Dodaj do ulubionych

Bitwa o ciało ;)

13.10.06, 10:53
Zapewne Wasze dzieci - nawet te młodsze mają pytania dotyczące ich
powierzchowności. Dlaczego jestem najniższy w grupie ? Dlaczego tylko ja
noszę okulary ? Dlaczego jestem gruba ? Mamo, jako jedyna mam polapisowane na
czarno zęby... sad A Asia powiedziała mi, że mam obrzydliwe włosy...sad Jak
sobie lokalnie z tym radzicie ?
Czy sami toczycie bitwy o swoje ciało ? wink))Jesteście tygodniami na diecie,
przymierzacie tony spódnic ( spodni), zanim zdecydujecie się wyjść gdzieś ? wink
Dziś w wywiadzie z Piotrem Adamczykiem, grającym rolę także starego i
schorowanego papieża przeczytałam :
"-Czuje się pan silniejszy po zagraniu JPII ?
- Tak. Zrozumiałem, że siła nie tkwi w fizyczności."
Obserwuj wątek
    • martina.15 Re: Bitwa o ciało ;) 13.10.06, 11:43
      tak naprawde nigdy. lece z krytyka mojej mamy czesto, ale ja sama edukuje sie w
      tej kwestii za nas dwie- a pomaga mi tvn style smile jakos tak zostalam wychowana i
      taki mam charakter ze nie mam jakis niesamowitych kompleksow: jestem baaaaardzo
      niska- ale za to dosc szybka, zwinna, wszedzie sie zmieszcze smile mam rozstepy po
      ciazy? szorty na bioderka i ogolnie odpowiednio dobrane ubrania (tez na
      odstajacy brzuszek). palce jak parowki? ale mocne i dlugie paznokcie.
      i tak dalej i tak dalej smile

      odpowiednie podejscie wystarczy smile
      • dorotkak Re: Bitwa o ciało ;) 13.10.06, 17:55
        to prawda, wszytsko zalezy od podejscia i nie to jak sie fizycznie wyglada (czy
        chudy czy gruby itd) ale jak sie do tego ubieramy i zachowujemy
        zawsze byłam niska (często najniższa w klasie, grupie itd), ostatnio bardzo
        schudłam (ale się nie odcudzałam specjalnie, tylko z powodu ogromu zmartwień i
        różnych przykrości) i chyba dopiero teraz zaczęłam zwracać uwagę na tusze
        innych, jednak ak jak mówię, wszytsko jest kwestią odpowiedniego ubioru
    • alex05012000 Re: Bitwa o ciało 19.10.06, 15:17
      Zapewne Wasze dzieci - nawet te młodsze mają pytania dotyczące ich
      > powierzchowności. Dlaczego jestem najniższy w grupie ? Dlaczego tylko ja
      > noszę okulary ? Dlaczego jestem gruba ? Mamo, jako jedyna mam polapisowane na
      > czarno zęby... sad A Asia powiedziała mi, że mam obrzydliwe włosy...sad Jak
      > sobie lokalnie z tym radzicie ?
      hmmm, może mam dziwne dziecko ale nie przypominam sobie tego typu pytań... mam
      chłopaczycę: krótkie włosy, spodnie-dresy, bluza, żadnych dziewczęcych motywów
      i dodatków, jest ładna (obiektywnie) i mówimy jej to! nawet często, chcę aby
      dobrze sie czuła we własnej skórze..., jest wysoka, co podkreślamy, ma po kim
      zresztą -jest proste wytłumaczenie, ostatnio bardzo zeszczuplała, co tez
      podkreślamy na plus..., lustra, grzebienie i biżuteria jej nie interesują,
      samochody i piłka do kopania owszem!
      jesli chodzi o mnie to nigdy sie sobie nie podobałam, grubsza czy chudsza, z
      długimi czy krótkimi włosami, zawsze uważałam, że jestem brzydka, i atrakcyjna
      wyłacznie intelektualnie, no, może jak jakiś czas temu bardzo schudłam to wtedy
      sie dobrze czułam tyle, że to było z choroby i jak mnie wyleczono to utyłam...
      przygodę z dietą miałam jedną w liceum kiedy odchudzałam sierazem z mamą! dla
      towarzystwa, a drugą niedawno - zakończyłam 6 dnia z powodu fatalnego
      samopoczucia, nie przymierzam ton ubrań, bo mam ich mało (np spodni mam 1 parę
      kupioną we wrześniu bo nieco przytyłam i te 2 pary, które miałam przedtem są za
      małe...)a poza tym nie cierpię ciuchów, mody, strojenia sie itp. do pracy noszę
      odpowiednie zestawy: kostiumy lub spódnica i żakiet, + bluzki koszulowe,
      klasyka; w weekendy byle co... mam parę sztuk wieczorowego odzienia, na ten raz
      na jakiś czas do opery, filharmonii czy znajomych starczy...
      wiesz co mader, w swoim życiu trochę podróżowałam, m. innymi na rok, potem w
      innym czasie 2 lata, zagranicę, z konieczności miałam ze sobą mało ubrań,
      przeżyłam, doszłam też do wniosku że czy masz do wyboru 3 bluzki czy 30 to i
      tak będziesz stała niezdecydowana i miała dylemat... w domu mam 2 nieduże szafy
      na wszystko na 2 osoby: od koszul męża i moich bluzek po palta i futra
      zimowe ... Ola ma swoją szafę... a i tak z tego jeszcze mogłabym
      oddać...ubrania tak naprwdę nie mają zadnej wartości... z tym wyglądem różnie
      bywa, niektóre pulchne osoby dobrze sieczują w swojej skórze, inne chude
      wiecznie będą narzekać ... to jest w głowie, albo sie siebie akceptuje albo
      nie... w każdym razie ja siestaram tak wychowywać Olkę zeby sielubiła,
      akceptowała i miała poczucie wysokiej wartości, bez przesady rzecz jasna, ale
      napewno wiesz o co mi chodzi...
      pozdrawaim, jak widzisz nadrabiam zaległosci postowe (od post internetowy a nie
      post piątkowojedzeniowy) alex
      • oleswava Re: Bitwa o ciało 19.10.06, 19:37
        Mi niestety często brakuje odpowiedniego podejścia (moje dziecko nie ma jeszcze
        takich dylematów, bo ma dopiero dwa latasmile. Z jednaj strony wiem, że nie
        powinno się porównywać i nie mam znowu jakiś nieamowitych kompleksów, ale z
        drugiej strony bardzo porównuję się do innych i zawsze zazdroszczę takim
        naprawdę pieknym kobietom i pytam siebie - Gdzie tu sprawiedliwość??
        Wiem, że nie powinnam...
        • dorotkak Re: Bitwa o ciało 19.10.06, 19:43
          tez kiedys z podziwem patrzylam na inne piękne kobiety, teraz to sobie myślę, że
          wcale nie chodzi o fizyczność, ale bardziej o zadbanie i dobiór stroju do figury
          i wyglądu
          jak kto wygląda to nie zawsze nasza zasługa (często to przecież wynik choroby,
          genetyki itd)
    • mader1 Re: Bitwa o ciało ;) 20.10.06, 08:22
      a moja starsza corka, jak była jeszcze mała- pytała się. Nosiła okulary z
      zasłonką na jedno oko i dzieci podpytywały, dziwiły się. Krępowało ją to i nie
      było przyjemne. Wyjaśniałyśmy sobie, dlaczego są choroby. Mówiłyśmy o rożnych
      chorobach... Teraz nie ma problemu. uważa sie za ładną, bo jest ładna smile))
      Druga jest ładna i potrafi narzucić otoczeniu opinię o samej sobie i swojej
      urodzie. Ale okazuje się, że nie wszystkim i nie zawsze. Obcięła sobie włosy,
      krotko i jak dla mnie i wszystkich wokół - slicznie. Ale koleżanka z klasy
      zobaczywszy ją krzyknęła " Jak ty obrzydliwie wyglądasz !" I to nie był ten
      rodzaj krytyki, który moje dziecko lubi sad
      Musiałam ją pocieszać, bo okazało się, że ten jeden okrzyk jest ważniejszy niż
      parę komplementów.
    • justyna.ada Re: Bitwa o ciało ;) 21.10.06, 22:52
      Powtarzam swojej córeczce (4,5) że jest ładna, bo jest. Uczę ją ubierać się
      tak, żeby coś do czegoś pasowało, żeby miała o tym pojęcie od małego.
      Nie wiem czy to dobre. Wiem, że sama nabyłam pojęcie o własnej kobiecości bardzo
      późno. Może za późno? O tym, że mogę być atrakcyjna. I nic w tym złego.
      I synowi też mówię, że mi się podoba, że ma ładne oczy itp. Ubieramy się
      starannie, nie w byle co.
      Natomiast rozdrabnianie się godzinami nad tą czy inna sztuka odzieży, to nie.
      Absolutnie nie.
    • mamalgosia Re: Bitwa o ciało ;) 22.10.06, 12:37
      A ja się dziwię, że Adamczyk - jednak nie szczeniak (choć młodszy ode mnie)
      dopiero teraz odkrywa taką prawdę.
      Powiem trzy rzeczy:
      1) moje dzieci są za małe na takie problemy i na razie uważają, że są
      najśliczniejsze na świecie
      2) natomiast całą moja praca nauczycielska pokazuje, jakie to wszystko jest
      ważne. Jak najpiekniejsze dziewczyny czują się brzydkie. Jak dziewczyna, która
      właściwie nic nie ma na swoim miejscu potrafi zawojować wszytskich chłopaków w
      klasie - tylko dlatego, że siebie akceptuje. Jak akceptacja/nieakceptacja
      swojego ciała wpływa na całe, naprawdę całe zycie (no, tu już wkraczam na grunt
      osobisty)
      3)trudno wypośrodkować. Jak nie doprowadzić do apoteozy tego co najważniejszym
      wszak nie jest, ale jednocześnie nie zepchnąć na margines. I jak doceniać ale
      nie przeceniać. I jeśli doceniać, to od właściwej strony (że piekne, że Bóg
      stworzył, że świątynia Ducha, że wyrażenie duszy, a nie wabik na płeć
      przeciwną). I choć wydaje się, że problemem głównym postmodernizmu jest właśnie
      przecenianie roli cielesności, to mam wrażenie, że w efekcie jego prawdziwej
      wartości się nie docenia.

      Zamotałam jak zwykle. Mader, walcz o ciało dalejsmile
      • mamalgosia P.S. 22.10.06, 12:38
        Punkt 1 jest oczywiście prawdą
      • mader1 Re: Bitwa o ciało ;) 22.10.06, 12:52
        ja nie mam o co walczyć smile walka została stoczona smile ciało potraktowane z
        należytą starannością smile , ale bez szczególnej uwagi smile)))) Nie dołączyłam do
        grona modelek, aktorek, mam- własnych córek smile)))
        Wcale, jak zwykle, nie namąciłaś. Punkt 1 jest zapewne prawdziwy, cieszę się,
        że ktoś oprócz mnie widzi tez punkt 2 i 3. Szczególnie 3 jest dla mnie trudny.
        Dlatego, że dzieci słyszą nie tylko nas - także otoczenie i jego reakcje na
        własne ciało, ubiór, na siebie. W dodatku nie zawsze chcą się podzielić
        przeżyciami albo dzielą się i...
        musimy oddzielić fikcję od prawdy, wyobrażenia od rzeczywistości, chwilowy zły
        nastrój od problemu....
    • mary_ann Re: Bitwa o ciało ;) 23.10.06, 14:33
      Wrzuciłas bardzo wazny temat - dzięki, Madersmile

      Dla mnie problem - bolesnie - ach, bolesnie - na czasiesad(
      Zawsze starałam się przekazywac dzieciom - jakoś mimochodem, bez smrodku
      pedagogicznego, ale całkiem szczerze - że nie w wygladzie człowieka leży jego
      wartość. I nieskromnie wydawało mi się, że mi się udalo. Do tego moje córki
      maja szczęscie być obiektywnie urokliwe i nigdy nie szczędziłam im komplementów
      (co więcej ,ładni ludzie i tak odbieraja pozytywne sygnały na temat wygladu z
      otoczenia, więc moje zapewnianie pewnie było kwiatkiem do kożucha).
      A tu taka niespodzianka...

      Bilans 10-latka. Okazuje się, że prawdopodobnie moja starsza bedzie nosić
      okulary. Własciwie zadna to niespodzianka - dla niej też - wielokrotnie była o
      takiej ewentualności mowa, wszak rodzice oboje mocno krótkowzroczni, a cuda
      zdarzają się rzadko. No, a tu widzę naraz, że dziewczę moje zagryza usta, oczy
      szklą sie powoli, dzielnie trzyma fason, ale natychmiast po wyjsciu z
      przychodni tryska fontanna łez i Zuzka zacina się w sobie. Nie będzie nosić - i
      już!!! Nie trafiają żadne argumenty, ani babskie (kupimy super oprawki, zobacz,
      jakie ja mam fajne, popatrz, jak Karolina świetnie wygląda w okularach), ani
      takie bardziej filozoficzne (to TYLKO krótkowzrocznośc, naprawdę bywają
      gorsze "nieszczęścia"...). Zuza się zacięła, rozmawiać nie chce. W dodatku
      dowiedziałam się w tzw międzyczasie, że opcja z soczewkami kontaktowymi (na
      która Zuza bardzo liczy) w jej wieku odpada.

      Wiem, że to głupio-banalna sprawa, ale ciężko mi z tym. Cięzko, bo mam poczucie
      winy, niepowodzenia. Że nie udało mi sie mimo najlepszych chęci zbudować w
      dziecku wyższej samooceny, niż ja miałam w jej wieku (okulary przezyłam
      identyczniesad( Że nie potrafie jej w gruncie rzeczy pomóc. Że to moje wredne
      geny nadwrażliwca, itd...

      Macie jakis pomysł?
      W każdym razie (nie bez pewnego wstydu, bo moje dziecko nie choruje wszak na
      białaczkę) bardzo proszę o modlitwę. W czwartek wizyta u okulisty, niech Wasze
      westchnięcia sprawią, że lekarz przekaże Zuzce "wyrok" tak, żeby nie zamknęła
      się w sobie jeszcze bardziej...Zeby udało mi się jakoś jej pomóc...
      • mader1 Re: Bitwa o ciało ;) 23.10.06, 15:01
        Wcale się nie obwiniaj, bo nie skończysz, dopóki Twoje dziecko nie wyprowadzi
        się " na własne śmiecie" smile)))
        Ty jej powiedziałaś to co powinnaś, ale teraz ona musi się z tym zmierzyć w
        swoim życiu smile Każdy z nas tak ma. Teoretycznie wie, co powinien, jak powinien,
        teoretycznie w porządku, a jak coś się dzieje - ciężko się z tym pogodzić.
        Twoja córka zrozumiała, że jej wygląd się zmieni. A każdy chce panować nad
        takimi zmianami. Więc przede wszystkim , jeżeli jest dziewczynką zdecydowaną i
        energiczną, jest trochę zła, że niezależnie od niej , będzie musiała coś tam
        nosić. Okulary lepsze niż gorset ortopedyczny, ale przecież nikt ją nie pytał o
        zdanie. Potem dalej, bo chory dzidziuś się budzi
        • mary_ann Re: Bitwa o ciało ;) 23.10.06, 15:13
          Mader, lejesz miód na moje samobiczujące się matczyne sercesmile)

          Życzę dzidziusiowi (dzidziusiowi??? Munio = dzidziuś?) zdrowia i czekam na ciąg
          dalszy (ale bez stresu, proszę!)

          mary_ann
          • mader1 Re: Bitwa o ciało ;) 23.10.06, 19:27
            smile)) No dzidziusiowi, bo Munio jak jest chory, jest takim malym bezbronnym,
            pojękującym dzidziusiem sad

            Twoja Starsza musi chyba przejść ten moment buntu - że coś ma się zmienic i to
            na zawsze. Bo wadę wzroku ma się na zawsze już - z dużą dozą
            prawdopodobieństwa. I nikt nie pytał ją o zgodę.
            Nie potrafi pewnie tego swojego niezadowolenia i buntu okreslić, nazwać - bo
            przeciez ona WIE , że okulary to nie koniec świata i zmiana w wyglądzie to nie
            koniec świata i ludziom zdarzają się gorsze rzeczy...
            Poza tym - w tym wieku okulary to jeszcze jakaś wada. W ogólniaku to już -
            dobrze dobrane- mogą być trendy, jazzy czy cool czy jakoś tam jeszcze smile
            Trochę jest niepewna - czy ona w okularach to będzie ta sama dziewczynka.
            Dotychczas w okularach chodzi tylko ( przypuśćmy) Kasia, a ona za Kasią nie
            przepada. Oczywiście z innych względów niż okulary. Ona przyjaźni się z Anią (
            przypuśćmy) i jeżeli już bez jej zgody miałoby się coś w niej zmieniać, to
            bardziej wolałaby w kierunku Ani niż Kasi wink Nie wie jeszcze, że w okularach
            zostanie tą samą Zuzią, nikt z przyjaciół nie odsunie się od niej. Być może
            jakiś chamek, którego i tak nie lubi, powie cos złośliwego.
            To dla niej wszystko jedna wielka niewiadoma.
            Za chwilę zaczniecie działać - okreslać wadę, dobierać oprawki, pokazywać się w
            oprawkach ( może poszłaby z Wami przyjaciółka córki ? smile To już będzie
            działanie i chociaż nieprzekonana , odnajdzie się w tym bardziej niz w tym
            biernym czekaniu i niemocy.
            A potem pójdzie do szkoły. I doświadczy tej prawdy, którą jej mówisz od dawna -
            że o tym, jaka jest wcale nie decyduje sukienka, spodnie czy okulary. Bo będzie
            taka sama.
            A zanim to się stanie - będziesz zmartwiona patrzeć na jej bunt i smutek,
            będziesz jej mówić mądre słowa i będziesz widziec, że nie chce ich słuchać (
            jasne - chce, żeby było jak dawniej), będziesz ją pocieszała, głaskała,
            znajdziesz książkę o okularach, wierszyk ( nie będzie chciała ich słuchaćsmile,
            będziesz zwracała jej uwagę na ulicy na śliczne dziewczyny w okularach,
            będziesz pytała czy zwróciła na to uwagę, jakie są modne, kupisz głupią gazetę
            tylko dlatego, że będą w niej zdjęcia łądnych dziewczyn w okularach, opowiesz
            coś o swoich przeżyciach związanych z okularami. Będzie Ci się wydawało, że to
            wcale nie odnosi skutku. Czasem uronisz łezkę nad swoją bezradnością.
            I będziesz takie stany przez okres dorastania przechodzić jeszcze nie raz smile)))
            Wiem to dobrze smile)))
            Ale nie przejmuj się, zawsze możesz tu napisać, a któraś z nas Ci odpisze, bo
            zawsze znajdzie się taka , która coś podobnego przeżywa, przeżywała albo będzie
            przeżywać smile)))
            I trochę Was to obie pocieszy smile
            • kulinka3 Re: Bitwa o ciało ;) 23.10.06, 19:47
              U nas na bilansie 6 latki wyszła dość duża wada wzroku, o której nikt nie miał
              pojęcia.Oczywiście okularów córka nosiła nie będzie i koniec, bo nikt z jej
              grupy nie nosi.Zacieła się.
              Przekonaliśmy ją trochę tym,że okulary noszone teraz potrafią uchroinić przed
              okularami w przyszłości i tym,że póżniej wada się pogarsza i szkła są
              grube.Poszliśmy, wybrała sobie oprawki, jakie chciała.Bardzo jej się to
              wybieranie spodobało( były lody!!!) Póżniej było gorzej, bo przecież cisną,
              przeszkadzają itp.
              Teraz okulary jeżdzą w tornistrze i mamy umowę,że zakłada je do pisania i
              czytania, poza tym choć powinna, jej nie cisnę.
              Przekonała się trochę, jak dziewczynki z grupy pozazdrościły jej różowych
              oprawek i pudełeczka, a pani w klasie bardzo ją zachęca do noszenia i chwali jej
              wygląd,bo wygląda w nich ślicznie.
              My z mężem też jesteśmy okularnicy, więc jej trochę łatwiej przy nas w
              domu,kiedy coś ogląda.
              Małymi krokami idziemy więc do przodu.Ostatnio powiedziała nawet,że już się
              trochę przyzwyczaiła.
              Trzymam kciuki.
    • mary_ann dziewczyny... 23.10.06, 22:04
      Dziewczyny kochane!
      Bardzo Wam dziękuję. Bardzo, bardzo, bardzo.
      Fajnie, że jesteście, wiecie? smile)))
      • alex05012000 Re: okulary 24.10.06, 10:11
        tak a propos okularów, ja zaczęłam nosić w 2 klasie liceum ... myslę, zę teraz
        jest łatwiej, bardzo dużo osób dor., dzieci, młodzieży ma okulary, soczewki...
        wtedy o wiele mniej i stosunek do osób noszacych okulary był czasami
        zenujacy... nie raz zdarzyło mi sie usłyszeć nieprzyjemne słowa, tak jakby to
        była moja wina, ze jestem krotkowidzem... do tej pory to pamiętam, nie od
        kolegów z klasy, ale od obcych ludzi...
        mojej znajomej córka nosiła okulary w zerówce i 1 klasie, teraz jest w 2 kl. i
        juz nie musi nosić! wiec u dzieci to moze byc przejściowe - tak tytułem
        pocieszenia...
        • rycerzowa Re: okulary 24.10.06, 11:12
          Z tymi okularami, to nie tylko o wygląd chodzi...
          Zobaczycie same, gdy stuknie wam czterdziestka i lekarz niejako " z urzędu"
          przepisze szkła do czytania.
          Trudno pogodzić sie z niedoskonałością swego ciała, niezależnie od tego, czy ma
          się lat 10, czy 48.
          Z tym bólem każdy musi się uporać sam.

          Ale jest dobra wieść. Tego typu wady wzroku można leczyć operacyjnie, laserem.
          Niestety, NFZ nie refunduje kosztów. W Poznaniu płaci się ok. 2,5 tys. za jedno
          oko. Znam osoby, które miały dość okularów, soczewek kontaktowych, "szarpnęły
          się" - i są zadowolone. Zabieg ponoć nie trwa długo, jest niebolesny,
          wykonywany ambulatoryjnie.
          Dobrze jest wiedzieć o takiej możliwości, nawet gdy się nie skorzysta.
          • alex05012000 Re: okulary - nie całkiem tak... 24.10.06, 12:28
            Z tymi okularami, to nie tylko o wygląd chodzi...
            - a o co????
            Zobaczycie same, gdy stuknie wam czterdziestka i lekarz niejako " z urzędu"
            przepisze szkła do czytania.
            - nie zawsze, ja mam 40+ i okulary od liceum, minusy a do czytania od 2 lat mam
            mniejsze minusy... ale mąż ma 50+ i czyta bez okularów! zadnych...
            Trudno pogodzić sie z niedoskonałością swego ciała, niezależnie od tego, czy ma
            > się lat 10, czy 48
            - myśle ze jak sie ma 40 to jednak jest o wiele łatwiej niz 15...
            A ja tam lubię swoje okulary, mogę się za nimi schować!
            • rycerzowa Re: okulary - nie całkiem tak... 24.10.06, 12:41
              > - myśle ze jak sie ma 40 to jednak jest o wiele łatwiej niz 15...

              Nie jest łatwiej ;-(
              • samboraga Re: okulary - nie całkiem tak... 24.10.06, 13:02
                > > - myśle ze jak sie ma 40 to jednak jest o wiele łatwiej niz 15...
                >
                > Nie jest łatwiej ;-(

                to już kwestia dojrzałości, chybawink
                niektórzy (niektórewink) potrzebują też liftingu tego i owego, aby czuć się 'w
                swoim ciele', bo to zmieniające się wraz z wiekiem 'to nie ich' przecieżwink)
                ja na razie przed 40-ką i to jeszcze sporo, ale z bliznami (dużymisad()żyję od
                bycia nastolatką, dekoltów nie mam jak nosić, basen oswoiłam i udaję że nie
                widzę spojrzeń w moją stronę (z drugiej strony te spojrzenia rozumiem, wyglądam
                inaczej bądź co bądź), okulary doszły na studiach...
                moja mama do tej pory udaje, że okularów nie potrzebujecrying(
            • addria Re: okulary 24.10.06, 12:46
              A pamiętacie, jak była całkiem niedawno moda na okulary? Nawet Ci co ich nie
              musieli nosić, sprawiali sobie szkła "zerówki", żeby być tredny czy tam jazzy,
              jak kto woli wink Operacje laserowe oczu nie zawsze można wykonać i nie przy
              każdej wadzie są zalecane. Zdarza się, że wada jednak po jakimś czasie znów
              powraca, ale faktycznie taka możliwość jest. I jeśli ktoś ma przezywać traumę z
              tego powodu, to warto to jednak rozważyć.
              Ja mam i okulary i soczewki kontaktowe smile Soczewki sobie baaardzo chwalę,
              okaularów nie lubię, ale z lenistwa częściej używam, bo codzienne mycie,
              płukanie, pakowanie do pojemniczka... no i koszty są też spore, nie ukrywam. A
              soczewki jednorazowe są w ogóle koszmarnie drogie, choć parę razy sobie
              kupiłam, super sprawa wink
          • my-cha Re: okulary 24.10.06, 12:43
            Młodszy syn założył okulary w 5 klasie podstawówki i zaczął zbierać kasę na operację
            sam z siebie i od razu
            Nie dopuszcza innej możliwości i tylko czeka - bo do tego wiek odpowiedni trzeba
            osiągnąć i stabilizację wady
            smile
            • alex05012000 Re: okulary... 25.10.06, 13:58
              moja Ola wczoraj ni stą ni zowąd mówi idąc na lekcję pianina: mamo, ja chcę
              nosić okulary!
              zbaraniałam, pytam czemu? a bo to fajnie jest nosić okulary ...
              ja na to: ale masz zdrowe oczy, po co ci okulary...
              ale ja bym chciała...
              w końcu załozyłam jej na chwilę moje okulary, pytam czy coś widzi, ona
              przekornie, ze widzi...ale wiem że nie..
              potem jej pokazałam oddalony budynek z reklamą i mowię widzisz co tam jest
              napisane?
              tak, moje dziecko literuje: bankpekaosa no widzisz - mówię- a ja bez okularów
              widzę rozmytą plamę w niebieskim kolorze, taka jest różnica
              Dziś rano - jadąc do przedszkola - mamo, ja nie chcę już mieć okularów!
              dlaczego
              bo okulary można połamać, albo zgubić...albo ktoś ukradnie...
              ani słowa o wyglądzie czy tym podobnych aspektach...
    • mary_ann chwilowo tylko merytorycznie 24.10.06, 17:41
      1. nadziei, że wyrosnie, robic jej nie będę. Jeśli to prosta krótkowzroczność,
      to dziecię ma obustronne genetyczne obciążenie. Żadne z rodziców z wady nie
      wyrosło, niestetysad(

      2. co do operacji, to jest mozliwa dopiero po ustabilizowaniu wady, co zapewne
      (jesli sprawy potocza się jak u mnie) nastąpi dopiero w okolicach dwudziestki.
      Zresztą nie jest powiedziane, że wtedy Zuza bedzie chirurgią jeszcze
      zainteresowana - ja bym już dziś nie ryzykowała, tj. dolegliwość noszenia
      okularów jest dla mnie żadna w zestawieniu z ryzykiem (zawsze jakies jest...)i
      kosztami operacji.
    • rycerzowa Re: Bitwa o ciało ;) 25.10.06, 12:58
      >Z tymi okularami, to nie tylko o wygląd chodzi...
      >- a o co????

      Nie o urodzie chciałam napisać, jako "płoche czynią".
      Niedoskonałość ciała to sprawa zazwyczaj defektu zdrowotnego.
      Z tym się tak trudno pogodzić, do tego trzeba być dojrzałym.

      Gdy dziecko widzi,że jest wyraźnie niższe od rówieśników, musi mieć polapisowane
      zęby, przepisano mu okulary - buntuje się, że odbiega od oczywistego wzoru.
      Córeczka mojej koleżanki, u której stwierdzono krótkowzroczność, wykrzyknęła
      zrozpaczona: "Mam 14 lat i jestem ślepa!"
      Rodzice uśmiechają się z pobłażaniem i tłumaczą właściwą hierarchię zmartwień,
      ale ją rozumiem. Przez te moje okulary do czytania. I nie ma tu znaczenia,że
      zarówno jej, jak i mnie, jest w okularach ładnie.
      Po prostu musi minąć trochę czasu, zanim się problem oswoi, zanim się człowiek
      pogodzi z nieuchronnym.


      A teraz napiszę coś bardzo "niepoprawnego politycznie", odnośnie tego, co
      napisano w poście, o naszym Papieżu. Tego ,że "siła nie tkwi w fizyczności.

      Nie wiem , jak wy, ale ja przez ostatnie lata nie byłam w stanie ogladać Jego
      wystapień, tylko słuchałam Go, i praktycznie zawsze z płaczem.
      Miałam tatę chorego na parkinsonizm, i wiem, jakie to cierpienie, jak bardzo
      ograniczone są możliwości chorego.
      Domyślam się, ile dragów aplikowano Papieżowi, by mógł nie tyle wyjść, co być
      pokazanym tłumom. Te tłumy, krzyczące z radości, wydawały mi się tłumami
      bezdusznych sadystów. (Pewnie niesłusznie).

      Mówi się, że Papież był świadectwem.
      Ale pod jednym względem świadectwem nie był. Nie pokazał,że przychodzi taki
      moment, że trzeba odejść ze stanowiska.
      Niejeden mógł wysnuć wniosek, że należy tkwić na stołku do końca.
      A może tak właśnie trzeba?
      Z tym problemem nie mogę się uporać.
      • alex05012000 Re: Bitwa o ciało ; głównie do rycerzowej 25.10.06, 13:52
        hmmm - Niedoskonałość ciała to sprawa zazwyczaj defektu zdrowotnego.
        > Z tym się tak trudno pogodzić, do tego trzeba być dojrzałym.
        to ja chyba jestem dojrzała, bo mnie jest łatwo sie pogodzić z ułomnościami....
        zazwyczaj akceptuję wszelkie choroby i dolegliwości, na zasadzie, skoro już tak
        jest lo wyleczmy ile sie da i nauczmy sie żyć z tym co nas dotyka, poza tym
        tyle innych ma gorzej!
        prosty przykład, mam zwyrodniałe stawy kolanowe, zwłaszcza w lewej nodze - nie
        mogę uprawiać sportów, ba nawet chodzenie po schodach to dla mnie problem, no
        to trudno, mogę chodzić po płaskim to sobie spaceruję, i starm sie unikać
        schodów, a na nartach i tak w tę zimę byłam, miałam kolana jak baloniki ale co
        pojeździłam to moje... okulary swoje uwielbiam, bez nich czuję sie jak bez
        reki, dziwoląg ze mnie jednym słowem...
        są rzeczy z którymi sie nie mogłam/nie mogę pogodzić jak w swoim czasie
        niemożność posiadania dziecka a bardziej niedawno śmierć ukochanej babci, ale
        okulary czy chore kolana... szkoda czasu na takie drobiazgi... w końcu ja ani
        aktorka, ani modelka ani prezenter TV....
        to co rycerzowa napisała o papieżu raczej mnie zszokowało i zniesmaczyło wiec
        nie będę wiele pisac na ten temat, papiestwo to nie stanowisko i stołek, chyba
        jest dożywotnie??? zresztą, ja w każdym razie zupełnie tak tego nie odczułam...
        nie wiem jak skomentować...
      • ruda_kasia Re: Bitwa o ciało ;) 25.10.06, 14:15
        Miałam te same reflesje... niestety. Przemyślałam to - że Bóg zdecydował, kiedy
        go zabrać .
      • mamalgosia Re: Bitwa o ciało ;) 25.10.06, 14:45
        rycerzowa napisała:

        > >Z tymi okularami, to nie tylko o wygląd chodzi...
        > >- a o co????
        >
        To ja może jeszcze dodam z własnych doświadczeń. Na przykład na wfie miałam do
        wyboru albo narażać się na stłuczenie okularów, albo np. nie widzieć gdzie leci
        piłka. Na basenie - okularki do pływania, ale znowu problem, bo nie widzę, czy
        ratownik, czy trampolina. Albo wejście w zimie z ulicy do sklepu - całe okulary
        zaparowane. Albo w upały - pocący się nos. Albo regularne upadanie okularów
        przy przebieraniu się (ale to ja taka ofiara jestem, to się pewnie innym nie
        zdarza). Oczywiście są to drobiazgi, ale człowiekowi w wieku szkolnym może to
        nieźle dawać w kość.
        Soczewki rzeczywiście można nosić gdy już się zakończą wszystkie procesy w
        gałce ocznej. Wiem, że licealiści już noszą.

        > A teraz napiszę coś bardzo "niepoprawnego politycznie", odnośnie tego, co
        > napisano w poście, o naszym Papieżu. Tego ,że "siła nie tkwi w fizyczności.
        >
        > Nie wiem , jak wy, ale ja przez ostatnie lata nie byłam w stanie ogladać Jego
        > wystapień, tylko słuchałam Go, i praktycznie zawsze z płaczem.
        > Miałam tatę chorego na parkinsonizm, i wiem, jakie to cierpienie, jak bardzo
        > ograniczone są możliwości chorego.
        > Domyślam się, ile dragów aplikowano Papieżowi, by mógł nie tyle wyjść, co być
        > pokazanym tłumom. Te tłumy, krzyczące z radości, wydawały mi się tłumami
        > bezdusznych sadystów. (Pewnie niesłusznie).
        >
        Wątek skręca, ale jednak napiszę coś od siebie.
        Mnie również patrzenie na to sprawiało ból. Wiem jednak, że jeśli chodzi o
        umysł Jana Pawła II, to działał bez zarzutu - więc był zdolny do pełnienia tej
        funkcji. Nie odbieram "papieżowania" jako lukratywnego stołka, bo jest to
        straszna samotność, ciągła dyspozycyjność, służba, narażanie się na kpiny,
        krytykę itp. Z testamentu JPII wiemy, że w wieku gdy biskupi odchodzą na
        emeryturę i on zastanawiał się, co ma zrobić. Nie wiem, jakim torem biegły jego
        myśli, ale problem jakoś został zasygnalizowany na papierze - więc tym bardziej
        na pewno był w myślach. Ale było też przekonanie, że skoro Chrystus powołał, to
        tylko On może odwołać. Oczywiście jest to argument dla osoby wierzącej - ale
        nasze forum ma nazwę jaką ma, więc chyba mogę to napisać. I jeszcze dodatkowo
        wierzę w asystencję Ducha Świętego - On najlepiej wiedział, jak tę sprawę
        rozwiązać.
        Tak, na pewno nie było to ładne - patrząc według obowiązujących kanonów piekna.
        Tylko czy nasze oczy tak do końca wiedzą co jest piękne?
        Zawsze będę bronić Jana Pawła II.


        > Mówi się, że Papież był świadectwem.
        > Ale pod jednym względem świadectwem nie był. Nie pokazał,że przychodzi taki
        > moment, że trzeba odejść ze stanowiska.
        > Niejeden mógł wysnuć wniosek, że należy tkwić na stołku do końca.
        > A może tak właśnie trzeba?
        > Z tym problemem nie mogę się uporać.
      • samboraga Re: Bitwa o ciało ;) 25.10.06, 15:07
        > Nie o urodzie chciałam napisać, jako "płoche czynią".
        > Niedoskonałość ciała to sprawa zazwyczaj defektu zdrowotnego.

        to nie zmienia postaci rzeczy - dziecku czy nastolatce jest trudniej to
        zaakceptować niż osobie dorosłej, przynajmniej powinno byćwink
        moich rówieśników powoli zaczyna strzykać to tu, to tam, w dzieciństwie,
        młodości to było poważne wyzwanie, że nawet jeśli nie mogę pojechać na obóz
        wędrowny (albo kiepsko bawię się w berka) to też mogę być fajnawink)
        więc ten defekt zdrowotny, o któym piszesz znaczył o wiele więcej wtedy niż
        znaczyłby teraz
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka