Dodaj do ulubionych

Dziecko ktore bije

16.12.04, 17:07
Witam wszystkich i prosze o rade. Jak przekonac dziecko, ze bicie jest zle,
ze istnieja inne sposoby wyrazania emocji. Kubus 2,5 roku jest bardzo
energicznym dzieckiem i nawet jak sie bardzo cieszy musi wyladowac energie i
wtedy zazwyczaj machnie tak reka, ze kogos uderzy. Juz tyle razy mu
tlumaczylam, ze innym jest przykro gdy tak robi, ze jego aniolek sie smuci,
ze mamusi jest smutno i wstydze sie za niego. Dodam tylko, ze spedzam z nim
caly dzien sama i chociaz staram sie go nie bic to czasem zdarzylo mi sie dac
klapa. Ake to juz byla ostatecznosc , gdy wszystkie inne metody zawiodly.
Obserwuj wątek
    • troojka Re: Dziecko ktore bije 16.12.04, 17:53
      witaj!
      mam synka w tym samym wieku i obserwuje to samo u niego. Mi tez zdarza sie dac mu klapsa, rozwiazania silowe stosuja tez miedzy soba z siostra starsza o dwa lata.
      To naturalny etap rozwoju ruchowego, trzeba mu tlumaczyc uczucia i odczucia innych ludzi (bolalo mnie, kiedy mnie uderzyles, przykro mi itp) i spokojnie przeczekac etap buntu. Ale nie meczyc go tymi tlumaczeniami, bo nie jest w stanie wiele z tego przyswoic.
      Naucz go podskakiwac z radosci, klaskac w dlonie, a kiedy sie zlosci, niech rysuje grubymi kredkami na grubym kartonie szybko (mozna tak uczyc przy muzyce - powoli przy spokojnej muzyce a energicznie przy glosnej- latwiej mu bedzie wtedy zrozumiec to, co sie w nim dzieje- halas przy zdenerwowaniu jak przy glosnej muzyce).
      pozdrawiam
      • magunia10 Re: Dziecko ktore bije 16.12.04, 20:20
        Dziekuje za dobra rade, napewno z niej skorzystam. Probowalam mu juz tlumaczyc,
        zeby klaskal ze szczescia ale sprobuje jeszcze z tymi kredkami. To dobry
        pomysl, zwlaszcza, ze lubi sie bawic przy muzyce.
        • sion2 Re: Dziecko ktore bije 17.12.04, 13:10
          Witaj,
          nie mam dzieci lecz za sobą dośc spore doświadczenia pracy z dwu- i
          trzylatkami. Kiedy pracowałam grupie przedprzedszkolnej z dwulatkami, miałam
          takich "delikwentów" co to potrafili walić po głowie sąsiada czym popadnie gdy
          tylko cos nie szło tak jakby chcieli. Były to dzieci inteligentnych,
          kochających rodziców, nie stosujących przemocy.
          Z moich obserwacji wynika,że bicie u dwulatków jest - przewaznie -
          spontaniczne.Nie jest praktykowanie po to,aby sprawić ból innemu człowiekowi
          lecz aby się wyładować, gdy nie zna się innego sposobu wyrazenia negatywnej
          emocji. A gdy jest dziecko na kogoś złe, chce w ten sposób wyrazić przykrośc
          jaką czuje, że ktoś mu na coś nie pozwala itp.
          Tłumaczenie w tym wieku powinnno być ograniczane do minimum nie tylko z powodu
          zbyt słabego uzywnia rozumu przez dziecko ale takze z powodu takiego, ze do ok
          4 lat dziecko zyje chwilą "tu i teraz", nie ma poczucia upływu czasu, nie
          potrafi myślą uprzedzić swojego działania ("następnym razem nikogo nie uderzę,
          bo już wiem,że to sparwia ból mamie"). Pamietam jak pracowałam jako opiekunka
          dla niemowlaka i trzylatka. To był początek mojej pracy u tych ludzi. Staś miał
          trudnosci z przyzwyczajeniem się, był niesamowicie zmienny w swojej reakcji na
          mnie, raz przybiegał z radościa, raz płakał "mamo nie idź" "tato ratuj" itd.
          Kiedy matka zapowiadała mu,że przyjdę i że będziemy robić razem np. tor
          wyścigowy Staś nie mógł sie doczekac, ciągle pytał "kiedy Kasia przyjdzie?".
          keidy przychodziłam, uderzał w płacz. Albo kiedy matka wracała opowiadał z
          przejęciem jak fajnie się bawił a kiedy przychodziłam następnego dnia, witał
          mnie histerią. Był totalnie rozchwiany emocjonalnie. W końcu matka poszła do
          psychologa. Rozmowa bardzo pomogła, bo psycholog wytłumaczyla,że Staś po prostu
          nie potrafi jeszcze pomyslec sobie tak "wczoraj była Kasia, fajnie się
          bawiliśmy, jak przyjedzie jutro też zrobimy coś ciekawego" - jest to za trudne
          gdy dla dziecka w tym wieku liczy sie tylko to, co w tej chwili przeżywa: teraz
          jest mi smutno że mama wychodzi to będę płakał, nie pamięta że będę z nim sie
          miło bawić.
          I podobnie jest z emocjami - dziecko jeszcze nie umie pokierowac ich wyrażaniem.
          Ja w przedszkolu stosowałam takie metody: co i rusz jakiś malec dostawał
          histerii, ze np. nie może wnieść sterty patyków do przedszkola ze spaceru.
          Towarzyszyłam dziecku gdy płakało, nie krzyczałam, mówiłam "jest co smutno,że
          nie mozesz wnieść patyków" itd., gdy dziecko sie ciskało mogło tupać, krzyczeć,
          rzucić się na podłogę, zamknąc w przedszkonym "domku" z kartonu itd. Nie wolno
          mu było jednego: zaatakowac fizycznie mnie albo inne dziecko. Wtedy
          nazwyczajniej w świecie trzymałam rękoma az się uspokoiło, albo wyprowadzałam
          do "pani kucharki" zeby się uspokoiło w innym pomieszczeniu.
          Szczerze powiem, ze raczej łatwo mi było pokierowac emocjami dzieci. Np. keidys
          miałam nowego malucha, który płakał za mamą. Płakał z małymi przerwami 5
          godzin, obsewrujac, co sie dzieje, czasami dając sie ponosić na rękach, ale
          generalnie nie tylko mnie starsznie bolała głowa ale i inne dzieci miały dość,
          były zdenerwowane. Poszliśmy do łazienki myć rączki przed obiadem, Max stał i
          płakał. W końcu Filipek doskoczył do niego i wymachując rączkami i podkskakując
          wrzasnął "przestań płakać!!!", ja w tym momencie powiedziałam najspokojniej w
          świecie "Filipku, Max bardzo tęskni za mamusią, moze raczej go przytul i
          pociesz". I Filipek w jednym momencie przytulił Maxia, prawie go miażdżąc.
          Te dzieci po prostu trzeba uczyć - tak jak wszytskiego innego - sposobu
          wyrażania emocji. Mocno i jasno postwić granicę "nie pozwalam, zebyś mnie bił,
          albo kogoś innego" ale jednoczesnie zeby dziecko czuło "jestem i rozumiem twój
          smutek/lęk/złe samopoczucie".

