Dodaj do ulubionych

osoby niewierzące.... moje rozmyślania....

12.05.07, 19:49
bo tak sobie siedzę myślę i .... chyba potrzebuję głosu innych osób żeby może
to, nie wiem, lepiej zrozumieć?
o co chodzi...
ostatnio tak sobie rozmwiałam z pewną osobą na temat rocznicy Pierwszej
Komunii Św. (wiem, że ma dziecko w wieku mojego syna) i słyszę, że jej to nie
dotyczy,
ja, oczywiście ciekawa bardzo (bo chętnie zawsze porozmawiam z kimś, kto żyje
w innej wierze) pytam jakiego jest wyznania,
usłyszałam, że żadnego, bo ona skończyła kulturoznawstwo i oczy jej się
otowrzyły,
że ona za swoje życie nie będzie obarczać winą kogoś, kogo nie ma, że Bóg to
wymysł ludzi,
że ludzie stworzyli sobie "kogoś" żeby było im lepiej na tym świecie,
dodam, że jest to bardzo fajna osoba, miła, dobra, inteligentn...

i tak sobie myślę, jak można żyć bez Boga?
czy można żyć bez Niego?
cy można żyć i nie wierzyć w nic?
czy jest to może chwilowe widzimisię, bo jest się młodym, butnym, bo wszystko
narazie układa się w miarę dobrze?
ja sama mam w swoim życiorysie momenty, kiedy to "obrażałam " się na Boga,
że miałam pretensje do Niego, że mama jest chora śmiertelnie i umiera, a ma
dopiero 55 lat i całe swoje życie niosła pomoc innym, żyła w zasadzie ciągle
dla kogoś i teraz kiedy mogłaby sobie czerpać radość z życia, to nagle ciach!
ona umiera...
ale bardzo szybo wlałam na siebie kubeł zimnej wody, zawstydziłam się,
przeprosiłam i przyjęłam z pokorą wolę Jego,
ale żyć bez Boga, nie wierzyć w nic?
czy spotykacie takich ludzi w swoim życiu?
ja nie miałam odwagi ciągnąć rozmowy dalej, nie chciałam jej urazić,
powiedziałam tylko, że sama osobiście nie wyobrażam sobie życia bez Boga, że
mogłoby Go nie być w moim życiu i że wiara bardzo pomogła mi w chwilach dla
mnie bardzo trudnych,
temat się skończył, a ja rozmyślam dalej....
Obserwuj wątek
    • samboraga Re: osoby niewierzące.... moje rozmyślania.... 12.05.07, 21:07
      przypuszczam, że znajoma była wcześniej wierząca-niepraktykująca i jakieś
      zajęcia z kulturoznawstwa poddały jej myśl o jakiejś filozofii życia...

      > czy jest to może chwilowe widzimisię, bo jest się młodym, butnym, bo wszystko
      > narazie układa się w miarę dobrze?

      nie, niewiara nie ma, nie musi mieć, nic wspólnego z tym, że 'na razei układa
      się dobrze, więc Bóg mi niepotrzebny', podobnie jak wiara nie opiera się na tym,
      że potrzebuję protezy, bo mi źle i 'wymyślam sobie Boga'
      ja miałam różne trudności np. poważne zdrowotne, a nie przekąłdało się to na
      moją wiarę - b. długi czas byłam niewierząca

      > czy spotykacie takich ludzi w swoim życiu?

      owszem, chyba większość, różnego stopnia znajomych
      nie mówiąc o mnie samej, ponad połowę życia niewierzącej
      właściwie dla mnie jest odwrotnie - ja się dziwię, że po świecie chodzą ludzie,
      którzy nigdy nie zetnęli się z niewierzącymi czy takimi niepraktykującymi,
      oczywiście nie pisze tego jako zarzutu, po prostu to moje zdziwienie

      > powiedziałam tylko, że sama osobiście nie wyobrażam sobie życia bez Boga, że
      > mogłoby Go nie być w moim życiu i że wiara bardzo pomogła mi w chwilach dla
      > mnie bardzo trudnych,

      chwile trudne dadzą się przeżyć bez Boga, ale zupełnie inaczej
      • malgosiader Re: osoby niewierzące.... moje rozmyślania.... 12.05.07, 22:20
        samboraga napisała:

        > przypuszczam, że znajoma była wcześniej wierząca-niepraktykująca i jakieś
        > zajęcia z kulturoznawstwa poddały jej myśl o jakiejś filozofii życia...

        też tak podejrzewam,

        > nie, niewiara nie ma, nie musi mieć, nic wspólnego z tym, że 'na razei układa
        > się dobrze, więc Bóg mi niepotrzebny', podobnie jak wiara nie opiera się na
        tym
        > ,
        > że potrzebuję protezy, bo mi źle i 'wymyślam sobie Boga'
        > ja miałam różne trudności np. poważne zdrowotne, a nie przekąłdało się to na
        > moją wiarę - b. długi czas byłam niewierząca

        a ja właśnie spotkałam osoby, co prawda wierzące w Boga, ale nic poza tym i
        kiedy doświadczyły czegoś złego, tragicznego w życiu odnalazły drogę, w myśl
        powiedzienia "jak trwoga, to do Boga" dosłownie, ale zostały wink)


        > owszem, chyba większość, różnego stopnia znajomych
        > nie mówiąc o mnie samej, ponad połowę życia niewierzącej
        > właściwie dla mnie jest odwrotnie - ja się dziwię, że po świecie chodzą
        ludzie,
        > którzy nigdy nie zetnęli się z niewierzącymi czy takimi niepraktykującymi,
        > oczywiście nie pisze tego jako zarzutu, po prostu to moje zdziwienie

        to nie jest tak, że żyję sobie gdzieś tam i nie spotykam,
        były mąż mojej kuzynki głośno mówił o sobie, że jest ateistą i dużo rozmów
        przeprowadziliśmy kiedyś..., ale dziecko ochrzcił, sam też jest ochrzczony,

        w moim środowisku jest dużo osób, które do kościoła nie chodzą, ale nie
        dlatego, że nie wierzą w Boga, tylko dlatego, że ktoś ich tak poprostu
        wychował, chrzest, komunia, ślub kościelny (czasami) owszem, ale to wszystko,
        natomiast nie spotkałam, czy może nie miałam okazji już jako osoba dorosła
        (powiem, że nawet dojrzała, bo 35 lat mam już prawie za sobą wink) porozmawiać z
        takim człowiekiem,
        napewno takie osoby spotykam, ale o tym nie wiem, bo nie z każdym rozmawia się
        przecież na każdy temat,

        > chwile trudne dadzą się przeżyć bez Boga, ale zupełnie inaczej

        oczywiście, że dadzą się przeżyć, bo przecież życie toczy się dalej,
        ale mnie właśnie modlitwa tuliła do snu, towarzyszyła moim łzom, to ona była
        moim środkiem nasennym kiedy budziłam się w nocy i próbowałam spać dalej,
        nigdy nie byłam niewierzącą, w moim domu Bóg zawsze był i jest,
        dla jasności: dużo mi jeszcze brakuje (oj, dużo), dlatego tak sporadycznie
        zabieram głos, bo to forum, to taka moja katecheza, na której bardzo się uczę,
        i dlatego pytam, bo jestem bardzo ciekawa jak się żyje bez Boga?
        bardzo chętnie poczytam wink
    • mamamonika Re: osoby niewierzące.... moje rozmyślania.... 12.05.07, 22:44
      Czasami takie zaprzeczanie i odrzucanie to też droga do Boga...
      Tez się nie zgadzam, że dopiero dramaty życiowe otwierają na wiarę. Znam osoby,
      które przywalone życiem wiarę straciły.
      Czy można żyć wierząc tylko w istnienie materialne? Nie wiem i nie bardzo w to
      wierzę, chociaż dużo osób głośno trąbi, że się da wink)
      • maika7 Re: osoby niewierzące.... moje rozmyślania.... 13.05.07, 06:19
        > Czy można żyć wierząc tylko w istnienie materialne?

        Jeśli do materialnych zaliczymy też myśli i uczucia, jesli uznamy, ze istnieją
        takie wartości jak dobro i zło - to tak, można tak żyć. To, co wierzący
        definiują jako duchowe, materialiści zdefiniują raczej jako "też wytwór
        materii", ale nie zanegują istnienia pojęcia "dobro" "miłość" itd...
        Róznica jest jedynie w wierze lub nie w Boga, reszta zostaje podobna.
        Przynajmniej w miare podobna.

        smile
        M.



    • maika7 Re: osoby niewierzące.... moje rozmyślania.... 13.05.07, 06:10
      > i tak sobie myślę, jak można żyć bez Boga?

      Można. Normalnie. W sytuacjach, w których mysli wierzących wędrują ku Bogu,
      mysli niewierzących tam po prostu nie idą. Przeżywanie tych samych uczuć,
      przeżywanie wszystkich sytuacji w życiu odbywa się bez odnoszenia ich do Boga.

      > czy można żyć bez Niego?

      Tak, można. Chciaż tu akurat najczęściej wierzący i tak mają odrębne zdanie:
      "Bo i tak Bóg jest i cię kocha, bo jesteś Jego dzieckiem, więc NIE MA życia bez
      Boga".

      > cy można żyć i nie wierzyć w nic?

      To nie jest "wierzenie w nic", to jest wierzenie, że Bóg nie istnieje.

      > czy jest to może chwilowe widzimisię, bo jest się młodym, butnym, bo wszystko
      > narazie układa się w miarę dobrze?

      Są ludzie, którzy nie wierzą całe życie. Niezależnie od sytuacji życiowej.

      > czy spotykacie takich ludzi w swoim życiu?

      Tak, ale rzadko. Najczęściej spotykam "wierzących niepraktykujących" czyli osoby
      nie negujące istnienia Boga.

      > ja nie miałam odwagi ciągnąć rozmowy dalej, nie chciałam jej urazić,
      > powiedziałam tylko, że sama osobiście nie wyobrażam sobie życia bez Boga, że
      > mogłoby Go nie być w moim życiu i że wiara bardzo pomogła mi w chwilach dla
      > mnie bardzo trudnych,

      W zalezności od Waszej zażyłości i wzajemnego stosunku do siebie, to mogą być
      cenne dla Was obu rozmowy - otwierające na wzajemne zrozumienie odrębnego
      patrzenia na życie.

      smile
      M.
    • direta trochę obok tematu 13.05.07, 08:53
      przypominają mi się dwie historyjki, chyba z humoru ojców pustyni (abbę
      Pantaleona wymysliłam, zeby wprowadzić podmiot)

      1. Na wzmiankę, że ktoś jest niewierzący abba Pantaleon westchnął ze współczuciem:
      - musi mu być ciężko... Doświadczać codziennie tyle dobra i nie mieć komu
      dziękować...

      2. Abba Pantaleon zobaczył wspaniały pogrzeb jakiegoś władcy
      Podszedł do kogoś z procesji pogrzebowej i zapytał:
      - Jakiego wyznania był wasz przywódca?
      - och, był niewierzący - machnął ręką tamten.
      - to straszne - westchnął abba - nałożyć takie wspaniałe szaty i nie mieć dokąd
      iść....
      • maika7 Re: trochę obok tematu 13.05.07, 19:17
        > Doświadczać codziennie tyle dobra i nie mieć komu
        > dziękować...

        Jest komu dziękować, nawet jeśli nie wierzy się w Boga.

        > ... nałożyć takie wspaniałe szaty i nie mieć dokąd
        > iść....

        Co po wierze w drogę po śmierci, jeśli jej nie ma?

        Zareagowałam na ten post bo wpisują się w schemat "biedni niewierzący, jakże
        bardzo się mylą, jak bardzo ich zycie jest jałowe i pozbawione sensu". Tak
        przynajmniej odczytałam te historyjki.
        M.
    • mamalgosia Re: osoby niewierzące.... moje rozmyślania.... 13.05.07, 12:57
      Przyznam, że raczej znam osoby, które wierzą w swojego Boga - uszytego na swoją
      miarę (kto wie - może piszę teraz także i o sobie), natomiast żeby tak nie
      wierzyć w ogóle to spotkałam tylko jednego mężczyznę. Znam też kobietę, która
      jest niewierząca - tzn. jako taka się deklaruje, ale przy głębszej rozmowie
      okazuje się, że wierzy, że przenika nas jakaś Energia - i inne takie typowo
      NewAge'owskie pogaduchy. Czytałam swego czasu bardzo fajną książkę "W co
      wierzy ten kto nie wierzy" - rozmowa Eco i Martiniego, naprawdę polecam.
      Niewierzący mężczyzna, o którym wspomniałam skończył studia filozoficzne i
      właśnie na nich też mu się "oczy otworzyły". Nie wiem, na ile to co mówi jest
      szczere, bo nie jestem z nim blisko.
      Przyznam, że ja nie wierzę w ateizmsmile
    • mamalgosia ateizm a tęsknota za wiarą 13.05.07, 14:07
      A zdarza się i tak, że niewierzący wcale niewierzącym nie chce być.
      Thomas Hardy (1840-1923): "Szukam Boga od pięćdziesięciu lat. I myślę, że gdyby
      istniał, spotkałbym Go". Patrzcie - Bóg nie pozwolił mu się znaleźć. Ateizm
      niejako z przymusu, nie z wyboru.

      I jeszcze kawałek liryki Hardy'ego (choć dla mnie jest on głównie
      powieściopisarzem):
      " Wigilia Bożego Narodzenia o północy:
      <teraz wszystkie klęczą>,
      powiedział pewien starzec, podczas gdy siedzieliśmy
      zebrani wokół ognia.
      Wyobraziliśmy sobie te ciche stworzenia
      otoczone ogrodzeniem ze słomy,
      w nikim z nas nie powstała wątpliwość,
      że mogłyby naprawdę nie klęczeć.
      Tak czarujacą fantazję niewielu okazałoby w tym wieku!
      A jednak czuję,
      że jeśli ktoś by mi powiedział w wigilię Bożego Narodzenia:
      <Chodź zobaczyć klęczące bydlęta
      w samotnym gospodarstwie
      obok tej odległej doliny, którą znaliśmy od dziecka>
      poszedłbym za nim w ciemność,
      mając nadzieję,
      że tak właśnie jest"
    • maadzik3 Re: osoby niewierzące.... moje rozmyślania.... 13.05.07, 18:44
      Sporo osob w moim otoczeniu to ateisci, choc malo z nich jest "walczacyh" i oni
      nie sa bliskimi znajomymi, ale ludzi niewierzacych w istnienie Boga mam wsrod
      najblizszych przyjaciol kilkoro. Oczytani, inteligentni, wyksztalceni, Biblie
      znaja czesto b. dobrze, a jednak nie wierza... Mysle ze wiara jest laska, o
      ktora trzeba dbac, ktorej trzeba szukac i ja chronic, ale nie mozna sobie
      postanowic ze sie ja otrzyma, lub ze sie jej uniknie. Uwazam sie wiec za
      wyrozniona ta otrzymana laska.
      M.
    • mader1 Mail od Jagody 14.05.07, 10:38
      Kochane, dostałam znowu maila smile Ale od Jagody pierwszy raz smile
      Jest od osoby niewierzącej, a wszak tego dotyczy ten wątek. Jest głosem w
      sprawie.

      Witaj Mader,
      Nazywam się Jagoda, mieszkam w Trójmieście. Od czasu do czasu
      podczytuję Wasze forum - z czystej ciekawości, bo ja akurat stoję
      po drugiej stronie "barykady" - jestem z krwi i kości ateistką,
      liberałką, feministką i innym "pomiotem". Interesuje mnie po
      prostu Wasz punkt widzenia. Na ogół nie zgadzam się z Wami
      (skłaniam sie do poglądu, że wiara w obojętnie jakiego Boga jest
      odzwierciedleniem poszukiwania przez ludzi przewodnictwa w życiu,
      które trochę zwalnia ich od myślenia; z góry wszak jest określone,
      co wolno, a co nie). Rzadko jednak się wkurzam, a tym razem tak.
      Piszę a propos wątku o rozważaniach na temat niewierzących.
      Piszecie w charakterystyce forum, że nie czujecie się lepsze od
      nikogo. Tymczasem ten wątek dowodzi czegoś zgoła innego; nie
      możecie uwierzyć, że można żyć bez Boga, piszecie, jak żal Wam
      niewierzących, cytujecie niewybredne anegdotki o nich i
      przekonujecie same siebie, że tak naprawdę ateizm to fikcja. I ten
      okropny protekcjonalny ton - Wy przecież wiecie lepiej. Dlaczego
      nie jesteście w stanie zrozumieć, że nie wszyscy ludzie myślą tak
      jak Wy, że ludzie są różni? Że niewiara w Boga nie jest
      jednoznaczna z niewiarą w cokolwiek? Skąd to poczucie wyższości?
      Pozdrawiam,
      jagoda
      • maika7 Do Jagody 14.05.07, 12:22
        Jagoda, używanie formy "my" w takim wątku wnosi wyłącznie zamieszanie. Jeśli
        masz zastrzeżenia do konktretnej osoby (wypowiedzi) zacytuj ją, a nie wrzucaj
        nas wszystkich (uczestników forum) do "jednego wora".

        Trudno zrozumieć jak można żyć bez Boga, jeśli się w Niego wierzy i
        podporządkowuje całe życie zasadom wyznawanej wiary. Jesli dla kogoś jest On
        ważny w jego życiu. Autorka wątku napisała swoje pytania, według mnie,
        neutralnie. Po prostu chce wiedzieć jak to jest, gdy w Boga się nie wierzy.

        Na tym forum jest trochę wątkow dotyczących ateizmu. Możliwa jest spokojna,
        rzeczowa rozmowa na ten temat.

        Jeśli czytasz to forum, wiesz, jak wiele z jego uczestników jest bardzo
        neutralnie nastawiona do różnych "odmienności" - wiary, sposobu myślenia,
        podejmowanych decyzji, itd, itp. Swoim wkurzeniem i chyba trochę pochopnymi
        ocenami nie ułatwiasz dialogu "międzyświatopoglądowego"

        M.
        • isma Re: Do Jagody 14.05.07, 15:27
          Hm. Niewybredne anegdotki to, rozumiem, humor ojcow pustyni?
          To ja nie wiem, jak wobec tego nazwac caly tzw. humor o Bogu, o wierzacych,
          pazernych czarnych etc. Ale, zostawmy.

          Bylam niewierzaca przez prawie pol zycia, w tym wiekszosc (15 lat circa)
          doroslego. Potrafie opisac zarowno stan, kiedy sie "nie wierzy", jak i stan, w
          ktorym "sie wierzy" (choc, Bog mi swiadkiem, czasem ich granice sa tak bardzo
          plynne wink)). Ani jeden ani drugi opis nie jest wartosciujacy. I zawsze
          kierowalam sie stara zasada stoikow; "czy mozna obrazic kamien?" Obrazaja sie
          glownie niepewni swojego miejsca w swiecie wink)).
      • sion2 Re: Mail od Jagody 16.05.07, 10:25
        Taka mała uwaga do Jagody: zauwaz ze sie wkurzylas i skrytykowalas postawe
        taka, ktora sama reprezntujesz smile.

        ten fragment twojej wypowiedzi:

        (skłaniam sie do poglądu, że wiara w obojętnie jakiego Boga jest
        > odzwierciedleniem poszukiwania przez ludzi przewodnictwa w życiu,
        > które trochę zwalnia ich od myślenia; z góry wszak jest określone,
        > co wolno, a co nie).

        mnie osobiscie zirytowal, jestem wierząca

        przedstawilas taki wykoslawiony obraz wiary i wierzacych (ach to "zwolnienie z
        myslenia") ze naprawde jest to wielce obrazliwe jesli juz mowimy o wzajemnym
        szacunku
        nie tylko chodzi o to ze np. dla mnie wiara jest swiadomym wyborem, nigdy nie
        zwolnila sie od myslenia, nie uczynila tez odpornym na wątpienia co jak sie
        domyslasz jest jednym z przejawow funkcjonowania mózgu u czlowieka, nieustannie
        tak jak kazdy czlowiek jestem i wierzaca i poszukajaca, nie znam odpowiedzi na
        wszystkie pytania, posiadam wyzsze wyksztalcenie itd itd
        chodzi takze o to zarzucajac nam wywyzszanie sie nad innym, sama sie uwazasz za
        lepsza od innych gdyz ty zaliczasz sie do tych "myslacych" oraz nie upraszczasz
        sobie zycia jak my wierzacy zyjacy wedlug zasady "wolno-nie wolno"

        rozumiem ze nigdy nie zaznalas relacji z Bogiem dlatego moge jakos
        usprawiedliwic twoje slowa, ze wartosciujesz cos o czym pojecia nie masz
        ale sprowadzanie relacji z Bogiem i wiary do postepowania bezrozumnych co to
        idą na łatwizne zyjac zakazami i nakazami jest dla mnie wierzacej po prostu
        niesprawiedliwe i obrazajace

        ja choc jestem wierzaca obracam sie w srodowisku i wierzacych i ateistow,
        potrafie sobie wyobrazic zycie bez wiary ale zrozumiec tego bardzo powszechnego
        posadzania wierzaych o zanik myslenia, nie potrafie i nie bede tego akceptowac

        czyzbys nie wiedziala ilu wielkich uczonych, naukowcow wspolczesnych bylo liub
        jest wierzaych? oczywiscie ateisci tez sa wsrod nich lecz chyba nie posadzisz
        Einstaina o "zanik myslenia"?

        ps. tak naprawde piszę spokojna jak aniolek ;0) chcialam ci tylko zwrocic uwage
        ze czesto oburzajac sie na postepowanie innych sami nie jestesmy od nich lepsi
    • mader1 mail od Fioli 14.05.07, 12:56
      Aleś mi Malgosiader narobiła tym swoim wątkiem wink
      Następny list, ktory dostałam

      Witam
      Przeczytalam watek o niewierzących i postanowilam napisać.
      Jestem ateistką,nie jestem ochrzczona,nie bylam u komunii,nie
      chodzilam na religię itd.Nie czuję się gorsza i zapewniam,ze umiem
      zyc bez Boga.Jestem taką osobą,ze jak nie zobaczę to nie
      uwierzę,poprostu nie potrafię uwierzyć.Zapewniam,ze nie jestem
      zepsutą,grzeszną dziewczyną a dobrym czlowiekiem ale nie czuję
      potrzeby wiary.
      • malgosiader Re: mail od Fioli 14.05.07, 13:25
        ojej ;-/,
        przepraszam....
        ale ja naprawdę nie miałam nic złego na myśli... naprawdę....
        moje pytanie zrodziło sie dlatego, bo ja ciekawa bardzo jestem wszystkiego,
        ostatnio bardzo zaczytywałam się n/t islamu, a raczej ludzi żyjących w tej
        wierze,
        wśród moich znajmomych jest świadek jehowy, którego też "ciągnęłam za język"
        i nie dlatego, że ja może lepsza się czuję, tylko dlatego, że jestem otwarta i
        chętna posłuchać każdego stanowiska,
        nawet kiedyś pozwoliłam sobie na stwierdzenie, że może szukam swojej drogi...,

        rozmowa, którą przytoczyłam wzbudziła moje zainteresowanie ateizmem,
        i dlatego zadałam to pytanie,
        tylko i wyłącznie dlatego,

        we wcześniejszych wypowiedziach padł tytuł książki, po który zapewne sięgnę
        jako następny i o to mi chodziło,
        jeżeli ktoś zrozumiał moje intencje inaczej, to przepraszam, ale wydawało mnie
        się, że moje pytania są zrozumiałe .....
    • mamamonika Re: osoby niewierzące.... moje rozmyślania.... 14.05.07, 13:58
      Kwestai wiary. Hmm - nie spotkałam jeszcze takiego "czystego dialektycznego
      materialisty", który by człowieka umieszczał tylko w płaszczyźnie materialnej.
      Każdy ateista jakiego spotkałam przemycał jednak w swoim światopoglądzie jakąś
      kontynuację naszego istnienia.
      Dla mnie taki czysty ateizm to nie "Boga nie ma, bo"... tylko spójny
      światopogląd, w którym Boga nie ma wcale, losy świata to wynik splotów
      okoliczności, nasza osobowość i rozum to tylko wytwory biochemiczne a nasze
      istnienie kończy się z zanikiem funkcji życiowych. Poprawcie mnie jeśli moja
      definicja jest zła i niekompletna.
      Na mnie taka wizja działałaby przygnębiająco. Są i takie sądy, że Boga
      wymyśliliśmy bo naga prawda nas mentalnie dołowała albo z niezrozumienia
      pewnych zjawisk. Niby to się trzyma jakiejś tam kupy, ale ja nie wierzę dla
      poprawy nastroju czy ze strachu. Wierzę - bo tak smile)
      • maika7 Re: osoby niewierzące.... moje rozmyślania.... 14.05.07, 14:19
        > Dla mnie taki czysty ateizm to nie "Boga nie ma, bo"... tylko spójny
        > światopogląd, w którym Boga nie ma wcale, losy świata to wynik splotów
        > okoliczności, nasza osobowość i rozum to tylko wytwory biochemiczne a nasze
        > istnienie kończy się z zanikiem funkcji życiowych. Poprawcie mnie jeśli moja
        > definicja jest zła i niekompletna.

        Bardzo podobnie rozumiem ateizm. Jeśli doszukiwać się jakiejś kontynuacji
        dalszej, to jedynie oparta na genach i memach. Czyli skoro tworzymy nieprzerwany
        łańcuch od pierwszych orgaznizmów żywych (nie ma innej możliwośći) to jesteśmy
        tylko kolejnym ogniwem przekazywania genów. Nasze geny będą w naszym potomstwie.
        Natomiast moje istnienie jako osoby kończy się w momencie mojej śmierci.

        Nie przygnębia mnie ta wizja. Nie wpadam też z jej powodu w euforię - jest jak
        jest - biologia po prostu.

        Ale niejasne jest dla mnie to "umieszczał tylko w płaszczyźnie materialnej". Bo
        musimy sobie wyjasnić w takim razie, co rozumiemy przez "płaszczyznę
        materialną". Podział na "płaszczyzne duchową" i "materialną" jest chyba róznie
        rozumieny. Bo co zaliczymy do "płaszczyzny duchowej"?

        smile
        M.

        • mamamonika Re: osoby niewierzące.... moje rozmyślania.... 14.05.07, 14:59
          Płaszczyzna duchowa...
          Ja myśląc o "sobie" mniej myślę o "opakowaniu cielesnym" - chociaż baardzo je
          lubię wink), bardziej o tym "czym" czuję i myślę, a co biologia z biochemią
          zaliczają do wytworów naszego mózgu...
          A wiara zakłada miedzy innymi, że to "coś" będzie istniało sobie bez opakowania
          dalej w świecie który się innymi prawami rządzi wink)
          To apropos użytego w poprzednim poście skrótu myślowego
          • maika7 Re: osoby niewierzące.... moje rozmyślania.... 14.05.07, 15:09
            > Ja myśląc o "sobie" mniej myślę o "opakowaniu cielesnym" - chociaż baardzo je
            > lubię wink), bardziej o tym "czym" czuję i myślę, a co biologia z biochemią
            > zaliczają do wytworów naszego mózgu...

            To podobnie jak ja ("opakowanie" mnie stosunkowo mało interesuje). I to "czuje i
            myślę" zaliczam do wytworu materii smile)

            Oczywiście bez wiary w kontynuację istnienia moich uczuć i myśli po śmierci.

            smile
            M.
    • imbirka mail od mojego M. 14.05.07, 15:34
      Mój mąż prosił, aby wkleiła jego odpowiedź:

      malgosiader,
      nie wiem czy Twoje pytania odnoszą sie do mnie, bo jestem agnostykiem ale
      postaram sie odpowiedzieć na Twoje pytania, bo chyba bliżej mi do ateisty niż
      wierzącego.
      >i tak sobie myślę, jak można żyć bez Boga?
      całkiem zwyczajnie. Oczywiście miła byłaby świadomość, ze życie tutaj to nie
      jest wszystko co nas czeka ale na jakiej podstawie wybrać religię (a może
      stworzyć nową?). Dlaczego chrześcijaństwo, a nie islam albo buddyzm? Czy w imię
      spokoju i pewności, jakie daje wiara, ze Bóg istnieje, mam sie na którąś z opcji
      zdecydować? Zagryźć zęby i udawać że uwierzyłem?

      >cy można żyć i nie wierzyć w nic?
      co to znaczy nie wierzyć w nic? Przypomina mi sie watek jaki czytałem na tym
      forum o pierścieniu atlantów. jak można żyć wierząc we wszystko?
      >czy jest to może chwilowe widzimisię, bo jest się młodym, butnym, bo wszystko
      >na razie układa się w miarę dobrze?
      Moj wybór nie wynika z egoizmu. Nie jest to chłodna kalkulacja typu - Teraz,
      póki jestem młody to poużywam życia a jak będę stary i schorowany, to na
      kolanach przyjdę do Kościoła. Wierze, że nie było Twoja intencją obrażanie, ale
      to pytanie może dotknąć kogoś kto idzie inną drogą niż Ty.
      Wierzę natomiast, a nawet wiem, że moi bliźni są tacy jak ja. To znaczy mają
      swoje życie, pragnienia, radości i cierpienia. Głębogo wierze w to, ze możemy i
      powinniśmy sobie pomagać, aby nasze życia były jak najlepsze, żeby było jak
      najmniej cierpienia i ze powinniśmy tolerować odmienność tak szeroko jak to jest
      możliwe.

      Już kończyłem ale zobaczyłem jeszcze nowy post mamamoniki. Dodam więc jeszcze:
      "Na mnie taka wizja działałaby przygnębiająco."
      Co z tego wynika? Ze aby poczuć odprężenie i nie być przygnębionym należałoby
      udawać ze sie wierzy?
      Ja nie 'nie wierzę' bo mam z tego jakąś korzyść i nie mam jakiegoś jednego
      konkretnego powodu. Tak samo jak myślę, dla osób wierzących nie ma jakiegoś
      konkretnego powodu dla wiary. Bo gdyby był, to można by sie spierać na
      argumenty, obalać błędne sady interlokutorów, a zbyt wiele już czytałem i
      wysłuchałem dyskusji żeby wierzyć smile że to jest możliwe. Co nie oznacza
      oczywiście, że nie można rozmawiać i próbować zaakceptować "innych" takimi jacy są.

      Ps. historyjek o Pantaleonie nie chce mi sie komentować. Napiszę tylko, że są
      obraźliwe i łatwo można by napisać taka historyjkę "udowadniającą" jakakolwiek
      tezę. Nic nie wnoszą a tylko obrażają dyskutantów.

      • mamamonika Re: mail od mojego M. 14.05.07, 16:35
        Później napisałam pewne uzupełnienie, ale czuję się wywołana do tablicy. Nie
        wierzę ze strachu czy dla miłego nastroju. A to, że kontrwizja wydaje mi się
        ponura - chyba mam do tego prawo
    • stara_dominikowa Re: osoby niewierzące.... moje rozmyślania.... 14.05.07, 16:16
      > i tak sobie myślę, jak można żyć bez Boga?
      > czy można żyć bez Niego?
      > cy można żyć i nie wierzyć w nic?

      nie można nie zauważyć, że wiara we wszelkie bóstwa ma swoje źródła w naszych
      głęboko zakorzenionych potrzebach związanych z tzw. praufnością. podobnie jak
      dla małego dziecka opiekun jest wszechmocną istotą znającą odpowiedź na każde
      pytanie, dla dorosłego tym kimś jest nadnaturalny byt. zaspokaja potrzebę
      bezpieczeństwa, odpowiada na pytania na które nie odpowie nauka, kocha jak
      ojciec, wybacza. jest punktem który trzyma człowieka w pionie w świecie gdzie
      trzęsienia ziemi pochłaniają tysiące ofiar, jedyny żywiciel rodziny ginie w
      wypadku, a czteroletnia dziewczynka znika z łóżka porwana przez zwyrodnialca i
      być może nigdy nie zobaczy rodziców.
      dlatego osobie niewierzącej przychodzą do głowy pytania w drugą stronę: jak
      można wierzyć w boga? jak można zapełniać luki w wiedzy wiarą? jak można karmić
      się nadzieją na nagrodę za dobre uczynki po śmierci? jak można wierzyć w cuda,
      zamiast uznać, że po prostu zbyt mało wiemy aby poznać przyczyny zdarzenia?

      spróbuj zrozumieć.


    • mader1 Mail od Wojtka 14.05.07, 16:16
      Malgosiader, odzew na Twój wątek jest duży smile

      Witam

      Pisze zachęcony publikacją 2 maili od ateistów. A na forum
      wypowiedzieć się nie mogę, bo nie chcecie mnie przyjąć.

      Otóż bez Boga można doskonale się obejść. Zauważcie, że w
      Waszego Boga wierzy mniej więcej połowa ludzkości! Zatem około 3
      miliardów ludzi żyje bez Waszego Boga. Ok 1/3 populacji żyje z
      innymi Bogami i też specjalnie nie narzekają. A bez żadnego Boga
      żyje co szósty człowiek na Ziemi. To tak w ramach statystyki
      (www.adherents.com), bo przypuszczam, że nie każdy ma o tych
      liczbach pojęcie, a one jednak COŚ mówią.

      Może warto wpuścić kilku ateistów na forum? A nie naśmiewać się z
      nich i im współczuć i ich żałować?

      Pozdrawiam

      Wojtek
      • sion2 Re: to jest nasze slynne Jajco.... 16.05.07, 10:31
        ... ktory sam zalozyl forum ktroego celem jest wysmiewanie sie z kazdej wiary i
        wierzacych a szczegolnie katolikow, ktory na nastepnym forum pelni role trolla
        wynajdujac wszystkie mozliwe zle rzeczy jakie sie pisze albo sie dzieja w
        mediach wokol kosciola i dla ktorego najwiekszym problemem w kazde swieta jest
        to ze wierzacy depcza trawniki smile

        i on pisze o nasmiewaniu sie wierzacych z ateistow...
        • mader1 Re: to jest nasze slynne Jajco.... 16.05.07, 15:20
          Kasiu smile))) też tak pomyślałam smile
    • mader1 Re: osoby niewierzące.... moje rozmyślania.... 14.05.07, 16:25
      Wyjaśniam :
      w nagłówku forum napisane jest : "Na naszym forum spotykają się chrześcijanie
      różnych denominacji."
      Onegdaj ustaliliśmy, jeszcze za czasów, gdy administratorem była Marzek2, że
      chcemy mieć miejsce, gdzie będziemy mogli spokojnie porozmawiać o wychowaniu
      naszych pociech w wierze, nie tłumacząc się, dlaczego właściwiw wychowujemy je
      w wierze i czy robimy im przez to krzywdę.
      Oczywiście są na naszym forum osoby niewierzące czy wątpiące lub szukające
      ciągle swojej drogi. Jednak, aby było to forum dla chrześcijan, proporcje muszą
      być zachowane a ostatnio przyciąga ono wielu ateistów, którzy proszą o
      przyjęcie.
      Ten wątek jednak dotyczy właśnie ich - ateistów. Pamiętajmy, że mając niedużą
      reprezentację na tym forum, nie wszyscy mogą się wypowiedzieć. Wklejam maile,
      które od nich dostaję, bo wydaje mi się, że mają do tego prawo.
      Natomiast na przyszłość wydaje mi się, że aby dowiezieć się czegoś o ich
      sposobie myślenia, lepiej zapytać na jakimś forum otwartym smile
      • a_weasley Re: osoby niewierzące.... moje rozmyślania.... 14.05.07, 23:50
        mader1 napisała:

        > Wyjaśniam :
        > w nagłówku forum napisane jest : "Na naszym forum spotykają się chrześcijanie
        > różnych denominacji."
        > Onegdaj ustaliliśmy, jeszcze za czasów, gdy administratorem była Marzek2, że
        > chcemy mieć miejsce, gdzie będziemy mogli spokojnie porozmawiać o wychowaniu
        > naszych pociech w wierze, nie tłumacząc się, dlaczego właściwiw wychowujemy je
        > w wierze i czy robimy im przez to krzywdę.
        > Oczywiście są na naszym forum osoby niewierzące czy wątpiące lub szukające
        > ciągle swojej drogi. Jednak, aby było to forum dla chrześcijan, proporcje muszą
        >
        > być zachowane a ostatnio przyciąga ono wielu ateistów, którzy proszą o
        > przyjęcie.
        > Ten wątek jednak dotyczy właśnie ich - ateistów. Pamiętajmy, że mając niedużą
        > reprezentację na tym forum, nie wszyscy mogą się wypowiedzieć. Wklejam maile,
        > które od nich dostaję, bo wydaje mi się, że mają do tego prawo.

        I dlatego ja nie zabiorę głosu co do meritum. Nie po to prosiłem o przyjęcie na
        forum, na którym się spotykają chrześcijanie, żeby się komuś tłumaczyć, dlaczego
        na wiarę czy niewiarę patrzę z pozycji chrześcijańskich i czytać dywagacje na
        temat ludzkiego pochodzenia wiary pisane przez kogoś, kto nie szanuje ani cudzej
        wiary, ani ortografii, i pisze Bóg przez małe b. Nie po to przyszedłem na forum
        anonsujące się jako miejsce spotkań chrześcijan, żeby się jeszcze i tutaj
        pilnować, czy to, co powiem, nie urazi delikatnych uszu niewierzących.

        > Natomiast na przyszłość wydaje mi się, że aby dowiezieć się czegoś o ich
        > sposobie myślenia, lepiej zapytać na jakimś forum otwartym smile

        Ale myśmy tu rozmawiali w swoim gronie. Nasze prawo. Po to, zdawało mi się, jest
        to forum.
        • maika7 Re: osoby niewierzące.... moje rozmyślania.... 15.05.07, 07:11
          > Nie po to przyszedłem na forum
          > anonsujące się jako miejsce spotkań chrześcijan, żeby się jeszcze i tutaj
          > pilnować, czy to, co powiem, nie urazi delikatnych uszu niewierzących.

          smile Arturze, chyba nie chodzi o "pilnowanie się co nie urazi delikatnych uszu
          niewierzących" tylko o kolejną próbę zwykłego zrozumienia jak podchodzą do życia
          osoby z tych dwóch światopoglądów.
          Można nie chcieć tego robić, ale trudno zakazywać tego innym (wierzącym
          zadajacym pytania na temat ateistów), tylko dlatego, że temat budzi solidne emocje.

          Może to forum, to też miejsce DIALOGU pomiędzy ludźmi niewierzącymi i
          wierzącymi? Może się mylę.

          M.
          • minerwamcg Re: osoby niewierzące.... moje rozmyślania.... 15.05.07, 09:39
            To forum o ile wiem, miało nie być miejscem ani dialogu ani nawet DIALOGU z
            niewierzącymi. To forum przedstawiono mi jako miejsce, gdzie ludzie wierzący
            mogą porozmawiać o swoich sprawach nie bądąc atakowanym przez ludzi, jak
            powiedział Arthur, nie szanujących ani cudzej wiary, ani wspólnej ortografii.
            Jeżeli coś się zmieniło, proszę o informację.
            • mamamonika Re: osoby niewierzące.... moje rozmyślania.... 15.05.07, 09:45
              Na pewno zbyt otwarta formuła nie jest dobra, bo ludzie zbyt odlegli
              swiatopogladowo tylko się wzajemnie irytują, zamiast coś sobie wyjaśnić.
              Fundamentalnych różnic na pewno takie forumowe pisanie nie zniweluje, a
              powstanie z tego jedno wielkie "kłapanie dziobem"
          • isma Re: osoby niewierzące.... moje rozmyślania.... 15.05.07, 11:10
            maika7 napisała:

            > > Może to forum, to też miejsce DIALOGU pomiędzy ludźmi niewierzącymi i
            > wierzącymi? Może się mylę.
            >

            Byloby pieknie. Tylko ze dialog zaklada, przynajmniej tak mnie uczono, kilka
            elementarnych zalozen. Po pierwsze, uczciwa prezentacje wlasnej tozsamosci. Z
            czym nie mamy tu do czynienia. Po drugie, definiowanie wlasnej tozsamosci w
            sposob pozytywny, a nie poprzez komentowanie cudzej w sposob negotywny.

            O eutanazji dialogowalo nam sie w ten sposob (na innym forum) calkiem dobrze ;-
            )))?
            • maika7 Re: osoby niewierzące.... moje rozmyślania.... 15.05.07, 15:34
              > Po pierwsze, uczciwa prezentacje wlasnej tozsamosci. Z
              > czym nie mamy tu do czynienia. Po drugie, definiowanie wlasnej tozsamosci w
              > sposob pozytywny, a nie poprzez komentowanie cudzej w sposob negotywny.

              Isma, może jestem zmęczona, ale nie rozumiem, o czym piszesz. Mozesz bardziej
              łopatologicznie?
              M.
              • isma Re: osoby niewierzące.... moje rozmyślania.... 17.05.07, 20:28
                O, kurcze, uswiadomilam sobie, ze to, co napisalam, moglas odczytac kompletnie
                falszywie.
                To nie o Tobie, Maika, bylo.
                To bylo o osobach pokroju Triss, kotre chetnie na potrzeby uzytkownikow forum
                WWW deklaruja, ze wprawdzie sa niewierzace, ale przyjaznie tolerancyjne, i nic
                do wierzacych nie maja, co nie przeszkadza im w innych okolicznosciach i w
                innym audytorium drwic z wierzacych ile wlezie. I wcale nie dowodza zasadnosci
                swojego ateizmu, ograniczajac sie do uzasadnianai absurdalnosci postawy
                wierzacych.

                A Twoja uczciwosc i sposob rozmowy bardzo cenie - przykladem czego nasza
                rozmowa na KR o eutanazji i uporczywej terapii. Kazda z nas powiedziala swoje,
                mozesmy sie wzajemnie nie przekonaly, ale przynajmniej rozumiemy, jakie
                argumenty rzekonuja strone przeciwna do jej stanowiska. I jeszcze raz dzieki za
                tamto.

                A na forum wroc szybko.
    • ese1 Re: osoby niewierzące.... moje rozmyślania.... 14.05.07, 20:58
      czesto spotykalam i spotykam nadal takich ludzi. I mam wrazenie, ze kazdy z nich
      ma jakiegos Boga, czy raczej bozka, ktorego nie potrafi dokladnie nazwac - czyli
      wartosc ktora nadaje sens ich zyciu 'w zamian' wiary i religii. To jest czasami
      kariera i pieniadze, dazenie do tego aby byc lepszym od sasiada czy kogos z
      rodziny. Kiedy jenak przychodza momenty trudne, traca wiare i sens zycia,
      przychodzi depresja, a czasami konczy sie to tragicznie.
      • maika7 Re: osoby niewierzące.... moje rozmyślania.... 14.05.07, 21:46
        > To jest czasami
        > kariera i pieniadze, dazenie do tego aby byc lepszym od sasiada czy kogos z
        > rodziny. Kiedy jenak przychodza momenty trudne, traca wiare i sens zycia,
        > przychodzi depresja, a czasami konczy sie to tragicznie.

        Ese, niezaleznie od światopoglądu ludzie poświęcają sie tym wymienionym przez
        Ciebie "substytutom", a i tragicznych końców wśród obu grup nie brakuje.

        M.
    • mamalgosia zaskoczyło mnie 14.05.07, 21:10
      Przeczytałam posty osób niewierzących i zaskoczyło mnie coś, co już nie powinno
      mnie zaskakiwać, bo ciągle się o to potykam (lecz znowu zaskoczyło) - jak
      trudno zrozumieć drugiego człowieka, jak trudno odebrać jego słowa dokładnie w
      tym duchu w jakim zostały napisane. Piszę za siebie, ale przypuszczam, że kilka
      innych osób mogłoby napisać coś podobnego - nie chciałam nikogo poniżać,
      ośmieszać itp. Tłumaczenie się nie ma sensu, nawet nie o to mi chodzi - tylko o
      to jak trudno się porozumieć.
      Najbardziej podobał mi się list Jagody - odebrałam go jako rzeczowy, wyważony.
      A tu ktoś poniżej pisze, że był krytykancki. Patrzcie - jak można tę samą rzecz
      różnie odebrać.
      Zdaję sobie zprawę z tego, że piszę komunały, ale naprawde te przekłamania
      komunikacyjne ciągle mnie dziwią, zaskakują. I denerwują.
      Kiedyś miałam starcie z pewną osobą na innym forum. Spotkałyśmy się po pewnym
      czasie od tego sporu i okazało się, że różnica zdań była niewielka i całkiem
      dobrze rozmawiamy w realu.
      • maika7 Re: zaskoczyło mnie 15.05.07, 07:03
        > A tu ktoś poniżej pisze, że był krytykancki. Patrzcie - jak można tę samą rzecz
        > różnie odebrać.

        smile Mamalgosiu, zareagowałam na list Jagody, bo swoim ogólnym pisaniem "WY
        jesteście tacy i tacy" oceniła także mnie, wypowiadającą się w tym wątku. A ja,
        mimo, że jestem na tym forum od "czasów Addrii", to niespecjalnie wpisuję się w
        to, co jagoda napisała w swoim mailu.

        M.
    • mader1 głos Triss_merigold6 14.05.07, 23:17
      To następny list, który do mnie dotarł :

      Witaj, pozwolę sobie wziąć udział w Waszej dyskusji o ile
      oczywiście dołączysz mój post do wypowiedzi innych ateistów.
      Postaram się streścić:
      - byłam wychowywana w całkowicie ateistycznym domu z podaniem
      wiedzy o różnych religiach, z racji życia w kraju mocno katolickim
      wcześnie zetknęłam się z obrzędowym, folklorystycznym katolicyzmem
      - nie miałam cienia potrzeb religijnych - ani w okresie dojrzewania
      ani kiedy dotykały mnie tragedie osobiste (również te związane ze
      śmiercią najbliższych)
      - racjonalnie jestem w stanie zrozumieć uwarunkowaną psychologią i
      kulturą potrzebę wiary ale w żadnym wypadku jej nie pojmuję ani nie
      odczuwam
      - potrzeby duchowe zaspokajam w niereligijny sposób, skutecznie
      - nigdy nie miałam potrzeby szukania wsparcia w jakimś absolucie
      ani poddania się woli fatum/boga
      - insynuacje jakoby ateizm był formą poszukiwania istoty
      nadprzyrodzonej uważam za obraźliwe dla osób niewierzących - to
      takie poklepywanie po głowie krnąbrnego nastolatka na
      zasadzie "przejdzie ci"
      - podobnie żenujące są mity o nawróceniu ateistów na łożu śmierci,
      rodzinne przykłady tego nie potwierdzają
      - nieodmiennie irytuje mnie postawa "Bóg cię i tak kocha" - nie
      dlatego, że czuję się zagrożona tylko dlatego, że insynuuje
      niepewność świadomej światopoglądowej postawy ateisty
      - również irytuje mnie zakładanie, że boga osobowego w życiu
      ateisty ktoś/coś musi zastąpić - kasa, New Age, praca, alkohol etc.
      Ateista nie ma tym miejscu luki wymagającej wypełnienia, jasne?
      - materialistyczny światopogląd oznacza dla mnie odrzucenie
      jakiejkolwiek wiary w życie pozagrobowe
      Podsumowując: średnio mnie interesuje dlaczego wierzący wierzą, w
      co wierzą, jak głęboko wierzą i jaką gratyfikację otrzymują z tego
      tytułu. Proponuję tak samo odnieść się do ateistów i nie doszukiwać
      przedziwnych motywacji.
      • a_weasley I po co to? 14.05.07, 23:55
        mader1 napisała:

        > Podsumowując: średnio mnie interesuje dlaczego wierzący wierzą, w
        > co wierzą, jak głęboko wierzą i jaką gratyfikację otrzymują z tego
        > tytułu.

        A mnie kompletnie nie obchodzi, co ateiści myślą o tym forum. I wolałbym, żeby
        mi tutaj tego nie wieszano na nos.
        • annb Re: I po co to? 15.05.07, 09:33
          drobna uwaga
          czytając e-maila pani triss można zrozumieć że jego treść dotyczy pytania
          postawionego w pierwszym poście.
          pani triss nie napisala co mysli o forum, tylko napisała o sobie, o ateistce,
          która nie odczuwa potrzeby wiary.
          jej glos wnosi cos do dyskusji -a zamieszczanie listow ateistow w tym watku
          jest uczciwe, bo inaczej jak dyskutowac o bliznim, nie znając
          powodów/przesłanek jego zachowania.
          • mamamonika Re: I po co to? 15.05.07, 09:43
            Dokładnie - wątek dotyczył ateistów, to chyba mają prawo się sami o sobie
            wypowiedzieć? Autorka zadała pytania - ma odpowiedź z pierwszej ręki
            Co do tego poklepywania po głowie z listu Triss - myślę, że do czegos takiego
            ma skłonności każda ze stron - gdzieś tam w głębi uznaje "drugą stronę" za
            lekko upośledzoną, chociaż w imię poprawności wypowiedzi się do tego wprost nie
            przyzna
            • samboraga Re: I po co to? 15.05.07, 11:58
              myślę, że do czegos takiego
              > ma skłonności każda ze stron - gdzieś tam w głębi uznaje "drugą stronę" za
              > lekko upośledzoną, chociaż w imię poprawności wypowiedzi się do tego wprost nie
              > przyzna

              to są tylko Twoje gdybania i nie muszą mieć nic wspólnego z rzeczywistością (a
              co do mojej osoby to nie mają) - brak wiary nie jest i nie może być
              'upośledzeniem' (podobnie jak i wiary tak nie traktuję)
              na tym forum uczestniczyłam już w killku dyskusjach ateistycznych/poszukujących
              i, poza incydentowymi postami, nie miałam wrażenia, że rozmaiwamy klepiąc się
              protekcjonalnie po ramionach czy sącząc truciznę pod klawiaturą
              przeciwnie, były rozmowy właśnie w tym duchu "jak coś widzą ateiści", rozmowy
              kulturalne, zakończone wzajemnym wysłuchaniem i spokojnym rozejściem i, na
              niekorzyść tej dyskusji muszę powiedzieć, że poziom kultury wypowiedzi tamtych
              był wyższy, nieporozumienia komunikacyjne były wyjaśniane jako nieporozumienia,
              a nie traktowane jako ataki...

              owszem, jest jedna sprawa, która zawsze jest odbierana kontropwersyjnie: gdy
              wierzący, mówiąc o swej wierze, zwłaszca taki nawróceniec jak ja, mówią
              niewierzącym, że wiara przychodzi/może przyjść 'nagle' - wówczas niewierzący
              czuje się zaatakowany, jakby mu się rzucało pęta jakieś...a to tylko
              stwierdzenie czyjegoś doświadczenia, doświadczenia, a nie 'prawidłowości 'że na
              każdego przyjdzei wiara'...
              • mamamonika Re: I po co to? 15.05.07, 12:13
                Właśnie wystąpiło nieporozumienie komunikacyjne smile. Skomentowałam ton tej
                konkretnej dyskusji, a nie ogół dyskusji z niewierzącymi na forum. Przeczytałam
                kilka postów po kolei i takie mi się nasunęło spostrzeżenie.
                • samboraga Re: I po co to? 15.05.07, 12:20
                  > Właśnie wystąpiło nieporozumienie komunikacyjne smile. Skomentowałam ton tej
                  > konkretnej dyskusji, a nie ogół dyskusji z niewierzącymi na forum. Przeczytałam
                  >
                  > kilka postów po kolei i takie mi się nasunęło spostrzeżenie.

                  na szczęście nawet w tej dyskusji są rózne głosy, i to po obu stronach, też i
                  takie nie osądzające
      • isma Re: głos Triss_merigold6 15.05.07, 09:40
        No nienienie. Ja bardzo przepraszam, ale proponuje, zeby zamknac ten watek.
        Probe zrozumienia innego czlowieka doceniam, ale robienie w jej ramach trybuny
        dla publicznych deklaracji "tolerancyjnych, a zmuszonych do zycia w katolandzie
        ateistow", deklaracji niestety niezbyt chyba - co nawet w warunkach sieciowej
        anonimowosci jest weryfikowalne - szczerych, wydaje mi sie jalowe.

        Przykladowo:
        "insynuacje jakoby ateizm był formą poszukiwania istoty
        > nadprzyrodzonej uważam za obraźliwe dla osób niewierzących - to
        > takie poklepywanie po głowie krnąbrnego nastolatka na
        > zasadzie "przejdzie ci"
        > - podobnie żenujące są mity o nawróceniu ateistów na łożu śmierci,
        (...)
        > Podsumowując: średnio mnie interesuje dlaczego wierzący wierzą, w
        > co wierzą, jak głęboko wierzą i jaką gratyfikację otrzymują z tego
        > tytułu. Proponuję tak samo odnieść się do ateistów i nie doszukiwać
        > przedziwnych motywacji."

        I wysoce tolerancyjny i wcale nieobrazliwy komentarz spod tej samej
        klawiatury:

        "Bzdura. Ja byłam z ateistycznego domu i w wieku dojrzewania poglądy na temat
        potrzeb religijnych własnych miałam mocno sprecyzowane. Nie kusiło mnie, nie
        nęciło, nie próbowałam z ciekawości a osoby mocno praktykujące jakąkolwiek
        wiarę uważałam za lekko upośledzone."

        Poniewaz, niestety, nie uwazam sie za lekko uposledzona, nie zycze sobie
        wysluchiwac zenujacych klamstw. Nie na moj temat, ale na temat stosunku
        ateistow, w tym przypadku konkretnych ateistow, do wierzacych.
        • annb Re: głos Triss_merigold6 15.05.07, 09:56
          słowo klucz-mocno praktykujące

          wiesz, ja sie obrażona nie poczułam
          i pomimo wiary,
          nie znajduję w sobie tej miłości (wiem, jestem marna i mała) do słuchaczek RM
          ich wiary i praktyk
          nie uwazam ich za uposledzone, ale ich się po ludzku boję
          ja jako katolik się w tym gubię i nie ogarniam
          a coz dopiero powiedziec o ateiscie
          • isma Re: głos Triss_merigold6 15.05.07, 11:22
            annb napisała:

            > słowo klucz-mocno praktykujące

            No. Ja na przyklad aktualnie chyba jestem mocno praktykujaca. Poniewaz, jak
            sadze, etap akademickiego studiowania dogmatow wlasnej wiary mam juz za soba, i
            uznaje, ze wiedze w temacie posiadam w stopniu wystarczajacym. A poniewaz swoja
            poboznosc bym definiowala jako glownie eucharystyczna - m.in. dlatego, ze
            katolickie rozumienie Eucharystii jest glownym powodem, dla ktorego wybralam
            katolicyzm, z calym jego roznorodnym bagazem mniej, moim zdaniem, istotnych
            cech, a nie np. protestantyzm, ktoremu intelektualnie sporo zawdzieczam) - nie
            bardzo sie da ten typ poboznosci praktykowac w zaciuszu domowym wink)).

            Wiec chodze z moherami kilka razy w tygodniu na poranna Msze sw. i wcale sie
            tego nie wstydze. Bo chodze tam nie dla nich, tylko dla Chrystusa wink)).
            >
            > wiesz, ja sie obrażona nie poczułam

            Ja tez nie - patrz wyzej, o akmieniu. Ale to nie znaczy, ze nie moge
            skomentowac wypwowiedzi, ktora uwazam za falszywa.

            > i pomimo wiary,
            > nie znajduję w sobie tej miłości (wiem, jestem marna i mała) do słuchaczek RM
            > ich wiary i praktyk

            Ich wiare zna tylko Bog. A z praktykami, jak napisalam powyzej, roznie bywa.

            > nie uwazam ich za uposledzone, ale ich się po ludzku boję

            Po ludzku, to ja mysle, ze ten typ duchowosci jest ze wzgledow demograficznych
            stracony. Zreszta, jak powiada Pismo, jest to niebezpieczenstwo niewarte
            wiekszej uwagi, gdyz podstawowa kwestia jest dana w Pismie gwarancja "ktoz nas
            moze odlaczyc od milosci Bozej" wink)).

            > ja jako katolik się w tym gubię i nie ogarniam

            Nie ogarniam, ale nie ogarniam tez rzeczy dla mojego osobistego zbawienia
            znacznie istotniejszych.

            > a coz dopiero powiedziec o ateiscie
            Jesli rzeczywiscie chcialby ogarnac, niech rozmawia z tymi paniami. Ale
            wlasciwie, po co?
        • paszczakowna1 Re: głos Triss_merigold6 15.05.07, 16:29
          Isma, Triss to stwierdzenie w cytowanym przez Ciebie wątku później wyjaśniła:

          "Napisałam, że w okresie dojrzewania uważałam ludzi głęboko
          wierzących za lekko upośledzonych. W OKRESIE DOJRZEWANIA czyli mając te 15-17
          lat. Ów wiek cechuje na ogół czarno-białe postrzeganie i radykalizm ocen a nie
          filozoficznie wyważone podejście do różnorodności i złożoności świata.
          Pojmujesz?

          Ponieważ jestem wiele lat po okresie dojrzewania więc moje poglądy i oceny
          także uległy ewolucji i NIE UWAŻAM wierzących za upośledzonych z wyjątkiem
          wszelkiej maści fanatyków. Fanatyków nieodmiennie uważam za ograniczonych
          intelektualnie i dotyczy to wierzących w cokolwiek, new age'owców, wegetarian
          etc."

          Nie sądzę, by miała zamiar kogokolwiek obrażać, po prostu niedostatecznie
          podkreśliła czas przeszły.
          • isma Re: głos Triss_merigold6 15.05.07, 19:10
            Wiesz, ja sie juz pare lat obijam po roznych forach - naprawde nie jest tu
            miejsce na egzegeze tworczosci wspolforumowiczow, ale pewne zjawiska sa
            charakterystyczne. Z Triss zdarzylo mi sie kiedys - to tez z tej samej beczki,
            o "tolerancji" wymienic kilka uwag na temat tego, co by zrobil katolik,
            dowiedziawszy sie, ze jego dziecko jest gejem (jako ciemnogrod, oczywiscie, by
            wydziedziczyl). Ale na pytanie o to, co by zrobila tolerancyjna rozmowczyni,
            gdyby jej syn zamierzal zostac katolickim ksiedzem, uzyskalam odpowiedz jakze
            zblizona, "po moim trupie". Niezaleznie wiec od niezawinionych nieporozumien,
            mysle, ze osoby wciagajace na sztandar tolerancje bywaja rownie
            nietolerancyjne, wbrew temu, co glosza wink)).

            Ale ja mam dzisiaj klopoty z wyslawianiem sie w sposob zrozumialy.
    • a_weasley Gościnność i buractwo 15.05.07, 10:48
      Powiedzmy sobie szczerze: tutaj chrześcijanie są u siebie, a niewierzący gośćmi.
      Gospodarze powinni zachować uprzejmość, goście szanować zwyczaje domu, nawet
      jeśli ich nie zachwycają, a domownik, który danego gościa wprowadził, pilnować,
      by ten miarkował swoje reakcje stosownie do tych zwyczajów, których nie zna.
      Gdyby ktoś przyszedł do mnie na moje zaproszenie i widząc Grottgera na ścianach
      palnął mi kazanie na temat patriotycznego kiczu i romantycznej paranoi, a na
      wzmiankę, że jestem wegetarianinem, oświadczył, że wegetarianizm to wariactwo,
      byłyby to dwie wizyty w jednym: pierwsza i ostatnia.
      Otóż podobnie zachowała się większość osób niewierzących, których głosy się tu
      pojawiły. Nawet Mąż Imbirki swoją wyważoną i ciekawą wypowiedź, bardzo
      korzystnie odbijającą od większości swoich współniewyznawców, zakończył
      pouczeniem, o czym mamy albo nie mamy tu rozmawiać. Większość pozostałych
      zaprezentowała szeroką paletę tolerancyjnych zachowań: od nieuprzejmości, przez
      pseudonaukowe pouczenia, impertynencję aż do zwyczajnego chamstwa.
      O ile rozumiem, niewierzących wypowiadających się tutaj pytano o ich
      światopogląd, a nie o to, co ich zdaniem powinniśmy albo nie powinniśmy robić na
      tym forum. Albo jak wygląda manifest twardego antyklerykała, bo każdy z nas
      takich manifestów widział w życiu dosyć i do przesytu.
      Wniosek Ismy popieram. Jak kiedyś pojawi się podobny wątek, na którym nie
      będziemy narażeni na zderzenie z takim pojęciem tolerancji, chętnie porozmawiam.
      Także z niewierzącymi.
      Swoją drogą z tej dyskusji wyłania się smutny obraz osoby niewierzącej. O wiele
      smutniejszy niż na ogół z moich realnych kontaktów z niewierzącymi.
      • mader1 Re: Gościnność i buractwo 15.05.07, 12:14
        Nie sprawdzałam jeszcze dziś poczty wink, bo pełniłam swoje obowiązki.
        Wkleiłam te maile, bez ucinania, przycinania i poprawiania, bo uważałam ( i
        nadal uważam), że czasem trzeba wiedzieć " o czym się mówi" i czasem wysłuchać.
        Dostaję też czasem podobne maile, z ocenami naszego forum, wypowiedziami na
        jego temat.
        Ateistom nie zarejestowanym naszym forum dziękuję już za wypowiedzi. Te, które
        tu wkleiłam, bez żadnych skrótów i komentarza pochodzą z dwóch dni od ukazania
        się wątku.
      • kim5 Re: Gościnność i buractwo 15.05.07, 12:25
        O nienienie, takie stawianie sprawy, że tutaj chrześcijanie są u siebie, a
        niewierzący goścmi, nosi pewne znamiona traktowania protekcjonalnego. Secundo:
        jeśli kogoś zapraszam, to nietaktem jest obrabianie mu czterech liter po
        zamknięciu się za nim drzwi. I goście, i gospodarze powinni się szanować.
        Nawzajem. A nie jedna strona drugą bardziej.
        Przyznam, że smutno mi się zrobiło po tym wątku. Kiedy starałam się o przyjęcie
        do forum, bardzo chciałam tu być. A teraz chyba przestaję się tu czuć "jak u
        siebie". Bo z moją wiarą jest nieszczególnie. Bo z racji rozwodu moja pozycja
        jest... wiecie jaka. Bo to wykluczenie nie jest bez wpływu na moją wiarę.
        • a_weasley Re: Gościnność i buractwo 15.05.07, 12:37
          kim5 napisała:

          > O nienienie, takie stawianie sprawy, że tutaj chrześcijanie są u siebie, a
          > niewierzący goścmi, nosi pewne znamiona traktowania protekcjonalnego.

          Jest prostym stwierdzeniem faktu.
          Forum ma w nagłówku, że tu się spotykają chrześcijanie. W związku z tym nie na
          miejscu są pretensje, że owi chrześcijanie o czyjejś niewierze rozmawiają z
          pozycji chrześcijańskich. A niby z jakich pozycji miałby to robić?

          > jeśli kogoś zapraszam, to nietaktem jest obrabianie mu czterech liter po
          > zamknięciu się za nim drzwi.

          Słucham?
          Mało, że muszę wysłuchiwać impertynencji, to jeszcze potem mam siedzieć cicho i
          nie wolno mi ich nazwać po imieniu?

          > do forum, bardzo chciałam tu być. A teraz chyba przestaję się tu czuć "jak u
          > siebie". Bo z moją wiarą jest nieszczególnie. Bo z racji rozwodu moja pozycja
          > jest... wiecie jaka. Bo to wykluczenie nie jest bez wpływu na moją wiarę.

          I nie widzę żadnej paraleli pomiędzy Twoją sytuacją a sytuacją na przykład
          kogoś, kto się instaluje tutaj i ogłasza, że wiara jest racjonalizacją lęków i
          zabobonów. Albo kto poproszony o wypowiedź na konkretny temat przychodzi tutaj i
          rozstawia nas po kątach.
    • minerwamcg Re: osoby niewierzące.... moje rozmyślania.... 15.05.07, 12:36
      Kościół rozmawia z niewierzącymi. Są wspólne debaty, dyskusje, powstają
      książki. Jest to możliwe m.in. dlatego, że rozmówców nie wybiera się losowo
      spośród czytelników "Faktów i Mitów", tylko spośród ludzi, o których wiadomo,
      że oprócz tego, że są niewierzący, przede wszystkim mają na ten temat coś
      interesującego do powiedzenia. No i reprezentują określony poziom, na ogół
      bardzo wysoki...
      • kim5 Re: osoby niewierzące.... moje rozmyślania.... 15.05.07, 12:44
        Weasley, ja nie czuję się rozstawiana po kątach. Ktoś prezentuje swoje poglądy,
        ja swoje. Jeśli moje poglądy są ugruntowane, poglądy innych nie pogarszają
        mojego samopoczucia. Nie muszę się z nim zgadzać, nie muszę podzielać jego
        stylu życia. Stoję mocno na własnych nogach.
        Staram się zakładać dobrą wolę drugiej strony. Jeśli ktoś jest niewierzący,
        widać ma powody. I te powody nie są głupsze, gorsze niż te, dla których ja
        wybbieram moją drogę życiową.
        Twoja wypowiedź "Swoją drogą z tej dyskusji wyłania się smutny obraz osoby
        niewierzącej. " to nie jest rozstawianie po kątach niewierzących?
        • a_weasley Re: osoby niewierzące.... moje rozmyślania.... 15.05.07, 12:55
          kim5 napisała:

          > Weasley, ja nie czuję się rozstawiana po kątach.

          A ja tak. Ktoś został zaproszony do zabrania głosu w klubie, do którego nie
          należy, i mówi miejscowym, co mają albo nie mają mówić między sobą.

          > Ktoś prezentuje swoje poglądy, ja swoje.

          Gdyby tak rzeczywiście było, słowa bym nie powiedział.

          > Twoja wypowiedź "Swoją drogą z tej dyskusji wyłania się smutny obraz osoby
          > niewierzącej. " to nie jest rozstawianie po kątach niewierzących?

          Wszystko możesz odpowiednio zinterpretować, jeżeli wyrwiesz zdanie z kontekstu.
          W zestawieniu ze zdaniem o niewierzących znanych mi z realu staje się ono li i
          jedynie komentarzem do zachowania części niewierzących przedmówców. I z tych
          głosów, i owszem, wyłaniał się obraz smutny. Obraz, między innymi, ludzi
          żądających dla siebie praw, których odmawiają innym.
          W praktyce spotykam się z dużo większą otwartością. I z poszanowaniem dla cudzej
          odmienności, którego tak często i głośno niewierzący się domagają, a którego
          właśnie we wspomnianych wypowiedziach zabrakło.
        • paszczakowna1 Re: osoby niewierzące.... moje rozmyślania.... 15.05.07, 13:09
          W ogóle wytworzyła się sytuacja nieosobliwa, bo ten wątek, IMHO, raczej nie
          powinien znależć się na forum dla chrześcijan. Jeśli zadaje się pytania:

          i tak sobie myślę, jak można żyć bez Boga?
          czy można żyć bez Niego?
          cy można żyć i nie wierzyć w nic?

          etc, są one skierowane raczej do osób niewierzących. Nic dziwnego zatem, że
          osoby niewierzące mają ochotę się tu wypowiedzieć (a fakt, że nie mogą pisać
          bezpośrednio, powoduje dalsze komplikacje, bo np. ciężko jest im reagować, jeśli
          uznają, że ktoś ich źle zrozumiał). I z kolei nic dziwnego, że wypowiedzi ich, z
          konieczności często krytyczne wobec chrześcijaństwa, drażnią forumowiczów (bo
          Weasley tu ma rację, jeśli ktoś wchodzi na forum z piłce nożnej z komunikatem:
          ja tego nie cierpię i nigdy nie czułam potrzeby obejrzenia żadnego meczu,
          ciepłego przyjęcia się spodziewać nie powinien - bieda w tym, że wątek ten
          właśnie do takich osób się zwraca). I nie da rady, ktoś się będzie czuł
          pokrzywdzony, najpewniej obie strony na raz.
          • malgosiader to ja jeszcze raz bardzo przepraszam ;-( 15.05.07, 14:42
            jestem strasznie zabiegana, ostatnio mało mam czasu dla siebie....

            ale naprawdę nie o to mi chodziło....
            może rzeczywiście z rozpędu pytanie zadałam nie na tym forum...
            nie było moim zamierzeniem obrazić ateistów, ja szanuję ludzi za to jakimi są,
            a nie za to w co lub kogo wierzą,
            za głos w dyskusji bardzo dziękuję, ale naprawdę nie mogę zrozumieć jednego,
            mianowicie kiedy ktoś pyta mnie o moją wiarę i nawet czasami z sarkazmem
            opowiada coś o KK, ja się nie obrażam, podejmuję dyskusję i podaję swoje
            argumenty,

            przepraszam administratorki za zamieszanie, którego jestem sprawcą
            (no, jak ja już się odezwę ....)

            • mader1 My, mohery i listy :) 15.05.07, 15:04
              przestań przepraszać. Wątek, jak wątek. Dobrze, że go założyłaś.
              Jak pisałam już wcześniej, przychodzi do mnie trochę listów od ateistów czy
              osób " blisko Kościoła" zaniepokojonych naszym forum.
              To jest próbka , nieduża, ich wypowiedzi.
              Dobrze, że miałam okazję je wkleić ( a okazją stał się ten wątek), bo...
              Nawet w tym wątku ukazały się wypowiedzi o moherach , od których to niby mamy
              się różnić...Czasem wydaje się nam, że jesteśmy tacy... wykształceni, mamy sąd
              wyważony, swiatły... No lepsi jesteśmy od tych beretów opętanych
              posłuszeństwem . Ateistów nie wkładamy do jednego worka - jedni są
              inteligentni, kulturalni, dobrzy, inni nie.
              Natomiast o całych grupach ludzi wierzących wypowiadamy się z lekceważeniem.
              Otóż w większość maili od ateistów, które znajduję w swojej skrzynce my WSZYSCY
              jesteśmy moherami. Jesteśmy moherami, pomiotem ojca Rydzyka i co tam jeszcze.
              Różnice zdań między Mamąmoniką a Weasley'em ( to tylko przykład) wcale nie są
              dla nich znacznymi różnicami.
              Różnice miedzy protestantami a katolikami ? Też niewielkie. Ci pierwsi trochę
              bardziej oświeceni, ale i tak z nimi cienko.Zapewne wierzymy, bo nigdy nie
              spotkaliśmy się z normalnymi ludźmi i podlegamy ciągłej, bezustannej
              indoktrynacji. Rozmowy na temat Bartosia, tolerancji to tylko pozory.
              Pisząc o moherowych beretach, pamiętajmy, że nimi jesteśmy smile))))
            • paszczakowna1 Re: to ja jeszcze raz bardzo przepraszam ;-( 15.05.07, 16:23
              Nie, nie, nie przepraszaj. Za skrótowo mi się napisało, i przez to za ostro.
              Sama miałam ochotę nieco podobny wątek założyć, i teraz widzę, że to nie to miejsce.
            • annb Re: to ja jeszcze raz bardzo przepraszam ;-( 16.05.07, 08:08
              malgosiader z religii zapamietałam min ze każdy z nas jest uczniem Jezusa, i
              poprzez swoją postawę mamy dawać przykład innym
              my swiadczymy o naszym kościele
              dlatego pytania, nawet podszyte ironią nie powinny wyprowadzać z rownowagi smile
    • maika7 Re: osoby niewierzące.... moje rozmyślania.... 15.05.07, 15:46
      > To forum o ile wiem, miało nie być miejscem ani dialogu ani nawet DIALOGU z
      > niewierzącymi. To forum przedstawiono mi jako miejsce, gdzie ludzie wierzący
      > mogą porozmawiać o swoich sprawach nie bądąc atakowanym przez ludzi, jak
      > powiedział Arthur, nie szanujących ani cudzej wiary, ani wspólnej ortografii.
      > Jeżeli coś się zmieniło, proszę o informację.

      Przepraszm w takim razie. I już nie będe się pokazywać u Was. Szkoda, tylko, że
      zostałam na nie przyjęta jako ateistka.

      Miło mi było przez te 3 lata tu. Widocznie to jednak nie jest miejsce, dla mnie.
      M.
      • mader1 Re: osoby niewierzące.... moje rozmyślania.... 15.05.07, 16:10
        daj spokój, przecież Ty nikogo nie atakujesz...
        Napisałam wyżej, ze na naszym forum są ateiści. Są gośćmi i mogą rozmawiać.
        Natomiast rzeczywiście, gdy było to jeszcze forum otwarte, z każdej rzeczy
        dotyczącej wychowania w wierze, musieliśmy się tłumaczyć, byliśmy po prostu
        atakowani. To ciągłe wracanie do podstaw, ta ciągła obrona, uniemożliwiała
        rozmowę o konkretnych problemach.
        Twoje wypowiedzi są ważne, choćby tu, w tym wątku
      • samboraga Re: osoby niewierzące.... moje rozmyślania.... 15.05.07, 16:31
        maika7 napisała:

        > > To forum o ile wiem, miało nie być miejscem ani dialogu ani nawet DIALOGU
        > z
        > > niewierzącymi. To forum przedstawiono mi jako miejsce, gdzie ludzie wierz
        > ący
        > > mogą porozmawiać o swoich sprawach nie bądąc atakowanym przez ludzi, jak
        > > powiedział Arthur, nie szanujących ani cudzej wiary, ani wspólnej ortogra
        > fii.
        > > Jeżeli coś się zmieniło, proszę o informację.
        >
        > Przepraszm w takim razie. I już nie będe się pokazywać u Was. Szkoda, tylko, że
        > zostałam na nie przyjęta jako ateistka.
        >
        > Miło mi było przez te 3 lata tu. Widocznie to jednak nie jest miejsce, dla mnie

        zostańsmile

      • glupiakazia Re: osoby niewierzące.... moje rozmyślania.... 15.05.07, 16:45
        Maiko, kiedyś rozmawiałyśmy długo w podobnym wątku. Pamiętam tę rozmowę jako
        jedną z ciekawszych dla mnie, nie odchodź proszę.
        • maika7 Mader, Samborago, Kaziu 16.05.07, 16:48
          Mader, pamiętam czasy "lipca" i "ogolonych jajek" (Wojtka?) i rozumiem Twoje obawy.
          Dzięki temu wątkowi dowiedziałam się kilku rzeczy o sobie samej i o moich
          reakcjach - cenne.

          Mader, Samborago, Kaziu - dzięki za miłe słowa, czas tu spędzony był dla mnie
          ważny i ciekawy. Rozmowy też. Ciepło o Was (nie tylko Was Trzech) myślę.

          Ale czas "wstać i wyjść" (jak to spiewa Młynarski)

          smile
          M.



      • minerwamcg Re: osoby niewierzące.... moje rozmyślania.... 15.05.07, 23:30
        Przepraszam, czy Ty też nie szanujesz ani cudzej wiary ani wspólnej ortografii?
        Nie zauważyłam. Więc w takim razie nie do Ciebie odnosił się mój post. Czy
        kogoś tutaj atakowałaś? Nie? W takim razie mój post również nie odnosił się do
        Ciebie. Nie rozumiem zatem, dlaczego słowa do Ciebie nie skierowane i
        potępiające postawy, których prawdopodobnie Ty także nie akceptujesz, stały się
        powodem do takiej decyzji.
        • maika7 Re: osoby niewierzące.... moje rozmyślania.... 16.05.07, 16:39
          Minerwo, odpowiedziałas pod moim postem, cytując moje słowa i dziwisz sie, ze
          odniosłam Twoją wypowiedź do siebie?

          Jeśli to forum nie jest też forum dialogu miedzyświatopoglądowego, to faktycznie
          nie mam co tu robić. Po prostu. Bo o wychowaniu dzieci w wierze nie mam nic do
          powiedzenia.

          Jestem rozczarowana tym "niedialogowaniem", bo część z uczestników tego forum
          jest w związkach z ateistami czy agnostykami i dialog jest podstawą takich
          związków. Próba zrozumienia wzajemnych postaw innych ludzi tez nie odbywa się
          bez dialogu i trudno zamykać sie w swoim kręgu światopoglądowym skoro jesteśmy
          "mieszanką" światopoglądową. I do tej pory wydawało mi się, że to dobre miejsce
          (z uwagi na otwartość wielu osób na zrozumienie sposobu myślenia i odbierania
          świata przez "innych") na takie rozmowy. Zbliżające.

          To, że wydaje mi się, że nie atakowałam, nie oznacza, że ktoś nie poczuł się
          zaatakowany. A nie zacytowałas żadnej innej wypowiedzi, więc i to odniosłam do
          siebie.
          Ortografii nie szanuję. Szanuję ludzi. Z ortografią mam czasem problemy (z
          klawiaturtą też wink

          Zareagowałam dość schematycznie, tak, jak reaguje chyba większość z nas, gdy
          oceniamy nie personalnie, tylko ogólnie. Ja jestem ateistką, a o ateistach
          wypowiadających się w tym wątku padły okreslone oceny. Co z tego, ze byc może
          mnie nie dotyczą? Jesli ktos wypowiada ogólną, negatywną ocenę np. o katolikach
          nie czujesz chęci zaprotestowania? Nie odnosisz tego do siebie? Nawet, jeśli
          wiesz, ze jesteś inna i Ciebie ta wypowiedź nie dotyczy? Moze nie reagujesz, ale
          ja reaguję na stwierdzenia, że ateiści są tacy i tacy. I, że w ogóle bez sensu,
          ze chcą wypowiedzieć się w wątku ich bezpośrednio dotyczącycm. W takim razie nie
          ma tu wątków dla ateistów.

          A ponieważ nie lubię przychodzić tam, gdzie wiem, że nie jestem mile widziana,
          więc zdecydowałam się na powiedzenie "do widzenia".

          Nie zmieniam natomiast swojego poglądu, że "to fajne i wartościowe forum jest",
          ale skoro nie ma na nim miejsca dla ateistów, to nie ma.

          smile
          M.
          • a_weasley Re: osoby niewierzące.... moje rozmyślania.... 16.05.07, 16:54
            maika7 napisała:

            > Minerwo, odpowiedziałas pod moim postem, cytując moje słowa i dziwisz sie, ze
            > odniosłam Twoją wypowiedź do siebie?

            Nie wiem, co Minerwa, ale ja się dziwię. A odpowiadam, bo Minerwa z kolei
            powoływała się na mnie.
            W swoich notkach zaś:
            1) odwołałem się do jednego przykładu negatywnego, w oczywisty sposób nie
            dotyczącego Ciebie
            2) oraz do jednego pozytywnego, autora wymienionego imiennie
            3) tudzież napisałem, że

            > Większość pozostałych zaprezentowała szeroką paletę tolerancyjnych zachowań:
            > od nieuprzejmości, przez pseudonaukowe pouczenia, impertynencję
            > aż do zwyczajnego chamstwa.

            Skoro większość, to nie wszyscy. A że takich niemiłych głosów była większość, to
            na to ja już nie doktor.

            > Jestem rozczarowana tym "niedialogowaniem", bo część z uczestników tego forum
            > jest w związkach z ateistami czy agnostykami i dialog jest podstawą takich
            > związków.

            I sama sobie odpowiedziałaś, co tu po tobie.
            Motyw funkcjonowania w związku międzyświatopoglądowym wraca tu jak bumerang i
            dobrze mieć go naświetlony z perspektywy strony niewierzącej.

            Co się tyczy atakowania tutaj ateistów, to nie przypominam sobie, żeby ktoś
            mówił, że wszyscy ateiści. Przeciwnie, pojawiało się staranne różnicowanie.
            Jeżeli chcesz się czuć zaatakowana, to się czuj, ale jest to kompletnie
            bezpodstawne.
          • mader1 Re: osoby niewierzące.... moje rozmyślania.... 16.05.07, 16:56
            dla mnie jesteś ważną ateistką - o ile można tak napisać o kimś, kogo nie znam
            osobiście smile Nie miałam w życiu szczęścia, by spotkać wielu ateistów gotowych
            porozmawiać.Na ogół byłam atakowana. Ja ( może uczestnicy, ale w większości a
            nie pojedynczym głosem zdecydują w przyszłości inaczej) chcę, by na tym forum
            byli i wypowiadali się też ateiści. Aby forum miało charakter chrześcijański,
            oczywiście proporcje muszą być zachowane. Tak też odpowiadam ubiegającym się o
            przyjęcie niewierzącym.
            Z podanych wyżej przez Ciebie powodów, jak i z takich, ze nasze dzieci
            spotykają się z niewierzącymi, żyjemy wśród nich, kontaktują się z nimi,
            spokojna rozmowa ze świadomymi ateistami jest dla mnie cenna.
            Uwrażliwia na innych.
            Proszę zostań - ale to już napisałam.

            To zdaje się ja narozrabiałam zamieszczając maile, które do mnie przyszły.
            Napisałam już wcześniej dlaczego to zrobiłam, więc nie będę powtarzać, bo nie
            ma sensu.
            • a_weasley W sprawie wieloświatopoglądowości Forum 16.05.07, 17:09
              mader1 napisała:

              > nie pojedynczym głosem zdecydują w przyszłości inaczej) chcę, by na tym forum
              > byli i wypowiadali się też ateiści. Aby forum miało charakter chrześcijański,
              > oczywiście proporcje muszą być zachowane.

              Jak dla mnie, nie ma sprawy. O ile, rzecz jasna, pewne rzeczy pozostaną tak samo
              oczywiste i niekwestionowane jak w gronie jednolicie chrześcijańskim - po prostu
              pewne sprawy są poza dyskusją.
              Skoro to jest forum z założenia chrześcijańskie, to pewnych rzeczy się tutaj nie
              podważa. Jesteście w błędzie, szanuję to, ciekawi mnie, dlaczego w nim trwacie i
              jak Wam się z tym żyje, ale jeśli kogoś uwiera, że uważam, iż jest w błędzie, to
              to jest jego problem, a nie mój.
              Podobnie skoro forum ma w nazwie "Wychowanie w wierze", to nie ma na nim miejsca
              na dyskusje, czy dziecko ma wybrać samo, jak skończy 15 lat, 7 miesięcy i 3 dni,
              bo tu się rozmawia o tym, JAK dzieci wychować w wierze, a nie CZY je w takowej
              wychowywać.

              > To zdaje się ja narozrabiałam zamieszczając maile, które do mnie przyszły.

              Powiedziałbym raczej, że zamieszczając wszystkie jak leci in extenso. Sam w
              sobie pomysł nie był zły.
              • mader1 Re: W sprawie wieloświatopoglądowości Forum 16.05.07, 18:01
                a_weasley napisał:




                > pewne sprawy są poza dyskusją.
                > Skoro to jest forum z założenia chrześcijańskie, to pewnych rzeczy się tutaj
                ni
                > e
                > podważa. Jesteście w błędzie, szanuję to, ciekawi mnie, dlaczego w nim
                trwacie
                > i
                > jak Wam się z tym żyje, ale jeśli kogoś uwiera, że uważam, iż jest w błędzie,
                t
                > o
                > to jest jego problem, a nie mój.
                > Podobnie skoro forum ma w nazwie "Wychowanie w wierze", to nie ma na nim
                miejsc
                > a
                > na dyskusje, czy dziecko ma wybrać samo, jak skończy 15 lat, 7 miesięcy i 3
                dni
                > ,
                > bo tu się rozmawia o tym, JAK dzieci wychować w wierze, a nie CZY je w takowej
                > wychowywać.
                >
                Tak właśnie piszę nowoprzyjętym smile I oni przyjmują to do wiadomości.
                >
          • minerwamcg Re: osoby niewierzące.... moje rozmyślania.... 16.05.07, 17:53
            Maika, jeżeli uważasz, że Ci tu źle, trudno. Jest mi bardzo przykro, ale
            zatrzymywać nie będę, a na tłumaczenia, że nie jestem wielbłądem nie mam
            ochoty. Skoro uparłaś się widzieć we mnie wroga, i żadne wyjaśnienie nie
            przekona Cię, że jest inaczej - powstrzymam się od wyjaśnień. Bo na nic one,
            kiedy po drugiej stronie jest tylko uraza i uprzedzenia.
            • maika7 Mader, Minerwo, Arturze, 16.05.07, 18:36
              żeby nie przedłużać i nie rozmydlać zasadniczego tematu, napisam Wam na priv.

              smile
              M.
    • mader1 Re: osoby niewierzące.... moje rozmyślania.... 15.05.07, 19:51
      Żadnych listów juz nie wkleję smile, ale dostałam jeszcze jeden, od Eglantine z
      tytułem książki " Co nas łączy ? Dialog z niewierzącymi" ( WAM 2002). Mam
      wrażenie, że ta pozycja była już wymieniana ?

      Ze wstępu Leszka Kołakowskiego: "Jest to konfrontacja wiary i
      niewiary, konfrontacja nie tylko cywilizowana, ale przeniknięta na
      ogół mądrą ochotą rozumienia drugiej strony. A więc, mirabile dictu,
      rzecz taka jest możliwa."
      • kulinka3 Re: osoby niewierzące.... moje rozmyślania.... 15.05.07, 20:48
        mader1 napisała:

        > Żadnych listów juz nie wkleję smile, ale dostałam jeszcze jeden, od Eglantine z
        > tytułem książki " Co nas łączy ? Dialog z niewierzącymi" ( WAM 2002). Mam
        > wrażenie, że ta pozycja była już wymieniana ?

        Oj niełatwa twa rola Mader!
        Na pytanie co nas łączy przypomniał mi się wątek z Ratzingerem, który wklejała
        dla nas Isma.Może warto poczytać? Nie wiem czy to uspokoi te rozgrzane emocje,
        ale....
        PS.Jeśli, ktoś z niewierzących poczuje,że to nie tak, to ok. Nie chcę
        dyskutować,to tylko takie moje skojarzenie, którym chcę się podzielić.
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=42383831&a=42389963
    • mader1 Dlaczego ? 16.05.07, 09:27
      Przyznam, ze mnie te maile od niewierzących wcale nie zszokowały czy nie
      zdziwiły. Łącznie z protekcjonalnym Wojtka : " niektórzy o tych liczbach nie
      mają pojęcia". Nie miałam przyjemności rozmawiać z Triss, więc do jej maila też
      podeszłam bez emocji.
      Miałam okazję żyć przez wiele lat - do 22 roku - w swoim domu rodzinnym z
      człowiekiem, który podawał się za ateistę. Potem tak potoczyły się moje losy,
      że wielu znajomych w wieku nastolatkowym przychodziło do mnie z różnymi
      pretensjami dotyczącymi Kościoła, Boga, religii i oczekiwało natychmiastowej
      odpowiedzi. Teraz oczywiście rozmowy w realu są kulturalne, grzeczne i
      konkretne, choć widzę, że chociaż nic o swojej religii i kościele nie mówię,
      mojemu niewierzącemu rozmócy czasem przemknie jakieś wartościujące słówko.
      Moja córa wyglądająca jak zgrabna, ładna, mądra nastolatka, ubierająca się
      modnie także szokuje swoich kolegów przyznawaniem się do wiary i to
      katolickiej. Jakieś inne wyznanie byłoby bardziej cool smile Czasem wymyka się
      któremuś " Wydawało mi się, że jesteś ZA INTELIGENTNA na to". Za intelignentna,
      za ładna, by mysleć o czystości przedmałżeńskiej, by chodzić do spowiedzi...
      Ciekawe...

      Ale czego dotyczy moje pytanie : " dlaczego?" ... Otóż od najmłodszych lat
      spotkałam się z jedną, niezależnie od kultury wypowiedzi charakterystyczną
      rzeczą. Ateistom szalenie przeszkadza praktykowanie. Modlitwa, chodzenie na
      msze, spotkania modlitewne, spowiedź w przypadku katolikow - nawet jeżeli nie
      jest to ostentacyjne. Niby przyznają do tego prawo, ale potem w konkretnych
      sytuacjach mówią o tym z ironią,pogardą. Czasem swoją niechęć motywują
      względami praktycznymi - bo pójście na msze przeszkadza we wspólnym spacerze,
      wyjściu do znajomych ( tak jakby nie można było wybrać jakiejś pasującej
      każdemu godziny)
      Kiedyś spotkałam się z następujacą sytuacją. Mąż niewierzący, często wyjeżdża w
      sprwach służbowych na całe tygodnie. Żona, wierząca, znalazła sobie także
      popołudniowe wyjścia - zaczęła śpiewać w chórze parafialnym. Wydawało mi się to
      dość niewinnym zajęciem podczas nieobecności męża... Wielokrotnie jednak
      słyszałam na ten temat jego zgryźliwy komentarz.
      Jak myślicie, pytam tu forumowiczów, listów do mnie nie będę już cytowała,
      czemu praktykowanie jest tak bardzo drażniące ?
      • annb Re: Dlaczego ? 16.05.07, 09:42
        brak asertywnosci?
        kiedys ktos probowal sie nabijac z tego ze jestem katoliczką
        zacytowalam fragment konstytucji i kazalam mu sie ode mnie odstosunkowac-w
        tonie bardzo grzecznym.
        a co do opisanego przykladu-pan maz-pani zona
        temu panu zapewne przeszkadza wszystko
        niech zona w ramach eksperymentu zalozy osiedlowe kolko hafciarek na atlasie-i
        zobaczy czy pan się nadal czepia.
        mysle ze ten pan to taki model ze zona w domu-dobrze, zona z domu-zle
        no bywa
      • a_weasley ...a dla Greków głupstwo... 16.05.07, 10:25
        mader1 napisała:

        > Nie miałam przyjemności rozmawiać z Triss, więc do jej maila też
        > podeszłam bez emocji.

        Ja parę razy miałem, więc do jej maila podszedłem bez zdziwienia.

        > mojemu niewierzącemu rozmócy czasem przemknie jakieś wartościujące słówko.
        > Moja córa wyglądająca jak zgrabna, ładna, mądra nastolatka, ubierająca się
        > modnie także szokuje swoich kolegów przyznawaniem się do wiary i to
        > katolickiej.

        No po prostu tortury tortem. Chodzi takie ciacho, a nie ugryziesz.

        > spotkałam się z jedną, niezależnie od kultury wypowiedzi charakterystyczną
        > rzeczą. Ateistom szalenie przeszkadza praktykowanie.

        Nie generalizując, oczywiście.

        > Jak myślicie, pytam tu forumowiczów, listów do mnie nie będę już cytowała,
        > czemu praktykowanie jest tak bardzo drażniące ?

        Jak w tytule.
        Odnoszę wrażenie graniczące z pewnością, że inaczej podchodzi agnostyk w stylu
        Kuronia z jego "nie doszedłem do wiary w Boga osobowego", a inaczej przekonany
        ateista. A jeszcze inaczej obrażony na Boga antyklerykał.
        Jeżeli dla kogoś wiara religijna jest zorganizowanym zabobonem, to ja jestem w
        stanie zrozumieć irytację, że większość jego rodaków trwa w tym zabobonie i
        jeszcze się obrażają, jak im powiedzieć, że to jest zabobon. Jest to oczywiście
        tym bardziej irytujące, im mniej dany zaboboniec spełnia parametrów wzorca
        "kobieta w wieku 70 lat lub więcej, o wykształceniu podstawowym, mieszkająca na
        wsi lub w mieście do 10 tysięcy mieszkańców".
        Aczkolwiek znam ateistę - takiego w drugim pokoleniu, niechrzczonego, nie
        jakiegoś postkatolika obrażonego na proboszcza - porządnego racjonalistę
        drążącego naukowo każdy okruch świata, który w tych sprawach zawsze zachowywał
        się niezwykle taktownie, do kościoła na wyjazdach nie chodził, modlitwy
        grzecznie przeczekiwał i w ogóle wzór. Ale on w ogóle jest wzorem taktu, więc
        nie wiem, czy to się liczy.
        Minerwa mi mówi, że zaraz się wkurzą postkatolicy obrażeni na proboszcza.
        Faktycznie nie znam takich postprotestantów, ale to nie moja wina, że katolików
        jest większość i że wiele osób deklarujących się jako ateiści, a faktycznie
        indyferentnych antyklerykalnych, odeszło od Kościoła po takim czy innym
        konflikcie (zapewne najpierw mówili "wierzę w Boga, a nie w księży"), na Ślubie
        & Weselu takich do wyboru. Dlaczego odeszli donikąd, to już ich słodka (lub
        gorzka) tajemnica.
        A znałem też - o, dobrze znałem - istotę, która do nastego roku życia żyła w
        przekonaniu, że "kościelniacy", jak nas określała jej babcia, to margines, że
        religia w Polsce jest domeną osób starych i/lub niewykształconych. Jak jej się
        udało w takim przeświadczeniu przeżyć 10 lat w III RP, pojęcia nie mam. Zaprawdę
        jak się człowiek uprze czegoś nie widzieć, to nie zobaczy. Dopiero w renomowanym
        skądinąd liceum odkryła, że religia jest w Polsce zjawiskiem żywym, o znacznym
        zasięgu, i wywiera istotny wpływ na życie swoich wyznawców, a w wielu
        przypadkach jest to wpływ przemożny.
        • paszczakowna1 Re: ...a dla Greków głupstwo... 16.05.07, 11:59
          Sama znam agnostyka (racjonalistę uważającego, że poznanie racjonalne wyklucza
          wiarę, a znowu człowiekowi wierzącemu trudno pogodzić wiarę i poznanie
          racjonalne) do tego stopnia życzliwie odnoszącego się do Kościoła Katolickiego i
          w swoim czasie zaanagażowanego w dialog między Kościołem a środowiskiem
          naukowym, że chciano go (serio!) zaangażować do duszpasterstwa akademickiego.
          Ale to człowiek naprawdę wyjątkowego formatu.

          Czy ateiście przeszkadza praktykowanie czy nie, to jest otwartości umysłu. Jeśli
          racjonalista jest na tyle elastyczny (i faktycznie ma światopogląd przemyślany),
          że intelektualnie przyjmuje istnienie poznania mistycznego (nawet jeśli sam go
          nie doznał, i doznać sobie nie życzy), konsekwencje takowego (z praktykowaniem
          włącznie) gorszyć nie powinny.
      • imbirka Re: Dlaczego ? 16.05.07, 13:24
        weasley napisał:
        >odnoszę wrażenie graniczące z pewnością, że
        >inaczej podchodzi agnostyk w stylu
        >Kuronia z jego "nie doszedłem do wiary w Boga
        >osobowego", a inaczej przekonany
        >ateista. A jeszcze inaczej obrażony na Boga
        >antyklerykał.

        Tak rzadko sie zgadzamy, że aż muszę to napisać - zgadzam się smile

        A co do pytania mader1 - tak to jest z uogólnieniami na podstawie
        własnych doświadczeń, wszystko zależy od
        ludzi, jakich się na swojej drodze spotka.
        Ja mam zupełnie inaczej, i nie odnoszę
        wrażenia, że "Ateistom szalenie przeszkadza
        praktykowanie".
        Obecnie znam chyba więcej
        ateistów, niż wierzących (poza moją rodziną,
        która jest bardzo zaangażowana), wśród takich
        ludzi studiowałam, pracuję i spędzam czas, i
        nie widzę takiego problemu. Może dlatego, że
        obracam się dużo wśród ludzi związanych z
        ochroną praw człowieka, i jakoś oni na serio
        rozumieją prawo do wolności przekonań i
        religii smile
        Na studiach mieliśmy mieszankę
        bardzo różnych postaw i przekonań, i nikt nie
        komentował umawiania się na rekolekcje czy na
        Mszę do akademickich kościołów, tak jak teraz
        moje koleżanki z pracy przyjmują za normalny
        fakt, kiedy mówię, że dziś nie zjem kebaba,
        bo jest piątek. Z drugiej strony fakt, że
        moje praktyki są dość prywatne, i rzadko
        kolidują z planami innych.

        Ja ze strony wierzących częściej spotykam się
        z czymś odwrotnym - z odmawianiem ateistom
        prawa do bycia ateistami, np. do przeżywania
        ważnych momentów w życiu w uczciwy sposób.
        Starałam się o dyspensę na ślub z
        niewierzącym - ile było komentarzy i tekstów
        do mojego M. - to nie możesz po prostu wziąć
        ślubu jak wszyscy, przecież jesteś
        ochrzczony, po co te papiery, oświadczenia,
        etc. Totalne niezrozumienie tego, że nie
        można wypowiedzieć przysięgi w Imię Boże,
        jeśli sie w Boga nie wierzy. I ze jest to
        właśnie oznaka szacunku dla wierzących, i
        uczciwość wobec siebie. Pogrzeb ateisty -
        pogardliwe słowa o pseudofilozoficznej
        ceremonii odejścia donikąd (nie wspominając
        o niemożności kupienia tabliczki na trumnę,
        na której nie byłoby ś.p., bo to szczegół).
        Ksiądz na "kolędzie" - na siłę wpisuje w
        kartotece przy moim mężu "poszukujący", choć
        usłyszał "niewierzący" i bardzo chce go przekonać o tym, że on na pewno wierzy,
        tylko jeszcze o tym nie wie.

        Takich przykładów mogłabym podać więcej - ale o czym one świadczą? chyba tylko o
        tym, jak nam trudno z odmiennością bliźniego żyć smile
        • mader1 Re: Dlaczego ? 16.05.07, 15:18
          Zbiorowo piszę, choć pod jednym postem, akurat Twoim smile
          No oczywiście piszę w oparciu o doświadczenia swoje czy swoich znajomych. Nie
          wiem, czy mężowi tej kobiety, którą opisywałam przeszkadzałoby wszystko. Mam
          wrażenie, ze nie, inne rzeczy mu nie przeszkadzają. Jest w stanie także
          zrozumieć , że wierzy, że czyta na ten temat książki.
          Ale praktykować, jak taka zwykła baba ? wink)))
          No właśnie z taką postawą się spotkałam smile)), całe szczęście, że tylko ja.
          Wierzyć w Boga to dobrze, że wierzę, mogę o tym pogadać, poczytać Pismo Św. czy
          książki, ale do kościoła tak latać ? Przecież Bóg wszędzie jest smile))

          A teraz Imbirko :

          > Ja ze strony wierzących częściej spotykam się
          > z czymś odwrotnym - z odmawianiem ateistom
          > prawa do bycia ateistami, np. do przeżywania
          > ważnych momentów w życiu w uczciwy sposób.
          > Starałam się o dyspensę na ślub z
          > niewierzącym - ile było komentarzy i tekstów
          > do mojego M. - to nie możesz po prostu wziąć
          > ślubu jak wszyscy, przecież jesteś
          > ochrzczony, po co te papiery, oświadczenia,
          > etc. Totalne niezrozumienie tego, że nie
          > można wypowiedzieć przysięgi w Imię Boże,
          > jeśli sie w Boga nie wierzy. I ze jest to
          > właśnie oznaka szacunku dla wierzących, i
          > uczciwość wobec siebie.

          Też tak to rozumiem. To bardzo uczciwa i dobra postawa. A zarazem postawa
          wielkiego szacunku wobec współmałżonka smile
        • a_weasley Re: Dlaczego ? 16.05.07, 15:21
          imbirka napisała:

          > Starałam się o dyspensę na ślub z
          > niewierzącym - ile było komentarzy i tekstów
          > do mojego M. - to nie możesz po prostu wziąć
          > ślubu jak wszyscy, przecież jesteś
          > ochrzczony, po co te papiery, oświadczenia,
          > etc.

          Wystarczy wpaść na Ślub & Wesele, żeby zobaczyć, że taka postawa jest dość
          rozpowszechniona także wśród niewierzących, którym tak jest po prostu wygodniej
          - wyklepać księdzu byle co i spokój.

          > Pogrzeb ateisty - pogardliwe słowa o pseudofilozoficznej
          > ceremonii odejścia donikąd

          Pogrzeb świecki, bo pewnie to masz na myśli, niestety coś takiego w sobie ma.
          Byłem na trzech. Dwa z nich były najnieznośniej beznadziejnymi ceremoniami, na
          jakich byłem w życiu, a trzeci mało się różnił od kościelnego i nawet był
          pokropek. Zmarły nie życzył sobie księży i ceremonii w kościele i to, owszem,
          zostało dotrzymane.
          No jest to żałość i beznadzieja, co zrobisz?

          > (nie wspominając o niemożności kupienia tabliczki na trumnę,
          > na której nie byłoby ś.p., bo to szczegół).

          Widno nie ma popytu, bo nawet niewierzący traktują to jak ot po prostu
          grzecznościowy zwrot. Może to źle, ale tak jest. Tak samo jak mówią o
          "postawieniu na czymś krzyżyka", "krzyżu Pańskim" i różnych takich, jak w starym
          dowcipie:
          - Towarzysze! Jeżeli (co daj Boże) Boga nie ma, to dzięki Bogu. Ale jeżeli
          (czego Boże uchowaj) Bóg jest, to niech nas ręka Boska broni!
    • rycerzowa Re: osoby niewierzące.... moje rozmyślania.... 16.05.07, 20:43
      1. A dla mnie zdumiewające jest, że temat wątku wywołał tak żywą reakcję osób,
      które zwą siebie ateistami.
      Zatem czytają to forum, interesują się tematem. Doprawdy dziwne.

      2. Maika, wprawdzie tyś też ateista ,"...ale swój, na własnej piersi wyhodowany".
      Jesteś nam potrzebna.smile

      3. Kolejny raz ktoś się obraża i mówi do widzenia.
      Jak wychowanie to wychowanie:
      Moim zdaniem, jeśli czyjś poziom na forum ci nie odpowiada, to z nim nie
      dyskutujesz; jeśli cała grupa ci nie odpowiada, to się wymykasz po angielsku.

      4.A temat wątku ciekawy bardzo, bo ludzie wierzą i nie wierzą na różny sposób.
      Nawet wśród gorliwych katolików nie wszyscy przyjmują wszystko, co jest "w
      pakiecie". Na przykład nie masz obowiązku wierzyć w objawienia maryjne, by
      uważać się za katolika.

      A czy można żyć "nie wierząc w nic"? Widocznie można, skoro wielu tak żyje.
      Każdy pobyt w Danii to dla mnie temat do zadumy. Ludzie porządni, skromni,
      pracowici, bardzo uczciwi. I tolerancyjni. Na przykład nie podają potraw
      mięsnych na piątkowych przyjęciach, gdy dowiedzieli się że to dla nas post,
      uczestniczą w naszych kościelnych uroczystościach (ślub).
      Ale dla nich sprawy religii nie mają żadnego znaczenia.

      5. Kluczowy problem na styku wierzący-niewierzący to sprawa "co się ze mną
      dzieje po śmierci". Wierzący współczują niewierzącym.
      Ale czy ci naprawdę wierzący pojmują to tak po prostu, że zwyczajnie przechodzę
      do lepszego życia?
      Staram się nigdy nie zapominać, że Pan Jezus płakał po śmierci Łazarza.

      Czytałam kiedyś reportaż ze szpitala, o tym, jak ludzie odchodzą. Większość się
      boi, to naturalne. Ale bywają ludzie bardzo religijni, którzy odchodzą z
      ufnością i spokojem. Uwaga: prawie nigdy nie odchodzą tak księża!
      Co na pewno nie świadczy o tym, że księża są niewierzący. Tyle,że ich wiara jest
      pogłębiona refleksją intelektualną i oni wiedzą, że to wszystko jest bardziej
      skomplikowane...
      • mamalgosia Re: osoby niewierzące.... moje rozmyślania.... 16.05.07, 21:12
        rycerzowa napisała:

        > 1. A dla mnie zdumiewające jest, że temat wątku wywołał tak żywą reakcję osób,
        > które zwą siebie ateistami.
        > Zatem czytają to forum, interesują się tematem. Doprawdy dziwne.

        A Ogolony? Tego to dopiero fascynowaliśmysmile
        >
        >
        >
        > 3. Kolejny raz ktoś się obraża i mówi do widzenia.
        > Jak wychowanie to wychowanie:
        > Moim zdaniem, jeśli czyjś poziom na forum ci nie odpowiada, to z nim nie
        > dyskutujesz; jeśli cała grupa ci nie odpowiada, to się wymykasz po angielsku.

        A ja myślę, że czasem jednak trzeba powiedzieć, dlaczego się odchodzi.
        Wyjaśnić, może to coś ukaże tym, od których się odchodzi.
        Ja akurat nie znam maiki, ale chciałabym żeby wszyscy zostali i nikt nigdy
        nikogo nie opuszczałsmile
        >

        >> 5. Kluczowy problem na styku wierzący-niewierzący to sprawa "co się ze mną
        > dzieje po śmierci". Wierzący współczują niewierzącym.
        > Ale czy ci naprawdę wierzący pojmują to tak po prostu, że zwyczajnie
        przechodzę
        > do lepszego życia?
        > Staram się nigdy nie zapominać, że Pan Jezus płakał po śmierci Łazarza.

        Moim zdaniem sprawa jest prosta: wierzę, że spotkam się z Bliskim Zmarłym po
        mojej śmierci, ale przecież tu i teraz muszę żyć bez niego. Być może jeszcze 60
        lat. Jak nie płakać?

        I myślę, że jest jeszcze taki problem, że przecież nie wiemy, kto będzie
        zbawiony, a kto nie - może więc nie spotkamy się Tam?sad
      • maika7 Rycerzowo :-) 16.05.07, 21:48
        > 2. Maika, wprawdzie tyś też ateista ,"...ale swój, na własnej piersi
        wyhodowany". Jesteś nam potrzebna.smile

        smile

        > 3. Kolejny raz ktoś się obraża i mówi do widzenia.
        > Jak wychowanie to wychowanie:
        > Moim zdaniem, jeśli czyjś poziom na forum ci nie odpowiada, to z nim nie
        > dyskutujesz; jeśli cała grupa ci nie odpowiada, to się wymykasz po angielsku.

        Mnie wychowywano, że gdy wychodzę, to mówię do widzenia smile
        Uczono mnie tez, że warto podać powód swoich decyzji. No to zrobiłam, tak, jak
        mnie wychowywano.
        I jeszcze raz powtórzę, to co pisałam - nie czuję sie ani obrażona, ani urażona,
        poziom forum odpowiada mi (inaczej bym na nie nie wchodziła w ogóle). Czas na
        forum, to był dobry czas.
        Amen wink

        M.
        • rycerzowa Re: Rycerzowo :-) 17.05.07, 10:04

          maika7 napisała:

          >
          > Mnie wychowywano, że gdy wychodzę, to mówię do widzenia smile


          Powyżej pewnej liczby osób, to z przyjęcia wychodzi się właśnie "po angielsku".
          Nie należy też zapominać o Gospodyni/Gospodarzu. Czyż mamy powód, by przez
          robienie zamieszania sprawić im przykrość?

          > Uczono mnie tez, że warto podać powód swoich decyzji. No to zrobiłam, tak, jak
          > mnie wychowywano.


          Nie zawsze warto, nie zawsze trzeba.
          Czy mówisz pewnym osobnikom, że "szkoda ci czasu na rozmowę i kontakty z nimi ,
          bo im Bozia IQ poskąpiła"?
          Zaraz by taki zawołał: "Jaka Bozia?! Tyś przecież ateistka!" wink

          Jasne, jeśli decydujesz,że danej osobie nie możesz "podać ręki", to ją
          informujesz o przyczynie. Ale to już inny wymiar rzeczywistości.


          > I jeszcze raz powtórzę, to co pisałam - nie czuję sie ani obrażona, ani urażona
          > ,
          > poziom forum odpowiada mi (inaczej bym na nie nie wchodziła w ogóle). Czas na
          > forum, to był dobry czas.
          > Amen wink
          >

          Żeby forum dyskusyjne - czy to w realu, czy w internecie - było naprawdę
          forum, to musi być w nim miejsce na różne poglądy na dany temat.Inaczej zmienia
          się w klub wzajemnej adoracji. I potem od słodyczy aż mdło się robi.
          (Oczywiście obowiązuje kultura wypowiedzi, i tego trzeba pilnować).
          "Prawdy trzeba pragnąć, trzeba szukać", czyli brać pod uwagę różne stanowiska,
          różne możliwości.

          "Do widzenia" - to są bardzo optymistyczne słowa.


          • maika7 Re: Rycerzowo :-) 17.05.07, 13:00
            > Powyżej pewnej liczby osób, to z przyjęcia wychodzi się właśnie "po angielsku".
            > Nie należy też zapominać o Gospodyni/Gospodarzu. Czyż mamy powód, by przez
            > robienie zamieszania sprawić im przykrość?

            Jako samotnik raczej, nie mam doswiadczenia w wychodzeniu z wielkich przyjęć.
            Mam też nadzieję, że Gospodyni zrozumiała mnie. A przykro bywa - i odchodzącym i
            żegnającym. Ludzkie, do przeżycia.

            > Nie zawsze warto, nie zawsze trzeba.
            > Czy mówisz pewnym osobnikom, że "szkoda ci czasu na rozmowę i kontakty z nimi,
            > bo im Bozia IQ poskąpiła"?
            > Zaraz by taki zawołał: "Jaka Bozia?! Tyś przecież ateistka!" wink

            Partnerom rozmów, którzy są dla mnie ważni mówię zawsze. Rozmówcom, z którymi
            nie udaje mi się rozmawiać - mówię, że nie umiem z nimi rozmawiać.

            > Żeby forum dyskusyjne - czy to w realu, czy w internecie - było naprawdę
            > forum, to musi być w nim miejsce na różne poglądy na dany temat.Inaczej zmienia
            > się w klub wzajemnej adoracji. I potem od słodyczy aż mdło się robi.
            > (Oczywiście obowiązuje kultura wypowiedzi, i tego trzeba pilnować).
            > "Prawdy trzeba pragnąć, trzeba szukać", czyli brać pod uwagę różne stanowiska,
            > różne możliwości.

            Wiem, dlatego tu kiedyś przyszłam smile)

            > "Do widzenia" - to są bardzo optymistyczne słowa.

            smile)) Może masz rację. Minerwa i Artur uświadomili mi, że jestem przewrażliwiona
            i mam swoją "piętę achillesową", nad którą warto się zastanowić i wyciągnąć
            wnioski.
            Więc chyba przyjmijmy opcję, że wyszłam na chwilę. I chyba zbyt demonstracyjnie.
            Eh, te emocje.

            smile
            M.
            • mader1 Re: Rycerzowo :-) 17.05.07, 17:14
              > Więc chyba przyjmijmy opcję, że wyszłam na chwilę. I chyba zbyt
              demonstracyjnie
              > .
              > Eh, te emocje.

              Niejedno tu się zdarzyło smile)), pamiętasz ? Zdarza się smile)) Przynajmniej
              przekonałaś się, ze jesteś tu ważna. Nie ma tego złego, co by na dobre nie
              wyszło.
            • rycerzowa Re: Rycerzowo :-) 18.05.07, 09:38


              maika7 napisała:

              Rozmówcom, z którymi
              > nie udaje mi się rozmawiać - mówię, że nie umiem z nimi rozmawiać.

              Powiadasz, że to lepsze, niż wzruszanie ramionami/pukanie się w czoło/robienie
              zyg-zyg?

              Muszę to przemyśleć. wink
              • a_weasley Re: Rycerzowo :-) 03.06.07, 21:04
                rycerzowa napisała:

                > > nie udaje mi się rozmawiać - mówię, że nie umiem z nimi rozmawiać.

                > Powiadasz, że to lepsze, niż wzruszanie ramionami/pukanie się w czoło/robienie
                > zyg-zyg?

                Może różnica nie jest aż taka jak pomiędzy spuszczeniem kogoś ze schodów a
                zadzwonieniem na lokaja i powiedzeniem "Odnoszę wrażenie, że nasz znakomity gość
                pragnie być odprowadzonym do swego powozu", ale rzuca się w oczy.
    • otryt Re: osoby niewierzące.... moje rozmyślania.... 03.06.07, 18:58
      Znam blisko parę osób niewierzących. Kulturalnych i oczytanych. Nawet Pismo
      dobrze znają i całą otoczkę kulturową łączącą się z naszą tradycją
      chrześcijańską. Co zauważam? Że temat wiary nie jest im obojętny. W taki lub
      inny sposób go drążą, czasem prowokują nas, ludzi wierzących. Wciąż do tego
      tematu powracają. Najbardziej przeszkadza im złe świadectwo dawane przez ludzi
      wierzących, tak myślę. Raz jeden usłyszałem od kogoś takiego, że zazdrości
      czasem wiary innym, że to łaska. Raz jeden, gdy bardzo dobrze rozumieliśmy się
      w innych sprawach.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka