Dodaj do ulubionych

Tradycja, przyzwyczajenie?

20.04.06, 09:32
Wczoraj rozmawiałam ze znajomymi dziewczynami z forum, zupełnie przypadkowo
wyszła sprawa postu w każdy piątek, w środę Popielcową, w czasie świat
Wielkanocnych (znaczy przed nimi) też chyba jest.

(Atta, sorki jeśli to czytasz, ale nasza rozmowa wczoraj dała mi do myślenia wink

Jedna z dziewczyn była oburzona, że w kiedyś w Wielki Piątek gdy z
konieczności pojechała do jakiegoś hipermarketu, bo zapomniała paru rzeczy,
były tam tłumy ludzi, którzy robili wielkie zakupy, a najbardziej oburzyło ją
to, że mnóstwo ludzi siedziało w Kentucky Fried Chicken i pożerało kurczaka.
Argument był taki - może traktują nakazy religijne mniej poważnie, ale tutaj
chodzi o tradycję.

No i zaczęłam się zastanawiać. Jak się pewnie domyślacie, my postu raczej nie
przestrzegamy, co nie znaczy że nie pościmy smile Owszem, ale raczej z własnej
decyzji, na różne sposoby a nie z odgórnego zarządzenia, że tak powiem smile

Dochodzę do sedna sprawy - czy uważacie, że np dając mężowi w piątek kanapki z
szynką do pracy popełniam nietakt wobec jego kolegów - katolików, którzy w ten
właśnie dzień poszczą od mięsa? Czasem staram się o tym pamiętać, ale często
zapominam przyznam się, nie mam takiego nawyku, żeby o tym pamiętać akurat w
piątki. No i sprawa Środy Popielcowej czy innych dni, podczas których katolicy
zobowiązani są pościć.
Czy przeszkadza Wam, że inni ludzie nie poszczą? Jakoś nie wydaje mi się, żeby
Ci ludzie jedzący kurczaka robili to ostentacyjnie, może po prostu nie
obchodzą ich te zakazy i tyle. A może nie mam racji, może chcieli podkreślić
(w mało dojrzały sposób) że oni są "ponad" te zakazy, tak jak Ci z koszulkami
"nie płakałem po papieżu"). Może powinny wyjść nowe koszulki z napisami "Jem
mięso w piątki" smile)))
Obserwuj wątek
    • mama_kasia Re: Tradycja, przyzwyczajenie? 20.04.06, 10:05
      > Dochodzę do sedna sprawy - czy uważacie, że np dając mężowi w piątek kanapki z
      > szynką do pracy popełniam nietakt wobec jego kolegów - katolików, którzy w ten
      > właśnie dzień poszczą od mięsa?
      Moim zdaniem nie. Nie oburza mnie też, gdy inni w dzień mojego
      postu nie poszczą, choć jeśli wiem, że jest to katolik, który
      do kościoła chodzi, to mnie martwi, że nie pości. Może nie
      rozumie, może nikt nie ukazał mu sensu postu, może nie ma ochoty.
      A moze jest jeszcze inna przyczyna.
      Natomiast na Twoim miejscu (z Twoją świadomością i znajomością
      katolików) tylko zwórciłabym uwagę na to, aby w dzień postu
      mięsem nie częstować smile
      "Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni
      wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam:
      już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i
      umyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który
      jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie."
      Mt 6,16-18
    • isma Re: Tradycja, przyzwyczajenie? 20.04.06, 10:08
      Zasadniczo nie przeszkadza mi, ze ktos je mieso w piatek. Pewien madry duchowny
      mawial, ze nie nalezy mylic postu z dieta. Moze ktos je, bo jest, bo ja wiem,
      cukrzykiem, albo ma alergie na nabial i ryby? A w piatki posci "od" czegos
      innego?

      Najezam sie natomiast nieco, kiedy moja kolezanka z pracy, jak najbardziej
      przywiazana do myslenia o sobie jako katoliczce, matka dzieciecia
      uczeszczajcego do katolickiego przedszkola, wsuwa w Wielki Piatek kanapke z
      kielbasa, komentujac "a co za roznica, czy dzisiaj, czy kiedy indziej". No,
      dobra, przyznam sie: troche bardziej niz nieco (walcze z tym, ale mi idzie
      nielekko ;-((().

      Jedzacy kurczaka w Wilki Piatek w sieciowce, poniewaz nie wiem nic o ich
      deklarowanym swiatopogladzie, mnie nie interewsuja. No, niby statystycznie
      powinni byc katolikami - i wtedy by mnie to, powiedzmy, martwilo - ale, jak
      wiadomo, statystyka to klamstwa wink)).
      Co zas do "tradycji" postu (bez wiary), uwazam, ze jest absolutnie bezuzyteczna.
      • mader1 Re: Tradycja, przyzwyczajenie? 20.04.06, 10:42
        W " zwykły" piątek to ja po prostu pracując czy inne tam - przyzwyczaiłam się,
        że ludzie jedzą mięso. Oni z kolei przyzwyczaili się, że ja go nie jem i jeżeli
        mnie zapraszają, mają problem wink Natomiast jeżeli wyjeżdżam na tzw. wczasy ,
        lubię , jeśli bierze się po uwagę opcję katolicką w piątek - tzn. mogę sobie
        dobrać coś bezmięsnego. Za każdym razem chwalę takich w księdze gości smile
        W Wielki Piątek, Srodę Popielcową - przyznam się, że razi mnie, gdy ktos obok
        zajada się mięsem. Chcę, żebyś dobrze zrozumiała - to nie jest tak, że razi
        moje odczucia religijne, czy broń Boże poczucie tradycji - to jest po prostu
        taki zgrzyt. Natomiast nie zmuszałabym niekatolików do postu - diety. To nie
        tak. Tym bardziej, że w przypadku innej denominacji, może to być dobry pretekst
        do porozmawiania o różnicach. Może to pomóc zastanowić się nad głębią tego, co
        przeżywamy. Bo jak napisała Isma :
        > Co zas do "tradycji" postu (bez wiary), uwazam, ze jest absolutnie
        bezuzyteczna
        i ja się pod tym podpisuję.
        Natomiast boli i mocno denerwuje mnie, jeżeli katolicy " wsuwają kanapkę z
        kiełbasą w Wielki Piątek". Trudno.
    • ruda_kasia Re: Tradycja, przyzwyczajenie? 20.04.06, 10:29
      nie oburza w ogóle, nie widze też problemu z częstowaniem mnie mięsem, najwyżej
      odmówię wink Nie uważam, że ktoś musi zwracac uwage na mój światopogląd czy to w
      piątek czy w środę wink))
      • mama_kasia Re: Tradycja, przyzwyczajenie? 20.04.06, 10:38
        Tylko czasami ciężko odmówić, jak super przyrządzone wink))
      • sion2 Re: Tradycja, przyzwyczajenie? 20.04.06, 10:41
        Mnie też nie przeszkadza gdy ktoś je mięso w piatek - jego sprawa.

        Myslę że z przestrzeganiem postu jest tak samo jak z wszelkimi innymi
        praktykami, że ludzie od nich odchodzą bo słabo wierzą. Na pewno nie jest to
        powód aby Kościół "odwoływał" post obowiązkowy, bo post jest dobry, kościół
        wskazuje jakby drogę jaką mamy iśc a że ktoś tego nie podejmie (nawet gdy ten
        "ktoś" to setki tysiecy ludzi) to jego błąd a nie przesłanka że wskazówka
        kościoła jest zła albo niepotrzebna.

        Faktycznie powinno być tak że chrześcijanin sam powinien chcieć postu, powinien
        rozumieć jego znaczenie, powinien go przeżywac i umiec wskazać że wynika on z
        zalecen samego Jezusa. Że post to taki swoisty dialog z Bogiem... rzeczywistośc
        jest smutna, ze ludzie tego nie chcą i nie przestrzegają.

        Dla mnie post jet wazny, naprawdę. Jak mi burczy w brzuchu w Wielki Piątek to
        ciesze się ze tego dnia, ktorego On za mnie cierpiał ja tez mogę znieśc jakąś
        niedogodnośc uczestnicząc w poście całego Kościoła, co ma jakiś nieco inny
        wymiar od postu który sama sobie narzucę, ograniczając sobie coś prywatnie smile.
    • samboraga Re: Tradycja, przyzwyczajenie? 20.04.06, 11:19
      a wiesz, Marzek, dopiero Twój wątek mi uświadomił, że ci zajadający się mięsem
      w piątek to niekoniecznie zlaicyzowani wierzącywink)
      (o niewierzących, że nie wspomnę)
      nauka ekumenizmu w codzienności?smile)
    • mamalgosia Re: Tradycja, przyzwyczajenie? 20.04.06, 16:51
      Mój znaojmy ksiądz opowiadał, jak kiedyś całą grupą księży poszli na kurczaki w
      piątek (ponoć autentycznie zapomnieli), siedzili gdzieś na zewnątrz i wcinali
      te kurczaki, wszyscy w koloratkach. To jest prowokacjasmile
      A sowją drogą: zadaję to pytanie już po raz kolejny, ale ciągle nie mam
      odpowiedzi: dlaczego kurczak to mięso, a ryba nie?
      • pawlinka Re: Tradycja, przyzwyczajenie? 20.04.06, 18:21
        czekaj, tutaj wątek z czasów mojego debiutu na forum. Jak ja się wtedy
        wystraszyłam...np. Kasi-Sionsmile) Ale mi przeszłosmile
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=20422389&a=20539438
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=20594380&a=20594380
        • mamalgosia pawlinko 21.04.06, 10:46
          Kasi-sion to ja do dzisiaj się trochę boję...smile
      • luccio1 Re: Tradycja, przyzwyczajenie? 20.04.06, 21:39
        Tradycja, pochodząca z początkowego okresu rozwoju Kościoła w basenie Morza
        Śródziemnego. Tam ryby były pokarmem ludzi ubogich - jedzenie ryb w dnie postne
        było zatem wyrazem solidarności z nimi.
        Problem pojawił się w Polsce w XVII wieku, gdy przybyły nowe zakony
        kontemplacyjne z Europy Zachodniej (Sakramentki, Wizytki). Siostry przez
        większość roku powinny jeść ryby - a te w Polsce okazywały się przez część roku
        droższe od mięsa!
        Kiedy ks. Markiewicz był jeszcze Salezjaninem, wizytatorzy zakonni zarzucali
        mu, że w prowadzonym przez niego zakłądzie wychowawczym dla chłopców nie ma
        piwa do obiadu! - piwo do obiadu we Włoszech - zamiast wina - oznaczało
        umartwienie, w Polsce - piwo przy obiedzie zamiast herbaty lub kompotu
        oznaczało niedopuszczalną zachętę do pijaństwa. Skończyło się na założeniu
        przez ks. Markiewicza nowego zgromadzenia: Michaelitów.
        • mamalgosia Re: Tradycja, przyzwyczajenie? 21.04.06, 10:47
          czyli co: umownie coś jest mięsem, a coś innego nie?
          • pawlinka Re: Tradycja, przyzwyczajenie? 21.04.06, 16:10
            znajomy, pan po pięćdziesiątce, wierzący, inteligentny, świetnie wykształcony,
            obyty w świecie twierdził, ze drób to nie jest mięso. Mamy taki podział:
            nabiał, jaja, mięso i dróbsmile
    • mamalgosia zauwazyłam 20.04.06, 16:53
      Dziwną rzecz: niektórzy się usprawiedliwiają. nie wiem, dlaczego. No bo jem,
      cyz nie jem - moja sprawa.
      Ale np. w Popielec wsuwa ciacho i mówi: "Najważniejsze to nie najeść się do
      syta". Albo w piątek kiełbasa i mówi: "Panu Bogu to obojetne, co ja jem".
      Czyzby jednak czasem sumienie podgryzało?
      • verdana Nie bedę pościć dla towarzystwa.... 20.04.06, 19:13
        Nie uważam, ze ktokolwiek ma prawo wymagać ode mnie postu. Nawet własna rodzina.
        No i jem na oczach głodnego męża (nie mięso, bo nie lubię, ale jem np.
        orzeszki, których on, jako rzeczy smacznej, w Wielki Piątek się wyrzeka). Nie
        widzę też problemu w poczęstowaniu kogoś (o którym nie wiem czy pości) kanapką
        z mięsem - post polega chyba na wyrzeczeniu, a nie na tym, że po prostu nie je
        się mięsa, bo tego dnia jest niedostępne.
        • izzunia1 Re: Nie bedę pościć dla towarzystwa.... 20.04.06, 19:49
          No troche sie zgadzam, z wyjatkiem moze tego czestowania...
          Jedzenie przez inne osoby miesa w piatki(nawet w Wielki) nie bardzo mi
          przeszkadza. W koncu post, jakby nie bylo, to tylko pochodna nawrocenia a nie
          odwrotnie. Nawet rozumiem troche tych ludzi, ktorzy w kosciele bywaja dwa razy
          w roku, ze dla nich post nie istnieje, bo wlasciwie po co? Zeby sie pokazac?
          Ja tez mam trudnosci z postem w piatki, poniewaz nie przepadam za miesem. Kazdy
          obiad bezmiesny jest dla mnie wielka przyjemnoscia( o rybnym nie wspominajac).
          I jezeli rzeczywiscie jest potrzebny post( a przeciez jest nie tylko potrzebny
          w dni nakazane) wole wybrac nie jedzenie. A wtedy staram sie raczej nie zwracac
          uwagi na jedzacych, bo poszczenie i sadzenie innych, ze tego nie robia po
          prostu mija sie z celem...
        • mamalgosia zgorszenie 21.04.06, 08:40
          Ale ogólnie rzecz biorąc jest coś takiego jak problem zgorszenia. Uważam, ż
          eosoba, która chodzi do kosciołą (katolickiego), posyła dzieci na katechizację
          itp, nie powinna na oczach innych łamać zasady wstrzemięźliwości czy postu
    • mary_ann Re: Tradycja, przyzwyczajenie? 20.04.06, 19:54
      - nie mam żadnego problemu z tym, że ktoś przy mnie je mięso w piątek lub mnie
      częstuje (moje wyrzeczenie - mój problemsmile);

      - nie oburza mnie, że niektórzy katolicy jedzą mięso w piątek (swoją drogą,
      zdaje się, że piątkowy post nie jest już obowiązkowy, ale może się mylę);

      - nie przeszkadza mi, kiedy niekatolik nie pości w Wielki Piątek czy Środę
      Popielcową, a nawet objada się na moich oczach (patrz pkt pierwszy);

      - wierzę w religijno-ludzki sens poszczenia, choć dla mnie post ma sens jako
      wyrzeczenie, i to trudne wyrzeczenie. Niejedzenie mięsa przez jeden dzień to
      dla mnie żaden problem, co innego czasami wyrzeczenie się czegoś słodkiegosmile
      Staram się zatem raczej w piątek nie sprawiac sobie dodatkowych przyjemnoścismile
      A mięsa w piątek nie jemy, bo... nie powinno się jeśc go codziennie, więc
      dlaczego nie spauzowac akurat w piątek ?(tradycja);

      - poza uzasadnieniem historycznym (ryba=pokarm biedaków), nie widzę logicznego
      powodu, by ryba nie była mięsem, a kurczak taksmile). To zresztą ryba jest dziś w
      zasadzie droższa i bardziej luksusowa... Tak czy inaczej - to jeszcze jeden
      argument za względnością pojęcia postu.
    • tres_ka Re: Tradycja, przyzwyczajenie? 20.04.06, 20:05
      Nie przeszkadza mi, że inni nie poszczą. Nie obchodzi mnie co jedzą ludzie,
      których kompletnie nie znam, nie razi mnie, że ktos zajada kanapki z kiełbasą w
      pracy.
      Czasem tylko myślę, tak ogólnie, ze smutkiem zresztą, że post idzie w zapomnienie.
      • kulinka3 Re: Tradycja, przyzwyczajenie? 20.04.06, 20:35
        Nie burzę się jak inni nie poszczą.
        My w piątki wraz z dziećmi pościmy od mięsa i słodyczy, jest to dla nas naturalne.
        Nie częstujemy również mięsem w piątki.
        A czy post to tylko mięso?
        Kiedyś pisałam o tym w rozważaniach.
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=37806845&a=37806927
    • tres_ka post dzieci 20.04.06, 20:16
      A propos postu. Dzieci post obowiązuje chyba od 7 roku życia, o ile dobrze
      pamiętam. Moje dzieci nie jedzą mięsa w piątek do zawsze. Po prostu jedzą to co
      my i nie widzę w tym problemu. Większy byłby chyba problem, gdyby dzieci dorosły
      do tych 7 lat i dowiedziały się, że od teraz muszą pościć.

      A jak jest u Was w rodzinach?
      • mary_ann Re: post dzieci 20.04.06, 20:30
        Jasne, że po prostu jest bezmięsny obiad dla wszystkich, nic nie przygotowuję
        oddzielnie.
      • sion2 Re: post dzieci i Łagiewniki 20.04.06, 22:02
        Dzieci poszcza od 14 roku zycia, a post ścisły od 18 roku życia obowiązuje.

        a propos wypowiedzi marzek o ludziach którzy w marketach wcinają kurczaki w
        piątek - w aktualnym Gościu Niedzielnym jest takie zdjecie z serii "A co na to
        Pan Bóg?" z restauracji w Łagiewnikach z Sanktuarium Bożego Miłosierdzia k/
        Krakowa, na tle zdjęc z karkówką i jakimś drugim mięchem jako proponowanym w
        menu jest kartka przyklejona "w piątki i inne dni postne dań mięsnych nie
        sprzedajemy" smile)))))
      • mamalgosia Re: post dzieci 21.04.06, 08:42
        Starszy tez nie je mięsa w piątek, bo my nie jemy, aczkolwiek czasem się zdarzy
        i nie robię z tego problemu (ma prawie 4 lata). Młodszy codziennie je mięso (ma
        10 miesięcy) w zupkach
      • tres_ka Re: post dzieci 21.04.06, 08:56
        A moja teściowa daje dzieciom parówki czy tam coś innego mówiąc: Dzieci mogą.

        Może i mogą, ale po co? Nic im się nie stanie jak raz w tygodniu nie zjedzą
        mięsa. nie jest to aż tak wielkie wyrzeczenie w końcu.
      • mamaemilii Re: post dzieci 25.04.06, 15:28
        Nie zmuszam małej do postu i raczej nie będę. Jeśli dorwie gdzieś mięso i
        zechce - proszę bardzo. Chciałabym, by post wynikał z jej decyzji, przemyślenia
        sprawy i niech to będzie jej własna ofiara. Wierzę, że sama do tego dojrzeje w
        odpowiednim czasie, podejrzewam, że przed 14 czy 18 rokiem życia określonym już
        w dokładniejszych zapisach.
    • katriel Re: Tradycja, przyzwyczajenie? 21.04.06, 01:07
      Nie przeszkadzają mi ludzie, którzy nie poszczą. Zazwyczaj nie przeszkadza mi,
      kiedy ktoś częstuje mnie mięsem, chociaż raz zirytowała mnie okropnie dziewczyna
      dość nachalnie nakłaniająca do skosztowania wędliny w ramach promocji w
      supermarkecie (w piątek właśnie).
      Z kolei sama zamawiając kiedyś pizzę w piątek dla grupy kolegów z pracy, w
      której był jeden zdeklarowany ateista (a reszta katolicy), spytałam ateistę, czy
      zależy mu na tym, żeby było jakieś mięso. Powiedział, że mu zależy, więc dostał
      (tzn. były dwie pizze, z tego mięso na połówce jednej). Katolików nie pytałam.
      Przeszkadza mi, kiedy mięso w piątek pojawia się jako główny (nieodłączny)
      składnik imprezy integracyjnej, tzn. np. jeśli impreza na zakończenie
      konferencji czy szkolenia ma postać ogniska z pieczeniem kiełbasek i odbywa się
      w piątek. (Wykwintne słodycze czy inne "dobre żarcie", co do którego nie ma
      formalnego nakazu wstrzemięźliwości, w tych okolicznościach mi nie przeszkadza,
      nawet jeśli w typowy piątek zrezygnowałabym z niego.)
      A napis "W piątek polecamy rybę" widziałam kiedyś... w jednej z warszawskich
      budek z chińskim jedzeniem.
    • glupiakazia Re: Tradycja, przyzwyczajenie? 21.04.06, 09:05
      Nie żeby mnie jakoś specjalnie raziło, ale odwrotnie, jak widzę, że ktoś w
      piątki mięsa unika, to mi się robi miło, że bratnia dusza. Chociaż to też
      trochę stereotyp, bo jak widać po tym wątku - wcale tak być nie musi (szeroki
      uśmiech w stronę Marzeksmile).
      Nidgy nie częstujemy mięsem w piątek, ale nie bardzo wiem, co robić, kiedy mnie
      częstują. Jest przecież taki przepis, że jak ktoś korzysta z żywienia
      zbiorowego, np. zakładowa stołówka, w której w piątki podawane jest mięso, to
      jest z postu zwolniony. Czy jak idę do kogoś i ten ktoś w najlepszej wierze
      chce mnie i innych ugościć akurat mięsem - to szczerze mówiąc nie bardzo wiem,
      co robić.
      A sprawa dzieci. Nasze generalnie jedzą w piątki to co my, ale np. dzisiaj
      robiłam najstarszej kanapkę do szkoły, z serem rzecz jasna, a ona powiedziała,
      że ma wielką ochotę na kanapkę z pasztetem. Mówię, że piątek i mięsa nie jemy,
      więc ona, mimo, że jest dzieckiem, też już mogałaby się postarać. Ona na to, że
      ma dopiero 8 lat, więc post jeszcze jej nie obowiązuje. No i co? Zrobiłam jej
      kanapkę z pasztetem, niestety. Z komentarzem, że owszem, ma rację, jeszcze jej
      post nie obowiązuje, ale byłoby dobrze, żeby już próbowała popościć.

      Zgadzam się z Mary, że w zasadzie to trzeba byłoby przedefiniować pojęcie
      postu, bo jaki to post jedzenie łososia w piątek. W kategoraich umartwienia się
      to powinno się w piątki jadać parówki, takie po 2 zł za kilogram.
      • mamalgosia dwie sprawy 21.04.06, 10:41
        1) pojęcia postu wcale nie trzeba przedefiniowywac, tylko zapoznać się z nimsmile
        Przepraszam za to, jak to zabrzmiało, ale akurat miałąm na egzaminie piękne
        pytanie o postawę postną i w takowej łososik mniam mniam się nie mieści
        2) trochę żartem: jeśli uważasz, że w pasztecie jest mięso, to gratuluję
        optymizmusmile)
        • glupiakazia Re: dwie sprawy 21.04.06, 10:44
          > 2) trochę żartem: jeśli uważasz, że w pasztecie jest mięso, to gratuluję
          > optymizmusmile)

          jest, bo pasztet własnej roboty
          • mamalgosia Re: dwie sprawy 21.04.06, 10:45
            a, no to przepraszam i chylę czoła
      • samboraga Re: Tradycja, przyzwyczajenie? 21.04.06, 10:42
        > Zgadzam się z Mary, że w zasadzie to trzeba byłoby przedefiniować pojęcie
        > postu, bo jaki to post jedzenie łososia w piątek.

        albo naleśniki, które dziecko uwielbia (i ja teżsmile
        to co, pozostają kopytka?wink)
      • mama_kasia Re: Tradycja, przyzwyczajenie? 21.04.06, 15:35
        Czy jak idę do kogoś i ten ktoś w najlepszej wierze
        > chce mnie i innych ugościć akurat mięsem - to szczerze mówiąc nie bardzo wiem,
        > co robić.
        Byłam u mojej cioci, do której jeżdżę raz w roku. Był piątek.
        Cicia przygotowała zraziki specjalnie dla nas. Zjadłam, wychwalając smile
        I uważam, że dobrze zrobiłam.
        • glupiakazia Re: Tradycja, przyzwyczajenie? 21.04.06, 16:56
          No, ja raczej też bym się skłaniała ku takiemu rozwiązaniu.
      • a_weasley Asertywność przede wszystkim 07.05.06, 22:51
        glupiakazia napisała:

        > nie bardzo wiem, co robić, kiedy mnie częstują.
        [ciach]
        > jak idę do kogoś i ten ktoś w najlepszej wierze chce mnie i innych ugościć
        > akurat mięsem - to szczerze mówiąc nie bardzo wiem, co robić.

        To samo, co ja, wegetarianin, robię bez względu na dzień tygodnia. Uprzejmie
        podziękować. W końcu ja mam tylko swoje postanowienie, a Ty masz religię. Ja
        domagam się po prostu uszanowania moich zasad, Ty uszanowania religii.
        Okazujesz przy tym, że te zasady są dla Ciebie ważne. To może być też cenna
        lekcja dla ludzi letnich. Wszak "kto Mnie wyzna przed ludźmi"...
    • rycerzowa Re: Tradycja, przyzwyczajenie? 21.04.06, 11:07
      A dla mnie obowiazujące u nas posty to tylko tradycja, której przestrzegam -
      dla tradycji właśnie.
      Zwróćcie uwagę,że kazdy biskup ustala zasady postu dla swoich diecezji, czyli
      nie są to jakieś prawdy ogólne.

      Pewnego dnia moje dzieciaki zawołały : "Dziś piątek? Super! Będzie pyszny obiadek!"
      Bo to właśnie w piątki robi się jakieś naleśniczki, pierożki, placuszki...
      A jedzenie mięska, to pokuta prawdziwa.
      Nie po raz pierwszy dzieci skłoniły do refleksji.
      I my, rodzice, za mięsem nie przepadamy, zatem nie ma problemu ze
      "wstrzemiężliwością od pokarmów mięsnych".

      Jak zatem pościć?
      Przygotowywanie posiłków w sposób nieatrakcyjny (aby sobie nie dogadzać,nie
      łasować), oznacza brak szacunku dla "darów bożych".
      Zatem prawdziwy post to dla mnie c o d z i e n n e pamiętanie o tym, by nie
      przejadać się (choćby się miało ochotę), by jeść rzeczy "zdrowe" (np.warzywa), a
      że są smaczne, no to trudno.

      W piątki serwuję gościom potrawy bezmięsne, ale zawsze coś ciekawego wymyślę i
      goście są zadowoleni.
      Wydaje mi sie, że nawet gdy się jest niewierzącym, albo gdy ma się inne zasady,
      to będąc gościem w domu, gdzie się postów przestrzega, wypada uszanować Wielki
      Piątek i Popielec.
    • audita Re: Tradycja, przyzwyczajenie? 21.04.06, 11:20
      Byłam kiedyś na Wigilii u francuskiej (zdecydowanie katolickiej) rodziny - ani
      śladu postnych dań! Wyobrażacie sobie, jaki miałam dylematsmile))) Zaczęłam wtedy
      drążyć temat, no i dowiedziałam się, po pierwsze, że - ponieważ jest to
      przykazanie kościelne - dni i rodzaj postu ustala lokalny Kościół (stąd np. we
      Francji, podobnie chyba jak w wielu innych krajach) bodaj od czasó posoborowych
      nie obowiązywał post w zwykłe piątki, w Polsce został zachowany podobno na
      osobiste życzenie prymasa Wyszyńskiego. Po drugie - w razie niemożności
      zachowania postu (np. tzw. żywienie zbiorowe) można uzyskać dyspensę, warunkiem
      jest np. modlitwa i określonej intencji. Po trzecie - patrz niżej:
      "Kto przestrzega pewnych dni, przestrzega ich dla Pana, a kto jada wszystko -
      jada dla Pana. Bogu przecież składa dzięki. A kto nie jada wszystkiego - nie
      jada ze względu na Pana, i on również składa dzięki Bogu [Rz14,6]" i
      dalej: "Gdy więc stanowiskiem w sprawie pokarmów zasmucasz swojego brata, nie
      postępujesz już zgodnie z miłością. Tym swoim [stanowiskiem w sprawie pokarmów]
      nie narażaj na zgubę tego, za którego umarł Chrystus. [Rz 15]"
      Dlatego kiedy pod koniec smętnych lat 80. zostałam zaproszona do znajomych,
      którzy na moją cześć podali super zapiekankę z wędliną - a był to piątek -
      zjadłam wychwalając pod niebiosa. Właśnie po to, żeby nie zrobić im przykrości.

      A tak na marginesie - czy nie zauważyliście, że ze znacznie większą
      wyrozumiałością spotyka się oświadczenie "nie zjem, bo jestem wegetarianinem"
      niż "nie zjem, bo jestem katolikiem, a dziś piątek"?
      • alex05012000 Re: Tradycja, przyzwyczajenie? 21.04.06, 11:41
        ha, ja też kiedyś w studenckich czasach byłam we Francji na wigilii bez ryb i
        śledzi, podano danie z ... grasicy! (dla niewtajemniczonych grasica to taki
        gruczoł na szyi zwierzaka jadalnego, myślałam, że mi to stanie okoniem w
        gardle....ale cóż było robić, zjadłam...),
        z moim zachowywaniem postu w każdy piątek to różnie bywało w życiu, przez
        ostatnie lata nie zwracałam uwagi na to, jadłąm co było pod ręką, teraz, od
        jakiegoś czasu staram sie zachowywać post w piątek, moje dziecko je co chce, w
        przedszkolu postu nie ma, mąż nie pości, ale w piątek mogę zrobić np spaghetti
        bezmięsne, kupić pierogi ruskie czy inne danie bezmięsne i zje ... muszę tylko
        uważać, żeby akurat w piątek wypadało bezmięsnie...
        bezwzględnymi dniami postu są: wigilia, środa popielcowa, wielki piątek...
        co do innych ludzi nie zwracam w ogóle uwagi na to co i kiedy jedzą, osoba
        jedząca w piątkowe południe kanapkę z kurczakiem nie robi na mnie żadnego
        wrażenia... jej sprawa, mnie to w ogóle nie obchodzi...
        a z częstowaniem - to zależy od konkretnej sytuacji i osoby częstującej -
        czasem bym odmówiła, a czasem zjadła właśnie w zależności od sytuacji...
        • rycerzowa Re: Tradycja, przyzwyczajenie? 21.04.06, 11:48
          Gwoli ścisłości - W Wigilię, nawet w Polsce, nie obowiązuje żaden post, ani
          ilościowy, ani od potraw mięsnych.
          Jedynie tradycja. Piękna zresztą. Polskie posty słynęły niegdyś na całą Europę...
          • verdana Re: Tradycja, przyzwyczajenie? 21.04.06, 13:59
            Niezupelnie na temat, ale zdziwiło mnie zdanie "Wydaje mi sie, że nawet gdy się
            jest niewierzącym, albo gdy ma się inne zasady,to będąc gościem w domu, gdzie
            się postów przestrzega, wypada uszanować Wielki Piątek i Popielec." Nie bardzo
            wyobrazam sobie, jak takie nieuszanowanie mogłoby wygladać? Przychodzimy na
            kolację z własną kiełbachą w garści?
            • mamalgosia Re: Tradycja, przyzwyczajenie? 21.04.06, 14:43
              verdano, może osobie takiej jak Ty może się to nie mieścić w głowie, al emożna
              nie uszanowac - niekoniecznie z kiełbachą w garsci. Na przykład mam taką jedną
              kolezankę (katoliczka, a jakże) potrafiła powiedzieć: "A co wy mięsa nie jecie?
              Takie średniowiecze?"
              • rycerzowa Re: Tradycja, przyzwyczajenie? 21.04.06, 15:07
                Konkretnie?
                Przyjechał kuzyn (z rodziną), w drodze do swych rodziców na Wielkanoc. Czuje się
                u mnie jak u siebie w domu, nie każe się obsługiwać, chwała mu za to. Otwiera
                lodówkę i wyciąga wielkanocne szyneczki, paszteciki, kiełbaski.
                Ignoruje sery, twarożki, śledziki.
                Nic nie mówię (staropolska goscinność), ale robię wielkie oczy, w końcu jest
                Wielki Piątek.
                Oni żartują sobie, ze trzymam się starych przesądów, ja im na to opowiadam
                dowcip o Mojżeszu i czapce.
                (A propos, znacie?)
                Uśmieli się, zjedli i śledziki, i kiełbaski.

                Moi teściowie mają jednego zięcia absolutnie niereligijnego, ale on zawsze
                szanuje zwyczaje domu, gdzie jest zaproszony. W Wigilię zawsze jest trochę
                głodny, bo ani za rybami ani za kluskami nie przepada. Pojada suchy chleb,
                biedaczysko...

                • mamalgosia Re: Tradycja, przyzwyczajenie? 21.04.06, 16:32
                  czyli jak nie średniowiecze to przesąd. Patrzcie, patrzcie.

                  Dawaj o tym Mojżeszu i czapce
                  • rycerzowa Re: Tradycja, przyzwyczajenie? 21.04.06, 16:49
                    Żydzi zawsze noszą nakrycie głowy.
                    Przyszło kilku takich młodych do rabina i pytaja, jakie jest "umocowanie prawne"
                    tego obowiązku noszenia czapki.
                    - Jak to jakie? Przecież w Piśmie o tym jest.
                    - Czytaliśmy Pismo dokładnie i nic nie znaleźliśmy.
                    - O, w tym miejscu jest:"I wyszedł Mojzesz do ludu"
                    - Ale gdzie tu jest wspomniana czapka?
                    - Jak to gdzie??!! Bez czapki wyszedł??!!!
      • glupiakazia Re: Tradycja, przyzwyczajenie? 21.04.06, 16:59
        > A tak na marginesie - czy nie zauważyliście, że ze znacznie większą
        > wyrozumiałością spotyka się oświadczenie "nie zjem, bo jestem wegetarianinem"
        > niż "nie zjem, bo jestem katolikiem, a dziś piątek"?

        No. Słuszna uwaga.
      • minerwamcg Re: Tradycja, przyzwyczajenie? 07.05.06, 21:36
        > A tak na marginesie - czy nie zauważyliście, że ze znacznie większą
        > wyrozumiałością spotyka się oświadczenie "nie zjem, bo jestem wegetarianinem"
        > niż "nie zjem, bo jestem katolikiem, a dziś piątek"?

        He he. Przypomniał mi się blog pewnej sympatycznej teściowej, która opisała
        następującą sytuację: jeden z jej zięciów poszedł na jakiś bankiet czy coś, w
        każdym razie potrawy były do wyboru, i on jadł tylko te jarskie. Zapytany
        odpowiedział krótko "religia mi nie pozwala", i sprowokował dyskusję o
        hinduizmie, buddyzmie, animizmie i innych egzotycznie-wegetariańskich
        religiach. Nikt nie wpadł na to, że facet był najzwyklejszym w świecie
        katolikiem, a mięsa nie jadł, bo był piątek smile)))))
    • luccio1 Re: Tradycja, przyzwyczajenie? 21.04.06, 22:26
      Warto przypomnieć, że za komuny był "post państwowy", czyli jeden dzień
      bezmięsny w tygodniu, gdy sklepy mięsne pozostawały zamknięte: jak pamiętam,
      najpierw (lata 50.-60.) był to poniedziałek, za Gierka - środa.
      • mary_ann Re: Tradycja, przyzwyczajenie? 21.04.06, 23:27
        luccio1 napisał:

        > Warto przypomnieć, że za komuny był "post państwowy", czyli jeden dzień
        > bezmięsny w tygodniu, gdy sklepy mięsne pozostawały zamknięte: jak pamiętam,
        > najpierw (lata 50.-60.) był to poniedziałek, za Gierka - środa.


        Też pamiętam. Byłyu tez dni bezmięsne w restauracjach. Oczywiście nigdy w
        piąteksmile)
      • otryt Re: Tradycja, przyzwyczajenie? 23.04.06, 11:42
        luccio1 napisał:

        >najpierw (lata 50.-60.) był to poniedziałek, za Gierka - środa.

        Za Jaruzelskiego poniedziałek i środa były dniami bezmięsnymi na stołówce
        studenckiej. Schabowy był rarytasem w tamtych czasach. I jesli bywał to zawsze
        w piątek.

      • a_weasley Laicki post 07.05.06, 13:27
        luccio1 napisał:

        > Warto przypomnieć, że za komuny był "post państwowy", czyli jeden dzień
        > bezmięsny w tygodniu, gdy sklepy mięsne pozostawały zamknięte: jak pamiętam,
        > najpierw (lata 50.-60.) był to poniedziałek,

        Co skądinąd nie było pomysłem głupim, bo odpadał problem z dłuższym
        przechowywaniem (mięso na poniedziałek trzeba by przechować przez niedzielę).

        > za Gierka - środa.

        I jak partyjny zjadł schaboszczaka w środę, to potem za pokutę musiał przeczytać
        dwa referaty Gierka i trzy razy zaśpiewać Międzynarodówkę.
    • atta Re: Tradycja, przyzwyczajenie? 22.04.06, 12:09
      Witam, właśnie zostałam przyjęta do waszego grona - bardzo się cieszę i dziekuję smile
      To ja jestem tą oburzoną, cytowaną koleżanką z pierwszego postu Marzek wink.
      Uznałam, że muszę sie wypowiedzieć, bo wyszłam tutaj na taki ciemnogród, co to
      tylko siedzi, obserwuje i ma za złe, czyli jest bardzo daleko od istoty
      chrześcijaństwa. smile))

      Nigdy nie klasyfikowałam ludzi pod kątem poszczenia w piątki - tak jak któraś z
      Was napisała, ot, jest mi miło, gdy spotkam bratnią duszę, która też odmawia
      zjedzenia mięsa, ale tylko tyle. I również pamiętam wizytę u przyjaciół, których
      byłam jedynym gościem (stół zastawiony wędliną na moją cześć?). Zjadłam, nie
      umarłam i pamiętam, że poruszałam tę kwestię na spowiedzi (nie traktując tego w
      kategoriach grzechu). Spowiednik potwierdził - większym grzechem byłoby
      zmarnowanie jedzenia, przykrość sprawiona tym ludziom etc.

      Co do mojej wypowiedzi na temat Wielkiego Piątku - ja traktuję ten post w
      kategoriach religijnych oczywiście, wiem natomiast, że jest sporo ludzi, którzy
      podchodzą do tego jako do elementu tradycji - post w Wielki Piątek, święcenie
      pokarmów w Sobotę, jajka, kurczaczki itp. Ok, jeśli brakuje im sfery religijnej
      może chcą wrócić do zwyczajów z dzieciństwa, nie chcą "odstawać" od większości -
      ich sprawa. Czytałam natomiast (badania ankietowe), że większośc Polaków nie
      przestrzegająca na codzień nakazów religijnych celebruje ZWYCZAJE (?) Wielkiego
      Piatku. I tego dotyczyła moja wypowiedź (pełna oburzenie, jak usłyszała Marzek
      wink ). Jeżeli większość z nas pości w tym dniu, dziwne wydały mi się tłumy w KFC.
      To tak jakbym ja-katoliczka w biały dzień zażerała sie wieprzowiną w czasie
      Ramadanu w jakimś kraju arabskim. Ok, wolno mi, ale tak głupio...

      POzdrawiam bardzo serdecznie,
      atta

    • otryt Alkohol 23.04.06, 12:10
      Prawdę mówiąc nie wiem, dlaczego ryba nie jest mięsem? Ryba bardziej mi smakuje
      niż mięso. Wyrzeczenie się mięsa w piątek nie jest dla mnie żadnym trudem.
      Nie przeszkadza mi, że inni jedzą.

      Czasem jednak, szczególnie w czasie Wielkiego Postu i adwentu nakładam na
      siebie inne ograniczenia: alkohol, słodycze, TV, internet. Kiedyś na cały rok
      przyjąłem zobowiązanie, wpisujac się do specjalnej księgi na ołtarzu, że nie
      będę spożywał alkoholu, jako ekspiację za grzechy pijaństwa Polaków, także w
      mojej rodzinie. Ja nie mam żadnych problemów z alkoholem i mogę nie pić
      patrząc, gdy obok mnie inni piją. Często bywa odwrotnie, tych pijących
      denerwują ci, którzy nie chcą pić. Muszą się tłumaczyć, dlaczego nie piją?
      Choroba lub prowadzenie samochodu są wystarczającym wytłumaczeniem w środowisku
      ludzi, w którym przebywam. Jednak zobowiązania abstynenckie wynikające z
      pobudek religijnych są słabo rozumiane. Moja żona podejmowała kiedyś takie
      zobowiązania, gdy była jeszcze panną. I w swoim domu rodzinnym spotykała się z
      drwinami, wyśmiewaniem i traktowaniem abstynencji jako swego rodzaju dziwactwa.
      To moje zobowiązanie było także formą solidarności z jej postawą. Czy ze mnie
      będą również drwili? Nie wiem, czy zrozumieli ale moją odmowę picia jednak
      uszanowali i przestali dokuczać mojej żonie, czyli swojej córce i siostrze.
      Przyznam, że latem na wakacjach, przy ognisku lub przy grillu, ciężko było
      czasem nie wypić piwa, gdy inni pili. Ale wytrwałem.

      Pozdrawiam serdeczniesmile
      • iwonaiza Re: Alkohol 23.04.06, 15:48
        Bardzo się ucieszyłam z tego postu, gdyż jestem kompletną abstynentką, mój mąż
        też. Zauważyłam że jest ogólne przyzwolenie społeczne na picie alkoholu, a
        nadużywanie picia nie jest postrzegane jako choroba, którą trzeba leczyć, tylko
        jako słabość. Niestety , byłam też świadkiem obecności w kościele ludzi pod
        wpływem alkoholu, często zdarza się na pasterce, lub w czasie Pierwszej
        Komunii, na szczęście przy Kościołach można znależć pomoc dla rodzin
        alkoholików,samych alkoholików i małoletnich dzieci z takich rodzin. Odbywają
        się dla nich spotkania w formie mityngów AA, AL-ateen , Al-anon.
        Natomiast nie jedzenie mięsa w czasie postu i nie tylko, jest dla mnie formą
        dyscypliny duchowej, warto ją sobie zafundować, dla własnego dobra.
        • rycerzowa Re: Alkohol 24.04.06, 12:45
          > Natomiast nie jedzenie mięsa w czasie postu i nie tylko, jest dla mnie formą
          > dyscypliny duchowej, warto ją sobie zafundować, dla własnego dobr

          Właśnie w tym problem, że "niejedzenie mięsa" to nie wyrzeczenie i dyscypliny
          nie wymaga.
          Mieso w dzisiejszych czasach nie jest już żadnym rarytasem. Poza tym coraz
          więcej ludzi go zwyczajnie nie lubi. Wielu odda wszystkie szynki świata za
          śledziki w śmietanie (metafizyczne danie, jak śpiewa Młynarski).
          Dzieci (w większości) wolą naleśniczki i placuszki.
          Podobne niepicie alkoholu w sierpniu przez kogoś kto alkoholu nie znosi.

          Zatem post w obecnej "ramie prawnej" to juz raczej tylko tradycja.

          Ale dyscyplina - czyli post, czyli panowanie nad własnym ciałem - jest ze
          wszech miar potrzebna.
          Chyba trzeba dostosować post do własnego sumienia i ... apetytu.



    • rycerzowa Re: Tradycja, przyzwyczajenie? 24.04.06, 14:54
      A moze tak post na internet w każdy piątek? Dla ćwiczenia charakteru.
      • isma Przeciw cwiczeniom 24.04.06, 15:10
        A tu to ja sie poczepiam.
        Post nie jest, przynajmniej dla mnie, "cwiczeniem charakteru". To nie o to
        chodzi, zeby sie ograniczac, ograniczac, az sie czlowiek rozplynie w nirwanie.
        Ani o to, "kto da wiecej": kto wiecej, czesciej, wymyslniej - bedzie umial z
        czegos zrezygnowac.
        Post jest wspolodczuwaniem z Ukrzyzowanym, z kazdym cierpiacym, stworzonym na
        Bozy obraz i podobienstwo. Jest uswiadomieniem sobie, jak bardzo mizerna jest
        ludzka kondycja. I ze nawet najbardziej "wycwiczony charakter" nie jest - bez
        Jezusowego Krzyza - nic wart wink)).
        • mary_ann no, dobra, ale... 24.04.06, 15:31
          isma napisała:

          > A tu to ja sie poczepiam.
          > Post nie jest, przynajmniej dla mnie, "cwiczeniem charakteru". To nie o to
          > chodzi, zeby sie ograniczac, ograniczac, az sie czlowiek rozplynie w
          nirwanie.
          > Ani o to, "kto da wiecej": kto wiecej, czesciej, wymyslniej - bedzie umial z
          > czegos zrezygnowac.
          > Post jest wspolodczuwaniem z Ukrzyzowanym, z kazdym cierpiacym, stworzonym na
          > Bozy obraz i podobienstwo. Jest uswiadomieniem sobie, jak bardzo mizerna jest
          > ludzka kondycja. I ze nawet najbardziej "wycwiczony charakter" nie jest - bez
          > Jezusowego Krzyza - nic wart wink)).
          >
          Ismo, a czy jedno wyklucza drugie?
          Bo ja się w pełni zagdzam z takim rozumieniem postu, jakie podałaś. Ale widzę
          też sens wyrzeczenia, ćwiczenia woli (i religijny, i "ogólnoludzki").
          Oczywiście można nie nazywac tego postem, ale zwyczajowo tak właśnie się
          przyjęło. I taki "post" też ma sens, i to głęboki...
          • isma Cwiczenie in vitro 24.04.06, 16:08
            Wykluczac nie wyklucza wink)). Ale, jak by to powiedziec, wydaje mi sie, ze sie
            troche niebezpiecznie zeswieccza. Sens ogolnoludzki, jak najbardziej. Tylko ze
            wtedy granica miedzy postem "dla ksztaltowania charakteru" (np. u sportowca,
            modelki, "twardego mezczyzny", bo ja wiem, kogo jeszcze) a postem - nie wiem
            nawet, jak to precyzyjnie napisać, bo nie z "nakazu religijnego", nie chodzi o
            jakies spelnianie nakazow, tylko o autentyczna, osobista potrzebe -
            wspolodczuwania z Chrystusem, sie robi bardzo plynna. I wtedy czlowiek zaczyna
            kombinowac: "czy kurczaka mozna?" "czy ryba to mieso?" (analogicznie, po
            swiecku: "a ile to ma kalorii?", "czy moge czekolade, jesli bedzie light?" "czy
            moge ciastko, jesli potem pojde na silownie?").

            Wbrew moim jezuickim konotacjom, ja osobiscie nie bardzo mam dla cwiczen
            ("Cwiczen" wink)) respekt wink)). Mnie sie wydaje, ze sensowniejsze jest po
            prostu odpowiadanie, z przekonaniem, na wyzwania codziennosci, a nie
            konstruowanie systemow mniej lub bardziej wymyslnych egzaminow i tortur. Jesli
            czuje, ze internet (cokolwiek: jedzenie, seks, relacja z jakas osoba) staje sie
            w moim zyciu przeszkoda, jesli tworzy przywiazanie, ktore mogloby postawic pod
            znakiem zapytania moja wiernosc Bogu, to staram sie to, po prostu, ograniczac.
            Ale zeby akurat koniecznie raz w tygodniu, to nie: ja jakos wole mniej, a za to
            w miare na codzien wink)). Wiec owszem, wole cwicze, ale raczej in vivo, niz in
            vitro.

            (Aha - inna kwestia jest wymiar eklezjalny postu: np. ten nieszczesny Wielki
            Piatek, czy Sroda Popielcowa (zwykle piatki tez, ale tu juz, z roznych
            wzgledow, mozna sobie wyobrazic dyspensowanie sie od tej praktyki). Wtedy, w
            jakims sensie, to jest tez dla mnie rodzaj wspolodczuwania z innymi katolikami,
            i z tym sie z kolei laczy to, co Mamalgosia pisala o gorszeniu)
          • izzunia1 Re: no, dobra, ale... 24.04.06, 16:10
            U nas w czasie Wigilii Paschalnej dzieci( wedlug zwyczajow Paschy zydowskiej)
            zadaja rodzicom pytania na temat ich wiary i nie tylko. Pamietam, jak ktoregos
            roku dziecko zadalo pytanie tatusiowi " a dlaczego poscimy?". Odpowiedz taty "
            Zeby pokazac, ze zoladek nie jest naszym bogiem"... Moze cos w tym jest? Ktos,
            kto doswiadczyl, ze Jezus jest Panem zycia i smierci, nie bedzie sie bal, ze
            tego dnia albo w te dni nie dostarczy organizmowi "niezbednych skladnikow
            odzywczych" smile
    • minerwamcg Re: Tradycja, przyzwyczajenie? 24.04.06, 17:18
      Mam w domu metodystę-wegetarianina, więc sprawa postu odpada smile)) Sama w piątki
      staram się pościć, ale jak zapomnę i np. chcę sobie na mieście kupić kebab,
      albo zamówić coś mięsnego w restauracji, to mi przypomina smile))))
      Kolega niekatolik okazałby wobec mnie należytą dżentelmenerię i uszanowanie,
      gdyby w Wielki Piątek i Środę Popielcową powstrzymał się w mojej obecności od
      jedzenia np. kanapek z kiełbasą. I tyle. Nie domagałabym się tego - ale gdyby
      zrobił to sam z własnej ochoty, byłoby mi bardzo miło.
      Co do częstowania, poza skrajnymi przypadkami każdy kto ma gębę do jedzenia, ma
      ją też do mówienia smile))) i zawsze może powiedzieć "dziękuję, nie". I każdy też
      ma prawo oczekiwać, że taka odmowa będzie przyjęta normalnie i bez komentarzy.
      • a_weasley Re: Tradycja, przyzwyczajenie? 07.05.06, 13:28
        minerwamcg napisała:

        > zawsze może powiedzieć "dziękuję, nie". I każdy też
        > ma prawo oczekiwać, że taka odmowa będzie przyjęta normalnie i bez komentarzy.

        A gdyby kto pytał, zawsze można powiedzieć:
        - Religia mi nie pozwala!
    • rycerzowa Re: Tradycja, przyzwyczajenie? 25.04.06, 10:16
      isma napisała:
      >Post jest wspolodczuwaniem z Ukrzyzowanym, z kazdym cierpiacym, stworzonym na
      Bozy obraz i podobienstwo. Jest uswiadomieniem sobie, jak bardzo mizerna jest
      ludzka kondycja. I ze nawet najbardziej "wycwiczony charakter" nie jest - bez
      Jezusowego Krzyza - nic wart <

      To jest bardzo wysokie C. Nie "wyciągnę".

      My tu rozmawiamy o konkretnym wymiarze postu. Jak przełozyć na język
      codzienności podstawowe zasady - modlitwy, postu, jałmużny, jak o tym
      rozmawiać z dziećmi, i to nie tylko z tymi najmłodszymi.

      Współcierpienie, i to w wymiarze tak mistycznym, zupełnie mi się z postem nie
      kojarzy. Wydaje mi się, ze post nie powinien być nawet zwykłym cierpieniem.
      Człowiek, który panuje nad swym ciałem, nie robi problemu z faktu, że trochę się
      przegłodzi, a ma nawet satysfakcję, że potrafi,że jest wolny. Może dlatego,że
      "przećwiczył" już post wielokrotnie.

      Pamiętam pytanie mojego dziecka, gdy po raz pierwszy mówiłam mu o wielkopostnych
      wyrzeczeniach. "A właściwie dlaczego ja mam z czegoś rezygnować ?"
      Tłamaczyłam,że to jest właśnie ćwiczenie do bycia dorosłym, odpowiedzialnym,
      opanowanym. Trzylatek myślał, myślał, az wreszcie powziął postanowienie, ze
      wobec tego on w Wielkim Poście nie będzie ...się mył.
      • isma Re: Tradycja, przyzwyczajenie? 25.04.06, 10:31
        rycerzowa napisała:

        > To jest bardzo wysokie C. Nie "wyciągnę".

        Czy ja wiem? Dla mnie naturalne, ale pewnie dlatego, ze ja z tych, co nigdy nie
        poscili dla tradycji - jak juz byli niewierzacy, to konsekwentnie wink)). To
        chyba jest kwestia kolejnosci pewnych spraw - czy przechodzi sie od spraw
        zasadniczych do szczegolow, czy odwrotnie. Czy zasadnicza tresc, prawda wiary
        naturalnie wplywa na codzienne zachowania, czy, przeciwnie, te zachowania,
        zasady, maja sie jakos (jak? trudno mi to sobie wyobrazic) na tresc tej wiary
        zlozyc.

        > My tu rozmawiamy o konkretnym wymiarze postu. Jak przełozyć na język
        > codzienności podstawowe zasady - modlitwy, postu, jałmużny, jak o tym
        > rozmawiać z dziećmi, i to nie tylko z tymi najmłodszymi.

        Tez o tym. Ale zalozycielski post watku wcale dzieci nie dotyczyl, a raczej
        swiadomych doroslych i powierzchownego traktowania postu - jako "nakazu"
        czy "tradycji".

        > Człowiek, który panuje nad swym ciałem, nie robi problemu z faktu, że trochę
        si
        > ę
        > przegłodzi, a ma nawet satysfakcję, że potrafi,że jest wolny. Może dlatego,że
        > "przećwiczył" już post wielokrotnie.

        Jasne. A czy ten czlowiek, tak rozumiejacy "post", musi byc wierzacy? To czym
        sie rozni post wierzacego od "panowania nad swoim cialem" niewierzacego?
        Czy rzeczywiscie chrzescijanstwo polega na osiaganiu "satysfakcji"? Czy, jako
        wierzacy, jestem wolny dlatego, ze sam "potrafie" to czy owo, czy dlatego, ze
        moja wola wspoldziala z Laska, ktora wysluzyl dla mnie Chrystus?

        > Pamiętam pytanie mojego dziecka, gdy po raz pierwszy mówiłam mu o
        wielkopostnyc
        > h
        > wyrzeczeniach. "A właściwie dlaczego ja mam z czegoś rezygnować ?"
        > Tłamaczyłam,że to jest właśnie ćwiczenie do bycia dorosłym, odpowiedzialnym,
        > opanowanym. Trzylatek myślał, myślał, az wreszcie powziął postanowienie, ze
        > wobec tego on w Wielkim Poście nie będzie ...się mył.

        Dobre wink)). Ale dlaczego akurat w Wielkim Poscie mial cwiczyc
        te "doroslosc", "odpowiedzialnosc", "opanowanie", nie zapytal?
        • mama_kasia Re: Tradycja, przyzwyczajenie? 25.04.06, 10:38
          > Tez o tym. Ale zalozycielski post watku wcale dzieci nie dotyczyl, a raczej
          > swiadomych doroslych i powierzchownego traktowania postu - jako "nakazu"
          > czy "tradycji".
          Ale nawet, jeśli by dotyczył, to moim zdaniem z dziećmi, jak z dorosłymi.
          One są w stanie wiele rzeczy, dotyczących wiary zrozumieć.
      • mama_kasia Re: Tradycja, przyzwyczajenie? 25.04.06, 10:32
        Jest uswiadomieniem sobie, jak bardzo mizerna jest
        > ludzka kondycja.

        A ja właśnie tak odczuwam post, szczególnie ten w Środę Popielcową
        czy w Wielki Piątek. Dla mnie to jest bardzo konkretny wymiar
        postu. I wydaje mi się, ze właśnie o to przede wszystkim w poście chodzi,
        aby zauważyć Jezusa, a pominąć siebie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka