Dodaj do ulubionych

Święcenie rzeczy do szkoły

15.09.07, 19:26
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=46&w=68653027&v=2&s=0
Obserwuj wątek
    • luccio1 Święcenie rzeczy do szkoły 15.09.07, 19:27
      Wyżej link do dyskusji na wspomniany temat na "Starszym Dziecku".
      Chętnie przeczytałbym Wasze zdanie na ten temat.
      Sam uważam, że Msza św. na poczatek Roku Szkolnego zupełnie wystarczy
      - kiedy zaczynałem szkołę, niczego takiego nie było!!!
      (dziecko może odczytać poświęcenie jako wskazówkę: "nie potrzebujesz
      się uczyć - Pan Bóg, poprzez poświęcony plecak, książkę, długopis,
      tenisówki... zrobi wszystko za Ciebie!").
      Pamiętam z mojego dzieciństwa kropienie wodą święconą przed główną
      niedzielną Mszą Świętą - Sumą: ksiądz szedł przez środek kościoła,
      przed nim kościelny z kotlikiem z wodą święconą - więc co rusz
      kropidłem do kotlika i mach! w prawo (tak od ołtarza wielkiego pod
      chór i z powrotem); powstawał stąd tylko zamęt w kwestii, co jest we
      Mszy św. najważniejsze (pamiętam wielką kwestię: czy trzeba się
      przeżegnać zawsze, kiedy ksiądz kropiący przeszedł koło mnie, czy
      tylko, jeśli uczułem, że kropla wody święconej padła na mnie?).

      Na koniec: ile razy słyszałem, albo czytałem, o poświęceniu nowego
      mostu, odcinka drogi, nowych autobusów, tramwajów, nowej "jednostki"
      na kolei... - tyle razy rodziła się w mojej głowie myśl: a czy
      szalety też się będzie poświęcać?
      • minerwamcg Re: Święcenie rzeczy do szkoły 15.09.07, 22:21
        A jak przydzwonisz koledze po głowie poświęconym piórnikiem, uświęcicie się
        obydwaj smile
      • isma Re: Święcenie rzeczy do szkoły 15.09.07, 23:03
        Powiem tak: dla mnie "swiecenie" jest OK, jesli towarzyszy mu
        porzadna katecheza, po co sie to czyni i jaki to ma sens. Samo
        pokropienie szkolnych utensyliow uwazam za poganstwo czystej nomen
        omen, wody.
        Natomiast, glebiej na rzecz spozierajac, to rzecz cala trzyma sie
        kupy - wszystko co mamy, jest swiete, bo mamy to od Tego ktory nas
        stworzyl. Nie jest glupio sobie przypomniec o tym, ze i materialne
        dobra mamy tylez z wlasnego starania, co i z Jego laski wink)).
      • maika7 z oddalenia 17.09.07, 09:01
        Nie bardzo rozumiem zamieszania wokół tego tornistrowego święcenia. To przecież
        dobrowolne - kto chce w tym uczestniczyć i jest to dla niego ważne -
        uczestniczy, kto nie chce (z różnych przyczyn) nie uczestniczy.

        M.
    • pawlinka Re: Święcenie rzeczy do szkoły 16.09.07, 09:51
      a dla mojego dziecka było to ważne, ale on w ogóle szanuje naukę,
      jeśli tak mogę powiedzieć. Ostatnio stwerdzi, że jeśli ktoś się nie
      hce uzyc, to ma grzechsmile
      Sion w wątku się wypowiedziała, bravo Kasiu, niestrudzenie
      ewangelizujesz na tamtym forumsmile))
    • luccio1 Re: Święcenie rzeczy do szkoły 16.09.07, 11:17
      Powtórzę:
      nie miałem poświęcanego ani tornistra, ani później teczki;
      ani ołówka, ani pióra, ani linijki, ani ekierki (trójkąta), ani
      kątomierza, ani kompletu cyrkli...

      Ani też nikt mi nie poświęcał potem, podczas studiów, teczki
      kartonowej z przyciętym papierem różnego formatu (A 4, A 5, A 6,
      A 7) do sporządzania notatek (moja szkoła i studia to był jeszcze
      okres "przedkomputerowy") -
      - byli duszpasterze akademiccy, w którzy w to uciekali - ale nie
      nasz, nie u św. Anny!

      A mimo, że pracowałem sprzętem niepoświęconym, wiedziałem - nie
      uczyć się, to grzech.
      Również bez kropienia wodą święconą wiedziałem, że grzechem jest -
      tego sprzętu nie szanować - tutaj zresztą poświęcanie czegokolwiek
      było mi osobiście tym więcej zbyteczne, skoro od VII klasy
      pracowałem ołówkami automatycznymi (czeskimi) i kompletem
      prawdziwych cyrkli kreślarskich, w które mnie Tato wyposażył,
      czerpiąc z własnych obfitych zasobów.
      (Te ołówki mam do dziś - i do dziś nie wyczerpałem zasobu grafitów,
      który Tato kiedyś hurtem nabył dla siebie, jeszcze w początkach lat
      60. XX w.).

      Poza tym: święcenie pól przed siewem - ma sens: człowiek może zrobić
      od siebie wszystko - a i tak nie wie, jaki będzie plon; tu jest zbyt
      wiele czynników od woli ludzkiej absolutnie niezależnych.
      Święcenie samochodu - również: jest to narzędzie, którym łatwo
      wyrządzić krzywdę sobie i bliźnim - w tym również bez specjalnego
      własnego zaniedbania, nie mówiąc o złej woli - po prostu ma się
      tutaj do czynienia z siłami, które mogą się łatwo wyrwać spod
      kontroli.
      Ale jeśli się siedzi przy biurku przed kartką papieru z piórem czy
      ołówkiem w ręku?
      To są narzędzia najprostsze, które rękę po prostu przedłużają,
      odbierając impulsy napływające krótką drogą z mózgu.
      Tutaj zrobienie krzywdy bliźniemu leży w treści tego, co się pisze -
      z tym ani narzędzie pisarskie, ani materiał, na którym się pisze,
      nie mają nic wspólnego:
      ani pióro, ani papier nie odpowiadają za tekst wychwalający zło
      wprost lub pokrętnie!
      • pawlinka Re: Święcenie rzeczy do szkoły 16.09.07, 14:18
        Ja też nie miałam pobłogosławionych przyborów szkolnych, ale to nie
        znaczy, że moje dzieci są gorsze, bo będa miałysmile Po pierwsze,
        dlaczego zakładasz, że dzieci, które przynoszą tornistry wypełnione
        ksiażkami i ołówkami scedują na Boga wszystkie rzeczy zwiazane z
        nauką (czytaj: nie muszę się uczyc, bo mam poświecony piórnik).
        Przecież to nie są głupie maluchy. Po drugie, mimo wieku przecież
        dzieci potrafią nieco zrozumiec ZNAK, po to mają rodziców, księdza,
        katechetę, żeby wytłumaczyć.
        Po trzecie, wiesz, moi rodzice pochodzą ze wsi. Pamiętam, że
        dziadziuś rozpoczynał żniwa od modlitwy i znaku Krzyża, że zanosił
        opłatek w noc wigiliną do obory dla zwierząt. Nie traktowałam tego,
        a byłam przecież dzieckiem, jako zabiegów magicznych, wiedziałam, że
        pracę zaczynają z Bogiem, że Chystus przyszedł na ziemię, na której
        żyją też zwierzęta.Sama do dziś uczestniczę, jeśli mogę, w Dniach
        Krzyżowych, kiedy błogosławi się miejsca pracy i mieszkania. Ale
        coraz mniejsze znaczenie ma rolnictwo, praca na roli, ale dalej
        czynimy sobie ziemię poddaną, a Bóg chce nam błogosławić.
        Nie widzę nadużywania ceremonii "święcenia" przeróżnych miejsc nie
        zawsze godnych. Widzę za to, że księża z uporem maniaka w mojej
        parafii tłumaczą, że w Wielką Sobotę to nie jajeczka są
        najważniejsze, że zachecają do adoracji. A nawet pokrzykują: czy wy
        jesteście sól, chlebek, jajeczka we koszyczku, że się żegnacie, jak
        kropię?smile
        • luccio1 Re: Święcenie rzeczy do szkoły 16.09.07, 17:07
          pawlinka napisała:
          > księża z uporem maniaka w mojej
          > parafii tłumaczą, że w Wielką Sobotę to nie jajeczka są
          > najważniejsze, że zachecają do adoracji. A nawet pokrzykują: czy
          > wy jesteście sól, chlebek, jajeczka we koszyczku, że się żegnacie,
          > jak kropię?smile
          No właśnie.
          Odruch: ksiądz macha kropidłem - trzeba się przeżegnać, sięgający
          wstecz w czasy "aspersji" poprzedzającej sumę
          (wtedy, kiedy ksiądz szedł przez kościół i kropił ludzi, organista
          śpiewał: "Asperges me, Domine, hysoppo, et mundabor; lavabis me -
          et super nivem dealbabor! Miserere mei, Deus, secundum magnam
          Misericordiam Tuam..." - tekst jest zbitką dwóch Psalmów).

          Wniosek: ze znakami trzeba uważać. Gdy jest ich zbyt dużo, przestają
          ułatwiać dotarcie do istory rzeczy, przeciwnie - skutecznie
          zaciemniają (sprawdza się to chociażby w przypadku znaków drogowych
          stawianych bez sensu i potrzeby).

          • isma Re: Święcenie rzeczy do szkoły 17.09.07, 10:37
            A ja bym powiedziala, ze trzeba sie uczyc znaki czytac.
            A jest to, niestety, coraz rzadsza umiejetnosc w spoleczenstwie,
            ktore lubi ogladac sobie wszystko w skali 1:1, czego widomym
            przykladem sa reality shows.
    • luccio1 Re: Święcenie rzeczy do szkoły 16.09.07, 16:09
      Wiesz, mnie przez całą szkołę i studia tłuczono do głowy:
      to, jak się uczysz, zależy od Ciebie - i tylko od Ciebie!
      Stąd się bierze moje przeczulenie.

      Widzisz, tutaj naprawdę wchodzi się w temat, o którym można bez
      końca. Chociażby Twoja wzmianka o święceniu pokarmów - i zaraz rodzi
      się pytanie: jaki skutek miałaby modlitwa wypowiedziana nad
      koszyczkami - bez kropienia,
      i jaki byłby skutek takiej modlitwy, gdyby nie wypowiadał jej
      ksiądz, tylko człowiek świecki?
      • pawlinka Re: Święcenie rzeczy do szkoły 16.09.07, 17:20
        Swoim maturzystom powtarzałam tak: "Tak ufaj Bogu, jakby całe
        powodzenie spraw zależało tylko od Boga; tak jednak dokładaj
        wszelkich starań, jakbyś ty sam miał to wszystko zdziałać, a Bóg nic
        zgoła".
        Hmmm, swoją drogą, cytując świetego indoktrynowałam niecnieconfused)
        • luccio1 Re: Święcenie rzeczy do szkoły 16.09.07, 19:47
          Czy to Augustyn?
          • pawlinka Re: Święcenie rzeczy do szkoły 16.09.07, 20:55
            nie, św. Ignacy Loyolasmile
            • luccio1 Re: Święcenie rzeczy do szkoły 16.09.07, 21:26
              Dzięki za informację!
              • jogo2 Re: Święcenie rzeczy do szkoły 16.09.07, 22:54
                Ja również się wypowiadałam w tamtym wątku, więc także i w tym
                chciałabym wyrazić swoje zdanie. Dziwię się trochę, że zwyczaj
                święcenia i samochodów i przyborów szkolnych jest broniony (oprócz
                jednej subtelnie ironicznej wypowiedzi) na tym forum. Co do
                nieprzewidywalności jazdy samochodem, to moim zdaniem kaliber prośby
                o opiekę Boską zależy od szczerości intencji proszącego. Na przykład
                inna jest prośba: Boże, muszę teraz jechać, a boję się (bo nie czuję
                się dobrze, bo jest to niebezpieczna droga, itp, itd.) (i jest to
                modlitwa szczera, przy czym bardzo wątpię, żeby była to szczerość
                możliwa do wyartykułowania za każdym razem - na przykład ja nie
                potrafiłabym się modlić szczerze, przed każdym wyjściem z domu: Boże
                wesprzyj mnie, bo w każdej chwili może mi cegła zlecieć na głowę,
                mogę zginąć w wypadku, itp., jeżeli bym tak potrafiła, to chyba źle
                o mnie by to świadczyło), a co innego: przylepię sobie obrazek ze
                św. Krzysztofem, przyczepię sobie medalik w samochodzie, pójdę
                poświęcić samochód i pomodlić się, bo lepiej jest mieć w samochodzie
                obrazek, medalik i go poświęcić niż tego nie zrobić. Tak, tak,
                lepiej jest ubezpieczyć dom i samochód, niż go nie ubezpieczyć. Ja
                pochwałę tego zwyczaju, czy też zgodę na niego większości osób
                wypowiadających się w tym wątku odebrałam jako wyraz, że jest to
                praktyka kościelna, praktyki kościelne są dobre, a więc jedna
                praktyka kościelna jest dobra (np. msza), dwie praktyki kościelne
                (msza + poświęcenie) są jeszcze lepsze, trzy praktyki
                kościelne ......
                Na forum starsze dziecko zwyczaj ten został skrytkowany i ja się z
                tą krytyką zgadzam. Niezależnie od tego, jak dobre i słuszne jest
                święcenie rozmaitych przedmiotów z naszego otoczenie wodą święconą
                połączone z wypowiadaniem przy tym modlitwy, jest to zwyczaj
                powstały na gruncie Kościoła Katolickiego w zupełnej asymetrii do
                zapoczątkowywania innych kroków i gestów ze strony tegoż: kroków i
                gestów wymagających bezinteresownej dobrej woli wierzących, których
                Kościół mógłby być patronem i je wspierać (uśmiechnę się do pani
                nauczycielki, której nie lubię najbardziej, zwolnię na drodze z
                kałużami, żeby nie ochlapać pieszych, itp, itd., - jak komuś się nie
                podoba, niech poda lepsze przykłady). Zdaje się, że religia
                chrześcijańska jest oparta przede wszystkim na wierze i dobrej woli
                (a dopiero w drugiej kolejności na wodzie święconej itp.) i bez tych
                dwóch elementów jest martwa. Tymczasem, w skali społecznej jest
                odwrotnie: główny nacisk kładziony jest na wodę święconą i obrzędy,
                a dobra wola wiernych stanowi ich prywatną sprawę. Ponadto, chciałam
                dodać, iż także w naszym kraju Kościół katolicki ma swoje miejsce w
                społeczeństwie, które jest coraz bardziej sceptyczne wobec działań
                KK i niestety sceptycyzm ten daje się uzasadnić. Takie gesty jak
                akcje święcenia wszystkiego co przyjdzie na myśl ten sceptycyzm
                wzmagają, słusznie jak uważam, i są odbierane jako kolejny obrządek,
                być może wyraz prośby o opiekę (nieskuteczną zresztą - Pan Bóg jakoś
                nie jest skłonny otaczać szczególną ochroną autokarów i samochodów
                wyposażonych w obrazki i medaliki, za to przeważnie chroni nawet
                niewierzących kierowców, którzy nie robią głupstw i pozwala dostawać
                w szkole szóstki niekoniecznie dzieciom z poświęconym tornistrem -
                ciekawe dlaczego) i to powoduje wzruszenie ramion. Słusznie zresztą,
                bo jeżeli religia ma umożliwiać wznoszenie kolejnych próśb do Boga o
                opiekę (a to w szkole, a to w samochodzie, a to na poświęconej
                autostradzie), to chyba nie o to chodzi, żeby sobie "zaklepać"
                przychylność Opatrzności (jakoś dziwnie przypomniało mi się
                kupowanie odpustów, które kiedyś było tą kroplą, która przepełniła
                naczynie), bo raz na początku roku szkolnego/zaraz po zakupie wozu
                się wytelepałem do Kościoła i ksiądz mi poświęcił rzeczy, a Kościół
                nie powinien ludzi utwierdzać w przekonaniu, że tak należy robić. A
                w każdym razie gestów innej natury ze strony Kościoła brakuje. I
                dlatego mnie bardzo ten zwyczaj razi i nie tylko mnie. Chyba nie o
                to chodzi, żeby działania katolików były coraz bardziej rażące i
                mniej czytelne dla ludzi niewierzących. Nie sądzę, żeby
                chrześcijaństwo dwa tysiące lat temu rozprzestrzeniło się dzięki
                temu (obrzędom i święconej wodzie). Dla mnie w każdym razie obrona
                tego zwyczaju jest nieuzasadniona.
                • pawlinka Re: Święcenie rzeczy do szkoły 16.09.07, 23:48
                  Cóż, ja taka ciemna masa jestemsmile I w dodatku, naprawdę, jakos nie
                  czuję się dobrze, krytykując moją Matkę Kościół. A to, że w pewnych
                  zwyczajach i obrzędach widzę bogactwo Kościoła jeszcze mnie pewnie
                  pogrąży.
                  Uważasz, że świadomie (czyli - nowocześnie chyba) wychowująca dzieci
                  w wierze matka powinna w czambuł potępić rzeczone praktyki? To ja
                  już moher jestem koszmarny. Nie potępiam, ale też nie widzę mojego
                  proboszcza, który świeci szalet publiczny na rynku czy też nowy
                  mostek. Tornistry dzieci błogosławione mają raz, nie co roku.
                  Aha, w moim mieście na św. Krzysztofa jest uroczystość poświecania
                  samochodów. Dodatkowo ksiądz proboszcz z tej parafii bierze udział w
                  akcjach uswiadamiających kierowców. W naszym kraju też mamy taka
                  akcję: www.trzezwosc.pl/
                  Wiesz, wymyślił ja ksiądz, który nie tylko macha kropidlemsmile
                  • jogo2 Re: Święcenie rzeczy do szkoły 17.09.07, 00:42
                    Pawlinko,
                    Nie rozumiem Twojego oburzenia tym co napisałam. Co więcej, nie
                    widzę też rzeczowych kontrargumentów. Nie lubię też jak ktoś w
                    stanie wzburzenia emocjonalnego imputuje komuś, tak jak np. ty mi w
                    tym wątku, że coś powiedział/napisał, czego nie powiedział napisał
                    wcale - nigdzie nie napisałam, że jakakolwiek matka świadoma powinna
                    w czambuł potępiać cokolwiek (może poza alkoholizmem, narkomanią
                    itp.) - to jest wyłącznie stworzone przez Ciebie, bo nie spodobała
                    Ci się moja wypowiedź, tak w ogóle. Nigdzie nie imputowałam nikomu,
                    że jest moherem. Jeżeli sama lubisz siebie tak określać - Twoja
                    sprawa. Jak uczy historia, Matce Kościołowi krytyka niejednokrotnie
                    by się przydała - może zmiana w krytykowanych punktach
                    przysporzyłaby mu wyznawców i zaoszczędziła rozłamów.
                    Cieszę się, że to Kościół patronuje akcji trzeźwość - jakoś nie jest
                    to powszechnie wiadome, ale może mi się tylko tak wydaje.
                    Cieszyłabym się jeszcze bardziej, gdyby akcja trzeźwość i inne,
                    ewentualne akcje związane z ruchem na drodze, jakim patronowałby
                    Kościół, były z wyłączeniem tego nieszczęsnego święcenia pojazdów.
                    Jakoś nie budzi we mnie wewnętrznego sprzeciwu: - święcenie głów
                    wiernych podczas niektórych nabożeństw, święcenie pokarmów,
                    święcenie głowy dziecka, święcenie mieszkania w związku z wizytą
                    duszpasterską - bo jest to dawny zwyczaj i nikt nie spodziewa się,
                    że nie zostanie w związku z tym nieokradziony np., święcenie
                    różańców, medalików i obrazów - bo jakoś jest to oczywiste, że poza
                    korzyściami duchowymi, żadnych innych korzyści nie oczekujemy w
                    związku z tym, natomiast święcenie samchodów i tornistrów już takiej
                    oczywistości w sobie nie ma i jakoś nie jestem odosobniona w swojej
                    percepcji (na Starszym dziecku też im się święcenie na ogół nie
                    podoba). Zresztą nie będę się powtarzać. Ja swoje stanowisko jasno
                    przedstawiłam i chętnie zapoznam się z rzeczową polemiką.
                    • sion2 Re: Święcenie rzeczy do szkoły 17.09.07, 10:25
                      Droga jogo2,
                      nikt tobie niczego nie imputuje ale czy zauwazylas ze ty
                      zaimputoiwalas kosciolowi katolickiemu nauke ktora nie jest wcale
                      jego nauka? podzielilas sie z nami tym co ty sobie wyobrazasz o
                      kosciele jesli chodzi o zwyczaj swiecenia przedmiotow roznych,
                      przypisalas jakies dziwne intencje kosciolowi (poswiecony przedmiot
                      ma chronic przed wypadkiem, niezaleznie od kierowcy?!)i oskarzylas
                      kosciol o brak nauk o milosci chrzescijanskiej, o brak uczenia
                      dzieci "usmiechnij sie do pani" i innych... nie bede wszystkiego
                      powtarzac.

                      Juz trzeci raz napisze do ciebie: jak pogodzisz swoje przekonania ze
                      ksieza nic nie robia w kierunku poprawy bezpieczenstwa ruchu poza
                      machaniem kropidlem, skoro nawet biskupi rok czy dwa temu napisali
                      ogolnoposlki list pasterski do odczytania we wszystkich kosciolach
                      wlasnie o zasadach ruchu drogowego ze nieprzestrzeganie ich jest
                      grzechem, nawet ciezkim? jak pogodzisz akcje policjant+ksiadz
                      łapania tych co przekraczaja predkosc i upominania "podwojnego"
                      kierowcy? i te kazania przy okazji swiecenia pojazdow, jak mylisz o
                      czym są?
                      naprawde krytykujesz w pewnym sensie FIKCJĘ bo podaj konkretne
                      zrodlo gdzie i kiedy ksieza chociaz przyzwalali milczaco na
                      myslenie: poswiecenie to "zabezpieczenie" przed wypadkiem?

                      koscielna "definicja" poswiecenia jakiegokolwiek przedmiotu jest
                      taka: to modlitwa ABYSMY TEN PRZEDMIOT UZYWALI ZGODNIE Z WOLA BOŻĄ,
                      czy widzisz cos zlego w takiej modlitwie?
                    • pawlinka Re: Święcenie rzeczy do szkoły 17.09.07, 16:06
                      Jogo droga, ależ ja nie jestem oburzonasmile Odniosłam się tylko do
                      następujących fragmentów Twojej wypowiedzi, cytuję:

                      1. Dziwię się trochę, że zwyczaj święcenia i samochodów i przyborów
                      szkolnych jest broniony (oprócz jednej subtelnie ironicznej
                      wypowiedzi) na t y m forum.
                      2. Dla mnie w każdym razie obrona tego zwyczaju jest nieuzasadniona.

                      Wiesz, już dawno przestałam się oburzać, czytając posty na forum.
                      Nasze forum uodparniasmile
                  • luccio1 Re: Święcenie rzeczy do szkoły 17.09.07, 00:51
                    pawlinka napisała:
                    Tornistry dzieci błogosławione mają raz, nie co roku.

                    Raz - czyli, jak rozumiem, kiedy zaczynają szkołę podstawową. Ale
                    nie wierzę, żeby tornister kupiony pierwszakowi dotrwał do końca
                    podstawówki, czyli teraz do klasy VI.
                    Więc jak już rodzice kupią nowy - bo stary okaże się nie do użycia -
                    to dla tego nowego prosić księdza ekstra, żeby poświęcił?
                    • jogo2 Re: Święcenie rzeczy do szkoły - i jeszcze jedno 17.09.07, 01:04
                      A propos bogactwa obrzędów - rzeczywiście jest ono w Kościele
                      katolickim ogromne - niektóre obrzędy są znane we wszystkich krajach
                      Europy, inne są lokalne, są obrzędy religijne typowe dla krajów
                      Ameryki Łacińskiej, są typowo afrykańskie. Żeby być świadkiem
                      niektórych urządzane są nawet wycieczki turystyczne (wycieczki do
                      Hiszpanii w czasie Wielkiego Tygodnia). Większość z nich to są
                      obrzędy istniejące od dawna albo wynikające ze swoistej tożsamości
                      kulturowej i na pewno nie jest moim zamiarem optowanie za likwidacją
                      obrzędów w Kościele katolickim. Tylko, czy Kościół katolicki swoją
                      siłę czerpie z obrzędów: z tego że w Hiszpanii w procesji
                      Wielkopiątkowej uczestniczą zakapturzeni ludzie, a w Afryce podczas
                      mszy się tańczy. Przyznam wprawdzie, że z wielkopiątkowych obrzędów
                      filipińskich (ukrzyżowanie) może jakąś tam siłę czerpie.
                      Drugie pytanie to takie, czy ustanowienie nowych obrzędów święcenia
                      samochodów i tornistrów to jest właściwa odpowiedź KK w Polsce na
                      wyzwania dzisiejszych czasów (albo gdyby te obrzędy istniały w
                      proporcji do innych akcji mniej odwołujących się do obrzędowej
                      części duszy chrześcijanina, a bardziej do jego rozumu i dobrej
                      woli).
        • rycerzowa Re: Święcenie rzeczy do szkoły 16.09.07, 22:48
          pawlinka napisała:

          > Swoim maturzystom powtarzałam tak: "Tak ufaj Bogu, jakby całe
          > powodzenie spraw zależało tylko od Boga; tak jednak dokładaj
          > wszelkich starań, jakbyś ty sam miał to wszystko zdziałać, a Bóg nic
          > zgoła".
          > Hmmm, swoją drogą, cytując świetego indoktrynowałam niecnieconfused)

          Lud prosty ujmuje to krócej:
          Strzeżonego Pan Bóg strzeże!
        • mader1 o maturzystach ;) 17.09.07, 08:08
          Swoim maturzystom powtarzałam tak: "Tak ufaj Bogu, jakby całe
          > powodzenie spraw zależało tylko od Boga; tak jednak dokładaj
          > wszelkich starań, jakbyś ty sam miał to wszystko zdziałać, a Bóg
          nic
          > zgoła".

          Szkoda, że nie jesteś nauczycielką moich domowych przyszłych
          maturzystów. Zazdroszczę Twoim szkolnym dzieciakom takiej
          profesorki smile
          • pawlinka Re: o maturzystach ;) 17.09.07, 16:09
            smile
            a ja żałuję, że Twoja trójka na będzie moimi uczniamismile

            Obecnie jestm wychowawczynią w liceum -klasa I humanistyczna i uczę
            III klasę gimnazjum. Mam nadal pół etatu!!!
      • kudyn Re: Święcenie rzeczy do szkoły 17.09.07, 10:21
        W Wielką Sobotę zwyczajowo się mówi o święceniu pokarmów. Formalnie jest to
        błogosławienie pokarmów i może to zrobić np. ojciec rodziny przed śniadaniem.
        Nie mówi się o tym, bo część nie przyjdzie do Kościoła, część się oburzy bo
        tradycja, ksiądz…
        • mama_kasia swiecenie pokarmow 17.09.07, 12:31
          U nas sie mowi, choc juz troche ciszej wink

          Kiedys pamietam (neofickie takie bylo wink)) trabilam wszem
          i wobec o wyzszosci niechodzenia z koszyczkiem nad chodzeniem.
          Ale zmadrzalam wink Bo to jednak jest tradycja. Warto mowic o tym,
          tak jak piszesz, ale nie warto zwalczac. Tego musialam sie nauczyc.
          Nie byla to walka na noze, ale pycha w tym byla, niestety.
          Warto tlumaczyc (i to szczegolnie doroslym) znaki,
          sakramentalia, blogoslawienstwa, modlitwy, nabozenstwa. Brakuje
          mi ciagle tego w Kosciele.
          • kudyn Re: swiecenie pokarmow 17.09.07, 13:40
            Zgadzam się w 100%.
    • mader1 Re: Święcenie rzeczy do szkoły 17.09.07, 08:21
      A mi to święcenie tornistrów nie przeszkadza smile
      Dzieciaki przychodzą rozentuzjazmowane z tymi tornistrami i
      przyborami, jakby chciały pochwalić się przed całym światem
      kawałkiem swojej dorosłości. Wprowadzają trochę zwyczajności i
      radości w mury kościoła. Wcale nie traktują tego, jako obrzęd mający
      im zapewnić jakieś szczególne powodzenie... Czy zbawienie...
      Uzasadnienie Ismy trafia mi do przekonania.
      Sama bym na to nie wpadła, ale nie uważam tego zwyczaju za
      szkodliwy wink
      Niewierzący mają prawo nie rozumieć zwyczajów i obrzędów panujących
      w danych religiach- także KK wink))) Dla nich to może być "
      głupstwo" wink
      Mam wrażenie, że dzieci wychowane w duchu Miłości Bożej rozumieją,
      ze świętość przeplata się z codziennością.
      W szkole moich dzieci nie było tego zwyczaju ( jeszcze raz Ci ją
      Jogo polecam smile Zapytałam córkę, która już tę szkołe ukończyła, jak
      myśli - dlaczego ? Ona powiedziała , że daltego, ze to nie
      przedmioty, ale Chryystus i człowiek są najważniejsi. To od kondycji
      człowieka zależy jego praca. I od prowadzenia Bożego. Dlatego oni -
      nauczyciele i uczniowie, ale także i rodzice (!) dostają specjalne
      błogosławieństwo na nowy rok szkolny.
      W ten sposób do wątku nic nie wniosłam, tylko sobie pogadałam wink
    • mama_kasia Re: Święcenie rzeczy do szkoły 17.09.07, 08:31
      U nas tez jest blogoslawienstwo przyborow szkolnych, ale
      nie uczestniczylismy w tym. Z prostego powodu - blogoslawienstwo
      jest na mszy dla dzieci, a my chodzimy na sume parafialna smile
      Szczerze mowiac mnie to ani ziebi, ani grzeje wink
      Ze "swieconka" tez nie chodzimy w Wielka Sobote, poniewaz
      nie mamy takiego zwyczaju. W tym czasie "zajmujemy sie" liturgia
      godzin odprawiana w naszym kosciele i adoracja. Przed posilkiem
      odmawiamy modlitwe i to jest nasze dziekczynie za pokarm, za
      Boze dary.
      Samochod do blogoslawienstwa przywozimy. Dajemy rowniez
      do poswiecenia ziola na Wniebowziecie NMP i chleb na koniec
      Mszy Wieczerzy Panskiej w Wielki Czwartek i palmy w Niedziele
      Palmowa, i pewnie jeszcze cos by sie znalazlo smile
      Natomiast ja szczegolnie zwracam uwage na modlitwe, jako
      towarzyszy "poswiecaniu". Bardzo dla mnie wazne sa te slowa.
      Nie jestem do konca pewna, ale chyba przy "poswieceniu"
      pojazdow byla podobna modlitwa:
      "O Panie, daj mi pewną rękę, dobre oko, doskonałą uwagę, bym nie pozostawił za sobą płaczącego człowieka. Ty jesteś Dawcą Życia - proszę Cię przeto, spraw bym nie stał się przyczyną śmierci tych, którym Ty dałeś życie. Zachowaj, o Panie, wszystkich którzy będą mi towarzyszyć od jakichkolwiek nieszczęść i wypadków. Naucz mnie, bym kierował pojazdem dla dobra drugich i umiał opanować pokusę przekraczania granicy bezpieczeństwa szybkości. Spraw, aby piękno tego świata, który stworzyłeś, wraz z radością Twej łaski, mogły mi towarzyszyć na wszystkich drogach moich. Amen."
      • isma Re: Święcenie rzeczy do szkoły 17.09.07, 10:43
        O. I ta modlitwa juz cos niecos wyjasnia. Tym, co sluchaja, a nie
        tylko patrza na kropidlo.

        Inna rzecz, ze, faktycznie, czlowiek coraz mniej uwaznie slucha,
        niestety. Sama sie soba (sluchowcem!) zdegustowalam, kiedy,
        rozmawiajac luzno z zaprzyjaznionym ksiedzem po wieczornej
        sobotnio/niedzielnej Mszy sw. na haslo: "A ja pomyslalem sobie
        specjalnie o pani podczas jednego wezwania dzisiejszej modlitwy
        wiernych" - ni hu-hu nie bylam w stanie wygrzebac ze swiezej
        przeciez pamieci, ktore by to moglo byc... Sluchalam, ale nie
        slyszalam, znaczy sie ;-(((.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka