malgosiader
12.05.07, 19:49
bo tak sobie siedzę myślę i .... chyba potrzebuję głosu innych osób żeby może
to, nie wiem, lepiej zrozumieć?
o co chodzi...
ostatnio tak sobie rozmwiałam z pewną osobą na temat rocznicy Pierwszej
Komunii Św. (wiem, że ma dziecko w wieku mojego syna) i słyszę, że jej to nie
dotyczy,
ja, oczywiście ciekawa bardzo (bo chętnie zawsze porozmawiam z kimś, kto żyje
w innej wierze) pytam jakiego jest wyznania,
usłyszałam, że żadnego, bo ona skończyła kulturoznawstwo i oczy jej się
otowrzyły,
że ona za swoje życie nie będzie obarczać winą kogoś, kogo nie ma, że Bóg to
wymysł ludzi,
że ludzie stworzyli sobie "kogoś" żeby było im lepiej na tym świecie,
dodam, że jest to bardzo fajna osoba, miła, dobra, inteligentn...
i tak sobie myślę, jak można żyć bez Boga?
czy można żyć bez Niego?
cy można żyć i nie wierzyć w nic?
czy jest to może chwilowe widzimisię, bo jest się młodym, butnym, bo wszystko
narazie układa się w miarę dobrze?
ja sama mam w swoim życiorysie momenty, kiedy to "obrażałam " się na Boga,
że miałam pretensje do Niego, że mama jest chora śmiertelnie i umiera, a ma
dopiero 55 lat i całe swoje życie niosła pomoc innym, żyła w zasadzie ciągle
dla kogoś i teraz kiedy mogłaby sobie czerpać radość z życia, to nagle ciach!
ona umiera...
ale bardzo szybo wlałam na siebie kubeł zimnej wody, zawstydziłam się,
przeprosiłam i przyjęłam z pokorą wolę Jego,
ale żyć bez Boga, nie wierzyć w nic?
czy spotykacie takich ludzi w swoim życiu?
ja nie miałam odwagi ciągnąć rozmowy dalej, nie chciałam jej urazić,
powiedziałam tylko, że sama osobiście nie wyobrażam sobie życia bez Boga, że
mogłoby Go nie być w moim życiu i że wiara bardzo pomogła mi w chwilach dla
mnie bardzo trudnych,
temat się skończył, a ja rozmyślam dalej....