Dodaj do ulubionych

Unieważnienie małżeństwa a etyka

28.05.07, 18:02
Znam kilka osób, które starały się o uniewaznienie małżeństwa i otrzymały je.
Jakie są warunki uniewaznienia, wiadomo, w każdym razie dość rygorystyczne. Teoretycznie. W praktyce wygląda to inaczej - przeważnie kilka lat wspólnego życia, dzieci i rozwód. Potem unieważnienie - nierzadko kosztem jednej ze stron, gdy robi się ze wspólmałzonka wariata (choć nim nie był, po otrzaśnięciu się z koszmaru zakłada nowy związek i ma się dobrze - na tyle o ile to mozliwe po tego typu przejściach).
Z drugiej strony - znam tez osobę, mającą "znajomości", której po rozwodzie proponowano starnie się o unieważnienie - ta osoba odmówiła, bo uważała, że nie ma podstaw - rozeszli się, bo się nie zgadzali, żadnych poważniejszych przyczyn nie było. Niektórzy krytykuja tę decyzję - no bo wyrzekł sie sakramentów, choć miał szansę to zmienić. A ja uwazam, ze była to słuszna postawa. Nie pochwalam uniewżnień na podstawie niezgodności charakterów, czy nawet uzależnienia jednej ze stron, zwłąszcza, że jak pisalam, przeważnie polega to na pograżaniu jednego ze współmałżonków (czesto na podstawie fałszywego świadectwa).
A co wy o ty myślicie?
Obserwuj wątek
    • mader1 Re: Unieważnienie małżeństwa a etyka 28.05.07, 18:50
      Mówimy o małżeństwie w KK ?
      Małżeństwo to sakrament. Jeden z kilku zresztą. Może się zdarzyć, że w pewnych
      sytuacjach jest on od początku nieważny. Nie, że się go w jakimś momencie
      unieważniło. Po prostu go nie było - to nie był sakrament.
      Stwierdzenie nieważności w takiej sytuacji uważam za naturalne. Bo taka jest
      prawda. Wyznanie tej prawdy nie każdemu musi się podobać, ale skoro to nie był
      sakrament, to trzeba mieć tego świadomość.
      Zeznawanie w sądzie nie jest miłe, mówienie o swoich osobistych przemyśleniach
      czy sprawach intymnych tym bardziej.
      Co do kłamstw... to ja nie wiem, jak można mieć do nich stosunek pozytywny ?
      Niezależnie od kłamstw, oszczerstw, zeznań - sakarament albo jest albo nie.
      Przecież sąd na podstawie zeznań może tylko orzec czy według niego małzeństwo
      zostało zawarte ważnie. Nie rozwiązuje tymsamym sakramentu,, jeżeli on jest. To
      nie jest sąd cywilny.
      Nie wyobrażam sobie, jak osoba, która kłamie, składa fałszywe zeznania,
      świadectwa może myśleć o jakichkolwiek sakramentach w kościele ?
      O jakiejkolwiek łączności z Kościołem ?

      Nie pochwalam u
      > niewżnień na podstawie niezgodności charakterów, czy nawet uzależnienia
      jednej
      > ze stron, zwłąszcza, że jak pisalam, przeważnie polega to na pograżaniu
      jednego
      > ze współmałżonków (czesto na podstawie fałszywego świadectwa).

      Tu nie ma co pochwalać, bądź nie. KPK wyraźnie mówi w jakich warunkach
      sakrament jest ważny, co sprawia, że on nie zaistniał.
      To nie jest kwestia pochalania, to kwestia prawdy.
      • mamalgosia by nie przegiąć 28.05.07, 19:16
        Mam koleżankę, która wmawiała swoim znajomym, że ich małżeństwo jest nieważne,
        bo stosują środki antykoncepcyjne
        • mader1 Re: by nie przegiąć 28.05.07, 19:53
          > Mam koleżankę, która wmawiała swoim znajomym, że ich małżeństwo jest
          nieważne,
          > bo stosują środki antykoncepcyjne

          No ale tak łątwo to nie jest. Chyba, że oni od początku wykluczyli posiadanie
          kiedykolwiek potomstwa.
          • mamalgosia Re: by nie przegiąć 28.05.07, 21:04
            Mader, nawet jeśli od początku wykluczyli potomstwo, to póki nie zostanie
            orzeczona nieważność, to małżeństwo jest ważne. Matrimonium gaudet favore iuris
            • mader1 Re: by nie przegiąć 28.05.07, 23:35
              wink no tak, stwierdzenie niewazności potrzebne jest smile))
      • mamalgosia motyw 28.05.07, 19:19
        Myślę, że jest możliwe uzyskanie wyroku orzekającego nieważność małżeństwa tak
        trochę "na lewo". Nie znam konkretnego przypadku - żeby ktoś się chwalił, jak
        to oszukał sąd kościelny, ale przypuszczam, że jest to możliwe - w sądzie
        pracują ludzie a nie bogowie.
        Natomiast jaki jest motyw takiego oszustwa? być w porządku wobec kogo/czego? To
        chyba kompletnie nie ma sensu. Trochę tak jakby nakłamać spowiednikowi.
        • mader1 Re: motyw 28.05.07, 19:55
          > Natomiast jaki jest motyw takiego oszustwa? być w porządku wobec kogo/czego?
          To
          >
          > chyba kompletnie nie ma sensu. Trochę tak jakby nakłamać spowiednikowi.

          No właśnie. Oszukać zawsze można. Można i przyjmować komunię nie będąc
          wierzącym, tylko po co ?
          Jak ktoś nie wierzy, ze to sakrament, to po co stwierdzać jego nieważność ?
    • mamalgosia wariat 28.05.07, 19:24
      Skoro tak to ujęłaś, to stosuję się do konwencji. jeśli małżeństwo zostało
      uznane za nieważne z tego powodu (że małżonek jest wariatem), to ów wariat nie
      ma co liczyć na zawarcie ponownego związku małżeńskiego - przynajmniej nie w
      KK. Właśnie dlatego że jest wariatem
      • andaba Re: wariat 28.05.07, 22:32
        Kościół nie, ale znam osobę, która otrzasnęła się po nieudanym i unieważnionym małżeństwie, zyje od lat w związku zawartym w usc, jest najzupełniej normalna.
        Niestety, jej "świątobliwy" mąż miał pieniądze i znajomości... Dostał unieważnienie na podstawie jej niepoczytalności, wcześniej zatajonej.

        A co jest powodem unieważniania małżeństw? W większości znanych mi przypadków starają się po to, żeby zawrzeć sakramentalny związek z inną osobą. Żeby dobrze wyglądać w oczach rodziny, znajomych. Niekoniecznie ma to związek z prawdziwą pobożnością, raczej taką "na pokaz".
        Niestety.
        • kim5 skąd ja to znam... 29.05.07, 09:09
          Kiedy się rozwiodłam, wiele osób doradzało mi "załatwienie" spraw z Kościołem -
          tak to najczęściej ujmowano. A ja zawsze uważałam, że nie ma uczciwych podstaw
          do stwierdzenia nieważności mojego byłego małżeństwa. Chociaż teoretycznie to
          mi powinno na tym zależeć, jak mówiło otoczenie. Związałam się z nowym
          mężczyzną, dziś moim mężem.
          Po kilku latach od rozwodu mój ex wystąpił rozpoczął proces w sądzie
          kościelnym. Namawiał mnie na "mówienie tego, co trzeba", na "załatwienie
          sprawy". Ja tak nie umiem.
          W końcu ek wymyślił sobie, że powodem jest jego niechęć do posiadania dzieci.
          Kiedy na przesłuchaniu dostałam jego zeznania i skargę powodową, myślałam, że
          są to dokumenty z innej sprawy. Nie wiem, co jest prawdą, czy to, co mówił mi
          przez niemal 10 lat życia, czy też to, co przeczytałam w dokumentach. To boli
          bardziej niż świadomość, że kochaliśmy się i nie wyszło. Teraz nie wiem, czy te
          10 lat było prawdą czy jedną wielką ściemą.
          Nasze zeznania były kompletnie rozbieżne, zeznania mojego Taty też nie
          potwierdziły jego wersji. I co? I małżeństwo jest unieważnione w I instancji.
          Nikt nie konfrontował naszych zeznań.
          Dla mnie to kpina z sakramentu. Nie wiem, jak to traktować. Czy był sakrament,
          czy też go nie było? Jestem niemal pewna, że będzie unieważnienie i w II
          instancji. Jak mam potraktować moje byłe małżeństwo?
          • mamalgosia Re: skąd ja to znam... 29.05.07, 13:29
            A może on Cię oszukiwał? I w zamiarach rzeczywiście wykluczał potomstwo?
            • kim5 Re: skąd ja to znam... 29.05.07, 16:39
              Nie wiem. Przed procesem uprzedził mnie, że to, co zeznał, nie jest prawdą, że
              zależało mu na mnie, chciał się ze mną kiedyś ożenić itp., ale teraz chce iść
              do przodu, związać się z kimś i potrzebne mu unieważnienie. Proponował, że
              jeśli z czymś się nie będę zgadzać (w jego zeznaniach), to mogę to przemilczeć.
              Sama nie wiem, które jego słowa są prawdziwe.
              Przed ślubem pisał do mnie listy, gdzie snuł marzenia o naszym domu i
              dzieciach. Kłamał?
              • kann2 Re: skąd ja to znam... 29.05.07, 17:11
                Masz jeszcze te listy? Złoż je w sądzie, zeznaj o nich, napisz o tym do sądu II
                instancji szbko, nim sprawa zostanie zatwierdzona dekretem. Wyłudzanie
                orzeczenia nieważności wbrew prawdzie faktycznej to wielka nieuczciwość. Sąd
                kościelny może dać spokój sumienia w pewnych pogmatwanych sytuacjach
                małżeńskich, ale kłamstwem spokoju sumienia się nie zdobędzie.
                • kim5 Re: skąd ja to znam... 30.05.07, 08:45
                  Nie będę ryzykować. Groził mi, że jeśli nie uzyska orzeczenia o nieważności,
                  będzie egzekwował prawa i obowiązki mojego męża! Nękał mnie telefonami, mówił
                  takie rzeczy, że nie zamierzam stawać mu na drodze. Chcę, żeby zniknął z mojego
                  życia. Być może potraktujecie to jako tchórzostwo, ale ja byłam z tym
                  człowiekiem kilka lat i nie mam ochoty na jego dalszy udział w moim życiu.
                  • kann2 Re: skąd ja to znam... 30.05.07, 08:55
                    A może nieważność nie z tytułu "wykluczenia dobra potomstwa", ale "psychicznej
                    niezdolności do podjęcia istotnych obowiązków małżeńskich"?
                    • kim5 Re: skąd ja to znam... 30.05.07, 09:21
                      Tak mi sugerowała pani notariusz. Ale ja się go bałam! "Nie próbuj mi
                      przeszkadzać"... Takie słowa słyszałam wielokrotnie... Sam mi powiedział, że
                      tytuł niezdolności do podjęcia istotnych obowiązków itp... wydłuży sprawę, bo
                      dodatkowo musi być przesłuchanie przez biegłego psychiatrę, a jemu zależy na
                      jak najszybszym załatwieniu sprawy.
                      Nie ma ochoty na walkę z nim, nie mam ochoty na jakiekolwiek z nim kontakty...
                      Wiem, że to zachowawcze, wiem, że powinnam pójść do sądu na otwarcie akt i
                      powiedzieć, co sądzę o jego zeznaniach. Ale ja nie jestem sama i chcę dalej żyć
                      w spokoju. Nie chcę, żeby 'przypadkiem' coś się stało mi lub mojemu mężowi...
                      Dlatego wolałam zejść mu z drogi.
                  • mamamonika Re: skąd ja to znam... 30.05.07, 09:06
                    Kim - te dzieci nie mają nic do rzeczy. On jest kliniczny wariat i nic Ci
                    więcej nie potrzeba...
                    A na poważnie - bardzo współczuję takiego drania w życiorysie sad((
                    Też mi się wydaje, że z unieważnieniem małżeństwa opartym na błędnych
                    przesłankach jest jak ze złą spowiedzią - co z tego że była. Jest psu na budę
    • brucha Re: Unieważnienie małżeństwa a etyka 30.05.07, 09:00
      Zastanawiałam się niedawno nad takim znanym mi przypadkiem, kiedy On, mając
      ślub kościelny i jedno dziecko z Nią, zakłada sprawde o uniważnienie
      małzeństwa, bo Ona nie chce mieć więcej dzieci. Unieważnienie dostali. On ma
      teraz nowa żonę kościelną i trójkę nowych dzieci. Ona została z pierwszym
      dzieckiem. no i tu pojawiły się moje wątpliwości. Czy to pierwsze dziecko nie
      liczy się w ogóle? Sparwa została potraktowana tak, jakby go nie było albo nie
      potrzebowało ojca.
    • magdalaena1977 Re: Unieważnienie małżeństwa a etyka 30.05.07, 16:32
      Bardzo niewiele wiem o sądzie kościelnym i stwierdzaniu nieistnienia małżeństwa
      (tyle, co mówił mój katecheta z liceum, który tam pracował). Ale jestem
      prawnikiem i mam do czynienia ze świeckimi sądami. Nauczyłam się drogą prób i
      błędów, że to co ludzie opowiadają o swoich procesach najczęściej mało ma
      wspólnego z rzeczywistością. Nawet nie o to chodzi, że niektórzy wprost kłamią,
      ale nie-prawnicy przedstawiają sytuację wybiórczo, nie wiedzą jakie szczegóły są
      istotne, pewnych spraw nie rozumieją itp.
      I dlatego automatycznie ignoruję przerażające opowieści z telewizyjnych
      programów interwencyjnych, artykułów prasowych czy opowiastek cioci Kloci, bo
      wiem, że nie odpowiadają prawdzie. Gdzieś tam zawsze kryje się jakiś
      niedochowany termin, jakiś dodatkowy dochód itp.
      Tym bardziej trzeba to wziąć pod uwagę, jeśli chodzi o specyficzny niejawny
      proces i sprawy dotyczące dwojga ludzi, które i tak zawsze można opowiedzieć na
      kilka wykluczajacych się sposobów.
      • mader1 Re: Unieważnienie małżeństwa a etyka 30.05.07, 21:37
        tak jest. W pełni się z Tobą zgadzam.
    • kann2 Messori czekał 22 lata na orzeczenie ... 30.05.07, 18:16
      mimo że miał "znajomości".

      Pierwsze małżeństwo Vittorio Messoriego Kościół uznał za nieważnie zawarte.
      Ujawniła to żona znanego włoskiego pisarza katolickiego, Rosanna Brichetti, w
      wywiadzie dla dziennika "Il Giornale".

      W 1972 r., z rozpaczy po zerwanych zaręczynach z kobietą, którą kochał, Messori
      ożenił się z inną. Uczynił to jednak "pod naciskiem psychicznym", dlatego
      wystąpił do sądu kościelnego o stwierdzenie nieważności małżeństwa. Brichetti
      podkreśla, że wiedzieli o tym dwaj słynni rozmówcy Messoriego, z którymi
      przeprowadził wywiady-rzeki: kard. Joseph Ratzinger i Jan Paweł II.

      Pisarz czekał na wyrok sądu kościelnego aż 22 lata. W końcu "przyszły kardynał
      Mario Pompedda, który występował w procesie w roli oskarżyciela publicznego, w
      sumieniu jednak przekonany był o nieważności małżeństwa, poprosił papieża o
      wznowienie sprawy".

      "Sam kard. Ratzinger przekazał prośbę Janowi Pawłowi II. Doszło do dwóch
      następnych spraw w Rocie Rzymskiej. Miałam już 57 lat i myślałam o zamknięciu
      się w klasztorze, kiedy nadeszło orzeczenie o nieważności. I w 1996 r. Vittorio
      poprowadził mnie do ołtarza" - opowiada Brichetti.

      Żona pisarza, starsza od niego o dwa lata, studiowała prawo, teologię i
      socjologię. Poznała go na trzyletnim kursie teologii w Asyżu. Messori, który
      niedawno nawrócił się (w wieku 24 lat), doszedł do wniosku, że mają zbyt różne
      charaktery. "Dlatego na koniec kursu rozstaliśmy się. Ja pojechałam do Rzymu,
      on wrócił do Turynu. Nie widzieliśmy się przez siedem lat. Dla niego
      rozczarowanie było tak bolesne, że próbował położyć mu kres żeniąc się z inną" -
      wspomina żona pisarza.

      ekai.pl/serwis/?MID=12791
      A swoją drogą, to jest skandal.

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka