Na stałe.
A jakie macie zdanie w tym temacie?
Nie wiem nawet czy nazwać to emigracją - granice już otwarte.
Co jakiś czas dopada mnie smutek z tego powodu, że nie mam córki. No i tak
sobie westchęłam ostatnio przy pewnej znajomej, a ona na to: "A jakie to ma
znaczenie: córka czy syn, skoro i tak wyjedzie za granicę i będziesz ją/go
widywała dwa razy na rok". No jakoś smutno. Wiem, jakie są realia i wiem, że
nie mogłabym bronić dzieciom wyjazdu z kraju. Ale przykre to jakieś. Mój
sąsiad wybudował dom dla córki i wnuków, a oni wyprowadzili się do Irlandii.
Moja kolezanka na stałe zamieszkała w Niemczech - zostawiając w Polsce matkę -
wdowę.
Sama nie potrafiłabym tego zrobić - trochę z pobudek patriotycznych, trochę z
poczucia obowiązku względem rodziców, ale przede wszystkim dlatego, że jestem
d... wołowa i nie potrafiłabym się zagospodarować w nowym miejscu i z nowymi
ludźmi, a nostalgia i melancholia by mnie zeżarły.
Ale dzieci... Istnieje duże prawdopodobieństwo, że wyjadą. Znam rodziców,
którzy z dumą mówią o tym, że syn wyjechał do Austrii - studiuje i pracuje,
jest rozchwytywany, szczęśliwy, zabiegany... Super i w ogóle, ale znają go
tylko z smsów i zdjęć.
Może petycja o zamknięcie granic?