wróciłam z prymicji

16.05.04, 19:42
Po dzisiejszych prymicjach i po wczorajszych święceniach nie mogę dojść do
siebie. Mój przyjaciel, którego tyle czasu znam, może teraz odpuszczać
grzechy, w jego dłoniach chleb zmienia się w Ciało naszego Pana. Takie to
niesamowite.
Czy w mojej rodzinie mogłoby się zrodzić powołanie? Czy jesteśmy domowym
Kościołem?
A jak jest u Was?
    • kubus_2004 Re: wróciłam z prymicji 16.05.04, 21:21
      > w jego dłoniach chleb zmienia się w Ciało naszego Pana

      Co to znaczy? Czy chleb ulega jakiejś fizycznej przemianie czy tylko "duchowej" w oczach zebranych?
      • mamalgosia Re: wróciłam z prymicji 17.05.04, 13:11
        nie wiem, czy to pytanie jest prowokacją, czy na poważnie - nie chce mi się
        wierzyć, żeby ktoś tego nie wiedział
    • isma Re: wróciłam z prymicji 17.05.04, 09:07
      Hyyy, Mamalgosiu, moze to skrot myslowy, ale jesli nie, to ja protestuje!

      Miara tego, czy rodzina jest "domowym kosciolem" wcale nie musi byc liczba
      powolan kaplanskich czy zakonnych. Ja wiem, ze KK wynoszac na oltarze np.
      malzonkow Quatrochchi promuje model: wszystkie dzieci dobrych chrzescijanskich
      malzonkow sluza Panu przy oltarzu lub w klasztorze, ale bez przesady wink))

      Szczerze powiem, ze wolalabym, zeby moja corka byla dobrym czlowiekiem,
      sprostala swojemu powolaniu, byla raczej szczesliwa matka i zona niz hm,
      tylko "dobra z urzedu" zakonnica.
      • sierhart A ja jadę na prymicję! 17.05.04, 09:17
        23 maja święcenia ma brat mojego męża, tydzień później msza prymicyjna. bardzo
        się cieszę!!
        Ilona
        • mamalgosia Re: A ja jadę na prymicję! 17.05.04, 13:15
          a znasz dobrze tego szwagra?
          • sierhart Re: A ja jadę na prymicję! 17.05.04, 13:23
            Hmm... Kiedyś zarówno ja, jak i oczywiście mój mąż mogliśmy powiedzieć, że
            szwagier jest nam dobrze znany, ale pewne zawirowania w jego życiu spowodowały,
            że tak do końca nie wiem jak on widzi swoje kapłaństwo. Ale mamy nadzieję, że
            jego decyzja pozostania w seminarium (a był okres rezygnacji) jest naprawdę
            przemyślana i modlimy się o to aby był dobrym księdzem
            • mamalgosia Re: A ja jadę na prymicję! 17.05.04, 14:06
              dobrze, ze się o to modlicie, bo świat bardzo potrzebuje dobrych księży
      • mamalgosia Re: wróciłam z prymicji 17.05.04, 13:15
        Oczywiście, że miarą domowego Kościoła nie jest liczba powołań, bo przecież to
        nie rodzice wybierają dla dziecka taką przyszłość, tylko Bóg powołuje.
        Przepraszam, jeśli to źle zabrzmiało. MIałam na myśli, że jednak środowisko
        rodzinne ma duże znaczenie. I nie wiem, czy w każdej rodzinie człowiek jest w
        stanie usłyszeć takie powołanie. I zastanawiam się, czy w tej, którą m.in. ja
        stwarzam, są dobre warunki do usłyszenia takiego powołanie przez dziecko.
        No i jak ja bym to przyjęła?
        • justyna.ada Re: wróciłam z prymicji 17.05.04, 15:53
          Nie wiem, pewnie życzyłabym sobie żeby mój syn założył rodzinę, fajną rodzinę,
          chciałabym mieć miłą synową, wnuki itp. I na starość podpora...(i to samo
          dotyczy córki)
          Zresztą na razie to się nie zanosi na księdza, hihi... Ale gdyby Pan Bóg dał mu
          takie powołanie to chyba poczułabym się jakoś niezasłużenie wyróżniona - no i
          strasznie bym się o niego martwiła bo to bardzo trudny "zawód".
          justyna
          • mamalgosia Re: wróciłam z prymicji 17.05.04, 15:56
            Ja mam bardzo podobne odczucia. Z jednej strony bardzo bym się cieszyła, a z
            drugiej byłoby mi smutno.
            Myślę, ze trochę łątwiej jest matkom kilkorga dzieci,ale może się mylę
            • sion2 Re: jak to u mnie w rodzinie było :-))))))) 17.05.04, 20:35
              a było tak:
              siostra mojej mamy została zakonnicą, jej tata ateista był wściekły a matka
              wierząca nie sprzeciwiała się, ale na słubach zakonnych łzy lała litrami, z
              żalu, że córcia męża miec nie będzie
              na to wuj z dalszej rodziny uniósł się świętym oburzeniem na babcię, ze jak
              może tak płakać i żalic się, przeciez córka oblubienica Boga została i jakie to
              wyróżnienie dla całej rodziny oraz chwała dla niej samej, a rozpacz babci jest
              całkiem nie na miejscu
              a po kilku latach, jeden z synów tegoż wuja,wykształcony, po studiach
              oświadczył, że do seminarium wstępuje i .... wuj miał stan przedzawałowy!
              Oj, śmiała się rodzinka, śmiała....

              a Michał jest księdzem od 10 lat, werbistą, pracuje w Chinach, w podziemnych
              kościele katolickim i jego praca jest bardzo owocna smile))
              • mamalgosia oo, werbista 17.05.04, 21:23
                to zakon , który prowadzi moją parafię
                • adzia_a Re: oo, werbista 17.05.04, 22:23
                  ja mam wujka werbistę. To jest naprawde niezwykły człowiek, duszpasterz osób
                  niepełnosprawnych (sam cierpi na SM)
              • mader1 Re:prywatnie do Sion 17.05.04, 23:23
                Sionku, prosze przebacz, bardzo mi glupio. Wytlumaczylam na priv.
                Przebaczasz?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja