mader1
09.04.07, 11:27
Myślę sobie o tych wszystkich dzieciach, które widzą butelkę wódki wędrującą
od kieliszka do kieliszka na stole przykrytym białym obrusem, między
koszyczkiem ze święconką, tym tradycyjnym białym barszczem...

One wiedzą,
jak to się skończy

Rozmowami i kłotniami o polityce, krytykowaniem
chciwego Kościoła, awanturą. Czasem mają świetne wyczucie, kiedy można
jeszcze bezpiecznie wyjść - ciągną tatę, mamę za rękaw " Chodźmy już do
domu... proszę "

O Chrystusie, o Bogu... to one w święta nie słyszą nic.
nasi znajomi, nawet ci mało wierzący, wątpiący wcale nie są tacy... Mamy
takich, którzy wyjeżdżają w góry, takich co chodzą dla szpanu ze święconką
do modnych kościołów... Ale nie upijają się. Można wtedy o tej tragicznej
rzeczywistości trochę zapomnieć. Jechaliśmy wczoraj wieczorem wiejskimi
drogami, nie widzieliśmy żadnych postaci w rowach, żadnych zataczających się,
ciagniętych przez żony facetów. A może jest lepiej ?