Dodaj do ulubionych

"Swietosc dwojga"

03.06.05, 10:57
Wlasnie przeczytalam bardzo ladna przedmowe do ksiazki o pierwszym
blogoslawionym malzenstwie

www.mateusz.pl/czytelnia/wiez-malzonkowie.htm
Zwlaszcza wzruszajace jest cytowane pod koniec wyznanie milosci zony do meza,
ale chcialam o czym innym.

Jest tam dla mnie pewna sprzecznosc logiczna, dotyczaca zycia seksualnego
malzonkow.
W jednym miejscu autor pisze:

"Dzisiaj Jan Paweł II głosi natomiast prawdziwie rewelacyjną, głęboko
biblijną „teologię ciała” i pokazuje współczesnemu światu, że pełna oddania
miłość erotyczna chrześcijańskich małżonków jest obrazem wewnętrznego życia
samego Boga, wyraża bowiem komunię osób. Chociaż ten sposób myślenia
teologicznego nie jest jeszcze powszechny w nauczaniu i duszpasterstwie
Kościoła, to można uznać, że poprzez wyniesienie na ołtarze pary małżeńskiej
epoka nieufności i podejrzliwości wobec małżeństwa została symbolicznie
zakończona."

A w innym:

"Na przykład w ramach dążenia do doskonałości, za namową spowiednika, po
ponad 20 latach małżeństwa złożyli ślub czystości, rezygnując ze współżycia
seksualnego (Alojzy miał wtedy 46 lat, a Maria 41)."

No wiec jak to jest? Komunia osob - obraz wewnetrznego zycia samego Boga,
czy jednak przeszkoda w dazeniu do doskonalosci?
Obserwuj wątek
    • mama_kasia Re: "Swietosc dwojga" 03.06.05, 11:17
      Na gorąco odpowiadam, bo nie czytałam jeszcze tego tekstu,
      ale myślę, że taki ślub czystości może być tym, o czym
      pisał św. Paweł, gdy namawiał do bezżenności. "Pragnąłbym,
      aby wszyscy byli jak i ja, lecz każdy otrzymuje własny dar
      od Boga: jeden taki, a drugi taki. Tym, którzy nie wstąpili w związki
      małżeńskie, oraz tym, którzy już owdowieli, mówię: dobrze będzie,
      jeśli pozostaną jak i ja. Lecz jeśli nie potrafiliby zapanować
      nad sobą, niech wstępują w związki małżeńskie." Nie odnoszę tego listu
      do tego, że małżeństwo jest z chęci zaspokojenia swoich
      popędów wink)), ale czytając to mam niejasne wrażenie, że celibat
      to piękna sprawa, ... choć nie dla mnie smile I tak bym też patrzała
      na decyzję tych dwojga. Ja to rozumiem i zupełnie nie odczytuję współżycia
      jako przeszkody w dążeniu do doskonałości.
    • kulinka3 Re: "Swietosc dwojga" 03.06.05, 11:19
      Po miłości i odpowiedzialności Jana Pawła II propozycja spowiednika, który
      namawia małżeństwo do złożenia ślubu czystości wydaje się absurdalna.Małżonkowie
      to nie celibatariusze.A dążenie do doskonałości małżeńskiej nie ma nic wspólnego
      z zaprzestaniem współżycia. Kiedyś jednak inaczej do tego podchodzono i zwraca
      na to uwagę autor wstępu pisząc, że "życie ( błogosławionych) w niektórych
      wymiarach było próbą przystosowywania duchowości zakonnej do realiów
      małżeństwa". Na szczęście te czasy minęły.
      Pozdrawiam
    • isma Re: "Swietosc dwojga" 03.06.05, 12:01
      Ooo, Kazinko, tylko nie dzis, bo to jest jeden z moich konikow, a mam
      monstrualnie duzo pracy w pracy!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

      Ale, potwierdzam, dla mnie to tez absurd. Powiem wiecej - na imieniny dostalam
      od kolegow w pracy grubasny buch pt. Swieci malzonkowie. Jego lektura
      dostarczyla nam ze slubnym wiele, niezamieroznej chyba przez autora, uciechy,
      ale uderzylo nas jedno: wszyscy swieci malzonkowie mieli duza liczbe dzieci,
      statystycznie gdzies srednio kolo pieciorga. Calkiem bezdzietni, to owszem,
      byli, ale dlatego, ze zyli w malzenstwie jozefowym, czyli zero seksu ;-(((.

      Malzonek, zaciekawiony, przewertowal te 400 stron w poszukiwaniu rodzicow
      jedynakow. I co sie okazalo? Ze, owszem, sa rodzice jedynaczki, tyle, ze oni
      wlasnie wiedli zycie wystepne, bezbozne i pelne uciech, i dlatego mieli tylko
      jedno dziecko (!!!!), a nawrociwszy sie w jesieni zycia, gorzko tego zalowali.

      Czyli, ze jestesmy skresleni wink))).
      • mader1 Re: "Swietosc dwojga" 06.06.05, 10:10
        no tak... bo co to za bohaterstwo mieć jedynaka smile)))) Ale może przełamiecie
        tę passę wink Uszy do góry, jesteście na dobrej drodze wink
        • isma Re: "Swietosc dwojga" 06.06.05, 14:56
          O, szczegolnie w kontekscie tego, ze mozna sie nAwrocic w jEsieni zycia, to na
          bardzo dobrej wink)).
    • minerwamcg Re: "Swietosc dwojga" 03.06.05, 12:15
      Prawda jest. Dla mnie małżeństwa żyjąca "jak brat i siostra" są nonsensem:
      jeżeli ludzie nie chcą ze sobą współżyć, to po cholerę się żenili? Nie lepiej
      iść do klasztoru, albo żyć nie pobierając się? Czasem mam wrażenie, że używają
      sakramentu niezgodnie z przeznaczeniem - to tak, jakby ksiądz po przyjęciu
      święceń nie miał zamiaru odprawiać mszy, spowiadać, głosić kazań...
      Jakby "podkradli" jakąś łaskę, która im się nie należy.
      Złem też wydaje mi się uważanie współżycia za "narzędzie" potrzebne wyłącznie
      do spłodzenia potomstwa. Urodzić dzieci, a potem koniec, wynocha z sypialni, bo
      my tu (spełniwszy przykry obowiązek) się będziemy teraz ćwiczyć w doskonałości.
      Żegnaj szlafmyco, witaj kaplico. Do białej pasji doprowadza mnie
      fragment "Konfesjonału" Grabskiego, w którym świątobliwy ksiądz Sadok ubolewa,
      że nie znalazł w parafii dość uduchowionej pary, żeby zalecić jej złożenie
      ślubu czystości w małżeństwie. Agrrrhhh. Za takie zachęcanie do
      sprzeniewierzania się łasce sakramentu powinna być suspensa.
      • isma Re: "Swietosc dwojga" 03.06.05, 14:01
        minerwamcg napisała:

        >> Żegnaj szlafmyco, witaj kaplico.

        Minerwa!!! Ty pisz tego bloga, bo piszesz bosko, cokolwiek by to mialo
        oznaczac wink))
      • mader1 Re: "Swietosc dwojga" 06.06.05, 10:01
        to "podkradanie " łaski bardzo do mnie przemawia smile
    • stokrocja Re: "Swietosc dwojga" 03.06.05, 12:23
      Polecam lekture książki Parami do nieba Zbigniewa Nosowskiego:
      andrzej.kai.pl/ekai/ksiazki/?MID=8629
      Powyżej link do opisu ksiązki Jest w niej o małżeństwie, o tórym Kazia wspomina
      • glupiakazia Re: "Swietosc dwojga" 03.06.05, 14:22
        Stokrocjo, dzieki. Wybieram sie dzis do ksiegarni archidiecezjalnej, to zwroce
        uwage smile
    • stokrocja Re: "Swietosc dwojga" 03.06.05, 12:26
      A to jeszcze znalazlam na mateuszu:
      www.mateusz.pl/mt/fragmenty/wiez/pdn/
    • glupiakazia Re: "Swietosc dwojga" 03.06.05, 14:17
      No wlasnie. Ja chyba tez mam takie odczucie, ze to raczej absurdalne. Cos w tym
      jest, jak napisala Minerwa, ze to takie troche uzywanie sakramentu niezgodnie z
      przeznaczeniem. Mysle sobie o bialym malzenstwie np. sw.Kingi i dochodze do
      wniosku, ze w tamtych czasach, kiedy malzenstwo bylo polityczna koniecznoscia i
      osoba taka jak ona, z powolaniem do zycia zakonnego - musiala wyjsc za maz, to
      wtedy taki slub czystosci mial gleboki sens. Ale dzisiaj?
      No, ale jednak nadal jest to rozumiane przez Kosciol jako "dazenie do
      swietosci" i - jak rozumiem - jest jednym z argumentow przemawiajacych za
      oficjalna beatyfikacja. Cos tu jednak nie halo. Chyba ta pochwala bialego
      malzenstwa wynika wlasnie z przeszlosci, z takich przypadkow jak sw.Kingi. A
      nauka JPII jest przeciez jeszcze bardzo swieza, pewnie musi uplynac jeszcze
      sporo czasu zanim "wejdzie w krew" Kosciolowi.
      A ciekawa jestem tez, jaki bylby stosunek Kosciola do wspolczesnego malzenstwa
      takiego jak Kingi - bezdzietnego z wyboru, bo bialego? Dzisiaj, kiedy
      zawieranie malzenstw nie jest polityczna koniecznoscia, poswieceniem sie dla
      dobra narodu itp.

      p.s. Ismo wspolczuje "goracego" piatku, pociecha, ze jutro weekend smile)
      A ja akurat mam luzy na maxa, wiec surfuje, surfuje...
      • darthx Re: "Swietosc dwojga" 03.06.05, 16:43
        Rozmawiałam kiedyś z misjonarką, młodą zresztą dziewczyną o małżeństwach w
        jakimś ruchu, nazwy nie pamiętam bo francuska Chemin coś tam... małżeństwach
        celibatariuszy. No i ona powiedziała, że skoro małżonkowie mają już dziecko
        (dzieci), to życie zostało przekazane, więc cel małżeństwa spełniony, w związku
        z tym... nic nie stoi na przeszkodzie złożeniu ślubu czystości. Pamiętam jak
        wielki opór wzbudziło we mnie jej myślenie. Wydało mi się to okropnym
        zubożeniem sfery seksualnej i sprowadzeniem jej wyłącznie do prokreacji. Jak
        mnie uczono na różnych rekolekcjach trzy filary małżeństwo trzymają: ołtarz
        (eucharystia), stół i łóżko, mówiąc symbolicznie. I faktycznie doświadczam tego
        też w swoim życiu jak wielką łączność i komunię te trzy meble budują.
        Też wydaje mi się białe małżeństwo absurdem... chyba teraz Kościół już nawet
        nie pochwala takich praktyk? Kiedyś pytałam swojego spowiednika o to
        (bynajmniej nie z chęci zastosowaniasmile, odpowiedział, że białe małżeństwa są
        nie do obrony.
        No tak, ale kiedyś w ogóle na seks patrzono jak na zło konieczne (co nie
        przeszkadzało ludziom z niego korzystać), a świętość była postrzegana jako stan
        dostępny prawie wyłącznie osobom w zakonach. Chyba mało kto myślał wtedy, że
        małżeństwo jest równoprawną drogą do świętości.
        I w końcu trzeba przypomnieć, że po pierwsze : wspomniani małżonkowie złożyli
        te śluby jednak po 20 latach, może krew im się już ostudziła i potrzeby
        zmalały? po drugie - no właśnie, nie zawsze i nie dla każdego seks jest czymś
        super fajnym, zwłaszcza kiedyś, gdy małżeństwa były zawierane z innych
        względów niz miłość... więc może dla niektórych z tamtych ludzi to była nawet
        ulga a nie wyrzeczenie?
      • lucasa Re: "Swietosc dwojga" 03.06.05, 16:55
        hej Marysiu, dziekuje za ten watek! ja sama mialam dziwne odczucia po
        przejrzeniu ksiazki Parami do nieba,
        na poczatku - super, ze tyle malzenstw,
        a potem jednak kubel zimnej wody - tak, oni byli przewaznie kanonizowani
        osobno, niekiedy nawet w ich biografii nie bylo wzmianki, ze byli
        zonaci/zamezne sad((. no i wlasnie - wszysce sluby czystosci, a najczesciej
        ucieczka (ja to tak rozumie) do zakonu. tak, to bylo w przeszlosci, a teraz sie
        zmienilo?

        ja jak dostalam ta ksiazke to poczulam pewnego rodzaju wyzwanie smile. i zachete.
        (bylam kiedys na mszy slubnej i ksiadz w homilii pieknie mowil jak malzonkowie
        sa odpowiedzialni za wzajemny rozwoj duchowy i uswiecanie). a jednak mimo, ze
        slyszlam wszedzie o tej ostatnie parze (b. mi sie podoba, ze data slubu jest
        podkreslona), to jednak czulam jakby "rozczarowanie" ze zlozyli sluby
        czystosci - wlasnie jakby tez uwazali, ze samo (!) zycie malzenskie jest
        niewystarczajace.

        wiec jaki tu wzor do nasladowania dla nas?

        ksiazka na razie lezy i nie czytam. moze jeszcze przyjdzie na nia czas...

        pozdrawiam
        A

        • nulleczka Re: "Swietosc dwojga" 03.06.05, 22:44
          Wzór do naśladowania pewnie żaden. Mnie odpycha swoją dziwacznością.smile A z
          drugiej strony taka mi myśl przyszła do głowy, że w sumie nie znamy intencji
          tych ludzi - dlaczego złożyli ślub czystości? Może chcieli wynagrodzić Bogu za
          nadużycia seksualne, które dokonują sie także w małżeństwach ? A może ich
          postawa pomaga tym, którzy z jakichś tam przyczyn niezależnych od nich (np.
          kalectwo)nie mogą ze soba współżyć i widzą - że jednak bez tego (ważnego
          elementu)można budować miłość małżeńską? No nie wiem....Takie mi się mysli
          tłuką po głowie...Może trochę bez sensu
          Mnie jeszcze zastanowił tekst z listu św. Pawła do Kor. "Nie strońcie od
          współżycia ze sobą, chyba za wspólną zgodą do pewnego czasu, aby oddać się
          modlitwie, a potem znowu podejmujcie współżycie, aby was szatan nie kusił z
          powodu niepowściągliwości waszej".No nie rozumiem - czy żeby oddać się
          modlitwie, trzeba rezygnowac ze współżycia? Czy może chodzi o czas jakiejs
          szczególnie intensywnej modlitwy? I ta intencja powrotu do współżycia - żęby
          was szatan nie kusił...
      • luccio1 Re: "Swietosc dwojga" 05.06.05, 21:42
        "Białe małżeństwo" św. Kingi było jedynym sposobem, biorąc pod uwagę czas, w
        którym oboje żyli, i ich pozycję społeczną (panujący), aby ukryć niemożliwość
        spełniania "obowiązków małżeńskich" przez księcia Bolesława Wstydliwego. Ofiarę
        poniosła tutaj tylko jedna strona: kobieta.
        O tym pisze ks. prof. Bolesław Przybyszewski w biografii św. Kingi.
        Pozdrawiam. Łukasz.
        • glupiakazia Re: "Swietosc dwojga" 06.06.05, 09:54
          A to ciekawe, nie wiedzialam. No to tym bardziej te sluby to pic na wode
          fotomontaz. Chyba, ze ks.prof. sie myli, bo sadze, ze w procesie kanonizacyjnym
          Kingi wszystko zostalo dokladnie przeswietlone. Pytanie tylko, czy - gdyby to
          byla prawda i slub czystosci nie byl potrzeba serca, tylko wygodnym i na
          dodatek swiatobliwym wyjsciem z klopotliwej sytuacji - byloby to przeszkoda w
          kanonizacji? Pojecia nie mam. Z jednej strony to przeciez nie grzech -
          zwlaszcza nie jej, ale z drugiej takie troche naduzycie instytucji slubu
          czystosci...
          • aka21 Re: "Swietosc dwojga" 06.06.05, 11:22
            Jeśli chodzi o św.Kingę, jej małżeństwo i śluby czystości, to tak z
            przymrużeniem oka i abstrahując od tego co pisał Łukasz, mój mąż zwykł mówić:
            Kinga została świętą ,a Bolesław tylko Wstydliwymwink.
            A tak na poważnie, to wydaje mi się, że na te pary z dalekiej przeszłości to
            niestety musimy patrzyć przez pryzmat historii i ówczesnych poglądów Kościoła,
            gdzie świeccy nie mieli tak naprawdę nic do powiedzenia, a cała sfera seksualna
            była postrzegana jako grzeszna.
            Bardzo podoba mi się określenie świętych par małżeńskich. Mam nadzieję, że
            nastaną te czasy gdy na ołtarze będą wynoszeni małżonkowie za ich święte
            małżeństwa, a nie ich pozostałą "działalność". Co do ślubów czystości to te
            czasowe rozumiem w podobny sposób jak wezwanie np. do postu. Warunkiem jest
            tylko obopulne pragnienie małżonków (a chyba nie tylko zgoda drugiego), bo
            wszystko co ma być podjęte w małżeństwie to ma go budować, a nie wystawiać na
            dodatkowe pokusy. A łaska Boża swoje czyni. Co do białych małżeństw to dla mnie
            też niezrozumiałe wyzwanie, ale może są i takie potrzeby w Kościele, może w
            sercach tych ludzi budzi się powołanie do takiego wyrzeczenia (i bynajmniej nie
            z przekonania, że ta strefa jest grzeszna). Nie wiem (za mało na ten temat
            czytałam) czy jest to jakiś warunek , żeby małżeństwo wynieść na ołtarze? Mam
            nadzieję, że nie!
            Nauczanie JPII wiele wniosło w postrzeganie w Kościele osoby ludzkiej jako
            całości we wszystkich jej aspektach. Zmienia się również spojrzenie na
            płciowość, akt małżeński i samo małżeństwo.
            Dla mnie świętość dwojga to życie w świecie nie należąc do świata i wzajemna
            odpowiedzialność w tej drodze. To oczywiście ideał do którego, choć trochę
            chciałabym, żebyśmy się zbliżali (małymi kroczkami)smile).
            Pozdrawiam wszystkich!!
            • mama_kasia Re: "Swietosc dwojga" 06.06.05, 11:52
              Mam nadzieję, że
              > nastaną te czasy gdy na ołtarze będą wynoszeni małżonkowie za ich święte
              > małżeństwa, a nie ich pozostałą "działalność".

              Bardzo mi się spodobało to, co napisałaś.
              Też mam taką nadzieję.
        • isma niemoznosc i malzenstwo 06.06.05, 19:35
          No, ale zaraz.
          Kannie, jesli to czytasz, kochanenki - to przeciez chyba malzenstwo takie (w
          ktorym jedna ze stron nie moze spelniac obowiazkow malzenskich) w ogole nie
          jest wazne...
          Ja wiem, ze niewaznosc sie stwierdza po ewentualnym rozpadzie malzenstwa, no,
          ale...
          • mader1 Re: niemoznosc i malzenstwo 08.06.05, 17:20
            niemożność odbycia stosunku małżeńskiego powoduje nieważność, jenakże
            trzebaby znać szczegóły ,bo niekanoniści mają czasem inne "nazewnictwo". Bywały
            różne tendencje na przestrzeni wieków w tej dziedzinie - dotyczyło to
            szczegółów, ale zawsze... Powstała na ten temat interesująca praca prof. H.
            Stawniaka badająca sprawę na przestrzeni wieków i sugerująca, że być może
            kanonistyka pójdzie w kierunku udzielania ślubu małżeństom , niemogącym
            współżyć. To jedna z hipotez.
        • czarna_jagodka Re: "Swietosc dwojga" 08.06.05, 09:57
          luccio1 napisał:

          > "Białe małżeństwo" św. Kingi było jedynym sposobem, biorąc pod uwagę czas, w
          > którym oboje żyli, i ich pozycję społeczną (panujący), aby ukryć niemożliwość
          > spełniania "obowiązków małżeńskich" przez księcia Bolesława Wstydliwego.
          Ofiarę
          >
          > poniosła tutaj tylko jedna strona: kobieta.
          > O tym pisze ks. prof. Bolesław Przybyszewski w biografii św. Kingi.
          > Pozdrawiam. Łukasz.

          A z tego co ja czytałam było odwrotnie. Kinga wymuszała na małzonku składanie
          slubów czystości. Ponoć Bolesław wcale nie był taki wstydliwy, a przydomek
          dopisano mu zupełnie niesłusznie.
        • direta Kinga 11.06.05, 22:57
          luccio1 napisał:

          > "Białe małżeństwo" św. Kingi było jedynym sposobem, biorąc pod uwagę czas, w
          > którym oboje żyli, i ich pozycję społeczną (panujący), aby ukryć niemożliwość
          > spełniania "obowiązków małżeńskich" przez księcia Bolesława Wstydliwego.
          Ofiarę poniosła tutaj tylko jedna strona: kobieta.
          > O tym pisze ks. prof. Bolesław Przybyszewski w biografii św. Kingi.
          > Pozdrawiam. Łukasz.

          A masz jakis link?
          Bo ja dotad sądziłam, że było odwrotnie. tak przynajmniej wynikało z kronik. Że
          to Kinga unikała Bolesława, a on dość mocno z tego powodu cierpiał.
          Dlatego bardzo mnie dziwi to, co piszesz i zastanawiam się na jakich
          przesłankach opiera to x.prof.
    • mader1 Re: "Swietosc dwojga" 06.06.05, 10:08
      teologia ciała JPII to stosunkowo niedawna, rewolucyjna teoria. W dodatku same
      katechezy " Mężczyzną i niewiastą" nie są łatwe do kupienia. Choć nie są
      niezrozumiale, egzemplarze do których dotarłam, są wydane z omówieniami i dosyć
      drogo, poszatkowane na cżęści..... To wszystko sprawia, że według mnie nie jest
      to temat znany dobrze. Teraz zrobiła się moda, by mówić " piękna teologia
      ciała", ale mam wrażenie, że do wielu tekst żródłowy nie do końca dotarł.Nie
      zastanowili się, co naprawdę powiedział JPII Wiem, wiem, że tak nie powinno
      być, ale piszemy tu jak jest, nie jak powinno być.
    • mader1 Re: "Swietosc dwojga" a czy myślicie.... 06.06.05, 13:00
      .... że tacy przyszli święci to mogą się dużo kłocić ? Czy raczej to powinni
      być tak oddani wobec siebie, że tylko głaskać, calować i wspierać ?
      • glupiakazia Re: "Swietosc dwojga" a czy myślicie.... 06.06.05, 13:25
        Mader, masz jakis problem? smile))))
        To zachacza o watek anndelumester i to, co w nim napisalas smile
        • mader1 Re: "Swietosc dwojga" a czy myślicie.... 06.06.05, 14:37
          Eeee.... że ja ? Nieee..... ja często mam paskudne myśli sad że moznaby się
          pokłócić smile))), ale od kiedy pisuję na forum , to jakaś bardziej milcząca
          jestem, bo myślę o tym, co napisałyście i wygląda, że tak się skupiam nad
          gotowaniem czy parsowaniem smile)))
          Nie. Tylko pomyślałam sobie, że takie małżeństwo, które jest dla mnie jakimś
          niedoskonalym , ale przecież wzorem, to jest teraz często w stanie kłótni.Mają
          niezwykle barwne osobowości.
          Jest dla mnie niesamowitym świadectwem to, że z bardzo różnymi, nie
          uzupełniającymi się charakterami, wieloma problemami, zakrętami zyciowymi,
          różnymi zdaniami na każdy temat - że oni ze sobą są. Że modlą się ze sobą.
          Kochają się. Sprzeczają. Że Bóg jest w ich domu Osobą ,ze względu na którą
          wiele zmieniają, próbują, robią.Zastanawiam się czy mogą być święci smile
          wielodzietni smile
          • isma Re: "Swietosc dwojga" a czy myślicie.... 06.06.05, 14:54
            mader1 napisała:

            > Są
            > wielodzietni smile

            To juz cos wink)).
            • mader1 Re: "Swietosc dwojga" a czy myślicie.... 06.06.05, 15:32
              tak myślałam, że od tego można zacząć wink))))
              chciałabym, żeby zostali świętymi małżonkami. Byli razem w neo, teraz on nie
              jest - bo długo nie mogło być spokojnie smile
          • mama_kasia Re: "Swietosc dwojga" a czy myślicie.... 06.06.05, 15:13
            Zastanawiam się czy mogą być święci smile

            Czemu nie. Sama zamierzam dojść do świętości,
            a charakterek wybuchowy to mam wink))
            No, ale już trójka jest, to dobry krok, nie Isma wink)))))
            • samboraga Re: "Swietosc dwojga" a czy myślicie.... 06.06.05, 15:22
              co Wam dzisiaj z tymi wielo-dziećmiwink
              wczoraj miałam potwornego doła na dzieci właśnie, czasami mnie nachodzisad
              a tu wszyscy w przedszkolu - po troje co najmniej, dzisiaj na forum-wszystkie
              drogi prowadzą do wielo-dziecicrying
              a ja - marzę o wielu, nie mogę mieć wielu, jak będzie jeszcze jedno to będzie
              fantastycznie, ale jak nie, a jeszcze mój syn zostanie księdzem to rodzinę
              czeka wymarcie...no, bo na świętość rozumiem, że nie mam szans;-(
              buuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu
              • mama_kasia Re: "Swietosc dwojga" a czy myślicie.... 06.06.05, 15:27
                Samoborago kochana, masz wielką szansę na świętość smile)
                jak każdy zresztą.
                A ja przecież niewielodzietna, bo tylko troje wink i to
                cud, że są. I ciągle mnie dziwi, że są.
              • mader1 Re: "Swietosc dwojga" a czy myślicie.... 06.06.05, 15:30
                No co Ty... ( teraz Cię głaszczę)... co Ty...
                Nam tu wszystkim do wielodzietności daleko - co to jest troje dzieci..... I ja
                musiałam na tego swojego trzeciego czekać - a i tak nie przypuszczalam nawet,
                nawet mi się nie śniło, że będzie mógł się pojawić - jeszcze w 2000.
                • a_weasley Ile to jest wiele 08.06.05, 02:15
                  mader1 napisała:

                  > No co Ty... ( teraz Cię głaszczę)... co Ty...
                  > Nam tu wszystkim do wielodzietności daleko - co to jest troje dzieci...

                  O przepraszam. Jak na rozmowie przedmałżeńskiej nadmieniliśmy, że - jeśli Szef
                  pozwoli - chcemy mieć troje dzieci, to potem narzeczona podejrzała, że ksiądz
                  zanotował na protokóle "Planują rodzinę wielodzietną".
                  • mama_kasia Re: Ile to jest wiele 08.06.05, 09:41
                    Niektórzy uważają, że wiele to już dwoje wink))
                    A jak ktoś ma problemy, to i jedno jest już wiele.
                    A co powiedzieć o tych, którzy poczęli, ale dzieci
                    się nie narodziły. Oni też już mają wiele, tylko nie
                    tutaj?
                    Dla mnie to "wiele" to naprawdę rzecz względna.
                    • aka21 Re: Ile to jest wiele 08.06.05, 10:27
                      Całkowicie się zgadzam! Myślę, że ilość dzieci to osobista sprawa między
                      małżonkami, a Bogiem. Ważna jest szczerość w tym dialogu. Są małzeństwa które
                      chcą mieć wiele (znaczy dużo) dzieci, a nie mogą, inni są
                      zaskakiwani "niespodziankami", jeszcze inni mają wszystko "pod kontroląsmile))".
                      To nie znaczy, że ktoś jest mniej wierzący, lub bardziej lub mniej wartościowym
                      chrześcijaninem. Ważna wydaje mi się prawdziwa więź z Bogiem. Każde takie
                      doświadczenie może być zadaniem dla danej pary. Nie znamy zamysłów Bożych!
                      Możemy jedynie pamiętać, że pragnie On naszego szczęścia już tu na ziemi! Co
                      nie oznacza niestety braku kłopotówwink) A więc Samborcia! Uszy do góry!
                      Będziecie święci!
                      A tak na marginesie to myślę, że o ilości naprawdę "posiadanych" dzieci to
                      przekonamy się dopiero po śmierci i mam nadzieję w niebiesmile)).
                  • mader1 Re: Ile to jest wiele 08.06.05, 10:13
                    smile))
                    jak weszłam na wielodzietne ( forum), parę razy pojawiły się posty, że trójka
                    to nie wielodzietność, więc położyłam uszy po sobie smileKiedyś weszłam na stronę
                    dla wielodzietnych i też się z trójką nie załapałam smile
                    Ale rację ma mama kasia, oczywiście.
                    Tak nawiasem mówiąc każda instytucja ma swoje kryteria wielodzietności - MZK
                    chyba od 5 osób, opieka społeczna pewnie jeszcze inaczej, dodatki jakieś też
                    jeszcze inaczej.
                    A pytanie - kiedy zaczyna się wielodzietna - patologiczna ? Czy wtedy, gdy
                    korzysta z pomocy państwa, czy wtedy, gdy dzieciaki nie potrafią zachowac się
                    przy stole ? Czy wtedy gdy nie starcza do 1-go i buty są zniszczone, czy wtedy
                    gdy rodzice piją ?
                  • samboraga Re: Ile to jest wiele 08.06.05, 15:02
                    co do mnie to gdzieś pisałam, że 3 dzieci to jeszcze nie jest wiele bo przy
                    trójce nie tworzą się jeszcze 'patologie' związane z ‘wielodzietnością’ – tzn.
                    ja uznaję, że dzieci może być ‘za dużo’, a jesli Bóg przeznaczył kogoś na
                    rodzica 6-ga albo 12-ciorga to wymaga to od niego większego napięcia uwagi czy
                    ciągle ‘jestem dla dzieci’ czy ‘dzieci są dla mnie...i taka fajną wielodzitną
                    rodzinę mam’
                    (bo patologiczna rodziną alkoholową to można byc nawet mając tylko jedno
                    dziecko albo i bedąc bezdzietnym)

                    ja jakoś jestem uczulona na patologie o podłożu psychicznym (zresztą
                    wielodzietność z wyboru opiera się – ja tak rozumiem – na przekonaniu, żę
                    najważniejsze są bliskie, serdeczne więzy międzyludzkie i miłośc wzajemna -
                    więc decyzji pod kątem nastawienia psychicznego, a nie materialnego 'czy nam
                    starczy na buty dla wszystkich')
                    a przy 4-ce dzieci (tak, chyba 4-ro to dla mnie ta magiczna granicawink to czasu
                    i pieniędzy może nie starczać nie tylko w tych materialnych aspektach (suchy
                    chleb i rozwalające się buty i rozczochrana, zabiegana mama), ale też:
                    -czwórka w jednym pokoju (rodzice w drugim) – nie ma jak złapać oddechu, a np.
                    ja jestem osobą, która musi mieć kawałek ‘swojego’ kąta (nie pokoju, kąta) i
                    chwilę ciszy, żeby nikt nie stał nad głową - ale może to mój atawizm po 23
                    latach w jednym pokoju z młodszym bratemwink
                    -czas i uwaga poświęcona konkretnemu dzxiecku przez rodzica to nie to samo co
                    czerpanie ciepła ze wzajemnych kontaktów siostrzano – braterskich, co skądinąd
                    jest właśnie w rodzinach ‘wielo’ cudownesmile)) a czas nie jest z gumy i
                    cierpliwość rodzicielska też ma swoje granice jak cała ferajna chce czegoś
                    jednocześnie

                    ale nie martwcie się wielodzietni, ja z kolei wciąż słyszę że chowam syna na
                    typowego jedynaka i będzie miał w życiu problemycrying

                    no i jak już o patologiach – patologią jest też dla mnie odbieranie jedynaka
                    (‘na więcej dzieci nas nie stać’wink z prywatnego przedszkola przez nianię, bo
                    rodzice wracają o 20 do domu (znam nianię, która przyprowadza dziecko ze szkoły
                    i chodzi na jego wywiadówki rodzice nie mają czasu)
                    • pawlinka Re: Ile to jest wiele 08.06.05, 15:13
                      "ale nie martwcie się wielodzietni, ja z kolei wciąż słyszę że chowam syna na
                      > typowego jedynaka i będzie miał w życiu problemycrying"

                      Samborago, a co to znaczy wg Twoich rozmówców? walczysz z tym stereotypem
                      jakoś? ważam, że takie sądy są dużym i krzywdzącym rodzinę z jednym dzieckiem
                      uproszczeniem.
                      • samboraga Re: Ile to jest wiele 08.06.05, 15:35
                        moje dziecko, niestety, jest idealnym potwierdzeniem tych stereotypów -
                        zamknięty w sobie, dzieci mu mówią 'cześć' on mruknie pod nosem (albo i niesad),
                        do dzieci na placu zabaw sam nie podejdzie, kolega go zaprasza na urodziny a on
                        ani be, ani me nawet jak mu podpowiadam 'podziękuj', dzieci ustalaja reguły
                        zabaw 'ty będziesz smokiem, a ty rycerzem' a on nie rozmawia z nimi tylko
                        płacze, że chciał tym rycerzem być a nikt sie nie domyślił...i tak w kółkosad
                        wiesz, jakby był 'trzecim' od końca to by sie to nazywało, że ma taki charakter
                        i już, a tak się nazywa że ma 'deficyty w rozwoju społecznym'crying
                        on jest nieśmiały i rzeczywiście duzo bawi się sam, ale jakoś tak jest, że
                        ludzie szukaja przyczyn w tej 'jedynackości', zwłaszcza w katolickim
                        przedszkoluwink
                        • isma Re: Ile to jest wiele 08.06.05, 15:46
                          He, he. Ja juz chyba kiedys pisalam, jak to na naukach przedmalzenskich sie
                          dowiedzielismy, ze jedynacy to musza byc egoistami. A moj kolega z pracy,
                          pochodzacy z wielodzietnej rodziny, dlugo mi nie mogl uwierzyc - wiedzac o
                          moich zaangazowaniach samorzadowych czy hospicyjnych - ze jestem jedynaczka, i
                          w tonie komplementu mowil, ze nie wygladam wink))

                          Otoz, moim zdaniem, wszystko jest kwestia wychowania. Ja sie nie musialam
                          rodzicielska uwaga i miloscia z nikim dzielic, stad wiem, ze mozna te uwage i
                          milosc dawac innym, nawet obcym (to mnie rozni od mojego meza-niejedynaka,
                          ktory jednak zawsze: najpierw rodzinie, potem obcemu, niewazne, kto bardziej
                          potrzebuje), w sposob praktycznie nieograniczony. Nie jestem o nikogo
                          zazdrosna, bo dlugo nie mialam okazji tego na nikim cwiczyc wink)).

                          A moja corka-jedynaczka, wycwiczona przez nas w negocjacjach nawet z partnerem
                          potencjalnie silniejszym od niej (czyli z nami), jest zawsze na podworku
                          szefowa grupy rowiesnikow wink)).
                          • samboraga Re: Ile to jest wiele 08.06.05, 16:04
                            > A moja corka-jedynaczka, wycwiczona przez nas w negocjacjach nawet z
                            partnerem
                            > potencjalnie silniejszym od niej (czyli z nami), jest zawsze na podworku
                            > szefowa grupy rowiesnikow wink)).

                            poczekaj, jak pójdzie do przedszkola usłyszysz, że nie umie sie bawic z
                            rówieśniakmi tylko potrafi rządzić, a Wy jako rodzice nie stawiacie jej granic
                            i oczywiście ją rozpuszczacie, więc nie potwqfi słuchać innych i 'stanąć w
                            rządku'wink))
                            • mader1 Re: Ile to jest wiele 08.06.05, 16:15
                              taaa... taka dobra stara zasada domorosłych psychologów - co by sie nie dzialo
                              z dzieckiem ( złego, złego oczywiście), to wina rodziców. Albo jeszcze inna -
                              co by dziecko nie robiło, coś z nim nie tak i można to poprawić sad(((( przez
                              psychologa.
                              Kochane moje. Liczy się też zamysł Boży. Uważam, że jeżeli małżeństwo z Wolą
                              Boga współpracuje ( ilość i odstęp między moimi dziećmi zależały też od mojego
                              zdrowia) - jedynacy są równie potrzebni, co dwu, trzy i inni wielodzietni.
                              Każdy - i ten nieśmiały i ten śmiały aż za bardzo są niezbędni.
                              • samboraga Re: Ile to jest wiele 08.06.05, 16:21
                                Mader-Aniele Zgodysmile
                                ja się tylko uczę żyć w świecie stereotypów
                                ale OCZYWIŚCIE masz racjęwink
                                • samboraga Re: Ile to jest wiele 08.06.05, 17:28
                                  Mader, nie uraziłam Cię mam nadzieje, jeśli tak to przepraszam...
                                  • mader1 Re: Ile to jest wiele 08.06.05, 22:27
                                    a co ? coś nie tak zrobiłam ? No coś Ty... Ale korzystając z okazji -
                                    uważajcie - jeżeli ja kogokolwiek uraziłam to bardzo przepraszam, bo nie miałam
                                    takiego zamiaru wink
                                    Aniele Zgody to ładnie. Podoba mi się, gdyby tylko było prawdziwe smile)))) w
                                    domu. Właśnie jestem po poważnej rozmowie....
                                    • direta Jedynacy 11.06.05, 23:06
                                      No jak by nie patrzeć to i Pan Jezus był jedynakiem i św Jan Chrzciciel i Matka
                                      Boża chyba też...
                                      Więc skąd się wziął ten wzorzec, że katolickie małżeństwa to koniecznie
                                      wielodzietne?

                                      wink)))
                            • isma Re: Ile to jest wiele 08.06.05, 16:28
                              E, spoko, spoko, ona, jesli sie ja przekona, jak najbardziej sie
                              podporzadkowuje wink)). Tylko, ze na razie rowiesnicy, ekhm, ze slownikiem za
                              nia nie nadazaja wink)). Ale to sie, mysle, wyrowna wink)).
              • glupiakazia Re: "Swietosc dwojga" a czy myślicie.... 06.06.05, 15:31
                oj samborago, to dla ciebie:

                *\\

                wirtualne poglaskanie po glowce smile)
                • samboraga Re: "Swietosc dwojga" a czy myślicie.... 06.06.05, 15:46
                  DZIEKI DZIEWCZYNYsmile))
                  zwłaszcza Tobie Kaziu, bo już sobie 'ulzyłam' w sąsiednim wątkuwink
                  • kulinka3 Re: Powszechne powołanie do świętości 06.06.05, 19:10
                    "Zadać katechumenowi pytanie:<< Czy chcesz przyjąć chrzest? >> znaczy zapytać go
                    zarazem << Czy chcesz zostać świętym? >> (...)
                    Sobór wyjaśnił,że nie należy mylnie pojmować tego ideału doskonałości jako swego
                    rodzaju wizji życia nadzwyczajnego, dostępnego jedynie wybranym << geniuszom>>
                    świętości.Drogi świętośći są wielorakie i dostosowane do każdego powołania.
                    Składam dzięki Bogu za to,że pozwolił mi beatyfikować i kanonizować w minionych
                    latach tak wielu chrześcijan, a wśród nich licznych wiernych świeckich, którzy
                    uświęcali się w najzwyklejszych okolicznościach życia." Jan Paweł II
                    Dziewczyny, głowy do góry! Każda z nas może być święta pośród garnków,pieluch,
                    komputerów,sprawozdań, książek i rozlicznych obowiązków,rano i wieczorem,w
                    zdrowiu i w chorobie, z pieniędzmi lub bez,każdego dnia nie tylko w niedzielę.
                    Pozdrawiam
                    • isma Re: Powszechne powołanie do świętości 06.06.05, 19:43
                      To, ze powolanie do swietosci jest powszechne, to sie zgadza. I jedyna tej
                      swietosci miara, drodzy bracia protestanci, jest nasladowanie nie kogo innego,
                      tylko Jezusa Chrystusa wink)). Tak, ze tu spoko, nie ma sporu.

                      Ale beatyfikacja czy kanonizacja Kosciol katolicki chce publicznie powiedziec:
                      to jest ideal, na ktorym warto sie wzorowac. Po to je przeprowadza.
                      I w tym, jak dla mnie, jest problem. Pal szesc kanonizacje z mrokow historii.
                      natomiast, ekhm, wspolczesna kanonizacja malzonkow, ktorzy zasluzyli sie 1)
                      zlozeniem slubow czystosci (nb. to chyba troche taka ofiara z tego, co zbywalo,
                      a bynajmniej nie godny najwyzszej czci "wdowi grosz", oddany, choc dajacemu
                      niezbedny) 2) wychowaniem licznych dzieci 3) do instytucjonalnej sluzby
                      Kosciolowi - jest jednak potwierdzeniem tego, ze Kosciol nadal w praktyce nie
                      dostrzega pewnych wartosci, ktore w sferze omalze zdogmatyzowanych deklaracji
                      glosi jako priorytety.
                      • kulinka3 Re: Powszechne powołanie do świętości 06.06.05, 21:07
                        Powszechne powołanie do świętości nie jest wg mnie tak powszechnie
                        znane.Świetych zazwyczaj szukamy w mrokach historii lub po zakonach. Święty
                        świecki jakoś po malutku przebija się w zbiorowej świadomości.Ale pamiętajmy,że
                        doktryna ta została przyjęta dopiero 40 lat temu.Cóż to jest w historii kościoła.
                        Nie znaczy to jednak ,że nie żyło i nie żyje wokół nas wiele świętych,
                        normalnych małżeństw, bez ślubu czystości i oddania wszystkich dzieci po
                        zakonach.Problem jest tylko w tym, jak ma o nich dowiedzieć się świat?
                  • pawlinka Re: "Swietosc dwojga" a czy myślicie.... 06.06.05, 21:48
                    Samborago kochana,
                    przypomnaił mi się wątek o wielkim... tym no ... jedzeniu,( wieczór, kochane
                    dziewczyny, wieczór, ktoś tu mówił o podjadaniu o tej porzesmile)
                    Pan sprzedaje rower i mówi o standardach, że są i wg nich ble, ble...
                    A Pan Jezus to raczej od linijki ludzi nie mierzyłsmile
                    Różne są drogi do świętości, z jedynakiem, z dziećmi czy bez. Jakaś norma czy
                    co? ON to wie najlepiej! ja tam się boję ustalać "standardy" w kwestii
                    świętości.
                    A ja to jestem ta "typowa": z dwójką, ale wszystko w rękach Bogasmile))))))
                    I ja Cię, Samborago, ściskam, wyjdź z doła!

                    A tak przy okazji: święta mama, czy to jest ta, o które śpiewa Budzik, kot:
                    "Mama nie gniewa się nigdy na dzieci, zawsze o nich pamięta, bajkę opowie,
                    pogłaszcze po głowie i dziurę zaszyje w kieszeni"?
                    • luccio1 Re: "Swietosc dwojga" a czy myślicie.... 12.06.05, 22:13
                      > święta mama, czy to jest ta, o które śpiewa Budzik, kot:
                      > "Mama nie gniewa się nigdy na dzieci, zawsze o nich pamięta, bajkę opowie,
                      > pogłaszcze po głowie i dziurę zaszyje w kieszeni"?
                      Czy nie powinna raczej siąść wraz z dzieckiem i pokazać, jak się zaszywa
                      dziurę, przyszywa guzik, ceruje?
    • nordynka1 Re: "Swietosc dwojga" 08.06.05, 17:04
      zaraz zaraz - mam wrażenie że uważacie iż Maria i Alojzy zostali świętymi bo
      zrezygnowali ze współżycia, albo że przynajmniej ta decyzja bardzo pomogła im w
      oficjalnym uznaniu ich świętości. To ja się z tym nie zgadzam.
      Podstawą do dokładniejszego zbadania heroiczności ich cnót była odmowa aborcji
      najmłodszej córki. Ta ciąża miała łożysko przodujące, co 100 lat temu równało
      się niemal pewnej śmierci matki i dziecka. Lekarz radził usunąć ciążę aby
      przynajmniej matkę uratować ale oni się na to nie zgodzili. Maria leżała
      plackiem całą ciążę i ostatecznie wszystko skończyło się dobrze. Mieli już
      troje małych dzieci - ich postawa mogła być brzemienna w ich osierocenie.
      To wydarzenie było jakby pretekstem do rozpoczęcia formalności
      beatyfikacyjnych. Bo całe ich życie było święte i bynajmniej nie przez to, że
      postanowili w jakimś momencie, że odtąd będą żyć bez seksu. Wiele osób które
      ich znało uważało ich za świętych,a nikt z wyjątkiem samych małżonków i ich
      spowiednika nie wiedział o tym ślubie. Nikt tez nie zauwazył zadnej zmiany w
      ich życiu. Jak się o nich trochę poczyta to widac wyraźnie, że ich rozwój
      duchowy miał początek i postępował w MAŁŻEŃSTWIE,a realizowali go w zwykłych
      codziennych obowiązkach rodzinnych i społecznych. Małżeństwo stało się ich
      narzędziem uświęcenia. Rezygnacja ze współżycia (notabene po 20 latach
      małżeństwa) jest jedynie kolejnym elementem ich duchowej drogi. Ani większym
      ani mniejszym . Jednym z kolejnych.


      Kazia przytoczyła ten cytat
      "Na przykład w ramach dążenia do doskonałości, za namową spowiednika, po
      > ponad 20 latach małżeństwa złożyli ślub czystości, rezygnując ze współżycia
      > seksualnego (Alojzy miał wtedy 46 lat, a Maria 41)."
      Ale zdanie wcześniej w tym wstępie brzmi :"..duchowość ich małżeństwa pod
      pewnymi względami była wyrazem czasów w jakich żyli (Alojzy zmarł w 1951 r
      Maria w 1965). Ich życie w niektórych wymiarach było próbą przystosowania
      duchowości zakonnej do realiów małżeństwa." i tu dopiero jest to co cytuje
      Kazia.

      Święci nie są nam dani po to by ich naśladować w wyborach ale w postawie wobec
      Stwórcy. Każdy święty jest wyjątkowy inny od reszty. Każdy też ma swoją drogę -
      każdy inną bo uwarunkowaną tysiącem drobnych rzeczy. Każdy więc kto pragnie
      świętości niech szuka swojej drogi.
      • mader1 Re: "Swietosc dwojga" 08.06.05, 17:26




        > Ale zdanie wcześniej w tym wstępie brzmi :"..duchowość ich małżeństwa pod
        > pewnymi względami była wyrazem czasów w jakich żyli (Alojzy zmarł w 1951 r
        > Maria w 1965). Ich życie w niektórych wymiarach było próbą przystosowania
        > duchowości zakonnej do realiów małżeństwa." i tu dopiero jest to co cytuje
        > Kazia.

        tak myślałam. U miejętność czytania ma kolosalną przyszlość smile))) a ja nawet
        nie zajrzalam do tego linku smile
        >

        • glupiakazia Re: "Swietosc dwojga" 08.06.05, 22:11
          Kochane, ale to nadal niewiele rozjasnia. Naprawde nie chce sie czepiac, ale
          zrozumiec. Bo z tego, co cytuje Nordynka wynika, ze dobrze jest probowac
          przystosowywac duchowosc zakonna do realiow malzenstwa.
          Pytanie samo mi sie narzuca: dlaczego? bo duchowosc zakonna jest lepsza?
          przepraszam, ale podobno nie ma glupich pytansmile...
          • mader1 Re: "Swietosc dwojga" 08.06.05, 22:23
            nie. Bo rozumiesz, to się w czasie nie zahaczyło smile Jak umarli byli Ci Święci,
            JPII nie był jeszcze papieżem, nie wygłosił jeszcze cyklu katechez o teologii
            ciała. Stąd niekonsekwencja w tym tekście - to o teologii ciała z punktu
            widzenia dzisiejszej świadomości, zaś spowiednik działał może w dobrej wierze,
            ale mając inne wyobrażenie o akcie małżeńskim. A może zresztą biorąc pod uwagę
            ich sytuację coś tam, coś tam - o czym nie mamy pojęcia - było to im akurat
            potrzebne.
          • nordynka1 Re: "Swietosc dwojga" 09.06.05, 10:25
            Nie Kaziu. 100 lat temu wybór życia zakonnego był postrzegany jako - teraz
            znajdź tu właściwe słowa - coś wyższego w duchowości niż małżeństwo. Tylko
            błagam nie zrozumcie tego opacznie. Sam wybór zycia konsekrowanego już jakoś w
            oczach innych ludzi nobilitował, każąc domyślać się pewnej duchowej drogi
            wzwyż delikwenta. Co nie zawsze było zgodne z faktycznym stanem ducha..no ale
            tak było. Quatrocchi kochali się gorącą i - jestem pewna - namiętną miłością.
            Wystarczy poczytać ich listy. Postanowili zrezygnować ze współżycia po 20
            latach małżeństwa. To jednak spory kawał czasu.
            Jak pisałam już poprzednio - każdy ma swoją drogę. Sądząc po owocach ich wybory
            były dla nich dobre. I myślę, że nie jest ważne co wybrali, tylko z jakiego
            powodu, dla - czego.
            Mozna dążąc do doskonałości wybrać celibat, a można wybrać zgode na chorobę czy
            nudną pracę. I nie przedmiot wyboru ma znaczenie tylko postawa serca.
            • glupiakazia Re: "Swietosc dwojga" 09.06.05, 20:45
              wiecie co, macie racje. dzieki.

              na marginesie: oczywiscie, ze zahacza pisze sie przez samo h
    • otryt Re: "Swietosc dwojga" 22.11.05, 15:12
      Witaj!

      Przegapiłem ten bardzo interesujący wątek. Mam podobne wątpliwości - mnie
      rownież ta sprzeczność, o której piszesz, Kaziu, nie daje spokoju. W Kościele
      wciąż słyszymy, że każdy jest powołany do świętości. Kiedyś po takim kazaniu
      kupiłem książkę przedstawiającą około 100 polskich kandydatów na ołtarze. Od
      razu uderzyło mnie to, że prawie wszyscy, z wyjątkiem dwóch osób, były osobami
      duchownymi. A w społeczeństwie przecież proporcje są odwrotne. Były osoby,
      które żyły kiedyś w małżeństwie, ale po śmierci męża lub żony poszły do zakonu
      i za tę właśnie zakonną część życia zasłużyły sobie na chwałę ołtarzy.
      Słyszałem kiedyś argument, że ksiądz bądź zakonnik jest cały czas na widoku
      współbraci, łatwiej o proces kanonizacyjny. W czterech ścianach rodzinnego domu
      mogą dziać się rzeczy różne, niewidoczne dla świadków. Nie mówiąc już o alkowie.

      Dziś małżeństwo jako instytucja przeżywa poważny kryzys, jakiego chyba nie było
      jeszcze w historii. Podważa się jego sens, próbuje zmieniać znaczenie tego od
      wieków oczywistego dla wszystkich słowa, że potrzebny był punkt w Konstytucji
      definiujący pojęcie małżeństwa. Dlatego Kościół postanowił dowartościować
      małżeństwo, ale nie czyni tego wystarczająco konsekwentnie. To raczej
      środowiska świeckie próbują walczyć o świętych małżonków. Zbigniew Nosowski od
      lat porusza ten problem. Jego nowa książka przedstawia takie małżeństwa.

      Od wieków w Kościele panował pogląd, że to materia i ciało jest siedliskiem
      wszelkiego zła, to zaś co duchowe było dobre. Biczowano grzeszne ciała,
      najgorszą zaś rzeczą w tym ciele była jego płciowość. Okaleczano swoje własne
      narządy płciowe. Najbardziej drastyczne przypadki potępiono jako herezję,
      jednak myślenie dobry duch i złe ciało pozostało do dzisiaj. Przysłuchując się
      wielu kazaniom możemy usłyszeć to czasem wprost a czasem między wierszami. Ja
      natomiast uważam, że nie można przeciwstawiać sobie ducha i materii. Duch też
      może być zły. Dobry duch ożywia ciało, zły prowadzi je ku śmierci. Jako pewien
      smakowity kąsek przytoczę słowa siostry zakonnej, przygotowującej dzieci do
      pierwszej komunii. Otóż było kilka lekcji dla rodziców-bezbożników, aby
      wiedzieli jak się w kościele zachować w trakcie uroczystości. Siostra mówiła o
      grzechu aborcji, że na pewno niektórzy z obecnych tu rodziców mają go na swoim
      sumieniu. Wyszło jej myślenie: ona siostra święta i czysta, zaś ludzie żyjący w
      małżeństwie oddają się cielesnej rozpuście i dokonują na prawo i lewo aborcji.
      Podobne teksty dzieci moich przyjaciół słyszały również na lekcji religii.

      W średniowieczu i później główną przyczyną śmierci kobiet były komplikacje
      okołoporodowe. Te statystyki były przerażające, jeśli się nie mylę, to co
      trzecia kobieta w tamtych czasach umierała z tego powodu. Potrzebę mycia rąk i
      zasady higieny poznano dopiero w XIX wieku. Myślę, że w interesie żony i męża
      mogło być wtedy białe małżeństwo, aby dzieci nie zostały sierotami. Nie znano
      żadnej metody kontroli płodności, nawet NPR . Po 20 latach małżeństwa dzieci
      było już sporo a ryzyko śmiertelnego zejścia coraz starszej żony wzrastało. Był
      w tym jakiś ludzki rozsądek, aby w którymś momencie po prostu zaprzestać
      współżycia. Trudno dziś wnikać w motywacje tych ludzi, czy były bardziej
      świeckie czy kościelne. Mogły być i takie i takie jednocześnie.

      Pierwsze małżeństwo włoskie wyniesione na ołtarze kilka lat temu to krok w
      dobrą stronę. Jednak taka postawa duchownych, może nie do końca uświadomiona,
      że seks małżeński jest także czymś złym, będzie wciąż chyba istnieć, choćby z
      tej racji, że niełatwo jest żyć w celibacie. Osobiście myślę, że nie można
      twierdzić jakoby życie w stanie duchownym bardziej się podobało Bogu niż życie
      w małżeństwie, ani odwrotnie. Ale tu mogę się mylić. Św Paweł mówił chyba co
      innego. Jednak i tu i tu można zrobić wiele dobrego.

      Pozdrawiam seredeczniesmile
      Mirek


      • glupiakazia Re: "Swietosc dwojga" 22.11.05, 16:25
        Mirkusmile
        nic dodac, nic ujacsmile
        Napisze Ci tylko, ze w zasadzie przekonaly mnie posty kolezanek powyzej.
        Kosciol sie zmienia, zyjemy po synodzie, a nauczanie JPII bylo nowoscia w
        Kosciele i nadal jest "jeszcze cieple" w kategoriach instytucji ponad 2000-
        letniej.
        Zwroc uwage, ze np. umartwienia cielesne, o ktorych pisales lub nawet zbyt
        rygorystyczny post, ktory moze spowodowac uszczerbek na zdrowiu, nie jest przez
        Kosciol dopuszczany.
        Kosciol zmienia sie i kanonizacje malzenstw sa rzecza wspaniala i bardzo
        pozadana. Na pewno bedzie ich wiecej (czy bedzie to efektem zmian w Kosciele,
        czy malejacej liczby powolan duchownych - to jest inna kwestia, aczkolwiek
        niewatpliwe ciekawa). Natomiast zachowanie siostry katechetki - no coz, szkoda
        slow. Ale uswiadamia mi to po raz kolejny, jak duzo czasu musi uplynac, zeby
        zmienilo sie myslenie "szeregowych czlonkow". Chociaz mysle, ze dotyczy to obu
        stron barykady, ze sie tak nieladnie wyraze, bo o ile wsrod duchowienstwa
        czesto panuje przekonanie, ze ich droga jest bardziej swieta, to wsrod
        swieckich - zwlaszcza na wsiach - ciagle panuje przekonanie, ze ksiadz to
        lepszy gatunek czlowieka.
        No coz, potrzeba czasu, ale zmiany sa i ida w dobrym kierunku, wiec nie tracmy
        nadziei - my gorsi - mezate i zonacismile
        Rowniez pozdrawiam serdecznie
      • mary_ann Re: "Swietosc dwojga" 22.11.05, 22:05
        Mirku - powiem krótko: podpisuję się pod każdym słowem Twojego postusmile
        Szczególnie popieram podważenie niemądrej, uproszczonej opozycji ciało-duch...

        Pozdrawiam serdecznie
        Mary_ann
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka