31.05.13, 11:45
Wczoraj ulicami polskich miast przeszły procesje związane z uroczystościami Bożego Ciała. W trakcie tych procesji, tak jak zawsze kaplani, a zwłaszcza biskupi wygłaszają homilie których celem jest przypomnienie nauczania Koscioła w najbardziej istotnych kwestiach.
Niestety, jak zwykle ostatnio treść tych homilii stała się dla GW powodem do stwierdzenia iż homilie te były pełne "politycznych akcentów". A jakie to polityczne akcenty?

"Kościół przypomina człowiekowi o jego godności i powołaniu, o wartości życia, o nadrzędności prawa Bożego nad prawem stanowionym przez prawodawcze instytucje. - Kościół nigdy nie zrezygnuje z tej misji, bo inaczej sprzeniewierzyłby się swojemu założycielowi - Jezusowi Chrystusowi." - to słowa wypowiedziane przez kard. Dziwisza. Czy to jest polityczny akcent? mowienie o misji Koscioła, o poszanowaniu życia?

"Prawdy nie ustala się przez głosowanie, dlatego nawet parlament nie jest powołany do tworzenia odrębnego porządku moralnego niż ten, który jest wpisany głęboko w serce człowieka, w jego sumienie " - to inny cytat z tej homilii odwołujący się do prawdy o zyciu człowieka. Mowienie o niegodności aborcji, o łamaniu porządku moralnego poprzez usmiercanie poczetego żcyai jest według GW akcentem politycznym.

Ze smutkiem niestety patrzę, jak odchodzi w przeszlość idea budowania społeczeństwa rzeczywiście demokratycznego, społeczenstwa w ktorym prawo do wypowiadania swoich poglądów i co najważniejsze do ich wypowiadania bedzie prawem nadrzędnym. Teraz nawet odwoływanie się przez hierachów do porzadku moralnego jest zdaniem GW działaniem politycznym. Nie mogę nadziwić się jak GW staje się tubą środowisk jawnie antychrzescijańskich . Miał jednak rację Robert Tekieli pisząc :


AntyKosciół Michnika jest ideowy. Ma on bowiem o wiele większe ambicje. Nie chce być jedynie polskim Murdochem. Chce, by głoszona przez niego nauka stała się powszechnym wyznaniem w Polsce. W Europie. Na świecie. Środowisko Michnika chce zająć miejsce Kościoła. Swą ideologią chce zastąpić religię. Już kiedyś próbowali zrobić to ich wujkowie i ciotki rewolucji. Urodzeni w latach 40. i 50. zamienili język marksizmu na język ideowego konsumpcjonizmu. Ale robią to samo.


Budowany jest pewnego rodzaju antykościół. Cos co przypomina w pewien sposób proby rozmontowania KOścioła od wewnątrz podejmowane w latach 50-tych. Stad też promowanie tzw. postępowych teologów, zwłaszcza tych którzy porzucili kapłaństwo. Specyficzny język tekstów ktory ma wzbudzic u czytelnika odruch niecheci wobec Koscioła, a zwłaszcza hierarchii. Nie ma dnia aby nie pojawił sie artykuł opisujący jakieś niecne uczynki księży. I wszystko, to oczywiście w trosce o wartości, w obronie tolerancji itd.

Tego typu działania to nie tylko kwestia gry politycznej na najwyższym szczeblu. Tego typu działania mozna zaobserwowac także i na niższych szczeblach. Bardzo aktywni są ludzie, zwłaszcza w internecie ktorzy w sposob bardzo atrakcyjny probują przedstawic swoją wizję chrześcijaństwa, a konkretnie tzw. katolicyzmu otwartego. Tylko że w tej wizji nie ma miejsca na Chrystusa wiary. Postać Jezusa zostaje zredukowana do wymiaru kogos z wielkich nauczycieli moralnosci. Staje się kims podobnym do Konfucjusza, Buddy. Pojęcie grzechu staje sie nieistotne, jego miejsce zajmuja kategorie psychologiczne. Róznego rodzaju traumy, depresje, słabości. Można wręcz powiedzieć ze nawet wspominanie o czyms takim jak grzech jest nieeleganckie. Odkupienie wraz z nauką o Krzyżu staje się mitem, niewartym uwagi. Na ołtarzu zamiast Słowa Bożego centralne miejsce zajmuje bożek psychologii. I nadal ci propagatorzy "katolicyzmu otwartego" uwazają że mowią o chrzescijaństwie, tylko że ich zdaniem jest to prawdziwe chrzescijanstwo odarte ze wszystkich nalecialosci.

Okazuje się nagle, że szatan to folklor lub symbol biblijny, grzech i wina są efektem znerwicowanej, zaburzonej osobowości, a pokusa to uleganie ludzkim słabostkom. Nie ma zatem żadnego zagrożenia, bo niby z której strony?

Tylko że zło istnieje i nie jest czymś wymyślonym, jakimś wymysłem średniowiecznych teologów ktorzy z nudów albo braku wiedzy wymyślili sobie złe moce. Wiara sprowadzona do rozwazań czysto rozumowych staje się wiara martwą. Dlatego tak ważne jest była ona połączona z modlitwą. To nie jest żaden fundamentalizm religijny, to jest tylko, albo może aż, przestrzeganie pewnych ustalonych norm i zasad. To nie jest strach że jak zabraknie oparcia w tych normach, albo też, jak to ladnie okresla się, zacznie samodzielnie się mysleć, to utraci się wiarę.
Jakoś tak dziwnie składa się że właśnie tam gdzie zaczyna brakowac tych zasad, gdzie nastepuje bunt wobec tych norm, albo pojmuje się wiarę w sposob wyłącznie intelektualny tam bardzo często nastepuje proces utraty wiary.

Dlaczego o tym wszystkim piszę. Niestety, nie posiadam zdolności ani stylistycznych ani inteletualnych aby dorownac tym wszystkim ktorzy z taką gracją wykazują wszystkie niedociągniecia. Z smutkiem obserwuję to, co stało się z forum ktorego celem nadrzednym miało być pogłębianie wiary. Niestety z biegiem czasu stało się polem doświadczalnym dla tych ktorzy chcieli nieustannie podwazac wiarę, a wlaściwie nauczanie Kościoła zwłaszcza te związane z nauka moralną. Wszelkie uwagi związane z zwracaniem uwagi na tego typu zachowania konczyły się albo awanturą wraz z zarzutami dotyczącymi tlumienia dyskusji.

Na koniec zebrałem wszelkie możliwe cięgi , głównie za to że nie chciałem pozwolić na przekształcenie tego forum w następne miejsce opanowane przez osoby o "umyśle wyzwolonym". W miejsce gdzie propaguje się wizję Kościoła w wersji GW. W efekcie zostałem zdiagnozowany jako osoba chora psychicznie - no cóż metoda znana z historii i wielokrotnie przerabiana. Ale takie są koszty uboczne bycia fundamentalistą.

Czy było warto być tak upartym? Pewnie nie. Piszę zaś o tym dlatego, ze tak jak już wczesniej wspominałem, nie posiadam ani predyspozycji ani talentów do tego aby być osobą aktywną na tym forum. Mam nadzieję tylko że byc może wrócą ci ktorym zależą na pogłębianiu wiary, zwłaszcza te osoby które kiedyś z róznych powodów zniechęciły się negatywnymi dyskusjami.
Chociaż akurat na forum GW czarno to widzę, to jest miejsce coraz bardziej nieprzyjazne dla chrześcijan, a zwłaszcza katolików.

Ale warto pamiętać słowa bp Nitkiewicza z wczorajszej homilii:

Mamy obowiązek sprzeciwiać się propagowaniu postaw i zachowań sprzecznych z Bożym Prawem. To nie jest podważanie porządku konstytucyjnego czy kwestionowanie kompetencji państwa, ale wyraz chrześcijańskiej miłości i poczucie odpowiedzialności za jego losy. To jest prawdziwy, nowoczesny patriotyzm

gdyż: "Moim marzeniem jest Kościół, który nigdy nie zrezygnuje z dziesięciu przykazań, który nigdy nie powie: "No cóż, dopuszczamy aborcję, związki partnerskie, homoseksualne, bo świat się zmienia, ludzie się zmieniają, trzeba się reformować, iść z duchem czasu"





Obserwuj wątek
    • nati1011 Re: Refleksja 31.05.13, 20:14
      Andrzeju - warto. Zawsze warto bronić Prawdy. Może dziś szczególnie.

      gdyż: "Moim marzeniem jest Kościół, który nigdy nie zrezygnuje z dziesięciu pr
      > zykazań, który nigdy nie powie: "No cóż, dopuszczamy aborcję, związki partnersk
      > ie, homoseksualne, bo świat się zmienia, ludzie się zmieniają, trzeba się refor
      > mować, iść z duchem czasu"

      Gdyby - nie daj Boże - tak się stało nie byłby to już kościół chrystusowy.

      Ja na forum wróciłam. Na razie w mniejszym niż kiedyś wymiarze, ale mam nadzieję, że może jednak...

      Ostatnie lata nauczyły mnie jednego - to nie jest czas na zbytnią grzeczność. Nie możemy w imię grzeczności pozwolić wejść sobie na głowę. Trzeba bronić Prawdy, i nie pozwolić na jej zacienienie. Z terrorystami się nie dyskutuje. Ostatnio nawet Hołownia już do tego doszedł wink
    • otryt Re: Refleksja 01.06.13, 01:03
      Coraz bardziej lubię Boże Ciało. Bardziej niż kiedyś. Wczoraj jak nigdy trwała przy mnie myśl, że idę za Chrystusem. Dosłownie. Podążam jego śladami idąc ulicami naszej dzielnicy, koło szkoły, do której przez lata chodziły dzieci, koło sklepu, gdzie codziennie kupuję żywność, koło poczty, do której zaglądam coraz rzadziej, koło placu zabaw, gdzie chodziliśmy z naszymi maluchami. Na tym placu zabaw moja żona nawiązała wiele przyjaźni z innymi mamami, a dzieci pogłębiały swoje znajomości z piaskownicy. Chrystus przechodząc obok tych wszystkich miejsc tak ważnych w moim codziennym życiu, uświęca je swoją obecnością. Po drodze spotykam wielu ludzi, których poznałem w ciągu prawie 30 lat, od kiedy tu zamieszkałem. Na początku nie znałem tu nikogo. Cieszę się, że mogę pokazać publicznie swoje przywiązanie do Kościoła i wiary. To świadectwo dziś nic nie kosztuje. Ale jak będzie w przyszłości? Nie wiem.

      Coraz bardziej widzę, ze gdzieś obok powstaje antykościół. Podczas procesji go nie zauważyłem, ale w GW napisali, że ktoś się bardzo oburzał, bo ołtarz postawiono na ścieżce rowerowej w moim mieście. Oburzał się tak bardzo, że gazeta uznała to za niezwykle ważne wydarzenie, by o tym napisać, że trzeba było ten ołtarz rowerem omijać. W innym miejscu czytam, jak to ludzie muszą się gęsto tłumaczyć z tego, że swoje dzieci posyłają do katolickiego przedszkola, bo uważają, że nie tylko dom rodzinny kształtuje dzieci, ale również inni ludzie, przedszkole, szkoła, rówieśnicy i nauczyciele. I dlatego wybierają dla swojego dziecka odpowiednie środowisko. Już samo takie stwierdzenie wywołuje wściekłość. Bo wnioskują, ze skoro są środowiska odpowiednie, to są również nieodpowiednie. A na takie słowa trzeba reagować. Coraz bardziej pogrążamy się w krainie absurdu, bo w systemie budowanym na kłamstwie co chwila ujawniają się sprzeczności, które dla myślącego człowieka powinny być ostrzeżeniem, że czas zawrócić z tej drogi. Gdy nie zrobi się tego w porę, system runie pod naporem absurdu, tak jak most runie, gdy zbudowano go ignorując prawa fizyki.

      Myślałem sobie o tych systemach filozoficzno-prawno-religijnych, które porządkują życie społeczeństw we wszystkich istotnych sprawach. Feliks Koneczny wyróżnił w swoich pracach 7 cywilizacji, które funkcjonują we współczesnym świecie: arabska, bizantyńska, bramińska, chińska, łacińska, turańska i żydowska. Koneczny drobiazgowo opisuje poszczególne cywilizacje. Pokazuje jednocześnie, ze różnice między nimi są na tyle istotne, że uniemożliwiają zgodne współżycie na jednym terytorium. Z tego wynika wprost, że nie jest możliwym zbudowanie jednej ogólnoludzkiej, globalnej cywilizacji. Odnoszę jednak wrażenie, że na naszych oczach są podejmowane próby, by taką cywilizację obejmującą cały świat zbudować, ignorując nauki Konecznego.

      Pozdrawiam
      • twoj_aniol_stroz Re: Refleksja 01.06.13, 08:02
        Popatrz jak różne myśli "idą" w procesji wink Mi towarzyszyła myśl bliskości Boga. Bóg wielki, wszechmogący, panujący nad wichrem i burzą, rozkazujący demonom jednocześnie jest moim Bratem i Przyjacielem. Mało tego, przychodzi na świat jako noworodek absolutnie zdany na łaskę i niełaskę człowieka, kruche, delikatne dziecko. A kiedy odchodzi to zostawia Siebie w Chlebie i Winie - w sumie też bezbronnie, bo można z tymi pokarmami zrobić wszystko. Całą procesję właśnie ta myśl mi towarzyszyła: jak dobrze jest mieć właśnie "takiego" Boga smile
        A co do nauki Feliksa Konecznego. Niestety żyjemy w czasie gdy absolutnie wszystko staje się teorią, którą można przyjąć lub odrzucić. Ludziom wydaje się, że wszystko jest względne i nie ma nic stałego, coraz mniej jest aksjomatów a coraz więcej treści poddawanych w wątpliwość. Multi-kulti to twór utopijny sam w sobie, ale politpoprawność nakazuje w absurdalny sposób trwać w nim i brnąć coraz dalej. Natomiast bardzo niepokojące jest to, że niezależnie od podważania aksjomatów społeczeństwo zachowuje się zgodnie z zasadami wypracowanymi dawno temu. A to oznacza, że zasada wahadła w danej kulturze obowiązuje również. Czyli skoro teraz mamy taką politpoprawność, że nie można powiedzieć Arab, ale człowiek o nieeuropejskich rysach twarzy to ma szansę skończyć się to potężnymi rozruchami na tle nacjonalistycznym i powrotem do bardzo ostrego w swojej formie nacjonalizmu.
        • otryt Re: Refleksja 01.06.13, 09:46
          twoj_aniol_stroz napisała:

          >Popatrz jak różne myśli "idą" w procesji

          W mojej procesji „szły” tylko myśli z pierwszej części mojego trzyczęściowego tekstu.
          Było mi po prostu bardzo dobrze, odczuwałem spokój i harmonię, bo Chrystus był tak blisko i widocznie w świecie, który na co dzień jest mój.

          Przyznam, że wcześniej nie za bardzo rozumiałem gestu klękania. To mi się kojarzyło z jakimś feudalnym symbolem poddaństwa i upokorzenia człowieka, pokazania jego miejsca w szeregu. Nie rozumiałem dlaczego Kościół odwołuje się w swoich gestach do sytuacji społecznych, gdy jeden góruje nad drugim?

          Teraz rozumiem to inaczej. Nadal uważam, że nie należy klękać przed drugim człowiekiem, bo Chrystus nas uczy, że wszyscy jesteśmy braćmi. Ale klęcząc przed Bogiem, to co innego. Poddając się w niewolę Bogu, czuję się coraz bardziej wolnym człowiekiem. To taki paradoks. Klękając w kościele spływa na mnie duży spokój i jest mi tak dobrze. Klękając na ulicznym asfalcie posypanym kwiatami też zyskują jakiś spokój, czując że ten świat, te ulice są bardziej moje.

          Pozdrawiamsmile
          • twoj_aniol_stroz Re: Refleksja 01.06.13, 20:15
            Tak Otrycie, bardzo czytelny był Twój podział, widocznie mój był mniej czytelny, że nie udało mi się tego tak wyraźnie podzielić na dwa tematy równoległe.
          • mader1 Re: Refleksja 01.06.13, 20:42
            " To taki paradoks. Klękając w kościele spływa na mnie duży spokój i jest mi tak dobrze. Klękając na ulicznym asfalcie posypanym kwiatami też zyskują jakiś spokój, czując że ten świat, te ulice są bardziej moje. "

            Tak, Otrycie! Widziałam, jak wnuczka najpierw klęknęła, potem "rozgościła" się na jezdni, na którą normalnie wchodzi z obawą. Ta jezdnia też stała się bardziej "jej". Potem świetnie rozdzieliła te sytuacje.
            • twoj_aniol_stroz Re: Refleksja 01.06.13, 21:56
              Naszym dzieciom też wyraźną radość sprawiało chodzenie po rondzie, po którym normalnie jeździmy samochodem. I potem możliwość siedzenia na krawężniku kiedy ksiądz proboszcz dziękował za wspólną procesję smile
              A dla mnie wygodą był... równy asfalt big_grin U nas kościół jest maleńki i czesto w lecie stoimy na zewnątrz. Tyle, że to jest dodatkowe wyrzeczenie w postaci kostki granitowej. Ona jest stosunkowo nowa, więc ostra i potwornie nierówna. Nie jest łatwo na niej klęczeć... I ten równiutki asfalt był taki wygodny! big_grin
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka