andrzej585858
16.05.13, 10:09
Trochę lat już przeżyłem i w miarę dobrze, jeszcze, pamiętam swoje lata szkolne. Szkoła w latach PRL-u była jak najbardziej miejscem indoktrynacji i myslałem że jest to już przeszłość. Ale to co dzisiaj przeczytałem w "Rzeczpospolitej" powoduje że zaczynam zastanawiać się kiedy młodzież była poddawana większej indoktrynacji. W czasach PRL czy teraz?
Oto czym powinnna zajmowac się szkoła. Nauczyciele powinni podczas lekcji akcentować, że Maria Konopnicka była lesbijką, a do szkół zapraszać zdeklarowanych gejów - zaleca podręcznik, który ma pomóc nauczycielom wspierać homoseksualnych uczniów. Patronatem objęli go minister ds. równości Agnieszka Kozłowska-Rajewicz oraz Związek Nauczycielstwa Polskiego.
Kuriozalnie brzmią zapisy o tym że bal studniówkowy jest przejawem dyskryminacji osób homoseksualnych, gdyż poloneza tańczy się w parach mieszanych!!! Jak dowcip ze skeczów Monthy Pytona brzmi zalecenie aby "nie zakładać powszechnej heteroseksualności". Autorzy podręcznika radzą np., by zamiast słów "książę William był obiektem westchnień nastolatek" mówić "był obiektem westchnień wielu nastolatek i nastolatków" itd.
No i oczywiście zapraszac na wszelkie uroczystości szkolne działaczy gejowskich, przy czym raczej unikac przy tej okazji kontaktu z księżmi gdyż Kościół w "protekcjonalny sposób podchodzi do osób homoseksualnych".
Czytając takie rewelacje zastanawiam się czy ja śnię, cz to tez dzieje się naprawdę? Trudno bowiem nie zgodzić się z cytowaną w tym artykule wypowiedzią prof. Legutki:
"– Myślę, że nawet za komuny dzieci nie były narażone na taką indoktrynację – komentuje."
Czy w ten sposób mają być wychowywane nasze dzieci?
www.rp.pl/artykul/19,1009796-Szkolna-walka-z-homofobia.html