJĄ czyli zachodzą na siebie i to co
        powstaje to taka mieszanka nakładających się kół. Okazuje się, że w świecie
        mikro cząstki zachowują się jak fale i odwrotnie, fale jak cząstki.
        • andrzej585858 Re: Czas we współczesnej fizyce a teologia cz. 2 19.06.10, 15:01
          (Właśnie to spostrzeżenie - fala świetlna zachowująca się jak cząstki - w tak
          zwanym efekcie fotoelektrycznym była podstawą wyjścia dla Einsteina do
          sformułowania tzw. szczególnej teorii względności. Odkrycie zjawiska w drugą
          stronę - fale de Broglie`a - to jedyny znany mi doktorat, za ktory autor dostał
          Nobla). Ale w naszych czasach - lata 80 - przeprowadzono eksperyment
          zastanawiający z punktu widzenia teorii i obrazu świata. Oto wypuszczono na dwie
          szczeliny elektrony. Zgodnie z teorią poza szczelinami obraz byl podobny jak
          przy spotkaniu dwóch fal. Po pewnym czasie zaczęto puszczać pojedyncze
          elektrony. Na logikę, obraz powinien być jak przy jednej szczelinie - albo w nią
          trafi i przejdzie, albo nie. Tymczasem obserwowany obraz był interferencyjny
          tzn. tak, jakby elektron jednocześnie był w obu szczelinach, lub inaczej mówiąc
          WIEDZIAŁ, że jest druga szczelina. Jezeli WIEDZIAŁ to jak? Jak przekazano
          informację? Jak to zrobiono? Odpowiedzią jest tak zwana teoria pola.

          My, normalnie obserwując rzeczywistość, mówimy o oddziaływaniach. A działa na B
          - proboszcz zrugał wikarego, a wikary odpowiedział proboszczowi. Tymczasem można
          potraktować świat i to, co sie w nim dzieje jak ZMIENNE POLE, to znaczy, że nie
          tyle DZIAŁAJĄ na siebie różne cząstki, co że przestrzeń między nimi jest zmieniona.

          Wyobraźmy sobie przestrzeń PŁASKĄ, czyli posiadająca dwa wymiary: czas i
          długość. Przypomina ona sobą prześcieradło doskonale wyprasowane, ułożźone na
          równym, twardym materacu. Oto teraz ktoś SIADA na tym prześcieradle. Ulega ono
          wgnieceniu. Nawet jak wstanie, pozostaną zmarszczki, dołki. Im cięższy osobnik,
          tym większe odkształcenie. Podobnie ZMIENIA SIĘ przestrzeń wokół silnie
          oddziaływujących ciał. Ale na takim prześcieradle z punktu widzenia mrówki
          możliwe trasy się zmieniły. Nie zawsze PROSTA jest najkrótsza, bo czasem latwiej
          jest ominąć przeszkodę, pójść naokoło, rzeczywiste trasy mogą odbiegać od
          poprzednio zaprojektowanych i wyrysowanych.

          Dla przeciętnego człowieka przestrzen jest symbolem prostoty i stalości.
          Tymczasem jest ona POKRZYWIONA. W realne j przestrzeni nie każda droga jest taka
          sama, nie zawsze prosta jest najkrótsza. Mozna powiedzieć, że każde CIALO
          zmienia przestrzen wokół siebie - poprzez grawitację, ładunek elektryczny,
          magnetyczny czy oddzialywania jądrowe. Ciała o duzej masie ZAKRZYWIAJĄ
          PRZESTRZEŃ - w ich pobliżu promień światła ugina się. Ciała naładowane zmieniaja
          przestrzeń - inne ciała elektryczne czy magnetyczne aktywnie reagują na ich
          obecność. Może bawilismy sie kiedyś magnesami? Idea jest ta sama. Magnes zmienia
          przestrzeń. Ona jest inna - igła z żelaza ustawia się wskazując na centrum
          magnesu - tak działa kompas wykorzystując fakt, że Ziemia jest magnesem. Za
          kazdym razem mozna spojrzeć na to samo zdarzenie z dwóch stron - cos
          oddziaływuje na coś, lub cos wytwarza pole. Poprzez POLE swiat ma szczególną
          pamięć - cokolwiek się wydarzy jest PAMIĘTANE - promieniowanie tła, odkryte w
          1965 roku pochodzi z Wielkiego Wybuchu, a więc jest znakiem i śladem czegoś, co
          zdarzyło się u początku Wszechświata, przenosi w sobie pamięć miliardów lat.
          (Uwaga - zmiany wywołane naszymi działaniami niosą zaburzenia tak male, że
          niemierzalne, zaniedbywalnie małe - ale kazde nasze działanie niesie zaburzenie!).

          Przejdźmy teraz do teologii. Każde zdarzenie - nie tylko - fizyczne - zmienia
          nasza przestrzeń spotkania z Panem. Materia ma w sobie coś w rodzaju STAŁEJ
          PAMIĘCI POPRZEZ ZMIANĘ POLA. Grzech pierworodny byłby w tym ujęciu wydarzeniem
          odkształcającym czasoprzestrzeń spotkania człowieka z Bogiem, która od tej pory
          już nie jest prosta, ale zakrzywiona z tendencją do zmiany torów w jednym
          kierunku. Wyobrazmy sobie płaską przestrzeń w postaci prześcieradła. Grzech
          pierworodny to pozostałość po kosmicznej katastrofie (grzech rajski) w postaci
          silnego DOŁKA w prześcieradle - jakby ktoś chwycił go i pociągnął w jednym
          miejscu w dół - powstaje dołek, ale zmarszczki idą na całe prześcieradło i są
          dalej przenoszone. Wpłyną na ruch każdej kulki po powierzchni, choć kulka
          pozostanie teoretycznie rzecz biorąc wolna. Jednostkowe wydarzenie, które
          naruszyło strukturę czasoprzestrzeni i wpływa na kolejne ludzkie istoty. To nie
          tylko przykład! To rzeczywistość zmieniona! To św. Grzegorz z Nyssy i jego
          koncepcja odkupienia w "Wielkiej Katechezie". Nie ma potrzeby ekwilibrystyki
          teologicznej, dlaczego jedli ojcowie, a synom ścierpły zęby, nie ma potrzeby
          wyjaśnienia, dlaczego odkupienie jest istotne dla każdego. Moja czasoprzestrzeń
          wymaga naprawienia. Tor moich wyborów wymaga uzdolnienia do pokonania wybrzuszeń
          czasoprzestrzeni, choć skutki grzechu dalej są obecne w moim życiu.
          • andrzej585858 Re: Czas we współczesnej fizyce a teologia cz. 3 19.06.10, 15:35
            Jedną z podstawowych zasad fizyki współczesnej, nierozerwalnie związanej z
            czasem i dotykającą jego istoty jest zasada nieoznaczoności Heisenberga.
            Najprościej można ją wyrazić w słowach, że nigdy nie mozna jednocześnie podac
            dla danego ciała dokładnie dwóch sparowanych, powiązanych ze sobą danych, na
            przykład prędkości i położenia, czasu i energii. Ich nieoznaczoność, czyli błąd
            ich wyznaczenia, a raczej iloczyn ich nieoznaczoności jest zawsze większy od
            stałej Planka kreślonej. Zasada ta obaliła pozytywistyczną - i moim zdaniem
            współcześnie teologiczną - koncepcję Laplace`a z całkowicie deterministycznym
            światem. Ten obraz, charakterystyczny dla wielu teologów moralnych czy
            psychologów nie ma nic wspólnego z naukowością. Wielki rozwój techniki jest
            oparty na zasadzie Heisenberga i powstałej na jej gruncie mechanice kwantowej. W
            tym modelu nie tyle mogę powiedzieć CO SIĘ ZDARZY, co moge powiedzieć JAKI
            JEST ROZKŁAD PRAWDOPODOBIEŃSTWA prawdopodobnych możliwych stanów. Mogę
            przewidzieć MOŻLIWE zachowania - będzie ich czasem nieskończenie wiele i mogę
            powiedzieć, jakie jest prawdopodobieństwo każdego z nich. Innymi słowy, mogę
            powiedzieć, z jakim prawdopodobieństwem po A nastąpi B, jak długo -
            prawdopodobnie - trzeba czekać na B po A, ale nie mogę powiedzieć KIEDY.
            Dlaczego? Po pierwsze, odpowiedż na pytanie KIEDY wymaga precyzacji KIEDY DLA
            KOGO? Jak już kilkakrotnie powtarzałem, czas biegnie inaczej dla różnych
            obserwatorów w zależności od ich wzajemnej prędkości i od położenia w stosunku
            do ciał o dużej masie. Po drugie, nie mogę podać czasu (przemijalności jednego
            względem drugiego), ale prawdopodobieństwo, w jakim to PRZEMIJANIE będzie miało
            miejsce. I tu dwa przykłady pozafizyczne. Gdzie w tej koncepcji wolnego
            Wszechświata zmieścić współczesny determinizm chociażby psychologiczny? I gdzie
            tu psychoanaliza? Czyż nie jest to wielki hymn na cześć wolności? Wolny, bo
            zawsze istnieje PRAWDOPODOBIEŃSTWO także zdarzeń po ludzku niemożliwych?
            (Dziś rozwija się tak zwana teoria praw Murphy`ego, która można nazwać w
            przybliżeniu teorią zdarzeń rzadkich, nieprawdopodobnych, a jednak zdarzających
            się).

            Rozwińmy temat na przykładzie tzw. bariery potencjału. Co się stanie, gdy uderzę
            piłką o ścianę? Odbije się. To prawda, ale jeśli powtarzać będę mój rzut
            nieskończoną ilość razy? Zawsze się odbije? A gdy zastąpię kulkę elektronem -
            najmniejszą kuleczką, a ścianę barierą potencjału elektrycznego? Też się odbije?
            Mechanika kwantowa powie, że prawdopodobnie się odbije, ale istnieje niewielkie
            prawdopodobieństwo, że przejdzie - bo jest zasada nieoznaczoności, bo materia w
            skali mikro korzysta w ramach zasady Heisenberga z niczym nie skrepowanej
            wolności - oczywiście w granicach tej samej zasady Heisenberga!. Wydaje się to
            czymś szalonym? Na tej zasadzie oparto działanie diody Zennera ułatwiającej
            wytłumienie szumów w radiu czy telewizorze. Ile razy włączamy te urządzenia
            korzystamy z zasady Heisenberga i efektu tunelowego w praktyce.

            Nie jestem skrępowany czasem i przestrzenią - jest pewien zastrzeżony BOSKI
            wymiar wolności (Choć polemizujący z Heisenbergiem Einstein mawiał - jako
            kontrargument - że Bog nie gra w kości). Determinizm w fizyce jest
            przezwyciężony, jego ostatnim reliktem jest psychologia i teologia.

            Jaki jest związek z czasem? Ano ten, że także pomiar PRZEMIJALNOŚCI jest zawsze
            obdarzony błędem, który jest nieprzekraczalny. Czyli tak naprawdę, sama
            odległość w PRZEMIJALNOŚCI jest nie do wyznaczenia.

            Pamiętamy rozgłos, jaki nadały media badaniom Całunu Toruńskiego metodą C14.
            Otóż jej podstawą są atomy węgla izotop 14 (6 protonów - decydują o rodzaju
            pierwiastka, i 8 neutronów - czynią atom ciężkim, a przez to niestabilnym),
            które rozpadają się samorzutnie. Patrząc na konkretny atom nie mogę powiedzieć
            KIEDY SIĘ ROZPADNIE, ja mogę powiedzieć tylko KIEDY połowa z zawartych w
            pewnej próbce atomów się rozpadnie. Dziś pomiar czasu dokonuje się zegarami
            atomowymi - mierząc liczbę atomów pozostałych przy życiu w zamkniętej próbce i
            tak odczytując upływ czasu. I tu dwie uwagi dotyczące naszego pojęcia czasu.
            Czas w atomie zależy od prędkości, z jaką się porusza! To znaczy dla obserwatora
            z zewnątrz inny jest czas rozpadu stojących atomów, a inny lecących - w CERN-ie
            pod Genewą obserwuje się - takze w tej chwili - cząstki elementarne, które
            spowolnione gina natychmiast, a pędząc z prędkością podświetlną mogą żyć kilka
            sekund- miliony razy dłużej! I jak tu mówić o stałości czasu? Masa, prędkość,
            obserwator - to wszystko ZMIENIA CZAS.


            • sion2 Sawoj 19.06.10, 18:03
              Panie Andrzeju, z przyjemnością przeczytałem zacytowany przez Pana
              artykuł. Tuż po jego lekturze trudno mi polemizować - nie widzę
              zreszta pola do (stricte0 polemiki. To jest także sposób patrzenia
              na czas - bardzo dobrze napisany, dobrze ujęty w słowa.
              Chciałbym dodac jedna uwagę do części drugiej i dwie uwagi do
              części ostatniej:
              Jeśli wyobrazimy sobie 7 kul bilardowych ustawionych dokładnie
              jedna za drugą w jednej linii, i uderzonych centralnie w pierwszą,
              to juz z samej zasady nieoznaczoności Heisenberga wynika, ze
              kierunek, w którym poleci siódma kula jest całkowicie przyoadkowy.
              Druga uwaga co do testu węglowego, nieco poza tematem:
              zainteresowanym polecam artykuł Raymonda Rogersa w "Termochimica
              Act" numer z 20.01.2005 roku. Rogers udowodnił, że próbka do testu
              węglowego została pobrana z miejsca, które jest średniowieczna
              łatą. Stad taki a nie inny wynik testu węglowego. Stosujac inną
              metodę datowania Rogers określił, że Całun ma co najmniej 1300 lat
              a moż emieć nawet 3 000 lat.
              Trzecia uwaga: jak wyglada upływ czasu z punktu widzenia fotonu
              wyemitowanego przez źródło ? No właśnie, foton leci z prędkością
              światła. Pomiędzy jego wyemitowaniem a zaabsorbowaniem, z jego
              punktu widzenia upływ czasu równa sie - ZERO. Stad powstała nawet
              hipoteza, ze wyemitowane mogą być TYLKO te fotony, które zostaną
              zaabsorbowane.
              Implikacje teologiczne spowodowane odkryciami fizycznymi są jedną z
              najbardziej ciekawych dziedzin współczesnej nauki. Aż żal, że nie
              można sie temu poswięcic. Takie spojrzenie na czas, jak
              reprezentowane w tu cytowanym artykule jest bardzo ciekawe. Mam
              nadzieję, że ujęcie czasu w przedstawionym przeze mnie modelu -
              także. No i pamiętajmy, że w fizyce nawet pojęcie wymiaru jest
              umowne.
              Miałem 2 dni przerwy spowodowane podróżą, postaram sie dzis jeszcze
              nawiazac do wpisów pana (pani) Sunday.
              Pozdrawiam
            • andrzej585858 Re: Czas we współczesnej fizyce a teologia cz. 4 19.06.10, 19:52
              I wreszcie teologiczny paradoks bliźniąt. Współczesna teoria przewiduje - i
              obserwuje - tak zwane Lorentzowskie skrócenie czasoprzestrzeni. Polega to na
              tym, że zawsze dla dwóch sytuacji położonych w realnym świecie mogę znaleźć
              trzeci punkt, z którego obserwując świat zdarzenia te są jednoczesne. Jest takie
              miejsce we Wszechświecie - możemy policzyć, to nie jest takie trudne - z którego
              obserwator patrząc na Ziemię zobaczyłby OBOK SIEBIE, jednocześnie, Wieczernik i
              nasze spotkanie - (Zgodnie z teorią względności nie istnieje uniwersalna miara
              czasu. Przypuśćmy, że zdarzenie A ma miejsce w chwili odlotu rakiety, która
              dociera na miejsce zdarzenia B. Według wszystkich, zdarzenie A jest wcześniejsze
              od B. Jednak załóżmy, że rakieta leci z prędkością ponadświetlną. Dla
              obserwatora w punkcie A zdarzenie to jest wcześniejsze od B. Jeżeli jednak
              porusza się on z prędkością ponadświetlną to na podstawie względności ruchu dla
              obserwatora w punkcie i w zdarzeniu B to zdarzenie poprzedza A. Zgodnie z teorią
              tak zwane tunele Einsteina - Rosena mogą pozwolić na poruszanie z ponadświetlną
              prędkością - w zakrzywionej przestrzeni przechodzę NA SKRÓTY i tak zwiększam
              prędkość. Jednak wydaje się, że obowiązuje we Wszechświecie tak zwana ZASADA
              OCHRONY CHRONOLOGII, która powoduje, że choć mikroskopowo mamy dane
              potwierdzające możliwość takich sytuacji, to jednak makroskopowo duże ciała NIE
              PRZENOSZĄ HISTORII).
              Ograniczenie - oba punkty muszą się różnić w przestrzeni i czasie - ich
              czterowektor musi być większy od zera. Inność koncepcji powoduje, że stajemy
              wobec problemu RÓWNOCZESNOŚCI. (Równoczesności a nie jednoczesności - ta
              ostatnia jest dla mnie obserwowalnością danych zjawisk jednocześnie z dwóch
              punktów. W równoczesności chodzi mi o dwa zjawiska przebiegające obok siebie).
              Otóż współcześnie nie za bardzo wiadomo, kiedy dwa zdarzenia są równoczesne. Nie
              tylko równoczesność jest zakwestionowana! Podobnie coraz trudniej ustalić, co to
              znaczy uprzednie, co to znaczy zdarzenie postępujące po danym zdarzeniu. W
              naszym realnym świecie istnieje wyróżniony kierunek czasu zwany STRZAŁKĄ CZASU
              TERMODYNAMICZNĄ. Zgodnie z jedną zasad fizyki funkcja opisująca BAŁAGAN w
              świecie zwana entropią zawsze rośnie. Jeżeli nawet gdzieś lokalnie maleje to i
              tak sumarycznie rośnie. Robiąc porządek w szafie z książkami wprowadzam
              PORZĄDEK, ale chaos wynikający ze spalania przeze mnie tłuszczu, ruchu powietrza
              etc. kilkanaście rzędów wielkości przewyższa powstałe uporządkowanie. (Zresztą,
              słuchając tego wystąpienia pomimo moich usilnych starań coś tam uporządkowało
              się, jednak ogólny chaos Wszechświata powiększył się w niewyobrażalny sposób -
              jak pisze w podobnej sytuacji St. Hawking - lepiej nie słuchać!)
              Dlatego nie obserwujemy samoczynnego porządkowania, sklejania się rozbitych
              naczyń. Jednak teoria pozwala na ODWRÓCENIE uprzedniości. Powróćmy do przykładu
              z przestrzenią dwuwymiarową przypominającą sobą prześcieradło. Jeżeli gdzieś
              wytworzył się rękaw, to można - teoretycznie - wytworzyć tunel. Podróżując nim
              mogę pojawić się startując po wydarzeniu B przed wydarzeniem A, które
              poprzedziło B. I jak tu mówić o predestynacji? Czyż wiedza Boga nie jawi się nam
              jako konsekwencja praw fizyki pozwalających na poruszanie się pomiędzy różnymi
              punktami wykorzystując zmianę przestrzeni (teoria pola i zakrzywienie
              czasoprzestrzeni!). Jeżeli Bóg porusza się w tunelach Einsteina - Rosena? Wie i
              nie determinuje - oto paradoks współczesności!

              Ostatnim przykładem z dziedziny współczesnej fizyki, który chciałbym przytoczyć
              w moim wystąpieniu, a mającym wpływ na koncepcję czasu, jest tak zwana
              równoczesność zdarzenia poprzez tzw. Stożek światła. Otóż w fizyce mówimy o
              zdarzeniach połączonych przez promień światła. Są one równoczesne w tym
              znaczeniu, że dla obserwatora z zewnątrz nie mogę odnaleźć różnicy między nimi.
              W rzeczywistości to, co obserwuję, to obserwuję WEWNĄTRZ tego STOŻKA. Jeżeli dwa
              zdarzenia są tak połączone, to jedno nie tyle przypomina drugie, co jedno jest w
              drugim. Jeżeli w perspektywie Boga jest stożek światła pomiędzy Wieczernikiem a
              Kalwarią to Wieczernik jest PRZYPOMNIENIEM Kalwarii, a kolejna Eucharystia
              ANAMNEZĄ tych wydarzeń. I tak dotykamy współczesnej koncepcji Eucharystii.
              Użyłem słowa WSPÓŁCZESNEJ, ale dla tu zgromadzonych nie jest to NOWA koncepcja.
              Wydaje się być to zapożyczeniem z homilii św. Jana Chryzostoma do Listu do
              Koryntian na temat JEDNOŚCI ołtarza i Kalwarii, tej przedziwnej
              chrześcijańskiej anamnezy.

              Mam nadzieję, że tych kilka uwag pozwoliło szanownemu gronu zobaczyć, ile
              problemów naszych Ojców było problemami wynikającymi nie tyle z prób zrozumienia
              i przekazania im współczesnym Ewangelii, co z prób opisu świata i Ewangelii w
              kategoriach FIZYKI TAMTYCH CZASÓW (Ariusz, predestynacja, grzech pierworodny), a
              jednocześnie jak często koncepcje Ojców odrywając się ówczesnej wiedzy i realiów
              były bliskie współczesnej nauce. Jednocześnie stawiam nam wszystkim pytanie, jak
              dalece w dzisiejszej teologii potrafiliśmy uwzględnić współczesny język nauki.
              Ale nie bójmy się tego, ze nie wszystko potrafimy wypowiedzieć we współczesnym
              języku nauki. Przemija postać tego świata, przemija jego mądrość. W następnych
              pokoleniach będą śmiać się z naszych koncepcji fizycznych.

              Chrześcijanie mają zawsze nadzieję, mają pewność wiary, że pośród zmienności
              MĄDROŚCI TEGO ŚWIATA są punkty stałe, że Chrystus - Prawda i Słowo Ojca
              pozostanie zawsze ten sam - dziś, wczoraj, zawsze."
              • sion2 Sawoj 21.06.10, 21:44
                Trochę za wcześnie dopisałem się po trzeciej części, proszę
                wybaczyć.
                Całkowicie zgadzam sie z uwagami zawartymi w części 4-tej,
                zwłaszcza do tych, które można odnieść do postepu wiedzy. Model
                wielowymiarowy uswiadomił mi, jak bardzo ograniczonym narzędziem
                jest ludzki umysł. Jak bardzo uzależniony jest od otaczającego nas
                świata, jak bardzo ograniczone jest nasze postrzeganie jego
                złożoności. Może to wyobrażenie jest pewnym kroczkiem do przodu w
                rozumieniu świata, ale ... Czasem człowiekowi wydaje się, ze wie
                juz wszystko. Jeśli na odcinku jednego metra odłożylibyśmy całość
                wiedzy o świacie, człowiekowi nieraz wydaje się, ze znajduje się
                gdzieś pod koniec tego odcinka. A nie ruszył sie od startu nawet na
                milimetr......
                Nie wiem, czy mogę tu dodać jedną uwage do modelu swiata
                wielowymiarowego. Wspkomniałem już o tym, że nasza dusza może
                oderwać się za naszego zycia od biegu czasu i pofrunąć w
                przyszłość, poznając ją, choć często nie zdajemy sobie z tego
                sprawy. No to wyobraźmy sobie, że ta nasza dusza odrywa sie od
                naszego ciała i wiąże się tak samo mocno z przedmiotem materialnym
                w naszym otoczeniu, niech to będzie na przykład - talerzyk na stole
                albo owoc. Nasza dusza wiaże sie z tym przedmiotem materialnym tak,
                jak jest związana z naszym ziemskim ciałem.
                No ale w tym momencie ten talerzyk stał sie naszym ciałem,
                miejscem, fragmentam przestrzeni, gdzie przebywa nasza dusza.
                I tu nagle zrozumiałem realną, rzeczywistą obecność Chrystusa w
                Najświętszym Sakramencie. Różnica jest tylko raka, ze w czasie
                Przeistoczenia Chrystus łączy sie z opłatkiem nie tylko swym
                duchem, ale także swym Uwielbionym Ciałem, mam nadzieję, ze nikt tu
                nie będzie się domagał ode mnie dalszych wywodów.
                ON tam jest, jest związany z każdym konsekrowanym Opłatkiem, całym
                soba jest związany.
                Niewątpliwie jest to cud, który dokonuje się na naszych oczach.
                Tylko na "rozkacz" kapłana nastepuje przeistoczenie... Jak wielką
                władzę mają kapłani, skoro nawet Bóg ich "słucha" w momencie
                konsekracji.
                Wydaje mi się, że gdyby więcej ludzi wiedziało, co sie rzeczywiscie
                dzieje w czasie Mszy Świętej w każdym kościele, nasza rzeczywistość
                wyglądałaby nieco inaczej.....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka