Dodaj do ulubionych

wychowanie a negocjowanie

03.02.05, 11:40
Trafiłam w TV na rozmowę, gdzie z jednej strony było
wychowywanie, czyli stawianie wymagań, wychowawca w roli mistrza,
autorytetu, a z drugiej strony - negocjowanie, skupienie się na
wyrażaniu przez dziecko emocji. To tak w dużym skrócie.
I jeszcze była taka teza, że coraz częściej uczymy dzieci bardziej
świata emocji, wyrażania własnych emocji niż świata ducha, przy czym
ten duch to było piękno, prawda i tego typu sprawy.
Co o tym sądzicie? Czy jednak wychowanie, to nie jest całe bogactwo
stosunków rodzic - dziecko? No i co z tymi emocjami?
Obserwuj wątek
    • isma Re: wychowanie a negocjowanie 03.02.05, 14:48
      Na szybko mysle tak: dobrze jest umiec harmonijnie polaczyc te dwa podejscia ;-
      ))) (ale odkrywcza jestem, nie?). A w ogole, to moze wypracowac trzecie wink)).

      W mojej "rodzinnej rodzinie", a i chyba, na ile to jest przy niespelna
      trzylatce mozliwe, i w naszej rodzinie "obecnej", dominuje raczej to drugie
      podejscie (co by moglo wskazywac, ze to nie jest wynalazek ostanich lat).
      Autorytarne stawianie wymagan w zasadzie bezapelacyjnie obowiazywalo tylko w
      jednej sferze: zwiazanej ze zdrowiem i fizycznym bezpieczenstwem. Tu nie bylo
      miejsca na negocjacje.

      Teraz o trzecim podejsciu. Kiedys mi sie w oko rzucilo o takiej pedagogicznej
      teorii wychowawczej, nazywanej modelowaniem. Ze sie uczy przez przyklad. Nie
      narzucajac, ale tez i nie prowadzac z dzieckiem "negocjacji" na zasadzie
      rownoprawnego partnera. Dziecko moze wyrazac swoje emocje, rodzice ich nie
      tlumia, nie oceniaja negatywnie, ale one niekoniecznie maja wplyw (wlasciwie,
      zasadniczo nie maja wplywu) na zachowanie rodzica. I to mi sie chyba podoba ;-
      ))).
    • praktycznyprzewodnik Re: wychowanie a negocjowanie 03.02.05, 15:22
      A mnie sie wydaje, ze z tym wyrazaniem emocji to fajna rzecz, ale kryje sie w
      tym pewna pułapka.
      Co innego dusic w sobie emocje,
      co innego wyrazac je
      a co innego kontrolowac je i umiejestnie otoczenie o stanie swych emocji
      informowac.

      To ostatnie nazywa sie zachowaniem kulturalnym. I do tego własnie nalezy w
      wychowaniu dziecka dazyc.
    • glupiakazia Re: wychowanie a negocjowanie 03.02.05, 16:27
      Pewnie by to wymagalo dlugiego wywodu i zastanowienia, ale akurat siedze w
      pracy, wiec musze po lebkach smile)
      Generalnie jestem sceptyczna wobec takiego podzialu. Przeciez wychowanie to i
      emocje i negocjacje (ale sa rzeczy, ktore negocjacjom nie podlegaja), i
      autorytet, i wymagania, ale czasem tez i poblazanie. Na pewno trzeba uczyc
      umiejetnosci wyrazania swoich emocji, bo niewatpliwie jest to pewna sztuka,
      zeby swoje emocje przekazac w sposob czytelny, zrozumialy i nie obrazliwy. Ale
      zgadzam sie, ze emocje nie moga byc ostatecznym argumentem, a ich wydobycie z
      dziecka celem samym w sobie. To by sie chyba zgadzalo z ta teoria Ismy o
      modelowaniu.
      Szefa nie ma to opowiem wam jeszcze jedna historie, ktora gleboko zapadla mi w
      pamiec i dala duzo do myslenia:
      Bylam kiedys z najstarsza, miala wtedy chyba 5 lat, w sklepie z zabawkami, bo
      za cos tam miala obiecanego misia. Chodzilysmy miedzy polkami juz dobre pol
      godziny, ona oczywiscie nie mogla sie zdecydowac i ciagle mnie pytala: a ten ci
      sie podoba? a moze tamten? no i ja jej odpowiadalam, ze ten moze byc, a tamten
      mi sie nie podoba, a jeszcze inny jest taki sam jak juz masz w domu itp. przez
      caly czas. W pewnym momencie zauwazylam, ze miedzy polkami chodzi tez inna
      matka z corka w wieku mojej i tamta dziewczynka zadaje takie same pytania jak
      moja. Ale tamta matka na kazde pytanie odpowiadala: nie wiem, ale to nie wazne,
      bo to tobie ma sie ten mis podobac, wybierz sama. No i powtarzala to w kolo
      macieju. Ja sobie najpierw pomyslalam, ze wredna matka jestem, bo manipuluje
      dzieckiem albo moze chce jej cos nakazac, a to przeciez jemu ma sie podobac.
      Ale potem mnie olsnilo, ze przeciez to dziecko CHCE SIE NAUCZYC, ktory mis jest
      ladny, potrzebuje wzoru ladny-brzydki, i w naturalny sposob oczekuje, ze to my
      mu ten wzor damy. Dlatego od tej pory z duza rezerwa podchodze do teorii,
      wedlug ktorych uzywa sie w stosunku do dzieci (mam na mysli male oczywiscie)
      zdania typu: wybierz, co ci sie podoba, skoro tak czujesz, to zrob tak itp.
      Na naszym etapie rozwoju, przy jeszcze malych dzieciach dla mnie poznanie ich
      emocji sluzy temu, zebym mogla im te emocje starac sie tlumaczyc, a wiec tu juz
      pojawia sie pozycja "wyzszej instancji". Ze starszymi dziecmi, wyobrazam sobie,
      jest troche inaczej, zobaczymy jak dorosniemy smile)
      • mama_kasia Re: wychowanie a negocjowanie 06.02.05, 21:25
        Zwróciłaś uwagę na coś ważnego, na to, że dziecko "potrzebuje wzoru
        ladny-brzydki, i w naturalny sposob oczekuje, ze to my mu ten wzor
        damy". Chyba sobie tego do końca nie uświadamiałam... Dzięki smile
        • lucasa Re: wychowanie a negocjowanie 06.02.05, 23:37
          ja nie odpowiadalam Kasi na pytanie watkowe bo sama nie wiem. pewnie dobrze by
          bylo jakby byl taki i taki model w symbiozie. a jak bedzie u nas, nie wiem. u
          mnie w domu rodzinnym to raczej byl "sluchanie" sie (czy wsluchanie sie w)
          dzieci i taki nadmiar zaufania, ze po prostu glupio bylo zawiesc to zaufanie
          (przynaje, poza baaardzo sporadycznymi przypadkami).

          ale jakos nie potrafie sprecyzowac tego, co mi chodzi po glowie w tym watku
          pobocznym "z misiem" smile
          ja bym chyba raczej byla taka mama, ktora chodzi za dzieckiem i powtarza "sama
          wybierz, ktory ci sie podoba". a wzory bardziej widze jezeli chodzi o
          zachowanie w kosciele, w restauracji, odnoszenie sie do innych, podejmowane
          tematy do rozmowy itp. natomiast mysle, ze sporo we mnie luzu jezli chodzi o
          pojecie "brzydkie". pewnie gdyby dziecko chcialo slicznie rozowiaste meble do
          dziecinnego pokoju to bym powiedziala nie, bo jednak taki zakup jest na lata.
          ale jezeli rozowa tapeta ze szlaczkiem lalki barbie to dlaczego nie. jak za rok
          bedzie dziecko chcialo tapete z B.Spears - to trudno sad, ale tez dlaczego nie...

          wiem ,ze w przykladzie byla mowa o malym dziecku. i uczenia takiej moze tez
          wrazliwosci czy harmonijnosci, estetyki. ja jednak mam inne przyklady ze
          swojego zycia, juz gdy bylam starsza.
          ja juz w podstawowce zaczelam nosic dlugie, kwiaciaste spodnice i maksymalnie
          rozciagniete swetry (najchetniej taty, ktory jest postawnym mezczyzna),
          najczesciej w ciemnych kolorach. i jakos malo to mozna by bylo zakwalifikowac
          jako "ladne". a tymczasem nigdy nie uslyszalam komentarza nt. mojego ubioru.
          wiecej, ani o niego nie prosilam, a bym sie w ogole zdziwila, gdyby taki byl
          (poza zartami taty, ze z takiej ilosci materialu, to mozna by bylo uszyc dwie
          albo i trzy spodnice smile).

          a nastepny przyklad, tez juz z okresu podstawowki - mam mlodsza o 5 lat
          siostre, ktora z racji wieku traktowalam ciagle jako "mlodsza". zauwazylam w
          pewnym okresie, ze to ja sie robie dla niej autorytetem. i ze przytakuje mi na
          kazdym kroku. to bylo tylko przeczucie, ale po mojej "pulapce" smile)) typu "fajna
          jest ta rzecz, prawda?" "noooo, fajna, super" odpowiedzialam ostro, ze ta rzecz
          jest okropna, a ja tylko sprawdzam, czy siostra sama mysli, czy tylko powtarza
          za mna - i dalej wyklad w takim stylu... siostra, pamietam, miala wtedy lzy w
          oczach. ale od tej pory mialam osobe do rozmowy, czasami wrecz na przekor
          mowila rzeczy odwrotne niz ja, ale juz nie kogos kto mi tylko przytakiwal.

          sama nie wiem skad w takim wieku mialam poczucie, ze kazdy ma swoje zdanie, i
          jak to wybiera ani mi nic do tego, ani komus do mojego poczucia "ladne-
          brzydkie".

          wiem, ze to powyzsze dotyczy starszych dzieci. a co z mlodszymi? mam nadzieje
          (i przekonanie smile), ze nawet jak nie dostana tego wzoru we wczesnym
          dziecinstwie od rodzicow, o i tak jakis wzor beda mialy, z tym, ze swoj
          wlasny smile)) to nie znaczy, ze gorszy...

          to tak tylko kilka mysli, a nie polemika z postem "kazi"

          Agnieszka

          ps. nasza Karolina juz ma obrzydliwie rozowa (przepraszam wszystkie fanki
          rozowego) walizeczke dziecieca i niesamowicie rozowy i wozek dla ulubionej
          maskotki), no i trudno smile)), pewnie "ciekawsze" rzeczy jeszcze przede mna smile)))




    • mader1 Re: wychowanie a negocjowanie 04.02.05, 10:08
      Bardzo oryginalna nie bede wink u mnie w domu jest wszystko - i
      wyrazanie emocji i zasady i autorytet i kontestacja i pelna akceptacja smile
      i bledy, tracenie panowania nad soba i bezgraniczna cierpliwosc.
      Mam pelen przekroj wiekowy dzieciakow - pewnie stad ta roznorodnosc. Przez
      pare lat nauczylam sie paru rzeczy :
      1. najwazniejsza jest umiejetnosc zrezygnowania z przyjetej teorii czy metody
      postepowania, jezeli zle dziala, nie skutkuje. Podam przyklad. Jezeli
      dzieeckoo przychodzi zmeczone ze szkoly, z poczuciem pokrzywdzenia. troche
      poplakuje. Co trzeba zrobic ? Jasne. Dac sie wygadac.Przytulac. Wspolczuc.
      Wesprzec. Tyle teoria. Jedno z moich dzieci jest takie, ze gdybym tak
      postepowala, plakaloby do rana.Z zalem zrezygnowalam z tej pieknej teorii.
      Musze przytulic, wysluchac, wspolczuc, ale krotko, potem dociec prawdy,
      nakarmic, powiedziec, ze przesadza, ze nie jest tak zle, ze cos sie da
      zaradzic, poklepac po plecach i dac inny problem wink I panowac przeez caly czas
      nad czasem.
      Kazde z nich jest troche inne.
      2. Nie eksperymentowac zbytnio - jesli nie jest sie pewnym efektow.
      3. Przyznac, ze bedzie sie popelnialo bledy i nie jest sie doskonalym
      4 emocje jak napisala PP
      i pare innych punktow wink
    • glupiakazia Re: wychowanie a negocjowanie 07.02.05, 16:48
      Chcialam do Lucasy, ale nie wiem, jak to zrobic, zeby "wpadlo" pod jej post sad
      Jasne, ze sie zgadzam z tym co piszesz, ale to chyba rzeczywiscie bardziej
      dotyczy starszych, nastoletnich dzieci, tzn. jasne, ze przychodzi taki moment,
      ze sie chodzi w za duzych swetrach, starych trampkach itp. A i gusta rodzicow
      sie "dezaktualizuja" - mam to wlasnie teraz z moja mama: mam 30 lat z hakiem, a
      ona mi ciagle, ze jednak powinnam sie inaczej czesac sad
      Ale pamietam z dziecinstwa, mialam wtedy moze 8-10 lat, ze jak chodzilam z nia
      po sklepach czasami, to probowalam zgadywac, co jej sie podoba w ten sposob, ze
      wyglaszalam swoje zdanie i kiedy spotkalo sie to z jej aprobata, strasznie sie
      cieszylam. Do dzis dobrze pamietam te nasze wyprawy i dume jak czulam, kiedy
      udawalo mi sie wskazac cos co jej sie tez podobalo. Dume, ale tez zwykla
      radosc, ze mama nie byla wobec mojego wyboru obojetna (to oczywiscie
      uswiadomilam sobie juz pozniej), a takze to ze przez fakt, iz cos podoba sie
      nam obu - jestesmy w jednej druzynie. Bylo to dla mnie wtedy bardzo wazne,
      dlatego dzisiaj nie wzbraniam sie przed pojsciem z dziecmi do supermarketu
      (chociaz staram sie jak najrzadziej, bo wracam stamtad jak detka), a one tez
      sie naokraglo pytaja, czy mi sie to i tamto podoba...
      Mamo_kasiu, troche poboczny watek z tego wypaczkowal - bardzo przepraszam smile
      • mama_kasia Re: wychowanie a negocjowanie 07.02.05, 17:05
        Nie przepraszaj smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka