andrzej585858
03.04.16, 13:42
"Mężczyźni i kobiety, wolni i niewolnicy, wchodząc do świątyni, muszą przysiąc na wszystkich bogów, że nie żywią podstępnego zamysłu ani wobec mężczyzny, ani kobiety; że nie znają ani nie stosują żadnego szkodliwego specyfiku, który mógłby zostać użyty na szkodę ludzi, ani też nie znają i nie stosują szkodliwych zaklęć, napoju miłosnego, substancji wywołującej poronienie, środka antykoncepcyjnego, ani żadnego innego, który mógłby spowodować zabicie dziecka; że nie doradzają innym ich stosowania ani nie przekazują nikomu informacji o tego rodzaju rzeczach ".
- czytając powyższe słowa pierwsze co może przyjść do głowy to pytanie - a jaki to biskup napisał? bo to na pewno jakis nowy pomysł Kościoła. Co prawda, sformułowanie o przysiędze na wszystkich bogów nieco zastanawia. Kto więc jest autorem tych słów?
Niestety - tym razem nie mozna wszystkiego zwalic na biskupów którzy pogardzają kobietami i chca je ubezwłasnowolnić. Cytowany zapis to grecka inskrypcja znaleziona na stelli w Filadelfii mieście położonym na terenie dzisiejszej Turcji i datowana na przełom II/I w. przed narodzeniem Chrystusa. A więc o chrześcijanach jeszcze nikomu nawet nie śniło się - a już wtedy autor inskrypcji wyciaga bardzo surowe wnioski i posługuje się określeniem "dzieciobójstwo", tym samym stwierdzając że płód jest dzieckiem, a więc człowiekiem, i z tego tez powodu aborcja jest aktem zabójstwa. Tym samym stanowi przestępstwo o charakterze także religijnym, zakłócające ówcześnie akceptowane relacje między wiernymi a bóstwem.
" Kto nie pozwala człowiekowi się narodzić, zabija go przed czasem: nie ma znaczenia, czy zabija się osobę już narodzoną, czy też powoduje się śmierć w chwili narodzin. Jest już człowiekiem ten, kto ma nim być" - to natomiast są słowa Tertuliana tym razem już pisarza chrześcijańskiego, żyjącego na przełomie II/III wieku już naszej ery - ale nadal jest to świat antyczny. I jak widać z tego chociażby zapisu poglądu dotyczące aborcji pozostają takie same jak te zapisane na stelli znane jako "inskrypcja filadelfijska". Przenieśmy się teraz o prawie 2 tysiące lat i przeczytajmy te słowa:
"Kościół od początku twierdził, że jest złem moralnym każde spowodowane przerwanie ciąży. Nauczanie na ten temat nie uległo zmianie i pozostaje niezmienne. Bezpośrednie przerwanie ciąży, to znaczy zamierzone jako cel lub środek, jest głęboko sprzeczne z prawem moralnym". - tak brzmią słowa zapisane w Katechizmie Kościoła Katolickiego.
Trzy dokumenty - pomiedzy nimi 2 tysiące lat historii. Słowa zapisane przez ludzi pochodzących z diametralnie różnych środowisk, ale łączy je jedno - szacunek dla ludzkiego życia. Nikt tutaj nie mówi o dziecku jako o płodzie - gdyż "jest człowiekiem ten, kto ma nim być".
Życie jest darem i zarazem świętością.
Z czym natomiast mamy dzisiaj do czynienia? Jakiś czas temu powstało okreslenie "falandyzacja prawa" - naginanie prawa do granic mozliwości, a wszystko po to aby znaleźć umocowanie prawne dla podejmowanych decyzji. Wydaje mi się że z tym samym zjawiskiem mamy do czynienia w kwestiach dotyczących oceny moralnej danego czynu. Pojawiło się cos co mozna określić jako "falandyzację sumienia" - aborcja nie jest moralnie obojetna, ale czasem dopuszczalna - to jest właśnie ten przykład "falandyzacji sumienia" - tak jakby zło mogło miec jakieś odcienie. No cóż w końcu ktos wymyslił i wprowadził w życie teorię "mniejszego zła".
Warto zastanowić się nad definicją zarówna zła moralnego jak i miłosierdzia także bardzo często w kontekście aborcji poruszanego. Pozwolę sobie w tym miejscu na zamieszczenie dośc krótkiego, ale waznego artykułu jaki jeszcze mozna znaleźć na stronie portalu deon, ale zamieszczam go w całości, gdyż za kilka dni trudno zniknie w odmętach sieci:
"......Choć wirus Zika jest rzeczą nową, to argumenty za upowszechnieniem aborcji w związku z zagrożeniem zdrowia matki od dawna są dobrze znane. Mechanizm jest prosty, opiera się na kilku krokach.
Po pierwsze, znajdźmy jakieś zagrożenie zdrowotne, które dotyczy głównie kobiet ubogich. Po drugie, jako rozwiązanie zaproponujmy aborcję. Po trzecie, używajmy języka pełnego współczucia - najlepiej jeśli wypowie się kobieta zamożna, w dobrej kondycji zdrowotnej, wskazując, że wszystko czyni z motywów wyłącznie altruistycznych. Po czwarte, zacznijmy wskazywać winnych zaistniałego dramatu.
Zadbajmy, by w gronie oskarżonych znalazły się Kościół katolicki i organizacje pro-life oraz ich członkowie, wykazując, że nie wszyscy przecież w ostatnim czasie podjęli się adopcji dzieci niepełnosprawnych, co dowodzi ich obłudy.
Po piąte, przy każdej nadarzającej się okazji recytujmy całą litanię innych rozwiązań, które oczywiście można by zastosować w tej "tragicznej" sytuacji, jednak byłyby one czasochłonne i bardzo kosztowne. Rozwiązanie jest oczywiste - tylko aborcja daje szybką "pomoc" i oszczędność pieniędzy.
Bez względu na to, jak często argument o "miłosiernej" aborcji jest podnoszony, zawsze jest to droga donikąd. Przede wszystkim ubogie kobiety nigdy nie domagały się większego prawa do aborcji, w przeciwieństwie do ich zamożniejszych koleżanek.
Co więcej, badania pokazują, że liczba przerywanych przez nie ciąż jest zdecydowanie mniejsza w porównaniu z bogatszą grupą. A wszystko to mimo setek milionów dolarów przeznaczanych na projekty antykoncepcyjne wśród tego grona kobiet.
Po drugie, aborcja zawsze powoduje cierpienie kobiety, zwłaszcza jeśli jest związana z niepełnosprawnością dziecka. Kwestia ta nie podlega żadnej dyskusji. Znamy zbyt wiele historii kobiecych dramatów, by można było podważać tę tezę.
Kościół katolicki jest w tym temacie bardzo kompetentny ze względu na prowadzenie wielu poradni służących wychodzeniu z traumy poaborcyjnej. Przed paroma tygodniami miałam okazję rozmawiać z osobami, które usunęły ciąże będące wynikiem gwałtów.
Historie sięgały kilku, kilkunastu a nawet kilkudziesięciu lat wstecz. Bez względu jednak na ilość minionego czasu kobietom towarzyszył głęboki żal i smutek po utracie dziecka. Wiedziały, że podjęły nieodwracalną decyzję rzutującą na całe ich życie.
Po trzecie, zastanawiający jest fakt, iż orędownicy aborcji nie zauważają, jak wiele w kwestii opieki nad kobietami oraz ich dziećmi robią ich oponenci, a jak niewiele sprzymierzeńcy z ruchów pro-choice. Sytuację taką nazywam na własny użytek nagonką leniwych pro-choice na zapracowanych pro-life.
Po czwarte, uczciwe i kompetentne opracowania medyczne ostrzegają przed traktowaniem antykoncepcji jako cudownego środka rozwiązującego problem niechcianych i zagrożonych poczęć. Bez względu na to, jak moralnie oceniamy antykoncepcję, trzeba stwierdzić, że jej wpływ na organizm kobiety nie jest obojętny, a i skuteczność bywa podważana.
Badania dowiodły, że wiele kobiet z ubogich regionów świata, którym przekazano środki antykoncepcyjne, ostatecznie zaszły w ciążę. Specjalna amerykańska Komisja ds. Zdrowia orzekła, że funkcjonujące na rynku produkty antykoncepcyjne nie spełniają oczekiwań klientek, które masowo rezygnują z ich przyjmowania.
Dodatkowo uznała, iż wpływają one negatywnie na ich organizmy, zwłaszcza jeśli kobieta jest otyła (36% Amerykanek). Wskazała również na stosunkowo wysoki procent nieskuteczności środków, dochodzący aż do 30%.
Mimo faktu, że uzyskane dane Komisja przesłała odpowiednim instancjom już kilka lat temu, do dnia dzisiejszego nie wprowadzono żadnych zmian na rynku środków antykoncepcyjnych. Warto też wspomnieć o miliardach dolarów odszkodowań, jakie firmy farmaceutyczne co roku wypłacają kobietom i ich rodzinom za utracone zdrowie i życie.
Ostatecznie, nie można proponować abortowania dzieci z wadami rozwojowymi, nie dokonując tym samym wartościowania każdego ludzkiego życia na to zasługujące na rozwój i na to pozbawione takiego prawa. Już sam ten fakt powinien zamykać wszelką dyskusję nad aborcją z tzw. "litości" lub "miłosierdzia". "
<a href="