mamalgosia
10.08.07, 16:38
Wiem, że jest forum "Książki". I śledzę je, piszę tam czasami itp.
Ale tym razem chcę napisać tutaj.
Znowu przypadkiem byłam w bibliotece i znowu przypadkiem po coś
sięgnęłam. Książka stara (1987), chyba jedyne wydanie w Polsce, więc
na pewno trudno znaleźć.
Czytam z zachwytem i nie potrafię się oderwać. Choć treści nie
nazwałabym "piękną", czy "wciągającą".
Tytuł: "Zimowe dzieci", autorka: Dea Trier Morch (przez takie
skandynawskie skreślone o). Nic mi nie mówiło ani jedno ani drugie.
Rzecz o kobietach na oddziale patologii ciąży. Dania, lata 80te -
realia odległe naszym. Ale jak wiele nas łączy z tamtymi kobietami.
Książka naprawdę niesamowita. O lęku, ale i o radości. O ciężkim
brzuchu, o samotności podczas skurczów rodzenia, o obawach przed
współżyciem, o niewygojonych drogach rodnych, o zachwycie nad
nowonarodzonym, o dziecku utraconym, o dziecku chorym, o dziewczynce
zamiast chłopca... Naprawdę niesamowite. Nie potrafię ocenić walorów
literackich (być może mierne), ale gdy ją czytam, czuję niemalże
zapach sali szpitalnej i widzę światło na szpitalnym korytarzu.
Myślę, że to książka nie dla każdego.
Ale chyba są osoby, którym może spodobać się tak jak mnie