W czasie ostatniego spotkania przedkomunijnego u mojej córki dzieciakom
wręczono uroczyście poświecone książeczki do nabożeństwa. Po powrocie do domu
z apetytem rzuciłam się na lekturę – gł. z ciekawości i w nadziei, że coś
poza szatą graficzną się w tej dziedzinie zmieniło. Niestety. Sami oceńcie.
Modlitwa za ojca /cytuję in extenso/: „Boże, miej w swej szczególnej opiece
mego ojca. On tak ciężko pracuje na utrzymanie całej rodziny. On się troszczy
o cały nasz dom. Spraw, by mu sił nie zbrakło. Czuwaj, Panie, aby go źli
ludzie nie ciągnęli do wódki. Aby umiał zawsze zachować spokój i równowagę
ducha. Aby się częściej do nas uśmiechał. Daj mu odwagę wyznawania wiary
świętej, Mnie zaś, Panie naucz całym sercem kochać mego ojca i dawać mu tego
dowody na co dzień”.
Ja wiem, że treść tej modlitwy prawdopodobnie boleśnie przystaje do
doświadczeń życiowych wielu dzieci w Polsce. Kłopot w tym, że takie dzieci,
jak moja córka, nie mają najmniejszej szansy się w tej wizji świata odnaleźć.
Czy modlitwa nie mogłaby być nieco bardziej uniwersalna, mniej konkretna? Czy
nie lepiej modlić się po prostu o potrzebne łaski Boże dla ojca i miłość do
niego?
Modlitwa do matki też mocno mnie zirytowała: „... dla mego dobra poświęca
cały swój czas, poświęca młodość i siły...” O babci: „Widzę, jak bardzo się
męczy codzienną pracą w naszym domu (/... ) Ty daj jej jeszcze długie lata
życia.
Udręczone matki Polki, utracona młodość i siły, żadnej radości (co za
kontrast z cudownymi miłosnymi faworkami Mader!

), miłość jako ciężki
obowiązek...
Twardo trzymają się w książeczce stare „pytania-wyznania” rachunku
sumienia: „Dobrowolnie przyzwalałem na wyobrażenia... myśli... pożądania
nieskromne (ile razy?) /to miejsce na liczby nieodmiennie mnie wzrusza, co za
precyzja!/ (...) Namawiałem... zachęcałem innych do grzechów nieczystości...
(ile razy?) Dopuściłem się grzechu nieskromnego sam... za innymi... (ile
razy? z kim?)" Kurczę, moja córka ma 8 lat i czyta „Dzieci z Bullerbyn”,
jeśli może zgrzeszyć nieczystymi myślami, to na pewno nie w związku z szóstym
czy dziewiątym przykazaniem! Ponury paradoks polega na tym ,że modlitewnik
ma sporą szansę podsunąć jej zainteresowanie w/w kwestiami. Powiecie może,
że książeczka jest na całe życie. I może tu tkwi błąd? Zuzka ma bardzo fajny
modlitewnik dla dzieci. Czemu nie dawać modlitewników „dorosłych” np. dopiero
w momencie Bierzmowania?
I jeszcze próbka wzruszających definicji z „Podstaw katechizmu”, które tak
zawsze szokowały moich znajomych-francuskich katolików:
„Kto to jest człowiek?
Człowiek jest to stworzenie rozumne, złożone z ciała i duszy nieśmiertelnej”.
„Na co /po jakiemu to???/ Pan Bóg stworzył człowieka?
Pan Bóg stworzył człowieka, aby Pana Boga czcił, kochał i służył Mu, a przez
to osiągnął życie wieczne”
Powala swoją łopatologiczną prostotą. I nasuwającą się nieodparcie analogią
ze słynnymi pytaniami typu „Co ma żołnierz w spodniach?” – „Długo chodzić”.
A jak u Was? Pocieszcie mnie, że ja tylko pechowo trafiłam...