          I pzrede wszytskim za nic w świecie nie traktowac dosłownie deklaracji w
          stylu "nienawidze cię" "nie kocham cie" "idź sobie". Mały Staś przez miesiąc
          rzucał mi takie teksty. Mówiłam "jest ci smutno że mama wyszła i wolałbyś być z
          nią, tak?" i wtedy potakiwał. Ale... kiedy miesiąc upłynął Staś zaczął rzucać
          takimi zdaniami po to,zeby jakąś reakcję moją uzysac, nie tęsknił już za mamą,
          ale widział,że ja się przejmuję (w sensie, ze boleję nad tym, że on tęskni) i
          że może mnie "ukarać" takimi słowami . Wiec raz mu powiedziałam bardzo
          stanowczo "to był ostatni raz, kiedy tak sie do mnie odezwałeś, nie pozwalam ci
          tak mówić, gdyz sprawiasz mi przykrość" - powiedziałam to bardzo "groźnie" i
          powaznie. Wydaje mi się,że zroumiał wtedy, że nie może bezkarnie negatywnie się
          o innych wyrażac. Skończyło się jak ręką odjął. W ogóle skończyły się problemy
          i do tej pory, choć Staś ma już ponad 5 lat, kiedy się widzimy bardzo sie
          cieszymy oboje.

          Życzę cierpliwości :0).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka